Wstęp
Siedzę naprzeciwko młodej kobiety. Wybrałyśmy się do pobliskiej restauracji w porze lunchu. Wymyślona na potrzeby tego wstępu Maria to osoba diabelnie inteligentna i elokwentna. Dzień jest słoneczny, a my obie mamy świetny nastrój.
Kelnerka pyta, czy jesteśmy gotowe złożyć zamówienie. Zerkam na Marię, która od piętnastu minut uważnie studiuje menu, linijka po linijce. Wydaje się mocno spięta. W końcu zamawiamy. Kiedy później pytam, dlaczego wybieranie dania tak bardzo wyprowadziło ją z równowagi, otwiera się i mówi o tym, jakim problemem jest dla niej jedzenie.
Maria jest jedną z milionów kobiet, które codziennie zmagają się ze swoim ciałem i dla których odżywianie się stanowi trudną kwestię. Ta książka powstała, ponieważ doskonale wiem, jak łatwo my, ludzie, wpadamy w złe relacje z jedzeniem i jak szybko presja, by wyglądać w określony sposób, może skłonić nas do podejmowania działań, które wcale nie sprawiają, że jesteśmy zadowoleni z naszego wizerunku. Powstała, ponieważ półki w księgarniach uginają się od poradników sugerujących, że jeśli chcemy osiągnąć zdrowie i lepsze samopoczucie, musimy albo zrezygnować z połowy produktów spożywczych, albo wprowadzić rutynę, która zabiera zbyt wiele naszego czasu, pieniędzy czy - tak jak Marii - radości ze zwykłego lunchu ze znajomą.
Dzięki pracy z klientami w mojej klinice online dowiedziałam się, jak popularna jest pseudonauka dotycząca jedzenia i jak wielu ludzi się nią kieruje. Przejawia się to choćby w czytaniu etykiet żywności w supermarkecie. Niektóre z nich sugerują, że z jedzeniem wiąże się twoja moralność (ja jestem za guilt-free!). Podobnie reklamy, które pojawiają się w instagramowym feedzie, mówią, że z twoim ciałem jest coś nie tak. Również kolorowe magazyny, stosując pseudonaukowy żargon, sprawiają, że śmiałe twierdzenia dotyczące ciała uważamy za oparte na badaniach.
W książce tej omawiam między innymi ideę jedzenia intuicyjnego (ang. intuitive eating, IE - pojęcie stworzone w 1995 roku przez dwie dietetyczki: Evelyn Tribole i Elyse Resch). To nie recepta, którą należy stosować od A do Z. Możesz wdrożyć część praktyk wpisujących się w tę filozofię odżywiania i pominąć te, które ci nie odpowiadają.
Metoda jedzenia intuicyjnego to tak naprawdę zaproszenie do odbudowania relacji z ciałem, jaką mieliśmy z nim w dzieciństwie, i do oduczenia się wstydu związanego z naszą fizycznością, który zinternalizowaliśmy. Pamiętaj: to zaproszenie, a nie obowiązek. Zachęcam cię do wzbudzenia w sobie ciekawości, co takiego filozofia jedzenia intuicyjnego może mieć ci do zaoferowania.
W moim podejściu stawiam zawsze na autonomię. To, co ludzie robią lub czego nie robią ze swoim ciałem, jest zasadniczo ich sprawą i ich wyborem. Ważne jest dla mnie, byście wiedzieli, że istnieje inny świat odżywiania - nie tylko ten, który reprezentują kultura diety i tak wszechobecne komunikaty dotyczące odchudzania. Nie tylko ten, w którym karze się nas restrykcjami oraz deprywacją. W tej innej rzeczywistości o tym, czy jesteśmy zdrowi, nie decyduje liczba pokazująca się na wadze. Ta rzeczywistość to bezpieczna przestrzeń, w której nie stygmatyzujemy żadnego rozmiaru ciała. W którą wpisany jest język otwartości, bardzo potrzebny, aby porozmawiać o szkodach wywołanych przez retorykę fatfobiczną. Potrzebujemy świata dobrego dla wszystkich ciał.
Każde z nas powinno spróbować wypracować własne podejście do jedzenia, które będzie dla niego najlepsze, bo przecież nasze ciała i osobowości są wyjątkowe. Dzięki tej książce dowiecie się, jak można inaczej, bez stereotypów, myśleć o jedzeniu. Może uznasz, że to książka tylko dla młodych kobiet takich jak ja. Jest ona jednak dla każdego, kto czuje się zagubiony w świecie różnych sposobów odżywiania i myślenia o ciele, rozmaitych diet i konkretnych wzorców wyglądu.
Słownik pojęć
Antydieta (z ang. anti-diet) - podejście antydietowe, które zamiast skupiać się na utracie wagi jako mierze sukcesu, koncentruje się na postępach w wypracowywaniu nawyków prowadzących do dobrego samopoczucia i zdrowia.
Jedzenie intuicyjne - wiąże się z pojęciem antydiety; to styl jedzenia, który w przeciwieństwie do typowych podejść do zdrowia nie ma zasad. Można go natomiast zdefiniować poprzez dziesięć elementów. Wszystkie razem złączone jak puzzle składają się na zagadnienia dotyczące odżywiania, ciała, emocji, (braku) restrykcji, (nie)jedzenia emocjonalnego, zdrowia, nawyków, poczucia pewności siebie czy wolności. Metoda ta ma nieco mylącą nazwę, bo nie dotyczy tylko jedzenia. To filozofia, która sprawia, że możesz zadbać o siebie i swoje zdrowie kompleksowo. Bez restrykcji, deprywacji czy nielubienia siebie. Nauka jedzenia intuicyjnego to złożony proces, który wymaga czasu, cierpliwości i autorefleksji.
HAES (z ang. health at every size) - zdrowie w każdym rozmiarze. To podejście, które ma zmniejszyć znaczenie utraty wagi jako celu zdrowotnego i zminimalizować stygmatyzację osób o większych ciałach.
Co robić, by żyć zgodnie z HAES:
- Naturalnie różne ciała. Akceptuj i doceniaj różnorodność kształtów oraz rozmiarów ciała. Powiedz "nie" zarówno idealizacji, jak i patologizacji wybranych kategorii wagowych.
- Zdrowie dla każdego. Wspieraj dobrą politykę zdrowotną, w tym zwracanie uwagi na indywidualne potrzeby fizyczne, ekonomiczne, społeczne oraz psychiczne. Niech priorytetem stanie się zwiększenie i wyrównanie dostępu do informacji, usług czy praktyk, które poprawiają nasz dobrostan.
- Szacunek. Pracuj nad tym, aby w swoim działaniu położyć kres dyskryminacji ze względu na masę ciała, stygmatyzacji wagi oraz uprzedzeniom dotyczącym ciała; rozpoznaj te uprzedzenia także u siebie. Pamiętaj, że na piętno wagi składają się status społeczno-ekonomiczny, rasa, płeć, orientacja seksualna, wiek i inne elementy, dlatego kieruj się empatią. Wspieraj środowiska, które zajmują się walką z nierównościami w kontekście wymienionych cech.
- Jedzenie dla dobrego samopoczucia. Zamiast do planu żywieniowego mającego na celu kontrolę wagi zachęcaj do zindywidualizowanego sposobu jedzenia, który polega na kierowaniu się apetytem, sytością, potrzebami żywieniowymi i przyjemnością.
- Ruszam się, bo lubię. Wspieraj aktywność fizyczną, która umożliwia osobom o różnych rozmiarach, zdolnościach i zainteresowaniach przyjemny ruch w takim natężeniu, w jakim te osoby tego chcą.
Non-Diet Nutrition - głównym założeniem tego podejścia do zdrowia i kontroli wagi jest szanowanie wewnętrznych sygnałów głodu i sytości. Świadomość tego, kiedy nasz organizm jest głodny, a kiedy zaspokojony i najedzony, a także odpowiednie reakcje na jego sygnały pozwolą mu pozostać w swojej naturalnej wadze.
Grubość - do tej pory funkcjonuje jako słowo bardzo okrutne. Wielu z nas zostało przez nie zranionych, więc rozpoznajemy je wyłącznie jako atak. Niektórzy ludzie używają słowa "gruby" na określenie osób nieatrakcyjnych, niechlujnych, nieinteligentnych, leniwych. Ruch anti-diet walczy o odzyskanie tego słowa i nadanie mu neutralnego znaczenia. W tym ostatnim znaczeniu słowo "grubość" jest stosowane w tej książce.
Spotkasz w niej również słowo otyłość - tak właśnie pisane. To pojęcie oryginalnie jest silnie powiązane z negatywnym określaniem ciała. Takie etykiety odzwierciedlają pewne kulturowo konstruowane wartości (kultura diety, o której piszę w całej książce). Wpisują się też jako główny element w medykalizację grubości.
Jak trudno żyć w kulturze diety
Wystarczy, że wejdziemy na Instagram, włączymy telewizję czy podczas jazdy samochodem zerkniemy na bilbordy reklamowe, a okaże się, że zewsząd jesteśmy bombardowani obrazami idealnych, wyretuszowanych ciał, które mają nam służyć za wzór do naśladowania; cel, który możemy osiągnąć. Te przekazy mówią nam nawet więcej: że nasze ciało w tym momencie na pewno ma jakiś mankament, którego przy użyciu reklamowanych kosmetyków/suplementów/ćwiczeń/posiłków/ubrań/przyrządów możemy się pozbyć.
To sprowadza się właśnie do zjawiska, które nazywamy kulturą diety - do 2026 roku ma ona być warta około 377 miliardów dolarów. Banknot jednodolarowy waży jeden gram, a to oznacza, że kultura diety waży kilkaset ton, na które składają się niespełnione obietnice lepszego życia, nowe kompleksy i wiele łez. Kultura diety nie oznacza jednej konkretnej diety, ale na pewno sprowadza się do odchudzania. Możesz być na diecie, jednocześnie nie uczestnicząc w kulturze diety - gdy na przykład nie jesz orzechów, bo jesteś na nie uczulony/-na, lub kiedy nie jesz pewnych produktów z powodów etycznych, np. na diecie roślinnej. Działa to również w drugą stronę: nie musisz być na żadnej konkretnej diecie, aby nieświadomie znajdować się pod wpływem kultury diety, niezależnie od rozmiaru ciała, płci czy wieku. To zatem pojemne pojęcie, prawda? Kultura diety ma bowiem różne odcienie i jest pełna niuansów.
Czym jest kultura diety?
Kultura diety to hierarchia ciał zbudowana z mitów na temat zdrowia. To zestaw przekonań, które stawiają szczupłość, "atrakcyjny" wygląd czy powierzchowne zdrowie na piedestale. Kultura diety głosi, że można być zdrowym tylko w szczupłym ciele, że głód musi być oszukiwany i ostatecznie poskromiony; jedzenie jest przesunięte w dziedzinę moralności, a ruch ma służyć spalaniu kalorii (by schudnąć, oczywiście). Chociaż świat nauki wciąż ma problem z dokładnym zdefiniowaniem tego rozległego zagadnienia, łatwo je zrozumieć, gdy wyobrazimy sobie kulturę diety jako rodzaj soczewki, przez którą patrzymy na nasze sylwetki, na jedzenie, w tym... pączki. Ów sposób patrzenia na ciało może generować jego zniekształcony obraz w lustrze, bo "podświetla" partie, które trzeba zmniejszyć czy wygładzić. Nakłada on również dodatkowo filtr moralności na jedzenie, odbierając nam tym samym radość i przyjemność z jego spożywania.
Dlaczego więc kultura diety jest wciąż tak mocno zakorzeniona w naszym społeczeństwie?
Jesteśmy populacją przerażoną tyciem. Codziennością stało się dla nas niezadowolenie z ciała, nielubienie go i mówienie o ciele w negatywny sposób. Skupienie na ciele jest tak silne, że normą są rozmowy o nim w rozmaitych okolicznościach: u fryzjera, przy dzieciach, przy kawie czy na rodzinnym spotkaniu, ale też nawet z obcymi ludźmi - podczas poznawania się czy w osiedlowym sklepie. Pomyśl, ile razy, zobaczywszy kogoś po dłuższej przerwie, komentujesz ciało tej osoby: "Ale schudłaś!", "Trochę ci się przytyło". Kiedy to stało się akceptowalną formą przywitania?!
Wiele osób zajmujących się feministycznym aktywizmem i pisaniem zwraca uwagę na to, jak główne cechy kultury diety, czyli musztrowanie ciał, dopasowywanie ich do wyśrubowanych ideałów i kontrolowanie, są mocno zakorzenione w patriarchacie, mizoginii czy rasizmie. Jedna z pisarek, Sabrina Strings, w swojej książce Fearing the Black Body: The Racial Origins of Fat Phobia [Lęk przed czarnym ciałem. Rasowe korzenie niechęci do osób oty-ych] analizuje znane dzieła sztuki (które kiedyś wychwalały grube ciała), popularne artykuły w gazetach i czasopismach medycznych, pokazując, że fatfobia wobec czarnych kobiet nie bierze się z ustaleń medycznych, ale z przekonania sięgającego epoki oświecenia, że oty-ość to dowód "dzikości" i niższości rasowej. Autorka twierdzi, że obecny ideał smukłości ma podłoże rasowe. Przekonuje, że fatfobia wcale nie dotyczy zdrowia, ale raczej jest sposobem wykorzystywania ciała jako pretekstu do uprzedzeń dotyczących rasy, a także klasy społecznej i płci.
Z kolei badaczki i edukatorki seksualne siostry Nagoski w książce Wypalenie. Jak wyrwać się z błędnego koła stresu zwracają uwagę, że ideał szczupłości, podobnie jak wiele toksycznych norm XXI wieku, jest produktem ubocznym rewolucji przemysłowej. Wcześniej wymarzoną sylwetką kobiet była ta bardziej miękka, okrągła i pulchniejsza, ponieważ tylko bogate kobiety mogły sobie pozwolić na luksus jedzenia wystarczająco dużo, na dodatek nie musiały pracować fizycznie, co pozwalało im osiągać obfite kształty - niczym te z obrazów Rubensa. W XIX wieku natomiast, wraz z wyłanianiem się klasy średniej, pożądaną społecznie sytuacją była taka, w której mężczyzna mógł sobie pozwolić na żonę zbyt słabą do pracy fizycznej, wręcz pozbawioną możliwości dokładania się do dochodu gospodarstwa domowego. To był symbol statusu, dowód bogactwa. "Delikatność" i "kruchość" ukonstytuowały się jako cnoty kobiece.
Christy Harrison, autorka jednej z najpopularniejszych książek na temat podejścia anti-diet (Anti-Diet: Reclaim Your Time, Money, Well-Being, and Happiness Through Intuitive Eating [Antydieta. Odzyskaj czas, pieniądze, dobre samopoczucie i szczęście dzięki jedzeniu intuicyjnemu]), opisuje natomiast kulturę diety jako system opresyjny, który uciska osoby niewpisujące się w ideały piękna i zdrowia. System ten krzywdzi głównie kobiety, mniejszości etniczne, osoby z niepełnosprawnością i osoby o większych ciałach - a to nie wszystkie grupy. Harrison mówi o kulturze diety jako "złodziejce życia". Ciężko się z nią nie zgodzić. Nadmierne skupienie na naszych ciałach może determinować to, na co kierujemy uwagę i na co poświęcamy czas. W pewnym momencie możemy się na przykład zorientować, że sporo naszego życia zmarnowaliśmy na to, aby ważyć mniej.