Rozdział II
Dwaj kuzyni
Wróciwszy do siebie, Summy Skim zabrał się do załatwiania spraw, jakich wymagała śmierć pana Josiasa Lacoste'a, jak wysyłanie do przyjaciół rodziny wiadomości o zgonie i żałoba, którą należało zacząć. Nie zapomniał również o zamówieniu obrzędów religijnych w swoim kościele parafialnym. Owo nabożeństwo miało zostać odprawione za wieczny odpoczynek duszy zmarłego, ale dopiero wtedy, kiedy Ben Raddle wróci z podróży, powinien bowiem być na nim obecny.
Natomiast o załatwieniu spraw osobistych jego wuja, przyjęciu po nim spadku, który zdawał się ograniczyć do własności claimu nad Forty Miles Creek, zamierzał poważnie porozmawiać z panem Snubbinem, kiedy tylko obaj kuzyni dojdą w tej sprawie do zgody. Notariusz podjął się jedynie wysłania do gubernatora Klondike w Dawson City depeszy powiadamiającej go, że spadkobiercy Josiasa Lacoste'a wkrótce poinformują, na jakich warunkach obejmą tę schedę, i pytającej, kiedy inwentaryzacja ustali, jaka była sytuacja finansowa ich wuja.
Ben Raddle wrócił do Montrealu dopiero pięć dni później, rankiem dwudziestego pierwszego marca, po miesięcznym pobycie w Nowym Jorku. Badał tam z innymi inżynierami gigantyczny projekt przerzucenia nad Hudsonem35 mostu36 pomiędzy ową metropolią a New Jersey, uzupełniającego ten, który łączył Nowy Jork i Brooklyn37.
Łatwo pojąć, że prace nad takim przedsięwzięciem musiały rozpalać inżyniera. Ben Raddle włożył więc w nie całe swe serce, a nawet zgłosił gotowość zatrudnienia się w Spółce Mostu Hudsońskiego. Nie wydawało się jednak możliwe, żeby wkrótce przystąpiono do budowy mostu. Dużo o niej rozprawiano w gazetach, równie szeroko sporządzano plany na papierze. Zima jeszcze się nie skończyła i na tej szerokości geograficznej Stanów Zjednoczonych miała potrwać aż do połowy kwietnia. Kto wie, czy lato ujrzy rozpoczęcie prac. Dlatego też Ben Raddle postanowił wrócić.
Jego nieobecność dłużyła się bardzo Summy'emu Skimowi, a także była dlań bardzo ciężka. Stale mocno żałował, że nie jest w stanie przekonać kuzyna do swoich poglądów, sprawić, aby zechciał podzielać jego życie bez trosk! A nawet owo wielkie przedsięwzięcie Hudson Bridge nie przestawało budzić w nim poważnych obaw. Jeżeli Ben Raddle weźmie w nim udział, na długo, może na całe lata, zatrzyma go to przecież w Nowym Jorku. A wówczas Summy Skim pozostanie sam w ich wspólnym domu, sam na farmie Green Valley! Ale na próżno próbowałby powstrzymać Bena Raddle'a. Charaktery obu kuzynów różniły się tak bardzo, że wpływ jednego na drugiego był niewielki.
Zaraz po powrocie inżyniera kuzyn powiadomił go o śmierci ich wuja Josiasa Lacoste'a. Tylko dlatego nie poinformował go w Nowym Jorku listem lub depeszą, że każdego dnia nań czekał.
Wieść ta szczerze zasmuciła Bena Raddle'a, wuj Lacoste pozostał jako jedyny z całej ich rodziny. Zaaprobował podjęte przez kuzyna kroki dotyczące obrzędów pogrzebowych, a następnego dnia po przybyciu obaj wzięli udział w nabożeństwie odprawionym w kościele parafialnym.
Dopiero tego dnia Ben Raddle został poinformowany o interesach jego wuja. Dowiedział się wówczas, że Josias Lacoste zmarł w Dawson City, jako jedyny swój majątek pozostawiając claim 129 nad Forty Miles Creek na terytorium Klondike.
Ta ostatnia nazwa, bardzo wtedy sławna, musiała rozpalić instynkty inżyniera. Z pewnością o zostaniu spadkobiercą złotonośnej działki Ben Raddle nie myślał równie obojętnie jak Summy Skim, i być może dostrzegł w tym interes, którego nie należało likwidować, ale prowadzić go dalej, zupełnie inaczej niż uważał jego kuzyn.
Na razie jednak Ben Raddle nie chciał jeszcze nic mówić. Zgodnie ze swym zwyczajem dogłębnego badania spraw wolał się zastanowić, zanim się wypowie. Okazało się zresztą, że dwadzieścia cztery godziny wystarczyły, aby rozważył zalety i wady sytuacji, gdyż następnego dnia, jedząc śniadanie z Summym Skimem, który uznał go za wyjątkowo zamyślonego, powiedział:
- A może porozmawiamy trochę o Klondike...?
- Jeśli ma to być tylko trochę, drogi Benie, to porozmawiamy...
- Trochę... chyba że okaże się dużo, Summy.
- Powiedz, Benie, co masz do powiedzenia.
- Notariusz nie przekazał ci praw własności do tego claimu 129...?
- Nie - odparł Summy Skim - chociaż je otrzymał, ale nie sądzę, żeby należało się z nimi zapoznawać...
- Dobrze cię w tym rozpoznaję, Summy - powiedział Ben Raddle. - Nie patrzę jednak na tę sprawę równie obojętnie, i moim zdaniem zasługuje ona na poważne rozważenie, dokładne przebadanie...
Najpierw Summy Skim nie reagował wcale na to zagajenie, ale kiedy jego kuzyn nadal naciskał, powiedział:
- Mój drogi Benie, wydaje mi się, że nasza sytuacja jest bardzo prosta... albo ten spadek ma pewną wartość i sprzedamy go z jak największym zyskiem dla nas, albo nie ma żadnej, co jest nieskończenie bardziej prawdopodobne, gdyż nasz wuj nie był człowiekiem, który łatwo się bogacił, i my tego spadku nie przyjmiemy...
- Rzeczywiście, będzie to mądre - oświadczył Ben Raddle - ale nie trzeba się śpieszyć... Z tymi placerami nigdy nic nie wiadomo... Uznaje się je za biedne, za wyczerpane, a jeden cios motyki może przynieść fortunę...
- No cóż, drogi Benie, to właśnie powinni wiedzieć ludzie, którzy tam pojechali i obecnie zajmują się wydobyciem słynnych złóż Klondike. Jeśli claim nad Forty Miles Creek jest coś wart, postaramy się uzyskać za niego najkorzystniejszą cenę... Ale powtarzam ci, należy się obawiać, że nasz wuj wplątał się w jakiś kiepski interes, czego skutki być może poniesiemy. W życiu żaden interes mu się nie udał i nie wyobrażam sobie, żeby ten świat opuścił w chwili, w której został milionerem...
- To właśnie trzeba rozpoznać - powiedział Ben Raddle. - Zajęcie poszukiwacza obfituje w tego rodzaju zaskoczenia. Są zawsze tuż przed odkryciem korzystnej żyły i przez słowo "żyła" nie rozumiem przypadkowego drobiazgu, jak naczynie krwionośne, ale złoże złota pełne samorodków. Są wreszcie tacy poszukiwacze złota, którzy nie mają się na co uskarżać...
- Tak - odparł Summy Skim - jeden na stu, i za cenę jakich starań, jakich trudów, a można dodać: i jakich niedoli...!
- Wreszcie - oświadczył Ben Raddle - nie zamierzam poprzestać na hipotezach, ale przed podjęciem decyzji przeprowadzić poważne analizy...
Summy Skim widział dobrze, do czego zmierzał jego kuzyn, i chociaż był zmartwiony, to nie mógł okazywać żadnego zaskoczenia. Przeszedł więc do znanego mu tematu i powiedział:
- Mój przyjacielu, czy nie wystarcza spuścizna, którą zostawili nam rodzice...? Czy ojcowizna nie zapewnia nam niezależności i dostatku...? I mówię ci o tym, ponieważ widzę, że przywiązujesz do tej sprawy większe znaczenie aniżeli ja, na co moim zdaniem ona nie zasługuje, a kto wie, jakie zawody chowa dla nas w zanadrzu...? Posłuchaj, czy nie jesteśmy dostatecznie bogaci...?
- Nigdy nie ma się dość, skoro można mieć więcej.
- Jeżeli tylko nie ma się za wiele, Benie, jak to jest z niektórymi miliarderami, którzy mają tyle samo trosk co milionów i który dużo większy trud wkładają w ich zachowanie, niż włożyli w zdobywanie...
- Akurat, akurat - odrzekł Ben Raddle. - Filozofia jest piękną rzeczą, ale nie należy z nią przesadzać i nie wmawiaj mi tego, czego nie powiedziałem. Nie oczekuję wcale znalezienia ton złota na claimie wuja Josiasa, ale powtarzam, że mądrze jest dowiedzieć się czegoś więcej.
- Dowiemy się, to oczywiste, drogi Benie, i niechże Niebo sprawi, abyśmy po zdobyciu informacji nie znaleźli się w sytuacji kłopotliwej, z którą przyjdzie się zmierzyć ze względu na szacunek dla naszej rodziny. Kto wie, czy tam, podczas eksploatacji tego claimu 129, koszty jego nabycia, wyposażenia, wydobywania nie przekroczyły zasobów naszego wuja. W takim przypadku, jak zapewniłem mecenasa Snubbina...
- I dobrze zrobiłeś, Summy, pochwalam cię - odparł bez wahania Ben Raddle. - Dowiemy się tego, kiedy o całej sprawie zyskamy głębszą wiedzę. Nie jestem przeciwny posłuchaniu, co mówi się o złożach w Klondike. Przeczytałem wszystko, co zostało opublikowane na temat bogactw tych ziem, chociaż ich eksploatacja odbywa się od zaledwie dwóch lat. Po Australii, po Kalifornii, po Afryce Południowej można by nawet uwierzyć, że zostały już wyczerpane ostatnie placery naszego globu... I właśnie tutaj, w tej części Ameryki Północnej, na pograniczu Alaski i Dominium, przypadek pozwolił odkryć nowe... Wydaje się zresztą, że te północne regiony Ameryki są pod tym względem uprzywilejowane... Pokłady złota istnieją nie tylko w Klondike, ale znaleziono je także w Ontario38, w Michipicoten39, w Kolumbii Brytyjskiej40, gdzie działają takie kopalnie, jak War Eagle41, Standard42, Sullivan Group43, Alhabarca44, Fern45, Syndicate46, Sans Poel47, Cariboo48, Deer Trail49, Georgie Reed50 i tyle innych, których akcje osiągają coraz wyższą wartość, nie wspominając o kopalniach srebra, miedzi, manganu, żelaza i węgla...! Ale jeżeli chodzi o Klondike, to pomyśl, Summy, o powierzchni tego obszaru złotonośnego...! Dwieście pięćdziesiąt lig51 długości na około czterdzieści szerokości, a nie mówię wcale o złożach Alaski, tylko o znajdujących się na ziemiach Dominium...! Czyż nie jest to ogromny obszar do odkrywania... Największy może, jaki rozpoznano na powierzchni Ziemi...! I kto wie, czy kiedyś płody tego regionu nie będą liczone nie w milionach, ale w miliardach...!
Ben Raddle mógłby długo o tym rozprawiać, a Summy Skim widział dobrze, że zna temat dogłębnie. Poprzestał więc na powiedzeniu:
- No, Benie, wyraźnie widać, że masz gorączkę...
- Jak to... mam gorączkę...
- Tak, gorączkę złota, jak ma tylu innych, i nie leczy jej się siarczanem chininy52, gdyż nie zdarzają się w niej przerwy53.
- Możesz być spokojny, drogi Summy - odparł ze śmiechem Ben Raddle - mój puls nie bije szybciej niż zwykle... Nie chciałbym cię narażać na kontakt z kimś gorączkującym...
- Och nie...! Jestem zaszczepiony - odciął się tym samym tonem Summy Skim - i nie mam się czego obawiać. Z troską patrzę jednak, jak rozpala ciebie...
- Drogi przyjacielu, nie chodzi wcale o rozpalanie się, ale po prostu o zbadanie sprawy i jeśli się tylko da, o zarobienie na niej. Mówisz, że nasz wuj nie miał nigdy szczęścia w swoich spekulacjach... Naprawdę w to wierzę i jest bardzo prawdopodobne, że claim nad Forty Miles Creek przyniósłby mu więcej błota niż samorodków... To niewykluczone... ale może nie miał on środków niezbędnych do prowadzenia na nim prac... może działał bez doświadczenia i metody, jak uczyniłby to...
- Inżynier, czyż nie, Benie...?
- Inżynier na pewno...
- Na przykład... ty...?
- Ja... z pewnością - odpowiedział Ben Raddle. - W każdym razie teraz nie ma o tym mowy... Zanim spróbujemy pozbyć się claimu, którego własność przypadła nam drogą dziedziczenia, dobrze byłoby, przyznasz pewnie, zwrócić się do Klondike o przysłanie dalszych informacji...
- Rzeczywiście jest to rozsądne - przyznał Summy Skim - chociaż nie mam najmniejszych złudzeń co do wartości tego sto dwadzieścia dziewięć...
- Dowiemy się tego po otrzymaniu informacji - odparł Ben Raddle. - Równie możliwe jest to, że masz rację, jak i to, że się mylisz. Na zakończenie powiem, że pójdziemy do kancelarii mecenasa Snubbina, zobowiążemy go do podjęcia wszystkich kroków, żeby otrzymał z Dawson City informacje listem, a raczej telegramem, a kiedy będziemy wiedzieli, czego się spodziewać na podstawie wartości claimu, zobaczymy, co powinniśmy zrobić.
Na tym rozmowa się zakończyła i tak naprawdę Summy Skim nie mógł się sprzeciwić propozycjom swojego kuzyna. Nic bardziej naturalnego niż zdobyć dane przed podjęciem decyzji. Summy Skim nie miał też żadnych wątpliwości, że Ben Raddle był człowiekiem poważnym, rozumnym i praktycznym. Pomimo to był przygnębiony, martwił się, widząc, z jak rozpalonym umysłem jego kuzyn wyobraża sobie przyszłość, z jaką zachłannością rzucił się na łup, tak niebacznie spełniający jego ambicje. I czy uda mu się go powstrzymać? Na pewno Summy Skim nie rozdzieli się z Benem Raddle'em. W tej sprawie ich interesy pozostaną wspólne! Nie przestawał wierzyć, że zostanie ona szybko załatwiona, i pragnął, aby informacje, o jakie zwrócą się do Dawson City, okazały się takiego rodzaju, że trzeba będzie coś na ich podstawie zrobić. Na jakiż wszakże pomysł, na jakiż zły pomysł wpadł wujek Josias, żeby w poszukiwaniu majątku udać się do Klondike, gdzie być może znalazł tylko nędzę, a już na pewno śmierć!
Po południu Ben Raddle udał się do kancelarii notariusza, gdzie zapoznał się z dokumentami przysłanymi z Dawson City.
Dokumenty te ustaliły ostatecznie sytuację prawną claimu 129, będącego własnością zmarłego właśnie pana Josiasa Lacoste'a. Działka ta znajdowała się na prawym brzegu Forty Miles Creek w okręgu Klondike. Owa rzeczka ma ujście na lewym brzegu wielkiej rzeki Jukon, która przepływa przez całą Alaskę, przeciąwszy wcześniej zachodnie obszary Dominium. Jej wody, angielskie w górnym biegu, w dolnym stają się amerykańskie, odkąd tę rozległą krainę Alaski Rosjanie przekazali Stanom Zjednoczonym54.
Plan umożliwił dokładne poznanie położenia claimu 129. Znajdował się (...)55 kilometry od Fort Cudahy56, osady założonej przez Hudson's Bay Company57 na lewym brzegu Jukonu.
Podczas tej rozmowy mecenas Snubbin bez najmniejszego trudu pojął, że inżynier zapatruje się na tę sprawę zupełnie inaczej niż drugi spadkobierca. Ben Raddle przeglądał dokumenty wskazujące na prawo własności z ogromną starannością. Nie mógł oderwać wzroku od rozłożonej przed nim mapy o wielkiej skali, która obejmowała okręg Klondike i sąsiednią część Alaski. W myślach podążał nurtem Forty Miles Creek, który przecina sto czterdziesty południk, wybrany jako linia rozdziału tych dwóch krajów58. Zatrzymał się tam, niedaleko owej granicy, dokładnie w miejscu, gdzie pokazano położenie kamieni milowych claimu Josiasa Lacoste'a. Policzył inne działki ustanowione na dwóch brzegach creek59, którego źródło ukrywał jeden z obszarów złotonośnych Alaski. Dlaczego nie miałby być równie uprzywilejowany jak rzeka Klondike, jej dopływ Bonanza60 czy dopływy jej dopływów, jak Victoria61, Eldorado62 i inne strumienie, tak wtedy płodne w znaleziska ogromnie poszukiwane przez górników! Pożerał wzrokiem ten cudowny kraj, którego sieć hydrograficzna toczy obficie ów metal szlachetny, którego wartość według cen z Dawson City wynosi dwa miliony trzysta czterdzieści dwa tysiące franków za tonę...
A kiedy mecenas Snubbin zobaczył go tak pogrążonego w myślach, że nie wymawiał już ani słowa, uznał za konieczne powiedzieć mu:
- Panie Raddle, mogę zapytać, czy ma pan zamiar zatrzymać placer zmarłego Josiasa Lacoste'a i prowadzić tam wydobycie?
- Być może - odpowiedział Ben Raddle.
- Przecież pan Skim...
- Summy nie zdecydował jeszcze, a ja również wyrażę swoje zdanie dopiero w chwili, gdy sprawdzę, czy informacje te są ścisłe... i dopóki sam nie zobaczę...
- Rozważa więc pan odbycie długiej podróży do Klondike? - zapytał pan Snubbin, kręcąc głową.
- Czemu nie? I cokolwiek mógłby sądzić Summy Skim, sprawa ta, moim zdaniem, warta jest takiego trudu... zostanie rozstrzygnięta dopiero w Dawson City... Czyż w celu sprzedaży tego claimu, ocenienia jego wartości, nie powinno się, zgodzi się pan chyba ze mną, mecenasie Snubbin, złożyć na nim wizytę...
- Czy to rzeczywiście konieczne? - zauważył mecenas Snubbin.
- Jest to nieodzowne - zapewnił go Ben Raddle. - A poza tym nie wystarczy chcieć sprzedać działkę, trzeba jeszcze znaleźć jej nabywcę.
- Jeżeli tylko o to chodzi, panie Raddle - odpowiedział notariusz - to może pan uniknąć trudów podobnej podróży...
- A to dlaczego...?
- Proszę, oto depesza, którą otrzymałem godzinę temu, i właśnie zamierzałem ją wysłać do pana, kiedy uczynił mi pan zaszczyt, przychodząc do mojej kancelarii.
Mówiąc to, pan Snubbin wręczył Benowi Raddle'owi telegram opatrzony datą osiem dni wcześniejszą, który po zaniesieniu z Dawson City do Vancouver przybył do Montrealu drutami przecinającymi Dominium.
Wysłał ją pewien amerykański syndykat posiadający już w Klondike osiem claimów, na których pracami wydobywczymi kierował kapitan Healy63 z Anglo-American Transport and Trading Co (Chicago i Dawson)64.
Syndykat ten złożył stanowczą ofertę kupna claimu 129 nad Forty Miles Creek za pięć tysięcy dolarów, które zostaną wysłane do Montrealu po otrzymaniu telegramu wyrażającego zgodę.
Ben Raddle wziął depeszę i przeczytał ją z równie wielką uwagą, jaką włożył w zapoznanie się z tytułami własności.
- Oto właśnie, panie Raddle - zauważył notariusz - co pozwoli panu uniknąć podróży...
- No nie wiem - odpowiedział inżynier. - Czy oferowana cena jest wystarczająca...? Pięć tysięcy dolarów za claim w Klondike...!
- Na ten temat nie mogę panu nic powiedzieć...
- Widzi pan, mecenasie Snubbin, skoro ten syndykat oferuje za sto dwadzieścia dziewięć pięć tysięcy dolarów, to jest on wart dziesięć razy więcej, a może i sto razy, jeśliby tylko zechcieć nadal prowadzić na nim wydobycie...
- Ta cena wydaje się wskazywać, że pana wujowi wydobycie się nie udało, panie Raddle. Należy się więc dowiedzieć, czy zamiast zabierać się do tego rodzaju ryzykownych interesów, nie byłoby lepiej oszczędzić sobie zmartwień i wziąć te pięć tysięcy dolarów...
- Jestem innego zdania, mecenasie Snubbin.
- Właśnie widzę, ale może takiego będzie pan Summy Skim...?
- Nie, kiedy dowie się o tej depeszy. Przedstawię mu moje rozumowanie, a jest zbyt inteligentny, żeby go nie zrozumieć... Potem, kiedy przekonam go o konieczności odbycia tej podróży, zdecyduje się mi towarzyszyć...
- On...?! - zawołał mecenas Snubbin. - Człowiek najbardziej zadowolony z życia, najbardziej niezależny z wszystkich, jakich notariusz napotkał kiedykolwiek podczas wykonywania swojego zawodu...
- Tak, ten zadowolony... ten niezależny, którego zadowolenie i niezależność zamierzam podwoić. Czym wszak ryzykujemy, skoro zawsze będziemy mogli przyjąć cenę proponowaną przez ten syndykat...?
- Nieważne, panie Raddle, i trzeba przyznać, że ma pan dar wymowy.
- Nie, jedynie dar rozumowania. Proszę mi dać tę depeszę, mecenasie Snubbin. Pokażę ją Summy'emu, i ten dzień nie skończy się bez podjęcia decyzji...
- Zgodnej z pańskim pragnieniem...?
- Zgodnej, panie Snubbin, i która będzie musiała jak najszybciej zostać wprowadzona w życie.
Jak widać, było to stanowcze zapewnienie i cokolwiek notariusz mógłby pomyśleć, Ben Raddle ani trochę nie wątpił, że przekona Summy'ego Skima do planu odbycia tej podróży.
Po opuszczeniu kancelarii najkrótszą drogą wrócił do domu przy ulicy Jacques'a Cartiera i od razu wszedł do pokoju swojego kuzyna.
- No jak - zapytał ten - widziałeś się z mecenasem Snubbinem? Czy jest coś nowego...?
- Tak, jest coś nowego, Summy, a także mam nowiny...
- Dobre...?
- Doskonałe.
- Czy zapoznałeś się z dokumentami własności...?
- Naturalnie, są jak należy. Będąc spadkobiercami wuja, jesteśmy właścicielami claimu nad Forty Miles Creek.
- Jakże znacznie powiększy nasz majątek! - odpowiedział ze śmiechem Summy Skim.
- To prawdopodobne - przyznał inżynier - i bez wątpienia bardziej, aniżeli myślisz...
- Ach! A czego to z tych nowin dowiedziałeś się naprawdę nowego, żeby tak mówić...?
- Tego po prostu, co mówi depesza, która dziś rano przyszła do kancelarii mecenasa Snubbina i która zawiera ofertę zakupu claimu 129.
I Summy Skim dowiedział się, na czym polegała propozycja złożona przez Anglo-American Transportation and Trading Company.
- Jest wspaniała - odparł - i nie ma co się zastanawiać. Sprzedajmy nasz claim tej uczynnej spółce, i to jak najszybciej...
- Czemu mielibyśmy oddać za pięć tysięcy dolarów to, co na pewno jest warte dużo więcej...? - zapytał Ben Raddle.
- Jednakże, drogi Benie...
- No cóż, twój drogi Ben odpowie ci, że tak się nie załatwia interesów i że nie ma nic lepszego od obejrzenia ich na własne oczy...
- Ty ciągle swoje...?
- Bardziej niż kiedykolwiek! Pomyśl tylko, Summy, jeśli złożyli nam propozycję zakupu, to dlatego, że znają wartość claimu, i że owa wartość jest nieskończenie większa... Wzdłuż rios65 i w górach Klondike są przecież inne placery.
- Skąd to wiesz...?
- Wiem, Summy, a jeśli spółka, która już je ma, chce zakupić właśnie działkę sto dwadzieścia dziewięć, to dlatego, że ma nie pięć tysięcy powodów, aby zaoferować pięć tysięcy dolarów, ale dziesięć tysięcy, ale sto tysięcy...
- Naprawdę, Ben, bawisz się liczbami...
- Przecież liczby to życie, mój drogi, i przekonuję się, że za mało liczysz...
- Matematyka, Benie, zupełnie mnie nie pociąga...
- Tu wcale nie chodzi o matematykę, Summy! Uwierz mi, rozmawiam z tobą bardzo poważnie i po dogłębnym przemyśleniu... Być może zawahałbym się przed wyjazdem do Dawson City, ale po przysłaniu tej depeszy postanowiłem, że odpowiedzi na nią udzielę osobiście.
- Co...?! Chcesz pojechać do Klondike...?
- To niezbędne...
- I bez uzyskania dalszych informacji...?
- Chcę je otrzymać na miejscu.
- I zamierzasz znowu zostawić mnie samego...?
- Nie... będziesz mi towarzyszył...
- Ja...?
- Ty!
- Nigdy!
- Tak, ponieważ ten interes dotyczy nas obu...
- Udzielę ci wszelkich pełnomocnictw.
- Nie... zabieram cię...
- Ależ chodzi o podróż długości dwóch tysięcy lig...
- Dołóżmy jeszcze pięćset...
- I która potrwa?
- Tyle, ile powinna potrwać... jeśli zamiast sprzedaży naszego claimu bardziej opłacalne okaże się dla nas pracować na nim...
- Jak to... pracować...?! - zawołał Summy Skim. - Przecież wtedy... zajmie to cały rok...
- Dwa, jeśli będzie to konieczne!
- Dwa lata! dwa lata! - powtarzał Summy Skim.
- Czy trzeba się tym przejmować - oświadczył Ben Raddle - skoro każdy miesiąc powiększy nasz majątek?
- Nie...! Nie...! - wołał Summy Skim, kuląc się, cofając w fotelu jak człowiek zdecydowany mocno nigdy go nie opuścić.
Wówczas Ben Raddle zdobył się na ostatni wysiłek, żeby go przekonać. Ukazywał sprawę ze wszystkich stron. Dowodził kuzynowi, przedstawiając mu najpilniejsze powody, że ich obecność na claimie nad Forty Miles Creek jest niezbędna, że nie wolno mu się wahać, a na koniec dodał:
- Ja sam natomiast, Summy, postanowiłem, że wyjadę do Dawson City, i nie mogę uwierzyć, że nie chcesz mi towarzyszyć!
Wówczas Summy Skim wsparł swoje opory podkreślaniem kłopotów, jakie ta podróż wywołałaby w ich życiu. Za niecałe dwa miesiące powinni opuścić Montreal i przenieść się do Green Valley, aby znów zajmować się tam połowem ryb i polowaniem.
- No cóż! - odpowiedział Ben Raddle. - Na równinach Klondike nie brakuje zwierzyny, nie brak też ryb w tamtejszych rios, będziesz je łowił, polował w nowym kraju, który kryje dla ciebie niespodzianki!
- Ale nasi chłopi... nasi dzielni dzierżawcy, którzy na nas czekają...
- A czy będą mieli powód, aby żałować naszej nieobecności, kiedy powrócimy wystarczająco bogaci, żeby zbudować im inne gospodarstwa i wykupić cały okręg! Poza tym, Summy, do tej pory byłeś zbyt zasiedziały w jednym miejscu...! Musisz pokręcić się trochę po świecie...
- Och! - prychnął Summy Skim. - Wolałbym odwiedzić wiele innych krajów w Ameryce czy w Europie, gdybym miał na to ochotę, i na pewno nie zacząłbym od zapuszczania się w serce tego obrzydliwego Klondike...
- Które uznasz za czarujące, Summy, kiedy tylko osobiście stwierdzisz, że jest usiane złotym pyłem i wybrukowane samorodkami...
- Benie, drogi Benie - nie rezygnował Summy Skim - przerażasz mnie! Tak, przerażasz mnie...! Chcesz się wpakować w interes, na którym zyskasz jedynie cierpienia i rozczarowania!
- Cierpienia... być może! Rozczarowania... nigdy...
- Począwszy od tego przeklętego claimu, który na pewno nie jest wart zagonu kapusty albo ziemniaków w Green Valley...!
- Dlaczego więc ta spółka proponuje za niego na samym wejściu kilka tysięcy dolarów...?
- A kiedy pomyślę, Benie, że trzeba będzie szukać tych zysków w kraju, w którym temperatura spada do pięćdziesięciu stopni poniżej zera...!
- Znakomicie, że jest mróz...! Jak konserwuje...!
I wreszcie, po tysiącach takich replik, Summy Skim musiał się uznać za pokonanego. Nie! Nie pozwoli kuzynowi wyjechać samemu do Klondike... Będzie mu towarzyszył, choćby po to, żeby szybciej skłonić go do powrotu...
Dlatego też owego dnia do kapitana Healy'ego, dyrektora syndykatu Transportation and Trading Company, Dawson City, Klondike, została wysłana depesza, powiadamiająca o rychłym wyjeździe panów Bena Raddle'a i Summy'ego Skima.
35 Hudson - rzeka w północno-wschodniej części Stanów Zjednoczonych, długość 507 km, płynie głównie w kierunku południowym, uchodzi do zatoki Upper New York Atlantyku, jej odcinek ujściowy stanowi granicę pomiędzy stanami New Jersey (brzeg prawy) i Nowy Jork (brzeg lewy), leży nad nią Nowy Jork.
36 George Washington Bridge, most wiszący nad rzeką Hudson, pomiędzy Manhattanem a Fort Lee w stanie Nowy Jork, ma długość 1450 m, w tym głównego przęsła 486 m; pierwszy jego projekt powstał w roku 1906, budowany w latach 1926-1931, most o największym ruchu samochodowym na świecie.
37 Chodzi o Brooklyn Bridge, most wiszący nad rzeką East River, pomiędzy Manhattanem a Brooklynem w Nowym Jorku, długość 1834 m, w tym głównego przęsła 1067 m, budowany w latach 1870-1883.
38 Ontario - prowincja w południowo-wschodniej Kanadzie, najbardziej ludna i o największym znaczeniu gospodarczym, pierwsze złoża złota odkryto w niej w roku 1866 pod osadą Eldorado, ok. 200 km na północny wschód od Toronto (kopalnia Richardson Mine).
39 Michipicoten - mała rzeka (długość 81 km) w południowej części prowincji Ontario, ujście na wschodnim wybrzeżu Jeziora Górnego, także dawna nazwa miasteczka Wawa, przy ujściu tej rzeki; w roku 1897 w pobliżu tej osady, nad jeziorem Wawa odkryto złoto, kopalnie działają tam nadal.
40 Kolumbia Brytyjska - prowincja w zachodniej Kanadzie, nad Oceanem Spokojnym, pierwsze złoża złota odkryto tu w roku 1858 nad rzeką Fraser, co wywołało gorączkę złota i masowy napływ poszukiwaczy, później odnaleziono inne złoża, np. w rejonie Cariboo.
41 War Eagle - kopalnia złota, miedzi i srebra w środkowej części stanu Idaho w USA, inna o tej nazwie działała we wschodniej Kalifornii, przy granicy ze stanem Utah.
42 Standard - kopalnia złota i srebra w północno-zachodniej części stanu Nevada w USA, nad rzeką Humboldt, w hrabstwie Pershing.
43 Sullivan Group - kopalnia cynku, srebra i złota w okolicach miastach Kimberley w południowo-wschodniej części Kolumbii Brytyjskiej w Kanadzie, złoża odkryto w roku 1892.
44 Alhabarca - być może chodzi o kopalnię złota Alhambra w Kalifornii, ok. 100 km na północny wschód od Sacramento, złoża odkryto tam w roku 1883.
45 Fern - kopalnia złota Fern Hill w północno-wschodniej części Kalifornii, w okręgu New Pine Creek, Fern Gold Mine działała także w Alasce w zagłębiu Willow Creek, ale została otwarta dopiero w roku 1917.
46 Syndicate - człon Syndicate (syndykat - luźne porozumienie niezależnych przedsiębiorstw) występuje w nazwach wielu spółek zajmujących się wydobywaniem złota.
47 Sans Poel - inna nazwa małej rzeki Sanpoils w północno-zachodniej części stanu Waszyngton w USA, złoża nad nią odkryto w roku 1898.
48 Cariboo - pasmo górskie w południowo-wschodniej części Kolumbii Brytyjskiej, część Coloumbia Mountains, w roku 1858 odkryto w nim złoto, co w 1861 wywołało gorączkę złota.
49 Deer Trail - w hrabstwie Stevens w północno-zachodniej części stanu Waszyngton w USA działała na początku XX wieku spółka Deer Trail Consolidated Mining Company, zajmująca się m.in. od roku 1894 wydobyciem złota ze złóż nad Deer Trail.
50 Georgie Reed - być może chodzi o stan Georgia w USA, gdzie w roku 1829 wybuchła gorączka złota, lub o Karolinę Północną, gdzie w roku 1799 Conrad Reed odkrył złoto, co Verne połączył w jedno.
51 Liga - dawna francuska miara odległości, dystans pokonywany przez pieszego w ciągu godziny, po przyjęciu systemu metrycznego przyjęto, że wynosi 4 km.
52 Siarczan chininy (Chininum sulfuricum) - najstarsza przetworzona forma chininy stosowana w leczeniu malarii, zawiera ok. 73% chininy, ma właściwości przeciwgorączkowe.
53 Aluzja do francuskiego terminu fi?vre intermittente (gorączka z przerwami), innej nazwy malarii, w której występują regularnie okresy nasilania się objawów, np. co trzy lub cztery dni, stąd nazwy odmian malarii: trzeciaczka, czwartaczka.
54 Alaska należała do Rosji od roku 1725, ale pozostawała prawie niezasiedlona (miała najwyżej 400 mieszkańców), dlatego potrzebując po wojnie krymskiej pieniędzy, w roku 1859 Rosja zaproponowała jej sprzedaż Stanom Zjednoczonym, do transakcji doszło w 1867 za sumę 7,2 mln dolarów.
55 Pozostawione puste (przyp. red. fr.).
56 Fort Cudahy - placówka handlowa nad Jukonem, 1 km na północ od ujścia Forty Mile Creek, założona w roku 1893 przez North American Trading and Transportation Company, porzucona po kilku latach.
57 Hudson's Bay Company (Kompania Zatoki Hudsona) - korporacja handlowa założona w roku 1670 dla handlu futrami zwierząt, jej statut zatwierdzony przez króla Anglii Karola II dawał spółce monopol na handel na całym terytorium kanadyjskich posiadłości Wielkiej Brytanii, od roku 1821 zajmowała się także wydobyciem surowców mineralnych, jej znaczenie upadło po roku 1870, działa nadal.
58 W istocie granica pomiędzy Kanadą a USA (stan Alaska) biegnie wzdłuż 141 stopnia szerokości geograficznej.
59 Creek (ang.) - potok, strumień, rzeczka, zwłaszcza okresowo wysychająca.
60 Bonanza - lewy dopływ rzeki Klondike, ostatni przed jej ujściem do Jukonu; długość 32 km, płynie na północ, ujście 2,5 km na południe od Dawson City, przed odkryciem złota nosił nazwę Rabbit Creek, główne miejsce wydobywania złota.
61 Victoria Gulch - lewy dopływ Bonanza Creek, w górnym biegu miejsce wydobywania złota.
62 Eldorado Creek - największy lewy dopływ Bonanza Creek, leżały nad nim najbogatsze działki poszukiwaczy złota.
63 John Healy (1840-1908) - amerykański przedsiębiorca; w roku 1869 założył punkt sprzedaży whisky w Forcie Whoop-Up w Albercie w Kanadzie, potem szeryf, redaktor gazety i przedsiębiorca w Montanie, handlarz w Dyea na Alasce, w roku 1892 jeden z założycieli spółki North American Trading and Transportation Company.
64 Anglo-American Transportation and Trading Co (Chicago-Dawson) (właśc. North American Trading and Transportation Company) - spółka założona w Chicago w roku 1892 przez Johna Healy'ego, Portusa Weary'ego oraz braci Johna i Michaela Cudahy, miała się zajmować nie wydobyciem złota, ale przewozem poszukiwaczy i dostarczaniem im żywności i towarów, była m.in. armatorem kilku statków, w roku 1911 kupiona przez Merchant's Yukon Line.
65 Rios (ang.) - strumienie, z hiszp. rio, rzeka, w USA i Kanadzie określenie rzek, zwłaszcza mniejszych, potoków.