1
Apostaci cisi i głośni
Rok duszpasterski 2022/2023, który rozpoczął się w pierwszą niedzielę Adwentu 2022 roku, zbliża się ku końcowi. Nosił on hasło "Wierzę w Kościół Chrystusowy". Inaczej niż to było w ubiegłych latach, w zamierzeniu autorów programu nie miał być to etap jakiegoś długoterminowego cyklu rozłożonego na lata, lecz propozycja, która wyrasta z analizy obecnej, trudnej sytuacji Kościoła w Polsce. Okazało się jednak, że to eklezjalne hasło duszpasterskie ma ciąg dalszy, ponieważ program duszpasterski na rok 2023/2024 został zatytułowany "Uczestniczę we wspólnocie Kościoła". To Kościół staje, a przynajmniej powinien stanąć, w centrum pastoralnego zaangażowania parafii w najbliższym czasie.
Powód uczynienia z Kościoła lejtmotywu programu duszpasterskiego jest oczywisty. O programie na rok 2022/2023 bp Andrzej Czaja, Przewodniczący Komisji Duszpasterstwa Konferencji Episkopatu Polski, pisał, że "wyrasta z analizy aktualnej sytuacji Kościoła i dość powszechnego uznawania jej, nie tylko pośród duchownych, za wyjątkowo trudną. By nie ulec frustracji, czy wręcz rezygnacji z podjęcia dzieła odnowy i szukania dróg ku temu wiodących, uznano za pierwszorzędne zadanie na dziś i jutro Kościoła w Polsce obudzenie i umocnienie wiary w Kościół, bo zaczynamy wątpić w to dzieło Boga na ziemi, ustanowione dla nas grzesznych z myślą o naszym zbawieniu"2. Biskup Czaja przedstawił także szeroką paletę problemów, z którymi boryka się współczesny Kościół, a jednocześnie wskazał na sposoby zaradzenia tym problemom: "Coraz bardziej rozwija się [...] niedowiarstwo względem Kościoła, nie wierzy się Kościołowi i ciągle wzrasta poziom ignorancji w zakresie podstawowej wiedzy o Kościele. Stąd i ogromne niezrozumienie Kościoła, płytkie widzenie jego istoty, bywa, że nawet w gronie osób duchownych. Ma też miejsce coraz większe nastawanie na Kościół i jego funkcjonowanie w świecie, co domaga się pozytywnej apologii, a nade wszystko rozwijania we wspólnocie Kościoła rzetelnego przekazu prawdy o Kościele, odsłaniania jego misteryjnego charakteru, zgłębiania jego znaczenia i wartości, przypominania podstawowych treści, zwłaszcza o jego złożonej naturze i zbawczej misji"3.
Nie ulega wątpliwości, że prawda o Kościele jest dzisiaj najbardziej kontestowaną częścią katolickiego Credo. I nie chodzi tutaj oczywiście o teoretyczne kontrowersje, eklezjologiczne herezje czy spory wśród teologów co do natury Kościoła. Ludzi nie zajmuje pytanie, czy Jezus chciał, czy nie chciał założyć Kościoła. Chodzi raczej o pełzającą kontestację praktyczną, zanegowanie jego konieczności poprzez formalną apostazję, stopniowe porzucanie praktyk, a czasami także dystans do Kościoła jako instytucji z jednoczesną deklaracją pozostania przy wierze. Wydaje mi się, że istotnym problemem Kościoła w Polsce nie są akty formalnej apostazji, ale raczej proces apostazji cichej, stopniowej, tak jak to było - dla przykładu - w przypadku aktora Artura Barcisia, który nawet wydał w tej kwestii oświadczenie: "Ponieważ kolejny raz pisze się o mnie nieprawdę, jestem zmuszony zareagować. Wbrew temu, co napisał wczoraj "Super Express", a wcześniej wiele innych pism, nigdy nie dokonałem aktu apostazji. Po prostu, jak większość Polaków, nie chodzę do Kościoła. Wolę chodzić do lasu"4. Można by zaryzykować stwierdzenie, że wiarę eklezjalną zamienił na duchowość na leśnej polanie. Trudno orzekać o przyczynach takiej decyzji. Jedno jest pewne: "chodzenie do kościoła" przestało być wartością na tyle istotną, by poświęcać na to czas.
Pedofilia i pandemia
Według danych Instytutu Statystyki Kościoła Katolickiego (ISKK) w latach 2006-2009 na mocy formalnego aktu z Kościoła wystąpiło 1057 osób, a w roku 2010 - 459. To nie są - albo przynajmniej nie były - duże liczby. I chyba dlatego na stronie ISKK czytamy: "W związku ze stosunkowo niewielką skalą zjawiska, ISKK nie kontynuował prac badawczych aktów apostazji w Polsce"5. Do problemu powrócono jednak w 2011 roku. ISKK przeprowadził badanie pilotażowe wśród osób, które dokonały aktu formalnego wystąpienia z Kościoła. "Badanie wskazało, że zasadniczo są to osoby z dużych miast i stosunkowo młode, zaś najważniejszą przyczyną formalną wystąpień z Kościoła nie jest brak wiary, lecz negatywne postrzeganie instytucji Kościoła" - stwierdził w wywiadzie prasowym ks. dr hab. Wojciech Sadłoń SAC, wicedyrektor ISKK6.
Apostazji stosunkowo jest niewiele, ale za to bywają głośne, jak choćby ta zapowiedziana przez Dawida Podsiadłę, który w podkaście WojewódzkiKędzierski powiedział: "Nie chcę zaburzać statystyk i korzystać z przywilejów organizacji, z którą niewiele mnie łączy"7. Jak twierdzi, jest w konflikcie z instytucją, a nie z wiarą. Utwór Post, który jest artystyczną wersją apostazji8, miał być według niego formą piętnowania hipokryzji, a nie wiary. Ma rację Joanna Podgórska, która na łamach "Polityki" pisała: "Niby to tylko jedna apostazja. Ale tu chodzi o artystę, który zagrał największy koncert w historii polskiej muzyki, gromadząc na Stadionie Śląskim 65-tysięczny tłum; chodzi o artystę, którego ludzie uważnie słuchają. Dla wielu, którym chodziła po głowie myśl o apostazji, jego deklaracja może stać się impulsem, by w końcu to zrobić"9. Czy sam artysta dokonał apostazji? Nie wiem. W podkaście zapowiadał jedynie, że udało mu się już otrzymać akt chrztu i że gdy będzie w rodzinnych stronach, to będzie chciał tego aktu dokonać.
Dziennikarz portalu OKO.press, który pilnie śledzi zjawisko apostazji i mu - co tu dużo mówić - kibicuje, pisze: "Formalne wystąpienie z Kościoła, zwane powszechnie - czasem niesłusznie - apostazją, utraciło na naszych oczach swój głównie religijny charakter. Od kilku lat, a dzisiaj w szczególności, Polacy występują z Kościoła w ramach protestu przeciw jego nadużyciom i roli, jaką odgrywa w niszczeniu polskiej demokracji. Nie zaś głównie dlatego, że potrzebują podkreślić w ten sposób swój ateizm"10. Jest w tym stwierdzeniu dużo prawdy. Współczesne odejścia - przynajmniej te, z którymi mamy do czynienia w Polsce - zasadniczo nie mają charakteru doktrynalnego, nie są nową reformacją wynikającą ze sprzeciwu wobec teologicznych interpretacji tej czy innej prawdy dogmatycznej (usprawiedliwienie przez łaskę, rola Pisma Świętego, redefinicja kapłaństwa powszechnego i hierarchicznego) bądź określonych religijnych praktyk (odpusty). W dużej mierze - bo niewyłącznie - są protestem przeciwko Kościołowi, jak to było w przypadku cytowanego Podsiadły. Problemem jest Kościół, a nie Pan Bóg. Przynajmniej tak się wydaje na podstawie pobieżnego oglądu.
Z mojego doświadczenia mogę powiedzieć, że spotykam się z przynajmniej trzema powodami odejść. Pierwszym - i tutaj zgodzę się z dziennikarzem OKO.press - jest protest przeciwko nadużyciom w Kościele, a zwłaszcza wobec przypadków pedofilii wśród duchownych oraz sposobu radzenia, a raczej nieradzenia sobie z tym problemem przez poszczególnych biskupów czy też episkopat polski in gremio. Drugi powód jest, ogólnie mówiąc, natury politycznej. Stosunek do Kościoła jest w dużej mierze odbiciem politycznej polaryzacji polskiego społeczeństwa, w tym sporu o kształt demokracji. Jest to zresztą element szerszego zjawiska, którym jest postępujące od kilku lat upartyjnienie problemów natury religijno-moralnej. Aborcja jest obecnie w Polsce przedmiotem sporu o charakterze politycznym, a właściwie partyjnym, a nie stricte światopoglądowym, co wcale nie służy samej sprawie. Nie dyskutujemy dzisiaj o moralnej ocenie aborcji, lecz ewentualnego rozmówcę definiujemy przez frakcję polityczną, którą reprezentuje. Trzeci powód odejść to postępujące osłabienie więzi z religią i Kościołem na skutek procesów sekularyzacyjnych, w tym pomniejszenie roli motywacji społeczno-kulturowych i porzucanie wiary jako życiowo zbędnej. Istotnym katalizatorem tego procesu była pandemia. Wielu pozbawionych przez ten czas bezpośredniego kontaktu z duszpasterstwem nie powróciło do dawnego praktykowania wiary.
Pierwsze badanie religijności Polaków w czasie pandemii miało miejsce na przełomie maja i czerwca 2020 roku. Była to początkowa faza pandemii naznaczona stopniowym zaostrzaniem ograniczeń możliwości publicznego sprawowania kultu religijnego, czego apogeum przypadło na święta Wielkanocy, gdy w liturgii mogło brać udział tylko pięć osób. W tej sytuacji biskupi powszechnie udzielali dyspensy od uczestnictwa we mszy św. w niedziele i święta nakazane, zachęcając jednocześnie do korzystania z transmisji liturgii za pomocą środków społecznego przekazu oraz do organizowania różnych form liturgii domowej11. Duszpasterstwo Kościoła w Polsce przeszło w tryb awaryjny.
Trzy czwarte Polaków deklarowało w tych pierwszych badaniach, że podczas pandemii ich zaangażowanie religijne było na takim samym poziomie jak wcześniej (75%). Wśród pozostałych nieco więcej osób uważało, że ich aktywność religijna wzrosła - tak swoją sytuację postrzegał co ósmy badany (12%), a co dziesiąty był zdania, że jego zaangażowanie religijne spadło (10%). Jak czytamy w komunikacie z badań: "Bazując wyłącznie na deklaracjach, można by wnioskować, że racja jest po stronie tych komentatorów życia społecznego, którzy widzieli w tym okresie szansę na wzrost religijności Polaków"12. Sądzono bowiem, że - podobnie, jak to było w minionych wiekach podczas powracających w Europie epidemii chorób zakaźnych, w tym "czarnej śmierci" - stan powszechnego zagrożenia życia skłoni ludzi do postaw bardziej religijnych, a nawet do powrotu do Kościoła tych, którzy już od niego odeszli. Tak się jednak nie stało. Znamienne są słowa jednego z autorów "dzienników pandemicznych": "Powszechne zagrożenie, bezbronność i dramat dużych grup społeczności na całym świecie nie wywołują zdecydowanego skierowania się ku religijności, do dewocji czy wzmocnienia wiary w działanie, restrykcyjne lub zbawienne, Opatrzności. [...] Szukamy raczej racjonalizmu i faktyczności, skuteczności postępowania polityków, lekarzy, naukowców, zarządzających. Kolejna próba? W trudnych chwilach gromadziliśmy się, spotykaliśmy, dzieliliśmy, wymienialiśmy i staraliśmy się być razem. To najlepsze okoliczności do tworzenia i wznoszenia modlitw. Teraz tak nie jest"13.
Badania dotyczące poszczególnych praktyk i aktywności religijnych prowadzą jednak do bardziej realistycznej konkluzji: "ludzie ponadprzeciętnie zaangażowani w życie religijne przed pandemią podejmowali w czasie autoizolacji najwięcej aktywności z obszaru wiary i w związku z tym jeszcze pogłębili swoją religijność. Osoby sporadycznie praktykujące lub wcześniej niebiorące udziału w praktykach religijnych nie nawróciły się zaś masowo, chociaż części z nich zdarzyło się oglądać mszę św. w telewizji"14. Na tej podstawie prognozowano wówczas: "Prawdopodobnie zarówno ci, którzy widzą w pandemii szansę na wzrost religijności, jak i upatrujący w niej przyczyn zmniejszenia zaangażowania religijnego mają częściowo rację. Religijność Polaków po pandemii może się spolaryzować, co będzie jedynie kontynuacją obserwowanego od jakiegoś czasu trendu"15. Mówiąc inaczej, przewidywano, że pandemia wzmocni postawy religijne jednych - praktykujących regularnie, a osłabi postawy drugich - praktykujących nieregularnie i niepraktykujących. Kolejne badania potwierdziły kontynuację zaobserwowanej tendencji.
W pierwszej połowie września 2020 roku przeprowadzono następne badania, które miały pokazać, jak zmieniła się religijność Polaków już w czasie trwającego zagrożenia epidemiologicznego. W porównaniu z poprzednim okresem zaangażowanie religijne większości Polaków zasadniczo nie uległo zmianie. Ponad połowa badanych (56%) odpowiadała, że tyle samo czasu co wcześniej poświęca na modlitwę, medytację i inne praktyki religijne, a prawie jedna czwarta (23%), że w ogóle nie uczestniczy w praktykach religijnych. Można było jednak zaobserwować jedną istotną zmianę. Spośród tych, których zaangażowanie w tym czasie się zmieniło - inaczej niż w poprzednich badaniach - więcej było tych, którzy wskazywali na spadek zaangażowania (13%) niż jego wzrost (6%). Jak czytamy w komunikacie z badań: "Można więc powiedzieć, że jeśli zniesienie ograniczeń dotyczących modlitwy wspólnotowej w kościele spowodowało jakieś zmiany w życiu religijnym, to raczej negatywne niż pozytywne, choć u większości Polaków pozostało to bez wpływu na zaangażowanie religijne"16. "Uwolnienie" mszy św. spod rygorów pandemicznych nie sprowokowało tłumnego powrotu wiernych do świątyń.
Kolejne badania przeprowadzono w pierwszej połowie maja 2022 roku, a więc w schyłkowej fazie pandemii, gdy od ponad miesiąca (od 28 marca) nie obowiązywał już nakaz zakrywania ust i nosa w przestrzeniach zamkniętych (czyli także w kościołach) oraz od ponad dwóch miesięcy (od 1 marca) nie obowiązywały żadne limity liczby osób przebywających w kościele. Tak więc zewnętrzne ograniczenia dla praktyk religijnych przestały już funkcjonować. Niestety badania potwierdziły prognozowany wcześniej trend. Jeszcze w roku 2020 udział osób praktykujących z wewnętrznej potrzeby co najmniej raz w tygodniu wynosił czterdzieści sześć procent i był bardzo zbliżony do wyniku z 2018 roku (49%). O ile więc przed pandemią sytuacja była w miarę stabilna, o tyle dwa lata pandemii spowodowały, że odsetek Polaków chodzących do kościoła w każdą niedzielę poważnie się zmniejszył (z 46% do 37%). Jednocześnie zwiększył się udział osób, które deklarowały, że chodzą do kościoła rzadziej niż w Boże Narodzenie i/lub Wielkanoc - z jedenastu procent przed pandemią do piętnastu procent po pandemii. Taka sama zmiana (z 11% do 15%) dokonała się w przypadku odpowiedzi "nigdy", a więc osób, które zaprzestały definitywnie udziału w mszach, nabożeństwach i spotkaniach religijnych17. Jak czytamy w komentarzu do badań: "Pandemia koronawirusa niewątpliwie odcisnęła piętno na religijności Polaków. Widoczne jest to przede wszystkim w odpływie z Kościoła osób, które wcześniej praktykowały regularnie, i wzroście odsetka badanych deklarujących, że nigdy nie chodzą do kościoła. [...]. Do kościoła po pandemii wrócili przede wszystkim ci, którzy mieli z nim więź silniejszą niż sama tradycja"18. Należy jednak dodać, iż z przeprowadzonych badań wynika jednoznacznie, że zjawisko słabnącej religijności jednych było silniejsze niż zjawisko wzmacniania religijności drugich. Sekularyzacja wyraźnie przyśpieszyła.
Informacje na temat skali zjawiska trzeba teraz uzupełnić danymi dotyczącymi przyczyn odejścia z Kościoła poprzez porzucenie praktyk religijnych. Raport opublikowany w sierpniu 2022 roku pokazuje, że powody natury stricte religijnej (teologicznej) dotyczą nikłego procenta osób porzucających praktyki religijne: zmiana światopoglądu, wyznania (3%), ateizm (3%), agnostycyzm (1%), religia jako zabobon i narzędzie ogłupiania społeczeństwa (1%), opowiedzenie się po stronie nauki (1%). Najwięcej osób wskazało na brak wiary (11%) i postępującą obojętność (18%). Najliczniejszą grupę porzucających praktyki stanowią ci, którzy umieszczają powody odejścia po stronie instytucji Kościoła. Badanym nie podoba się to, co robi Kościół, zrazili się do Kościoła, ponieważ Kościół to organizacja mafijna, patologiczna (12%). Konkretne zarzuty dotyczą mieszania się do polityki (9%), afer pedofilskich i ich tuszowania (5%) oraz nadmiernego zabiegania o pieniądze (4%). Wszystko to prowadzi do braku zaufania do Kościoła i księży (7%)19.
Komentując te badania, socjolożka religii Mirosława Grabowska stwierdziła: "[Ankietowani] tłumacząc to swoje niepraktykowanie, wskazują przede wszystkim na Kościół, księży i wszystkie ich grzechy albo wręcz ogólnikowo, albo całkiem konkretnie, wytykając upolitycznienie, skandale pedofilskie, materializm, hipokryzję. Warto podkreślić, że wśród powodów niepraktykowania przeważają uogólnione nastawienia i oceny, a nie konkretne zarzuty. [...]. Te osobiste, negatywne doświadczenia, obserwacje środowiskowe, ale zapewne także przekazy medialne, już uformowały - w niektórych środowiskach społecznych - uogólnione postawy dystansu i niechęci do Kościoła. A uogólnione postawy trudno zmienić"20. To na pewno stanowi szerszy kontekst sprzyjający podjęciu decyzji o ostatecznym rozstaniu się z instytucją Kościoła. W 2019 roku pisarka Sylwia Chutnik przyznała, że nie praktykowała wiary i nie wierzyła od roku 1990, ale formalnego aktu apostazji dokonała dopiero teraz "na fali ogólnego wzburzenia"21. Nie nazwałbym tego "modą na apostazję", ale na pewno publiczne i jawne wystąpienia ośmielają innych do podjęcia często odkładanej przez lata decyzji.
Warto w tym miejscu nadmienić, że apostazja nie musi być tożsama z wrogością wobec instytucji, nie musi oznaczać krucjaty przeciwko religii, a także odmowy współpracy z osobami wierzącymi. W tym samym felietonie Chutnik przyznawała: "Ale czy mogę mieć coś wspólnego z wierzącymi, praktykującymi chrześcijanami? Oczywiście, mamy różne źródła, ale idziemy często podobną drogą. Przyznam, że to dla mnie ważne. Lubię otwartość, wbrew temu, co sugerował ksiądz w kancelarii. [...] Traf chciał, że kilka dni później uczestniczyłam w koncercie zespołu Tęskno u Dominikanów. Współorganizowała go grupa Charytatywni Freta. Robią świetne rzeczy, pomagając dzieciom i zbierając na to fundusze z prawdziwym poświęceniem. Poczułam, że to pokrewne dusze - społeczne dusze. Bo apostazja nie wpływa na moje pojmowanie duchowości w działaniu, która idzie sobie wbrew instytucjom, papierom, przymusowym spowiedziom, ale i medialnym doniesieniom. To się dzieje niezależnie od religii, poglądów i całego kulturowego sztafażu"22.
Czas sobie uświadomić, że religijno-duchowy pejzaż jest bardziej skomplikowany, niż nam się wydaje. Apostazja nie musi oznaczać kompletnej niewiary, ta bowiem coraz częściej przyjmuje postać pozainstytucjonalną, a niereligijność może być tożsama z duchowością, której źródła ktoś znajduje poza instytucją i tradycją religijną. Dzisiaj coraz więcej mówi się o duchowości nieteistycznej, a nawet o religijnym ateizmie na określenie postawy, która odrzuca wiarę w Boga przy jednoczesnym akcentowaniu życia duchowego, którego fundamentem jest piękno i sens ludzkiego życia23. Znam niejednego apostatę i niejednego niewierzącego, którego życie i postawa duchowa zaprzeczają stereotypowi bezbożnego ateisty.
Grzech i wiara w Kościele
Zrodzić się może pytanie, czy to, co właśnie napisałem, nie jest próbą przerzucenia odpowiedzialności za odejście z Kościoła wyłącznie na odchodzących. W tekście zatytułowanym Pogorzelcy spod znaku nadziei Marek Kita w pewnym sensie staje w obronie apostatów - oczywiście nie tyle w obronie samej decyzji, co motywacji, która do niej prowadzi. Pisząc o skompromitowanej instytucji Kościoła, Kita stwierdza, że "ci, którzy nie mogli w niej wytrzymać, nie są zdrajcami, lecz ofiarami zdrajców"24. Tak, mogę sobie wyobrazić, że ktoś nie jest w stanie pozostać w Kościele, który w jego ocenie sprzeniewierzył się swojej misji. Kita pisze, że ujawnione skandale "pokazują nie tylko grzech jednostek, lecz również grzeszność struktur. Tak, uczciwość każe przyznać, że w Kościele istnieją "struktury grzechu" - "sytuacje społeczne i instytucje przeciwne dobroci Bożej""25. Owszem, struktury grzechu, o których pisze Kita, są w Kościele, ale Kościół jako taki nie jest "strukturą grzechu". Credo sanctam Ecclesiam - wyznaję, że Kościół jest święty i że świętość to jego niezbywalne znamię. Cokolwiek by się wydarzyło w Kościele, wierzę, że mysterium salutis jest w nim większe niż mysterium iniquitatis. Inaczej musiałbym uwierzyć we wszystkie pseudoapokaliptyczne zapowiedzi w rychłe zwycięstwo Antychrysta.