Rozdział 1
Śmierć marzenia o pokoju
1945-1953
Cywilizowany świat może już nie przetrwać trzeciej wojny światowej, a być może będzie ona oznaczała nawet koniec istnienia ludzkości.
Przemówienie Jana Christiana Smutsa na konferencji ONZ, 1 maja 1945
Bezpośrednio po zakończeniu drugiej wojny światowej, która przyniosła śmierć blisko sześćdziesięciu milionom ludzi i niewyobrażalne cierpienia, wszyscy marzyli o pokoju. Marzenie zrodziło się z nadziei związanej z unicestwieniem skrajnego nacjonalizmu, a także z powstania Organizacji Narodów Zjednoczonych. Statut założycielski ONZ głosił, "że wszystkie narody [...] muszą dojść do wyrzeczenia się stosowania przemocy" poprzez zapewnienie, że "po ostatecznym załamaniu tyranii narodowosocjalistycznej zapanuje pokój, który da wszystkim narodom możność przebywania bezpiecznie w swych własnych granicach i który da rękojmię, że wszyscy ludzie we wszystkich krajach będą mogli pędzić swe życie wolni od strachu i niedostatku"*1. Prawie milion ludzi podpisało rejestr "obywateli świata" i zobowiązało się do uniemożliwienia przyszłych wojen poprzez likwidację narodów i utworzenie "Stanów Zjednoczonych Świata". Pod wpływem podobnie idealistycznego impulsu po miesiącu od kapitulacji Japonii prezydent Truman rozwiązał Biuro Służb Strategicznych (ang. Office of Strategic Services; OSS), zagraniczną agencję wywiadowczą Stanów Zjednoczonych (i poprzednika CIA).
Po procesach norymberskich, w czasie których skupiano się głównie na ważniejszych nazistach, obwiniając ich przede wszystkim za wywołanie agresywnej wojny, a nie za Holokaust, ludzkość miała nadzieję, że uda się zapomnieć o brutalnych napaściach i wojnach jako metodach rozwiązywania sporów międzynarodowych. Wszyscy wołali: "Nigdy więcej!". I odnosiło się to zarówno do praktyk krajów-napastników, jak i do potwornych zbrodni czasu nazizmu. Wszystkie te marzenia były tyleż samo szlachetne, co naiwne.
Bezpośrednio po wojnie nic nie zapowiadało jakichkolwiek nowych wojen, których celem miałaby być zmiana granic, chociaż dwie decyzje - dotycząca subkontynentu indyjskiego w 1947 roku oraz rozwiązanie kwestii Mandatu Palestyny w 1948 roku - stały się zarzewiami poważnych, traumatycznych konfliktów, które nie zostały wygaszone do dziś. Podobnie ma się rzecz z chińską wojną domową, która doprowadziła do oderwania się od Chin Formozy (dzisiejszego Tajwanu). Wyspa ta nadal jest punktem zapalnym, grożącym wybuchem globalnego konfliktu. Wydarzenia z końca lat 40. XX wieku może nie doprowadziły do wielkich inwazji transgranicznych, ale zasiały w powojennym świecie narastającą wrogość i spowodowały napięcia, które nawet dzisiaj w każdej chwili mogą się przerodzić w otwarte wojny. Jak ujął to dziewiętnastowieczny brytyjski prawnik sir Henry Maine: "Wydaje się, że wojna jest tak stara jak ludzkość, ale pokój jest wynalazkiem nowoczesnym"2. Nawet dwa wieki po jego słowach pokój nadal jest wynalazkiem, który wciąż cierpi z powodu problemów typowych dla wieku dojrzewania.
Jeśli chodzi o zapobieganie inwazjom transgranicznym, pod koniec lat 40. o wiele potężniejsza od marzeń o pokoju była groźba zagłady nuklearnej - przynajmniej od momentu, gdy Związek Radziecki w ośrodku w Semipałatyńsku w Kazachstanie 29 sierpnia 1949 roku przeprowadził próby "RDS-1" - swojej pierwszej bomby atomowej, wykorzystującej rozszczepienie jąder plutonu. Do zakończenia pierwszej fazy zimnej wojny Stany Zjednoczone przeprowadziły 1032 testy nuklearne, a Związek Radziecki - 715. Ponad połowę sowieckich testów przeprowadzono w Semipałatyńsku, co miało poważne konsekwencje dla przyszłych pokoleń miejscowej ludności, prowadząc między innymi do wysokiego wskaźnika zachorowań na nowotwory, wad genetycznych i deformacji wrodzonych.
Po 29 sierpnia 1949 roku świat po raz pierwszy stanął przed realnym zagrożeniem wzajemnie gwarantowanego zniszczenia (ang. mutually assured destruction), określanego zwykle za pomocą całkiem adekwatnego akronimu, układającego się po angielsku w słowo "szalony". MAD zmienił zimną wojnę, ponieważ - jak zwięźle ujął to jeden z historyków wojskowości - "Wojna totalna pomiędzy państwami posiadającymi [broń atomową i nuklearną] niosła ze sobą ryzyko całkowitego samounicestwienia, co wyznaczyło nową górną granicę racjonalności użycia siły"3. Dr Henry Kissinger, wczesny teoretyk strategii nuklearnej, ujął to w równie mrocznych słowach, pisząc: "Niedługo po Hiroszimie i Nagasaki ryzyko związane z rozmieszczeniem broni nuklearnej stało się niemożliwe do obliczenia i stało się zupełnie niewspółmierne z konsekwencjami"4. Wtedy to nadrzędną doktryną Stanów Zjednoczonych stało się odstraszanie - co Kissinger określił jako "strategię psychologiczną mającą cele negatywne"5.
Chociaż prezydent Dwight Eisenhower prywatnie zastanawiał się ze swoimi doradcami, dlaczego broni nuklearnej nie można użyć taktycznie "dokładnie tak, jak wykorzystywane są pociski czy jakakolwiek inna broń" w Cieśninie Tajwańskiej, w publicznych wypowiedziach zachowywał znacznie większą powściągliwość6. W lipcu 1955 roku w Genewie na pierwszym od zakończenia drugiej wojny światowej szczycie brytyjsko-amerykańsko-rosyjskim podkreślił, że wymiana ciosów w czasie wojny nuklearnej miałaby, poprzez rozsiewanie radioaktywnych izotopów przez wiatr, niszczycielski efekt dla życia we wszystkich jego postaciach na półkuli północnej7.
Ta wizja z czasem stawała się jeszcze bardziej prawdopodobna, gdy łączna moc liczona w megatonach broni jądrowej posiadanej przez mocarstwa nuklearne wzrastała wykładniczo. Hiroszima została zniszczona przez bombę o mocy czternastu kiloton, a Nagasaki przez bombę dwudziestokilotonową - mowa o równowartościach odpowiednio czternastu tysięcy i dwudziestu tysięcy ton trotylu. Bomby te wydają się wręcz zabawkami przy dzisiejszych głowicach megatonowych, z których każda ma moc miliona ton trotylu8. Gdyby taka megatonowa bomba wybuchła na optymalnej wysokości, zniszczyłaby wszystkie ceglane budynki w promieniu około pięciu i pół kilometra i spowodowałaby znaczne uszkodzenia w promieniu prawie dwudziestu jeden kilometrów. W promieniu siedemnastu kilometrów zapaliłyby się suche liście, a ludzie przebywający w budynkach doznaliby oparzeń drugiego stopnia. Materiały promieniotwórcze przenoszone przez wiatr zabiłyby w krótkim okresie jeszcze więcej ludzi lub wywoływałyby w ciągu kilku miesięcy wiele przypadków nowotworów, którym towarzyszyłyby poparzenia skóry i krwotoki wewnętrzne. Jak zauważyli Lawrence Freedman i Jeffrey Michaels, historycy doktryny nuklearnej, broń jądrowa w czasie zimnej wojny "zdecydowanie była tępym narzędziem walki i można jej było użyć w sposób tępy"9.
Po pierwszej wojnie światowej wiele osób zakładało, że zbrojenia mają zasadniczo charakter destabilizujący, ale w czasie zimnej wojny tę tezę obalono: rządzący krajami posiadającymi ogromne arsenały nuklearne odkryli, że świadomość zagrożenia wojną atomową tkwi stale w umysłach przywódców światowych i skutecznie zniechęca do konfliktu między supermocarstwami - aczkolwiek działo się to kosztem konfliktów o ograniczonym zasięgu i tak zwanych wojen zastępczych, czyli konfliktów niebezpośrednich. W 1952 roku Stany Zjednoczone przetestowały swoją pierwszą bombę wodorową (nazwaną radośnie "Ivy Mike"), a rok później Sowieci przeprowadzili próbę z jej odpowiednikiem, "Joe 4". Niedługo potem Winston Churchill, który nie chciał dać się prześcignąć na arenie międzynarodowego wyścigu technologicznego, ogłosił, że w lutym 1952 roku Wielka Brytania wyprodukowała własną bombę atomową (a następnie, w 1957 roku, również bombę wodorową). W 1967 roku zdolność do produkcji broni nuklearnej osiągnęły Chiny, w tym samym okresie prawdopodobnie dokonał tego Izrael. W 1968 roku broń atomową miała również Francja, w 1974 roku Indie, w 1998 roku Pakistan, a w 2006 roku Korea Północna.
Dopiero w 1972 roku prezydent Stanów Zjednoczonych Richard Nixon oraz przywódca ZSRR Leonid Breżniew uznali, że wprowadzenie systemu MIRV (ang. multiple independently targetable reentry vehicle, wielogłowicowe pociski z możliwością niezależnego wyznaczania celów dla poszczególnych głowic) oznaczało, że liczbę głowic z ładunkiem nuklearnym można było zwiększać tak radykalnie, że dało się pokonać systemy obrony przeciwrakietowej wykorzystujące pociski antybalistyczne (ang. antiballistic missile; ABM). W związku z tym podpisano układ o ograniczeniu zbrojeń strategicznych, który zmniejszał liczbę dopuszczalnych aktywnych systemów ABM i MIRV. Czynnikiem, który sprawił, że działania ofensywne nie były w stanie całkowicie wyeliminować działań obrońcy, a tym samym zniósł korzyści wynikające z ataku z zaskoczenia (wyprowadzenie tzw. pierwszego uderzenia), była niewrażliwość na atak jądrowy okrętów podwodnych uzbrojonych w broń nuklearną.
Skuteczność odstraszania efektu MAD zależała od pewności, że obie strony konfliktu nawet po pierwszym uderzeniu zachowają wystarczającą liczbę głowic, aby spowodować niemożliwe do zaakceptowania szkody u agresora10. W latach 80. XX wieku szybki postęp technologiczny w systemach MIRV zaowocował zwiększoną dokładnością i elastycznością celowania, co oznaczało, że można było zrezygnować z posyłania pocisków balistycznych nad wielkie obszary miejskie i skupić się na obiektach militarnych. To z kolei doprowadziło do zdefiniowania koncepcji "kontrolowanej", "ograniczonej" lub "taktycznej" wojny nuklearnej, opisywanej jako "bardziej subtelna, łagodna i chirurgicznie precyzyjna wojna nuklearna; możliwe przedłużenie wojny konwencjonalnej" i bardziej przypominającej tę, której Eisenhower spodziewał się w Cieśninie Tajwańskiej lub którą Władimir Putin lubi od czasu do czasu straszyć teraz w Ukrainie11.
W marcu 1983 roku prezydent Ronald Reagan rozpoczął projekt Strategicznej Inicjatywy Obronnej, którego celem było wdrożenie kosmicznej obrony przeciwrakietowej. System dopiero raczkował, gdy we wrześniu tego roku radzieckie wczesne ostrzeganie poinformowało o rozpoznaniu (błędnym) amerykańskiego ataku rakietowego, który w rzeczywistości był wynikiem odbicia światła słonecznego od chmur12. Na szczęście na lokalnym szczeblu radzieckiego dowodzenia zwyciężył zdrowy rozsądek i nie doszło do globalnej zagłady. We wrześniu 1987 roku na szczycie amerykańsko-sowieckim we wspólnym oświadczeniu Reagana i sekretarza generalnego KPZR Michaiła Gorbaczowa wyrażono zdecydowane przekonanie, że "wojny jądrowej nie można wygrać i nigdy nie wolno jej prowadzić"13.
Jednak nawet gdyby doszło do takiej wojny, wiele zależałoby od osobowości poszczególnych światowych przywódców i ich reakcji na wiadomość o ataku. Jak to ujęli Freedman i Michaels, taka reakcja mogłaby mieć postać: "lekkomyślnej wściekłości, letargicznej rezygnacji, całkowitego tchórzostwa lub zdecydowanego i pewnego działania". Pierwsza i ostatnia z tych możliwości mogłyby doprowadzić do całkowitej zagłady rodzaju ludzkiego14. Przy czym wymienione opcje nie są wcale jedynymi możliwymi. Część krytyków energii atomowej twierdzi, że życie na Ziemi zostanie unicestwione w wyniku ogromnej katastrofy nuklearnej, ale nie mają racji: dotyczyłoby to jedynie życia ludzi i innych większych stworzeń. Jeszcze zanim ostatni człowiek w ostatniej jaskini umrze na raka wywołanego promieniowaniem, Ziemię przejmą we władanie karaluchy, szczury i inne podobne gatunki, a w miastach stopionych na szklane tafle cykl ewolucyjny rozpocznie się od nowa. Błękitna Planeta nadal będzie krążyć wokół Słońca, tyle że po prostu już bez nas.
Konsekwencją tego aż nazbyt łatwo przewidywalnego i całkiem realnego scenariusza był brak użycia broni nuklearnej od sierpnia 1945 roku. Od czasu zrzucenia bomb atomowych na Hiroszimę i Nagasaki ponad trzy czwarte wieku temu po prostu nikt od niej nie zginął (chociaż przy okazji kryzysu kubańskiego w 1962 roku było do tego bardzo blisko). W pewnym sensie można powiedzieć, że pokój zachowano dzięki broni nuklearnej, bo to z jej powodu wojny, które prowadzono później, miały tylko ograniczony zasięg. Od czasu drugiej wojny światowej broń jądrowa pomogła ograniczyć działania wojenne do mniejszych konfliktów zbrojnych, częstych, ale przy tym ograniczających zastosowanie najcięższych środków walki. Liczba tych konfliktów od 1945 roku (zależnie od przyjętej metody liczenia) wyniosła między 150 a 30015. Historyk wojskowości John Keegan pisał dwie dekady temu: "Pięćdziesiąt milionów ludzi, którzy stracili życie w konfliktach zbrojnych po drugiej wojnie światowej, zginęło w większości od taniej, masowo produkowanej broni i małokalibrowej amunicji, kosztującej niewiele więcej niż radio tranzystorowe na baterie, którego światowa kariera zaczęła się w tym samym okresie"16.
Pomimo faktu, że niebezpieczeństwa związane z wymianą ciosów za pomocą rakiet balistycznych z głowicami jądrowymi w ciągu ostatnich siedmiu dekad w dużej mierze powodowały ostrożniejszą politykę międzynarodową supermocarstw, rzadko kto cieszył się z MAD. Za wspieranie rozbrojenia nuklearnego przyznano poszczególnym osobom i organizacjom aż osiem Nagród Nobla. Uhonorowany został za to tylko jeden zwolennik odstraszania nuklearnego - tym człowiekiem (i to w dziedzinie ekonomii) był w 2005 roku Thomas Schelling17.
Historycy przez długi czas spierali się na temat tego, kto odpowiadał za wybuch zimnej wojny, która rozpoczęła się zaledwie kilka miesięcy po kapitulacji Japonii i znajdowała się już w zaawansowanym stadium, gdy niemal przerodziła się w "gorącą" wojnę w czasie blokady Berlina od czerwca 1948 do maja 1949 roku. Jednakże po udostępnieniu archiwów sowieckich na początku lat 90. stało się jasne, że zaraz po zakończeniu drugiej wojny światowej Józef Stalin zamierzał szerzyć marksizm-leninizm wszędzie tam, gdzie dostrzegł brak determinacji Zachodu. W końcu Lenin przekonywał, że zderzenie komunizmu z kapitalizmem jest nieuniknione i nieuchronne, a wybuch zimnej wojny, gdy Niemcy zostały osłabione, a Europa zubożała, wydawał się następcy Lenina sprzyjającym momentem, podobnie jak ówczesny układ sił w zakresie rozmieszczenia sił zbrojnych. "Możliwość stworzenia bezapelacyjnie wrogiego mocarstwa światowego i doprowadzenia do pełnej konfrontacji zależała od decyzji jednego człowieka" - podsumował Robert Conquest, najwybitniejszy z sowietologów. Marzenie o pokoju nie umarło samo z siebie. Zostało zamordowane przez Józefa Stalina.
Dyplomata George Kennan, opisując sytuację w Moskwie, zrozumiał intencje Stalina i przedstawił je w swoim słynnym "Długim telegramie", wysłanym w lutym 1946 roku. Został on później opublikowany we wpływowym czasopiśmie "Foreign Affairs" (autor zachował wówczas anonimowość, a tekst podpisano tylko pseudonimem "X"). W marcu tego samego roku w Westminster College w Fulton w stanie Missouri Winston Churchill ostrzegał przed nieustępliwością Stalina w przemówieniu, w którym po raz pierwszy użył terminu "żelazna kurtyna". Świat uświadomił sobie, że podżegacz wojenny i prowokator stosujący terror ma do swojej pełnej dyspozycji ogromną, monolityczną armię - i szybko rozbudowuje swoje imperium.
Wszystkie ważne wydarzenia, które nastąpiły po wyeliminowaniu pluralizmu z polityki państw Europy Wschodniej, wynikały bezpośrednio z zamiaru zniszczenia swobodnych stosunków międzynarodowych i prowadzenia wojny ideologicznej Stalina z Zachodem: masowe zastraszanie podczas wyborów w Polsce w styczniu 1947 roku, zmuszenie do abdykacji króla Rumunii Michała w grudniu 1947 roku, komunistyczny zamach stanu w Czechosłowacji w lutym 1948 roku i wreszcie blokada Berlina cztery miesiące później.
Dlatego utworzenie przez prezydenta Harry'ego Trumana we wrześniu 1947 roku Centralnej Agencji Wywiadowczej, a dwa miesiące później - Rady Bezpieczeństwa Narodowego, a także upoważnienie do prowadzenia tajnych działań były konieczną reakcją wynikającą z potrzeby chwili i racji stanu. Z technicznego punktu widzenia próba blokady Berlina przez Związek Radziecki w czerwcu następnego roku stanowiła casus belli, ale Truman i brytyjski premier Clement Attlee rozsądnie zdecydowali, że zinterpretują to inaczej, uznając działanie Stalina jedynie za zaawansowaną prowokację18. W odpowiedzi na nią uruchomili most powietrzny, polegający na transporcie drogą lotniczą całego zaopatrzenia dla miasta. Choć operacja pociągnęła za sobą ogromne koszty, działania trwające jedenaście miesięcy należy uznać za niezwykle skuteczne. Efekt sowieckiej prowokacji był dokładnie odwrotny od tego, co chciała uzyskać Moskwa. I jest to fenomen, który będzie pojawiać się w tej książce regularnie. W kwietniu 1949 roku, dziesięć miesięcy po uruchomieniu mostu powietrznego do Berlina, dwanaście państw zjednoczonych w pragnieniu zbiorowego bezpieczeństwa przed sowieckim zagrożeniem stworzyło NATO. A siedemdziesiąt trzy lata później, w konsekwencji inwazji Putina na Ukrainę, Szwecja i Finlandia złożyły wnioski o członkostwo w sojuszu zrzeszającym już trzydzieści krajów.
Wojna domowa w Chinach: niepowodzenie koncepcji scentralizowanego dowodzenia generalissimusa
Ze względu na to, że użycie broni jądrowej może prowadzić do samozagłady, oręż ten stał się parasolem, pod którym konwencjonalna wojna raczej rozkwitała, niż zanikała. Jednak istnienie tej broni nie miało wpływu na chińską wojnę domową, która pod względem liczby użytych żołnierzy nadal jest zdecydowanie największym starciem militarnym od czasu drugiej wojny światowej, wojną, która wpłynęła na ukształtowanie losów Chin na kolejne pokolenia, a tym samym wpływającą do dziś również na postać całego współczesnego świata.
Podczas drugiej wojny światowej i w latach ją poprzedzających Chiny okrutnie ucierpiały w konsekwencji militarnej ekspansji Cesarstwa Japonii. Po zakończeniu wojny światowej osiemdziesiąt tysięcy chińskich żołnierzy 6. Armii Czang Kaj-szeka przerzucono do Nankinu z zadaniem odzyskania stolicy. Tymczasem w Szanghaju żołnierze 94. Armii złożonej z biednych chłopów zostali powitani przez zamożnych chińskich obywateli miasta jak bohaterowie - wyzwoleni nosili eleganckie jedwabne szaty, a wyzwoliciele, w najlepszym wypadku, słomiane sandały19. Jednak chińscy nacjonaliści wiedzieli, że ich walka jeszcze się nie skończyła, gdyż z popiołów i ruin japońskiej dominacji wyłonił się odwieczny wróg. Związek Radziecki przejął kontrolę nad wszystkimi strategicznie ważnymi punktami w Mandżurii, kluczowym obszarze na północy. I to nie Czang Kaj-szek (znany również jako Jiang Jieshi) miał te ziemie przejąć we władanie.
Mao Tse-tung (Mao Zedong) walczył z chińskimi nacjonalistami przez prawie dwie dekady. Pod koniec drugiej wojny światowej miał do swojej dyspozycji setki tysięcy partyzantów, w większości rozproszonych na odległych obszarach wiejskich północnych Chin. Japońska inwazja dała partyzantom Mao pewne korzyści w walce z armią Kuomintangu Czang Kaj-szeka, która poniosła znaczne straty podczas walk z najeźdźcami. W 1945 roku oddziały Narodowej Armii Rewolucyjnej podległe Mao liczyły już dobrze ponad milion żołnierzy, a na terenach kontrolowanych przez komunistów żyło 100 milionów Chińczyków.
Okoliczności powstania współczesnego ustroju Chin, dziś jednego z dwóch supermocarstw światowych, mają kluczowe znaczenie. Zrodził się mit, z zapałem propagowany przez Komunistyczną Partię Chin, że komuniści zwyciężyli, ponieważ naród chiński pragnął marksizmu-leninizmu. Jest to nonsens. Tak naprawdę kluczem do zrozumienia wyniku wojny jest zrozumienie tego, jak - czasami nie z własnej winy - Czang Kaj-szekowi nie udało się osiągnąć czterech celów strategicznych przywódcy, które opisujemy we "Wprowadzeniu", podczas gdy Mao Tse-tung w ostatecznym rozrachunku odrobił tę lekcję wprost wzorowo.
W październiku 1945 roku, wkrótce po kapitulacji Japonii, Mao i Czang Kaj-szek spotkali się po raz pierwszy od dwudziestu lat w mieście Chongqing, wojennej stolicy tego ostatniego; Mao przybył w towarzystwie ambasadora USA w Chinach. Wszelka nadzieja, że obie strony będą w stanie współpracować po deklaracji Mao, że "wszystkie strony muszą zjednoczyć się pod przewodnictwem przewodniczącego Czanga, aby zbudować nowoczesne Chiny", niedługo potem zupełnie zniknęła. Mao po powrocie do siebie poinformował swoich zwolenników, że uważa tę deklarację jedynie za "zwykły kawałek papieru"20. Późną wiosną 1946 roku walki zostały wznowione. Chociaż Kuomintang wygrał kilka bitew o północne bazy komunistów, zdobywając od stycznia do marca 1947 roku 150 miast, do końca wojny nie odniósł już żadnego większego zwycięstwa.
Od 1937 do 1945 roku w Chinach toczyły się dwie wojny: narodowowyzwoleńcza przeciwko Japończykom i długotrwała wojna domowa Kuomintangu z komunistami. W tej pierwszej Kuomintang brał znacznie większy udział, co jednak oznaczało też, że ponosił znacznie większe straty21. Podczas wojny z Cesarstwem Japonii, w której zginęło od czternastu do dwudziestu milionów Chińczyków, Chiny doświadczyły przerażającej biedy na obszarach wiejskich. Chińskie elity z miast wybrzeża w dużej części współpracowały z Japończykami, a taka kolaboracja osłabiła państwo i jego przywódców - zwłaszcza dlatego, że w kraju szerzyły się również powszechnie korupcja i inflacja22.
Korupcja była (i jest w dalszym ciągu) niebezpieczna nie tylko dlatego, że prowadzi do przekierowania zasobów niezbędnych do wysiłku wojennego, ale także dlatego, że całkowicie demoralizuje żołnierzy i obywateli, którzy są jej ofiarami. Historyczka Rana Mitter zauważyła, że: "Kiedy Czang Kaj-szek smakował zwycięstwo, patrzył na ruiny - za granicami i w kraju [...] a amerykańskie rozczarowanie rządem z Chongqing wydawało się uzasadnione degrengoladą reżimu rządzącego Chinami. Naród miał wielkie wizje, ale rzeczywistością były powszechny głód, korupcja w rządzie i brutalne działania organów bezpieczeństwa państwa"23.
Działo się tak głównie dlatego, że to Kuomintang, a nie komuniści, w znacznym stopniu poniósł ciężar walk z Japończykami i w chwili nagłej kapitulacji Japonii 1 września 1945 roku jego zasoby były na wyczerpaniu24. A jednak to Czang Kaj-szek nadal oficjalnie rządził Chinami, ze wszystkimi związanymi z tym uprawnieniami podatkowymi, poborowymi i patronatem politycznym25. Co więcej, Czang Kaj-szek, który w 1943 roku uczestniczył w konferencji aliantów w Kairze i poznał osobiście Churchilla oraz Roosevelta, na arenie międzynarodowej nadal był postacią rozpoznawalną. Zatem historia chińskiej wojny domowej zasadniczo przedstawia historię Czanga i jego wyższych dowódców, którzy zmarnowali wszystkie przewagi, które posiadali, podczas gdy Mao przetrwał do czasu, gdy był w stanie przeprowadzić niszczycielskie kontrofensywy26.
I rzeczywiście, gdy spojrzymy na suche zestawienie twardych danych, fakt, że wojna domowa w ogóle wybuchła w 1945 roku, nie mówiąc już o tym, że Czang Kaj-szek ją przegrał, jest właściwie zaskakujący. Kuomintang miał wówczas pod bronią 2,6 miliona ludzi, podczas gdy komuniści dysponowali armią nie większą niż pół miliona żołnierzy, z których tylko połowa była uzbrojona w karabiny27. Kuomintang kontrolował większość kluczowych miast Chin, podczas gdy komuniści początkowo ograniczali się do baz na obszarach rolniczej części Chin północnych. Jednak brak jedności Kuomintangu, w którym działały konkurujące ze sobą frakcje ze współzawodniczącymi liderami, sprawił, że uwaga decydentów skupiała się raczej na sprawach wewnętrznych, a nie na wspólnym wrogu. Nikt nie spodziewał się, jakich okropieństw mogą dopuścić się komuniści w swoim bądź co bądź kraju.
W świetle imponującej siły bojowej i zdobyczy terytorialnych Mao, osłabienia rządu i wojska Kuomintangu oraz kluczowych działań Stalina w oparciu o przyczółki w Mandżurii komuniści zyskali szansę połączenia sił z Rosjanami i objęcia kontroli nad terytorium rozciągającym się od granic Mongolii przez Mandżurię aż po granice ze Związkiem Radzieckim. Setki tysięcy żołnierzy komunistycznych pomaszerowało na północ, na spotkanie Armii Czerwonej, a w kwietniu 1946 roku Sowieci ostatecznie oddali Mandżurię chińskim komunistom.
Historycy zwykle dzielą wojnę domową w Chinach na trzy etapy: od maja do listopada 1948 roku trwała tzw. kampania Liaoshen, której celem była kontrola nad Mandżurią, od listopada 1948 roku do stycznia 1949 roku trwały natomiast równolegle kampanie Pingjin - o Pekin i Tiencin - oraz Huaihai w północnych Chinach. To właśnie zwycięstwo w kampanii Huaihai zapewniło komunistom zwycięstwo w całej wojnie domowej, która do tego czasu równie dobrze mogła potoczyć się zupełnie inaczej. Tylko podczas tych trzech kampanii Kuomintang stracił ponad 1,5 miliona ludzi, w porównaniu z ćwierć milionem ofiar u komunistów28.
Jeśli pierwszym zadaniem strategicznego przywódcy jest jasne przekazanie zasadniczych idei, Czang Kaj-szek poniósł tu totalną klęskę. Zdecydował się na potępienie liderów lokalnych społeczności, którzy współpracowali z Japończykami w miastach nadmorskich, akurat kiedy desperacko potrzebował ich wsparcia. Scentralizował władzę w swoich rękach i w ten sposób zraził do siebie ważnych przywódców Kuomintangu w Mandżurii, Sinciangu i w południowo-zachodnich Chinach. Zaatakował komunistów zbyt wcześnie po spotkaniu z Mao, przez co stracił poparcie kluczowych postaci w administracji prezydenta Trumana. Choć na przełomie lat 1946 i 1947 zdobył kontrolę nad znacznym terytorium, w późniejszych latach nie udało mu się jej utrzymać. Jego polityka wobec wpływowych lokalnych watażków**, którzy kontrolowali większą część Chin, sprowadzała się raczej do konfrontacji niż pojednania, więc pod koniec 1948 roku popełnił kilka ważnych błędów taktycznych29.
Strategia Czang Kaj-szeka polegająca na koncentracji sił w miastach i rozproszeniu oddziałów wzdłuż linii kolejowych naraziła je na ataki wysoce ruchliwych partyzantów komunistycznych. W kraju tak rozległym jak Chiny linie zaopatrzenia zawsze były zagrożone, dostawy dla rozproszonych sił Kuomintangu były więc regularnie odcinane. Decyzja Czanga o wydłużeniu linii komunikacyjnych podczas próby odbicia północno-wschodnich terenów, gdzie komuniści otrzymywali wsparcie od ZSRR, była katastrofalnie chybiona30. Działania te były tym bardziej zaskakujące, że podczas walk z Japonią dał on się poznać jako świetny dowódca. Być może z tego powodu był otoczony czcią podwładnych, którzy, jak stwierdził jeden z historyków: "rywalizowali między sobą o jego przychylność, co ograniczało ich niezależność i szybkość działania, ponieważ czekali na decyzję, a nie wykazywali się własną inicjatywą"31. Nie jest to oczywiście tendencja ograniczona do chińskiej wojny domowej. Niezależnie od tego, jak bardzo pocieszające byłoby słuchanie zgodnych opinii, każdy sztab generalny, jeśli ma być skuteczny, potrzebuje kilku wątpiących "etatowych nieprzekonanych".
Za to Mao rozumiał zarówno strategiczne, jak i taktyczne uwarunkowania, z którymi musiał sobie radzić, i trafnie realizował najważniejsze idee. Zdawał sobie sprawę, jak ważna jest zwinność w działaniach, zamiast - jak sam to określił - "uczynić z utrzymywania lub zajmowania miejsca nasz główny cel"32. Studiował Sztukę wojny Sun Tzu, dzieło chińskiego teoretyka wojny żyjącego około 550-500 r. p.n.e., i poznał zalety unikania bezpośrednich konfrontacji, jeśli preferowana była strategia wojny manewrowej. Pomimo początkowej niepewnej pozycji lektura Sun Tzu nauczyła go także, jak rozkładać siły i oceniać ryzyko, jak stosować oszustwa i, gdy to możliwe, postępować odwrotnie do tego, czego spodziewa się wróg33.
Nie bez znaczenia było między innymi to, że Mao miał całkowitą kontrolę nad polityką i strategią, korzystając z władzy dyktatorskiej, podczas gdy Czang - mimo że oskarżano go o bycie despotą - mógł o tym tylko pomarzyć. Co więcej, ideologię marksistowską interpretowano na szczeblu lokalnym bardzo elastycznie, gdyż komuniści, w przeciwieństwie do Kuomintangu, byli skłonni dogadywać się praktycznie z każdym i w każdych okolicznościach. Zdarzyło im się nawet nająć 200 tysięcy żołnierzy z armii Mandżukuo, którzy walczyli wcześniej dla Japończyków. Wszelki sprzeciw wobec rządów komunistycznych tłumiono szybko i brutalnie; w czasie wojny stracono nie mniej niż 150 tysięcy żołnierzy, często po torturach34.
Komuniści realizowali bezwzględną politykę redystrybucji ziemi na wsi, z przekonaniem karząc fizycznie i zabijając milion lokalnych właścicieli ziemskich, gdy tylko partyjne "sądy ludowe" wydawały wyroki skazujące. Ponieważ około 90 procent ludności Chin składało się z chłopów pracujących na roli, przymusowy pobór do armii komunistycznej osładzano obietnicami ziemi i wolności. Dla chińskiego właściciela ziemskiego posiadanie zaledwie ćwierci hektara oznaczało wyrok śmierci. Nie było to spontaniczne uznanie chińskiego chłopstwa dla zasad dialektyki marksistowsko-leninowskiej, ale brutalne zawłaszczanie ziemi, które często było po prostu rozstrzyganiem dawnych lokalnych waśni35. Jeden z historyków zauważył w związku z tym, że "zarówno nacjonaliści, jak i komuniści uciekali się do strasznych metod, zakładających taktykę spalonej ziemi, zatapianie rozległych połaci gruntu i prowadzenie w miastach kampanii terroru, przy użyciu czystek oraz głodu jako środka militarnego"36.
W takich okolicznościach w kolejnych latach często dochodziło do sytuacji, gdy Stany Zjednoczone z wahaniem i niekonsekwentnie wspierały jedną ze stron (Kuomintang), Rosjanie zaś, bez żadnych skrupułów, drugą (komunistów). Wojna zastępcza (proxy warfare) tego rodzaju w okresie po drugiej wojnie światowej wkrótce stała się tak wszechobecna, że bezpośrednia interwencja supermocarstwa była raczej wyjątkiem niż regułą37. To wykorzystanie zastępczych sił do toczenia walk między supermocarstwami naraziło obie strony na oskarżenia o hipokryzję i gotowość walki do ostatniego Chińczyka, Angolczyka czy Nikaraguańczyka, lub ostatnio - Ukraińca.
Amerykanie wycofali się z Chin w styczniu 1947 roku. Do połowy 1948 roku nadal jednak wspierali Kuomintang, wysyłając doradców i sprzęt. Do tego czasu Czang Kaj-szek stracił już ponad milion żołnierzy i wyraźnie przegrywał wojnę. Historycy będą nadal się spierać, czy prezydent Truman naprawdę "przegrał Chiny", ale faktem jest, że te oskarżenia będą towarzyszyć mu do ostatnich dni politycznej kariery - odnosząc się do jednej z trzech niezwykle ważnych, zapadających w pamięć decyzji Trumana w Azji Wschodniej, które obejmowały już nuklearną zagładę Hiroszimy i Nagasaki, a wkrótce także zaangażowanie Ameryki w wojnę koreańską. Jednak z historycznego punktu widzenia zagraniczna interwencja w wojnach domowych rzadko wpływała na ich wynik, jak pokazały wojny domowe w Hiszpanii i Rosji.
W ciągu dwóch lat od sierpnia 1945 roku komunistyczna Armia Ludowo-Wyzwoleńcza (ChAL-W), po wprowadzeniu przymusowego poboru na zajętych terenach i wchłonięciu w swoje szeregi dezerterów z Kuomintangu, powiększyła się czterokrotnie. Armia Kuomintangu była początkowo uzbrojona w trzy miliony karabinów i 200 tysięcy karabinów maszynowych zdobytych na Japończykach, ale zamiast wycofywać się z pozycji, których nie można było obronić, dowódcy zazwyczaj wysyłali na miejsce kolejne elitarne oddziały, które były unicestwiane jeden po drugim, co doprowadziło do dalszej demoralizacji armii38. Rozkazy Mao brzmiały: "Naszym głównym celem jest zniszczenie żywej siły wroga. W każdej bitwie starajcie się ich całkowicie wytępić i nie pozwólcie, aby ktokolwiek wydostał się z zarzuconej sieci"39. W takiej sytuacji, jeśli tylko żołnierzom oferowano wybór między całkowitym unicestwieniem a zmianą stron, wielu wybierało tę drugą możliwość.
Dezercje z armii Kuomintangu były całkowicie zrozumiałe, jeśli weźmie się pod uwagę, z jaką brutalnością traktowano w niej żołnierzy. Około 40 procent poborowych dezerterowało już podczas podstawowego szkolenia, a kolejne 20 procent umierało z głodu40. W terenie i podczas operacji wskaźnik miesięcznej dezercji w jednostkach wynoszący 10 procent nie był niczym niezwykłym. Jeśli towarzysz z oddziału rejterował, byłeś bity i traciłeś racje żywnościowe. Czasami żołnierzy trzeba było wiązać linami lub nawet łańcuchami, aby zapobiec dezercjom podczas przemarszów, ale można było ich też wiązać razem w nocy. "Żołnierze mogli załatwiać potrzebę tylko w określonych porach i trzeba było to robić zbiorowo"41. Był to niemal laboratoryjny eksperyment demoralizacji. Brutalność była zaraźliwa: wielu żołnierzy Kuomintangu należało wcześniej do bandyckich gangów różnych lokalnych watażków, dla których, jak to ujął historyk, "grabieże, gwałty, tortury, egzekucje i palenie wiosek były czymś zupełnie normalnym, a nie wyjątkowym"42.
Morale armii Kuomintangu niszczyła również hiperinflacja, ponieważ żołd stawał się z czasem właściwie bezwartościowy. Oficerowie zaczęli kraść pieniądze przeznaczone dla podwładnych, sprzedawać zaopatrzenie i sprzęt wojskowy oraz nękać ludność cywilną43. Często także dopuszczano się przekupstw, aby zdobyć jakąś pracę biurową daleko od linii frontu, gdzie można było zarabiać, sprzedając żołnierskie racje ryżu lokalnym handlarzom. Pewien historyk zauważa, że "o wiele za często żołnierze musieli wyżywić się garściami ryżu, które trzymali po kieszeniach"44. Bogacenie się oficerów kosztem własnych żołnierzy jest częstym zjawiskiem w źle dowodzonych armiach.
Komuniści, wykorzystując biedę wywołaną inflacją pustoszącą Chiny, oblegali kolejne miasta i głodem zmuszali ludność do kapitulacji. Najstraszniejszym przykładem takiej strategii było pięciomiesięczne oblężenie Changchun, największego miasta Mandżurii. Lin Biao, dowódca Ludowej Armii Polowej Mandżurii, nakazał przekształcenie go w "miasto śmierci". Ludność cywilna miasta, odcięta od wszystkich pobliskich obszarów zajętych przez nacjonalistów, uciekała się do jedzenia trawy, kory i ludzkiego mięsa, którym w pewnym momencie zaczęto handlować na czarnym rynku. Około 160 tysięcy osób zmarło z głodu w czasie, gdy ciężka artyleria komunistów ostrzeliwała miasto przez całą dobę. "Changchun przypominała Hiroszimę" - napisał jeden z podpułkowników ChAL-W w swoich wspomnieniach, które później zostały zakazane. "Zginęło tam prawie tyle samo ludzi. Z tą różnicą, że w Hiroszimie trwało to dziewięć sekund, a w Changchun - pięć miesięcy"45. Do chwili zakończenia oblężenia ludzie zjedli wszystkie liście i źdźbła trawy46. Rodzice sprzedawali córki za jakiekolwiek jedzenie, głodujące rodziny zjadały nawet wypełnienia poduszek, znajdowano całe domy pełne zastygłych jak we śnie ludzi, którzy umarli z głodu.
W późniejszym okresie wojny kolejne miasta kapitulowały przed komunistami bez oporu. Żadne z nich nie chciało powtórzyć losu Changchun. Małe potyczki partyzanckie z początku wojny z czasem zmieniły się w otwarte batalie, bezlitosne areny wyniszczenia; Changchun było symbolem starcia rodem wprost ze średniowiecza, tyle że z wykorzystaniem dział przeciwlotniczych. "W samej Mandżurii - pisze historyk Frank Dikötter - komuniści przejęli lub zwerbowali do armii około miliona ludzi. W kolejnych bitwach przestawały istnieć kolejne najlepsze jednostki rządowe armii Czang Kaj-szeka"47.
Przykładem niezdolności Czanga do narzucenia swojej woli własnej armii może być bitwa pod Jinzhou, do której doszło w październiku 1948 roku. Miesiąc wcześniej Mao rozkazał Lin Biao zająć kluczowe miasto, które uniemożliwiało wzmocnienie sił Kuomintangu w Mandżurii i dostarczenie jakiejkolwiek pomocy w okolice Changchun i Shenyangu. Chodziło o to, aby "zamknąć drzwi i stłuc psa", jak to ujął48. Ze wzniesień w pobliżu Jinzhou ciężka artyleria ChAL-W ostrzeliwała jedyne lotnisko w mieście, czyniąc je niezdolnym do użytku, zanim oddziały Kuomintangu mogły zostać wysłane z Shenyangu w celu wzmocnienia okolicznych sił. Mimo to Czang Kaj-szek nadal miał nadzieję, że wykorzysta atak na Jinzhou do unieruchomienia Lin Biao, dopóki nie nadejdą odwody z Shenyangu i północnych Chin. Generał David Barr, amerykański doradca Chang Kaj-szeka, stwierdził później: "Plany i wydane rozkazy były rozsądne i gdyby je wykonano, przyniosłoby to prawdopodobnie dobre rezultaty"49. Sam Lin Biao zgodził się z tą opinią, komentując: "Przygotowaliśmy ucztę na jeden stół, ale teraz mamy dwa stoły gości. Co robić?". Mao rozkazał mu uderzyć na miasto, zanim zdążą pojawić się kolejni goście.
Plany i wyobrażenia nie były jednak równoznaczne z właściwą realizacją koncepcji strategicznych. Drugie zadanie strategicznego przywódcy podkreśla znaczenie skutecznego komunikowania podwładnym zasadniczych koncepcji, a trzecie polega na nadzorowaniu ich skutecznej realizacji. Chang Kaj-szek potrafił przekazać swój pomysł na kontratak wpływowym podwładnym, takim jak generał Wei Lihuang, dowódca w Shenyangu, i generał Fu Zuoyi, który dowodził armią Kuomintangu w północnych Chinach. A jednak żaden z nich nie był skłonny do osłabienia własnych sił, żeby pomóc w ocaleniu Jinzhou, dlatego strategia nie została wprowadzona w życie na czas. Czang Kaj-szek musiał spędzić co najmniej dziewięć dni, latając tam i z powrotem między Shenyangiem i Pekinem, usiłując przekonać swoich podwładnych o zbyt wielkiej władzy, aby przyszli z pomocą miastu, i tracąc cenny czas na negocjacje50.
Z drugiej strony ćwierćmilionowa armia Lin Biao wykorzystała ten czas bardzo pożytecznie, ryjąc w ziemi wokół Jinzhou kilometry okopów, odcinając dopływ świeżej wody i całą komunikację z miastem, nieustannie nękając je ostrzałem z 900 dział. 14 października oddziały komunistów przedarły się przez miejskie mury i przed zapadnięciem zmroku zajęły Jinzhou, zdobywając 400 ciężarówek i amunicję wystarczającą dla sześćdziesięciu tysięcy żołnierzy.
Utrata Jinzhou okazała się dla Czang Kaj-szeka katastrofą. Sześć dni później poddało się również Changchun, a 2 listopada komuniści zajęli Shenyang. Dziesięć dni później kampania Liaoshen zakończyła się porażką Kuomintangu. W styczniu 1949 roku w ręce komunistów wpadło Xuzhou, a kampania Huaihai również zakończyła się klęską sił rządowych. Pekin poddał się komunistom bez walki 22 stycznia, zaś 1 października Mao proklamował powstanie Chińskiej Republiki Ludowej. Czang Kaj-szek uciekł na Tajwan 10 grudnia 1949 roku, po czym nigdy nie podpisano żadnego formalnego traktatu pokojowego ani nawet zawieszenia broni.
W styczniu 1950 roku Chiny i ZSRR podpisały układ o bezpieczeństwie, który niecałe sześć miesięcy później zapoczątkował wojnę koreańską. Chińska wojna domowa pochłonęła oszołamiającą liczbę sześciu milionów istnień ludzkich i miała poważne konsekwencje, z którymi borykamy się po dziś dzień51. Co ważne, właśnie wtedy Tajwan stał się kwitnącym przyczółkiem demokracji w tym regionie, gdzie rozkwitają poglądy antykomunistyczne i podejmuje się działania skierowane przeciwko KPCh, mimo że wyspa jest stale zagrożona przez coraz bardziej stanowcze Chiny. Jest to obecnie prawdopodobnie najbardziej niebezpieczny punkt zapalny na świecie. Stany Zjednoczone oświadczyły, że choć nie uznają niepodległości Tajwanu, to przyjdą mu z pomocą w przypadku inwazji, co sprawi, że staje się on potencjalną areną bezpośredniego konfliktu między dwoma światowymi supermocarstwami.
Chińska wojna domowa miała ważne znaczenie dla ewolucji działań wojennych z wielu powodów, ale przede wszystkim dlatego, że pokazała światu, iż wojna partyzancka prowadzona zgodnie z maoistowskimi zasadami sztuki wojennej przez mniejsze siły może ostatecznie zakończyć się sukcesem, nawet jeśli po drugiej stronie barykady jest rząd wspierany przez Zachód. Zanim jeszcze Mao sięgnął po ostateczne zwycięstwo, komunistyczni partyzanci przekraczali granice okupowanego przez Francję Wietnamu, a chińska wojna domowa stała się dla wietnamskich komunistów symbolem i wzorem do naśladowania, najpierw w wystąpieniach przeciwko Francuzom, a następnie Amerykanom.
Wojna koreańska: właściwe wykorzystanie zasadniczej koncepcji strategicznej
W niedzielę 25 czerwca 1950 roku siły północnokoreańskie przekroczyły linię 38. równoleżnika***. Wkraczająca do Korei Południowej armia liczyła 135 tysięcy żołnierzy wspieranych przez czołgi T-34 i myśliwce typu Jak. Kim Ilsong, północnokoreański dyktator, w styczniu poprzedniego roku otrzymał od Stalina zielone światło. Dysponując przewagą dziesięć do jednego na wąskim froncie, wykorzystał przewagę zaskoczenia i rozpoczął operację wojenną, wzorując się na blitzkriegu z okresu drugiej wojny światowej52. Podobnie jak podczas działań szybkich związków bojowych na frontach blitzkriegu, za armią podążały oddziały tajnej policji, która mordowała jeńców wojennych i podejrzanych politycznie potencjalnych wrogów przyszłego ustroju53. Armia Korei Południowej, której prezydent Rhee Syng-man był autorytarną amerykańską marionetką, nie dysponowała ciężką bronią i opisywano ją jako "niewiele silniejszą niż lekko uzbrojona żandarmeria"54. Oddziały te szybko się wycofały, aby uniknąć całkowitej zagłady.
Stany Zjednoczone miały wówczas w Korei tylko 500 żołnierzy. Co gorsza, raporty CIA spływające zaledwie tydzień przed ofensywą mówiły raczej o odwołaniu planowanego przez komunistów z Północy ataku. Końcowy wniosek - jakoby Korea Północna po prostu ograniczała się do propagandy i działalności wywrotowej dla osłabienia Korei Południowej, rezygnując z użycia siły - okazał się zupełnie nietrafiony55. Inwazja ta była pierwszym od 1945 roku jawnym działaniem militarnym związanym z naruszeniem granicy uznanej międzynarodowo. Potężne, pewne siebie Stany Zjednoczone szybko przeszły do kontrofensywy. Do 30 czerwca, gdy administracja Trumana zdecydowała, że nie można dopuścić do próby coup de main w Korei, Stany Zjednoczone wysłały do Korei Południowej tysiące żołnierzy.
Operacje wojskowe, o których mówimy w tej książce, rzadko dorównują skalą działaniom z czasu drugiej wojny światowej. Nawet prowadzona przez Stany Zjednoczone kampania w Zatoce Perskiej w 1991 roku i inwazja Putina na Ukrainę w 2022 roku zostały przeprowadzone z użyciem sił mniej więcej porównywalnych z liczbą żołnierzy, którzy wylądowali w Normandii w 6 czerwca 1944 roku, choć akurat ich w ciągu miesiąca od lądowania wsparło jeszcze milion żołnierzy. Jednak wszystkie wspomniane operacje można uznać za niewielkie w porównaniu z wielomilionowymi siłami zaangażowanymi podczas operacji Bagration przeprowadzonej przez Armię Czerwoną. W toku tych działań zginęło, zostało rannych lub wziętych do niewoli 510 tysięcy Niemców. Jedynymi powojennymi konfliktami, w czasie których zbliżono się do tak wielkich liczb, były chińska wojna domowa i wojna koreańska.
Kim Ilsong miał jedną przewagę, typową dla wszystkich przywódców reżimów totalitarnych: możliwość wyprowadzenia naprawdę niespodziewanego ataku bez konieczności wcześniejszego przygotowania i pozyskania opinii publicznej, ogółu społeczeństwa lub polityków mających odmienne zdanie. Jak zauważa historyk wojskowości Sterling Pavelec, ataki z zaskoczenia stają się tak często preludium do wojny, ponieważ zapewniają natychmiastową - choć zwykle krótkotrwałą - przewagę nad wrogiem56. Z taką sytuacją mieliśmy do czynienia w przypadku operacji Barbarossa w czerwcu 1941 roku, gdy Hitler uderzył na ZSRR, niespodziewanego ataku Japonii na Stany Zjednoczone w grudniu tego samego roku i, do czego niedługo przejdziemy, ataków z zaskoczenia stosowanych między innymi przez Izraelczyków w czasie wojny sześciodniowej w 1967 roku, Arabów w wojnie Jom Kippur w 1973 roku, Argentyńczyków w czasie inwazji na Falklandy w 1982 roku, Irakijczyków w ataku na Kuwejt w 1990 roku i przez Al-Kaidę w tragicznym ataku z 11 września. Jak zauważył niegdyś wyższy rangą urzędnik Pentagonu, Paul Wolfowitz: "Ataki z zaskoczenia zdarzają się tak często, że zaskakujące jest to, że wciąż jesteśmy nimi zaskakiwani".
Jednakże ataki wykorzystujące czynnik zaskoczenia wroga związane są nieodłącznie z pewnymi pułapkami, o czym przekonał się Kim Ilsong, jak również kilku innych dyktatorów. Przede wszystkim prowadzą zwykle do wstrząśnięcia przeciwnikiem, co skutkuje bardziej zdecydowaną reakcją, niż gdyby konflikt narastał powoli i rozwijał się stopniowo. Ponadto, jeśli uda się dzięki takiej napaści osiągnąć sukces taktyczny na wczesnym etapie, konieczne jest szybkie użycie odwodów, a wsparcie to nie zawsze może zostać rozwinięte ze względu na potrzebę zachowania przewagi zaskoczenia. Wadą ataków z zaskoczenia jest wreszcie fakt, że nie pozostawiają one żadnych moralnych wątpliwości co do kwestii, kto okazał się w danym konflikcie agresorem, a kto się tylko broni. Niespodziewany atak Kim Ilsonga rozpoczynający wojnę koreańską sprawił, że Stany Zjednoczone i Organizacja Narodów Zjednoczonych doszły do przekonania, iż należy powstrzymać Koreę Północną, zanim komunistom uda się połknąć całe Południe, i w miarę możliwości ukarać ich za tę próbę.
Prezydent Truman, wciąż borykający się z oskarżeniami, że "przegrał" Chiny, oddając je komunistom w 1949 roku, na wieść o rozpoczęciu działań wojennych przez Koreę Północną poczuł, że nie może pozwolić, aby to samo powtórzyło się w Korei. Zwłaszcza że Kim Ilsong był wspierany militarnie, finansowo i politycznie nie tylko przez Chiny, ale i przez ZSRR. Dlatego dwa dni po rozpoczęciu inwazji Korei Północnej Truman stwierdził jednoznacznie: "Atak na Koreę pokazuje ponad wszelką wątpliwość, że komunizm wykroczył poza stosowanie działalności wywrotowej w celu podboju niepodległych narodów i odtąd będzie uciekał się do zbrojnych inwazji i wojen"57. Dwight D. Eisenhower, ówczesny rektor Uniwersytetu Columbia, który wkrótce miał objąć dowodzenie siłami NATO, zgodził się z tą opinią, mówiąc: "Jeśli nie zajmiemy zdecydowanego stanowiska, będziemy mieli tuzin Korei"58. Wojna w Korei stała się zatem rozwojową formą konfliktu bezpośrednio po drugiej wojnie światowej: była to wojna ostrzeżenie, która wprost wynikała z tego, czego politycy w różnych krajach nauczyli się z porozumienia monachijskiego z 1938 roku, gdy próbowano "ułagadzać" dyktatorów.
W zdecydowanym przeciwieństwie do późniejszych wydarzeń w XX wieku, Organizacja Narodów Zjednoczonych zareagowała stanowczo. Korea Północna Kim Ilsonga chyba jednak niezbyt fortunnie wybrała moment ataku, ponieważ w tym czasie Związek Radziecki bojkotował Organizację Narodów Zjednoczonych za umożliwienie Kuomintangowi zajęcia miejsca Chin w Radzie Bezpieczeństwa, zdaniem ZSRR należącego się reżimowi Mao. Radziecki bojkot umożliwił mocarstwom zachodnim przyjęcie rezolucji nr 82 i nr 84, upoważniających siły ONZ do niesienia pomocy Korei Południowej, jeśli Północ nie wycofa się na wcześniej ustaloną linię demarkacyjną. Dzięki tym dwóm rezolucjom Rada Bezpieczeństwa przekształciła wojnę koreańską w operację wojskową Organizacji Narodów Zjednoczonych.
Stany Zjednoczone wniosły zdecydowanie największy wkład w zakresie użytych sił i środków wśród państw spoza półwyspu, dostarczając 88 procent z 341 tysięcy żołnierzy ONZ i ponosząc największe koszty finansowe w zamian za kontrolowanie przebiegu operacji59. Poza oddziałami z Korei Południowej i Stanów Zjednoczonych na półwyspie walczyli żołnierze z Australii, Belgii, Etiopii, Filipin, Francji, Grecji, Holandii, Kanady, Kolumbii, Luksemburga, Nowej Zelandii, Filipin, Tajlandii, Turcji i Wielkiej Brytanii. Osiem z tych krajów wysłało okręty wojenne, a pięć - samoloty bojowe. Statki i samoloty transportowe dostarczyło osiem krajów, w tym Norwegia, a jednostki medyczne - siedem krajów, w tym Dania, Indie, Szwecja i Włochy60. Propozycja dostarczenia trzech dywizji piechoty Kuomintangu została rozsądnie odrzucona, ponieważ z dużym prawdopodobieństwem rozwścieczyłoby to Chiny.
Truman 30 czerwca zatwierdził blokadę morską Korei Północnej i wysłanie do walki dużej liczby żołnierzy wojsk lądowych. Historyk wojskowości Max Hastings napisał: "Wojna koreańska zajmuje w historii miejsce wyjątkowe, gdyż po raz pierwszy w wieku nuklearnym supermocarstwo użyło ograniczonych sił, by osiągnąć ograniczone cele"61. Gdy w Europie Stalin nie mógł już liczyć na dalszą ekspansję, a nie miał żadnego wpływu na pacyfikację Japonii, skupił swoją uwagę na Azji, gdzie zamierzał przyspieszyć rewolucję proletariatu. Po zwycięstwie komunistów w Chinach wierzył, że może nękać kapitalistyczny Zachód, nie wywołując przy tym zdecydowanej reakcji62. W maju 1950 roku Stalin przekonywał przewodniczącego Mao, że Amerykanie "nie są w chwili obecnej gotowi do wielkiej wojny" i "razem będziemy silniejsi niż Stany Zjednoczone i Anglia, natomiast inne europejskie państwa kapitalistyczne [...] nie dysponują większą siłą militarną"63. W tym wypadku mocno się przeliczył. Jednak zanim to sobie uświadomił, zginęło pięć milionów ludzi.
Takie niedocenianie motywacji Zachodu, jakoby niechętnego zaangażowaniu, rzekomo zbyt dekadenckiego, było aż nazbyt powszechne w powojennej historii. Komentator polityczny Janan Ganesh stwierdzał: "Duchowni-terroryści, bezbożni marksiści i inni wrogowie Zachodu podzielają niewiele przekonań. Jednym z nich jest wiara, że wolne społeczeństwa mają wrodzoną słabość: swoistą wolę niemocy"64. Teoria ta, podzielana także przez dyktatorów państw Osi w latach 1936-1941, raz za razem okazywała się błędna. Ostatnio stało się to aż nazbyt jasne, gdy spojrzeć na gotowość Zachodu do wysłania do Ukrainy ogromnych ilości śmiercionośnej broni oraz nałożenia na Rosję poważnych sankcji łącznie z kontrolą eksportu.
Wszyscy trzej amerykańscy dowódcy w Korei - Douglas MacArthur, Matthew Ridgway i Mark Clark - odegrali wybitne role podczas drugiej wojny światowej65. Osobowość generałów zawsze była niezwykle ważna, przekładając się na przebieg i powodzenie działań wojennych, ale chyba niewielu współczesnych dowódców stało się takimi symbolami słuszności tej tezy, co generał Douglas MacArthur, którego reputacji nieobce były nagłe wzloty i upadki, niczym na kolejce górskiej na Coney Island. Mimo niewątpliwej inteligencji i ogromnej odwagi osobistej generała - był jednym z najczęściej odznaczanych amerykańskich oficerów z czasu pierwszej wojny światowej - a także wdrożenia tak skutecznej strategii "żabich skoków" z wyspy na wyspę i izolowania japońskich garnizonów w czasie drugiej wojny światowej (w tym przypadku splendorem musiał podzielić się z admirałem Chesterem Nimitzem), miał on tyle wad, że w dzisiejszych czasach prawdopodobnie uniemożliwiłyby mu one awans na tak wysoki stopień generalski66.
Pomimo wspaniałej reputacji - którą dodatkowo sam umiejętnie podsycał - siedemdziesięcioletni w czasie konfliktu koreańskiego MacArthur, "amerykański Cezar", jak ochrzcił go jeden z jego wielu biografów - cierpiał z powodu wielu wad charakteru, które dały o sobie znać już przed drugą wojną światową i w jej trakcie, a w Korei miały ujawnić się z jeszcze większą siłą. Najgorsze z nich były pycha i próżność. Nawet jak na standardy połowy XX wieku MacArthur miał gigantyczne ego. "MacArthur to typ człowieka, któremu się wydaje, że gdy trafi do nieba, Bóg zejdzie z wielkiego białego tronu, pokłoni się mu i poprosi o zajęcie właśnie zwolnionego miejsca" - napisał Harold Ickes, sekretarz zasobów wewnętrznych w administracji Roosevelta. W 1919 roku marszałek Foch w książce Préceptes et jugements przekonywał, że "dowodzić - nie znaczy być tajemniczym", ale MacArthur bez wątpienia osiągnął jakieś antypody anonimowości, bo publikował dziesiątki komunikatów prasowych, szczegółowo opisujących jego działania. Spośród 142 komunikatów, które wysłał z Corregidoru podczas drugiej wojny światowej, 109 zawierało informacje dotyczące bezpośrednio jego osoby.
Mimo wszystko nawet ten niezmierny egotyzm sam w sobie nie przeszkodziłby MacArthurowi w osiągnięciu najwyższych stopni w korpusie oficerskim dzisiejszej armii67. Jego związek z szesnastoletnią pół-Szkotką pół-Filipinką, gwiazdą wodewilu, Isabel "Dimples" Rosario, która nazywała go "tatusiem", wzbudziłby pewnie wątpliwości współczesnych kolegów (i koleżanek). Natomiast potajemne przyjęcie 3 stycznia 1942 roku 500 tysięcy dolarów w ramach "rekompensaty i nagrody" od prezydenta Filipin, Manuela Quezona (czyli równowartość około osiemnastu milionów dolarów w dzisiejszych czasach), położyłoby kres jego karierze, gdyby zostało ujawnione wcześniej, a nie w 1979 roku.
Największym problemem MacArthura w Korei było to, że ostatecznie błędnie zrozumiał zasadniczą koncepcję strategiczną konfliktu, w związku z czym nie udało mu się wykonać pierwszego i najważniejszego zadania stratega. Jego pomysł na prowadzenie działań wojennych sprowadzał się do uznania, że zniszczenie armii Korei Północnej będzie stosunkowo proste dzięki większej sile ognia armii amerykańskiej i że nie ma znaczenia, czy Chiny wyślą na pomoc Korei Północnej wojska przez rzekę Jalu, ponieważ zawsze będzie mógł zniszczyć i je. Nie miał też w swoim otoczeniu wyższych oficerów, którzy kwestionowaliby te dwa zasadniczo błędne przekonania. Oczywiście nie pomogło mu to, że prowadził wojnę, przebywając w oddalonym od frontu o prawie tysiąc kilometrów Tokio i niemal nigdy nie pojawiał się w Korei.
Chyba nie miał miejsca wcześniej lepszy dowód słuszności zasady sztuki wojennej, która mówi, że chociaż dowódca wcale nie musi spędzać czasu na linii frontu, to głównodowodzący powinien przynajmniej przebywać w kraju, w którym znajduje się teatr walk. Analizowanie map w wielkiej skali - jak stwierdził kiedyś lord Salisbury - doprowadza ludzi do szaleństwa. A MacArthur przebywał tak daleko od miejsca konfliktu, że - według słów historyka Michaela Neiberga - był "skrajnym przypadkiem niemożności skorygowania wojny totalnej i przejścia do wojny ograniczonej"68. Niestety, taka ocena stanie się oczywista dopiero w miarę postępu wojny.
Seul, stolica Korei Południowej, wpadł w ręce komunistów 29 czerwca, zaledwie cztery dni po rozpoczęciu inwazji. Armie koalicji amerykańsko-brytyjsko-południowokoreańskiej zostały zepchnięte w dół półwyspu aż w okolice miasta Pusan, podczas gdy Marynarka Wojenna Stanów Zjednoczonych utrzymywała blokadę Korei Północnej. Posiłki koalicji pod dowództwem generała dywizji Williama F. Deana zaczęły napływać 1 lipca, ale kiedy 4 lipca po raz pierwszy starły się z armią północno-koreańską na północ od Osan, zostały zmuszone do odwrotu. Trzy dni później MacArthur został mianowany naczelnym dowódcą sił ONZ w Korei.
Wojnę w Korei prowadzili generałowie, którzy swoje szlify zdobywali na frontach drugiej wojny światowej, więc była zgodna ze strategią i taktyką poprzedniej wielkiej wojny, choć z wykorzystaniem nowego sprzętu. Pod koniec drugiej wojny światowej do służby weszły powszechnie samoloty odrzutowe. W Korei to one dominowały na niebie. Kolejną ewolucją zasad sztuki było masowe użycie helikopterów, które przed 1945 rokiem były dopiero wprowadzane do służby, a w Korei służyły do ewakuacji rannych. W związku z tym miały się stać strategicznie ważnym narzędziem prowadzenia działań wojennych, wykorzystywanym zarówno do szybkiego i (na ogół) bezpiecznego przemieszczania dużej liczby żołnierzy, jak i (już po doświadczeniach z Korei) także jako platformy ofensywne w postaci śmigłowców szturmowych.
1 września 1950 roku Korea Północna wyprowadziła uderzenie znad rzeki Naktong. Pojawiła się realna obawa, że tzw. worek pusański, około 10 procent powierzchni Półwyspu Koreańskiego, na jego południowym wschodzie od strony Cieśniny Cuszimskiej, również może zostać stracony. A dla koalicji mogło to oznaczać po prostu przegraną wojnę. Jednak dwa tygodnie później MacArthur wykonał jedną z największych sztuczek wojennych współczesnej wojny, przeprowadzając operację Chromite, wielki, genialny z perspektywy strategicznej desant w pobliżu Inczon, kluczowego, strategicznego portu położonego 250 kilometrów za liniami wroga. Osiemdziesiąt trzy tysiące żołnierzy koreańskich i amerykańskich z X Korpusu wylądowały na plażach, odtwarzając niemal idealnie operacje znane z amerykańsko-japońskich zmagań na środkowym Pacyfiku69.
Nie da się zaprzeczyć, że błyskotliwość i głupota czasami idą w parze - tak jak to bywało w przypadku Douglasa MacArthura. Czasami potrzeba także takich charyzmatycznych generałów, gigantów na skalę globalną - jakim niewątpliwie był MacArthur pomimo wszystkich swoich wad - aby wymyślić i przeprowadzić tak ambitną operację jak Chromite. Ktoś skromniejszy i nie tak pewny siebie prawdopodobnie nie ośmieliłby się nawet o niej pomyśleć. Podczas drugiej wojny światowej generał George Patton czasami wyznaczał sobie niemal niemożliwe zadania i terminy. I udawało mu się osiągać sukces z całkowitą świadomością tego, że zostawia niezatarty ślad w historii.
Kłopoty pojawiają się jednak zawsze, gdy ego generała ma kluczowe znaczenie dla operacji. Sukces operacji Chromite tylko umocnił poczucie własnej wartości MacArthura. Między innymi dlatego, że generał Omar Bradley, przewodniczący Kolegium Szefów Sztabów i inny gigant drugiej wojny światowej, początkowo sprzeciwił się temu pomysłowi, stwierdzając, że "połączone operacje desantowe na dużą skalę [...] nie powtórzą się już nigdy"70. Również admirałowie byli przeciwni desantowi, zwracając uwagę, że w tym miejscu wybrzeża zdarzają się dziesięciometrowe fale przypływu, jedne z najwyższych na świecie, a dwa wąskie podejścia łatwo zaminować. MacArthur wskazał w odpowiedzi, że to właśnie ta rzekoma niedostępność Inczon gwarantuje element zaskoczenia. "Zdobywając Seul, całkowicie sparaliżowałbym oba kierunki zaopatrzenia wroga"71 - argumentował podczas odważnej prezentacji przed Kolegium Szefów Sztabów.
Chociaż historia wojskowości pełna jest desantów - począwszy od oblężenia Troi - zawsze były to operacje bardzo ryzykowne ze względu na niebezpieczeństwo zepchnięcia żołnierzy prosto do morza w czasie, gdy są najbardziej bezbronni: w momencie lądowania. Operację Chromite przeprowadzono bez jakichkolwiek ćwiczeń, te bowiem mogłyby zaalarmować wroga. A mimo to zakończyła się powodzeniem. Później, w czasie następnych siedemdziesięciu pięciu lat mieliśmy do czynienia z dużą liczbą udanych desantów, takich jak operacja Muszkieter podczas kryzysu sueskiego w listopadzie 1956 roku, operacja Starlite w Wietnamie w sierpniu 1965 roku, operacja Motorman w Irlandii Północnej w lipcu 1972 roku, turecka inwazja na Cypr w lipcu 1974 roku i trzykrotnie podczas wojny o Falklandy w kwietniu, maju i czerwcu 1982 roku. Półwysep Al-Fau w Iraku stał się świadkiem dwóch lądowań: wojsk irańskich w 1986 roku, a następnie brytyjskiej 3. Brygady Komandosów w 2003 roku. Pomimo wszystkich trudności technicznych związanych z przemieszczaniem wojsk z okrętów na ląd i zapewnieniem im wsparcia, ataki desantowe zdarzały się w czasie walk w tak odległych geograficznie i operacyjnie obszarach jak wojna domowa na Sri Lance, wojna w Zatoce Perskiej, na Komorach, w Kenii i Jemenie. To, że jakakolwiek przyszła chińska inwazja na Tajwan byłaby trudna i ryzykowna, nie oznacza jeszcze, że stanowiłaby historyczny ewenement.
Przyczółek pod Inczon umocniono już po dwóch dniach walk, a cała Korea Południowa została wyzwolona w lutym. Seul został odbity 26 września. Wielu Koreańczyków z Północy uciekło jednak z pułapki zastawionej przez MacArthura, wycofując się wzdłuż wschodniego wybrzeża półwyspu. A oto drugi wielki akt pychy z czasów tej wojny - na wzór początkowej decyzji Kima o inwazji - tym razem jednak podległa jej ówczesna administracja USA. 30 września 1950 roku George C. Marshall, nowo mianowany sekretarz stanu, powiedział MacArthurowi: "Chcemy, aby nie czuł się pan ograniczony taktycznie ani strategicznie, kontynuując operację na północ od 38. równoleżnika". Takie stwierdzenie nie wyjaśniało jednak w żaden sposób tego, co generał miałby tam robić.
Pychą związaną z inwazją na Koreę Północną wykazała się zatem administracja Trumana, ale znalazła ona doskonałego partnera w MacArthurze, który wierzył, że uda mu się ponownie zjednoczyć cały półwysep pod rządami Rhee Syng-mana w zaledwie trzy miesiące. Dzień po uzyskaniu zgody na większą swobodę operacji od Marshalla, 1 października, MacArthur wysłał wojska południowokoreańskie za 38. równoleżnik, ignorując wyraźne ostrzeżenia Chin, że w przypadku inwazji na Koreę Północną podejmą interwencję. Późniejsze żądanie MacArthura, aby pozwolono mu bombardować chińskie cele w Korei Północnej, zostało odrzucone. Jego przekonanie, że broń nuklearna jest jedynie "kolejnym orężem powiększającym potencjał arsenału wojennego" i jego prośba o pozwolenie na jej użycie, jeśli zajdzie taka potrzeba, nie zostały odpowiednio wcześnie dostrzeżone przez administrację Trumana jako oznaka rosnącej niestabilności psychicznej głównodowodzącego72. MacArthur deklarował zamiar "dotarcia do granicy chińskiej, rozbicia Korei Północnej i zjednoczenie półwyspu pod rządami Rhee Syng-mana", a przy tym nie dawał żadnych gwarancji, że w ogóle zatrzyma się na chińskiej granicy73.
MacArthur popełnił szereg innych błędów, nie doceniając zarówno prawdopodobieństwa, jak i skutków chińskiej interwencji. Pchał swoje oddziały coraz dalej na północ na jednym z najszerszych frontów współczesnej wojny. Przeprowadził desant pod Wonsan, ale nie udało mu się odciąć znacznej liczby jednostek wroga, a także podzielił i nadmiernie rozciągnął swoje siły pomimo nadchodzącej ostrej zimy i nie uwzględnił uwarunkowań geograficznych, czyli tego, że równoległe łańcuchy górskie środkowej części półwyspu uniemożliwią wzajemne wsparcie oddzielonym od siebie jednostkom koalicji.
Dwunastego października Mao rozkazał swoim oddziałom - oficjalnie "ochotnikom", a faktycznie całości chińskiej XIII Grupy Armii - rozpocząć przeprawę przez rzekę Jalu z Mandżurii. Ta operacja zajęła Chińczykom trzynaście nocy. Liczba żołnierzy chińskich w Korei wynosiła na początku 130 tysięcy, a ostatecznie przekroczyła ćwierć miliona74. To niezwykłe przedsięwzięcie udało się przeprowadzić w takiej tajemnicy, że oficerowie wywiadu MacArthura nie zauważyli niczego podejrzanego. Chińczycy używali kamuflażu, unikali komunikacji bezprzewodowej i wszystko transportowali w rękach - byli, według słów amerykańskiego generała brygady Samuela Marshalla, "widmem, które nie rzuca cienia" na dystansie prawie 500 kilometrów.
Amerykańscy generałowie byli tak pewni sukcesu, że według słów Maksa Hastingsa "ich zmysły osiągnęły nieznany wcześniej poziom oszołomienia"75. To przegapienie całej chińskiej armii przekraczającej rzekę Jalu zostało opisane później jako "prawdopodobnie największa wpadka wywiadowcza w powojennej historii amerykańskich sił zbrojnych".
Chińska przeprawa przez Jalu trwała już od trzech nocy, kiedy wczesnym rankiem w niedzielę 15 października 1950 roku MacArthur spotkał się z prezydentem Trumanem na wyspie Wake. Wybór miejsca spotkania przez MacArthura zmusił jego naczelnego dowódcę do przebycia łącznie dwudziestu trzech tysięcy kilometrów i siedmiu stref czasowych76. "Muszę jutro porozmawiać z prawą ręką Boga"77 - zapisał Truman dzień przed pierwszym spotkaniem z MacArthurem. "Dwóch mężczyzn może czasami dowiedzieć się więcej o sobie nawzajem w ciągu dwóch godzin, gdy rozmawiają twarzą w twarz, niż przez lata tradycyjnej korespondencji"78 - takie uzasadnienie dla tego spotkania przedstawił admirał Arthur Radford, dowódca Floty Pacyfiku, obecny na Wake.
Po fakcie obie strony dopuściły się pewnej mitologizacji tego spotkania. Mówiono, że Trumanowi nie spodobał się brak salutu i drażniła go rozpięta koszula khaki MacArthura, ale spotkanie przebiegło jednak w przyjaznej atmosferze79. "Coś długo nie mogliśmy się spotkać" - miał powiedzieć Truman. "Mam nadzieję, że następnym razem zejdzie nam krócej"80 - odpowiedział MacArthur. Dopiero później, gdy stosunki między tą dwójką już się całkowicie popsuły, pojawiły się inne interpretacje albo wręcz całkowite zmyślenia. Nie pomogły też często niewiarygodne późniejsze wspomnienia kilku z siedemnastu obecnych na Wake adiutantów i doradców. Podczas trwającego dziewięćdziesiąt sześć minut spotkania nie mniej niż pięć osób sporządzało notatki. W spotkaniu uczestniczył też stenograf, więc mamy dokładny raport z tego, co naprawdę zostało powiedziane.
Nie było żadnego konkretnego planu spotkania; Truman zadawał pytania, a MacArthur obszernie na nie odpowiadał, przekonując prezydenta, że stolica wroga, Pjongjang, upadnie w ciągu tygodnia (co rzeczywiście nastąpiło), po czym "wszelki opór wojsk" w Korei Północnej zakończy się "do Święta Dziękczynienia", a amerykańska 8. Armia powróci do Tokio przed Bożym Narodzeniem. Kiedy Truman zapytał, jakie są szanse, że Rosja lub Chiny bezpośrednio pomogą Korei Północnej na polu bitwy, MacArthur odpowiedział: "Bardzo małe [...] Nie boimy się już ich interwencji"81. Uważał, że Chiny nie mogą wysłać na drugą stronę rzeki Jalu więcej niż sześćdziesiąt tysięcy żołnierzy, a siły te nie uzyskają wsparcia z powietrza82. MacArthur, podając Trumanowi konkretne daty, w charakterystyczny dla siebie sposób przesadził i nie spełnił złożonych obietnic, co stanowiło jaskrawy przykład odwrócenia znacznie bardziej rozsądnej zasady stosowanej przez generałów przy przekazywaniu swoich prognoz prezydentom, sprowadzającej się do tego, by nie obiecywać za dużo i osiągać cele z nawiązką.
Podczas tych prowadzonych w dobrej atmosferze rozmów poruszono wiele tematów, chociaż kiedy o godzinie 9:05 spotkanie się zakończyło, MacArthur odrzucił propozycję Trumana wspólnego lunchu tego samego dnia, co Bradley uznał za uwłaczające prezydentowi, niezależnie czy była to obraza celowa, czy nie. Wówczas jednak "New York Times" porównywał Trumana do "agenta ubezpieczeniowego, który w końcu sprzedał polisę ważnemu klientowi"83. W oficjalnym komunikacie podkreślano "całkowitą jednomyślność" uczestników spotkania - co nie było żadnym zaskoczeniem, ale po prostu zwykłą oceną stanu rzeczywistego - i opisano MacArthura jako "jednego z najwspanialszych amerykańskich dowódców i mężów stanu"84. Przed powrotem do domu Truman na pasie startowym lotniska przyznał jeszcze MacArthurowi DSM (Medal za Wybitną Służbę).
W późniejszych dniach spotkanie uznano za sukces, ale tylko dlatego, że wydawało się, że wojna zmierza do satysfakcjonującego końca. Jednak w swojej kluczowej ocenie prawdopodobieństwa chińskiej i rosyjskiej interwencji MacArthur zdecydowanie się pomylił. Relacje między prezydentem a głównodowodzącym na obszarze teatru wojennego, które wydawały się tak dobre na Wake Island, załamały się nie tyle z powodu jakichś afrontów MacArthura, ile na skutek jego kompletnie nietrafnej oceny istotnego aspektu wojny. Personalne relacje między wojskowymi a politykami mogą być dobre, złe lub obojętne, ale nic nie zrównoważy różnicy między zwycięstwem a, jak w tym przypadku, niemal porażką. Oczywiście MacArthur nie był osamotniony w swojej ocenie stanowiska Chin, bo CIA także uznawała interwencję za nieprawdopodobną. "W tej kwestii MacArthur i cała reszta z nas nie miała racji"85 - przyznał później zastępca sekretarza stanu, Dean Rusk.
Dwudziestego piątego października Chińczycy rozpoczęli kontratak podczas bitwy pod Onjong, sześćdziesiąt pięć kilometrów na południe od rzeki Jalu. Nazywając swoich żołnierzy ochotnikami, Mao miał nadzieję uniknąć bezpośredniej wojny w pełnym wymiarze ze Stanami Zjednoczonymi. Podobnie wyglądała sprawa z myśliwcami MiG, które Stalin dostarczył komunistom na początku listopada. Ich radzieccy piloci nosili północnokoreańskie mundury, a na samolotach znajdowały się oznaczenia Sił Powietrznych Północnokoreańskiej Armii Ludowej. Dowódcy wojsk ZSRR, obawiając się, że ich piloci zostaną zdemaskowani, nakazali im nie przekraczać granic przestrzeni powietrznej Korei Południowej, aby uniknąć zestrzelenia i schwytania.
Już 27 października postępy 8. Armii USA zostały powstrzymane w wyniku kontrnatarcia wroga, a trzy dni później południowokoreańska 6. Dywizja została rozgromiona przez Chińczyków pod Jeongju. W tej fazie wojny Chińczycy "poradzili sobie z taktyką George'a S. Pattona za pomocą taktyki Stonewalla Jacksona", w ramach której lekka piechota przemieszczała się zimą po górzystym terenie i wymanewrowała lepiej wyposażone, poruszające się po drogach siły ONZ86. Można tu pokusić się o porównanie tych walk z japońskim atakiem na Malaje na początku 1942 roku, kiedy ich oddziały omijały drogi i przenosiły sprzęt przez dżunglę, przedzierając się przez nią na piechotę.
Na początku listopada 1950 roku koalicja znalazła się w odwrocie, a MacArthur stanął w obliczu zupełnie innej wojny niż ta ograniczona, którą zakładali on sam, Truman i Kolegium Szefów Sztabów. Koncepcja ograniczonych wojen zastępczych może się wydawać mało heroiczna, ale przez ponad siedemdziesiąt lat chroniła Stany Zjednoczone przed udziałem w bezpośrednim konflikcie z innym supermocarstwem. MacArthur chciał jednak rozszerzyć wojnę koreańską o blokadę morską Chin, bombardowanie baz w Mandżurii, użycie batalionów Kuomintangu z Tajwanu, a później także o możliwość użycia taktycznej broni nuklearnej. "Poruszanie się na gruncie koncepcji wojny ograniczonej okazało się trudne" - zanotował Michael Neiberg, komentując sytuację MacArthura. "Trudno było zapomnieć o wojnie totalnej z lat 1941-1945"87.
Kolegium Szefów Sztabów, co zrozumiałe, obawiało się, że taka pełnoskalowa konfrontacja może doprowadzić do przeniesienia walk z ZSRR do Europy. Podczas bitwy powietrznej nad Sinu˘iju 8 listopada doszło do pierwszych w historii starć samolotów odrzutowych. Ponieważ amerykańskie F-80, a zwłaszcza F-86, przewyższały osiągami radzieckie maszyny MiG-15, koalicja utrzymała przewagę w powietrzu, co w normalnych okolicznościach powinno być czynnikiem decydującym. W Korei nie było, ponieważ przewaga nigdy nie zamieniła się w dominację.
Pierwsza fala chińskiej ofensywy, trwająca od 25 października do 24 listopada, kosztowała zdrowie lub życie 27 827 Amerykanów, z czego ponad jedna trzecia poległa lub zaginęła w akcji88. 24 listopada, w dzień po Święcie Dziękczynienia, które MacArthur obiecał prezydentowi jako dzień ostatecznego unicestwienia wojsk północnokoreańskich, rozpoczął on kontrofensywę, mówiąc swojemu personelowi na tyle głośno, aby usłyszeli to reporterzy: "Jeśli ten atak się powiedzie, mam nadzieję, że uda nam się zabrać chłopców do domu na Boże Narodzenie"89. Była to niepotrzebna obietnica, w rodzaju tych, których wysoki rangą dowódca powinien unikać za wszelką cenę. Ofensywa zakończyła się bowiem niepowodzeniem po bitwie nad zbiornikiem Chosin, w której wojska ONZ (nazywane później "The Chosin Few" i "The Frozen Chosin")**** zostały otoczone przez ponad 100 tysięcy żołnierzy chińskich, a siły koalicji zostały odrzucone dalej na południe, po czym wycofały się w trudnych warunkach syberyjskich wiatrów smagających półwysep.
28 listopada o godzinie 15 Truman i Bradley kategorycznie odmówili MacArthurowi, który domagał się zgody na rozszerzenie teatru operacyjnego na Chiny, w tym - bombardowań samolotami B-29 i blokady morskiej. Decyzję tę David McCullough uznał za "jeden z triumfów administracji Trumana"90. Niemniej jednak tydzień później Chińczycy i Koreańczycy z Północy odbili Pjongjang, a w połowie grudnia front ponownie znalazł się na linii 38. równoleżnika. Wszystkie niedawne wysiłki MacArthura poszły na marne. Co więcej, również strona północnokoreańska i chińska nie była usatysfakcjonowana.
22 grudnia generał porucznik Matthew Ridgway, zastępca szefa sztabu armii amerykańskiej, podczas drugiej wojny światowej dowódca 82. Dywizji Powietrznodesantowej na Sycylii, we Włoszech i w Normandii, a później także dowódca XVIII Korpusu Powietrznodesantowego, popijając koktajl w domu przyjaciela, odebrał telefon z wiadomością, że został mianowany nowym dowódcą 8. Armii Stanów Zjednoczonych, po tym jak jego poprzednik, Walton "Bulldog" Walker, zginął w swoim jeepie w wypadku drogowym. Oddziały wroga, które liczyły wówczas prawie pół miliona żołnierzy, przekroczyły 38. równoleżnik 28 grudnia, a armia koalicji wycofywała się na południe, przedzierając się przez śnieg i lód. Chyba nie można było sobie wyobrazić objęcia dowodzenia w trudniejszej sytuacji - zwłaszcza że jego przełożony Douglas MacArthur zachowywał się wówczas zbyt nieodpowiedzialnie, aby można mu było powierzyć osiąganie celu strategicznego w tej wojnie. (Co ciekawe, żaden z członków Kolegium Szefów Sztabów nie wybrał się do Korei między lipcem 1946 a lipcem 1950 roku).
Straty rosły niepokojąco szybko, a liczba zabitych żołnierzy amerykańskich wynosiła w tej wojnie już 14 650. Większość z nich zginęła w listopadzie i grudniu 1950 roku - tylko 30 listopada poległo 799 żołnierzy91. W sondażach przeprowadzonych w listopadzie i styczniu następnego roku połowa respondentów w Stanach Zjednoczonych stwierdziła, że przystąpienie do wojny było błędem, a ponad połowa chciała, aby zakończyć całą awanturę przy użyciu bomb jądrowych zrzucanych na cele wojskowe wroga. MacArthur, któremu naczelny dowódca sił zbrojnych nie pozwolił użyć broni jądrowej, zmienił się w defetystę. Stwierdził: "Dowództwo powinno zostać wycofane z Korei tak szybko, jak to tylko taktycznie możliwe"92. Planowano ewakuację sił ONZ na Okinawę, na Wyspy Japońskie i na Filipiny, a MacArthur pracował nad narracją przerzucającą winę za porażkę na Trumana, który miał mu nie pozwolić na poszerzenie obszaru działań wojennych.
Ridgway był natomiast dowódcą, który szybko znalazł się na miejscu i nie miał ambicji politycznych. Jako niezwykle zdolny oficer o sporym talencie strategicznym podczas dowodzenia w Korei znakomicie wypełnił cztery zadania przywódcy strategicznego. Co najważniejsze, szybko doszedł do wniosku, że głównym problemem jest przywództwo, a nie jakiekolwiek aspekty dotyczące wroga. Walker wycofał się zbyt gwałtownie, a ewakuacja amerykańskiej piechoty morskiej ze wschodniej Korei została źle zorganizowana. Natomiast pośpiech, z jakim Chińczycy prowadzili swoją ofensywę, dał Ridgwayowi okazję do przeprowadzenia kontrataku, gdy linie komunikacyjne komunistów się rozciągnęły i wydłużyły, prowadząc mniej więcej tymi samymi szlakami na południe, którymi MacArthur wcześniej szedł na północ.
Odrzucając powszechny stereotyp o wyższości komunistycznego żołnierza, Ridgway postawił na czystą, brutalną moc śmiercionośnej zaawansowanej technicznie amerykańskiej broni93. Stworzył cztery dobrze umocnione linie obrony aż do przedmieść Pusan i w przeciwieństwie do MacArthura niezachwianie wierzył w ostateczne zwycięstwo. Trudno uniknąć wniosku, że z nielicznymi wyjątkami, takimi jak desant pod Inczon, działania Douglasa MacArthura w Korei stanowią doskonały przykład tego, jak nie powinno się dowodzić. Natomiast bardziej kompetentne, praktyczne podejście zdeterminowanego Ridgwaya okazało się lepszym wyborem na czas tej trudnej, wyniszczającej wojny.
Czwartego stycznia 1951 roku oddziały chińskie i północnokoreańskie ponownie zajęły ewakuowany wcześniej Seul. Później w tym samym miesiącu koalicja wznowiła działania ofensywne, odzyskując Inczon 10 lutego. Wielka ofensywa komunistów w środkowej Korei, przeprowadzona według taktyki frontalnego ataku ludzkich fal, została odparta, co wiązało się z ogromnymi stratami (strony atakującej). Tylko w kwietniu i maju komuniści stracili 160 tysięcy ludzi94. Ataki te przypominały szturmy Sowietów pod Stalingradem lub Japończyków na Pacyfiku podczas drugiej wojny światowej - nakazywane z całkowitym pominięciem kosztów życia ludzkiego w nadziei na obezwładnienie wroga dzięki większej liczebności. Taką taktykę najłatwiej jest stosować państwom totalitarnym.
Francuski generał z pierwszej wojny światowej stwierdził kiedyś, że "trzech ludzi z karabinem maszynowym może powstrzymać batalion bohaterów". Kolejne fale szturmujących Chińczyków, choć odważnie prących do przodu, załamywały się w ogniu siejącej zniszczenie zachodniej broni95. Na przykład pod Gapyeon w kwietniu 1951 roku, w ataku na dobrze okopany batalion kanadyjski wspierany przez artylerię, w ciągu dwudziestu minut zginęło 800 Chińczyków. Straty obrońców wyniosły wówczas dwudziestu ludzi96. Jednocześnie B-29 bezlitośnie bombardowały komunistyczne linie zaopatrzenia.
Coraz większe, i okazywane publicznie, nielojalność i defetyzm generała MacArthura spowodowały, że 11 kwietnia 1951 roku prezydent Truman pozbawił go dowództwa w Korei. Stało się to po upublicznieniu listu MacArthura, w którym krytykował koncepcję wojny ograniczonej, forsowaną przez prezydenta. Kiedy wiadomość o zwolnieniu MacArthura dotarła przez radio na jedno ze stanowisk dowodzenia dywizji, najpierw zerwał się straszny wiatr, który powalił namioty, po czym okolicę nawiedziła burza gradowa, a zaraz po niej rozpętała się śnieżna zamieć. Jeden z żołnierzy miał wówczas wykrzyknąć: "O rany! Czy on w rzeczy samej jest Bogiem?"97. Słabo ukrywane zaangażowanie MacArthura w amerykańską politykę wewnętrzną było jego kardynalnym błędem. Generałowie często muszą odgrywać jakieś role polityczne w ramach swojej pracy na danym teatrze działań wojennych, ale w krajach demokratycznych nigdy nie powinni bezpośrednio ingerować w politykę własnego kraju. Chociaż Clausewitz miał rację, gdy twierdził, że wojna to polityka prowadzona innymi środkami, generałowie powinni ograniczyć się do polityki miejsca, w którym walczą, a nie angażować się w działania na rodzinnej ziemi.
Pomimo niezwykłego sukcesu operacji Chromite MacArthur przez cały czas mylił się w ocenie strategicznie ważnego teatru działań wojennych i nie wypracował sobie odpowiedniego podejścia. Natomiast Ridgway miał odwrócić losy koalicji.
22 kwietnia 8. Armia Stanów Zjednoczonych dotarła do 38. równoleżnika. Jeden z dowódców sił komunistycznych, Peng Dehuai, relacjonował: "Siły wroga są tak ściśle powiązane ze sobą, że nie ma między nimi żadnej luki; taktycznie posuwają się i wycofują jak jeden organizm oraz okopują się na każdym kroku"98. Gdy Ridgway dotarł do 38. równoleżnika, nakazał utrzymać tę pozycję i zasadniczo przyjętym celem miało być doprowadzenie do impasu. Ridgway, całkowite przeciwieństwo MacArthura, rozumiał sytuację i znał swoje zadanie, utrzymując długą, ciągłą linię obronną na półwyspie, wspieraną ogromną siłą ognia nie do sforsowania przez Chińczyków. Jak podczas pierwszej wojny światowej, kiedy linia okopów rozciągająca się od Szwajcarii po kanał La Manche uniemożliwiała szerokie manewry oskrzydlające, tak wojna koreańska zakończyła się wyczerpującym, przewlekłym starciem pozycyjnym, które trwało jeszcze przez dwa lata, kiedy to Chińczycy i Koreańczycy z Północy w dalszym ciągu ponosili ogromne straty, atakując w zwartym szyku99.
Generałowie często muszą stać się również dyplomatami. 25 października 1951 roku Ridgway wziął na siebie właśnie taką rolę, biorąc udział w rozmowach o zawieszeniu broni w Panmundżomie. Podejmowanie się trwających przez jakiś czas publicznych negocjacji pokojowych w czasie wojny wiąże się z poważnym niebezpieczeństwem, ponieważ zdecydowanie podważa morale walczących. Nikt nie chce być ostatnią osobą, która zginie w wojnie, która właśnie ma się zakończyć. Problem ten dotyczy w nieproporcjonalnie wielkim stopniu zwłaszcza żołnierzy z krajów demokratycznych, które nie mogą ukrywać i tuszować negocjacji pokojowych tak jak mocarstwa totalitarne. Tak czy inaczej, z tej pierwszej serii negocjacji nic nie wyszło i w marcu 1952 roku komuniści fałszywie oskarżyli Amerykanów o stosowanie w Korei broni bakteriologicznej - co jest klasycznym przykładem "wielkiego kłamstwa", tak ukochanego przez Josepha Goebbelsa. Obecnie w Chinach konflikt koreański nazywany jest "wojną sprzeciwu wobec Ameryki i pomocy dla Korei". Przedstawia się go wyłącznie jako reakcję obronną wobec groźby amerykańskiej inwazji.
Zawieszenie broni w Korei - co istotne, nie pokój, ale rozejm - zostało ostatecznie zawarte w Panmundżomie 27 lipca 1953 roku. MacArthur mógł w kwietniu 1951 roku powiedzieć Kongresowi, że nic nie zastąpi zwycięstwa, w tym przypadku osiągnięto jednak niewygodny, ale realny kompromis. Wojna koreańska pokazała, że jedną z najważniejszych oznak ewolucji działań wojennych po 1945 roku była gorzka świadomość, że nie można liczyć na satysfakcję z samobójstwa sprawcy cierpień, dyktatora samotnego w swoim bunkrze w Berlinie, lub formalną ceremonię podpisania kapitulacji, jak ta na pokładzie USS Missouri w porcie tokijskim. We współczesnym świecie wojny prowadzą do niezłego bałaganu i kończą się bardziej chaotycznie. Istnieje też kilka akceptowalnych substytutów zwycięstwa, jeśli okaże się - zwykle z wewnętrznych względów politycznych, a nie z powodu konsekwencji wydarzeń na polach bitew - że całkowite zwycięstwo jest nieosiągalne.
W czasie wojny koreańskiej zginęło ponad 400 tysięcy żołnierzy Korei Północnej i Chin oraz około półtora miliona cywilów - chociaż komunistyczne szacunki strat są na ogół mało wiarygodne i w rzeczywistości ofiar mogło być znacznie więcej. Stany Zjednoczone straciły ponad trzydzieści sześć tysięcy poległych - 33 471 na polach bitew i 2827 w innych okolicznościach - podczas gdy Korea Południowa około 140 tysięcy żołnierzy i około miliona cywilów100. Kim Ilsong przeżył i założył stalinowską dynastię, a dziś rządzi jego wnuk, który dysponuje teraz także bronią jądrową. W 1953 roku tylko nieliczni zakładali, że w ciągu nadchodzących siedemdziesięciu lat nie zostanie podjęta żadna nowa próba przekroczenia 38. równoleżnika. Jednak nawet po upadku komunizmu w Europie, kiedy na całym świecie powstawały nowe państwa, a płyty tektoniczne władzy na świecie wciąż się przesuwały, 38. równoleżnik nadal pozostaje linią wyznaczającą granicę między państwami koreańskimi.
Wojna w Korei zmieniła sposób prowadzenia działań zbrojnych na kilka istotnych sposobów, udowadniając, że ryzyko wzajemnej anihilacji wcale nie wyklucza wojen o ograniczonej skali. Stany Zjednoczone w następnych dekadach stanęły przed wieloma problemami, z którymi trzeba było się zmierzyć: w Wietnamie, Iraku, Afganistanie i jeszcze gdzie indziej. W Korei siły koalicyjne musiały współpracować z niedemokratycznym, niepopularnym rządem lokalnym, walcząc z ideologicznie zmotywowaną, w większości wywodzącą się z mas chłopskich siłą, której mocno nie doceniano, przy użyciu lotnictwa, dla którego trudno było znaleźć wartościowe cele w górach i lasach101.
Kiedy w lipcu 1953 roku MacArthur dowiedział się o zawieszeniu broni w Korei, powiedział: "To jest wyrok śmierci na Indochiny"102. Rzeczywiście: wiadomość, że z Zachodem można skutecznie walczyć, zelektryzowała komunistów w Indochinach (obejmujących współczesne Wietnam, Kambodżę i Laos). Nie minął rok od zakończenia wojny koreańskiej, gdy Wietnamczycy rozbili Francuzów w bitwie pod Dien Bien Phu. Chociaż raz Douglas MacArthur nie przesadził z melodramatyzmem.
Dalsza część w wersji pełnej
** Na początku wojny domowej zdarzało się, że wsie i miasteczka zbroiły się, aby walczyć z obiema stronami - takie zjawiska znane są z innych wojen domowych, od Anglii po Rosję.
*** Granica na Półwyspie Koreańskim była sztucznym tworem, nieznanym wcześniej w historii tego kraju, i została wytyczona arbitralnie na 38. równoleżniku na północ od równika, aby służyć interesom nie tyle Koreańczyków, ile Stanów Zjednoczonych i ZSRR.
**** "Garstka wybrańców" i "zamarznięci wybrańcy" - trudno przetłumaczalne gry słów opierające się na podobieństwie fonetycznym słów "Chosin" i "chosen" (ang. "wybrani") - przyp. tłum.