Jest jedna, jedyna... miłość
Zaraz po dyplomie w życiu Jana Kobuszewskiego zaszła ważna zmiana. Zmiana na całe życie. Gdy tylko otrzymał pierwszy teatralny angaż, a tym samym zapowiedź bodaj namiastki finansowej samodzielności, w październiku 1956 roku stanęli przed ołtarzem z Hanną Zembrzuską, właściwie Hanią, takie bowiem imię zapisano w jej dokumentach. Jej mama, rodowita Bułgarka, przeczytała kiedyś Hanię Henryka Sienkiewicza. Nie wiedziała, że imię to ma w polskim języku inną, bardziej oficjalną formę.
Hania była więc koleżanką ze Szkoły Teatralnej, śliczną dziewczyną o wielkim wdzięku i talencie. Studiowała rok niżej. Przyjęto ją, pod warunkiem że uwolni się od śpiewnego, bałkańskiego akcentu, że poprawi polszczyznę. Wspomina, że koledzy tłumnie ją adorowali, ale tylko Janek szedł z pomocą. Otoczył nieco zagubioną koleżankę opieką, partnerując jej w próbach do szkolnych zadań i poprawiając wymowę. Był to jego starannie ukrywany koncept. Okoliczności pierwszego spotkania nie były romantyczne, żadnego coup de foudre ani strzał amora. Ona, spytana, jak się poznali, czy na zajęciach, czy w towarzystwie, odpowiedziała, że... na korytarzu. On pamiętał, że zobaczył ją w Szkole, samą, siedzącą pod schodami. Gdzieś wspomniał, że była to kolejka do szkolnej poradni zawodowej. Nie było więc scen balkonowych, tylko banalne schody lub korytarz.
Urlop w Bułgarii, dom rodziny Zembrzuskich na górze Medet
Od dnia ślubu dane im było przeżyć razem sześćdziesiąt trzy lata, przedtem znali się ponad dwa. Nieraz byli pytani o receptę na tyle lat dobrego pożycia. I o to pierwsze spotkanie. Przecież powinno być magiczne. Nadzieję na niezwykłą odpowiedź rozwiewa ten sam do dziś widok szkolnego korytarza w gmachu przy Miodowej i zwykłych schodów. Dodajmy więc spacery po zajęciach uliczkami Starego Miasta, ślimakiem ulicy Karowej albo wino u Fukiera - to były pierwsze wspólne chwile.
Hanna Zembrzuska w obiektywie Jana Kobuszewskiego
Hanna Zembrzuska miała problemy z akcentem z prostej przyczyny, o której była już mowa. Jej mama Paulina, dla rodziny Pola, z domu Beneva, była Bułgarką, rozmawiała więc z dziećmi w swoim języku. Mieszkali w Sofii. Ojciec Władysław Zembrzuski, Polak, zajęty był pracą w dyplomacji. Nie miał czasu na przekazanie polszczyzny dzieciom. Stanisław, starszy brat Hani, do końca życia mówił po polsku z wyraźnie bałkańskim zaśpiewem. Ich prapradziadowie wojowali w 1848 roku we Włoszech pod dowództwem generała Wojciecha Chrzanowskiego, następnie byli w Legionie Mickiewicza i w Turcji u Sadyka Paszy Czajkowskiego, wreszcie osiedli w Bułgarii. Hania i Staszek byli w rodzinie Zembrzuskich czwartym pokoleniem urodzonym poza Polską. Małżeństwa z Bułgarkami nie przeszkodziły w zachowaniu polskości. Ojciec Hani był po pierwszej wojnie światowej sekretarzem w Poselstwie RP w Sofii. W czasie drugiej wojny światowej ukrywał się poza miastem, w górach64. Po 1945 roku Władysław Zembrzuski został konsulem polskim w morawskiej Ostrawie. Tam Hania już systematycznie uczyła się polskiego. Chodziła do Polskiego Gimnazjum Realnego im. Juliusza Słowackiego w Orłowej. Występowała w amatorskich przedstawieniach, a kiedy w 1948 roku otrzymała nagrodę (był to zbiór utworów Adama Mickiewicza), śmielej pomyślała o egzaminie do warszawskiej Szkoły Teatralnej.
Wtedy to jej wdzięczny zaśpiew w głosie stanął na przeszkodzie w realizacji planów. Wspominała: "Nie znałam dobrze języka polskiego, komisja przyjęła mnie na studia, pod warunkiem że opanuję mowę ojczystą, i to bez akcentu"65. Piękna blondynka miała rzesze wielbicieli. "Janek był z nich najsprytniejszy, udawał, że jest tylko kolegą, pomagał w nauce, a potem powiedział, że mnie kocha. Ja też się w nim zakochałam. Przez następne dwa lata byliśmy parą"66.
Gdy ostatecznie Jan wygrał rywalizację o jej względy i był pewien wzajemnego uczucia, postanowił się oświadczyć. "Odwaliłem się w garnitur, kupiłem kwiaty, które wręczyłem przyszłej teściowej, dygnąłem grzecznie i... usiadłem. No i tak rozmawiamy sobie, rozmawiamy, a ja nie wiem, jak zacząć. Godzinę siedzę i nic. W końcu mój przyszły teść mówi: "Janek, ty zdaje się chciałeś o coś nas poprosić". "Tak, o rękę Hani", wyjąkałem z ulgą"67.
Cywilny ślub państwa Kobuszewskich miał miejsce 7 października 1956 roku o godzinie 10, potem o 17 był ślub kościelny w akademickim kościele św. Anny przy Krakowskim Przedmieściu. W szpalerze rodziny i przyjaciół do ołtarza młodą parę poprowadził zacny orszak: profesorowie Szkoły Teatralnej: Elżbieta Barszczewska i Marian Wyrzykowski, prywatnie także małżeństwo, oraz aktorka Janina Macherska i dyrektor Teatru Młodej Warszawy Stanisław Bugajski. Świadkami byli aktorzy Józef Kalita i Zofia Żurek. Ksiądz, który udzielał sakramentu ślubu, wraz z życzeniami powiedział, że składali przysięgę, jakby byli po... szkole teatralnej. Zapewne dykcja i intonacja, ale także postawa, "mowa ciała", zdradzały świeżo zdobyty zawód młodej pary.
Zamieszkali najpierw z rodzicami Hani na dalekim Mokotowie w domu przy ulicy Miłobędzkiej. Paulina Zembrzuska, teściowa Jana, miała ścisły umysł, w Sofii za młodu chciała studiować matematykę. Odnalazła się w Polsce, dobrze mówiła i pisała po polsku. Ale kiedyś u modystki w poszukiwaniu odpowiedniego kapelusza zaznaczyła, że powinien być "z dużym rondlem". W latach głębokiego PRL-u prowadziła na Mokotowie małe przedszkole z językiem francuskim. Od przyjaciół z Francji zdobywała książeczki, loteryjki i inne "pomoce naukowe" dla dzieci. Ojciec Hani wcześnie przeszedł na emeryturę. Jako przedwojenny dyplomata nie miał w PRL-u szans na właściwe stanowisko.
Czasy nie były łatwe, Hanna i Jan długo nawet nie marzyli o własnym mieszkaniu. Z Miłobędzkiej przenieśli się na Saską Kępę, do dawnej "sypialni Korngoldów" w willi przy Królowej Aldony 3, którą jak pamiętamy rodzina zajęła po powrocie z popowstaniowego wygnania. Jan zawsze żałował, że nie zdążył przedstawić ojcu swojej narzeczonej. Edward Kobuszewski zmarł w lipcu 1953 roku. Widział syna w jednym szkolnym przedstawieniu, w Pannie Maliczewskiej. Żeby utrzymać dom i studiującego syna, Alina Kobuszewska podjęła pracę. Była korektorką w Państwowych Zakładach Wydawnictw Lekarskich.
Po ślubie Hanny i Jana mama Alina dzieliła kawalerkę ze swoją siostrą, czyli ciocią Janeczką, przy ulicy Nobla. Wcześniej Marysia Kobuszewska już ze swoją rodziną z tejże ulicy Nobla przeprowadziła się do mieszkania w domu przy ulicy Paryskiej. Tym samym jesienią 1956 roku niemal cała rodzina w kilku ruchach, jak na szachownicy, trwale ulokowała się na Saskiej Kępie. Tylko Hanna Kobuszewska, od kilku lat Zborowska, z mężem Adamem i malutkim Wiktorkiem znaleźli się nieco dalej, przy ulicy Skoczylasa, na nowym praskim osiedlu wokół placu Hallera. W rodzinnym gnieździe "na Aldony" pozostał Jan z żoną. Dodajmy, że zbiegiem wielu szczęśliwych okoliczności po wielu latach syn architekta Lucjana Korngolda w liście z S?o Paulo wyrazi zgodę, by Jan Faryna, syn Marii Kobuszewskiej-Faryny, pozostał właścicielem domu przy Królowej Aldony 3 i nim dysponował. Tak jest do dziś.
Wróćmy do czasów, kiedy to koleżanki i koledzy ze Szkoły, teraz startujący w zawodzie aktorzy, wraz z otwarciem sezonu 1956/1957 rozjechali się po rozmaitych teatrach. Jan dostał angaż do Teatru Młodej Warszawy. Grał w nim dwa sezony. Była to jedna ze scen w Pałacu Kultury, potem przemianowana na Teatr Klasyczny, dzisiaj Teatr Studio. Na początek zagrał w Żołnierzu i Biedzie Samuela Marszaka, sztuce dyplomowej w reżyserii Reny Tomaszewskiej, przeniesionej ze Szkoły na stołeczne deski. Hanna Zembrzuska do grona dyplomowanych aktorek (rolami Rozalindy w Jak wam się podoba Szekspira i Kory w Nocy listopadowej Wyspiańskiego) dołączyła rok później. Aleksander Bardini, dyrektor warszawskiego Ateneum, pamiętał studentkę ze Szkoły Teatralnej. Zaproponował jej angaż.
Była Marianną w Świętoszku Moliera, Stellą w Tramwaju zwanym pożądaniem, Muszką w Lecie Rittnera, Krystyną w Osaczonych w reżyserii Warmińskiego, tytułową Lillą Wenedą w dramacie Słowackiego. Zaangażowana do Teatru Narodowego, wystąpiła między innymi jako Gloria w Nigdy nie można przewidzieć George'a Bernarda Shawa, jako Helena w Śnie nocy letniej, Viola w Wieczorze trzech króli, Stella w Fantazym u boku Jana Kurnakowicza, w Historyi o chwalebnym Zmartwychwstaniu Pańskim jako Maria Magdalena, jako Wandzia w Grubych rybach Michała Bałuckiego, Ruth w Niemcach Kruczkowskiego, Urszula w Szkole marmuru Michała Choromańskiego. Była Anielą w Ślubach panieńskich, Julią w Wilkach w nocy Tadeusza Rittnera, Anią w Wiśniowym sadzie Czechowa i Eliantą w Mizantropie Moliera. Grała także w telewizyjnych spektaklach teatralnych: Annę w Zmarnowanym życiu Adama Tarna, Sybillę w Podróży poślubnej Noëla Cowarda, Salomeę w Horsztyńskim Słowackiego.
Zawodowe drogi Hanny Zembrzuskiej i Jana Kobuszewskiego często prowadziły przez te same sceny, ale rzadko obsadzano ich w tych samych przedstawieniach. Zagrali na przykład razem w Przygodach króla Artura Sigrid Undset w Teatrze Telewizji (1960), w reżyserii Andrzeja Boguckiego, dwa lata później w Narodowym w Zemście (ona - Klarę, on - Papkina), a potem w sztuce Rittnera Człowiek z budki suflera (ona - Ewelinę Corelli, on - Kudeliusa), i w Uczniu diabła Shawa. Lata później w Teatrze Kwadrat w Dwóch morgach utrapienia Marka Rębacza, w Damach i huzarach Fredry, w On czy nie on Gabriela Arouta, w Czarującym łajdaku Pierre'a Chesnota, w telewizyjnych dobranockach dla dorosłych i w czarnym humorze - sztuce Ciemno Marka Rębacza.
W filmie po raz pierwszy i oboje na krótko pojawiają się w Godzinach nadziei. Plenery kręcono w lubuskim Łagowie. Filmowym wielonarodowym tłumem byli statystujący studenci szkół teatralnych i filmowych. Po dyplomie Hanna Zembrzuska zagrała tytułową Syrenę warszawską w reżyserii Tadeusza Makarczyńskiego według noweli Stanisława Dygata. Potem, w 1958 roku, rolę pocztowej telegrafistki Irki w filmie Wolne miasto Stanisława Różewicza. Film opowiadał o przygotowaniach poprzedzających wybuch drugiej wojny światowej i tajnej misji Konrada Guderskiego (w tej roli Stanisław Jasiukiewicz). Telegrafistka Irka miała narzeczonego, marynarza Janka (grał go Jan Machulski). Niestety, dziewczyna ginie w ostrzeliwanym budynku gdańskiej Poczty Polskiej. Film nieraz pokazywano w telewizji w okolicach 1 września. Był traumatycznym obrazem dla córki państwa Kobuszewskich. "Chodź, zobacz, mamusię ci zastrzelili", Maryna na zawsze zapamiętała tę scenę i czyjś bardzo niemądry komentarz, gdy wołano ją, by zobaczyła swoją bardzo młodą mamę na ekranie telewizora68.
Hanna zagrała także w kilku polskich filmach na przełomie lat pięćdziesiątych i sześćdziesiątych. W przeciwieństwie do męża dobrze znosiła specyfikę pracy aktora na filmowym planie. Wystąpiła w Dotknięciu nocy w reżyserii Stanisława Barei (1961) i w Wyroku Jerzego Passendorfera (1962). W roku 1959 Hanna Zembrzuska w towarzystwie równie pięknej Barbary Połomskiej i reżysera Andrzeja Munka reprezentowała film polski na festiwalu w Argentynie w Mar del Plata69.
Śledząc ich równoległe zawodowe kariery, trudno nie zauważyć, że przez dziesięć pierwszych lat małżeństwa to Hanna przeżywała zawodowe spełnienie. Jan, jak sam wspominał, bywał "panem Zembrzuskim". Z czasem grał więcej i tak już zostało. "Moje pierwsze honorarium oddałem żonie na prowadzenie domu. To było w 1956 roku. Kwota było bardzo mała. Wynosiła 904 złotych "na rękę", co stanowiło równowartość bodaj ośmiu dolarów"70, wspominał ówczesne realia.
W mieszkaniu Hanny i Adama Zborowskich
Bywał zazdrosny o żonę. Kiedyś za saskokępskich czasów Hanna długo nie wracała do domu. Janek przemierzał balkon na piętrze. Wreszcie zauważył, że żona idzie, ale nie sama, tylko z... Andrzejem Łapickim. Zdaniem Jana zbyt czule i zbyt długo żegnali się przy furtce. Nie wytrzymał. Zjechał po rynnie i po prostu przegonił pana Andrzeja. Ona tłumaczyła, że to taki ładny chłopak, więc długo rozmawiali.
Początkom jej zawodowej kariery towarzyszyły liczne fotosy, wywiady, zdjęcia na okładkach czasopism. Dzięki temu już w odległych latach pięćdziesiątych PRL-u artystyczne małżeństwo p. Kobuszewskich zyskało popularność. Jednak najpierw Hanna, potem Jan. Szły za tym nieśmiałe próby prasowej reklamy i podglądania życia prywatnego. Niby przyłapani na zakupach (eksportowa szynka w puszce w rękach Hanny), w drodze na sylwestra, w gabinecie luster wesołego miasteczka czy w domowych pieleszach. Gdy na świat przyszła ich córka Marianna, "Express Wieczorny" informował o tym fakcie na pierwszej stronie. Byli znani, lubiani, popularni.
Czasem dla żartu, ale i z miłości do żony Jan wykorzystywał swoją rozpoznawalność. Na przykład: "Odwiedziliśmy kiedyś przyjaciół na Bielanach. Mieszkaliśmy na Mokotowie i Hania uparła się, że nie będziemy wracać do domu taksówką. Uznała, że jest zbyt droga, tym bardziej w nocy, i ona pojedzie do domu, owszem, ale tylko autobusem. Cóż było robić? Wyszedłem, złapałem autobus, który zjeżdżał do zajezdni, dałem kierowcy stówkę i podjechaliśmy razem pod okno. Wszedłem do domu przyjaciół i oświadczyłem: Haniu, jest już autobus. Ona na to zdziwiona: Gdzie? - A tu, pod oknem stoi"71.
Z upływem lat coraz częściej pytano ich, jak spędzić w harmonii tyle lat. Czy istnieje recepta na udany, długotrwały związek? "Hania uważa, że prócz miłości ważna jest tolerancja i cierpliwość. Przeżyliśmy razem wiele pięknych chwil i szybko przekonaliśmy się, że jesteśmy jak papużki nierozłączki. Kiedy jednemu coś dolega, drugie staje się nie do życia. Stąd właśnie byliśmy i jesteśmy dla siebie wielkim wsparciem, zwłaszcza w trudnych chwilach, takich jak choroba"72, mówił Jan w 2018 roku. Hanna Zembrzuska kiedyś dodała: "Nigdy nie miałam wątpliwości, że wiążąc się z dryblasem z głową w chmurach, zrobiłam najlepszą rzecz w życiu"73.
Czy więc znali receptę na szczęśliwy związek? "Nie ma sprawdzonej recepty, nam po prostu się udało", powtarzała w wywiadach Hanna Zembrzuska, a Jan dodawał: "Dobrze jest też mieć dzieci. Dzieci godzą. A potem dobrze jest mieć wnuki - bo to wielka frajda bez żadnej odpowiedzialności"74. Hanna Zembrzuska mówiła, że w małżeńskim układzie była zwolenniczką kompromisów. Matka wpoiła jej nadto pewną zasadę: jeśli coś nas poróżniło w ciągu dnia, nie położę się spać niepogodzona z mężem.
Medal za długotrwałe, pięćdziesięcioletnie pożycie otrzymali z rąk prezydenta Lecha Kaczyńskiego w 2006 roku. Także z tej okazji, razem z zespołem Teatru Kwadrat wzięli udział we mszy świętej na Jasnej Górze.
W jednym z wywiadów z tej okazji na stwierdzenie "Pan to musi bardzo kochać żonę", Jan Kobuszewski odpowiedział krótko: "Muszę". Albo dla żartu, wychodząc naprzeciw niestworzonym plotkom, przedstawiał Hannę: "Moja pierwsza żona". Ona natomiast pytana o ich związek wyznała poważnie: "Janek jest w moim życiu niezbędny".
Z Marynką w Zalesiu Górnym, 1966 r. (zdjęcie z lewej). Marynka w Bułgarii, 1969 r. (zdjęcie z prawej)
64 Eugeniusz Stachurski, Antyfaszystowska grupa przerzutowa, relacja Władysława Zembrzuskiego, "Panorama Bułgarska" 1983, nr 8-9
65 Rozmowa z Hanną Zembrzuską-Kobuszewską, maj 2020
67 IP, Swój wielki talent wolał nazywać szczęściem, "Retro" 2019, nr 10
68 Rozmowa z Maryną Kobuszewską-Bieske
69 S. Lis-Kozłowski, Polacy na festiwalu filmowym w Mar del Plata, "Kurier Polski" (Buenos Aires), 2 VI 1959
70 Jan Kobuszewski, Patrzę w przyszłość...
71 Rozmowa z Hanną Zembrzuską-Kobuszewską, maj 2020
72 Jan Kobuszewski, Poczucie humoru mam po ojcu, rozmawia Jan Bończa-Szabłowski, "Rzeczpospolita", 22-23 XII 2018 (dod. "Plus Minus")
73 IP, Swój wielki talent...
74 Wspomnienia, "Retro" 2018, nr 2