Korona. Fenomen najpotężniejszej monarchii - Wioletta Wilk-Turska

Kup ebooka

43.90 zł
35.56 zł (35,12 zł najniższa cena z 30 dni)

-
Proszę czekać

Wstęp

Ósmego wrze­śnia 2022 roku świat się za­trzy­mał na wieść o śmierci kró­lo­wej Elż­biety II. Była na tro­nie od dawna i wy­da­wało się, że tak bę­dzie za­wsze. Dla wielu Bry­tyj­czy­ków in­for­ma­cja o tym, że mo­nar­chini nie żyje, była praw­dzi­wym szo­kiem. A prze­cież ten dzień mu­siał kie­dyś na­dejść. W kró­lew­skich sej­fach od wielu lat spo­czy­wały do­ku­menty opi­su­jące pro­ce­durę na wy­pa­dek śmierci głowy pań­stwa. Każdy, kto miał do ode­gra­nia ja­kąś rolę w pro­ce­du­rze na­stęp­stwa tronu, a także kró­lew­skiego po­grzebu, wie­dział, co ma ro­bić. Wszystko roz­pi­sano w naj­drob­niej­szych szcze­gó­łach, a kró­lew­skie re­gi­menty nie­raz ćwi­czyły po­grze­bowy prze­marsz uli­cami Lon­dynu. Dla­czego więc szok, nie­do­wie­rza­nie, za­sko­cze­nie? Jedna ko­bieta za­py­tana o swoje od­czu­cia po śmierci Elż­biety II po­wie­działa w ulicz­nej son­dzie: Ja wiem, że lu­dzie umie­rają, ale żeby na­sza kró­lowa?

Ko­rona umiesz­czona na trum­nie kró­lo­wej Elż­biety II, 14 wrze­śnia 2022.

Kró­lowa Elż­bieta II ode­szła w miej­scu, w któ­rym czuła się naj­le­piej - w swoim szkoc­kim zamku Bal­mo­ral. Jesz­cze dwa dni wcze­śniej spo­tkała się z Liz Truss, któ­rej zgod­nie z tra­dy­cyj­nym ce­re­mo­nia­łem po­wie­rzyła funk­cję pre­miera rządu, pięt­na­sty i ostatni raz w swoim dłu­gim ży­ciu. Wi­dok opie­ra­ją­cej się na la­sce kró­lo­wej nie za­nie­po­koił opi­nii spwo­łecz­nej, wszak na twa­rzy Elż­biety wid­niał jej nie­od­łączny uśmiech. Do­piero gdy na­stęp­nego dnia po­in­for­mo­wano, że od­wo­łano spo­tka­nie kró­lo­wej z Tajną Radą Kró­lew­ską, za­częto się oba­wiać o stan jej zdro­wia.

Śmierć su­we­rena jest w Wiel­kiej Bry­ta­nii sprawą wagi pań­stwo­wej. Na­tych­miast, gdy stan zdro­wia kró­lo­wej za­czął się po­gar­szać, za­alar­mo­wano na­stępcę tronu i Do­wning Street. Si­mon Case, se­kre­tarz ga­bi­netu pre­miera, i sir Edward Young, oso­bi­sty se­kre­tarz kró­lo­wej, byli w cią­głym kon­tak­cie. Case prze­ka­zy­wał in­for­ma­cje o sta­nie zdro­wia kró­lo­wej pani pre­mier, która peł­niąc swoją funk­cję od za­le­d­wie dwu­dzie­stu czte­rech go­dzin, pra­co­wała nad waż­nymi usta­wami, gdyż Wielką Bry­ta­nię do­ty­kał wła­śnie bez­pre­ce­den­sowy kry­zys ener­ge­tyczny - po­kło­sie ataku Ro­sji na Ukra­inę. Tym­cza­sem oka­zało się, że to nie ustawy par­la­men­tarne miały stać się pierw­szym po­waż­nym wy­zwa­niem no­wej sze­fo­wej rządu. Gdy po sie­dem­dzie­się­ciu la­tach pa­no­wa­nia kró­lowa Elż­bieta II ode­szła do wiecz­no­ści, wszyst­kie inne sprawy prze­stały mieć zna­cze­nie. Te­raz trzeba było sta­nąć na wy­so­ko­ści za­da­nia i god­nie po­że­gnać tę nie­zwy­kłą ko­bietę. Po­dobno wszystko działo się tak szybko, że Liz Truss nie zdą­żyła jesz­cze prze­wieźć do swo­jej no­wej sie­dziby wszyst­kich rze­czy z pry­wat­nego domu. Zo­stały tam mię­dzy in­nymi nie­zbędne w obec­nej sy­tu­acji czarne ubra­nia. Trzeba było na­tych­miast wy­słać ko­goś po tę gar­de­robę.

Kiedy 8 wrze­śnia o go­dzi­nie dwu­na­stej pięć­dzie­siąt Pa­łac Buc­kin­gham po­in­for­mo­wał opi­nię pu­bliczną o tym, że ksią­żęta Wil­liam, An­drzej i Edward są w dro­dze do Szko­cji, stało się ja­sne, że sy­tu­acja jest po­ważna. W od­dziel­nym oświad­cze­niu o go­dzi­nie czter­na­stej także książę Harry, który aku­rat prze­by­wał w Wiel­kiej Bry­ta­nii, po­in­for­mo­wał o swoim wy­jeź­dzie do Szko­cji. Nie do końca wia­domo, dla­czego nie wsiadł na po­kład sa­mo­lotu, któ­rym le­ciał jego brat i stry­jo­wie, jed­nak można się do­my­ślić, że miało to zwią­zek z kon­flik­tem w ro­dzi­nie, który już wtedy był bar­dzo po­ważny. Tak więc pry­watny od­rzu­to­wiec z Har­rym na po­kła­dzie wy­star­to­wał z lot­ni­ska Lu­ton pod Lon­dy­nem o go­dzi­nie sie­dem­na­stej trzy­dzie­ści. Gdy kilka ty­go­dni póź­niej opu­bli­ko­wano ofi­cjalny akt zgonu kró­lo­wej, można w nim było prze­czy­tać, że Elż­bieta II zmarła o go­dzi­nie pięt­na­stej dzie­sięć, a przy­czyną śmierci był po pro­stu za­awan­so­wany wiek mo­nar­chini.

Kiedy Wil­liam i jego stry­jo­wie wy­lą­do­wali o pięt­na­stej pięć­dzie­siąt na lot­ni­sku w Aber­deen, kró­lowa nie żyła już od czter­dzie­stu mi­nut. Gdy przy­byli do Bal­mo­ral, była go­dzina sie­dem­na­sta sześć. Pół­to­rej go­dziny póź­niej o śmierci Elż­biety II do­wie­dział się cały świat. Harry do­tarł do Bal­mo­ral o dzie­więt­na­stej dwa­dzie­ścia pięć. Za­nim się tam zna­lazł, jego oj­ciec jako nowy król - Ka­rol III - wy­gło­sił prze­mó­wie­nie, w któ­rym od­dał hołd swej zmar­łej matce.

W tym sa­mym cza­sie w Lon­dy­nie przed sie­dzibą pre­miera przy Do­wning Street usta­wiono po­dium. Punk­tu­al­nie o dzie­więt­na­stej sie­dem Liz Truss, świa­doma hi­sto­rycz­nej chwili, w ja­kiej się zna­la­zła, ubrana prze­pi­sowo na czarno, na szczę­ście jej wy­słan­nicy zna­leźli czarne ubra­nia, ogło­siła ko­niec dru­giej ery elż­bie­tań­skiej.

Po­grzeb kró­lo­wej za­pla­no­wano na 19 wrze­śnia. Wy­peł­nił się pro­to­kół prze­wi­dziany na tę oka­zję, zwany ope­ra­cją Lon­don Bridge. Plany po­grzebu kró­lo­wej po­wstały już w la­tach sześć­dzie­sią­tych XX wieku i przez ko­lejne dzie­się­cio­le­cia były ak­tu­ali­zo­wane, za­wsze jed­nak w kon­sul­ta­cji z mo­nar­chi­nią, która oso­bi­ście nad­zo­ro­wała każdy ele­ment tej uro­czy­sto­ści. Wia­domo było, że gdy kró­lowa umrze, jej oso­bi­sty se­kre­tarz za­dzwoni do pre­miera i zwróci się do niego sło­wami: Ope­ra­cja Lon­don Bridge stała się fak­tem. Po­tem miała na­stą­pić cała la­wina ge­stów prze­wi­dzia­nych na tę oka­zję. Po­nie­waż ni­kogo nie mógł za­sko­czyć fakt śmierci kró­lo­wej, na­le­żało się do tego wcze­śniej przy­go­to­wać. Bo gdy kró­lowa umrze, trzeba bę­dzie olśnić świat nie­zwy­kłą uro­czy­sto­ścią po­grze­bową.

W nie­dzielę 11 wrze­śnia roz­po­częła się ostat­nia po­dróż wiel­kiej kró­lo­wej, która opu­ściła Bal­mo­ral i udała się do ka­te­dry w Edyn­burgu, by tam spo­cząć aż do wtorku. Gdy ka­ra­wan wio­zący trumnę z kró­lową prze­mie­rzał Szko­cję, wszę­dzie wzdłuż trasy usta­wiali się lu­dzie chcący ją po­że­gnać. Nie­zwy­kły był to wi­dok, bo cho­ciaż trumna je­chała przez nie­za­miesz­kałe te­reny, to jed­nak wszę­dzie na tra­sie jej prze­jazdu gro­ma­dzili się kró­lew­scy pod­dani, da­jąc tym sa­mym świa­dec­two, jaką Elż­bieta była osobą. W tej ostat­niej po­dróży nie była sama, wo­kół byli lu­dzie, któ­rym słu­żyła przez całe swoje dłu­gie ży­cie.

Z ka­te­dry w Edyn­burgu trumna zo­stała prze­wie­ziona na po­kła­dzie sa­mo­lotu woj­sko­wego do Lon­dynu i da­lej, w asy­ście córki kró­lo­wej, księż­niczki Anny, bez­po­śred­nio do Pa­łacu Buc­kin­gham. Po­że­gna­nie z miej­scem, w któ­rym kró­lowa spę­dziła tyle czasu, było bar­dzo ważne, zwłasz­cza dla se­tek za­trud­nio­nych tam osób. Nie jest ta­jem­nicą, że kró­lowa była bar­dzo lu­biana i sza­no­wana przez swój per­so­nel. Wszy­scy ci lu­dzie, któ­rzy przez lata dbali o mo­nar­chi­nię, także chcieli od­dać jej hołd, a czy mo­gło być lep­sze miej­sce niż jej dom?

Kró­lowa 14 wrze­śnia po raz ostatni opu­ściła Pa­łac Buc­kin­gham i udała się do Pa­łacu West­min­ster­skiego, gdzie trumna po­zo­stała aż do 19 wrze­śnia, czyli dnia po­grzebu. To wła­śnie tam ty­siące kró­lew­skich pod­da­nych usta­wiało się w wie­lo­go­dzin­nych ko­lej­kach, by móc po­dejść do trumny i od­dać kró­lo­wej ostatni hołd. Stali tak w dzień i w nocy, sta­rzy i mło­dzi, ro­dzice z dziećmi, biedni i bo­gaci. Po­łą­czyła ich jedna myśl: by po­dejść do trumny, w któ­rej spo­czy­wają do­cze­sne szczątki kró­lo­wej Elż­biety i sym­bo­licz­nie po­dzię­ko­wać jej za wszystko - za to, jak przez sie­dem­dzie­siąt lat re­pre­zen­to­wała Wielką Bry­ta­nię, za to, jak po­tra­fiła spra­wić, że każdy, kto ją spo­ty­kał, czuł się kimś szcze­gól­nie waż­nym, za jej uśmiech i za nie­złom­ność, z jaką wy­peł­niała swoje obo­wiązki.

Wnuki kró­lo­wej, książę Wa­lii, Pe­ter Phil­lips, Ja­mes, wi­ceh­ra­bia Se­vern, księż­niczka Eu­ge­nia, książę Sus­sex, księż­niczka Be­atrice, lady Lo­uise Wind­sor i Zara Tin­dall czu­wają przy trum­nie swo­jej babci, Pa­łac West­min­ster­ski, 17 wrze­śnia 2022.

Dwa dni póź­niej, 16 wrze­śnia, mo­gli­śmy ob­ser­wo­wać dzieci kró­lo­wej peł­niące straż przy trum­nie matki. Były też wnuki sto­jące wo­kół trumny swo­jej babci. Nie spo­sób było się oprzeć re­flek­sji, że jed­nak taka ma­ni­fe­sta­cja ro­dzinna była czymś bar­dzo po­ru­sza­ją­cym, po­mimo nie­sna­sek, ja­kie tar­gały ro­dziną. Bo cho­ciaż cały świat opła­ki­wał odej­ście tej nie­zwy­kłej ko­biety, to prze­cież dla dzieci i wnu­ków była kimś szcze­gól­nym, naj­waż­niej­szym. I oni mu­sieli so­bie po­ra­dzić z ża­łobą na oczach mi­lio­nów lu­dzi na ca­łym świe­cie.

Ksią­żęta Wil­liam i Harry z mał­żon­kami od­dają hołd kró­lo­wej Elż­bie­cie, 14 wrze­śnia 2022.

Rano 19 wrze­śnia trumna z cia­łem kró­lo­wej zo­stała prze­nie­siona do po­bli­skiego Opac­twa West­min­ster­skiego. W uro­czy­stej pro­ce­sji szli za nią człon­ko­wie naj­bliż­szej ro­dziny, na czele z no­wym kró­lem - Ka­ro­lem III - oraz przed­sta­wi­ciele służb zbroj­nych. Po­chód prze­miesz­czał się przy dźwię­kach ar­mat­nich sa­lu­tów oraz Big Bena. Trumna okryta była kró­lew­skim sztan­da­rem, na niej le­żały kró­lew­skie in­sy­gnia pań­stwowe: ko­rona im­pe­rialna, kró­lew­skie berło i kró­lew­skie jabłko. Cie­ka­wostką jest to, że trumna, w któ­rej zło­żono kró­lową, zro­biona zo­stała już trzy­dzie­ści lat wcze­śniej i przez ten czas cze­kała, aż bę­dzie po­trzebna. Wy­ko­nano ją z an­giel­skiego dębu i wy­ło­żono oło­wiem. Zwy­czaj wy­kła­da­nia kró­lew­skich tru­mien oło­wiem wiąże się z tym, że jej wnę­trze musi być szczelne i gwa­ran­to­wać, że nic się z niej nie wy­do­sta­nie. Jest to ważne, po­nie­waż kró­lew­skie trumny nie są cho­wane w ziemi.

Na­bo­żeń­stwo w Opac­twie West­min­ster­skim miało nie­zwy­kle pod­nio­sły cha­rak­ter. Było to na­bo­żeń­stwo dzięk­czynne - za ży­cie i służbę kró­lo­wej Elż­biety II. Punk­tu­al­nie o go­dzi­nie dwu­na­stej pod­dani w ca­łym kraju, a także ża­łob­nicy ze­brani w Opac­twie od­dali hołd kró­lo­wej dwoma mi­nu­tami ci­szy. Po na­bo­żeń­stwie trumnę za­ła­do­wano na la­wetę, na któ­rej zo­stała prze­wie­ziona pod Łuk Ad­mi­ra­li­cji w cen­trum Lon­dynu. Stam­tąd ka­ra­wa­nem od­je­chała do Wind­soru, gdzie pod­czas pry­wat­nej uro­czy­sto­ści spo­częła w ka­plicy świę­tego Je­rzego, obok ro­dzi­ców i męża mo­nar­chini.

Trumna na la­we­cie to nie­zwy­kły wi­dok. Taki ce­re­mo­niał za­strze­żony jest wy­łącz­nie dla po­grze­bów pań­stwo­wych. Ostat­nim ra­zem taki po­grzeb od­był się w 1965 roku, gdy cho­wano le­gen­dar­nego pre­miera Win­stona Chur­chilla. Te­raz na la­we­cie spo­częła osoba, która za­czy­nała swoją ka­rierę, ucząc się od Chur­chilla, a z cza­sem przy­ćmiła jego le­gendę. Aż dzie­więć­dzie­się­ciu ośmiu ma­ry­na­rzy cią­gnęło la­wetę, za nimi zaś ma­sze­ro­wało ko­lej­nych czter­dzie­stu, któ­rzy peł­nili funk­cję ha­mul­ców. Nie jest ta­jem­nicą, że ten skom­pli­ko­wany ma­newr żoł­nie­rze ćwi­czyli wie­lo­krot­nie, gdy jesz­cze kró­lowa żyła i miała się do­brze. Po­dobno sama nie­raz pod­glą­dała te nocne ma­newry, ma­jąc przy tym spory ubaw, wszak była osobą o nie­zwy­kłym po­czu­ciu hu­moru.

Nowy król ma przed sobą nie byle ja­kie za­da­nie. Musi się zmie­rzyć z le­gendą swo­jej matki, która jesz­cze za ży­cia stała się ikoną. I cho­ciaż nie ma osób nie­za­stą­pio­nych, to za­stą­pić kró­lową Elż­bietę II bę­dzie bar­dzo trudno. Wielu uwa­żało, że Ka­rol nie po­wi­nien zo­stać kró­lem, a jed­nak kiedy to się stało, pod­dani oka­zali mu swoje po­par­cie i sym­pa­tię. Za­koń­czyła się era elż­bie­tań­ska, przed nami nowe roz­da­nie. Ale żeby zro­zu­mieć, na czym po­lega fe­no­men bry­tyj­skiej mo­nar­chii, po­wspo­mi­najmy tro­chę, obej­rzyjmy mo­nar­chię przez pry­zmat nie­zwy­kłej wład­czyni - kró­lo­wej Elż­biety II.

Był ma­jowy wie­czór. W Pa­łacu Buc­kin­gham mimo póź­nej go­dziny pa­no­wał spory ruch. Na­za­jutrz cze­kało wszyst­kich ważne wy­da­rze­nie, uwzględ­nione w co­rocz­nym ka­len­da­rzu kró­lew­skim - otwar­cie par­la­mentu. W pry­wat­nym apar­ta­men­cie kró­lo­wej także pa­liło się świa­tło. Mo­nar­chini nie spała jesz­cze, tylko cho­dziła po po­koju ubrana w szla­frok, mięk­kie do­mowe pan­to­fle i... z ko­roną na gło­wie. Na­stęp­nego dnia w cał­kiem in­nym stroju, ale w tej sa­mej ko­ro­nie, miała prze­ma­wiać przed człon­kami obu izb par­la­mentu. Trzeba przy­zwy­czaić głowę do no­sze­nia po­nad­ki­lo­gra­mo­wego cię­żaru - tyle waży ko­rona. Kto my­śli, że to nic ta­kiego, niech po­łoży so­bie na gło­wie to­rebkę cu­kru i spró­buje po­ru­szać się z tym ob­cią­że­niem. Dla drob­nej ko­biety, ta­kiej jak Elż­bieta II, to praw­dziwy cię­żar. Dla­tego co roku przed tą nie­zwy­kłą uro­czy­sto­ścią kró­lowa przy­zwy­cza­jała głowę do ko­rony.

Musi to być nie­zwy­kły wi­dok, i jakże zna­czący. Re­alna waga ko­rony, którą można zmie­rzyć i opi­sać, jest ni­czym w po­rów­na­niu z tym, co tak na­prawdę sym­bo­li­zuje ten przed­miot. Ozdo­biona dro­go­cen­nymi klej­no­tami - z któ­rych więk­szość to naj­oka­zal­sze ka­mie­nie na świe­cie - ko­rona jest sym­bo­lem bry­tyj­skiej mo­nar­chii. Pa­trząc na tę ko­ronę spo­czy­wa­jącą na gło­wie nie­du­żej sta­ruszki, wi­dzimy setki mi­nio­nych lat, triumfy i pod­boje, któ­rych do­ko­ny­wali przod­ko­wie Elż­biety II, gdy bu­do­wali po­tężne, świa­towe im­pe­rium. Aby zro­zu­mieć to, czym dzi­siaj jest Zjed­no­czone Kró­le­stwo, dla­czego mo­nar­chia jest tak po­pu­larna i dla­czego Bry­tyj­czycy zde­cy­do­wali się na Bre­xit - mu­simy cof­nąć się i za­głę­bić w hi­sto­rii, która kryje od­po­wie­dzi na na­sze py­ta­nia.

Za­pra­szamy do za­kupu peł­nej wer­sji książki