Kłębowisko - Kinga Wójcik

Reflow text when sidebars are open.
Promienie słońca przesączały się przez żaluzje i rysowały na podłodze złociste wstęgi. Drobinki kurzu wirowały w powietrzu poganiane wpadającym przez okno wiatrem. Detektyw Aleksander Zamojski nie nawykł rozpoczynać dnia przed dziesiątą, ale dziś w swoim niespecjalnie napiętym grafiku miał ważne spotkanie. Zapiął guziki garniturowej kamizelki i ze smutkiem stwierdził, że znowu przytył. Potarł kilkudniowy zarost i usiadł przy biurku.
Dochodziła ósma. W biurze był sam i nie spodziewał się, by przez najbliższą godzinę coś w tej kwestii się zmieniło. Upił łyk świeżo zaparzonej kawy, która pozostawiała na języku cierpki posmak. Przeczesał dłonią włosy i zaczął się zastanawiać, czego powinien oczekiwać od dzisiejszego spotkania. Zwołał je prawnik ojca, dlatego Aleksander miał złe przeczucia.
Opadł na oparcie i usłyszał dźwięk przekręcanego w zamku klucza. Niewielki lokal, który wynajął przy ulicy Tkackiej w Tomaszowie Mazowieckim, był tani, ale jego stan pozostawiał wiele do życzenia. Wciąż nie udało się pozbyć woni tłuszczu ze ścian - wątpliwej jakości spadku po smażalni kurczaków z rożna. Klienci nie powinni też wiedzieć, że ściany były tu cienkie jak papier, a każdy dźwięk, w tym często ich osobiste zwierzenia, niósł się po wszystkich pomieszczeniach.
Aleksander usłyszał ostrożne kroki. Przypisał je Romie Sułeckiej.
Po chwili rudowłosa kobieta stanęła w progu gabinetu. Podparła się pod boki, a na jej piegowatej twarzy malowało się zdumienie.
- Co tutaj robisz? - zapytała.
- Pracuję - skłamał.
W rzeczywistości nie mógł znaleźć sobie miejsca przed wizytą u prawnika, dlatego przyjechał do biura. Smutną prawdę, że nie miał nad czym pracować, postanowił zachować dla siebie.
Sułecka wydęła wargi. Usta miała spierzchnięte, jakby cały miniony weekend spędziła na dworze.
- Widziałeś się z księgową? - zapytała.
- Jeszcze nie.
- Powinieneś do niej zadzwonić.
- Wiem.
Telefon do księgowej odkładał od kilku dni. Nie miał ochoty wysłuchiwać informacji o kiepskiej kondycji finansowej agencji. Klientów nie brakowało, ale były to same płotki. Kilka miesięcy temu Aleksander zastanawiał się nad odejściem z branży, ale wtedy pojawiła się Roma.
Znali się wcześniej i chociaż stali po dwóch stronach barykady - ona była policjantką, on prywatnym detektywem, co teoretycznie mogło ich poróżnić - udało im się rozwiązać wspólnie dwie sprawy, które ich do siebie zbliżyły. Po odnalezieniu rodziny Hazelów Roma zdecydowała się odejść ze służby. Aleksander rozumiał jej decyzję. Sułecka uważała, że nawaliła, bo nie zapobiegła śmierci niewinnej dziewczyny. Z drugiej jednak strony, w tej robocie trzeba być przygotowanym na najgorsze. Nie zawsze da się wszystkich uratować. Może gdyby wiedziała, że agencja Zamojskiego kiepsko przędzie, zastanowiłaby się dwa razy, zanim rzuciła komendantowi podanie o zwolnienie ze służby. Ale kiedy przyszła do jego biura, było już za późno.
- Kończę dzisiaj sprawę Kwiatkowskiej - powiedziała i nie czekając na zaproszenie, usiadła naprzeciwko Aleksandra. Sięgnęła po jego kawę i upiła łyk, a potem odstawiła ją na miejsce. - Obrzydliwa - skwitowała. - Smakuje jak szczyny.
- Ograniczam cukier.
- Ciekawe, od kiedy.
- Od dzisiaj.
- Wielki dzień.
- A pieprzyć to. - Aleksander sięgnął po cukiernicę i wsypał do kubka dwie łyżeczki. Zamieszał i podsunął kubek Romie.
Sułecka pociągnęła solidny łyk.
- O niebo lepiej - powiedziała i poprawiła się na krześle. - Po południu jadę do Kwiatkowskiej. Przedstawię jej wyniki śledztwa. Przypuszczam, że nie będzie zadowolona.
- Mąż jest czysty?
- Jak łza.
- To niedobrze.
- Zależy, jak na to spojrzeć. - Zabębniła palcami w blat. - Prawda jest jednak taka, że gość jest w porządku. Ona będzie wściekła, ale to nie moja wina, że małżonek jej nie zdradza.
- Gdyby tak było, miałaby prostą sprawę w sądzie.
- I głównie o to jej chodzi.
Aleksander pomasował skronie i zerknął kontrolnie na zegarek. Miał jeszcze trochę czasu do wyjścia.
- Jak zamkniesz małżeńskie sprawy, dołączysz do Jędrzeja?
Roma zmarszczyła brwi. Teraz dotarło do niej, że coś tutaj nie gra.
- Dlaczego jesteś w biurze? - zapytała.
- Mówiłem, że pracuję.
Spojrzała na puste biurko. Żadnych dokumentów. Nawet komputer był wyłączony.
- Nad czym?
Westchnął ciężko i napił się kawy.
- Mam spotkanie - wyjaśnił.
- Z klientem?
- Z prawnikiem ojca.
Gwizdnęła przeciągle.
- Brzmi poważnie - stwierdziła.
Aleksander otworzył usta, by odpowiedzieć, kiedy w korytarzu usłyszeli dźwięk otwieranych drzwi.
- Jędrzej? - zapytał.
Pokręciła głową.
- Od rana miał być w Sulejowie.
Zamojski wstał i przygładził dłonią włosy. Gdy szedł do drzwi, czuł na plecach zaciekawiony wzrok Sułeckiej.
W poczekalni stała kobieta. Miała nie więcej niż sześćdziesiąt lat. Uśmiechnęła się przyjaźnie, lecz w jej zachowaniu czuć było nerwowość. Farbowany blond kosmyk założyła za ucho i rozejrzała się po pomieszczeniu.
- Dzień dobry - przywitała się i wyjaśniła: - Szukam Romy. Chciałabym, żeby odnalazła mojego syna.
Ostatni raz widziały się przed szesnastoma laty, w 2009 roku. I nie było to udane spotkanie. Pełne emocji, wzajemnych oskarżeń i ostrych słów. Młoda i niedoświadczona Roma nie była wówczas w stanie zrozumieć bólu matki, która straciła dziecko.
- Nie zmieniłaś się - oznajmiła teraz Dagmara Szadkowska i przesunęła językiem po górnych zębach.
Sułecka zastanawiała się, co odpowiedzieć. Szadkowskiej wprawdzie na twarzy przybyło sporo zmarszczek, ale wciąż mówiła władczym tonem, jakby oczekiwała, że wszyscy jej się podporządkują. Peszyła Romę.
- Podobno chciałaś ze mną rozmawiać - odparła była policjantka.
- Chcę, żebyś zajęła się moją sprawą.
- A co to za sprawa?
Dagmara rozejrzała się po gabinecie, który w ostatnim czasie służył także Romie. To tutaj spotykała się z klientami. Nadal nie miała w biurze swojego miejsca, a Zamojski i tak rzadko tu zaglądał.
- Na komendzie twój kolega powiedział mi, że znajdę cię tutaj. Dlaczego odeszłaś z policji?
Roma nie zamierzała się nad tym rozwodzić.
- Tak wyszło. Czasem człowiek potrzebuje zmiany.
- Śledziłam twoje ostatnie śledztwo. Zaginiona rodzina Hazelów. Wielki sukces. Dziwię się komendantowi, że pozwolił ci odejść, bo dzięki tobie udało się wreszcie rozwiązać tę zagadkę.
- To nie do końca prawda.
- Nie powinnaś ujmować sobie zasług.
- To nie była łatwa decyzja.
Szadkowska ze smutkiem pokiwała głową.
- Myślisz o nim czasem? - zapytała.
- O kim?
- O Miłoszu.
Sułecka poczuła rosnącą w gardle gulę. Przełknęła ślinę. Oczywiście, że myślała. Był jej pierwszym chłopakiem. Kochała go i planowała z nim przyszłość.
- Chciałabyś, żebym znalazła Miłosza?
Szadkowska posmutniała. Zacisnęła usta. Dla nich obu wciąż był to trudny temat.
Wyjęła z torebki złożoną na pół fotografię. Podała ją Romie, która powolnym ruchem rozprostowała sztywny papier. Zobaczyła Miłosza. Takim go zapamiętała. Długie czarne włosy miał spięte w koński ogon. Odsłaniał w uśmiechu rząd równych zębów, a jego policzki zdobiły urocze dołeczki. Był przystojny. Dziś długie włosy u mężczyzny nie wydawały się Romie atrakcyjne, ale wtedy je uwielbiała.
- Dostałam to wczoraj - powiedziała Dagmara.
Roma obrzuciła ją zdumionym spojrzeniem.
- To stare zdjęcie - zauważyła w końcu. - Miłosz ma tutaj ze dwadzieścia lat.
- Mhm.
- Od kogo je dostałaś?
- Źle się wyraziłam. Zdjęcie znalazłam w skrzynce na listy. Dlatego postanowiłam do ciebie przyjść.
Miłosz zaginął szesnaście lat temu. Tamtego dnia wybrał się motorem po książki dla młodszego brata, które miał odkupić od znajomej matki. W domu Szadkowskich się nie przelewało, a używane podręczniki były w dobrej cenie. Nigdy jednak nie dotarł w umówione miejsce.
Motor znaleziono na drodze zjazdowej w Sługocicach. Stał na poboczu, jakby właściciel zostawił go tylko na chwilę. Kluczyki tkwiły w stacyjce.
Rodzice Miłosza, Dagmara i Grzegorz, nie mieli pojęcia, co stało się z ich synem. Był dobrym dzieckiem, powtarzali gliniarzom, którzy po przeszukaniu okolicznych lasów zasugerowali, że mógł po prostu uciec. Na ruchliwej drodze pomiędzy Tomaszowem a Opocznem z łatwością złapałby stopa.
Roma nie wierzyła w taką wersję. Gdy policjanci przyszli z nią porozmawiać, zapewniała, że Miłosz nigdy by czegoś takiego nie zrobił. Kochał ją i traktował ich związek poważnie.
- Mężczyźni czasem czują się zagubieni - powiedział jeden z funkcjonariuszy. - Mówią kobietom coś, co one chcą usłyszeć, a myślą zupełnie inaczej. Może właśnie tak było w przypadku pani chłopaka. Miał dość i wziął nogi za pas.
Roma i Dagmara rozwieszały ogłoszenia o zaginięciu. Zamieściły także informacje w internecie, ale żadne z ogólnopolskich mediów nie zainteresowało się sprawą. Mijały dni, potem miesiące, a szanse na odnalezienie Miłosza malały. Jakub Sułecki, ojciec Romy, kierował śledztwem i dołożył wszelkich starań, by odnaleźć chłopaka, chociaż naczelnik namawiał go do zaniechania poszukiwań. Codziennie patrzył w oczy załamanej córki, ale niewiele mógł zdziałać. Szadkowski rozpłynął się w powietrzu.
- Czasem ludzie bywają okrutni - stwierdziła Sułecka. - Może ktoś robi sobie głupie żarty.
Dagmara pokręciła głową.
- Niby kto? I po co?
- Uwierz, że niektórym dręczenie innych sprawia radość.
- To nie wszystko - dodała matka Miłosza.
Roma spojrzała na nią zaintrygowana. Tak naprawdę dawno nie myślała o Miłoszu. Kochała go, ale miała poczucie, jakby to było w innym życiu. Zniknął wiele lat temu i nauczyła się żyć ze świadomością, że prawdopodobnie nigdy się nie dowie, co się stało na drodze do Opoczna.
- Jechałam samochodem i słuchałam radia - powiedziała Szadkowska. - Kojarzysz program "Linia nocy"?
- Coś słyszałam.
- Ludzie dzwonią i wylewają swoje żale. Audycję nadają o dwudziestej trzeciej. Dzień przed tym, kiedy znalazłam w skrzynce zdjęcie, jechałam samochodem i akurat słuchałam radia. Spiker odebrał telefon i wtedy... Wydaje mi się, że ktoś mówił o moim synu.
Sułecka zmarszczyła brwi.
- Co dokładnie słyszałaś?
- Z początku nie wiedziałam, o co chodziło. Rozmówca powiedział, że ktoś jest na drodze, a w dwa tysiące dziewiątym roku wszyscy myśleli, że kogoś zobaczył, ale to nieprawda. Mówił, że "oni kłamali".
- Jacy oni?
- Nie wiem.
Roma chciała powiedzieć, że nocny telefon jeszcze o niczym nie świadczy, ale byłoby to duże niedomówienie.
- Po każdej wypowiedzi dzwoniący może zamówić piosenkę - ciągnęła Szadkowska. - I ten człowiek chciał, by puszczono Something in the Way Nirvany.
Sułecka odchyliła się na oparcie. To była ulubiona piosenka Miłosza.
Kamienica stała wciśnięta w wąską uliczkę, wzdłuż której rosły ozdobne klony. Rzeźbiona elewacja z gzymsami, kartuszami oraz wysokimi oknami nadawała jej elegancki charakter. Doniosłość odbierał jednak szyld wiszący nad głównymi drzwiami.
KANCELARIA PRAWNA RAFAŁ JAMIOŁ
Amelia musiała czekać w środku. Aleksander dostrzegł na parkingu Mercedesa należącego do siostry. Przełknął ślinę i ruszył w stronę drzwi.
Przywitała go recepcjonistka. Z przyklejonym do twarzy uśmiechem zaprowadziła go do jednego z gabinetów. Kiedy zapukała i pchnęła drzwi, Rafał Jamioł wstał zza biurka. Choć dobiegał sześćdziesiątki, jego włosy były gęste, jakby miał co najmniej trzydzieści lat mniej. To nie była zasługa dobrych genów, ale kilku przeszczepów, na które prawnik ojca wydał krocie w jednej z renomowanych warszawskich klinik.
- Dzień dobry, Aleksandrze.
- Cześć.
Uścisnęli sobie dłonie i Jamioł zaprosił Zamojskiego do gabinetu.
Amelia uśmiechnęła się do brata. Chyba schudła. Policzki miała zapadnięte, a oczy podkrążone.
- Kiepsko wyglądasz - stwierdził.
- Mogłabym powiedzieć to samo o tobie.
- Czyli komplementy mamy za sobą.
- Z bratem zawsze miło pogawędzić.
Zaśmiał się i usiadł na krześle obok.
- Co to za pilne spotkanie? - zapytał.
Prawnik ojca odchrząknął i sięgnął po teczkę leżącą przy zamkniętym laptopie. Zawahał się, a potem ściągnął gumkę i wyjął plik dokumentów. Położył je na blacie i kilka sekund wpatrywał się w zapisane drobnym drukiem strony.
Aleksander zerknął na siostrę. Była spięta. Siedziała wyprostowana, wzrok miała niespokojny, a usta zaciśnięte w cienką linię. Palce prawej dłoni nerwowo skubały guzik przy rękawie koszuli.
- Dlaczego nie ma z nami ojca? - zapytał Aleksander.
Jamioł nie krył zaskoczenia.
- A jak sądzisz?
- Nie wiem. - Zamojski wzruszył ramionami. - Chyba mógłby przyjechać, prawda?
- Nie czuje się dobrze.
Przed kilkoma miesiącami Adam Zamojski zachorował na nowotwór. To już drugie starcie ojca z chorobą. Z pierwszego wyszedł zwycięsko, ale tym razem sprawy wyglądały znacznie gorzej. Kiedy ostatni raz Aleksander rozmawiał z matką, zapewniała, że wszystko w porządku, ale głos jej drżał. Wiedział, że kłamała, tym bardziej że ojca nie było teraz z nimi. Kwestie biznesowe Adam Zamojski zawsze starał się załatwiać osobiście.
- Mógłbyś do niego czasem zadzwonić - zauważyła Amelia.
- Skąd wiesz, że tego nie robię? Żalił ci się?
- Ojciec? Nigdy w życiu.
Adam Zamojski nie okazywał słabości.
Kontakty Aleksandra z ojcem pozostawiały wiele do życzenia. Obaj byli uparci i nie potrafili odpuścić, chociaż jakiś czas temu pojawiło się światełko w tunelu. Kiedy zachorował, mimo trudnej sytuacji wydawało się, że ich relacje mogą się poprawić. Tak się jednak nie stało. Adam po raz kolejny usiłował przekonać syna, by zamknął agencję i zajął się biznesem.
- Mama mówiła, że zamiast do ojca dzwonisz do niej - wyjaśniła Amelia.
- Wtedy nie muszę podnosić głosu podczas rozmowy.
- Obaj zachowujecie się jak dzieci.
Rafał Jamioł odchrząknął.
- Możemy zacząć?
Amelia i Aleksander skinęli głowami.
Prawnik uniósł dokument na wysokość oczu, przebiegł go wzrokiem i położył z powrotem na biurku.
- Ze względu na sytuację zdrowotną Adam Zamojski zdecydował się odejść z firmy Arkadia. To nie była dla niego łatwa decyzja. Jak pewnie wiecie, ta firma to kawał jego życia.
- Firma to całe jego życie - wtrącił Aleksander. - Nie liczyło się nic poza nią.
Prawnik milczał przez chwilę.
- Z tego powodu Adam postanowił dokonać zmian w strukturach firmy - kontynuował. Ponownie wziął do ręki dokument. - Zgodnie z jego życzeniem nową prezeską ma zostać Amelia Zamojska. Oczywiście, jeśli zarząd przegłosuje tę kandydaturę, choć Adam uważa, że to jedynie formalność.
Amelia zbladła. To było jej największe marzenie. Od czasów nastoletnich wykazywała zainteresowanie firmą ojca. Po studiach weszła w struktury grupy medialnej, a niedawno wzięła pod swoje skrzydła jeden z największych projektów, czyli zbudowanie platformy streamingowej.
I poszło jej świetnie.
Biznes był jej życiem. Uwielbiała to i co najmniej od kilku lat była gotowa objąć fotel prezesa. Aleksander uważał, że w tej roli Amelia sprawdziłaby się doskonale. Ojciec jednak wciąż trzymał ją w niepewności i próbował przeciągnąć Aleksandra na swoją stronę. Chciał, by to syn zajął się firmą.
Kiedyś Aleksander był przekonany, że upór Adama wynikał ze staroświeckiego przekonania, iż jedynie męski potomek może stanąć na czele firmy. Prawda okazała się jednak zupełnie inna. Amelia nie była jego dzieckiem.
Ojciec ją kochał i Aleksander był przekonany, że zrobiłby dla niej wszystko. Przybrana córka była jednak żywym dowodem zdrady żony. Przypominała mu, że największa miłość jego życia poszła do łóżka z innym facetem. A to był dla ojca policzek.
Aleksander słowa Rafała Jamioła przyjął z ulgą. Wyglądało na to, że ojciec odpuścił i zrozumiał, że Amelia jest znacznie lepszą kandydatką na prezesa niż on. Nie miał nic przeciwko i kibicował siostrze.
- Gratuluję - powiedział. - Ale naprawdę musiał zwoływać spotkanie u prawnika? Nie mógł na przykład oznajmić tej nowiny przy rodzinnej kolacji?
- Nie czepiaj się - mruknęła Amelia.
- Jasne. Wola ojca jest najważniejsza. Nie wolno jej kwestionować.
- Daj już spokój.
Uniósł dłonie w przepraszającym geście.
- To po co tutaj jestem? - zapytał. - Nie mogłeś ściągnąć jedynie Amelii? Mam kupę roboty w agencji - skłamał. - A przez ciebie tracę czas.
- Jest pewien haczyk - odparł Jamioł.
- Mówiłeś, że przegłosowanie kandydatury na zarządzie jest formalnością. - Amelia skrzyżowała ramiona. Zawsze tak robiła, kiedy się denerwowała. - O co więc chodzi?
Prawnik potarł czoło z zakłopotaniem.
- Amelia przejmie Arkadię, pod warunkiem że Aleksander zostanie wiceprezesem - oznajmił.
Zamojski poczuł, że krew przyspiesza mu w żyłach. Czy ojciec naprawdę to zrobił? Dlaczego ich konflikt musiał przekładać się na Amelię?
- To żart? - prychnął, choć wiedział, że prawnik mówił poważnie.
- Niestety nie.
Amelia milczała. Wiedziała, że brat nie zostawiłby agencji detektywistycznej, żeby przejść do rodzinnej firmy, a to oznaczało, że jej wieloletnie wysiłki pójdą na marne.
Bez słowa odsunęła krzesło i wstała.
- Pieprzę to - warknęła. - Kurwa mać.
- Pogadamy z nim - zaproponował Aleksander.
- Nie. Nie zamierzam z nim rozmawiać.
- Ale...
- Dlaczego jesteś taki uparty?
- Ty tak serio?
- Przestań ciągle robić mu na złość. To wszystko przez ciebie, nie rozumiesz? Gdybyś odpuścił, ojciec w końcu przestałby się rzucać. Ale nie - wymierzyła w niego palec - dwa niedojrzali gówniarze muszą się licytować, który drugiemu bardziej dokopie.
Aleksander rozchylił usta. Czy ona naprawdę uważała, że całe jego życie zawodowe to jedynie bunt wobec ojca?
Pokręcił głową.
- Wiesz co? - zwrócił się do Rafała Jamioła i wstał. - Powiedz mojemu tatusiowi, żeby się pierdolił. Wszyscy się pierdolcie.
Roma Sułecka zgasiła silnik samochodu. Niebo było bezchmurne, a wpadające przez przednią szybę promienie słońca przyjemnie grzały twarz. Spojrzała na rodzinny dom. Otaczał go drewniany płot, a podwórka strzegły ceramiczne krasnale w kolorowych czapkach.
Roma po wyjściu Dagmary Szadkowskiej nie mogła usiedzieć w miejscu. Nerwowo krążyła po pokoju, a w końcu zgarnęła z biurka kluczyki i pojechała do ojca - jedynej osoby, do której mogła się zwrócić. Tylko Jakub Sułecki, były policjant tomaszowskiej komendy, wiedział, ile znaczył dla niej Miłosz. Zrozumie, że rozmowa z Szadkowską otworzyła stare rany.
Przy furtce przywitał ją rudy pies w typie pudla. Jesienią Jakub adoptował go ze schroniska. I przy okazji poznał kobietę, która teraz z przyjaznym uśmiechem na pulchnej twarzy przywitała Romę w drzwiach.
Niegdyś duszą rodzinnego domu była mama. To ona dbała o kwiaty i przycinała krzewy, poprawiała poduszki na kanapie i w każdą sobotę piekła pachnącą szarlotkę. Na początku Roma się bała, że będzie czuła się niekomfortowo, gdy miejsce zmarłej matki zajmie obca kobieta.
Obawy okazały się niesłuszne. Ilona szanowała Romę i dbała o Jakuba. Była ciepłą i rodzinną kobietą. Trudno było jej nie lubić. Sułecka nie miała jej za złe nawet tego, że pozbyła się ukochanych liliowców, które mama sadziła niedługo przed śmiercią.
- Cześć, kochana - przywitała się Ilona i zamknęła Sułecką w uścisku, a potem pocałowała w policzek. - Piękna pogoda dzisiaj. W sam raz na kawę w ogrodzie, co ty na to?
- Nie wiem, czy mam tyle czasu...
Ilona machnęła ręką.
- Koleżanka była na wycieczce we Włoszech i przywiozła mi pyszne ziarna. Kawa jest obłędna. Musisz spróbować. Już lecę zaparzyć.
Sułecka nie zdążyła zaprotestować, bo kobieta zniknęła w kuchni. Ruszyła do pokoju dziennego. Ojciec siedział w fotelu i czytał gazetę.
- Hej, tato - powiedziała.
Na widok córki zdjął nogi z podnóżka i się uśmiechnął.
- Podobno sztuczna inteligencja powoli wymyka się spod kontroli - oznajmił. Obrócił gazetę i wskazał nagłówek. - Przerażające.
- Nic dziwnego.
- Nic dziwnego? - Uniósł brwi. - Mylisz się, córciu. To jest w cholerę dziwne.
Roma usiadła na kanapie.
- Chodziło mi o to, że można się było tego spodziewać i w porę zareagować - odparła. - A teraz może być za późno.
- Czasem cieszę się, że jestem na tyle stary, że nie doczekam chwili, gdy roboty przejmą władzę nad światem.
- Oglądasz za dużo filmów.
- To prawda, choć za mało takich, które mnie interesują. Ilonka uwielbia dramaty. Bóg jeden wie dlaczego. Po seansie jestem jeszcze bardziej zdołowany niż wcześniej.
- Lepszy dramat niż ckliwa komedia romantyczna. Każda kończy się tak samo: "Wszyscy żyli długo i szczęśliwie".
Ojciec uśmiechnął się krzywo.
- Czemu nie jesteś w pracy? - zapytał.
- Tak jakby jestem.
Roma spojrzała na torbę podróżną leżącą pod komodą. Ilona jutro z samego rana wyjeżdżała na tydzień do syna, który mieszkał z żoną i dziećmi w Gdańsku. Ojciec podążył za jej spojrzeniem.
- Ilonka chciała, żebym pojechał z nią - poinformował. - Ale nie wiem, czy to dobry pomysł.
- Przydałby ci się odpoczynek.
- Nie chcę, żeby jej syn czuł się niekomfortowo.
Roma pokiwała głową. Rozumiała obawę, ale z drugiej strony ludzie po sześćdziesiątce także mają prawo do szczęścia.
- Co cię sprowadza? - zapytał Jakub.
- Wpadłam sprawdzić, co słychać.
- O tej porze?
- A co w tym dziwnego?
Jakub potarł podbródek. Znał własną córkę wystarczająco dobrze, by wiedzieć, że coś jest nie tak.
- Mów - powiedział.
Roma zagryzła wargę. Jeszcze mogła się wycofać. Była pewna, że temat sprawy sprzed lat zdenerwuje ojca. Nie miała jednak nikogo innego, z kim mogłaby o tym porozmawiać.
Odchrząknęła.
- Widziałam się z Dagmarą.
Nie musiała dodawać nazwiska. Ojciec domyślił się, kogo miała na myśli.
- I co? - zapytał.
- Ona... Ona chciałaby, żebym znalazła Miłosza.
- Absurd.
Sułecka w milczeniu obserwowała Jakuba, który wstał i nerwowym krokiem krążył po pokoju.
- Ta sprawa jest od dawna zamknięta - powiedział.
- Formalnie nie. Miłosz przecież nie został odnaleziony.
- Wiesz, co mam na myśli - burknął. - Gdzie spotkałaś Szadkowską?
- Przyszła do agencji.
Ojciec zmarszczył brwi. Roma streściła mu przebieg rozmowy z matką zaginionego chłopaka. Słuchał uważnie, żeby nie przegapić żadnego szczegółu. Kiedy skończyła, usiadł w fotelu.
- To jakieś żarty - skwitował.
- Początkowo też tak pomyślałam, ale piosenka, którą nieznajomy zamówił w radiu... To była ulubiona piosenka Miłosza. Słuchał jej bez przerwy.
- I co z tego?
No właśnie, zastanowiła się Roma. I co z tego?
- Każdy mógł zadzwonić do programu i poprosić o ten utwór - dodał Jakub.
- Pytanie brzmi: po co?
- Niektórzy ludzie lubią pastwić się nad innymi. Może chciał nastraszyć Dagmarę albo obudzić w niej złudne nadzieje?
- Nie brzmi przekonująco.
- Ale jest możliwe.
- A zdjęcie? Dagmara znalazła w skrzynce na listy starą fotografię Miłosza.
- Tym bardziej uważam, że ktoś robi sobie żarty.
Pewność w głosie ojca sprawiła, że Roma także nabrała wątpliwości. Może rzeczywiście to był głupi i dość okrutny dowcip?
- Sama nie wiem - mruknęła.
- Odpuść, córciu.
- Ale...
- Wiem, co ci chodzi po głowie. I radzę, żebyś dla własnego dobra odmówiła Szadkowskiej. Inaczej będziesz żałować. Śledztwo było skrupulatne i dlatego mam pewność, że nigdy nie poznamy prawdy. Smutne, ale prawdziwe.
CIĄG DALSZY DOSTĘPNY W PEŁNEJ WERSJI