STYCZEŃ
1 STYCZNIA
1stycznia powołano do życia aż pięć
polskich parków narodowych, w tym Magurski Park Narodowy, który, obok
Bieszczadzkiego Parku Narodowego, zasługuje na uwagę szczególną. To na
jego terenie spotkać możemy bowiem królewskiego ptaka, orła przedniego.
"Orzeł przedni jest ptakiem legend, pieśni, herbów i sztandarów,
symbolem męstwa, siły i wzlotu ku wyżynom. Żadnego ptaka nie odtwarzano
tak często w dziełach sztuki i żaden nie odegrał tak dużej roli w kulturze człowieka. Niemniej, z żadnym z ptaków człowiek nie obszedł się
tak bezwzględnie, jak z orłem. Gdziekolwiek się pojawił, witano go kulą
lub śrutem, toteż w wielu państwach zachodniej Europy został doszczętnie
wytępiony" - pisał w Ptakach ziem polskich profesor Jan Sokołowski.
Orzeł przedni jest obecnie w Polsce skrajnie nielicznym gatunkiem
gnieżdżącym się, a jego populacja oscyluje w granicach 28-31 par
lęgowych. Orły przednie giną od kul myśliwych oraz trujących związków
znajdujących się w mięsie otrutych lisów czy jenotów, którymi chcą się
posilić.
To smutne, ale ptak, który często był na tarczach herbów miast i rycerstwa, ptak-legenda, pod postacią którego Zeus wylatywał na swoje
erotyczne podboje, i z którym królowie ruszali na polowania, jest u nas
zagrożony wyginięciem.
Czasami bywa nazywany przednikiem, ale jest to moim zdaniem strasznie
brzydkie określenie. Przedni zaś - co znaczyło dawniej tyle co
"doskonały", "wyborny", tak jak hufiec, w którym walczył Zawisza Czarny,
który w swoim herbie miał orła przedniego - to nazwa adekwatna, oddająca
cały majestat oraz dostojeństwo tego ptaka.
2 STYCZNIA
Gdybyśmy mieli szukać u poszczególnych
gatunków ptaków cech odróżniających je od gatunków pozostałych, to
krzyżodzioba świerkowego wyróżniałaby niewątpliwie pora lęgów. Samica
składa od końca grudnia do marca trzy albo cztery jaja, z których po
około dwóch tygodniach wykluwają się pisklęta z prostymi dziobami.
Nietypowa pora roku sprawia, że pisklęta krzyżodzioba świerkowego są
największymi jaroszami spośród polskich jaroszów. Od wyklucia pałaszują
to co rodzice mają od gniazda najbliżej, czyli nasiona drzew iglastych,
głównie świerka. O pisklęta zdecydowanie więcej dba samica, która buduje
gniazdo, jak nazwa sugeruje, najczęściej na świerku. Podczas inkubacji
jaj i ogrzewania piskląt samica nie opuszcza gniazda, a w tym czasie
karmi ją samiec.
Ten wyjątkowo urodziwy gatunek spotkać można przede wszystkim w górach
bądź w północno-wschodniej części kraju. Czerwone upierzenie samców
powoduje, że rzucają się w oczy z daleka. Zielonożółte samice nie są tak
widoczne jak ich partnerzy. Jednak najbardziej dostrzegalną cechą, która
odróżnia je od innych ptaków, jest dziób: górna i dolna jego część,
zgodnie z nazwą ptaka, krzyżuje się.
Poza krzyżodziobem świerkowym sporadycznie do nas zalatują krzyżodzioby
modrzewiowe i krzyżodzioby sosnowe. Może nieco zadziwiać fakt, że te
drugie są tak bardzo rzadko w Polsce, bo czego jak czego, ale sosny w naszych lasach nie brakuje.
3 STYCZNIA
"Wstyczniu łów
łatwy na kuropatwy" - to stare przysłowie odsłania smutną prawdę mówiącą
o sporych kłopotach kuropatw zimą (takich, jakie namalował na swoim
słynnym obrazie pt. Kuropatwy na śniegu Józef Chełmoński).
Kuropatwa od wielu lat w Polsce czeka na sensownego ministra środowiska.
Takiego, który by po prostu o nią zadbał. W latach 70. ubiegłego wieku
była bardzo licznym gatunkiem lęgowym w Polsce, którego populację
szacowano na 3 000 000 par lęgowych. Obecnie jest już tylko średnio
licznym, oscylującym w granicach zaledwie 120 000-160 000 par.
Na taki stan rzeczy wpływ ma wiele czynników. Z pewnością najważniejszym
z nich są przekształcenia w rolnictwie. Zanik remiz (niewielkich skupisk
drzew, krzewów i roślin pośród pól), coraz mniejsza mozaika w krajobrazie rolniczym, mają niewątpliwie największy wpływ na taki stan
rzeczy. Swoje robią też śnieżne zimy, które odcinają te ptaki od
pokarmu, deszczowe czerwce, w których giną przemoknięte i zziębnięte
pisklęta, a także myśliwi polujący na nie oraz drapieżniki wypatrujące
kuropatw z ziemi i z powietrza. Zwalczanie wścieklizny poprzez
wykładanie szczepionek spowodowało prawdziwą eksplozję liczebności lisa,
który odpowiada za duże straty wśród populacji tego gatunku. Nie służy
im nawet "program odbudowy zwierzyny drobnej", podczas którego myśliwi
wsiedlają osobniki wychowane w wolierach, które obniżają wartości
dostosowawcze dzikich kuropatw.
Jak widzimy, nad tak charakterystycznym dla dawnej polskiej wsi
gatunkiem pojawiają się coraz bardziej ciemne chmury.
Śnieżne zimy w ostatnich latach nie występują, a tzw. ostra zima
przyczyniała się do śmiertelności wśród kuropatw, ale i wśród
drapieżników (w tym lisa), a im mniej drapieżników w sezonie rozrodczym,
tym większy sukces rozrodczy.
4 STYCZNIA
Część ornitologów wręcz zniechęca do
dokarmiania ptaków zimą. No to karmić czy nie? Argumentów za
dokarmianiem jest tyle samo co przeciw, jednak jeśli już zdecydujemy się
dokarmiać, to musimy podporządkować się kilku zasadom.
Najważniejsza z nich to primum non nocere - "po pierwsze nie
szkodzić". Co to oznacza? Ano to, że wykładana przez nas karma musi być
odpowiedniej jakości. Może to być słonecznik, tłuczone orzechy, ziarna
zbóż, świeża, surowa i nieprzyprawiana słonina czy pokrojone owoce (dla
kosów). Obok słoniny możemy powiesić specjalnie przygotowane dla ptaków
kule tłuszczowe, które kupimy w każdym sklepie ogrodniczym lub też
wykonamy sami. Natomiast nie karmimy ptaków chlebem ani żadnym innym
pokarmem zawierającym szkodliwe dla ptaków przyprawy.
Należy też zadbać o bezpieczeństwo użytkowników karmnika. Musimy go w trakcie użytkowania dość często czyścić, żeby nie psuł się w nim
pobierany przez ptaki pokarm. Nie możemy usytuować go w miejscu, gdzie
dostęp do niego będą miały koty bądź też łatwo będzie atakować
dokarmiane ptaki krogulcom.
Pamiętajmy też o tym, że nie dokarmiamy ptaków przez cały rok. Kończymy,
gdy znikną ostatnie śniegi i ustąpią mrozy.
5 STYCZNIA
Wciężki zimowy czas w pobliże naszych domów
zbliża się, w poszukiwaniu ziaren, coraz rzadsza w kraju dzierlatka.
Jakkolwiek jest ona ciepłolubnym gatunkiem i nie jest widywana w miejscach o przeciętnej temperaturze rocznej 7,3°C, to jednak nie zima
sprawia, że bliska krewna skowronka znika nam z oczu w oszałamiającym
tempie (pod koniec XX wieku ubyło w Polsce aż 90% tych ptaków).
Dzierlatka jest dzieckiem obszarów stepowych okalających Saharę. I stąd
u niej specyficzne wymagania wobec środowiska, w którym ma żyć.
Preferuje miejsca nie tylko, jak już wspomniałem, ciepłe, ale i suche.
Toteż najliczniejsza jest na terenach ruderalnych i w krajobrazie
rolniczym z dużą ilością gospodarstw rolnych.
Nie tylko ostre i przedłużające się zimy mają wpływ na liczebność
dzierlatek. Z pewnością przyczyniają się do tego zmiany siedliskowe,
takie jak wkraczanie budownictwa na zasiedlane przez nie peryferia miast
i wsi, czy zmiany w rolnictwie. Innymi czynnikami są słabo wyprowadzane
lęgi, presja kotów i ptaków krukowatych, jak też i ograniczenie dostępu
do resztek pokarmowych: dawniej znajdowała ziarno wysypywane przez
gospodarzy dla kur, jak i odnajdywała nieprzetrawiony owies w końskim
łajnie. Teraz najwyraźniej tego zabrakło.
6 STYCZNIA
Będąc na Trzech Króli u cioci na
ciasteczkach i kawie, nie zapominajmy, że jest to też Dzień Filatelisty.
Jest wiele serii znaczków o tematyce ornitologicznej, budzących
pożądanie nawet u osób, które na co dzień nie wykazują zainteresowania
filatelistyką. Zapewne każdy filatelista ma w swoich klaserach niejedną
serię, której tematem są ptaki.
Ptaki na znaczkach są wdzięcznym tematem. Rysunki, a ostatnio i zdjęcia
ptaków tworzą piękne i zapewne pożądane przez miłośników ptaków serie
tematyczne. Wielką gwiazdą polskiej filatelistyki o tematyce ptasiej
jest zapewne legenda polskiej ornitologii, Jerzy Desselberger. Jest on
autorem 178 znaczków o tematyce ornitologicznej i zwierzęcej. Na
poszczególnych seriach zaprezentowane zostały sowy, kuraki, ptaki
krukowate, kaczkowate i inne ptasie rodziny, także gatunki ptaków
chronionych.
Oczywiście nie tylko w Polsce powstały znaczki o tematyce ptasiej.
Piękne serie filatelistyczne powstają na całym świecie.
Jak zatem widzimy, i w filatelistyce można realizować ptasie hobby.
Dzień Filatelisty jest upamiętnieniem pierwszego stowarzyszenia
filatelistów, które powstało w 1893 roku w Krakowie.
7 STYCZNIA
Zimą sporadycznie zalatuje do Polski
łuskowiec. Ten większy od wróbla, niezwykłej urody łuszczak (u samca
dominuje kolor czerwony wpadający w róż, u samicy żółć wpadająca w pomarańcz) jest przybyszem z północnej Skandynawii i Rosji. Jest pięknym
zaprzeczeniem obiegowej opinii, która głosi, że tak ślicznie wybarwione
ptaki pochodzić mogą tylko z południa. Możemy spokojnie nazwać go papugą
północy.
Pojawianie się tych ptaków elektryzuje wszelkiej maści ptasiarzy i fotografów przyrody, którzy podążają z różnych stron Polski, aby go
zobaczyć i sfotografować. Pojawienie się łuskowca jest zatem wielkim i kolorowym wydarzeniem.
Ten, przypominający kolorystycznie naszego krzyżodzioba świerkowego,
mieszkaniec północnej tajgi upodobał sobie u nas przede wszystkim drzewa
owocowe, spośród których preferuje zwłaszcza jarzębinę.
8 STYCZNIA
Niewątpliwie jednym z najciekawszych
gatunków, jakie zimą możemy zauważyć w karmniku, jest dzwoniec. Ten
pełen temperamentu ptak wodzi rej i rządzi pozostałymi łuszczakami i sikorami. Czasami, patrząc jak dokazuje pośród innych ptaków,
zastanawiam się, czy nie ma czasami ADHD! Zimowa pora jest najlepszą na
obserwowanie tego ptaka, bo później różnie z jego spotkaniem może być.
U dzwońców w barwach upierzenia dominuje zieleń. W niektórych miejscach
ta zieleń przybiera mocno oliwkowy odcień, gdzie indziej wpada w żółć.
Może właśnie z powodu tej zieleni dzwoniec tak bardzo nie rzuca się w oczy, ale to nie znaczy, że jest pozbawiony urody. Dość łatwo możemy
odróżnić jaskrawszego samca od stonowanej w barwach samicy.
Dzwoniec jest gatunkiem, który w miastach zaczął gniazdować całkiem
niedawno, bo dopiero w drugiej połowie XX wieku. Obecnie jest jednym z najbardziej charakterystycznych gatunków w przestrzeni stworzonej przez
człowieka. W dużym stopniu jego liczebność jest uzależniona od udziału
terenów zabudowanych. Dawniej dzwoniec ograniczał swoje występowanie do
obrzeży lasów, terenów nieleśnych czy luźnych drzewostanów nadrzecznych.
Obecnie, w wyniku powstania krajobrazu rolniczego, jest najbardziej
rozpowszechnionym gatunkiem we wszystkich środowiskach otwartych
zawierających luźne skupiska drzew, a zwłaszcza w osadach ludzkich.
9 STYCZNIA
Jest wielka, piękna i bardzo silna. Sowa
śnieżna jest wielką rzadkością w Polsce. Gdyby teraz się pojawiła,
byłaby niewątpliwie silnym magnesem przyciągającym wszelkiej maści
ptasiarzy, którzy jechaliby z całej Polski, by ją zobaczyć.
Sowę śnieżną zna każdy miłośnik Harry'ego Pottera. Gnieździ się w tundrze Europy, Azji i Europy Północnej. Zimuje zwykle w tajdze.
Sporadycznie zalatuje do Polski, stając się sporą sensacją
ornitologiczną.
Bardzo ciekawe relacje zachodzą między sową śnieżną, berniklą obrożną i lisem polarnym. Bernikla w niektóre lata gnieździ się bardzo blisko sowy
śnieżnej, a w inne w dużym oddaleniu. Okazuje się, że spory wpływ na
taki stan rzeczy ma obecność wspomnianego lisa. Kiedy lisy przebywają w pobliżu gniazd, bernikla buduje gniazdo w pobliżu sów, które - w razie
zagrożenia - potrafią przepędzić agresora. Dlaczego zatem w latach, gdy
lisów nie ma w pobliżu, gnieździ się w oddaleniu od sowy śnieżnej?
Opłaca jej się tak przenosić? Ano przenosi się dlatego, że sowa czasami
wystawia za swoją opiekę wysoki rachunek, pożerając pisklęta bernikli
obrożnej.
10 STYCZNIA
Już teraz warto pomyśleć o skrzynkach
lęgowych dla ptaków. Zanim zdecydujemy się taką zawiesić, musimy
wiedzieć, jakiego chcielibyśmy w niej mieć lokatora. W zależności od
wybranego gatunku, a mogą to być sikory, szpaki, pełzacze, jaskółki,
jerzyki, sowy i wiele innych gatunków ptaków, zawieszamy odpowiednią
budkę. Skrzynkę możemy zakupić, jak też, o ile jesteśmy obdarzeni
manualnymi zdolnościami, zrobić sami.
Przed zawieszeniem budki lęgowej musimy dobrze wybrać miejsce, żeby nie
narażać ptaków na zbędne niebezpieczeństwo czy stres. W trakcie
użytkowania musimy pamiętać o corocznym ich czyszczeniu.
Warto wspomnieć, że pierwszymi skrzynkami dla zwierząt były ule, a u nas
wykonywane w drzewach barcie. Pierwsze budki dla ptaków na ziemiach
polskich, opisywane przez Władysława Taczanowskiego w Ptakach
krajowych, pojawiły się w XIX wieku i nie były wieszane po to, by
służyły ich lokatorom, lecz ludziom, którzy je zawieszali. Na przednówku
bowiem każda forma białka była bezcenna, a zatem jaja i pisklęta szpaków
czy innych ptaków były z budek łatwo wybierane.
Z czasem dopiero zaczęto doceniać korzyści płynące z obecności w pobliżu
człowieka ptaków i zaczęto im rzeczywiście pomagać w założeniu gniazda,
nic nie biorąc w zamian.
11 STYCZNIA
11 stycznia
jest Dniem Wegetarian. Warto podkreślić, że wegetarianizm łączy w sobie
kilka dobrych cech: zdrowszy tryb życia, chęć pozbycia się nadmiaru
kilogramów, jak też i altruizm kierowany do zwierząt. Moda na
niejedzenie lub chociażby ograniczenie spożywania produktów zwierzęcych
ma wielki sens. Dzięki temu chociażby tylko w 2017 roku liczba zwierząt
przeznaczonych do zabicia spadła o wiele milionów. Jak widać, każda
metoda jest dobra.
Na naszych stołach ląduje między innymi wiele ptaków. Najczęściej są to
kury, kaczki, gęsi i indyki, a także dziczyzna, o której opowiem jednak
przy innej okazji. Udomowione ptaki nie mają u nas dobrej reputacji.
Bardzo często, aby poprawić samopoczucie konsumenta, gęsi i kury
uznawane są za głupkowate stworzenia. Czy tak jest rzeczywiście?
"Głupia" i szara gęś, jeśli stworzymy dla niej odpowiednie warunki i pozwolimy długo żyć, okaże się ptakiem mądrym, rodzinnym, dbającym o pozytywne relacje z pozostałymi osobnikami stada. Podobnie rzecz ma się
z kurami.
Ale po co o tym myśleć, kiedy - w naszym pojęciu - głównym zadaniem
zarówno gęsi, jak i kaczek jest szybko urosnąć po to, abyśmy mogli je
szybko zjeść. Przy takim podejściu na zaprezentowanie swoich cech
osobowości nie mają po prostu czasu, a i nas to nie za bardzo
interesuje...
12 STYCZNIA
Wdawnych czasach lud przyglądał się ptakom
z większą uwagą. Na podstawie ich zachowań usiłowano między innymi
przewidywać pogodę. Po tych niedorzecznych wierzeniach pozostało nam
całkiem sporo powiedzeń i przysłów. Oto kilka z nich:
"Kiedy ptaki w styczniu śpiewają, to im w maju dzioby zamarzają" możemy
potraktować jako dawną długoterminową prognozę pogody. "Przyjdzie Święta
Weronika (13 stycznia), zniesie jaja kaczka dzika" i "Święta Agnieszka
(21 stycznia) skowronka wypuszcza z mieszka" były zapowiedzią wiosny i jej akcentów. O tym, że "W styczniu łów łatwy na kuropatwy" już
opowiadałem.
Nasi przodkowie przewidywali stany wód z pomocą dzikich gęsi,
trzciniaków i krzyżówek. Niski lot gęsi zapowiadał niski stan wód,
wysoki natomiast przestrzegał przed ich wystąpieniem. Stan wody w jeziorach zapowiadać ponoć miała... wysokość gniazda uwitego przez
trzciniaka. Zasada podobna jak u dzikich gęsi: im niżej będzie gniazdo,
tym bardziej nisko będzie woda. I odwrotnie oczywiście też. Krzyżówki
miały reagować podobnie: gdy ich gniazdo było na drzewie, znak to był
ponoć niechybny, że będzie bardzo mokra wiosna.
Trudno powiedzieć, jaką skutecznością cechowały się te dawne prognozy
pogody. Jedno w tym wszystkim jest pewne: nasi przodkowie obserwowali
ptaki. Na pewno.
13 STYCZNIA
Miłośnikom malarstwa z pewnością zima
będzie się kojarzyła ze sroką. Obraz Claude'a Moneta pod takim właśnie
tytułem (Sroka) uważany jest za jedno z najpiękniejszych dzieł
wybitnego malarza. Jakkolwiek większe wrażenie na podziwiających obraz
robią odcienie śniegu, to jednak przedstawiona na nim sroka także, siłą
rzeczy, znalazła poczesne miejsce w historii malarstwa. I nie powinno to
specjalnie dziwić, bo ptak zwyczajnie na to zasługuje.
Wszyscy wiemy, że sroka jest ptakiem, w którego ubarwieniu dominują dwa
kolory: biel i czerń. Podobnie jest w kulturze, gdzie również ma swoje
biele i czernie. To ona przyczyniła się do powstania pięknej liwskiej
legendy o żółtej damie, mówiącej o tym jak to przez jej zachłanność na
błyskotki śmierć poniosła niewinna kasztelanka. To ona jest narzeczoną w "Ptasim weselu", w zachowanym do dziś rytuale Łużyczan, który trwa
znacznie dłużej niż polskie państwo ("Ptasie wesele" łączy się z obserwacjami świata roślin i zwierząt. W tym czasie niektóre gatunki
ptaków rozpoczynają gnieżdżenie i składanie jaj, a ludzie czekają na
budzącą się po zimie wiosnę. Dzieci dokarmiają w zimie ptaki i mogą za
to w nagrodę wziąć udział w weselu. Wystawiają talerze i miseczki na
parapet i otrzymują pieczywo w kształcie sroki. Wesele obchodzone jest
ze sroką jako panną młodą i krukiem jako panem młodym. Narzeczeni są
świątecznie ubrani, najczęściej w łużycki strój ludowy. Inni uczestnicy
obrzędu przebrani są za ptaki). To ona znalazła się w tytule słynnej
opery Gioacchina Rossiniego (Sroka złodziejka). O niej pisał dzieciom
Jan Brzechwa.
W tradycji chrześcijańskiej sroka widziana jest raczej w barwach
czarnych niż białych. Jakiś diabeł w nie wstąpił przed wejściem do arki
Noego, bo jako jedyne spośród ptaków nie weszły pod pokład statku. W ogóle były bardzo złe i używały wielu niecenzuralnych wyrazów. Później,
jako jedyne spośród ptaków, nie uszanowały ciszą śmierci Chrystusa. Nic
dziwnego, że do tej pory Szkoci uważają, iż sroka nosi pod językiem
kroplę krwi diabła. Do srok jeszcze powrócimy i będzie okazja, by o nich
nieco więcej opowiedzieć.
14 STYCZNIA
Czasami mylimy pojęcia, i to dość mocno.
Słysząc słowo "lodówka", najszybciej skojarzymy je z ustawioną w kuchni
chłodziarko-zamrażarką. A lodówka, morska kaczka, znana do tej pory jest
jedynie przede wszystkim miłośnikom ptaków, którzy czasami wybierają się
zimową porą na Wybrzeże, żeby ją zobaczyć. Wypada zauważyć, że pierwsze
chłodziarki powstały w drugiej połowie XIX wieku, a pięknego ptaka z północy ksiądz Jan Krzysztof Kluk już w XVIII wieku nazywał kaczką
lodówką.
Lodówka jest najliczniejszą kaczką odbywającą lęgi wokół zbiorników
wodnych tundry. Jest też najliczniejszą kaczką zimującą nad naszym
morzem. Nie jest specjalnie trudnym obiektem do wypatrzenia na Wybrzeżu.
Kaczka ta dość słono płaci za zimowanie na Morzu Bałtyckim. Kiedyś
niechlujność marynarzy i rybaków okupowała śmiertelną dla niej chorobą
olejową, obecnie bardzo dużo lodówek ginie w sieciach rybackich kutrów.
Żywi się pokarmem zwierzęcym z domieszką roślinnego. W poszukiwaniu
pokarmu potrafi nurkować bardzo głęboko, nawet do 60 metrów.
Lodówka wydaje charakterystyczny głos, rzekomo podobny do szczekania
psa, choć Władysław Taczanowski w Ptakach krajowych porównuje go do
czystego, donośnego głosu klarnetu. Tak czy siak, to dzięki niemu
pierwszy człon nazwy naukowej lodówki brzmi Clangula, czyli "dźwięk",
"krzyk". W połączeniu z drugim członem, hyemalis ("zimowy"), mamy
jakże trafną nazwę dla gatunku: "zimowy głos (krzyk)".
15 STYCZNIA
Dawniej lud uważał, że kukułki późnym latem
zmieniały się w krogulce. Na swój sposób mogło to wydawać się logiczne,
bo o tym, że kukułki odlatywały na zimowiska, ludzie nie wiedzieli. Co
prawda, w naszym kraju krogulce można obserwować przez cały rok, ale w sezonie rozrodczym prowadzą dość skryty tryb życia. Jesienią, gdy nagle
znikały kukułki, a w ich miejsce pojawiały się duże stada migrujących
krogulców, które przybywały do Polski z północy, wniosek nasuwał się
sam.
Jedna z legend mówi o tym, że w krogulca zamienił się Nissos, król
Megary. Stary człowiek poczuł się zdradzony przez Skyllę, własną córkę i przybrał właśnie postać krogulca, aby zaatakować ptaszka, w którego ją
przemieniono. Nissos pozostał w drugim członie nazwy (nisos) z krogulcem na zawsze. Pewnie dobrze wiedział, co robi. Ptak przy
polowaniu jest bardzo dynamiczny i zwrotny. Cechuje go bystry wzrok,
długie nogi zakończone szponami oraz krogulczy nos, jak czasami określa
się jego zakrzywiony dziób. Każdy wróbel czy sikorka, które na chwilę
zapomną o nim, zapłacą za to życiem.
Obecność krogulców w pobliżu zimowych karmników jest jak najbardziej
uzasadniona. Karmnik przyciąga do siebie małe ptaki, a te swoją
obecnością wabią drapieżniki. Samica tego gatunku jest znacznie większa
od swojego partnera. Na tyle, że ktoś nieznający się na ptakach mógłby
uznać samicę i samca za dwa różne gatunki. Różnica w wielkości ma swoją
dobrą stronę. Polując, ptaki nie wchodzą sobie w drogę. On poluje na
maleństwa wielkości wróbla, a ona nawet na mniejsze gatunki gołębi.
16 STYCZNIA
Na dworze śnieg i mróz. Polowania na
malutkie ptaszki jej nie wychodzą. Co robi wówczas nasza najmniejsza
sowa, czyli sóweczka, gdy widmo głodu zajrzy jej głęboko w oczy? Leci do
dziupli, która służy jej za spiżarnię i wydobywa z niej upolowanego
wcześniej ptaszka. Pozostaje tylko podgrzać własnym ciałem posiłek i zjeść. Zima jest ciężka, więc sóweczka musi o siebie dbać szczególnie.
Glaucidium passerinum, nazwa sóweczki nadana jej przez naukowców, w prostym tłumaczeniu mówi nam: "sowa polująca na ptaki wielkości wróbla".
I faktycznie, sóweczka dość często chwyta tej wielkości ptaki. Choć
większego od siebie grubodzioba też potrafi upolować. Nie na darmo
ptasiarze mówią o niej z uznaniem killer.
Mimo tego, zima jest dla sóweczek spokojną porą roku. Bo wiosną to się
dopiero dzieje! Samica sóweczki po zniesieniu ostatniego, ewentualnie
przedostatniego, jaja twardo je inkubuje. Trzeba jej przyznać, że cztery
tygodnie ma naprawdę wykreślone z żywota. Można tylko sobie wyobrazić,
jak w trakcie tego inkubowania jest zła i agresywna, skoro jej partner,
zajmujący się do tej pory zdobywaniem pokarmu, nie śmie nawet zbliżyć
się do dziupli na odległość mniejszą niż 30 metrów. Nawet wtedy, gdy
dostarcza swojej partnerce pysznego gryzonia albo sikorę, to nie zbliża
się do niej, lecz zostawia smakołyk w umówionym, dobrze znanym obojgu
miejscu.
Później role się nieco odwracają: samica bierze sobie urlop od rodzinki,
którą opiekuje się samiec.
17 STYCZNIA
Zima jest dobrym czasem na czytanie.
Książki w bardzo dużym stopniu nas kształtują, chcę zatem podzielić się
kilkoma tytułami, które miały jakiś wpływ na powstanie tego
Kalendarza.
Corvus. Życie wśród ptaków Esther Woolfson to w zasadzie powieść -
piękna, mądra i dobra. Stanisława Łubieńskiego Dwanaście srok za ogon,
to - jak wskazuje sam tytuł - dwanaście inspirujących "ptasich" esejów
literackich. Adama Wajraka i Nurii Selvy Fernandez Kuna za kaloryferem
- opowieść o ratowaniu zwierząt... Umówmy się, Kuna... znalazła się w tym zestawieniu jako reprezentantka, tak naprawdę polecić bowiem mogę w ciemno całokształt twórczości Adama. Na skrzydłach przeszłości Tomasza
Skorupki pozwoliło mi otworzyć się na wiedzę o znaczeniu i symbolice
ptaków w historii, mitologii i sztuce. Władysława Taczanowskiego Ptaki
krajowe to najczęściej wertowana przeze mnie książka. Z kolei Ptaki
Polski Andrzeja Kruszewicza to dla mnie biblia miłośnika ptaków.
Krzysztofa Koniecznego Ptaki z duszą - książka zawierająca opisy
rzeźb, które stanowią próbę zilustrowania ptaków przewijających się na
kartach Sklepów cynamonowych Bruno Schulza - to perełka wydawnicza,
a Jana Sokołowskiego Ptaki ziem polskich, to opoka wiedzy. Jest
jeszcze Ptakologia Sy Montgomery, piękna, mądra i dobra książka o ptakach oraz Piotra Tryjanowskiego Rozum z ptakami odlatuje -
niesamowita opowieść o zwariowanym świecie kręcącym się, zamiast dookoła
słońca, wokół ptaków.
A poza wszelką konkurencją jest Pan Tadeusz Adama Mickiewicza. Kto
przeczyta tę epopeję narodową, nastawiając ucho na świergot ptaków, ten
zrozumie, że to nie jest żart.
18 STYCZNIA
Zapewne w kalendarzu z ptakami trudno
byłoby cokolwiek napisać o Świętej Pryście, której święto przypada na
ten styczniowy dzień, choć istnieje, zapomniane dziś nieco przysłowie,
łączące męczennicę rzymską z ptakami: "dziś święta Pryska, przebija lód
pliszka". Czyli że zima powoli ustępuje. Niewiele wiemy o tej świętej,
więc pozostańmy przy pliszce, dajmy na to - pliszce siwej, którą kilka
razy, przy tęgim mrozie, nad zlodowaciałą Wartą udało mi się, ku
wielkiemu zaskoczeniu, dojrzeć.
Otóż w pewnym brytyjskim mieście do Tesco wleciała pliszka siwa. Wlecieć
było łatwo, a wylecieć samodzielnie już nie za bardzo. Ptaszek po kilku
tygodniach pobytu wzbudził w dyrekcji sklepu niepokój o... zdrowie
publiczne! Takich obaw nie mieli klienci: pliszka żerująca w pobliżu
kawiarni budziła w nich pozytywne emocje.
Po kilku tygodniach nieudolnych prób złowienia pliszki, dyrekcja
postanowiła wynająć strzelca. Aby nie płacić z tego tytułu wysokiej
kary, zwróciła się do Natural England o zgodę na uśmiercenie
skrzydlatego gościa i taką zgodę otrzymała. Pomysł nie spodobał się
klienteli sklepu, która dała temu wyraz, ogłaszając protest w mediach
społecznościowych. Wkrótce o próbie popełnienia zbrodni na pliszce
zrobiło się tak głośno, że w obronie ptaszka stanęły brytyjskie media
tej rangi jak "The Guardian", "The Daily Telegraph" czy też koncern BBC.
Protesty klienteli, mediów i przyrodników odniosły skutek: wyrok śmierci
został uchylony.
W ten oto sposób wielka draka o niewielkiego ptaka obrazuje, że jednak
możemy się skrzyknąć i zawalczyć o przyrodę, jeśli tylko nam się chce
chcieć...
19 STYCZNIA
Równie zapobiegliwym, jak wspomniana pod
datą 16 stycznia sóweczka, magazynierem jest niewielki,
biało-szaro-czarny srokosz. Jakkolwiek nie służą mu surowe zimy i zanika
jego ulubiony krajobraz ekstensywnie prowadzonego rolnictwa, to - na
przekór przeciwnościom losu - zwiększa on ostatnimi czasy swoją
liczebność. Niewykluczone, że służy mu globalne ocieplenie.
Srokosz od bardzo dawna budził zainteresowanie, między innymi,
sokolników.
"Zdobycz upatruje najczęściej z wierzchołków drzew lub krzaków, na
których zwykle przesiaduje, lub też przelatując się od drzewa do drzewa
zawiesza się na wzór pustułek w pewnej wysokości nad norami i wyczekuje,
póki mu się mysz albo polnik nie pokaże. Drobne zwierzątka ssące nasiada
z góry i prędko zamordowawszy, niesie w pazurach na drzewo sąsiednie, za
ptakami zaś długo musi się naganiać, nim je sforsuje; najwięcej bierze
pośmieciuszek, trznadli, sikor i różnych łuszczaków" - zanotował w Ptakach krajowych Władysław Taczanowski.
Jak widzimy, srokosz prezentuje się nam rzeczywiście jako kawał zbója,
ale na tle innych gatunków ptaków nie wyróżnia się ani większym, ani
mniejszym poziomem agresji.
Zainteresowanie srokoszem dawnych sokolników wydaje się być dość łatwe
do wyjaśnienia. Kiedyś nie było telewizji, ale ludzka "miłość" do
drastycznych, krwistych scen miała się całkiem dobrze i pozostawała
niezaspokojona. Doskonale więc tę potrzebę widoku krwi zaspokajał
brawurowo i efektownie polujący srokosz.
A o tym, w jak efektowny sposób zdradza samiec srokosza, opowiem innym
razem.
20 STYCZNIA
Gil w XIX wieku uchodził u nas za gatunek
typowo zimowy. Do połowy tego wieku występował na obecnych ziemiach
polskich jedynie w Karpatach, Sudetach i na Mazurach. W pozostałych
częściach kraju bywał jedynie zimowym gościem. Później, ni stąd, ni
zowąd, stał się gatunkiem ekspansywnym. Podbój Polski przez gila był
skuteczny. Najpierw zasiedlił Pomorze Zachodnie i Dolny Śląsk. Na
początku XX wieku zaczął gnieździć się w Wielkopolsce i na pozostałych
ziemiach Pomorza. Obecnie jego gniazda spotykane są w całej Polsce, tak
więc nazywanie gila ptakiem zimowym stało się anachronizmem, bowiem
spotkać go można przez cały rok.
Wszystko na to wskazuje, że nie będzie to jednak długo trwało, bowiem
gil unika miejsc suchych i ciepłych, i dużo lepiej czuje się w chłodnych
i wilgotnych latach, a tych - w związku z globalnym ociepleniem - coraz
mniej. Nie powinno więc nikogo dziwić, że gil stał się ofiarą ocieplania
się klimatu: w ciągu ostatnich dziesięciu lat jego populacja spadła aż o około 40%. W najbliższym czasie musimy się liczyć z tym, że jego lęgi
znikną z naszego kraju i stanie się na powrót ptakiem zimowym, nie
usłyszymy więc jego godowego śpiewu, którego fraza, rytm i melodia, w "przełożeniu" na polski, da się zinterpretować jako "Michał, duli duli
skocz przez kij".
21 STYCZNIA
"Święta
Agnieszka skowronka wypuszcza z mieszka" - tak mówi stare ludowe
przysłowie i jest w tym porzekadle sporo prawdy, można bowiem skowronka
usłyszeć już w styczniu. Migruje on na krótkich dystansach (ptasi
migranci bywają różni: jedni, jak bociany czy jaskółki, są
długodystansowi i zimują w dalekich krajach, a inni, jak pliszka siwa
czy czajka, to krótkodystansowcy - na zimowisko udają się często tuż "za
miedzę", kilkaset kilometrów dalej) i nierzadkie są jego próby zimowania
w zachodniej części kraju, więc jest spora szansa na to, by go usłyszeć
także zimą.
Dawniej uważano, że skowronki strętwiawszy przesypiały zimę na polach
pod kamieniami lub chowały się do mysiej dziury (albo w lesie pod
mchem), że zamieniały się w dzierlatki albo w mysz, a na wiosnę
przyjmowały na powrót swoją postać.
Niewątpliwie ptak ten od zawsze towarzyszył człowiekowi. Nazywany bywał
pieszczotliwie "śpiewaczkiem pierwszym wiosny". Zauważano, że to on
pierwszy jej powrót swoim śpiewem ogłaszał. A sam Szymon Szymonowic w jednej ze swoich sielanek tak go nam zaprezentował:
"Skowroneczku! Już śniegi na polach nie leżą,
Już do morza rzekami pienistemi bieżą;
A tyś rad, i ku niebu w górę polatujesz,
I gardełkiem krzykliwem wdzięcznie przyśpiewujesz.
Bo skoro wiosna role rozległe ogrzeje,
Skoro łąki kwiatkami pięknemi odzieje,
Wynikną i robaczki z ziemi rozmaite
A ty potrawki będziesz miał z nich znamienite".
Skowronek jest ptakiem przywoływanym w wielu legendach. Jedna z nich
opowiada o tym, że to on wyrywał ciernie z czoła Ukrzyżowanego. Inna z kolei mówi, że powstał z grudki ziemi, która ożywając i śpiewając, ujęła
się za biednym chłopem. Wypada też pamiętać, że lata nam w księdze
"Zamek" z Pana Tadeusza Adama Mickiewicza:
"Tam ozwał się nad głową ranny wiosny dzwonek: Również głęboko w niebie
schowany skowronek".
Łabędź niemy, fot. Piotr Malczewski
Młody bąk, fot. Piotr Malczewski
Czajka, fot. Piotr Malczewski
Czapla siwa, fot. Piotr Malczewski
22 STYCZNIA
Czeczotka jest w Polsce skrajnie nielicznym
gatunkiem lęgowym. Poza nią, ale to już raczej tylko w sezonie zimowym,
mamy szansę na spotkanie z czeczotką brązową i czeczotką tundrową. Te
śliczne i bardzo wdzięcznie wyglądające ptaszki sprawiają ornitologom
sporo kłopotów. Przez długi czas stanowiły dla nich podgatunki, a ostatnio stały się gatunkami. Czy to jest ostatnie już słowo w klasyfikacji czeczotek? Zobaczymy, ale musimy wziąć pod uwagę fakt, że
ornitolodzy zajmujący się klasyfikacją też muszą mieć jakieś zajęcie.
"Do nas zwykle nalatuje w listopadzie i tuła się po całym kraju w stadach mniej więcej licznych do lutego lub marca, to jest czasu
zniknięcia śniegów. Nie w każdym roku jednakowo nas odwiedza, w ciężkie
bowiem zimy jest bardzo obfita, w lżejsze rzadsza, nigdy jednak nie
pomija nas zupełnie" - pisał o jej pojawieniach się w Polsce w Ptakach
krajowych Władysław Taczanowski.
Naukowa nazwa czeczotki to Acanthis flammea. Acanthis jest postacią
mitologiczną, którą, jak i całą jej rodzinę, spotkał wielki dramat
(głodny koń zjadł jej ojca!). Tknięci litością Zeus i Apollo zamienili
Acanthis w czeczotkę, pod postacią której miała rozładować jakoś
rodzinną tragedię... Możemy się domyślać, że bohaterka była rudowłosa,
jak sugeruje to drugi człon nazwy czeczotki (łac. flammea -
rudowłosa).
23 STYCZNIA
Białozór jest największym sokołem w Europie
i to jego cenili najbardziej, a może i cenią do tej pory, sokolnicy.
Gnieździ się na dalekiej północy Eurazji i Ameryki Północnej i jest u nas sporadycznym gościem. Podobno od 1945 roku doczekaliśmy się w Polsce
około 20 jego stwierdzeń.
Białozór, o czym zdążyłem już wspomnieć, przychodzi na świat na dalekiej
północy, czyli tam, gdzie kiedyś docierały tylko długie łodzie Wikingów.
Rodzice, jak na prawdziwe sokoły przystało, nie budują gniazda, ale
zajmują stare siedliska kruków, orłów bądź myszołowów włochatych. Czasem
jednak miejsca te odwiedzają ich pierwsi właściciele i dochodzi wtedy do
przepychanek.
Sokół ten jest bardzo sprawnym łowcą. Potrafi upolować dziką gęś, ofiarę
trzy razy od siebie cięższą, zazwyczaj jednak łowi drobnej wielkości
ssaki i średnie ptaki (pardwy, alczyki czy lemingi). Swoje ofiary chwyta
zarówno na ziemi, jak i w powietrzu.
Nic dziwnego, że szybki, silny i sprawny sokół został ulubieńcem
Wikingów. Wraz z ich wędrówkami i podbojami, stawał się ważnym symbolem
dla wielu państw. Jest narodowym symbolem Islandii (kiedyś nawet był w godle tego kraju), oficjalnym symbolem kanadyjskich Terytoriów
Północno-Zachodnich, w godle Ukrainy (ukraiński "tryzub" bywa
interpretowany jako postać nurkującego sokoła) i maskotką Akademii Sił
Powietrznych USA.
Jak widać, sympatia krzepkich Wikingów pomogła mu zrobić niezłą karierę.
24 STYCZNIA
"Wzięty w rękę
broni się bolesnym kąsaniem" - zauważył, pisząc o grubodziobie w Ptakach krajowych, Władysław Taczanowski. Można sobie wyobrazić, że to
kąsanie musiało być rzeczywiście bardzo bolesne, bowiem potężny dziób
i niezwykle silne mięśnie dzioba sprawiają, że ten ptak wielkości szpaka
wywiera nacisk w granicach 50-70 kilogramów. Pestka wiśni w dziobie
grubodzioba to przysłowiowa pestka i potrafi ją strzaskać bez problemu,
a uderzeniem dzioba może zranić do kości. Możemy tylko przypuszczać, jak
ostrożni starają się być ornitolodzy, gdy trzymają go w rękach.
Wiele dawnych nazw tego ptaka koncentruje się wokół jego dzioba.
Nazywano go łuszczakiem grubodziobem, kostogryzem, pestkojadem klęskiem,
wiśniojadem i ziarnojadem. Do tej części ciała nawiązuje też naukowa
nazwa: Coccothraustes coccothraustes znaczy "kruszący kokosy". Jedna z jego nazw - grabołuska - sugeruje, że jest amatorem nasion grabu, ale z równie wielkim apetytem wcina też nasiona buczyny i wiązu.
Zagląda też do karmników, a szczęściarzy, którzy go mogą podczas takich
uczt obserwować, zadziwia nie tylko potężnym dziobem, lecz przede
wszystkim niezwykłą kolorystyką, z powodu której bywa nawet nazywany
papugą naszej szerokości geograficznej. Co ciekawe, gdy stołuje się w karmniku, nie dopuszcza do niego innych przedstawicieli swojego gatunku,
podczas gdy wizyty czyżów, dzwońców i innych ptaków przyjmuje z zupełną
obojętnością. Grubodzioba, jakkolwiek występuje u nas cały rok,
najłatwiej zobaczymy zimą. W pozostałych porach roku najlepiej się czuje
w koronach liściastych drzew.
25 STYCZNIA
Zptakami bywają związane ciekawe i bardzo
stare obyczaje. Kaszubi w dalszym ciągu kultywują, na szczęście obecnie
już tylko na atrapach, obrzęd ścinania kani (ludowy rytuał towarzyszący
obrzędowości świętojańskiej, polegający na straceniu kani, ptaka
uznawanego dawniej na Kaszubach za symbol zła), natomiast 1 marca młodzi
Grecy obchodzą święto powrotu jaskółek. Dzieci chodzą od domu do domu z wystruganą jaskółką, wyśpiewują "jaskółcze pieśni" i zbierają podarki.
Jest to pamiątka po starożytnym rytuale witania na wyspie Rodos
pierwszych jaskółek.
A w niektórych miejscach na Łużycach obchodzi się do dziś, właśnie 25
stycznia, "Ptasie wesele" (Ptači kwas/Ptaškowa swajźba). To bardzo
stary słowiański zwyczaj, liczący sobie ponad 1400 lat tradycji i historii, o którym wspominałem już pod datą 13 stycznia, więc przypomnę
tylko jednym zdaniem: podczas "Ptasiego wesela" sroka, narzeczona
gawrona, obdarowuje dzieci specjalnie z tej okazji wypiekanymi
ciasteczkami drożdżowymi, tzw. srokami. Na poczęstunek sroki mogą liczyć
te dzieci, które zimą opiekowały się ptakami. Dzieci, przebrane za
ptaki, towarzyszą w orszaku pannie młodej, ubranej w tradycyjny
regionalny strój weselny, panu młodemu i druhnom w pięknych strojach
ludowych.
26 STYCZNIA
Edredony są ptakami bardzo cennymi. Wiedzą
o tym doskonale islandzcy farmerzy, którzy w zamian za ochronę
podbierają im z gniazd puch. Kiedyś wybierali jeszcze jaja, ale gdy
zorientowali się, że jest to nieopłacalne, to poprzestają na puchu. Bo
ów puch to wręcz kosmiczny skarb wyspy Wikingów.
Zbieranie puchu edredonów ma bardzo długą historię. Pierwsze wzmianki o tym pochodzą aż z XII wieku! Nie powinno więc nikogo dziwić, że już w 1849 roku w Islandii wprowadzono ochronę gatunkową dla tej "ciepłej"
kaczki.
Jako że z jednego gniazda pozyskuje się zaledwie od 28 do 35 gramów
cennego puchu, to farmerzy instalują specjalne półki, aby zachęcić
kaczki do gniazdowania na swoim terenie. Dla tych, które zdecydują się
na lęgi na ich terenie, stanowią wspomnianą już ochronę przed norkami,
lisami, a nawet bielikami! Jako że edredony są bardzo towarzyskie
(kolonie lęgowe nierzadko przekraczają 1000 gniazd!), to swoim opiekunom
zostawiają niemałe zyski. Kołdra edredonowa, którą otrzymuje się z zawartości puchu z 30 gniazd kosztuje bowiem, w przeliczeniu na
złotówki... 19 tysięcy 950 złotych!
Edredona stosunkowo łatwo wypatrzymy, gdy wybierzemy się zimą nad Zatokę
Gdańską, gdzie zimuje w całkiem sporych koloniach. Sporadycznie, jak się
mocniej poszczególne osobniki rozpędzą, można zobaczyć je na wodach
śródlądowych. W 2012 roku nastąpił pierwszy udany lęg tej kaczki w Polsce.
27 STYCZNIA
Jera możemy w Polsce oglądać regularnie od
września do połowy maja. Od września do grudnia jest liczny na
przelotach. W miesiącach zimowych jest go znacznie mniej, a po tym
czasie, na wiosennych przelotach, jego liczebność znowu wzrasta.
Później, w czasie pory lęgowej, w naszym kraju widywany jest
sporadycznie.
Jera nazywano niegdyś ziębą jerem ze względu na bardzo bliskie
pokrewieństwo pomiędzy obu gatunkami. Jest ono tak duże, że zdarzają się
nawet przypadki par międzygatunkowych. Ptak ten jest tak wielkim
amatorem nasion buka, że swego czasu nawet nosił jeszcze jedną nazwę:
zięba bukówka. Gdy spadnie śnieg, to - w poszukiwaniu swojego
smakołyku - potrafi nawet kopać w nim tunele. Taki tunel w śniegu może
mieć nawet 40 centymetrów głębokości, co jak na ptaka o wadze 21-25
gramów jest wyczynem nie lada.
Jery zimują w tych samych, co w roku poprzednim miejscach. Co zatem
dzieje się z tymi, które stołowały się w naszym karmniku w roku
ubiegłym, a w tym nie wróciły? No cóż, albo spotkało je jakieś
dramatyczne niepowodzenie, albo też znalazły gdzieś w pobliżu leśną
spiżarnię z bardzo dużą ilością nasion swojej ulubionej buczyny i mają w nosie nasz słonecznik.
Jer jest bardzo towarzyski. W 1950 roku w Szwajcarii zaobserwowano stado
liczące - uwaga! - 10 milionów osobników, a w latach 60. XX wieku we
Francji odkryto noclegowisko 15 milionów jerów i 120 tysięcy szpaków.
Liczby te są oszałamiające, a mnie w związku z tym nurtuje jedno
pytanie: kto i w jaki sposób zdołał te wszystkie ptaki policzyć?
28 STYCZNIA
Nasi przodkowie mieli częstszy kontakt z przyrodą i nie ma w tym nic dziwnego, gdyż nie zabierał im czasu
telewizor, a sporo pracy wykonywano na łąkach, pastwiskach czy polach.
Często słyszeli też śpiewające ptaki. Jako że byli obdarzeni fantazją,
to usiłowali interpretować głos i melodię wyśpiewywaną przez ptaki i "przekładać" ją na ludzką mowę.
I tak na przykład w pełnym uroku wiosennym śpiewie trznadla usłyszeli
frazę, że "nie będzie suchej kobyle nic". Oczywiście, mieli rację:
kobyle słuchającej trznadla "nie będzie nic", bo - jak wiadomo -
trznadel śpiewa wiosną, zaraz urośnie świeża trawa, a wtedy słuchaczkę
głosu mistrza będzie czekało życie jak w Madrycie.
Utarło się, że perlisty śpiew zięby w powiecie rybnickim był
interpretowany jako zdanie "widzieliście chłopa z potarganą rzicią" (dla
niewtajemniczonych: rzić na Śląsku znaczy: tyłek).
Śpiew dymówki z kolei doczekał się kilku "przekładów" na polski.
Najbardziej popularny przekład jest taki: "uszyłabym ci rękawiczki, ale
nie mam nici", ale dymówki w powiecie bocheńskim śpiewają, zdaniem
mieszkańców powiatu, zupełnie inaczej: "Kręci wici, kręci wici, chodźcie
chłopcy kręcić nici, bo miesiączek jasno świyci". Jest jeszcze wersja
"pić-pić-pójdziemy do miasta - ukradniemy czerwoną nić", ale to
"przekład" mniej popularny.
Bardzo interesujący jest także śpiew śpiewaka, którego sens - w "tłumaczeniu" na polski - jest taki: "Kita-lis kita-lis, kurę-zjadł,
kurę-zjadł, mam pieska burego, poszczuję go huź-go huź-go".
29 STYCZNIA
Jak mówi staropolskie przysłowie: "Na
Świętego Franciszka przylatuje pliszka". Oczywiście, w porzekadle tym
nie ma żadnej wskazówki, o którego Świętego Franciszka chodzi, a jest
ich całkiem sporo. Franciszkowie w kalendarzu mają aż 34 dni spośród
których mogą wybrać ten, w którym obchodzić będą imieniny.
Przysłowie nie mówi też, która pliszka przyleci, a mamy ich w tej chwili
w Polsce aż cztery gatunki. Są to: pliszka cytrynowa, pliszka górska,
pliszka siwa i pliszka żółta. Z pewnością nie będzie to najmniej znana z nich pliszka cytrynowa, która gnieździ się w kraju dopiero od połowy lat
dziewięćdziesiątych ubiegłego wieku. Jest ona przykładem zmian granic
występowania populacji. Jedne gatunki u nas znikają, tak jak na przykład
szlachar, drop, kulon, orzełek, błotniak zbożowy czy nagórnik. Na
szczęście przyroda nie lubi próżni i w miejsce tych gatunków, które nas
opuściły, wprowadziła nam łabędzia krzykliwego, rybitwę czubatą,
puszczyka mszarnego, dzięcioła białoszyjego, zaroślówkę czy właśnie
pliszkę cytrynową.
Pliszka cytrynowa należy do tych bardzo nielicznych w Polsce gatunków,
które zimowiska znajdują nie na zachodzie Europy, ani na południu, lecz
w Azji. Jakkolwiek jest skrajnie nielicznym gatunkiem lęgowym w kraju,
to jej populacja cały czas rośnie i w chwili obecnej oscyluje w granicach 100-200 par lęgowych.
30 STYCZNIA
Dziś przypadają imieniny Macieja,
przypomniało mi się w związku z tym jeszcze jedno staropolskie
przysłowie: "Na święty Maciej skowronek zapieje". Jako że o skowronku
już było, to opowiem w takim razie w tym miejscu o... myszarni.
Kiedy śnieg okryje ziemię, to sytuacja większości sów drastycznie się
pogarsza. Przy niewielkiej warstwie śniegu potrafią one skutecznie
polować na gryzonie, wykorzystując do tego celu znakomity słuch. Kiedy
natomiast warstwa śniegu jest grubsza i doskonale tłumi wszelkie
odgłosy, to część sów, która nie jest w stanie polować, korzysta ze
zgromadzonych uprzednio zapasów bądź też poluje w miejscach noclegowych:
w stodołach, na strychach, w budynkach gospodarczych czy innych
zakamarkach. Warto podkreślić ich dużą skuteczność w chwytaniu
uciążliwych myszy.
Jak można pomóc, gdy śniegi utrzymują się dłużej, a sowom do oczu
zagląda głód? Możemy utworzyć dla nich myszarnię. Przepis na nią jest
prosty. W pobliżu miejsca występowania sów odgarniamy śnieg, wysypujemy
ziarno czy płatki owsiane, które z całą pewnością ściągną masę gryzoni.
Żeby ptaki nie traciły niepotrzebnie energii, montujemy im czatownię.
Jest nią wbity w ziemię kołek z umocowaną w poprzek listewką. Nasza
czatownia przypomina literę "T" i myszarnia gotowa!
31 STYCZNIA
Otym, jak bardzo dynamiczną grupą zwierząt
są ptaki, opowiadają nam kosy. Jeszcze 200 lat temu ptaki te
zamieszkiwały wyłącznie lasy. Pierwsze miejskie obserwacje tych drozdów
odnotowano w 1820 roku w bawarskich miastach Bamberg i Erlangen.
Początkowo kosy do miast przylatywały jedynie na zimowiska. Obecnie
zasiedlają niemal wszystkie miasta europejskie, poza wschodnią częścią
kontynentu i południową Francją, gdzie do tej pory odbywają się na nie
polowania. Na takiej Korsyce do dziś szykowane jest obrzydliwe pate de
Merle, czyli pasztet z kosów. No cóż, od dawna wiemy, że co kraj to
obyczaj.
Pojawienie się kosów w miastach spowodowało spore nimi zainteresowanie.
Ptak ten nabrał wręcz magicznego znaczenia. I tak na przykład w północnych Włoszech ostatnie trzy dni stycznia stały się dniami kosa.
Według legendy, zapewne zainspirowanej mitem kruka, te drozdy miały być
pierwotnie białe. Jednak noclegi w mroźne ostatnie dni stycznia, w czarnych od sadzy, ale za to jakże ciepłych, kominach spowodowały, że
obecnie są takie jakie są. Tu i ówdzie dostosowano na potrzeby opowieści
o kosach bociani przesąd mówiący o tym, że domom, w których są te ptaki
nie zagraża uderzenie pioruna.
Przesąd nie przesąd, ale osoby dokarmiające ptaki zimą mogą do karmnika
wrzucić kawałek pokrojonego jabłuszka. Kosy z pewnością odwdzięczą się
za to wiosną pięknym śpiewem. Warto też wiedzieć, że kosy to gatunek
wędrowny i tylko niewielka część naszej populacji zimuje w kraju.
LUTY
1 LUTEGO
Szukania zwiastunów wiosny ciąg dalszy.
Jedno z lutowych przysłów mówi, że "kiedy żurawie wysoko latają,
prędkiej się wiosny ludzie spodziewają". Nisko lecące lub odzywające się
klangorem zapowiadały natomiast brzydką pogodę. Podobnie rzecz się miała
z odlotami. Nisko odlatujące żurawie zapowiadały rychłą zimę, a wysoko -
piękną, długą i ciepłą jesień.
Coraz mniej śnieżne zimy powodują, że coraz więcej żurawi nie podejmuje
lotów migracyjnych, a zatem obiegowa opinia, według której ptaki lecą na
zimę do ciepłych krajów, nie do końca już pokrywa się z prawdą. Ptaki
lęgowe w Polsce migrują przede wszystkim z powodu braku pokarmu. Ta
sytuacja dotyczy również najwyższego ptaka w kraju, żurawia, którego
długość ciała, wraz z dziobem, może osiągnąć nawet 140 centymetrów.
Żuraw jest migrantem krótkodystansowym, a jego zimowiska znajdują się
zwykle w Hiszpanii, choć niektóre osobniki, gdy mocno się rozpędzą, to
zimę spędzają w Afryce Północnej. Dzięki temu opuszcza nas późno, a za
to wraca wcześnie. W ostatnich latach decyduje się zimować u nas coraz
więcej żurawi.
Przeloty żurawia nie tylko były pretekstem do układania ludowych
długoterminowych prognoz pogody. Były też przedmiotem wielu legend i wierzeń. Starożytni Grecy uważali, że ptaki te przed odlotem łykały
kamyki, które służyły między innymi za podróżny balast, a klucz żurawi
prowadził przewodnik, starszy od pozostałych migrantów. Według dawnych
Słowian, żurawie odlatywały do Wyraju, a wraz z nimi, uczepione ich
piór, dusze zmarłych ludzi. Podobnie rzecz się miała w Chinach, gdzie
widziano w żurawiu przewodnika zmarłych dusz do Zachodniego Raju.
2 LUTEGO
Drugiego lutego obchodzimy Światowy Dzień
Mokradeł. Upamiętnia on konwencję podpisaną w Ramsar w 1971 roku.
Chronione dzięki niej obszary wodno-błotne zamieszkiwane są przez wiele
gatunków (w tym rzadkich) ptaków. Pewnie więcej nam powie jej pełna
nazwa: "Konwencja o obszarach wodno-błotnych mających znaczenie
międzynarodowe, zwłaszcza jako środowisko życiowe ptactwa wodnego". W Polsce do obszarów, które obejmuje konwencja, należą: Biebrzański Park
Narodowy, Dolina Izery, Jezioro Druzno, Jezioro Karaś, Jezioro Łuknajno,
Jezioro Siedmiu Wysp, Jezioro Świdwie, Karkonoski Park Narodowy,
Narwiański Park Narodowy, Poleski Park Narodowy, Słowiński Park
Narodowy, Stawy Milickie, Stawy Przemkowskie, Ujście Warty, Ujście Wisły
i Wigierski Park Narodowy. Wydaje mi się, że nie ma potrzeby omawiania
tego, jak bardzo ważne są tego typu tereny. Pozwalają one zachować wiele
rzadkich, a nawet i ginących u nas w Polsce gatunków ptaków.
Pamiętajcie: bagna są dobre!
W tym dniu mamy też święto Matki Bożej Gromnicznej, z którym to świętem
związane jest takie oto przysłowie: "Kiedy w Gromniczną gęś chodzi po
wodzie, to będzie na Wielkanoc chodzić po lodzie". Tego rodzaju
przepowiedni pogody jest co niemiara i jeszcze nieraz do nich wrócimy.
3 LUTEGO
Będąc w lesie, przysłuchujemy się werblom
dzięciołów. Ptaki ustalają granice swoich sektorów i donośnie oznajmiają
o tym swoim kolegom. Częstotliwość uderzeń w pień dzioba dzięcioła
dużego może dochodzić do 17-18 na sekundę, a trwający około dwóch sekund
werbel dzięcioła czarnego składa się z 30-35 uderzeń. Słabszy dziób
powoduje, że dzięcioł zielony niechętnie nawołuje za pomocą bębnienia w drzewo. Jego werbel jest znacznie cichszy i krótszy - trwa raptem około
półtorej sekundy.
Znacznie lepiej natomiast wychodzi dzięciołowi zielonemu nawoływanie za
pomocą głosu. Jest on bardzo charakterystyczny, a literatura określa go
mianem czarciego śmiechu. Tu jednak trzeba uważać, bo śmiejącym się
głosem dysponuje też dzięcioł czarny. Wprawne ucho ornitologa wychwyci
różnicę w natężeniu śmiechu i nawet z odległości kilometra rozszyfruje
wesołego dzięcioła. Czarny dodatkowo potrafi operować zaskakującym dla
laika głosem, który nazwalibyśmy kwilącym.
Myślę, że za mistrza w nawoływaniu i muzykalności możemy uznać znanego
powszechnie i licznego dzięcioła dużego. Gdy przypadkiem natkniecie się
kiedyś na dzięcioła, który zawzięcie będzie trzaskał dziobem w...
latarnię, to nie martwcie się, nic mu się od uporczywego bębnienia nie
poprzestawiało w głowie, on tylko po prostu mówi do swoich koleżanek:
"To ja, kochanie, wciąż na ciebie tutaj czekam", a do kolegów: "Spróbuj
tylko tu przylecieć, to ci wszystkie pióra z ogona powyrywam!".
4 LUTEGO
Dziś imieniny Weroniki, czyli kolejny dzień
oczekiwania na wiosnę, bo - jak mówi stare przysłowie - gdy "przyjdzie
święta Weronika, zniesie jajka kaczka dzika". Nie brałbym sobie zbytnio
do serca tej informacji, kaczkom bowiem do lęgów jeszcze trochę czasu
pozostało.
Dzikie kaczki, a mam tu przede wszystkim na myśli najliczniejsze w Polsce krzyżówki, są ptakami wędrownymi, ale coraz więcej osobników w miastach prowadzi osiadły tryb życia. Wiosną migrują przez nasz kraj od
lutego do kwietnia, a jesienią od sierpnia do grudnia. Krzyżówki należą
do ptaków łownych. Wolno na nie polować od połowy sierpnia do 21
grudnia. Myśliwi zauważyli, że w tym czasie spora część osobników
opuszcza dziksze miejsca występowania i przenosi się do spokojniejszych
sadzawek parkowych czy odcinków rzek w miastach, gdzie nie można na nie
polować. Trudno powiedzieć czy świadomie szukają w tych miejscach azylu.
Skoro od jaj dzikiej kaczki w przysłowiu zaczęliśmy, to wypada choć
zdanie o lęgach krzyżówki powiedzieć. Gniazdo najczęściej umieszcza na
ziemi i jest ono dobrze ukryte wśród roślinności. Czasami samicę, bo to
ona wysiaduje jaja, a później wodzi pisklęta, ponosi fantazja i zakłada
gniazda na drzewach. Na przykład w starych gniazdach wron, a nawet
bocianów, w rosochatych pniach, w dziuplach, nieraz dość daleko (do
ośmiuset metrów) od wody.
5 LUTEGO
Nazwa "zimorodek" może sugerować nam ptaka
przychodzącego na świat w porze zimowej: "zimą rodzący" się ptak. Nic
bardziej mylnego! Srogie zimy, które mrozem skuwają rzeki i strumienie
są często przyczyną śmierci zimorodków.
Zimorodek jest najbardziej barwnym ptakiem odbywającym w Polsce lęgi.
Nie trafił co prawda do żadnego z herbów miejskich czy rycerskich, jest
natomiast licznie reprezentowany na najpiękniejszym z europejskich
mostów: moście Karola w Pradze. Zimorodek był ulubionym gatunkiem króla
Wacława IV (syna Karola), który kazał sporą liczbę zimorodków umieścić
na słynnej budowli tatusia. Wizerunki tych ptaków znaleźć możemy między
innymi na fasadzie bramy mostu od strony praskiego Starego Miasta czy
też na sklepieniu tej budowli. Niewątpliwie godny jest podkreślenia
fakt, że zimorodki te mają ponad 600 lat.
Ciekawą hipotezę powstania urody zimorodka wysnuł doktor Roman
Kucharski, który twierdzi, że ptaszek po prostu wpadł Stwórcy do wiadra
z turkusowym barwnikiem. Czy ze względu na ten nieczęsto spotykany u nas
w świecie przyrody kolor wydaje się nam, że jest to ptaszek z innej
bajki?
Urodą zimorodka był zafascynowany Juliusz Słowacki, który tak o nim
pisał w swojej wersji Pana Tadeusza:
"A nawet ów dziw lasu, tak rzadko widziany Halcyjon,
a na Litwie zimorodkiem zwany,
Który czasem strzelcowi pokaże się w borach
Przez mgłę gałązek, niby w anioła kolorach,
Nad zwierciadłem przełomki, piękny i błyszczący
Jak anioł, w równi złote skrzydła trzymający (...)".
6 LUTEGO
Dziś imieniny obchodzi Dorota i znowu
znalazłem ludowe porzekadło na tę okoliczność, w którym wyczuwalna jest
tęsknota za wiosną: "Święta Dorotka (która) wypuszcza skowronka za
wrotka".
Nie odejdę od tematu zbyt daleko, opowiadając dziś o górniczku, należy
on bowiem do klanu skowronków. A mówi o tym jedna z jego dawnych nazw:
skowronek górniczek. Tak nazywali go między innymi prekursorzy
ornitologii: ksiądz Jan Krzysztof Kluk i hrabia Konstanty Tyzenhauz.
Górniczek jest u nas jedynie bardzo rzadkim gościem zimowym. Jego
charakterystyczne czubeczki na głowie pięknie opisał w wierszu Ciało
pedagogiczne ksiądz Jan Twardowski:
"Słowik górniczek
co niesie dwa czubki zadarte do góry
i miłość swą spisuje na liściu czerwonym".
Podobnie jak "nasz" skowronek, górniczek najlepiej się czuje na
otwartych przestrzeniach takich jak pola, łąki, nieużytki, a nawet
wydmy. W takim środowisku mamy szansę go zaobserwować od jesieni do
początku wiosny.
Jego naukowa nazwa, Eremophila alpestris, nawiązuje do kogoś lubiącego
górskie bezludzie. Ma ona swoje uzasadnienie w tym, że jego stanowiska
lęgowe znajdują się w wyższych partiach tundry. Do gór nawiązuje też
inna jego nazwa, używana przez dawnego ornitologa, Stanisława
Konstantego Pietruskiego: skowronek alpejski.
Natomiast do północnego pochodzenia górniczka nawiązuje nazwa podana
przez hrabiego Włodzimierza Dzieduszyckiego: skowronek północny. Inne,
przebrzmiałe już nazwy górniczka, to dzierlatka przeciotka i filistynek.
Jak widzimy, stare nazwy ptaków bywają niemalże równie ciekawe jak ich
nosiciele.
7 LUTEGO
Pod nazwą "dzika kaczka" kryje się wiele
gatunków dziko żyjących kaczek. Z pewnością o miano tej naprawdę
"dzikiej" może ubiegać się, choćby z racji nazwy naukowej, głowienka.
Drugi człon tej nazwy (Aythya ferina) mówi bowiem wyraźnie: "dzika".
Nie będziemy wnikali w to, czy głowienka jest bardziej dzika od
pozostałych kaczek, możemy zwrócić uwagę na coś innego. Otóż jest ona
grążycą, czyli taką kaczką, która potrafi nurkować. Może nie osiąga
rewelacyjnych głębokości, bo raptem trzy metry, ale nurkując, wzbogaca
swoją dietę niewielkimi organizmami zwierzęcymi. Dla porównania,
wspominana pod datą 4 lutego krzyżówka, należąca do tak zwanych kaczek
właściwych (pamiętajmy: do grążyc należą kaczki nurkujące, a do
właściwych te, które nurkować nie potrafią), nie potrafi nurkować i -
jak łatwo można się domyślić - jest w dużym stopniu skazana na
wegetarianizm, gdyż - w przeciwieństwie do jej nurkujących krewniaczek -
nie potrafi wyłowić wodnych bezkręgowców.
Głowienka jest nielicznym gatunkiem lęgowym w Polsce. Jej populacja waha
się w granicach 2000-11000 par lęgowych. Pomimo tak niewielkiej liczby
par, od połowy sierpnia do 21 grudnia jest gatunkiem łownym, choć
umieszczona jest na liście VU Czerwonej księgi gatunków zagrożonych
wśród ptaków, które mogą niedługo wymrzeć, choć obecnie nie wydają się
być tak mocno zagrożone jak inne gatunki.
Poza krzyżówką i głowienką myśliwi w podanym wyżej czasie mogą polować
jeszcze na nieliczną czernicę i bardzo nieliczną cyraneczkę.
8 LUTEGO
Przeloty kaczek są zdecydowanie mniej
zauważalne od migracji dzikich gęsi, z których po naszym niebie
najczęściej wędrują nasza rodzima gęś gęgawa, gęś białoczelna i gęś
zbożowa. Warto przy tym zauważyć, że niegdyś tylko gęś zbożową profesor
Jan Sokołowski obdarzył powszechnie dziś stosowanym mianem "dzikiej
gęsi".
Gęś zbożowa znalazła się na logo najmłodszego w Polsce Parku Narodowego
"Ujście Warty". I słusznie, gdyż na terenie tego parku, wraz z gęsią
białoczelną, osiąga niezwykle liczne koncentracje podczas zimowania.
Rekordowa liczebność wynosi aż 200 000 (tak, dwieście tysięcy!)
osobników, zwykle jednak jest ich znacznie mniej, ale kilkadziesiąt
tysięcy tych ptaków też zrobi na obserwatorach niezapomniane wrażenie.
Szkoda, że ten spektakl na miarę europejską paskudzą myśliwi, którzy
ściągają do ujścia Warty na przełomie jesieni i zimy. Bo niestety, od
pierwszego września do 21 grudnia na te piękne i mądre ptaki wolno
polować. A na zachodzie Polski nawet do końca stycznia.
Wiosenne przeloty gęsi dawniej trwały zwykle od lutego do kwietnia, a jesienne w październiku i w listopadzie. Teraz, z powodu łagodnych zim,
coraz częściej można spotkać ptaki zimujące w naszym kraju.
9 LUTEGO
Wróbel, pomimo niewielkiego ciała, jest w moich oczach wielkim fenomenem. Skolonizował ludzkie osiedla wraz z rozwojem rolnictwa, prawdopodobnie przed kilkoma tysiącami lat. Być może
najmocniej ze wszystkich ptaków wrósł w nasz rodzimy pejzaż. Wróbel, to
kruche maleństwo, które do dziś jeszcze nie przystosowało się do naszego
klimatu i gdyby nie warunki tworzone przez ludzi, zimy by nie
przetrwało; ptak charakterny, którego prześladowania ze strony naszych
przodków przez te kilkaset lat nie dały rady złamać.
Wróbel - ptak "prawie domowy, a szkodnik wielki", jak ze zgrozą napisał
znany polski ptasznik Mateusz Cygański, który niejednego zapewne
"wróbla" (piszę w cudzysłowie świadomie, bowiem Cygański w książce
Myślistwo ptasze pod hasłem "wróbel" umieścił cztery gatunki ptaków, w tym między innymi mazurka. Czy wśród nich był nasz wróbel? Mam pewne
wątpliwości) skonsumował. Niewykluczone, że zjadał go jako afrodyzjak
(Tak! Wróble zapiekane w cieście podawane były jako afrodyzjaki). Na
pewno niechęć do tego ptaka pogłębiała rozpowszechniona wśród ludu
legenda mówiąca o tym, że to wróble przyniosły gwoździe, za pomocą
których przybito Zbawiciela do krzyża. Profesor Jan Sokołowski nie mógł
się nadziwić swego czasu, że "Jak to się dzieje, że ptak o wadze 30
gramów, nie chroniony, a wydany na zagładę, mimo wszystko jest
najpospolitszą pierzastą istotą, żyjącą w bezpośrednim sąsiedztwie
człowieka".
Niestety, wróble najlepsze lata mają już za sobą. Przyczynia się do tego
coraz mniejsza liczba miejsc lęgowych, jak i kurcząca się baza
pokarmowa. O tym, że pospolity wróbel jest ptakiem, który się u nas
najbardziej zadomowił świadczy fakt, iż - ze wszystkich ptaków - jest
bohaterem największej liczby powiedzeń i przysłów ("Lepszy wróbel w garści niż gołąb na dachu", "Kto się boi wróbli, ten prosa nie sieje",
"Słówko wyleci wróblem, ale wróci wołem", "Starego wróbla na plewy nie
złapiesz", "Kto strzela z armaty do wróbla, może go najwyżej ogłuszyć" -
by wymienić tylko kilka). Wiersze o nim pisali najwięksi: Halina
Poświatowska, Adam Mickiewicz, Konstanty Ildefons Gałczyński, Bolesław
Leśmian, Leopold Staff, czy Krzysztof Kamil Baczyński...
Do opowieści o wróblach jeszcze wrócimy.
10 LUTEGO
Zwykle od połowy lutego do końca marca
samica puszczyka składa od dwóch do czterech jaj. Na miesiąc przed tym
wydarzeniem samiec musi zdać egzamin na dobrego ojca, karmiąc swoją
partnerkę. Musi wykazać się dobrym kunsztem łowieckim, bo wiadomo:
partnerka i pisklęta muszą dobrze się odżywiać. I wtedy właśnie
najczęściej (a nie o każdej porze roku, jak mogłoby się nam wydawać)
odzywają się swoim frapującym "Huuuuuuuu huuuuuuu huhuhuhuhuhuu".
Zapraszamy do zakupu pełnej wersji książki