Rozdział 1
Gdybyś Ty, Chryste, chodził dziś po świecie,
Gdybyś w sierpniowej nocy pożarze
Zatrzymał wzrok swój na jasnym bagnecie,
Gdybyś zobaczył, jak Twoje ołtarze
W proch powalone legły pod gruzami...
Gdybyś ty, Chryste, był wtedy z nami,
To byś w powstańczym chodził mundurze!
Gdybyś polską opaskę ujrzał na rękawie
I te oczy wzniesione ku górze...
Gdybyś był, Chryste, z nami w płonącej Warszawie,
To nie szedłbyś w boskiego królestwa purpurze,
By się okiem litosnym przyjrzeć ludzkiej męce,
Lecz byś ku nam wyciągnął zakrwawione ręce,
Wyrwał komuś karabin, naboje z chlebaku
I runąłbyś wraz z nami, Chryste, do ataku!
Gdybyś zszedł do nas, Chryste, tej sierpniowej nocy,
Do ludzi, którym słońce wśród dymów zagasło,
Do ludzi, którym gwiazdy nie dodadzą mocy...
Gdybyś przyszedł...
Stań, Chryste,
musisz podać hasło.
A potem pójdziesz wolno szlakiem drogi krwawej,
którą co dzień odnoszą rannych z barykady,
Aż krzyknie ktoś za Tobą:
"Halo, obstrzał z prawej!".
Więc przypadniesz do ziemi na te krwawe ślady,
A nad Tobą ze świstem, piekielnym jazgotem
przeleci jeden pocisk, potem drugi... trzeci...
Noc świetlnych kul błyskiem jasno się rozświeci
I zgaśnie. Gwiazdy znowu rozbłysną się złotem.
A potem?
A potem, a potem kilka dziewcząt,
Dziewcząt - prawie dzieci,
przejdzie szybko pod murem,
gnąc się pod noszami...
Gdybyś zszedł wtedy, Chryste,
Gdybyś Ty był z nami...
O, nie mieszkałbyś wtedy w cichym Nazarecie.
Nie, twój dom by się spalił z naszymi domami
I poszedłbyś wraz z nami tułać się po świecie.
I poszedłbyś tą drogą, która nie ma końca.
Nie mając ni domu, ni szczęścia, ni słońca,
Gnany myślą obłędną, żandarmskim mundurem,
Przypadłbyś do ziemi jak tam, pod kulami,
Spałbyś w jakiejś piwnicy,
jadłbyś gdzieś pod murem.
Gdybyś Ty, Chryste, był wtedy z nami...1
Pani Mario, ten wiersz chyba jest dla pani wyjątkowy, ponieważ przeglądając materiały, zauważyłem go u pani w kilku kopiach. Jest ku temu konkretny powód?
Słowa tego wiersza są mi bardzo bliskie. Oddają atmosferę wydarzeń z sierpnia 1944 roku i tego, z czym przyszło się zmierzyć nie tylko mnie, ale i wszystkim, którzy podjęli się heroicznego zadania, by wymknąć się z objęć śmierci. Moje wspomnienia z tamtego czasu są jak świst kul, przed którymi uciekaliśmy.
Są podobne do kul, bo zadają bolesne rany niczym wymierzone w waszą stronę niemieckie pociski?
To też. Ale największe podobieństwo bierze się stąd, że nigdy nie wiadomo, kiedy i skąd zostaną wystrzelone. I w co trafią. Albo w kogo. Sporo przeszłam, nam za sobą szereg strasznych wydarzeń i stąd wzięły się niewidoczne rany na moim ciele. W moim umyśle. W sercu. Blizny nie są widoczne gołym okiem, ale mam je do tej pory. Jest ich nieskończenie wiele. Są w różnych kształtach. Większe i mniejsze. Każda ma swoją historię, mniej lub bardziej smutną. Nie wszystkie rany są jeszcze zabliźnione, ale nie powiem, że potrzeba na to czasu, bo skłamałabym. Niektóre nie zabliźniły się do końca i już wiem, że to nigdy nie nastąpi. Ale muszę z tym żyć. Nauczyłam się je akceptować i przyzwyczaiłam się do nich. Nie jestem w tym wyjątkowa. Takich jak ja są setki. Z mojego pokolenia każdy skrywa blizny, tylko nie każdy chce się do nich przyznać.
Zastanawiała się pani kiedykolwiek nad tym, gdzie był wtedy Bóg?
Rozmyślałam, nie rozmyślałam... Kontemplacja nie zawsze jest dobra w przypadku wojennych wydarzeń. A z pewnością nie jest zbyt mądra.
Dlaczego?
O niektórych sprawach lepiej nie myśleć i nie skupiać na nich uwagi. Jeśli za bardzo coś analizujemy, przyglądamy się czemuś, rozmyślamy nad daną sprawą, to człowiek może się rozsypać na miliony kawałków i nigdy już nie poskłada się w całość. A ja wiosną 1945 roku przyrzekłam sobie, że nauczę się żyć na nowo, że przypomnę sobie wszystko, za czym tęskniłam.
Udało się czy wręcz przeciwnie, rozsypała się pani w pył?
Poniekąd tak, rozsypałam się, chociaż z drugiej strony szybko zostałam zmuszona, by się nie mazać, nie siedzieć na gruzowisku, nie ronić łez, tylko odnaleźć w sobie siły i żyć. Z dystansu widzę, że nie mogłam sobie odpuścić i całkowicie się poddać. Całe moje pokolenie nie mogło. Po dramacie przyszedł czas na życie.
Normalne życie?
Ono tylko pozornie było normalne - nic nie było normalne - choć takie się wydawało. Nie było czasu na rozczulanie się. Trudno jednak jest uciec przed szarzyzną życia. Poza tym po wojnie nie nastąpiła Polska, o jakiej marzyłam. Nie można było się przyznać, że na przykład ma się rodzinę za granicą. W ankietach w pracy pisałam, że moje dwie siostry zaginęły i nie wiem, co się z nimi dzieje, a tak naprawdę były hen, daleko od Polski.
Po wojnie ukrywała pani fakt, że brała udział w powstaniu?
A można było inaczej? O mojej działalności w powstaniu milczałam, bo nie było innego wyjścia. Jedynie obóz i to, że spędziłam w nim prawie pół roku, był tematem, na jaki nie bałam się mówić głośno, bo nie groziły mi z tego powodu żadne represje. Mimo że nie opowiadałam dookoła o swoich wojennych doświadczeniach, to moje koleżanki wszystko wiedziały. Nikt na szczęście nigdy nie zapytał mnie wprost o to, czy byłam w AK.
Dlaczego "na szczęście"?
Bo pewnie nie potrafiłabym skłamać. W życiu czasem trzeba kłamać, a ja nie umiem.
1 Anna Sadkowska, Gdybyś Ty, Chryste...