Antenaci
O rodzie Weyssenhoffów herbu Łabędź znajdujemy w Polskiej encyklopedii szlacheckiej informację, że była to staroszlachecka rodzina pochodzenia niemieckiego, wywodząca się z Nadrenii, gdzie jako Weissowie należała do najzamożniejszej w średniowieczu warstwy rycerstwa turniejowego. Około 1500 r. Weissowie osiedlili się w prowincjach bałtyckich, dając początek Weyssenhoffom - od połowy XVII w. dwóm liniom tej rodziny. Linia Gotarda (kurlandzka), pisząca się von Weiss, wygasła w końcu XVIII w., natomiast druga, wywodząca się od Jana, znana pod nazwiskiem Weyss v. Weyssenhoff przeniosła się do Inflant Polskich. Ród ten zaliczał się do rodzin zwanych inflancko-polskimi, chociaż, jak wiadomo, był niemieckiego pochodzenia. Badacz Inflant Gustaw Manteuffel w opracowaniu Inflanty polskie, wydanym w 1879 r., wśród rodzin tam osiadłych już po inkorporacji w 1620 r., wymienił Weissów. Wtedy to Gotard Weiss przedstawił kurlandzkiemu Ritterbankowi w Mitawie posiadane dokumenty, lecz otrzymał co do wpisu odpowiedź odmowną. Dopiero gdy w 1642 r. Gotard i Jan Weissowie na posiedzeniu Ritterbanku złożyli dyplom króla Zygmunta III Wazy nadający im szlachectwo, sąd uznał, że dokument jest wystarczający i zaliczył Weissów do drugiej klasy szlachty miejscowej. Herbem ich został biały łabędź na niebieskim polu.
Z upływem wieków Weissowie, podobnie jak i inne rody wówczas osiadłe w Inflantach, ulegli polonizacji. Wchodzili też drogą małżeństw w koligacje i obrastali w ziemskie dobra.
Dziejami rodziny zajmował się pisarz Józef Weyssenhoff, zbierając dokumenty dotyczące najwcześniejszej jej historii (o czym będzie jeszcze mowa). Efektem było wydanie drukiem przez jego brata Waldemara Kroniki rodziny Weyssów-Weyssenhoffów, trzy lata po śmierci pisarza. Należy zauważyć, iż Gustaw Manteuffel uważał, że rodzina Weyssenhoffów nie ma prawa do posługiwania się tytułem barona, gdyż przybyła jakoby do województwa inflanckiego już po 1571 r., czyli po włączeniu go do Rzeczypospolitej, a zatem z rycerstwem niemieckim nie miała nic wspólnego. Pracę Manteuffla Józef Weyssenhoff oczywiście dokładnie przestudiował, po czym uznał za "wielce bałamutną", a jego wywody nazwał "bredniami". Za życia Manteuffla nie podjął jednak z nim polemiki, ale po jego śmierci w 1916 r. zaczął już oficjalnie tytułować się baronem, drukując ten tytuł na wizytówkach, a nawet zamieszczając przy swoim nazwisku w niemieckojęzycznym wydaniu powieści Syn marnotrawny. Trzeba jednak uznać, że Józef Weyssenhoff miał trudności, mimo uporczywych poszukiwań, w udokumentowaniu średniowiecznych korzeni rodziny. W najbardziej cenionym przez Niemców herbarzu Joseph Siebmacher's Grossen Wappenbuch, w rozdziale "Szlachta rosyjskich prowincji wschodnich", podano, że pochodzenie rodziny Weyssów nie jest jasne, "prawdopodobnie uszlachceni zostali w Polsce", a jako protoplasta figuruje Zachariasz Weiss. Co do Weyssenhoffów znajduje się informacja: "Rodzina ta osiedliła się w Inflantach Polskich w 1780 r. i należy do polskiego rodu herbu Łabędź". Józef Weyssenhoff natomiast wywodził swój rodowód od wygasłej rodziny Weissów - panów na Assern i Weyssenhoffie, taka bowiem była najstarsza wersja rodzinna. Pierwszym przodkiem zapisanym w dokumentach miał być Abraham Weiss, żyjący w XV w. Następnie znany był jego wnuk Zachariasz Weiss, namiestnik królewski w Rydze. Pisarz utrzymywał, że wywodzili się z południowych Niemiec. Należy dodać, że heraldyk Szymon Konarski w opracowaniu O heraldyce i "heraldycznym" snobizmie, podobnie jak Gustaw Manteuffel uważał, że Weyssenhoffowie nie mają prawa do tytułu barona, tak jak i 26 innych "pseudo-baronów" w Polsce.
O swojej rodzinie Józef Weyssenhoff we wstępie do Kroniki rodziny Weyssenhoffów napisał:
Utrzymywała się długo w zamożności wyższej niż średnia, a w połowie 18-go wieku Michał, pisarz gromadzki inflancki, doszedł do wielkiej fortuny, która jednak nie utrzymała się w pełni po jego śmierci w rękach spadkobierców. W ogóle Weyssenhoffowie niezbyt byli zawzięci na gromadzenie dostatków ani na zdobywanie zaszczytnych odznaczeń. [...] Na ogół typ rodzinny jest prawy, prawdomówny, przestrzegający pilnie zasad uczciwości i honoru, hardy, dbały o swą godność, ale i o uzasadnienie tej godności. Typ wybitnie obywatelski, kochający swój kraj nie tylko dla osobistego pożytku, lecz pragnący ogólnego dobrobytu, triumfu powszechnego ładu i sprawiedliwości.
Z badań - nie tylko pisarza - wynika, że podział na dwie linie w rodzie nastąpił w XVIII w., gdy strażnik smoleński i starosta andzelski Michał Weyssenhoff (zmarły w 1737 r.), pozostawił dwóch synów: podkomorzego Michała i sędziego ziemskiego Jana. Potomkowie Michała zwą się Weyssenhoffami jużynckimi, a potomkowie Jana - andżelmujskimi (od nazw ich siedzib). Z tego też wieku pochodzą najdokładniejsze wiadomości o Weyssenhoffach. Michał Weyssenhoff, syn Michała, był pisarzem grodzkim, a następnie podkomorzym Jego Królewskiej Mości i inflanckim w latach 1756-1789, posłem na sejmy 1756 i 1764 r. Zgromadził spory majątek, pomnożony posagowymi dobrami ziemskimi dwóch jego kolejnych żon, a zatem należał do najbogatszych obywateli inflanckich. Jego potomkowi pisarzowi Józefowi Weyssenhoffowi udało się ustalić, że podkomorzy Michał ufundował kościół w Jużyntach w 1790 r. Nie przeszkadzał temu fakt, że był masonem, choć "nieszkodliwego gatunku", członkiem loży "Gorliwy Litwin".
Młodszym bratem Michała Weyssenhoffa był Jan, sędzia ziemski inflancki (1765-1786), koniuszy inflancki osiadły w Andżelmujży (łot. Andze?i). Z żoną Heleną Römerówną, primo voto Sołtanową, miał liczne potomstwo: 12 dzieci, a wśród nich: Józefa - posła inflanckiego na Sejm Czteroletni, Ksawerego - sędziego ziemskiego inflanckiego, Michała - marszałka rzeżyckiego, następnie Wincentego, Teresę - późniejszą Sołtanową, Konstantego - marszałka lucyńskiego, Jana - generała i autora Pamiętnika oraz Stanisława.
Najbardziej znany spośród potomstwa Jana Weyssenhoffa był Józef, szambelan króla Stanisława Augusta i cześnik inflancki. Należy o nim szerzej wspomnieć, bo niewykluczone, że bohater naszej opowieści właśnie po nim odziedziczył literacki talent. W wieku 28 lat został wybrany posłem inflanckim na Sejm Czteroletni; uznano go wtedy za jednego z najlepszych mówców. Domagał się reform ustrojowych, gospodarczych i społecznych, a w toku obrad zabrał głos prawie 150 razy. Aktywnie pracował w wielu deputacjach, np. został wybrany do deputacji opracowującej nową formę rządów, do spraw sejmików, do kwestii Kurlandii i Semigalii, do deputacji konstytucyjnej, a także mającej ułożyć nowy kodeks praw cywilnych i kryminalnych. Znany był również z przygotowywania not do dworów europejskich. Przyjaźnił się z najważniejszymi osobami tamtej epoki, np. z Ignacym Potockim, Hugonem Kołłątajem czy Stanisławem Małachowskim. Znał sześć języków obcych, swobodnie w nich korespondował i pisał projekty sejmowe. Wraz z Tadeuszem Mostowskim i Julianem Ursynem Niemcewiczem od 1 stycznia 1791 r. przez rok wydawał i redagował "Gazetę Narodową i Obcą". Po zwycięstwie konfederacji targowickiej zmuszony został do emigracji, podczas której towarzyszyła mu ukochana Dorota z Jabłonowskich, żona Józefa Klemensa Czartoryskiego, stolnika litewskiego. W Lipsku napisał i wydał bezimiennie w 1793 r. książkę O ustanowieniu i upadku Konstytucji 3 Maja. Rozpoczął też pracę nad historią Sejmu Czteroletniego. Słabe zdrowie (zachorował na suchoty) nie pozwoliło mu na wzięcie udziału w powstaniu kościuszkowskim, chociaż przewidziane były dla niego wysokie funkcje. Z powodu pogarszającego się stanu zdrowia opuścił Drezno i udał się przez Capri, Modenę, Mantuę do Pizy, gdzie zmarł w 1798 r. w wieku 38 lat.