- "Nessun maggior dolore,
"Che ricordarsi del tempo felice
"Nella miseria........
Dante.
I.
"Na modrych głębiach jasnéj morskiéj wody,
Jak ona z wiatrem, buja duch swobody;
Jak burza nad nią, grzmi nasza potęga.
Gdzie wiatr, gdzie fala, gdzie miecz nasz dosięga,
Tam dom nasz, państwo, łup naszéj odwagi!
Mórz i flot berłem jest maszt naszéj flagi.
"Nam w dzikiem życiu czuć wciąż, niespodzianie,
W każdym dniu nowość, rozkosz w każdéj zmianie!
O! i któż pojmie? - nie ty, zniewieściały!
Cobyś mdlał patrząc na wzburzone wały,
Nie ty, pieszczochu! co wiek w zbytkach trawisz,
Śpiąc nie spoczywasz, bawiąc się nie bawisz;
O! i któż pojmie? - prócz tych samych, którzy
Pląsali z falą rozigranéj burzy:
Tę pełność życia, ten war krwi, co pali
Serce żeglarza na bezdrożnéj fali;
Tę żądzę bojów, tę pewność zwycięstwa,
Ten szał, tę rozkosz śród niebezpieczeństwa?...
Gdzie trwożni rozpacz - my tryumf znajdujem;
Gdzie słabi mdleją - my żyjem i czujem:
Czujem, jak w piersiach krzepi się i wzmaga
Duch i nadzieja, siła i odwaga!...
"Nie strach nam śmierci - byle wprzód lub razem,
Wróg u stóp naszych skonał pod żelazem:
Byle wprzód z życia rozkosz wyssać w życiu!
Gdy ginąć - cóż stąd, w bitwach czy w rozbiciu?
Niech bojaźliwy zakochaniec świata
Woli w niemocy długie jęczeć lata,
I w puch przed śmiercią kryje się, nim skona!
Nam łożem piasek lub trawa zielona.
Gdy strach zeń duszę dzień po dniu wywleka:
Nam cios, strzał jeden - duch wolny ucieka!
"Jemu niech dziedzic pyszną złoci trumnę,
Radzi, że umarł, niech stawią kolumnę;
Po nas łzy płyną - krótko, ale szczerze,
Gdy nas w swe głębie ocean zabierze.
Nam ku czci nawet w biesiadniczém kole
Puhar pamięci zaiskrzy na stole;
Nagrobkiem dla nas zabrzmi chwała męstwa,
Gdy pozostali dzieląc łup zwycięstwa,
Wspomną poległych, i rzekną ze łzami:
Szkoda, że mężni nie dzielą go z nami!"
II.
Taka pieśń brzmiała na wyspie korsarzy,
Wkrąg przy ogniskach ponadbrzeżnéj straży,
I bijąc echem o chropawe głazy,
Jak one twardy był ton i wyrazy.
Leżąc na piasku rozrzuconą zgrają,
Ci ostrzą bronie, ci piją lub grają,
Próbują strzelby, handlują łupami;
Nie patrząc nawet na krew, co je plami.
Brzmią szczęki siekier ciosających łodzie:
Ów marząc patrzy po dalekiéj wodzie,
Ów czyha, rychło ptak mu w sidła wleci.
Mokre na słońcu rozwieszają sieci:
A każdy coraz pogląda ku morzu,
Czy gdzie nie dojrzéć żagla na przestworzu,
Lub wspominając ostatnią wygraną,
Radzą, skąd znowu świeży łup dostaną.
Skąd? wódz niech myśli! - im tylko przystało
Ufać, iść za nim, i uderzać śmiało.
Któż jest tym wodzem? Od brzega do brzega
Imię się jego jak piorun rozlega,
To dość - o resztę nie troszczy się rzesza.
W bitwach on tylko z ich tłumem się miesza;
Zresztą sam zawsze; - krótkie jego słowa,
Lecz wnet, co wyrzekł, dłoń spełnić gotowa.
Nie lubi gwaru; nigdy z niemi społem
Nie zasiadł wesół za biesiady stołem,
Śmiech ni żart nigdy ust mu nie umili:
Lecz mężny - męstwu hardość wybaczyli.
Próżno go koléj pełnego kielicha
Wabi w przechodzie: on z wzgardą odpycha;
A jego uczta! - najlichsi z czeladzi
Wzajem by z wzgardą odepchnąć ją radzi.
Jadło - chleb suchy; napój - czysta woda.
Zbytkiem nie częstym - owoc lub jagoda,
A i tych nawet ze wstrętem dotyka,
Jakby związany ślubem pokutnika.
Ale im żądze zmysłów trzyma srożéj.
Rośnie w nim dusza, i siła się mnoży.
"Płyń tam!" - wnet płyną; - "rób to!" - wnet zaczęto;
"Za mną, i naprzód!" - poszli, i łup wzięto.
Tak skory rozkaz, skorsza jego ręka:
Każdy drżąc słucha, lecz pytać się lęka.
Szyderczy uśmiech, wzrok i twarz surowa,
Karcą zuchwalca za niewczesne słowa.
III.
"Patrz! żagiel, żagiel! - Nastawcie lunety! -
"Skąd? - czyja flaga? - czy zdobycz?" - niestety!
Nie zdobycz - jednak cieszą się weseli:
Z masztu czerwoną chorągiew ujrzeli.
"Nasza łódź, nasza! powraca z wyprawy!
Dmij w pełne żagle, dmij, wietrze łaskawy!
Nim słońce zajdzie, zawinie do brzegu. -
"Patrz, patrz, jak lekka! zda się pląsa w biegu.
Jak wzdyma skrzydła! - jak buja wspaniale!
Z szumem przed sobą prze kipiące fale.
Weszła w zatokę - patrz! idzie jak żywa.
Zda się żywioły do walki wyzywa!
Możeż się lękać burz, bitew, lub trudu,
Pan takiéj łodzi, wódz takiego ludu?"
IV.
Skrzypią powrozy, krzyczą robotnicy,
Opadły żagle - łódź drga na kotwicy.
Spuszczają czółno: - w podwójnym szeregu
Siedli wioślarze i pędzą do brzegu.
Wkoło na piasku tłum zebrany czeka,
Poznaje, woła, i wita zdaleka.
O! słodkie głosu przyjaznego dźwięki!
O! słodki uścisk przyjacielskiéj ręki!
Gdy wita w porcie żeglarza z wyprawy,
Gdy na bezpieczny brzeg wiedzie go z nawy;
Słodkie łzy, uśmiech, słodkie zapytania,
Gdy pocałunek odpowiedzi wzbrania!...
V.
Wieść się rozbiegła, tłum rośnie z pośpiechem,
Gwar, ciżba, wrzawa, przerywana śmiechem,
I głosy kobiet znać w cichszéj rozmowie:
Imię kochanka, męża, w każdem słowie.
"Czy zdrów? czy żyje? czy na brzeg wysiądzie?
Czy dziś, czy jutro zabawi na lądzie?
Gdzie był? co robił? czy bił się walecznie?
Mniejsza, co zyskał? gdy wrócił bezpiecznie;
Lecz czy nie ranny? dlaczego nie z wami?
Czyż on nie wiedział, że czekam ze łzami?"
RESZTA TEKSTU DOSTĘPNA W PEŁNEJ WERSJI.