Jezda do Moskwy - Jan Kochanowski

Kup ebooka

4.49 zł
3.68 zł (2,90 zł najniższa cena z 30 dni)

-
Proszę czekać

Jezda do Moskwy

Jako więc orzeł młody, na gniaździe wysokiem Siedząc, za ojcem patrzą niespuszczonem okiem, Kiedy albo wysoko buja pod obłoki, Albo prędki zwierz goni i drapieżne smoki, Aż się i sam za czasem wylecieć ostraszy, A oto na cień jego wszytek rodzaj ptaszy I polne uciekają stada, ten swej broni Jeszcze nie prawie świadom, bez obrazy goni, Skrzydłami pogładzając po grzbiecie pirzchliwym, A potem zajuszony i sam żywie żywym:- Tak ty, przypatrując się ojcowskiej dzielności, O zacny Radziwile, z napirwszej młodości, Myśliłeś zawżdy sławy domowej poprawić, I o miłą ojczyznę śmiele się zastawić. Aniś ty wieku czekał słusznego do zbroje, Pierwej dzielność dordzała, niźli lata twoje. Uła tego świadoma, gdzie moskiewskie roty, Za sprawą ojca twego, męża wielkiej cnoty

I dzielności, poległy. Tameś ty swej siły Probę napierwej podał; a już znaczne były Twego męstwa początki. Kto się przypatrował, Każdyć w te słowa, albo tym równe winszował: Bógci (powiada), pomóż, młody Radziwile; Nie schodzi tu na sercu już, ani na sile, Nie wydasz, widzę, ojca zacnego hetmana, Także szczodrze i tobie Pańska łaska dana. Patrzaj gdzie się obróci, a broń swoję skłoni, Jako na obie stronie Moskwa leci z koni. Tak tam jeden drugiemu w wojszcze ukazował, A ociec w sercu swojem wielce się radował. I już było Moskiewskie wojsko rozgromione, I pola pobitemi trupy napełnione. I Szujski już był zabit; już był hetmanowę Wszytkę władzą położył, ale i swą głowę. Więc przed hetmański namiot więźnie przywodzono, I korzyść z nieprzyjaciół pobitych kładziono. Tam kiedyś i ty stanął wpośrzód wielkiej kupy Rycerskiej, przyodziany moskiewskimi łupy, Ociec twój tak cię witał: rad cię tak, mój drogi Synu, widzę; i tak się w te wojenne trwogi Ojcu swemu popisuj, tak twoi przodkowie Sławy wielkiej dostali, cni Radziwiłowie: Nie na biesiadach, ani miedzy taneczniki, Ani uszom przyjemnej słuchając muzyki; Ale w polu pod niebem, goniąc Moskwicina, Albo niespokojnego strzelca Tatarzyna.

Tych torem, jakoś począł, choć mój synu miły, Ani chciej być poślednim miedzy Radziwiły. Mnie jakokolwiek widzisz w tem szedziwem lecie, Przedsię dokąd mię będzie chował Bóg na świecie, Ojczyźnie swej chcę służyć, a ty więc w me sprawy Masz nastąpić napotem, jako dziedzic prawy. To rzekszy, obłapił cię, a zatem każdemu, Jako się kto popisał, dary dawał: temu Szatę złotogłowową, temu łańcuch złoty, Czaszę drugiemu, mistrzów dawniejszych roboty, Kosztowną, odlewaną; tobie białonogi Koń turecki, a na nim siodło i rząd drogi, Kutas uszyje biały, na czele zapona, Drogim smalcem i drogim kamieniem sadzona. Do tego przyłożono Szujskiego buławę, A to już wróżka była na hetmańską sprawę. Takieś natenczas dary, zacny Radziwile, I pochwałę w dzielności i w swej odniósł sile. To, co dalej prowadzić myślą moje strony, Wieku stalszego będzie: kiedyś przełożony Wojsku Króla wielkiego, w przek i wzdłuż bogaty, Kraj moskiewski wojował, i wielkie powiaty. Czyli temu dawny czas, kiedy szczęściu swemu Car moskiewski ufając, chciał światu wszystkiemu

Groźnym być, wszystkie lekce króle krześciańskie Uważając przy sobie, także i pohańskie. Ta dobra myśl go naszła, gdy Połocka dostał, A w Iflanciech zaś panem wilczem prawem został. Czwartynasty potomek rzymskiego cesarza Augusta: któż wie, gdzie wziął tego kronikarza. Bogu łacno hardego skrócić, który nosi Szczęście w swych i nieszczęście ręku: ten wynosi, Ale tenże i składa; prędko delfin płynie, Prędko i orzeł lata: Bóg obudwu minie. Ten Moskiewskiego pychę chcąc kiedy uskromić, I róg, którym tak bardzie potrząsał, przyłomić, Podał nam króla z Węgier, dzielnego Stefana: Patrzajże, jako wielka w krótki czas odmiana. Moskiewski komu grożąc, sam się teraz boi, A pragnąwszy cudzego, w swem się nie zostoi. Patrzaj jak prędko, patrzaj Radziwile mężny, Mocnie go Bóg ukrócił, żeś mu był potężny, Gdyś z siebie dosyć czynił w każdym swym urzędzie, Nierzkąc czaszą, ale też i szablą swą wszędzie Kredencując królowi, upatrzając drogę, Miasta i zamki waląc, czyniąc wielką trwogę. Boś zwietrzywszy, że Król miał Połocka dobywać, Tyś się począł (jak mówią) przed insze wyrywać, Chcąc nietylko stołową czaszą panu swemu, Lecz też i ostrą szablą kredencować jemu, Swym dobre serce czyniąc: takim cię Inflanty W tym czasie oglądały i moskiewskie kąty:

Gdzieś Derptowi w nos kurzył, Kierepeć wywrócił, Liczbę nieprzeliczoną wsi w popiół obrócił, Więźniów zacnych nawiązał, niesłychaną plonu Moc wypędził, sam cało wrócił się do domu. Taki więc przez dachówkę wpadszy piorun ślepy; Wszystkie gmachy pobiega i pokryte sklepy; Potem nowym wypada szlakiem niewidomy, A ogień już ogarnął i sąsiedzkie domy. Ale ty, o tyrannie srogi, niezmiękczony, Po tym pirwszym piorunie patrzaj z tejże strony Burze wielkiej, i gradu, gradu żelaznego, I straszliwych łyskawic, i gromu ciężkiego, Któremu twe cyklopskie mury nie wytrwają, Wieże i wielkie baszty u nóg upadają. Widzę orła białego, konia tejże sierci, Ten mieczem, ów piorunem groźny, prędkich śmierci

Oba hojni szafarze. Las gęsty za nimi

Drzew wysokich a wszystko z wierzchy kolącymi.

RESZTA TEKSTU DOSTĘPNA W PEŁNEJ WERSJI.