Jeden
Kierowca patrzy na mnie, jakby doskonale wiedział, co właśnie zrobiłam. Przeczesuję palcami zimne, mokre od potu włosy i po raz milionowy, odkąd wyszłam z tamtej imprezy, poprawiam czarną sukienkę. To właśnie ona - z kopertowym dekoltem i rozcięciami, które odsłaniają żebra - dodała mi pewności siebie potrzebnej do wyjścia z własnej skorupy. Teraz żałuję, że sobie na to pozwoliłam. Trochę się tu naczekałam, kompletnie niewzruszona ogłuszającą muzyką dobiegającą ze znajdującego się za mną domu. Nie ruszają mnie także prowadzone w ogródku rozmowy ani wibracje telefonu zwiastujące kolejne wiadomości od Luisa, w których pisze, żebym zapomniała o taksówce i wracała do środka.
Wolałam stać na zimnie niż spędzić choćby sekundę dłużej na tej sensorycznie męczącej imprezie. Poza tym w Phoenix nigdy nie jest specjalnie zimno, nawet w lutym.
Wsiadam do samochodu, a kierowca w lusterku wstecznym mierzy mnie wzrokiem.
- Yyy... Luis, tak?
Przenoszę spojrzenie z lusterka na półeczkę między siedzeniami, gdzie w zagłębieniu na kubki pełno jest miętówek. Komuś tu bardzo zależy na pięciu gwiazdkach. Zdecydowanie nie jestem Luisem, ale nie mam zamiaru wyprowadzać kierowcy z błędu. Jako że nie mam jeszcze ukończonych osiemnastu lat, Luis zamówił dla mnie taksówkę, bo chciałam już wracać. Wiem, że teoretycznie nie wolno mi przebywać w tym samochodzie bez nadzoru osoby dorosłej, ale zaakceptuję wszystkie wynikającego z tego faktu nieprzyjemności, byleby tylko znaleźć się jak najdalej od Luisa. Niczego nie pragnę tak bardzo, jak wrócić do domu i położyć się spać. A nie, jeszcze prysznic. Przesiąkłam zapachem Luisa i po raz pierwszy w życiu nie czuję się z tym dobrze.
Kierowca odchrząkuje. Zmuszam się do tego, żeby nawiązać kontakt wzrokowy z jego odbiciem w lusterku, i przytakuję.
Czy kierowcy widzą w aplikacji zdjęcie profilowe osoby zamawiającej przejazd? Bo poza takim samym - średniobrązowym - odcieniem skóry w niczym nie przypominam Luisa. Nie mam jego pięknych szarych oczu, a moje obcięte na boba proste włosy nie mogą równać się z jego kędziorami i wygolonymi bokami. Do tego on jest wysoki i wysportowany, a ja mierzę metr pięćdziesiąt pięć, jestem przy kości i mam duże, niesymetrycznie rozmieszczone cycki. Ale dla tego kierowcy mogę nazywać się Luis. Na szczęście wyglądam na trochę więcej niż szesnaście lat.
Jeszcze raz szybko mierzy mnie wzrokiem, po czym śmieje się pod nosem i w końcu rusza. Dzięki Bogu.
- No dobrze, Luis. Dokąd jedziemy?
Zbywam to pytanie milczeniem. Kierowca chyba powinien widzieć adres w aplikacji. Luis na pewno podawał. A może chce wiedzieć, czy to do mojego domu jedziemy? Myśl o tym, że jakiś obcy koleś mógłby wiedzieć, gdzie mieszkam, przyprawia mnie o dreszcze.
- To... jak ci mija noc? - pyta kierowca.
Zamiast odpowiedzieć, patrzę za okno i obserwuję, jak ogarnięty imprezą dom znika z pola widzenia, kiedy skręcamy za róg. Mam nadzieję, że już nigdy więcej nie będę musiała go oglądać.
Gdybym była w stanie odpowiedzieć na to pytanie, powiedziałabym, że okropnie. Ale to tak naprawdę do bani. Wyznałabym, że po raz pierwszy uprawiałam seks i cierpiałam przez cały czas jego trwania. Dorobiłam się też nowej wrogini w osobie Shawni. Najmilszej dziewczyny, jaką kiedykolwiek poznałam. W zeszłym miesiącu, kiedy zapomniałam wziąć do szkoły piórnik, pożyczyła mi ołówek i czasami przytrzyma dla mnie drzwi. Dobra, to może nie jest dobry przykład, bo drzwi to akurat trzyma wielu osobom, ale nie w tym rzecz. Z tym że teraz to i tak nieistotne, bo teraz pewnie ma ochotę mnie zabić. Kazała mi trzymać się z daleka od Luisa, ale ja nic sobie z tego nie zrobiłam, chociaż wiedziałam, że nie pogodziła się jeszcze z ich rozstaniem.
Jestem okropnym człowiekiem.
- Małomówna jesteś, co? - pyta kierowca. Nawet nie wie, jak bardzo. Jeśli nie przestanie zadawać pytań, szybko zrobi się niezręcznie, bo ja dosłownie w ogóle się nie odzywam.
Mama twierdzi, że robię to złośliwie, ale to nieprawda. Ja po prostu nie rozmawiam z nikim poza rodzicami i nauczycielką prowadzącą zajęcia z dziennikarstwa, panią Jones. A są takie dni, kiedy z nimi też nie chcę rozmawiać. Moi rodzice nie wierzą w psychiatrów, terapię, lekarzy ani żadne z tych "bzdur wymyślanych przez wielkie koncerny farmaceutyczne". Dlatego też zdiagnozowało mnie Google. Autyzm, solidnie okraszony mutyzmem wybiórczym - jestem tego prawie pewna.
Kiedyś myślałam o sobie jako o Małej Syrence, której morska wiedźma ukradła głos. Odzyskuję go tylko wtedy, kiedy czuję się w pełni bezpiecznie, czyli tak naprawdę tylko w domu. To sprawia, że moje licealne życie towarzyskie praktycznie nie istnieje. Właśnie dlatego ta impreza była tak wielkim wydarzeniem. Nikt się nie spodziewał, że faktycznie się na niej pojawię.
Luis jako jedyny próbuje nawiązywać ze mną jakikolwiek kontakt. Twierdzi, że nie przeszkadza mu to, że tylko on mówi. Zawsze był w stosunku do mnie bardzo przyjacielski.
Wolałabym, żeby taki nie był.
Dzięki temu teraz dużo łatwiej byłoby mi go nienawidzić. Ale nie jest, bo on zawsze sprawiał, że czułam się przy nim wyjątkowa, odkąd pierwszy raz się do mnie odezwał. Jako pierwsza osoba z całej szkoły.
Pamiętam ten dzień, w którym mi się przedstawił. To było jakoś na początku roku szkolnego. Siedziałam sama na obiedzie, a on zajął miejsce naprzeciwko mnie.
- Ariana, prawda? - zapytał. Wymówił moje imię z twardym "r", tak jak zawsze robi to moja mama. - Ja jestem Luis.
Oblałam się rumieńcem i przytaknęłam.
- Wyglądasz, jakbyś potrzebowała towarzystwa. - Uśmiech pogłębił dołeczek na jego lewym policzku. - Mylę się?
Skinieniem głowy dałam mu do zrozumienia, że tak. Akurat w tamtym momencie nie potrzebowałam.
- Nie musisz nic mówić, Ariana. Mogę na ciebie po prostu popatrzeć.
Wtedy wydawało mi się to słodkie, że nie przeszkadzała mu cisza z mojej strony. Teraz z kolei mam wrażenie, że właśnie z tego powodu mu się podobałam.
Nawet mnie nie zapytał, czy ja też chcę uprawiać z nim seks. Po prostu założył, że tak. Znaczy nie pomylił się... tak sądzę. Albo może trochę, już sama nie wiem. Mimo wszystko powinien był zapytać. Chyba że taki jest standard. Ludzie nie pytają się o zgodę przed seksem? Jeśli nie, to mogliby zacząć.
- Ciężka noc? - pyta kierowca.
Prawie zapomniałam, że on tu w ogóle jest. Raczej nie spodziewał się, że to pytanie wywoła u mnie nagły atak płaczu. W sumie to nawet nie wiem, dlaczego płaczę. Luis podobał mi się, jeszcze zanim do mnie podszedł. Zresztą nie tylko mnie. Dał mi wszystko, czego potrzebowałam - uwagę. I dużo więcej. Dlaczego więc tak bardzo siebie teraz nienawidzę?
- Słuchaj, wszystko się poukłada... - Posyła mi niezręczny uśmiech, jakby ktoś zmuszał go do tego, żeby był dla mnie miły, mierząc do niego z broni. Wycieram nos w ramię i chowam łzy w dłoniach, podczas gdy samochód zwalnia.
Zatrzymujemy się przed moim blokiem. Wysiadam z auta w tej samej sekundzie, w której auto zwalnia do zera. Pośpiesznie macham taksówkarzowi na pożegnanie i biegnę w stronę klatki, nie zawracając sobie nawet głowy wycieraniem łez, które wypływają rzeką z moich oczu. Gdybym tylko miała jakąś publiczność, z całą pewnością zrobiłabym scenę dla sąsiadów, ale o tej porze osiedle jest kompletnie opustoszałe.
Kiedy docieram pod drzwi, nie potrafię znaleźć w sobie wystarczająco dużo siły, żeby wejść na górę. Mam nadzieję, że moi rodzice już śpią, ponieważ wolałabym uniknąć ich pytań. Nie chcę rozmawiać o tym, co się wydarzyło. Nigdy.
Ostatecznie zamiast iść do domu, siadam na zimnych schodach przed klatką, wsadzam głowę między nogi i rzygam na ziemię.