Kolejne zapiski starego świntucha. Felietony niezebrane - Charles Bukowski

-
Proszę czekać

KOLEJNE ZAPISKI STAREGO ŚWINTUCHA

Bóg wie, że trochę mi brakuje do miana hipisa. Chyba dlatego, że jestem za bardzo na bieżąco i boję się krótkotrwałych mód, ponieważ jak wszyscy inni lubię coś, co bywa trwałe. Poza tym hipisowski fundament, trampolina lub miejsce spoczynku, czy jak tam chcecie to nazywać, przyciąga jednak swoją część hochsztaplerów, promotorów i ogólnie wrednych ludzi próbujących zrekompensować sobie jakiś ohydny defekt psychiczny. Ale ci trafiają się wszędzie - hipisom i nie-hipisom. Jak mówię, nieliczni ludzie, jakich znam, są albo trochę artystami, zwolennikami tego, co modne, albo ludźmi to rozumiejącymi, na ogół więc dostaję spory kawałek tortu i wydaje się on dość SŁODKI.

Ale patrzcie, przedwczoraj dostałem ten DRUGI kawałek i myślę, że wolałbym jeść słodycze niż gówno. Zamknięcie w wielkim budynku, gdzie 4000 ludzi wykonuje nudne i podrzędne zadania, ma swoje zalety, ale ma również wady - na przykład nie można być pewnym, kogo wyznaczą do pracy na sąsiednim stanowisku. Zły człowiek oznacza gorszą noc. Wystarczająco dużo złych ludzi może cię wpędzić do grobu.

Łysiał, miał kanciastą żuchwę i był samczy??? z tym swoim wyrazem nienawiści i zniechęcenia na twarzy. Od wielu miesięcy wyczuwałem, że chce ze mną porozmawiać. Teraz byłem załatwiony - wyznaczono mu miejsce na lewo ode mnie. Narzekał na klimatyzację i kilka innych rzeczy, po czym wtrącił pytanie o mój wiek. Powiedziałem mu, że w sierpniu skończę 47. Powiedział, że ma 49.

- Wiek to rzecz względna - stwierdził. - Nieważne, czy masz 47 czy 49, to niczego nie zmienia.

- Hmm - bąknąłem.

Potem z głośnika wykrzyczano ogłoszenie: WSZYSCY UPRAWNIENI DO PRACY PRZY L.S.M. MAJĄ ZGŁOSIĆ SIĘ DO...

- Myślałem, że powiedzą LSD - rzekł.

- Hmm.

- Wiesz - dodał - że przez LSD wielu ludzi trafiło do domów wariatów... z uszkodzeniami mózgu.

- Ludzie trafiają do domów wariatów z najrozmaitszych powodów.

- Co przez to rozumiesz?

- To, że straszenie uszkodzeniami mózgu jest przypuszczalnie przesadą.

- Och, niee, tak twierdzą najlepsi lekarze, laboratoria i szpitale.

- Okay.

Przez pewien czas pracowaliśmy zawzięcie w milczeniu i myślałem, że mam go z głowy. Miał swobodny, łagodny głos, w rodzaju tych, z których przebija przekonanie o swojej racji. Zaczął jednak na nowo:

- Jesteś za LSD?

- Nie zażywam.

- Nie sądzisz, że to przemijająca moda?

- Nic, co jest niezgodne z prawem, nie wychodzi z użycia.

- Co przez to rozumiesz?

- Nieważne.

- A co sądzisz o hipisach?

- W niczym mi nie szkodzą.

- Śmierdzą im włosy - powiedział. - Nie kąpią się. Nie pracują.

- Ja też nie lubię pracować.

- Żadna bezproduktywność nie jest dobra dla społeczeństwa.

- Hmm.

- Niektórzy profesorowie uniwersyteccy twierdzą, że te dzieciaki są naszymi nowymi przywódcami, że powinniśmy ich słuchać. JAK ONE U DIABŁA MOGĄ COKOLWIEK WIEDZIEĆ? NIE MAJĄ ŻADNEGO DOŚWIADCZENIA.

- Doświadczenie może przytępiać. W przypadku większości mężczyzn doświadczenie to seria błędów; im większe ma ktoś doświadczenie, tym mniej wie.

- Chcesz powiedzieć, że zamierzasz słuchać tego, co mówi ci trzynastoletni dzieciak?

- Słucham wszystkiego.

- Ale oni są niedojrzali, są NIEDOJRZALI, nie rozumiesz? Właśnie dlatego zostają hipisami.

- Przypuśćmy, że mają robotę. Przypuśćmy, że poszli do przemysłu, do pracy przy wkręcaniu śrub dla General Motors. Czy wtedy nadal byliby niedojrzali?

- Nie, bo mieliby zajęcie - odparł.

- Hmm.

- Co więcej, myślę, że wielu z tych chłopaków pożałuje, że nie poszli na wojnę. To doświadczenie, za którym później będą tęsknić.

- Hmm.

Znowu zapadła błoga cisza. Potem się upewnił:

- Chyba nie jesteś hipisem?

- Przecież pracuję, do cholery. I powiedziałem ci, że mam 47 lat.

- W takim razie ta broda nic nie znaczy, prawda?

- Jasne, że znaczy. W tym momencie znaczy, że czuję się lepiej z brodą niż bez. Być może w przyszłym tygodniu będzie inaczej.

Cisza. Potem przesiadł się, odwrócił się do mnie plecami i dalej pracował. Wstałem, poszedłem do męskiego kibla i wystawiłem głowę przez okno, żeby odetchnąć świeżym powietrzem. Jakbym znowu słyszał swojego ojca: ODPOWIEDZIALNOŚĆ, SPOŁECZEŃSTWO, OJCZYZNA, OBOWIĄZEK, DOJRZAŁOŚĆ, wszystkie te nudno brzmiące słowa. Dlaczego jednak cierpieli takie męki? Dlaczego tak bardzo nienawidzili? Chyba po prostu bardzo się bali, że ktoś inny cholernie dobrze się bawi lub nie jest cały czas nieszczęśliwy. Chyba chcieli, by wszyscy dźwigali ten sam cholernie ciężki głaz co oni. Nie WYSTARCZAŁO, że pracuję obok jak idiota; nie wystarczało mu, że marnuję te nieliczne dobre chwile, jakie mi w życiu zostały - nie, chciał jeszcze, bym myślał i czuł jak on, wąchał jego brudne skarpetki, hodował w sobie jego złość i nienawiść. Nie PŁACONO mi za to, chuju jeden. I to właśnie zabijało w tej robocie - nie praca fizyczna, ale zamknięcie w jednym pomieszczeniu z umarlakami.

Wróciłem do swojego stołka. Ten biedak siedział odwrócony do mnie plecami. Biedny facet. Zawiodłem go. Będzie musiał poszukać gdzie indziej. A ja byłem biały i on był biały, a większość z nich była czarna. Czułem, jak zastanawia się, gdzie w takim miejscu znajdzie porządnego białego faceta.

Przypuszczam, że gdybym wysłał odpowiednie sygnały, doszedłby do kwestii murzyńskiej. Oszczędził mi tego.

Był odwrócony do mnie plecami. Miał szerokie, amerykańskie i twarde plecy. Nie widziałem jednak jego twarzy i już się do mnie nie odezwał. Najbardziej ubodło go to, że ani się z nim nie zgodziłem, ani nie spierałam. Był odwrócony do mnie plecami. Pozostała część wieczoru przebiegła spokojnie i niemal przyjemnie.

Zapraszamy do zakupu pełnej wersji książki