[1] Sen., Cons. ad Marc., 16.1-2; przeł. L. Joachimowicz, tłumaczenie ze zmianami.
[2] Wszystkie daty w książce odnoszą się do czasów przed Chrystusem, chyba że zostało to odpowiednio zaznaczone.
[3] Southon 2024, 78.
[4] Nowak 2024, 177-178.
[5] Jeszcze w latach 60. XX wieku można było spotkać opinie wygłoszone z pewną dozą zawodu, że Rzymianki nie są przedmiotem badań żadnego dzieła, zob. Balsdon 1962.
[6] Zob. Münzer 1920; Gelzer 1969; Syme 2009.
[7] Zob. Balsdon 1962; Hermann 1964; Peppe 1984; Gardner 1986; Bauman 1994; Treggiari 1991; Pomeroy 1994; Rohr-Vio 2019.
[8] Zob. Appel 2002; 2014; 2016; Ejankowska 2006; 2007; 2019; 2023; Musiał 2009; 2013; 2016; 2024; Bartnik 2010; 2018; Dziuba 2010-2011; 2014; 2015; 2016; Franczak/Gillmeister 2011; Gillmeister 2013; 2015; Miazek-Męczyńska 2020; 2021; zob. także: Wiśniewska 2014; Tatarkiewicz 2018; Wyrwińska 2021.
[9] Zob. Boccaccio 2013.
[10] Zob. Krawczuk 1992; Bieżuńska-Małowist 1993; Grimal 2005; zob. także: Winniczuk 1973; Mikocki 1997. Istnieją też książki na tyle złe, że zaleca się ich wystrzeganie, zob. np. Southon 2024.
[11] Koper 1998; Besala 2011; Węgłowski 2018; Tarwacka 2021.
[12] Zob. Dunn 2026, szczeg. 225-282.
[13] "Kobiety zmieniają świat: Od Lukrecji do Wirginii".
[14] Dion. Hal., 3.83.1-3; przeł. H. Pietruszczak ze zmianami.
[15] Datę tę podał Warron, a za nim inni, zob. Cens., 21.4-6; por. Kołoczek 2019, XXII przyp. 91.
[16] Por. Cornell 1995, 121-127; 2014, 249-251; Forsythe 2005, 98-99; Ziółkowski 2004, 39-42; Ampolo 2013, 253-273; Beard 2019, 66-81; Everitt 2020, 79; Łoś 2022, 82-105 i 175-176 contra Carandini 2007, szczeg. 13-14 i 71-78.
[17] Chodzi o Tarkwiniusza Starego, Serwiusza Tulliusza i Tarkwiniusza Pysznego. Cudzysłów jest jak najbardziej zamierzony, gdyż dawno podważono tezę o etruskiej monarchii. Wiemy choćby o koalicji etruskich miast przeciw Tarkwiniuszowi Starszemu: Dion. Hal., 3.51.4. Szerzej na ten temat zob. rozdział 2.
[18] Historyczny zarys, zob. rozdział 2.
[19] Val. Max., 9.11.1; Liv., 1.4.3-9; 1.48.1-9; 1.59.13; Dion. Hal., 4.38-39; Flor. 1.7; De vir. ill., 7.17-19; Eutrop., 1.7.
[20] Podobnie, zob. Grant 1978, 195-196; Krawczuk 1992, 44-46.
[21] Terror i okrucieństwo: Liv. 1.57.1; Ovid., Fast., 2.725-726; Flor., 1.7; Plut., Publ., 1.3; Amp., 17.2; Cass. Dio, 2.10.2-3; Oros., 1.4.12; de vir. ill., 8.1. Sukcesy militarne Rzymu za Tarkwiniusza Pysznego: Cic., De rep., 2.45-46; Liv., 1.53-54; Dion. Hal., 4.50-52; Ovid., Fast., 2.727-729; Flor., 1.7; Oros., 1.4.12; Eutrop., 1.8.
[22] Liv., 1.57; Ovid., Fast., 2.761-801; Cass. Dio, 2.11.13-14; De vir. ill., 8.2; 9.1-2. Odmienną relację przedstawia Dionizjusz z Halikarnasu (4.64.2), który nic nie wspomina o tej legendzie, a jedynie stwierdza, że Sekstus Tarkwiniusz został przez ojca wysłany do miasta Collatia, gdzie znajdowały się posiadłości Tarkwiniusza Kollatyna i z tego powodu znalazł się w jego domu.
[23] Uczucia Sekstusa Tarkwiniusza: Liv., 1.57. Uroda Lukrecji: Dion. Hal., 4.64.4; Ovid., Fast., 2.801-805; Diod. Sic., 10.20.1; Cass. Dio, 2.11.15.
[24] Odnośnie do zdobycia przez niego Gabi: Liv., 1.53.4-54.10; Dion. Hal., 4.55-57; Ovid., Fast., 2.730-750; Val. Max., 7.4.2; Front., Strat., 1.1.4; Flor., 1.7.6-7.
[25] Cic., De rep., 2.46; De leg., 2.10; De fin. 2.66; Dion. Hal., 4.64.4-65.4; Ovid., Fast., 2.820-856; Liv., 1.58; Val. Max., 6.1.1; Diod. Sic., 10.20.1-3; Cass. Dio, 2.11.15-18; De vir. ill., 9.3; Serv., Aen., 7.646; Iord., De summa temp., 107.
[26] Więcej zob. np. Miazek-Męczyńska 2021, 153-167.
[27] Zob. Beard 2019, 112.
[28] Liv., 1.58.10; Diod. Sic., 10.20.16-21; por. np. Dziuba 2016, 30-31; Schnaible 2024, 76-91.
[29] Cic., De rep., 2.46; Ovid., Fast., 2.878-893; Dion. Hal., 6.66.1-67.4; Liv., 1.59; Val. Max., 6.1.1; Diod. Sic., 10.21.1-5; Ital., Pun., 820-822; Flor., 1.7, 9; Plut., Publ., 1.3; Amp., 29.1; De vir. ill., 8.5; 9.4-5; 10.4; Eutrop., 1.8; Iord., De summa temp., 107.
[30] MRR 1.1. Rozczarowanie Publikoli: Plut., Publ., 2.1.
[31] Wygnanie Tarkwiniusza Kollatynusa: Cic., De rep., 2.53nn; Brut., 53; De off., 3.40; Dion. Hal., 5.10.2-12.1; Liv., 2.2; Plut., Publ., 7.6; Flor., 1.9; Eutrop., 1.9. Brutus skazuje synów na karę śmierci: Dion. Hal., 5.7.1-9.3; Liv., 2.4; Val. Max., 5.8.1; Plut., Publ., 7.5; Flor., 1.9; Amp., 18.1; De vir. ill., 10.5; Oros., 1.5.1; Iord., De summa temp., 118. Śmierć Brutusa w bitwie: Dion. Hal., 5.15.2-3; Liv., 2.6; Val. Max., 5.6.1; De vir. ill., 10.6; Eutrop., 1.10; Oros., 1.5.2. Konsul Publikola: Dion. Hal., 5.19.3-21.1; Liv., 2.7-8; Val. Max., 1.8.5; 4.1.1; Plut., Publ., 8-15; Cass. Dio, 2.13.2; Amp., 18.2; Iord., De summa temp., 117. Wypadki są chaotyczne, a narracja źródłowa niejednoznaczna, wskazująca na zamęt. Szerzej na ten temat zob. rozdział 2.
[32] Dion. Hal., 5.22.3-30.3; Liv., 2.9-12; Val. Max., 3.3.1; Ital., Pun., 10.480-488; Plut., Publ., 16-17; Flor., 1.10; De vir. ill., 11.1; Oros., 1.5.3; Iord., De summa temp., 120. Większość źródeł nazywa Porsennę władcą Kluzjum, więc będę temu wierny. Warto jednak odnotować, że pada w antycznych tekstach alternatywna propozycja w postaci Volsinium (ob. Belsona): Plin., NH, 2.140.
[33] Dion. Hal., 5.31.1-32.3; Liv., 2.13; Val. Max., 3.2.2.
[34] Przebieg wydarzeń: Dion. Hal., 5.33.1-34.5; Liv., 2.13; Polyaen., 8.31; Dion. Hal., 5.32; Ital., Pun., 13.829-832; Plut., Publ., 19.7-8; Val. Max., 3.2.2; Flor., 1.10; Cass. Dio, 4.14; 45.31.1; De vir. ill., 13.1-4; Iord., De summa temp., 122. Klelia była dziewicą: Oros., 1.5.3. Miała niespełna 12 lat: Ital., Pun., 10.494-495.
[35] Dion. Hal., 5.48.1; Liv., 2.16; Plut., Publ., 23.4; Eutrop., 1.11.
[36] Szczegółowa dyskusja na ten temat, zob. rozdział 2.
[37] Dion. Hal., 6.1.2-3.
[38] Charakter: Liv., 2.34-35; Val. Max., 5.4.1; Plut., Cor., 1.2-4; Cass. Dio, 5.18.2. Przywiązanie do matki: Plut., Cor., 1.2; 4.3.
[39] Dion. Hal., 6.92.3-94.2; Liv., 2.33.4-9; Val. Max., 4.3.4; Plut., Cor., 4.2-5.2; 8.1-11.1; Cass. Dio, 5.18.2; de vir. ill., 19.1; Eutrop., 1.14-15; Iord., De summa temp., 126.
[40] Dion. Hal., 7.21.2; Plut., Cor., 14.1; App., It., 1. Kasjusz Dion (5.18.3) jako jedyny twierdzi, że chodziło o preturę. Z kolei nieznany autor De viris illustribus (19.2) podaje nieprawdziwą informację, jakoby został konsulem. Tytus Liwiusz (2.34.7-35) w swojej szczegółowej narracji w ogóle nie wspomina o kandydowaniu Koriolana. Przekaz jest więc wyjątkowo wątpliwy (np. T.R.S. Broughton w ogóle go pomija, zob. MRR 1.16-17), ale powody, dla których zdecydowałem się na jego umieszczenie, wyjawiam w dalszej części, zob. rozdział 2.
[41] Swoją drogą ciekawe, co mógł zaoferować sam Rzym. Jedna logiczna odpowiedź brzmi: niewolnicy.
[42] Dion. Hal., 7.20.2-67.1; Liv., 2.34-2.35; Plut., Cor., 14-20; Amp., 27.1; App., It., 2; Cass. Dio, 5.18.3-5; de vir. ill., 19.2-3; Eutrop., 1.15.
[43] Pożegnanie z rodziną: Dion. Hal., 6.67.2; Plut., Cor., 21.3. Koriolan podobno nie miał przyjaciół: Cic., De amic., 36. Pozycja Attiusza Tulliusza w państwie Wolsków: Plut., Cic., 1.1; Cor., 22.1.
[44] Inaczej: senatorowie, dosłownie "ojcowie", od patres conscripti, czyli "ojców narodu".
[45] Służba dla Wolsków i zwycięstwa Koriolana: Dion. Hal., 8.1.2-12.3, 14.1-21.2; Liv., 2.35; Plut., Cor., 27.2-29.1; Polyaen., 8.25.3; Amp., 27.1; Cass. Dio, 5.18.6-7; Eutrop. 1.15. Pierwsze trzy poselstwa, por. Dion Hal., 8.23.3-38.3; Liv., 2.39; Plut., Cor., 30.1-32.6; App., It., 5.2-6; Eutrop., 1.15.
[46] Dion. Hal., 8.12.3-4; Liv., 2.39; Plut., Cor., 24.1, 29.2-4; App., It., 5.1.
[47] Dion. Hal., 8.39.1-44.3; Liv., 2.40; Plut., Cor., 33.1-34.2; App., It., 5.7-8. Appian jako jedyny podaje, że Waleria była córką, a nie siostrą Publikoli. Biorąc pod uwagę, że jest to najpóźniejszy przekaz, obarczony również wieloma błędami dla tego okresu, wydaje się, że wiarę należy dać pozostałym autorom.
[48] Liv., 2.40; przeł. A. Kościółek, tłumaczenie ze zmianami.
[49] Val. Max., 5.4.1; przeł. I. Lewandowski. O przebiegu rozmów, por. także: Dion. Hal., 8.45.1-54.5; Val. Max., 1.8.4; Flor., 1.17.4; Plut., Cor., 34.2-36.4; Polyaen., 8.25.3; Amp., 27.1; App., It., 5.9-13; Cass. Dio, 5.18.8-11; De vir. ill., 19.3; Eutrop., 1.15.
[50] Cic., De amic., 42; Brut., 41-42; Dion. Hal., 8.58.1-62.4; Plut., Cor., 36.5; 39.1-6; Polyaen., 8.25.3; Amp., 27.1; App., It., 5.13; Cass. Dio, 5.18.7; 5.8.12; De vir. ill., 19.4.
[51] Val. Max., 5.2.1; Plut., Cor., 37.1.
[52] Dion. Hal., 8.55.2-56.4; Val. Max., 1.8.4; Plut., Cor., 37.2-3; De vir. ill., 19.5; Aug., De civ. Dei, 4.19.
[53] Por. Everitt 2020, 106-123; Addis 2024, 75.
[54] Dion. Hal., 11.28.1; Liv., 3.44.2. Tytus Liwiusz jako jedyny twierdzi, że Publiusz Numitoriusz był dziadkiem dziewczyny; generalnie to nie ma większego znaczenia. Praenomen Werginiusza znamy tylko dzięki Cyceronowi (De rep., 2.63).
[55] Dion. Hal., 11.28.2-5; Liv., 3.44.
[56] Por. np. Ziółkowski 2014, 563-564.
[57] Dion. Hal., 11.28.3; Liv., 3.44; Flor., 1.17; Amp., 25.2; De vir. ill., 21.2; Eutrop., 1.18; Oros., 2.13.6.
[58] Dion. Hal., 11.28.6-32.2; Liv., 3.44-46.
[59] Dion. Hal., 11.33.1-2; Liv., 3.46. Owymi krewnymi byli, zdaniem Dionizjusza z Halikarnasu, syn Publiusza Numitoriusza oraz brat Lucjusza Icyliusza, czyli kuzyn oraz przyszły szwagier Werginii.
[60] Dion. Hal., 11.33.3-35.3; Liv., 3.47.
[61] Cic., De fin., 2.66; De rep., 2.63; Dion. Hal., 11.36.1-37.5; Liv., 3.48; Flor., 1.17; De vir. ill., 21.3; Eutrop., 1.18; Oros., 2.13.6.
[62] Dion. Hal., 11.37.5; przeł. H. Pietruszczak.
[63] Cic., De rep., 2.63; Dion. Hal., 11.37.6-44.5; Liv., 3.48-53; Amp., 25.2; De vir. ill., 21.3; Eutrop., 1.18; Oros., 2.13.6; D., 1.2.2.24; por. Jońca 2009, 37-42; Dziuba 2016, 56-64.
[64] Liv., 3.44.1; przeł. A. Kościółek.
[65] Odnośnie do Ustawy XII Tablic, zob. np. Piotrowicz 1934, 95-104; Zabłocka/Zabłocki 2000; Beard 2016, 129-135.
[66] Cic., De rep., 2.63; Flor., 1.17; Amp., 25.3.
[67] Liv., 4.1.1-6; Amp., 25.3.
[68] W antycznej Republice Rzymskiej klient to wolny człowiek niższego statusu - plebejusz, wyzwoleniec lub cudzoziemiec - który dobrowolnie oddawał się pod opiekę wpływowego patrona. Codziennie rano składał mu wizytę (salutatio), okazywał szacunek i lojalność, a w zamian otrzymywał ochronę prawną, wsparcie finansowe lub żywność. Był zobowiązany do głosowania zgodnie z wolą patrona, świadczenia usług i obrony jego interesów. "Klient" to lojalny podopieczny w systemie wzajemnych zależności - nie niewolnik, ale ktoś związany honorem i wdzięcznością.
[69] Liv., 4.2.1-5.6; Flor., 1.17; Amp., 25.3.
[70] Liv., 4.6.2; przeł. A. Kościółek. Por. Dion. Hal., 11.53.1.
[71] Liv., 4.6.3-12; Cic., De rep., 2.63.
[72] Liv., 6.34.5; Flor., 1.17; De vir. ill., 20.1. Starsza córka otrzymała za męża Ser. Sulpicjusza Rufusa (tr. mil. 388, 384, 383, 377?): MRR 1.99.
[73] Liv., 6.34.6-7; Flor., 1.17; Cass. Dio, 7.29.1-2; De vir. ill., 20.1.
[74] Ager publicus w czasach Republiki Rzymskiej było ziemią należącą formalnie do państwa, która powstała głównie w wyniku podbojów, konfiskat od pokonanych wrogów lub braku spadkobierców. Państwo nie sprzedawało jej na własność prywatną, lecz oddawało obywatelom do użytkowania (possessio) za symboliczną, bardzo niską opłatę lub całkowicie bezpłatnie. W praktyce najbogatsze rodziny senatorskie zajmowały ogromne areały tej ziemi bez realnych ograniczeń, tworząc z nich wielkie latyfundia, co stało się jednym z głównych źródeł napięć społecznych i walki o reformy rolne w II i I wieku.
[75] G. Licyniusz Stolon i L. Sekstiusz Sestinus Lateranus sprawowali nieprzerwanie urzędy trybunów plebejskich w latach 376-367: MRR 1.108-113 (tam też wykaz źródeł odnośnie do skonstruowanego przez nich programu).
[76] Varr., Rust., 1.2.9; Dion. Hal., 14.22; Liv., 6.35.1-38.13.
[77] Cass. Dio, 7.29.2; przeł. W. Madyda.
[78] Liv., 6.34.8-11.
[79] MRR 1.114. Oczywiście nie wszyscy patrycjusze byli szczęśliwi z takiego obrotu sprawy. Do końca walczyć przeciwko temu mieli słynny drugi założyciel Rzymu M. Furiusz Kamillus oraz Appiusz Klaudiusz. Szerzej na temat tego historycznego kompromisu zob. rozdział 2.
[80] MRR 1.112.
[81] Magister equitum: Liv., 6.39.3; 10.8.8; Plut., Cam., 39.5; Cass. Dio, 7.29.5-6. Najlepszym tłumaczeniem na polski tego stanowiska jest "dowódca jazdy", ale nie oddaje ono sensu funkcji i bierze się z archaiczności samej dyktatury. Konsul w roku 364 albo 361: MRR 1.116, 118-9.
[82] Dion. Hal., 14.22; por. Liv., 7.16.9; Val. Max., 8.6.3; Plin., NH, 18.17; Plut., Cam., 39.6; De vir. ill., 20.4.
Rozdział 1 Feminae Res Publicas Movent: Od Lukrecji do Wirginii[13]
Z kart antycznych ksiąg
Dionizjusz z Halikarnasu autor Starożytności rzymskich o bohaterstwie Lukrecji, która doprowadziła do rewolucji i przyniosła Rzymowi wolność od tyrana:
Oto tutaj jest córka Spuriusza Lukrecjusza, którego tyran mianował rozkazodawcą Rzymu, gdy sam wyruszał na wojnę, oraz żona Tarkwiniusza Kollatyna, krewnego tyrana, który z jej powodu doznał wiele złego. Ona chciała zachować się przyzwoicie i kochała męża, jak przystało dobrej żonie, a kiedy Sekstus, wykorzystując relacje pokrewieństwa, przyszedł do niej w gości poprzedniej nocy, a Kollatynus przebywał w obozie wojskowym, ona nie mogła uniknąć wyuzdanego występku tyrana, została zmuszona, jak niewolnica zdobyta w wojnie i musiała przeżyć to, czego nie powinna doświadczyć żadna wolna kobieta.
W swoim bólu nie mogąc znieść takiej hańby, doniosła o niej ojcu oraz innym krewnym o doznanym gwałcie, bardzo ich prosiła i zaklinała, aby zostali jej mścicielami, po czym sięgnęła po miecz, który miała pod szatą i na oczach ojca zatopiła go głęboko w sercu.
(...) To ty, Lukrecjo, prawdziwa kobieto godna szlachetnego człowieka! To my, mężczyźni, nie dorównujemy cnotom kobiet! Ty, która przez jedną tylko noc doznałaś gwałtu tyrana, kiedy siłą wyrwano ci niepokalaną wstydliwość, czy nie wydaje ci się śmierć słodsza i bardziej szczęśliwa od życia? Nam nigdy nie przyszłoby to do głowy, mimo że Tarkwiniusz okazał nam swoją pogardę nie przez jedną noc, lecz przez dwadzieścia pięć lat, odebrał nam wszelką radość życia, pozbawiając wolności![14]
Gwałt, który obalił monarchię
Około 250 lat Rzym funkcjonował jako królestwo. Mitologiczna data założenia Miasta, która miała przypadać według M. Terrencjusza Warrona na rok 753, przez wielu historyków została zanegowana. Dzisiejsze badania archeologiczne wskazują jednak, że połowa VIII wieku to całkiem prawdopodobny początek powstania społeczności, chociaż bez widocznych cech państwa-miasta[15]. Bezsporne wydaje się obecnie, że najpóźniej w połowie VII stulecia Rzym miał już ukształtowaną strukturę władzy i model państwowości[16]. Przez następne dziesiątki lat królestwo rosło w siłę i potęgę, rzucając na Italię coraz większy blask, aż siódmym jego władcą został Tarkwiniusz Pyszny. To właśnie za jego rządów i poprzedzającej go rzekomej dwójki "etruskich" królów[17] nastąpił rozwój terytorialny, społeczny i infrastrukturalny, a przede wszystkim wzrosły militarne możliwości Rzymu[18].
Nie wszystko jednak wyglądało tak bajkowo. Wrzało zwłaszcza wewnętrznie, Miastem bowiem rządził okrutny tyran. Tarkwiniusz Pyszny pochodził z królewskiego rodu i otrzymał rękę córki monarchy. Niecierpliwość wzięła u niego górę: do władzy doszedł po trupie Serwiusza Tulliusza, a za żonę dobrał sobie nie mniej bezwzględną Tullię, która, spiesząc w ramiona mordercy, kazała woźnicy przejechać po zwłokach własnego ojca[19]. Czytając o jej czynach, mamy wrażenie, że mogłaby stać się pierwowzorem Lady Makbet[20]. Nie ma natomiast żadnych wątpliwości, że sam Tarkwiniusz Pyszny oprócz zaprowadzonego terroru i okrucieństwa poprowadził armię do licznych zwycięstw[21]. Lecz dni jego i monarchii były już policzone: nadciągał wiatr zmian.
W 509 roku, gdy rzymskie wojska oblegały Ardeę, stolicę Rutulów, znudzeni młodzi arystokraci rozpoczęli wieczorną dyskusję o wierności swych małżonek. Antyczni kronikarze donoszą, że w kręgu bliskich króla Tarkwiniusza byli jego trzej synowie, siostrzeniec L. Juniusz Brutus - skrywający spryt pod maską szaleństwa - oraz kuzyn L. Tarkwiniusz Kollatyn. Przy winie, jak to bywa, przechwałki o cnotach żon przerodziły się w śmiały zakład. "Ruszmy do Rzymu i sprawdźmy!" - rzucił jeden z nich, a wesoła kompania, galopem pomknęła nocą do Miasta. Tam prawda ujrzała światło dzienne: wszystkie matrony, prócz Lukrecji, oddawały się swawolom. Wybranka Kollatyna, przędąca wełnę wśród służby, promieniowała skromnością i cnotą. Jej triumf, uczczony gościną i pochwałami, zwiastował chwałę, lecz i tragedię. Towarzysze zgodnie przyznali zwycięstwo Lukrecji i docenili szczęście królewskiego krewniaka[22].
Historia nie miałaby większego znaczenia, gdyby nie fakt, że Sekstus Tarkwiniusz, najmłodszy syn króla, zapłonął namiętnością do Lukrecji, której uroda była równie olśniewająca, co jej cnota[23]. Rozpieszczony, a zarazem okrutny książę, pewny swej władzy, powrócił do jej domu, wiedząc, że Kollatyn jest daleko[24]. Przyjęty z rzymską gościnnością, otrzymał nocleg, lecz jego dusza skrywała niegodziwe zamiary. Wślizgnął się do sypialni Lukrecji, kusząc ją bogactwem i wizją królewskiego życia u swojego boku. Matrona, zaskoczona i zbulwersowana pomysłem, kazała mu odejść. Wtedy wściekły Sekstus wyjął nóż, grożąc gwałtem. Lukrecja wolała śmierć niż hańbę, królewicz więc uciekł się do szantażu: zabije ją i niewolnika, układając ich nagich, by zhańbić jej imię. Złamana groźbą, uległa, lecz nie milczała. Nazajutrz, w liście do męża i ojca, wezwała ich do domu, by ujawnić zbrodnię[25].
Tu następuje prawdziwy punkt kulminacyjny dramatu. Lukrecja podczas domowej narady opowiedziała wszystko najbliższym. Następnie, nie czekając na ich słowa, dobyła sztylet spod tuniki i przeszyła swe serce na oczach zebranych. Ten desperacki akt zhańbionej matrony, jak głosi Liwiusz, natchnął mężczyzn odwagą, by obalić tyranię. Jej legenda, daleko wykraczając poza antyczne annały, tchnęła życie w sztukę i literaturę. Szekspir uwiecznił ją w poemacie, Botticelli, Rembrandt i Tycjan - na płótnach, Händel - w kantacie[26]. Jak podkreśla Mary Beard, Judy Chicago w feministycznej instalacji uhonorowała Lukrecję wśród tysiąca heroin, czyniąc ją wiecznym symbolem ofiary i buntu[27].
Nie wszyscy historycy widzą w czynie Lukrecji heroizm. Niektórzy twierdzą, że los matrony był przesądzony - rodzinny sąd (consilium domesticum) pod wodzą urażonego męża mógł i tak skazać ją na śmierć. W cieniu skandalu, jak sugeruje Liwiusz, Lukrecja nie mogła wykluczyć takiego wyroku. Jej tragedia, choć legendarna, niosła surową lekcję: żadna Rzymianka, która straci cnotę, nie uniknie kary, powołując się na jej przykład[28].
Zrozpaczeni bliscy Lukrecji - ojciec, mąż i zebrani - poprzysięgli obalić tyranię Tarkwiniusza Pysznego. Kollatyn, unieśmiertelniony czynem swej żony, stał się symbolem ich sprawy, lecz to L. Juniusz Brutus przewodził spiskowi. Odwiedzał domy arystokratów, gromadził fundusze i zagrzewał do walki. Wśród ogarniętej pasją elity wyróżnił się P. Waleriusz Publikola, prominentny senator i filar buntu przeciw monarchii[29].
Gdy wieści o hańbie Lukrecji dotarły do Tarkwiniusza Pysznego, król porzucił oblężenie Ardei, stolicy Rutulów, i ruszył do Rzymu, by stłumić kryzys. Gniew na syna Sekstusa zapewne go trawił, lecz lata jego tyranii widziały większe skandale. Nie przeczuwał, że los już splótł dla niego pętlę. Lud rzymski, rozjuszony przez zrozpaczonego L. Tarkwiniusza Kollatyna i chytrego L. Juniusza Brutusa, wzniecił bunt, który wstrząsnął fundamentami monarchii. Gdy król dotarł z synami i świtą, bramy miasta strzegł garnizon wierny spiskowcom. Pod Ardeą armia odwróciła się od władcy, wypowiadając mu posłuszeństwo. Tak, wedle legendy, monarchia runęła, a Republika wzniosła się z popiołów. Pierwszymi konsulami zostali Kollatyn i Brutus, których zapał uosabiał ducha wolności. P. Waleriusz Publikola nie zyskał urzędu, choć jego imię lśniło wśród odrodzonych elit senackich[30].
Po obaleniu Tarkwiniusza Pysznego w 509 roku wypadki potoczyły się błyskawicznie. Wypędzony król słał listy do senatu, błagając o możliwość powrotu lub zwrot mienia, knując podstępy i zbrojne najazdy. Lud rzymski, rozpalony ogniem wolności, pogrążył się w chaosie. Wczorajsi sojusznicy, jak Waleriusz Publikola, urażony pominięciem podczas wyborów, ścierał się w senacie z Juniuszem Brutusem i Tarkwiniuszem Kollatynem, między którymi tliły się waśnie. W cieniu spisków Brutus skazał swych synów na śmierć za sprzyjanie monarchii. Kollatyn, krewny króla, został wygnany za poparcie pomysłu zwrotu królewskiego mienia. W krwawej bitwie u bram Rzymu poległ Brutus. Z zamętu ocalił miasto P. Waleriusz Publikola, chluba arystokracji, którego legenda urosła do rangi największego z ojców nowo narodzonej Republiki[31].
Wtedy też Miasto stanęło nad przepaścią. Oto najpotężniejszy z etruskich królów, władca Kluzjum, Lars Porsenna, został sprzymierzeńcem wygnanego Tarkwiniusza Pysznego i ruszył z wielką armią na Rzym. Doszło do ciężkich bojów, a następnie założenia kilkuletniej blokady na Miasto[32]. Dopiero wzruszony nieustępliwością i męstwem obrońców oraz zniechęcony wiarołomstwem Tarkwiniusza, król Lars Porsenna zdecydował się zgodzić na rozejm. Był wprawdzie przekonany, że mógłby niebawem całkowicie zwyciężyć, ale zadowolił się oficjalnym potwierdzeniem aneksji etruskich ziem w poprzednich latach zagrabionych przez Rzymian, wydaniem dezerterów oraz okupem w postaci 10 młodych dziewcząt i tyluż samo chłopców z najlepszych arystokratycznych rodów. Mieli być oni prawdopodobnie gwarantem trwałości sojuszu. Sam Publikola oddał z bólem serca swoją córkę. Dla wygnanego Tarkwiniusza Pysznego przypadła jedynie nagroda pocieszenia w postaci zwrotu jego majątku[33].
Nie każdy godził się z losem zakładników w obozie Etrusków. Wśród dziewcząt wyróżniała się Klelia, dwunastoletnia bohaterka, która uknuła plan ucieczki podczas rytuału kąpieli nad Tybrem. Przekonując strażników, że młode panny krępuje ich wzrok, zapewniła im swobodę. Gdy żołnierze się odwrócili, Klelia, na czele konnego pochodu, przeprawiła się przez rwący nurt, natchnąwszy odwagą towarzyszki. Publikola nie podzielał entuzjazmu młodzieży, lękając się gniewu Porsenny i zerwania rokowań. Nakazał powrót zakładniczek, lecz ludzie Tarkwiniusza Pysznego, wrogowie pokoju, zaatakowali konwój. Waleria, córka Publikoli, umknęła, wzywając pomoc, a dziewczęta stawiły opór. Odsiecz syna etruskiego króla ocaliła je, cementując legendę Klelii.
Gdy młode Rzymianki stanęły przed Larsem Porsenną, etruski król, oczarowany ich duchem, dostrzegł wyjątkowość ludu znad Tybru. Jak relacjonuje Liwiusz, zapytał o przywódczynię, a Klelia śmiało wystąpiła. Porsenna obdarował ją zbroją i koniem, czcząc jej bohaterstwo, a na via Sacra wzniesiono konny posąg, symbol śmiałości dziewcząt. Plutarch waha się, czy upamiętniał Klelię, czy Walerię, lecz to ostatecznie niewielka różnica[34].
P. Waleriusz Publikola, filar młodej Republiki, dzierżył konsulat czterokrotnie w ciągu sześciu burzliwych lat. Zmarł niedługo po złożeniu urzędu, z przyczyn naturalnych. Lud rzymski, rozdarty chaosem, nie zawsze doceniał jego zasługi. Po śmierci jednak elity senackie i tłumy wychwalały jego imię. Matrony, czcząc jego dziedzictwo, ustaliły roczną żałobę, jak niegdyś po L. Juniuszu Brutusie. Te lata, naznaczone walką o wolność, ukazują Republikę na krawędzi: jej bohaterowie, jak Publikola, ginęli lub odchodzili w cień wygnania[35].
O krok od zagłady
Młoda Republika została zmuszona, by stoczyć wojnę o przeżycie. Jej pozycja i władza senatu kwestionowane były z zewnątrz, ale też wewnętrznie, gdyż wciąż pozostawała duża grupa sympatyków wygnanego króla. Relacje Liwiusza i innych annalistów sugerują, że rokrocznie konieczna była rekrutacja armii, która musiała bronić wolności narodu. Rzym zmuszano bowiem do nieustannej walki o utrzymanie swoich stosunkowo skromnych zdobyczy terytorialnych. Miastem wstrząsały również polityczne spory. Pierwsze lata Republiki to czas, w którym miały się kształtować takie instytucje jak trybunat plebejski - nie bez wzajemnych pretensji i awantur w kurii i na Forum[36].
Senat, działając przez najważniejszych urzędników państwa, podejmował liczne inicjatywy, by tchnąć w Rzymian poczucie jedności i dumy. Być może to właśnie rozpalanie płomienia patriotyzmu w sercach obywateli już od najmłodszych lat pozwoliło Rzymowi w ciągu kolejnych dekad wznieść się ponad inne narody. Wymownym świadectwem tej siły jest historia przytoczona przez Dionizjusza z Halikarnasu, związana z rozejmem zawartym z Latynami w pierwszych latach V wieku. Konsulowie uchwalili wówczas prawo, które pozwalało kobietom rzymskim poślubionym Latynom - i odwrotnie - powrócić do rodzinnego miasta. Synowie mieli pozostać przy ojcach, a niezamężne córki przy matkach. Jak głosi opowieść, przytłaczająca większość Rzymianek porzuciła swych mężów, by wrócić do ukochanego Miasta, podczas gdy jedynie garstka Latynek zdecydowała się opuścić rzymskich małżonków. Nawet jeśli dziejopisarz ubarwia tę relację, historia ta maluje poruszający obraz wspaniałej miłości rzymskich kobiet do ojczyzny - miłości, w którą Rzymianie gorąco pragnęli wierzyć. W tych kobietach, gotowych poświęcić więzi małżeńskie dla chwały Wiecznego Miasta, odbija się duch młodej Republiki, pulsujący wiarą w jej przeznaczenie[37].
Wśród najbarwniejszych postaci początków Republiki wyróżnia się Gn. Marcjusz Koriolan - człowiek, którego życie splatało się z chwałą i sprzecznościami. Wychowany wyłącznie przez matkę, Weturię, po wczesnej śmierci ojca, Koriolan pielęgnował głęboką więź z rodzicielką, która nie osłabła nawet w dorosłym życiu. Gdy założył własną rodzinę, wybrał dom wielopokoleniowy, w którym głos matki wciąż rozbrzmiewał z szacunkiem. Sławę przyniosło mu jednak nie przywiązanie do bliskich, lecz wojenne triumfy i surowość, która graniczyła z nieustępliwością. W obyciu szorstki - by ująć to oględnie - a w istocie nieznośnie arogancki, spoglądał z wyższością na tych, których uważał za gorszych, czyli niżej urodzonych. Dla nikogo nie miał ciepłego słowa, a jego chłód zdawał się rzeźbić mur między nim a światem. A jednak ten wybitny mąż, obdarzony przenikliwą inteligencją, paradoksalną skromnością w pewnych chwilach i odwagą, która ocierała się o brawurę, przyćmiewał innych. Sława jego imienia rosła niczym sztandar na polu bitwy, a wraz z nią plotki i legendy o trudnym charakterze senatora[38].
W tych burzliwych latach Gn. Marcjusz Koriolan stał się tarczą Rzymu, niczym Klaudiusz Marcellus w czasach średniej Republiki czy Pompejusz Wielki u jej zmierzchu. Jego błyskotliwe triumfy na polach bitew zdawały się predestynować go do roli bohatera ludu, a po krwawej batalii, zwieńczonej zdobyciem Korioli - warownego serca Wolsków - posypały się na niego zaszczyty, jakich niewielu dostąpiło. On jednak, wierny swej surowej naturze, większość z nich odrzucił z wyniosłą skromnością. Jako dowódca, na czele garstki żołnierzy, odparł miażdżący atak głównych sił wroga, po czym, z odwagą graniczącą z szaleństwem, poprowadził swoich ludzi do zwycięskiego szturmu na miasto. Na wieczną pamiątkę tych czynów otrzymał nowy człon imienia - odtąd świat pozdrawiał go jako Koriolana[39].
Na fali wojennych triumfów Gn. Marcjusz Koriolan postanowił sięgnąć po najwyższy urząd w państwie - konsulat[40]. Z dumą, która graniczyła z pychą, uznał jednak, że nie będzie się zniżał do pospolitych zabiegów o popularność. Nie ściskał dłoni wyborcom, nie błagał o ich poparcie. Odsłonił co prawda blizny wojenne, które, niczym mapa jego odwagi, wyryły się w pamięci zebranych, lecz nie przestał przy tym okazywać wyższości, rzucając kąśliwe uwagi wobec tłumu. Nie dziwi, że w wyborach przepadł - porażka ta stała się jego osobistą tragedią. Możliwe, że upokorzenie uczyniło go jeszcze bardziej nieugiętym, podsycając jego wzgardę dla mas. Głód trawiący Rzym i rosnące przepaście pomiędzy obywatelami były przecież niezaprzeczalną rzeczywistością, której nie mógł ignorować.
Prawdziwa burza rozpętała się jednak wokół szczęśliwych wydarzeń: łupieżczej wyprawy pod wodzą Koriolana na Ancjum oraz, co ważniejsze, triumfalnej misji handlowej na Sycylii[41], która sprowadziła do Rzymu zbawcze zboże. Koriolan, z właściwą sobie bezkompromisowością, orzekł, że senat może sprzedawać ziarno po niskiej cenie, jak oczekiwano, ale pod warunkiem, że lud zrezygnuje z wyboru trybunów plebejskich - filaru swej politycznej siły. Te słowa wywołały furię wśród Rzymian spoza elity. Domagano się głowy wojennego bohatera, który nie krył swoich poglądów i nie zamierzał za nie przepraszać. Ostatecznie, dzięki wstawiennictwu patrycjuszy, uniknął kary śmierci, a jego losem stało się wygnanie, gorzkie jak popioły dawnych zwycięstw[42].
Gn. Marcjusz Koriolan przyjął wyrok z godnością męża stanu, maskując burzę, która szalała w jego duszy. Pożegnał matkę, Weturię, i żonę, Wolumnię, po czym opuścił Rzym wśród triumfalnych okrzyków tłumu i cichych westchnień nielicznych senatorów, którzy wciąż darzyli go szacunkiem. Lud otrzymał swe zboże i zachował prawo wyboru trybunów plebejskich, a znienawidzony bohater odchodził w niesławie, pozostawiając Miasto w złudnej radości. Wszystko zdawało się zmierzać ku pomyślnemu finałowi - lecz tylko pozornie. W sercu Koriolana wrzało pragnienie zemsty, gorzkie i nieposkromione. Zastanawiał się jedynie, jak je urzeczywistnić. Ostatecznie skierował kroki ku największemu wrogowi Rzymu - Wolskom, do miasta Ancjum, gdzie w progu domu Attiusza Tulliusza, pierwszego z ich obywateli, szukał sprzymierzeńca dla swej krzywdy[43].
Niedługo potem do Rzymu dotarły hiobowe wieści: potężna armia Wolsków wtargnęła do Lacjum, a na jej czele maszerował Gn. Marcjusz Koriolan - niegdyś tarcza Miasta, teraz miecz zwrócony przeciw niemu. Źródła rysują wydarzenia w mglistym świetle, lecz można wnosić, że legiony poniosły klęskę w szeregu potyczek. Strwożeni Rzymianie, nie chcąc wystawiać wielkiej armii i kusić losu pod murami Miasta, wybrali drogę dyplomacji. Gdy wojska Wolsków stanęły zaledwie kilka kilometrów od Rzymu, wysłano poselstwo. Koriolan przyjął swoich przyjaciół, dawnych sprzymierzeńców, lecz postawił warunki, które raniły jak ostrze: wszystkie terytoria Wolsków miały być zwrócone. Druga delegacja, złożona z najznamienitszych senatorów, spotkała się z podobnym upokorzeniem. W akcie desperacji patres[44] posłali trzecią misję - tym razem powszechnie szanowanych kapłanów. Ci jednak wrócili z obozu wroga z pustymi rękoma: Koriolan odmówił im nawet audiencji, jakby jego serce, niegdyś bijące dla Rzymu, stało się głazem[45].
W Mieście wrzało jak w ulu, a wzajemne oskarżenia rozbrzmiewały niczym burza nad Kapitolem. Patrycjusze z goryczą zarzucali ludowi, że to jego zawziętość pchnęła Rzym w otchłań nieszczęścia, skazując na wygnanie tak wybitnego obywatela jak Gn. Marcjusza Koriolana. Trybuni, w imieniu ludu, ripostowali z równą zajadłością, przypominając, że gdyby Koriolana strącono ze Skały Tarpejskiej, Miasto nie drżałoby dziś przed jego zemstą. Co więcej, w stronę patrycjuszy padały podszyte nieufnością pomówienia o zdradę - podobno Wolskowie oszczędzali ich rozległe posiadłości. Senat parł ku wojnie, gotów stawić czoła wrogowi, lecz lud, znużony widmem kolejnego poboru i rozlewu krwi, pragnął za wszelką cenę uniknąć zbrojnego starcia[46].
W tej chwili zwątpienia to kobiety, jak nieraz w historii Rzymu, miały odegrać rolę rozstrzygającą. Wprawdzie większość z nich pogrążyła się w lamentach, zapełniając świątynie darami i wznosząc błagalne ręce ku niebu, by wybawić Miasto z beznadziejnego położenia. Niektóre jednak, zamiast oddawać się rozpaczy, wybrały działanie. Ze śmiałym planem wystąpiła Waleria, siostra (czy może córka?) znamienitego P. Waleriusza Publikoli, która poprowadziła elitę rzymskich matron do domu Koriolana. Zastały tam Weturię i Wolumnię, pogrążone w smutku, rozrywane sprzecznymi uczuciami. Z jednej strony, po latach milczenia, dowiedziały się, że ukochany syn i mąż żyje i ma się dobrze; z drugiej, ich serca krwawiły na wieść, że Koriolan prowadzi bezlitosną wojnę przeciw własnemu narodowi. Waleria, pragnąc przekonać je do ryzykownego planu - wspólnej misji do obozu Wolsków - stanęła przed zadaniem niemal herkulesowym. Dionizjusz z Halikarnasu, jako jedyny, oddaje atmosferę tamtych rozmów, ukazując nie tylko dramat Weturii i Wolumnii, ale i bezprecedensową rozterkę senatu. Posłanie kobiet tam, gdzie zawiedli najodważniejsi i najroztropniejsi mężowie, było krokiem bez precedensu. Po burzliwej naradzie patrycjusze, nie widząc lepszej drogi, dali zgodę na tę desperacką próbę, zapewniając eskortę i transport aż do bram Miasta.
Czwarte poselstwo do obozu Wolsków składało się wyłącznie z kobiet - widowisko równie rzadkie, co poruszające. Wielkie matrony, wśród nich najznamienitsze i najzamożniejsze Rzymianki, wkroczyły bezbronnie w serce wrogiego obozu, odkładając na bok dumę i honor, by błagać o los Miasta. Lecz Gn. Marcjusz Koriolan, zatwardziały w swej zemście, odmówił im spotkania. Dopiero wieść, że wśród niewiast znajdują się jego matka, Weturia, i żona, Wolumnia, wstrząsnęła nim, przywołując cień dawnych uczuć. Zakłopotany stanął przed nimi z drżeniem serca, które jeszcze pamiętało miłość i dług wobec rodzicielki[47]. Weturia, kobieta, której Koriolan zawdzięczał tak wiele i którą darzył niezachwianą czcią, nie pozwoliła jednak na czułe powitanie. Zamiast tego, z surowością matki i powagą rzymskiej matrony, wygłosiła mowę, której żar i mądrość Liwiusz uchwycił z literacką pasją, czyniąc ją świadectwem siły kobiet w obliczu upadku:
Zanim dam ci się uścisnąć, niech wiem, czy przyszłam do wroga, czy do syna, czy jestem w twym obozie jako branka wojenna, czy jako matka! Do tego doprowadziło mnie długie życie i nieszczęsna starość, żebym patrzyła na ciebie najpierw jako na wygnańca, a następnie jak na wroga? Czy mogłeś pustoszyć tę ziemię, która cię zrodziła i wykarmiła? Czy nie uspokoił się twój gniew, gdy wchodziłeś w ten kraj, choć przyszedłeś z zamiarami wrogimi i groźnymi? A gdy przed oczyma twymi stanął Rzym, nie przyszło ci na myśl: W obrębie tych murów jest mój dom, moje bóstwa domowe, matka, żona i dzieci? A więc gdybym cię nie była wydała na świat, Rzym nie byłby teraz oblegany! Gdybym syna nie miała, umarłabym wolna, w wolnej ojczyźnie! Lecz ja już nie mogę znieść ani większej twojej hańby, ani większego nieszczęścia własnego, i chociaż jestem tak nieszczęśliwa, długo już taką nie będę. Patrz na tych, których - jeśli dalej jeszcze posuniesz się - czeka albo przedwczesna śmierć, albo długa niewola[48].
Gn. Marcjusz Koriolan spoglądał na kobiety ze łzami w oczach, a jego wzrok, pełen bólu i wahania, wędrował ku dwóm synom, którzy tulili się do Wolumnii, swej matki. Napięcie w obozie Wolsków było niemal namacalne: matrony, prowadzone przez Weturię, stały bezbronne, ale dumne z wyzywającymi spojrzeniami, podczas gdy oficerowie wroga, zdezorientowani, zastanawiali się, dlaczego ich wódz stracił nagle całą swoją determinację. W sercu Koriolana toczyła się burza - miłość do matki i rodziny walczyła z goryczą zdrady i pragnieniem zemsty. W końcu, złamany siłą słów Weturii i obecnością Wolumnii, spuścił wzrok, jakby poddając się ciężarowi ich spojrzenia. W ciszy, która zapadła, wygłosił słowa, które miały przejść do legendy, zapisując się w pamięci Rzymu jako świadectwo mocy kobiet, które w godzinie próby ocaliły Miasto:
Na prośbę tej kobiety, która nosiła mnie w swoim łonie, stłumiłaś i zwyciężyłaś, ojczyzno, mój gniew, chociaż słusznie darzę cię swoją nienawiścią[49].
Gn. Marcjusz Koriolan, złamany błaganiami matki, zwinął oblężenie, pozostawiając Rzym nietknięty. Jego dalszy los tonie w mroku niepewności: jedni autorzy donoszą o śmierci z rąk Wolsków, inni o życiu w gorzkim rozgoryczeniu, a Cyceron, splatając jego losy z Temistoklesem, obstaje przy samobójczym końcu. Jedno jest pewne - Koriolan nie podjął prób powrotu do rodzinnego Miasta, jakby duma lub wstyd zamknęły mu drogę do domu[50]. Lecz ważniejsze od jego losu było to, że słowa Weturii, wsparte miłością Wolumnii, ugasiły płomień jego nienawiści, ocalając Rzym dla przyszłych pokoleń. Senat, świadom klęski swoich poselstw, z hołdem uznał odwagę kobiet, które dokonały tego, co przerosło męskie starania. Jak relacjonuje Waleriusz Maksymus, wydano wówczas wiekopomne zarządzenie, by mężczyźni ustępowali kobietom miejsca na drodze, głosząc w dokumencie, że "Republika swoje ocalenie zawdzięcza bardziej damskiej sukni niż męskiemu orężowi"[51].
Na tym nie poprzestano. Rzymskie matrony otrzymały prawo noszenia ozdób przy uszach, opasek na głowach, a ich szaty mogły odtąd lśnić złotymi lamówkami i purpurą, symbolizując ich niezrównaną zasługę. Najtrwalszym jednak pomnikiem wdzięczności patrycjuszy wobec płci pięknej była decyzja o wzniesieniu Fortuna Muliebris - świątyni i ołtarza ku czci Bogini Fortuny Kobiecej, postawionych w miejscu, gdzie Koriolan uległ błaganiom matki i żony, odstępując od oblężenia[52].
Prawdziwą nieśmiertelność przyniosła Koriolanowi sztuka. Malarze przez wieki wracali do wizerunku Weturii i Wolumnii - błagających, lecz pełnych majestatycznej dumy - podczas gdy Szekspir w swej tragedii uwiecznił wygnanego wodza-zdrajcę, dając jego historii życie na deskach teatrów świata. Hollywood, za sprawą Ralpha Fiennesa, który wcielił się w tę postać, nadało jej współczesny rys, przypominając o odwiecznym dramacie. Każdy młody Rzymianin, zgłębiając dzieje dumnej Republiki, poznawał nie tylko podboje przodków, lecz także odwagę kobiet, które uchroniły Miasto przed zagładą i hańbą jarzma Wolsków. Dzięki nim pamięć o Marcjuszu Koriolanie - jego synowskiej miłości, arogancji, pogardzie i militarnych talentach - pozostaje żywa, niczym echo wiekopomnego czynu matron, które zmieniły los Rzymu.
Walka stanów
W początkach Republiki Rzymskiej, gdy Miasto dopiero krzepło w ogniu wojen zewnętrznych, jego serce rozdzierały walki wewnętrzne. W centrum tych zmagań tlił się konflikt między patrycjatem a coraz bardziej świadomą i zorganizowaną społecznością plebejską. Upadek monarchii przekazał pełnię władzy w ręce wąskiego kręgu rodów, które wyniosły się ponad resztę społeczeństwa. Ludzie tacy jak Waleriusz Publikola przynieśli Rzymowi wolność od tyranii królów, lecz dla mas, a zwłaszcza zamożnej i politycznie świadomej elity plebejskiej, nie zawsze oznaczało to sprawiedliwość.
W pierwszych, burzliwych latach Republiki walka o przetrwanie wymagała jedności. Patrycjusze dźwigali główny ciężar ekonomiczny i płacili największą daninę krwi, co ułatwiało akceptację ich dominacji. Jednak, jak uczy odwieczna zasada, każde pokolenie szuka własnej rewolucji. Zaledwie piętnaście lat po obaleniu monarchii patrycjusze, w ramach pierwszego kompromisu, ustąpili i zgodzili się na wybór trybunów plebejskich - strażników interesów ludu, obdarzonych potężnym prawem weta. Później plebejusze trzykrotnie uciekali się do secesji, by wymusić dalsze ustępstwa. Współcześni historycy, świadomi anachronizmu tej metafory, nazywają te wydarzenia "strajkiem generalnym" plebsu[53].
Historia Werginii mogłaby posłużyć za kanwę mrocznego thrillera, w którym piękno staje się zarówno darem, jak i przekleństwem. Wyobraźmy sobie zaledwie piętnastoletnią dziewczynę, której uroda mimowolnie przyciągała spojrzenia młodych i starych, możnych i maluczkich, plebejuszy i patrycjuszy. Nieświadoma jeszcze swej mocy, Werginia była iskrą, która mogła wzniecić pożar w sercach Rzymian. Jej ojciec, Decymus Werginiusz, człowiek szlachetny i dumny, widział jednak więcej - dostrzegał niebezpieczeństwo czające się w cieniach Miasta. Po śmierci żony, która odeszła kilka lat wcześniej, całe swoje życie poświęcił przyszłości córki. Jako centurion, oficer średniego szczebla, nie należał do najpotężniejszych rodów, lecz jego majątek plasował go w rzymskiej klasie średniej, wśród ludzi, którzy w trudzie budowali stabilność. Z troską nakazał piastunce nie odstępować Werginii na krok, gdy ta opuszczała dom, a przed wyruszeniem na kolejną wojnę pod Algidum zabezpieczył jej los, zaręczając ją z Lucjuszem Icyliuszem - młodym, obiecującym trybunem plebejskim, którego odwaga w politycznych bojach zwiastowała wielką przyszłość. Gdy Decymus Werginiusz maszerował z legionami, nad bezpieczeństwem Werginii czuwali jej wuj ze strony zmarłej matki, Publiusz Numitoriusz, i narzeczony, Icyliusz. W ich opiece widział ostoję dla córki, nie przeczuwając, że przeznaczenie szykuje dla niej tragedię, która wstrząśnie fundamentami Republiki i zapisze jej imię w annałach jako symbol walki plebsu o sprawiedliwość[54].
Wiosna 449 roku zastała Rzym w cieniu niepokoju, gdy młodziutka Werginia zmierzała do szkoły, a drogę zagrodził jej obcy mężczyzna. Później dowiedziała się, że zwą go Marek Klaudiusz, pionek w grze potężniejszego mocodawcy. Zuchwale oświadczył, że ma dowody, jakoby Werginia była córką jego niewolnicy, i zamierza zabrać ją do swego domu. Dziewczyna stała jak wryta, osłupiała z przerażenia, lecz piastunka zachowała zimną krew. Wrzaskiem poderwała tłum, który w mgnieniu oka otoczył intruza. Marek Klaudiusz, przewidując taki obrót spraw, z przebiegłą pewnością oznajmił, że rozstrzygnie tę kwestię zgodnie z prawem - przed trybunałem decemwirów[55].
Rzym od dwóch lat żył w nowej rzeczywistości, w której dawny porządek 2 konsulów ustąpił miejsca kolegium 10 magistratów - decemwirów, sprawujących najwyższą władzę. Reforma ta otwierała drzwi do zaszczytów szerszemu gronu, lecz rozmywała prestiż urzędu. W drugim roku eksperymentu kolegium podzielono po równo między patrycjuszy i plebejuszy, co miało łagodzić napięcia, lecz w rzeczywistości tylko je zaostrzyło. Gdy dodać, że niektórzy, jak Appiusz Klaudiusz - najpotężniejszy wśród decemwirów - trzymali urząd przez kolejny rok, nietrudno dostrzec, że w łonie patrycjatu powstała głęboka wyrwa[56].
Na razie jednak, zapomniawszy chwilowo o problemach natury administracyjno-politycznej, Appiusz Klaudiusz, zuchwały i niepohamowany, dał się porwać namiętności do młodziutkiej Werginii. Pewny swej mocy jako decemwir wysłał zaufanych ludzi, by pertraktowali z kobietami opiekującymi się dziewczyną. Obiecywali złote góry i łaski, lecz ostrzegali też, że ich mocodawca może zniszczyć tych, którzy mu się sprzeciwią. Opiekunki, wyczuwając podstęp, wzmogły czujność. Appiusz Klaudiusz, człowiek żonaty, nie śmiał ujawnić swych zamiarów - rozwód dla senatora oznaczałby kres kariery, a jego plany wobec Werginii nie miały nic wspólnego z honorem małżeństwa[57].
W jego imieniu działał Marek Klaudiusz, być może syn wyzwoleńca, odgrywając farsę przed trybunałem decemwirów. Powtórzył tam zuchwałe kłamstwo, że Werginia jest córką jego niewolnicy, licząc na szybkie zwycięstwo pod okiem swego patrona. Lecz tłum, zgromadzony na Forum, kipiał gniewem. Przekonująca mowa Publiusza Numitoriusza, wuja dziewczyny, i płomienne protesty Lucjusza Icyliusza, jej narzeczonego, zmusiły senatora do ostrożności. Gdy Lucjusz Icyliusz zażądał wstrzymania procesu do powrotu ojca Werginii, decemwir, świadom sympatii tłumu do swych wrogów, niechętnie ustąpił. Odroczył sprawę do następnego dnia, dając czas na przybycie ojca i świadków, lecz złowieszczo zapowiedział, że to ostateczny termin i nie ugnie się więcej pod presją ludu. W geście łaski pozwolił, by Werginia pozostała pod opieką rodziny na noc[58].
Dziwne jednak, że nie porzucił nikczemnego planu. Zamiast tego posłał ludzi do obozu pod Algidum, by przekonali dowódcę, aby nie zwalniał Decymusa Werginiusza. Krewni dziewczyny okazali się jednak sprytniejsi - ich posłańcy wyprzedzili ludzi decemwira. Gdy następnego dnia Appiusz Klaudiusz zasiadł w trybunale, gotów użyć całej swej władzy, by zdobyć Werginię, nie przeczuwał burzy, która miała nadejść. Dla dziewczyny noc była pasmem udręki - jej świat, dotąd pełen nadziei na życie u boku ukochanego, runął pod groźbą utraty wolności. Odebranie jej statusu oznaczało nie tylko kres marzeń o spokojnym domu, ale i wszelkich planów na przyszłość[59].
Proces na Forum zapowiadał się dramatycznie i takim się stał. Wśród narastającego tłumu Decymus Werginiusz, z godnością rzymskiego oficera, przedstawił swoje racje. Bronił nie tylko honoru córki, lecz także całego dorobku swego życia. W mowie, która poruszyła serca, przywoływał świadków i logikę, obalając kłamstwa Marka Klaudiusza. Podkreślił, że jego żona, zmarła przed laty, była matką Werginii. Kobiety, które odbierały poród i widziały, jak karmiła ją piersią, mogły o tym zaświadczyć, choć nie dano im głosu. Zadał pytanie, które musiało każdego zmusić do refleksji: dlaczego Marek Klaudiusz milczał przez piętnaście lat, by nagle, tuż przed ślubem dziewczyny, wysunąć roszczenia? Czyż nie dowodzi to podłego podstępu? Gdyby nawet Werginiuszowie mieli adoptować dziecko, woleliby syna, jak każdy Rzymianin, a z pewnością nie wzięliby córki niewolnicy. Logika ta, jasna dziś jak przed wiekami, porwała zgromadzonych[60].
Appiusz Klaudiusz jednak dawno stracił rozum. Ślepy na sprawiedliwość i nastroje ludu wydał wyrok na korzyść Marka Klaudiusza. Gdy ten próbował porwać Werginię, a ona, uczepiona ojca i narzeczonego, błagała o litość, na Forum doszło do rozruchów. Liktorzy, symbole władzy decemwira, parli naprzód. W desperacji Decymus Werginiusz poprosił o ostatnią łaskę - chwilę rozmowy z córką. Appiusz Klaudiusz niechętnie wyraził zgodę. Ojciec odprowadził Werginię ku targowi, gdzie wśród kramów przeprosił ją, że nie zdołał jej ocalić. Z bólem serca chwycił nóż rzeźnika i zatopił go w ciele córki, by uchronić ją przed hańbą[61]. Rozpacz centuriona, uchwycona przez Dionizjusza z Halikarnasu, stała się wołaniem, które wstrząsnęło Rzymem i zapoczątkowało upadek decemwirów:
Jesteś wolna i niesplamiona, moje dziecko. Odsyłam cię do przodków pod ziemię, ponieważ dzięki tyranom nie dostąpiłaś żadnej dobrej rzeczy[62].
Chwilę po tragedii, Decymus Werginiusz, z okrwawionym nożem w dłoni, stanął przed tłumem na Forum, by wyjaśnić swój desperacki czyn. Jego słowa pełne bólu, lecz przepojone godnością, poruszyły serca zebranych. W tym momencie na czoło wysunął się Lucjusz Icyliusz, niedoszły narzeczony Werginii, którego płomienne przemowy i popularność wśród ludu rozpaliły gniew Rzymian. Ulice wypełniły się kobietami, które opłakiwały los młodej dziewczyny, pytając z rozpaczą, dlaczego mają rodzić dzieci, skoro czeka je takie nieszczęście. Ich lament, jak echo tragedii, rozbrzmiał w Mieście, budząc sumienia.
W wyniku gwałtownych, lecz krótkich zamieszek na Forum, podsycanych przez trybunów plebejskich, lud podjął decyzję o obaleniu decemwirów. Podobny zryw ogarnął wojsko pod Algidum, gdzie słowa Decymusa Werginiusza, ojca pohańbionej córki, wznieciły bunt wśród legionistów. Imię Werginii stało się sztandarem walki - nieśli je jej najbliżsi, wzywając do sprawiedliwości. Raz jeszcze podstęp i zbrodnia wobec niewinnej dziewczyny wstrząsnęły ustrojem Republiki. Decemwirowie, z Appiuszem Klaudiuszem na czele, nie tylko utracili władzę, urzędy i zaszczyty, ale stanęli przed sądem i zostali skazani[63]. Jak zwięźle ujął to Tytus Liwiusz, tragedia Werginii obaliła tyranię decemwirów, przywracając Rzymowi wolność[64].
Upadek decemwirów w 449 roku był spektakularny, ale ich dziedzictwo znacznie dłużej kładło się cieniem na losy Rzymu. To oni wszak doprowadzili do końca kodyfikację Ustawy XII Tablic, fundamentu prawa Republiki[65]. Wśród zapisów tablicy jedenastej widniał zakaz związków między patrycjuszami a plebejuszami - prawo, które miało strzec endogamii i uprzywilejowanej pozycji patrycjatu. Nie chodziło jednak tylko o ochronę rodowej czystości. Małżeństwa w tamtych czasach rzadko rodziły się z romantycznych porywów - były raczej splotem interesów, łączącym rody w walce o wpływy i bogactwo. Jaką korzyść mógł odnieść patrycjusz, wydając córkę za plebejusza lub przyjmując plebejską synową? Odpowiedź jest prosta: majątek. Zakaz takich związków miał zatem wyrównać szanse w wewnętrznej rywalizacji o najwyższe urzędy, a także chronić prerogatywy religijne patrycjuszy, których synowie mogli sprawować auspicja. Warto pamiętać, że różnica między patrycjatem a plebsem nie była kwestią zamożności, lecz prawno-politycznych przywilejów, co często bywa pomijane w literackich opowieściach.
Ten zakaz, choć miał umacniać patrycjuszowską dominację, budził oburzenie. Większość małżeństw mogła służyć interesom rodów, lecz zdarzały się wyjątki, w których uczucia łamały bariery stanowe. Co więcej, choć źródła milczą na ten temat, przed wprowadzeniem prawa na tablicach z pewnością istniały związki mieszane i ich potomstwo - może nawet senatorowie, których status nagle stanął pod znakiem zapytania. Jak trafnie zauważył M. Tulliusz Cyceron, prawo do małżeństw z patrycjuszami mieli nawet cudzoziemcy, co czyniło zakaz tym bardziej niesprawiedliwym[66].
W 445 roku, gdy senat wznowił obrady, trybun plebejski Gajusz Kanulejusz rzucił wyzwanie patrycjuszowskiej dominacji, wnosząc projekt zniesienia zakazu małżeństw między stanami, zapisanego w Ustawie XII Tablic. Jego propozycja rozpaliła gniew senackiej elity i nowo wybranych konsulów, którzy wszelkimi sposobami starali się odwrócić uwagę od sporu. Wskazywali na groźbę wojny - bunt Ardeatów, przygraniczne zatargi z Wejentami oraz roszczenia Wolsków i Ekwów. Wierząc, że patriotyczny zapał zmobilizuje lud do poboru, konsulowie liczyli, że wewnętrzny konflikt straci na sile[67].
Gajusz Kanulejusz nie zamierzał jednak ustąpić. W płomiennej mowie w senacie stanowczo zapowiedział, że nie dopuści do żadnego poboru, dopóki nieludzkie prawo nie zniknie z tablic. Jego słowa zaostrzyły spór z patrycjatem i konsulami, którzy w odpowiedzi podburzali swoich klientów[68], próbując zyskać poparcie ludu i zewrzeć szeregi senatorów. Kanulejusz prowadził swoją kampanię z politycznym sprytem i prawdopodobnie zyskał sympatię części umiarkowanych patrycjuszy, co dodało mu pewności. W kulminacyjnym momencie konfliktu trybun wyprowadził swoich stronników na Wzgórze Janikulum, rozpoczynając trzecią secesję plebsu[69].
W gorącej, niemal skandalicznej debacie nad projektem kluczowe stało się pytanie, które Gajusz Kanulejusz skierował do konsulów: dlaczego plebejusz nie może zostać konsulem? To z pozoru proste zagadnienie obnażyło istotę sporu, podsycając emocje. Choć pytanie dotyczyło urzędów, to łączyło się z walką o małżeństwa mieszane, które mogłyby zatrzeć granice między stanami, dając plebejuszom dostęp do władzy i kapłaństwa. Jak odnotował Tytus Liwiusz, odpowiedź konsulów ujawniła głęboki podział w Republice: "Ponieważ żaden z plebejuszów nie ma władzy czynienia wróżb z ptaków, dlatego decemwirowie zabronili małżeństw mieszanych, żeby nieunormowane potomstwo z tych małżeństw nie wprowadziło do auspicjów zamieszania"[70].
W 445 roku słowa wypowiedziane przez konsulów w senacie mogłyby pozostać bez echa, gdyby nie ich lekkomyślne powtórzenie przed zgromadzeniem ludowym. Ta nieostrożna uwaga, jak odnotował Patawińczyk, roznieciła gniew tłumu. Nawet klienci patrycjuszowskich rodów poczuli się urażeni. Wzburzenie to stało się orężem Gajusza Kanulejusza, trybuna plebejskiego, który przeforsował lex Canuleia, znosząc zapis Ustawy XII Tablic zakazujący małżeństw mieszanych. Pod presją groźby sparaliżowania poboru do wojska i w obawie przed utratą monopolu na konsulat w obliczu zmieniających się nastrojów, arystokracja ostatecznie ustąpiła. Decyzja ta okazała się nieodwracalna - nigdy więcej w dziejach Republiki nie próbowano przywrócić zakazu mieszanych związków. Kobiety, choć niewidoczne w senackich debatach, stały się osią tej zmiany - ich prawo do zawierania małżeństw z patrycjuszami otworzyło drogę do nowych sojuszy rodowych, które na zawsze przeobraziły oblicze Rzymu[71].
Minęło blisko siedemdziesiąt lat od burzliwych wydarzeń na Wzgórzu Janikulum, gdy M. Fabiusz Ambustus, jeden z najznamienitszych patrycjuszy swego czasu, postanowił wydać za mąż swoje dwie córki. Decyzja ta nabrała wagi ze względu na jego wybory. Starszą z córek połączył z patrycjuszowskim rodem Sulpicjuszy, a jej mąż, prominentny polityk, błyszczał na rzymskiej scenie. Młodszą natomiast oddał G. Licyniuszowi Stolonowi, plebejuszowi o wybitnych talentach i nieposkromionych ambicjach[72].
Pewnego dnia młodsza Fabia odwiedziła starszą siostrę w jej domu. Spotkanie, być może naznaczone chłodem z powodu rywalizacji między ich mężami, dalekie było od rodzinnej serdeczności. Nagle rozległo się gwałtowne łomotanie do drzwi, które przeraziło gościa - dla niej taki hałas zwiastował kłopoty. Tymczasem był to jedynie zwyczajowy orszak liktorów, ogłaszających przybycie wysokiego urzędnika. Starsza siostra, według Kasjusza Diona, miała z uśmiechem skomentować niewiedzę młodszej, choć nie brakuje głosów, że w jej słowach kryła się złośliwość, a nie siostrzana życzliwość[73].
Kluczowy jest fakt, że Fabia Młodsza nie odebrała tych słów z wdzięcznością. Oburzona sarkazmem siostry, która drwiła z jej niższego statusu jako żony plebejusza, opowiedziała o incydencie mężowi, przedstawiając go w złym świetle. Jej słowa nie były jedynie małżeńską skargą - jak sugerują źródła, Fabia Młodsza zaszczepiła w G. Licyniuszu Stolonie ambicję, która popchnęła go do walki o zmiany. W 370 roku, będąc już siódmy rok trybunem plebejskim, Licyniusz Stolon z niewzruszoną wytrwałością dążył do złamania patrycjuszowskiego monopolu na konsulat. Jego sukcesy w corocznych elekcjach świadczyły o poparciu ludu, lecz prawdziwie rewolucyjny był szerszy plan, opracowany wspólnie z L. Sekstiuszem Lateranusem.
Ich program, znany jako leges Liciniae Sextiae, obejmował trzy przełomowe prawa: otwarcie konsulatu dla plebejuszy, ulżenie dłużnikom przez zaliczenie odsetek na poczet długu i rozłożenie reszty na raty oraz ograniczenie posiadania ager publicus[74] do 500 jugerów (około 125 ha) i określonej liczby bydła. Te zmiany miały wzmocnić elitę plebejską, poprawić los małorolnych chłopów i ulżyć zadłużonym obywatelom[75]. Patrycjat, przewidując zagrożenie dla swych przywilejów, przez dekadę zaciekle zwalczał te postulaty. Licyniusz i Sekstiusz, rok za rokiem wybierani na trybunów, nie ustępowali, blokując wybór urzędników, gdy senat odrzucał ich projekty[76].
W tej politycznej burzy Fabia Młodsza odegrała kluczową rolę. Źródła wskazują, że nie ograniczyła się do prywatnych rozmów z mężem - jak odnotowuje Kasjusz Dion, jej uraza "poruszyła całe Miasto"[77]. Prawdopodobnie zachęcała inne żony plebejskich przywódców do podobnego zaangażowania, budując sieć poparcia. Pewnego dnia, gdy M. Fabiusz Ambustus, jej ojciec, zauważył na twarzy swojego dziecka smutek, długo namawiał ją, by wyjawiła przyczynę. W końcu Fabia wyznała, że czuje się upokorzona: jej siostra, żona patrycjusza, cieszy się splendorem urzędów, podczas gdy ona, związana z plebejuszem, jest tego pozbawiona. Wzburzony tym Fabiusz jeszcze mocniej zaangażował się w wypracowanie kompromisu[78].
Niezależnie od tego, czy historia ta jest w pełni autentyczna, ukazuje rzymskie kobiety jako aktywne uczestniczki politycznych zmagań. Fabia Młodsza, pierwsza matrona w dziejach Republiki o tak wyraźnym zaangażowaniu, nie była jedynie świadkiem - wspierała ambicje męża, intrygowała i budowała jego wpływy. W 367 roku leges Liciniae Sextiae weszły wreszcie w życie, a w kolejnym roku L. Sekstiusz Lateranus został pierwszym plebejskim konsulem[79]. G. Licyniusz Stolon również odniósł sukces - już w 368 roku dyktator P. Manliusz Kapitolinus mianował go swoim zastępcą, dowódcą jazdy (magister equitum), wierząc, że zaspokoi to jego aspiracje[80]. Jeśli tak właśnie sądził, mylił się - trybuni nie ustąpili, a w 364 roku Licyniusz Stolon zdobył upragniony konsulat. Fabia mogła wówczas z dumą patrzeć na orszak liktorów przy mężu, nie lękając się już łomotania do drzwi[81].
Sukces miał jednak gorzki posmak. M. Popiliusz Lenas, kolejny ambitny plebejusz, pozwał Licyniusza Stolona przed trybunał za złamanie własnego prawa - posiadanie więcej niż 500 jugerów ziemi - które próbował obejść, przepisując nadwyżkę na syna. Skazany na wygnanie, Licyniusz Stolon padł ofiarą własnej chciwości. Jego los ukazuje, że nowa elita plebejska szybko dorównała patrycjuszom w zachłanności, a polityka Republiki nie znała wytchnienia - konflikt jedynie zmienił swe oblicze[82].
Wykaz skrótów
A&R "Atene e Roma"
AASPPA "Association Algérienne pour la Sauvegarde et la Promotion du Patrimoine Archéologique"
AC "L'Antiquité classique"
Act. Class. "Acta Classica. Proceedings of the Classical Association of South Africa" (Cape Town)
AfK "Archiv für Kulturgeschichte"
AHB "The Ancient History Bulletin"
AJA "American Journal of Archaeology"
AJAH "American Journal of Ancient History"
AJH "Athens Journal of History"
AJPh "The American Journal of Philology"
ALJ "Austrian Law Journal"
ANRW "Aufstieg und Niedergang der römischen Welt"
APS "American Philosophical Society"
Arctos "Arctos Acta Philologica Fennica"
ATTA "Atlante tematico di topografia antica"
AUMCS "Annales Universitatis Mariae Curie-Skłodowska"
BICS "Bulletin of the Institute of Classical Studies"
BLTN "Biuletyn Lubelskiego Towarzystwa Naukowego" (Lublin)
CA Classical Antiquity
CAH Cambridge Ancient History
CIL Corpus Inscriptionum Latinarum
CJ "The Classical Journal"
CPh "Classical Philology"
CPH "Czasopismo Prawno-Historyczne"
CQ "The Classical Quarterly"
CR "The Classical Review"
CRA A Companion to the Roman Army, ed. P. Erdkamp, Malden 2007
CRJ "Classical Receptions Journal"
CRR A Companion to the Roman Republic, eds. N. Rosenstein, R. Morstein-Marx, Malden 2006
CSCA "California Studies in Classical Antiquity"
CW Classical World
EFR L'École française de Rome
EOS "Eos: commentarii Societatis Philologae Polonorum"
G&R "Greece & Rome"
GRBS "Greek, Roman and Byzantine Studies"
HSCPh "Harvard Studies in Classical Philology"
HZ "Historische Zeitschrift"
IBLA "Institut des Belles Lettres Arabes"
IJCT "International Journal of the Classical Tradition"
JHS "The Journal of Hellenic Studies"
JPh "The Journal of Philology"
JRA "The Journal of Roman Archeology"
JRS "The Journal of Roman Studies"
KH "Kwartalnik Historyczny"
LCM "Liverpool Classical Monthly"
LEC "Les études classiques"
LTUR "Lexicon Topographicum Urbis Romae IV"
MAAR Memoirs of the American Academy in Rome
MEFRA "Les Mélanges de l'École française de Rome Antiquité"
MH "Museum Helveticum"
MHJ "Melbourne Historical Journal"
MRR T.R.S. Broughton, The Magistrates of the Roman Republic, I-II, New York 1952; III, Supplement, New York 1986
NECJ "New England Classical Journal"
ORF Oratorum Romanorum Fragmenta Liberae Rei Publicae, (fourth edition reproduced photographically 1975 from H. Malcovati (ed.) second edition 1953), Turin
PAPhS "Proceedings of the American Philosophical Society"
PBSR "Papers of the British School at Rome"
PCPhS "Proceedings of the Cambridge Philological Society"
POLIS "Revista de ideas y formas políticas de la Antigüedad Clásica"
POTESTAS "Revista del Grupo Europeo de Investigación Histórica"
RDSG "Roczniki Dziejów Społecznych i Gospodarczych"
RE Paulys Realencyclopädie der classischen Altertumwissenschaft
REA "Revue des Études Anciennes"
RFIC "Rivista di Filologia e di Instruzione Classica"
RH "Res Historica"
RhM "Rheinisches Museum für Philologie"
RIDA "Revue Internationale des Droits de l'Antiquité"
RRC M. H. Crawford, Roman Republican Coinage, I-II, Cambridge 1974
RSA "Rivista storica dell'Antichitá"
SCI "Scripta Classica Israelica"
SEG "Studia Europaea Gnesnensia"
TAPhA "Transactions of the American Philological Association"
TH "Tabularium Historiae"
TPAPhA "Transactions and Proceedings of the American Philological Association"
TYCHE "Beiträge zur Alten Geschichte, Papyrologie und Epigraphik"
WJA "Würzburger Jahrbücher für die Altertumswissenschaft"
WS "Wiener Studien"
ZAG "Zeitschrift für Alte Geschichte"
ZNUJ, Pr. hist.
"Zeszyty Naukowe Uniwersytetu Jagiellońskiego". Prace Historyczne (Kraków)
ZNWSP "Zeszyty Naukowe Wyższej Szkoły Pedagogicznej w Bydgoszczy"
ZPE "Zeitschrift für Papyrologie und Epigraphik"
ZRG "Zeitschrift der Savigny-Stiftung für Rechtsgeschichte"
Imiona (praenomen):
A. Aulus
Ap. Appiusz
D. Decymus
G. Gajusz
Gn. Gnejusz
Kw. Kwintus
L. Lucjusz
M. Marek
M'. Maniusz
Mam. Mamerkus
N. Numeriusz
P. Publiusz
Ser. Serwiusz
S. Sekstus
Sp. Spuriusz
T. Tytus
Tyb. Tyberiusz
Wstęp Voce Mulierum: Głos kobiet w cieniu Wiecznego Miasta
Z kart antycznych ksiąg
L. Anneusz Seneka, pocieszając swoją przyjaciółkę Marcję po śmierci syna, przypomina dzielność słynnych kobiet w obliczu podobnej tragedii:
Wiem, co mi odpowiesz: "Zapomniałeś, że pocieszając niewiastę, przytaczasz przykłady mężczyzn". Ale kto powiedział, że natura po macoszemu uposażyła charaktery niewieście i ograniczyła zakres ich zalet? Wierz mi, równa u nich siła żywotna, równa u nich, byleby tylko miały zamiłowanie, zdolność do czynów szlachetnych. Cierpienia i trudy, jeżeli tylko do nich przywykną, znoszą z równą wytrzymałością. Zresztą, w jakim mieście rozprawiamy o tym, dobrzy bogowie? W mieście, w którym Lukrecja i Brutus strącili króla, wyniesionego nad głowy Rzymian[1].
Uwagi ogólne
Gdy pytałem znajomych - oczytanych erudytów rozmiłowanych w historii - o kobiety Republiki Rzymskiej, nierzadko mylili epoki, wspominając Poppeę Sabinę czy Mesalinę. Miłośnicy Szekspira przywoływali Kalpurnię, żonę Cezara lub Porcję, córkę Katona. Serial Rzym ożywił Atię i Serwilię, lecz to wszystko postacie z czasów upadającej Republiki. Tymczasem Klelia, bohatersko walcząca z najeźdźcami, Emilia Paula, niezwykła żona Scypiona Afrykańskiego, czy Sempronia, siostra Grakchów i pierwsza kobieta świadek na zgromadzeniu ludowym, pozostają w cieniu. Badania nad kobietami antycznego Rzymu, choć liczne także nad Wisłą, pozostają domeną wąskiego grona uczonych, a ich wyniki nie dotarły do szerszego odbiorcy. Niniejsza książka wypełnia tę lukę, przywracając światłu zapomniane imiona.
Nie trzeba pasji do krwawych bitew czy spektakularnych kampanii wojennych, by odkryć urok Republiki Rzymskiej. Czy wiecie, że zwyczaj przepuszczania kobiet w drzwiach narodził się jako hołd senatu za ich odwagę w ocaleniu Wiecznego Miasta? To jeden z darów ich cywilizacji, obok obchodów Nowego Roku, urodzin czy nagrobnych inskrypcji. Zaskoczy was historia Manilii, prostytutki, która użyła kamieni, by nie wpuścić wpływowego urzędnika do lupanaru, a następnie wygrała z nim w trybunale. A także wielki protest Rzymianek, gdy kobiety wymusiły na senacie i trybunach plebejskich zmiany legislacyjne. Już bliżej schyłku epoki kryzys demograficzny skłonił senatorów do wprowadzania elementów polityki prorodzinnej, a Katon Cenzor i Emiliusz Paulus w II wieku[2] pomagali żonom przy kąpieli oraz przewijaniu dzieci - szokująco współczesny obraz.
To prawda, że Rzym cenił patriarchat - Cyceron w De re publica (księga IV, zachowana we fragmentach) ostro krytykował Platona za wizję kobiet w rolach przywódczych, argumentując, że porządek społeczny wymaga męskiego zwierzchnictwa, bo równość płci grozi chaosem. Podobne poglądy wyrażali później chrześcijańscy autorzy, jak Laktancjusz w III-IV wieku po Chr., ubolewający nad sytuacją, gdy kobiety przejmują role mężczyzn. Jednakże Rzymianki Republiki, choć uwięzione w patriarchalnym systemie, wywierały zadziwiający wpływ na życie publiczne. W "małżeństwie bez manus" arystokratki zarządzały majątkiem, nierzadko kształtując polityczne sojusze rodów. Westalki, cieszące się religijnym prestiżem, wpływały na decyzje senatu i sprawy publiczne, jak Klaudia, która zapewniła ojcu triumf. Głos Rzymianek wybrzmiewał w rodzinnych naradach, a ich obecność na ucztach i w teatrach stawała się sceną dyskretnych intryg politycznych. Nawet przemoc domowa, choć prawnie dozwolona, budziła krytykę konserwatywnych senatorów. W odróżnieniu od Aten, gdzie kobiety zamykano w domach, czy Sparty, gdzie sprowadzano je do roli matek wojowników, Rzymianki - od kapłanek po matrony - aktywnie kształtowały losy Miasta.
Historia kobiet antyku fascynuje badaczy, lecz dla miłośników przeszłości pozostaje w dużej mierze terra ignota. Rozciągnięta na tysiące lat i pełna upadłych cywilizacji epoka ta wymyka się prostym uogólnieniom. Współczesne próby "odzyskiwania" kobiet często grzęzną w ideologicznych pułapkach, gdy narracja przesłania fakty. Niniejsza książka odrzuca takie podejście - zamiast narzucać sądy, wydobywa z kart antycznych tekstów źródłowych losy kobiet Republiki Rzymskiej, pozostawiając ocenę czytelnikowi.
W modnym obecnie nurcie gender studies wielu autorów deklaruje rehabilitację kobiet, choć w rzeczywistości często je deprecjonuje. Kiedy Emma Southon twierdzi, że kobiety republikańskiego Rzymu pojawiają się w źródłach jedynie w momentach kryzysu i zazwyczaj dostają tylko kilka linijek - to spostrzeżenie jest słuszne, ale niepełne, bo - jak zobaczymy - niektóre otrzymały obszerne opisy w antycznych tekstach; z drugiej strony, wielu wpływowych senatorów, w tym konsulów, nie doczekało się nawet wzmianki[3].
Obok takiego podejścia natrafiamy też na drugą skrajność, której często nie potrafią się wyzbyć nawet znakomici naukowcy. Klasycznym przykładem jest tu dla mnie stanowisko prof. Andrzeja Nowaka, wybitnego popularyzatora polskiej historii. W jednym ze swoich esejów stwierdza ni mniej, ni więcej: "W starożytnym Rzymie kobieta nie miała żadnych praw, była rzeczą, przedmiotem do sprzedania przez ojca". Faktycznie, zasługi chrześcijaństwa dla zrównania pozycji obojga płci i zniesienia niewolnictwa są niepodważalne, ale taki kategoryczny osąd Andrzeja Nowaka jest raczej publicystyczną tezą niż wnikliwą analizą[4].
Dlatego właśnie pragnę ukazać świat z rzymskiej perspektywy, odrzucając zarówno pomijanie roli kobiet przez historyków skupionych na wojnach, jak i ich ideologiczne wyolbrzymianie, by odkryć autentyczny obraz epoki i jej ewolucję. Ta książka nie jest kroniką codziennego życia Rzymianek - ich wizyt na targu czy domowych obowiązków - lecz opowieścią o ich wpływie na życie publiczne i politykę Republiki. Od Lukrecji, której tragedia wznieciła rewolucję, po Metellę Dalmatykę, łączącą rody w burzliwych czasach, kobiety kształtowały losy Wiecznego Miasta, a ich odwaga, spryt i determinacja zmieniały bieg historii. Przez te 430 lat Republiki, wśród geopolitycznych burz, poznamy ponad 150 bohaterek - ich triumfy, dylematy, zbrodnie i tragedie. Zamiast antologii biografii stworzyłem spójną narrację, bo, jak mawiali Rzymianie, veritas temporis filia - prawda jest córką czasu. Moja pasja zrodziła się z braku takich opowieści w języku polskim, jak w przypadku wcześniej napisanej przeze mnie biografii L. Korneliusza Sulli.
Całość książki to owoc moich badań, analiz i przemyśleń, ubranych - mam nadzieję - w przystępny język, który wciągnie nie tylko znawców, lecz także miłośników historii. Podzieliłem pracę na trzy części, każda z własną specyfiką. Pierwsza, obejmująca lata 509-287, stosuje niekonwencjonalny zabieg: w rozdziale prymarnym snuję mitologiczną opowieść o początkach Republiki, widzianych oczami Rzymian, gdzie bez kobiet nie byłoby rewolucji. Rozdział drugi konfrontuje te mity ze współczesnymi badaniami.
Druga część, poświęcona średniej Republice (286-146), śledzi przeobrażenie Rzymu w światowego hegemona. Pięć rozdziałów wyznacza cezury życia społeczno-politycznego: pierwsza wojna punicka (rozdział 3), dwudziestolecie między wojnami punickimi (rozdział 4), druga wojna punicka (rozdział 5), starcie filhelleńskich nowinek ze starorzymskimi zasadami w dobie Scypiona Afrykańskiego i Katona Cenzora (rozdział 6) oraz przekrojowe spojrzenie na półwiecze: od klęski Kartaginy pod Zamą po jej ostateczne zgładzenie (rozdział 7). Przez losy kobiet dostrzeżemy, jak zmieniały się wartości i toczyła się walka o ich pozycję - choć widziana oczami mężczyzn.
Trzecia część, od upadku Kartaginy w 146 roku po dyktaturę Sulli w 80 roku, przynosi zmianę perspektywy. Tutaj kobiety stają się niemal równorzędnymi aktorkami wydarzeń: od Kornelii, najsłynniejszej rzymskiej matki (rozdział 8), przez politykę pamięci po Grakchach, gdzie kobiety odegrały kluczową rolę (rozdział 9), ambicje sióstr w czasach sześciu konsulatów Mariusza i spokojnej dekady lat 90. I wieku (rozdział 10), po postawy kobiet w wojnach domowych (rozdział 11) i portret Metelli Dalmatyki, pierwszej damy Rzymu, żony dwóch najpotężniejszych ludzi epoki (rozdział 12).
Na końcu zamieściłem aneksy dla dociekliwych czytelników i badaczy. Pierwszy zawiera kalendarium najważniejszych wydarzeń z historii Republiki, co może pomóc w orientacji czytelnikom mniej obeznanym z tematem. Drugi jest poświęcony drzewom genealogicznym głównych rodów, ułatwiając poruszanie się po skomplikowanym świecie arystokratycznych mariaży. Trzeci to uzupełniona lista kobiet Republiki, które nie znalazły miejsca w głównym toku naszej opowieści. Wreszcie czwarty stanowi indeks wszystkich kobiet występujących w książce, z ich krótkimi opisami, a także próbą ustalenia lat, w których żyły, oraz informacji o najbliższych członkach familii: rodzicach, rodzeństwie, mężach i dzieciach.
Zdecydowałem się spolszczać łacińskie imiona, choć w środowisku naukowym toczy się o to gorąca debata. Nazwy mężczyzn ograniczyłem do dwóch członów: gdy postać ma tylko praenomen i nomen, podaję je w pełni, jak Gajusz Mariusz czy Marek Antoniusz. Gdy dochodzi przydomek (cognomen), praenomen skracam, np. M. Furiusz Kamillus, L. Korneliusz Sulla czy M. Tulliusz Cyceron. Uznałem, że czytelnikowi będzie łatwiej i przyjemniej, jeśli łacińskie przydomki - tam, gdzie to możliwe - zastąpię polskimi odpowiednikami, stąd np. Klaudiusz Ślepy zamiast Klaudiusza Caecusa czy Krassus Bogacz zamiast Krassusa Divesa. Taka praktyka oddaje ducha rzymskich przydomków, które opisywały cechy lub zasługi, czyniąc postacie bliższymi. Kobiety w Republice nie miały pola do imiennej fantazji - ich miana pochodziły od rodu: córka P. Korneliusza Scypiona była Kornelią, a M. Liwiusza Druzusa - Liwią. Przy dwóch córkach mamy Klaudię Starszą i Młodszą, przy trzeciej - Klaudię Tertię, a czwartej - Klaudię Kwartę. Synowie też podlegali tradycji: pierworodni zawsze dziedziczyli praenomen ojca lub rodowe. Być może to nudne, lecz ta sztywność pozwala dziś odtworzyć drzewa genealogiczne nobilów, ożywiając ich świat. Gdy zaś chodzi o tłumaczenia tekstów antycznych, to nazwisko autora zawsze znajduje się w przypisie. Kiedy go brak, to znaczy, że nie dysponujemy żadnym dobrym polskim przekładem i sam podjąłem się tego zadania.
Jeszcze słowo wyjaśnienia o ramach czasowych książki. Rok 509 i Lukrecja to oczywisty początek, symbolizujący narodziny Republiki. Rok 80, związany ze śmiercią Metelli Dalmatyki, zamyka opowieść z kilku powodów: obfitość źródeł o kobietach w ostatnich dekadach Republiki wymagałaby podwojenia objętości; to okres odmienny społecznie i politycznie; wreszcie, sukces książki może otworzyć drogę do kontynuacji. Skoro oddaję Państwu książkę o kobietach, to wydaje się zasadne, że zarówno początek, jak i kres naszej opowieści wyznaczają właśnie one. Moje zainteresowanie Metellą Dalmatyką zaczęło się w klasie maturalnej, gdy czytałem Wieniec z trawy Colleen McCullough. Choć źródła malują ją inaczej niż australijska pisarka, to jej literacka postać pchnęła mnie do zgłębiania tematu, dając iskrę dla powstania tej książki.
Źródła i literatura przedmiotu
Nie zamierzam zanudzać czytelnika wykładem o źródłach - każdy, kto zna zakres tej pracy, wie, że wymagała sięgnięcia po wszystkie dostępne lektury. Głównym filarem badań pozostaje ponad 220 tekstów z czasów antycznych. Najcenniejsza pozostaje spuścizna Cycerona, którego listy i mowy zdradzają zamiłowanie do plotek, a pisma filozoficzne wyciągają na wierzch historie nigdzie indziej niespotykane. Dalej, kroniki dziejów Rzymu - od Tytusa Liwiusza (narracja urywa się po 167 roku), Dionizjusza z Halikarnasu (kończy opowieść na 304 roku), Appiana z Aleksandrii i Polibiusza z Megalopolis (obejmuje lata 264-146), po skrótowe relacje Diodora Sycylijskiego, Pawła Orozjusza, Kasjusza Diona, Wellejusza Paterkulusa i L. Anneusza Florusa. Wreszcie to, co dodaje smaczków tej książce: anegdoty i biografie Plutarcha z Cheronei, Waleriusza Maksymusa, Pliniusza Starszego i Aulusa Gelliusza. Moim celem było ułożyć skąpe informacje w spójną opowieść, zarazem prawdziwą, jak i zajmującą. Tradycja literacka jest absolutnie dominująca, ale tam, gdzie teksty źródłowe milczą, sięgałem również po inskrypcje i monety, by złożyć mozaikę losów kobiet, które historia niemal zapomniała.
Literatura przedmiotu o kobietach Republiki eksplodowała w ostatnich dekadach[5]. Klasyczne prace prozopograficzne Matthiasa Gelzera, Friedricha Münzera czy Ronalda Syme'a analizowały koligacje małżeńskie, choć kobiety traktowano w nich głównie jako pionki w politycznych rozgrywkach[6]. Współczesne badania - od Johna P.V.D. Balsdona w latach 60. XX wieku przez Jane F. Gardner, Richarda Baumana, Susan Treggiari i Sarah B. Pomeroy, po najnowsze publikacje Francesci Rohr-Vio - rzucają nowe światło na ich role[7]. Nieocenione są studia Suzanne Dixon o Kornelii i Sempronii, Celii E. Schulz o religijności kobiet oraz zbiory pod redakcją Cristiny Rosillo-López, Silvii Lacorte i Augusto Fraschettiego. Żadna z tych pozycji nie została przełożona na język polski, ale istnieją badania prowadzone przez rodzimych pionierów takich jak: Danuta Musiał, Hanna Appel, Elżbieta Ejankowska, Agnieszka Bartnik, Andrzej Gillmeister, Monika Miazek-Męczyńska i Agnieszka Dziuba. Mają one jednak charakter akademicki, a nie popularnonaukowy[8].
Polski rynek wydawniczy wciąż czeka na książkę o kobietach Republiki. Jest wprawdzie niesłusznie zapomniane dzieło Giovanniego Boccaccia O słynnych kobietach, napisane w latach 1361-1362, będące zbiorem biografii 106 wybitnych kobiet z mitologii, historii i tradycji biblijnej[9]. Jest to pierwsza w literaturze zachodniej praca poświęcona wyłącznie kobietom, ukazująca ich dokonania, cnoty, a czasem także wady. Boccaccio przedstawia postaci takie jak Kleopatra, Semiramida czy Dydona, ale również 14 Rzymianek wpisujących się w ramy czasowe niniejszej pozycji, łącząc opowieści historyczne z moralnymi refleksjami.
Ze współczesnych pozycji Rzymianki Aleksandra Krawczuka, wzorowane na Boccacciu, stanowią zbiór opowieści, podczas gdy prace Izabeli Bieżuńskiej-Małowist i Pierre'a Grimala traktują temat kobiet z czasów Republiki okazjonalnie[10]. Z kolei Sławomir Koper, Jerzy Besala i Adam Węgłowski skupiają się na skandalicznych anegdotach i miłostkach, oferując zajmującą narrację, lecz bez głębszego wglądu w historię i epokę. Cenzor w sypialni Anny Tarwackiej wnosi świeże spojrzenie romanistki, ale porusza odmienną tematykę[11]. Brakuje syntezy, która ożywi losy kobiet Republiki dla szerszego grona. Na kilka miesięcy przed premierą niniejszej pozycji pojawił się wprawdzie Zagubiony wątek. Historia starożytności oraz kobiet, które ją tworzyły autorstwa Daisy Dunn. Jednakże traktuje ona przekrojowo cały antyk, więc interesujący nas okres został zredukowany do niecałych 60 stron[12]. Dlatego książka, którą trzymasz czytelniku w rękach, oparta na tysiącach lektur i ćwierćwieczu mojej fascynacji Rzymem, uchyla drzwi do świata zapomnianych bohaterek.
Dla wymagających przygotowałem potrójną nagrodę: rozbudowane przypisy, w których bronię swoich tez, obszerną bibliografię obejmującą przekłady źródłowe, polskie tłumaczenia i literaturę przedmiotu, oraz aneksy, o których już wspominałem. Opracowania i artykuły ograniczyłem jedynie do tych cytowanych w przypisach, ale nawet ten zabieg skraca listę do blisko 800 tytułów. By ułatwić zadanie czytelnikom pragnącym poszerzyć swoją wiedzę o kobietach Republiki, pogrubiłem te książki i artykuły, które w całości bądź przynajmniej w sporej mierze są im poświęcone. Spośród 110 takich pozycji blisko jedna trzecia dostępna jest w języku polskim.
Niech ta lektura będzie wezwaniem do podróży przez wieki, w której głosy kobiet Republiki rozbrzmiewają na nowo. Ich losy, zapisane w antycznych kronikach i ożywione na kartach tej pracy, przypominają, że historia to nie tylko triumfy legionów, lecz także cicha siła tych, które w cieniu patriarchatu kształtowały Wieczne Miasto. Zapraszam, by z odwagą odkryć ich świat i pozwolić, by ich opowieści stały się inspiracją dla nas wszystkich.