Kontrakt zmysłów - Karolina Stern

Kup ebooka

26.25 zł
21.79 zł (26,25 zł najniższa cena z 30 dni)

-
Proszę czekać

Rozdział III. KontrAKT ZMYSŁÓW

Drzwi do prywatnego gabinetu Maxa zamknęły się za nimi miękko, niemal bezgłośnie, a jednak Elena miała wrażenie, jakby ten cichy klik przeciął ją od świata grubą, niewidzialną linią. To, co zostało po drugiej stronie, było jeszcze Londynem, jeszcze nocą, jeszcze klubem pełnym przytłumionych oddechów, spojrzeń i sekretów. Tutaj jednak panował inny porządek. Bardziej skupiony. Bardziej niebezpieczny. I przez to dziwnie kojący.

Gabinet nie przypominał stereotypowego biura mężczyzny, który lubił władzę. Nie było tu krzykliwego luksusu ani ostentacyjnego chłodu. Ciemne drewno, matowe światło, skóra w głębokim odcieniu koniaku, kilka starannie dobranych obrazów, półki z książkami i ciężki zapach czegoś drzewnego, lekko korzennego. Wszystko było przemyślane. Nic przypadkowe. Jakby przestrzeń sama mówiła: tu nic nie wymyka się spod kontroli.

Elena stanęła pośrodku pomieszczenia i odruchowo wyprostowała plecy. Jej ciało zrobiło to, co robiło zawsze, kiedy nie wiedziała, czego się spodziewać. Zaczęło się organizować. Napinać. Ustawiać. Zamieniać w architekturę obronną. Ramiona sztywno, brzuch wciągnięty, uda spięte. Nawet dłonie, choć spokojnie opuszczone wzdłuż ciała, zdradzały napięcie lekkim drżeniem palców.

Max zamknął drzwi na klucz, ale zrobił to bez pośpiechu i bez demonstracji. Kiedy się odwrócił, jego wzrok przesunął się po niej wolno, nie zachłannie, tylko uważnie. Jakby czytał tekst zapisany nie na skórze, ale pod nią. Elena poczuła na karku znajomy dreszcz. Wciąż odczuwała gorąco i pulsowania ciała, z którym ją zostawił.

- Usiądź - powiedział spokojnie.

Nie wskazał miejsca od razu. Po prostu wypowiedział polecenie tonem tak naturalnym, jakby nie zakładał odmowy. Elena uniosła podbródek.

- To prośba czy rozkaz?

Na jego ustach pojawił się cień uśmiechu.

- Jeszcze propozycja. Ale nie testuj zbyt długo różnicy.

To powinno ją zirytować. Powinno uruchomić dawny mechanizm: chłód, cięcie słowem, dystans. A jednak zamiast tego poczuła ciepło, które rozlało się nisko w jej brzuchu. Nie dlatego, że lubiła, kiedy ktoś do niej rozkazywał. Tego wręcz nie znosiła. Chodziło o coś innego. O to, że w jego głosie nie było przemocy. Była pewność. Stabilność. Rodzaj siły, która nie musi się popisywać, bo zna swoją wagę.

Usiadła na skórzanej sofie. Zrobiła to z godnością, niemal wyniośle, jakby chciała przypomnieć zarówno jemu, jak i sobie, że wciąż ma wybór. Max nie usiadł naprzeciwko od razu. Podszedł do barku, nalał wody do dwóch niskich szklanek i jedną podał jej bez słowa. Elena przyjęła ją, choć miała sucho w ustach tak bardzo, że pierwszy łyk zabolał.

Przez chwilę milczeli. To milczenie nie było niezręczne. Było gęste. Nabrzmiałe od tego, co już wydarzyło się między nimi tej nocy i od tego, co jeszcze wisiało w powietrzu, nierozstrzygnięte.

Max usiadł w fotelu naprzeciw niej, lekko rozchylając kolana, opierając przedramiona o uda. Wyglądał jak drapieżnik, który odpoczywa, ale nie zasypia. Koszulę miał nadal idealną, choć poluzowaną z rozpiętym guzikiem, co nadawało mu mniej oficjalny, bardziej niebezpieczny wygląd. Elena nie chciała patrzeć na jego usta. Właśnie dlatego patrzyła na nie zbyt długo.

- Wiesz, dlaczego cię tu przyprowadziłem? - zapytał.

- Zakładam, że zaraz mi powiesz.

- Nie. - Pochylił się odrobinę. - Chcę usłyszeć, co ty myślisz.

Elena odłożyła szklankę na niski stolik. Dała sobie kilka sekund. W każdej innej sytuacji uznałaby to za grę psychologiczną. Może nadal nią była. Różnica polegała na tym, że tym razem nie miała ochoty się z niej wycofać.

- Myślę - powiedziała powoli - że lubisz mieć kontrolę.

- To prawda.

- Myślę też, że lubisz sprawdzać, jak daleko ludzie są gotowi się posunąć, kiedy ktoś zobaczy ich bez masek.

- To też prawda.

- A ja? - zapytała ciszej. - Jestem kolejnym eksperymentem?

Wtedy jego twarz stwardniała nieznacznie. Nie z gniewu. Raczej z precyzji.

- Nie. Ty jesteś kobietą, która całe życie próbuje zarządzać własnym ciałem jak projektem. Korygować. Wyciszać. Utrzymywać w ryzach. A potem dziwi się, że nic w niej naprawdę nie płonie.

Słowa weszły pod skórę z brutalną łatwością. Elena poczuła, jak zaciska szczękę. To było niesprawiedliwe. To po raz kolejny było zbyt celne.

- Nie znasz mnie - powiedziała.

- Jeszcze nie. - Jego głos pozostał spokojny. - Ale znam napięcie. Znam ciała, które nauczyły się przetrwania tak dobrze, że zapomniały przyjemności. Znam kobiety, które mówią "wszystko w porządku", podczas gdy ich mięśnie krzyczą "ani trochę". I znam ten rodzaj spojrzenia, który masz teraz. Mieszankę gniewu, podniecenia i strachu, że ktoś właśnie nazwał prawdę.

Elena odwróciła wzrok. Nagle półka z książkami po jego lewej stronie wydała jej się fascynująca. Tytuły rozpłynęły się jednak w plamę, bo serce waliło jej za mocno. Nienawidziła, kiedy ktoś miał rację. Jeszcze bardziej nienawidziła, kiedy budziło to w niej pragnienie, by usłyszeć więcej.

- Za dużo sobie pozwalasz - mruknęła.

- A ty za mało.

To zdanie zawisło między nimi jak iskra nad suchym papierem.

Elena wciągnęła powoli powietrze. Właśnie dlatego ten gabinet wydawał się tak niebezpieczny. Nie z powodu zamkniętych drzwi. Nie z powodu mężczyzny siedzącego naprzeciw. Tylko dlatego, że pierwszy raz od dawna czuła, jak coś w niej nie chce już być rozsądne.

Max odchylił się w fotelu i przez moment po prostu jej się przyglądał. Nie spieszył się. Jakby wiedział, że pośpiech jest dla ludzi niepewnych, a on nie miał w sobie ani grama wahania. Elena zauważyła, że to właśnie działało na nią najmocniej. Nie jego wygląd, choć był niebezpiecznie przystojny. Nie sam klub, choć wszystko w nim zostało stworzone po to, by rozbrajać zmysły. Tylko ta jego pewność, że nie musi gonić chwili, bo chwila i tak przyjdzie do niego sama.

- Złożę ci propozycję - powiedział w końcu.

Elena uniosła brew, starając się odzyskać grunt.

- Brzmi poważnie.

- Bo jest poważna.

Podniósł się z fotela i podszedł do biurka. Szuflada wysunęła się cicho. Wyjął z niej cienką, czarną teczkę. Nie otwierał jej jeszcze. Trzymał ją w dłoni, jakby jej ciężar miał znaczenie większe niż kilka kartek papieru.

- Cztery sesje - powiedział. - Tylko cztery. Każda tutaj, w moim klubie "Anima". Każda na moich warunkach.

Elena milczała, ale jej gardło ścisnęło się lekko.

- Podczas tych czterech spotkań oddajesz mi pełną władzę nad swoim ciałem i nad swoimi orgazmami.

Słowo orgazmami wybrzmiało miękko, niemal leniwie, a jednak uderzyło w nią z siłą otwartej dłoni. Elena skrzyżowała nogi odruchowo, tak szybko, że sam ten ruch zdradził więcej, niż by chciała.

Max to zauważył. Oczywiście, że zauważył. Nie skomentował jednak. To było chyba najgorsze. Albo najlepsze.

- Warunki? - zapytała, bo musiała powiedzieć cokolwiek.

- Trzy. - Położył teczkę na biurku i oparł o nie biodro. - Po pierwsze: zero pytań o moje życie prywatne. Kim jestem poza tym miejscem, z kim śpię, gdzie mieszkam, co robię, kiedy wychodzę stąd rano. To nie należy do układu.

Elena prychnęła cicho.

- Tajemniczy. Jakże oryginalnie.

Jego spojrzenie błysnęło rozbawieniem.

- Nie tajemniczy. Konsekwentny. Ty też nie przyszłaś tu po to, by opowiadać mi o dzieciństwie.

Miała na końcu języka ciętą odpowiedź, ale zatrzymała ją. Bo znowu miał rację. To nie była rozmowa o romantycznej bliskości. Nie obiecywał świec, śniadań do łóżka ani czułych kłamstw. Proponował konstrukcję. Ramę. Rodzaj eksperymentu, który miał wejść głębiej niż zwykły seks.

- Po drugie - ciągnął - całkowite posłuszeństwo wewnątrz klubu. Nie oznacza to bezmyślności. Oznacza zaufanie do zasad, które ustalam. Kiedy mówię "stań", stajesz. Kiedy mówię "nie ruszaj się", nie ruszasz się. Kiedy mówię "powiedz mi, co czujesz", mówisz.

Elena poczuła, jak po jej karku przebiega dreszcz. W jej świecie posłuszeństwo zawsze miało posmak utraty siebie. Kapitulacji. Czegoś upokarzającego. A jednak z jego ust brzmiało inaczej. Nie jak odebranie jej podmiotowości, lecz jak zdjęcie z niej obowiązku prowadzenia wszystkiego. Jak chwilowe pozwolenie, by nie pilnować już każdej sekundy.

- A po trzecie? - zapytała ciszej.

- Bezwzględna szczerość w kwestii rozkoszy. Żadnego udawania. Żadnego "jest dobrze", kiedy wcale nie jest. Żadnego grania pod moje ego. Jeśli coś cię podnieca, mówisz. Jeśli coś cię drażni, mówisz. Jeśli jesteś o krok od rozpadu, mówisz. Jeśli chcesz więcej, też mówisz.

Elena spojrzała na niego uważniej.

- Czyli mam być posłuszna, ale jednocześnie mówić "nie", jeśli coś mi nie pasuje?

- Masz być prawdziwa. - Zrobił krok w jej stronę. - To trudniejsze niż posłuszeństwo. Dla ciebie szczególnie.

To zabolało. I znów podnieciło ją bardziej, niż powinno.

- A co ja dostaję w zamian? - zapytała, starając się, by głos nie zadrżał.

Max zatrzymał się przed nią. Nie dotknął jej. Jego obecność była jednak tak wyraźna, że i tak czuła ją skórą. Ciepło. Zapach. Napięcie.

- W zamian - powiedział spokojnie - zniszczę twoje blokady psychiczne. Jedną po drugiej. Rozbiorę je dokładniej niż twoje ubrania. Pokażę ci, gdzie naprawdę kończy się kontrola, a zaczyna wolność. I dam ci wyzwolenie, którego pragniesz tak bardzo, że aż udajesz przed sobą, że go nie potrzebujesz.

Elena zaśmiała się krótko, bez radości.

- Brzmisz jak człowiek, który sprzedaje bardzo drogie obietnice.