Kłopotliwe dziedzictwo? Architektura Trzeciej Rzeszy w Polsce - Praca zbiorowa

Kup ebooka

40.00 zł

-
Proszę czekać

Fun­da­men­tem naszego sto­sunku do prze­szło­ści jest dzi­siaj nie pie­tyzm wobec zabyt­ków, ale kul­tura pamięci jako sys­tem pamięci zbio­ro­wej danego spo­łe­czeń­stwa. To znacz­nie wię­cej niż teo­rie Maksa Dvořáka i Juliusa von Schlos­sera na temat Kun­st­ge­schichte als Geistes­ge­schichte1.

Kult prze­szło­ści - tak mocno zako­rze­niony w euro­pej­skiej tra­dy­cji - staje się przede wszyst­kim naszym "obo­wiąz­kiem pamięci", tej indy­wi­du­al­nej i tej zbio­ro­wej. Tra­giczne doświad­cze­nie naro­dów Europy Środ­ko­wej w XX wieku spra­wia, że "obo­wią­zek pamięci" jest wyzwa­niem szcze­gól­nym. Holo­kaust, zmiana gra­nic poli­tycz­nych, czystki etniczne, ide­olo­gie tota­li­tarne spo­wo­do­wały, że roz­po­częte po roku 1989 pro­cesy przy­wra­ca­nia, kon­stru­owa­nia i utrwa­la­nia pamięci zbio­ro­wej prze­kształ­ciły Europę Środ­kową w wiel­kie pole bitwy o pamięć. Pol­ska zna­la­zła się w jej epi­cen­trum. Waż­nym ele­men­tem tej bitwy jest dzie­dzic­two kul­tu­rowe, w tym dzie­dzic­two mate­rialne.

Dzie­dzic­two kul­tu­rowe to nie tylko pro­ces nie­usta­ją­cej rein­ter­pre­ta­cji prze­szło­ści i wyko­rzy­sty­wa­nia jej do współ­cze­snych celów, lecz także przed­miot kon­flik­tów (czego przy­kła­dem są choćby pola bitewne) i kon­tro­wer­sji - mię­dzy pań­stwami, naro­dami, reli­giami, gru­pami spo­łecz­nymi, regio­nami czy róż­nymi innymi inte­re­sa­riu­szami. John E. Tun­bridge i Gre­gory J. Ash­worth twier­dzą wręcz, że każde dzie­dzic­two z zasady jest obsza­rem debaty i kon­tro­wer­sji2.

Dzie­dzic­two kło­po­tliwe (dis­so­nant heri­tage) sta­nowi szcze­gólny pro­blem Europy Środ­ko­wej, gdzie gra­nice poli­tyczne w XX wieku zmie­niały się szyb­ciej niż gra­nice kul­tu­rowe. Kon­flikty pamięci, nie­pa­mięć oraz pro­blem dzie­dzic­twa kło­po­tli­wego i dzie­dzic­twa nie­chcia­nego są rów­nież pol­skim doświad­cze­niem XX wieku. Nie­pod­le­głość ozna­czała nie tylko two­rze­nie nowej sym­bo­liki pań­stwo­wej, lecz także burze­nie świa­dectw obcej domi­na­cji oraz wyma­zy­wa­nie ich z pamięci zbio­ro­wej. Do wyjąt­kowo dra­stycz­nych form nisz­cze­nia "obcych" sym­boli docho­dziło po roku 1918 na tere­nach daw­nych zabo­rów pru­skiego i rosyj­skiego. W Pozna­niu na przy­kład już w 1919 roku zbu­rzono wszyst­kie pru­skie pomniki, mię­dzy innymi pomnik Ottona von Bismarcka przy dzi­siej­szym placu Mic­kie­wi­cza3. O ile "wymiana" pomni­ków była wów­czas swo­istym zna­kiem czasu w całej Euro­pie Środ­ko­wej4, o tyle na zie­miach zaboru pru­skiego oso­bliwy roz­dział dzie­dzic­twa kło­po­tli­wego sta­no­wiły tak zwane Bismarck-Türme. Na prze­ło­mie XIX i XX wieku na tery­to­riach Cesar­stwa Nie­miec­kiego (oraz poza jego gra­ni­cami, także na innych kon­ty­nen­tach) powstało około 240 wież Bismarcka i wiele z nich zna­la­zło się w gra­ni­cach Dru­giej Rze­czy­po­spo­li­tej5. Naj­bar­dziej znana jest wieża Bismarcka w Mysło­wi­cach, w pobliżu tak zwa­nego trój­kąta trzech cesa­rzy. Kamienną wieżę wido­kową, wysoką na ponad dwa­dzie­ścia metrów, usy­tu­owano na wzgó­rzu u zbiegu Bia­łej i Czar­nej Prze­mszy. Po uro­czy­stym otwar­ciu w roku 1907 wieża szybko stała się atrak­cją tury­styczną i waż­nym zna­kiem w kra­jo­bra­zie pogra­ni­cza trzech impe­riów. Gdy w roku 1922 zna­la­zła się na tery­to­rium Pol­ski, prze­mia­no­wano ją na Wieżę Wol­no­ści i ozdo­biono pła­sko­rzeźbą z wize­run­kiem Tade­usza Kościuszki. W latach trzy­dzie­stych na pole­ce­nie woje­wody ślą­skiego Michała Gra­żyń­skiego została jed­nak roze­brana, a pozy­skany kamień wyko­rzy­stano do budowy kate­dry w Kato­wi­cach6.

Znacz­nie więk­sze emo­cje wyzwa­lały sym­bole car­skiej domi­na­cji na zie­miach daw­nego zaboru rosyj­skiego. Ofiarą zrzu­ce­nia przez Pola­ków jarzma zabo­rów i "odmo­skwia­nia" pol­skich miast po pierw­szej woj­nie świa­to­wej stały się liczne cer­kwie pra­wo­sławne wznie­sione przez car­skie wła­dze jako sym­bol rosyj­skiego pano­wa­nia i narzę­dzie rusy­fi­ka­cji. Archi­tek­tura cer­kiewna znik­nęła po 1918 roku mię­dzy innymi z pej­zażu Kali­sza, Lublina, Płocka i Wło­cławka7. Naj­bar­dziej dra­stycz­nym przy­kła­dem kon­fliktu pamięci było roze­bra­nie monu­men­tal­nego soboru Świę­tego Alek­san­dra New­skiego przy placu Saskim, w sercu War­szawy. Ten pra­wo­sławny sobór kate­dralny wznie­siono w latach 1894-1912 z ini­cja­tywy gene­rała guber­na­tora Josifa Hurki według pro­jektu Leon­tija Benois, wybra­nego do tego zada­nia przez samego cara Alek­san­dra III8. Mimo że sobór miał sta­no­wić "po wsze czasy sym­bol rosyj­skiego pano­wa­nia"9, jego roz­biórka w latach 1924-1926 wywo­łała burz­liwą dys­ku­sję i pro­te­sty śro­do­wisk inte­lek­tu­al­nych. Głos zabrał mię­dzy innymi Ste­fan Żerom­ski, który pro­po­no­wał prze­kształ­ce­nie "nie­chcia­nej budowli" w muzeum mar­ty­ro­lo­gii narodu pol­skiego10.

Spory i kon­flikty pamięci z cza­sów Dru­giej Rze­czy­po­spo­li­tej zostały nie­omal cał­ko­wi­cie prze­sło­nięte przez skalę tra­ge­dii dru­giej wojny świa­to­wej na zie­miach pol­skich. Porzą­dek jał­tań­ski i jego poli­tyczne kon­se­kwen­cje - w tym kolejna zmiana gra­nic i wiel­kie czystki etniczne - dodat­kowo zmul­ti­pli­ko­wały pro­blem dzie­dzic­twa kło­po­tli­wego. Jego nowa defi­ni­cja ozna­czała w powo­jen­nej pol­skiej rze­czy­wi­sto­ści przede wszyst­kim posta­wie­nie znaku rów­no­ści mię­dzy dzie­dzic­twem nie­chcia­nym (unge­wol­l­tes Erbe) a "walką z niem­czy­zną". O skali anty­nie­miec­kich nastro­jów dobrze świad­czą ocze­ki­wa­nia pol­skich dele­ga­tów z Mazur, uczest­ni­ków pierw­szego lubel­skiego zebra­nia Sto­wa­rzy­sze­nia Archi­tek­tów Rze­czy­po­spo­li­tej Pol­skiej (SARP), któ­rzy w listo­pa­dzie 1944 roku żądali, by: "znieść, zbu­rzyć, zetrzeć z powierzchni ziemi wszyst­kie dawne zamki krzy­żac­kie, by ślad po nich nie został, a wspo­mnie­nie zagi­nęło"11. Lista ofiar takiego spo­sobu myśle­nia jest długa i cią­gle czeka na wery­fi­ka­cję. Znaj­dują się na niej zarówno zabytki z epoki śre­dnio­wie­cza, jak i dzie­dzic­two XIX i XX wieku. Szcze­gól­nie dra­stycz­nym prze­ja­wem "walki z niem­czy­zną" stało się masowe nisz­cze­nie nie­miec­kich cmen­ta­rzy na zie­miach zachod­nich i pół­noc­nych PRL. Akcja ta była pro­wa­dzona jesz­cze w latach sie­dem­dzie­sią­tych XX wieku, rów­nież w tak dużych mia­stach jak Gdańsk i Wro­cław.

Nowo­cze­sne teo­rie zarzą­dza­nia dzie­dzic­twem zwra­cają uwagę mię­dzy innymi na kwe­stię wydzie­dzi­czo­nych, gdyż każde dzia­ła­nie w obsza­rze dzie­dzic­twa może ozna­czać pro­blem grup dotknię­tych prze­mocą lub wyklu­cze­niem czy zigno­ro­wa­nych12. Dzie­dzic­two wydzie­dzi­czo­nych i dzie­dzic­two bez dzie­dzi­ców to "pro­dukty" tra­ge­dii XX wieku: Holo­kau­stu i czy­stek etnicz­nych. Bar­dzo dobrym przy­kła­dem tego zja­wi­ska jest Wro­cław - naj­więk­sze mia­sto w Euro­pie i na świe­cie, w któ­rym w wyniku dru­giej wojny świa­to­wej nastą­piła wymiana lud­no­ści w stu pro­cen­tach13. Po 1945 roku Wro­cław stał się poli­go­nem wiel­kich prac kon­ser­wa­tor­skich pole­ga­ją­cych na rekon­struk­cji znisz­czo­nego mia­sta, praw­dzi­wym labo­ra­to­rium dzie­dzic­twa rozu­mia­nego wła­śnie jako pamięć i toż­sa­mość. To mate­ria znacz­nie trud­niej­sza niż kon­ser­wa­cja zabyt­ków. Dla pierw­szych przy­by­wa­ją­cych tam pol­skich osad­ni­ków ruiny nie­miec­kiego Bre­slau ozna­czały bowiem dzie­dzic­two wroga! Przez następne dekady myśle­nie kolej­nych poko­leń wro­cła­wian o nowej małej ojczyź­nie prze­cho­dziło zna­mienną ewo­lu­cję: od dzie­dzic­twa wroga i obcego mia­sta, przez dzie­dzic­two sąsiada, po "umo­je­nie" dzie­dzic­twa i dostrze­że­nie jego war­to­ści uni­wer­sal­nych. Przy­kład Wro­cławia pozwala lepiej zro­zu­mieć siłę i zna­cze­nie dzie­dzic­twa niemate­rialnego, naszej pamięci i toż­sa­mo­ści, a także dyna­mikę pro­cesu, jakim jest dzie­dzic­two14.

Konieczne jest więc wyraźne roz­róż­nie­nie mię­dzy nie­słusz­nie sto­so­wa­nymi zamien­nie poję­ciami: zabytku i dzie­dzic­twa, a także mię­dzy dwoma para­dyg­ma­tami: filo­zo­fii ochrony i filo­zo­fii dzie­dzic­twa. Dzie­dzic­c­two - w odróż­nie­niu od tra­dy­cyj­nie rozu­mia­nego zabytku - nie musi być piękne. To dla­tego Auschwitz jest dzi­siaj naj­czy­tel­niej­szym w świe­cie sym­bo­lem dzie­dzic­twa nie­na­wi­ści (wpi­sa­nym na Listę świa­to­wego dzie­dzic­twa UNE­SCO), a sta­li­now­ski Pałac Kul­tury i Nauki w War­sza­wie służy jako zna­ko­mity przy­kład dzie­dzic­twa kło­po­tli­wego15.

Współ­cze­sny stan­dard poli­tyki pań­stwa w zakre­sie ochrony dzie­dzic­twa można w Euro­pie spro­wa­dzić do kilku zasad. Naj­waż­niej­sze to posta­wie­nie znaku rów­no­ści mię­dzy ter­mi­nami "dobra kul­tury" i "dzie­dzic­two kul­tu­rowe" oraz stwo­rze­nie poję­cia "naszego wspól­nego dzie­dzic­twa" (our com­mon heri­tage). Zapo­biega się dzięki temu groź­bie selek­tyw­nej ochrony zabyt­ków według kry­te­riów ide­olo­gicz­nych lub poli­tycz­nych16. A jak jest w rze­czy­wi­sto­ści?

Naj­bar­dziej intry­gu­ją­cym przy­kła­dem kło­po­tli­wego dzie­dzic­twa Trze­ciej Rze­szy w Kra­ko­wie pozo­staje Wawel17. Zwłasz­cza domi­nu­jący w pej­zażu wzgó­rza wawel­skiego budy­nek numer 5 był owo­cem dys­ku­sji i stu­diów pro­jek­to­wych, a ogólną kon­cep­cję jego ukształ­to­wa­nia zatwier­dził oso­bi­ście w marcu 1941 roku Hans Frank18. Mimo styg­matu dzie­dzic­twa nie­chcia­nego i poli­tycz­nie nie­po­praw­nej metryki uro­dze­nia budy­nek numer 5 w for­mie Verwaltungsgebäude der Kan­zlei Burg prze­trwał jako wawel­skie dzie­dzic­two Trze­ciej Rze­szy w sta­nie nie­zmie­nio­nym zarówno przez okres PRL, jak i przez kil­ka­na­ście pierw­szych lat Trze­ciej Rze­czy­po­spo­li­tej. Dopiero w latach 2006-2009 kan­ce­la­ria Hansa Franka pod­dana została spek­ta­ku­lar­nej prze­bu­do­wie. Ten naj­now­szy roz­dział "walki z niem­czy­zną" miał na celu "usu­nię­cie cho­ciaż w czę­ści piętna nie­miec­kich poczy­nań na wzgó­rzu oraz poprawę archi­tek­tury w tak waż­nym i repre­zen­ta­cyj­nym miej­scu"19. Ponad sześć­dzie­siąt lat po upadku Trze­ciej Rze­szy na Wawelu - w szcze­gól­nym miej­scu pamięci zbio­ro­wej Pola­ków - nie prze­wi­dziano już miej­sca dla Verwaltungsgebäude der Kan­zlei Burg. W opi­nii pol­skich kon­ser­wa­to­rów kró­lew­skiej rezy­den­cji archi­tek­to­niczne dzie­dzic­two Trze­ciej Rze­szy nie paso­wało do kon­stru­owa­nia naro­do­wej pamięci o "świę­tej górze Pola­ków". Było przed­mio­tem kon­tro­wer­sji - zwłasz­cza że miej­sce tak ważne dla narodu jak Wawel kon­sty­tu­uje toż­sa­mość naro­dową. W ten spo­sób Wawel jako labo­ra­to­rium pol­skiej pamięci zbio­ro­wej stał się w ostat­nim cza­sie papier­kiem lak­mu­so­wym naszego sto­sunku do dzie­dzic­twa Trze­ciej Rze­szy. Czy jej mate­rialne resztki pozo­stają w Pol­sce dzie­dzic­twem kło­po­tli­wym i rze­czy­wi­ście winny być wyma­zy­wane z pamięci?

To jedno z pytań, które sta­wiamy sobie dziś. Czy doj­rze­li­śmy do odpo­wie­dzi na nie? Ważne, że w Mię­dzy­na­ro­do­wym Cen­trum Kul­tury doj­rze­li­śmy do zada­nia tego pyta­nia. Padło ono w cza­sie kon­fe­ren­cji zaty­tu­ło­wa­nej Kło­po­tliwe dzie­dzic­two Trze­ciej Rze­szy w Pol­sce, którą zor­ga­ni­zo­wa­li­śmy w part­ner­stwie z Zen­tra­lin­sti­tut für Kun­st­ge­schichte z Mona­chium w grud­niu 2018 roku. Zada­li­śmy je w MCK nie dla­tego, że nasza sie­dziba przy Rynku Głów­nym w Kra­ko­wie została w roku 1940 prze­bu­do­wana, by słu­żyć Han­sowi Fran­kowi jako sie­dziba NSDAP dla całego Gene­ral­nego Guber­na­tor­stwa20. Padło ono dla­tego, że Cen­trum wyro­sło z pol­skiej zmiany roku 1989 po to, by mie­rzyć się z trud­nymi tema­tami w dia­logu z naszymi sąsia­dami. W tę filo­zo­fię wpi­suje się rów­nież nasza książka zaty­tu­ło­wana Kło­po­tliwe dzie­dzic­two? Archi­tek­tura Trze­ciej Rze­szy w Pol­sce. Zawiera ona zarówno owoce kra­kow­skiej kon­fe­ren­cji z roku 2018, jak i tek­sty spe­cjal­nie zamó­wione na potrzeby tej publi­ka­cji.

Sztuka Trze­ciej Rze­szy sta­no­wiła w cza­sach PRL temat przez bada­czy igno­ro­wany, a przez cen­zurę zaka­zany. Na pol­skim grun­cie pierw­szą próbą prze­ła­ma­nia tego tabu była książka Pio­tra Kra­kow­skiego Sztuka Trze­ciej Rze­szy wydana przez Mię­dzy­na­ro­dowe Cen­trum Kul­tury wspól­nie z Irsą21. Pro­fe­sor Kra­kow­ski pomi­nął w niej jed­nak pro­ble­ma­tykę archi­tek­tury hitle­row­skiej w Pol­sce. Dzi­siaj - ponad ćwierć wieku póź­niej - chcemy więc pójść dalej. Zwłasz­cza że jesz­cze w latach dzie­więć­dzie­sią­tych XX wieku archi­tek­tura ta stała się przed­mio­tem poważ­nych badań w Niem­czech. Ich zna­czą­cym i poucza­ją­cym efek­tem jest pio­nier­skie stu­dium Nie­lsa Gut­schowa zaty­tu­ło­wane Ord­nung­swahn. Archi­tek­ten pla­nen im "ein­ge­deut­sch­ten Osten" 1939-1945, wydane w roku 200122.

Histo­ria urba­ni­styki i archi­tek­tury Trze­ciej Rze­szy docze­kała się obfi­tej lite­ra­tury przed­miotu, głów­nie - co zro­zu­miałe - nie­miecko- i anglo­ję­zycz­nej. Pro­ble­ma­tyka ta w ostat­nim cza­sie zain­te­re­so­wała rów­nież rosnącą grupę pol­skich bada­czy w kilku ośrod­kach uni­wer­sy­tec­kich. Podej­mo­wane przez nich stu­dia doty­czą nie tylko Wro­cła­wia czy Szcze­cina po roku 1933, lecz także pol­skich miast, zarówno tych, które w 1939 roku zostały inkor­po­ro­wane w gra­nice Rze­szy, takich jak Poznań i Łódź czy Toruń i Oświę­cim, jak i Kra­kowa oraz War­szawy23. W roku 1945 w gra­ni­cach powo­jen­nej Pol­ski zna­la­zły się więc zie­mie nale­żące do Dru­giej Rze­czy­po­spo­li­tej, ale też tery­to­ria sta­no­wiące wcze­śniej inte­gralną część Rze­szy Nie­miec­kiej. Sam ten fakt stwa­rza wyjąt­kową w skali Europy per­spek­tywę badaw­czą. W przy­szło­ści warto będzie pod­dać ana­li­zie - we współ­pracy ze wschod­nimi sąsia­dami Pol­ski - także tery­to­ria Dru­giej Rze­czy­po­spo­li­tej, które w wyniku paktu Rib­ben­trop-Moło­tow zna­la­zły się w 1939 roku pod oku­pa­cją sowiecką. "Dopiero" w roku 1941 po agre­sji Nie­miec na Zwią­zek Radziecki sta­wały się one przed­mio­tem kolej­nych hitle­row­skich wizji i pla­nów. Doty­czy to zwłasz­cza okręgu bia­ło­stoc­kiego włą­czo­nego do Prus Wschod­nich i tak zwa­nego Distrikt Gali­zien ze sto­licą we Lwo­wie, sta­no­wiącego od 1941 roku nową część Gene­ral­nego Guber­na­tor­stwa.

Nie­miec­kie plany pod­boju i hitle­row­ska poli­tyka ludo­bój­stwa, zwłasz­cza w Pol­sce bez­po­śred­nio powią­zana z urba­ni­stycz­nymi wizjami oku­pan­tów, prze­są­dziły o jed­no­znacz­nej kwa­li­fi­ka­cji całego dorobku archi­tek­tów Trze­ciej Rze­szy jako dzie­dzic­twa okru­cień­stwa (heri­tage of atro­city). Nie może to jed­nak ozna­czać pomi­ja­nia tego zja­wi­ska i igno­ro­wa­nia go w bada­niach nad sztuką XX wieku w Pol­sce, w tym rów­nież nad nie­miec­kimi wizjami urba­ni­stycz­nymi wobec pol­skich miast. W więk­szo­ści pozo­stały one na papie­rze, a wznie­sione przez Niem­ców w latach 1940-1944 budowle wto­piły się w kra­jo­braz. Warto więc spoj­rzeć na te pro­jekty "szkieł­kiem i okiem".

Koniecz­ność pod­ję­cia i pro­wa­dze­nia sys­te­ma­tycz­nych badań doty­czy zarówno nie­licz­nych budowli archi­tek­tury monu­men­tal­nej pozo­sta­wio­nej przez Trze­cią Rze­szę w Pol­sce, jak i obiek­tów nie­ro­ze­rwal­nie zwią­za­nych z histo­rią Holo­kau­stu. Szcze­gólną rolę w "grze w dzie­dzic­two" odgry­wają miej­sca pamięci. Skła­dają się one z ele­men­tów zarówno mate­rial­nych, jak i niemate­rial­nych. Są bowiem dłu­go­trwa­łymi, utrzy­mu­ją­cymi się przez poko­le­nia kata­li­za­to­rami zbio­ro­wej pamięci i toż­sa­mo­ści, które sta­no­wią część spo­łecz­nych, kul­tu­ro­wych i poli­tycz­nych zwy­cza­jów.

Archi­tek­tura Trze­ciej Rze­szy jako ele­ment więk­szego pro­blemu kło­po­tli­wego dzie­dzic­twa odzna­cza się wyjąt­kowo "wyso­kim wskaź­ni­kiem kło­po­tli­wo­ści". Na tym zasa­dza się też szcze­gólna trud­ność bada­nia archi­tek­tury Trze­ciej Rze­szy na tery­to­rium Pol­ski. Trzeba przy tym mówić rów­nież o nie­zwy­kło­ści przy­padku Pol­ski w kwe­stii archi­tek­tury Trze­ciej Rze­szy! Na zie­miach znaj­du­ją­cych się przed rokiem 1939 w gra­ni­cach pań­stwa nie­miec­kiego Trze­cia Rze­sza stwo­rzyła już w latach trzy­dzie­stych pokaźny zasób budow­lany. To nie tylko cha­rak­te­ry­styczna archi­tek­tura wiel­kich ośrod­ków, takich jak Wro­cław, Szcze­cin, Opole, Gli­wice, Bytom czy Wolne Mia­sto Gdańsk. Dzie­dzic­two Trze­ciej Rze­szy jako część jej toż­sa­mo­ści na tere­nach Nie­miec sprzed 1939 roku to także: ratu­sze, sie­dziby władz i admi­ni­stra­cji róż­nego szcze­bla, budynki sądów, kom­pleksy woj­skowe, dworce kole­jowe, szkoły itp., roz­siane w mniej­szych i więk­szych miej­sco­wo­ściach Ślą­ska, Pomo­rza czy War­mii i Mazur. Można tam zna­leźć zarówno ważne dla ide­olo­gii i pro­pa­gandy Trze­ciej Rze­szy miej­sca sym­bole, takie jak Anna­berg (Góra Świę­tej Anny) i Tan­nen­berg (Olsz­ty­nek), czy wzor­cowe ośrodki szko­le­nia kadr nazi­stow­skich w rodzaju Ordens­burg Krössinsee (Zło­cie­niec), jak i z wiel­kim roz­ma­chem prze­pro­wa­dzone inwe­sty­cje w infra­struk­turę: auto­strady, kanały czy obiekty spor­towe, mię­dzy innymi sta­dion olim­pij­ski we Wro­cławiu. To nie­wąt­pli­wie refleks, a nawet istotna część dzie­dzic­twa Trze­ciej Rze­szy sprzed agre­sji na Pol­skę oraz intry­gu­jący roz­dział histo­rii rela­cji mię­dzy archi­tek­turą a ide­olo­gią i tota­li­tar­nym sys­te­mem poli­tycz­nym. Z dru­giej jed­nak strony można spo­tkać nad Wisłą liczne "pomniki" krwa­wej nie­miec­kiej oku­pa­cji, które czę­sto miesz­czą się w poję­ciu "archi­tek­tura i zbrod­nia". Na pod­bi­tych przez Wehr­macht w 1939 roku pol­skich tery­to­riach mamy do czy­nie­nia z kolo­nial­nym aspek­tem hitle­row­skich pla­nów wobec ziem daw­nej Dru­giej Rze­czy­po­spo­li­tej. Są to zarówno reali­za­cje, jak i pro­jekty oraz wizje potwier­dza­jące zbrod­ni­cze plany Hitlera! Doty­czą one tere­nów Dru­giej RP wcie­lo­nych w roku 1939 do Rze­szy, na przy­kład Pozna­nia, Kato­wic, Łodzi, Toru­nia, Cie­cha­nowa, Oświę­ci­mia, a także Gene­ral­nego Guber­na­tor­stwa, zwłasz­cza pro­blemu nie­chcia­nej sto­łecz­no­ści Kra­kowa. Różne były też kon­tek­sty powsta­wa­nia poszcze­gól­nych obiek­tów, różne zaan­ga­żo­wa­nie nie­miec­kich oraz pol­skich archi­tek­tów i urba­ni­stów w ich reali­za­cję tudzież różne ich wobec tego postawy. Odkry­wa­niu tego zasobu i jego róż­no­rod­no­ści towa­rzy­szy cię­żar zbrodni sym­bo­li­zo­wa­nej przez Holo­kaust, a ste­ro­wa­nej przez Hitlera z Wol­fs­schanze pod Kętrzy­nem.

Pro­ble­ma­tyka urba­ni­styki i archi­tek­tury pozo­sta­wio­nej przez Trze­cią Rze­szę na tery­to­riach powo­jen­nej Pol­ski nie może ogra­ni­czać się zatem do badań opar­tych tylko na tra­dy­cyj­nym warsz­ta­cie histo­rii sztuki. Jestem prze­ko­nany, że klu­czem do zgłę­bie­nia istoty pro­blemu jest per­spek­tywa oparta na teo­rii dzie­dzic­twa kul­tu­ro­wego. Nie tylko inwen­ta­ry­za­cja arte­fak­tów, lecz także prze­ła­mu­jąca tabu ich inter­pre­ta­cja winny pozwo­lić na sfor­mu­ło­wa­nie wnio­sków i wypra­co­wa­nie spój­nej postawy wobec pozo­sta­wio­nego przez Trze­cią Rze­szę w Pol­sce dzie­dzic­twa.

Jakie można dziś sfor­mu­ło­wać postu­laty badaw­cze? Jakie są cele i kie­runki pro­wa­dzo­nych w wielu ośrod­kach w Pol­sce badań? Na pierw­szy plan wysuwa się potrzeba dia­logu, współ­pracy i sys­te­ma­ty­za­cji geo­gra­fii pro­wa­dzo­nych badań. Róż­no­rod­ność funk­cji i gatun­ków archi­tek­to­nicz­nych, które są przed­mio­tem naszego zain­te­re­so­wa­nia nauko­wego, pro­wa­dzi do oczy­wi­stego pyta­nia: w jakim zakre­sie dzie­dzic­two Trze­ciej Rze­szy, dzie­dzic­two kło­po­tliwe, winno być chro­nione?! Na te i wiele innych pytań pró­bu­jemy poszu­ki­wać odpo­wie­dzi w tej książce. Mam nadzieję, że reje­struje ona kolejne owoce badań pol­skich i nie­miec­kich uczo­nych nad archi­tek­turą i urba­ni­styką Trze­ciej Rze­szy, jaką odzie­dzi­czyła powo­jenna Pol­ska, a także inspi­ruje do szer­szej reflek­sji nad feno­me­nem dzie­dzic­twa kło­po­tliwego.

Jacek Pur­chla, Naród - Dzie­dzic­two - Pamięć, "Zagad­nie­nia Sądow­nic­twa Kon­sty­tu­cyj­nego" 2012, nr 2 (4), s. 62. [wróć]

John E. Tun­bridge, Gre­gory J. Ash­worth, Dis­so­nant Heri­tage. The Mana­ge­ment of the Past as a Reso­urce in Con­flict, Chi­che­ster 1996, pas­sim. [wróć]

Witold Molik, Straż nad Wartą. Pomnik Bismarcka w Pozna­niu (1903-1919), "Kro­nika Mia­sta Pozna­nia" 2001, nr 2, s. 91-108. [wróć]

Zob. np. Zdeněk Hojda, Jiří Pokorny, Pomniky a zapo­mniky, Praha 1996; Zdeněk Hojda, Pomník - svatyně národa, w: Sacrum et pro­fa­num. Sborník příspěvků ze stejnojmenného sym­po­zia k pro­ble­ma­tice 19. století, k vyd. připravili Marta Ottlová, Milan Pospíšil, Praha 1998, s. 54-64; Csaba Kiss, Lek­cja Europy Środ­ko­wej. Eseje i szkice, Kra­ków 2009, s. 151-157. [wróć]

Günter Kloss, Sie­glinde Seele, Bismarck-Türme und Bismarck-Säulen. Eine Bestand­sauf­nahme, Peters­berg 1997, pas­sim. [wróć]

Sie­glinde Seele, Lexi­kon der Bismarck-Denkmäler, Peters­berg 2005, s. 282. Rafał Makała, Nowo­cze­sna pra­ar­chi­tek­tura. Archi­tek­to­niczne pomniki naro­dowe w wil­hel­miń­skich Niem­czech (1888-1918), Szcze­cin 2015. [wróć]

Piotr Pasz­kie­wicz, Spór o cer­kwie pra­wo­sławne w II Rze­czy­po­spo­li­tej. "Odmo­skwia­nie" czy "polo­ni­za­cja"?, w: Nacjo­na­lizm w sztuce i histo­rii sztuki 1789-1950, red. Dariusz Kon­stan­ty­nów, Robert Pasieczny, Piotr Pasz­kie­wicz, War­szawa 1998, s. 228. [wróć]

Piotr Pasz­kie­wicz, Pod ber­łem Roma­no­wów. Sztuka rosyj­ska w War­sza­wie. 1815-1915, War­szawa 1991, s. 115-120. [wróć]

Ibi­dem, s. 115. [wróć]

Ibi­dem, s. 196-201. [wróć]

Marta Leśnia­kow­ska, Pol­ska histo­ria sztuki i nacjo­na­lizm, w: Nacjo­na­lizm w sztuce..., op. cit., s. 44. [wróć]

Peter Howard, Heri­tage. Mana­ge­ment, Inter­pre­ta­tion, Iden­tity, Lon­don - New York 2003, s. 211-212. [wróć]

Gre­gor Thum, Obce mia­sto Wro­cław 1945 i potem, tłum. Mał­go­rzata Sła­bicka, Wro­cław 2005, pas­sim. [wróć]

J. Pur­chla, Naród - Dzie­dzic­two - Pamięć, op. cit., s. 63-64. [wróć]

Jeremi T. Kró­li­kow­ski, Meta­mor­fozy archi­tek­tury impe­rial­nej - od soboru na placu Saskim do Pałacu Kul­tury i Nauki, w: Kul­tura i poli­tyka. Wpływ poli­tyki rusy­fi­ka­cyj­nej na kul­turę zachod­nich rubieży Impe­rium Rosyj­skiego (1772-1915), red. Dariusz Kon­stan­ty­nów, Piotr Pasz­kie­wicz, War­szawa 1994, s. 273-279. [wróć]

J. Pur­chla, Naród - Dzie­dzic­two - Pamięć, op. cit., s. 64. [wróć]

Sze­roko na ten temat w arty­kule: Jacek Pur­chla, Wawel - dzie­dzic­two kło­po­tliwe?, w: Velis quod possis. Stu­dia z histo­rii sztuki ofia­ro­wane Pro­fe­so­rowi Janowi Ostrow­skiemu, red. Andrzej Betlej et al., Kra­ków 2016, s. 491-498. [wróć]

Jacek Pur­chla, Mia­sto i poli­tyka. Przy­padki Kra­kowa, Kra­ków 2018, s. 122. [wróć]

Jadwiga Gwiz­da­łówna, Wawel pod­czas oku­pa­cji nie­miec­kiej 1939-1945. Prze­miany archi­tek­tury. Echa archi­tek­tury nazi­stow­skiej, "Rocz­nik Kra­kow­ski" 2011, t. 77, s. 140; Jadwiga Gwiz­da­łówna, Archi­tek­tura Wawelu w cza­sie oku­pa­cji nie­miec­kiej 1939-1945, Kra­ków 2019. [wróć]

Żanna Komar, Meta­mor­fozy, w: Rynek Główny 25. Dzieje jed­nego adresu, red. Jacek Pur­chla, Kra­ków 2019, s. 112-126. [wróć]

Piotr Kra­kow­ski, Sztuka Trze­ciej Rze­szy, Kra­ków 1994. [wróć]

Niels Gut­schow, Ord­nung­swahn. Archi­tek­ten pla­nen im "ein­ge­deut­sch­ten Osten" 1939-1945, Gütersloh etc. 2001. Jesz­cze w latach dzie­więć­dzie­sią­tych XX wieku bada­nia nad dzie­dzic­twem Trze­ciej Rze­szy na tery­to­riach, które w roku 1945 objęło pań­stwo pol­skie, pod­jął Janusz Dobesz w postaci mono­gra­fii archi­tek­tury Wro­cła­wia lat 1933-1945. Por. Janusz L. Dobesz, Wro­cław­ska archi­tek­tura spod znaku swa­styki na tle budow­nic­twa III Rze­szy, Wro­cław 1999. [wróć]

Waż­nym owo­cem tych stu­diów jest wydana w roku 2019 w Pozna­niu praca zbio­rowa pod redak­cją Karo­liny Jary i Alek­san­dry Para­dow­skiej, która sta­nowi próbę prze­glądu aktu­al­nego stanu badań pol­skiego śro­do­wi­ska histo­ry­ków sztuki i archi­tek­tury nad spu­ści­zną Trze­ciej Rze­szy w Pol­sce. Por. Urba­ni­styka i archi­tek­tura okresu III Rze­szy w Pol­sce, red. Karo­lina Jara, Alek­san­dra Para­dow­ska, Poznań 2019. [wróć]

Niniej­szy krótki wstęp ma posłu­żyć jako ogólna reflek­sja nad impli­ka­cjami poję­cia "dzie­dzic­twa kło­po­tli­wego" (dis­so­nan­tes Erbe) w odnie­sie­niu do (śla­dów, frag­men­tów, pozo­sta­ło­ści, ruin) archi­tek­tury Trze­ciej Rze­szy. Być może prze­my­śle­nia w nim zawarte przy­czy­nią się do wypra­co­wa­nia zarówno aka­de­mic­kiej per­spek­tywy, jak i swo­istej postawy moral­nej wobec archi­tek­tury nazi­stow­skiej wciąż obec­nej i widocz­nej na tery­to­rium dzi­siej­szej Pol­ski.

Można poku­sić się o stwier­dze­nie, że dzie­dzic­two kul­tu­rowe w ogóle jako pro­dukt asy­me­trycz­nych rela­cji spo­łecz­nych jest, w pew­nym sen­sie, mocno kło­po­tliwe. W żad­nym bowiem momen­cie histo­rii nie udało się stwo­rzyć ide­al­nie zrów­no­wa­żo­nej, wie­lo­wy­mia­ro­wej kul­tury mają­cej na wzglę­dzie dobro każ­dej jed­nostki. Kul­tura jest więc - z defi­ni­cji - pro­duktem, czy też pro­duktem ubocz­nym zbio­ro­wo­ści cha­rak­te­ry­zu­ją­cej się okre­ślo­nym ustro­jem spo­łecz­nym, eko­no­micz­nym i mili­tar­nym. Nie­mal zawsze bywa frag­men­ta­ryczna i stron­ni­cza, ten­den­cyjna, nie­obiek­tywna, nie fair, nie­spra­wie­dliwa, jed­no­stronna. Choć zabrzmi to rady­kal­nie, to wła­śnie w prze­strzeni kon­fliktu, a nie har­mo­nii wykuwa się zazwy­czaj kształt kul­tu­rowego dzie­dzic­twa. Dyk­ta­to­rzy, wpły­wowa ary­sto­kra­cja, przy­wódcy czy wyso­kiej rangi urzęd­nicy, lide­rzy reli­gijni, zamożni kupcy i ban­kie­rzy, wszel­kie jed­nostki czy grupy spra­wu­jące wła­dzę bądź uzur­pu­jące sobie do tej wła­dzy prawo - kie­dyś to oni podej­mo­wali decy­zje doty­czące wytwa­rza­nia, dys­try­bu­cji i odbioru kul­tury, arte­fak­tów i dzie­dzic­twa kul­tu­rowego, i robili to arbi­tral­nie, bez kon­sul­ta­cji, zasię­ga­nia czy­jej­kol­wiek opi­nii oraz, rzecz jasna, nie pyta­jąc nikogo o zgodę.

Idąc tym tro­pem, wszel­kie dzie­dzic­two kul­tu­rowe można uznać za na wskroś kło­po­tliwe, gdyż dając głos jed­nym, rów­no­cze­śnie odbiera go innym1. Dla­czego więc kon­cep­cja dzie­dzic­twa kło­po­tli­wego jest względ­nie nowym zja­wi­skiem, dys­ku­to­wa­nym w szer­szych krę­gach aka­de­mic­kich dopiero od lat dzie­więć­dzie­sią­tych XX wieku? I dla­czego jest istotna, pomocna i potrzebna?

Otóż dla­tego, że więk­szość prób kon­cep­tu­ali­za­cji istoty dzie­dzic­twa kul­tu­ro­wego opiera się na podej­ściu afir­ma­tyw­nym: pewna wio­ska jest cha­rak­te­ry­stycz­nym prze­ja­wem kolo­nial­nego roz­ma­chu pierw­szych osad­ni­ków, jakaś budowla odzwier­cie­dla klu­czowe cechy danej spo­łecz­no­ści, a kon­kretny motyw arty­styczny sta­nowi dowód na histo­ryczną cią­głość toż­sa­mo­ści zbio­ro­wej danej wspól­noty, bo prze­trwał w nie­zmie­nio­nym kształ­cie przez wieki, i tak dalej. W takim kon­tek­ście dzie­dzic­two kul­tu­rowe - i prze­szłość jako taka - ma wymiar pozy­tywny w tym sen­sie, że sta­nowi ist­nie­jący, nama­calny prze­jaw (czę­sto fik­cyj­nej) toż­sa­mo­ści zbio­ro­wej bądź naro­do­wej. Pod­su­mo­wu­jąc,

[...] histo­ria została zgro­ma­dzona i zapre­zen­to­wana jako dzie­dzic­two - jako zna­cząca prze­szłość, o któ­rej należy pamię­tać; coraz wię­cej budowli i innych miejsc zostaje powo­ła­nych na świad­ków histo­rii. Roz­ma­ite grupy doma­gają się publicz­nego uzna­nia poprzez iden­ty­fi­ka­cję i pre­zen­ta­cję "swo­jego dzie­dzic­twa"2.

Histo­ria ochrony zabyt­ków dowo­dzi, że taka postawa ma zna­cze­nie for­ma­tywne i roz­strzy­ga­jące3. Prze­ko­na­nie, że zde­fi­nio­wane w ten spo­sób dzie­dzic­two pełni wyjąt­kową, a zara­zem okre­śloną funk­cję spo­łeczną - upra­wo­moc­nia zbu­do­wane na grun­cie tra­dy­cji auto­chto­nicz­nej poczu­cie dumy i wła­snej war­to­ści - było powszechne przez całe stu­le­cia i takie na­dal na wielką skalę pozo­staje.

Dzie­dzic­two kło­po­tliwe nato­miast postrzega prze­szłość jako histo­rię kon­flik­tów, cier­pie­nia, pro­ble­mów, straty. Budo­wa­nie toż­sa­mo­ści - w sen­sie "tra­dy­cji wyna­le­zio­nej" Erica Hobs­bawma (1983)4 - jest zatem nie tyle nie­moż­liwe, ile o wiele bar­dziej pro­ble­ma­tyczne i sta­nowi cią­głe wyzwa­nie. Kon­cep­cja dzie­dzic­twa kło­po­tli­wego domaga się spe­cy­ficz­nego rodzaju myśle­nia i skut­kuje spe­cy­ficz­nym rozu­mie­niem prze­szło­ści. Z natury swej jest więc kon­cep­cją kry­tyczną - rów­nież dla­tego, że "poli­tyka prze­szło­ści" (Ver­gan­gen­he­it­spo­li­tik, spo­sób, w jaki okre­ślony obraz z prze­szło­ści jest przed­sta­wiany, prze­ka­zy­wany i komu­ni­ko­wany5), "poli­tyka pamięci" oraz "poli­tyka toż­sa­mo­ści" wyma­gają tu nowej reflek­sji, ana­lizy, inter­pre­ta­cji i zro­zu­mie­nia. Z tej per­spek­tywy wszel­kie dzie­dzic­two kul­tu­rowe wydaje się tylko mate­rialną ema­na­cją szer­szych oglą­dów świata czy wprost kon­cep­cji i (zmien­nych) defi­ni­cji ludz­ko­ści. W kon­se­kwen­cji sam pro­ces zapi­sy­wa­nia w pamięci jawi się jako nie­mia­ro­dajny: czyje wspo­mnie­nia i czyje dzie­dzic­two są warte uwagi, a czyje nie znaj­dują w ogóle żad­nej repre­zen­ta­cji?6

Dyle­maty, jakie rodzi dzie­dzic­two kło­po­tliwe, są w szcze­gól­nie misterny spo­sób powią­zane z "gra­niem prze­szło­ścią", odzwier­cie­dla­ją­cym histo­ryczne oraz bie­żące kon­flikty doty­czące wła­sno­ści, dzie­dzi­cze­nia i dzie­dzic­twa kul­tu­ro­wego. Ponow­nie doty­kamy więc kwe­stii nar­ra­cji, a te kształ­tują się zwy­kle w dyna­mice współ­cze­snych postaw, prze­ko­nań i poglą­dów. "Gra­nie prze­szło­ścią" może przy­bie­rać roz­ma­ite formy: okre­śla­nia i potwier­dza­nia toż­sa­mo­ści zbio­ro­wej, kre­owa­nia bądź narzu­ca­nia toż­sa­mo­ści naro­do­wej; przy­pi­sy­wa­nia zna­cze­nia, god­no­ści, szla­chet­no­ści, a także war­to­ści komer­cyj­nej czy ryn­ko­wej; wzmac­nia­nia poczu­cia przy­na­leż­no­ści regio­nal­nej lub etnicz­nej, umac­nia­nia tra­dy­cji w anta­go­ni­zu­jący, wyklu­cza­jący spo­sób; kon­tro­lo­wa­nia, kształ­to­wa­nia i defi­nio­wa­nia współ­cze­snych i przy­szłych kon­cep­cji toż­sa­mo­ści zbio­ro­wej.

W obrę­bie tego wła­śnie szer­szego tery­to­rium defi­ni­cji, ewa­lu­acji i ocen - w isto­cie swo­jej poli­tycz­nych - znaj­dują się poję­cia zarówno dzie­dzic­twa kul­tu­ro­wego, jak i dzie­dzic­twa kło­po­tli­wego. Nie bez powodu okre­śle­nie "dzie­dzic­two kło­po­tliwe" wygrało z okre­śle­niami takimi jak "trudne", "mroczne" czy "nie­wy­godne": słowo "kło­po­tliwe" w swej pojem­nej pre­cy­zyj­no­ści dopusz­cza bowiem wie­lość per­spek­tyw, istotą jego zna­cze­nia jest akcep­ta­cja róż­nych punk­tów widze­nia. W prze­ło­mo­wej pracy Dis­so­nant Heri­tage. The Mana­ge­ment of the Past as a Reso­urce in Con­flict - opu­bli­ko­wa­nej w 1996 roku, a napi­sa­nej w cza­sach wojny w kra­jach byłej Jugo­sła­wii (1991-2001) oraz upadku reżimu apar­the­idu w RPA (1994) - John E. Tun­bridge i Gre­gory J. Ash­worth zwra­cają uwagę na spe­cy­fikę pro­ble­ma­tyki, którą okre­ślają mia­nem "dzie­dzic­twa okru­cień­stwa" (heri­tage of atro­city), odno­szą­cego się do ludz­kiej traumy i cier­pie­nia. Bez wąt­pie­nia archi­tek­tura Trze­ciej Rze­szy w Pol­sce jest wyra­zem "celowo zada­nego eks­tre­mal­nego ludz­kiego cier­pie­nia, które można okre­ślić mia­nem okru­cień­stwa". Zda­niem auto­rów "dyso­nans wywo­łany przez inter­pre­ta­cję okru­cień­stwa jest dozna­niem nie tylko nie­zwy­kle poru­sza­ją­cym i trwa­łym, ale też doj­mu­jąco ambi­wa­lent­nym zarówno dla ofiar, spraw­ców, jak i obser­wa­to­rów"7.

Osąd ten, jak naj­bar­dziej upraw­niony, sta­nowi jed­no­cze­śnie źró­dło wie­lo­ra­kich dyle­ma­tów - dla władz poli­tycz­nych i admi­ni­stra­cyj­nych na pozio­mie ogól­no­kra­jo­wym, regio­nal­nym i muni­cy­pal­nym, dla insty­tu­cji dzie­dzic­twa kul­tu­ro­wego, takich jak urzędy ochrony zabyt­ków, także dla nauk huma­ni­stycz­nych w ogóle, a dla histo­rii sztuki i archi­tek­tury w szcze­gól­no­ści: które bowiem frag­menty prze­szło­ści warte są zacho­wa­nia, zba­da­nia i ana­lizy? Co włą­czamy do kanonu i do pamięci zbio­ro­wej, a co wyklu­czamy? Po co chro­nić i zacho­wy­wać archi­tek­turę obo­zów kon­cen­tra­cyj­nych czy obo­zów śmierci? Skoro już raz odnie­śli­śmy suk­ces, bo tak pomyśl­nie (pomimo wszystko) udało nam się prze­bu­do­wać toż­sa­mość zbio­rową, to jaki jest sens od nowa zaj­mo­wać się tym, co dawno zostało prze­pra­co­wane?

Powyż­sze dyle­maty jasno poka­zują, dla­czego ana­liza archi­tek­tury Trze­ciej Rze­szy z per­spek­tywy dzie­dzic­twa kło­po­tli­wego nie­uchron­nie spro­wa­dza się do kwe­stii defi­ni­cji i kon­troli, kształ­to­wa­nia obrazu prze­szło­ści, inter­pre­ta­cji i budo­wa­nia nar­ra­cji, innymi słowy - do "siło­wych prze­py­cha­nek w pro­ce­sie debaty nad pamię­cią zbio­rową"8. Z kolei przy­glą­da­jąc się tym pro­ce­som na prze­strzeni ostat­nich sie­dem­dzie­się­ciu pię­ciu lat, zysku­jemy "głęb­szą wie­dzę o tym, jak powo­jenne spo­łe­czeń­stwo nie­miec­kie pora­dziło sobie z pro­ble­mem nazi­stow­skiego dzie­dzic­twa"9. Na naszą per­cep­cję pro­ce­sów, które zakoń­czyły się dawno temu, a któ­rych ślady wciąż są nama­cal­nie obecne w naszej rze­czy­wi­sto­ści, w oczy­wi­sty spo­sób wpły­wają bie­żące pro­blemy, lęki i domnie­ma­nia, naj­śwież­sze doświad­cze­nia i wyda­rze­nia10. Z czy­stej koniecz­no­ści zatem nasza rama ana­li­tyczna (nasz układ odnie­sie­nia) musi brać pod uwagę tę dyna­miczną zło­żo­ność pro­ce­sów zwrot­nych (Rückkopplung), wszyst­kich nie­ustan­nie się zazę­bia­ją­cych, wie­lo­war­stwo­wych, wza­jem­nie się prze­pla­ta­ją­cych i wza­jem­nie zależ­nych inte­rak­cji11.

Przy­kła­dową ilu­stra­cją dzia­ła­nia tego mecha­ni­zmu są spory publiczne, jakie regu­lar­nie czy wręcz per­ma­nent­nie poja­wiają się - co nie dziwi - w Niem­czech. Przy­bliżę pokrótce trzy istotne debaty czy też dys­puty, do któ­rych doszło jedy­nie w latach 2019-2020. Spór pierw­szy roz­go­rzał po uka­za­niu się 24 maja 2019 roku numeru cza­so­pi­sma "Arch+ Zeit­schrift für Archi­tek­tur und Urba­ni­smus" zaty­tu­ło­wa­nego Rechte Räume. Bericht einer Euro­pa­re­ise. Wyda­nie zawie­rało repor­taże poświę­cone "poli­tyce prze­strzen­nej pra­wi­co­wego popu­li­zmu" (oraz uka­zy­wało sto­su­nek tej for­ma­cji do archi­tek­tury faszy­stow­skiej i nazi­stow­skiej); gorąca debata pra­sowa, która po tym nastą­piła, zaowo­co­wała publi­ka­cją w paź­dzier­niku 2019 roku osob­nego, dwu­dzie­stocz­te­ro­stro­ni­co­wego numeru "Arch+ featu­res 96", zbie­ra­ją­cego i doku­men­tu­ją­cego wszyst­kie reak­cje na ów "kło­po­tliwy" temat. Druga z kolei kon­tro­wer­sja doty­czyła pla­nów roz­bu­dowy nie­du­żego muzeum miesz­czą­cego się w domu i pra­cowni arty­sty Johanna Micha­ela Bos­sarda (1874-1950) w Jeste­burgu, na połu­dnie od Ham­burga; sprawa prze­ro­dziła się w mały medialny skan­dal, gdy w pra­sie poja­wiły się obu­rzone kry­tyczne głosy zwra­ca­jące uwagę, że afi­lia­cje arty­sty z ide­ami vol­ki­stów i ide­olo­gią vol­ki­stow­ską nie zostały wystar­cza­jąco nagło­śnione12. Wresz­cie trze­cia dys­ku­sja doty­czyła rzeźb na Sta­dio­nie Olim­pij­skim w Ber­li­nie, a roz­pę­tał ją arty­kuł Petera Strie­dera13 zaty­tu­ło­wany Weg mit die­sen Skulp­tu­ren! (Precz z tymi rzeź­bami!), który uka­zał się w "Die Zeit" w nume­rze 21 z 14 maja 2020 roku na stro­nie 43. Strie­der (ur. 1952) był w latach 1996-2004 odpo­wie­dzialny za roz­wój urba­ni­styczny Ber­lina. Punk­tem zapal­nym stała się zawarta w arty­kule rady­kalna suge­stia doty­cząca "dena­zy­fi­ka­cji" daw­nego Reichs­sport­feld (sta­dionu Trze­ciej Rze­szy); autor postu­lo­wał ogo­ło­ce­nie sta­dionu ze wszyst­kich aryj­skich rzeźb, fre­sków i murali, sło­wem, doma­gał się zli­kwi­do­wa­nia raz na zawsze tego "Maifeld samt Führertribüne" (Pola Mar­so­wego z try­buną Führera) i prze­kształ­ce­nia go w "rado­sny park sportu i rekre­acji". Tekst wywo­łał lawinę listów do redak­cji i arty­ku­łów w pra­sie14, włącz­nie z repor­ta­żem w "The Times" (29 maja 2020) autor­stwa Davida Cros­slanda zaty­tu­ło­wa­nym Ber­lin Split over Calls to Bul­l­doze Aryan Sta­tues at Hitler's Sta­dium (Ber­lin podzie­lony wobec nawo­ły­wań do wybu­rze­nia aryj­skich rzeźb na sta­dio­nie Hitlera).

Te trzy nie­dawne - nie­po­wią­zane ze sobą - spory publiczne wyraź­nie wska­zują, jak przed­sta­wia się stan rze­czy w Niem­czech: ide­olo­gia i archi­tek­tura Trze­ciej Rze­szy - czy to zacho­wana w for­mie mniej wię­cej ory­gi­nal­nej, zmo­dy­fi­ko­wa­nej tylko tro­chę, bar­dzo bądź zmie­nio­nej cał­ko­wi­cie - na­dal pozo­staje fun­da­men­tal­nym pro­bie­rzem postaw post­to­ta­li­tar­nych w odnie­sie­niu do prze­szło­ści. Dziś pro­ste, łatwe, reduk­cjo­ni­styczne tezy spo­ty­kają się z gwał­tow­nym sprze­ci­wem, są pod­wa­żane i odrzu­cane. Jed­nakże roz­wią­za­nie pozo­staje otwarte, a naszym nie­usta­ją­cym zada­niem jest wypra­co­wa­nie odpo­wie­dzial­nej postawy. Dzie­dzic­two okru­cień­stwa jest nie­ro­ze­rwal­nie zwią­zane z kon­fi­gu­ra­cjami geo­prze­strzen­nymi, takimi jak budynki i infra­struk­tura. Idea dzie­dzic­twa kło­po­tli­wego zaś - która zawsze ozna­cza swo­iste gospo­da­ro­wa­nie szcząt­kami i pozo­sta­ło­ściami po najeźdź­cach i dyk­ta­to­rach, zarzą­dza­nie ruinami po reżi­mach oku­pa­cyj­nych - wydaje się kon­cep­cją nie­zwy­kle uży­teczną, przede wszyst­kim dla­tego, że zadaje naj­istot­niej­sze pyta­nia: o budo­wa­nie i pod­trzy­my­wa­nie (zbio­ro­wej oraz indy­wi­du­al­nej) toż­sa­mo­ści w świe­cie, który w swo­jej isto­cie jest dyna­miczny, nie­stały, noma­dyczny, nie­pewny, pozba­wiony gwa­ran­cji bez­pie­czeń­stwa i sta­bil­no­ści15.

Por. Višnja Kisić, Heri­tage as Inhe­ren­tly Dis­so­nant Pro­cess, w: eadem, Gover­ning Heri­tage Dis­so­nance. Pro­mi­ses and Reali­ties of Selec­ted Cul­tu­ral Poli­cies, s. 54-57. [wróć]

Sha­ron Mac­do­nald, Dif­fi­cult Heri­tage. Nego­tia­ting the Nazi Past in Nurem­berg and bey­ond, Lon­don 2009, s. 1. [Jeżeli nie podano tłu­ma­cza, wszyst­kie cytaty w prze­kła­dzie Agnieszki Topor­nic­kiej - przyp. red.]. [wróć]

Por. Ingrid Scheur­mann, Kon­tu­ren und Kon­junk­tu­ren der Denk­malp­flege. Zum Umgang mit bau­li­chen Relik­ten der Ver­gan­gen­heit, Köln - Weimar - Wien 2018. [wróć]

Por. Tra­dy­cja wyna­le­ziona, red. Eric Hobs­bawm, Terence Ran­ger, tłum. Mie­czy­sław Godyń, Filip Godyń, Kra­ków 2008 (wyd. oryg. The Inven­tion of Tra­di­tion, Cam­bridge - New York 1983) [przyp. red.]. [wróć]

Kla­sycz­nym przy­kła­dem jest książka Nor­berta Freia Ver­gan­gen­he­it­spo­li­tik. Die Anfänge der Bun­de­sre­pu­blik und die NS-Ver­gan­gen­heit, München 1996. [wróć]

Por. zapro­sze­nie do nad­sy­ła­nia arty­ku­łów nauko­wych: Andreas Pil­ger, Dis­so­nan­tes Erin­nern. Umkämpft, ver­han­delt, aus­ge­grenzt. Erin­ne­run­gen an den Natio­nal­so­zia­li­smus, den Holo­caust, den Zwe­iten Welt­krieg und seine Fol­ge­wir­kun­gen [online], 15.11.2019, H-Soz-Kult, www.hsoz­kult.de/event/id/ter­mine-41783 [dostęp: 17 sierp­nia 2020]. [wróć]

John E. Tun­bridge, Gre­gory J. Ash­worth, Dis­so­nant Heri­tage. The Mana­ge­ment of the Past as a Reso­urce in Con­flict, Chi­ce­ster 1996, s. 94-95. [wróć]

Sha­ron Mac­do­nald, Dif­fi­cult Heri­tage. Nego­tia­ting the Nazi Past in Nurem­berg and bey­ond, rec. Dan Stone, Sha­ron Mac­do­nald. Dif­fi­cult Heri­tage. Nego­tia­ting the Nazi Past in Nurem­berg and Bey­ond, "Museum & Society" 2010, Vol. 8, No. 1, s. 61. [wróć]

Paul B. Jaskot, Gavriel D. Rosen­feld, Urban Space and the Nazi Past in Postwar Ger­many, w: Bey­ond Ber­lin. Twe­lve Ger­man Cities Con­front the Nazi Past, eds. Gavriel D. Rosen­feld, Paul B. Jaskot, Ann Arbor 2008, s. 2. [wróć]

Co cie­kawe, we wstę­pie do Europe, Heri­tage and Memory-Dis­so­nant Enco­un­ters and Explo­ra­tions Iris van Huis, Sigrid Kaasik-Kro­ge­rus, Tuuli Lähdesmäki i Liliana Ellena zgod­nie twier­dzą, że "wyzwa­nia współ­cze­sno­ści" skło­niły ich do "ana­lizy, rein­ter­pre­ta­cji i ponow­nego prze­my­śle­nia". Zob. Tuuli Lähdesmäki et al., Dis­so­nant Heri­ta­ges and Memo­ries in Con­tem­po­rary Europe, Cham 2019, s. 9. [wróć]

Poucza­jący przy­kład - jak zmie­nia­jące się obo­wią­zu­jące nar­ra­cje pamięci i kontr­pa­mięci wpły­wają na postrze­ga­nie dzie­dzic­twa kło­po­tli­wego - podaje arche­olożka Gilly Carr w arty­kule Occu­pa­tion Heri­tage, Com­me­mo­ra­tion and Memory in Guern­sey and Jer­sey, zamiesz­czo­nym w "History and Memory. Stu­dies in Repre­sen­ta­tion of the Past" 2012, Spring/Sum­mer, Vol. 24, No. 1, s. 87-117. [wróć]

Spo­śród tytu­łów pra­so­wych o zasięgu ogól­no­kra­jo­wym należy wymie­nić "Die Zeit" oraz "Der Spie­gel"; o wielu istot­nych fak­tach wspo­mina Rolf Kel­ler w recen­zji pracy zbio­ro­wej pod redak­cją Guduli Mayr: "Über dem Abgrund des Nichts". Die Bos­sards in der Zeit des Natio­nal­so­zia­li­smus, Bd. 17, Hrsg. Gudula Mayr, Jeste­burg 2018; Johann Bos­sard. Texte aus dem Nachlass. Pro­gram­ma­ti­sche Schri­ften und Reise­be­richte, Bd. 16, Hrsg. Gudula Mayr, Jeste­burg 2018, dostępne online: https://arthist.net/reviews/22957 [dostęp: 20 kwiet­nia 2020]. Por. https://www.bos­sard.de/bos­sard-84/for­schung.html [dostęp: 20 kwiet­nia 2020]. [wróć]

Poli­tyk SPD [przyp. tłum.]. [wróć]

Zob. np. Hans Kol­l­hoff, Lasst die Skulp­tu­ren ste­hen!, "Die Zeit", 20. Mai 2020, Nr. 22, s. 54; Vol­kwin Marg, Aufklärung statt Skulp­tu­ren­streit, "Die Zeit", 28. Mai 2020, Nr. 23, s. 46, wraz z listami do redak­cji w tym nume­rze, s. 16. [wróć]

Przy­datny dla prac badaw­czych nad dzie­dzic­twem kło­po­tli­wym może być wgląd w roz­wa­ża­nia na temat miejsc pamięci i archi­wów. Zob. np. Vol­khard Knigge, Tatort - Leiden­sort. Frie­dhof - Gedenkstätte. Museum. Noti­zen für eine KZ-Gedenkstättenarbeit der Zukunft, "Schri­ften der Kur­hes­si­schen Gesel­l­schaft für Kunst und Wis­sen­schaft", H. 3, Kas­sel 1999, s. 23 ("Dla­tego zada­niem miejsc pamięci nie może być nada­wa­nie sensu, lecz praca nad uświa­do­mie­niem sobie, że dobro nie jest rze­czą oczy­wi­stą, poj­mo­waną jako na przy­kład nie­oczy­wi­stość wol­no­ści, god­no­ści ludz­kiej, tole­ran­cji i demo­kra­cji. W tym sen­sie funk­cjo­no­wa­nie miejsc pamięci nie odnosi się do histo­rycz­nych i poli­tycz­nych struk­tur lub kon­struk­tów bez­pie­czeń­stwa, które, w osta­tecz­nym rachunku, są zawsze mniej lub bar­dziej pod­bu­do­wane ide­olo­gią i znie­chę­cają, lecz do inte­gral­nych war­to­ści i praw czło­wieka - czyli do tego, co jest kru­che i co można utra­cić, o ile war­to­ści i prawa czło­wieka są auten­tyczne, żywe oraz akcep­to­wane i prak­ty­ko­wane przez spo­łe­czeń­stwo" - tłum. Anna Śliwa). [wróć]

Co to jest kło­po­tliwe dzie­dzic­two? Wydawcy i auto­rzy tomu pró­bują zde­fi­nio­wać je na pod­sta­wie wła­snych doświad­czeń badaw­czych i kom­pe­ten­cji kul­tu­ro­wych. Idąc tro­pem Gre­gory'ego J. Ash­wor­tha i prak­tyk Mię­dzy­na­ro­do­wego Cen­trum Kul­tury w Kra­ko­wie, można potrak­to­wać kło­po­tliwe dzie­dzic­two jako sytu­ację, w któ­rej bra­kuje spój­no­ści mię­dzy ludźmi a dzie­dzic­twem uwa­ża­nym za ich wła­sne: odzie­dzi­czo­nym po przod­kach bądź wykre­owa­nym jako war­tość współ­two­rząca ich toż­sa­mość1. Kło­po­tliwe dzie­dzic­two jest spu­ści­zną, któ­rej cechą cha­rak­te­ry­styczną jest dyso­nans w stra­te­giach inter­pre­ta­cyj­nych two­rzo­nych przez różne pod­mioty doko­nu­jące jej war­to­ścio­wa­nia.

Nie my jedni, w Pol­sce, mamy pro­blem z pro­ce­sem dzie­dzi­cze­nia rozu­mia­nym jako aktywne włą­cza­nie w uznany i akcep­to­wany kanon kul­tu­rowy arte­fak­tów, mate­rial­nych obiek­tów i niemate­rial­nych wzor­ców nale­żą­cych nie­gdyś do "innych". Potwier­dzają one naszą tra­dy­cję bądź - z wyro­ków histo­rii, prze­gra­nych/wygra­nych wojen, zwy­cię­skich/upa­da­ją­cych rewo­lu­cji, two­rzo­nych albo roz­pa­da­ją­cych się sys­te­mów poli­tycz­nych - stwa­rzają dyle­maty aksjo­lo­giczne. Co można dzie­dzi­czyć? Co naru­sza ukształ­to­waną już prze­strzeń kul­tu­rową? Co powo­duje - real­nie bądź tylko pozor­nie, w naszej wyobraźni - zagro­że­nie dla spój­no­ści narodu, grupy spo­łecz­nej, wyzna­nio­wej czy regio­nal­nej?

U naszych zachod­nich sąsia­dów, w Niem­czech, pro­blem dzie­dzic­twa ma inny cha­rak­ter2. Trudne dzie­dzic­two jest przede wszyst­kim kon­fron­ta­cją z wła­snym spraw­stwem, z wła­snym dzie­dzic­twem pano­wa­nia zbrod­ni­czego sys­temu naro­do­wo­so­cja­li­stycz­nego. W tle pobrzmie­wają rów­nież echa roz­li­czeń ze spu­ści­zną kolo­nialną i impe­rialną cesar­skich Nie­miec. Główny nurt poli­tyczny i więk­szość spo­łe­czeń­stwa zde­cy­do­wa­nie odrzu­cają dzie­dzic­two Nie­miec nazi­stow­skich. Szcze­gól­nym miej­scem upa­mięt­nie­nia wła­snych, naro­do­wo­so­cja­li­stycz­nych zbrodni jest dziś w topo­gra­fii Ber­lina naj­po­pu­lar­niej­szy pomnik i ośro­dek doku­men­ta­cyjny (rocz­nie około 1,2 miliona zwie­dza­ją­cych) przy Prinz-Albrecht-Strasse: Topo­gra­phie des Ter­rors. Tyle że, jak na łamach poczyt­nego dzien­nika "Der Tages­spie­gel" powie­działa w 1998 roku nie­miecko-izra­el­ska histo­ryczka Marianne Awer­buch (1917-2004), tak naprawdę całe Niemcy są pomni­kiem naro­do­wo­so­cja­li­stycz­nego spraw­stwa3. Jeżeli ist­nieją spory, to doty­czą one tego, jak odide­olo­gi­zo­wać we współ­cze­snym kra­jo­bra­zie bru­natną prze­szłość. Jak uchro­nić te obiekty, które powstały mię­dzy 1933 a 1945 rokiem i jed­no­cze­śnie zacho­wują istotną war­tość arty­styczną?

W tomie poświę­co­nym głów­nie kło­po­tli­wo­ści dzie­dzic­twa mate­rial­nego pró­buję spoj­rzeć na tytu­łowy temat z per­spek­tywy kul­tury pamięci, nie ogra­ni­cza­jąc się jedy­nie do arte­fak­tów zapi­sa­nych w kra­jo­bra­zie kul­tu­ro­wym. Natu­ralna asy­me­trycz­ność kul­tur pamięci w Pol­sce i w Niem­czech skła­nia jed­no­cze­śnie do reflek­sji wykra­cza­ją­cej poza nie­chciane dzie­dzic­two nazi­stow­skie, będące inspi­ra­cją niniej­szego tomu. Powód? W Pol­sce nie sta­nowi ono pro­blemu, bo jest nie­wi­dzialne w tym sen­sie, że zlewa się z tym, co w powszech­nej per­cep­cji potocz­nie nazywa się "ponie­miec­kim", głów­nie na "Zie­miach Odzy­ska­nych". Cza­sami jedy­nie wywo­łuje dys­ku­sje (jak w przy­padku Wawelu), które funk­cjo­nują jed­nak w tle debat na temat dzie­dzic­twa.

Osnową moich reflek­sji są przez lata wypra­co­wy­wane kate­go­rie/per­spek­tywy badaw­cze: suk­ce­sja kul­tu­rowa i czy­ta­nie kra­jo­brazu jako jedna z form histo­rii sto­so­wa­nej, tym razem wple­cio­nej w pol­sko-nie­miecką histo­rię wza­jem­nych oddzia­ły­wań.

Niemcy

Odwo­łam się tylko do przy­kła­dów - zda­rzeń z róż­nych sfer życia publicz­nego - w które byłem oso­bi­ście zaan­ga­żo­wany w latach 2016-2018, pra­cu­jąc w Cen­trum Badań Histo­rycz­nych PAN oraz na Wol­nym Uni­wer­sy­te­cie (Freie Universität) w Ber­li­nie.

W 2016 roku uczest­ni­czy­łem w spo­rze zaini­cjo­wa­nym przez zna­nego nie­miec­kiego histo­ryka Mar­tina Sabrowa z Uni­wer­sy­tetu Hum­bold­tów w Ber­li­nie. Jego echo z lokal­nego oto­cze­nia Hano­weru prze­nio­sło się na łamy poczyt­nego tygo­dnika "Der Spie­gel"4. Cho­dziło o prze­mia­no­wa­nie nazwy placu Hin­ri­cha Wil­helma Kopfa w Hano­we­rze, sto­licy Dol­nej Sak­so­nii. Kopf był pierw­szym powo­jen­nym dol­no­sak­soń­skim pre­mie­rem, zasłu­żo­nym dla mia­sta i regionu czo­ło­wym poli­ty­kiem Socjal­de­mo­kra­tycz­nej Par­tii Nie­miec. W cza­sie pierw­szej kam­pa­nii wybor­czej do par­la­mentu kra­jo­wego na pla­ka­cie wybor­czym posłu­gi­wał się hasłem "Jestem socja­li­stą, ponie­waż jestem chrze­ści­ja­ni­nem!". Zmarł w roku 1961, w glo­rii sławy uzna­nego poli­tyka i samo­rzą­dowca, orę­dow­nika demo­kra­tycz­nego roz­woju RFN. Dopiero bada­nia prze­pro­wa­dzone na początku XXI wieku wyka­zały, że w latach naro­do­wego socja­li­zmu nie tylko wspie­rał reżim hitle­row­ski, ale był także powier­ni­kiem rządu do spraw wysie­dla­nia pol­skich Żydów i rekwi­ro­wa­nia ich majątku w oku­po­wa­nym Gene­ral­nym Guber­na­tor­stwie. Nie ma dowo­dów, że ode­brał komuś życie, uczest­ni­czył jed­nak w zbrod­ni­czej machi­nie. Wybuchł skan­dal. W efek­cie pozba­wiono Kopfa hono­ro­wego grobu na miej­skim cmen­ta­rzu, a plac jego imie­nia prze­mia­no­wano na plac wybit­nej filo­zofki Han­nah Arendt, co wów­czas zgodne było rów­nież z moją inten­cją. Mar­tin Sabrow był innego zda­nia. Uwa­żał, że trzeba dodać sto­sowny napis o "zapo­mnia­nej" dzia­łal­no­ści Kopfa, a resztę "die Demo­kra­tie muss aushal­ten", to zna­czy doj­rzałe spo­łe­czeń­stwo nie­miec­kie musi sobie pora­dzić z codzien­nym kon­fron­to­wa­niem się ze swoją trudną prze­szło­ścią. W dal­szym ciągu uwa­żam, że słuszne było usu­nię­cie placu Kopfa z topo­gra­fii Hano­weru, bo - jak poka­zują ostat­nie suk­cesy pra­wi­co­wej par­tii Alter­na­tywa dla Nie­miec - z takiego ucze­nia się z histo­rii wcale nie musi wyni­kać wiele pozy­tyw­nego dla teraź­niej­szo­ści i przy­szło­ści. W cza­sach dewa­lu­acji słowa, domi­na­cji hiper­me­dial­nych prze­ka­zów (w duchu: "każdy w sieci pisać może") demo­kra­cja nie zawsze jest w sta­nie w for­mie dia­lo­gicz­nej wytrzy­mać napór zale­wa­ją­cego prze­strzeń szumu infor­ma­cyj­nego.

Ina­czej postą­piły wła­dze Wied­nia w spra­wie Karla Luegera (1844-1910), wybit­nego bur­mi­strza i zara­zem twórcy nowo­cze­snej wie­deń­skiej metro­po­lii. Lueger sko­mu­na­li­zo­wał na początku XX wieku pry­watne dotąd - i tym samym dro­gie - usługi pod­sta­wowe dla miesz­kań­ców, od gazu i elek­trycz­no­ści przez trans­port publiczny po pogrzeby. Stwo­rzył pod­stawę infra­struk­tu­ralną pod "czer­wony Wie­deń" lat dwu­dzie­stych. Był jed­no­cze­śnie jed­nym z twór­ców nowo­cze­snego anty­se­mi­ty­zmu, pod­bu­rzał także prze­ciw imi­gran­tom z Czech i Moraw tak bar­dzo, że cesarz odma­wiał zatwier­dze­nia go na sta­no­wi­sku bur­mi­strza. Około roku 2010 wokół ufun­do­wa­nej mu w latach trzy­dzie­stych tablicy upa­mięt­nia­ją­cej wybuchł spór, w któ­rego wyniku tablicy wpraw­dzie nie usu­nięto, lecz ory­gi­nalny (pochwalny) napis przy­kryto prze­zro­czy­stą płytą z pleksi, przy­po­mi­na­jącą nie­chlubne anty­se­mic­kie zaan­ga­żo­wa­nie wie­deń­skiego bur­mi­strza. W 2012 roku znik­nął nato­miast pro­wa­dzący do gma­chu Uni­wer­sy­tetu Wie­deńskiego Karl-Lueger-Ring.

Kolej­nymi kon­tro­wer­syj­nymi przy­kła­dami są dwa upa­mięt­nie­nia, które przez lata budziły opór, by wpi­sać je w miej­ską prze­strzeń. Muzeum Memo­rium Pro­ce­sów Norym­ber­skich (Memo­rium Nürnberger Pro­zesse) dzia­ła­jące w ramach Ver­bund der Museen der Stadt Nürnberg oraz miej­sce po obo­zie Kat­zbach we Frank­fur­cie nad Menem odzwier­cie­dlają pro­blemy nie tyle z dzie­dzic­twem zapi­sa­nym w kra­jo­bra­zie, ile z wytwa­rza­niem i utrwa­la­niem "dzie­dzic­twa okru­cień­stwa" (Ash­worth: heri­tage of atro­city). Histo­ria powsta­nia Memo­rium z per­spek­tywy alian­tów, ofiar i ich potom­ków wyda­wać by się mogła pro­sta: pierw­szy pro­ces zbrod­nia­rzy nazi­stow­skich jako rodzaj praw­nego zadość­uczy­nie­nia dla ofiar i ku prze­stro­dze następ­nych poko­leń powi­nien być jed­no­cze­śnie rodza­jem oczysz­cze­nia nie­miec­kiego, demo­kra­tycz­nego spo­łe­czeń­stwa. W Niem­czech przez dzie­siątki lat pro­ces norym­ber­ski był w wielu śro­do­wi­skach rodza­jem upo­ko­rze­nia, przy­kła­dem narzu­co­nej spra­wie­dli­wo­ści. Muzeum powstało dopiero w roku 2010, po dłu­gich, czę­sto burz­li­wych, trwa­ją­cych od 2000 roku dys­ku­sjach5.

Spo­łecz­ność we Frank­fur­cie nad Menem do tej pory nie jest prze­ko­nana do upa­mięt­nie­nia zało­żo­nego pod koniec wojny obozu Kat­zbach w byłych frank­furc­kich Zakła­dach Adlera6. Z ponad tysiąca sze­ściu­set więź­niów, głów­nie Pola­ków, obóz prze­żyło zale­d­wie kil­ku­dzie­się­ciu. Jeżeli już upa­mięt­nia się losy ofiar, to przede wszyst­kim zamor­do­wa­nych tam Żydów. Tym­cza­sem pod koniec wojny naj­więk­szą grupą więź­niów byli powstańcy war­szaw­scy. Ich los nie ist­nieje w sfe­rze debaty publicz­nej. Po woj­nie we Frank­fur­cie zapa­dło kło­po­tliwe mil­cze­nie. Zakłady Adlera nie­zwłocz­nie ruszyły z pro­duk­cją. Dyrek­tor Ernst Hage­me­ier bez prze­szkód prze­szedł pro­ces dena­zy­fi­ka­cji, a w latach cudu gospo­dar­czego otrzy­mał Krzyż Zasługi RFN. Dopiero w 1985 roku dwaj lokalni histo­rycy, Ernst Kaiser i Michael Knorn, z mło­dzieżą z dziel­nicy Gal­lus zajęli się histo­rią Zakła­dów Adlera (w 1994 roku uka­zała się ich książka Żyli­śmy i spa­li­śmy mię­dzy umar­łymi). Ruch oby­wa­tel­ski spo­wo­do­wał, że z cza­sem powstał ama­tor­ski Gal­lus The­ater i wresz­cie zare­ago­wało mia­sto Frank­furt. Od 2018 roku, czyli sie­dem­dzie­siąt trzy lata po zakoń­cze­niu wojny, na miej­scu pro­wa­dzone są bada­nia przez Insty­tut Bau­era7.

Pol­ska

Dziś pol­skie pro­blemy z kło­po­tli­wym dzie­dzic­twem wyzna­czają przede wszyst­kim sto­su­nek do spu­ści­zny komu­ni­zmu (usta­wowo dzie­dzic­two zaka­zane) oraz rela­cja do "nie naszej" tra­dy­cji naro­do­wej i zabyt­ków, któ­rych pań­stwo pol­skie poprzez zmiany tery­to­rialne oraz tra­ge­dię dru­giej wojny świa­to­wej i Holo­kau­stu stało się praw­nym suk­ce­so­rem. Są one dziś tery­to­rial­nie pol­skie, ale kul­tu­rowo należą głów­nie do przed­wo­jen­nych, żydow­skich oby­wa­teli Pol­ski albo stwo­rzone zostały na zie­miach pogra­ni­cza pol­sko-nie­miec­kiego, które przed 1945 rokiem nale­żało do Nie­miec, bądź przez Niem­ców/Pru­sa­ków jako kolo­ni­za­to­rów było oku­po­wane.

W wymia­rze insty­tu­cjo­nal­nym, począw­szy od Mini­ster­stwa Kul­tury i Dzie­dzic­twa Naro­do­wego, poprzez Naro­dowy Insty­tut Dzie­dzic­twa, aż po Insty­tut Pamięci Naro­do­wej (IPN), pol­ska seman­tyka opo­wie­ści o prze­szło­ści i pamięć kul­tu­rowa są "wyłącz­nie naro­dowe". Co to zna­czy? Otóż bio­rąc pod uwagę ustawę zasad­ni­czą, która wyzna­cza nor­ma­tywny cha­rak­ter pol­skiej prze­strzeni kul­tu­ro­wej, można stwier­dzić, że naród repre­zen­tują/two­rzą nie tylko etniczni Polacy, lecz także przed­sta­wi­ciele innych naro­dów, któ­rzy byli oby­wa­te­lami Rze­czy­po­spo­li­tej. Kon­sty­tu­cja z 2 kwiet­nia 1997 roku for­mu­łuje to w spo­sób nastę­pu­jący:

[...] my, Naród Pol­ski - wszy­scy oby­wa­tele Rze­czy­po­spo­li­tej, zarówno wie­rzący w Boga [...], jak i nie podzie­la­jący tej wiary [...] wdzięczni naszym przod­kom za [...] kul­turę zako­rze­nioną w chrze­ści­jań­skim dzie­dzic­twie Narodu i ogól­no­ludz­kich war­to­ściach [...].

"Nie nasze" pozo­staje więc jedy­nie to, co zostało narzu­cone prze­mocą, bądź - jak w przy­padku czę­ści dzie­dzic­twa nie­miec­kiego - weszło w obręb pań­stwa pol­skiego po zmia­nie gra­nic w 1945 roku. W prak­tyce "nasze" inter­pre­to­wane jest raczej w wąskim rozu­mie­niu, bli­skim etnicz­nej defi­ni­cji "pol­sko­ści". Obcymi, któ­rych długi czas nie chcie­li­śmy przyj­mo­wać do wspól­nej tra­dy­cji, byli nasi bez­po­średni sąsie­dzi - Żydzi. Przy­wra­camy ich obec­nie do pamięci i jest to zja­wi­sko nowe. Pro­ces roz­po­czął się około ćwierci wieku temu. Kra­kow­ski Kazi­mierz jest przy­kła­dem tego, że żydow­skie dzie­dzic­two ulega nawet popkul­tu­ro­wej festi­wa­li­za­cji, czyli jest na nie zapo­trze­bo­wa­nie w wymia­rze popkul­tu­ro­wym. Na uwagę zasłu­guje także inne zja­wi­sko. Od kil­ku­na­stu lat w cen­tral­nej Pol­sce - w opusz­czo­nych syna­go­gach daw­nych szte­tli - powstają cen­tra dia­logu kul­tu­ro­wego, muzea, domy kul­tury, czego być może naj­cie­kaw­szym przy­kła­dem jest Ośro­dek Edu­ka­cyjno-Muze­alny "Świę­to­krzy­ski Sztetl" w Chmiel­niku.

Ostat­nio naj­bar­dziej jed­nak dys­ku­to­wane jest dzie­dzic­two usta­wowo zaka­zane. Regu­luje je ustawa z 1 kwiet­nia 2016 roku, zwana deko­mu­ni­za­cyjną. Zgod­nie z jej wykład­nią obiekty uży­tecz­no­ści publicz­nej "nie mogą upa­mięt­niać osób, orga­ni­za­cji, wyda­rzeń lub dat sym­bo­li­zu­ją­cych komu­nizm lub inny ustrój tota­li­tarny, ani w inny spo­sób takiego ustroju pro­pa­go­wać" (DzU RP z 2016 roku, poz. 744). Ustawa została uchwa­lona przez Sejm jed­no­gło­śnie (przy jed­nym wstrzy­mu­ją­cym się gło­sie). W jej wyniku IPN otrzy­mał wyłączne kom­pe­ten­cje do opi­nio­wa­nia, czy dany obiekt/patron sym­bo­li­zuje lub pro­pa­guje sys­tem komu­ni­styczny, czy też nie. Samo­rzą­dom wyzna­czony został okres dwu­na­stu mie­sięcy na wpro­wa­dze­nie suge­ro­wa­nych przez IPN zmian. W razie nie­wy­peł­nie­nia przez nie tego obo­wiązku kom­pe­ten­cje do zmiany patro­nów ma prawo prze­jąć odpo­wiedni tery­to­rial­nie woje­woda. To roz­wią­za­nie miało zapew­nić sku­tecz­ność i nie­odwo­łal­ność decy­zji. Znik­nęły pomniki nie tylko nie­słusz­nie wyno­szo­nych na cokoły apa­rat­czy­ków, pseu­do­bo­ha­te­rów komu­ni­stycz­nego pano­wa­nia, lecz także tak wybit­nych postaci jak Ludwik Waryń­ski czy zbio­rowi boha­te­ro­wie wal­czący o wyzwo­le­nie Pol­ski i Europy spod tota­li­tar­nej dyk­ta­tury nie­miec­kiego naro­do­wego socja­li­zmu (1 i 2 Armia Woj­ska Pol­skiego) i faszy­zmu (żoł­nie­rze Mię­dzy­na­ro­do­wej Bry­gady im. Jaro­sława Dąbrow­skiego, zwani dąbrowsz­cza­kami, któ­rzy brali udział po stro­nie repu­bli­kań­skiej w woj­nie domo­wej w Hisz­pa­nii). Ich miej­sce zaj­mo­wali uczest­nicy pod­zie­mia antykomu­ni­stycz­nego, wśród nich kola­bo­ru­jący z Niem­cami żoł­nie­rze Bry­gady Świę­to­krzy­skiej, tak kon­tro­wer­syjni jak Józef Kuraś, pseu­do­nim "Ogień", czy jak oskar­żany o zbrod­nie na lud­no­ści cywil­nej na Pod­la­siu Romu­ald Rajs, pseu­do­nim "Bury"8.

W wielu śro­do­wi­skach, głów­nie mło­dych akty­wi­stów odwo­łu­ją­cych się do tra­dy­cji lewi­co­wych, ustawa została ode­brana jako próba usu­nię­cia patro­nów lewicy ze świa­do­mo­ści spo­łecz­nej, a przez to zdo­by­cia przez obóz pra­wicy peł­nej hege­mo­nii w prze­strzeni pamięci Pola­ków. Według badań Jakuba Wysmułka domi­nu­jący spo­sób inter­pre­ta­cji wiąże się z postrze­ga­niem deko­mu­ni­za­cji w szer­szym kon­tek­ście dzia­łań podej­mo­wa­nych dotąd przez IPN. Przede wszyst­kim w zesta­wie­niu z jed­no­cze­snym wpro­wa­dza­niem do ofi­cjal­nej poli­tyki histo­rycz­nej ele­men­tów nacjo­na­li­stycz­nych, takich jak uho­no­ro­wa­nie dzia­łań Naro­do­wych Sił Zbroj­nych czy też upa­mięt­nia­nie tak zwa­nych żoł­nie­rzy wyklę­tych, czyli całego powo­jen­nego pod­zie­mia nie­pod­le­gło­ścio­wego i anty­ko­mu­ni­stycz­nego. Stu­dium Wysmułka doty­czące spo­łecz­nej reak­cji na usu­nię­cie z topo­gra­fii War­szawy, Gdań­ska i Olsz­tyna ulicy Dąbrowsz­cza­ków spo­tkało się z na tyle sil­nym, gene­ra­cyj­nym i poza­par­tyj­nym pro­te­stem wyra­żo­nym głów­nie w pozwach sądo­wych, że IPN (albo już woje­wo­do­wie) musiał się na sku­tek pra­wo­moc­nych wyro­ków wyco­fać ze swo­ich decy­zji9.

O ile w Niem­czech Karol Marks czy Róża Luk­sem­burg dla jed­nych są wręcz kul­to­wymi boha­te­rami, dla innych nega­tyw­nymi czy co naj­mniej kon­tro­wer­syj­nymi, nikt jed­nak nie usuwa ich wize­run­ków z prze­strzeni publicz­nej, o tyle w Pol­sce należą praw­nie wyłącz­nie do obcego, komu­ni­stycz­nego dzie­dzic­twa, które mocą ustawy nie może publicz­nie funk­cjo­no­wać. Wyle­wa­jąc dziecko z kąpielą, zapo­mina się przy oka­zji, że Fry­de­ryk Engels nale­żał w poło­wie XIX wieku do naj­bar­dziej zaan­ga­żo­wa­nych obroń­ców prawa do ist­nie­nia pań­stwa pol­skiego, a Róża Luk­sem­burg aktyw­nie bro­niła języka pol­skiego przed ger­ma­ni­za­cją10.

Przed­sta­wione odmienne rozu­mie­nie trud­nego dzie­dzic­twa w Pol­sce i w Niem­czech poka­zuje, jak bar­dzo funk­cjo­nu­jemy w osob­nych, naro­do­wych kul­tu­rach pamięci, mimo że komu­ni­ku­jemy się w róż­nych wymia­rach życia spo­łecz­nego, czy to poprzez mię­dzy­na­ro­dowe orga­ni­za­cje, czy też spo­tka­nia na pozio­mie euro­pej­skim bądź świa­to­wym. Pamięć jest pro­duk­tem naro­do­wych dys­kur­sów i naro­do­wych tra­dy­cji. Na star­cie więc kło­po­tliwe dzie­dzic­two w naro­do­wych kul­tu­rach pamięci tych dwóch kra­jów zaj­muje zupeł­nie inne miej­sce.

Wspólny kło­pot - stu­dium przy­padku

Wśród kano­nicz­nych dzie­więć­dzie­się­ciu dzie­wię­ciu pol­sko-nie­miec­kich miejsc pamięci nie zna­la­zła się naj­waż­niej­sza główna kwa­tera wojenna Adolfa Hitlera zwana Wol­fs­schanze (1940-1944), poło­żona na pery­fe­riach ówcze­snej nie­miec­kiej pro­win­cji Prusy Wschod­nie. Jako pomy­sło­dawcy pro­jektu Pol­sko-nie­miec­kich miejsc pamięci rozu­mie­li­śmy loci memo­riae jako sym­bole, arte­fakty czy postaci z pol­sko-nie­miec­kiej prze­szło­ści, które aktyw­nie wpły­wały/wpły­wają na pro­cesy toż­sa­mo­ścio­twór­cze w obu kra­jach i w ten spo­sób stały/stają się czę­ścią zarówno pol­skiej, jak i nie­miec­kiej kul­tury pamięci11. Wol­fs­schanze była histo­rycz­nie za bar­dzo nie­miecka, a w sen­sie medial­nym rów­nież glo­balna, ale za mało pol­ska, a to był waru­nek sine qua non włą­cze­nia do kate­go­rii pol­sko-nie­miec­kich miejsc pamięci. Puł­kow­nik Claus Schenk von Stauf­fen­berg, orga­ni­za­tor zama­chu na Hitlera w baraku narad 20 lipca 1944 roku, sym­bo­licz­nie prze­grał z innym wpi­sa­nym do trak­tatu pol­sko-nie­miec­kiego o dobrym sąsiedz­twie (1991) miej­scem pamięci: opo­zy­cyj­nym wobec nazi­stów tak zwa­nym Krę­giem z Krzy­żo­wej (Kre­isauer Kreis) i jego przy­wódcą hra­bią Hel­mu­them von Molt­kem12. Gdy w 2008 roku w zespole pro­jektu podej­mo­wa­li­śmy decy­zje o wybo­rze miejsc pamięci, na ekrany kin wcho­dził ame­ry­kań­ski film Wal­ki­ria (2008) w reży­se­rii Bry­ana Sin­gera z Tomem Cru­ise'em jako puł­kow­ni­kiem von Stauf­fen­ber­giem. Pro­duk­cję obej­rzało w kinach ponad dzie­sięć milio­nów widzów, a w inter­ne­cie i w set­kach razy powta­rza­nych wer­sjach tele­wi­zyj­nych zarówno w Pol­sce, w Niem­czech, jak i na całym świe­cie zapewne kolejne miliony. Wal­ki­ria wyzna­czyła miej­sce Wol­fs­schanze w świa­to­wej popkul­tu­rze. Nie­za­leż­nie od nega­tyw­nego sto­sunku Pola­ków do tego miej­sca co roku kwa­terę Hitlera w Gier­łoży koło mazur­skiego Kętrzyna odwie­dza ponad dwie­ście tysięcy zwie­dza­ją­cych, głów­nie z Pol­ski.

Czy i po co dawna kwa­tera Hitlera z kło­po­tli­wego miej­sca mogłaby się stać wspól­nym wyzwa­niem w pro­ce­sie wytwa­rza­nia pol­skiej i nie­miec­kiej kul­tury pamięci?

Kto widział Wol­fs­schanze, ten zdaje sobie sprawę, że archi­tek­to­niczna gigan­to­ma­nia tego obiektu (w ory­gi­nale dwie­ście budyn­ków, zbu­do­wa­nych na obsza­rze około dwu­stu pięć­dzie­się­ciu hek­ta­rów, do tego około ośmiu­set hek­ta­rów lasu, ze sta­cją kole­jową i z lot­ni­skiem) oraz postaci, które się z nim koja­rzą, zawsze znajdą grupę cie­kaw­skich, fascy­na­tów tana­to­tu­ry­styki i mili­ta­riów czy zwy­kłych miło­śni­ków histo­rii, któ­rzy będą chcieli dotknąć auten­tycz­nego miej­sca, jed­nego z cen­trów dowo­dze­nia nie­miecką, nazi­stow­ską machiną wojny i zbrodni. Dziś to miej­sce jest kło­po­tliwe nie tylko w dia­logu pol­sko-nie­miec­kim o dzie­dzic­twie, lecz rów­nież pol­sko-pol­skim.

Sym­bol dowo­dze­nia totalną wojną na wynisz­cze­nie leży na tery­to­rium Pol­ski, pierw­szej ofiary nie­miec­kiej agre­sji w 1939 roku, która w cza­sie oku­pa­cji ponio­sła pro­por­cjo­nal­nie naj­więk­sze straty ludz­kie i mate­rialne. Dodat­ko­wym para­dok­sem histo­rii jest to, że do roku 1945 były to zie­mie nie­miec­kiej pro­win­cji Prusy Wschod­nie, które w wyniku decy­zji alian­tów w Jał­cie i w Pocz­da­mie (głów­nie Sta­lina) stały się czę­ścią pań­stwa pol­skiego jako War­mia i Mazury. Dla Niem­ców był to więc frag­ment real­nej i ide­olo­gicz­nej zara­zem ver­lo­rene Heimat, czyli utra­co­nej ziemi ojczy­stej, a dla Pola­ków nowe "Zie­mie Odzy­skane". Dziś jest to jeden z naja­trak­cyj­niej­szych tury­stycz­nie regio­nów Pol­ski, Kra­ina Tysiąca Jezior, którą co roku odwie­dzają tysiące tury­stów, spra­gnio­nych przede wszyst­kim let­niej roz­rywki.

Trzy­krot­nie, w 1992, 1994 i 2004 roku, z oka­zji rocz­nicy zama­chu na Hitlera, odbyły się ofi­cjalne pol­sko-nie­miec­kie uro­czy­sto­ści z udzia­łem dele­ga­cji pań­stwo­wych i kościel­nych oraz rodziny von Stauf­fen­berga. Naj­wyż­szej rangi obchody miały miej­sce w roku 1994, gdy na czele dele­ga­cji stali pre­zy­dentka Bun­de­stagu Rita Süssmuth i mar­sza­łek Sejmu Józef Oleksy13. Jak gło­siła tablica z 2004 roku, pol­sko-nie­miec­kie miej­sce pamięci nie odno­siło się wprost do Stauf­fen­berga, lecz gene­ral­nie "upa­mięt­niało ruch oporu prze­ciwko naro­do­wemu socja­li­zmowi". Adam Krze­miń­ski, dzien­ni­karz war­szaw­skiego tygo­dnika "Poli­tyka" i współ­pra­cow­nik ham­bur­skiego "Die Zeit", pró­bo­wał stwo­rzyć ide­ową otu­linę pojed­na­nia na bazie ruchu oporu w Pol­sce i w Niem­czech, czyli na spi­sku, który dopro­wa­dził do zama­chu 20 lipca 1944 roku, i na dwa­na­ście dni póź­niej­szym wybu­chu powsta­nia war­szaw­skiego. Zda­jąc sobie sprawę z nie­współ­mier­no­ści wyda­rzeń - z jed­nej strony kil­ku­dzie­się­ciu zama­chow­ców, a z dru­giej wie­lo­ty­sięczna Armia Kra­jowa, dwie­ście tysięcy ofiar i zbu­rze­nie sto­licy Pol­ski - dzien­ni­karz dostrze­gał pewną ana­lo­gię:

Zarówno nie­miec­kim spi­skow­com, jak i pol­skim powstań­com cho­dziło o poka­za­nie światu, że jeste­śmy: my - inni niż opę­tane przez Hitlera Niemcy, i my - przez wła­snych alian­tów prze­su­wani z jed­nego kąta mapy Europy w drugi - suwe­renni w swych decy­zjach Polacy. [...] Mimo klę­ski oba zrywy oka­zały się zwy­cię­stwami moral­nymi14.

W 2004 roku, kiedy sytu­acja poli­tyczna mię­dzy Pol­ską a Niem­cami była napięta z powodu kon­tro­wer­sji wokół upa­mięt­nie­nia przy­mu­so­wych wysie­dleń, głos Krze­miń­skiego nie zjed­nał sobie więk­szo­ści opi­nii publicz­nej ani w Pol­sce, ani w Niem­czech. Przy oka­zji przy­wo­ły­wano kolo­nialne zapa­try­wa­nia von Stauf­fen­berga, wyra­żone w liście do żony na początku agre­sji na Pol­skę:

Miej­scowa lud­ność to nie­wia­ry­godny motłoch, bar­dzo dużo Żydów i mie­szań­ców. Naród, który aby się dobrze czuć, naj­wy­raź­niej potrze­buje batoga. Tysiące jeń­ców przy­czy­nią się na pewno do roz­woju naszego rol­nic­twa15.

Sam dzien­ni­karz, nie­jako w pole­mice z sobą, kon­sta­to­wał, że mimo wyraź­nej empa­tii po stro­nie pol­skiej trudno w Wol­fs­schanze wyobra­zić sobie pol­sko-nie­miecką men­talną wspól­notę:

Pod­czas gdy Niemcy przy­glą­dają się kawał­kowi wła­snej histo­rii zamro­żo­nej w żela­zo­be­to­nie, to Polacy przy­glą­dają się jej z zewnątrz, jakby oglą­dali wej­ście do sie­dziby Lucy­fera w pie­kle Dan­tego. Ta histo­ria jest nam obca, choć doty­czyła nas bez­po­śred­nio. To w końcu stąd wyszedł plan zbu­rze­nia War­szawy16.

Po obu stro­nach od ponad pięt­na­stu lat bra­kuje poli­tycz­nej woli wspól­nego, muze­al­nego i sym­bo­licz­nego zago­spo­da­ro­wa­nia miej­sca.

Para­dok­sal­nie, mimo wyraź­nie pro­pa­gan­do­wego pod­kre­śla­nia akcen­tów anty­nie­miec­kich, naj­lep­szy okres upa­mięt­nie­nia Wol­fs­schanze w Pol­sce przy­padł na lata sześć­dzie­siąte, po defi­ni­tyw­nym roz­bro­je­niu terenu z pól mino­wych. Ist­niały, na miarę tam­tych cza­sów, małe muzeum, kino, wykształ­cona została (i do dziś broni się swo­imi kom­pe­ten­cjami) grupa pro­fe­sjo­nal­nych prze­wod­ni­ków17, a w 1968 roku, na pod­sta­wie prozy Andrzeja Brychta (1935-1998) powstał film fabu­larny, epi­gon kla­sycz­nej pol­skiej szkoły fil­mo­wej Dan­cing w kwa­te­rze Hitlera w reży­se­rii Jana Bato­rego (1921-1981) i z muzyką wybit­nego kom­po­zy­tora Woj­cie­cha Kilara (1932-2013). Od 1989 roku domi­nują dwie ten­den­cje: bez­rad­ność pań­stwa i/albo pry­watna komer­cja­li­za­cja. Lasy Pań­stwowe, wła­ści­ciel terenu, zostały pozo­sta­wione same sobie. Efekt jest taki, że wpraw­dzie zabez­pie­czono ruiny bun­krów, ale reszta terenu przy­po­mina skrzy­żo­wa­nie nie­udol­nego muze­al­nic­twa (rekon­struk­cja sali, w któ­rej doszło do zama­chu, oraz wystawa poświę­cona powsta­niu war­szaw­skiemu) z par­kiem roz­rywki, w któ­rym domi­nują prze­różne muta­cje rzeź­bio­nych w drew­nie wil­ków i postaci żoł­nie­rzy (jest nawet w stre­fie bota­nicz­nej Nad­le­śnic­twa Sro­kowo, nie­da­leko od wej­ścia na teren bun­krów, postać mar­szałka Józefa Pił­sud­skiego!), a w kio­sku z pamiąt­kami można kupić każdy gadżet: od płasz­czy, koszu­lek i para­soli z nadru­kiem "Wil­czy Sza­niec" po tema­tyczne kubki i karty do gry.

O jar­marcz­no­ści tego miej­sca świad­czy także Mazu­ro­lan­dia, czyli odda­lony o kilo­metr od Wol­fs­schanze w kie­runku Węgo­rzewa park roz­rywki zało­żony w 2009 roku na skraju wsi Pracz. Na jego stro­nie inter­ne­to­wej można prze­czy­tać:

[...] odkry­li­śmy dla Was ruiny i pod­zie­mia Ogrodu Hitlera, który wybu­do­wano w Wil­czym Szańcu, aby dostar­czał dla Adolfa Hitlera świe­żych warzyw. Wódz Trze­ciej Rze­szy był wege­ta­ria­ni­nem, nie palił papie­ro­sów, nie pił alko­holu, więc para­dok­sal­nie, gdyby nie był jed­nym z naj­więk­szych zbrod­nia­rzy naszego świata, można byłoby go nazwać pro­mo­to­rem zdro­wego żywie­nia18.

Punk­tem kul­mi­na­cyj­nym do nie­dawna była rekon­struk­cja pod nazwą "Wal­ki­ria", czyli "zapie­ra­jąca dech w pier­siach defi­lada prze­cho­dząca uli­cami Kętrzyna. Udział w niej biorą rekon­struk­to­rzy odtwa­rza­jący histo­ryczne jed­nostki Wehr­machtu, Waf­fen SS, Armii Czer­wo­nej i Woj­ska Pol­skiego wraz z pojaz­dami mili­tar­nymi z tych cza­sów"19. Według firmy tury­stycz­nej Tri­pa­dvi­sor wśród odwie­dza­ją­cych mniej wię­cej tyle samo osób jest zado­wo­lo­nych ile kry­tycz­nych wobec oferty Mazu­ro­lan­dii, cho­ciaż w wypo­wie­dziach inter­nau­tów prze­wa­żają głosy zde­cy­do­wa­nie nega­tywne. Poru­szyła mnie opi­nia mło­dego mał­żeń­stwa (pisow­nia ory­gi­nalna):

Nie­stety, ale niczego cie­ka­wego tu nie ma. [...] Byli­śmy tam przy oka­zji wizyty w Wil­czym Szańcu, w któ­rym byli­śmy z 3,5-let­nim Syn­kiem - co cie­kawe Wil­czy Sza­niec bar­dziej podo­bał się naszemu dziecku niż Mazu­ro­lan­dia. Jest to miej­sce dla dzieci, więc opi­nia naszego dziecka już nam wystar­czy :)20.

W innym wymia­rze, także po stro­nie nie­miec­kiej, nie powstała żadna prze­ko­nu­jąca oferta upa­mięt­nie­nia i zwie­dza­nia Wol­fs­schanze. Sta­rano się tam uczyć oby­wa­tel­skiej postawy nie­miec­kich żoł­nie­rzy21, nakrę­cono sporo fil­mów doku­men­tal­nych i wydano wiele popu­lar­nych opra­co­wań. Szcze­gól­nym zain­te­re­so­wa­niem cie­szyły się te, które gło­sem żyją­cych jesz­cze pra­cow­nic kuchni w kwa­te­rze głów­nej przed­sta­wiały pry­watną stronę życia Hitlera22. Pod hasłem "Führerquartier", które domi­nuje w nie­miec­ko­ję­zycz­nych wyszu­ki­war­kach i jako "kwa­tera wodza" jest nie do pomy­śle­nia w pol­skim uży­ciu, na inter­ne­to­wych stro­nach nie­miec­kiego, fran­cu­skiego, mek­sy­kań­skiego i bry­tyj­skiego Ama­zona naj­po­pu­lar­niej­szy jest film Führerquartier Wol­fschanze [!]. Befehls­stand in Ostpreußen z 1996 roku (jesz­cze w 2019 roku do wypo­ży­cze­nia w nie­któ­rych dziel­ni­co­wych biblio­te­kach Ber­lina!). Kurio­zal­ność tej pro­duk­cji polega na tym, że składa się w zasa­dzie z kopii ory­gi­nal­nych fil­mów i kro­nik z okresu wojny, w któ­rych - bez żad­nego komen­ta­rza - można zoba­czyć "wspa­nia­łego wodza" w gro­nie odwie­dza­ją­cych go w kwa­te­rze euro­pej­skich przy­wód­ców i usły­szeć o "nie­miec­kim boha­ter­stwie" w cza­sie wojny, "nie­miec­kiej woj­nie pre­wen­cyj­nej prze­ciw Związ­kowi Sowiec­kiemu" oraz o Stauf­fen­bergu jako "zdrajcy nie­miec­kiej racji stanu"23. Wśród opi­nii inter­nau­tów prze­waża zachwyt nad wresz­cie "praw­dzi­wie poka­zaną histo­rią" i tylko jeden osąd jest jed­no­znacz­nie kry­tyczny, zarzu­ca­jący fil­mowi ten­den­cje neo­na­zi­stow­skie24, które de facto są wręcz rażąco widoczne.

Po co nam ten kło­pot?

Wra­cam do pyta­nia: po co zaj­mo­wać się w Niem­czech i w Pol­sce kło­po­tli­wym dzie­dzic­twem, szcze­gól­nie tym wspól­nym, doty­czą­cym mate­rial­nej spu­ści­zny Trze­ciej Rze­szy?

Jesz­cze raz odwo­łam się do przy­pad­ków Kopfa i Luegera, pre­zen­tu­ją­cych odmienne stra­te­gie obcho­dze­nia się z kło­po­tli­wym dzie­dzic­twem kul­tu­ro­wym, by zwró­cić uwagę na sam mecha­nizm oby­wa­tel­skich postaw. Obie stra­te­gie mają swoją osobną logikę. W dal­szym ciągu uwa­żam, że słuszne było usu­nię­cie nazwy "Hin­rich-Wil­helm-Kopf-Platz" z topo­gra­fii Hano­weru. Przy­pa­dek wie­deń­ski odpo­wiada mojej tezie, że posta­wio­nych pomni­ków (poza ewi­dent­nymi muta­cjami "hitle­rów" i "sta­li­nów") nie powinno się w demo­kra­tycz­nym spo­łe­czeń­stwie ani burzyć, ani oba­lać. Są świa­dec­twem cza­sów i mogą/powinny sta­wać się prze­strogą dla kolej­nych poko­leń. Z taką myślą na prze­ło­mie lat 2005 i 2006 bro­ni­łem pozo­sta­wie­nia na miej­scu wyko­pa­nego przy­pad­kiem z ziemi po sześć­dzie­się­ciu latach tak zwa­nego kamie­nia Bismarcka, upa­mięt­nia­ją­cego od ponad stu lat postać "żela­znego kanc­le­rza" w mazur­skich Nako­mia­dach (kilka kilo­me­trów od Wol­fs­schanze). Nie­ocze­ki­wa­nie podzie­lił on Pol­skę na "patrio­tów" i "zdraj­ców", co w regio­nie nijak się miało do podzia­łów poli­tycz­nych25. Od kilku lat sło­wem i pió­rem bro­nię olsz­tyń­skich "szu­bie­nic", pomnika Wyzwo­le­nia Ziemi War­miń­sko-Mazur­skiej (zwa­nego pier­wot­nie pomni­kiem Wdzięcz­no­ści Armii Czer­wo­nej) z 1954 roku, dłuta jed­nego z naj­wy­bit­niej­szych pol­skich rzeź­bia­rzy - Xawe­rego Duni­kow­skiego (1875-1964). Naj­pierw miej­scowi orę­dow­nicy deko­mu­ni­za­cji chcieli go zde­mon­to­wać, obec­nie - po wpi­sa­niu go do reje­stru zabyt­ków - trwa spór mia­sta i IPN o odpo­wiedni zapis na tablicy upa­mięt­nia­ją­cej, która ma sta­nąć obok monu­mentu Duni­kow­skiego. Oby osta­tecz­nie zwy­cię­żyła prag­ma­tyka "w duchu wie­deń­skim".

Takich i podob­nych przy­kła­dów "nie­chcia­nego/zaka­za­nego" dzie­dzic-twa są w Pol­sce setki, tyle że nie doty­czą mate­rial­nej spu­ści­zny Trze­ciej Rze­szy. Jak roz­strzy­gać dyle­mat "za" albo "prze­ciw" ich zacho­wa­niu, zapro­po­no­wał w kwiet­niu 2016 roku histo­ryk idei Jerzy Jedlicki (1930-2018) w liście otwar­tym do pre­zesa IPN:

Niech­że się Pan przez chwilę zasta­nowi. O ile ja pamię­tam ten czas, to Armia Radziecka wal­czyła w koali­cji z Wielką Bry­ta­nią i Sta­nami Zjed­no­czo­nymi, i wspól­nie z nimi poko­nała mor­der­czą Rze­szę nie­miecką. Czyżby pamięć "naro­dowa" o tym zapo­mniała? Czy nie zdaje Pan sobie sprawy, że gdyby nie ofen­sywa radziecka, to Niemcy naj­praw­do­po­dob­niej wygra­łyby wojnę i byli­by­śmy do dzi­siaj upodloną, nie­wol­ni­czą pro­win­cją hitle­row­skiego Reichu? Czy nie wie Pan, że w tej woj­nie Armia Czer­wona ponio­sła naj­więk­sze, wprost nie­wy­obra­żalne straty w ludziach, w tym wiele na obsza­rze Pol­ski? Czy zapo­mniał Pan, że w skła­dzie tej armii szło i także pła­ciło daninę krwi Woj­sko Pol­skie? Bądźmy kon­se­kwentni: nie będziemy od tej pory przy­po­mi­nać dnia wyzwo­le­nia War­szawy ani innych miast, nie będą się wię­cej przed­sta­wi­ciele naro­dów spo­ty­kać w Oświę­ci­miu, w rocz­nicę oswo­bo­dze­nia obozu Auschwitz. [...] Tak, wiem, co Pan rzuci na drugą szalę: udział w roz­bio­rze Pol­ski we wrze­śniu 1939, nik­czemne zamor­do­wa­nie uwię­zio­nych pol­skich ofi­ce­rów i funk­cjo­na­riu­szy pań­stwo­wych, wywózki na wschód, zerwa­nie sto­sun­ków z rzą­dem pol­skim w Lon­dy­nie, aresz­to­wa­nia AK-owców, wstrzy­ma­nie ofen­sywy latem 1944, aby się wykrwa­wiło Powsta­nie War­szaw­skie, obławy NKWD, wresz­cie poli­tyczne pod­po­rząd­ko­wa­nie pol­skich władz i insty­tu­cji arbi­tral­nej woli Sta­lina i jego następ­ców. I nie pytam, co prze­waża, bo tu nie ma wspól­nej miary, ale naro­dowa pamięć musi zacho­wać oby­dwa rachunki, bo jeden dru­giego nie kasuje i nie unie­waż­nia.

Na pyta­nie "czy zacho­wy­wać kło­po­tliwe dzie­dzic­two?" można też odpo­wie­dzieć gło­sem pol­skiej poetki poko­le­nia post­świad­ków - ludzi nie­do­świad­czo­nych wojną, ale żyją­cych w cie­niu wspo­mnień bądź niewspo­mnień rodzi­ców - ofiar/świad­ków dru­giej wojny świa­to­wej. Anna Janko (ur. 1957) w swo­jej auto­bio­gra­ficz­nej, lite­rac­kiej opo­wie­ści Mała Zagłada, która opo­wiada o zagła­dzie pod­za­moj­skiej wsi Sochy w 1943 roku, pisze:

Prze­cież to - TO straszne - nie TU się stało... Nie w Pol­sce. To złu­dze­nie geo­gra­ficzne. Wielka Zagłada miała miej­sce w Niem­czech [...]. Moim zda­niem naj­le­piej by było, żeby Niemcy zabrali do sie­bie te wszyst­kie obozy, które zostały po nich w Pol­sce. Żeby się już wię­cej nikomu nie myliło. [...] A co to za pro­blem w dzi­siej­szych cza­sach, skoro się klasz­tory i pałace prze­nosi na inne kon­ty­nenty. [...] To czemu nie prze­nosić Auschwitzu, Maj­danka, Stut­thofu, jaka to robota26.

To nie jest pro­wo­ka­cja, lecz głos osoby, która żyła kil­ka­dzie­siąt lat nazna­czona pamię­cią swo­jej matki - tej, która jako jedno z kil­korga dzieci prze­żyła masa­krę w Sochach. Takich wsi w Pol­sce było ponad sto. Tego głosu nie należy lek­ce­wa­żyć, bo jest to głos wyni­ka­jący z wraż­li­wo­ści ludz­kiej, a nie ze stra­te­gii poli­tycz­nej.

Zacho­wu­jąc w pamięci wyżej przed­sta­wione odnie­sie­nia do kło­po­tli­wego dzie­dzic­twa, warto spoj­rzeć na pro­blem z per­spek­tywy zwa­nej histo­rią wza­jem­nych oddzia­ły­wań, którą Krzysz­tof Pomian pro­po­nuje nazwać "histo­rią sprzę­żoną"27. Co to zna­czy? To zna­czy, że pisząc histo­rię Pol­ski czy histo­rię Nie­miec, postrze­gam je nie tylko jako wynik wewnętrz­nych pro­ce­sów czy tele­olo­gicz­nego roz­woju "wła­snego narodu", lecz jako sumę tego, co wła­sne, i oddzia­ły­wa­nia czyn­ni­ków zewnętrz­nych. Patrząc na pro­blem kul­tury pamięci w Pol­sce i w Niem­czech, nie trzeba two­rzyć bila­te­ral­nej kon­ku­ren­cji, lecz trans­na­ro­dowe pole dia­logu. Nie da się napi­sać histo­rii Pol­ski bez poka­za­nia i wytłu­ma­cze­nia oddzia­ły­wa­nia jej zachod­niego sąsiada. Nie da się także napi­sać histo­rii Nie­miec bez odno­to­wa­nia wpływu, jaki wywarło na nią pol­skie sąsiedz­two. Ten postu­lat bli­ski jest poli­tyce pamięci, którą Ale­ida Assmann nazywa dia­lo­gicz­nym pamię­ta­niem, tyle że ja w dro­dze do jego urze­czy­wist­nie­nia bar­dziej akcen­tuję potrzebę wyrów­ny­wa­nia pozio­mów wza­jem­nej wie­dzy o sobie28. Wpro­wa­dza­nie jej poprzez odpo­wied­nio mody­fi­ko­wane pro­gramy naucza­nia i pod­ręcz­niki szkolne, a następ­nie bar­dziej empa­tyczną wobec sąsia­dów poli­tykę pamięci może dopiero two­rzyć poli­fo­nię pamięci, która nada ramy dia­lo­gicz­nego pamię­ta­nia rów­nych part­ne­rów29.

Zanim zaczniemy kon­stru­ować euro­pej­ską mapę pamięci, musimy prze­pra­co­wać bila­te­ralne rela­cje. Inspi­ru­jąc się tezami wykładu Nie­lsa Gut­schowa zaty­tu­ło­wa­nego Archi­tek­tura Trze­ciej Rze­szy. Stan badań w Niem­czech30, uwa­żam, że pol­sko-nie­miecki (rów­nież euro­pej­ski) dia­log o kło­po­tli­wym dzie­dzic­twie i podzie­lo­nych kul­tu­rach pamięci powinno się oprzeć na racjo­nal­nych kate­go­riach, które pozwolą wyjść z pułapki opo­wia­da­nia wyłącz­nie z per­spek­tywy wła­snych doświad­czeń i zapo­trze­bo­wa­nia na wytwa­rza­nie wła­snej pamięci. Konieczne jest do tego zbu­do­wa­nie pol­sko-nie­mieckiego iunc­tim wie­dzy. Pierw­szy krok ku temu celowi został zro­biony w wyniku mię­dzy­rzą­do­wego, zakoń­czo­nego w czerwcu 2020 roku, pro­jektu, któ­rego spo­łeczną stroną była Wspólna Pol­sko-Nie­miecka Komi­sja Pod­ręcz­ni­kowa. Jego efek­tem są cztery tomy dru­giego na świe­cie bila­te­ral­nego, to zna­czy iden­tycz­nego w obu kra­jach pod­ręcz­nika do naucza­nia histo­rii Europa. Nasza histo­ria (Europa. Unsere Geschichte), z prze­zna­cze­niem do powszech­nego użytku w szko­łach pod­sta­wo­wych w Pol­sce i w Niem­czech, po dopusz­cze­niu przez odpo­wied­nie wła­dze oświa­towe.

Z per­spek­tywy spu­ści­zny mate­rial­nej Trze­ciej Rze­szy w Pol­sce i w Niem­czech dzieli nas nie tyle asy­me­tria, ile prze­paść histo­rycz­nego doświad­cze­nia w dru­giej woj­nie świa­to­wej oraz dia­me­tral­nie różne jego umiej­sco­wie­nie w pamięci funk­cjo­nal­nej miesz­kań­ców obu kra­jów. Wspól­nym wyzwa­niem pozo­stają muzea mar­ty­ro­lo­giczne (Gedenkstätten) w miej­scach daw­nych obo­zów kon­cen­tra­cyj­nych i obo­zów zagłady. W Pol­sce i w Niem­czech ist­nieje inne zapo­trze­bo­wa­nie na prze­pra­co­wy­wa­nie prze­szło­ści. W Niem­czech ini­cja­cyj­nym doświad­cze­niem jest zro­zu­mie­nie i opo­wie­dze­nie komu­ni­ka­tyw­nym języ­kiem dydak­tyki histo­rii wła­snej zbrodni naro­do­wego socja­li­zmu. W Pol­sce, któ­rej spo­łe­czeń­stwo było pierw­szą masową ofiarą nie­miec­kiej agre­sji, pro­ble­mem jest pora­dze­nie sobie z ukon­tek­sto­wie­niem wła­snego cier­pie­nia na tle cier­pie­nia innych oby­wa­teli pol­skich nie­po­lskiego pocho­dze­nia. Żadne auto­ma­tyczne pol­sko-nie­miec­kie prze­no­sze­nie wzor­ców peda­go­gicz­nych czy dydak­tycz­nych nie zafunk­cjo­nuje bez odnie­sie­nia się do kon­fron­ta­cji z wła­sną prze­szło­ścią. W nie­miec­kiej kul­tu­rze pamięci sporo pro­ble­mów udało się prze­pra­co­wać dzięki stwo­rze­niu cza­so­wego, a następ­nie emo­cjo­nal­nego dystansu wobec wła­snego spraw­stwa31. Po 1989 roku w nie­któ­rych muze­ach mar­ty­ro­lo­gicz­nych w ramach pol­sko-nie­miec­kiej współ­pracy stwo­rzono ory­gi­nalne formy eks­po­zy­cyjne i peda­go­giczne. W prze­strzeni dzia­łań edu­ka­cyj­nych ist­nieją chyba naj­bar­dziej widoczne pola wspól­nej aktyw­no­ści i wymiany doświad­czeń mię­dzy muze­ami mar­ty­ro­lo­gicz­nymi a Gedenkstätten.

Gre­gory J. Ash­worth, Upa­mięt­nia­nie prze­mocy i tra­ge­dii. Ludzka trauma jako dzie­dzic­two, w: Pla­no­wa­nie dzie­dzic­twa, tłum. Marta Duda-Gryc, Kra­ków 2015, s. 269-288; por. John E. Tun­bridge, Gre­gory J. Ash­worth, Dis­so­nant Heri­tage. The Mana­ge­ment of the Past as a Reso­urce in Con­flict, Chi­che­ster 1996; Sha­ron Mac­do­nald, Dif­fi­cult Heri­tage. Nego­tia­ting the Nazi Past in Nurem­berg and bey­ond, Lon­don 2009; pew­nego rodzaju pod­su­mo­wa­niem tematu z per­spek­tywy ostat­nich trzy­dzie­stu lat jest wybór arty­ku­łów Johna Tun­bridge'a, Zmiana warty. Dzie­dzic­two na prze­ło­mie XX i XXI wieku, tłum. Alek­san­dra Kamiń­ska, Kra­ków 2018. [wróć]

Por. kla­syczne już tek­sty: Mario Rainer Lep­sius, Dzie­dzic­two naro­do­wego socja­li­zmu i kul­tura poli­tyczna w pań­stwach-następ­cach "Wiel­ko­nie­miec­kiej Rze­szy", w: idem, O kul­tu­rze poli­tycz­nej w Niem­czech, tłum. Arka­diusz Żychliń­ski, Poznań 2007, s. 188-206; Jörn Rüsen, Pamięć po Holo­kau­ście a toż­sa­mość nie­miecka, tłum. Iza­bela Sel­l­mer, w: Myśle­nie histo­ryczne. Część I: Jörn Rüsen. Nada­wa­nie histo­rycznego sensu, red. Robert Traba, Hol­ger Thünemann, Poznań 2015, s. 305-325; oraz stu­dia przy­padku, m.in.: Das Erbe der Ande­ren. Denk­malp­fle­ge­ri­sches Han­deln im Zeichen der Glo­ba­li­sie­rung (= The Heri­tage of the Other. Con­se­rva­tion Con­si­de­ra­tions in an Age of Glo­ba­li­sa­tion), Hrsg. Ger­hard Vin­ken, Bam­berg 2015; Rein­hard Bern­beck, Mate­rielle Spu­ren des natio­nal­so­zia­li­sti­schen Ter­rors. Zu einer Archäologie der Zeit­ge­schichte, Bie­le­feld 2017. [wróć]

Ale­ida Assmann, Pamięć miejsc - auten­tyzm i upa­mięt­nia­nie, w: eadem, Mię­dzy histo­rią a pamię­cią. Anto­lo­gia, tłum. Justyna Górny, War­szawa 2013, s. 182. [wróć]

Histo­ri­scher Exo­rzi­smus, "Der Spie­gel" 2014, Nr. 6, https://www.spie­gel.de/spie­gel/print/d-124838582.html [dostęp: 20 czerwca 2020]. Moja odpo­wiedź: Robert Traba, Aura mit Ris­sen, "Der Spie­gel" 2014, Nr. 8, https://www.spie­gel.de/spie­gel/print/d-125080757.html [dostęp: 20 czerwca 2020]. Sze­rzej o Kop­fie oraz o spra­wie bur­mi­strza Wied­nia zob. Robert Traba, Pomni­ko­ma­nia po pol­sku. Czego uczy spór o pomnik ks. Jan­kow­skiego?, [online], https://wybor­cza.pl/7,75968,24535770,pomni­ko­ma­nia-po-pol­sku-czego-uczy-spor-o-pomnik-ks-jan­kow­skiego.html [dostęp: 6 czerwca 2020]. [wróć]

https://museen.nuern­berg.de/memo­rium-nuern­berger-pro­zesse/the­men/erin­ne­rung­skul­tur/rezep­tions­ge­schichte/ [dostęp: 6 czerwca 2020]. W trak­cie zwie­dza­nia, w lipcu 2018 roku, moim prze­wod­ni­kiem był pra­cow­nik naukowy Muzeum dr Andreas Mix. Na temat recep­cji i praw­nych kon­se­kwen­cji pro­ce­sów norym­ber­skich por. W cie­niu Norym­bergi. Trans­na­ro­dowe ści­ga­nie zbrodni nazi­stow­skich, red. Robert Traba et al., War­szawa 2019. [wróć]

Kat­zbach - obóz widmo. Powstańcy war­szaw­scy w Zakła­dach Adlera we Frank­fur­cie nad Menem 1944-45, War­szawa 2016, wer­sja cyfrowa dostępna: https://ksie­gar­nia.karta.org.pl/pro­dukt/kat­zbach-oboz-widmo-powstancy-war­szaw­scy-w-zakla­dach-adlera-we-frank­fur­cie-nad-menem-1944-45/ [dostęp: 7 lipca 2020]. [wróć]

Zob. Joanna de Vin­cenz, Powstaje miej­sce pamięci o byłym nie­miec­kim obo­zie Kat­zbach [online], https://www.dw.com/pl/powstaje-miej­sce-pami%C4%99ci-o-by%C5%82ym-nie­miec­kim-obo­zie-kat­zbach/a-43747010 [dostęp: 6 czerwca 2020]. W 2018 roku uczest­ni­czy­łem w kon­fe­ren­cji Ośrodka KARTA na temat obozu Kat­zbach i histo­rii jego upa­mięt­nie­nia, zor­ga­ni­zo­wa­nej we Frank­fur­cie wspól­nie z przed­sta­wi­cie­lami miej­skich orga­ni­za­cji oby­wa­tel­skich i z histo­ry­kami. [wróć]

Mariusz Mazur, Anty­ko­mu­ni­stycz­nego pod­zie­mia por­tret zbio­rowy 1945-1956. Aspekty men­talno-psy­cho­lo­giczne, War­szawa - Lublin 2019, s. 133-134 i pas­sim. [wróć]

Jakub Wysmu­łek, Dąbrowsz­czacy: mię­dzy sym­bo­lem anty­fa­szy­zmu a poli­tyką anty­ko­mu­ni­zmu, "Kul­tura i Spo­łe­czeń­stwo" 2019, nr 63 (2), s. 133-161. [wróć]

Geo­r­ges Mink, Do hymnu wdarł się "obcy"... Pol­skość w kon­tek­ście euro­pej­skim, w: Nie­do­koń­czona wojna? "Pol­skość" jako zada­nie poko­le­niowe, red. Robert Traba, War­szawa 2020, s. 55-70; Marta Dąbrow­ska, Pol­ska nie jest naj­waż­niej­sza. Moralny aspekt roz­wa­żań Róży Luk­sem­burg o pań­stwie pol­skim, naro­dzie i natu­rze czło­wieka, w: ibi­dem, s. 245-264. [wróć]

Pol­sko-nie­miec­kie miej­sca pamięci (= Deutsch-polni­sche Erin­ne­rung­sorte), red. Robert Traba, Hans Hen­ning Hahn, War­szawa - Pader­born 2012-2016, t. 1-4 i Bd. 1-5, tu: O czym (nie) opo­wia­dają pol­sko-nie­miec­kie miej­sca pamięci, t. 1, s. 7-53 (= Wovon die deutsch-polni­sche Orte (nicht) erzählen, Bd. 1, s. 11-49); por. Maciej Górny, Kor­ne­lia Koń­czal, Robert Traba, Hans Hen­ning Hahn, Polish-Ger­man Realms of Memory. A New Para­digm?, "Acta Polo­niae Histo­rica" 2012, nr 106, s. 155-167. [wróć]

Mate­usz J. Har­twich, Krzy­żowa. Pacta sunt servanda!, w: Pol­sko-nie­miec­kie miej­sca..., op. cit., t. 1, s. 451-461. [wróć]

Uwe Neumärker, Robert Con­rad, Cord Woy­wodt, Wol­fs­schanze. Hitlers Macht­zen­trale im II. Welt­krieg, Ber­lin 2000, s. 176-177. [wróć]

Adam Krze­miń­ski, "Powsta­nie sumie­nia". O nie­miec­kim ruchu oporu, "Borus­sia. Kul­tura - Histo­ria - Lite­ra­tura" 2005, nr 37, s. 144. [wróć]

Cyt. za: Róża Roma­niec, Stauf­fen­berg i Pol­ska, "Deut­sche Welle" 2009, dostępny online: https://www.dw.com/pl/stauf­fen­berg-i-pol­ska/a-4541936 [dostęp: 6 czerwca 2020]. [wróć]

A. Krze­miń­ski, "Powsta­nie sumie­nia", op. cit., s. 141. [wróć]

O dobrym pozio­mie kra­jo­znaw­stwa świad­czy też naj­po­pu­lar­niej­szy, wyda­wany w tysią­cach egzem­pla­rzy i wie­lo­krot­nie wzna­wiany prze­wod­nik, napi­sany przez rodo­wi­tego Mazura: Jerzy Jan­tar [Gerard Skok], Wil­czy Sza­niec. Dawna kwa­tera Hitlera, Olsz­tyn 1964. W 2005 roku, w ramach Aka­de­mii Let­niej Pol­sko-Nie­miec­kiej Wymiany Mło­dzieży, wspól­nie z prof. Bodo von Bor­rie­sem zor­ga­ni­zo­wano dla lide­rów pol­sko-nie­miec­kiej wymiany warsz­taty w Wol­fs­schanze, które potwier­dziły in situ wysoki poziom miej­sco­wych prze­wod­ni­ków. Podob­nie było pod­czas wizyty w 2020 roku. [wróć]

http://mazu­ro­lan­dia.pl/ogrod-hitlera-iv-strefa-wil­czego-szanca/ [dostęp: 6 czerwca 2020]. [wróć]

http://mazu­ro­lan­dia.pl/ [dostęp: 6 czerwca 2020]. [wróć]

https://pl.tri­pa­dvi­sor.com/Attraction_Review-g1600830-d6575223-Reviews-Mazu­ro­lan­dia-Gierloz_Warmia_Masuria_Province_Northern_Poland.html#REVIEWS [dostęp: 6 czerwca 2020]. [wróć]

Por. Hans Die­ter Bor­chardt, Tan­nen­berg und Wol­fs­schanze. Ein militärischer Reiseführer, Ber­lin 2006. [wróć]

Frank Tha­de­usz w tygo­dniku "Der Spie­gel" zachwa­lał jedną z publi­ka­cji: Hitlers Diätköchin Con­stanze Man­ziarly "Der F. hat gut geges­sen": "Hir­se­brei, Pilze, Quark mit Leinöl: Con­stanze Man­ziarly bekochte Hitler in den letz­ten Krieg­smo­na­ten. Ein Histo­ri­ker hat die Bez­ie­hung der beiden mit Hilfe hand­ge­schrie­be­ner Briefe rekon­stru­iert" (Kasza jaglana, grzyby, twa­róg z ole­jem lnia­nym: tak Con­stanze Man­ziarly goto­wała Hitle­rowi w ostat­nich dniach wojny. Rela­cje mię­dzy oboj­giem na pod­sta­wie ręcz­nie pisa­nych listów zre­kon­stru­ował histo­ryk). Cyt. za: https://www.spie­gel.de/spie­gel/adolf-hitlers-diat­ko­echin-con­stanze-man­ziarly-a-1178610.html [dostęp:7 lipca 2020]. [Jeżeli nie podano tłu­ma­cza, wszyst­kie cytaty w prze­kła­dzie autora arty­kułu - przyp. red.]. [wróć]

Na przy­kład recen­zja napi­sana w Niem­czech 2 sierp­nia 2009 roku: "Das Stauf­fen­berg-Atten­tat ist hier nur eine kurz erwähnte Fußnote, was ich als sehr ange­nehm emp­finde, schließlich wird und wurde die­ses Thema schon weiß Gott oft genug aufge­kauft" (Zamach Stauf­fen­berga jest tutaj tylko krótko wspo­mnia­nym przy­pi­sem, z czego odczu­wam przy­jem­ność, bo w końcu Bóg wie, że wystar­cza­jąco ten temat jest i był już kupo­wany). Cyt. za: https://www.ama­zon.de/F%C3%BChrer­haup­tqu­ar­tier-Wol­fschanze-Befehls­stand-Ost­preu%C3%9Fen-Pre­mium/dp/B0028P6XTW [dostęp: 7 lipca 2020]. [wróć]

"Es ist schon pein­lich anhören zu müssen, mit welchen faden­sche­ini­gen Argu­men­ten ver­sucht wird, den ver­bre­che­ri­schen Krieg unse­res ach "so sehr gelieb­ten Führers" Hitler, wohl einer der größten Ver­bre­cher aller Zeiten, zu recht­fer­ti­gen, von den Weishe­iten der ewig Gestri­gen, die in dem Film ihre unmaßgebliche Meinung glau­ben ver­bre­iten zu müssen, ganz zu schwe­igen. Offen­sich­tlich sind an der Her­stel­lung des Films in erhe­bli­chem Maße Nazis bete­iligt gewe­sen" (To żenu­jące musieć wysłu­chi­wać, jak pró­buje się uspra­wie­dli­wiać bez­na­dziej­nymi argu­men­tami zbrod­ni­czą wojnę naszego ach "jakże bar­dzo uwiel­bia­nego Führera" Hitlera, jed­nego z naj­więk­szych zbrod­nia­rzy wszech cza­sów, nie mówiąc już o mądro­ściach wiecz­nie wczo­raj­szych, któ­rzy roz­po­wszech­niają na fil­mie nie­wy­obra­żalne opi­nie. Z pew­no­ścią w powsta­niu filmu w dużej mie­rze uczest­ni­czyli nazi­ści). Cyt. za: ibi­dem. [wróć]

Robert Traba, Pamięć zapi­sana w kamie­niu, czyli kra­jo­braz kul­tu­rowy jako palimp­sest, w: Dzie­dzic­two kre­sów - nasze wspólne dzie­dzic­two, red. Jacek Pur­chla, Kra­ków 2006, s. 273-280. [wróć]

Anna Janko, Mała Zagłada, Kra­ków 2015, s. 106-107. [wróć]

Robert Traba, Histo­ria wza­jem­nych oddzia­ły­wań - (nie­do­ce­niany) para­dyg­mat w bada­niu prze­szło­ści, w: Histo­ria wza­jem­nych oddzia­ły­wań, red. Robert Traba, War­szawa - Ber­lin 2014, s. 7-20. [wróć]

Ale­ida Assmann, Od zbio­ro­wej prze­mocy do wspól­nej przy­szło­ści, w: eadem, Mię­dzy histo­rią a pamię­cią, op. cit., s. 259-271. [wróć]

Robert Traba, Prze­szłość w teraź­niej­szo­ści. Pol­skie spory o histo­rię na początku XXI wieku, Poznań 2009, s. 82-87; Pol­sko-nie­miec­kie miej­sca..., op. cit., s. 33-36. [wróć]

Wystą­pie­nie pod­czas mię­dzy­na­ro­do­wej kon­fe­ren­cji Kło­po­tliwe dzie­dzic­two Trze­ciej Rze­szy w Pol­sce, zor­ga­ni­zo­wa­nej w Mię­dzy­na­ro­do­wym Cen­trum Kul­tury w grud­niu 2018 roku. [wróć]

Robert Traba, Bila­te­ral­ność kul­tur pamięci. Przy­pa­dek pol­skich muzeów mar­ty­ro­lo­gicz­nych i nie­miec­kich Gedenkstätten, w: Peda­go­gika pamięci. O teo­rii i prak­tyce edu­ka­cji w muze­ach mar­ty­ro­lo­gicz­nych, red. Tomasz Kranz, Lublin 2018, s. 25-66. [wróć]

Zapraszamy do zakupu pełnej wersji książki