Kiedy pieniądz umiera. Prawdziwy koszmar hiperinflacji - Adam Fergusson

Kup ebooka

89.00 zł
73.87 zł (75,65 zł najniższa cena z 30 dni)

-
Proszę czekać

Ksi­ążki wy­daw­nic­twa ma­kler­ska.pl

Psy­cho­lo­gia gie­łdyAn­dré Ko­sto­la­ny

Gra na gie­łdzie nie przy­po­mi­na ani sza­chów, ani ru­let­ki - jest zdu­mie­wa­jącym po­łącze­niem jed­ne­go i dru­gie­go. Ko­sto­la­ny pod­sta­wo­we za­sa­dy dzia­ła­nia tej po­tężnej ma­chi­ny fi­nan­so­wej ilu­stru­je na przy­kła­dach zda­rzeń z wła­sne­go ży­cia, za­mie­nia­jąc nud­ny wy­kład z eko­no­mii we fra­pu­jącą aneg­do­tę.

Twój mózg, two­je pie­ni­ądzeJa­son Zwe­ig

Do­świad­czo­ny dzien­ni­karz fi­nan­so­wy si­ęga do naj­now­szych od­kryć neu­ro­eko­no­mii, aby le­piej zro­zu­mieć isto­tę pro­ce­su po­dej­mo­wa­nia de­cy­zji fi­nan­so­wych.

Spe­ku­la­cja in­tu­icyj­naCur­tis M. Fa­ith

Mimo że w spe­ku­la­cji trze­ba mieć sta­ran­nie prze­te­sto­wa­ny sys­tem i woj­sko­wą dys­cy­pli­nę, je­śli chce się osi­ągać re­zul­ta­ty na­praw­dę wy­bit­ne, trze­ba za­ufać wła­snej in­tu­icji i in­stynk­to­wi. Jak wy­ko­rzy­stać je na wła­sną ko­rzy­ść?

Mi­strzo­wie ryn­ków fi­nan­so­wychJack D. Schwa­ger

Czy naj­lep­si tra­de­rzy to mi­strzo­wie wie­dzy okul­ty­stycz­nej, szczęśli­wi zwy­ci­ęz­cy w lo­so­wej grze, a może uro­dze­ni wir­tu­ozi swo­je­go fa­chu? Jack D. Schwa­ger za­py­tał tych, któ­rzy na ryn­kach za­ra­bia­ją naj­wi­ęcej.

Ksi­ążka o in­we­sto­wa­niu tom 1Ra­fał Ja­nik

Kom­plek­so­wy po­rad­nik do­ty­czący in­we­sto­wa­nia na ryn­ku ak­cji. W pro­sty i zro­zu­mia­ły spo­sób wy­ja­śnia, jak funk­cjo­nu­ją ryn­ki gie­łdo­we, jak bu­do­wać i za­rządzać swo­im port­fe­lem, a ta­kże jak kon­tro­lo­wać jego ry­zy­ko. Pi­sa­ny z per­spek­ty­wy pol­skiej gie­łdy.

Ksi­ążka o in­we­sto­wa­niu tom 2Ra­fał Ja­nik

Jak dzia­łal­no­ść ban­ków cen­tral­nych wpły­wa na ry­nek ka­pi­ta­ło­wy? Czy ry­nek ak­cji jest do­brym za­bez­pie­cze­niem prze­ciw­ko in­fla­cji? Czy war­to an­ga­żo­wać swój ka­pi­tał w spó­łki kon­tro­lo­wa­ne przez Skarb Pa­ństwa? I wie­le wi­ęcej.

Gie­łda. Po­czątekTo­masz Tre­la

Pro­ces bu­do­wy pro­fe­sjo­nal­ne­go port­fo­lio in­we­sty­cyj­ne­go: od ana­li­zy spra­woz­dań firm, przez ich kom­plek­so­wą wy­ce­nę, aż po do­bór od­po­wied­nich pro­por­cji i bu­do­wę so­lid­ne­go sys­te­mu za­rządza­nia ry­zy­kiem. Ide­al­na lek­tu­ra na po­czątek gie­łdo­wej przy­go­dy!

Za­rządza­nie wiel­ko­ścią po­zy­cjiTom Bas­so

Usta­la­nie od­po­wied­nie­go roz­mia­ru po­zy­cji pod­czas otwie­ra­nia trans­ak­cji oraz w trak­cie jej trwa­nia, ba­zu­jąc na wiel­ko­ści stop los­sa, zmien­no­ści, wy­ma­ga­nych de­po­zy­tach za­bez­pie­cza­jących oraz ca­łko­wi­tym ry­zy­ku port­fe­lo­wym.

Ana­li­za pri­ce ac­tion: od­wro­tyAl Bro­oks

Szcze­gó­ło­wy prze­wod­nik, w jaki spo­sób na­le­ży wy­ko­rzy­sty­wać ana­li­zę pri­ce ac­tion w celu czer­pa­nia zy­sków z ryn­ko­wych od­wro­tów.

Nie­zwy­kłe złu­dze­nia i sza­le­ństwa tłu­mówChar­les Mac­kay

Ho­len­der­ska Tu­li­pa­no­ma­nia, Kom­pa­nia Mórz Po­łu­dnio­wych i Afe­ra Mis­si­si­pi, czy­li trzy naj­star­sze i naj­le­piej opi­sa­ne kry­zy­sy fi­nan­so­we. Hi­sto­rycz­ny esej z 1841 roku.

Tra­der VicVic­tor Spe­ran­deo

Pod­sta­wy eko­no­mii, po­li­ty­ka ban­ków cen­tral­nych, me­to­dy trans­ak­cyj­ne, ry­zy­ko oraz psy­cho­lo­gia ocza­mi mi­strza Wall Stre­et, któ­ry przez osiem­na­ście ko­lej­nych lat osi­ągał śred­nio­rocz­ną sto­pę zwro­tu na po­zio­mie 72%, a w 1987 roku prze­wi­dział Czar­ny po­nie­dzia­łek.

Zwy­kłe ak­cje, nie­zwy­kłe zy­skiPhi­lip A. Fi­sher

Ab­so­lut­ny kla­syk po­ru­sza­jący te­ma­ty in­we­sto­wa­nia w war­to­ść oraz w spó­łki wzro­sto­we.

Naj­wa­żniej­sza rzeczHo­ward Marks

Naj­wa­żniej­sza rzecz w in­we­sto­wa­niu to...? No wła­śnie, co to jest? Grat­ka dla dłu­go­ter­mi­no­wych in­we­sto­rów sku­pio­nych na war­to­ści.

Za­wód in­we­stor gie­łdo­wy. Nowe ujęciedr Ale­xan­der El­der

Kom­pen­dium in­we­sto­wa­nia: psy­cho­lo­gia, na­rzędzia trans­ak­cyj­ne, kon­tro­la ry­zy­ka, za­rządza­nie po­zy­cją.

Świe­ce ja­po­ńskie i ana­li­za wy­kre­sów ce­no­wychSte­ve Ni­son

Kla­syk Ste­ve'a Ni­so­na. Opi­sy for­ma­cji, ana­li­za sku­tecz­no­ści i ich łącze­nie z na­rzędzia­mi kla­sycz­nej ana­li­zy tech­nicz­nej.

Ana­li­za tech­nicz­na ryn­ków fi­nan­so­wychJohn J. Mur­phy

Ab­so­lut­ny kla­syk. Nie do po­mi­ni­ęcia dla zwo­len­ni­ków ana­li­zy tech­nicz­nej.

Se­kre­ty tra­din­gu krót­ko­ter­mi­no­we­goLar­ry Wil­liams

Tro­chę sta­ty­sty­ki i po­de­jście do tra­din­gu Lar­ry'ego Wil­liam­sa, zwy­ci­ęz­cy World Cup Cham­pion­ship of Fu­tu­res Tra­ding w 1987 roku z za­wrot­ną sto­pą zwro­tu 11 376%.

Ana­li­za pri­ce ac­tion: tren­dyAl Bro­oks

Pri­ce ac­tion w naj­czyst­szej po­sta­ci. Czy­ta­nie wy­kre­su świe­ca po świe­cy z per­spek­ty­wy ryn­ków tren­du­jących.

Day tra­dingJoe Ross

Esen­cja do­świad­cze­nia Joe Ros­sa. For­ma­cja 1-2-3, haka Ros­sa, wąskiej pó­łki czy kon­cep­cja Tra­ders Trick En­try.

In­si­de barMa­ciej Go­li­ński

Jed­na z naj­po­pu­lar­niej­szych dwu­ba­ro­wych for­ma­cji roz­ło­żo­na na czyn­ni­ki pierw­sze.

Psy­cho­lo­gia sku­tecz­ne­go tra­din­guSte­ve Ward

35 stra­te­gii z za­kre­su psy­cho­lo­gii oraz or­ga­ni­za­cji wła­sne­go tra­din­gu, któ­re po­mo­gą po­pra­wić osi­ąga­ne wy­ni­ki.

Geo­me­tria Fi­bo­nac­cie­go. Nowe ujęciePa­weł Da­nie­le­wicz

Po­łącze­nie trzy­fa­lo­wych ukła­dów ko­ry­gu­jących z ana­li­zą znie­sień Fi­bo­nac­cie­go, czy­li ukła­dy ABCD oraz XABCD.

Ar­ty­ści ryn­kówMi­cha­el McCar­thy

Za­pi­sy roz­mów z lu­dźmi, któ­rzy kreu­ją ob­li­cze świa­ta fi­nan­sów.

Wstęp

Kiedy pie­ni­ądz da­ne­go kra­ju nie daje już po­czu­cia bez­pie­cze­ństwa, a in­fla­cja za­czy­na bu­dzić w ca­łym spo­łe­cze­ństwie oba­wy, jest na­tu­ral­ne, że szu­ka się in­for­ma­cji i wska­zó­wek w hi­sto­rii in­nych na­ro­dów, któ­re mają już za sobą to nie­zwy­kle tra­gicz­ne i przy­kre do­świad­cze­nie. Je­że­li jed­nak przej­rzy się ob­szer­ną li­te­ra­tu­rę ró­żne­go ro­dza­ju - eko­no­micz­ną, woj­sko­wą, spo­łecz­ną, hi­sto­rycz­ną, po­li­tycz­ną i bio­gra­ficz­ną - trak­tu­jącą o lo­sach po­ko­na­nych pa­ństw cen­tral­nych po pierw­szej woj­nie świa­to­wej, od­kry­wa się pe­wien szcze­gól­ny brak. Albo ana­li­zy eko­no­micz­ne tam­tych cza­sów (z po­wo­dów naj­le­piej zna­nych spe­cja­li­stom, któ­rzy cza­sa­mi sądzą, że pro­ce­sy in­fla­cyj­ne są za­mie­rzo­nym wy­ni­kiem po­li­ty­ki fi­skal­nej) po­mi­ja­ją ele­ment ludz­ki, nie mó­wi­ąc już - w przy­pad­ku Re­pu­bli­ki We­imar­skiej i po­re­wo­lu­cyj­nej Au­strii - o czyn­ni­kach mi­li­tar­nych i po­li­tycz­nych; albo też au­to­rzy re­la­cji hi­sto­rycz­nych, mimo im­po­nu­jącej eru­dy­cji i wni­kli­wo­ści, nie do­strze­ga­ją lub co naj­mniej po­wa­żnie nie do­ce­nia­ją in­fla­cji jako jed­nej z naj­po­tężniej­szych przy­czyn opi­sy­wa­nych wstrząsów.

Re­la­cje z pierw­szej ręki na­to­miast, choć nie­oce­nio­ne dla ujęcia czy­sto ludz­kie­go aspek­tu in­fla­cji, zwy­kle przed­sta­wia­ją, na­wet w an­to­lo­giach, zbyt wąski punkt wi­dze­nia - bi­twa wi­dzia­na z jed­ne­go leju po bom­bie może wy­glądać ca­łkiem ina­czej niż z in­ne­go - albo też za­wie­ra­ją tak ogól­ny opis tego za­dzi­wia­jące­go spek­ta­klu fi­nan­so­we­go z 1923 roku, że umniej­sza­ją zna­cze­nie wie­lu lat nie­szczęść, któ­rych był on za­rów­no kul­mi­na­cją, jak i zwia­stu­nem.

Męka in­fla­cji, na­wet bar­dzo roz­ci­ągni­ęta w cza­sie, tro­chę przy­po­mi­na ostry ból - ca­łko­wi­cie ab­sor­bu­je i do­ma­ga się pe­łnej uwa­gi, kie­dy trwa, jed­nak gdy już mi­nie, szyb­ko idzie w za­po­mnie­nie, bez względu na to, jak głębo­kie bli­zny psy­chicz­ne i fi­zycz­ne po­zo­sta­wia po so­bie. Być może to wła­śnie tłu­ma­czy, dla­cze­go nie­zwy­kły epi­zod we­imar­skiej in­fla­cji zo­stał ode­rwa­ny od tak wie­lu wspó­łcze­snych jej wy­da­rzeń. A prze­cież zwa­żyw­szy na to, jak upo­rczy­wa, dłu­go­tr­wa­ła i strasz­na oka­za­ła się ta in­fla­cja i jak fa­tal­ne mia­ła kon­se­kwen­cje, wy­da­wa­ło­by się, że żad­ne ba­da­nie tam­te­go okre­su nie może być pe­łne bez ci­ągłe­go od­no­sze­nia się do tej naj­bar­dziej wów­czas dręczącej oko­licz­no­ści.

Ta za­le­żno­ść dzia­ła też w dru­gą stro­nę. Po­mi­ja­jąc naj­bar­dziej ele­men­tar­ny po­ziom roz­praw eko­no­micz­nych lub oso­bi­stych wspo­mnień - jak mo­żna uczci­wie opi­sać nie­miec­ką in­fla­cję bez uwzględ­nie­nia kon­tek­stu wy­wro­to­wej dzia­łal­no­ści na­cjo­na­li­stów i ko­mu­ni­stów, wrze­nia w woj­sku, spo­ru z Fran­cją, pro­ble­mu z re­pa­ra­cja­mi wo­jen­ny­mi i rów­no­le­głych hi­per­in­fla­cji w Au­strii i na Węgrzech? Jak mo­żna osza­co­wać po­li­tycz­ne zna­cze­nie in­fla­cji lub oce­nić oko­licz­no­ści, w któ­rych za­ko­rze­nia się ona w uprze­my­sło­wio­nej de­mo­kra­cji i wy­my­ka się spod kon­tro­li, je­że­li jej prze­bie­gu nie ze­sta­wi się z wy­da­rze­nia­mi po­li­tycz­ny­mi w tym sa­mym cza­sie?

Niem­cy w 1923 roku były w rów­nej mie­rze kra­jem Lu­den­dorf­fa i Stin­ne­sa, Ha­ven­ste­ina i Hi­tle­ra. Po­mi­mo, że re­pre­zen­to­wa­li ró­żne świa­ty - woj­ska, prze­my­słu, fi­nan­sów i po­li­ty­ki - te czte­ry gro­te­sko­we po­sta­ci, roz­py­cha­jące się na nie­miec­kiej sce­nie, mo­żna by przed­sta­wić jako czar­ne cha­rak­te­ry w od­gry­wa­nej wów­czas sztu­ce: Lu­den­dorff, bez­dusz­ny, po­nu­ry ge­ne­rał, wy­znaw­ca Tho­ra i Ody­na, łącz­nik, a po­tem ofia­ra sił re­ak­cji; Stin­nes, plu­to­kra­ta i spe­ku­lant, wier­ny tyl­ko ma­mo­nie; Ha­ven­ste­in, sza­lo­ny ban­kier, któ­re­go je­dy­nym ce­lem było za­sy­pa­nie kra­ju bank­no­ta­mi; Hi­tler, żąd­ny wła­dzy de­ma­gog, któ­re­go ka­żde prze­mó­wie­nie i dzia­ła­nie już wte­dy bu­dzi­ło wszyst­ko, co naj­gor­sze w na­tu­rze ludz­kiej. Tyl­ko w przy­pad­ku Ha­ven­ste­ina ten opis jest oczy­wi­ście nie­spra­wie­dli­wy, jed­nak fakt, iż ten wiel­ki au­to­ry­tet w kręgach fi­nan­so­wych był zdrów na umy­śle, nie zmniej­sza szkód, ja­kie wy­rządził.

Mo­żna by też jed­nak po­wie­dzieć, że to nie lu­dzie za­wi­ni­li, że bio­rąc pod uwa­gę wa­run­ki eko­no­micz­ne i po­li­tycz­ne, za­wsze zna­le­źli­by się ak­to­rzy do ode­gra­nia ról po­dyk­to­wa­nych przez oko­licz­no­ści. Z pew­no­ścią było wie­lu in­nych po­stępu­jących rów­nie na­gan­nie i nie­od­po­wie­dzial­nie, jak ci, któ­rzy gra­li pierw­sze skrzyp­ce. Ofia­ra­mi sta­li się Niem­cy. Jak to ujął je­den ze świad­ków tam­tych zda­rzeń: byli zdez­o­rien­to­wa­ni i oszo­ło­mie­ni in­fla­cją. Nie ro­zu­mie­li, jak mo­gło im się to przy­da­rzyć i kim jest wróg, któ­ry ich po­ko­nał.

W ksi­ążce tej przed­sta­wiam za­rów­no fak­ty nowe, jak i te za­po­mnia­ne, a ta­kże przy­ta­czam wie­le wcze­śniej nie­pu­bli­ko­wa­nych opi­nii - szcze­gól­nie war­to­ścio­we są gło­sy lu­dzi, któ­rzy mo­gli oce­niać zda­rze­nia obiek­tyw­nie, po­nie­waż ich port­fe­le, zdro­wie i bez­pie­cze­ństwo nie za­le­ża­ły od tego, cze­go byli świad­ka­mi. Naj­wi­ęcej ta­kich ma­te­ria­łów za­wie­ra­ją ar­chi­wa bry­tyj­skie­go Mi­ni­ster­stwa Spraw Za­gra­nicz­nych - do­star­cza­ła ich am­ba­sa­da w Ber­li­nie, gdzie lord D'Aber­non pro­wa­dził jed­ną z naj­lep­szych mi­sji dy­plo­ma­tycz­nych tam­tej epo­ki. Jego in­for­ma­cje były ob­szer­nie uzu­pe­łnia­ne przez słu­żby kon­su­lar­ne w ka­żdym zna­czącym mie­ście w Niem­czech oraz przez spra­woz­da­nia po­szcze­gól­nych człon­ków alianc­kich ko­mi­sji zaj­mu­jących się re­pa­ra­cja­mi lub roz­bro­je­niem. Do­ku­men­ty w bry­tyj­skim ar­chi­wum Pu­blic Re­cord Of­fi­ce oprócz tego, że na­le­żą do naj­bar­dziej do­stęp­nych, są też praw­do­po­dob­nie naj­wa­żniej­szym źró­dłem - nie tyl­ko dla­te­go, że am­ba­sa­da bry­tyj­ska dzi­ęki D'Aber­no­no­wi była cały czas w wy­jąt­ko­wo bli­skim kon­tak­cie z po­li­ty­ka­mi naj­wy­ższe­go szcze­bla w Niem­czech, ale też dla­te­go, że wy­co­fa­nie się Sta­nów Zjed­no­czo­nych na po­cząt­ku 1923 roku i jesz­cze wcze­śniej­sze nie­mal ca­łko­wi­te ze­rwa­nie ko­mu­ni­ka­cji mi­ędzy Ber­li­nem a Pa­ry­żem spra­wi­ło, iż in­for­ma­cje o po­rów­ny­wal­nej war­to­ści sta­ły się spo­ra­dycz­ne lub po­wierz­chow­ne. Nie wa­ha­łem się czer­pać z tych do­ku­men­tów - uzu­pe­łnio­nych o ma­te­ria­ły nie­miec­kie z epo­ki - w tak wiel­kim stop­niu, jak wy­da­wa­ło się to uza­sad­nio­ne.

Jak da­le­ce to mo­żli­we, sta­ra­łem się opi­sy­wać po­szcze­gól­ne dzia­ła­nia, re­ak­cje i in­te­rak­cje we wła­ści­wej, hi­sto­rycz­nej ko­lej­no­ści, ma­jąc na­dzie­ję, że ten, być może oczy­wi­sty, po­rządek chro­no­lo­gicz­ny będzie w tym przy­pad­ku za­rów­no czy­mś no­wym, jak i po­ucza­jącym i le­piej od­sło­ni sze­reg wa­żnych, a rzad­ko za­uwa­ża­nych zwi­ąz­ków. Re­la­cjo­nu­jąc tę hi­sto­rię, śle­dzi­łem pe­wien szcze­gól­ny wątek - cza­sa­mi trzy­ma­łem się go z po­nu­rą de­ter­mi­na­cją - któ­ry prze­wi­jał się też w kon­te­kście Au­strii, Węgier, Ro­sji, Pol­ski i Fran­cji. Z tym wąt­kiem naj­wy­ższe wła­dze zda­wa­ły się cza­sa­mi tra­cić kon­takt - cho­dzi o efekt, jaki in­fla­cja wy­wie­ra­ła na lu­dzi jako jed­nost­ki i na­ro­dy oraz o ich re­ak­cje na nią.

Nie śmia­łem jed­nak na pod­sta­wie opi­sa­nych oko­licz­no­ści wy­ci­ągać szyb­kich i twar­dych wnio­sków na te­mat kon­dy­cji ludz­kiej i in­fla­cji; niech fak­ty mó­wią same za sie­bie. Nie udzie­la­łem też lek­cji eko­no­micz­nych ani teo­re­tycz­nych wy­ja­śnień zja­wisk go­spo­dar­czych. To zde­cy­do­wa­nie nie jest stu­dium eko­no­micz­ne. In­fla­cja do­ty­czy jed­nak w rów­nym stop­niu pie­ni­ędzy, co lu­dzi, więc nie da­ło­by się opo­wie­dzieć tej hi­sto­rii bez przy­wo­ły­wa­nia liczb, cza­sa­mi ogrom­nych. Dręczy­ły one lu­dzi z Eu­ro­py Środ­ko­wej przez całe lata, aż w ko­ńcu nie mo­gli ich już znie­ść. W la­tach 1922 i 1923 wszy­scy my­śle­li o war­to­ści mar­ki, ale kto mógł po­jąć licz­bę z kil­ku­na­sto­ma ze­ra­mi?

W pa­ździer­ni­ku 1923 roku w am­ba­sa­dzie bry­tyj­skiej w Ber­li­nie za­uwa­żo­no, że licz­ba ma­rek po­trzeb­nych do za­ku­pu jed­ne­go fun­ta jest rów­na licz­bie wy­ra­ża­jącej w jar­dach od­le­gło­ść do Sło­ńca. Dr Hjal­mar Schacht, ko­mi­sarz wa­lu­to­wy Nie­miec, wy­ja­śniał, że pod ko­niec pierw­szej woj­ny świa­to­wej teo­re­tycz­nie mo­żna by­ło­by ku­pić 500 mld ja­jek za tę samą cenę, za któ­rą pięć lat pó­źniej mo­żna było do­stać już tyl­ko jed­no. Po po­wro­cie sta­bi­li­za­cji suma ma­rek pa­pie­ro­wych po­trzeb­nych do za­ku­pu jed­nej mar­ki w zło­cie wy­no­si­ła do­kład­nie tyle, ile mi­li­me­trów kwa­dra­to­wych mie­ści się w ki­lo­me­trze kwa­dra­to­wym. Jest bar­dzo wąt­pli­we, by ta­kie kal­ku­la­cje po­mo­gły ko­mu­kol­wiek zro­zu­mieć, co się dzie­je - niech więc czy­tel­ni­cy bez uzdol­nień ma­te­ma­tycz­nych na­bio­rą otu­chy.

Nie­ła­two było zna­le­źć wy­star­cza­jąco dużo pro­stych okre­śleń, aby bez po­wtó­rzeń opi­sać tę nie­usta­jącą se­rię nie­szczęść, któ­re spa­da­ły na na­ród nie­miec­ki w tam­tym cza­sie. Trud­no­ść tę za­uwa­żył i od­no­to­wał w 1932 roku Da­vid Lloyd Geo­r­ge, stwier­dza­jąc, że sło­wa ta­kie jak "ka­ta­stro­fa", "ru­ina" czy "ka­ta­klizm" spo­wsze­dnia­ły tak bar­dzo, iż prze­sta­ły wy­wo­ły­wać ja­kie­kol­wiek uczu­cie lęku. Sam wy­raz "ka­ta­stro­fa" się zde­wa­lu­ował - w do­ku­men­tach uży­wa­no go rok po roku, aby opi­sać sy­tu­acje nie­po­rów­ny­wal­nie po­wa­żniej­sze niż po­przed­nio. Gdy mar­ka osta­tecz­nie upa­dła i wszyst­ko znaj­do­wa­ło się w ru­inie, na­dal byli Niem­cy, któ­rzy prze­wi­dy­wa­li Ka­ta­stro­phe.

Dla­te­go sta­ra­łem się ogra­ni­czyć w te­kście licz­bę "ka­ta­strof", "kra­chów", "ka­ta­kli­zmów", "upad­ków" i "za­ła­mań", a ta­kże prób stop­nio­wa­nia kry­zy­su i cha­osu, do da­jącej się stra­wić ilo­ści, do któ­rej czy­tel­nik może so­bie do­dać w wy­obra­źni tyle, ile mu pod­po­wia­da wspó­łczu­cie.

W jed­nej spra­wie czy­tel­nik musi dzia­łać nie­za­le­żnie. Często trze­ba było po­da­wać rów­no­war­to­ść w fun­tach lub do­la­rach kwot wy­ra­żo­nych w mar­kach z lat dwu­dzie­stych XX wie­ku, aby po­ka­zać ska­lę de­pre­cja­cji nie­miec­kiej wa­lu­ty. Sta­ły pro­ces in­fla­cji we wszyst­kich kra­jach za­chod­nich spra­wia, że prze­ra­cho­wa­nie tych sum na dzi­siej­sze war­to­ści jest nie­wdzi­ęcz­nym za­jęciem. Prze­li­cza­jąc ni­skie kwo­ty, trzy­ma­łem się sta­re­go sys­te­mu an­giel­skie­go ("?sd"), w któ­rym 12 pen­sów daje jed­ne­go szy­lin­ga, a 20 szy­lin­gów skła­da się na jed­ne­go fun­ta. Po upły­wie tak dłu­gie­go cza­su po­rów­na­nia kosz­tów ży­cia są do­syć ja­ło­we; jed­nak może war­to wie­dzieć - aby mieć ja­kieś od­nie­sie­nie - że funt szter­ling z lat dwu­dzie­stych był wart pi­ęt­na­sto­krot­nie wi­ęcej niż w po­ło­wie 1975 roku. Za­tem pła­ca wy­no­sząca 200 fun­tów w 1919 roku od­po­wia­da dzi­siej­szym 3 tys. fun­tów[1]; dzie­si­ęć ów­cze­snych szy­lin­gów to obec­nie oko­ło sied­miu-ośmiu fun­tów. W przy­pad­ku do­la­rów wy­star­czy po­mno­żyć ów­cze­sne sumy sze­ść do ośmiu razy. Je­że­li jed­na mar­ka z 1913 roku od­po­wia­da­ła­by to­wa­rom i usłu­gom war­tym jed­ne­go fun­ta w 1975 roku (nie­któ­re rze­czy sta­ły się oczy­wi­ście znacz­nie dro­ższe, inne - ta­kie jak pra­ca - ta­ńsze niż dzi­siaj), to pro­ste prze­li­cze­nie, choć je­dy­nie przy­bli­żo­ne, do­stęp­ne czy­tel­ni­kom po­słu­gu­jącym się na co dzień fun­ta­mi, zmu­sza do wy­obra­że­nia so­bie - z roz­ba­wie­niem lub prze­ra­że­niem - że za zna­czek pocz­to­wy mu­sie­li­by za­pła­cić 148 mln fun­tów.

Nie ma prak­tycz­nej za­sa­dy, któ­ra pod­po­wia­da­ła­by, jak so­bie ra­dzić w ostat­nich sta­diach in­fla­cji. Do je­sie­ni 1921 roku we­wnętrz­na de­pre­cja­cja mar­ki po­zo­sta­wa­ła cza­sem da­le­ko w tyle za spad­kiem war­to­ści tej wa­lu­ty za gra­ni­cą - dla­te­go Niem­cy sta­ły się praw­dzi­wym ra­jem dla tu­ry­stów. Pó­źniej (od po­cząt­ku 1922 roku), gdy spo­łecz­ne za­ufa­nie do mar­ki ca­łkiem za­ni­kło, ceny kra­jo­we do­sto­so­wa­ły się na­gle do kur­su do­la­ra, a pod ko­niec na­wet znacz­nie wy­prze­dza­ły upa­dek mar­ki. Było to ko­lej­ne w tam­tych cza­sach zja­wi­sko, któ­re fa­tal­nie skom­pli­ko­wa­ło pro­blem, a po­tem przez wie­le lat bu­dzi­ło za­in­te­re­so­wa­nie eko­no­mi­stów.

Jest to, jak sądzę, opo­wie­ść z mo­ra­łem. Do­wo­dzi praw­dzi­wo­ści re­wo­lu­cyj­nej tezy, że je­że­li chce się znisz­czyć ja­kiś kraj, to trze­ba naj­pierw ze­psuć jego wa­lu­tę. Zdro­wy pie­ni­ądz musi być za­tem pierw­szym ba­stio­nem obro­ny ka­żde­go spo­łe­cze­ństwa.

Za­pra­sza­my do za­ku­pu pe­łnej wer­sji ksi­ążki
Ty­tuł ory­gi­na­łu: When Mo­ney Dies The Ni­ght­ma­re of De­fi­cit Spen­ding, De­va­lu­ation, and Hy­pe­rin­fla­tion in We­imar Ger­ma­ny
Prze­kład: Wi­told Tu­ro­pol­ski
Re­dak­cja: Krzysz­tof Ga­jo­wiak
Skład: Maga Siar­kie­wicz
Pro­jekt okład­ki: Jan Pa­luch
Zdjęcie na okład­ce: ? Hul­ton-Deutsch Col­lec­tion/COR­BIS/Cor­bis via Get­ty Ima­ges
Co­py­ri­ght ? Adam Fer­gus­son 1975. The ri­ght of Adam Fer­gus­son to be iden­ti­fied as the au­thor of this work has been as­ser­ted by him in ac­cor­dan­ce with the Co­py­ri­ght, De­si­gns and Pa­tents Act 1988.
All ri­ghts re­se­rved. No part of this pu­bli­ca­tion may be re­pro­du­ced, sto­red in or in­tro­du­ced into a re­trie­val sys­tem, or trans­mit­ted, in any form, or by any me­ans (elec­tro­nic, me­cha­ni­cal, pho­to­co­py­ing, re­cor­ding or other­wi­se) wi­tho­ut the prior writ­ten per­mis­sion of the pu­bli­sher.
Zdjęcie na okład­ce przed­sta­wia nie­miec­kie dzie­ci w 1923 roku, któ­re ba­wią się pie­ni­ędz­mi na uli­cy. Po I woj­nie świa­to­wej in­fla­cja nisz­czy­ła go­spo­dar­kę Re­pu­bli­ki We­imar­skiej - nie­miec­ka mar­ka sta­ła się bez­war­to­ścio­wa.
Co­py­ri­ght ? for the Po­lish trans­la­tion by Wi­told Tu­ro­pol­ski Co­py­ri­ght ? for Po­lish edi­tion by Epi­log All ri­ghts re­se­rved. Po­znań 2022
ISBN: 978-83-964665-3-2
Ksi­ęgar­nia Ma­kler­ska.pl ul. Nowe Osie­dla 22/7 62-040 Pusz­czy­ko­wo tel. 513 160 320 e-mail: ksie­gar­nia@ma­kler­ska.pl
Ksi­ęgar­nia in­ter­ne­to­wa: www.ma­kler­ska.pl
Fa­ce­bo­ok: Fa­ce­bo­ok.com/ma­kler­ska
In­sta­gram: In­sta­gram.com/ma­kler­ska.pl
YouTu­be: youtu­be.com/c/ma­kler­skaTV
Kon­wer­sja: eLi­te­ra s.c.
.
Cie­szy­my się, że czy­tasz tę pu­bli­ka­cję z le­gal­ne­go źró­dła.Sza­nu­jąc pra­cę au­to­ra oraz na­szą wspie­rasz roz­wój i edu­ka­cję in­we­sto­rów w Pol­sce.
Ka­żdy sprze­da­ny przez nas ebo­ok jest in­dy­wi­du­al­nie zna­ko­wa­ny za po­mo­cą tech­no­lo­gii Wa­ter­mark.
Mi­łej lek­tu­ry!
.
Aby po­wi­ęk­szyć wy­kres na wi­ęk­szo­ści czyt­ni­ków Kin­dle, na­le­ży dwu­krot­nie ude­rzyć pal­cem w śro­dek ob­raz­ka. Gdy w pra­wym gór­nym rogu po­ja­wi się znak X, ozna­cza to, że je­ste­śmy w try­bie na­wi­ga­cji po gra­fi­ce.Ruch roz­ci­ąga­jący dwo­ma pal­ca­mi po­wi­ęk­szy ob­ra­zek i mo­że­my po­ru­szać się po nim prze­su­wa­jąc pal­cem. Po­wi­ęk­szo­ny ob­ra­zek w do­wol­nym mo­men­cie mo­żna za­mknąć ude­rza­jąc pal­cem w znak X w pra­wym gór­nym rogu.