Kiedy złość rani. Jak uciszyć wewnętrzne burze? - Dr Matthew McKay, Peter Rogers, Judith McKay

Kup ebooka

30.00 zł
24.90 zł (25,50 zł najniższa cena z 30 dni)

-
Proszę czekać

3. FI­ZJO­LO­GICZ­NE KOSZ­TY ZŁOŚCI

Stel­la stoi w ko­lej­ce w ban­ku. Jest go­dzi­na 13.20, a ona za dzie­sięć mi­nut po­win­na być z po­wro­tem w biu­rze. Zdążyłaby, gdy­by ko­lej­ka po­su­wała się szyb­ciej. Nie­ste­ty, sy­tu­acja nie wygląda do­brze. Dwo­je z pięcior­ga ka­sjerów za­my­ka okien­ka. "Jak oni mogą robić so­bie przerwę aku­rat te­raz, kie­dy lu­dzie cze­kają?" - myśli Stel­la. Je­den z klientów ku­pu­je cze­ki podróżne.

- Dla­cze­go nie ma spe­cjal­ne­go okien­ka do obsługi tego typu trans­ak­cji? - Stel­la za­da­je to py­ta­nie oso­bie stojącej za nią w ko­lej­ce.

Klient po­wo­li pod­pi­su­je każdy czek, wesoło opo­wia­dając o swo­ich nad­chodzących wa­ka­cjach.

- Kogo ob­cho­dzi Flo­ry­da w kwiet­niu? Po pro­stu pod­pisz te cho­ler­ne cze­ki i spa­daj, na miłość boską! - mru­czy Stel­la pod no­sem. Nie­cier­pli­wie za­czy­na bawić się za­trza­skiem od to­reb­ki, otwie­rając ją i za­my­kając.

- To może trwać cały dzień! - wzdy­cha ze złością.

Odgłosy rozmów in­nych lu­dzi stają się iry­tujące, a dwaj mężczyźni w ko­lej­ce stoją za bli­sko niej. Młody człowiek na głos li­czy pie­niądze otrzy­ma­ne od ka­sje­ra i z uwagą wkłada je do port­fe­la, za­nim odej­dzie od okien­ka. "Boże, pół dnia już tu stoi. Rusz się człowie­ku!" - myśli Stel­la.

Kie­dy nad­cho­dzi jej ko­lej, wy­bi­ja go­dzi­na 13.29. W tym mo­men­cie jest już na­prawdę wściekła: jej ser­ce bije moc­no, od­dech robi się ciężki, usta są wy­su­szo­ne, a dłonie drżą. Jest wściekła na głupich, po­wol­nych klientów i na bez­dusz­nych ka­sjerów. Jest wściekła na sze­fa za to, że spra­wia, iż czu­je się win­na, kie­dy spóźni się choćby mi­nutę. Nie­na­wi­dzi swo­jej pra­cy za to, że ma w niej je­dy­nie go­dzinną przerwę na lunch. Jest także zła na re­stau­rację, w której jadła, za zbyt wolną i nie­udolną obsługę oraz za nie­stra­wio­ne jesz­cze do końca je­dze­nie, którego smak nadal czu­je w ustach. Lunch, który wrzu­ciła w sie­bie przed trzy­dzie­sto­ma mi­nutami, ciąży jej w brzu­chu jak ka­mień.

Dla Stel­li taka złość to nic no­we­go. Można właści­wie po­wie­dzieć, że jest zde­ner­wo­wa­na przez większość dnia. Nie ma nic złego w tym, że ktoś od cza­su do cza­su od­czu­wa umiar­ko­waną złość. Nie ma ona długo­tr­wałych ne­ga­tyw­nych skutków. Jed­nak chro­nicz­na, nie­ustająca złość może stać się poważnym pro­ble­mem, po­nie­waż utrzy­mu­je ciało w po­go­to­wiu, za­wsze go­to­we do wal­ki. W ten sposób chro­nicz­ny gniew przy­czy­nia się do po­wsta­wa­nia nad­ciśnie­nia i chorób ser­ca oraz ogólnie zwiększa ry­zy­ko wcześniej­szej śmier­ci z różnego ro­dza­ju po­wodów.

Fi­zjo­lo­gicz­ne od­czu­wa­nie złości następuje au­to­ma­tycz­nie od mo­men­tu wy­zwo­le­nia emo­cji. Nie ozna­cza to jed­nak, że złość wywołuje jakiś bio­lo­gicz­ny me­cha­nizm. Złość Stel­li jest wy­zwa­la­na przez to, co sama do sie­bie mówi, stojąc w ko­lej­ce.

Ka­sje­rzy nie po­win­ni cho­dzić na przerwę, kie­dy lu­dzie cze­kają! Po­win­no być spe­cjal­ne okien­ko!

Kogo ob­cho­dzi Flo­ry­da?

To może zająć cały dzień!

Przeklęty szef. Jest taki nie­ela­stycz­ny!

Kiep­ska obsługa, okrop­ne je­dze­nie!

To myśli Stel­li wpra­wiają w ruch tę śnieżną kulę emo­cji, na­ka­zując jej ciału szy­ko­wać się do bi­twy. W później­szych roz­działach na­pi­sze­my więcej na te­mat roli ta­kich myśli-za­pal­ników, które wy­zwa­lają złość. W tym mo­men­cie ważne jest, abyśmy zro­zu­mie­li, co w sy­tu­acji od­czu­wa­nia złości dzie­je się w na­szym cie­le. Ba­da­nia nad fi­zjo­lo­gią emo­cji wy­ka­zały, że sil­ne emo­cje wy­ra­stają z cze­goś, co na­zwa­no r e a k c j ą n a s t r e s.

Re­ak­cja na stres

Wal­ter Can­non (1929) pierw­szy udo­ku­men­to­wał fi­zjo­lo­gicz­ne re­ak­cje różnych or­ganów ciała na stres. W eks­pe­ry­men­tach prze­pro­wa­dzo­nych na zwierzętach Can­non od­no­to­wał po­do­bieństwo fi­zycz­nych re­ak­cji na ból, nie­pokój, prze­grza­nie, skraj­ny głód i temu po­dob­ne. Gdy prze­pro­wa­dził sek­cje zwłok tych bied­nych stwo­rzeń, za­uważył te same cha­rak­te­ry­stycz­ne ano­ma­lie w or­ganach, nie­za­leżnie od tego, ja­kie­mu stre­so­wi były pod­da­wa­ne. Miały powiększo­ne nad­ner­cza, wrzo­dy żołądka, małe gra­si­ce i bla­de wątro­by.

Hans Se­lye (1936), uzna­wa­ny za ojca teo­rii stre­su, na­zwał cały ten ze­staw ano­ma­lii z e s p o ł e m s t r e s u. Uważał, że jest to re­ak­cja alar­mo­wa or­ga­ni­zmu i ogólna mo­bi­li­za­cja sił obron­nych. Stwier­dził, że wysiłki, które ciało po­dej­mu­je, aby po­ra­dzić so­bie ze stre­sem i hor­mo­na­mi wy­dzie­la­ny­mi przy tej oka­zji, mają wpływ na wszyst­kie tkan­ki i komórki. Se­lye był prze­ko­na­ny, że stres jest od­po­wie­dzial­ny za wie­le różnych chorób ad­ap­ta­cyj­nych, zarówno u lu­dzi jak i zwierząt, w tym za cho­robę wrzo­dową, wy­so­kie ciśnie­nie krwi, ata­ki ser­ca i ner­wi­ce.

Oczy­wiście, sama re­ak­cja or­ga­ni­zmu na stres nie jest ni­czym złym. Działa ona jak dzwo­nek alar­mo­wy i po­zwa­la oso­bie znaj­dującej się w sy­tu­acji za­grożenia ucie­kać szyb­ciej, wspi­nać się wyżej, krzy­czeć głośniej, wi­dzieć ostrzej, ude­rzać moc­niej, wy­trzy­mać większy ból i zro­bić wszyst­ko, co trze­ba, aby prze­trwać atak. Ta sama re­ak­cja hor­mo­nal­na po­ma­ga - lub prze­szka­dza - spor­tow­com, tan­ce­rzom, ak­to­rom i mówcom. Po­tra­fi dać prze­rażonej mat­ce siłę, by pod­nieść sa­mochód i uwol­nić uwięzio­ne pod nim dziec­ko. W sy­tu­acji nie­bez­pie­czeństwa re­ak­cja na stres pełni ważną funkcję przy­sto­so­wawczą. Jed­nak Se­lye wy­ka­zał także, że jeśli or­ga­nizm jest zmu­szo­ny sta­le pra­co­wać w try­bie alar­mo­wym, nie­uchron­nie do­zna poważnych szkód na zdro­wiu.

W cza­sach Se­ly­ego nie było możliwości bez­pośred­nie­go mie­rze­nia po­zio­mu hor­monów w or­ga­ni­zmie. Współcze­sna tech­ni­ka spra­wia, że możemy mie­rzyć go dokład­nie w mo­men­cie re­ak­cji na określony bo­dziec. Pre­cy­zyj­ne po­mia­ry po­ka­zały, że każda sil­na emo­cja wywołuje cha­rak­te­ry­styczną re­akcję fi­zjo­lo­giczną. Współczul­ny układ ner­wo­wy bie­rze udział w każdej sil­nej emo­cji, pro­du­kując ad­re­na­linę i norad­re­na­linę. Za istot­ne różnice w re­akcjach or­ga­ni­zmu od­po­wia­da właściwa mie­szan­ka tych hor­monów oraz to, w jaki sposób ich działania się równo­ważą. Na przykład, strach i cier­pie­nie po­wo­dują przyśpie­szoną akcję ser­ca i pod­wyższo­ne ciśnie­nie krwi, kur­cze­nie się na­czyń krwio­nośnych w skórze oraz kie­ro­wa­nie krwi do mięśni szkie­le­to­wych. Oso­ba prze­stra­szo­na ma zie­mistą cerę, jest chłodna w do­ty­ku, poci się i drży. Jeśli na­to­miast sto­imy przed wy­zwa­niem, które nas eks­cy­tu­je, do­cho­dzi do kur­cze­nia się na­czyń krwio­nośnych w mięśniach szkie­le­to­wych i zmian w często­tli­wości od­dechów i ude­rzeń ser­ca.

Fi­zjo­lo­gia złości

Wie­le badań po­ka­zu­je, że stres spo­wo­do­wa­ny złością pro­wa­dzi do szczególnej re­ak­cji hor­mo­nal­nej, która może być wyjątko­wo nie­bez­piecz­na. Od­czu­wa­nie złości wiąże się ze wzro­stem po­zio­mu te­sto­ste­ro­nu (u mężczyzn), ad­re­na­li­ny, norad­re­na­li­ny i kor­ty­zo­lu. Chro­nicz­nie wy­so­kie po­zio­my te­sto­ste­ro­nu i kor­ty­zo­lu przy­czy­niają się do roz­wo­ju miażdżycy, najczęstszej przy­czy­ny cho­ro­by nie­do­krwien­nej ser­ca. Kor­ty­zol dodatko­wo upośle­dza działanie układu od­por­nościo­we­go i osłabia siły or­ga­ni­zmu do wal­ki z in­fek­cja­mi. Ad­re­na­li­na i no­ra­dre­na­li­na sty­mu­lują współczul­ny układ ner­wo­wy, prze­kie­ro­wując krew ze skóry, wątro­by i układu po­kar­mo­we­go do ser­ca, płuc i mięśni szkie­le­to­wych. Wzra­sta ciśnie­nie i po­ziom glu­ko­zy we krwi, aby or­ga­nizm miał dość sił do wal­ki lub uciecz­ki. Gdy krew jest od­pro­wa­dza­na z wątro­by, or­gan ten pra­cu­je mniej efek­tyw­nie i słabiej oczysz­cza krew z cho­le­ste­ro­lu, przy­czy­niając się do odkłada­nia się złogów tłuszczo­wych w tętni­cach. Pod­wyższo­ne ciśnie­nie krwi dodatko­wo nisz­czy ser­ce. Nad­ciśnie­nie zmu­sza je do bar­dziej wytężonej pra­cy, co pro­wa­dzi do prze­ro­stu mięśnia ser­co­we­go i zmniej­sze­nia jego efek­tyw­ności. Za­wi­ro­wa­nia spo­wo­do­wa­ne wy­so­kim ciśnie­niem krwi niszczą tętni­ce: na ich ścian­kach tworzą się małe pęknięcia, które początko­wo wypełniają odkładające się tam złogi tłuszczu. Jed­nak odkłada­nie się tłuszczu pro­wa­dzi osta­tecz­nie do tego, że złogi wypełniają światło tętni­cy, blo­kując przepływ krwi.

Złość i nad­ciśnie­nie

Le­ka­rze za­wsze po­dej­rze­wa­li związek pomiędzy chro­niczną złością i wy­so­kim ciśnie­niem krwi. Oka­zało się, że mie­li rację. Aby zro­zu­mieć, dla­cze­go złość pod­no­si ciśnie­nie, trze­ba wie­dzieć, jak działa układ krwio­nośny. Ciśnie­nie krwi to na­cisk, który przepływ krwi wy­wie­ra na ścian­ki na­czyń krwio­nośnych. Tak na­prawdę cho­dzi o dwa ro­dza­je ciśnie­nia wyrażane w dwóch licz­bach: na przykład 120/80. Wyższa z tych liczb to ciśnie­nie skur­czo­we krwi wy­wie­rane przez "falę", która następuje w mo­men­cie skur­czu ser­ca, kie­dy nowa por­cja krwi zo­sta­je wy­pom­po­wa­na do aor­ty. Tę falę ciśnie­nia można łatwo wy­czuć w pul­sie na własnym nad­garst­ku. Niższa licz­ba ozna­cza ciśnie­nie roz­kur­czo­we mie­rzo­ne w tętni­cy pomiędzy ude­rze­nia­mi ser­ca. Jeśli za­tem zmie­rzyw­szy ciśnie­nie, otrzy­mu­je­my wy­nik 120/80, ozna­cza to, że ciśnie­nie w tętni­cach wy­no­si 120 mmHg (mi­li­metrów słupa rtęci) w mo­men­cie skur­czu ser­ca i 80 mmHg pomiędzy skur­cza­mi.

Jak działa wy­so­kie ciśnie­nie krwi, łatwo zro­zu­mieć, biorąc za przykład wąż ogro­do­wy. Po­wiedz­my, że mamy dwa węże: je­den o śred­ni­cy pół cala (nie­co po­nad cen­ty­metr), a dru­gi o śred­ni­cy jed­na czwar­ta cala (nie­co po­nad pół cen­ty­metra). Jeśli podłączy­my do kra­nu wąż półca­lo­wy i odkręcimy wodę naj­moc­niej, jak się da, będzie się lała mia­ro­wym stru­mie­niem. Jeśli jed­nak do tego sa­me­go kra­nu podłączy­my wąż o śred­ni­cy jed­na czwar­ta cala i odkręcimy kran tak samo jak po­przed­nio, otrzy­ma­my znacz­nie sil­niej­szy stru­mień wody. Przekątna węża jest mniej­sza, więc ciśnie­nie wody się zwiększyło.

Złość idzie w pa­rze z wy­so­kim po­zio­mem ad­re­na­li­ny i norad­re­na­li­ny, które zwężają na­czy­nia krwio­nośne. Efek­tem jest wyższe ciśnie­nie krwi: tak jak zmia­na węża na węższy zwiększa ciśnie­nie wody.

Związek pomiędzy złością a wy­so­kim ciśnie­niem krwi zo­stał udo­wod­nio­ny w ba­da­niach na wie­lu różnych gru­pach pa­cjentów. Schwartz, We­in­ber­ger i Sin­ger (1981) porówny­wa­li zmia­ny ciśnie­nia krwi w zależności od emo­cji, ta­kich jak strach, radość, nie­pokój i złość. Ich ba­da­nia wy­ka­zały, że złość po­wo­do­wała naj­wyższą re­akcję ser­ca i na­czyń krwio­nośnych i naj­większy wzrost ciśnie­nia krwi.

Z ł o ś ć s k i e r o w a n a d o w e w n ą t r z i p o d w y ż s z o n e c i ś n i e n i e

Teo­ria, że skie­ro­wa­na do wewnątrz, nie­wy­rażona złość może pro­wa­dzić do pod­wyższo­ne­go ciśnie­nia, li­czy już po­nad pół wie­ku. W 1939 roku Franz Ale­xan­der po­dej­rze­wał, że jego pa­cjen­ci cier­piący na nad­ciśnie­nie mają pro­blem z wyrażaniem złości. Brak tej umiejętności, ar­gu­men­to­wał, może pro­wa­dzić do chro­nicz­nej nadak­tyw­ności współczul­ne­go układu ner­wo­we­go i wy­so­kie­go ciśnie­nia krwi. W 1942 roku Ha­mil­ton przepro­wa­dził ba­da­nia, które to po­twier­dziły. Hi­po­te­za Ale­xan­dra, że ist­nie­je powiąza­nie między tłumie­niem i kie­ro­wa­niem złości do wewnątrz a pod­wyższo­nym ciśnie­niem krwi, zo­stała wie­lo­krot­nie po­twier­dzo­na w ba­da­niach pro­wa­dzo­nych wśród cier­piących na nad­ciśnie­nie do­rosłych (Har­burg i inni 1964, 1973; Kahn i inni 1972; Esler i inni 1977; Mil­ler i Grimm 1979).

W 1982 roku Dia­mond do­ko­nał przeglądu badań po­przed­nich czte­rech de­kad poświęco­nych roli złości i agre­sji w prze­wlekłym nad­ciśnie­niu i cho­ro­bie nie­do­krwien­nej ser­ca. Ty­pową osobę cier­piącą na nad­ciśnie­nie opi­sał jako kogoś "prze­pełnio­ne­go agresją, kto sta­le musi się kon­tro­lo­wać, aby nie wy­buchnąć" W tym sa­mym roku Gen­try prze­ana­li­zo­wał skut­ki utrwa­lo­nych zwy­cza­jo­wo spo­sobów ra­dze­nia so­bie ze stre­sem na gru­pie po­nad tysiąca osób. Ba­da­nie na tak licz­nej próbie ja­sno po­ka­zało, że chro­nicz­na, tłumio­na złość pod­no­si ry­zy­ko występo­wa­nia nad­ciśnie­nia.

Ogólnie rzecz biorąc, związek między tłumioną złością a nad­ciśnie­niem zo­stał już udo­wod­nio­ny w dzie­siątkach prac na­uko­wych. Z badań ja­sno wy­ni­ka, ze nie­umiejętność lub niechęć do wyrażania złości przy­czy­nia się do roz­wo­ju nad­ciśnie­nia u osób ze skłonnością do tego ro­dza­ju pro­blemów zdro­wot­nych. Ale to tyl­ko pół praw­dy. Oka­zu­je się bo­wiem, że lu­dzie, którzy bar­dziej niż inni mają skłonność do oka­zy­wa­nia złości i za­cho­wań agre­syw­nych - "wy­rzu­cają" z sie­bie złość - mają także wyższe od nor­mal­ne­go ciśnie­nie krwi.

"W y r z u c a n i e" z s i e b i e z ł o ś c i a p o d w y ż s z o n e c i ś n i e n i e

Ciężar do­wodów wska­zu­je na tłumioną złość jako ważnego sprawcę nad­ciśnie­nia. Są jed­nak także ba­da­nia, które po­ka­zują, że oso­by z pod­wyższo­nym ciśnie­niem krwi mają większą skłonność do oka­zy­wa­nia agre­sji niż oso­by z nor­mal­nym ciśnie­niem (Schac­ter 1957; Ka­plan i inni 1961; Baer i inni 1969; Mann 1977). W 1979 roku Har­burg, Bla­ke­lock i Ro­eper prze­pro­wa­dzi­li in­te­re­sujące ba­da­nie, w którym py­ta­li lu­dzi, jak po­ra­dzi­li­by so­bie z roz­gnie­wa­nym, au­to­ry­tar­nym sze­fem. Niektórzy ba­da­ni od­po­wie­dzie­li, że po pro­stu po­szli­by so­bie (złość tłumio­na). Inni, że sprze­ci­wi­li­by się sze­fo­wi, a na­wet złożyli na nie­go skargę do związku za­wo­do­we­go (kie­ro­wa­nie złości na zewnątrz). Byli też tacy, którzy de­kla­ro­wa­li, że spróbo­wa­li­by po­roz­ma­wiać z sze­fem o sy­tu­acji później, kie­dy nie­co ochłonie. Ba­da­cze na­zwa­li ten ostat­ni sposób "re­fleksją". Od­kry­li, że oso­by, które wy­brały kon­fron­tację i oka­za­nie własnej złości sze­fo­wi, miały naj­wyższe ciśnie­nie krwi. Na­to­miast ba­da­ni wy­bie­rający re­fleksję od­zna­cza­li się naj­niższym ciśnie­niem krwi. Har­burg i jego współpra­cow­ni­cy zaczęli się za­tem za­sta­na­wiać, czy nie należałoby uczyć osób z nad­ciśnie­niem re­fleksji jako spo­so­bu ra­dze­nia so­bie ze złością.

Złość a cho­ro­by układu krążenia

Ba­da­nia prze­pro­wa­dzo­ne w ciągu ostat­nie­go półwie­cza po­zwo­liły na zgro­ma­dze­nie wie­lu do­wodów na to, że ist­nie­je sil­ny związek pomiędzy złością i cho­ro­ba­mi układu krążenia. Aby zro­zu­mieć, na czym on po­le­ga, do­wiedz­my się naj­pierw, ja­kie czyn­ni­ki pro­wadzą do ata­ku ser­ca.

C o t o j e s t a t a k s e r c a?

Mięsień ser­co­wy, jak każda inna tkan­ka ciała, po­trze­bu­je tle­nu i skład­ników odżyw­czych, by utrzy­my­wać przy życiu tworzące go komórki. Te niezbędne sub­stan­cje do­star­cza­ne są tętni­ca­mi wieńco­wy­mi. Pomiędzy każdym skur­czem ser­ca tętni­ce wieńcowe do­star­czają komórkom mięśnia ser­co­we­go krew bo­gatą w tlen.

Wszyst­ko, co w ja­ki­kol­wiek sposób upośle­dza funk­cjo­no­wa­nie tętnic wieńco­wych, po­ten­cjal­nie za­graża życiu. Jeśli cho­le­ste­rol odkłada się w ścian­kach na­czyń wieńco­wych ser­ca, po­wstają złogi, które mogą drażnić tętni­ce i po­wo­do­wać skurcz od­czu­wa­ny jako ból wieńcowy. Cza­sa­mi jed­nak zda­rza się coś jesz­cze poważniej­sze­go: na nierównej po­wierzch­ni tętnic wieńco­wych two­rzy się skrzep, który całko­wi­cie blo­ku­je tętnicę. Mówimy wówczas o ata­ku ser­ca lub za­wa­le mięśnia ser­co­we­go. Gdy następuje atak ser­ca, umie­rają wszyst­kie tkan­ki mięśnio­we znaj­dujące się za blo­kadą. Przeżycie zawału zależy od tego, ile tkan­ki mięśnio­wej ob­umrze i czy po­zo­stała nie­usz­ko­dzo­na część ser­ca będzie w sta­nie nadal kon­ty­nu­ować pracę.

O s o b o w o ś ć t y p u A

W la­tach pięćdzie­siątych Fried­man i Ro­se­man, kar­dio­lo­dzy z San Fran­ci­sco, próbo­wa­li usta­lić czyn­ni­ki ry­zy­ka dla chorób układu krążenia oraz określić pro­fil osób naj­bar­dziej narażonych na zmia­ny miażdżyco­we, ata­ki ser­ca i ból wieńcowy. Od­kry­li, że ofia­ry zawału ser­ca miały kil­ka cech wspólnych: wy­so­ki po­ziom cho­le­ste­ro­lu we krwi, nad­ciśnie­nie, paliły pa­pie­ro­sy i pro­wa­dziły siedzący tryb życia. Jed­nak do­pie­ro przyj­rze­nie się oso­bo­wości pa­cjentów oka­zało się strzałem w dzie­siątkę: ba­da­cze od­kry­li ze­staw cech, które wy­dają się mieć związek z występo­wa­niem chorób układu krążenia.

W swo­jej słyn­nej książce Type A Be­ha­vio­ur and Your He­art (Wzór za­cho­wa­nia typu A i two­je ser­ce) z 1974 roku Fried­man i Ro­se­man przed­sta­wi­li re­wo­lu­cyjną teo­rię, w myśl której oso­by z pod­wyższo­nym ry­zy­kiem chorób układu krążenia łączy pe­wien wspólny ro­dzaj oso­bo­wości. Na­zwa­li go oso­bo­wością typu A, cha­rak­te­ry­zującą się po­czu­ciem pre­sji cza­su, skłonnością do ry­wa­li­za­cji, wy­so­kim po­zio­mem am­bi­cji i bar­dzo wy­so­kim po­zio­mem agre­sji. Według ich ob­ser­wa­cji, wy­so­ka agre­syw­ność oso­bo­wości typu A nie wy­ni­ka z pra­gnie­nia wy­gra­nej, lecz z chęci do­mi­na­cji. U ta­kich osób wro­gość wo­bec in­nych jest nie­ja­ko sta­le obec­na i ko­rzy­sta z każdej oka­zji, by się uzewnętrznić. Ich złość tyl­ko szu­ka pre­tek­stu, by się ujaw­nić.

D o w o d y l a b o r a t o r y j n e

Fried­man i Ro­se­man prze­pro­wa­dzi­li wie­le eks­pe­ry­mentów na zwierzętach la­bo­ra­to­ryj­nych, chcąc od­two­rzyć zmia­ny fi­zycz­ne za­chodzące w or­ga­ni­zmie tar­ga­nym złością (Fried­man i Ulmer 1984). W eks­pe­ry­men­cie prze­pro­wa­dzo­nym na szczu­rach, których pod­wzgórze sty­mu­lo­wa­no im­pul­sa­mi elek­trycz­ny­mi, aby wywołać agresję, od­kry­to coś, co przy­wo­dzi na myśl wcze­sne pra­ce Han­sa Se­lye'a. Sek­cje zwłok wy­ka­zały, że tkan­ka wątro­by wspo­mnia­nych szczurów była bar­dzo bla­da. Po­nie­waż złość prze­kie­ro­wu­je krew i od­pro­wa­dza ją z układu tra­wien­ne­go, bla­de wątro­by gniew­nych szczurów po­ka­zy­wały re­zul­ta­ty ciągłej sty­mu­la­cji współczul­ne­go układu ner­wo­we­go. Fried­man i Ro­se­man za­uważyli, że zmia­ny wątro­bo­we to je­den z głównych czyn­ników pro­wadzących do po­wsta­wa­nia chorób układu krążenia, po­nie­waż wątro­ba jest or­ga­nem od­po­wie­dzial­nym za usu­wa­nie cho­le­ste­ro­lu z krwi. Ogra­ni­czo­ny dostęp krwi do wątro­by przy­czy­nia się do pod­no­sze­nia po­zio­mu cho­le­ste­ro­lu we krwi.

B a d a n i a p o t w i e r d z a j ą c e

Ist­nie­nie związku pomiędzy oso­bo­wością typu A i cho­ro­ba­mi układu krążenia zo­stało po­twier­dzo­ne w wie­lu in­nych ba­da­niach. Pomiędzy ro­kiem 1960 a 1969 Fried­man i Ro­se­man (1974) prze­pro­wa­dzi­li ba­da­nie We­stern Col­la­bo­ra­ti­ve Gro­up Stu­dy na trzech i pół tysiąca zdro­wych mężczyzn. Od­kry­li, że stu trzy­na­stu spośród nich cier­pi na cho­ro­by układu krążenia, z cze­go osiem­dzie­siąt pro­cent dało się za­kwa­li­fi­ko­wać jako oso­bo­wości typu A. W ciągu następnych ośmiu lat i sześciu mie­sięcy oso­by ozna­czo­ne jako oso­bo­wości typu A oka­zały się być dwa razy bar­dziej za­grożone zawałem ser­ca niż oso­bo­wości typu B. Po­twier­dziły to po­tem ba­da­nia Fra­min­gham He­art Stu­dy (Hay­nes, Fe­in­le­ib i Kan­nel 1980) na gru­pie pięciu i pół tysiąca ko­biet i mężczyzn pro­wa­dzo­ne w la­tach 1950-1980. Inne ba­da­nie, nad­zo­ro­wa­ne przez Red­for­da Wil­liam­sa z Cen­trum Me­dycz­ne­go Uni­wer­sy­te­tu Duke'a (Blu­men­thal i inni 1978), wy­ka­zało, że zmia­ny miażdżyco­we za­ob­ser­wo­wa­ne pod­czas ba­da­nia dia­gno­stycz­ne­go na­czyń krwio­nośnych (an­gio­gra­fii) u pa­cjentów wy­ka­zujących ce­chy oso­bo­wości typu A były większe niż u pa­cjentów o ce­chach oso­bo­wości typu B. Co więcej, po­nad dzie­więćdzie­siąt pro­cent ba­da­nych cier­piących na ciężką cho­robę wieńcową prze­ja­wiało za­cho­wa­nia typu A.

U osób, którym sta­le to­wa­rzy­szy uczu­cie złości, wcześnie po­ja­wiają się cho­ro­by układu krwio­nośnego. Grun­baum i jego współpra­cow­ni­cy (1997) ba­da­li re­lację pomiędzy złością i agresją a roz­wo­jem cho­ro­by wieńco­wej u dzie­ci i na­sto­latków. Ich ana­li­za epi­de­mio­lo­gicz­na wy­ka­zała, że ist­nie­je już sil­ny związek pomiędzy agresją a pa­to­lo­gicz­ny­mi zmia­na­mi w tętni­cach dzie­ci w wie­ku szkol­nym.

W jed­nym z naj­now­szych badań Wil­liams i inni (2000) ob­ser­wo­wa­li grupę pra­wie trzy­na­stu tysięcy mężczyzn i ko­biet przez okres pięćdzie­sięciu trzech mie­sięcy. Wszyst­kie oso­by wy­bra­ne do ob­ser­wa­cji były w mo­men­cie roz­poczęcia ba­da­nia zdro­we. Ba­da­nie wy­ka­zało, że złość - mie­rzo­na w ska­li Spiel­ber­ga (1988) - znacz­nie zwiększa ry­zy­ko cho­ro­by wieńco­wej i śmier­ci na­wet u osób nor­mo­ten­syj­nych (o pra­widłowym ciśnie­niu tętni­czym), nie­za­leżnie od występo­wa­nia in­nych czyn­ników bio­lo­gicz­nych.

P r a w d z i w y w i n o w a j c a: a g r e s j a

W ostat­nich la­tach Ro­se­man z In­sty­tu­tu Ba­daw­cze­go Stan­ford do­szedł do wnio­sku, że spośród wszyst­kich cech składających się na oso­bo­wość typu A klu­czo­wym czyn­ni­kiem pro­gno­zującym cho­robę wieńcową jest po­ten­cjał agre­sji. On i jego współpra­cow­ni­cy prze­ana­li­zo­wa­li dane uzy­ska­ne pod­czas We­stern Col­la­bo­ra­ti­ve Gro­up Stu­dy (Ro­se­man 1985) i od­kry­li, że złość i agre­sja to "do­mi­nujące ce­chy spośród wszyst­kich za­cho­wań typu A pre­de­sty­nujące do za­cho­ro­wa­nia na cho­robę wieńcową".

Wnio­ski te po­twier­dzo­ne zo­stały w ba­da­niu prze­pro­wa­dzo­nym na gru­pie tysiąca ośmiu­set sie­dem­dzie­sięciu sied­miu mężczyzn w We­stern Elec­tric Com­pa­ny w Chi­ca­go (She­kel­le i inni 1983). Mężczyźni, którzy uzy­ska­li wy­so­ki wy­nik na ska­li agre­sji, byli półtora raza bar­dziej po­dat­ni na zawał niż ci, którzy mie­li niższy wy­nik. Ba­re­fo­ot, Dahl­strom i Wil­liams (1983) prze­pro­wa­dzi­li kon­ty­nu­ację ba­da­nia na gru­pie dwu­stu pięćdzie­sięciu pięciu le­ka­rzy, którzy dwa­dzieścia pięć lat wcześniej jako stu­den­ci me­dy­cy­ny wypełnili kwe­stio­na­riusz oce­niający skalę agre­sji. W gru­pie osób, które uzy­skały wy­nik śred­ni lub niższy, licz­ba przy­padków cho­ro­by wieńco­wej wy­no­siła za­le­d­wie jedną szóstą za­cho­ro­wań na tę cho­robę w gru­pie mężczyzn, którzy uzy­ska­li naj­wyższe wy­niki. Wil­liams i inni (1980) prze­ba­da­li czte­ry­stu dwu­dzie­stu czte­rech pa­cjentów skie­ro­wa­nych na ba­da­nie an­gio­gra­fii: u czter­dzie­stu pro­cent z tych, którzy uzy­ska­li ni­ski wy­nik w kwe­stio­na­riuszu spraw­dzającym po­ziom agre­sji, za­uważono zmia­ny miażdżyco­we. Jed­nak aż u sie­dem­dzie­sięciu pro­cent pa­cjentów, którzy we wspo­mnia­nym kwe­stio­na­riuszu uzy­ska­li wy­nik wy­so­ki, zmia­ny te były znacz­ne.

Fińskie ba­da­nie ko­hor­to­we na bliźnia­kach (Ko­ske­nvuo i inni 1988) również do­star­cza do­wodów - tym ra­zem z in­nej kul­tu­ry - na po­par­cie tezy o tym, że wy­so­ki po­ziom agre­sji jest wyjątko­wo szko­dli­wy dla zdro­wia. Wy­ko­rzy­stując prostą trzy­stop­niową skalę agre­sji, fińscy na­ukow­cy dwu­krot­nie w odstępie trzech lat prze­ba­da­li trzy tysiące sied­miu­set pięćdzie­sięciu mężczyzn. Od­kry­li, że oso­by, które same oce­niły swój po­ziom agre­sji jako wy­so­ki, były ogólnie bar­dziej narażone na śmierć z różnych przy­czyn.

Ka­wa­chi i jego współpra­cow­ni­cy (1996) prze­pro­wa­dzi­li ba­da­nie, powtórzo­ne po sied­miu la­tach, na gru­pie tysiąca trzy­stu pięciu mężczyzn. Do­szli do wnio­sku, że wśród mężczyzn w star­szym wie­ku częste wy­bu­chy złości sta­no­wią czyn­nik ry­zy­ka w kon­tekście za­pa­dal­ności na cho­ro­by układu krwio­nośnego. Sieg­man i współpra­cow­ni­cy (1987) od­kry­li, że ist­nie­je powiąza­nie między stop­niem wyrażanej agre­sji a stop­niem za­awan­so­wa­nia cho­ro­by wieńco­wej u pa­cjentów w wie­ku sześćdzie­sięciu lat lub młod­szych.

Do­wo­dy na­uko­we nie po­zo­sta­wiają za­tem wątpli­wości: chro­nicz­na złość i agre­sja niszczą two­je ser­ce i two­je tętni­ce.

Złość a układ po­kar­mo­wy

Złość nisz­czy także twój żołądek. Wolff i Wolf (1967) za­uważyli, że złość wywołuje fi­zjo­lo­gicz­ne skut­ki zupełnie różne od tych, które po­wo­du­je de­pre­sja lub lęk. U ba­da­nych od­czu­wających złość wyściółka żołądka była za­czer­wie­nio­na, częściej do­cho­dziło do ryt­micz­nych skur­czy żołądka, wyższe było też wy­dzie­la­nie kwasów żołądko­wych. U osób przygnębio­nych lub prze­stra­szo­nych wyściółka żołądka po­zo­sta­wała ja­sna, mniej było też skurczów i niższe wy­dzie­la­nie kwasów. Rola złości w zwiększa­niu wy­dzie­la­nia kwasów żołądko­wych jest bar­dzo istot­na, gdyż nad­kwa­so­ta wiąże się z ry­zy­kiem za­pa­le­nia błony ślu­zo­wej żołądka i wrzodów. Chro­nicz­na złość może za­tem zwiększać nie­bez­pie­czeństwo wystąpie­nia tych pro­blemów zdro­wot­nych.

Gniew może być także współod­po­wie­dzial­ny za wrzo­dziejące za­pa­le­nie je­li­ta gru­be­go. Ba­da­cze Le­wis i Le­wis (1972) twierdzą, że u osób po­dat­nych na wrzo­dziejące za­pa­le­nie je­li­ta gru­be­go ob­ja­wy cho­ro­by mogą się ujaw­nić, gdy żyją w chro­nicz­nej złości, sta­le cho­wając urazę. Ślu­zo­wa błona wyściełająca je­li­to gru­be jest bo­wiem bar­dzo wrażliwa na tłumio­ny gniew: re­agu­je krwa­wym obrzękiem i przyśpie­sze­niem ruchów pe­ry­stal­tycz­nych.

Od­rzuć złość

Wy­da­je się, że dla na­sze­go zdro­wia nie ma zna­cze­nia, czy tłumi­my, czy otwar­cie wyrażamy swoją złość. Złość jest nie­zdro­wa sama w so­bie. Chro­nicz­na złość wyrażana otwar­cie jest nie­zdro­wa, bo kar­mi się sama sobą: przedłuża i zwiększa in­ten­syw­ność wszyst­kich zmian hor­mo­nal­nych, które wiążą się z wystąpie­niem złości. Chro­nicz­na tłumio­na złość jest niszcząca dla or­ga­ni­zmu, po­nie­waż mo­bi­li­zu­je współczul­ny układ ner­wo­wy, nie ofe­rując przy tym żad­ne­go upu­stu na­gro­ma­dzo­ne­go napięcia. Skut­ki dla or­ga­ni­zmu są ta­kie, jak dla sa­mo­cho­du jed­no­cze­sne wci­ska­nie pedału gazu i ha­mul­ca.

Złość jest nie­zdro­wym na­wy­kiem, który jed­nak można zmie­nić świa­do­mością i pracą. Pamiętasz Stellę, o której pi­sa­liśmy na początku roz­działu? Jeśli zde­ner­wo­wa­nie, ja­kie przeżywała stojąc w ko­lej­ce, było prze­ja­wem chro­nicz­ne­go na­wy­ku re­ago­wa­nia złością, może się to dla niej skończyć poważną cho­robą. Jed­nak Stel­la nie jest bez­radną ofiarą bu­rzy hor­mo­nal­nej, która wy­zwa­la w niej złość. Stel­la ma wybór. To, czy re­agu­je gnie­wem, czy nie, zależy od tego, jak in­ter­pre­tu­je za­chodzące oko­licz­ności i co o nich myśli. W następnych roz­działach wyjaśnimy, w jaki sposób na­sze po­strze­ga­nie, oce­ny i in­ter­pre­ta­cje świa­ta za­mie­niają się w wy­uczo­ne re­ak­cje. Złość można kon­tro­lo­wać po­przez zmianę spo­so­bu po­strze­ga­nia, oce­nia­nia i in­ter­pre­to­wa­nia tego, co się dzie­je wokół nas. Sta­nie w kor­ku lub w długiej ko­lej­ce w ban­ku, nie­kom­pe­ten­cja, głupo­ta czy na­wet złośliwość lu­dzi nie muszą wy­zwa­lać w nas re­ak­cji fi­zycz­nych związa­nych ze złością.

Można na­uczyć się żyć bez złości - i żyć zdro­wiej.

2. MITY NA TE­MAT ZŁOŚCI

Gniew, ów szek­spi­row­ski "ogier ogni­sty"2, to uczu­cie po­dzi­wia­ne i potępia­ne jed­no­cześnie - głównie jed­nak nie­ro­zu­mia­ne. Tho­mas Ful­ler na­zy­wał go "ener­gią du­szy". W Księdze Ko­he­le­ta znaj­dzie­my ostrzeżenie, że "prze­by­wa w pier­si głupców".

Czy kie­dy­kol­wiek zda­rzyło ci się wy­buchnąć złością, a przy­ja­ciel za­pew­nił cię, że "do­brze, że to z sie­bie wy­rzu­ciłeś"? A może te­ra­peu­ta po­ra­dził ci, byś nie tłumił uczuć? Czy miałeś cza­sem wrażenie, że atak złości jest nie do unik­nięcia i le­piej "upuścić nie­co pary"? To częste doświad­cze­nie wie­lu lu­dzi. Jed­nak te sze­ro­ko roz­po­wszech­nio­ne prze­ko­na­nia na te­mat złości, które po­dzie­lają na­wet niektóre oso­by za­wo­do­wo zaj­mujące się zdro­wiem psy­chicz­nym, oka­zują się, mówiąc najkrócej, błędne. W tym roz­dzia­le przyj­rzy­my się czte­rem pod­sta­wo­wym mi­tom na te­mat złości i opi­sze­my niektóre ak­tu­al­ne ba­da­nia, które je pod­ważają.

M i t y n a t e m a t z ł o ś c i

1. Złość jest zde­ter­mi­no­wa­na pro­ce­sa­mi bio­che­micz­ny­mi za­chodzącymi w na­szym or­ga­ni­zmie.

2. Złość i agre­sja to in­stynk­tow­ne re­ak­cje i za­cho­wa­nia lu­dzi.

3. Fru­stra­cja ro­dzi agresję.

4. Zdro­wo jest po­zwo­lić so­bie na wy­buch złości.

Każdy z tych mitów pro­wa­dzi nas do nieszczęsne­go wnio­sku, że złość i agre­sja to n i e o d z o w n e ele­men­ty życia człowie­ka. Su­ge­rują one, że złość sta­no­wi bio­lo­gicz­ne przy­sto­so­wa­nie do życia i że nie ma przed nią uciecz­ki. W zgo­dzie z tym psy­cho­lo­go­wie przez całe lata nie tyl­ko zachęcali lu­dzi do wyrażania złości, ale wręcz ich za to chwa­li­li. Zakłada­li, że złość jest dla lu­dzi czymś na­tu­ral­nym. Do dziś wma­wia się nam, że "wy­rzu­ca­nie" z sie­bie złości to naj­lep­sza dro­ga do zdro­wia psy­chicz­ne­go.

Praw­da jest jed­nak taka, że złość rzad­ko bywa nie­unik­nio­na i równie rzad­ko po­trzeb­na. Jed­nak nie wy­bie­gaj­my za­nad­to do przo­du w na­szej opo­wieści. Przyj­rzyj­my się po ko­lei powyższym mi­tom.

Mit 1. Złość jest zde­ter­mi­no­wa­na bio­lo­gicz­nie

Jest to po­wszech­ne prze­ko­na­nie, żywio­ne zwłasz­cza przez śro­do­wi­ska bio­me­dycz­ne. Twier­dzi się, że złość jest wy­ni­kiem zmian hor­mo­nal­nych lub ak­tyw­ności układu lim­bicz­ne­go (np. pod­wzgórza i ciała mig­dałowa­te­go).

Z ł o ś ć i h o r m o n y

Niektórzy ba­da­cze łączą wy­so­ki po­ziom złości z działaniem hor­mo­nu zwa­ne­go pro­lak­tyną (który sty­mu­lu­je pro­dukcję mle­ka u kar­miących ko­biet). Kel­ler i inni (1984) od­kry­li, że ko­biety cier­piące na hiperpro­lak­tynemię (cho­robę ob­ja­wiającą się pod­wyższo­nym stężeniem pro­lak­tyny we krwi i bra­kiem mie­siączki) miały pod­czas badań wyższe wy­ni­ki w te­stach na agresję niż ko­biety o nor­mal­nym po­ziomie pro­lak­tyny. Po zażyciu leku obniżającego po­ziom pro­lak­tyny we krwi ko­biety te wy­ka­zy­wały znaczący i postępujący spa­dek po­ziomu agre­sji. W powiąza­nym ba­da­niu wy­ka­za­no znacząco wyższy po­ziom agre­sji u ko­biet znaj­dujących się w połogu. Ko­bie­ty te również miały wy­so­ki po­ziom pro­lak­tyny we krwi - i ba­da­nie wy­ka­zało, że są tak samo agre­syw­ne jak ko­biety cier­piące na hiperpro­lak­tynemię i znacz­nie bar­dziej agre­syw­ne od ko­biet z gru­py kon­tro­l­nej.

In­nym hor­mo­nem wiąza­nym z agresją jest te­sto­ste­ron. Sca­ra­mel­la i Brown (1978) usta­li­li, że wy­so­ki po­ziom te­sto­ste­ronu ko­re­lu­je z wyższym po­ziomem agre­sji. Kon­ner (1962) od­krył, że więźnio­wie, u których ba­da­nia wy­ka­zały naj­wyższy po­ziom te­sto­ste­ronu, naj­wcześniej roz­poczęli swoją "ka­rierę" przestępczą: byli najmłodsi w mo­men­cie pierw­sze­go aresz­to­wa­nia. Jed­nakże za­ob­ser­wo­wa­no też, że po­ziom te­sto­ste­ronu w or­ga­ni­zmie może zmie­niać się w zależności od oko­licz­ności. Kon­ner za­uważył, na przykład, gwałtow­ny spa­dek po­ziomu te­sto­ste­ronu u sam­ca małpy wpusz­czo­ne­go do klat­ki, w której do­mi­nację spra­wo­wały już inne osob­ni­ki płci męskiej. Jeśli na­to­miast sa­miec zo­stał wpusz­czo­ny do klat­ki, w której znaj­do­wały się sa­mi­ce w rui, po­ziom te­sto­ste­ronu gwałtow­nie u nie­go wzra­stał.

Jesz­cze in­nym hor­mo­nem ob­wi­nia­nym za po­ja­wia­nie się złości jest no­ra­dre­na­li­na. Ba­da­nia prze­pro­wa­dzo­ne przez zespół Fried­ma­na (Fried­man i inni 1960) wy­ka­zały, że jed­nost­ki agre­syw­ne wy­dzie­lają więcej no­ra­dre­na­li­ny niż jed­nost­ki pa­syw­ne i lękli­we. Z ba­da­niem tym wiąże się jed­nak kla­sycz­ny dy­le­mat: co było pierw­sze, jaj­ko czy kura? Nie wie­my, czy ba­da­ne oso­by wy­ka­zy­wały wyższy po­ziom agre­sji dla­te­go, że miały pod­wyższo­ny po­ziom no­ra­dre­na­li­ny, czy też zwiększo­ne wy­dzie­la­nie no­ra­dre­na­li­ny było kon­se­kwencją po­ja­wie­nia się agre­sji.

Z pew­nością ist­nie­je bio­lo­gicz­ne powiąza­nie między hor­mo­na­mi a emo­cja­mi. Jed­nak na­wet jeśli pew­ne po­bu­dze­nie fi­zjo­lo­gicz­ne jest ko­niecz­nym kom­po­nen­tem każdej re­ak­cji emo­cjo­nal­nej, nie musi być ono ich przy­czyną. Na­sze po­strze­ga­nie oraz in­ter­pre­ta­cja wy­da­rzeń lub sy­tu­acji, które po­ten­cjal­nie mogą wywołać w nas złość, jest dru­gim, równie ważnym ele­men­tem pro­ce­su po­ja­wia­nia się złości.

Zna­cze­nie per­spek­ty­wy ko­gni­tyw­nej zo­stało naj­le­piej za­de­mon­stro­wa­ne przez Stan­leya Schach­te­ra. Ba­zując na ba­da­niach Ma­ra­no­na (1924), Schach­ter za­pro­po­no­wał dwu­czyn­ni­ko­we po­dejście do emo­cji. Według jego teo­rii, na­zy­wa­nie lub przy­pi­sy­wa­nie emo­cji opie­ra się na re­ak­cji fi­zjo­lo­gicz­nej w p o ł ą c z e n i u z jej ko­gni­tywną in­ter­pre­tacją.

W kla­sycz­nej se­rii eks­pe­ry­mentów spraw­dzających tę teo­rię (Schach­ter i Sin­ger 1962) ba­da­ni otrzy­my­wa­li za­strzy­ki, o których po­wie­dzia­no im, że za­wie­rają wi­ta­mi­ny. W rze­czy­wi­stości była to ad­re­na­li­na. Jed­nej gru­pie ba­da­nych po­wie­dzia­no, że "wi­ta­mi­ny", które otrzy­mują, mogą mieć efek­ty ubocz­ne, ta­kie jak pal­pi­ta­cje ser­ca i drżenie (czy­li praw­dzi­we efek­ty ubocz­ne po­da­nia ad­re­na­li­ny). Dru­giej gru­pie za­su­ge­ro­wa­no, że efektów ubocz­nych nie będzie lub będą ta­kie, które nie ko­jarzą się z działaniem ad­re­na­li­ny.

Cze­kając na "ba­da­nie wzro­ku", każda oso­ba biorąca udział w eks­pe­ry­men­cie sie­działa w jed­nym po­miesz­cze­niu z in­nym "uczest­ni­kiem eks­pe­ry­men­tu", który był w rze­czy­wi­stości osobą pod­sta­wioną przez ba­da­czy. Niektóre pod­sta­wione oso­by za­cho­wy­wały się eu­fo­rycz­nie i głupko­wa­to, rzu­cały pa­pie­ro­wy­mi sa­mo­lo­ta­mi i bawiły się hula-hoop. In­nym ra­zem spra­wiały wrażenie złych i po­iry­to­wa­nych, do tego stop­nia, że na ko­niec darły kwe­stio­na­riusz, który należało wypełnić.

Ce­lem ba­da­nia było usta­le­nie, czy oso­by ba­da­ne w tych różnych wa­run­kach eks­pe­ry­men­tal­nych będą przy­pi­sy­wały swo­je emo­cje fi­zjo­lo­gicz­nym re­ak­cjom wywołanym przez za­strzyk ad­re­na­li­ny. Oka­zało się, że ba­da­ni, którzy nie ocze­ki­wa­li po­bu­dze­nia wywołane­go ad­re­na­liną, i w związku z tym nie mo­gli powoływać się na fi­zjo­lo­gicz­ne zmia­ny w swo­im or­ga­ni­zmie, byli bar­dziej skłonni na­zy­wać swo­je emo­cje zgod­nie z tym, co ob­ser­wo­wa­li u oso­by pod­sta­wio­nej przez ba­da­czy. W prze­ci­wieństwie do nich, oso­by, którym po­wie­dzia­no, ja­kich efektów ubocz­nych mogą się spo­dzie­wać, miały mniejszą skłonność do utożsa­mia­nia swo­ich uczuć z tymi, które wi­działy u oso­by pod­sta­wio­nej.

Wie­le in­nych eks­pe­ry­mentów (Schach­ter 1971) do­star­czyło do­wodów na po­par­cie tezy, że po­strze­ga­nie ma większe zna­cze­nie niż czy­sto fi­zjo­lo­gicz­ne po­bu­dze­nie. Au­to­ry­tet w dzie­dzi­nie badań nad gnie­wem, Ray Ro­sen­man (1985), pod­su­mo­wał to w sposób następujący: "Tym, co de­ter­mi­nu­je re­akcję emo­cjo­nalną na dane zda­rze­nie - i co wywołuje określone re­akcje psychofi­zjo­lo­gicz­ne - jest przede wszyst­kim sposób po­strze­ga­nia zda­rze­nia. (...) Gniew jest re­akcją ko­gni­tywną, uza­leżnioną od oso­bi­stej oce­ny i in­ter­pre­ta­cji".

Ca­rol Ta­vris, au­tor­ka przełomo­wej książki An­ger - The Mi­sun­der­sto­od Emo­tion (Złość - nie­zro­zu­mia­na emo­cja), zga­dza się z tym, że hor­mo­nal­nie wywołane po­bu­dze­nie to za mało, by s p o w o d o w a ć re­akcję emo­cjo­nalną. "Za­nim po­bu­dze­nie za­mie­ni się we wro­gość, nie­pew­ność w strach, a ogólne cier­pie­nie w de­presję lub na­pad szału, musi po­ja­wić się jakiś ele­ment psy­cho­lo­gicz­ny. Ad­re­na­li­na nie jest hor­mo­nem agre­sji, o ile nie po­ja­wia się w re­akcji na pro­wo­kację, sy­tu­ację, którą po­strze­ga­my jako nie­spra­wie­dli­wość lub w której ne­ga­tyw­nie in­ter­pre­tu­je­my to, co się dzie­je" (Ta­vris 1982).

Z ł o ś ć a u k ł a d l i m b i c z n y

Układ lim­bicz­ny to ob­szar w mózgu, w którym - jak uważają neu­ro­lo­dzy - re­gu­lo­wa­ne są za­cho­wa­nia agre­syw­ne. Znaj­du­je się w naj­star­szej części mózgu i obej­mu­je między in­ny­mi ciało mig­dałowa­te i pod­wzgórze. Za główne­go "wi­no­wajcę" za­cho­wań agre­syw­nych uważa się ciało mig­dałowa­te.

El­liot (1976) za­su­ge­ro­wał, że cho­ro­by mózgu, które wiążą się z uszko­dze­niem układu lim­bicz­ne­go, mogą pro­wa­dzić do cze­goś, co określił mia­nem "ze­społu bra­ku kon­tro­li" (dys­con­trol syn­dro­me). Uważa on, że za­bu­rze­nie to jest "istotną przy­czyną prze­mo­cy do­mo­wej, bez­sen­sow­nych ataków, po­zba­wio­nych mo­ty­wu zabójstw, sa­mo­oka­le­cze­nia, agre­syw­nej jaz­dy sa­mo­cho­dem, kon­fliktów między do­mow­ni­ka­mi, roz­wodów" i tym po­dob­nych. Przy­wołuje ob­ra­zo­we przykłady ze­społu bra­ku kon­tro­li, obej­mujące prze­ja­wy różnego ro­dza­ju bru­tal­ności, agre­sji na tle sek­su­al­nym oraz lek­ko­myślności. Za­bu­rze­nie to uważa się również za jedną z przy­czyn tra­gicz­nych wy­da­rzeń związa­nych z osobą Char­le­sa Whit­ma­na, mor­der­cy z Te­xas To­wer, który zabił sie­dem­naście osób. Po jego śmier­ci, sek­cja zwłok wy­ka­zała, że Whit­man miał guza wiel­kości orze­cha włoskie­go umiej­sco­wio­ne­go dokład­nie w cie­le mig­dałowa­tym.

Mimo że układ lim­bicz­ny, a zwłasz­cza ciało mig­dałowa­te, jest łączo­ny z po­wsta­wa­niem agre­sji, Ro­sen­man (1985) wska­zu­je, że związek ten nie jest bez­pośred­ni. "Ist­nie­nie ciała mig­dałowa­tego nie zna­czy, że nasz mózg zo­stał za­pro­gra­mo­wa­ny do agre­sji. U zwierząt sty­mu­la­cja tego ob­sza­ru nie wywołuje agre­syw­nych za­cho­wań, o i l e n i e z o s t a ł y o n e i c h w c z e ś n i e j n a u c z o n e. Co więcej, sty­mu­la­cja tego ob­sza­ru u lu­dzi po­wo­du­je różne re­ak­cje: nie­pokój, przygnębie­nie, złość, lęk, prze­rażenie".

Zga­dzają się z tym także inni ba­da­cze. De­sch­ner wska­zu­je, że ciało mig­dałowa­te oce­nia bodźce od­bie­ra­ne z oto­cze­nia, by zo­rien­to­wać się, czy po­ten­cjal­nie za­grażają one na­sze­mu życiu czy też mogą pod­nieść jego jakość.

Ten pry­mi­tyw­ny sys­tem oce­nia­nia do­bre-złe zda­je się kon­tro­lo­wać dostęp do me­cha­nizmów złości w pod­wzgórzu. Na szczęście, bodźce po­chodzące z oto­cze­nia muszą zo­stać naj­pierw ode­bra­ne i zin­ter­pre­to­wa­ne przez od­po­wied­nie ob­sza­ry półkul mózgo­wych. Dla­te­go też c i a ł o m i g d a ł o w a t e p r z e k a z u j e d e c y z j e n a t e m a t b o d ź c ó w, k t ó r e z o s t a ł y w c z e ś n i e j p r z e f i l t r o w a n e p r z e z ś w i a d o m ą c z ę ś ć m ó z g u, gdzie wszyst­kie bodźce są re­je­stro­wa­ne, porówny­wa­ne ze wspo­mnie­nia­mi, prze­ko­na­nia­mi i ocze­ki­wa­nia­mi - a następnie in­ter­pre­to­wa­ne. Ten pro­sty fakt fi­zjo­lo­gicz­ny jest wbu­do­wa­nym w mózg me­cha­ni­zmem, który służy świa­do­mej re­gu­la­cji re­ak­cji gnie­wu (De­sch­ner 1984).

Mit 2. Złość i agre­sja są na­tu­ral­ne

Teo­ria, że lu­dzie rodzą się z na­tu­ral­nym in­stynk­tem agre­sji, zo­stała w pseu­do­nau­ko­wy sposób po­par­ta pracą Ray­mon­da Dar­ta. Ana­li­za od­kryć do­ko­na­nych w południo­wo­afry­kańskich ja­ski­niach, zwłasz­cza Ma­ka­pans­gat, do­pro­wa­dziła go do nie­przy­chyl­nych wniosków na te­mat ho­mi­nidów będących na­szy­mi wcze­sny­mi przod­ka­mi. Dart opi­su­je swo­je spo­strzeżenia w bar­dzo ob­ra­zo­wy sposób.

Przod­ko­wie człowie­ka różnili się od żyjących obec­nie małp tym, że byli zde­kla­ro­wa­ny­mi zabójca­mi: były to mięsożerne stwo­rze­nia, które prze­mocą chwy­tały swo­je ofia­ry, by je zatłuc na śmierć i ro­ze­drzeć na strzępy, rozczłon­ko­wać ich ciała kawałek po kawałku, gasząc swo­je dra­pieżne pra­gnie­nie ciepłą krwią. (Cy­tat za Le­akey 1981).

Kon­ty­nu­ując swoją pracę, Dart zajął się szczegółowym ba­da­niem ska­mie­niałych szczątków au­stra­lo­pi­teków zna­le­zio­nych w ja­ski­niach i od­krył, że one także nosiły wyraźne ślady prze­mo­cy. W ese­ju opu­bli­ko­wa­nym w 1953 roku pod­su­mo­wał swo­je spo­strzeżenia na te­mat początków ga­tun­ku ludz­kie­go, ogłaszając, że "spry­ska­ne krwią i na­zna­czo­ne rze­zią kar­ty hi­sto­rii ludz­kości od pierw­szych za­pisów Su­me­ryj­czyków do ostat­nich po­twor­ności dru­giej woj­ny świa­to­wej pa­sują do uni­wer­sal­ne­go ka­ni­ba­li­zmu czasów naj­wcześniej­szych. Owo zna­mię Ka­ina odróżnia człowie­ka pod względem zwy­czajów żywie­nio­wych od jego an­tro­po­idal­nych krew­nych i sta­wia go w jed­nej li­nii z naj­bar­dziej mor­der­czy­mi ssa­ka­mi rzędu Car­ni­vo­ra" (ibi­dem).

Wnio­ski Dar­ta zo­stały roz­bu­do­wa­ne przez jego ucznia Ro­ber­ta Ar­dreya w ta­kich książkach, jak Afri­can Ge­ne­sis (Afry­kańska ge­ne­za) i The Ter­ri­to­rial Im­pe­ra­ti­ve (Im­pe­ra­tyw te­ry­to­rial­ny). Su­ge­styw­ne przed­sta­wie­nie przez Ar­dreya czasów pre­hi­sto­rycz­nych wypełnio­nych okrut­ny­mi ka­ni­ba­li­stycz­ny­mi sce­na­mi wal­nie przy­czy­niło się do roz­po­wszech­nie­nia teo­rii, że lu­dzie nie mogą uciec przed swo­imi agre­syw­ny­mi in­stynk­ta­mi - że są w isto­cie "dra­pieżni­ka­mi, których in­stynkt każe im wziąć broń i zabić."

Wy­ni­ki współcze­snej na­uki w większości oba­lają twier­dze­nia, na których Dart i Ar­drey opar­li swo­je opi­sy krwa­wej przeszłości człowie­ka. Bob Bra­in, ba­dacz pra­cujący w Mu­zeum Trans­va­al w Pre­to­rii, za­uważył, że ska­mie­niałości leżące bli­sko dna głębo­kiej ja­ski­ni by­wają przy­kry­te warstwą osadów, której gru­bość do­cho­dzi na­wet do trzy­dzie­stu metrów. Tak wiel­ki ciężar spłasz­cza i znie­kształca ska­mie­niałości ho­mi­nidów. Jeśli bli­sko czasz­ki znaj­du­je się ostro zakończo­ny obiekt, wówczas ciśnie­nie wy­wie­ra­ne przez warstwę osadów może we­pchnąć go do środ­ka kości, tworząc w ten sposób otwar­te złama­nie, które wygląda jak­by po­wstało w wy­ni­ku śmier­tel­ne­go ude­rze­nia w głowę.

Bra­in obrócił na własną ko­rzyść wy­ni­ki "na­tu­ral­ne­go eks­pe­ry­men­tu", gdy od­krył wie­le frag­mentów ko­zich kości w wio­sce Hot­ten­totów. Kozy były w tym re­gio­nie głównym źródłem pożywie­nia, a ich reszt­ki rzu­ca­no psom. Gdy ze­brał i po­sor­to­wał szczątki, od­krył, że prze­trwały je­dy­nie naj­trwal­sze frag­menty szkie­letów. Ko­lek­cja kości bar­dzo przy­po­mi­nała tę w Ma­ka­pans­gat. Można więc przy­pusz­czać, że ska­mie­niałości, które Dart wziął za pry­mi­tywną broń pre­hi­sto­rycz­nych lu­dzi, to ra­czej po­zo­stałości po wie­lu mięsnych posiłkach.

Najsłyn­niej­szym może orędo­wni­kiem teo­rii, że ludz­ka agre­sja ma swo­je źródło w ewo­lu­cji, był Kon­rad Lo­renz, au­tor książki Tak zwa­ne zło. Lo­renz łączył ludzką agresję z uni­wer­sal­nym in­stynk­tem obro­ny własne­go te­ry­to­rium. W całym świe­cie zwierzęcym te­ry­to­ria są za­zna­cza­ne i utrzy­my­wa­ne za po­mocą zry­tu­ali­zo­wa­nych po­kazów agre­sji. Według Lo­renza, nasi przod­ko­wie wymyślili broń i zmie­ni­li te ry­tuały w krwawą walkę. W myśl jego teo­rii, agre­sja jest pod­sta­wową stra­te­gią prze­trwa­nia zwierząt i może zo­stać wy­zwo­lo­na przez od­po­wied­ni bo­dziec, na przykład za­grożenie ze stro­ny in­ne­go zwierzęcia. Jeśli jed­nak za­grożenia się nie po­ja­wiają, wewnętrzne ciśnie­nie osiągnie "punkt kry­tycz­ny" i agre­sja po­ja­wi się sama z sie­bie. Teo­ria ta może zo­stać wy­ko­rzy­sta­na do wytłuma­cze­nia wszyst­kie­go: od kłótni małżeńskich do woj­ny ato­mo­wej, gdyż według niej bio­lo­gicz­na pre­sja po­py­cha lu­dzi do prze­kra­cza­nia wewnętrzne­go pro­gu złości.

Z hi­po­tezą Lo­ren­za nie zga­dza się an­tro­po­log Ri­chard Le­akey (1981). Twier­dzi on, że zwierzęta są te­ry­to­rial­ne z ja­kie­goś po­wo­du, którym zwy­kle jest chęć obro­ny źródeł pożywie­nia i ob­szarów re­pro­duk­cyj­nych. Gwałtow­ne ru­chy cier­ników i po­ran­na ka­ko­fo­nia dźwięków wy­da­wa­nych przez gi­bo­ny to przykłady za­cho­wań mających na celu po­in­for­mo­wa­nie in­nych zwierząt, kto jest właści­cie­lem da­ne­go te­ry­to­rium. In­tru­zi muszą się li­czyć ze zry­tu­ali­zo­waną kon­fron­tacją, z której nie­uchron­nie tyl­ko je­den osob­nik wyj­dzie zwy­cięsko: le­piej pre­dys­po­no­wa­ny bio­lo­gicz­nie. Taka zry­tu­ali­zo­wana kon­fron­tacja nie wiąże się jed­nak z za­da­wa­niem prze­ciw­ni­ko­wi fi­zycz­nych obrażeń.

W prze­ci­wieństwie do fi­zycz­nej prze­mo­cy, te zry­tu­ali­zo­wa­ne for­my agre­sji to w isto­cie tyl­ko de­mon­stra­cja własnej kon­ku­ren­cyj­ności. Bio­lo­gicz­na ko­rzyść płynąca z ta­kich za­cho­wań jest oczy­wi­sta. Ga­tu­nek, który roz­wiązuje spo­ry między osob­ni­ka­mi na dro­dze prze­mo­cy, osłabia swoją ogólną zdol­ność do prze­trwa­nia i zmniej­sza szan­se na przeżycie w śro­do­wi­sku, które samo w so­bie jest już i tak dość trud­ne. Zwierzę, które nie po­tra­fi powściągnąć swo­ich mor­der­czych żądz, sta­wia sie­bie i swój ga­tu­nek w nieko­rzystnej po­zy­cji ewo­lu­cyj­nej.

Nasi przod­ko­wie żyli za­pew­ne w małych gru­pach, których człon­ko­wie byli sil­nie powiązani więzami krwi. Ja­kie­kol­wiek mor­der­stwo ozna­czałoby praw­do­po­dob­nie, że mor­der­ca za­bi­ja własne­go krew­ne­go, a po­nie­waż suk­ces ewo­lu­cyj­ny wy­ma­ga powoływa­nia do życia tylu po­tomków, ilu tyl­ko się da, wro­dzo­na nie­po­ha­mo­wa­na agre­sja do­pro­wa­dziłaby szyb­ko do zagłady ro­dza­ju ludz­kie­go.

Głównym czyn­ni­kiem de­ter­mi­nującym suk­ces ewo­lu­cyj­ny jest współpra­ca, a nie kon­flikt. Na­wet u małp na­czel­nych większość pro­wa­dzo­nych walk to wal­ki zry­tu­ali­zo­wa­ne, ochra­niające ga­tu­nek. Dla­te­go też wy­da­je się, że ewo­lu­cja ga­tun­ku homo sa­piens zaszła tak da­le­ko właśnie dzięki zdol­ności do życia w gru­pie, co nie udało się in­nym pro­to­ho­mi­ni­dom.

Le­akey do­szedł do wnio­sku, że te­ry­to­rial­ność i agre­sja nie są po­wszech­ny­mi in­stynk­ta­mi. Za­cho­wa­nia te­ry­to­rial­ne by­wają wy­zwa­la­ne w ra­zie po­trze­by, jeśli po­ja­wia się brak do­sta­tecz­nej ilości pożywie­nia lub miejsc do re­pro­duk­cji. Nie da się uniknąć sy­tu­acji, w których najsłab­sze osob­ni­ki nie zdołają ochro­nić swo­ich za­sobów lub stracą part­ne­ra. To su­ro­wa lek­cja do­bo­ru na­tu­ral­ne­go i "prze­trwa­nia naj­sil­niej­szych".

W 1986 roku gru­pa dwu­dzie­stu wy­bit­nych ba­da­czy spo­tkała się w Se­wil­li (Hisz­pa­nia). Byli wśród nich psy­cho­lo­dzy, neuropsy­cho­lo­dzy i et­no­lo­dzy z dwu­na­stu różnych państw. Oto wnio­sek z ich kon­fe­ren­cji: brak na­uko­wych do­wodów na po­par­cie tezy, że lu­dzie są z na­tu­ry agre­syw­ni i wo­jow­ni­czy. Wy­pra­co­wa­ne przez nich Se­wil­skie oświad­cze­nie na te­mat prze­mo­cy zo­stało następnie pod­pi­sa­ne między in­ny­mi przez Ame­ry­kańskie To­wa­rzy­stwo Psy­cho­lo­gicz­ne i Ame­ry­kańskie To­wa­rzy­stwo An­tro­po­lo­gicz­ne. Poniższe frag­men­ty do­ku­men­tu (po­chodzące z wy­da­nia "Psy­cho­lo­gy To­day" z 1988 roku) pod­su­mo­wują efek­ty de­ba­ty.

- Nie da się do­wieść na­uko­wo, że skłonność do pro­wa­dze­nia wo­jen odzie­dzi­czy­liśmy po na­szych zwierzęcych przod­kach. Pro­wa­dze­nie wo­jen jest szczególnym ludz­kim za­cho­wa­niem i nie występuje wśród in­nych zwierząt. Woj­na jest zja­wi­skiem bio­lo­gicz­nie możli­wym, ale nie nie­unik­nio­nym.

- Nie da się do­wieść na­uko­wo, że w toku ewo­lu­cji człowie­ka następowała se­lek­cja pre­fe­rująca jed­nost­ki agre­syw­ne. We wszyst­kich do­brze zba­da­nych ga­tun­kach sta­tus osob­ników wewnątrz gru­py zależy od umiejętności współpra­cy.

- Nie da się do­wieść na­uko­wo, że mózg ludz­ki na­sta­wio­ny jest na prze­moc. Je­steśmy wy­po­sażeni w me­cha­nizm, który po­zwa­la nam sto­so­wać prze­moc, jed­nak nic fi­zjo­lo­gicz­nie nie przy­mu­sza nas do tego.

Wspo­mnia­na gru­pa na­ukowców doszła do wspólne­go wnio­sku, że "bio­lo­gia nie ska­zu­je ludz­kości na woj­ny i może się ona wy­zwo­lić z okowów bio­lo­gicz­ne­go pe­sy­mi­zmu. Prze­moc nie jest częścią na­szej ewo­lu­cyj­nej spuści­zny ani nie jest prze­ka­zy­wa­na w ge­nach".

Mit 3. Fru­stra­cja wywołuje agresję

Freud twier­dził, że lu­dzie rodzą się wy­po­sażeni w in­stynkt agre­sji. Ar­gu­men­to­wał da­lej, że jeśli ta in­stynktowna po­trze­ba zo­sta­je za­blo­ko­wa­na lub "sfru­stro­wa­na", bo, na przykład, za­ata­ko­wa­nie obiek­tu, który wzbu­dza gniew, oka­zu­je się zbyt ry­zy­kow­ne, wro­gość ta zo­sta­je prze­kie­ro­wa­na na inny obiekt. Stąd też dziec­ko prze­no­si swoją agresję wo­bec ro­dziców na ro­dzeństwo, z którym się kłóci, lub na na­uczy­cie­la, któremu nie­grzecz­nie od­po­wia­da.

W 1939 roku Dol­lard i inni sfor­mułowa­li t e o r i ę f r u s t r a c j i - a g r e s j i. Uzna­li, że "agre­sja jest za­wsze kon­se­kwencją fru­stra­cji. Mówiąc bar­dziej szczegółowo, teo­ria ta zakłada, że wystąpie­nie za­cho­wa­nia agre­syw­ne­go za­wsze im­pli­ku­je wcześniej­sze za­ist­nie­nie czyn­ni­ka fru­strującego - i od­wrot­nie: występo­wa­nie fru­stra­cji za­wsze pro­wa­dzi do ja­kiejś for­my agre­sji".

Mimo że teo­ria ta ma pewną siłę wyjaśniającą, należy do niej pod­cho­dzić z ostrożnością. Jak­kol­wiek fru­stra­cja może pro­wa­dzić do agre­sji, doświad­cze­nia z różnych kul­tur świa­ta wska­zują, że nie jest to by­najm­niej nie­unik­nio­ne. Przed­sta­wi­cie­le społecz­ności Kwo­ma w No­wej Gwi­nei re­agują na fru­strację nie tyl­ko gnie­wem, ale także uległością czy uni­ka­niem (Whit­ting 1941). Wśród ba­lij­skich mężczyzn częstszą re­akcją jest całko­wi­te wy­co­fa­nie się z kon­tak­tu z in­ny­mi i nie­przyj­mo­wa­nie przez kil­ka dni po­kar­mu i wody (Ba­te­son 1941). Przed­sta­wi­cie­le ple­mion Se­mai, jed­nej z dwóch grup et­nicz­nych abo­ry­genów Se­noi, zna­ni są ze swo­jej po­ko­jo­wości (Den­tan 1968). Ich dzie­ci uczą się ra­dze­nia so­bie z fru­stracją, wy­ko­rzy­stując sny do znaj­do­wa­nia al­ter­na­tyw­nych roz­wiązań pro­blemów.

Przykłady nie­agre­syw­nych re­ak­cji na fru­strację można zna­leźć także w na­szej kul­tu­rze. Są lu­dzie, którzy - gdy au­to­mat do kawy połknie ich mo­ne­ty - za­re­agują prze­kli­na­niem i ko­pa­niem w ma­szynę, ale są i tacy, którzy za­piszą so­bie nazwę i ad­res fir­my, do której au­to­mat należy, i wyślą jej żąda­nie zwro­tu pie­niędzy.

Także dru­ga część wspo­mnia­nej teo­rii - głosząca, iż fru­stra­cja nie­zmien­nie po­prze­dza agresję - zo­stała za­kwe­stio­no­wa­na. Wy­star­czy pomyśleć o na­jem­ni­kach, którzy za­bi­jają z zimną krwią, lub o dzie­ciach, które naśla­dują prze­moc za­ob­ser­wo­waną w te­le­wi­zji, nie przeżywając żad­nej fru­stra­cji. Fru­stra­cja wiąże się oczy­wiście z roz­bu­dze­niem gnie­wu, ale nie dzie­je się to bez udziału świa­do­mości. Fru­stra­cja występuje je­dy­nie w sy­tu­acji, gdy mie­liśmy ja­kieś ocze­ki­wa­nie i nie zo­stało ono za­spo­ko­jo­ne. Jed­nak aby się po­ja­wiła, ko­niecz­ne są ele­men­ty po­strze­ga­nia, ta­kie jak pamięć i wy­obraźnia. Po­nad­to oso­ba sfru­stro­wa­na nie za­re­agu­je agresją, o ile nie uzna, że ma możliwość wyrażenia wro­gości. Czy to na polu bi­twy, czy pod­czas do­mo­wej kłótni, agre­sja po­ja­wia się je­dy­nie wówczas, gdy ktoś ma po­czu­cie, że jest to za­cho­wa­nie od­po­wied­nie i ak­cep­to­wal­ne w da­nej sy­tu­acji.

Słynna teo­ria fru­stra­cji-agre­sji zo­stała w 1941 roku za­ne­go­wa­na przez Ne­ala Mil­le­ra. W wer­sji przez nie­go prze­for­mułowa­nej głosi ona, że fru­stra­cja wywołuje wie­le form za­cho­wań, a agre­sja jest tyl­ko jedną z nich. Temu bar­dziej re­ali­stycz­ne­mu po­dejściu za­brakło dra­ma­tycz­ne­go wydźwięku, który to­wa­rzy­szył pierw­szej wer­sji, stąd nie spo­tkało się ono aż z ta­kim za­in­te­re­so­wa­niem.

Wie­lu lu­dzi wy­ko­rzy­stu­je mit, że fru­stra­cja ro­dzi agresję, żeby tłuma­czyć swo­je wy­bu­chy złości. Po­strze­gają oni złość jako zja­wi­sko au­to­ma­tycz­ne i nie­pod­dające się kon­tro­li. Zakładają, że jest to je­dy­na możliwa re­ak­cja na fru­strację. Mit ten pro­wa­dzi do prze­ko­na­nia, że nie ma in­ne­go wyjścia niż wpaść we wściekłość, gdy coś idzie nie po na­szej myśli. Ta książka pokaże ci, że ist­nie­je wie­le in­nych spo­sobów re­ak­cji i ra­dze­nia so­bie, kie­dy doświad­czasz fru­stracji, bo two­je po­trze­by nie zo­stały za­spo­ko­jo­ne.

Mit 4. Zdro­wo jest od­re­ago­wać złość

Ob­ser­wo­wa­ne dzi­siaj nie­zro­zu­mie­nie na­tu­ry złości w dużej mie­rze ma swo­je początki w pra­cach Zyg­mun­ta Freu­da i jego następców. Opi­sując swo­je poglądy na pro­ce­sy psy­cho­lo­gicz­ne, Freud chętnie posługi­wał się me­ta­fo­ra­mi. Uważał je za przy­dat­ne po­mo­ce ułatwiające zro­zu­mie­nie, choć jed­no­cześnie ostrze­gał, że nie po­win­ny być trak­to­wa­ne jak usta­lo­ne fak­ty. Z nie­cier­pli­wością ocze­ki­wał na od­kry­cie me­cha­ni­zmu psy­cho­lo­gicz­nego, który po­twier­dzi jego założenia. Nie­ste­ty, wie­lu uczniów Freu­da brało jego me­ta­fo­ry za opis rze­czy­wi­stości, w efek­cie cze­go zaczęły one żyć własnym życiem.

Jedną z ta­kich me­ta­for było porówna­nie psy­chi­ki do me­cha­ni­zmu hy­drau­licz­ne­go. Freud określał li­bi­do jako źródło ener­gii napędzającej wewnętrzne kon­flik­ty pomiędzy id, ego i su­per­ego. Jeśli ta ener­gia zo­sta­nie za­blo­ko­wa­na lub stłumio­na, wte­dy znaj­du­je al­ter­na­tyw­ne dro­gi eks­pre­sji albo osta­tecz­nie prze­le­wa się z tego hi­po­te­tycz­ne­go "zbior­ni­ka" i za­le­wa cały sys­tem. Po­dob­nie Freud opi­sy­wał re­presję: jako nieświa­do­my pro­ces "ta­mo­wa­nia", który trzy­ma groźną za­war­tość podświa­do­mości z da­le­ka od świa­do­mości, stając się przy oka­zji przy­czyną wie­lu neu­ro­tycz­nych symp­tomów.

Mimo że psy­cho­ana­li­za po­wstała, aby łago­dzić neu­ro­tycz­ne symp­to­my, wy­wodząc stłumio­ne treści na światło dzien­ne, Freud wca­le nie uważał, że tłumie­nie agre­syw­nych in­stynktów jest nie­pożądane. Prze­ciw­nie: wie­rzył, że re­pre­sja i sub­li­ma­cja są ko­niecz­ne dla prze­trwa­nia społeczeństwa jako całości. Byłby wstrząśnięty, gdy­by się do­wie­dział, że jego teo­rie wy­ko­rzy­stu­je się, jako uza­sad­nie­nie dzi­siej­szych za­le­ceń, żeby "wy­rzu­cić to z sie­bie".

Teo­ria ka­thar­sis jest praw­do­po­dob­nie naj­le­piej znaną teo­rią na te­mat obniżania po­zio­mu agre­sji. Również ona wy­wo­dzi się z pra­cy Freu­da (we współpra­cy z J. Breu­erem), który za jej po­mocą próbował wyjaśnić, dla­cze­go agre­syw­ne popędy re­la­tyw­nie rzad­ko pro­wadzą do prze­mo­cy w działaniu. Według tej teo­rii, ka­thar­sis to sposób na opróżnie­nie zbior­ników emo­cjo­nal­nych (tak jak w mo­de­lu hy­drau­licz­nym) na wie­le różnych spo­sobów. Li­sta możli­wych spo­sobów na oczysz­cze­nie obej­mu­je: fan­ta­zje, łzy, ostre słowa, nisz­cze­nie przed­miotów.

W ciągu ostat­nich dwu­dzie­stu lat po­wstało wie­le no­wych szkół i teo­rii psy­cho­lo­gicz­nych. Dla wie­lu z nich - od te­ra­pii gru­po­wych wza­jem­ne­go za­ufa­nia do "pier­wot­ne­go krzy­ku" Ja­no­va - wspólne jest prze­ko­na­nie, że tłumie­nie uczuć jest nie­zdro­we. Le­onard Ber­ko­witz na­zy­wał zwo­len­ników tego poglądu "wen­ty­la­cjo­ni­sta­mi". Wie­lu te­ra­peutów z tego nur­tu pod­pi­sałoby się pod słowa­mi Ade­la­idy Bry:

Wi­działam, jak stłumio­ny gniew za­ognia się w umyśle i cie­le człowie­ka, po­wo­dując zarówno emo­cjo­nal­ne jak i fi­zycz­ne do­le­gli­wości; jak za­kra­da się pomiędzy męża i żonę, pomiędzy przy­ja­ciół, niszcząc wszyst­kie ciepłe uczu­cia, które ich początko­wo połączyły; jak za­tru­wa re­la­cje w pra­cy, szko­le, za­ba­wie, miłości i we wszyst­kich aspek­tach życia (Bry 1976).

Następnie Bry wy­li­cza za­le­ty wyrażania złości, a wśród nich: po­prawę sa­mo­po­czu­cia, nada­nie głębsze­go zna­cze­nia i większej au­ten­tycz­ności re­la­cjom między­ludz­kim, zmniej­sze­nie zarówno fi­zycz­ne­go jak i emo­cjo­nal­ne­go stre­su, i wresz­cie za­ostrze­nie ape­ty­tu sek­su­al­ne­go.

Tego ro­dza­ju prze­ko­na­nia nie mogą być lek­ce­ważone jako skraj­ne w śro­do­wi­sku psy­cho­lo­gicz­nym. Zna­ny psy­cho­ana­li­tyk The­odo­re Isa­ac Ru­bin w swo­jej Księdze gnie­wu3 przed­sta­wia po­dob­ny punkt wi­dze­nia. Przesłanie książki składa się z wie­lu po­dob­nych punktów.

- Wyrażanie gnie­wu jest spo­so­bem na lepszą i zdrowszą ko­mu­ni­kację z in­ny­mi.

- Wyrażenie gnie­wu daje po­zy­tyw­ne "uczu­cie oczysz­cze­nia" i zwiększa po­czu­cie własnej war­tości.

- Ce­lem "ciepłego, zdro­we­go gnie­wu" jest oczysz­cze­nie at­mos­fe­ry i - w ra­zie ko­niecz­ności - wpro­wa­dze­nie zmian i na­pra­wie­nie błędów.

Także poza śro­do­wi­skiem psy­cho­logów do­mi­nu­je ogólne prze­ko­na­nie, że wyrażanie uczuć czy "upusz­cza­nie pary" przy­no­si ko­rzyści. Jed­nak pod­su­mo­waw­szy naj­ważniej­sze ba­da­nia nad złością, Ca­rol Ta­vris (1989) za­uważyła, że lu­dzie naj­bar­dziej skłonni do "upusz­cza­nia pary" nie stają się przez to mniej ner­wo­wi. Prze­ciw­nie: jesz­cze sil­niej od­czu­wają złość. Co więcej, w gniew wpa­dają także oso­by, wo­bec których te wy­bu­chy złości były skie­ro­wa­ne. W ty­po­wym przykładzie "wy­rzu­ca­nia z sie­bie złości" w cza­sie kłótni małżeńskiej można za­ob­ser­wo­wać następujące fazy: wy­da­rze­nie, które pro­wa­dzi do kłótni, wy­buch złości, wy­krzy­cze­nie ar­gu­mentów, krzy­ki lub płacz, apo­geum kłótni (w cza­sie którego może dojść do ręko­czynów), wresz­cie wy­czer­pa­nie, po którym przy­cho­dzi czas na wy­co­fa­nie lub prze­pro­si­ny. Sce­na­riusz ten jest od­gry­wa­ny do znu­dze­nia w mi­lio­nach domów i nie pro­wa­dzi do żad­ne­go wyraźnego obniżenia po­zio­mu złości.

Jack Ho­kan­son (1970) poświęcił ostat­nie dwa­dzieścia lat na roz­ległe ba­da­nia teo­rii ka­thar­sis. Początko­wo do­szedł do wnio­sku, że agre­sja pro­wa­dzi do rozłado­wa­nia napięcia (po­nie­waż obniża ciśnie­nie krwi), jed­nak je­dy­nie wówczas, gdy obiek­tem agre­sji jest oso­ba równa agre­so­ro­wi. Wyrażanie złości wo­bec oso­by stojącej wyżej w hie­rar­chii wywoływało nie­pokój, na­dając tym sa­mym złości nowy wy­miar, a nie obniżając jej po­ziom. W se­rii powiąza­nych eks­pe­ry­mentów, Ho­kan­son od­krył że agre­sja wywoływała ka­thar­sis u rozzłoszczo­nych mężczyzn, a u ko­biet w po­dob­nej sy­tu­acji le­piej spraw­dzała się życz­li­wość. Na­wet jeśli ko­biety kie­ro­wały swoją złość na osobę zaj­mującą w hie­rar­chii tę samą po­zycję, oka­zy­wało się to dla nich równie stre­sujące, jak dla mężczyzn agre­syw­ne za­cho­wa­nie w sto­sun­ku do oso­by stojącej wyżej.

Od­kry­cie to spo­wo­do­wało, że Ho­kan­son zaczął się za­sta­na­wiać nad tym, czy rze­czy­wiście ka­thar­sis jest na­tu­ralną kon­se­kwencją złości, czy też może wy­uczoną re­akcją. W ko­lej­nej se­rii eks­pe­ry­mentów połączył w pary stu­dentów tej sa­mej płci i w tym sa­mym wie­ku, a następnie sta­wiał ich w sy­tu­acji, w której mo­gli na­wza­jem sie­bie na­gra­dzać albo razić prądem. Ba­da­ni mężczyźni najczęściej od­po­wia­da­li na porażenie prądem, także rażąc prądem, co przy­no­siło im ka­tar­tyczną ulgę. Na­to­miast ko­bie­ty od­po­wia­dały przy­jazną re­akcją, również doświad­czając przy tym ka­tar­tycznej ulgi. Ulga ta w obu wy­pad­kach była mie­rzo­na za po­mocą przyrządów re­je­strujących re­akcje fi­zjo­lo­gicz­ne, do których podłączo­no ba­da­ne oso­by.

Eks­pe­ry­ment ten miał ciąg dal­szy. W dru­giej fa­zie mężczyźni byli na­gra­dza­ni za każdym ra­zem, kie­dy od­po­wia­da­li przy­jazną re­akcją na porażenie prądem. Ko­bie­ty na­to­miast były na­gra­dza­ne za każdą agre­sywną re­akcję. Pro­ces na­uki no­wych re­akcji prze­bie­gał błyska­wicz­nie: wkrótce tra­dy­cyj­ne spo­so­by re­ago­wa­nia dla mężczyzn i ko­biet odwróciły się. Ko­bie­ty wy­ka­zy­wały obniżone ciśnie­nie krwi, kie­dy re­ago­wały agre­sywnie, pod­czas gdy mężczyźni do­zna­wa­li ka­thar­sis po własnym przy­ja­znym za­cho­wa­niu.

Sey­mo­ur Fe­sh­bach (1956) dał gru­pie nie­agre­syw­nych chłopców ko­jarzące się z agresją za­baw­ki i po­zwo­lił im sza­leć do woli. Po skończo­nej za­ba­wie chłopcy za­miast za­cho­wy­wać się w mniej agre­syw­ny sposób, co byłoby zgod­ne z teo­rią ka­thar­sis, wy­ka­zy­wa­li więcej agre­syw­nych i de­struk­cyj­nych za­cho­wań niż wcześniej. Po­dob­ne za­sa­dy rządzące złością i agresją za­ob­ser­wo­wa­no u do­rosłych w ba­da­niach prze­pro­wa­dzo­nych przez Mur­raya Strau­sa (1974). Do­wiodły one, że pary, które krzyczą na sie­bie pod­czas kłótni, od­czu­wają później większą, a nie mniejszą złość.

Krzy­ki, a na­wet zwykłe wer­ba­li­zo­wa­nie emo­cji, nie łagodzą ich siły. Prze­ciw­nie: działają jak ro­dzaj tre­nin­gu, który przy­go­to­wu­je nas do po­dob­nych za­cho­wań w przyszłości. Eb­be­sen, Dun­can i Ko­nec­ni (1975) prze­pro­wa­dzi­li roz­mo­wy z oso­ba­mi, które zo­stały wy­da­lo­ne z pra­cy nad pro­jek­tem ko­smo­nau­tycz­nym, porównując je z grupą osób, które w tym sa­mym cza­sie same wy­co­fały się z pro­jek­tu. Wy­ka­za­li, że oso­by, które dały upust swo­jej złości pod­czas wspo­mnia­nych rozmów, wca­le nie od­czuły ulgi. Mężczyźni, którzy zajęli sta­no­wi­sko pełne złości, w później­szym cza­sie byli jesz­cze bar­dziej wro­go na­sta­wie­ni do fir­my, która ich zwol­niła.

Ana­li­za ko­lej­nych badań prze­ko­nała Ta­vris (1982), że da­wa­nie upu­stu złości może tyl­ko ugrun­to­wy­wać agre­sywną po­stawę. Zo­stało to po­twier­dzo­ne na­wet u dzie­ci: zachęcane do wyrażania złości wo­bec in­ne­go dziec­ka, które zde­ner­wo­wało je pod­czas eks­pe­ry­men­tu, wy­ka­zy­wały później mniejszą sym­pa­tię wo­bec nie­go niż te, którym nie po­zwo­lo­no na wyrażanie złości (Mal­lick i McCan­dles 1966). Po­dob­nie stu­den­ci dłużej po­zo­sta­wa­li za­gnie­wa­ni na kogoś, kto wywołał ich iry­tację, jeśli po­zwo­lo­no im otwar­cie wy­ra­zić swo­je uczu­cia (Kahn 1966).

Ba­da­nia eks­pe­ry­men­tal­ne kon­se­kwent­nie wska­zują na to, że po­pu­lar­ne spo­so­by na ra­dze­nie so­bie ze złością, ta­kie jak "wy­rzu­ca­nie" jej z sie­bie, nie tyl­ko nie działają, ale wręcz mogą pro­wa­dzić do eska­la­cji. Wy­da­je się, że jest dokład­nie od­wrot­nie niż się po­wszech­nie zakłada: wyrażanie gnie­wu tyl­ko roz­bu­dza i utrwa­la agresję.

Zda­rzają się oczy­wiście wyjątki. Ofia­ra ka­zi­rodz­twa, która ma szansę skon­fron­to­wać się ze swo­im prześla­dowcą, może doświad­czyć praw­dzi­wej sa­tys­fak­cji, jeśli wy­ra­zi swą złość. Jed­nak oczysz­czające doświad­cze­nia tego typu nie przy­noszą ulgi dla­te­go, że psy­chicz­ny zbior­nik emo­cji zo­sta­je opróżnio­ny, ale ra­czej w następstwie sta­wie­nia czoła re­al­nej sy­tu­acji, na którą składa się doświad­cze­nie kon­flik­tu, nie­spra­wie­dli­wości, przy­mu­su i tym po­dob­nych.

Prze­ko­na­nie, że złość i prze­moc są nie­unik­nio­ne, jest dla wie­lu osób atrak­cyj­ne, po­nie­waż po­zwa­la uspra­wie­dli­wiać własne agre­syw­ne za­cho­wa­nia. Wia­ra w czte­ry mity na te­mat złości spra­wia, że można po­strze­gać złość i prze­moc jako za­cho­wa­nia nie tyl­ko na­tu­ral­ne, ale na­wet zdro­we.

W rze­czy­wi­stości jest jed­nak dokład­nie od­wrot­nie: złość jest kwe­stią wy­bo­ru. Znacz­nie bar­dziej niż bio­che­micz­ne pro­ce­sy i ge­ne­tycz­ne dzie­dzic­two, de­ter­mi­nują ją na­sze myśli i prze­ko­na­nia. "Wy­rzu­ca­nie z sie­bie" złości rzad­ko pro­wa­dzi do rze­czy­wi­stej ulgi czy trwałego po­czu­cia oczysz­cze­nia. Jej skut­kiem jest ra­czej jesz­cze większa złość, napięcie i stres.

1. JAK KO­RZY­STAĆ Z TEJ KSIĄŻKI?

Złość bar­dzo dużo kosz­tu­je. Działanie pod wpływem im­pul­su, który jesz­cze przed chwilą wy­da­wał się tak właściwy i uza­sad­nio­ny, sta­je się źródłem po­czu­cia winy i żalu. To, czym się obu­rza­liśmy, bled­nie i zo­stają tyl­ko bli­zny, zra­nio­ne uczu­cia i po­czu­cie wy­ob­co­wa­nia.

Jeśli często się złościsz, może to mieć ne­ga­tyw­ny wpływ na two­je re­la­cje z in­ny­mi ludźmi. Małżeństwo sta­je się po­lem mi­no­wym: dy­stans między tobą a współmałżon­kiem rośnie, mur pomiędzy wami sta­je się co­raz grub­szy. Two­je dzie­ci, choć wy­dają się twar­de i har­de, w środ­ku czują się nic nie­war­te. Współpra­cow­ni­cy od­su­wają się od cie­bie albo sa­bo­tują two­je działania, a szef co­raz częściej cię kry­ty­ku­je. Przy­jaźnie nasiąkają go­ryczą.

Złość nie po­zo­sta­je także bez wpływu na zdro­wie. Po­twier­dzają to re­zul­ta­ty długo­let­nich badań: pod­czas jed­ne­go z nich zmie­rzo­no po­ziom agre­sji w gru­pie stu­dentów pra­wa, a po dwu­dzie­stu pięciu la­tach oka­zało się, że spośród ba­da­nych, którzy zna­leźli się w jed­nej czwar­tej naj­bar­dziej złoszczących się osób, dwa­dzieścia pro­cent już nie żyło; tym­cza­sem spośród osób, które zna­lazły się w jed­nej czwar­tej naj­mniej agre­syw­nych ba­da­nych, zmarło je­dy­nie pięć pro­cent1. Chro­nicz­na złość nisz­czy two­je ciało i zwiększa ry­zy­ko śmier­ci z nie­mal każdego po­wo­du.

Kie­dy złość rani?

Na­sza książka jest skie­ro­wa­na do osób za­nie­po­ko­jo­nych własną złością i zmęczo­nych jej emo­cjo­nal­ny­mi i fi­zycz­ny­mi kon­se­kwen­cja­mi. Jest to książka dla tych, którzy życzą so­bie mniej agre­sji w swo­ich związkach i chcą na­uczyć się lep­szych spo­sobów wyrażania emo­cji i roz­wiązy­wa­nia pro­blemów.

Zbu­do­wa­liśmy ją jak podręcznik, co ozna­cza, że cze­ka cię dużo pra­cy. Nie za­czniesz kon­tro­lo­wać złości bez opa­no­wa­nia pew­nych pod­sta­wo­wych tech­nik. Jeśli ogra­ni­czysz się tyl­ko do sa­mej lek­tu­ry - roz­cza­ru­jesz się. Nic w two­im życiu się nie zmie­ni.

Praw­dzi­wa zmia­na w przeżywa­niu i wyrażaniu złości może nastąpić je­dy­nie po­przez ćwi­cze­nie i wypróbo­wy­wa­nie różnych tech­nik. Nie­ważne, czy chcesz na­uczyć się obniżania po­zio­mu stre­su czy kon­tro­lo­wa­nia myśli-za­pal­ników, które ni­czym iskry wznie­cają twoją złość - ta książka pomoże ci je­dy­nie wte­dy, gdy opa­nu­jesz za­war­ty w niej ma­te­riał, a następnie będziesz wcie­lać go w życie.

U m i e j ę t n o ś c i, k t ó r e o p a n u j e s z:

- Umiejętność kon­tro­li de­struk­cyj­nych wy­buchów złości, a co za tym idzie, szan­sa na ochronę i od­bu­do­wa­nie nad­werężonych re­la­cji.

- Osłabie­nie często­tli­wości i siły fi­zjo­lo­gicz­nej re­ak­cji na złość. Wie­le da­nych na­uko­wych wska­zu­je na to, że złość nisz­czy zdro­wie (patrz roz­dział 3). Im mniej złości, tym dłuższe życie.

- Zmia­na prze­ko­nań, założeń i po­staw od­po­wie­dzial­nych za chro­niczną złość. Gdy na­uczysz się prze­kształcać myśli wy­zwa­lające złość, od­kry­jesz, że co­raz mniej rze­czy wy­pro­wa­dza cię z równo­wa­gi.

- Umiejętność roz­po­zna­wa­nia po­trzeb, które kryją się za twoją złością. Jeśli wiesz, gdzie leży pro­blem, za­miast się złościć, możesz od razu przejść do po­dej­mo­wa­nia de­cy­zji, które służą jego roz­wiąza­niu.

- Umiejętność sku­tecz­ne­go ra­dze­nia so­bie ze stre­sem. Za­miast eks­plo­do­wać, gdy stres prze­kra­cza próg two­jej wy­trzy­małości, możesz na­uczyć się wy­ko­rzy­sty­wać tech­ni­ki re­lak­sa­cyj­ne.

- Większa sku­tecz­ność w spełnia­niu własnych po­trzeb. Two­ja złość wywołuje u in­nych opór i urazę. Być może uda ci się w ten sposób wy­mu­sić krótko­tr­wałą współpracę, ale na dłuższą metę lu­dzie będą igno­ro­wać two­je po­trzeby, a cie­bie sa­me­go uni­kać. Narzędzia roz­wiązy­wa­nia pro­blemów i komuni­kacji po­mogą ci osiągać two­je cele bez ucie­ka­nia się do złości.

Kie­dy złość po­ma­ga?

Złość w niektórych sy­tu­acjach spełnia pożyteczną funkcję. Jest sy­gnałem ostrze­gaw­czym, który mówi nam, że coś jest nie w porządku. Po­dob­nie jak ból fi­zycz­ny może być ostrzeżeniem ("Ten pie­kar­nik jest gorący, na­tych­miast cof­nij rękę!"), tak złość ostrze­ga nas przed grożącym ura­zem psy­chicz­nym. Może także do­star­czyć nam ener­gii ko­niecz­nej do sta­wie­nia czoła emo­cjo­nal­nym lub fi­zycz­nym za­grożeniom.

Być może naj­bar­dziej oczy­wistą sy­tu­acją, kie­dy złość może być po­moc­na, jest sy­tu­acja f i z y c z n e g o z a g r o ż e n i a lub wręcz f i z y c z n y a t a k . Złość po­tra­fi nas wte­dy zmo­bi­li­zo­wać do obro­ny lub uciecz­ki.

Kil­ka lat temu Iris, miesz­kan­ka No­we­go Jor­ku, wra­cała sama z te­atru. Na­gle usłyszała za sobą kro­ki. Oczy­wiście, prze­stra­szyła się, ale za­raz po­tem po­czuła gniew na myśl, że mogłaby stać się ofiarą ata­ku. Zwol­niła. Gdy usłyszała, że po­ten­cjal­ny prześla­dow­ca zbliża się do niej, odwróciła się i z całej siły krzyknęła: "Spie­przaj gno­ju, bo za­biję!". Nie­doszły na­past­nik uciekł.

Złość może być także właściwą re­akcją, gdy ktoś n a r u s z a n a s z e g r a n i c e . Na przykład, szef pro­si nas często o zro­bie­nie kawy, mimo że usługi kel­ner­skie nie należą do na­szych obo­wiązków za­wo­do­wych, albo ocze­ku­je nie­odpłat­nej pra­cy po go­dzi­nach. Na­sze oso­bi­ste gra­ni­ce mogą też na­ru­szać krew­ni lub przy­ja­cie­le, którzy wpa­dają do nas bez za­po­wie­dzi, sąsiad, który sta­le coś pożycza, albo ko­cha­nek żądający ta­kie­go ro­dza­ju sek­su­al­nej ak­tyw­ności, który wy­da­je nam się od­py­chający.

Złość może pomóc zmo­bi­li­zo­wać siły ko­niecz­ne do usta­le­nia od­po­wied­nich gra­nic. Nie mu­si­my w tym celu za­cho­wy­wać się wro­go i agre­syw­nie wo­bec sze­fa. Możemy na­uczyć się być aser­tyw­nym. W życiu oso­bi­stym gniew może nam pomóc usta­lać gra­nice i ze­brać siły, aby od­pie­rać żąda­nia, które im za­grażają.

Wie­le osób ma także pro­blem z kwe­stią s e p a r a c j i i a u t o n o m i i . Niektóre dzie­ci większość życia spędzają w cie­niu swo­ich natrętnych lub agre­syw­nych ro­dziców. Na­wet jeśli ta­kie dziec­ko myśli, że udało mu się wy­rwać i uciec w małżeństwo i własną ro­dzinę, ro­dzice da­lej in­ge­rują w jego życie.

Pen­ny wraz z mężem i nowo na­ro­dzo­nym dziec­kiem prze­nieśli się na dru­gi ko­niec kra­ju, myśląc, że w ten sposób za­pew­nią so­bie nie­za­leżność od ro­dziców. Nic z tego. Zaczęły się co­ty­go­dnio­we przesłucha­nia przez te­le­fon i ciągła kry­ty­ka. Po nich przyszły przedłużające się od­wie­dzi­ny, pod­czas których mat­ka Pen­ny przej­mo­wała kon­trolę nad ich życiem. Wresz­cie Pen­ny, wspie­ra­na przez męża, zde­cy­do­wała się za­ry­zy­ko­wać i stanęła do kon­fron­ta­cji z matką. Nie krzy­czała i nie awan­tu­ro­wała się, ale jej kon­trolowany gniew pomógł za­ko­mu­ni­ko­wać mat­ce, że chce wy­cho­wy­wać swo­je dziec­ko na swój sposób. Mat­ka po­czuła się zra­nio­na i zła. Jed­nak w końcu na­uczyła się trak­to­wać własną córkę jak odrębną istotę.

Wiek na­sto­let­ni to burz­li­wy czas próby dla wszyst­kich. Ri­chard był całkiem "do­brym" chłopcem. Gdy do­stał się do szkoły śred­niej, za­miast imie­nia zaczął używać prze­zwi­ska Gan­di (od Gan­dalf) i jego ro­dzi­ce za­uważyli, że się zmie­nił. Na­gle miał własne zda­nie na różne te­ma­ty i głośno je wyrażał. Otwar­cie kry­ty­ko­wał pre­zy­den­ta i rzu­cał po­gar­dli­we uwa­gi na te­mat ka­pi­ta­li­zmu. Gdy jego re­pu­bli­kańscy ro­dzi­ce wyrażali sprze­ciw wo­bec tych prze­ko­nań, pierwszą re­akcją chłopa­ka było posępne wy­co­fa­nie się. Po­tem jed­nak gniew dodał mu sił i ze­brał się na od­wagę. Po­sta­wił się ro­dzi­com, mówiąc: "Mam pra­wo do własnych prze­ko­nań! Daj­cie mi spokój albo będzie­cie mie­li wojnę we własnym domu". Ro­dzi­ce byli bar­dzo za­sko­cze­ni tym za­cho­wa­niem, ale zde­cy­do­wa­li się dać mu więcej prze­strze­ni.

Chris i San­dy po­zna­li się i za­ko­cha­li. Po sza­lo­nym okre­sie pierw­sze­go za­uro­cze­nia zde­cy­do­wa­li się za­miesz­kać ra­zem. Pierw­sze kil­ka ty­go­dni upłynęło pod zna­kiem wina i róż, jed­nak wkrótce Chris zaczął czuć się jak w więzie­niu. San­dy żądała od nie­go co­raz więcej uwa­gi, Chris czuł, że jej za­bor­czość wy­sy­sa z nie­go całą ener­gię. Doszło do tego, że San­dy cho­dziła za nim wszędzie jak po­rzu­co­ny szcze­niak. Tego już było za wie­le. Złość po­mogła Chri­so­wi po­sta­wić so­lid­ne gra­ni­ce. Osta­tecz­nie para mu­siała się roz­stać. Mimo że związek początko­wo przy­no­sił wie­le do­bre­go obu stro­nom, w końcu oka­zał się dla oboj­ga ogra­ni­czający.

Doświad­cze­nie prze­mo­cy fi­zycz­nej lub sek­su­al­nej w dzie­ciństwie jest jed­nym z naj­trud­niej­szych pro­blemów, z ja­ki­mi można się mie­rzyć. Mo­le­sto­wa­nie sek­su­al­ne przez ro­dzi­ca, dziad­ka, ro­dzeństwo czy sąsia­da to przeżycie niszczące. Równie de­struk­cyj­na może być jed­nak fi­zycz­na prze­moc lub stała prze­moc wer­bal­na. Zo­sta­wia ona w dzie­ciach traumę i ogrom­ne pokłady żalu i złości, które niosą one później w do­rosłość.

Dla osób, które doświad­czyły prze­mo­cy w dzie­ciństwie, zdro­wie­nie ozna­cza zgodę na uczu­cia, które jako dzie­ci wy­parły: ból, poniżenie i po­czu­cie, że coś jest z nimi nie tak. Następnie po­ja­wia się gniew i świa­do­mość, że po­gwałcona zo­stała ich nie­win­ność. Wresz­cie przy­cho­dzi czas na po­czu­cie głębo­kie­go żalu. Jeśli kie­dy­kol­wiek można na­zwać gniew "uza­sad­nio­nym", "słusznym" lub "właści­wym" - to jest to właśnie naj­lep­szy przykład ta­kiej sy­tu­acji.

Dla ofiar prze­mo­cy przeżycie ka­thar­sis w bez­piecz­nym śro­do­wi­sku stwo­rzo­nym pod­czas te­ra­pii to ko­niecz­ny wa­ru­nek "pójścia da­lej". Wejście w kon­takt ze złością od­czu­waną przez dziec­ko, które stało się ofiarą, sta­no­wi główny krok w pro­ce­sie zdro­wie­nia.

Złość po­ma­ga prze­zwy­ciężyć strach związany z z a b e z p i e c z a n i e m w ł a s n y c h p o t r z e b. Wie­le osób wie­rzy w to, że nie mają pra­wa pro­sić o to, cze­go chcą. Sądzą, że nie zasługują na szczęście. Bez mo­bi­li­zującego efek­tu, jaki daje złość, ta­kie oso­by po pro­stu nig­dy nie zdo­byłyby się na od­wagę za­ko­mu­ni­ko­wa­nia swo­ich po­trzeb.

Przykładem może być Cin­dy. Od za­wsze zno­siła upo­ko­rze­nia, na­wet jako dziec­ko. Ze swo­je­go domu ro­dzin­ne­go wy­niosła prze­kaz za­war­ty w słowach: "Je­steś nie­ważna".

- Two­ja sio­stra po­trze­bu­je apa­ra­tu na zęby, bo będzie występować w szkol­nym przed­sta­wie­niu. Two­je zęby są w porządku. Co z tego, że są nie­co krzy­we?

- Twój brat idzie do col­le­ge'u, bo jest naj­zdol­niej­szy w na­szej ro­dzi­nie. Ty po­win­naś zna­leźć jakąś pracę, a po­tem wyj­dziesz za mąż.

Któregoś dnia Cin­dy wresz­cie za­wal­czyła o sie­bie. Sku­mu­lo­wa­na złość dodała jej sił i po­mogła w kon­fron­ta­cji z ro­dzi­ca­mi. Głośno za­ko­mu­ni­ko­wała im, że ma dość by­cia za­wsze tą gorszą. Ma dość roli Kop­ciusz­ka. Coś zaczęło się zmie­niać: do­cze­kała się prze­pro­sin ze stro­ny mat­ki, a oj­ciec za­pro­po­no­wał, że zapłaci za książki i cze­sne w lo­kal­nym col­le­ge'u.

Jak ko­rzy­stać z tej książki?

Mimo że złość może służyć ważnym funk­cjom ochro­ny i obro­ny własnej in­te­gral­ności, zbyt często sta­je się narzędziem prze­mo­cy. Chro­nicz­na złość nie czy­ni cię sil­nym i bez­piecz­nym, ale osłabia i wy­sta­wia na ata­ki in­nych. Złość ro­dzi złość. Im więcej krzy­czysz, tym więcej krzy­ku doświad­czysz. Im bar­dziej się wście­kasz, tym więcej wściekłości na­po­tkasz na swej dro­dze.

Są dwa ro­dza­je złości: na sie­bie sa­me­go i na in­nych. Złość na sie­bie sa­me­go wywołuje de­presję i nisz­czy po­czu­cie własnej war­tości. W na­szej książce tym ro­dza­jem złości się nie zaj­mu­je­my. Jest ona poświęcona złości na in­nych. Znaj­dziesz w niej po­moc zarówno, jeśli masz skłonności do wy­buchów gnie­wu, jak i do ci­chej fu­rii.

W roz­działach od dru­gie­go do piątego za­war­liśmy pod­sta­wo­we in­for­ma­cje na te­mat tego, czym jest, a czym nie jest złość, i z ja­ki­mi fi­zycz­ny­mi i in­ter­per­so­nal­ny­mi kosz­ta­mi się wiąże. Roz­dział szósty tłuma­czy, że złość jest z a w s z e r e z u l t a t e m w y b o r u. Można ją kon­tro­lo­wać po­przez kon­trolę myśli-za­pal­ników, które wy­zwa­lają wy­bu­chy złości. Roz­dział siódmy do­ty­czy kwe­stii od­po­wie­dzial­ności. Dla oso­by nie­sio­nej złością za­wsze ktoś inny po­no­si od­po­wie­dzial­ność za jej cier­pie­nie. Kon­tro­lo­wa­nie złości ozna­cza przyjęcie od­po­wie­dzial­ności za w s z y s t k o, co nas stre­su­je, rani i fru­stru­je. Roz­działy od ósme­go do sie­dem­na­ste­go są poświęcone wy­pra­co­wy­wa­niu kon­kret­nych umiejętności kon­tro­li złości. Ważne jest, aby rady za­war­te w tych roz­działach wpro­wa­dzać w życie, a nie tyl­ko o nich czy­tać. Zachęcamy do wy­ko­ny­wa­nia ćwi­czeń, wypróbo­wy­wa­nia tech­nik, zo­rien­to­wa­nia się, co naj­le­piej spraw­dza się w two­im życiu.

Dzien­nik Złości

W na­szej książce za­le­ca­my pro­wa­dze­nie Dzien­ni­ka Złości. Będzie­my uczyć do­strze­ga­nia i no­to­wa­nia w nim różnych aspektów złości. Po­pro­si­my cię, na przykład, o mo­ni­to­ro­wa­nie chro­nicz­ne­go napięcia w two­im cie­le oraz fi­zjo­lo­gicz­nych re­ak­cji na stres. Dzien­nik pomoże ci zo­rien­to­wać się, prze­ciw­ko cze­mu lub komu najczęściej kie­ru­je się two­ja złość. Na­uczysz się do­strze­gać bodźce pro­wadzące do wy­buchów złości.

Dzien­nik jest ważny. Dzięki nie­mu na­sza książka okaże się po­moc­na w two­jej kon­kret­nej sy­tu­acji. Za­miast tyl­ko pa­syw­nie czy­tać o stre­sie, do­wiesz się więcej na te­mat napięcia w two­im cie­le. Za­miast pochłaniać abs­trak­cyj­ne teo­rie i po­mysły, zo­rien­tu­jesz się, ja­kie myśli wznie­cają twój gniew i z ja­ki­mi sy­tu­acja­mi się wiążą.

Kon­tro­lo­wa­nie złości to ak­tyw­ny pro­ces. Naj­wyższy czas go roz­począć. Kup so­bie no­tes i połóż go na biur­ku albo na sto­li­ku noc­nym (tam, gdzie będzie pod ręką). Od dziś aż do mo­men­tu, kie­dy przej­dziesz wszyst­kie roz­działy na­szej książki, no­tuj następujące fak­ty.

1. Jak często od­czu­wałeś złość w ciągu ostat­nich dwu­dzie­stu czte­rech go­dzin?

2. Jak bar­dzo zde­ner­wo­wa­ny czułeś się w mo­men­cie naj­sil­niej­szej złości (w ciągu ostat­nich dwu­dzie­stu czte­rech go­dzin)? Określ po­ziom swo­je­go zde­ner­wo­wa­nia w ska­li od 1 do 10, gdzie mi­ni­mal­ne zde­ner­wo­wa­nie to 1, a 10 ozna­cza naj­większą złość, jaką kie­dy­kol­wiek czułeś.

3. Jak agre­syw­ne było two­je za­cho­wa­nie w mo­men­cie naj­wyższe­go po­zio­mu złości (w ciągu ostat­nich dwu­dzie­stu czte­rech go­dzin)? Po­now­nie użyj ska­li od 1 do 10, gdzie 1 ozna­cza mi­ni­malną agresję, a 10 to naj­bar­dziej agre­syw­ne za­cho­wa­nie, ja­kie kie­dy­kol­wiek u sie­bie za­ob­ser­wo­wałeś.

Ty­po­wy wpis w ta­kim Dzien­ni­ku może wyglądać następująco:

04.12. - 4 razy: po­ziom zde­ner­wo­wa­nia 6; po­ziom agre­sji 2.

05.12. - 5 razy; po­ziom zde­ner­wo­wa­nia 7; po­ziom agre­sji 5.

Mo­ni­to­rując w ten sposób własną złość, możesz wie­le do­wie­dzieć się na swój te­mat. Pro­wa­dze­nie Dzien­ni­ka będzie też in­stru­men­tem mie­rze­nia postępów w na­uce kon­tro­li złości. Z cza­sem zo­ba­czysz, jak zmie­nia się często­tli­wość i in­ten­syw­ność przeżywa­nia złości. Możliwość ob­ser­wo­wa­nia własnych postępów mo­ty­wu­je do dal­szej pra­cy nad sobą.

4. IN­TER­PER­SO­NAL­NE KOSZ­TY ZŁOŚCI

Cza­sem da­nie upu­stu złości może przy­nieść nie­sa­mo­witą ulgę. Ta­kie za­cho­wa­nie wy­da­je się także potężnym narzędziem wpływu i kon­tro­li. Wy­bu­chy złości mają jed­nak swoją cenę. W tym roz­dzia­le zaj­mie­my się tym, jak złość od­bi­ja się na na­szych re­la­cjach z in­ny­mi ludźmi.

Cena, jaką płacisz za złość, może wy­da­wać się oczy­wi­sta. Ochładzają się re­la­cje z przy­ja­ciółmi, współpra­cow­ni­cy trzy­mają cię na dy­stans. W małżeństwie obie stro­ny stają się czuj­ne, za­wsze go­to­we do ko­lej­nej gorz­kiej kłótni. Inne kosz­ty są nie­co mniej oczy­wi­ste: przy­ja­ciel nie po­wie ci o to­bie cze­goś, co na­prawdę po­wi­nie­neś wie­dzieć; ko­le­ga z pra­cy, na­wet jeśli po­le­ci cię jako do­bre­go fa­chow­ca, to zro­bi to bez en­tu­zja­zmu; ko­cha­na oso­ba woli sie­dzieć ci­cho, niż spróbować omówić z tobą ważny pro­blem. Do cze­go to pro­wa­dzi? Każdy twój wy­buch złości wy­pa­la ko­lejną dziurę w ma­te­ria­le two­ich re­la­cji z in­ny­mi ludźmi utka­nym z do­brej woli, tro­ski i wdzięczności. Gniew­ni lu­dzie są po­strze­ga­ni jako nie­bez­piecz­ni i inni ob­chodzą się z nimi jak z nałado­waną bro­nią: bar­dzo ostrożnie, a najchętniej... wca­le.

Złość ogłusza. Prze­raża. Spra­wia, że lu­dzie czują się z tobą źle. Oczy­wiście, two­ja złość jest dla nich także ostrzeżeniem, że mają na­tych­miast prze­stać robić to, co tak cię de­ner­wu­je. Jed­nak z cza­sem przy­zwy­cza­jają się do two­jej złości i za­czy­nają się jej prze­ciw­sta­wiać. Kie­dy cię widzą, nakładają emo­cjo­nalną zbroję, szy­kując się na twój następny atak. Im częściej się złościsz, tym mniej­sze ro­bisz tym wrażenie, tym mniej je­steś słucha­ny i tym bar­dziej odcięty od praw­dzi­wej bli­skości.

Owszem, w na­szym życiu jest miej­sce na złość. Są sy­tu­acje, w których oka­za­nie złości jest zdro­we, a na­wet ko­niecz­ne. Zda­rza się to jed­nak rzad­ko. Ogólnie rzecz biorąc, im częściej i in­ten­syw­niej od­czu­wasz i oka­zu­jesz złość, tym bar­dziej praw­do­po­dob­ne, że za­da­jesz nie­od­wra­cal­ne szko­dy swo­im re­la­cjom z in­ny­mi ludźmi.

Ta­fra­te, Kas­si­no­ve i Dun­din (2002) ba­da­li agre­syw­ne re­ak­cje osób do­rosłych. Prze­ba­da­no grupę dwu­stu dwu­dzie­stu ośmiu osób powyżej dwu­dzie­ste­go piątego roku życia za po­mocą te­stu Tra­it An­ger Sca­le, służącego do określa­nia stałej skłonności do przeżywa­nia złości. Sto dwa­dzieścia dzie­więć osób z tej gru­py spełniało kry­te­ria po­zwa­lające za­kwa­li­fi­ko­wać je albo do gru­py osób o wy­so­kiej skłonności do złości, albo do gru­py osób o ni­skiej skłonności. Ana­li­zując obie gru­py, ba­da­cze od­kry­li, że oso­by o wy­so­kiej skłonności do złości miały mniej­sze szan­se na małżeństwo i były bar­dziej za­grożone bez­ro­bo­ciem, mimo po­do­bieństw pod względem większości zmien­nych de­mo­gra­ficz­nych.

Gdy ba­da­ne oso­by po­pro­szo­no o opi­sa­nie jed­nej sy­tu­acji, w której za­re­ago­wa­li złością, oraz kon­se­kwen­cji tego za­cho­wa­nia, wyszły na jaw ko­lej­ne różnice pomiędzy obie­ma gru­pa­mi. Ogólnie rzecz biorąc, dla osób o ni­skiej skłonności do złości po­je­dyn­cze sy­tu­acje, w których zda­rzało się im oka­zy­wać złość, miały nie­wiel­ki wpływ na ich re­la­cje z in­ny­mi lub wręcz nie miały żad­ne­go. Jed­nak w wy­pad­ku osób o wy­so­kiej stałej skłonności do złości sy­tu­acja wyglądała zupełnie in­a­czej. Oso­by te doświad­czyły ne­ga­tyw­ne­go wpływu złości na swo­je re­la­cje z in­ny­mi: po wy­bu­chach złości re­la­cje z oso­ba­mi, które były ich świad­kiem, sta­wały się wyraźnie luźniej­sze.

Działania obron­ne

Dzięki swo­jej ge­nial­nej umiejętności udo­wad­nia­nia rze­czy oczy­wi­stych, ba­da­nia psy­cho­lo­gicz­ne po­twier­dziły na­uko­wo to, co większość lu­dzi wie od za­wsze: złość pro­wa­dzi do wro­gości oraz fi­zycz­nej i słownej agre­sji (Rule i Nes­da­le 1976). Im więcej złości od­czu­wasz, tym bar­dziej będziesz skłonny oka­zy­wać ją w for­mie ata­ku. Agre­sja ro­dzi wro­gość, złość i jesz­cze więcej agre­sji. Im częściej za­cho­wu­jesz się agre­syw­nie, tym gniew­niej­szy się sta­jesz, a two­ja skłonność do ata­ko­wa­nia in­nych jesz­cze rośnie. Po wy­czer­pującej ana­li­zie li­te­ra­tu­ry poświęco­nej uczu­ciu złości Ca­rol Ta­vris (1984) doszła do następujących wniosków: "Głównym efek­tem za­cho­wań agre­syw­nych wy­da­je się być zachęce­nie obu stron kon­flik­tu do dal­szych za­cho­wań agre­syw­nych".

To właśnie spra­wia, że agre­syw­ne oka­zy­wa­nie złości jest tak niszczące: nig­dy się nie kończy. Jeśli tyl­ko po­zwo­lisz słownej lub fi­zycz­nej agre­sji po­ja­wić się pomiędzy tobą a in­nym człowie­kiem, two­rzysz po­dat­ny grunt dla ko­lej­nych wro­gich za­cho­wań w tej re­la­cji. Każdy nowy wy­buch złości prze­ra­dza się we wza­jem­ne ata­ki. Re­la­cja, która początko­wo opie­rała się na na­dziei i za­ufa­niu, z wol­na prze­mie­nia się w ta­niec wza­jem­nych win i urazów.

Napędza­na gnie­wem wro­gość i agre­sja wci­nają się w tkankę związku i boleśnie ją ranią. Po­ja­wiają się bli­zny, które znacząco różnią się od zdro­wej tkan­ki: są grub­sze, tward­sze, mniej ela­stycz­ne. Służą osłania­niu i obro­nie, blo­kując tym sa­mym swo­bod­ny przepływ uczuć. Jer­ry Def­fen­ba­cher i jego współpra­cow­ni­cy (1996) są au­to­ra­mi naj­sze­rzej za­kro­jo­ne­go ba­da­nia wpływu chro­nicz­nej złości na re­la­cje między ludźmi zarówno w życiu oso­bi­stym, jak i za­wo­do­wym. Def­fen­ba­cher (1992) za­uważył między in­ny­mi, że oso­by o wy­so­kiej skłonności do złości cier­pią z po­wo­du poważnych pro­blemów w życiu szkol­nym i za­wo­do­wym oraz spożywają więcej al­ko­ho­lu i częściej się upi­jają. Ho­uston i Kel­ley (1989) również od­kry­li ist­nie­nie sil­nej zależności pomiędzy po­zio­mem złości wy­ka­zy­wa­nym w te­stach po­mia­ro­wych a ogólnym po­zio­mem kon­fliktów w życiu ro­dzin­nym.

Z ł o ś ć i b r a k e l a s t y c z n o ś c i

W miarę na­ra­sta­nia częstości wy­buchów złości, można za­ob­ser­wo­wać u lu­dzi spa­dek to­le­ran­cji i ela­stycz­ności (Biag­gio 1980). Wy­ni­ka to z tego, że w re­la­cje na­zna­czo­ne złością wkra­da się napięcie i strach. Ener­gia za­an­gażowa­nych osób zo­sta­je skie­ro­wa­na na bu­do­wa­nie ba­rier, a nie na ko­mu­ni­kację i roz­wiązy­wa­nie pro­blemów. Wzno­szo­ne za­po­ry bro­nią wpraw­dzie przed zra­nie­niem, jed­nak tworzą także la­bi­rynt psy­cho­lo­gicz­nych min i za­sieków, przez które trud­no się prze­bić. W ten sposób na­wet lu­dzie, którzy na­prawdę się ko­chają i pragną wspie­rać, zo­stają po­zba­wie­ni możliwości do­tar­cia do sie­bie na­wza­jem.

Ty­po­we stra­te­gie obro­ny przed złością to emo­cjo­nal­ne odrętwie­nie, oce­nia­nie, drażliwość, atak, wy­co­fa­nie, ze­msta, skraj­ne ogra­ni­cze­nie re­ak­cji. W ten sposób ba­rie­ry wznie­sio­ne z po­wo­du złości spra­wiają, że sta­je­my się mało ela­stycz­ni i za­wsze go­to­wi do wal­ki. Trud­no prze­sta­wić się z po­sta­wy obron­nej w po­stawę wyrażającą uzna­nie dla dru­giej stro­ny, trud­no od­rzu­cić pełną napięcia czuj­ność na rzecz za­ufa­nia. Wo­li­my zo­stać w na­szej zbroi i nie ry­zy­ko­wać praw­dzi­we­go otwar­cia. Na­sza własna to­le­ran­cja na kry­tykę może zaś spaść do tak ni­skie­go po­zio­mu, że naj­drob­niej­sze po­tknięcie lub na­wet ślad dez­apro­ba­ty będą pro­wa­dziły do awan­tu­ry.

Z ł o ś ć a o p ó r

Po­nie­waż złość jest często wy­ko­rzy­sty­wa­na do wy­mu­sza­nia na in­nych zmia­ny za­cho­wań, lu­dzie wznoszą za­sie­ki obron­ne nie tyl­ko po to, żeby chro­nić się przed zra­nie­niem, ale także, aby uniknąć utra­ty kon­tro­li. Opie­rają się żąda­niom agre­syw­nych osób po­przez uni­ka­nie, igno­ro­wa­nie, prze­rzu­ca­nie winy na kogoś in­ne­go, prze­szka­dza­nie, pa­syw­no-agre­syw­ny sa­bo­taż i mnóstwo in­nych stra­te­gii obron­nych.

Lu­dzie walczą o utrzy­ma­nie swo­ich gra­nic. Utra­ta możliwości po­wie­dze­nia "Nie", do­ko­na­nia wy­bo­ru lub podjęcia nie­za­leżnej de­cy­zji jest ro­dza­jem psy­cho­lo­gicz­nej śmier­ci. Oso­ba po­sta­wio­na w ta­kiej sy­tu­acji czu­je się przytłoczo­na, dusi się, jak­by ktoś miażdżył samą jej jaźń. Wówczas na­wet prze­rażająca złość oso­by, która próbuje w ten sposób coś wy­mu­sić, jest mniej strasz­na niż utra­ta sa­me­go sie­bie. Dla­te­go też lu­dzie opie­rają się złości, która ma na celu wy­mu­sze­nie ja­kiejś zmia­ny.

Jeśli próbu­jesz wy­ko­rzy­sty­wać złość, żeby wpływać na za­cho­wa­nie in­nych, często może ci się to udać. Przy­najm­niej za pierw­szym ra­zem. Cza­sa­mi też za dru­gim. Jed­nak dość szyb­ko lu­dzie na­uczą się od­pie­rać two­je ata­ki i gniew, po­nie­waż nie chcą utra­cić kon­tro­li nad własnym za­cho­wa­niem.

Utra­ta do­bre­go sa­mo­po­czu­cia

Chro­nicz­ne fol­go­wa­nie złości pod­ko­pu­je jakość życia. Oso­by chro­nicz­nie zde­ner­wo­wa­ne mają skłonność do doświad­cza­nia większe­go po­czu­cia bez­rad­ności niż inni i do czer­pa­nia z życia mniej­szej sa­tys­fak­cji.

B e z r a d n o ś ć

Gniew­ni lu­dzie często mówią o po­czu­ciu bez­rad­ności. Wy­da­je im się, że nic nig­dy nie dzie­je się tak, jak­by chcie­li. Przy­ja­cie­le są ego­istycz­ni i nie­wrażliwi, pra­co­daw­cy to skąpcy i ty­ra­ni, part­ner lub part­nerka są nie­czu­li i nie dają opar­cia. Pod tymi skar­ga­mi czai się praw­dzi­wa roz­pacz: nie­za­spo­ko­jo­na tęskno­ta za do­brym sa­mo­po­czu­ciem i czyjąś troską.

O t o j a k w c z t e r e c h k r o k a c h z ł o ś ć p r o w a d z i d o p o c z u c i a b e z r a d n o ś c i:

- Mówisz so­bie: Cier­pię. Coś jest nie tak. Cze­goś mi brak.

- Mówisz so­bie: Inni po­win­ni na­pra­wić tę sy­tu­ację lub dać mi to, cze­go po­trze­buję.

- Wyrażasz swoją złość za po­mocą agre­sji.

- W od­po­wie­dzi do­sta­jesz opór i wy­co­fa­nie.

Po kro­ku czwar­tym u za­gnie­wa­nej oso­by po­ja­wia się fru­stra­cja: po­czu­cie, że coś jest nie tak lub cze­goś bra­ku­je. W ten sposób wra­ca­my do kro­ku pierw­sze­go i wszyst­ko za­czy­na się od nowa. Ten nie­kończący się pro­ces pro­wa­dzi do głębo­kie­go po­czu­cia bez­rad­ności. Każda re­la­cja ta­kiej oso­by z dru­gim człowie­kiem w sposób nie­unik­nio­ny osiąga w końcu punkt kul­mi­na­cyj­ny, w którym roz­cza­ro­wa­nie prze­wyższa wcześniejszą radość, a chro­nicz­ne po­iry­to­wa­nie prze­ra­dza się w niechęć, która osta­tecz­nie nisz­czy re­lację.

Całe to błędne koło za­czy­na się od po­czu­cia, że coś nam się od in­nych należy: "Nie po­wi­nie­nem nig­dy od­czu­wać bólu, ale sko­ro już go od­czu­wam, to ktoś po­wi­nien coś z tym zro­bić". Oso­ba chro­nicz­nie od­czu­wająca złość prze­no­si na in­nych od­po­wie­dzial­ność za spełnie­nie swo­ich pod­sta­wo­wych po­trzeb, re­zy­gnując z własnych kom­pe­ten­cji w tym względzie. Pro­blem sta­je się bar­dziej złożony, gdy wy­ko­rzy­stu­je ona złość jako stra­te­gię wy­mu­sza­nia zmia­ny na in­nych. Wte­dy widząc na­ra­stający opór, czu­je, że jej własne życie wy­my­ka się spod kon­tro­li. Taka oso­ba ma po­czu­cie, że nic nie działa tak, jak po­win­no, ona sama ni­ko­go nie ob­cho­dzi i nikt nie jest dla niej wy­star­czająco do­bry.

C o r a z m n i e j z a d o w o l e n i a

Złość od­bie­ra radość życia. W miarę jak bli­scy lu­dzie od­da­lają się i wy­co­fują na po­zy­cje obron­ne, zmniej­sza się praw­do­po­do­bieństwo, że będą w sta­nie do­star­czyć nam ciepła i po­czu­cia, że ktoś o nas za­dba. Naj­prościej mówiąc, im więcej od in­nych wy­ma­ga­my, tym mniej do­sta­je­my. Zo­stało to po­twier­dzo­ne w ba­da­niu kwe­stio­na­riu­szo­wym prze­pro­wa­dzo­nym na gru­pie po­nad tysiąca osób, które wy­ka­zało, że oso­by agre­syw­ne miały tyle samo kon­taktów społecz­nych, co oso­by nieagre­syw­ne, jed­nak te pierw­sze po­strze­gały je jako mniej sa­tys­fak­cjo­nujące i gor­szej jakości (Ta­vris 1984).

Z powyższe­go ja­sno wy­ni­ka, że po­czu­cie, iż coś nam się od in­nych należy, w połącze­niu z agre­sywną złością, utrud­nia do­bre kon­tak­ty z ludźmi. Nie­zli­czo­ne nie­przy­jem­ności i po­wra­cające po­czu­cie bra­ku, które od­czu­wa­my, za­wsze wy­dają się być winą kogoś in­ne­go. Zaś próby roz­wiąza­nia tych pro­blemów za po­mocą złości tyl­ko po­gar­szają sprawę.

Z a c h o w a n i a a u t o d e s t r u k c y j n e

Złość może mieć ne­ga­tyw­ny wpływ na pro­ce­sy po­dej­mo­wa­nia de­cy­zji i pro­wa­dzić do za­cho­wań au­to­de­struk­cyj­nych. Za przykład niech posłużą re­zul­ta­ty ba­da­nia Kas­si­no­ve'a, Ro­tha, Owen­sa i Ful­le­ra (Ta­fra­te, Kas­si­no­ve i Du­nin 2002), prze­pro­wa­dzo­ne­go na oso­bach grających w grę sy­mu­la­cyjną War­ti­me Pri­so­ners Di­lem­ma. Ba­da­nie to po­ka­zało, że oso­by o dużej skłonności do chro­nicz­nej złości częściej de­cy­do­wały się na atak, który kończył się porażką. Ba­da­cze do­szli do wnio­sku, że duża skłonność do chro­nicz­nej złości i trud­ności z jej kon­tro­lo­wa­niem mogą być czyn­ni­ka­mi współod­po­wie­dzial­ny­mi za po­dej­mo­wa­nie błędnych de­cy­zji. Wnio­ski te zdają się po­twier­dzać ba­da­nia prze­pro­wa­dzo­ne przez Def­fen­ba­che­ra i współpra­cow­ników (2000), które wy­ka­zały, że wy­so­ka skłonność do chro­nicz­nej złości wiąże się ze skłonnością do ry­zy­kow­nych za­cho­wań na dro­dze, które pro­wadzą do większej licz­by nie­bez­piecz­nych sy­tu­acji i ko­li­zji.

P r o b l e m y w p r a c y

Dr Myer Fried­man, je­den z dwóch le­ka­rzy, którzy wyróżnili oso­bo­wość typu A, stwier­dził, że oso­by agre­syw­ne częściej od­no­to­wują porażki niż suk­ce­sy w życiu za­wo­do­wym. "Za­cho­wa­nia typu A nie przy­spa­rzają ni­ko­mu suk­cesów w fir­mie, biu­rze, la­bo­ra­to­rium czy skle­pie. Prze­ciw­nie, są od­po­wie­dzial­ne za po­wta­rzające się ka­ta­stro­fy, niszczą lu­dziom ka­rie­ry i życie oso­bi­ste, nie­malże do­pro­wa­dzają do ru­iny całe przed­siębior­stwa". Na­zbyt często zda­rza się, że oso­bo­wości typu A "spa­lają się w bez­sen­sow­nej wal­ce, nie­cier­pli­wości i gnie­wie" (Fried­man i Ulmer 1984).

Złość w re­la­cjach ze współpra­cow­ni­ka­mi działa nie le­piej niż w re­la­cjach ro­dzin­nych i z przy­ja­ciółmi. Wszędzie przy­no­si dokład­nie te same skut­ki: po­stawę obronną, kontr­atak i wy­co­fa­nie. Mimo że cza­sem może być przy­dat­na w mo­ty­wo­wa­niu podwład­nych, na dłuższą metę od­stra­sza lu­dzi, którzy od­chodzą do in­nych działów lub firm albo za­czy­nają sub­tel­nie sa­bo­to­wać pracę. Lu­dzie wiedzą, kto lubi ob­wi­niać in­nych i kogo iry­tu­je naj­mniej­sze nie­do­ciągnięcie. Dla­te­go oso­by skłonne do złości do­stają mniej zle­ceń, są rza­dziej po­le­ca­ne i częściej spo­ty­kają się z bra­kiem współpra­cy. Ta li­sta nie ma końca.

Po­czu­cie wy­ob­co­wa­nia

Wie­le osób płaci za swoją chro­niczną złość po­czu­ciem wy­ob­co­wa­nia. Przy­ja­cie­le się od­da­lają, związki miłosne roz­pa­dają. Ta­vris (1984) za­uważyła, że oso­bo­wości typu A "swo­bod­nie wyłado­wują swoją złość na każdym, kto ich zi­ry­tu­je i w ten sposób tracą możliwość nawiązy­wa­nia i pod­trzy­my­wa­nia bli­skich przy­jaźni".

Gre­en­glass (1996) prze­pro­wa­dził ba­da­nie na gru­pie dwu­stu pięćdzie­sięciu dwóch mężczyzn i sześćdzie­sięciu pięciu ko­biet me­nedżerów w Ka­na­dzie. Ba­da­ni, którzy uzy­ska­li wy­so­ki wy­nik na ska­li skłonności do złości, uważali, że otrzy­mują mniej wspar­cia ze stro­ny członków ro­dzi­ny. Mie­li również po­czu­cie, że w ich związkach jest mniej za­ufa­nia.

Ha­za­leus i Def­fen­ba­cher (1986) od­kry­li, że czter­dzieści pięć pro­cent agre­syw­nych mężczyzn w ba­da­nej przez nich gru­pie w ciągu ostat­nie­go roku zakończyło jakiś związek z inną osobą. Ba­da­nie prze­pro­wa­dzo­ne przez psy­cho­logów Debrę We­aver i Dar­le­ne Shaw na uczel­ni me­dycz­nej w Południo­wej Ka­ro­li­nie wy­ka­zało, że małżeństwa ko­biet o oso­bo­wości typu A były znacząco gor­sze od małżeństw ko­biet o oso­bo­wości typu B (Wood 1986).

Bar­bo­ur i inni (1998) ba­da­li złość i prze­moc w małżeństwie. Od­kry­li, że mężczyźni, którzy sto­so­wa­li prze­moc, mie­li ogólnie większą skłonność do chro­nicz­ne­go od­czu­wa­nia złości. Nie jest za­sko­cze­niem, że mężczyźni ci uzy­ska­li wyższe wy­ni­ki w teście ba­dającym skłonność do otwar­te­go wyrażania złości, a niższe w teście ba­dającym umiejętności kon­tro­lo­wa­nia złości.

S a m o t n o ś ć

Wie­lu ba­da­czy wska­zu­je na ist­nie­nie związku pomiędzy chro­niczną złością i po­czu­ciem sa­mot­ności. Wy­ni­ki licz­nych badań wska­zują, że złość od­ci­na lu­dzi od wspar­cia, ja­kie mo­gli­by otrzy­mać od in­nych. Po pierw­sze, wro­gie po­dejście do in­nych może pro­wa­dzić do tego, że nie za­uważymy wyciągniętej do nas po­moc­nej dłoni. Po dru­gie, nie­re­ali­stycz­ne ocze­ki­wa­nia mogą spra­wić, że otrzy­my­wa­ne wspar­cie wyda nam się za małe lub wręcz nic nie­war­te. Tak czy in­a­czej, pogrążona w gnie­wie oso­ba nie czu­je lub nie ma dostępu do życz­li­wości in­nych, na­wet jeśli w jej oto­cze­niu znaj­dują się życz­li­we oso­by. Gdy je­steśmy pogrążeni w złości i skłonni do oce­nia­nia in­nych, nie za­uważamy ich szcze­rości i nie po­tra­fi­my jej do­ce­nić (Hans­son, Jo­nes i Car­pen­ter 1984).

Jo­nes, Fre­eman i Ga­se­wick (1981) od­kry­li, że wro­gość, alie­na­cja i ne­ga­tyw­ne na­sta­wie­nie do lu­dzi są związane z ta­ki­mi czyn­ni­ka­mi, jak ni­skie po­czu­cie własnej war­tości i sa­mot­ność. Gniew­ne, nad­mier­nie kry­tycz­ne spoj­rze­nie na in­nych i po­strze­ga­nie świa­ta jako nie­spra­wie­dli­we­go wiążą się z większym osa­mot­nie­niem. Oso­by pogrążone w złości trzy­mają in­nych na dy­stans, otrzy­mując w efek­cie mniej wspar­cia i czer­piąc mniej radości ze wspólne­go życia. Od­czu­wają za to większe osa­mot­nie­nie niż oso­by mniej agre­syw­ne.

S a m o t n o ś ć i c h o r o b y

Wy­ni­kająca z gnie­wu alie­na­cja do­ty­ka nas zarówno w sposób fi­zycz­ny, jak i psy­chicz­ny. Wie­my już, że zmia­ny hor­mo­nal­ne związane z chro­niczną złością mają bez­pośred­ni wpływ na po­wsta­wa­nie chorób układu krążenia i układu po­kar­mo­we­go. Nie są to jed­nak je­dy­ne ne­ga­tyw­ne skut­ki.

Złość działa na nasz or­ga­nizm także w sposób pośred­ni, kie­dy tracąc więź z in­ny­mi, sta­je­my się bar­dziej po­dat­ni na wszel­kie­go ro­dza­ju cho­ro­by. W swo­jej świet­nej książce The He­aling Bra­in (Uzdra­wiająca moc mózgu) Orn­ste­in i So­bel (1987) wska­zują na fakt, że występo­wa­nie in­fek­cji, raka, gruźlicy, za­pa­le­nia stawów czy pro­blemów w cza­sie ciąży jest częstsze u osób, które otrzy­mują mniej wspar­cia z zewnątrz. Inni ba­da­cze do­da­li do tej li­sty cu­krzycę, nad­ciśnie­nie i astmę (Hans­son, Jo­nes i Car­pen­ter 1984). Od­se­tek śmier­ci wśród lu­dzi roz­wie­dzio­nych, żyjących w se­pa­ra­cji z part­ne­rem lub mających nie­wie­lu bli­skich przy­ja­ciół, jest dwa do pięciu razy wyższy niż wśród po­dob­nych osób żyjących w związkach małżeńskich (Berk­man i Syme 1979).

Związek pomiędzy sa­mot­nością i wie­lo­ma cho­ro­ba­mi może tłuma­czyć, dla­cze­go lu­dzie agre­syw­ni szyb­ciej pa­dają ofiarą śmier­ci z różnego ro­dza­ju przy­czyn (Ba­re­fo­ot, Dahl­strom i Wil­liams 1983). Chro­nicz­na złość po­zba­wia wspar­cia ze stro­ny in­nych, a ciału od­bie­ra siły do wal­ki z in­fek­cja­mi i cho­ro­ba­mi.