Kolor orła - Jakub Nowykiw-Krzemiński

Kup ebooka

17.02 zł
14.13 zł (14,47 zł najniższa cena z 30 dni)

-
Proszę czekać

1

Meble dla Jego Majestatu były zarekwirowane z pewnych porzuconych przez gospodarzy bogatych domów, według prawa zwycięzców. Lecz miejscowi mieszczanie i chłopi z okolic Smoleńska również ochoczo włączyli siebie do grona zwycięzców

W okolicach miasta płonęły pańskie majątki, zaś w samym Smoleńsku już drugą dobę panował zupełny chaos. Tłumy mieszczan i chłopów, w przeważającej większości pijanych, gromiły i rabowały magazyny, sklepy, prywatne domy. Szczególną popularnością cieszyły się sklepy i magazyny z gorzałą i żywnością. Patrole wojsk cesarskich, piesze i konne, nawet mając broń w rękach, nie bardzo dawały radę zapanować nad tymi wściekłymi tłumami, opętanymi pragnieniem rabowania, pewnymi swej bezkarności, i braku skutecznego przeciwdziałania ze strony władz. Zresztą nie bardzo było wiadomo, kto tak naprawdę rządzi teraz w mieście. Obecnie rządziła wszechobecna anarchia

Niedaleko Nikolskiej Bramy miejscowej fortecy było niemało takich magazynów, sklepów wielkich i małych. Także nie brakowało tam "kabaków", brzydkich i brudnych knajp, gdzie carskie państwo jedyne miało prawo sprzedawać gorzałę odpowiedniej jakości i zakąski, które nie każdy żołądek był zdolny strawić. Teraz to wszystko oblegały pijane tłumy, kipiące żądzą rewanżu za przeszłe obrazy, kiedy z "kabaku" często wypełzali w jednych kalesonach, a bywało ze i bez nich

Tłum wyniósł drzwi wielkiego "kabaku" u samej Nikolskiej Bramy, wdarł się do środka. Dźwięki demolowania, brzęk rozbijanego szkła, łamania i niszczenia wszystkiego co się tylko dało, dzikie pijackie okrzyki zdawały się być kontynuacją zaciętej walki, która toczyła się tu jeszcze wczoraj. Nie było słychać jedynie wystrzałów strzelb i armat, - oczywiście jak na razie

Wkrótce ze zrujnowanego i połamanego drewnianego gmaszku "kabaku" zaczęli wybiegać i wyłazić ze ślepych okienek z powybijanymi szybami pijani wujkowie i cioty, młodzi i starzy, w mieszczańskim i chłopskim stroju. Wszyscy oni coś wlekli w rękach czy na plecach, wielkie butle, wory czy po prostu połcie cuchnącej słoniny, takiego samego mięsa, sczerstwiałego chleba

W sąsiednich "kabakach", magazynach i sklepikach odbywał się taki sam sabat anarchii, pogromów i rujnowania