Kobieta, której nikt nie znał - Iwona Walczak

Kup ebooka

80.77 zł
67.04 zł (80,77 zł najniższa cena z 30 dni)

-
Proszę czekać

Niezaspokojone potrzeby

Każde dziecko przychodzi na świat z potrzebami. Potrzebuje jedzenia, snu i opieki. Potrzebuje jednak także czegoś, czego nie da się kupić ani niczym zastąpić.

Potrzebuje miłości, bliskości, czułości, bezpieczeństwa, uwagi, akceptacji i zrozumienia.

To właśnie te potrzeby pomagają mu budować poczucie własnej wartości i uczą go, że świat jest miejscem, w którym można się czuć bezpiecznie.

Dziecko nie potrafi samo zaspokoić swoich potrzeb. Jest całkowicie zależne od dorosłych. To oni pokazują mu, czy może ufać ludziom, czy jego uczucia mają znaczenie i czy jest ważny tylko dlatego, że istnieje.

Dziś coraz częściej mówi się o potrzebach emocjonalnych dziecka, ale nie zawsze tak było. Przez wiele lat uważano, że jeśli dziecko jest nakarmione, ubrane i ma dach nad głową, to niczego więcej mu nie potrzeba.

O emocjach, bliskości czy potrzebie bycia zauważonym mówiło się niewiele albo wcale.

Większość opiekunów wychowywała swoje dzieci tak, jak sami zostali wychowani. Robili to najlepiej, jak potrafili, kierując się wiedzą i doświadczeniem, jakie mieli wtedy. Nie zmienia to jednak faktu, że wiele dzieci dorastało z niezaspokojonymi potrzebami emocjonalnymi. A dziecko, którego potrzeby nie są zauważane, nie przestaje ich mieć. Ono uczy się je ukrywać.

To nie jest wymysł współczesności. Dzisiaj po prostu lepiej rozumiemy, jak ogromny wpływ na dorosłe życie ma dzieciństwo. Wiemy, że to właśnie rodzice, często zupełnie nieświadomie, zapisują pierwsze strony naszej życiowej instrukcji. Robią to słowami, zachowaniem, reakcjami, ale także tym, czego im zabrakło.

Nie dlatego, że chcieli skrzywdzić swoje dzieci. Najczęściej dlatego, że sami nigdy nie otrzymali instrukcji, jak zaspokajać potrzeby emocjonalne.

Dziecko nie potrafi powiedzieć, czego potrzebuje. Pokazuje to swoim zachowaniem. Przytula się, płacze, woła, szuka bliskości, zadaje pytania i chce być zauważone. W ten sposób mówi: "Jestem tutaj. Zobacz mnie. Usłysz mnie."

Kiedy jego potrzeby są dostrzegane i zaspokajane, uczy się, że jest ważne. Zaczyna wierzyć, że może prosić o pomoc, że jego uczucia mają znaczenie i że nie musi walczyć o miłość.

Kiedy jednak przez długi czas nikt nie zauważa tych potrzeb, dziecko nie przestaje ich mieć. Przestaje jedynie o nie prosić. Uczy się, że lepiej niczego nie oczekiwać, że bezpieczniej jest radzić sobie samemu i że o tym, co boli, lepiej milczeć.

Każde dziecko próbuje poradzić sobie z tym na swój sposób. Jedne stają się ciche i wycofane. Inni za wszelką cenę próbują zwrócić na siebie uwagę.

Są też takie, które starają się być idealne, wierząc, że jeśli będą wystarczająco grzeczne, mądre lub pomocne, w końcu zostaną zauważone. Każde z nich szuka sposobu, aby zaspokoić swoje potrzeby. Nie każdy znajduje właściwy sposób.

Niezaspokojone potrzeby z dzieciństwa nie znikają, gdy dorastamy. Często towarzyszą nam przez całe życie. To one sprawiają, że tak bardzo potrzebujemy akceptacji, boimy się odrzucenia, nie potrafimy stawiać granic albo stawiamy potrzeby innych ponad własne.

Dlatego tak ważne jest, aby zatrzymać się i zadać sobie pytanie: "Czego naprawdę zabrakło mi jako dziecku?"

Nie po to, aby wracać do winy.

Po to, aby lepiej zrozumieć siebie.

Bo dopiero wtedy możemy zacząć dawać sobie to, czego kiedyś tak bardzo potrzebowaliśmy.

Zatrzymaj się na chwilę przy tych pytaniach: Czego najbardziej brakowało mi jako dziecku? Za czym tęskniłam, choć nie umiałam tego nazwać? Co dziś mogę zacząć dawać sobie sama choćby w małych gestach?

Odpowiedzi na te pytania często prowadzą nas do bardzo cichego miejsca w środku, do tej części nas, która kiedyś była dzieckiem i nadal pamięta, czego najbardziej jej brakowało.

Wewnętrzne dziecko

W każdej z nas jest część, która pamięta dzieciństwo nie tylko obrazami, ale także uczuciami. To mała dziewczynka, która kiedyś potrzebowała czułości, uwagi, ochrony i słów: "widzę cię", "jesteś ważna", "nie musisz zasługiwać na miłość".

Być może nie zawsze je usłyszała. Być może nauczyła się milczeć, być dzielna, nie przeszkadzać i nie prosić o zbyt wiele.

Ta część nie znika tylko dlatego, że dorastamy. Czasem w dorosłym życiu odzywa się lęk przed odrzuceniem, potrzeba zadowalania wszystkich, trudność w stawianiu granic albo ból pojawiający się w pozornie niewielkich sytuacjach. To nie znaczy, że jesteś słaba. To znaczy, że coś w Tobie nadal prosi o to, by zostać zauważonym.

Powrót do siebie oznacza także powrót do tej małej dziewczynki, nie po to, by żyć przeszłością, lecz by dziś dawać sobie więcej łagodności, obecności i troski.

Dorastanie

To, czego dziecko nauczyło się o sobie w pierwszych latach życia, nie znika, gdy zaczyna dorastać. Przeciwnie, w okresie nastoletnim często staje się jeszcze bardziej wyraźne.

Dzieciństwo kiedyś się kończy. Przychodzi czas, gdy dziecko zaczyna dorastać. Zmienia się jego ciało, sposób myślenia i patrzenia na świat. Coraz więcej czasu spędza poza domem. Pojawiają się przyjaźnie, pierwsze zauroczenia, pierwsze sukcesy i pierwsze rozczarowania. To czas odkrywania świata, ale także siebie.

W okresie dorastania coraz częściej pojawia się pytanie: Kim jestem? Każdy młody człowiek próbuje znaleźć na nie odpowiedź. Nie zaczyna jednak od zera. Nosi ze sobą wszystko, czego nauczył się wcześniej. Słowa, które usłyszał o sobie jako dziecko. Doświadczenia, które zapisały się w pamięci, i przekonania, w które uwierzył, zanim jeszcze potrafił je podważyć.

Jeżeli dorastał w poczuciu bezpieczeństwa i akceptacji, łatwiej uwierzy w siebie i swoje możliwości. Łatwiej będzie podejmował decyzje, budował relacje i radził sobie z porażkami.

Jeżeli jednak przez lata czuł się nieważny, odrzucony lub niezauważony, te doświadczenia nie znikają wraz z wiekiem. Przechodzą z nim do kolejnego etapu życia. Zaczynają wpływać na to, jak patrzy na siebie i innych.

To właśnie wtedy wiele przekonań utrwala się jeszcze bardziej. Jedni za wszelką cenę chcą być lubiani. Inni wycofują się z relacji, bojąc się kolejnego zranienia. Niektórzy próbują być najlepsi we wszystkim, wierząc, że tylko wtedy zasłużą na uznanie. Są też tacy, którzy przestają w siebie wierzyć, zanim zdążą spróbować. Z zewnątrz każdy z nich może wyglądać inaczej. W środku często noszą ten sam lęk. Lęk przed odrzuceniem. Przed oceną. Przed tym, co nie będzie wystarczające.

Dorastanie to czas budowania własnej tożsamości. Młody człowiek uczy się podejmować decyzje, budować relacje i szukać swojego miejsca w świecie. Jednocześnie coraz częściej kieruje się przekonaniami, które ukształtowały się wiele lat wcześniej. Często nawet nie zdaje sobie sprawy, że to one wpływają na jego wybory.

Nie każdy wchodzi w dorosłość z takim samym bagażem. Jedni wynoszą z domu zaufanie do siebie, inni lęk, niepewność i poczucie, że wciąż muszą udowadniać swoją wartość. Dlatego nie warto porównywać swojej drogi z drogą innych ludzi.

Wracamy do okresu dorastania, aby zobaczyć, co zabraliśmy z tamtych lat i co dziś możemy świadomie odłożyć.

Nastolatka, która chciała być wystarczająca

Nastolatka potrzebuje być zauważona. Potrzebuje czuć, że jest ważna nie tylko wtedy, kiedy spełnia oczekiwania dorosłych. Potrzebuje czasem usłyszeć, że coś zrobiła dobrze, że ktoś jest z niej dumny, że może być sobą i nie musi nieustannie zastanawiać się, czy znowu zrobiła coś nie tak. Ona również tego potrzebowała. Chciała być zauważona przez rodziców. Chciała zobaczyć w ich oczach akceptację. Nie potrzebowała ciągłych pochwał ani zapewnień, że jest idealna. Potrzebowała zwykłego poczucia, że może być sobą i że nie wszystko, co robi, wymaga poprawy.

Tymczasem często słyszała krytykę. Krytykowano sposób, w jaki siedziała, chodziła, poruszała się, mówiła, odpowiadała i zachowywała się. Jakby ciągle było coś, co należałoby w niej poprawić. Dorosły może powiedzieć jedno zdanie i po chwili o nim zapomnieć. Nastolatka może zabrać je ze sobą na wiele lat.

Kiedy krytyka pojawia się często, młoda dziewczyna może zacząć myśleć: "Nie podoba im się moje zachowanie". Zaczyna czuć coś znacznie bardziej bolesnego: "To, że ze mną jest coś nie tak."

Powoli przestaje ufać sobie. Zanim coś powie, zastanawia się, czy nie zabrzmi to głupio. Zanim coś zrobi, przewiduje, jak zostanie oceniona. Zaczyna obserwować siebie oczami innych ludzi.

Czy dobrze stoję?

Czy dobrze wyglądam?

Czy powiedziałam coś nie tak?

Czy oni się ze mnie śmieją?

Czy nie powinnam była milczeć?

I tak krytyka, która początkowo przychodziła z zewnątrz, może z czasem zamienić się w jej własny wewnętrzny głos.

Nie potrzebuje już nikogo, kto powie jej, że robi coś źle. Zaczyna robić to sama. W szkole boi się odezwać. Być może zna odpowiedź, ale zanim podniesie rękę, w jej głowie pojawia się myśl: "A jeśli odpowiem źle? A jeśli wszyscy będą na mnie patrzeć? A jeśli ktoś się zaśmieje? Więc milczy. Nie dlatego, że nie ma nic do powiedzenia. Dlatego, że nauczyła się, że pokazanie siebie może oznaczać ocenę.

Mijają lata. Nastolatka staje się kobietą, ale niepewność nie znika automatycznie wraz z dojrzewaniem. Spotyka nowych ludzi i nie wie, o czym z nimi rozmawiać. Chciałaby nawiązać kontakt, ale jednocześnie kontroluje każde wypowiadane słowo. Zastanawia się, co pomyśli o niej druga osoba. Boi się niezręcznej ciszy. Boi się powiedzieć coś niewłaściwego. Boi się odrzucenia. Może nawet dojść do przekonania: "Ja po prostu nie potrafię rozmawiać z ludźmi." Ale być może nigdy nie chodziło o brak umiejętności rozmowy. Być może przez wiele lat, bardziej niż rozmowy, uczyła się kontrolować siebie w obecności innych ludzi. To ogromna różnica.

Długo zajęło jej zrozumienie, że nie musi już przeżywać każdej rozmowy jak egzamin. Nie wszyscy ludzie czekają na jej błąd. Że może powiedzieć coś niezręcznego, pomylić się, nie wiedzieć, co odpowiedzieć, a mimo to nadal być wartościowym człowiekiem. Musiał minąć czas, zanim zaczęła budować poczucie własnej wartości nie na tym, co mówią o niej inni, lecz na tym, co sama zaczęła o sobie wiedzieć. Uczyła się patrzeć na siebie własnymi oczami. Uczyła się przyjmować krytykę bez zamieniania jej w wyrok na własną wartość. Uczyła się mówić, nawet gdy nie miała pewności, czy zostanie dobrze zrozumiana. Uczyła się poznawać ludzi bez ciągłego zadawania sobie pytania: "Co oni o mnie pomyślą?" A przede wszystkim uczyła się czegoś, czego przez wiele lat nie potrafiła- lubić siebie również wtedy, gdy nie podoba się wszystkim.

Dzisiaj wie, że tamta nastolatka nie potrzebowała kolejnych uwag o tym, jak siedzi, chodzi, mówi czy się zachowuje. Potrzebowała kogoś, kto powiedziałby: "Nie musisz cały czas siebie poprawiać. Możesz być sobą. Jesteś wystarczająca także wtedy, kiedy nie jesteś idealna." I być może właśnie tego musiała nauczyć się powiedzieć sobie sama dorosła kobieta.

Podobny mechanizm może ukształtować także chłopca, który zamiast uczyć się samodzielności, najpierw uczy się pytać czy wolno mu żyć po swojemu.

Syn, który bał się decydować o własnym życiu