BIBLIOTEKA
Jesteśmy jak księga wypchana po brzegi
Albo jak ksiąg tysiąc na półkach wszechświata
Może swoje półki mamy lecz nie wiemy
Swoje własne życia schowane w zaświatach
Jesteśmy jak księga wielka, poszarpana
Bo czytana co dzień chodź sami nie wiemy
Gdy wspomnienie wraca, to jest wyciągana
Daje lekcję teraz, uśmiech, ból, łzy, szczęście.
Czasem strach jest czytać niektóre rozdziały
Bo przynoszą gorycz, żal i smutków masę
Ale jest ten rozdział, toż nie pominiemy
Książkę czytać trzeba, po kolei zawsze.
Są takie lektury, prosto z życia wzięte
O to jest ta książka, tuż przy prawej stronie
Że wracamy do nich z największym przejęciem
I czytamy stale, bez przerwy i co dzień.
Są i takie i księgi na tej naszej półce
Co leży daleko w ludzkiej świadomości
Że sięgamy po nie- po lekcje po prostu
Sprawdzić co źle było-a co było dobrze.
Łatwo czytaj wszakże losy innych ludzi
Utkane z słów wielu, wielkiego autora
A o sobie czytać, czy ciężko czy nudnie?
Nie- to nasze tylko- to tylko nasz temat.
Wiem że są i ludzie co ksiąg nie czytają
Co żyją tu teraz, bez łez i rozczuleń
Zazdroszczę im szczerze, spokoju i wiary
Zazdroszczę im szczerze, że żyją bez złudzeń.
Lecz lubię swe księgi, nawet te co smutne
Te co je w okładkę czarna przyodziałam
Uczyć się z nich będę, co dzień- bo i muszę
Zawsze wszystko zbytnio mocno pamiętałam.
Wiec teraz o sobie czytam sobie czasem
Rozsiadam się cicho wśród gwiazd w bibliotece
A piszę co inne, by lżej było duszy
Tam się księgi tworzą- moje-lecz już piękne.
Jestem nadal.
Liście mi opadły wszystkie
Ziemia wyschła pod nogami
Ciało uschło w środku całe
Ale "krew" płynnie żyłami
Już myślałam, że to koniec
Że mi tylko stać przy drodze
Cieszyc się z kropelek deszczu
Co ocucą -chociaż trochę
Co mi ukojenie dadzą
I pozwolą trwać mi dalej
Wtem mi słońce zaświeciło
I lunęło wielkim gradem
Wszystko na raz to się stało
Słońce pali jak szalone
Grad mi ciosy daje w ciało
Boli wszystko-wszystko boli
Ale czuje pomyślałam
Czuję więc ja nadal żyję
Mimo iż mnie prawie nie ma
Czuję teraz każdą chwilą
Słońce w chłodzie lekko grzeje
Grad rozpuścił pod stopami
Lud co we mnie walił śmiało
Zmienił w wodę doskonałą
I poczułam, że to szansa
Że to właśnie jest ta chwila
By wypuścić nowe liście
I na nowo móc oddychać
I oddycham czekam deszczu
Czekam słońca co da siłę
Czekam wiatru, co mnie popchnie
W dalszą drogę z wielką siłą
Czekam chwili gdy me liście
W płuca wepchną tyle tlenu
Że poczuje się znów pięknie
Że poczuję PO CO JESTEM...
Niebessłowie w ciszy
A gdyby tak w końcu nauczyć się ciszy
Ale takiej w słowa, w emocji ubranej
Nie ciszy bezsłownej, ale tej wewnętrznej
Głęboko ukrytej w naszej duszy słabej
Wyzbyć sie emocji, tych które nam szkodzą
Które niepotrzebnie wchodzą w nasze głowy
Wyzbyć się uniesień co królują głową
Zaprzątają umysł, brudzą tam i chodzą
Złości niepotrzebne, ubrać w akceptację
Tego co bo byc musi, albo jest i tyle
Nie przebijesz muru, krzykiem bezustannym
Walka tu nic nie da, cisza też to siła
A gdyby tak nagle, wszystkie wojny w sobie
Te o których krzyczysz i te tylko twoje
Stłamsić w środku pyłem, ugasić ten płomień
Stłamsić tak skutecznie by pokochać w sobie
Pięknie widzieć wszystko gdy obraz przejrzysty
Pięknie jest dostrzegać w wszystkim coś wartego
Pięknie jest doceniać wszystko co magiczne
Pięknie jest wyrzucić to co obraz niszczy
Lekko jest na duszy, gdy wiesz że juz nigdy
Nie pozwolisz sobie, na żal i złość wielką
Było, jest, minęło-od to słowa piękne
Jakoś lekko teraz -teraz jakoś lekko
A gdy przyjdzie chwila, gdy coś mnie zaboli
Gdy coś mnie ukłuje w serce bardzo mocno
Powiem tylko cicho, uspokój się duszo
To tez przecież minie i znów będzie pięknie.
POZYTYWKA
Pozytywka stała na komodzie
Kto przechodził ją nakręcał
Grała wtedy pięknym tonem
Grała wtedy bardzo pięknie
Tak jak ktośik ją zmajstrował
Wychodziło jej cudownie
Nic być dla niej NOWA MODA
Ona zawsze była w modzie
Bo melodie zacne grała
Zawsze gdy ktoś tchu chciał nieco
To nakręcał i działała
A działała z magią wielką
Bo dawała lekkość duszy
Radość wielką, rozczulenie
Odpoczynek niosła cudny
Czasem wielkie uniesienie
Wspomnień garść nosiła w sobie
Dla każdego kto jej słuchał
Ot dźwięk płynie-potem obraz
I wzruszenie i zaduma
Czasem wachlarz innych doznań
Każdy co innego nosi
Każdy ją nakręcał dumnie
No i czekał co być potem
Raz rzecz stała się straszliwa
Ktoś nakręcił pozytywkę
Lecz ta skrzeczy i fałszuje
Aż bolało to straszliwie
Nie nie miło było słuchać
Ani patrzeć, ni nakręcać
Ot zepsuła się nam grajka
A niech stoi- stoi pięknie
Kurzem nagle już pokryta
Nikt nie patrzy, nikt nie słucha
Ale stoi ma swe miejsce
To i dobrze- dalej cudna
Nie dla wszystkich, toż to rupieć
Juz nie spełnia swojej roli
Miejsce ino tu zajmuje
Nic nie warta, czas wynosić
I zniknęła pozytywka
w czarny kosz ją wyrzucono
Leży, czeka, czas odlicza
Leży czeka wciąż na kogoś
I cud stał się dnia jednego
Człek odkopał pozytywkę
I ogląda ją z stron każdych
I zachwyca się niezwykle
Wytarł z kurzu porcelanę
Delikatnie patrzy w środku
Jedną śrubkę ino wkręcił
A ta gra mu od początku
Gra tak cudnie że dech w piersi
Człowiek stracił ten na chwilę
Któż wyrzuca takie cuda
Oj ja dziwie sie ja dziwię
Nie zapomną pozytywki
Toż tych dźwięków już ikt nie gra
To są zapomniane nuty
Dla mnie istna to poezja.
Miłość z daleka
Jak to jest z miłością
co w środku nas drzemie
Co jest tam ukryta
tak skrzętnie schowana
Co czujesz ją wszakże,
ale sam już nie wiesz
Czy ci których kochasz
czują ją też nadal
Jak jest z tym wszystkim
co miłość się zowie
Ta która na filmach
aż tryska na boki
Czy jeden gest mały
tak ważny dla Ciebie
Ten drugi kochany
odczuje na sobie
Jak to jest z kochaniem
tych którzy daleko
Czy musisz codziennie
im pisać te słowa
Czy oni twe myśli
przechwycą z daleka
Twe serce co stale
krzyczy do nich woła
A może ja miłość
tą nazwę inaczej
Będę ją dawkować
jak mogę, jak muszę
A potem po latach
sama ją zobaczę
Czy doszedł telegram
- jeden drugi, tuzin.
Zobaczę ja potem
czy język mój trudny
Został zrozumiany
tak jak być powinien
Świat nasz dookoła
jest tak bardzo trudny
Że trzeba ta miłość
telegramem puścić.
Być może i piękniej
gdy miłość tuz obok
Nawet i nie może
a przecież na pewno
To wszakże cudowne
móc jest kogoś dotknąć,
Przytulić, ukochać
- okadzić go pięknem.
Czasem pozostaje
z daleka słać listy
I wierzyć że słowa
gesty zrozumiałe
A potem zobaczyć
po prostu co przyjdzie
Wyglądam ja listu
wyglądam go stale.
A potem spotkania
od tak i po prostu
Gdy ludzie się znają
i kochają mocno
Że takie widzenie
wisienką na torcie
Zwykłe takie proste
ale jakże szczodre
I świadomość taka
że wystarczy słowo
W telegramie waszym
do mnie napisanym
A ja biorę torbę
i jestem tuż obok
Zrobię to co mogę i powiem
NA RAZIE...
NIE WIEM
Ktoś mi rzekł ostatnio
że każdy wiersz inny
W każdym co innego
strugiem liter płynie
W każdym inny temat
emocje ciut inne
W każdym inne frazy
inaczej utkane
Racja to jest przeto
jam inna co chwile
A może tak sama
jeno inne czucie
Toż jak wstajesz rano
nie wiesz jak dzień będzie
Czy opłynie w ciszy
czy w żalu okrutnym
Toż gdy wstajesz rano
nie wiesz jaka chwila
Tam do twojej głowy
wtargnie z wielką siłą
Czy to jest wspomnienie
idealne, cudne
Czy te które kipi
smutkiem, żalem, kpiną
Toż gdy wstanę rano
nie wiem cóż się zdarzy
Jakich ludzi spotkam
i jakie spojrzenia
Co z ich ust wypłynie
i jakie ołtarze
Nieco bałwochwalstwa
nieco uniesienia?
Nieco ignorancji
i zadumy w sobie
Nieco zdań odmiennych
ale nie krzywdzących
Nie wiem co za chwilę
zagości w mej głowie
I co spisać zechcę
- i nie wiem czy zdążę..
Ale wiem ja jedno
że wszystko co spiszę
To już tu zostanie
bo na karcie leży
To jest tylko przecież
moje marne życie
Grunt je jakoś przeżyć
- PO PROSTU JE PRZEZYĆ.