Koloniści z Rio Claro. Społeczno-językowe światy polskich osadników w południowej Brazylii - Karolina Bielenin-Lenczowska

Kup ebooka

37.00 zł
28.27 zł (27,87 zł najniższa cena z 30 dni)

-
Proszę czekać

Wprowadzenie

Pod koniec 2011 roku przyjechałam z rodziną do Brazylii turystycznie. Ale ponieważ antropolożka nigdy nie jest do końca na urlopie, postanowiłam odszukać wioski zamieszkałe przez osadników z ziem polskich, o których wcześniej tylko słyszałam i sporadycznie czytałam. Tematem tym zainteresowałam się dzięki Alessandrowi, przyjacielowi mojego męża, którego rodzina pochodzi z Dom Feliciano w stanie Rio Grande do Sul, a przodkowie - Rakowscy - przyjechali z guberni płockiej pod koniec XIX wieku. Sandro nauczył się języka polskiego dopiero po przyjeździe na studia do Polski, ale opowiadał, że jego babcia mówi po polsku, a prababcia przez całe życie nie nauczyła się mówić po portugalsku. Do wyjazdu do Brazylii przygotowałam się, czytając dostępną literaturę, szybko jednak zauważyłam, że wcale nie jest to popularny i dobrze zbadany temat.

Zanim dojechaliśmy do Rio Grande do Sul, odwiedziliśmy stan Paraná, wiedząc, że to tu mieszka najwięcej potomków Polaków. Nieco przypadkowo, po przeczytaniu jakiejś krótkiej notki w Internecie, trafiliśmy do miasta Campo do Tenente, gdzie posługiwał ksiądz z Polski. Bardzo sympatyczny, niestety nieco już schorowany ksiądz Stanisław Gogulski (zmarł w 2016 roku) pracował w Campo do Tenente blisko 10 lat i chętnie opowiedział nam o miejscowej Polonii. Obwiózł nas po mieście swoim lekko rozpadającym się samochodem i pokazał Dom Polski - duży i piękny, choć nieco zaniedbany budynek, w którym co jakiś czas odbywały się występy zespołów folklorystycznych, zebrania lokalnego BRASPOL-u1 czy spotkania okolicznościowe, takie jak na przykład opłatek. Ksiądz stwierdził jednak, że jeśli chcemy usłyszeć język polski i zobaczyć "prawdziwe" polskie zwyczaje, musimy pojechać do Rio Claro do Sul, gdzie pracował dawniej - zaznaczył nam na mapie miejsce i polecił udać się do księdza Andersona, ówczesnego proboszcza. Tak też zrobiliśmy. Zgubiwszy się kilka razy na gruntowej, nieoznakowanej drodze, dotarliśmy do wsi, nad którą góruje kościół - miejscowa "Jasna Góra". Ksiądz Anderson był akurat zajęty sprzątaniem po wizycie gościa - proboszcza z Malletu, ks. Franciszka, który przyjechał do niego na obiad. Mieliśmy jeszcze okazję spróbować przygotowanego własnoręcznie przez niego barszczu czerwonego, a także pierogów ulepionych przez jego ówczesną gosposię, Brazylijkę ukraińskiego pochodzenia. Spotkaliśmy też młodego kleryka Janka, który akurat przyjechał do rodziny na kilka dni urlopu. Studiował w seminarium duchownym w Uni?o da Vitoria, oddalonym od Rio Claro do Sul o około 90 kilometrów. Po obiedzie odwieźliśmy Janka do domu na Kolonii Trzeciej i przy okazji wprosiliśmy się, aby poznać jego rodzinę. Pani Julia, mama Janka, od razu zaprosiła nas na kolację i nocleg. Byłam pod takim wrażeniem gościnności, otwartości i wspaniałej polszczyzny gospodarzy (dodam, że ja w ogóle nie mówiłam wtedy po portugalsku), że długo nie mogłam zasnąć. Kolejnego dnia odwiedziliśmy kilka okolicznych rodzin i pojechaliśmy do Malletu, gdzie pożegnaliśmy się z Jankiem. Potem zwiedziliśmy jeszcze Rio Grande do Sul i spędziliśmy kilka dni u rodziny Alessandra. Jego rodzice rozumieją po polsku, ale już nie mówią. Mówi - i to płynnie - tylko babcia. Alessandro i jedna z jego młodszych sióstr również znają polski, ale nauczyli się go dopiero na studiach w Krakowie. We wsi obok Dom Feliciano mieszka wujek Alessandra, pan Jose, który pięknie mówi po polsku, śpiewa oraz co roku bierze udział w kolędowaniu. Co ciekawe, po polsku mówi również jego żona, rodowita Brazylijka, która nauczyła się tego języka od swojej teściowej nieznającej portugalskiego.

W Dom Feliciano polszczyzna nie jest aż tak powszechnie obecna jak w koloniach Rio Claro, które mnie całkowicie zauroczyły. Obiecałam sobie, że muszę nauczyć się portugalskiego i tam wrócić. I tak, po skończeniu zupełnie innych badań w zupełnie innym regionie (zob. Bielenin-Lenczowska 2015), w listopadzie 2015 roku przyjechałam na dziewięciomiesięczny staż podoktorski do Florianopolis, a potem w 2019 na dwuletni kontrakt jako profesorka wizytująca na tym samym uniwersytecie. Podczas pierwszego wyjazdu nie mówiłam jeszcze płynnie po portugalsku, zatem spędziłam w terenie dużo więcej czasu na obserwacji i rozmowach po polsku. Teren miałam na wyciągnięcie ręki, co więcej, miałam okazję porównać i zgłębić konteksty innych społeczności migranckich w południowej Brazylii dzięki krótkim wyjazdom terenowym po wsiach założonych przez osadników z Niemiec i Włoch oraz rozmowom ze studentami, potomkami migrantów, podczas prowadzonych przeze mnie na uniwersytecie zajęć. W samym Rio Claro do Sul i koloniach oraz najbliższej okolicy spędziłam łącznie około 10 miesięcy, rozmawiając z ludźmi, obserwując, fotografując, filmując i notując. Cały czas też miałam kontakt z wieloma z moich partnerów i partnerek badawczych online, via Facebook lub WhatsApp, zwłaszcza że część moich badań przypadła na okres pandemii koronawirusa.

Serbski dziennikarz Predrag Dragosavac w świetnym zbiorze reportaży zatytułowanym Brazylia nie jest dla początkujących (Brazil nije za početnike) pisze, że Brazylia jest tak wielka i tak zróżnicowana etnicznie, rasowo i klasowo, że nie da się jej poznać w całości. Aby choć trochę zrozumieć współczesną Brazylię, trzeba odwołać się do czasów kolonialnych i przyjrzeć się kontekstowi współczesnych nierówności społecznych. Autor, który w Brazylii spędził zaledwie pół roku, próbuje poznać Brazylię przez muzykę, piłkę nożną, telenowele i największe miasta: Rio de Janeiro, S?o Paulo, Salvador de Bahia i Brasilia. Odszukuje też migrantów z byłej Jugosławii i ich potomków. Oczywiście, mimo przejechania tylu tysięcy kilometrów, rozmów z ludźmi, odwołań do literatury pięknej i naukowej, nie rości sobie prawa do bycia ekspertem. Jego książka nie jest o Brazylii, ale o jego doświadczeniu Brazylii. Podobnie pisze Eliane Brum, która w swoich reportażach mówi o "Brazyliach" - zawsze w liczbie mnogiej - pokazując zróżnicowanie społeczne, kulturowe i przyrodnicze. Mimo że Brum jest Brazylijką, a zatem jest znacznie bardziej zanurzona w kontekst niż Dragosavac, zdaje sobie sprawę z tych różnic i doświadcza na własnej skórze odmienności - rasowych, klasowych, społecznych2.

Moja książka również nie jest o Brazylii, zresztą nie jest też o Polsce. Początkowo miała ona nosić tytuł Pierogi z fiżonem, w nawiązaniu do mojej poprzedniej książki Spaghetti z ajwarem. Zdecydowałam3 jednak, że ta książka nie jest - w przeciwieństwie do poprzedniej - o transnarodowym czy translokalnym funkcjonowaniu migrantów w regionie kraju pochodzenia i kraju przyjmującym. Jest o moim doświadczeniu spotkania z ludźmi - mieszkańcami dawnej Kolonii Rio Claro, a także spotkania z małym wycinkiem wspólnej historii Polski i Brazylii oraz z codziennością grupy potomków migrantów, którzy przyjechali, aby rozwijać rolnictwo w południowej Brazylii i zasiedlać słabo zamieszkane wówczas połacie kraju. Przyjechali z innego kontynentu, innej strefy klimatycznej, odmienni rasowo i klasowo od nielicznych rdzennych mieszkańców tamtych obszarów, w czasie gdy kształtowało się młode brazylijskie państwo wraz z jego zróżnicowaniem rasowym, klasowym i trudną kolonialną przeszłością. Wraz z imigrantami z innych krajów Europy Polacy znacząco przekształcili krajobraz południowej Brazylii, wprowadzili nowe zwyczaje i odmienne języki. Ta książka jest zatem o nich i o moim z nimi współbyciu.

Książka by nie powstała, gdyby nie moi Rozmówcy i Rozmówczynie, a raczej - Partnerzy i Partnerki, Uczestnicy i Uczestniczki moich badań. To oni zapraszali mnie do domów, dzielili się swoimi historiami, częstowali mnie jedzeniem, pokazywali mi swoje posiadłości i polecali mnie kolejnym osobom. Oni również słuchali moich opowieści, bawili się z moimi dziećmi, prosili mnie o rady i informacje dotyczące Polski. To im winna jestem szczególną wdzięczność. Spotkania z nimi były dla mnie bezcenne. Wymienię tu jedynie kilka osób: Guizelia de Almeida Wronski (autorka książki Polska Malletańska, którą cytuję), Magda Linde Tosetto z rodziną, Ludmiła Pawlowski, ksiądz Anderson Spegiorin, ks. Jo?o Sieklicki i jego rodzice: pani Julia i pan Kazimierz (in memoriam), Reguina i Mario Drewnowski, rodzina państwa Panek, przede wszystkim pani Maristela i Sandra, pan Irio Janoski i Iris Janoski. Dziękuję również pracownikom i pracowniczkom Centrum Studiów Słowiańskich (Núcleo de Estudos Eslavos) na uniwersytecie UNICENTRO w Irati za rozmowy i inspiracje oraz wspólne publikacje: Luciane Trennephol Costa, Sônia Niewiadomski i Nelsi Pabis. Pani Nelsi oraz jej Mamie, pani Bronisławie (in memoriam), dziękuję również za gościnę. Dziękuję pracownikom oraz studentom lingwistyki programu magisterskiego i doktorskiego Uniwersytetu Federalnego Santa Catarina za inspirujące dyskusje, które prowadziliśmy podczas zajęć z metod badań terenowych i polityki językowej. Za rozmowy, przesyłanie mi różnorodnych materiałów i inspiracje teoretyczne dziękuję koleżankom-badaczkom Brazylii, Polonii, migracji i dziedzictwa: Izabeli Stąpor, Renacie Siudzie-Ambroziak, Alicji Goczyle Ferreirze, Sôni Niewiadomski, Helenie Patzer, Annie Horolets, Renacie Hryciuk, Izabeli Drozdowskiej-Broering, Nicole Dołowy-Rybińskiej, Rafaeli Ludwinsky, Caroline Vieira Rodrigues, Agacie Błoch. Dyrekcji Instytutu Etnologii i Antropologii Kulturowej UW, Kolegom i Koleżankom oraz studentom i studentkom dziękuję również za wieloletnie wsparcie podczas badań i pisania. Osobne podziękowania należą się geografce i profesorce UNIUV Alcimarze Föetsch, która - jako wychowana na Kolonii Rio Claro - nie dość, że udzieliła mi wspaniałego wywiadu, to jeszcze gościła mnie u swojej mamy (pani Anie również serdecznie dziękuję!) oraz wyjaśniła mapę Rio Claro i jej historyczno-geograficzne zawiłości. Za nieustanne wsparcie i merytoryczne dyskusje dziękuję Pani Profesor Elżbiecie Sękowskiej, która już dawno temu była wspaniałą promotorką mojego doktoratu i do tej pory jest "moją Panią Profesor" w najlepszym znaczeniu relacji Mistrzyni-Uczennica.

Dziękuję także tym, którzy sfinansowali moje pobyty w Brazylii, stypendium podoktorskie programu Fellow Mundus (2015-2016) oraz UFSC (2019-2021) i jego hojne wynagrodzenie na stanowisku profesorki wizytującej, a Instytutowi Etnologii i Antropologii Kulturowej UW oraz Instytutowi Slawistyki PAN za sfinansowanie wydania książki. Tomkowi Rakowskiemu dziękuję, że zaprosił mnie do serii "Idee i etnografia" (choć chyba sama się wprosiłam, a on się zgodził?), a Patrycji Trzeszczyńskiej, że napisała życzliwą i krytyczną recenzję wydawniczą, dzięki której przemyślałam i pogłębiłam kilka wątków. Pani Annie Pisarek jestem wdzięczna za rzetelną redakcję książki.

Wreszcie, podczas większości badań towarzyszyła mi rodzina - mąż Janek, który pomagał mi na każdym etapie pracy, stojąc za kamerą lub obiektywem aparatu oraz zagadując - czasem częściej niż ja - różne nowo poznane osoby, oraz dzieci: Adam i Krzyś4, a później jeszcze Leon, którzy wzbudzali zachwyt, mówiąc "poprawną polszczyzną", i swoimi uśmiechami otwierali wszystkie drzwi i serca. Byli tam ze mną, czy tego chcieli, czy nie.

1  BRASPOL (Centralna Reprezentacja Wspólnoty Brazylijsko-Polskiej) to największa organizacja polonijna założona w 1990 roku, mająca swoje oddziały w wielu miejscowościach w Brazylii, głównie w stanach południowych.

2  W 2020 roku wyszedł w języku polskim zbiór reportaży Eliane Brum Kolekcjoner porzuconych dusz, doskonale przetłumaczony przez Gabriela Borowskiego, wydany przez Wydawnictwo UJ.

3  Za inspirację do tego tytułu dziękuję Annie Engelking i Helenie Patzer.

4  Dzieci Czytelników i Czytelniczek tej książki może zaciekawić vlog, który z Brazylii nagrywali Lenczowski Brothers, dostępny na stronie: https://www.youtube.com/playlist?list=PLRaKQY-zrK_TdVmJcaPbcmDJwQs5Pg1XH.