ROZDZIAŁ 4
11 miesięcy temu
Wspomnienia tamtej nocy nawiedzały Kate, pojawiając się w przypadkowych momentach. Kiedy jej SUV stał w myjni, strumienie różowej piany spływały po szybach, nagle przypomniała sobie ból w dole pleców, gdy intruz przycisnął ją do podłogi. Kiedy otworzyła zamrażarkę w sklepie spożywczym, pomyślała o panice, którą czuła, gdy zacisnął dłonie na jej szyi. Kiedy była w połowie wykładu dla swoich uczniów o tematach i motywach przewodnich, przypomniała sobie rozdzierający duszę krzyk Willow.
- Kate?
Głos należał do Mary Richardson: mężatka, czworo dzieci, sąsiadka mieszkająca dwa domy dalej. Kate wyglądała przez okno, patrzyła, jak listonosz wkładał listy do skrzynki. Pozostałości chłodnego, nocnego powietrza przywierały do jej skóry, gdy w końcu wyszła z domu.
Odchrząknęła i odwróciła się w stronę Mary.
- Przepraszam, o co pytałaś?
- Miałabyś ochotę zrobić brownie?
- Brownie - powtórzyła Kate, zastanawiając się, na jak długo odpłynęła tym razem.
- Na zbiórkę charytatywną z okazji powrotu do szkoły.
Kate rozejrzała się po pomieszczeniu, a pół tuzina innych matek wpatrywało się w nią. Większość z nich to sąsiadki, których dzieci uczęszczały do szkoły podstawowej w Hidden Oaks. To pierwsze spotkanie komitetu zbiórkowego w nowym roku szkolnym, widziała się z tymi kobietami po raz pierwszy od czasu ataku. Zastanawiała się, czy zwróciły na to uwagę tak jak ona.
- Racja - powiedziała, kiwając głową z zapewnieniem. - Tak, mogę zrobić brownie.
- Myślę, że to wszystko - stwierdziła Mary, trzymając notes poziomo i stukając nim o stół. - Dasz nam znać w kwestii użycia namiotu, Sarah?
Kate stała już w holu, zanim Sarah odpowiedziała. Nie mogła się doczekać, żeby wydostać się stamtąd. Obawiała się tego spotkania od ponad tygodnia. To pierwsza z serii formalności, które musiała przetrwać, nie mogła już dłużej pozostawać w tej leniwej mgle, która otaczała ją od tamtej nocy. Andrew wrócił do pracy. Dzieciaki do szkoły. Jej zajęcia miały rozpocząć się w następnym tygodniu. Ich obowiązki nie zniknęły, po prostu u ich podstawy znajdowała się warstwa strachu.
Dana Smith-Peters, najbliższa przyjaciółka w sąsiedztwie, wyszła za Kate i klepnęła ją w ramię.
- Wszystko w porządku?
Kate wypuściła powietrze i pokręciła głową.
- Tak. Wybacz. Po prostu odleciałam.
- Nikt nie może cię za to winić - powiedziała, idąc obok niej chodnikiem. - Spotkania Mary zawsze są nudne.
Kate zaśmiała się z tego. Większość rodziców wykorzystywała spotkania komitetu zbiórkowego, żeby przynajmniej zaproponować smaczne jedzenie i mocne drinki. Mary miała w głowie tylko interesy. Kate przypomniała sobie, że zgodnie z grafikiem powinna przeprowadzić listopadowe spotkanie, i poczuła kolejną falę niepokoju. Nienawidziła przebywać w swoim domu, wiedząc, co tam zaszło, a teraz musiała zaprosić innych. Zastanawiała się, co pomyślą sąsiedzi.
- A w pozostałych kwestiach wszystko dobrze? Cieszysz się, że dzieci wróciły do szkoły?
Kate wsunęła dłonie w tylne kieszenie dżinsowych spodenek.
- Przystosowujemy się.
Dana przytaknęła i założyła sobie pasmo włosów za ucho. Była mistrzynią w pokazywaniu, że jej zależy, nie wściubiając przy tym nosa, i prawdopodobnie dlatego z wszystkich przyjaciół tylko z nią Kate pozostała w kontakcie po ataku.
- Maisie myśli o tym, żeby dołączyć w tym roku do drużyny siatkarskiej. Na pewno jest lepsza niż pływacka, prawda? Żadnych niedorzecznie długich treningów i spotkań.
- To dobrze - odparła Kate, rozluźniając się przy normalnej rozmowie. - Wiesz, Noah zawsze...
Przestała mówić, kiedy skręciła za róg prowadzący do szeregu domów, w którym znajdował się też jej, i zobaczyła radiowóz zaparkowany na ich podjeździe. Dana też go dostrzegła. Obie zatrzymały się, jakby właśnie grały w Baba Jaga patrzy.
- Czy wszystko...
- Nie wiem - powiedziała Kate, przyspieszając. - Zadzwonię później.
Jej kroki dudniły o asfalt, naśladując łomotanie serca. Ludzie zwykle reagowali tak, kiedy w ich domu niespodziewanie zjawiała się policja. Ale dla Kate to była znajoma sytuacja. Pozostawali z nimi w stałym kontakcie od czasu ataku, głównie dlatego, że napastnik wciąż ukrywał się na wolności. Skoro policja pojawiła się w środku dnia, bez zapowiedzi, to musiało coś znaczyć.
Żołądek zacisnął się jej jeszcze mocniej, gdy drzwi frontowe otworzyły się i stanął w nich Andrew. Zazwyczaj zjawiał się w domu najwcześniej po siódmej. To niezwykłe, że był tutaj w środku dnia.
- Co się stało? - zapytała Kate bez tchu. - Czy dzieci...
- Nic im nie jest. - Andrew wyciągnął rękę, żeby ją uspokoić. - Są w szkole.
Kate spojrzała na samochód na podjeździe, a potem z powrotem na drzwi.
- Więc czemu tu jesteś? Czemu policja...
Detektyw Marsh wystawiła głowę zza progu. Była drobną kobietą z ciemną skórą i kręconymi włosami, związanymi ciasno w niski kok. Miała na sobie szary garnitur, który wyglądał na zbyt długi w stosunku do jej niewielkiej sylwetki.
- Kate, wszystko w porządku?
Wzięła głęboki wdech.
- Po prostu zobaczyłam radiowóz i pomyślałam, że coś mogło się stać.
- Próbowałam się do ciebie dodzwonić - powiedziała Marsh.
- Do mnie też zadzwoniła - dodał Andrew. - Właśnie dlatego wyszedłem z biura w porze lunchu.
Kate wyjęła telefon z kieszeni. Był wyciszony, a na ekranie wyświetlały się trzy nieodebrane połączenia. Odetchnęła z ulgą i zażenowaniem. Więc to nie była niezapowiedziana wizyta. Nie stało się nic złego.
- Wybacz, nie widziałam, że dzwoniłaś.
- W porządku - powiedziała detektyw Marsh. - Zadzwoniłam do was obojga, ponieważ mamy znaczny postęp w sprawie i uznałam, że najlepiej będzie przedyskutować to z wami pod nieobecność dzieci.
Detektyw Marsh była z nimi od początku. Lokalne władze pojawiły się na miejscu jako pierwsze tamtej nocy, a Marsh przyjechała krótko potem. Dała Kate kawę i zarzuciła jej na ramiona koc. Od tamtej chwili była osobą, z którą głównie Kate się kontaktowała. Potrafiła sprawić, że Kate czuła się jak człowiek, a nie tylko nazwisko w aktach.
- Aresztowaliście kogoś? - zapytał Andrew, zajmując miejsce na kanapie.
- Nie. - Marsh wciąż stała i spuściła wzrok na beżowy dywan pod stopami. - Nie mamy nikogo w areszcie, ale wiemy już, kto wszedł do waszego domu i was zaatakował.
- Kto? - Puls Kate znowu szalał. - Skoro go nie aresztowaliście, to skąd możecie wiedzieć?
- Zdjęliśmy odciski palców z klamek i szyb wokół domu. Tylko jedne nie pasowały do kogoś mieszkającego tutaj. Trochę nam zajęło sprawdzenie ich w bazie danych, ale w końcu znaleźliśmy. Okazuje się, że facet kilka razy był notowany za prowadzenie pod wpływem, więc już mamy go w systemie.
- Jak się nazywa? - zapytał Andrew.
- Paul Gunter. - Przerwała. - Czy to nazwisko brzmi dla was znajomo?
Powietrze utknęło w gardle Kate. Na chwilę ją zamroczyło. Zrobiła krok w stronę okna, wpatrując się w trawnik, jakby spokojna sceneria mogła oczyścić jej myśli.
- Paul Gunter - powtórzył Andrew. Kate nie musiała widzieć męża, żeby wiedzieć, co robił. Kciukiem i palcem wskazującym ściskał podbródek, zmarszczył brwi i starał się umiejscowić jakoś to nazwisko. - W zasadzie chyba rzeczywiście znamy Paula Guntera. Chodził z nami do college'u, prawda?
- Tak - odparła Kate, ale tak cicho, że nie była pewna, czy którekolwiek z nich ją usłyszało.
- Kiedy widzieliście go po raz ostatni? - Marsh zapytała Andrew.
Kate, nadal odwrócona w stronę trawnika, zamknęła oczy. Skrzywiła się, gdy jej umysł przywołał w myślach przeszłość.
Sześć miesięcy temu. Była w Andale's, swojej ulubionej restauracji, którą odwiedzała po pracy. Chodziła tam zawsze, kiedy nie miała żadnych planów związanych z dziećmi. Siedziała przy barze, popijając margaritę, kiedy poczuła klepnięcie w ramię.
Na początku spodziewała się zobaczyć nieznajomego, ale po kilku sekundach zobaczyła, że to ktoś znajomy. Rozpoznała ciemne włosy, nadal gęste, mimo upływu czasu. Pamiętała jego dołeczki.
- Paul?
- Tak myślałem, że to ty.
Wstała i uściskała go. Jego chód, zapach i faktura dżinsowej kurtki przeniosły ją do ich ostatniego spotkania. Ostatni rok w college'u.
Odsunął się i obejrzał ją z góry do dołu.
- Kate Richards?
- Teraz Kate Brooks. - Pomachała lewą dłonią, a potem natychmiast tego pożałowała. To właśnie z Paulem spotykała się, kiedy poznała Andrew wiele lat temu, a nawet teraz ten komentarz wydawał jej się bezczelny.
Paul wydawał się niewzruszony.
- Przywołujesz echo przeszłości.
Właśnie takiego oklepanego tekstu spodziewała się po nim.
- A co u ciebie? Żona? Dzieci?
- Nie. - Na jego twarzy pojawił się delikatny smutek, potem uśmiechnął się ponownie. - Przeszkadzam ci?
- Nie. Proszę. Wpadłam tylko na szybki obiad.
Prędko wymienili się podstawowymi informacjami. Kate: wykładowczyni w college'u, dwoje dzieci, pisarka amatorka. Paul: mechanik samochodowy, rozwiedziony, bez dzieci. Kiedy omówili teraźniejszość, skierowali rozmowę na przeszłość. Dawne imprezy i zakuwanie do egzaminów. Mieli wiele wspólnych wspomnień z college'u, nawet jeśli to ostatnie - ich rozstanie - nie było jej najlepszym momentem. Fakt, że Paul to były chłopak, uderzył Kate po chwili namysłu. Ich rozmowa, po której czuła się lekko oszołomiona od śmiechu i nostalgii, to tylko spotkanie ze starym przyjacielem. Nic więcej.
Kate żałowała, że spotkała się z nim ponownie po tamtym razie.
- A ty, Kate? - detektyw Marsh zwróciła się do niej.
Myśli Kate pozostawały pogrążone w tamtym wspomnieniu, w tamtej ciepłej nocy, gdy Paul wrócił do jej życia.
- Słucham?
- Andrew powiedział właśnie, że nie rozmawiał z Paulem od czasu college'u. A ty?
Kate przesunęła spojrzenie na męża. Czekał na jej odpowiedź, która powinna być łatwa. Ale Andrew nie wiedział o spotkaniu w Andale's ani o żadnym z późniejszych wydarzeń.
Kate zacisnęła powieki.
- Tak, widziałam go ostatnio.
- Kiedy? - zapytała detektyw Marsh.
- Pół roku temu.
- Nie mówiłaś mi o tym - powiedział Andrew, wstając.
Detektyw Marsh spojrzała na Kate ze współczuciem, jakby ta była tonącą kobietą, potrzebującą koła ratunkowego.
- To nie było nic wielkiego - stwierdziła Kate. - Przynajmniej tak mi się wydawało.
Marsh wyjęła notes z kieszeni bluzy. Ze spiralnej oprawki zwisał długopis.
- Musisz opowiedzieć mi wszystko.
Kate wzięła głęboki wdech, przygotowując się na opowiedzenie całej historii, tym razem na głos. Dręczyło ją uczucie, że powinna od początku wiedzieć, że to był Paul Gunter. Może jakaś jej część wiedziała, ale bała się to potwierdzić.
Kate nie chciała przyznać, że to wszystko było jej winą.