WPROWADZENIE
PŁONĄCY STOS
Miasto, podpalone przez Rzymian po trzech długich latach oblężenia, stoi
w płomieniach. Ostatni mieszkańcy chronią się w wielkiej cytadeli na
wzgórzu Byrsa. Wśród garstki desperatów jest żona dowódcy obrony. Jej
imienia brakuje w zapisach historycznych, wiadomo jednak, że jej mężem
był Hazdrubal i że miała z sobą dwoje dzieci. Odziana w najlepsze szaty
stoi na szańcu, wpatrzona w szalejący w dole żywioł. Widzi swoje piękne
miasto trawione przez ogień i sceny niewyobrażalnego chaosu, cierpienia
i agonii. Jest świadkiem ostatnich godzin Kartaginy w 146 roku p.n.e.
Sześć dni i nocy rzymscy milites wyrąbywali sobie drogę z portów przez
agorę ku szczytowi wzgórza, ulica po ulicy, łamiąc opór ludności.
Walczono tak zajadle, że Rzymianie musieli wprowadzić sprzątaczy,
których jedynym zadaniem było spychanie trupów na bok, aby zrobić
przejście wciąż napływającym posiłkom. Ciężkozbrojna piechota, słynni
legioniści, niestrudzenie szerzyli destrukcję. W pewnej chwili żona
Hazdrubala spostrzega rzymskiego wodza, Scypiona Emilianusa -
adoptowanego wnuka sławnego Scypiona Afrykańskiego, pogromcy Hannibala.
Wytęża wzrok i widzi, że jej mąż poddał mu się i klęczy u stóp
Rzymianina.
Żona Hazdrubala zwraca się do Scypiona bezpośrednio z korony szańca (co
przytoczył późniejszy historyk Appian): "Bogowie nie mają powodu gniewać
się na ciebie, Rzymianinie, albowiem korzystasz z praw wojny",
rozgrzeszając tym samym nieprzyjaciół za zniszczenie miasta. Kartaginka
mówi dalej do Scypiona, wbijając jednak spojrzenie w swego męża, dla
którego nie ma usprawiedliwienia: "Na tego oto Hazdrubala, zdrajcę
ojczyzny i jej świątyń, mnie i swoich dzieci, niech bogowie Kartaginy
ześlą zemstę, a ty bądź jej narzędziem". Tak napiętnowała mężowską
zdradę - zarówno publiczną, w roli najwyższego urzędnika państwa i jego
obrońcy, jak i osobistą, jako męża i ojca, który zawiódł w swych
powinnościach. Hazdrubal złamał przysięgę złożoną miastu i bogom i zostawił żonę wraz z potomstwem własnemu losowi. Małżonka nie tylko
nazwała go nędznikiem i zdrajcą, ale i drwiąco przepowiedziała mu
najbliższą przyszłość jako "dekoracji rzymskiego triumfu", prowadzonego
ulicami Rzymu wojennego trofeum. Na koniec zarzuciła mu krańcową
zniewieściałość i porzucenie rodziny na pastwę ognia. Wyrzekłszy te
słowa - ostatnie wypowiedziane przez Kartagińczyka - uśmierca swe
przerażone dzieci, strącając je z cytadeli wprost w pożogę, po czym sama
rzuca się za nimi. Kres Kartaginy został zaakcentowany tym ostatecznym
przedłożeniem śmierci nad niewolę.
Czym była Kartagina i kim byli Kartagińczycy? Dlaczego Rzymianie tak
totalnie ją unicestwili? Te pytania fascynują mnie, odkąd pierwszy raz
postawiłam stopę na miejscu starożytnej metropolii, opodal stolicy
dzisiejszej Tunezji. Urzekło mnie jej piękno, wciąż wyczuwalne tam
cienie wspomnień i rozmaitość twarzy tego miasta. Kartagina przez
sześćset lat była dominującym graczem w świecie starożytnym i siłą
napędową rozwoju zachodniej części basenu śródziemnomorskiego, ale po
podboju Rzymianie z biegiem stuleci w znacznym stopniu zatarli pamięć o jej znaczeniu. Zabieram się więc do spenetrowania miasta i życiorysów
mieszkańców na przestrzeni jego długiej i świetnej historii, aby wydobyć
ich dzieje na światło dzienne po dwóch tysiącach lat, kiedy opowiadali
je tylko ci, którzy Kartaginę zniszczyli. W ten sposób odkryjemy
cywilizację, która była zasadniczą częścią starożytnej kultury
śródziemnomorskiej i której obecność po dziś dzień czuje się wzdłuż
całego północnoafrykańskiego wybrzeża, w Portugalii, Hiszpanii i Italii,
a także na Sycylii, Sardynii i Korsyce.
Próba odpowiedzi na pytania o tożsamość Kartagińczyków i charakter ich
miasta to niełatwe zadanie. Ich historia jest fragmentaryczna,
zniekształcona i przeinaczona, jak układanka z brakującymi
najważniejszymi elementami. Istotę problemu dobrze ilustrują ostatnie
kwestie z dramatycznego opisu Appiana. Większość naszej wiedzy o Kartagińczykach jest przefiltrowana przez punkt widzenia ich
nieprzyjaciół. Żona Hazdrubala potępia męża na wieki, co rozciąga się na
wszystkich jego ziomków: w oczach Rzymian i Greków zarzut
zniewieściałości był największą zniewagą dla mężczyzny. Kartagiński wódz
zachował się niemęsko - wolał narazić się na upokorzenie, a nawet
niewolę, zamiast do końca bronić rodziny, miasta i bogów albo odebrać
sobie życie. Jakże to kontrastuje z postawą jego dzielnej małżonki,
której ostatni czyn, skok z dziećmi w płomienie - choć możliwe, że
zmyślony przez zwycięzców - tak podziwia rzymski dziejopis. Appian
podsumowuje tę scenę następująco: "Tak zginęła żona Hazdrubala -
śmiercią, jaka dla niego byłaby właściwsza". I nawet ta najsłynniejsza
historia w tradycyjnych przekazach opowiedziana jest z rzymskiej
perspektywy1. Moim celem jest na nowo przebadać źródła
rzymskie i w oparciu o ostatnie dowody archeologiczne nadać Kartaginie o wiele bardziej zniuansowany kształt.
Dramatyczne dzieje Kartaginy, jej rozwoju i upadku fascynowały ludzi od
tysiącleci. Opowieści o Dydonie i Hannibalu, niezmiernym bogactwie,
wojnie totalnej i finałowej tragedii składają się na porywającą
narrację. Jednakże dopiero teraz możemy z nich utkać historię z włączeniem świeżych informacji i głębszym zrozumieniem, jakie zapewnił
skokowy postęp w badaniach archeologicznych w ciągu ostatnich dwudziestu
lat. Nowe analizy DNA oraz izotopów stabilnych pobranych ze szczątków z masowych grobów w Himerze na Sycylii dały nam wgląd w zróżnicowane
pochodzenie pochowanych tam ludzi. Tunezyjscy i holenderscy archeolodzy
przez badanie metodą radiowęglową próbek z głębokich wykopów
potwierdzili, że Kartagina została założona w IX wieku p.n.e. Z bieżących studiów, wykopalisk i innego rodzaju prac naukowych w całym
basenie śródziemnomorskim zaczyna się wyłaniać fundament prawdziwej
historii miasta, która wyprowadza nas poza rzymską narrację; historii
podbudowanej postępem technicznym, przemysłowymi innowacjami i wielokulturowością populacji. Możemy już mówić o nowym spojrzeniu na
Kartaginę i jej miejsce w świecie.
U szczytu potęgi w III wieku p.n.e. była to cywilizacja zaawansowana
technologicznie, a liczba ludności miasta sięgała ćwierci miliona (choć
wydaje się to wartością wyolbrzymioną). Idealne położenie geograficzne
pośrodku północnego wybrzeża Afryki dawało Kartaginie połączenia ze
wschodem i zachodem Morza Śródziemnego, z Italią na północy oraz
interiorem na południu. Okolica była ponadto żyzna i zasobna w bogactwa
naturalne, co ludność w pełni wykorzystywała. Warto zaznaczyć, że
jedynym kartagińskim dziełem literackim, które Rzymianie zachowali po
zniszczeniu miasta i jego bibliotek, była praca niejakiego Magona na
temat technik i innowacji rolniczych, z poradami, jak wyhodować
najlepszą winorośl, i informacjami, które gatunki roślin mają się w tym
regionie najlepiej. Miejscowa agrotechnika była tak zaawansowana, ziemia
tak urodzajna, a miasto, ważny węzeł handlowy, tak bogate, że to dzięki
jego podbojowi Rzym wyrósł na mocarstwo, które z czasem zapanowało nad
całym Morzem Śródziemnym. Wielu wyznawało pogląd - w tym sami Rzymianie
- że bez Kartaginy nie byłoby rzymskiego imperium.
Wobec ludu kartagińskiego i stworzonej przezeń kultury często używa się
określenia "punicka", powszechnie odnoszącego się do części wielkiej
fenickiej diaspory skoncentrowanej na środkowym i zachodnim wybrzeżu
śródziemnomorskim. W źródłach rzymskich mówi się o punickich wojnach czy
postępkach; to samo słowo, ukute przez Rzymian z kulturowego stereotypu
ich odwiecznego wroga, jest używane w odniesieniu do wszystkiego, co
kartagińskie. Wywodzi się od łacińskiego Poenus; ono z kolei miało zaś
podkreślać fenickie pochodzenie Kartagińczyków. Nazwanie kogoś
Punijczykiem nie było w ustach Rzymian z III wieku p.n.e. komplementem,
miano to jednak przylgnęło do Kartagińczyków na zawsze. Z braku czegoś
lepszego ja też się nim tutaj posługuję, jednak z pewnym rozróżnieniem
między tożsamościami kartagińską i zachodniofenicką, zwłaszcza we
wcześniejszych okresach ich historii2.
O Kartaginie i jej dziejach napisano wiele książek, poczynając od
zaginionych rzymskich poematów epickich, jak Bellum poenicum Newiusza
o pierwszej wojnie punickiej czy dzieła innych autorów, które należą do
najstarszych zachowanych przykładów literatury łacińskiej z III i II
wieku p.n.e. Wojny z Kartaginą ukształtowały wczesne rzymskie pisarstwo,
stały się fundamentalnym elementem pamięci o tym mieście i konstrukcji
jego epickiej przeszłości3. Podstawą wszelkich narracji o Kartaginie jest historia spisana w II wieku p.n.e. przez Greka
Polibiusza, która miała wielki wpływ na późniejsze prace z czasów
wczesnego cesarstwa, jak monumentalne dzieło Liwiusza Ab Urbe condita
(Dzieje Rzymu od założenia miasta). Ważne były też łacińskie eposy,
jak Punica Syliusza Italikusa czy późniejsze prace greckojęzycznych
autorów historii Rzymu, na przykład wspomnianego już Appiana czy
Plutarcha. Przez stulecia od unicestwienia Kartaginy Rzymianie nadal
fascynowali się wydarzeniami z tamtych wojen i tworzyli z nich rodzaj
mitu założycielskiego. Snując tę historię, będziemy się posługiwali
wieloma źródłami, od greckich klasyków jak Herodot i Tukidydes po
historyków późnorzymskich. Materiały starożytne mają zasadnicze
znaczenie, zawsze jednak musimy brać pod uwagę, że niemal we wszystkich
tych tekstach Kartagina była ostatecznie przedstawiana jako "ci inni".
Tę perspektywę powielano jeszcze długo potem, kiedy Rzym i jego imperium
stały się przedmiotem rozważań arabskich geografów, średniowiecznych
uczonych, tematem dzieł renesansowych pisarzy i wczesnych kompozytorów
nowożytnych4.
Ten punkt widzenia pokutuje do dzisiaj, zwłaszcza w aspekcie obecności
Kartaginy w dziejach Rzymu - często wyłącznie w roli arcywroga.
Opowiadam tu historię tego miasta i jego obywateli poprzez ważne
postacie, miejsca i doniosłe wydarzenia, jakie kształtowały tę
cywilizację i jej losy, zawsze starając się - jeśli to tylko możliwe -
zachować perspektywę kartagińską. Zaczynamy w rozdziale I od Fenicjan i powstania Kartaginy jako kolonii Tyru. Poznajemy tu jej piękną
założycielkę, królową Dydonę, oraz mity i legendy o tej odległej
przeszłości, które przetrwały od IX wieku p.n.e. W początkowych
rozdziałach przyjrzymy się, jak Kartagina była wciągana w wir polityki i rywalizacji we wschodniej części basenu śródziemnomorskiego, gdzie
perskie imperium Achemenidów ścierało się z dawnymi greckimi
miastami-państwami. Zbadamy interakcje Kartaginy z sąsiadami i rozwój
jej własnej kulturowej i religijnej tożsamości w VI i V wieku p.n.e., a następnie przyjrzymy się, jak zaczyna prężyć muskuły w wielokulturowym,
konkurencyjnym świecie Greków, Fenicjan, Etrusków i Rzymian. Rozdziały
IV i V poświęcone są kartagińskim stosunkom z greckimi koloniami na
Sycylii i pokazują, jak historia Kartaginy wplata się w szerszy kontekst
geopolitycznych przesunięć i nowych idei wynikłych z podbojów Aleksandra
Wielkiego w IV wieku p.n.e. W szczytowej fazie kartagińskiej potęgi z III wieku p.n.e. najważniejsi gracze z hellenistycznych królestw stali
się wzorcami, według których mierzy się słynnych punickich wodzów
kalibru Hannibala.
W drugiej połowie książki ujrzymy Kartaginę już jako imperium i prześledzimy kontinuum jej rywalizacji i ekspansji od III do II wieku
p.n.e. W rozdziałach VI i VII omawiam uwarunkowania konfliktu, który
ogarnął całą zachodnią część Morza Śródziemnego i zakończył się bitwą
morską pod Egadami, nazwanego później pierwszą wojną punicką. Drugą
wojnę punicką - najbardziej chyba znany epizod w dziejach Kartaginy -
opisuję w rozdziałach VIII-X, podążając śladami Hannibala, jak wprowadza
słonie do Italii i niesie wyzwanie do samego serca Rzymu. Kolejne dwa
rozdziały przedstawiają ostatnie pięćdziesięciolecie Kartaginy, w którym
wojna z Rzymianami prowadzi ją do ostatniego tchnienia i ostatecznej
anihilacji. W rozdziale XIII ruszymy tropem Kartagińczyków ocalałych z pogromu i ech długiej pamięci o ich mieście. Przekonamy się, że
pozostałości kartagińskiego imperium po dziś dzień można znaleźć
wszędzie w dawnych rzymskich prowincjach śródziemnomorskich.
Znaczną część historii Kartaginy przenika jej tożsamość jako miasta
północnoafrykańskiego. Na tamtych ziemiach bytowali jej najbliżsi
sojusznicy i najzaciętsi wrogowie; przejęła tamtejsze mity i tradycje.
Rdzenne ludy północnej Afryki - dzisiejszych Berberów, czy, jak sami
wolą się określać, Imazighen ("ludzie wolni") - nazywano w tekstach
starożytnych i średniowiecznych Numidyjczykami, Libijczykami, a czasem
właśnie Berberami i stanowią one istotny składnik genezy i historii
Kartaginy. Na jej tle, od początku do końca, zbadamy dzieje
sprzymierzonych z nią afrykańskich społeczności, także w kategoriach
małżeństw mieszanych i tożsamości, z których wyłonił się odrębny lud
zwany Kartagińczykami. W odniesieniu do tubylców będę się posługiwała
wymiennie określeniami "Numidyjczycy" i "Libijczycy", a w niektórych
przypadkach pochodnymi nazw ich królestw lub miast.
Moim zamysłem było tak przedstawić historię Kartaginy, aby stworzyć
epicką opowieść, a zarazem relację, która pomoże nam lepiej zrozumieć
rzeczywistych ludzi, żyjących i prosperujących w tym pięknym nadmorskim
mieście setki lat przed narodzinami Rzymu. Rzymianie nie chcieli, by
ktokolwiek - ich własny lud, obywatele, ich potomkowie czy zewnętrzni
wrogowie - w pełni zrozumiał i postrzegał Kartaginę i jej mieszkańców
jako zwykłych ludzi. Kartagińczycy mieli na zawsze pozostać w roli
nieprzyjaciela. Ja w tej książkowej podróży postawiłam sobie za cel
ujawnienie - jak to tylko możliwe - tego, co Rzymianie usiłowali zatrzeć
w naszej pamięci: że Kartagina zawsze należała do założycielskich kultur
zachodniego Morza Śródziemnego. Jeśli zaś przyjrzeć się uważniej,
zobaczymy, że bez tego wszystkiego, czym była Kartagina, nie byłoby
Rzymu.
ROZDZIAŁ I
DZIECI FENIKSA
Był gród stary - tyryjscy nim kmiecie władali -
Naprzeciw ujść Tybrowych Italii: Kartago,
Przepychem bogactw sławny i bitew przewagą.
Wergiliusz, Eneida I, 12-145
Każda opowieść o Kartaginie musi się zacząć od Dydony. W micie jest ona
niezmiennie piękną królową, której tragiczny żywot inspirował na
przestrzeni tysiącleci literatów, artystów i muzyków. Historycznie była
to kobieta żyjąca w IX wieku p.n.e. w Tyrze (w dzisiejszym Libanie). I naprawdę nie nazywała się Dydona. Tyryjczycy posługiwali się fenickim,
językiem z grupy semickich z zapisem alfabetycznym. Była tam znana pod
imieniem Eliszat, co w transkrypcji greckiej zamieniło się w Elissę - i tak o niej pisali niektórzy helleńscy historycy. Wieczystą sławę zyskała
w rzymskich przekazach - i wiele jest poglądów na kwestię, dlaczego
Rzymianie akurat tak jęli ją nazywać. Najbardziej przekonujące wydaje
się wyjaśnienie, że wzięło się to od nazwiska bądź przydomka Dido,
oznaczającego wędrowca; mogło to być aluzją do jej podróży po Morzu
Śródziemnym, nim dotarła na miejsce, gdzie powstała Kartagina.
W I wieku p.n.e. rzymski poeta Publiusz Wergiliusz Maro uwiecznił
najsłynniejszą wersję jej legendy założycielskiej w eposie Eneida, ale
stało się to niemal osiem stuleci po fakcie i ponad sto lat po jej
zburzeniu. Autor wziął krążącą wcześniej historię Dydony/Elissy i splótł
ją z jednym z mitów o powstaniu Rzymu, na wieki wiążąc z sobą losy obu
miast. Jego bohater, heros wojny trojańskiej Eneasz, uciekłszy z płonącej Troi, schronił się na północnym wybrzeżu Afryki - właśnie pod
skrzydłami Dydony w budowanej wtedy Kartaginie. Jego tragiczna opowieść
trąciła czułą strunę w sercu tyryjskiej królowej i rozgorzała między
nimi miłość - nieszczęśliwa, albowiem z woli bogów skazana na rozłąkę.
Eneasz uwiódł Dydonę i ją opuścił, kierując się zgodnie z przeznaczeniem
do Italii, zostawiwszy kochankę ze złamanym sercem i pogrążoną w żalu. W opowiedzianej przez Rzymianina historii królowa obraca się w archetyp
odtrąconej, żądnej zemsty kobiety. Upokorzona, nie widzi innego wyjścia,
jak odebrać sobie życie. Ostatnim tchem rzuca klątwę na odpływającego
Eneasza i całe jego potomstwo, przepowiadając, że kiedyś pojawi się
"mściciel naszej libijskiej krwi". Takim sposobem stworzono rzymskie
usprawiedliwienie dla późniejszych wojen między obu wielkimi
miastami6.
Wergiliuszowa Dydona odbijała się echem tak w świecie starożytnym, jak i w późniejszych epokach. Tragiczną heroinę portretowano w teatrze, operze
i powieściach w wielu językach i kulturach. Nie jest to jednak jedyna
wersja legendy o założeniu Kartaginy. W innych zachowanych przekazach
znajdujemy być może bardziej uchwytne informacje na temat kobiety, która
je zainspirowała. We wcześniejszych opowieściach próżno szukać postaci
Eneasza; mowa w nich tylko o fenickiej władczyni Elissie. Ta stworzona
przez sycylijskiego Greka Timajosa z Tauromenionu (obecnie Taormina)
powstała nie później niż pod koniec III wieku p.n.e., prawdopodobnie
istniała jednak już wcześniej. Zachowały się jedynie fragmenty jego
tekstu, przytoczone w dziełach późniejszych autorów, tak więc
przedwergiliańska historia Kartaginy pozostaje nieco mętna. Według tej
wersji Elissa była tyryjską księżniczką zmuszoną szukać schronienia w północnej Afryce z powodu przewrotu dokonanego przez jej brata
Pigmaliona. Braciszek zabił jej męża, królewskiego regenta i naczelnego
kapłana boskiego patrona miasta, Melkarta, i sam przejął tron. Nie miał
jednak mocnej pozycji; większość arystokracji nie była doń przekonana.
Wokół Elissy, zaszokowanej morderstwem jej męża i bluźnierstwem wobec
bogów, skupiła się opozycja elit wobec uzurpatora7.
Wdowa z grupą buntowników umknęła nocą z Tyru, zabierając święte
artefakty Melkarta. Wyruszyli w długi rejs na zachód wzdłuż
afrykańskiego wybrzeża, aby znaleźć miejsce na założenie kolonii.
Rzymski historyk Appian powtarza te szczegóły, informując nas, że
Dydona/Elissa "odpłynęła do Afryki z dobytkiem i tymi z mężczyzn, którzy
chcieli uciec od tyranii Pigmaliona"8. Pierwszym
przystankiem był Cypr, gdzie panowie dobrali sobie młode kobiety na
żony. Pochodziły z renomowanej świątyni Astarte (odpowiedniczki greckiej
Afrodyty i rzymskiej Wenus) w Kitionie (obecnie Larnaka); rodzice mogli
posyłać tam dorastające córki, aby odsłużyły turę w roli, jak to
przyjęło się nazywać, prostytutek świątynnych ku czci bogini. Po takim
stażu podobno panny były uznawane za świetne partie. Tak więc tyryjscy
nobile z narzeczonymi opuścili Cypr i popłynęli dalej, zatrzymując się w Helladzie i na Sycylii, nim w końcu przybyli tam, gdzie narodziła się
Kartagina9.
I cóż mamy począć z tymi strzępami pradawnego mitu, przepuszczonymi
przez pryzmat spojrzenia wrogów Kartaginy? Jak je interpretować? Z zachowanych głównych elementów historii, jak przywłaszczenie świętych
przedmiotów czy "dokooptowanie" kobiet, wynika, że nie była to paniczna
ucieczka za morze, lecz zaplanowana ekspedycja. Pasuje to do tego, co
wiemy o wczesnej fenickiej osadzie, oraz do materiałów z innych
lokalizacji, jak Kadyks, gdzie też widać ślady zorganizowanego
planowania urbanistycznego10. Przez całe sześćset lat
egzystencji Kartagina płaciła dziesięcinę świątyni Melkarta w Tyrze, co
wyraźnie świadczy, że było to posunięcie kolonizacyjne, z bliskimi,
bardzo konkretnymi powiązaniami z macierzystym miastem. W opowieściach o Dydonie znajdujemy wskazówki co do siły jej uczuć i niezachwianej
wierności wobec zamordowanego męża oraz jego oddania Melkartowi, z których możemy zbudować obraz idei przyświecającej założeniu Kartaginy.
Bóg, którego imię tłumaczy się dosłownie jako "król miasta", miał
odgrywać istotną rolę w całej historii nowej kolonii jako opiekun jej i mieszkańców. Należał do kartagińskiego panteonu, ale też był związany z innymi fenickimi społecznościami na zachodzie. Czyniło go to ogniskiem
zbiorowej tożsamości, która miała się rozprzestrzenić na całą zachodnią
połowę Morza Śródziemnego. Tak więc w owych mitach o królowej
założycielce i jej wyidealizowanych cnotach niewieścich zawarte są
informacje o wyborach dokonywanych przez Tyryjczyków, którzy osiedli w Afryce11.
Tyr, macierz Kartaginy, był w starożytności bardzo ważnym ośrodkiem,
regionalnym mocarstwem z monumentalną architekturą i zaawansowanym
technologicznie portem. Późniejsi Grecy i Rzymianie zostawili nam
rozmaite jego opisy. Kwintus Kurcjusz Rufus w Dziejach Aleksandra
Wielkiego odnotował, że Tyr "wyróżnia się spośród wszystkich grodów
Syrii i Fenicji sławą i wielkością"12. Miasto było dominującą
potęgą w Lewancie i można przyjąć, że migrujący na zachód jego obywatele
ponieśli z sobą tę sławę i dumę z pochodzenia. Lokalizacja Tyru na
przybrzeżnej wysepce była klasycznie fenicka: odgrodzona od lądu, łatwo
dostępna z morza i zapewniająca dobre schronienie statkom. Te same
atrybuty cechowały Kartaginę. Warto zaznaczyć, że jej fenicka nazwa
brzmiała Kart Hadaszt, czyli dosłownie "Nowe Miasto"13.
Kartagina nie była pierwszą fenicką kolonią na tym odcinku afrykańskiego
wybrzeża. Zaledwie o trzydzieści kilometrów na północ leżała Utyka (łac.
Utica) zbudowana, jak mówią źródła starożytne, kilka wieków wcześniej.
Dowody archeologiczne nie zgadzają się jednak z tymi zapisami i możliwe,
że w chwili założenia Kartaginy miasto to egzystowało nie dłużej niż
kilkadziesiąt lat. Znajdowane tam wyroby garncarskie, głównie kubki i talerze, stylistycznie datują się na czasy jej współczesne: IX wiek
p.n.e.; wyniki badań radiowęglowych pozwalają odsunąć je na wcześniejsze
stulecie. Niedawne spektakularne znalezisko zawiera pozostałości dużej
uczty wyprawionej przez ówczesnych mieszkańców Utyki. Zarżnięto wtedy,
upieczono i wspólnie skonsumowano kozy, woły, świnie, konie, żółwie i udomowionego psa. Po zakrapianej biesiadzie zebrano wszystkie talerze,
misy oraz kubki i wrzucono je - wraz z kośćmi i resztkami mięsa - do
głębokiej studni. Motywów świętowania i metody sprzątnięcia po niej
pewnie nigdy nie poznamy, hipotetycznie jednak mogło to być związane z jakimś rytuałem zamknięcia źródła wody. Po tysiącach lat odkrycie to
daje archeologom wiele informacji o tym wczesnym afrykańskim mieście i związkach populacji z otaczającym ją światem14.
Ceramika stołowa wykorzystana na utyckiej uczcie pochodziła zza morza.
Dzięki temu wiemy, że tamtejszy lud miał kontakty handlowe, i to
intensywne, z sąsiadami na Sardynii i w środkowej Italii, a także z Grecją i Lewantem. Dlaczego zatem - nasuwa się pytanie - Kartaginę
zbudowano tuż obok tak dobrze prosperującego miasta? Odpowiedź tkwi w lokalizacji. Dziś co prawda ruiny Utyki leżą w pewnym oddaleniu od
morza, lecz w IX wieku p.n.e. znajdowała się ona na samym brzegu, u ujścia Bagradas (obecnie Wadi Madżarda). Coroczne wezbrania rzeki
powodowały, że zbudowany w samym estuarium port był stale zamulany.
Można domniemywać, że miejsce założenia Kartaginy wybrano właśnie
dlatego, że oferowało łatwiej dostępne i funkcjonalniejsze
kotwicowisko15.
Tyryjscy koloniści Dydony szybko się przekonali, że nie są mile widziani
przez rdzennych mieszkańców okolicy, zwanych w źródłach Numidyjczykami
bądź Libijczykami. Ludy owe miały już styczność z lewantyńskimi
osadnikami w Utyce i nie uśmiechało im się nowe takie sąsiedztwo. Uważa
się, że królowa podstępem wyłudziła od nich działkę pod budowę miasta.
Według mitu, zapisanego przez znacznie późniejszego rzymskiego historyka
Justyna, miała ona poprosić miejscowego władcę o "taki tylko spłachetek
ziemi, który dałby się nakryć wołową skórą". Wyjaśniła, że chce jedynie
skorzystać z miejsca na wypoczynek dla zmęczonej długim rejsem załogi.
Kiedy umowa została zawarta, sprytna Dydona kazała pociąć skórę na jak
najcieńsze rzemyki i ułożywszy je jeden za drugim, otoczyła nimi
znacznie większy obszar, niżby wynikało z tak sformułowanej prośby.
Pozyskaną dzięki temu wybiegowi działkę nazwano później Byrsą (od
greckiego słowa oznaczającego skórę) i tam z czasem wyrosła kartagińska
cytadela. Justyn nie wspomina o reakcji przechytrzonego libijskiego
króla, z pewnością jednak sztuczka nie była mu w smak16.
Historia z wołową skórą może się nam wydawać dziwaczna, była jednak
często przytaczana przez autorów starożytnych dla podkreślenia sprytu
Dydony. Kartagińczycy zostali w ten sposób na wieczne czasy
scharakteryzowani jako lud podstępny i niegodny zaufania; część uczonych
skłonna jest jednak doszukiwać się w legendzie ziarna prawdy. Możliwe,
że jest ona echem nieznanej nam ówczesnej praktyki prawniczej przy
nabywaniu nieruchomości, połączonej z dużo lepiej opisanym zwyczajem
wyorywania granic posiadłości pługiem zaprzężonym w wołu. Pytań jest
jednak więcej. Na przykład dlaczego Tyryjczycy, a więc Fenicjanie,
nazwali swą cytadelę greckim słowem? Widać tu wielowarstwowość tekstów i przekazów, gdy opowieść z prehistorycznej przeszłości wplatana jest w legendę o powstaniu Kartaginy. Fenickie określenie fortecy to barsat,
niektórzy badacze więc argumentują, że Byrsa to tylko przeinaczenie na
użytek greckojęzycznego odbiorcy. Ta wersja historii pokazuje nam, jak
dawni greccy autorzy usiłowali zrozumieć Kartagińczyków według własnych
ram mitologicznych i językowych17.
We wszystkich odsłonach mitu Dydona odbiera sobie życie. Miasto, które
stworzyła, rozrosło się i wzbogaciło do takiego poziomu, że sąsiadujący
z nim władca Getulów Jarbas uznał za właściwe starać się o rękę
królowej. Ona jednak odrzuciła zaloty, tłumacząc, że nigdy nie złamie
przysięgi małżeńskiej wobec dawno nieżyjącego męża. Patrząc bardziej
realistycznie, jej decyzja odzwierciedla niepewną pozycję przywódczyń:
Dydona nie chciała oddać Jarbasowi władzy i niezależności. Kartagińska
elita miała jednak odmienne zdanie i popierała pomysł małżeństwa. Mamy
tu więc samotną królową walczącą o swe wpływy, potrzebującą jednak
męskiego wsparcia, by zabezpieczyć miasto. Ludności z pewnością
zależało, by władczyni dochowała się następcy, zatem bezdzietna panująca
musiała czuć tę presję. Zaczynało wyglądać na to, że będzie zmuszona
wyjść za mąż, w przeciwnym razie bowiem nobilowie gotowi ją obalić.
Według legendy Dydona wolała popełnić samobójstwo, niż zawrzeć
niechciany związek. W scenie finałowej rzuca się na płonący stos.
Z licznych opowieści o Dydonie wyłania się złożony, pełen sprzeczności
wizerunek kobiety prawej i pełnej poświęcenia, silnej i kreatywnej,
zarazem też ofiary własnej miłości i namiętności - przynajmniej w wersji
Wergiliusza. Czy te różne wersje mówią nam coś o Kartaginie czy tylko
pomagają zrozumieć rzymskie ideały kobiecości? Rzuca się w oczy paralela
z jedyną inną Kartaginką, o której cokolwiek wiemy: przedstawioną na
samym początku żoną Hazdrubala, która zginęła identyczną śmiercią, w dodatku w tym samym miejscu, na wzgórzu Byrsa. Historia podszyta jest
warstwami konstrukcji literackich opartych na wzorcu kobiety gotowej do
poświęceń, przypominającym nawet postać szlachetnej Lukrecji z wczesnorzymskiego mitu, której samobójstwo stało się zaczynem powstania
republiki Rzymu18. Kontrastowa wersja Wergiliusza, napisana pod
koniec I wieku p.n.e., ukazuje Dydonę jako niezbyt prawą władczynię,
która emocjonalną i seksualną pokusą próbuje zwieść protoplastę Rzymian
Eneasza z drogi ku przeznaczeniu. Wizerunek kusicielki wabiącej na
manowce szlachetnego Rzymianina bywał łączony z postacią Kleopatry,
zaprzątającej umysły współczesnych poety. To najtrwalszy z mitów o Dydonie, stworzony za aprobatą pierwszego rzymskiego cesarza i wielkiego
propagandzisty Augusta, który dopiero co doszedł do władzy, pokonawszy
armię Kleopatry i Marka Antoniusza pod Akcjum w 31 roku p.n.e.19.
W mitologii Dydony mamy więc mieszankę składników łączących późniejsze
stawiane Kartagińczykom przez Rzymian zarzuty przebiegłości i dwulicowości z siłą charakteru i szlachetnością w działaniu, cechami
częściej spotykanymi w opowieściach o wielkich rzymskich cnotach. W opisach życia królowej uchwycone są wszystkie problemy, z jakimi musi
się zmierzyć praca o historii Kartaginy, albowiem zapisów własnych
legend o powstaniu miasta nie ma, a to, jak sami Kartagińczycy widzieli
swoją historię, dawno zostało wymazane z pamięci.
Mit mitem, ale znane fakty o założeniu Kartaginy są niewiele mniej
dramatyczne. Od IX do VII wieku p.n.e. fenickojęzyczni kupcy i podróżnicy wędrowali z Lewantu ku zachodniej części Morza Śródziemnego,
co wynikało ze złożonej mieszanki zmiennego zapotrzebowania na surowce,
presji populacyjnej i zewnętrznych czynników politycznych.
Bliskowschodnie miasta-państwa tworzące region zwany przez nas Fenicją
postawiły na handel i kolonizację jako środki łagodzące problemy
wewnętrzne. W ten sposób powstało wiele nowych ośrodków na zachodzie, a najważniejszym z nich była Kartagina. Głębokie wykopaliska sięgające
najwcześniejszych warstw osadnictwa potwierdzają, że miasto zostało
założone w czasie korespondującym ze starożytnymi zapisami, plasującymi
to wydarzenie około 814 roku p.n.e.20.
Kartagina wyrosła w lokalizacji idealnej z handlowego punktu widzenia:
pośrodku wybrzeża północnoafrykańskiego, niedaleko Sycylii stanowiącej
swoisty naturalny most łączący Afrykę z Europą. Ponieważ w starożytności
żegluga morska była uzależniona od wiatrów i prądów, błędy w obliczeniach zaś mogły mieć katastrofalne skutki, statki pływały od
portu do portu, trzymając się brzegu. Kartagina leżała nad akwenem o przewidywalnym układzie prądów, w bliskości lądowych punktów
orientacyjnych, co w sezonie nawigacyjnym znakomicie ułatwiało rejsy na
Sycylię. Miejsce miało też istotne znaczenie strategiczne: kto panował w Kartaginie, mógł kontrolować cały ruch w środkowej strefie Morza
Śródziemnego.
Jeśli się udać do ruin miasta i stanąć na wzgórzu Byrsa z widokiem na
Zatokę Tuniską, widać to na pierwszy rzut oka: świetne położenie,
zarazem otwarte i osłonięte. Miasto posadowione jest na
południowo-wschodnim brzegu niewielkiego półwyspu, który chroni je od
północy, ma jednak pełny dostęp do morza21. W starożytności był
niemal wyspą połączoną z lądem znacznie węższym przesmykiem, niż wygląda
to dzisiaj. Sporo z tego, co dzisiaj widzimy, to efekt zamulenia i zagospodarowania. W tamtych czasach miejsce to stanowiło doskonałe
połączenie otwartego morza, bezpiecznego portu i żyznej ziemi - idealna,
iście fenicka lokalizacja dla miasta. We wczesnej fazie istnienia
Kartaginy, od IX do VII wieku p.n.e., osiedlanie się na morskim brzegu
było bardzo niebezpieczne; trzeba było znaleźć okolicę zarazem dogodną
dla żeglugi i zabezpieczoną przed potencjalnymi szkodami powodowanymi
przez piractwo i najazdy, a także przez równie niszczycielskie sztormy.
Ilekroć odwiedzałam inne fenickie miasta powiązane kulturowo z Kartaginą, jak Kadyks, Palermo, Tyr czy Motja (obecnie wł. Mozia, syc.
Mozzia), odnosiłam to samo wrażenie: miejsce jest podatne na zagrożenia,
ale jednocześnie chronione przez samo otaczające je morze. Wszystkie
śródziemnomorskie miejscowości założone przez wczesnych fenickich
odkrywców są pod tym względem do siebie podobne. Jedynym sposobem, by
zrozumieć początki Kartaginy, jest bliskie przyjrzenie się innym
fenickojęzycznym społecznościom i ich roli tak w północnej Afryce, jak i za morzem. Kartagina była wówczas tylko jednym z wielu miast w zachodniej części basenu śródziemnomorskiego, zatem istotną część naszej
opowieści stanowi to, jak ewoluowała spomiędzy szeregu powiązanych
fenickich osad, kolonii i placówek handlowych do statusu mocarstwa. Aby
zrozumieć Kartaginę, musimy sobie uświadomić, kim byli Fenicjanie i dlaczego migrowali na zachód.
Uważa się, że lud znany nam jako Fenicjanie spokrewniony jest z biblijnymi Kananejczykami z II tysiąclecia p.n.e., którzy pod koniec
epoki brązu odgrywali zasadniczą rolę w wymianie handlowej w Lewancie i na Morzu Egejskim. Dowody jej istnienia pochodzą z wraków; jeden z nich
został odkryty zaledwie o pięćdziesiąt metrów od brzegu opodal
tureckiego miasta Uluburun nad Zatoką Antalya na południowym wybrzeżu.
Na pięćdziesięciometrowej głębokości, doskonale widoczne dla nurkujących
w błękitnych wodach, spoczywały resztki statku z epoki brązu i rozsypany
na dnie ładunek, wiele mówiące o ludziach, którzy nim płynęli i o szlakach, jakie wybierali owi śmiałkowie sprzed trzech tysięcy lat.
Znaleziono tam dziesięć ton miedzianych sztab, amfory z winem cypryjskim
i lewantyńską oliwą, szklane paciorki, egipskiego skarabeusza królowej
Nefertiti oraz egejską ceramikę. Asortyment dóbr świadczy, że statek
odbywał okrężną podróż wzdłuż wschodniego wybrzeża Morza Śródziemnego,
ładując i wyładowując towar. Kananejczycy znikają ze sceny historycznej
pod koniec II tysiąclecia p.n.e. Według przyjętej teorii pojawiają się
znowu w zapisach z początkiem epoki żelaza (na przełomie X i IX wieku
p.n.e.) jako lud nazywany dzisiaj Fenicjanami, zamieszkujący miasta na
wschodnim wybrzeżu i od nich określający swą tożsamość, w tym kwitnące
ośrodki portowe jak Sydon, Tyr, Bejrut i Byblos22.
Mówimy o nich "Fenicjanie" tylko dlatego, że tak figurują w późniejszych
greckich tekstach - oni sami nigdy się tak nie przedstawiali. Nazwa
wywodzi się od greckiego słowa foinikis oznaczającego purpurę i związana jest z bardzo kosztownym barwnikiem, z którego wyrobu słynęli.
Jego produkcja była główną gałęzią rzemiosła w fenickich miastach. Cenną
substancję uzyskiwano z mielenia muszli morskiego ślimaka z gatunku
Murex, zwanego też szkarłatnikiem (obecnie prawie wymarłego). Słowo
foinix od bardzo dawna pojawiało się w greckiej literaturze. Mężczyzna
o imieniu Fojniks był w Iliadzie Homera starym wychowawcą Achillesa.
To samo imię nosił w greckiej tradycji eponimiczny praojciec ludów
fenickich23. W najwcześniejszych tekstach greckich spotykamy
Fojniksa (Feniksa) - brata Europy, mitycznej księżniczki porwanej na
Kretę przez Zeusa pod postacią byka. To kolejna fenicka kobieta z legend, która przewija się w zachodniej kulturze i sztuce. Historie te
pokazują, jak ówcześni Grecy poznawali Fenicjan i włączali ich kulturę i obyczaje do własnej mitologii.
Na początku I tysiąclecia p.n.e. Fenicjanie z lewantyńskiego wybrzeża
zaczęli migrować na zachód. Dowody szybkiego rozrostu miast między XII a VIII stuleciem p.n.e., jak również niedostatku żywności występującego
już w X wieku p.n.e. świadczą, że populacja mogła przerosnąć
produktywność rolnictwa. Wąski pas żyznych ziem tworzący fenicką
ojczyznę ciągnął się około dwustu kilometrów z północy na południe
wzdłuż wybrzeża. To tereny dobrze nawodnione, od wschodu chronione przez
pasmo górskie Liban, a dalej, za doliną Bekaa, przez łańcuch Antylibanu
wyrastający na ponad trzy tysiące metrów, jednak znacznie utrudniają one
ekspansję w tym kierunku. Góry zawsze zapewniały obfitość słodkiej wody
i słynnego z doskonałej jakości drewna cedrowego, świetnie się
nadającego do budowy statków. W obliczu ograniczonego potencjału rolnego
i rosnącej populacji Fenicjanie zaczęli szukać nowych szans na
zachodzie. Oni pierwsi odnowili tradycję międzypaństwowej wymiany
ekonomicznej, kwitnącej w epoce brązu, i czerpali zyski z rozrastającej
się w zaraniu epoki żelaza śródziemnomorskiej siatki powiązań
handlowych. Ich osadnictwo rozprzestrzeniało się od Lewantu i regionu
egejskiego aż po zachodni kres Morza Śródziemnego, a być może nawet
dalej.
Fenicjanie zdobyli renomę świetnych żeglarzy i budowali pierwsze w starożytności pokładowe okręty wojenne. Świadczy o tym sławny wizerunek
diery (biremy) z reliefu odkrytego w asyryjskim pałacu w Niniwie (opodal
dzisiejszego Mosulu w Iraku), przedstawiający zastosowanie jednostki z dwoma rzędami wioseł (fot. 1). Tak więc w owym okresie nasi
Fenicjanie znani już byli jako kupcy, rzemieślnicy i rolnicy, jeszcze
większe znaczenie miała jednak ich rola w żegludze i sztuce
wojennomorskiej we wschodniej części Morza Śródziemnego.
Fot. 1: Relief z asyryjskiego pałacu (przełom VIII i VII w. p.n.e. przedstawiający fenicką biremę (okręt z dwoma rzędami wioseł) - konstrukcja wówczas nowatorska w regionie śródziemnomorskim. Na pokładzie sylwetki żołnierzy z tarczami
Zapuszczając się coraz dalej na zachód, Fenicjanie szukali cennych
surowców na import i handel w zurbanizowanym świecie Lewantu, a także do
produkcji towarów luksusowych, jak złote amulety i biżuteria. Nowe
technologie i gałęzie wytwórstwa, jakie pojawiły się w epoce żelaza,
pociągnęły za sobą zmiany w łańcuchu podaży i popytu na surowce. Złoża
rudy żelaza w zachodniej części basenu śródziemnomorskiego stały się
niezbędne dla prosperowania cywilizacji wschodnich. Fenickie
poszukiwania, szczególnie na Półwyspie Iberyjskim, Sardynii i w Etrurii
(środkowa Italia), zaowocowały eksploatacją tamtejszych bogatych zasobów
naturalnych, a w konsekwencji bogaceniem się tego ludu.
Motorem zasiedlania zachodnich wybrzeży śródziemnomorskich przez
społeczności fenickojęzyczne najprawdopodobniej było połączenie
wszystkich tych czynników. Lepiej zrozumiemy ten proces na podstawie
pochodzących z królestw Asyrii, Egiptu, Izraela i Judy informacji o ich
powiązaniach z miastami fenickimi. Weźmy na przykład znany relief z pałacu nowoasyryjskiego władcy Aszurnasirpala II (IX wiek p.n.e.) w Nimrudzie (starożytne Kalhu) na wschodnim brzegu Tygrysu,
przedstawiający - prawdopodobnie - Fenicjanina składającego daninę
królowi (fot. 2). Ma on z sobą dwie zachodnioafrykańskie
małpy; jedną prowadzi za rękę, druga siedzi mu na ramieniu. Czy patrzymy
na wczesnofenickiego przywódcę przywożącego egzotyczne dary asyryjskiemu
monarsze? Pewności nie mamy, ale widać stąd, jak Fenicjanie byli
kojarzeni ze wszystkim, co z dalekich stron i obce.
Fot. 2: Niosący daninę - być może Fenicjanie - prowadzą małpy w darze dla króla (asyryjska płaskorzeźba pałacowa).
Charakter wczesnej fenickiej ekspansji jest w niektórych źródłach mocno
uproszczony. O bogactwach dostępnych w odległych krainach nie brak
wzmianek w Starym Testamencie, jak ta z Księgi Ezechiela: "Tarszisz
prowadził z tobą handel z powodu mnóstwa twoich wszystkich bogactw.
Srebro, żelazo, cynę i ołów dostarczano ci drogą wymiany za twe
towary"24. W VI wieku p.n.e., kiedy zaczęto spisywać hebrajską
Biblię, źródło fenickiej zamożności stanowiły właśnie te i inne metale,
wydobywane głównie na zachodzie: w Hiszpanii (srebro i cyna) oraz w Etrurii (miedź i rudy żelaza).
Złożoność sieci fenickiego handlu najlepiej można sobie uzmysłowić,
śledząc drogi morskie wybierane przez kupców i żeglarzy. Pływano od
portu do portu, z regionu do regionu, po drodze zabierając i wyładowując
towary, nigdy nie oddalając się zanadto od lądu. Taki typ żeglugi nazywa
się kabotażem. Trasy sumowały się w okrężny, lewoskrętny szlak
wykorzystujący najczęstsze wiatry oraz układ prądów. Statki orzące
przybrzeżne wody nie tylko służyły handlowi, lecz także sprzyjały
rozwojowi interakcji między kulturami. Przyjmuje się, że biblijny
Tarszisz to Tartessos w południowo-zachodniej Hiszpanii za Słupami
Heraklesa (Cieśniną Gibraltarską), w rejonie rzeki Tinto, na północny
zachód od wczesnej fenickiej kolonii Gadir (dzisiejszy Kadyks), w dolinie Gwadalkiwiru (w starożytności Baetis). Tereny te, do dzisiaj
obfitujące w minerały, miały wielką wartość, nie dziwi więc, że stulecia
później podczas drugiej wojny punickiej miały stać się areną zaciętych
walk między Rzymem a Kartaginą: dwoma imperiami rywalizującymi o zasoby
naturalne tego bogatego kraju.
Pierwsze fenickie kolonie i osady powstawały na Cyprze, potem na Krecie,
w Grecji, następnie na Sycylii, Sardynii, Balearach i wreszcie na
Półwyspie Iberyjskim aż po Kadyks. Droga powrotna z nich prowadziła
wybrzeżem północnoafrykańskim przez Utykę i Kartaginę, emporia w dzisiejszej Libii, deltę Nilu i dalej do miast Lewantu. Nie ma
praktycznie państwa śródziemnomorskiego, gdzie nie byłoby pozostałości
fenickich kolonii. Założyciele tak dobrze wybierali dla nich
lokalizację, że wiele z nich do dzisiaj funkcjonuje jako miasta, od
Bejrutu przez Palermo po Kadyks.
Reputacja Fenicjan jako kupców przylgnęła do nich na stulecia. Źródła
starożytne często zawierają komentarze kojarzące ich z bogactwem i cennymi kruszcami, no i oczywiście insynuacje i zarzuty chciwości,
zepsucia i wyzysku innych. Historyk Diodor Sycylijski, piszący w I wieku
p.n.e., podaje, jakim sposobem Fenicjanie doszli do takiej fortuny: otóż
przez wykorzystywanie przewagi technologicznej nad mniej zaawansowanymi
kulturami. Autor twierdzi, że dysponując wyrafinowaną wiedzą
metalurgiczną, oszukiwali tubylców na wymianie: "Kupowali srebro w zamian za inne dobra niewielkiej, jeśli w ogóle jakiejkolwiek wartości",
po czym przewozili je do Grecji i Azji, "na czym dorabiali się wielkiego
bogactwa"25.
Ta stara jak świat opowieść o kolonialnym wyzysku dobrze ukazuje, jak
postrzegali Fenicjan znacznie późniejsi historycy. Diodor na tym nie
poprzestaje; imputuje im "takie zapamiętanie w chciwości, że jeśli ich
statki były już do pełna załadowane, a jeszcze zostało srebra do
zabrania, skuwali ołów z kotwic i w to miejsce kruszcem je nabijali".
Wizja srebrnych kotwic zakorzeniła się w wyobraźni odbiorców jako jeden
z wielu klasycznych stereotypów o nieuczciwości Fenicjan i Kartagińczyków, jakie często pojawiały się w źródłach greckich i rzymskich i jakimi szermowali ich późniejsi wrogowie.
Świat śródziemnomorski między X a VII wiekiem p.n.e. objaśniany bywa
przez uczonych z użyciem nowoczesnej terminologii, jak handel morski,
kabotaż itp. Przywołuje to zafałszowany obraz rzeczywistości
uporządkowanej zasadami, ze zorganizowanymi instytucjami i rządami
państwowymi. Działalność ta miała po większej części dużo swobodniejszą
formę. Żeglarze próbowali szczęścia na własną rękę, a w wielu relacjach
można się doszukać zwykłych aktów piractwa. Piratami często nazywano
Fenicjan we wczesnych tekstach greckich, ale gdybyśmy dysponowali
podobnymi zapisami, jak oni postrzegali Greków, z pewnością
znaleźlibyśmy w nich to samo określenie. Weźmy choćby mit o szefie
greckiego panteonu, który pod postacią byka folgując osobistej
przyjemności, zabawił się w kidnapera fenickiej księżniczki Europy - toż
to wypisz, wymaluj kanwa podobnych historii o niewielkich grupach
napadających na obce wybrzeża, by porywać kobiety. Uwiecznił je nawet
Homer w Odysei: niejeden głos nazwałby największym ze wszystkich
piratów właśnie Odyseusza. To odzwierciedlenie procederu powszechnego
wówczas na całym Morzu Śródziemnym - mężczyźni ruszali na morze w poszukiwaniu przygód i zysku. Kiedy więc czytamy o zakładaniu miast i przemieszczaniu się grup i ludów, musimy pamiętać, że tamtejsze
starożytne społeczności, o których często myślimy - w szczególności zaś
Kartagina, Rzym i greckie polis - formowały się właśnie w tym okresie i mają w tożsamościowym DNA głęboko zakorzenione połączenie morskiej
ekspansji, mitologii, legend, piractwa, handlu i przemocy.
W owym przełomowym momencie kontakt Fenicjan z ludnością greckojęzyczną
doprowadził do fuzji kulturowej, której ślady obserwujemy i dzisiaj. Do
pierwszej takiej wymiany doszło bez wątpienia na Cyprze, czego dowodzą
znaleziska z Kition. Położenie geograficzne czyniło wyspę naturalnym i niezwykle ważnym miejscem dialogu grecko-fenickiego. Jak już wiemy,
świątynia w Kition była sławnym ośrodkiem kultu bliskowschodniej bogini
Astarte, z którą cypryjscy Fenicjanie identyfikowali lokalne bóstwo. Z czasem przeobraziła się ona w grecką patronkę miłości, Afrodytę. W jednym z mitów o Dydonie, przypomnę, jej towarzysze wybrali kształcone w świątyni młode kobiety na żony do planowanej nowej tyryjskiej kolonii w Afryce.
Według wierzeń Greków, wyłożonych w kosmogonicznych mitach Hezjoda (VIII
wiek p.n.e.), Afrodyta miała przybyć ze wschodu:
Na Cypr, przez morze otoczony, przybyła.
Wyszła stamtąd bogini straszna i piękna,
a trawa rosła pod jej kształtnymi stopami.
Bogowie i ludzie zwą ją Afrodytą,
bo z piany się zrodziła1.
Ta wizja wciąż przenika nasze wyobrażenie o Kiprydzie, zwizualizowane w Narodzinach Wenus Botticellego, gdzie bogini surfuje na muszli ku
brzegowi (fot. 3). Ta przemiana wschodniego bóstwa w członkinię greckiego panteonu, patronkę seksu i płodności, daje nam
poczuć naturę transformacji kulturowych, jakie zachodziły od wczesnych
lat epoki żelaza. Jeszcze dalej na zachód, na Sycylii, było miejsce,
gdzie koegzystowali Fenicjanie, Grecy i rdzenni wyspiarze, czczący tę
samą boginię w mieście na szczycie góry Eryks (obecnie Erice). Ono też
miało stać się kością niezgody w przyszłych wojnach między Rzymem a Kartaginą.
Fot. 3: XV-wieczny obraz Narodziny Wenus Sandra Botticellego - ponadczasowe dziedzictwo mitu o bogini Wenus (Afrodyty/Astarte) wyłaniającej się z morza na brzeg cypryjski
Prawdopodobnie na Cyprze Grecy przyjęli fenicki alfabet. Istnieją na to
dowody z VIII wieku p.n.e., znajdowane w Grecji i poza nią. Ucieleśnia
to także fakt, że nazwa fenickiego miasta Byblos stała się w grece
słowem oznaczającym książkę. W mitologii greckiej heroiczny książę
Kadmos, drugi brat Europy, był założycielem Teb i patriarchą rodu, który
dał nam cykl tragicznych mitów od Edypa po Antygonę. Jak to ujął
Herodot, "przyniósł on Grekom litery"26. Wiadomo o nim, że
pochodził z fenickiego Sydonu.
Kolejne świadectwo przeobrażenia alfabetu fenickiego w grecki -
sfatygowany kubek - odkryto dalej na zachodzie, w Pithekoussai (na
wyspie Ischia w pobliżu Neapolu). Ta pierwsza grecka kolonia w zachodniej części Morza Śródziemnego w VIII wieku p.n.e. była tyglem
kultur. Badacze znaleźli tam wyroby garncarskie z greckim wzornictwem
geometrycznym, lewantyńskie amfory "fenickie", jak również artykuły
luksusowe ze środkowej Italii. Był tam też jednak "Puchar Nestora" -
mała gliniana czarka (kotyle) z prostego grobu kremacyjnego
dziesięciolatka, na której wydrapane jest kilka wersów poezji: Jestem
czarą Nestora, z której wygodnie się pije; kto zaś napije się z tej
czary, tego natychmiast ogarnie pragnienie pięknie wieńczonej
Afrodyty2.
Uważa się, że to bezpośrednie nawiązanie do ustępu z Iliady (XI,
636-638) krążącej po krajach i portach śródziemnomorskich w ustnym
przekazie wędrownych aojdów i aktorów nawiedzających nowe nadmorskie
osady. Napis jest zarazem poruszający i autoironiczny - gliniany kubek z chłopięcej mogiły aspiruje do koneksji ze szczerozłotym kielichem
wiekowego wodza Nestora, tak ciężkim, że tylko mocarz mógł go podnieść.
Bardziej jednak zdumiewa to, że słowa wyryte są rodzącym się greckim
alfabetem, na tym wczesnym etapie wciąż jeszcze pisanym na modłę fenicką
- od prawej do lewej27. Oto utrwalony moment fuzji kultur (ryc.
4).
Ryc. 4 - Puchar Nestora (ok. 750-700 p.n.e.) w Museo Archeologico di Pithecusae
W tych formatywnych latach mamy więc adopcję alfabetu fenickiego w grece
i wschodnie bóstwa włączone do greckiego panteonu. Już ta garść
przykładów, opowieści i mitów z początków epoki żelaza i okresu
archaicznego w zachodniej części basenu śródziemnomorskiego świadczy,
jak żywy był to świat handlu i eksploracji. Fenicjanie byli w nim
ważnymi graczami zwłaszcza w aspekcie łączności międzykulturowej i rozprzestrzeniania idei.
Poza mitami i legendami zebraliśmy tu wszystkie fakty dotyczące
założenia Kartaginy w IX wieku p.n.e. Konkretnych szczegółów z tego
okresu protohistorycznego jest niewiele; przez pierwsze trzy stulecia
istnienie miasta ledwo się zaznaczyło w przekazach. Jednakże w historiach o wczesnych Fenicjanach i ich rozległych powiązaniach na
całym Morzu Śródziemnym zawarta jest geneza Kartaginy, jej ludu i przyszłej potęgi. Bardzo mało wiemy o tym, co się przez następne parę
wieków w niej działo, a nic zgoła o następcy Dydony, systemie
zarządzania, liczbie mieszkańców i ich poczuciu tożsamości. Dotyczy to
zresztą całego regionu śródziemnomorskiego. Większość naszej wiedzy o tych czasach kształtowania się kultur pochodzi z greckich i rzymskich
mitów i legend o stworzeniu, spisywanych setki lat później. Musimy
odczekać do VI wieku p.n.e., zanim możliwe stanie się odróżnienie
Kartagińczyków od Fenicjan i określenie, kim ci pierwsi naprawdę byli.
Żeby wypełnić te luki i ukształtować sobie pewne pojęcie o życiu,
wierzeniach i wyznawanych wartościach Kartagińczyków, należałoby się
dokładniej przyjrzeć efektom pracy archeologów. Tego rodzaju informacje,
choć niekoniecznie powiązane bezpośrednio z postaciami historycznymi,
mogą ubogacić naszą opowieść o ideach mieszkańców miasta, ich domach,
zajęciach, ścieżkach karier, religii i nadziejach związanych z życiem
pozagrobowym. Pomóc nam powiązać mityczne początki z rozwojem miasta,
które miało wyrosnąć na imperium, może właśnie archeologia.
Zapraszamy do zakupu pełnej wersji książki
Hezjod, Teogonia, 191-195, przeł. W. Appel, Toruń 2007 (przyp. tłum.). [wróć]
Spolszczony cytat za: M. Węcowski, Sympozjon, czyli wspólne picie. Początki greckiej biesiady arystokratycznej (IX-VII p.n.e.), Warszawa 2014, s. 119-127 (przyp. tłum.). [wróć]