Kościół, który wyznaję. Między zgorszeniem a nadzieją - ks. Andrzej Draguła

Kup ebooka

46.90 zł
37.52 zł (32,63 zł najniższa cena z 30 dni)

-
Proszę czekać

Wstęp

Wiara spod chóru

W jednym z sem­in­ar­iów, gdzie w 2023 roku prowadz­iłem dzień skupi­enia, klerycy zapy­tali mnie o moich mis­trzów duch­ow­ych. Przyznaję, że mi­ałem trud­ności z odpow­iedzią, bo ja w gruncie rzeczy takow­ych mis­trzów nie mi­ałem. Moja wiara i moje po­wołanie kapłańskie były za­wsze - jeśli można tak pow­iedzieć - "niezrzeszone", przez nikogo nieuwar­unkow­ane. I może dlat­ego w os­tat­nim cza­sie kryzysów Koś­cioła ani moja wiara, ani moje po­wołanie nie zach­wiały się i nie run­ęły. Nie zn­aczy to oczy­wiście, że w mo­jej wi­erze i w moim po­wołaniu nigdy nikogo nie było. Byli mis­trzowie, nauczy­ciele, kapłańskie wzory, ale nikt moim ży­ciem duch­owym nie za­wład­nął. Może dlat­ego, że za­wsze cen­iłem sobie nieza­leżność, os­ob­ność i auto­nomię.

W Lub­sku, małym mi­asteczku niedaleko niemieck­iej gran­icy, gdzie mieszkałem, w latach 80. min­ionego wieku nie było zbyt wielu okazji do szczegól­nych duch­ow­ych natch­nień, teo­lo­gicz­nych in­spir­acji czy za­pozn­awania się ze szkołami duch­o­w­ości. Wzrastałem w rodzinie charak­teryzującej się prostą wiarą ży­wiącą się przede wszys­tkim pobożnoś­cią ludową, do której do dzisiaj mam nie tylko wspom­ni­eniowy sen­ty­ment, ale którą nadal uważam za is­totny kanał trans­feru wiary i którą wciąż karmię moją os­obistą duch­o­w­ość. Moja śp. Mama do końca ży­cia była zelat­orką róży Ży­wego Różańca. W pudle z różnymi dok­u­mentami i fo­to­grafiami z min­io­nych lat zn­alazłem niedawno jej zdjęcie jako chorążej niosącej sztandar pod­czas pro­cesji Bożego Ciała albo par­afi­al­nego odpustu, trudno zgad­nąć. Taka była codzi­en­ność mo­jej młodzieńczej wiary.

Je­dyny fer­ment duch­owy stanow­iła wów­czas tradycyjna wielko­postna obecność fran­ciszkanów - za­wsze z katowickich Panewnik - na rekolekc­jach par­afi­al­nych. I tyle. Wszys­tko inne było jeszcze dalekie i nieo­siągalne. Nie byłem lektorem ani nawet min­is­trantem. Ot, po­wołanie spod chóru, i to prawie dosłownie. Moim ulu­bionym miejscem był os­tatni boczny ołtarz po prawej stronie w koś­ciele Mari­ackim, zwanym przez wszys­tkich mieszkańców miasta "dużym". To był ołtarz z fig­urą Matki Bożej Królowej: z Jezusem trzy­manym na lewej ręce, z ber­łem w prawej i z koroną na głowie. W domu była gruba, napuchła od powkłada­nych do niej obrazków prymi­cyj­nych i kolę­dow­ych, tak zwana książeczka do nabożeństwa mo­jej śp. Mamy i Ży­woty świę­tych pióra ks. Pio­tra Skargi. Nawet nie pam­iętam, czy w domu była Bib­lia. Później - chyba przy okazji wstąpi­enia do sem­in­arium - dostałem od księdza pro­boszcza Nowy Test­a­ment w przekładzie ks. Sew­eryna Kow­al­skiego.

W sem­in­arium również nigdy nie za­p­isałem się do żad­nej or­gan­iz­a­cji. Byłem je­dynie członkiem teatru - Paradyskiej Sceny Re­li­gijnej "Lo­gos" - gdzie prócz sztuk Ro­mana Brand­staet­tera i jasełek graliśmy także dramaty Eu­g?ne'a Ion­esco i Maurice'a Maeterlincka. Za­wsze byłem za­fascy­now­any słowem - na­jpi­erw teat­ralnym, a później kaznodziejskim. Poza tym byłem duch­owo niezrzeszony. Nie byłem w oazie, nie wyr­uszyłem na Drogę Neokat­echumen­alną, nie byłem członkiem Odnowy w Duchu Świętym, nie by­wałem na rekolekc­jach ig­nac­jańskich, nie prze­jąłem żad­nej z tych form duch­o­w­ości. Co środę chodz­iłem na Nowennę do Matki Bożej Nieusta­jącej Pomocy, która była odprawiana "dla chęt­nych" przed obrazem Matki Bożej Paradyskiej. Czekałem na maj i czer­wiec, miesiące nazn­aczone wieczornymi nabożeńst­wami.

Fascy­nowali mnie mnisi, owszem, nawet pisałem pracę ma­gister­ską o starożyt­nych regułach za­kon­nych. Trochę mnie tam ciągnęło. Może to był wpływ po­cyster­skiej at­mos­fery sem­in­arium w Paradyżu? Może jeszcze kiedyś zostanę ob­latem bene­dyk­tyńskim, zobaczymy. Czytałem wów­czas Sied­mi­op­iętrową górę To­masza Mer­tona, a po­tem Źródło na pustyni mi­ast: regułę ży­cia Jero­zolim­skich Wspól­not Mon­astycz­nych autorstwa Pierre'a-Marie Delfieux. Pam­iętam, że ta os­tat­nia książka była moją lekturą pod­czas rekolekcji przed diakon­atem. Wydawała mi się ciekawym połączeniem ży­cia mniszego i obecności wśród ży­wiołów świ­ata. Za­wsze mi­ałem w sobie to rozdarcie. Po latach zn­alazłem u ks. Janusza Stan­isława Pasi­erba zdanie, które po­mo­gło mi wyrazić ten stan: "Żyć między niebem a ziemią to nie jest sytu­acja to­war­zyska"1. W sem­in­arium odkryłem ks. Pasi­erba, teo­loga, his­toryka sztuki, po­etę, który wys­tar­czył mi na lata i wciąż mnie in­spiruje, co widać także w tej książce. Jego mówienie i pis­anie o wi­erze przez pryzmat kul­tury i sztuki nadal po­zostaje dla mnie niedościgłym wzorem.

Moimi prze­wod­niczkami w tym cza­sie zostały - bo dałem się poprowadzić kobi­etom - św. Teresa z Lisieux, do której później, po wielu latach, po­jechałem z piel­grzymką, Edyta Stein oraz Anna Kam­ieńska, której Not­at­nik mam sczytany do szczętu. Dużą rolę ode­grał Gustaw Her­ling-Grudz­iński - jego opowiadania wciąż są dla mnie in­spir­acją duch­ową oraz wzorem stylu, który cza­sami staram się nieudol­nie naślad­ować. Poza tym chyba nikt ze współczes­nych pol­skich autorów nie po­trafi tak jak on pisać o ta­jem­nicy zła, ujawniać mys­terium iniqui­tatis. Wciąż wracam do opowiadań z tomu Wieża. Kiedy cza­sami ktoś mnie pyta o moje lektury, za­wsze odpowiadam, że szukam w nich słów, którymi mógłbym wyrazić to, co sam czuję. Z tam­tych cza­sów pochodzi także moje przy­wiąz­anie do Twi­er­dzy Ant­oine'a de Saint-Exupéry'ego. Nikt z tych autorów nigdy jed­nak nie "sko­lonizował" mo­jego ży­cia wewnętrznego. Niczyja wiara, po­wołanie czy mądrość nigdy nie były dla mnie kotwicą.

Kilka lat po moich świę­ce­n­iach odszedł z kapłaństwa wikary, który był moim kat­echetą w klasie mat­ur­al­nej i który jako pier­wszy wiedział o moim zami­arze wstąpi­enia do sem­in­arium. Ta in­form­acja - choć prze­cież przykra i bardziej niż dzisiaj owiana at­mos­ferą skan­dalu czy zgor­szenia - nie zburzyła mo­jej kapłańskiej przyszłości. Prze­cież nie chciałem być jego klonem, naślad­owcą, lecz księdzem. On był tylko kimś, kto mi pomógł zobaczyć siebie po dru­giej stronie prezbi­terium. Byłem za­wsze os­obny, "niepar­zysty" - jakby pow­iedzi­ała Ania Tokarska, zielono­gór­ska po­etka, którą mi­ałem okazję poznać os­obiście. Może właśnie dlat­ego niczyje ode­jście z Koś­cioła, porzu­cenie kapłaństwa czy ujaw­ni­enie jakiejś prawdy o kimś nigdy nie było dla mnie po­wo­dem kryzysu. Zresztą kon­fes­jonał mnie po­tem nauczył, jaka jest con­di­tio hu­mana i że gor­szenie się cudzym grze­chem jest raczej dowo­dem obłudy. Muszę dodać, że późniejsze lata nauczyły mnie jeszcze jed­nego: odróżniać grzech od przestępstwa.

Nie była to też wiara naz­byt - jeśli tak mogę pow­iedzieć - koś­cielna, w tym sen­sie, bym się fascy­nował in­stytucją Koś­cioła, wpatry­wał w biskupów, in­teresował ich ży­ciem. Za mo­jego dzieciństwa i młodości biskup przyjeżdżał do par­afii od wielkiego święta, bierz­mował tłum młodych ludzi z kilku par­afii i tyle go widzi­ano. Trzeba było sobie radzić bez codzi­en­nych wiado­mości z ży­cia epi­sko­patu. Może to nie świad­czy o mnie dobrze, bo koledzy jeżdżą tam co rusz, ale w Rzymie byłem tylko raz w ży­ciu, z okazji Wielkiego Ju­bileuszu Chrześ­cijaństwa. Po­jadę na następny. Może więc mało rzym­ska jest ta moja wiara. Nie to było dla mnie punk­tem odniesi­enia, a już na pewno nie in­stytucja Koś­cioła. Za­wsze była nim dla mnie wiara ludu Bożego, doświad­czenie mod­lącej się wspól­noty ludzi pod­czas litur­gii czy nabożeństwa.

Przyz­nam się, że za­wsze przedkładałem mod­litwę wspól­no­tową nad os­obistą. Nie nap­iszę, że nie umiem mod­lić się sam, ale przy­chodzi mi to z trud­noś­cią. Niejed­nok­rot­nie już mówiłem i pisałem, że po­trze­buję tych głosów, które koło mnie, obok mnie i ze mną wołają: "zdrowaś...", "módl się...", "zmiłuj się..." i tak dalej. Właśnie dlat­ego wciąż, jeśli tylko mogę, chodzę - jak to czyni lud wi­erny - do koś­cioła na nabożeństwa ma­jowe, na drogę krzyżową, na różaniec, aby odprawić je z ludźmi, dzielić z nimi doświad­czenie mod­litwy, wspól­nego wołania. Teraz, gdy mieszka­jąc w bloku, prowadzę dość pustel­nicze życie, doświad­czam tej po­trzeby jeszcze bardziej. Przyznaję też, że za­wsze z wielką trud­noś­cią znosiłem mszę św. bez ludu, którą cza­sami z konieczności odprawiałem w pustej kap­licy, coram an­gelis, gdy mi­ałem sam sobie odpowiadać "I z duchem twoim" (litur­giści mówią, że wów­czas należy opuszczać ele­menty dia­lo­gowe, ale niew­iele z tej mszy wtedy zostaje...).

Kiedy przy­chodzę rano do zielono­gór­skiej konkatedry pw. św. Jad­wigi i patrzę na tych kilkanaście mod­lą­cych się osób w różnym wieku albo gdy w niedzielę odprawiam mszę św. - za­zwyczaj o 8.45 - u św. Brata Al­berta, albo gdy jadę od wsi do wsi, będąc na za­stępstwie, i spoglądam na tych ludzi spragnio­nych Słowa, to z moją wiarą i moim kapłaństwem czuję się pośród nich jak w domu. Za­wsze, ilek­roć wracałem do siebie z jakichś wielkich de­bat naukow­ych, audycji, na­grań, dys­kusji czy uczo­nych kon­fer­encji, mi­ałem nieod­parte wrażenie, że prawdziwy Koś­ciół jest tutaj, pośród ludzi mod­litwy, ludzi prostej wiary, która - o dziwo - łatwiej roz­poznaje, co to Bóg, co Koś­ciół, a co ksiądz, i co jest w tym wszys­tkim ludzkie, a więc wybacza­lne, a co boskie. To właśnie ta "wiara spod chóru" po­maga mi prz­etrwać trudny czas pol­skiego Koś­cioła. Może komuś to doświad­czenie po­może. Z taką nadzieją oddaję tę książkę do rąk czytel­ników.

1

Apostaci cisi i głośni

Rok dusz­pas­ter­ski 2022/2023, który roz­począł się w pier­wszą niedzielę Ad­wentu 2022 roku, zbliża się ku koń­cowi. Nosił on hasło "Wi­erzę w Koś­ciół Chrys­tusowy". In­aczej niż to było w ubiegłych latach, w zam­ierzeniu autorów pro­gramu nie miał być to etap jakiegoś długoterminowego cyklu rozłożonego na lata, lecz pro­pozycja, która wyrasta z an­al­izy obecnej, trud­nej sytu­acji Koś­cioła w Polsce. Okazało się jed­nak, że to eklez­jalne hasło dusz­pas­ter­skie ma ciąg dalszy, ponieważ pro­gram dusz­pas­ter­ski na rok 2023/2024 został zatytułow­any "Uczest­niczę we wspól­nocie Koś­cioła". To Koś­ciół staje, a przyna­jm­niej pow­inien stanąć, w centrum pas­tor­al­nego zaangażow­ania par­afii w na­jbliższym cza­sie.

Powód uczyni­enia z Koś­cioła le­jt­mot­ywu pro­gramu dusz­pas­ter­skiego jest oczy­wisty. O pro­gramie na rok 2022/2023 bp An­drzej Czaja, Prze­wod­niczący Ko­m­isji Dusz­pas­terstwa Kon­fer­encji Epi­sko­patu Pol­ski, pisał, że "wyrasta z an­al­izy ak­tu­al­nej sytu­acji Koś­cioła i dość powszech­nego uzn­awania jej, nie tylko pośród duch­ow­nych, za wyjątkowo trudną. By nie ulec frus­tracji, czy wręcz rezyg­nacji z pod­ję­cia dzieła odnowy i szukania dróg ku temu wiodą­cych, uzn­ano za pier­wszorzędne za­danie na dziś i jutro Koś­cioła w Polsce obudzenie i umoc­ni­enie wiary w Koś­ciół, bo za­czy­namy wąt­pić w to dzieło Boga na ziemi, us­tanowione dla nas grzesz­nych z myślą o naszym zbawieniu"2. Biskup Czaja przed­stawił także szer­oką paletę prob­lemów, z którymi boryka się współczesny Koś­ciół, a jed­nocześnie wskazał na sposoby za­radzenia tym prob­lemom: "Coraz bardziej rozwija się [...] niedowiarstwo wzglę­dem Koś­cioła, nie wi­erzy się Koś­ciołowi i ciągle wzrasta poziom ig­nor­ancji w za­kresie pod­sta­wowej wiedzy o Koś­ciele. Stąd i ogromne niezro­zu­mi­enie Koś­cioła, płytkie widzenie jego is­toty, bywa, że nawet w gronie osób duch­ow­nych. Ma też miejsce coraz więk­sze nast­awanie na Koś­ciół i jego funk­c­jonow­anie w świecie, co domaga się pozyty­wnej apo­lo­gii, a nade wszys­tko rozwijania we wspól­nocie Koś­cioła rz­etel­nego przekazu prawdy o Koś­ciele, odsłani­ania jego mis­teryjnego charak­teru, zgłę­bi­ania jego zn­aczenia i war­tości, przy­po­m­in­ania pod­sta­wow­ych treści, zwłaszcza o jego złożonej naturze i zbaw­czej misji"3.

Nie ulega wąt­pli­wości, że prawda o Koś­ciele jest dzisiaj na­jbardziej kontestow­aną częś­cią katol­ickiego Credo. I nie chodzi tutaj oczy­wiście o teor­etyczne kon­trow­er­sje, eklez­jolo­giczne herezje czy spory wśród teo­lo­gów co do natury Koś­cioła. Ludzi nie za­jmuje py­tanie, czy Jezus chciał, czy nie chciał za­łożyć Koś­cioła. Chodzi raczej o pełza­jącą kontest­ację prak­tyczną, zane­gow­anie jego konieczności poprzez form­alną apostazję, stopniowe porzu­canie prak­tyk, a cza­sami także dys­tans do Koś­cioła jako in­stytucji z jed­noczesną deklaracją po­zostania przy wi­erze. Wydaje mi się, że is­tot­nym prob­le­mem Koś­cioła w Polsce nie są akty form­al­nej apostazji, ale raczej pro­ces apostazji cichej, stopniowej, tak jak to było - dla przykładu - w przypadku ak­t­ora Ar­tura Bar­cisia, który nawet wydał w tej kwestii oświad­czenie: "Ponieważ kole­jny raz pisze się o mnie nieprawdę, jestem zmuszony za­re­agować. Wbrew temu, co nap­isał wczoraj "Su­per Ex­press", a wcześniej wiele in­nych pism, nigdy nie dokon­ałem aktu apostazji. Po prostu, jak więk­szość Po­laków, nie chodzę do Koś­cioła. Wolę chodzić do lasu"4. Można by za­ryzykować stwi­er­dzenie, że wiarę eklez­jalną zami­enił na duch­o­w­ość na leśnej po­lanie. Trudno orzekać o przyczyn­ach takiej decyzji. Jedno jest pewne: "chodzenie do koś­cioła" przestało być war­toś­cią na tyle is­totną, by poświęcać na to czas.

Pe­do­filia i pan­demia

Według da­nych In­sty­tutu Statystyki Koś­cioła Katol­ickiego (ISKK) w latach 2006-2009 na mocy form­al­nego aktu z Koś­cioła wys­tąpiło 1057 osób, a w roku 2010 - 459. To nie są - albo przyna­jm­niej nie były - duże liczby. I chyba dlat­ego na stronie ISKK czytamy: "W związku ze stosunkowo niew­ielką skalą zjaw­iska, ISKK nie kontynuował prac badaw­czych ak­tów apostazji w Polsce"5. Do prob­lemu powró­cono jed­nak w 2011 roku. ISKK prze­prowadził badanie pi­lotażowe wśród osób, które dokon­ały aktu form­al­nego wys­tąpi­enia z Koś­cioła. "Badanie wskazało, że za­s­ad­niczo są to os­oby z dużych mi­ast i stosunkowo młode, zaś na­jważniejszą przyczyną form­alną wys­tąpień z Koś­cioła nie jest brak wiary, lecz negaty­wne postrzeganie in­stytucji Koś­cioła" - stwi­er­dził w wy­wiadzie pra­sowym ks. dr hab. Wo­j­ciech Sadłoń SAC, wicedyrek­tor ISKK6.

Apostazji stosunkowo jest niew­iele, ale za to by­wają głośne, jak choćby ta za­pow­iedzi­ana przez Daw­ida Pod­si­adłę, który w podkaście Wo­jew­ódzkiKędzi­er­ski pow­iedział: "Nie chcę za­burzać statystyk i korzys­tać z przy­wile­jów or­gan­iz­a­cji, z którą niew­iele mnie łączy"7. Jak twi­er­dzi, jest w kon­f­likcie z in­stytucją, a nie z wiarą. Ut­wór Post, który jest artystyczną wer­sją apostazji8, miał być według niego formą pięt­now­ania hi­pokryzji, a nie wiary. Ma rację Joanna Podgór­ska, która na łamach "Polityki" pisała: "Niby to tylko jedna apostazja. Ale tu chodzi o artystę, który zagrał na­jwięk­szy kon­cert w his­torii pol­skiej muzyki, gro­madząc na Sta­di­onie Śląskim 65-tysięczny tłum; chodzi o artystę, którego ludzie uważnie słuchają. Dla wielu, którym chodz­iła po głowie myśl o apostazji, jego deklaracja może stać się im­pulsem, by w końcu to zrobić"9. Czy sam artysta dokonał apostazji? Nie wiem. W podkaście za­powiadał je­dynie, że udało mu się już otrzymać akt chrztu i że gdy będzie w rodzin­nych stronach, to będzie chciał tego aktu dokonać.

Dzi­en­nikarz portalu OKO.press, który pil­nie śledzi zjaw­isko apostazji i mu - co tu dużo mówić - kibicuje, pisze: "Form­alne wys­tąpi­enie z Koś­cioła, zwane powszech­nie - cza­sem niesłusznie - apostazją, ut­ra­ciło na naszych oczach swój głównie re­li­gijny charak­ter. Od kilku lat, a dzisiaj w szczegól­ności, Po­lacy wys­tępują z Koś­cioła w ramach protestu prze­ciw jego naduży­ciom i roli, jaką odgrywa w niszczeniu pol­skiej de­mokracji. Nie zaś głównie dlat­ego, że po­trze­bują podkreś­lić w ten sposób swój ateizm"10. Jest w tym stwi­er­dzeniu dużo prawdy. Współczesne ode­jś­cia - przyna­jm­niej te, z którymi mamy do czyni­enia w Polsce - za­s­ad­niczo nie mają charak­teru doktryn­al­nego, nie są nową re­form­acją wynika­jącą ze sprze­ciwu wobec teo­lo­gicz­nych in­ter­pretacji tej czy in­nej prawdy dog­matycznej (us­praw­ied­li­wienie przez łaskę, rola Pisma Święt­ego, re­defin­icja kapłaństwa powszech­nego i hier­arch­icznego) bądź określo­nych re­li­gij­nych prak­tyk (odpusty). W dużej mierze - bo niewyłącznie - są pro­testem prze­ciwko Koś­ciołowi, jak to było w przypadku cytow­anego Pod­si­adły. Prob­le­mem jest Koś­ciół, a nie Pan Bóg. Przyna­jm­niej tak się wydaje na pod­stawie pobieżnego oglądu.

Z mo­jego doświad­czenia mogę pow­iedzieć, że spotykam się z przyna­jm­niej trzema po­wod­ami ode­jść. Pier­wszym - i tutaj zgodzę się z dzi­en­nikar­zem OKO.press - jest protest prze­ciwko naduży­ciom w Koś­ciele, a zwłaszcza wobec przypadków pe­do­filii wśród duch­ow­nych oraz sposobu radzenia, a raczej ni­eradzenia sobie z tym prob­le­mem przez poszczegól­nych biskupów czy też epi­sko­pat pol­ski in gre­mio. Drugi powód jest, ogól­nie mówiąc, natury politycznej. Stosunek do Koś­cioła jest w dużej mierze odbi­ciem politycznej po­laryz­a­cji pol­skiego społeczeństwa, w tym sporu o kształt de­mokracji. Jest to zresztą ele­ment szer­szego zjaw­iska, którym jest postępujące od kilku lat up­artyjni­enie prob­lemów natury re­li­gijno-mor­al­nej. Abor­cja jest obec­nie w Polsce przed­mi­otem sporu o charak­terze politycznym, a właś­ciwie partyjnym, a nie stricte świ­ato­poglą­dowym, co wcale nie służy samej sprawie. Nie dys­ku­tujemy dzisiaj o mor­al­nej ocenie abor­cji, lecz ewen­tu­al­nego rozmówcę defini­ujemy przez frak­cję polityczną, którą reprezen­tuje. Trzeci powód ode­jść to postępujące os­ł­a­bi­enie więzi z re­li­gią i Koś­ciołem na skutek pro­cesów seku­laryz­a­cyj­nych, w tym pom­ni­ejszenie roli moty­wacji społeczno-kul­tur­ow­ych i porzu­canie wiary jako ży­ciowo zbęd­nej. Is­tot­nym katal­iz­atorem tego pro­cesu była pan­demia. Wielu pozbawio­nych przez ten czas bez­pośred­niego kon­taktu z dusz­pas­terstwem nie powró­ciło do dawnego prak­tykow­ania wiary.

Pier­wsze badanie re­li­gijności Po­laków w cza­sie pan­demii mi­ało miejsce na przełomie maja i czer­wca 2020 roku. Była to początkowa faza pan­demii nazn­aczona stopniowym za­ostrz­aniem ogran­iczeń możli­wości pub­licznego spra­wow­ania kultu re­li­gijnego, czego apo­geum przypadło na święta Wielkanocy, gdy w litur­gii mo­gło brać udział tylko pięć osób. W tej sytu­acji biskupi powszech­nie udzielali dys­pensy od uczest­nictwa we mszy św. w niedziele i święta na­kazane, zachęca­jąc jed­nocześnie do korzys­tania z trans­misji litur­gii za pomocą środków społecznego przekazu oraz do or­ganizow­ania róż­nych form litur­gii do­mowej11. Dusz­pas­terstwo Koś­cioła w Polsce przeszło w tryb awaryjny.

Trzy czwarte Po­laków deklarowało w tych pier­wszych bada­niach, że pod­czas pan­demii ich zaangażow­anie re­li­gijne było na takim samym poziomie jak wcześniej (75%). Wśród po­zostałych nieco więcej osób uważało, że ich ak­ty­wność re­li­gijna wzrosła - tak swoją sytu­ację postrzegał co ósmy badany (12%), a co dziesiąty był zdania, że jego zaangażow­anie re­li­gijne spadło (10%). Jak czytamy w komunikacie z badań: "Bazując wyłącznie na deklarac­jach, można by wnioskować, że racja jest po stronie tych ko­ment­at­orów ży­cia społecznego, którzy widzieli w tym okresie sz­ansę na wzrost re­li­gijności Po­laków"12. ­Sąd­zono ­bowiem, że - podob­nie, jak to było w min­io­nych wiekach pod­czas powraca­ją­cych w Europie epi­demii chorób za­kaź­nych, w tym "czarnej śmierci" - stan powszech­nego zagrożenia ży­cia skłoni ludzi do postaw bardziej re­li­gij­nych, a nawet do powrotu do Koś­cioła tych, którzy już od niego odeszli. Tak się jed­nak nie stało. Znami­enne są słowa jed­nego z autorów "dzi­en­ników pan­dem­icz­nych": "Powszechne zagrożenie, bezbron­ność i dramat dużych grup społeczności na całym świecie nie wy­wołują zdecy­dow­anego ski­erow­ania się ku re­li­gijności, do dewocji czy wzmoc­ni­enia wiary w dzi­ałanie, re­stryk­cyjne lub zbawienne, Opatrzności. [...] Szukamy raczej rac­jon­al­izmu i fak­tyczności, skuteczności postę­pow­ania polityków, lekarzy, naukow­ców, za­r­ządza­ją­cych. Kole­jna próba? W trud­nych chwilach gro­madz­iliśmy się, spotykaliśmy, dzieliliśmy, wymi­eni­aliśmy i staraliśmy się być razem. To na­jlepsze okoliczności do tworzenia i wznoszenia mod­litw. Teraz tak nie jest"13.

Badania dotyczące poszczegól­nych prak­tyk i ak­ty­wności re­li­gij­nych prowadzą jed­nak do bardziej realistycznej konkluzji: "ludzie pon­ad­prze­cięt­nie zaangażow­ani w życie re­li­gijne przed pan­demią pode­j­mowali w cza­sie autoizolacji na­jwięcej ak­ty­wności z ob­szaru wiary i w związku z tym jeszcze po­głęb­ili swoją re­li­gijność. Os­oby sporadycznie prak­tykujące lub wcześniej niebiorące udzi­ału w prak­tykach re­li­gij­nych nie nawró­ciły się zaś masowo, cho­ciaż części z nich zdar­zyło się oglądać mszę św. w telew­izji"14. Na tej pod­stawie pro­gno­zow­ano wów­czas: "Praw­do­podob­nie za­równo ci, którzy widzą w pan­demii sz­ansę na wzrost re­li­gijności, jak i upatrujący w niej przyczyn zm­niejszenia zaangażow­ania re­li­gijnego mają częś­ciowo rację. Re­li­gijność Po­laków po pan­demii może się spolaryzować, co będzie je­dynie kontynu­acją ob­ser­wow­anego od jakiegoś czasu trendu"15. Mówiąc in­aczej, przewidy­wano, że pan­demia wzmocni postawy re­li­gijne jed­nych - prak­tykują­cych reg­u­larnie, a os­ł­abi postawy dru­gich - prak­tykują­cych niereg­u­larnie i nieprak­tykują­cych. Kole­jne badania potwi­er­dz­iły kontynu­ację za­ob­ser­wow­anej tend­encji.

W pier­wszej połowie września 2020 roku prze­prowad­zono następne badania, które mi­ały pokazać, jak zmi­en­iła się re­li­gijność Po­laków już w cza­sie trwa­jącego zagrożenia epi­demi­olo­gicznego. W porównaniu z poprzed­nim okre­sem zaangażow­anie re­li­gijne więk­szości Po­laków za­s­ad­niczo nie uległo zmi­anie. Ponad połowa bada­nych (56%) odpowiadała, że tyle samo czasu co wcześniej poświęca na mod­litwę, medytację i inne prak­tyki re­li­gijne, a prawie jedna czwarta (23%), że w ogóle nie uczest­niczy w prak­tykach re­li­gij­nych. Można było jed­nak za­ob­ser­wować jedną is­totną zmi­anę. Spośród tych, których zaangażow­anie w tym cza­sie się zmi­en­iło - in­aczej niż w poprzed­nich bada­niach - więcej było tych, którzy wskazy­wali na spadek zaangażow­ania (13%) niż jego wzrost (6%). Jak czytamy w komunikacie z badań: "Można więc pow­iedzieć, że jeśli zniesi­enie ogran­iczeń dotyczą­cych mod­litwy wspól­no­towej w koś­ciele spo­wodowało jakieś zmi­any w ży­ciu re­li­gijnym, to raczej negaty­wne niż pozyty­wne, choć u więk­szości Po­laków po­zostało to bez wpływu na zaangażow­anie re­li­gijne"16. "Uwolni­enie" mszy św. spod rygorów pan­dem­icz­nych nie spro­wokowało tłum­nego powrotu wi­er­nych do świątyń.

Kole­jne badania prze­prowad­zono w pier­wszej połowie maja 2022 roku, a więc w schyłkowej fazie pan­demii, gdy od ponad miesiąca (od 28 marca) nie obowiązy­wał już na­kaz za­kry­wania ust i nosa w przestrze­niach zamknię­tych (czyli także w koś­ciołach) oraz od ponad dwóch miesięcy (od 1 marca) nie obowiązy­wały żadne lim­ity liczby osób przeby­wa­ją­cych w koś­ciele. Tak więc zewnętrzne ogran­iczenia dla prak­tyk re­li­gij­nych przestały już funk­c­jonować. Ni­estety badania potwi­er­dz­iły pro­gno­zow­any wcześniej trend. Jeszcze w roku 2020 udział osób prak­tykują­cych z wewnętrznej po­trzeby co na­jm­niej raz w ty­god­niu wyn­osił cz­ter­dzieści sześć pro­cent i był bardzo zbliżony do wyniku z 2018 roku (49%). O ile więc przed pan­demią sytu­acja była w mi­arę sta­bilna, o tyle dwa lata pan­demii spo­wodowały, że odsetek Po­laków chodzą­cych do koś­cioła w każdą niedzielę poważnie się zm­niejszył (z 46% do 37%). Jed­nocześnie zwięk­szył się udział osób, które deklarowały, że chodzą do koś­cioła rz­a­dziej niż w Boże Nar­odzenie i/lub Wielkanoc - z jedenastu pro­cent przed pan­demią do pięt­nastu pro­cent po pan­demii. Taka sama zmi­ana (z 11% do 15%) dokon­ała się w przypadku odpow­iedzi "nigdy", a więc osób, które zaprzestały defin­ity­wnie udzi­ału w msz­ach, nabożeńst­wach i spotka­niach re­li­gij­nych17. Jak czytamy w ko­ment­arzu do badań: "Pan­demia koron­awirusa niewąt­pli­wie odcis­nęła piętno na re­li­gijności Po­laków. Widoczne jest to przede wszys­tkim w odpły­wie z Koś­cioła osób, które wcześniej prak­tykowały reg­u­larnie, i wzroście odsetka bada­nych deklarują­cych, że nigdy nie chodzą do koś­cioła. [...]. Do koś­cioła po pan­demii wró­cili przede wszys­tkim ci, którzy mieli z nim więź sil­niejszą niż sama tradycja"18. Należy jed­nak dodać, iż z prze­prowad­zo­nych badań wynika jed­nozn­acznie, że zjaw­isko sł­ab­nącej re­li­gijności jed­nych było sil­niejsze niż zjaw­isko wzmac­ni­ania re­li­gijności dru­gich. Seku­laryz­a­cja wyraźnie przyśpieszyła.

In­form­acje na temat skali zjaw­iska trzeba teraz uzu­pełnić danymi dotyczącymi przyczyn ode­jś­cia z Koś­cioła poprzez porzu­cenie prak­tyk re­li­gij­nych. Ra­port op­ub­likow­any w si­erpniu 2022 roku pokazuje, że po­wody natury stricte re­li­gijnej (teo­lo­gicznej) dotyczą nikłego pro­centa osób porzu­ca­ją­cych prak­tyki re­li­gijne: zmi­ana świ­ato­poglądu, wyzn­ania (3%), ateizm (3%), ag­nostycyzm (1%), re­li­gia jako za­bo­bon i nar­zędzie ogłupi­ania społeczeństwa (1%), opow­iedzenie się po stronie nauki (1%). Na­jwięcej osób wskazało na brak wiary (11%) i postępującą obojęt­ność (18%). Na­jliczniejszą grupę porzu­ca­ją­cych prak­tyki stanowią ci, którzy umieszczają po­wody ode­jś­cia po stronie in­stytucji Koś­cioła. Badanym nie podoba się to, co robi Koś­ciół, zrazili się do Koś­cioła, ponieważ Koś­ciół to or­gan­iz­a­cja mafijna, pato­lo­giczna (12%). Konkretne za­r­zuty dotyczą miesz­ania się do polityki (9%), afer pe­do­fil­skich i ich tuszow­ania (5%) oraz nad­mi­ernego zabie­gania o pien­iądze (4%). Wszys­tko to prowadzi do braku za­ufania do Koś­cioła i księży (7%)19.

Ko­mentując te badania, soc­jolożka re­li­gii Mirosława Grabow­ska stwi­er­dz­iła: "[Anki­etow­ani] tłu­macząc to swoje nieprak­tykow­anie, wskazują przede wszys­tkim na Koś­ciół, księży i wszys­tkie ich grzechy albo wręcz ogól­nikowo, albo całkiem konkret­nie, wytyka­jąc up­olityczni­enie, skandale pe­do­fil­skie, ma­ter­i­al­izm, hi­pokryzję. Warto podkreślić, że wśród po­wodów nieprak­tykow­ania prze­ważają uo­gól­nione nastawienia i oceny, a nie konkretne za­r­zuty. [...]. Te os­obiste, negaty­wne doświad­czenia, ob­ser­wacje śro­dow­iskowe, ale za­pewne także przekazy me­di­alne, już ufor­mowały - w niek­tórych śro­dow­iskach społecz­nych - uo­gól­nione postawy dys­tansu i niechęci do Koś­cioła. A uo­gól­nione postawy trudno zmi­enić"20. To na pewno stanowi szer­szy kon­tekst sprzy­ja­jący pod­ję­ciu decyzji o os­tatecznym roz­staniu się z in­stytucją Koś­cioła. W 2019 roku pis­arka Syl­wia Chut­nik przyzn­ała, że nie prak­tykowała wiary i nie wi­erzyła od roku 1990, ale form­al­nego aktu apostazji dokon­ała dopiero teraz "na fali ogól­nego wzburzenia"21. Nie nazwałbym tego "modą na apostazję", ale na pewno pub­liczne i jawne wys­tąpi­enia ośmielają in­nych do pod­ję­cia często odkładanej przez lata decyzji.

Warto w tym miejscu nad­mi­enić, że apostazja nie musi być tożsama z wro­goś­cią wobec in­stytucji, nie musi ozn­aczać kruc­jaty prze­ciwko re­li­gii, a także odmowy współ­pracy z osobami wi­erzącymi. W tym samym fe­li­etonie Chut­nik przyzn­awała: "Ale czy mogę mieć coś wspól­nego z wi­erzącymi, prak­tykującymi chrześ­cijanami? Oczy­wiście, mamy różne źródła, ale idziemy często podobną drogą. Przyz­nam, że to dla mnie ważne. Lu­bię ot­war­tość, wbrew temu, co sug­erował ksiądz w kancelarii. [...] Traf chciał, że kilka dni później uczest­niczyłam w kon­cercie zespołu Tęskno u Domin­ik­anów. Współor­ganizowała go grupa Cha­rytaty­wni Freta. Robią świetne rzeczy, po­maga­jąc dzieciom i zbi­era­jąc na to fundusze z prawdzi­wym poświę­ceniem. Poczułam, że to pokrewne dusze - społeczne dusze. Bo apostazja nie wpływa na moje po­j­mow­anie duch­o­w­ości w dzi­ałaniu, która idzie sobie wbrew in­stytuc­jom, papi­erom, przymusowym spow­iedziom, ale i me­di­alnym don­iesi­eniom. To się dzieje nieza­leżnie od re­li­gii, poglądów i całego kul­tur­owego szta­fażu"22.

Czas sobie uświadomić, że re­li­gijno-duch­owy pe­jzaż jest bardziej skom­p­likow­any, niż nam się wydaje. Apostazja nie musi ozn­aczać kom­plet­nej niewiary, ta bowiem coraz częś­ciej przyjmuje postać pozain­stytuc­jon­alną, a niere­li­gijność może być tożsama z duch­o­w­oś­cią, której źródła ktoś zna­j­duje poza in­stytucją i tradycją re­li­gijną. Dzisiaj coraz więcej mówi się o duch­o­w­ości ni­eteistycznej, a nawet o re­li­gijnym ateizmie na określe­nie postawy, która odrzuca wiarę w Boga przy jed­noczesnym ak­centowaniu ży­cia duch­ow­ego, którego fun­da­men­tem jest piękno i sens ludzkiego ży­cia23. Znam niejed­nego apostatę i niejed­nego niew­i­erzącego, którego życie i post­awa duch­owa zaprzeczają ste­reo­ty­powi bezbożnego ateisty.

Grzech i wiara w Koś­ciele

Zrodzić się może py­tanie, czy to, co właśnie nap­isałem, nie jest próbą przerzu­cenia odpow­iedzi­al­ności za ode­jście z Koś­cioła wyłącznie na odchodzą­cych. W tekście zatytułow­anym Po­gorzelcy spod znaku nadziei Marek Kita w pewnym sen­sie staje w obronie apostatów - oczy­wiście nie tyle w obronie samej decyzji, co moty­wacji, która do niej prowadzi. Pisząc o skom­pro­mitow­anej in­stytucji Koś­cioła, Kita stwi­er­dza, że "ci, którzy nie mogli w niej wytrzymać, nie są zdra­jcami, lecz ofi­arami zdra­jców"24. Tak, mogę sobie wyo­brazić, że ktoś nie jest w stanie po­zostać w Koś­ciele, który w jego ocenie sprzeniew­i­erzył się swo­jej misji. Kita pisze, że ujawnione skandale "pokazują nie tylko grzech jed­nostek, lecz również grzeszność struk­tur. Tak, uczciwość każe przyznać, że w Koś­ciele ist­nieją "struk­tury grzechu" - "sytu­acje społeczne i in­stytucje prze­ciwne dobroci Bożej""25. Owszem, struk­tury grzechu, o których pisze Kita, są w Koś­ciele, ale Koś­ciół jako taki nie jest "struk­turą grzechu". Credo sanc­tam Ec­cle­siam - wyznaję, że Koś­ciół jest święty i że świętość to jego niezby­walne znamię. Cokolwiek by się wydar­zyło w Koś­ciele, wi­erzę, że mys­terium sa­lutis jest w nim więk­sze niż mys­terium iniqui­tatis. In­aczej mu­si­ałbym uwi­erzyć we wszys­tkie pseudoapokalipt­yczne za­pow­iedzi w rychłe zwycięstwo An­ty­chrysta.