Andrzej Nowak
Widziane z Malty - rozpad imperium sowieckiego i polityka Waszyngtonu. Kilka uwag
Bardzo ważnym wydarzeniem historycznym, które pozostaje nieco zmistyfikowane, było spotkanie Michaiła Gorbaczowa z George'em Bushem seniorem u wybrzeży maltańskich 2-3 grudnia 1989 r. Prowadzone wówczas rozmowy obrosły świadomie tworzoną legendą. Mówiono, że na Malcie doszło do jakiegoś układu, który podzielił Europę w nowy sposób, do zawarcia przez przywódców supermocarstw tajnego paktu. Na ten temat warto przedstawić kilka uwag, na kanwie materiałów źródłowych, które są już dostępne1.
Istnieją trzy generalne interpretacje spotkania maltańskiego. Pierwsza to "interpretacja Golicynowska"; chodzi o zbiegłego na Zachód jeszcze w latach sześćdziesiątych XX w. oficera Komitetu Bezpieczeństwa Państwowego (KGB) Anatolija Golicyna i jego wizję pierestrojki. Zgodnie z tą interpretacją dopuszczono się wielkiego oszustwa wobec Zachodu, który udało się zmanipulować i przekonać do tego, że imperium sowieckie się rozpada, a w istocie ono tylko lepiej ukryło swoje funkcje, co pomogło rozbroić przeciwnika; ta interpretacja jest rzadko wykorzystywana w tak zwanym mainstreamie naukowym. Malta zajmuje tu oczywiście swoje miejsce.
Druga interpretacja stała się popularna w latach dziewięćdziesiątych XX w. w samej Rosji, gdzie mówiono wprost, że Gorbaczow zdradził interesy państwa sowieckiego i zaprzedał się Zachodowi. To on zatem miał być odpowiedzialny za układ, który de facto nie tylko przesądził o oddaniu Europy Wschodniej Stanom Zjednoczonym czy Zachodowi, lecz także przygotował rozpad Związku Sowieckiego.
Trzecią interpretację, najbardziej popularną i powielaną w ostatnich latach przez polityków państwa rosyjskiego, stworzył właściwie już Borys Jelcyn. Kiedy w pierwszej połowie lat dziewięćdziesiątych zaczęto mówić o rozszerzeniu NATO, Jelcyn napisał do prezydenta Billa Clintona list, w którym argumentował, że przecież na Malcie, a także później, zostały udzielone przez Zachód gwarancje, choć były one, co prawda, nieoficjalne, iż Sojusz Północnoatlantycki nie będzie rozszerzony na wschód od granic Republiki Federalnej Niemiec. Później tę wykładnię bardzo wzmocnił Władimir Putin, czyniąc ją wręcz obowiązkową w oficjalnym dyskursie Federacji Rosyjskiej, począwszy od swojego złowróżbnego wystąpienia na konferencji w Monachium w lutym 2007 r. Stwierdził wówczas, że Rosji udzielono, choć w sposób nieoficjalny, takich właśnie gwarancji, mówiących o nierozszerzaniu Sojuszu Północnoatlantyckiego na wschód. Putin powracał do tej interpretacji przy okazji zarówno wojny z Gruzją, jak również, i to jeszcze dobitniej, po agresji na Ukrainę i zabraniu jej Krymu. Swoje posunięcia uzasadniał prostą tezą: "Nasi partnerzy na Zachodzie zdradzili, teraz my mamy prawo do adekwatnych posunięć".
Przy okazji należy zwrócić uwagę, że tego rodzaju usprawiedliwienia bardzo często uznaje się na Zachodzie za uzasadnione, a w każdym razie, zwłaszcza w Stanach Zjednoczonych, przyjmuje się je do wiadomości jako ważki argument: "No tak, rzeczywiście, może coś takiego było, może trochę racji ma ten Putin, a może i ma pełną rację". Niekiedy jednak tezy putinowskiej propagandy idą tak daleko, że budzą zażenowanie nawet w tych kręgach na Zachodzie, które najbardziej sprzyjają rosyjskiemu neoimperializmowi. Jako przykład można wskazać wystąpienie Siergieja Ławrowa na konferencji w Monachium w 2015 r. Rosyjski minister powiedział wówczas, że zjednoczenie Niemiec było mniej legalne niż "zjednoczenie" Krymu z Rosją. Wyjaśnił przy tym, że przecież wszystko odbyło się na zasadzie ukrytych układów i to właśnie Zachód złamał swoją część paktu z Malty, czyli obietnicę nierozszerzania NATO.
Powstaje zatem pytanie: czy na Malcie rzeczywiście doszło do jakiegoś układu, w którym w imieniu Zachodu prezydent Bush zdecydował się handlować losem Europy Wschodniej w zamian za ustępstwa ze strony Gorbaczowa w sprawie zjednoczenia Niemiec? Należy przypomnieć, że działo się to zaraz po upadku tak zwanego muru berlińskiego w listopadzie 1989 r., i właśnie w takim kontekście trzeba widzieć tę sprawę.
Obecnie wiadomo trochę więcej na temat rozmów na Malcie w grudniu 1989 r. W 2006 r. Fundacja Gorbaczowa opublikowała wyjątki z rosyjskich transkryptów tych rozmów, zarówno "jeden na jeden" (oczywiście z udziałem tłumaczy i doradców osobistych), jak i z debat plenarnych. Z kolei strona amerykańska opublikowała zredagowane, ale bardzo kompletne, swoje transkrypty. Na tej podstawie rozwinęła się naukowa polemika wokół spotkania maltańskiego i dalszych kontaktów kontynuujących jego wątki, począwszy od 1990 r. To dotyczy zwłaszcza Niemiec.
Podsumowując wyniki badań naukowych w największym skrócie, warto zwrócić uwagę na teksty i wypowiedzi kilku szczególnie kompetentnych autorów. Mark Kramer z Cold War Studies Project (Harvard University) na podstawie wieloletnich studiów stwierdził jednoznacznie, że podczas rozmów na Malcie nie było żadnej dyskusji o rozszerzaniu lub nierozszerzaniu NATO w Europie Wschodniej2. Podobną tezę, na podstawie dodatkowych ustaleń materiałowych, sformułowała Mary Elise Sarotte (Johns Hopkins University)3. Wiele materiału źródłowego wniosła do dyskusji także Kristina Spohr (London School of Economics)4. Wydaje się, że to troje najważniejszych autorów, którzy wypowiadali się w kwestii spotkania maltańskiego - interpretowali je, ale również wzbogacali debatę o własne ustalenia źródłowe. Wszyscy ci badacze są zgodni w jednym: podczas rozmów na Malcie nie było mowy o nierozszerzaniu Sojuszu Północnoatlantyckiego na Europę Wschodnią. Zobowiązania czy ustalenia w tym zakresie nie pojawiły się także w następnych kilkunastu tygodniach ani też później, gdy sytuacja zaczęła się dynamicznie zmieniać na niekorzyść Związku Sowieckiego, i to bynajmniej nie na skutek działań amerykańskich.
Po drugiej stronie dyskusji również pojawiły się liczne głosy, chociaż znacznie mniej ugruntowane źródłowo. W 2015 r. obszerny tekst poświęcony Malcie i kwestii obietnicy nierozszerzania NATO na wschód opublikował Joshua R. Itzkowitz Shifrinson (University of Maryland). Stwierdził on, że odnośnie do spotkania maltańskiego można jednak mówić o nieformalnej obietnicy nierozszerzania Sojuszu Północnoatlantyckiego na wschód. Należy odnotować, że w tradycji zachodniej jako obowiązujące traktuje się także zobowiązania i obietnice ustne5.
Omawiając dokumenty i analizując treść rozmów prowadzonych podczas spotkania na Malcie, warto najpierw uświadomić sobie, że Bush i Gorbaczow spotykali się chyba najczęściej ze wszystkich przywódców obu mocarstw w całej historii kontaktów amerykańsko-sowieckich, a potem amerykańsko-rosyjskich. George Bush jako wiceprezydent przy Ronaldzie Reaganie przyjeżdżał kolejno na wszystkie pogrzeby (a było ich przecież wiele) sekretarzy generalnych partii komunistycznej: w 1982, 1983 i 1985 r. W tym ostatnim roku przybył ponownie do Moskwy w związku z wyborem Michaiła Gorbaczowa na sekretarza generalnego. Widział się z nim podczas każdego przyjazdu do ZSRS, ale dłużej mogli porozmawiać dopiero w 1985 r. Jeszcze tego samego roku widzieli się w Genewie; tam jednak głównym rozmówcą nowego sowieckiego przywódcy był Ronald Reagan. Niebawem spotkali się w Rejkiawiku (1986 r.), a następnie w Waszyngtonie (1987 r.). Chyba najważniejsza rozmowa, także zmitologizowana, nie ma bowiem jej transkryptu, to tak zwana rozmowa w samochodzie, odbyta w Nowym Jorku w grudniu 1988 r., podczas wizyty Gorbaczowa i jego spotkania z kończącym urzędowanie prezydentem Reaganem oraz prezydentem elektem Bushem.
Kiedy Bush został wybrany na prezydenta, wydawało się, że będzie kontynuował tradycję częstych spotkań. Ten jednak nie podtrzymał intensywności kontaktów, co wytykali mu zresztą publicznie Reagan i Margaret Thatcher i namawiali do jak najczęstszego spotykania się z Gorbaczowem. Tymczasem Bush postanowił najpierw dobrze przyjrzeć się sytuacji i przygotować jak najlepiej do nowego politycznego rozdania, które wynikało z dynamiki zmian w Europie Wschodniej.
Ta dynamika nie wiązała się jednak z jakąś konfrontacją Waszyngtonu z Moskwą. Wręcz przeciwnie, pojawiła się bliska współpraca sowiecko-amerykańska przy uspokajaniu sytuacji w Polsce w 1989 r. Wkład amerykańskiej dyplomacji w przekonywanie polskich parlamentarzystów z Obywatelskiego Klubu Parlamentarnego w czerwcu i lipcu 1989 r., żeby głosowali zgodnie z intencjami Gorbaczowa, czyli poparli kandydaturę gen. Wojciecha Jaruzelskiego na stanowisko prezydenta PRL, jest już dosyć dobrze zbadany. Wiadomo, że w tej sprawie dyplomacja amerykańska odegrała bardzo istotną rolę, zgodnie z interesami Związku Sowieckiego. To niewątpliwie uspokoiło stronę sowiecką.
W maju 1989 r. przebywający w Moskwie sekretarz stanu James Baker stwierdził, że przydałoby się jednak przyspieszyć zacieśnianie współpracy, choć konkretnej daty planowanego spotkania na szczycie nie zaproponował. Z kolei wizytujący Warszawę w dniach 11-13 lipca 1989 r. prezydent Bush przekonał się na miejscu, jak rzeczywiście duża jest dynamika zmian w Europie Wschodniej, a w związku z tym będzie potrzebna rozmowa z Gorbaczowem. Niebawem w Waszyngtonie pojawił się marsz. Siergiej Achromiejew, doradca sekretarza generalnego do spraw wojskowych, niejako rozpoczynając bezpośrednie negocjacje przygotowujące spotkanie na Malcie; była też propozycja, żeby spotkać się na Balearach, ale Gorbaczow wybrał formułę rozmów na pokładzie okrętu u wybrzeży Malty. Ten wybór wiązał się zresztą ze swoistą ekonomią zagranicznych podróży sowieckiego przywódcy. Tak się złożyło, że pod koniec listopada 1989 r. zaplanowano wizytę Gorbaczowa w Rzymie i Watykanie. Tam spotkał się on z Janem Pawłem II, co stanowi interesujący, bezpośredni kontekst konferencji maltańskiej.
Właściwe rozmowy odbyły się 2-3 grudnia 1989 r. Miały być prowadzone jednego dnia na amerykańskim krążowniku "Belknap", następnego zaś na pokładzie sowieckiego krążownika "Sława". Panował jednak wtedy wyjątkowy jak na Morze Śródziemne sztorm. Siedmiometrowe fale miotały okrętami jak zabawkami. Sowieci na wszelki wypadek sprowadzili swój ogromny statek pasażerski "Maksim Gorki", który był stabilniejszy i w związku z tym oba spotkania (2 i 3 grudnia) odbyły się na terytorium sowieckim, czyli na pokładzie "Maksima Gorkiego".
W rozmowach "jeden na jeden" ze strony sowieckiej obok Gorbaczowa brali udział między innymi minister spraw zagranicznych Eduard Szewardnadze oraz odpowiedzialny za ideologię Aleksandr Jakowlew (kluczowa postać w establishmencie sowieckim), a także doradca do spraw międzynarodowych Anatolij Czerniajew, marsz. Siergiej Achromiejew, zastępca ministra spraw zagranicznych Aleksandr Biessmiertnych oraz ambasador Anatolij Dobrynin (na placówce w Stanach Zjednoczonych w latach 1962-1986).
Po stronie amerykańskiej w rozmowach uczestniczyli między innymi sekretarz stanu James Baker, doradca do spraw bezpieczeństwa narodowego Brent Scowcroft, szef personelu Białego Domu John Henry Sununu, a także Condoleezza Rice (wtedy odpowiadająca za sprawy sowieckie i wschodnioeuropejskie w Radzie Bezpieczeństwa Narodowego) oraz doradca do spraw Europy Wschodniej Robert Blackwill; ten ostatni, jako specjalista od spraw europejskich, miał jeszcze odegrać istotną rolę w poruszanych tutaj kwestiach.
Na początku spotkania Gorbaczow musiał zareagować na otwarte wystąpienie Busha domagającego się od ZSRS, aby zrezygnował z popierania Kuby, to znaczy Fidela Castro, a także sandinistów w Nikaragui. Tak więc negocjacje rozpoczęły się od zastosowania logiki strefy wpływów. Wyrazem tego było żądanie sformułowane przez Busha wobec Sowietów: "Jak najszybciej usuńcie swoje wpływy z zachodniej półkuli, przestańcie przesyłać tam pieniądze, które możecie przecież wydać na znacznie bardziej potrzebne cele w Rosji i okolicach, powinniśmy skończyć z [Fidelem] Castro i Nikaraguą". Gorbaczow podjął ten wątek i półżartem stwierdził, że przecież niedawno Bush publicznie namawiał Związek Sowiecki, aby zrezygnował z "doktryny Breżniewa" (jak wiadomo, mówiła ona o prawie ZSRS do interwencji w swojej strefie wpływów, usprawiedliwiając ex post wkroczenie wojsk sowieckich do Czechosłowacji w 1968 r.), tymczasem teraz sam prezydent Stanów Zjednoczonych usiłuje stworzyć coś na kształt "doktryny Busha"; w tym czasie bowiem Ameryka wsparła "swojego człowieka na Filipinach", czyli zagrożoną przewrotem Corazon Aquino, a sytuacja filipińska była gorąco komentowana pod koniec 1989 r. Należy zauważyć wprowadzenie przez amerykańskiego prezydenta logiki stref wpływów na samym początku spotkania. To mogłoby potwierdzać tezy o oddaniu Europy Wschodniej Związkowi Sowieckiemu podczas rozmów maltańskich, czy raczej o pozostawieniu jej w sowieckiej strefie wpływów, oraz pojawieniu się obietnicy nierozszerzania NATO na wschód.
O czym zatem mówiono na Malcie? Okazuje się, że najwięcej czasu w rozmowach obu przywódców, a później także podczas posiedzeń plenarnych, zajęła kwestia filozoficzna, którą, jak się wydaje, można wiązać bezpośrednio z rozmowami Gorbaczowa w dniu 29 listopada 1989 r. w Rzymie, zarówno z papieżem (o niej nie ma szczegółowej wiedzy), jak i z włoskim premierem Giulio Andreottim (transkrypt tej rozmowy jest dostępny6). Według Andreottiego nie należało ulegać przekonaniu, że Zachód wygrał ze Wschodem i kraje Europy Wschodniej powinny wybrać wartości zachodnie. Włoski premier wyraził przekonanie, że wiara w liberalizm ekonomiczny jest głębokim nieporozumieniem. Uznał ją za niebezpieczne złudzenie. Twierdził, że Europa Wschodnia powinna raczej zostać przy swoich wartościach wschodnich, to znaczy przy Związku Sowieckim. Przytoczył też uwagę, rzekomo usłyszaną od papieża, który miał mu powiedzieć, że przestrzega Polaków, aby nie ulegli logice kontrrewolucji. Konkludował więc, że nie może być żadnej kontrrewolucji, powinien zostać tylko zawarty kompromis między Wschodem a Zachodem, i nie powinno nastąpić przejście wschodniej części Europy na stronę Zachodu. Tak w każdym razie Andreotti przedstawił to Gorbaczowowi. I właśnie na ten temat toczyła się najdłuższa, kilkudziesięciominutowa rozmowa na Malcie. Gorbaczow usiłował też protestować przeciwko ekspansji wartości zachodnich, a nawet wobec używania samego pojęcia wartości zachodnich, wolał bowiem wartości ogólnoludzkie. Po mniej więcej godzinie takiej filozoficznej rozmowy obie strony doszły do wniosku, że nie należy dalej zajmować się kwestiami, jak to określono, "kościelnymi" i trzeba przejść do spraw bardziej konkretnych.
Przedstawiając najważniejsze wnioski z rozmów maltańskich, należy zauważyć, na podstawie analizy źródeł, że głównym tematem politycznym była kwestia przyszłości Niemiec. Jeżeli mówiono o Europie Wschodniej i rozszerzeniu NATO, to właśnie w takim kontekście. Sprawy zjednoczenia Niemiec jeszcze nie przesądzono. Dyskutowano o tym, czy wojska natowskie będą mogły stacjonować na terytorium byłej Niemieckiej Republiki Demokratycznej, i w tej sprawie osiągnięto zgodę. Należy wyraźnie podkreślić, co zauważył także Mark Kramer, że rozmowy na ten temat były zgodne z logiką uprawnień, które Stany Zjednoczone i Związek Sowiecki istotnie miały. Jako mocarstwa okupacyjne, podobnie jak Francja i Wielka Brytania, miały one bowiem współdecydować o tym, czy miejsce wojsk sowieckich na terenie NRD mogą zająć inne wojska, na przykład amerykańskie. Natomiast żadna ze stron nie miała prawa, aby dyskutować na temat stacjonowania w przyszłości jakichkolwiek wojsk na terenie takich krajów, jak Polska, Czechosłowacja czy Węgry. O tym oczywiście na Malcie nie rozmawiano. Tam w ogóle nie poruszono tej kwestii, ponieważ nie było do tego żadnych podstaw.
Skoro jednak pojawił się temat Europy Wschodniej, rozumianej inaczej niż sprawa niemiecka, objęta uprawnieniami mocarstw, które kontrolowały Niemcy na mocy konsekwencji drugiej wojny światowej, należy postawić pytanie: skąd on się wziął?
Otóż to był wynik appeasementu i prób licytowania terenu Europy Wschodniej oraz rozgrywania mocarstw. Ten temat wprowadziły Niemcy. Można nawet dokładnie ustalić, kiedy to nastąpiło. Uczynił to Hans-Dietrich Genscher w dniu 31 stycznia 1990 r. podczas publicznego wystąpienia w bawarskim Tutzing7; należy pamiętać, że Genscher był wtedy wicekanclerzem z ramienia Freie Demokratische Partei, a więc do pewnego stopnia był półoficjalnym rywalem kanclerza Helmuta Kohla w walce o względy niemieckiej opinii publicznej. W Bawarii Genscher stwierdził, że jeżeli Związek Sowiecki zgodzi się na zjednoczenie Niemiec, to w zamian powinien otrzymać obietnicę nierozszerzania NATO na kraje Europy Wschodniej. Wówczas mówił już o tym jasno.
Kilka dni po jego wystąpieniu rozpoczęły się bezpośrednie negocjacje w sprawie zjednoczenia Niemiec. Najpierw w Waszyngtonie, 2 lutego, Genscher próbował przekonać do swojej koncepcji sekretarza stanu Bakera, a następnie, w dniach 7-9 lutego, toczyły się w Moskwie bardzo ważne rokowania z udziałem zarówno Genschera, jak i Bakera, a także naturalnie Gorbaczowa, Szewardnadzego oraz innych dostojników sowieckich. Baker kilkukrotnie powtarzał tam tezę Genschera. Nie ma jednak żadnych spisanych porozumień jako rezultatu tych dyskusji. Stwierdzono jedynie, że być może to byłby jakiś sposób na usatysfakcjonowanie Związku Sowieckiego czy zaspokojenie jego potrzeby bezpieczeństwa. Sugerowano możliwość zastanowienia się nad tym, czy nie zapowiedzieć rozszerzenia Sojuszu Północnoatlantyckiego na Europę Wschodnią.
Wspomniane kwestie pojawiły się jedynie w formie ustnej, można je zatem wydedukować z faktu rozważania przez Amerykanów zgody na propozycje - z naciskiem wysuwane oczywiście przez Genschera, a w mniejszym stopniu także przez Kohla - żeby za zjednoczenie Niemiec zapłacić przyszłością krajów Europy Wschodniej i ich swobodą decydowania o własnym losie. Z prowadzonej na ten temat w tym czasie, to jest w lutym 1990 r., korespondencji z Condoleezzą Rice, wtedy bliską współpracownicą Scowcrofta, wynika, że w istocie chodziło o zachowanie balansu między Wschodem a Zachodem. Nie pisano tam jednak wprost o poruszanej tutaj sprawie.
Nawiązując do wszystkich wypowiedzi Putina czy Ławrowa, a wcześniej Jelcyna, należy zapytać, co wówczas mogła zrobić Ameryka, aby zapewnić ową równowagę między Wschodem a Zachodem? Wydaje się, że musiałaby intensywnie współpracować ręka w rękę z szefem KGB Władimirem Kriuczkowem. A właśnie wtedy, 26 stycznia 1990 r., czyli między rozmowami na Malcie i w Moskwie (w lutym 1990 r.), na zamkniętym spotkaniu wybranych towarzyszy z kierownictwa państwa i partii sowieckiej Kriuczkow wyjaśniał, że kiedy nie ma już szans na utrzymanie NRD w sowieckich objęciach, konieczne jest poparcie "naszych wiernych towarzyszy", to jest tajnych współpracowników i przyjaciół KGB na terenie Niemiec. Przyjmując sowiecką ofertę zachowania balansu, Ameryka powinna była zatem zacząć popierać tajnych współpracowników KGB na terenie całej Europy Wschodniej, żeby tylko ów balans zabezpieczyć, i zgodzić się z logiką Moskwy.
Nic jednak nie wskazuje na podjęcie przez Amerykanów takich działań. Natomiast w styczniu 1990 r. Blackwill rzeczywiście przygotował materiał, w którym pierwszy raz sformułował na nowo, po siedemdziesięciu latach, tezę znanego geopolityka Halforda Mackindera, że Amerykanie powinni wejść do Europy Środkowowschodniej i stanąć pomiędzy Rosją a Niemcami, aby kontrolować niepewną i bardzo dynamiczną sytuację. Warto przypomnieć, że Blackwill nie był urzędnikiem najwyższego szczebla. Pierwszy też powrócił do koncepcji, aby Amerykanie nie poprzestawali na przyglądaniu się tylko temu, co na obszarze Europy Środkowowschodniej zrobią Niemcy i Rosjanie, lecz wobec braku stabilności działali tam aktywnie. Blackwill twierdził wtedy wyraźnie, że największym wrogiem nie są już armie sowieckie, tylko niestabilność i chaos. Amerykańscy politycy, przynajmniej niektórzy, zaczęli patrzeć na teren Europy Środkowowschodniej pod kątem konieczności stabilizacji regionu.
Podsumowując: nie ma żadnych dowodów na handel Europą Wschodnią przez Amerykanów na Malcie w grudniu 1989 czy w Moskwie w lutym 1990 r. Sugestia, i to bardzo silna, żeby tego rodzaju transakcję przeprowadzić, była wysuwana ze strony niemieckiej przez Hansa-Dietricha Genschera. Do pewnego stopnia udało się wówczas pozyskać dla niej Bakera, ale ostatecznie Amerykanie jej nie ulegli. A w 1990 r. ten pomysł upadł sam z siebie, co kanclerz Kohl zresztą potwierdził, zmieniając układ geopolityczny z jakąkolwiek Rosją na układ ekonomiczny ze Związkiem Sowieckim. Za zgodę na zjednoczenie Niemiec zapłacił ogromnymi pieniędzmi. Po prostu opłacił Gorbaczowowi powrót wojsk sowieckich do ZSRS, między innymi poprzez finansowanie budowy mieszkań dla oficerów formacji wycofywanych z NRD.
Andrzej Nowak. Widziane z Malty - rozpad imperium sowieckiego i polityka Waszyngtonu. Kilka uwag
1 Transkrypt konferencji na Malcie w 1989 r. zob.: https://nsarchive2.gwu.edu/NSAEBB/NSAEBB298/Document%2010.pdf, dostęp 2 XI 2024;https://www.wilsoncenter.org/publication/the-malta-summit-and-us-soviet-relations-testing-the-waters-amidst-stormy-seas, dostęp 2 XI 2024. Dokumenty dotyczące rozmów w latach 1989-1991, ujawnione w 2017 r., zob. https://nsarchive.gwu.edu/briefing-book/russia-programs/2017-12-12/nato-expansion-what-gorbachev-heard-western-leaders-early, dostęp 12 XII 2017.
2 M. Kramer, The Myth of a No-NATO-Enlargement Pledge to Russia, "Washington Quarterly" 2009, t. 32, nr 2.
3 M.E. Sarotte, 1989: The Struggle to Create Post-Cold War Europe, Princeton 2009; eadem, Perpetuating U.S. Preeminence: The 1990 Deals to "Bribe the Soviets Out" and Move NATO In, "International Security" 2010, t. 35, nr 1, s. 110-137; eadem, A Broken Promise? What the West Really Told Moscow about NATO Expansion, "Foreign Affairs" 2014, t. 93, nr 5.
4 K. Spohr, Germany, America and the Shaping of Post-Cold War Europe: A Story of German International Emancipation Through Political Unification, 1989-90, "Cold War History" 2015, t. 15, nr 2, s. 221-243.
5 J.R. Itzkowitz Shifrinson, Put It in Writing: How the West Broke Its Promise to Moscow, "Foreign Affairs" 2014 (29 X); idem, Deal or No Deal? The End of the Cold War and the U.S. Offer to Limit NATO Expansion, "International Security" 2016, t. 40, nr 4, s. 7-44; idem, The Malta Summit and U.S.-Soviet Relations: Testing the Waters Amidst Stormy Seas. New Insights from American Archives, CWIHP e-Dossier no. 40, https://www.wilsoncenter.org/publication/the-malta-summit-and-us-soviet-relations-testing-the-waters-amidst-stormy-seas, dostęp 6 XI 2022.
6 Wzmiankowane w tekście transkrypty kluczowych rozmów z końca 1989 r. są dostępne między innymi na stronie https://digitalarchive.wilsoncenter.org, dostęp 2 XI 2024.
7 To wystąpienie oraz jego kontekst omawia obszernie K. Spohr, Precluded or Precedent-Setting? The "NATO Enlargement Question" in the Triangular Bonn-Washington-Moscow Diplomacy of 1990-1991, "Journal of Cold War Studies" 2012, t. 14, nr 4, s. 4-54.
Wstęp
Debatę poświęconą "powrotowi imperium" przez dłuższy czas uważano jedynie za publicystyczną retorykę. Tymczasem w obliczu ewidentnej próby reimperializacji przestrzeni postsowieckiej oraz otwartych, globalnych działań Moskwy, zarówno dezinformacyjnych i propagandowych, jak też militarnych, taka teza nie budzi już dziś żadnych wątpliwości1.
Rosyjska inwazja dokonana na Ukrainę dwukrotnie, wiosną 2014 i 24 lutego 2022 r., okazała się ziszczeniem czarnego scenariusza wybuchu konfliktu o skali niewidzianej od czasu zimnej wojny. Celem strategicznym polityki moskiewskiej wobec Ukrainy pozostaje poddanie tego państwa kontroli, rozumianej jako uzyskanie decydującego wpływu nie tylko na jego politykę zagraniczną, bezpieczeństwo i obronę, lecz także na politykę wewnętrzną, prowadzoną zgodnie z interesami Kremla. Pomimo wyrażenia zgody na utworzenie w 1991 r. samodzielnego państwa ukraińskiego Rosja traktowała Ukrainę jako strefę swoich wpływów i usiłowała utrzymać ją w tej strefie za pośrednictwem Wspólnoty Niepodległych Państw, a ukraińskie dążenie do wstąpienia do Unii Europejskiej potraktowała jako zagrożenie własnego bezpieczeństwa. Atak na Ukrainę był ponadto ważnym elementem szerszej strategii Rosji, zmierzającej do zniszczenia pozimnowojennego ładu politycznego oraz systemu bezpieczeństwa w Europie2.
Tom Koniec imperium (?). Imperium sowieckie: rozpad, dziedzictwo, próby odbudowy i rewanżu po 1991 r. jest rezultatem konferencji naukowej zorganizowanej 8 grudnia 2016 r. przez krakowski Oddział Instytutu Pamięci Narodowej i Akademię (dziś Uniwersytet) Ignatianum w Krakowie. Okazją do refleksji nad rozpadem i transformacją imperium sowieckiego stała się rocznica rozwiązania Związku Socjalistycznych Republik Sowieckich i zawarcia 8 grudnia 1991 r. tak zwanych porozumień białowieskich; oznaczały one powołanie w miejsce zlikwidowanego ZSRS Wspólnoty Niepodległych Państw, utworzonej przez Białoruś, Rosję i Ukrainę, do których wkrótce dołączyły Kazachstan, Kirgistan, Tadżykistan, Turkmenistan i Uzbekistan. Ta rocznica wydaje się niemal niezauważana, choć trudno przecenić znaczenie rozpadu imperium sowieckiego dla ukształtowania się współczesnego świata. Przemiany w PRL, tak jak w całym "imperium zewnętrznym", również były wpisane w te globalne procesy.
Niniejsza publikacja ma na celu przybliżenie zjawisk, które zdeterminowały kierunek rozwoju Federacji Rosyjskiej, jej polityki, sposobu definiowania interesów, ideologii i propagandy. Pozwala ona na skonfrontowanie stanu wiedzy i koncepcji, z jednej strony, polskich badaczy dziejów Rosji oraz ZSRS i historyków tak zwanej wielkiej transformacji systemu komunistycznego, a z drugiej strony, sowietologów, rosjoznawców i politologów na bieżąco analizujących wydarzenia na obszarze dawnego imperium sowieckiego oraz w wymiarze globalnym. Autorami artykułów są najwybitniejsi współcześnie przedstawiciele tych dyscyplin. To pozwoliło na podsumowanie wiedzy o procesach dezintegracji imperium sowieckiego i jego konsekwencjach, szczególnie z perspektywy polskiej, przy wykorzystaniu dorobku polskiego rosjoznawstwa i polskiej (post)sowietologii.
Spośród historyków i znawców Rosji w konferencji udział wzięli: dr hab. Bogdan Musiał (autor referatu "Gospodarcze aspekty rozpadu Związku Sowieckiego", tekst niezamieszczony w tomie), prof. Andrzej Nowak (Uniwersytet Jagielloński i Instytut Historii PAN), prof. Antoni Dudek (Uniwersytet Kardynała Stefana Wyszyńskiego w Warszawie), dr Andrzej Grajewski (redaktor "Gościa Niedzielnego", autor prac poświęconych sowieckim służbom specjalnym i były członek Polsko-Rosyjskiej Grupy do Spraw Trudnych) oraz dr hab. Henryk Głębocki (Uniwersytet Jagielloński i Instytut Pamięci Narodowej w Krakowie; pomysłodawca konferencji).
Spojrzenie politologiczne i (post)sowietologiczne prezentowali analitycy i badacze współczesnej Rosji oraz jej bliskiej zagranicy, a wśród nich: dr Adam Eberhardt (w latach 2016-2022 dyrektor Ośrodka Studiów Wschodnich; autor referatu ""Obszar postsowiecki" po dwudziestu pięciu latach od rozpadu ZSRS - kategoria polityczna, społeczna czy pojęcie historyczne?", tekst niezamieszczony w tomie), Marek Menkiszak (kierownik Zespołu Rosyjskiego OSW), dr Witold Rodkiewicz (OSW i Studium Europy Wschodniej Uniwersytetu Warszawskiego, historyk, a zarazem analityk zajmujący się współczesną Rosją) i dr Łukasz Adamski (Centrum Polsko-Rosyjskiego Dialogu i Porozumienia, od 2022 r. Centrum Dialogu im. Juliusza Mieroszewskiego, specjalizujący się w historii stosunków Rosji i Ukrainy oraz we współczesnych relacjach tych państw).
Spośród publikowanych siedmiu tekstów trzy pierwsze prezentują perspektywę historyczną i stanowią analizę polskiego fragmentu transformacji systemu wpisującego się w upadek i rozpad całego imperium. Andrzej Nowak zarysował globalny kontekst kryzysu imperium sowieckiego i próby jego przezwyciężenia, uwzględniając zarówno grę wielkich mocarstw, jak i czynniki ekonomiczne. Ten wątek dopełnił Andrzej Grajewski w artykule przedstawiającym międzynarodową rolę Stolicy Apostolskiej oraz papieża Jana Pawła II w procesie upadku sowieckiego państwa. Z kolei Antoni Dudek scharakteryzował politykę rządu Tadeusza Mazowieckiego wobec pierestrojki i kryzysu ZSRS.
Kolejne trzy artykuły prezentują perspektywę politologiczną i zostały poświęcone konsekwencjom rozpadu ZSRS, próbom odbudowy Rosji oraz reimperializacji przestrzeni postsowieckiej w latach 1991-2016. Łukasz Adamski zaprezentował bilans stosunków rosyjsko-ukraińskich po ćwierćwieczu, szczególnie zaś skutki rozpadu ZSRS dla relacji Rosjan i Ukraińców. Marek Menkiszak opisał strategię Rosji wobec systemu bezpieczeństwa europejskiego po 1989 r., a Witold Rodkiewicz przedstawił politykę zagraniczną Federacji Rosyjskiej jako jeden z symptomów postsowieckiego neoimperializmu. Ostatni tekst, autorstwa Henryka Głębockiego, jest swoistym postscriptum - refleksją o końcu imperium sowieckiego i początkach nowej Rosji.
W książce zamieszczono również zapis dyskusji historyków i politologów, która odbyła się w trakcie konferencji i dotyczyła zagadnienia ciągłości między imperium sowieckim a współczesną Rosją. Uczestnicy debatowali o strategii Władimira Putina i wielowymiarowym wpływie sowieckiego dziedzictwa na współczesną politykę Moskwy, a także o ambicjach Rosji, żeby odbudować imperium.
Z perspektywy przeszło trzech dekad najbardziej trwałą spuścizną upadku sowieckiego kolosa okazało się pragnienie, aby Rosja ponownie stała się imperium. W tym kierunku zmierza współczesne państwo rosyjskie, jego polityka zagraniczna, a także wewnętrzna, której zasadą jest traktowanie obywateli jako mas społecznych poddawanych manipulacji.
Wobec niedostępności archiwów sowieckich służb specjalnych, co uniemożliwia prowadzenie badań źródłowych, prezentowany tom może być cennym dopełnieniem refleksji nad historią ZSRS, jego upadkiem i powstaniem Federacji Rosyjskiej. Systematyzuje on wiedzę o imperium sowieckim w drugiej połowie XX w. i ujmuje genezę jego transformacji, z której wyłoniła się współczesna Rosja. Analizując problemy i stan współczesnego społeczeństwa rosyjskiego, przedstawiono głębsze korzenie imperialnej agresji, wyrastającej z nierozliczonego dziedzictwa sowieckiego oraz resentymentu wywołanego upadkiem ZSRS.
Monika Komaniecka-Łyp