Koreański zegar emocji. 10 niezwykłych połączeń między organami twojego ciała a emocjami - Kang Do-hyung

-
Proszę czekać

Rekomendacje

Jako lekarz medy­cyny sądo­wej czę­sto poszu­kuję śla­dów życia w cia­łach, z któ­rych zdą­żyło ono już ujść. Ta książka uczy nas nato­miast, jak z uważ­no­ścią odczy­ty­wać te ślady w nas samych - w naszych żywych cia­łach. Autor inter­pre­tuje emo­cje w spo­sób jed­no­cze­śnie czuły i naukowy. Poka­zuje, że uczu­cia nie zaczy­nają się w mózgu, lecz w ryt­mach całego ciała. Nad­cho­dzą, zapo­wia­dane przez jelita, serce, krę­go­słup, a nawet skórę. Z jed­nej strony takie podej­ście może wyda­wać się obce, z dru­giej jed­nak oka­zuje się zaska­ku­jąco prze­ko­nu­jące.

Ta książka nie tylko prze­ka­zuje wie­dzę. Pozwala rów­nież lepiej zro­zu­mieć zmę­czony po całym dniu umysł i poka­zuje, jak pod­cho­dzić do sie­bie z więk­szą życz­li­wo­ścią. Ofe­ruje prze­my­ślane tech­niki, które poma­gają dopu­ścić do naszego życia emo­cje, zanim te wywrócą je do góry nogami. Mam nadzieję, że ta książka, łącząca w sobie język medy­cyny, głę­bię medy­ta­cyj­nego doświad­cze­nia i mądrość ukrytą w naszych cia­łach pomoże wielu oso­bom odzy­skać swój zegar emo­cji. Ja rów­nież zaczą­łem po cichu wsłu­chi­wać się we wła­sny i chciał­bym powie­dzieć jedno: ta książka może pomóc poskła­dać w całość roz­bite kawałki nas samych.

Yu Seung-ho (autor książki Naneun maeju siche­reul boreo ganda (Co tydzień oglą­dam mar­twe ciała), wykła­dowca medy­cyny sądo­wej na Uni­wer­sy­te­cie Seul­skim)

Z wie­kiem coraz czę­ściej docho­dzę do wnio­sku, że umie­jęt­ność regu­lo­wa­nia emo­cji sta­nowi jedną z waż­niej­szych życio­wych kom­pe­ten­cji. A jed­nak rzadko zda­rza mi się naprawdę uważ­nie przyj­rzeć temu, skąd się biorą odczu­wane przeze mnie radość, smu­tek, gniew czy zachwyt. Ta książka pomaga zro­zu­mieć, jakie jest źró­dło wszyst­kich tych zło­żo­nych, a zara­zem sub­tel­nych uczuć, które nam towa­rzy­szą. Pro­wa­dzi czy­tel­nika krok po kroku niczym życz­liwy i uważny lekarz, który sie­dzi obok i spo­koj­nym gło­sem cier­pli­wie wyja­śnia kolejne etapy pro­cesu zdro­wie­nia. Będąc człon­kami spo­łe­czeń­stwa, sta­ramy się na co dzień być uważni na innych, rozu­mieć ich słowa i czyny. Czę­sto jed­nak zanie­dbu­jemy osobę, z którą spę­dzamy naj­wię­cej czasu: nas samych. Być może wła­śnie lep­sze pozna­nie sie­bie jest naj­lep­szym punk­tem wyj­ścia do tego, by żyć peł­niej?

Dziś spo­łe­czeń­stwo zdaje się sta­wać coraz bar­dziej pozba­wione empa­tii i emo­cjo­nal­nie otę­piałe. Wie­rzę, że sku­pie­nie się na sobie i zro­zu­mie­nie rytmu wła­snych emo­cji może uczy­nić kolejny etap życia lżej­szym i łatwiej­szym. Ta książka wykra­cza poza zwy­kłe prze­ka­zy­wa­nie wie­dzy medycz­nej - opi­suje bowiem wie­lo­let­nie bada­nia i doświad­cze­nia dok­tora Kang Do-hyunga. Mam nadzieję, że dzięki lek­tu­rze tej pozy­cji każdy będzie potra­fił lepiej rozu­mieć sie­bie, obcho­dzić się ze swo­imi emo­cjami w zdrow­szy spo­sób i żyć peł­niej.

Kim Dae-ho (spi­ker sta­cji MBC)

Zimą 1986 roku po raz pierw­szy odwie­dzi­łem Los Ange­les. Pośród ośle­pia­ją­cych pro­mieni słońca, które wzmac­niały we mnie oso­bliwe poczu­cie samot­no­ści, odpu­ści­łem sobie roz­my­śla­nie, zamkną­łem oczy i przy­wo­ła­łem w pamięci pio­senkę Across the Uni­verse Johna Len­nona. Podróż, która dopro­wa­dziła mnie do przy­zna­nia, że osta­tecz­nie to wła­śnie miłość jest naj­pięk­niej­sza, poka­zała mi, jak ści­śle sple­cione są ze sobą uczu­cia i czas. Pamię­tam, jak przy­pad­kowo spo­tka­łem tam kolegę z pod­sta­wówki i wspól­nie szli­śmy ulicą. W tej ulot­nej chwili, wypeł­nio­nej rado­ścią i zasko­cze­niem, całym sobą czu­łem, jak emo­cje potra­fią wstrzą­snąć cza­sem i jak ten kształ­tuje je na nowo.

Dok­tor Kang Do-hyung, któ­rego spo­tka­łem wiele lat póź­niej, dosko­nale rozu­mie ten zwią­zek uczuć i czasu. Nawet w trud­nych chwi­lach nie traci pogody ducha, a w swo­ich roz­wa­ża­niach o Wszech­świe­cie i czło­wieku uka­zuje na nowo rytm życia. Jest dla mnie jak papie­rowy samo­lot pusz­czony przez przy­ja­ciela z dzie­ciń­stwa - to ktoś, kto pozwala mi w pełni odsło­nić sie­bie samego. Dla­tego bez waha­nia pole­cam jego książkę Kore­ań­ski zegar emo­cji. To prze­wod­nik po tym, jak prze­ży­wać czas, jak przy­glą­dać się emo­cjom oraz jak wytrwać w miło­ści i życiu. Tak jak pio­senka Johna Len­nona kie­dyś roz­świe­tliła mi drogę, tak ta książka może stać się dla wielu nową ścieżką i świa­tłem wyzwo­le­nia.

Jeon In-kwon (woka­li­sta zespołu Deul­gu­khwa)

Z głę­bo­kim nie­po­ko­jem obser­wuję, jak medy­ta­cja i uważ­ność są dziś odry­wane od sta­no­wią­cego ich fun­da­ment naucza­nia o etyce i kon­su­muje się je jedy­nie jako tech­niki reduk­cji stresu. W takim kon­tek­ście Kore­ań­ski zegar emo­cji dok­tora Kang Do-hyunga jest cen­nym prze­wod­ni­kiem, który pro­wa­dzi z powro­tem ku pier­wot­nym pod­wa­li­nom tych prak­tyk.

Autor, posłu­gu­jąc się języ­kiem nauki, jasno dowo­dzi, że emo­cje jako efekt pracy ludz­kiego umy­słu nie ist­nieją w ode­rwa­niu od ich fizycz­nej pod­stawy, lecz są owo­cem tego, co w bud­dy­zmie okre­śla się mia­nem współ­za­leż­nego powsta­wa­nia - sieci spla­ta­ją­cych się warun­ków. Jego teo­ria nie różni się niczym od bud­dyj­skich nauk, zgod­nie z któ­rymi umysł i ciało sta­no­wią nie­roz­dzielną jed­ność.

Zro­zu­mie­nie, że cier­pie­nie nie wynika ze sła­bo­ści, lecz z kon­kret­nych uwa­run­ko­wań ciała, jest począt­kiem drogi do odna­le­zie­nia współ­czu­cia dla samego sie­bie. To wła­śnie ono sta­nowi pod­stawę współ­czu­cia wobec cier­pie­nia innych. Ta książka wykra­cza poza ramy zwy­kłego porad­nika samo­roz­wo­jo­wego. Kła­dzie solidne fun­da­menty pod prak­tyki bud­dyj­skie, któ­rych celem jest jed­no­cze­śnie dzia­ła­nie dla dobra wła­snego i innych istot.

Z rado­ścią mogę pole­cić tę lek­turę zarówno oso­bom prak­ty­ku­ją­cym bud­dyzm, jak i wszyst­kim innym, ponie­waż wska­zuje drogę ku życiu opar­temu na mądro­ści i współ­czu­ciu.

Wie­lebny Myeong-jin (autor książki Seu­nim, eot­teon ge jal saneun geo­m­nikka? (Czci­godny, czym jest dobre życie?), były opat klasz­toru Bon­geun w Seulu)

Ta książka prze­sta­wia nowa­tor­ską per­spek­tywę, która uwal­nia emo­cje z ogra­ni­czo­nej prze­strzeni mózgu i rein­ter­pre­tuje je jako rytm całego ciała. Jako lekarka psy­chia­trii i kole­żanka po fachu jestem prze­ko­nana, że sta­nie się ona źró­dłem nowej nadziei dla ludzi zma­ga­ją­cych się z trud­no­ściami emo­cjo­nal­nymi.

Opie­ra­jąc się na ponad dwu­dzie­stu latach boga­tego doświad­cze­nia kli­nicz­nego oraz bada­niach nauko­wych, dok­tor Kang Do-hyung prze­ko­nu­jąco dowo­dzi, że emo­cje nie są jedy­nie zja­wi­skiem psy­cho­lo­gicz­nym, ale wyni­kiem pre­cy­zyj­nie dzia­ła­ją­cego "zegara emo­cji", któ­rego nakrę­ce­nie jest moż­liwe dzięki dzie­się­ciu sprę­ży­nom w naszym orga­ni­zmie: jeli­tom, sercu, skó­rze, krę­go­słu­pie i innym orga­nom. Pio­nier­skie osią­gnię­cia naukowe autora, doty­czące kore­la­cji mię­dzy prze­wle­kłym bólem a sta­nem emo­cjo­nal­nym, dodat­kowo zwięk­szają war­tość tej publi­ka­cji.

Dzięki swo­jej uni­kal­nej kon­cep­cji książka uczy, jak rozu­mieć rytm emo­cji i jak go regu­lo­wać, korzy­sta­jąc z medy­ta­cji oraz inno­wa­cyj­nych prak­tyk, takich jak "depo­zyt bólu". Będzie cen­nym darem dla wszyst­kich, któ­rzy pra­gną odzy­skać spraw­czość wobec swo­ich emo­cji. Życzę czy­tel­ni­kom, aby udało im się pra­wi­dłowo nakrę­cić swój zegar emo­cji i zyskać siłę, by żyć peł­nią życia.

Kim Jin-seon (autorka książki Jero yuga (Wycho­wa­nie zero), spe­cja­listka psy­chia­trii)

Wybitny pisarz Her­mann Hesse napi­sał w wier­szu Książki, że "wszyst­kie książki tego świata nie dadzą ci szczę­ścia, lecz pota­jem­nie zwrócą cię ku wła­snemu wnę­trzu". W cza­sach, gdy sto­imy w obli­czu egzy­sten­cjal­nego kry­zysu cywi­li­za­cji i czło­wieka, ta publi­ka­cja skła­nia wła­śnie do takiego powrotu - do reflek­sji nad naszym wła­snym ist­nie­niem.

Jed­nym z naj­waż­niej­szych tema­tów, z jakimi mie­rzy się sek­tor tech­no­lo­giczny, jest dziś osza­ła­mia­jące tempo roz­woju sztucz­nej inte­li­gen­cji, czę­sto okre­śla­nej mia­nem jed­nego z naj­bar­dziej prze­ło­mo­wych odkryć w dzie­jach ludz­ko­ści. Prze­wi­duje się, że w ciągu kil­ku­dzie­się­ciu lat może nastą­pić moment, w któ­rym AI prze­wyż­szy sumę ludz­kiego inte­lektu. W związku z tym poja­wiają się pyta­nia natury egzy­sten­cjal­nej: co w takim razie czło­wiek potrafi lepiej?, jaka jest jego rola?. W tym kon­tek­ście ta książka, która zgłę­bia klu­czowe kon­cep­cje inte­li­gen­cji emo­cjo­nal­nej w opo­zy­cji do inte­li­gen­cji racjo­nal­nej, jawi się jako szcze­gól­nie cenna i potrzebna. Oparta na inter­dy­scy­pli­nar­nych doświad­cze­niach badaw­czych, nie jest jedy­nie teo­re­tycz­nym opra­co­wa­niem tematu, lecz prak­tycz­nym prze­wod­ni­kiem, któ­rym można się kie­ro­wać w codzien­nym życiu.

Przy­po­mina ona o zna­cze­niu ryt­mów bio­lo­gicz­nych w rozu­mie­niu i regu­lo­wa­niu emo­cji. Przed­sta­wia rów­nież dzie­sięć głów­nych sprę­żyn wpły­wa­ją­cych na zegar emo­cji oraz zasto­so­wa­nie medy­ta­cji jako kon­kret­nej formy tera­pii. To obo­wiąz­kowa lek­tura dla osób, które poszu­kują spo­so­bów na lecze­nie "emo­cjo­nal­nych dole­gli­wo­ści", takich jak bez­sen­ność czy depre­sja, a także dla ich bli­skich. Sze­rzej - pole­cam ją też każ­demu, kto pra­gnie roz­wi­jać wła­sną inte­li­gen­cję emo­cjo­nalną, odróż­nia­jącą go od tej sztucz­nej. Przede wszyst­kim jed­nak pra­gnę wyra­zić wdzięcz­ność dok­to­rowi Kang Do-hyun­gowi, który poprzez swoją prak­tykę psy­chia­tryczną od lat nie­sie nadzieję wielu oso­bom cier­pią­cym z powodu emo­cjo­nal­nego bólu.

Kim Seong-su (dyrek­tor ds. poli­tyki badań pod­sta­wo­wych w Mini­ster­stwie Nauki i ICT Repu­bliki Korei)

Prolog. Złudzenie rozumienia emocji

Pro­log

Złu­dze­nie rozu­mie­nia emo­cji

Czy zda­rzyło ci się czuć przy­gnę­bie­nie tuż po prze­bu­dze­niu? Za oknem nie pada deszcz, nie wyda­rzyło się też nic szcze­gól­nie stre­su­ją­cego. Spa­łeś wystar­cza­jąco długo. A jed­nak odczu­wasz fizyczne przy­tło­cze­nie, a w twoim sercu zalega bez­kształtny smu­tek. Draż­nią cię nawet dro­bia­zgi. Igno­ru­jesz te bez­pod­stawne emo­cje i nie­uza­sad­niony nastrój. Gdy jed­nak taki stan utrzy­muje się przez kolejne dni i tygo­dnie, uda­jesz się do psy­chia­try.

"Nic takiego się nie wyda­rzyło, po pro­stu od rana czuję się przy­gnę­biony", "Prze­cież cza­sem po pro­stu nie ma się nastroju" - sły­szę to od osób, które tra­fiają do mojego gabi­netu, prze­ko­na­nych, że emo­cje są nie­wy­tłu­ma­czalne, a umysł przy­po­mina nie­uchwytną mgłę. Postrze­gają one emo­cje jako subiek­tywne, a psy­chikę jako obiek­tywną. Tymcza­sem ja, przez ponad dwa­dzie­ścia lat prak­tyki kli­nicz­nej, pra­cu­jąc z nie­zli­czoną liczbą pacjen­tów i tym, co czują, obser­wo­wa­łem coś zupeł­nie innego. Emo­cje nie są zawie­szone w próżni. Mają wyraźny rytm i powta­rzają się w obrę­bie struk­tury fizjo­lo­gicz­nej.

Pro­po­nuję wyobra­zić sobie tę struk­turę i rytm jako zegar. Emo­cje to powta­rzalne w cza­sie reak­cje fizjo­lo­giczne wytwa­rzane przez ciało, mózg i serce. Podob­nie jak każ­dego dnia o podob­nych porach odczu­wamy głód lub sen­ność, tak i uczu­cia poja­wiają się w spe­cy­ficz­nych, wewnętrz­nych prze­dzia­łach cza­so­wych. Można to nazwać "zega­rem bio­lo­gicz­nym emo­cji", ja jed­nak zde­cy­do­wa­łem się na bar­dziej obra­zowy i prak­tyczny ter­min: Feel Clock, czyli po pro­stu zegar emo­cji. To, co każ­dego dnia czu­jemy, podąża za pew­nym sche­ma­tem, jakby w odpo­wie­dzi na ruch wska­zó­wek zegara.

Opra­co­wa­nie tej kon­cep­cji zajęło mi wiele lat. Psy­chia­trią inte­re­so­wa­łem się już od cza­sów stu­diów na Wydziale Medycz­nym Uni­wer­sy­tetu Seul­skiego. Nawet pod­czas zajęć z ana­to­mii, słu­cha­jąc wykła­dów wybit­nych pro­fe­so­rów, nie­ustan­nie zada­wa­łem sobie pyta­nia: gdzie mie­ści się ludzki umysł? Czy naprawdę wszystko dzieje się w mózgu? Funk­cjo­nuje on jako sys­tem sygna­łów elek­trycz­nych i prze­pływu sub­stan­cji che­micz­nych, ale czy to w pełni wyja­śnia emo­cje? Czy pacjen­towi, który każ­dego ranka budzi się w obni­żo­nym nastroju, wystar­czy wyja­śnie­nie, że "to wszystko z powodu niskiego poziomu sero­to­niny"? Takie liniowe postrze­ga­nie uczuć od dawna budziło we mnie głę­bo­kie nie­za­do­wo­le­nie.

Nawet po obję­ciu sta­no­wi­ska wykła­dowcy na Uni­wer­sy­te­cie Seul­skim dostrze­ga­łem wyraźne ogra­ni­cze­nia w pró­bach wyja­śnie­nia ludz­kich myśli, emo­cji i zacho­wań wyłącz­nie przez pry­zmat funk­cjo­no­wa­nia mózgu. Prze­ło­mem oka­zało się dla mnie ciało, a bada­nia nad medy­ta­cją oraz prze­wle­kłym bólem pozwo­liły mi następ­nie sfor­mu­ło­wać wła­sne wnio­ski doty­czące rela­cji ciało-mózg-umysł oraz pro­ce­sów zacho­dzą­cych w jej obrę­bie. Pro­wa­dzi­łem rów­nież bada­nia kli­niczne nad kom­plek­so­wym zespo­łem bólu regio­nal­nego, który jesz­cze dwa­dzie­ścia-trzy­dzie­ści lat temu powszech­nie uwa­żano za bez­pod­stawne wyol­brzy­mia­nie ze strony pacjen­tów. Odkry­łem, że ta rzadka, nie­ule­czalna cho­roba wiąże się nie tylko z bólem, ale rów­nież z lękiem, depre­sją, bez­sen­no­ścią, traumą, myślami samo­bój­czymi i zabu­rze­niem funk­cji poznaw­czych. To doświad­cze­nie utwier­dziło mnie w mojej hipo­te­zie. Kon­ty­nu­owa­łem bada­nia, które dopro­wa­dziły mnie do napi­sa­nia pierw­szego na świe­cie pod­ręcz­nika poświę­co­nego tema­tyce bólu w per­spek­ty­wie psy­chia­trycz­nej. Zosta­łem nagro­dzony przez Kore­ań­skie Towa­rzy­stwo Bada­nia Bólu za pio­nier­ską pracę naukową. Opu­bli­ko­wa­łem bli­sko dwa­dzie­ścia arty­ku­łów doty­czą­cych emo­cjo­nal­nych i poznaw­czych aspek­tów kom­plek­so­wego zespołu bólu regio­nal­nego w mię­dzy­na­ro­do­wych cza­so­pi­smach nauko­wych. Nie byłoby prze­sadą stwier­dze­nie, że byłem pierw­szym psy­chia­trą w Korei Połu­dnio­wej, który zaj­mo­wał się bada­niem bólu.

W 2010 roku na łamach "The Jour­nal of Pain", ofi­cjal­nego cza­so­pi­sma Ame­ry­kań­skiego Towa­rzy­stwa Bada­nia Bólu, jako pierw­szy na świe­cie wyka­za­łem, że pacjenci z kom­plek­so­wym zespo­łem bólu regio­nal­nego mają trud­no­ści z pra­wi­dło­wym roz­po­zna­wa­niem emo­cji u innych. Odkry­cie, że dłu­go­trwały ból fizyczny może pro­wa­dzić do upo­śle­dze­nia empa­tii, było w tam­tym cza­sie zaska­ku­jące. Dzięki swoim bada­niom udo­wod­ni­łem, że ciało i umysł nie są od sie­bie oddzie­lone. Następ­nie kon­ty­nu­owa­łem dzia­łal­ność badaw­czą i dydak­tyczną doty­czącą wpływu bólu na psy­chikę. W ostat­nim cza­sie opu­bli­ko­wa­łem rów­nież komen­tarz eks­percki w mię­dzy­na­ro­do­wym cza­so­pi­śmie nauko­wym "Annals of Pal­lia­tive Medi­cine", w któ­rym jako pierw­szy psy­chia­tra na świe­cie pod­ją­łem się ana­lizy tego, w jaki spo­sób prze­wle­kły ból zabu­rza pozna­nie spo­łeczne oraz zdol­ność empa­tii.

Pod­czas badań kli­nicz­nych inte­gru­ją­cych ciało, mózg i umysł naj­bar­dziej ude­rzyła mnie cza­so­wość emo­cji. Stany depre­syjne u moich pacjen­tów zwy­kle kon­cen­tro­wały się w okre­ślo­nych porach dnia: rano tuż po prze­bu­dze­niu, w oko­licy godziny pięt­na­stej i około dwu­dzie­stej trze­ciej. Wzorce bywały różne, jed­nak ich ryt­micz­ność była wyraź­nie zauwa­żalna. Pacjenci z zespo­łem lęku napa­do­wego czę­sto zgła­szali nasi­le­nie obja­wów wcze­snym popo­łu­dniem, nato­miast osoby z depre­sją wska­zy­wały poranki jako naj­trud­niej­sze. Objawy zabu­rzeń obse­syjno-kom­pul­syw­nych zaostrzały się zwy­kle przed snem, a lęk poja­wiał się zaraz po powro­cie z pracy w spe­cy­ficz­nej, przej­ścio­wej porze dnia. Zaczą­łem zapi­sy­wać te prze­działy czasu i spraw­dzać, co jedli, o któ­rej zasy­piali, czy nie mieli pro­ble­mów z tra­wie­niem oraz ile czasu prze­by­wali na słońcu. Wów­czas odkry­łem zaska­ku­jący fakt: emo­cje nie są wyłącz­nie skut­kiem stresu ani wyda­rzeń, które miały miej­sce, ale sta­no­wią efekt oddzia­ły­wa­nia kolej­nych fal rytmu naszego ciała.

Jeden z pacjen­tów opo­wia­dał mi, że jego lęk skraj­nie się nasi­lał zawsze około godziny dzie­sią­tej. W toku kolej­nych kon­sul­ta­cji oka­zało się, że pomi­jał śnia­da­nie, pił jedy­nie mocną kawę, a następ­nie sia­dał przed kom­pu­te­rem i pra­co­wał bez ruchu. Zasta­na­wiał się, dla­czego wła­śnie o tej porze odczuwa taki silny nie­po­kój. Wyja­śni­łem, że nakła­dają się wtedy na sie­bie trzy czyn­niki: spa­dek poziomu glu­kozy we krwi, utrzy­mu­jące się dzia­ła­nie kofe­iny oraz natu­ralne waha­nia poziomu kor­ty­zolu, które nasi­lają reak­cję lękową. Nie był to pro­blem natury psy­chicz­nej, a raczej emo­cjo­nalne roz­chwia­nie wyni­ka­jące z rytmu ciała.

Dla­tego też, mimo że pacjenci zgła­szali się do mnie jako do psy­chia­try, zaczą­łem przy­glą­dać się ich cia­łom: żołąd­kowi, jeli­tom, tętnu, tem­pe­ra­tu­rze ciała, odde­chowi, napię­ciu mię­śni, hor­mo­nowi snu, a nawet sta­nowi krę­go­słupa. W pew­nym momen­cie powszech­nie uznano, że umysł ogra­ni­cza się do mózgu, a emo­cje można wyja­śnić wyłącz­nie poprzez ana­lizę jego dzia­ła­nia. Ja jed­nak uwa­żam, że to raczej mecha­ni­zmy ciała wpra­wiają w ruch zegar emo­cji, a jeżeli funk­cjo­nuje on według pew­nych wzor­ców, może stać się pod­stawą do mie­rze­nia natę­że­nia emo­cji, zarzą­dza­nia nimi i ich regu­la­cji.

W swo­ich bada­niach sku­pi­łem się na bólu, związku mię­dzy cia­łem a umy­słem oraz medy­ta­cji. Dostrze­głem jej poten­cjał już w cza­sach, gdy była trak­to­wana jedy­nie jako metoda uzu­peł­nia­jąca i pro­wa­dzi­łem bada­nia nad jej wpły­wem na ciało i umysł z per­spek­tywy neu­ro­nauki, wdra­ża­jąc uzy­skane wyniki do tera­pii pacjen­tów. Włą­cza­łem tech­niki medy­ta­cyjne do róż­nych pro­gra­mów lecze­nia obja­wów psy­cho­pa­to­lo­gicz­nych, bada­jąc ich sku­tecz­ność. Uzy­skane rezul­taty publi­ko­wa­łem kil­ku­krot­nie w pre­sti­żo­wych cza­so­pi­smach nauko­wych.

Wciąż pamię­tam dumę, jaką odczu­wa­łem, publi­ku­jąc w ciągu ostat­nich dzie­się­ciu lat trzy­na­ście arty­ku­łów nauko­wych na temat rodzi­mej kore­ań­skiej medy­ta­cji w mię­dzy­na­ro­do­wych cza­so­pi­smach. Szcze­gól­nym zaszczy­tem było dla mnie opu­bli­ko­wa­nie - po raz pierw­szy na świe­cie - wyni­ków badań poka­zu­ją­cych, jak stan wyspy w mózgu zmie­nia się pod wpły­wem medy­ta­cji w "Mind­ful­ness", wio­dą­cym mię­dzy­na­ro­do­wym cza­so­pi­śmie nauko­wym poświę­co­nym uważ­no­ści. Jego zało­że­nie było w dużej mie­rze efek­tem pracy Jona Kabata-Zinna, twórcy opar­tej na niej metody reduk­cji stresu (Mind­ful­ness-Based Stress Reduc­tion, MBSR). Po odej­ściu ze szpi­tala uni­wer­sy­tec­kiego zdo­by­wa­łem dal­sze doświad­cze­nie kli­niczne, a w 2025 roku opa­ten­to­wa­łem w Korei "metodę i urzą­dze­nie do dostar­cza­nia danych emo­cjo­nal­nych użyt­kow­nika". Obec­nie przy­go­to­wuję się do uzy­ska­nia patentu mię­dzy­na­ro­do­wego. Rów­no­le­gle zaj­muję się popu­la­ry­za­cją medy­ta­cji, regu­lar­nie pro­wa­dząc wykłady.

Medy­ta­cja nie jest stra­te­gią pozwa­la­jącą kon­tro­lo­wać umysł. To raczej spo­sób na naucze­nie się ryt­mów wła­snego ciała. Nie tłumi ani nie eli­mi­nuje emo­cji, pozwala nato­miast wyczuć, gdzie powstają ich fale. Jej sku­tecz­ność nie wynika z tre­no­wa­nia umy­słu, lecz regu­la­cji pro­ce­sów zacho­dzą­cych w orga­ni­zmie, takich jak oddy­cha­nie, tem­pe­ra­tura ciała, puls i postawa. Można powie­dzieć, że medy­ta­cja jest dzia­ła­niem, które rese­tuje zegar emo­cji.

Nie obie­cuję, że ta książka ujawni wiel­kie sekrety tego, co czu­jemy. Nie ma w tym nic tajem­ni­czego ani nie­kon­tro­lo­wa­nego. Bez wąt­pie­nia uczu­cia są za to ryt­mami, które odzwier­cie­dlają stan nastro­je­nia bio­lo­gicz­nego zegara obej­mu­ją­cego całe ciało. Jeśli zdo­łamy je dostrzec, będziemy mogli ubrać w bogaty język emo­cji pozor­nie bez­pod­stawne uczu­cia i nie­uza­sad­nione nastroje, a także lepiej kształ­to­wać ich prze­pływ - jak­by­śmy ukła­dali ich har­mo­no­gram.

Dziesięć sprężyn, które wprawiają w ruch zegar emocji

"Zegar emo­cji" nie jest jedy­nie poetycką meta­forą. To roz­kład dnia kre­owany przez fizjo­lo­giczne bodźce i pro­cesy, które prze­kła­dają się na emo­cje. W ruch wpra­wia go dzie­sięć roz­pro­szo­nych po całym ciele "sprę­żyn". Opie­ra­jąc się na doświad­cze­niu kli­nicz­nym oraz wie­dzy z zakresu fizjo­lo­gii mózgu i ciała, wyod­ręb­ni­łem dzie­sięć takich mecha­ni­zmów. Peł­nią one funk­cje zarówno narzą­dów zmy­słów kal­ku­lu­ją­cych czas emo­cji, jak i sys­temu ich regu­la­cji. Są nie­wi­dzial­nymi narzę­dziami, które niczym pry­watny asy­stent orga­ni­zują i reje­strują prze­bieg dnia.

Pierw­szą sprę­żyną są jelita. Jelita i mózg pozo­stają w dwu­kie­run­ko­wej komu­ni­ka­cji ner­wo­wej. Pro­du­ko­wane w jeli­tach neu­ro­prze­kaź­niki bez­po­śred­nio uczest­ni­czą w reak­cjach emo­cjo­nal­nych - więk­szość sero­to­niny powstaje wła­śnie tam. Skład mikro­bioty jeli­to­wej, rytm posił­ków oraz reak­cje zapalne bariery jeli­to­wej leżą u pod­staw depre­sji, lęku czy apa­tii. Jelita nie są więc jedy­nie narzą­dem tra­wien­nym, lecz także bio­che­micz­nym sil­ni­kiem emo­cji.

Drugą sprę­żynę sta­nowi serce. Emo­cje wią­żemy z nim intu­icyj­nie: mówimy, że gdy jeste­śmy smutni, "serce nam się kraje", a gdy bar­dzo się boimy, że "zamiera z trwogi". Zmiany w tem­pie jego bicia są w rze­czy­wi­sto­ści ści­śle powią­zane ze sta­bil­no­ścią emo­cjo­nalną. Zmien­ność rytmu zato­ko­wego służy jako wskaź­nik rów­no­wagi auto­no­micz­nego układu ner­wo­wego. Ela­stycz­ność emo­cjo­nalna wynika z ela­stycz­no­ści rytmu serca. Gdy ten się usztyw­nia, emo­cje rów­nież tracą płyn­ność.

Trze­cia jest skóra. To naj­więk­szy narząd zmy­słu, łączący świat zewnętrzny z dozna­niami wewnętrz­nymi. Odczu­wane przez nią tem­pe­ra­tura i zmiany pór roku mają wpływ na nastrój. Jeden dotyk może wzbu­rzyć emo­cje lub je ukoić. Tak jak to, co czu­jemy, wyra­żane jest poprzez mimikę, tak sygnały uczuć są wysy­łane i odbie­rane przez skórę. Cza­sami wystar­czy eks­po­zy­cja na zimny wiatr, deli­katne świa­tło słońca albo wil­gotne powie­trze, a nastrój się zmie­nia. Dzieje się tak za sprawą bodź­ców docie­ra­ją­cych do orga­ni­zmu przez recep­tory obecne w struk­tu­rze skóry.

Czwar­tym narzą­dem jest szy­szynka. Ten nie­wielki gru­czoł dokrewny w mózgu odpo­wiada za wydzie­la­nie mela­to­niny. Choć sub­stan­cja ta bywa nazy­wana hor­mo­nem snu, bar­dziej dokład­nym okre­śle­niem byłoby "regu­la­tor rytmu dobo­wego". Na jej funk­cjo­no­wa­nie wpły­wają mię­dzy innymi czas eks­po­zy­cji na świa­tło sło­neczne, jego inten­syw­ność oraz pora zasy­pia­nia. Gdy ten rytm ulega zabu­rze­niu, desta­bi­li­zują się rów­nież emo­cje. Depre­sja sezo­nowa, nie­po­kój u pra­cow­ni­ków zmia­no­wych czy zabu­rze­nia nastroju spo­wo­do­wane nie­do­bo­rem snu mają swoje źró­dło wła­śnie w roz­chwia­niu rytmu szy­szynki. Emo­cje płyną w nas zgod­nie z ryt­mem świa­tła.

Piątą sprę­żyną jest krę­go­słup. Jego rola nie ogra­ni­cza się do pod­trzy­my­wa­nia tuło­wia. Sta­nowi rów­nież drogę dla ner­wów czu­cio­wych oraz pod­sta­wowy obwód sygna­łów emo­cjo­nal­nych. Infor­ma­cje sen­so­ryczne docie­rają przez rdzeń krę­gowy do pnia mózgu, bez­po­śred­nio pobu­dza­jąc w nim ośrodki prze­twa­rza­nia emo­cji. Spę­dza­nie dnia w przy­gar­bio­nej posta­wie, w skur­czo­nej pozy­cji, odbiera emo­cjom prze­strzeń. Napię­ciu szyi czę­sto towa­rzy­szą ból głowy i nie­po­kój. Samo unie­sie­nie głowy i wypro­sto­wa­nie ramion mogą zała­go­dzić wzmo­żoną aktyw­ność układu współ­czul­nego i zmie­nić dyna­mikę reak­cji emo­cjo­nal­nych. Emo­cje wywo­dzą się z postawy ciała.

Szó­ste jest ciało mig­da­ło­wate. To w tej struk­tu­rze mózgo­wej swój począ­tek mają strach, pod­wyż­szona czuj­ność, panika czy gwał­towne reak­cje nie­współ­mierne do bodźca. Ciało mig­da­ło­wate sta­nowi cen­tralny węzeł reak­cji emo­cjo­nal­nych powią­za­nych z instynk­tem prze­trwa­nia. Bły­ska­wicz­nie oce­nia bodźce zewnętrzne, roz­strzy­ga­jąc, czy sta­nowią zagro­że­nie. Gdy jest nadak­tywne, reagu­jemy prze­sad­nie nawet na naj­drob­niej­sze sprawy, a emo­cje nie­ustan­nie pozo­stają w sta­nie goto­wo­ści. U osób z pato­lo­gicz­nie wyso­kim pozio­mem lęku lub napię­cia obser­wuje się nie­pra­wi­dłowo pod­wyż­szoną reak­tyw­ność ciała mig­da­ło­watego. Jest ono zara­zem prze­łącz­ni­kiem stra­chu, jak i wyzna­cza gra­nicę sta­bil­no­ści.

Siódmą sprę­żynę sta­nowi hipo­kamp. Choć znany jest przede wszyst­kim jako ośro­dek pamięci, ma rów­nież klu­czowe zna­cze­nie dla emo­cji. Jest ści­śle powią­zany z cia­łem mig­da­ło­wa­tym i uczest­ni­czy w nada­wa­niu kon­tek­stu temu, co odczu­wamy. Przy­kła­dowo, gdy poja­wia się złość, czę­sto naj­pierw powraca do nas wspo­mnie­nie sytu­acji, w któ­rej już ją czu­li­śmy. Hipo­kamp łączy zapa­mię­tane doświad­cze­nia z aktu­al­nymi bodź­cami i deter­mi­nuje naszą reak­cję. Kiedy nie funk­cjo­nuje pra­wi­dłowo, emo­cje tracą kon­tekst i zaczy­nają się poja­wiać przy­pad­kowo. To wła­śnie ten mecha­nizm odpo­wiada za wie­lo­krotne powra­ca­nie trau­ma­tycz­nych doświad­czeń.

Ósmym orga­nem są gonady. Hor­mony płciowe wpły­wają zarówno bez­po­śred­nio, jak i pośred­nio na nastrój, poczu­cie wła­snej war­to­ści, wewnętrzny napęd do dzia­ła­nia oraz sta­bil­ność emo­cjo­nalną. Szcze­gól­nie kobiety doświad­czają znacz­nych zmian rytmu emo­cjo­nal­nego w związku z cyklem men­stru­acyj­nym i towa­rzy­szącą mu dyna­miką hor­mo­nalną. Męż­czyźni rów­nież odczu­wają waha­nia nastroju spo­wo­do­wane zmien­nym pozio­mem testo­ste­ronu. Emo­cje nie są cał­ko­wi­cie oddzie­lone od ener­gii sek­su­al­nej. Jej rytm i fale moty­wa­cji sek­su­al­nej pozo­stają sub­tel­nie sple­cione z naszymi emo­cjami.

Dzie­wiąta sprę­żyna to pień mózgu - jego naj­bar­dziej pod­sta­wowa struk­tura, któ­rej zada­niem jest pod­trzy­my­wa­nie życia. Odpo­wiada za oddy­cha­nie, pracę serca, ciśnie­nie krwi oraz poziom pobu­dze­nia, a rytm ciała two­rzony przez te pro­cesy sta­nowi fun­da­ment emo­cji. Pień mózgu nie nadaje im kon­kret­nego zabar­wie­nia, lecz two­rzy dla nich pier­wotne pod­łoże. Gdy jego rytm ulega zabu­rze­niu, możemy popaść w skrajne wyczer­pa­nie albo prze­ciw­nie - w stan nad­mier­nego pobu­dze­nia gra­ni­czący z paniką.

Dzie­siątą sprę­żynę sta­nowi wyspa w mózgu. To struk­tura, dzięki któ­rej odczu­wamy samych sie­bie. Świa­do­mość tego, w jakim sta­nie jest ciało - z jaką pręd­ko­ścią bije serce, jak szybki jest oddech, czy poja­wiają się mdło­ści - prze­twa­rzana jest wła­śnie przez wyspę. Zanim świa­do­mie odczu­jemy emo­cję, ta struk­tura mózgu reje­struje stan orga­ni­zmu i nadaje przy­szłemu doświad­cze­niu jego spe­cy­ficzny ton. Wyspa jest uwew­nętrz­nio­nym lustrem uczuć i kana­łem, który umoż­li­wia ich odczu­wa­nie.

Te dzie­sięć sprę­żyn nie działa jed­nak nie­za­leż­nie od sie­bie. Zazę­biają się niczym mecha­nizm pre­cy­zyj­nego zegara. Stan jelit wpływa na funk­cjo­no­wa­nie szy­szynki, napię­cie krę­go­słupa zmie­nia rytm serca, a wspo­mnie­nia prze­cho­wy­wane w hipo­kam­pie pobu­dzają obwody lęku w ciele mig­da­ło­wa­tym. Z tego powodu przy­czyny powsta­wa­nia emo­cji nie da się spro­wa­dzić do poje­dyn­czego zda­rze­nia ani myśli.

Porządek emocji

Ta książka opo­wiada o emo­cjo­nal­nych ryt­mach two­rzo­nych przez opi­sane wyzej dzie­sięć sprę­żyn. Nie uczy, jak eli­mi­no­wać emo­cje ani jak je zmie­niać, lecz pozwala zro­zu­mieć dzia­ła­nie zegara emo­cji i pod­po­wiada, w jaki spo­sób można go regu­lo­wać. Zro­zu­mie­nie tego, co czu­jemy, polega bowiem na zro­zu­mie­niu samego sie­bie. To akt dostrze­że­nia wła­snego porządku dnia, swo­ich ryt­mów i sygna­łów pły­ną­cych z ciała, a taką świa­do­mość roz­wija się poprzez nawyki, rytm życia, dozna­nia cie­le­sne i prak­tykę samo­świa­do­mo­ści.

Jeśli nie nakrę­cimy sprę­żyny, zegar się zatrzy­muje, a my tra­cimy poczu­cie czasu. Tak samo działa zegar emo­cji. Dzie­sięć sprę­żyn w naszym ciele decy­duje o kie­runku i pręd­ko­ści naszych emo­cji, na które wpły­wają codzienne nawyki, rytmy oraz bodźce sen­so­ryczne. Pro­blem polega na tym, że więk­szość ludzi nie trosz­czy się o te sprę­żyny, a czę­sto nie jest nawet świa­doma ich ist­nie­nia.

Jest to ist­nie­jący mecha­nizm, choć pozo­staje nie­wi­doczny. Stąd per­spek­tywa, zapro­po­no­wana w tej książce, opiera się na stwier­dze­niu, że nasza codzienna rutyna jest widzialną formą sprę­żyn emo­cjo­nal­nych. Sta­nowi ona har­mo­no­gram, według któ­rego kształ­tują się emo­cje. Same z sie­bie nie poja­wiają się według okre­ślo­nego porządku - jedne dają o sobie znać zbyt wcze­śnie, inne za późno. Nie­które zni­kają wtedy, gdy wydają się potrzebne, inne trwają, mimo że powinny prze­mi­nąć. Kiedy emo­cje prze­su­wają się w cza­sie, życie traci rów­no­wagę. Rutyna może jed­nak te prze­su­nię­cia sko­ry­go­wać. Jej rytm napę­dza mecha­nizm sprę­żyn. Jeśli każ­dego dnia będziesz wsta­wać o tej samej porze, wysta­wiać się na świa­tło sło­neczne, a następ­nie pić wodę, sygnały te będą rów­no­cze­śnie prze­ka­zy­wane do szy­szynki, pnia mózgu oraz osi jelita-mózg. Ciało przy­go­tuje się wów­czas do roz­po­czę­cia dnia, akty­wu­jąc się rów­nież na pozio­mie emo­cjo­nal­nym. Zegar emo­cji zacznie wska­zy­wać pełną godzinę, a poranki stop­niowo wypeł­nią się emo­cjami.

Przy­po­mina mi się pewna scena, która nie­zli­czoną liczbę razy roz­gry­wała się w moim gabi­ne­cie. Wielu pacjen­tów skar­żą­cych się na bez­sen­ność roz­po­czy­nało roz­mowę tymi samymi sło­wami: "Nocą moja głowa jest pełna myśli". Poja­wiały się one jed­nak nie­mal zawsze po godzi­nie dwu­dzie­stej trze­ciej, w ciem­nym pokoju, przy let­nim powie­trzu i towa­rzy­szyło im uczu­cie uci­sku w brzu­chu. Nie były to wyłącz­nie same myśli, lecz struk­tura emo­cjo­nalna wywo­łana oko­licz­no­ściami. Waż­niej­szy od tre­ści oka­zy­wał się stan: klu­czowe było nie tyle to, o czym ktoś myślał, ile to, w jakich warun­kach poja­wiały się dane emo­cje.

Jak więc możemy zarzą­dzać emo­cjami poprzez zapla­no­wa­nie ich har­mo­no­gramu? W książce pro­po­nuję pro­stą metodę: odczy­ty­wa­nie każ­dej godziny doby pod kątem emo­cji. Oto jak to wygląda:

Jak reagują twoje ciało i jelita w ciągu pierw­szych trzy­dzie­stu minut po prze­bu­dze­niu? Jakie waha­nia emo­cjo­nalne poja­wiają się tuż przed obia­dem, czyli mię­dzy gło­dem a spad­kiem kon­cen­tra­cji? Jaki nastrój domi­nuje około godziny pięt­na­stej, gdy spo­wal­niają rytmy dzia­ła­nia pnia mózgu i serca? Jak zmie­niają się fale two­ich emo­cji wraz z zacho­dem słońca i zwią­za­nymi z nim zmia­nami hor­mo­nal­nymi? Jak wygląda u cie­bie napię­cie krę­go­słupa i reak­tyw­ność ciała mig­da­ło­wa­tego na dwie godziny przed snem?

Pierw­szym kro­kiem jest odtwo­rze­nie struk­tury swo­jego dnia na pod­sta­wie tych pytań. Jeśli ospa­łość powraca regu­lar­nie około godziny pięt­na­stej, możesz w tym prze­dziale cza­so­wym zapla­no­wać aktyw­ność, która ure­gu­luje emo­cje: lek­kie roz­cią­ga­nie, eks­po­zy­cję na świa­tło, krótką medy­ta­cję, spa­cer lub uzu­peł­nie­nie pły­nów. Cho­dzi o włą­cze­nie takich kory­gu­ją­cych dzia­łań do swo­jej rutyny. Celem tej metody nie jest wyeli­mi­no­wa­nie jakich­kol­wiek emo­cji, a raczej uczy­nie­nie ich prze­wi­dy­wal­nymi. Wtedy można się na nie przy­go­to­wać, a co za tym idzie - spra­wić, że nie zdo­mi­nują naszego codzien­nego funk­cjo­no­wa­nia. W obrę­bie takiej struk­tury to my zapra­szamy do sie­bie emo­cje, a nie pozwa­lamy im nami wstrzą­sać, a rutyna staje się formą kie­ro­wa­nego do nich zapro­sze­nia.

Mia­łem kie­dyś mło­dego pacjenta, który od dłuż­szego czasu przy­go­to­wy­wał się do pod­ję­cia pracy. Całe dnie spę­dzał zamknięty w małym wynaj­mo­wa­nym pokoju, wyłącz­nie słu­cha­jąc wykła­dów online. Jego depre­sja się pogłę­biała, poczu­cie wła­snej war­to­ści gwał­tow­nie spa­dało oraz doświad­czał nawra­ca­ją­cych napa­dów nie­spro­wo­ko­wa­nej zło­ści. Z jego per­spek­tywy stał się słaby psy­chicz­nie, ale ja od razu dostrze­głem, że ma roz­re­gu­lo­wany zegar emo­cjo­nalny. Jego dzień był pozba­wiony struk­tury: brak sta­łej pory wsta­wa­nia i posił­ków, świa­tła dzien­nego, ruchu, sty­mu­la­cji spo­łecz­nej i sen­so­rycz­nej. Wszyst­kie dzie­sięć sprę­żyn emo­cjo­nalnych roz­re­gu­lo­wało się jed­no­cze­śnie.

Zapro­po­no­wa­łem mu wpro­wa­dze­nie dzie­się­ciu nawy­ków. Szklanka cie­płej wody, by pobu­dzić jelita; trzy minuty ćwi­czeń odde­cho­wych, by ure­gu­lo­wać rytm serca; prze­my­cie twa­rzy chłodną wodą jako sty­mu­la­cja dla skóry; eks­po­zy­cja na świa­tło sło­neczne dla szy­szynki; roz­cią­ga­nie w celu usta­wie­nia krę­go­słupa; muzyka dla hipo­kampu; sty­mu­la­cja zapa­chowa kojąca ciało mig­da­ło­wate; pro­ste spraw­dze­nie tem­pe­ra­tury ciała jako bodziec dla zwró­ce­nia uwagi na gonady; krótki spa­cer, by pobu­dzić pień mózgu; i wresz­cie na koniec medy­ta­cja odde­chowa wspie­ra­jąca wyspę. Począt­kowo wyda­wało mu się to śmieszne. Po kilku tygo­dniach powie­dział jed­nak: "Emo­cje prze­stały mnie nacho­dzić losowo. Jakby stały się upo­rząd­ko­wane". Było to trafne spo­strze­że­nie. Emo­cje nie zmniej­szyły się ani nie znik­nęły. Pacjent nauczył się roz­po­zna­wać moment, w któ­rym się poja­wiają, reago­wać na nie i iden­ty­fi­ko­wać bodźce, które je wywo­łują. Gdy powró­ciły do prze­wi­dy­wal­nego poziomu, jego dzień odzy­skał struk­turę.

Zapraszamy do zakupu pełnej wersji książki