Rozdział pierwszy
Kot Komandos zerknął z miłością na kotkę Lolę, która zastygła w wyjątkowo trudnej pozycji kociej jogi. W jego oczach rozbłysły dwa serca. Pomyślał, że jeśli teraz nie zbierze się w sobie, być może nigdy nie wystarczy mu odwagi. Wyprostował się i nastroszył ogon. W jesiennym świetle prezentował się wspaniale. Odchrząknął i zamruczał:
- Lolu, moja ukochana kulko sierści, czy zostaniesz moją żoną?
Kotka zmrużyła oczy i z wrażenia aż straciła równowagę. Pozostałe koty z Kociej Szajki, skupiającej kocich detektywów z Cieszyna, przebudziły się z popołudniowej drzemki. Musiały wyczuć, że dzieje się coś ważnego. Tymczasem Lola przykucnęła obok Komandosa i powiedziała łagodnie:
- To oczywiście kociastyczna propozycja, mój miły. Ale przecież dobrze się nam żyje bez ślubu, na kocią łapę.
- Ale ja chciałbym, żebyś była moją żoną. Na dobre i na złe, i na długi ogon, jak to mówią.
Kotka Poziomka westchnęła wzruszona, a Morfeusz zatarł łapy. Oczami wyobraźni widział już wielkie wesele, piramidę serdelków i siebie samego w eleganckiej muszce.
- Lolu, zgódź się. Do jasnej myszery, będzie kocie wesele! - szepnął.
Bronka od Cieślarów gwizdnęła na pazurkach na znak poparcia.
Lola zaś zwinęła matę do jogi i oparła głowę o grzbiet Komandosa.
- Muszę to przemyśleć, Komandosie. Mnie ślub do niczego nie jest potrzebny. I tak nie mogłabym nosić obrączki na ogonie. Przeszkadzałaby mi w ćwiczeniach.
Komandos pokiwał głową ze zrozumieniem i nastroszył wąsy.
- Oczywiście, moja koteńko.
- A, jedna rzecz. Gdyby miało odbyć się wesele, to niech to będzie Wenecja. Kanapki ze śledziem i tańce. - Lola polizała łapkę i spojrzała w oczy ukochanemu. - Ale muszę się jeszcze nad tym zastanowić.
Trzy dni później koty spotkały się ze swoją przyjaciółką, starszą aspirantką Walerką Koczy, żeby omówić sprawy kryminalne Cieszyna. Od wielu miesięcy w mieście panował spokój. Złodzieje nie dawali znaku życia, a i o innych łobuzach nie było słychać. Koci detektywi nie mieli nic do roboty. Policjantka upiła łyk kakao. Wyjrzała przez okno kawiarni na sylwetkę różowego jelonka, który od dawna zdobił Wzgórze Zamkowe w Cieszynie.
- A pamiętacie - zwróciła się do kotów Walerka - jak rozwiązaliśmy razem zagadkę ucha różowego jelenia?
- Ależ to było śledztwo! I gdyby nie ta znaleziona spinka... - Komandos się uśmiechnął.
- Ja najlepiej wspominam sprawę napadu na moście - zawołała Bronka od Cieślarów. - Jeśli oczywiście nie liczyć tego, że złamałam ogon na nartach w Wiśle.
- Auć, to musiało boleć! - zapiszczał Morfeusz.
- To były nerwy! Na szczęście Rozalka Maj usztywniła ci ogon linijką - przypomniała Lola. - Ja najbardziej się bałam, kiedy szykowaliśmy zasadzkę na toruńskich fałszerzy pierników. To dopiero byli zbóje.
- A ja jeszcze mam niesmak w pyszczku na myśl o podrabianych katarzynkach w czekoladzie. - Morfeusz zmarszczył nos.
- To były skomplikowane śledztwa, to prawda - potwierdził Komandos. - A teraz taki spokój, żadnej afery kryminalnej. Jak tak dalej pójdzie, będziemy musieli zająć się tropieniem wróbli, które robią kupy na miejskie pomniki, albo mandatami dla psiej sfory z Frysztackiej.
- Niech mnie nornica kopnie, jeśli będziemy musieli stępić pazury i upaść tak nisko! - wykrzyknął Morfeusz. - Ale na szczęście szykuje się wesele.
- Czyje? - zapytała Walerka, zakładając nogę na nogę.
Miała na sobie mundur oraz trampki w żaby i kaczeńce. Była znana w Cieszynie z nietypowych butów, miała bowiem tak duże stopy, że trudno jej było kupić zwykłe obuwie.
- Jak to czyje? Loli i Komandosa - poinformował ją Morfeusz i ciągnął dalej: - Pozwoliłem sobie poczynić w tej sprawie pewne przygotowania. Wiesz, Walerko, razem z moją dziewczyną Brydzią kochamy śluby. Nasz ulubiony film to "Moje wielkie kocie wesele" i...
- Decyzja jeszcze nie zapadła - zauważyła Lola, ostrząc pazurki o murek.
- Nie? - przeraził się Morfeusz. - Eeee... bo ja już kupiłem dla nas wszystkich bilety.
- Bilety? Jakie bilety? - zapytał Komandos.
- Lotnicze oczywiście. Do Wenecji. Była akurat promocja w Kotzzairze, w tanich liniach. Dodatkowe miejsce na ogon, osobna walizka dla każdego kota. A Precelek poleci za darmo.
- Za dalmo! - ucieszył się Precelek, mały kotek adoptowany przez Szajkę, który czasem seplenił, kiedy był bardzo podekscytowany.
Lola i Komandos wymienili spojrzenia. Kotka nabrała powietrza i powiedziała:
- Morfeuszu, ale mi chodziło o Wenecję C i e s z y ń s k ą.
Rzeczywiście, w Cieszynie, mieście nad Olzą, jest uliczka zwana Wenecją. Stoją tam drewniane domki pochylone nad kanałem, przez który przerzucono mostki. Wszystkie koty dobrze znają to miejsce.
- Jeszcze nie wiemy, jak to będzie z tym ślubem. Tak tylko rzuciłam, bo gdyby miał się odbyć, to chciałabym zaprosić wszystkich przyjaciół. Ciebie, Walerko - zwróciła się do policjantki - komisarza Psotę, Panią Wieczorynkę, kota Hortensjusza, który już nie może tak daleko podróżować. No i oczywiście panią Macurową oraz dyrektorkę Ilonkę Jelonek. Przecież nie wybiorą się z nami do Włoch. Zresztą jeszcze wcale się nie zgodziłam!
Morfeusz wybałuszył oczy. Rudzielcowi zrzedła mina i wyglądał, jakby nagle zbladł pod futrem.
- Ale ja... ale ja chciałem... I co teraz będzie z Wenecją? Tą włoską? Nie pojedziemy? - W oczach Morfeusza pojawiły się łzy.
Bronka od Cieślarów miauknęła cicho z żalu, a Walerka położyła kotu dłoń na grzbiecie.
- A może po prostu wybierzecie się na wycieczkę? To bardzo piękne miasto. Na kiedy kupiłeś bilety?
- Na walentynki. Brydzia i ja uważamy, że to mogłoby być romantyczne.
- I będzie! - Lola i Komandos zbliżyli się do przyjaciela. - Wesele czy nie, pojedziemy wszyscy do Wenecji. W końcu żadne z nas jeszcze nigdy nie leciało samolotem.
- Chyba że liczy się, że Piksele ćwiczą latanie na symulatorze? - zapytała Poziomka.
Bliźniacy uśmiechnęli się pod wąsem. Trzeba przyznać, że w pilotowaniu śmigłowców mieli znaczące osiągnięcia. A że tylko w teorii, to już szczegół.
W kocim internecie i tak od dawna było o nich głośno.