Koszmary senne. Skąd się biorą, jakie mają znaczenie dla Twojej psychiki i jak odzyskać nad nimi kontrolę - Michelle Carr

Kup ebooka

59.90 zł
43.13 zł (59,90 zł najniższa cena z 30 dni)

-
Proszę czekać

ROZ­DZIAŁ PIERW­SZY

Szkie­let świata snu

Każdy, kto kie­dy­kol­wiek śnił, wie, że sny opie­rają się na fun­da­men­cie na­szej co­dzien­no­ści. W śnio­nym ży­ciu po­ja­wiają się znane nam twa­rze, miej­sca i czyn­no­ści, a także zmar­twie­nia i sprawy za­czerp­nięte z rze­czy­wi­sto­ści na ja­wie: scy­sja, roz­mowa, droga do pracy, nie­dawno oglą­dany film.

Po wielu la­tach za­głę­bia­nia się w neu­ro­naukę ma­rzeń sen­nych, czy­ta­nia ty­sięcy re­la­cji o snach ze­bra­nych w la­bo­ra­to­riach, w do­mach, w son­da­żach in­ter­ne­to­wych czy przy­god­nych kon­wer­sa­cjach ja­sne jest dla mnie, że w śnie­niu ujaw­niają się pewne pra­wi­dło­wo­ści - wzorce, które po­wo­dują, że ży­cie na ja­wie jest nie tylko obecne w śpią­cym umy­śle, ale i zo­staje w nim znie­kształ­cone. Sny two­rzą się w je­dyny w swoim ro­dzaju i nie­po­zba­wiony ce­lo­wo­ści spo­sób: od­zwier­cie­dlają, a jed­no­cze­śnie prze­obra­żają na­sze co­dzienne ży­cie.

To, czemu po­świę­camy uwagę na ja­wie, wnika do krain, do któ­rych uda­jemy się w snach, gdyż na szkie­let świata sen­nego skła­dają się oso­bi­ste wspo­mnie­nia i oto­cze­nie kul­tu­rowe. W śpią­cym ja utrzy­muje się na­sze po­czu­cie toż­sa­mo­ści, za­afe­ro­wa­nie pracą, związ­kami ro­man­tycz­nymi, kwe­stiami by­to­wymi. Do ma­rzeń sen­nych są­czy się także świat ze­wnętrzny. Nie zdziwi to ni­kogo, kto prze­spał sy­gnał bu­dzika, gdy jego dźwięk prze­isto­czył się we śnie w śpiew pta­ków albo ob­razki z dys­ko­teki. Śpiący mózg nie jest tak da­lece od­cięty od świata zmy­sło­wego, świa­teł i dźwię­ków w śro­do­wi­sku, jak na­ukowcy kie­dyś są­dzili. Wszyst­kie te skład­niki ra­zem wzięte - wspo­mnie­nia, ważne dla nas sprawy oraz oto­cze­nie śpią­cego ciała - kie­rują pro­ce­sem nada­wa­nia kształtu snom.

Ja­kie są te in­dy­wi­du­alne oraz - być może na­wet bar­dziej po­ucza­jące - uni­wer­salne wzorce snów?

Jak zbu­do­wane są sny?

W trak­cie swo­jej ka­riery mia­łam przy­wi­lej pro­wa­dze­nia ba­dań nad snami w wielu la­bo­ra­to­riach na świe­cie. Ty­powe pra­cow­nie tego ro­dzaju są urzą­dzane we­dług po­dob­nego sche­matu: w za­mknię­tym po­miesz­cze­niu stoi łóżko oraz jest za­in­sta­lo­wany sys­tem dwu­stron­nej ko­mu­ni­ka­cji, w tym ide­al­nie mo­ni­tor wi­deo, i różne urzą­dze­nia re­je­stru­jące, m.in. elek­trody mie­rzące ak­tyw­ność mó­zgu i tempo pracy serca, nie­wielka rurka roz­dwa­ja­jąca się przy noz­drzach, by mo­ni­to­ro­wać ruch po­wie­trza, oraz roz­ma­ite elek­trody, które mie­rzą drgnię­cia i na­pię­cie mię­śni oraz ru­chy ga­łek ocznych. Do­dat­kowe czuj­niki mogą śle­dzić uło­że­nie głowy i ciała albo wzno­sze­nie się i opa­da­nie klatki pier­sio­wej, a ma­lutki mi­kro­fon przy­mo­co­wany pla­strem do szyi wy­krywa na­wet naj­drob­niej­sze chra­pliwe po­mruki w gar­dle. Wszyst­kie te sub­telne sy­gnały po­cho­dzące od ży­wego or­ga­ni­zmu skła­dają się na ol­brzymi za­sób da­nych zbie­ra­nych w ciągu ośmiu go­dzin noc­nego snu.

Nie­zli­czone razy wpro­wa­dza­łam lu­dzi do la­bo­ra­to­rium i za­nim usy­piali, umiesz­cza­łam na ich gło­wie elek­trody oraz nie­zo­bo­wią­zu­jąco wy­mie­nia­łam z ba­da­nymi kilka zdań. Dbam o to, by świa­tło było przy­ga­szone, pro­po­nuję fi­li­żankę her­baty zio­ło­wej i sta­ram się stwo­rzyć re­lak­su­jącą at­mos­ferę - ten "ludzki" aspekt ma za­sad­ni­cze zna­cze­nie dla do­brego snu.

Nie­zmien­nie pra­wie każdy uczest­nik tych eks­pe­ry­men­tów do­py­tuje mnie, jak do­szło do tego, że zaj­muję tą dzie­dziną. To zro­zu­miała cie­ka­wość - ba­da­nie ma­rzeń sen­nych nie na­leży do ty­po­wych za­wo­dów. Mu­szę przy­znać, że cho­ciaż sny za­wsze mnie fa­scy­no­wały, nie są­dzi­łam, że będę mo­gła zaj­mo­wać się nimi pro­fe­sjo­nal­nie. Na­tknę­łam się na tę dzie­dzinę nie­mal przy­pad­kiem na stu­diach pierw­szego stop­nia w Ro­che­ster. Mia­łam oka­zję pra­co­wać w La­bo­ra­to­rium Ba­dań Snu i Neu­ro­fi­zjo­lo­gii, dzia­ła­ją­cym na wy­dziale me­dycz­nym nie­da­leko głów­nego kam­pusu. La­bo­ra­to­rium snu było upchnięte w ciem­nym ką­cie przy­zie­mia sta­rego bu­dynku szpi­tal­nego i wy­glą­dało jak se­kretne wej­ście do kra­iny nie­świa­do­mo­ści.

Tam po raz pierw­szy za­zna­jo­mi­łam się z elek­tro­fi­zjo­lo­gią śpią­cego mó­zgu, z na­ra­sta­niem i słab­nię­ciem ak­tyw­no­ści elek­trycz­nej, w miarę jak mózg prze­cho­dzi przez głęb­sze i bar­dziej ak­tywne sta­dia snu. Nie­zwy­kle in­te­re­su­jące jest po­zna­wa­nie taj­ni­ków ca­łego pro­cesu spa­nia, nie­mniej szcze­gól­nie cie­ka­wiły mnie ma­rze­nia senne - ten prze­smyk pro­wa­dzący do pod­ziemi nie­świa­do­mo­ści.

Sy­pial­nie w la­bo­ra­to­rium snu w Ro­che­ster były nie­mal luk­su­sowe - z wiel­kimi ło­żami XXL, gru­bymi, cie­płymi koł­drami, lamp­kami noc­nymi w stylu art déco oraz ar­ty­stycz­nymi ma­lun­kami śpią­cych po­staci przy­ozda­bia­ją­cymi ściany. Po­miesz­cze­nie kon­tro­lne, z któ­rego mo­ni­to­ro­wa­li­śmy lu­dzi, od­dzie­lał od sy­pialni długi ko­ry­tarz i miało ono osobną ła­zienkę, ku­chenkę oraz ką­cik wy­po­czyn­kowy. Za­wsze naj­więk­szym wy­zwa­niem było dla mnie za­cho­wy­wa­nie otwar­tych oczu przez całą noc ob­ser­wo­wa­nia hip­no­ty­zu­ją­cych wy­kre­sów fal mó­zgo­wych na mo­ni­to­rach i re­je­stro­wa­nego w pod­czer­wieni ob­razu śpią­cych. Skoro po­miesz­cze­nie kon­tro­lne znaj­do­wało się z dala od sy­pialni, mo­gli­śmy w nim mieć za­pa­lone świa­tło oraz roz­ma­wiać czy słu­chać mu­zyki, pod­czas gdy sy­pial­nie to­nęły nie­mal w cał­ko­wi­tej ci­szy i ciem­no­ści czy to w dzień, czy w nocy - ide­alne oto­cze­nie za­pro­jek­to­wane tak, by mak­sy­mal­nie sprzy­jało spa­niu.

Wy­po­sa­że­nie w moim obec­nym la­bo­ra­to­rium w Mont­re­alu jest skrom­niej­sze. Dys­po­nu­jemy dwiema sy­pial­niami nie­róż­nią­cymi się wiele od po­ko­jów w aka­de­miku z ty­po­wymi ike­ow­skimi me­blami. Wy­strój ten jest pod wie­loma wzglę­dami na­tu­ralny dla uczest­ni­ków na­szych eks­pe­ry­men­tów, któ­rymi czę­sto by­wają stu­denci miej­sco­wych uczelni. La­bo­ra­to­rium sta­nowi część więk­szego kom­pleksu ba­daw­czego snu, zlo­ka­li­zo­wa­nego w końcu skrzy­dła na pią­tym pię­trze szpi­tala. We­wnętrzne drzwi łą­czą nas z sio­strzaną pra­cow­nią ma­jącą trzy sy­pial­nie, każda z osobną ła­zienką. Eks­pe­ry­men­ta­to­rzy spra­wują tam kon­trolę nad oświe­tle­niem po­miesz­czeń, po­zwa­la­ją­cym na two­rze­nie sztucz­nych faz dzień-noc róż­nej dłu­go­ści. Lu­dzie spę­dzają nie­kiedy wiele dni w tych kap­su­łach, pod­czas gdy na­ukowcy ob­ser­wują wpływ róż­nych ryt­mów świa­tła i ak­tyw­no­ści na spa­nie, co istotne jest m.in. dla po­zna­nia sy­tu­acji osób pra­cu­ją­cych na nocne zmiany i nie­wi­do­mych.

W kli­nice, na dru­gim końcu ko­ry­ta­rza, dia­gno­zuje się i le­czy też pa­cjen­tów z bez­de­chem sen­nym, nar­ko­lep­sją, bez­sen­no­ścią czy ten­den­cją do lu­na­ty­ko­wa­nia, by wy­mie­nić tylko kilka z po­dej­mo­wa­nych za­gad­nień, a dzięki na­szej współ­pracy w szpi­talu ujaw­niają się liczne spo­soby, w ja­kie ma­rze­nia senne mogą być za­kłó­cane lub le­czone w przy­padku za­bu­rzeń snu. Ośro­dek snu tętni za­tem ak­tyw­no­ścią, a świa­tła i dźwięki z oto­cze­nia - z jed­nej strony z la­bi­ryntu ko­ry­ta­rzy ze świe­tlów­kami, z dru­giej z okien na ze­wnątrz (pa­mię­tajmy o po­tęż­nych płu­gach śnież­nych, pra­cu­ją­cych w Ka­na­dzie przez wiele zi­mo­wych nocy) - nie­raz prze­ni­kają do snów ba­da­nych osób. Mimo wszystko pod cie­płym ko­cem, w ciem­nym po­koju i z przy­tłu­mio­nymi ha­ła­sami z ze­wnątrz lu­dzie czę­sto bez pro­blemu za­pa­dają w sen.

Cza­sem gdy sie­dzę w po­miesz­cze­niu kon­tro­l­nym (nie­kiedy w to­wa­rzy­stwie dru­giego eks­pe­ry­men­ta­tora) i ko­goś mo­ni­to­ruję, przed oczami stają mi inne la­bo­ra­to­ria, w któ­rych pra­co­wa­łam. Na przy­kład w moim pierw­szym miej­scu za­trud­nie­nia w Wiel­kiej Bry­ta­nii po dok­to­ra­cie mie­li­śmy bar­dzo pro­sto urzą­dzone la­bo­ra­to­rium z dwiema wy­god­nymi sy­pial­niami, w któ­rych za­in­sta­lo­wa­li­śmy pro­wi­zo­ryczny sys­tem ko­mu­ni­ka­cji z ad­ap­to­wa­nych urzą­dzeń w ro­dzaju niani elek­tro­nicz­nej. Pra­cow­nia znaj­do­wała się w środku ogól­nie do­stęp­nego kam­pusu uni­wer­sy­tec­kiego, nie­da­leko prze­pięk­nego wy­brzeża mor­skiego i rano sny uczest­ni­ków eks­pe­ry­men­tów były nie­raz bru­tal­nie prze­ry­wane przez krzyki mew.

W Chi­cago, Cam­bridge i Ho­lan­dii sy­pial­nie aran­żo­wano w po­miesz­cze­niach prze­zna­czo­nych daw­niej do ba­dań neu­ro­nau­ko­wych w sta­nie czu­wa­nia, tyle że wsta­wiono do tych po­koi roz­kła­dane łóżka czy ka­napy, by dało się pro­wa­dzić ba­da­nia snu. Jedną z sy­pialni, w któ­rych pra­co­wa­łam, urzą­dzono w sta­raj klatce Fa­ra­daya; było to po­miesz­cze­nie z ma­syw­nymi me­to­lo­wymi drzwiami przy­po­mi­na­ją­cymi lo­dów­kowe, które izo­lo­wało czło­wieka w ko­mo­rze eks­pe­ry­men­tal­nej. Nie­które ba­da­nia w kli­ni­kach pro­wa­dzi­li­śmy, gdy okryci cien­kimi ko­cy­kami lu­dzie le­żeli na szpi­tal­nych łóż­kach z two­rzyw sztucz­nych, co nie­wąt­pli­wie zmniej­szało tak cenne dla snu po­czu­cie kom­fortu.

Krótko mó­wiąc, wa­runki do od­pły­wa­nia w ma­rze­nia senne w la­bo­ra­to­rium mogą być da­le­kie od ide­al­nych, lecz z mo­ich do­świad­czeń wy­nika, że mimo wszystko ba­da­nia te za­wsze wno­siły nowe spo­strze­że­nia.

Naj­bar­dziej ude­rza­jącą ob­ser­wa­cją, jaką zro­bi­łam w tych licz­nych eks­pe­ry­men­tach w róż­nych la­bo­ra­to­riach w wielu kra­jach, jest to, że po­mimo zróż­ni­co­wa­nego oto­cze­nia oraz po­ziomu kom­fortu i na­tę­że­nia dźwię­ków po­ja­wiają się nie­ocze­ki­wane po­do­bień­stwa w snach ba­da­nych lu­dzi. Choć za­sad­ni­czo śro­do­wi­sko snu jest urzą­dzane tak, by było po­rów­ny­walne ze zwy­kłymi wa­run­kami do­mo­wymi, nie­uchron­nie po­ja­wia się nie­ty­powa pre­sja, by spać i śnić w ce­lach eks­pe­ry­men­tal­nych. Nie po­winno więc chyba dzi­wić, że pra­wie po­łowa uczest­ni­ków śni o sa­mym eks­pe­ry­men­cie.

Gdy sie­dząc w po­miesz­cze­niu kon­tro­l­nym, wi­dzę, że czło­wiek wcho­dzi w fazę REM - z wy­róż­nia­ją­cymi ją cha­rak­te­ry­stycz­nymi ru­chami ga­łek ocznych - pró­buję so­bie wy­obra­zić, o czym może śnić. Cze­kam od pię­ciu do dzie­się­ciu mi­nut, aż ak­tyw­ność móz­gowa i mię­śniowa się spo­tę­guje, po czym biorę do ręki mi­kro­fon, ci­cho wy­ma­wiam imię śpią­cego i zwra­cam się do niego: "Pro­szę po­wie­dzieć, co po­ja­wiało się panu (pani) w umy­śle, za­nim się ode­zwa­łam". Milknę i cze­kam, a lu­dzie zwy­kle wiercą się przez mo­ment, mru­cząc różne "hmm" i "umm", gdy pró­bują po­zbie­rać szczątki snu, który wła­śnie się roz­pierzchł. W nor­mal­nym ży­ciu sto­sun­kowo rzadko zda­rzają się ta­kie sy­tu­acje, ale wła­śnie dzięki temu ła­god­nemu prze­rwa­niu snu zy­sku­jemy świetny do­stęp do tre­ści ma­rzeń sen­nych. Uważ­nie przy­słu­chuję się rwa­nym zda­niom, w któ­rych lu­dzie pró­bują prze­ka­zać mi wszystko, co pa­mię­tają. Oto je­den ze snów:

Wi­dzę ka­ble na swo­jej twa­rzy. Są szpi­talne ko­ry­ta­rze, któ­rymi się od­da­lam. Pro­wa­dząca ba­da­nie stu­dentka mnie goni, a ja chcę jej uciec. Po­tem je­stem już w la­bo­ra­to­rium i wcho­dzą do niego moi ro­dzice. Złosz­czę się, mam tylko kilka mi­nut na za­śnię­cie.

I inny:

Śniło mi się, że eks­pe­ry­ment za­nadto się prze­cią­gnął. Mia­łem po­czu­cie, jak­bym nie po­ra­dził so­bie do­sta­tecz­nie do­brze ze spa­niem. Pa­mię­tam, że za­sta­na­wia­łem się (we śnie), czy bę­dzie pani mo­gła zo­ba­czyć moje sny przez te elek­trody i czy uzna pani, że mam nie po ko­lei w gło­wie.

Ana­li­zu­jąc wraz z moim ze­spo­łem wy­ko­ny­wane przez de­kadę ba­da­nia w Mont­re­alu, od­kry­łam, że od­nie­sie­nia do la­bo­ra­to­rium i eks­pe­ry­mentu są obecne w set­kach ra­por­tów z ma­rzeń sen­nych2. Lu­dziom śniło się miej­sce prze­pro­wa­dza­nia ba­da­nia i szpi­talne ko­ry­ta­rze, a po­sta­ciami we śnie by­wali eks­pe­ry­men­ta­to­rzy. Śniła się za­sad­ni­cza mi­sja, by do­brze spać i za­pa­mię­ty­wać sny. Po­ja­wiały się ta­kie przed­mioty jak elek­trody, kom­pu­tery czy clip­bo­ardy, a także wątki ogól­nie zwią­zane ze spa­niem, na przy­kład cho­dze­nie w pi­ża­mie czy do­strze­ga­nie łóżka. Mimo że w snach czę­sto wy­stę­po­wało po kilka tych ele­men­tów jed­no­cze­śnie, ni­gdy nie zo­sta­wał od­two­rzony cały przed­senny epi­zod z la­bo­ra­to­rium. Jest to cha­rak­te­ry­styczne dla snów: frag­menty nie­daw­nych prze­żyć są czę­sto wpla­tane w ma­rze­nia senne w po­łą­cze­niu z in­nymi wspo­mnie­niami, co snuje nową opo­wieść, na­to­miast po­je­dyn­cze wspo­mnie­nia nie­mal ni­gdy nie ujaw­niają się w ca­ło­ści. Wy­jąt­kiem jest szcze­gólny przy­pa­dek kosz­ma­rów, w któ­rych czę­ściowo lub w pełni od­twa­rzają się trau­ma­tyczne wspo­mnie­nia, jed­nak sta­nowi to za­bu­rze­nie nor­mal­nego pro­cesu kre­acji snu (wró­cimy do tych sy­tu­acji w dal­szej czę­ści książki).

Choć ob­ser­wo­wane przez nas w la­bo­ra­to­rium sny są bar­dzo zróż­ni­co­wane, mają kilka po­wra­ca­ją­cych cech, które po­ja­wiają się u bar­dzo róż­nych osób, co wska­zuje na obec­ność pew­nej struk­tu­ral­nej pre­sji kształ­tu­ją­cej nar­ra­cję snu. Sce­ne­ria snów w la­bo­ra­to­rium obej­muje czę­sto per­so­nel ba­daw­czy, wy­stę­pu­jący ra­zem z in­nymi po­sta­ciami, zwłasz­cza przy­ja­ciółmi i krew­nymi, któ­rzy biorą udział w fik­cyj­nych epi­zo­dach spo­łecz­nych roz­gry­wa­ją­cych się w la­bo­ra­to­rium. W ma­rze­niach sen­nych pra­wie za­wsze mamy do czy­nie­nia z ja­kimś wąt­kiem mię­dzy­oso­bo­wym. W snach w domu sy­tu­acje spo­łeczne są zgła­szane w 80 pro­cen­tach ra­por­tów; 25 pro­cent śnio­nych po­staci sta­no­wią człon­ko­wie ro­dziny, a od 20 do 40 pro­cent zna­jomi. W ba­da­niach pro­wa­dzo­nych w la­bo­ra­to­rium per­so­nel po­ja­wiał się w po­nad po­ło­wie snów po­wią­za­nych z pra­cow­nią - a mowa prze­cież o prak­tycz­nie ob­cych lu­dziach, któ­rych uczest­nicy eks­pe­ry­mentu do­piero co po­znali. Pro­wa­dzi to nas do pierw­szego za­sad­ni­czego skład­nika szkie­letu ma­rze­nia sen­nego: sny sys­te­ma­tycz­nie mają na­turę spo­łeczną i mo­bi­li­zują śpią­cych do po­now­nego wcho­dze­nia w kon­takt z ludźmi (w tym ob­cymi), któ­rzy są obecni w ich ży­ciu na ja­wie.

Ten rys spo­łeczny sta­nowi su­ge­stywną pod­po­wiedź na te­mat jed­nej z funk­cji ma­rzeń sen­nych: śnie­nie sy­tu­acji spo­łecz­nych mo­gło wy­ewo­lu­ować w celu wspar­cia na­szego roz­woju jako ga­tunku spo­łecz­nego3. To, że sny są wy­biór­czo spo­łeczne, czyli za­wie­rają nad­re­pre­zen­ta­cję pew­nych ele­men­tów z ży­cia spo­łecz­nego na ja­wie, może słu­żyć wzmac­nia­niu w ciągu nocy umie­jęt­no­ści in­ter­per­so­nal­nych, na przy­kład po­zwa­la­jąc na te­sto­wa­nie we śnie róż­nych in­te­rak­cji i ich po­ten­cjal­nych na­stępstw.

Oczy­wi­ście wi­zyta w la­bo­ra­to­rium snu nie na­leży do ty­po­wych sy­tu­acji spo­łecz­nych. Spa­nie w ta­kim miej­scu jest zda­rze­niem wy­jąt­kowo in­ge­ru­ją­cym w in­tym­ność, pod­czas któ­rego eks­pe­ry­men­ta­tor ob­ser­wuje śpiącą osobę i re­je­struje jej sny. Nie po­winno więc dzi­wić, że lu­dziom śni się m.in. by­cie ob­ser­wo­wa­nym oraz chęć spro­sta­nia ocze­ki­wa­niom eks­pe­ry­men­ta­tora. Łą­czy się to z dru­gim aspek­tem kre­owa­nia snów: mają one na­turę wy­ko­naw­czą, kry­sta­li­zują się wo­kół ćwi­cze­nia róż­nych umie­jęt­no­ści lub wo­kół kwe­stii osią­gnięć. W snach w la­bo­ra­to­rium czę­sto prze­wija się pod­sta­wowe za­le­ce­nie, by do­brze spać i za­pa­mię­ty­wać ma­rze­nia senne, wraz z in­nymi za­da­niami na­le­żą­cymi do da­nego eks­pe­ry­mentu. Oto, co przy­śniło się pew­nej oso­bie:

Była ze mną matka, szli­śmy ko­ry­ta­rzem do po­miesz­cze­nia te­sto­wego. [Eks­pe­ry­men­ta­torka] umo­co­wała mi elek­trody na gło­wie, aby sny za­pi­sy­wały się od razu na kartce. Prze­sze­dłem ko­ry­ta­rzem na na­stępny test (...) chcie­li­śmy mieć to już za sobą i wyjść z la­bo­ra­to­rium.

I inna re­la­cja:

Pró­bo­wa­łam usnąć, ale nie bar­dzo mi się to uda­wało, bo mo­jego łóżka w za­sa­dzie nic nie od­gra­dzało od ba­da­czy (...) w pew­nym mo­men­cie zna­la­zło się ono cał­kiem na ze­wnątrz. Mó­wiąc o mo­ich fa­lach mó­zgo­wych, na­ukowcy na­zy­wali je "wzor­cem Dan­tego".

Choć nie ma ni­czego ta­kiego jak wzo­rzec Dan­tego, ten ostatni sen z usil­nymi pró­bami za­śnię­cia i po­ko­na­nia róż­nych prze­szkód sta­ją­cych na dro­dze do do­brego spi­sa­nia się w roli uczest­nika eks­pe­ry­mentu jest bar­dzo po­wszechny w la­bo­ra­to­riach. Wy­gląda na to, że na ja­wie za­pa­mię­tu­jemy pewne wy­zwa­nia czy za­da­nia i po uśnię­ciu po­dej­mu­jemy sy­mu­lo­waną próbę re­ali­za­cji wy­zna­czo­nego celu. Ma­rze­nie senne ma czę­sto cha­rak­ter po­wta­rzalny, fa­buła za­pę­tla się. Wspo­mniana osoba wie­lo­krot­nie stara się usnąć, ale za każ­dym ra­zem coś jej w tym prze­szka­dza. Wy­ko­nuje te­sty zwią­zane z eks­pe­ry­men­tem, ale po skoń­cze­niu jed­nego po­ja­wia się ko­lejny.

Rów­nież w snach do­ku­men­to­wa­nych w domu ob­ser­wuje się po­dobne wątki nie­usta­ją­cego po­dej­mo­wa­nia prób (czę­sto nie­uda­nych) osią­gnię­cia ja­kie­goś celu, na przy­kład zła­pa­nia au­to­busu czy zdą­że­nia na lot­ni­sko albo nie­przy­go­to­wa­nie czy spóź­nie­nie się na eg­za­min. Wy­daje się, że są to sny z okre­ślo­nym ce­lem i po­dob­nie jak w la­bo­ra­to­rium za­pewne cho­dzi w nich bar­dziej o sam prze­bieg dzia­ła­nia niż o osią­gany re­zul­tat - sed­nem tych snów jest pro­ces, nie efekt.

Ba­da­nia na­ukowe, a chyba rów­nież zdrowy roz­są­dek, mó­wią nam, że ma­rze­nia senne wy­kra­czają poza pro­ste od­zwier­cie­dla­nie po­żą­da­nych ce­lów i umoż­li­wiają nam nocne ćwi­cze­nie się w sto­so­wa­niu war­to­ścio­wych umie­jęt­no­ści, a ich po­wta­rzal­ność może być klu­czowa dla ucze­nia się. We śnie mo­żemy ćwi­czyć ko­rzy­sta­nie ze śnio­nego ciała, ma­ni­pu­lo­wać śnio­nymi przed­mio­tami i po­ru­szać się po śnio­nych świa­tach. Na przy­kład spor­tow­com i mu­zy­kom śni się tre­no­wa­nie ich dys­cy­pliny sportu czy gra na in­stru­men­cie, nie­kiedy w wa­run­kach wiel­kiej pre­sji.

Je­żeli można się su­ge­ro­wać przy­pad­kami z na­szego la­bo­ra­to­rium, inną po­wszech­nie ćwi­czoną w snach umie­jęt­ność wi­dać w tym, że wiele z nich ma na­turę eks­plo­ra­cyjną - roz­glą­damy się, prze­szu­ku­jemy, tro­pimy coś na roz­wi­ja­ją­cej się przed nami ma­pie świata. Weźmy na­stę­pu­jący przy­kład:

Do po­miesz­cze­nia wszedł eks­pe­ry­men­ta­tor, za­pa­lił świa­tło i przy­szła jesz­cze inna osoba po­roz­ma­wiać ze mną. Za­le­żało jej na lu­dziach świa­do­mych we śnie. W sy­pialni były dru­gie drzwi, a za nimi ko­ry­tarz. Na jego końcu stali w ja­kimś po­koju lu­dzie w bia­łych far­tu­chach.

I inny sen:

Do sy­pialni wcho­dzi eks­pe­ry­men­ta­torka. Wi­dzę, że na­prze­ciw mnie, w miej­scu, gdzie po­winna być ściana, znaj­dują się drzwi. Otwiera je Jim z se­rialu Biuro. Za drzwiami wi­dzę krótki ko­ry­ta­rzyk i jesz­cze jedne drzwi. Jim mówi mi, że mogę wstać.

W tych przy­kła­dach śniące osoby wy­obra­żają so­bie, że bu­dzą się w la­bo­ra­to­rium i wi­dzą co­raz bar­dziej roz­ra­sta­jące się wo­kół nich oto­cze­nie. Wy­daje się, jakby sen po­wo­ły­wał do ist­nie­nia świat, który pącz­kuje wo­kół nas prze­strzen­nie i tem­po­ral­nie, ni­czym zmarszczki roz­cho­dzące się w prze­strzeni i cza­sie. Nie­któ­rym śni się na­wet droga po­wrotna z pra­cowni do domu - przej­ście przez szpi­talne ko­ry­ta­rze i prze­mie­rze­nie ulic w mie­ście. Sny te opie­rają się na zdol­no­ści przy­po­mi­na­nia so­bie nie­daw­nych fak­tów, w tym tego, gdzie się znaj­du­jemy i co ro­bimy, oraz rzu­to­wa­nia sie­bie w po­ten­cjalną bli­ską przy­szłość, co sta­nowi formę przy­pra­wio­nego odro­biną ab­surdu men­tal­nego po­dró­żo­wa­nia w cza­sie.

Choć nie­któ­rzy na­ukowcy nie­bez­pod­staw­nie twier­dzą, że sny zbie­rane w la­bo­ra­to­rium mogą nie być re­pre­zen­ta­tywne dla snów na­tu­ral­nych - i róż­nią się od tych zbie­ra­nych w do­mach - moim zda­niem mają jed­nak war­tość in­for­ma­cyjną i są uży­teczne, po­ma­gają bo­wiem wy­kryć klu­czowe ele­menty szkie­letu, na ja­kim wznosi się śniony świat. W ma­rze­niach sen­nych zbie­ra­nych w do­mach oraz po­zna­wa­nych dzięki ba­da­niom son­da­żo­wym od­zwier­cie­dlają się po­dobne wątki do re­la­cjo­no­wa­nych w la­bo­ra­to­rium, zwią­zane z sy­mu­la­cją spo­łeczną, ćwi­cze­niem róż­nych umie­jęt­no­ści, pe­ne­tro­wa­niem śro­do­wi­ska oraz od­wo­ła­niami do niego i do ak­tu­al­nie za­przą­ta­ją­cych nas spraw.

Ko­lej­nym ele­men­tem tej ukła­danki - je­śli można tak okre­ślić struk­turę snów - są "ty­powe" śnione wątki4. Cho­dzi o sym­bo­likę czy fa­buły snów, które po­ja­wiają się wie­lo­krot­nie i bar­dzo po­wszech­nie w ca­łej po­pu­la­cji, w tym u przed­sta­wi­cieli róż­nych kul­tur i u osób w roz­ma­itym wieku. Z pew­no­ścią czy­tel­nicy też do­świad­czyli jed­nego lub wię­cej z tych ty­po­wych snów. Do 70 pro­cent osób do­nosi o wy­stę­po­wa­niu w ich snach naj­bar­dziej ty­po­wych wąt­ków, ta­kich jak ucie­ka­nie, spa­da­nie lub wie­lo­krotne po­dej­mo­wa­nie prób zro­bie­nia cze­goś. W ba­da­niach an­kie­to­wych wy­kryto po­nad czter­dzie­ści ta­kich mo­ty­wów, a wiele z nich sta­nowi po­sze­rzone wer­sje sche­ma­tów zi­den­ty­fi­ko­wa­nych w la­bo­ra­to­riach.

Tak na przy­kład spo­łeczny pro­fil snu ujaw­nia się w ty­po­wych wąt­kach ucieczki i by­cia go­nio­nym, w mę­czą­cych snach o nie­wier­no­ści lub w przy­jem­nych snach ero­tycz­nych oraz w czę­ściowo spo­łecz­nych snach, w któ­rych wy­czu­wamy bli­żej nie­okre­śloną obec­ność w po­miesz­cze­niu. Inne ty­powe sny spo­łeczne wiążą się z sy­tu­acjami skrę­po­wa­nia czy za­wsty­dze­nia. Wy­daje się to wspól­nym mo­ty­wem w snach, w któ­rych oka­zu­jemy się nie­sto­sow­nie ubrani lub nadzy, co przy­po­mina sny z la­bo­ra­to­rium o pod­le­ga­niu ob­ser­wa­cji ze strony eks­pe­ry­men­ta­to­rów, któ­rzy za­glą­dają do sy­pialni albo re­je­strują ukryte my­śli śpią­cych.

Jesz­cze inne ty­powe wątki senne mają cha­rak­ter bar­dziej po­zy­tywny i eks­plo­ra­cyjny, na przy­kład do­ty­czą zna­le­zie­nia pie­nię­dzy lub - pry­wat­nie mój fa­wo­ryt - od­kry­wa­nia no­wych po­miesz­czeń i ko­ry­ta­rzy we wła­snym domu. Nie­kiedy taki sen roz­grywa się z fan­ta­zyj­nym roz­ma­chem i otwie­rają się ma­giczne drzwi do in­nego świata. Kiedy in­dziej jest zwy­czaj­niej­szy i po pro­stu do­strze­gamy nowy scho­wek w holu albo prak­tyczną zmy­warkę w kuchni (bar­dzo miły sen!). Wątki te są po­dobne do snów w la­bo­ra­to­rium, w któ­rych przed oczami lu­dzi cho­dzą­cych po te­re­nie szpi­tala nie­ocze­ki­wa­nie wy­ra­stają ko­lejne okna, drzwi i ko­ry­ta­rze. Wy­gląda na to, że śniony świat nie ma z góry usta­lo­nej to­po­gra­fii, tylko jest na bie­żąco kre­owany w miej­scach, w które za­pusz­cza się śpiąca osoba i w któ­rych otwie­rają się przed nią nowe prze­strze­nie, za­chę­ca­jące do dal­szego pe­ne­tro­wa­nia oto­cze­nia.

Tego ro­dzaju sny na­zy­wamy ty­po­wymi ze względu na czę­stość po­ja­wia­nia się ich w ca­łej po­pu­la­cji, nie­mniej wy­daje się, że każ­demu z nas śni się tylko pe­wien ze­staw tych wąt­ków, do­sto­so­wany do in­dy­wi­du­al­nej sy­tu­acji. Jed­nej oso­bie wie­lo­krotne śnią się spo­łeczne sceny za­wsty­dze­nia, na przy­kład po­ja­wia­nia się nago przed ludźmi. Dla in­nej ty­powe mogą być sny o nie­uda­nych pró­bach, bez­sku­tecz­nie po­na­wia­nych po­dej­ściach do osią­gnię­cia ja­kie­goś celu. Sny ta­kie mogą mieć na­turę na­wra­ca­jącą i śnić się wiele razy w cza­sie róż­nych nocy oraz in­ten­sy­fi­ko­wać się w okre­sach stresu. Po­wta­rza­jące się sny tego ro­dzaju, zgła­szane aż przez 75 pro­cent do­ro­słych, mogą się za­czy­nać w mło­dym wieku i utrzy­my­wać przez resztę ży­cia. By dać przy­kład: ty­powy sen o spóź­nie­niu się na eg­za­min czę­sto za­czyna się w la­tach szkol­nych, gdy stale to­wa­rzy­szą nam silne stresy zwią­zane z na­uką, lecz wą­tek ten może się też prze­wi­jać w póź­niej­szym ży­ciu, po­wiedzmy, przed ważną pre­zen­ta­cją w pracy lub roz­mową kwa­li­fi­ka­cyjną. Co prawda oko­licz­no­ści są inne, ale stre­su­jąca pre­sja, by do­brze wy­paść, uru­cha­mia znany sce­na­riusz snu.

Na­wra­ca­jące sny wy­stę­pują u wiel­kiej liczby osób, wy­daje się jed­nak, że są bar­dziej pa­to­lo­giczne od ty­po­wych snów. Bę­dziemy do nich jesz­cze na­wią­zy­wać, po­nie­waż mają one dużo wspól­nego z kosz­ma­rami.

Wra­ca­jąc do ty­po­wych ma­rzeń sen­nych, w ich uni­wer­sal­nych wąt­kach ujaw­niają się pewne sys­te­ma­tyczne ten­den­cje for­mo­wa­nia snów u wielu lu­dzi. Po­dob­nie jak w snach w la­bo­ra­to­rium uka­zuje się w nich świat bu­do­wany we­dług kilku nie­przy­pad­ko­wych sche­ma­tów z na­ci­skiem na to, by ma­rze­nia senne za­peł­niały się po­sta­ciami, z któ­rymi mo­żemy wcho­dzić w in­te­rak­cje, za­da­niami do wy­ko­na­nia i prze­strze­niami do pe­ne­tro­wa­nia. Wątki te po­ka­zują ist­nie­nie swo­istego struk­tu­ral­nego fun­da­mentu kre­owa­nia się snów oraz udzie­lają pod­po­wie­dzi co do funk­cji sa­mego śnie­nia, o czym da­lej bę­dzie mowa. In­te­re­su­jącą ce­chą ty­po­wych snów jest to, że po­ja­wiają się w roz­ma­itych kul­tu­rach i u osób w róż­nym wieku, a jed­no­cze­śnie czę­sto nie przed­sta­wiają ty­po­wych do­świad­czeń z ży­cia na ja­wie. Kie­dyż to od­kry­li­śmy ostat­nio ja­kiś nowy po­kój w swoim miesz­ka­niu, swo­bod­nie spa­da­li­śmy czy szy­bo­wa­li­śmy w po­wie­trzu albo sta­nę­li­śmy bez ubra­nia przed salą pełną lu­dzi? Mimo to znaczna liczba osób miewa ta­kie sny, i to wiele razy.

Co to nam mówi o po­wsta­wa­niu świata ma­rzeń sen­nych? W przy­padku bar­dziej sur­re­al­nych wąt­ków, które wy­dają się da­le­kie od ży­cia na ja­wie, trudno twier­dzić, że od­gry­wają rolę we wzmac­nia­niu okre­ślo­nych umie­jęt­no­ści lub sta­no­wią uży­teczne ćwi­cze­nie spo­łeczne. Aby nieco le­piej zro­zu­mieć nie­które nie­zwy­kłe czy nie­spo­dzie­wane mo­tywy senne, ta­kie jak wy­pa­da­nie zę­bów albo trud­no­ści ze zna­le­zie­niem to­a­lety, mu­simy przyj­rzeć się ko­lej­nemu źró­dłu po­wsta­wa­nia snów: sa­memu ciału.

Współ­two­rze­nie snów przez ciało

Nie na­leży do rzad­ko­ści, że po prze­bu­dze­niu się zda­jemy so­bie sprawę, że do na­szego snu wnik­nęły pewne skład­niki po­cho­dzące z oto­cze­nia: szcze­ka­nie psa, dźwięk alarmu roz­le­ga­ją­cego się w sa­mo­cho­dzie pod do­mem, świer­got pta­ków - wszystko to włą­czone w od­głosy i sce­ne­rię śnio­nego świata, gdy mózg nie chce ustą­pić i dać się obu­dzić. Rzecz ja­sna, kiedy bo­dziec jest do­sta­tecz­nie silny, po­wo­duje prze­bu­dze­nie (to zresztą ele­men­tarna funk­cja bu­dzika). Ale po­mi­ja­jąc te po­ranne za­kłó­ce­nia, więk­szość z nas trak­tuje sen jako czas, w któ­rym po­zo­sta­jemy od­cięci od świata fi­zycz­nego, za­mknięci w swoim umy­śle i od­izo­lo­wani od czu­ją­cego ciała.

W rze­czy­wi­sto­ści sny nie są aż tak bar­dzo od­izo­lo­wane ani od ciała, ani od zmy­sło­wego kon­taktu ze świa­tem. Stru­mień in­for­ma­cji pły­ną­cych przez na­sze zmy­sły nie urywa się i nie­kiedy zo­staje zmyśl­nie wpro­wa­dzony do snów.

Za­pewne naj­czę­ściej za­uważa się we śnie ak­tyw­ność or­ga­ni­zmu wtedy, gdy jest naj­mniej po­żą­dana: ko­niecz­ność od­da­nia mo­czu, nie­zdol­ność ode­zwa­nia się czy po­ru­sze­nia, zgrzy­ta­nie zę­bami albo dzwo­nie­nie w uszach, które wdziera się pod cie­płą koł­derkę snu. Skrajny przy­kład sta­nowi pa­ra­liż senny, pod­czas któ­rego nie mo­żemy się ode­zwać ani drgnąć przez krótki czas przed peł­nym roz­bu­dze­niem się, czemu czę­sto to­wa­rzy­szą na­pa­wa­jące lę­kiem sny. Pa­mię­tam, kiedy pierw­szy raz do­zna­łam ta­kiego pa­ra­liżu. Było to w mo­ich la­tach li­ce­al­nych. Wcze­snym ran­kiem pew­nego dnia przed pój­ściem do szkoły obu­dzi­łam się z prze­ra­ża­jącą świa­do­mo­ścią, że całe moje ciało jest kom­plet­nie bez­władne. Si­li­łam się, by otwo­rzyć oczy i na­wet pró­bo­wa­łam krzyk­nąć, ale nie by­łam w sta­nie na­piąć mię­śni ani wy­dać żad­nego dźwięku. Nie mia­łam po­ję­cia, co się dzieje. W pa­nice doj­rza­łam ja­kąś za­ma­zaną po­stać przy drzwiach sy­pialni, która po­woli zbli­żała się do mnie. My­śla­łam, że za­raz umrę. A po­tem na­gle moje oczy się otwo­rzyły i zo­ba­czy­łam pu­sty po­kój roz­świe­tlony pro­mie­niami słońca. Z tru­dem ła­pa­łam od­dech, ciężko dy­sząc zdez­o­rien­to­wana i prze­stra­szona.

Przez całe lata re­gu­lar­nie do­zna­wa­łam pa­ra­liżu sen­nego i był to pier­wotny po­wód, z któ­rego za­in­te­re­so­wa­łam się ba­da­niami snu na stu­diach. Z ulgą do­wie­dzia­łam się, że zja­wi­sko to ani nie jest groźne, ani nie na­leży do rzad­ko­ści (co naj­mniej je­den raz w ży­ciu do­świad­cza go za­pewne do 40 pro­cent lu­dzi). Są to resztki na­tu­ral­nego bez­władu mię­śni, do ja­kiego do­cho­dzi w fa­zie REM. Choć w pierw­szej chwili może się to wy­da­wać dziwne, że ciało jest fi­zycz­nie spa­ra­li­żo­wane w tej fa­zie snu, służy to funk­cjo­nal­nemu ce­lowi: po­wstrzy­muje ciało przed fi­zycz­nym od­gry­wa­niem tre­ści snu. Po­czu­cie tego pa­ra­liżu cza­sem prze­nika jed­nak do ma­rze­nia sen­nego, szcze­gól­nie w mo­men­tach gra­nicz­nych na progu jawy, a do­świad­cze­nie to bywa od­bie­rane w skali od nie­po­ko­ją­cego do głę­boko za­trwa­ża­ją­cego.

Pa­ra­liż senny jest przy­kła­dem eks­tre­mal­nym, ale w rze­czy­wi­sto­ści ciało czę­sto od­grywa rolę w śnie­niu, tylko że z re­guły nie po­strze­gamy tego w tych ka­te­go­riach. Na wiele spo­so­bów or­ga­nizm fi­zycz­nie do­znaje tego, co dzieje się w ma­rze­niu sen­nym, i vice versa - sen re­aguje na to, co dzieje się w ciele. In­nymi słowy, sny nie są wy­twa­rzane wy­łącz­nie przez mózg, lecz roz­wi­jają się w kon­tek­ście wy­miany in­for­ma­cji ze śpią­cym cia­łem.

Pierw­szym po­zna­nym ko­re­la­tem śnie­nia były szyb­kie ru­chy ga­łek ocznych, od­kryte w 1953 roku i de­fi­niu­jące od tam­tej pory fazę REM (ra­pid eye mo­ve­ments) snu5. Gdy bu­dzono lu­dzi w okre­sach ce­chu­ją­cych się "gwał­tow­nymi, sko­ko­wymi, dwu­ocz­nie sy­me­trycz­nymi" ru­chami ga­łek ocznych, w 74 pro­cen­tach ra­zów zgła­szali oni do­świad­cza­nie wy­ra­zi­stych, wzro­ko­wych snów. Od­kry­cie to spo­wo­do­wało la­winę ba­dań nad ma­rze­niami sen­nymi (choć od tam­tego czasu usta­li­li­śmy, że ma­rze­nia wy­stę­pują też w in­nych sta­diach snu) oraz za­po­cząt­ko­wało utrzy­mu­jącą się do dziś ten­den­cję, by dą­żyć do po­wią­za­nia obiek­tyw­nych wskaź­ni­ków - ta­kich jak ak­tyw­ność or­ga­ni­zmu i mó­zgu - z psy­chicz­nym do­świad­cze­niem śnie­nia.

Czy te szyb­kie ru­chy ga­łek ocznych mogą ujaw­niać fak­tyczną ak­tyw­ność wzro­kową pod­czas snu? Ewen­tu­al­ność ta znana jest dziś pod na­zwą hi­po­tezy roz­glą­da­nia się (scan­ning hy­po­the­sis) i w nie­któ­rych eks­pe­ry­men­tach ze­brano prze­ma­wia­jące za nią świa­dec­twa, gdy szyb­kie ru­chy ga­łek ocznych oka­zy­wały się zbieżne z opi­sami wi­zu­al­nej war­stwy snu, na przy­kład przy­śnie­nie się me­czu te­ni­so­wego oraz po­wta­rza­jące się ru­chy oczu w prawo i lewo. Choć po­ja­wiają się nie­spój­no­ści mię­dzy ru­chami ga­łek ocznych a śnioną tre­ścią wi­zu­alną, prze­ło­mowe ba­da­nia nad snami z za­cho­wa­niem przy­tom­no­ści umy­sło­wej do­wio­dły wy­stę­po­wa­nia pew­nej ko­re­spon­den­cji. Pod ko­niec lat sie­dem­dzie­sią­tych XX wieku Ste­phen La­Berge i Ke­ith He­arne nie­za­leż­nie wy­ka­zali, że osoby śniące przy­tom­nie mogą ce­lowo wy­ko­ny­wać we śnie po­wta­rzalne zwroty w lewo i w prawo oczami, co skut­kuje od­po­wied­nimi ru­chami ga­łek ocznych w śpią­cym ciele6. Po­ka­zało to, że śpiący czło­wiek może spra­wo­wać kon­trolę nad swoim cia­łem fi­zycz­nym, ko­rzy­sta­jąc z ru­chów wy­ko­ny­wa­nych w ma­rze­niu sen­nym. W na­stęp­nych la­tach śla­dem tym po­szło wiele in­nych ba­dań, które ujaw­niły, że osoby śniące przy­tom­nie są w sta­nie kon­tro­lo­wać roz­ma­ite czę­ści ciała, na przy­kład za­ci­skać pięść we śnie, co skut­kuje jed­no­cze­snymi drgnię­ciami mię­śni przed­ra­mie­nia, a także kon­tro­lo­wać od­dy­cha­nie we śnie, co zmie­nia od­dy­cha­nie i ru­chy brzu­cha w śpią­cym ciele.

Wy­daje się, że na­wet w przy­padku snów, w któ­rych czło­wiek nie za­cho­wuje przy­tom­no­ści umy­sło­wej, ich treść prze­ja­wia się fi­zycz­nie w ciele. Wia­domo na przy­kład, że w fa­zie REM za­cho­dzą nie­re­gu­larne fluk­tu­acje od­de­chu, tempa pracy serca oraz ak­tyw­no­ści mię­śnio­wej, i mogą one ko­re­spon­do­wać z psy­chicz­nym do­świad­cze­niem śnie­nia. Uczest­ni­kowi pew­nego ba­da­nia śniło się, że pły­nie żabką, a wy­ko­ny­wane w tym cza­sie po­miary po­ka­zały, że wie­lo­krot­nie wstrzy­my­wał od­dech, a po­tem wy­dy­chał po­wie­trze ana­lo­gicz­nie do tego, jak pły­wak chowa głowę pod wodę i się z niej wy­nu­rza. Rów­nież w przy­padku kosz­ma­rów czę­sto wy­stę­pują silne po­wią­za­nia z cia­łem. Przez kilka mi­nut przed prze­bu­dze­niem się więk­szość osób ma przy­spie­szone tętno i od­dech, tak jakby śpiący or­ga­nizm do­zna­wał fi­zycz­nego ob­cią­że­nia. Ma to kon­se­kwen­cje zdro­wotne u lu­dzi, któ­rym wie­lo­krot­nie śnią się kosz­mary, ta­kich jak pa­cjenci z za­bu­rze­niem stre­so­wym po­ura­zo­wym (post-trau­ma­tic stress di­sor­der, PTSD), u któ­rych psy­chiczne i fi­zyczne aspekty urazu od­ży­wają pod­czas snu.

Ewi­dent­nie wi­dać pe­wien zwią­zek mię­dzy tym, co wy­obra­żamy so­bie we śnie, a tym, jak ciało re­aguje na śnione do­świad­cze­nia czy je od­zwier­cie­dla. W jaki jed­nak spo­sób śniący umysł na­wią­zuje łącz­ność ze śpią­cym cia­łem? I ja­kie wnio­ski wy­ni­kają z ist­nie­nia tego szlaku ko­mu­ni­ka­cyj­nego?

Przede wszyst­kim warto przyj­rzeć się obec­nej w mó­zgu ma­pie ciała, to zna­czy sys­te­ma­tycz­nemu przy­po­rząd­ko­wa­niu pew­nych neu­ro­nów czu­cio­wych i ru­cho­wych w mó­zgu okre­ślo­nym czę­ściom ciała. Wy­daje się, że ta neu­ro­nowa mapa leży u pod­staw wy­ra­zi­stych wy­obra­żeń czu­ciowo-ru­cho­wych (wy­obra­ża­nych do­znań wzro­ko­wych, do­ty­ko­wych, słu­cho­wych, wę­cho­wych i sma­ko­wych oraz ru­chów ciała) we śnie. Ba­da­nia wy­ko­ny­wane me­todą funk­cjo­nal­nego re­zo­nansu ma­gne­tycz­nego pod­czas przy­tom­nych snów uka­zały, że kiedy czło­wiek za­ci­ska we śnie pięść, ob­ser­wuje się ak­tyw­ność tych sa­mych re­jo­nów czu­ciowo-ru­cho­wych mó­zgu co wtedy, gdy wy­ko­nuje tę czyn­ność na ja­wie, a pod­czas spa­nia ko­re­spon­duje to jed­no­cze­śnie z re­al­nymi drgnię­ciami mię­śni przed­ra­mie­nia. Psy­chika, mózg i ciało są wza­jem­nie po­łą­czone. Taką samą pra­wi­dło­wość ob­ser­wuje się w od­nie­sie­niu do in­nych form per­cep­cji, na przy­kład oglą­da­nia twa­rzy, sły­sze­nia mowy czy po­strze­ga­nia scen prze­strzen­nych - wszyst­kie te sy­tu­acje wiążą się ze spe­cy­ficz­nymi wzor­cami ak­tyw­no­ści czu­ciowo-ru­cho­wej w mó­zgu, ja­kie za­cho­dzą na ja­wie, i po­dobne wzorce wy­krywa się w trak­cie śnie­nia.

Wy­ra­zi­ste wra­że­nia czu­ciowe i ru­chowe w snach - do­świad­cze­nia cho­dze­nia, po­ru­sza­nia się, fru­wa­nia, spa­da­nia, walki, po­szu­ki­wa­nia i inne - po­cho­dzą z kory czu­ciowo-ru­cho­wej. Warto tu od­no­to­wać, że pod wzglę­dem per­cep­cyj­nym sny ce­chują się naj­sil­niej­szym ak­cen­to­wa­niem wy­obra­żeń wzro­ko­wych, po któ­rych idą słu­chowe i ru­chowe, a w mniej­szym stop­niu za­pa­chowe i sma­kowe - choć bywa to zróż­ni­co­wane w okre­ślo­nych po­pu­la­cjach, na przy­kład osoby nie­sły­szące i nie­wi­dzące in­ten­syw­niej do­świad­czają w snach za­pa­chów i sma­ków. Z dal­szej czę­ści książki do­wiemy się wię­cej o tych wa­rian­tach.

Nie­kiedy ru­chowe wy­obra­że­nia senne wiążą się z re­al­nymi ru­chami ciała po­mimo za­sad­ni­czego pa­ra­liżu mię­śni w fa­zie REM. W przy­padku ta­kich za­cho­wań lu­dzie fi­zycz­nie od­gry­wają treść ma­rzeń sen­nych, czę­sto pod­czas szcze­gól­nie emo­cjo­nu­ją­cych snów, ta­kich jak kosz­mary czy sny zwią­zane z ża­łobą, a na­wet ero­tyczne. Do po­wszech­nych za­cho­wań na­leżą wtedy mó­wie­nie przez sen, płacz, uśmie­cha­nie się, wy­bu­chy śmie­chu oraz wy­ra­ża­nie stra­chu czy za­cho­wa­nia obronne. Fa­scy­nu­jącą sprawą jest to, że ta­kie za­cho­wa­nia mogą od­zwier­cie­dlać mowę oraz czyny za­równo śnio­nego ja, jak i in­nej po­staci ze snu. Je­żeli na przy­kład śni się nam, że fru­niemy, by umknąć przed zło­wrogo re­cho­czącą cza­row­nicą, mo­żemy się obu­dzić drżący ze stra­chu albo śmie­jący się na głos jak owa cza­row­nica. Po­ka­zuje to wy­stę­pu­jące w snach zja­wi­sko, które rzadko so­bie uświa­da­miamy, mia­no­wi­cie że wszyst­kie śnione po­sta­cie - twoje śnione ja, zna­jomy czy krewny, obcy czło­wiek, ulu­biony zwie­rzak, du­chowy prze­wod­nik - są jed­no­cze­śnie wy­twa­rzane przez nasz umysł. Pod­czas do­świad­cza­nia przez nas snu z per­spek­tywy pierw­szo­oso­bo­wej śpiący mózg wy­cza­ro­wuje rów­nież tamte po­sta­cie łącz­nie z ich my­ślami, uczu­ciami, dzia­ła­niami i gło­sami. Cza­sem ob­da­rza na­wet po­szcze­gólne osoby róż­nymi ję­zy­kami czy ak­cen­tami.

Ta zdol­ność mó­zgu do zor­kie­stro­wa­nia za­cho­wań i emo­cji wszyst­kich śnio­nych bo­ha­te­rów jest godna naj­wyż­szego po­dziwu. Jak umysł ra­dzi so­bie z ko­or­dy­na­cją tak zróż­ni­co­wa­nej ob­sady ak­tor­skiej snu?

Nie­któ­rzy na­ukowcy upa­trują po­ten­cjal­nego pro­du­centa i re­ży­sera śnio­nych po­staci w ukła­dzie neu­ro­nów lu­strza­nych. Z ba­dań ob­ra­zo­wych mó­zgu wy­nika, że układ ten jest ak­tywny za­równo w trak­cie, gdy wy­ko­nu­jemy okre­śloną czyn­ność (na przy­kład bie­rzemy do ręki ku­bek), jak i pod­czas ob­ser­wo­wa­nia tej czyn­no­ści wy­ko­ny­wa­nej przez inną osobę (po­wiedzmy, pod­no­sze­nia kubka przez ko­legę). Po­nadto tę samą ak­tyw­ność mó­zgu re­je­struje się, kiedy tylko wy­obra­żamy so­bie wy­ko­ny­wa­nie tej czyn­no­ści przez sie­bie lub ko­goś in­nego. Ta­kie od­zwier­cie­dla­nie dzia­łań i eks­pre­sji in­nych lu­dzi po­maga nam na­śla­do­wać na ja­wie i ro­zu­mieć ich za­cho­wa­nia oraz emo­cje. Na po­dob­nej za­sa­dzie układ neu­ro­nów lu­strza­nych może od­po­wia­dać za sy­mu­lo­wa­nie czyn­no­ści i emo­cji róż­nych po­staci w snach.

Ar­gu­menty prze­ma­wia­jące za tą kon­cep­cją po­cho­dzą z ana­liz za­cho­wań lu­strza­nych, czyli be­ha­wio­ral­nych prze­ja­wów ak­tyw­no­ści neu­ro­nów lu­strza­nych, ta­kich jak za­raź­liwy płacz albo śmiech (roz­pła­ka­nie się lub ro­ze­śmia­nie, gdy wi­dzimy pła­czące czy śmie­jące się osoby) oraz inne formy mi­mi­kry, na przy­kład przy­bie­ra­nie po­dob­nej po­stawy ciała czy wy­razu twa­rzy jak roz­mówca. W ba­da­niach snów oka­zało się, że lu­dzie wy­ka­zu­jący wię­cej za­cho­wań lu­strza­nych na ja­wie czę­ściej fi­zycz­nie od­gry­wają ma­rze­nia senne pod­czas spa­nia, na przy­kład osoby, które ła­two roz­pła­kują się na wi­dok pła­czu in­nych, czę­ściej bu­dzą się we łzach. To samo do­ty­czy uśmie­cha­nia się i śmia­nia.

Pod­su­mo­wu­jąc, być może kora czu­ciowo-ru­chowa i układ neu­ro­nów lu­strza­nych ste­rują dzia­ła­niami i emo­cjami na­szego śnio­nego ja i in­nych po­staci ma­rze­nia sen­nego w po­dobny spo­sób, jak dzia­łamy i wcho­dzimy w in­te­rak­cje z ludźmi na ja­wie.

O ile jest ja­sne, a może wręcz in­tu­icyj­nie zro­zu­miałe, że ciało może na­śla­do­wać czy prze­ja­wiać pewne dzia­ła­nia i emo­cje ze snów, o tyle jest też druga strona me­dalu, i to po­ten­cjal­nie na­wet bar­dziej in­te­re­su­jąca: ciało fi­zyczne bywa źró­dłem wy­obra­żeń sen­nych.

Za­sta­na­wia­li­ście się kie­dyś nad śpią­cym ko­cia­kiem albo nie­mow­lę­ciem, pa­trząc na drgnie­nia rą­czek albo wi­bry­sów, które wy­glą­dają na po­chodne ak­tyw­no­ści sen­nej? Przez wiele lat na­ukowcy za­kła­dali, że te drgnie­nia są po pro­stu pro­duk­tem ubocz­nym ma­rzeń sen­nych, prze­dzie­ra­ją­cych się przez nie­cał­ko­wity pa­ra­liż w fa­zie REM. Dziś ist­nieją jed­nak do­wody na to, że drgnię­cia mię­śni sta­no­wią źró­dło śnio­nej ak­tyw­no­ści. Po­wo­dują one znaczne po­bu­dze­nie ob­sza­rów czu­cio­wych mó­zgu po­grą­żo­nego we śnie REM. Na przy­kład drgnie­nie w przed­ra­mie­niu wy­wo­łuje silne sy­gnały czu­ciowe w "przed­ra­mie­nio­wym" frag­men­cie mó­zgo­wej mapy ciała, tak jakby w koń­czy­nie po­ja­wiło się in­ten­sywne do­zna­nie. Ta mó­zgowa ak­ty­wa­cja jest znacz­nie więk­sza, niż ocze­ki­wa­łoby się w przy­padku tak drob­nego ru­chu; jest tak praw­do­po­dob­nie dla­tego, że skoro w fa­zie REM ciało po­zo­staje za­sad­ni­czo w bez­wła­dzie, te ma­lut­kie drgnie­nia sil­niej się uwy­dat­niają i mogą być do­kład­nie zlo­ka­li­zo­wane przez mózg7. Za­tem każ­dej nocy, gdy śpimy, drgnie­nia te po­zwa­lają mó­zgowi do­pre­cy­zo­wy­wać i po­now­nie ka­li­bro­wać szcze­gó­łową mapę róż­nych czę­ści ciała nie­mal na za­sa­dzie ha­sła i od­zewu: "Drgnie­nie w przed­ra­mie­niu? Aha, tu jest przed­ra­mię".

Są­dzi się, że to wła­śnie jest jedną z fun­da­men­tal­nych funk­cji fazy REM - uszcze­gó­ło­wia­nie i ak­tu­ali­zo­wa­nie mó­zgo­wej mapy ciała, tak by można było sku­tecz­nie uży­wać jej na ja­wie. Funk­cji tej mogą też słu­żyć ma­rze­nia senne, ka­li­bru­jące korę czu­ciowo-ru­chową, w miarę jak ma­new­ru­jemy swoim śnio­nym cia­łem, po­ru­sza­jąc się w im­mer­syj­nych, zmy­sło­wych świa­tach snu.

Skoro drgnie­nia wy­wo­łują wy­raźne sy­gnały czu­ciowe w móz­gu, czy mogą też wzbu­dzać silne do­zna­nia w snach? Z przy­kła­dami wpływu drgnień mię­śnio­wych na ma­rze­nia senne po­wszech­nie spo­ty­kamy się na sa­mym po­czątku snu, gdy tzw. zry­wa­niom przy­sen­nym (hyp­nic jerks) to­wa­rzy­szy wy­ra­zi­ste ob­ra­zo­wa­nie. Zja­wi­sko to po­lega na na­głym, kró­ciut­kim skur­czu mię­śni nogi czy tu­ło­wia w cza­sie za­sy­pia­nia, z czym czę­sto zbiega się wy­ol­brzy­mione wy­obra­że­nie senne, na przy­kład wi­zja spa­da­nia ze scho­dów. Wra­że­nie tego drgnie­nia roz­ra­sta się w śnią­cym umy­śle za­pewne dla­tego, że sy­gnał wy­daje się bar­dzo silny w ze­sta­wie­niu z bez­ru­chem reszty ciała. Choć to tylko spe­ku­la­cje, drgnie­nia mię­śniowe mogą być także od­po­wie­dzialne za in­try­gu­jące przy­padki ze­społu eks­plo­du­ją­cej głowy. Na­zwa tego zja­wi­ska brzmi na­der dra­ma­tycz­nie, ale do­świad­cze­nie jest sto­sun­kowo nie­winne - cho­dzi o na­gły ogłu­sza­jący ha­łas, który wstrząsa nami w chwili, gdy za­sy­piamy. Być może gdy ciało za­pada w sen, do­zna­nia drgnień ma­lut­kich mię­śni ucha środ­ko­wego (uszny od­po­wied­nik szyb­kich ru­chów ga­łek ocznych) zo­stają na­gle wzmoc­nione w śnią­cym umy­śle. Przy­kłady te po­ka­zują, że mi­ni­malne ru­chy i do­zna­nia śpią­cego ciała mogą prze­do­sta­wać się do snu, po­ten­cjal­nie wy­wo­łu­jąc zwie­lo­krot­niony efekt.

Ana­lo­giczne wy­ja­śnie­nia przed­sta­wiono w od­nie­sie­niu do za­bu­rze­nia be­ha­wio­ral­nego we śnie REM, czyli scho­rze­nia neu­ro­lo­gicz­nego, w któ­rym do­cho­dzi do utraty bez­władu mię­śni w fa­zie REM. Pa­cjenci mają czę­sto wy­ra­zi­ste i gwał­towne ma­rze­nia senne, które od­gry­wają po­wta­rza­nymi eks­tre­mal­nymi i nie­kiedy nie­bez­piecz­nymi ru­chami ciała pod­czas snu, na przy­kład ko­piąc, wy­mie­rza­jąc ciosy czy rzu­ca­jąc się w łóżku. Zwy­kle uważa się, że pa­ra­liż, który wy­stę­puje w fa­zie REM, ma wła­śnie za­po­bie­gać tego typu nie­bez­piecz­nemu od­gry­wa­niu sce­na­riu­szy ma­rzeń sen­nych przez fi­zyczne ciało. O ile jed­nak nie­któ­rzy na­ukowcy trak­tują pełne prze­mocy sny jako przy­czynę ko­pa­nia i bok­so­wa­nia, sy­tu­acja może być też od­wrotna: za­nik pa­ra­liżu mię­śni u tych pa­cjen­tów pro­wa­dzi do nad­mier­nych i po­wta­rzal­nych drgnień, które na­stęp­nie wy­wo­łują na­tar­czywe i agre­sywne sny. Gdy od­rzuca się to wy­ja­śnie­nie, trudno zro­zu­mieć, dla­czego ta­kie gwał­towne sny nie­spo­dzie­wa­nie roz­wi­jają się u pa­cjen­tów na po­czątku wspo­mnia­nej cho­roby.

Oprócz drgnień mię­śnio­wych i ru­chów ciała rów­nież inne we­wnętrzne stany or­ga­ni­zmu mogą wpły­wać na ma­rze­nia senne. Wiele ty­po­wych wąt­ków snów wy­daje się zwią­za­nych z do­zna­niami fi­zycz­nymi, na przy­kład po­szu­ki­wa­nie we śnie to­a­lety czy próby zna­le­zie­nia żyw­no­ści albo wody. Uczest­ni­kom eks­pe­ry­men­tów w la­bo­ra­to­rium śni się cza­sem, że szu­kają cze­goś do je­dze­nia w sto­łówce albo że pró­bu­jąc sko­rzy­stać z to­a­lety, na­ty­kają się na różne nie­zwy­kłe prze­szkody (ta­kie jak brak drzwi w ła­zience, które można by za sobą za­mknąć, albo wcho­dze­nie do niej człon­ków per­so­nelu). Nie­które sny za­wie­rają do­świad­cze­nia sa­mego spa­nia, tak jak gdy śni się ko­muś, że mdleje albo że za­sy­pia. Od dawna mówi się też, że na ja­kość snów od­dzia­łują ta­kie stany jak go­rączka czy pra­gnie­nie, choć na ra­zie świad­czą o tym głów­nie dane aneg­do­tyczne.

Na­wet sny o wy­pa­da­niu zę­bów (czę­sty ty­powy mo­tyw, który po­ja­wia się u 40 pro­cent lu­dzi) wy­stę­pują wraz z od­czu­wa­nym rano po­draż­nie­niem szczęki, co su­ge­ruje, że te po­wszech­nie spo­ty­kane sny są skut­kiem za­ci­ska­nia zę­bów lub zgrzy­ta­nia nimi w nocy. Po­zwala to wy­ja­śnić, dla­czego tak wiele osób do­świad­cza tego dzi­wacz­nego wątku sen­nego, który ma nie­wiel­kie prze­ło­że­nie na ży­cie na ja­wie - jest to spo­sób, w jaki utrzy­mu­jące się do­zna­nie jest in­ter­pre­to­wane w ma­rze­niu sen­nym.

W po­wią­za­nych z tym przy­kła­dach, cho­ciaż fak­tura przed­mio­tów i sta­wiany przez nie opór w świe­cie snu mogą róż­nić się od tych w rze­czy­wi­sto­ści na ja­wie, ich źró­dło mogą sta­no­wić rze­czy­wi­ste do­zna­nia fi­zyczne, które zo­stają włą­czone do to­czą­cego się ma­rze­nia sen­nego. Nie­kiedy do­świad­cza­jąc na­tu­ral­nego pa­ra­liżu mię­śni to­wa­rzy­szą­cego fa­zie REM, lu­dzie czują się nie­zdolni po­ru­szyć we śnie swoim cia­łem; wszyst­kie ru­chy są jakby spo­wol­nione. In­nym ra­zem ciało wy­daje się nie­zwy­kle lek­kie, tak że może się swo­bod­nie uno­sić czy la­tać, a gra­wi­ta­cja znika. Spa­da­nie na­leży do naj­pow­szech­niej zgła­sza­nych ty­po­wych snów, a szy­bo­wa­nie w po­wie­trzu sta­nowi uni­wer­salne po­zy­tywne do­świad­cze­nie senne. Po­zy­cja ciała uło­żo­nego po­ziomo w łóżku bez po­czu­cia dzia­ła­ją­cej w pio­nie gra­wi­ta­cji zde­cy­do­wa­nie różni się od na­szych wra­żeń fi­zycz­nych, gdy po­ru­szamy się wy­pro­sto­wani na ja­wie, i może to czę­ściowo tłu­ma­czyć czę­ste mo­tywy la­ta­nia i spa­da­nia (choć ist­nieją także inne po­ten­cjalne wy­ja­śnie­nia)8.

Mimo że różne do­zna­nia cie­le­sne - od pa­ra­liżu do drgnięć mię­śni - nie­ustan­nie wy­wie­rają wpływ na śpiący mózg i śniący umysł, wra­że­nia te czę­sto róż­nią się od swo­ich od­po­wied­ni­ków na ja­wie, co może tłu­ma­czyć pewne oso­bliwe tre­ści wśród ty­po­wych wąt­ków sen­nych, ta­kie jak wy­pa­da­nie zę­bów, nie­moż­ność zna­le­zie­nia to­a­lety czy la­ta­nie i spa­da­nie.

Oprócz prze­twa­rza­nia sta­nów ciała w trak­cie snu nie ustaje też stałe wy­czu­le­nie na sy­gnały pły­nące ze śro­do­wi­ska ze­wnętrz­nego. W la­bo­ra­to­rium lu­dzie zgła­szają, że śnią się im cią­żące na gło­wie elek­trody czy sły­szane wo­kół sie­bie głosy. Do­zna­nia ta­kie po­ja­wiają się naj­czę­ściej w snach re­la­cjo­no­wa­nych pierw­szej nocy spę­dza­nej w pra­cowni. Ten "efekt pierw­szej nocy" po­ka­zuje, że pewne czę­ści mó­zgu po­zo­stają bar­dziej roz­bu­dzone pod­czas spa­nia w no­wym oto­cze­niu, ta­kim jak la­bo­ra­to­rium, co po­ciąga za sobą gor­szą ja­kość snu. Nie­któ­rzy na­ukowcy na­zy­wają to noc­nym czu­wa­niem czy nocną wachtą, pod­czas któ­rej mózg kon­ty­nu­uje mo­ni­to­ro­wa­nie śro­do­wi­ska w trak­cie snu. Efekt ten za­nika w la­bo­ra­to­rium po pierw­szej nocy. Z po­wodu tych za­kłó­ceń w wielu pra­cow­niach po­mija się dane zbie­rane tej nocy.

Nie­za­leż­nie od tego, jak bar­dzo sta­ramy się o za­pew­nie­nie kom­fortu w la­bo­ra­to­rium, nie­co­dzienne do­zna­nia, ta­kie jak cią­że­nie prze­wo­dów opla­ta­ją­cych ciało czy elek­trod przy­mo­co­wa­nych do głowy, sta­no­wią obce do­świad­cze­nia w nocy i czę­sto prze­ni­kają do ma­rzeń sen­nych. Ale rów­nież pod­czas spa­nia w domu świat zmy­słowy nie­raz prze­do­staje się do snów, choć zda­rza się to nieco rza­dziej. Włą­czają się pewne fil­try, me­cha­ni­zmy bram­kowe, które mają za­po­bie­gać roz­bu­dza­niu nas przez zwy­czajne bodźce, ta­kie jak od­głosy ru­chu ulicz­nego, roz­mowy są­sia­dów czy szum kli­ma­ty­za­cji. Fil­tro­wa­nie to jest jed­nak nie­pełne i przez różne szpary prze­cie­kają do snów bodźce zmy­słowe.

Aby le­piej po­znać, jak i kiedy śniący umysł re­aguje na nie pod­czas spa­nia, opra­co­wano spe­cjalne eks­pe­ry­menty na­kie­ro­wane na do­tar­cie do tych szcze­lin. Na­ukowcy sta­rali się pre­zen­to­wać śpią­cym lu­dziom naj­roz­ma­it­sze bodźce do­ty­kowe, wzro­kowe, słu­chowe i wę­chowe, by ob­ser­wo­wać ich wpływ na ma­rze­nia senne. W ba­da­niach prze­pro­wa­dza­nych w Mont­re­alu na no­dze śpią­cych osób na­dmu­chi­wany był w fa­zie REM man­kiet ci­śnie­nio­mie­rza9. Je­den z uczest­ni­ków eks­pe­ry­mentu re­la­cjo­no­wał:

W moim śnie po­ja­wiła się eks­pe­ry­men­ta­torka, żeby mnie obu­dzić. Włą­czyła świa­tło i za­py­tała, co mi się śniło. Udzie­la­łem od­po­wie­dzi. Po­czu­łem na­ra­sta­jący ucisk na no­dze. Za­py­tała, ja­kie wy­wo­łuje to wra­że­nie. Po­wie­dzia­łem, że tak jakby przy­tu­la­nia. Za­py­tała: "Czy to nie jest tak, jakby ktoś cią­gnął cię za nogę?".

W tym przy­kła­dzie czło­wiek od­czuwa ucisk na no­dze, który zo­staje cał­kiem do­słow­nie włą­czony do ma­rze­nia sen­nego: we śnie wy­raź­nie po­ja­wia się to do­zna­nie, a także od­nie­sie­nia do to­czą­cego się eks­pe­ry­mentu. Inne osoby do­no­siły o wra­że­niu mro­wie­nia czy dys­kom­fortu w no­dze w bar­dziej fan­ta­zyj­nych sce­na­riu­szach, na przy­kład o nie­moż­no­ści pra­wi­dło­wego po­ru­sza­nia no­gami pod­czas pły­wa­nia. W nie­któ­rych przy­pad­kach ucisk na nogę wnika do snów w jesz­cze bar­dziej wy­ra­fi­no­wany spo­sób, cza­sami rzu­to­wany na­wet na ja­kąś inną po­stać, na przy­kład ko­nia, któ­remu uwię­zła noga. Uka­zuje to, że bodźce zmy­słowe ze świata rze­czy­wi­stego mogą być po­strze­gane pod­czas spa­nia i sta­wać się roz­ma­itymi ele­men­tami ma­rze­nia sen­nego.

Po­dobne re­zul­taty uzy­skuje się w ba­da­niach z uży­ciem sty­mu­la­cji słu­cho­wej i wzro­ko­wej, w któ­rych po­ja­wiają się w snach pik­nię­cia lub mi­ga­jące czer­wone świa­tła. Nie­kiedy po­wsta­jący sen do­pa­so­wuje się bez­po­śred­nio do bodźca - tak jak gdy sy­gnał dźwię­kowy wzbu­dza wy­obra­że­nia słu­chowe. Ale może on też ulec trans­for­ma­cji i na przy­kład spo­wo­do­wać wy­ko­na­nie gwał­tow­nego ru­chu w ma­rze­niu sen­nym. Wy­daje się, że prze­miana dźwięku w ruch jest dość po­wszechna. W jed­nym z przy­pad­ków me­ta­liczny brzdęk wy­wo­łał sen o klau­nie zry­wa­ją­cym się znie­nacka do wy­ko­na­nia salta10.

To fa­scy­nu­jące, jak po wnik­nię­ciu bodź­ców do śnio­nego świata może się zmie­niać ich mo­dal­ność (na przy­kład ze słu­cho­wej w wi­dziany ruch) czy na­wet "przy­na­leż­ność", gdy są rzu­to­wane na inne po­sta­cie, wta­pia­jąc się w śnione śro­do­wi­sko. Co istotne, ba­da­nia nad taką in­kor­po­ra­cją zmy­słową do­wo­dzą, że źró­dłem tre­ści snu stają się cza­sami rze­czy­wi­ste wra­że­nia, za­tem sny nie są wy­łącz­nie do­zna­niami wy­kre­owa­nymi w mó­zgu.

W na­szej dys­ku­sji do tej pory bra­ko­wało omó­wie­nia tego, jak i po co śniący umysł do­ko­nuje tych wy­czy­nów, nie­mal w cza­sie rze­czy­wi­stym for­mu­jąc i prze­mie­nia­jąc per­cep­cje w senne fa­buły. I co de­cy­duje o ogól­niej­szej fa­bule snów, tak że jed­nej oso­bie śni się koń ze ska­le­czoną nogą, a in­nej miłe przy­tu­la­nie? Wy­daje się ja­sne, że do kon­stru­owa­nia ma­rzeń sen­nych nie wy­star­cza samo do­świad­cze­nie zmy­słowe.

W dal­szej czę­ści roz­działu za­czniemy się za­sta­na­wiać nad tym, jak sny wy­peł­niają się tre­ścią pod dyk­tando psy­chiki po­szcze­gól­nych osób. Na­gra­nie wi­deo pew­nego pa­cjenta z za­bu­rze­niem be­ha­wio­ral­nym w fa­zie REM uka­zuje męż­czy­znę, któ­remu przy­śniło się pa­le­nie - za­miast pa­pie­rosa - pul­sok­sy­me­tru (ma­łego za­kła­da­nego na pa­lec urzą­dza­nia, które mie­rzy na­tle­no­wa­nie krwi). Uczu­cie uci­sku na palcu wy­wo­łało u tego kon­kret­nie czło­wieka, który miał miłe wspo­mnie­nia zwią­zane z ni­ko­tyną, przy­jemny sen o pa­le­niu ty­to­niu. Sen wy­pływa za­równo z fi­zycz­nego do­zna­nia, jak i z jed­nost­ko­wych sko­ja­rzeń w pa­mięci.

Częst­szy przy­pa­dek wi­dać na przy­kła­dzie ma­rzeń sen­nych po­łą­czo­nych z wra­że­niami la­ta­nia. Choć ten zmy­słowy sen wy­stę­puje nie­mal uni­wer­sal­nie, jego szcze­góły są od­mienne u róż­nych lu­dzi. Osoba, która na przy­kład mieszka nad mo­rzem, śni o pły­nię­ciu jak del­fin, pod­czas gdy inna, która za­czy­tuje się w ko­mik­sach, śni o śmi­ga­niu w prze­stwo­rzach ni­czym Iron Man. Ta zmien­ność opiera się na oso­bi­stych fan­ta­zjach i wspo­mnie­niach ko­ja­rzą­cych się z la­ta­niem.

Już w XIX wieku na­ukowcy do­strze­gali zmy­słowe fun­da­menty snów11, po­tem zaś za­częli od­kry­wać for­mułę12, zgod­nie z którą uwa­żano, że ma­rze­nia senne wy­ni­kają z kom­bi­na­cji czyn­ni­ków obej­mu­ją­cych do­zna­nia cie­le­sne wraz z bie­żą­cymi i daw­nymi wspo­mnie­niami, na­wy­kami i waż­nymi dla da­nej osoby spra­wami. W myśl tego po­glądu spo­sób po­strze­ga­nia przez nas do­znań pod­czas snu za­leży nie tylko od tych bodź­ców, lecz także od umy­słu śnią­cej osoby i za­cho­dzą­cych w nim zja­wisk psy­chicz­nych. Zo­baczmy, czy uda się nam wy­łu­skać skła­dowe tych czyn­ni­ków.

Ma­te­ria psy­chiczna snów

Jedno z py­tań pro­wa­dzą­cych do od­kry­cia, jak rze­czy­wi­ste do­zna­nia mogą mo­du­lo­wać sny, do­ty­czy tego, czy śnie­nie jest bar­dziej po­dobne do po­strze­ga­nia na ja­wie, czy do wy­obraźni na ja­wie. In­nymi słowy, czy ma­rze­nia senne są bliż­sze re­al­nym do­świad­cze­niom per­cep­cji świata, czy ra­czej my­ślom o świe­cie i wy­obra­ża­niu so­bie do­świad­cza­nia go?

W celu zna­le­zie­nia od­po­wie­dzi na to py­ta­nie re­kru­to­wano do kilku ba­dań osoby po­tra­fiące uzy­skać przy­tom­ność umy­słową we śnie i wy­ko­nać w nim za­da­nia eks­pe­ry­men­talne opra­co­wane spe­cjal­nie tak, aby prze­ko­nać się, czy sny są bar­dziej po­dobne do per­cep­cji, czy do wy­obraźni. W sfe­rze po­strze­ga­nia wzro­ko­wego wia­domo, że lu­dzie są zdolni do tzw. płyn­nego śle­dze­nia obiek­tów wzro­ko­wych na ja­wie. Je­żeli wo­dzimy wzro­kiem za jed­no­staj­nie po­ru­sza­ją­cym się ce­lem, oczy gładko wy­ko­nują ana­lo­giczny cią­gły ruch. Kiedy na­to­miast pró­bu­jemy so­bie wy­obra­zić taki ruch, ma­jąc za­mknięte po­wieki, oczy wy­ko­nują sko­kowe ru­chy sa­ka­dowe. Żeby stwier­dzić, czy śnie­niu bli­żej do per­cep­cji, czy do wy­obraźni, na­ukowcy po­pro­sili lu­dzi śnią­cych przy­tom­nie o to, by po­sta­rali się płyn­nie śle­dzić obiekty wi­zu­alne w swoim śnie. Wo­dzili oni śnio­nym pal­cem po pę­tli znaku nie­skoń­czo­no­ści i śle­dzili ten ruch oczami, co wy­chwy­ty­wały elek­trody. Na za­re­je­stro­wa­nym elek­tro­oku­lo­gra­mie ru­chu ga­łek ocznych ujaw­nił się wzo­rzec płyn­nego śle­dze­nia, co su­ge­ruje, że wi­dze­nie we śnie jest bliż­sze po­strze­ga­niu13. In­nymi słowy, to, co wi­dzimy w snach, jest od­bie­rane w spo­sób zbli­żony do tego, jak na ja­wie wi­dzimy obiekty, a nie wy­twory wy­obraźni.

Aby wzmoc­nić te usta­le­nia, przyj­rzymy się in­nym for­mom per­cep­cji. Oka­zuje się, że tak jak w przy­padku wzroku rów­nież po­strze­ga­nie czasu w snach jest po­dobne do tego na ja­wie. W celu zba­da­nia per­cep­cji czasu w ma­rze­niach sen­nych po­pro­szono osoby śniące przy­tom­nie o wska­zy­wa­nie ru­chami oczu upły­wa­ją­cych pod­czas snu dzie­się­cio­se­kun­do­wych in­ter­wa­łów (dzie­sięć se­kund, dwa­dzie­ścia se­kund, trzy­dzie­ści se­kund). Wska­za­nia te oka­zały się zbieżne z cza­sem rze­czy­wi­stym14. Prze­czy to po­wszech­nie wy­ra­ża­nemu prze­ko­na­niu, że po­je­dyn­cze sny obej­mują dłu­gie od­cinki czasu, a su­ge­ruje ra­czej, że per­cep­cja czasu w przy­tom­nym śnie­niu jest mniej wię­cej taka jak na ja­wie. Now­sze prze­ło­mowe ba­da­nia nad przy­tom­nymi snami wy­ka­zały, że śpiący lu­dzie po­tra­fią we śnie pra­wi­dłowo ro­zu­mieć mowę (czyli od­bie­rać bodźce słu­chowe). Śpiąc, byli w sta­nie zro­zu­mieć pro­ste py­ta­nia i udzie­lać na nie od­po­wie­dzi w ma­rze­niu sen­nym (wię­cej o tym będę pi­sała w dal­szej czę­ści książki).

Usta­le­nia te skła­dają się na zu­peł­nie inny ogląd snów niż ten, który mie­li­śmy do­tych­czas: śnio­nych per­cep­cji do­świad­czamy w po­dobny spo­sób jak rze­czy­wi­stych na ja­wie. Nie­mniej wy­jąt­kowa cha­rak­te­ry­styka neu­ro­bio­lo­giczna snu znie­kształca część pro­ce­sów po­strze­ga­nia. W co­dzien­nym ży­ciu na ja­wie nie­ustan­nie prze­twa­rzamy i łą­czymy wie­lo­ra­kie stru­mie­nie in­for­ma­cji zmy­sło­wych. Na­zywa się to wią­za­niem (bin­ding), w któ­rym mózg zbiera ce­chy świata i in­te­gruje je w spójne, po­strze­gane przez nas obiekty. Po­zwala to nam od­bie­rać zro­zu­miały świat, a nie ciągi od­osob­nio­nych kształ­tów, ko­lo­rów, ru­chów i wiel­ko­ści.

W ma­rze­niu sen­nym sprawy mają się nieco ina­czej. Wszy­scy sty­ka­li­śmy się z przy­kła­dami nie­do­sko­na­łego czy co naj­mniej nie­ty­po­wego wią­za­nia ele­men­tów: twoja ser­deczna przy­ja­ciółka zja­wia się we śnie z ja­skrawo błę­kit­nymi wło­sami albo książka trzy­mana przez cie­bie w ręku na­gle oka­zuje się te­le­fo­nem. Czę­ściowo wy­nika to z dez­ak­ty­wa­cji frag­men­tów mó­zgu istot­nych dla sen­sow­nego in­te­gro­wa­nia róż­nych wąt­ków in­for­ma­cji (dolne kory cie­mie­niowe). Po­nie­waż mózg traci wtedy część swo­ich zdol­no­ści, może to po­skut­ko­wać nie­od­po­wied­nimi albo nie­ty­po­wymi po­wią­za­niami obiekt-ce­cha. Szczę­śli­wie w trak­cie snu z re­guły nie kwe­stio­nu­jemy tego oso­bli­wego pa­ro­wa­nia, co praw­do­po­dob­nie bie­rze się z in­nego wy­jąt­ko­wego aspektu ak­ty­wa­cji mó­zgu w tym cza­sie: za­ha­mo­wa­nia czyn­no­ści kory przed­czo­ło­wej. Kora ta od­po­wiada za wyż­sze funk­cje po­znaw­cze mó­zgu, bra­łaby więc udział w spo­strze­ga­niu, że dany zbiór cech skła­da­ją­cych się na ja­kiś obiekt jest - z braku lep­szego słowa - dzi­waczny.

Cho­ciaż ce­chy śnio­nych obiek­tów ukła­dają się nie­kiedy w oso­bliwe zbitki, mimo ich nie­zwy­kło­ści do­świad­czamy we śnie tych obiek­tów jako spój­nych i sen­sow­nych. Skąd po­cho­dzą ce­chy łą­czące się w śnione ob­razy? Śniący umysł po czę­ści czer­pie z bie­żą­cych do­świad­czeń zmy­sło­wych, ale na nich sprawa ab­so­lut­nie się nie koń­czy.

Od­kry­ciu źró­deł ob­ra­zo­wa­nia sen­nego po­świę­cono wiele ba­dań. Kwe­stia ta bywa ana­li­zo­wana na przy­kła­dzie mi­kro­snów, czyli kró­ciut­kich epi­zo­dów sen­nych, które wni­kają do umy­słu w chwi­lach za­sy­pia­nia. Chyba każ­demu zda­rzyło się przy­snąć w trak­cie jazdy au­to­bu­sem lub oglą­da­nia te­le­wi­zji, a po­tem na­gle ock­nąć się z ja­kąś dzi­waczną my­ślą czy ob­ra­zem w gło­wie. W co­dzien­nym ży­ciu, a na­wet na polu ba­da­nia ma­rzeń sen­nych te prze­lotne sny są czę­sto ba­ga­te­li­zo­wane. Tym­cza­sem uważna ana­liza mi­kro­snów ujaw­niła, że na te efe­me­ryczne wi­zje skła­dają się trzy ele­menty: bie­żące bodźce zmy­słowe, nie­dawne wra­że­nia zmy­słowe (po­strze­gany ko­lor, kształt czy fak­tura) oraz szer­szy kon­tekst pa­mię­ciowy, w tym wspo­mnie­nia z bli­skiej i od­le­głej prze­szło­ści.

Do tech­nik zbie­ra­nia mi­kro­snów na­leży pro­ce­dura "przy­sy­pia­nia na sie­dząco", czyli po­zwa­la­nia so­bie na wie­lo­krotne wpa­da­nie w drzemkę pod­czas sie­dze­nia w fo­telu, tak jak gdy pró­bu­jemy za­snąć w sa­mo­lo­cie czy au­to­bu­sie. W celu po­zna­nia struk­tury mi­kro­snów ko­rzy­stał z tej me­tody znany ba­dacz i mój men­tor Tore Nie­lsen15. Pew­nego razu on sam, przy­sy­pia­jąc na kon­fe­ren­cji, miał na­stę­pu­jący mi­kro­sen:

Cięż­kie, drew­niane drzwi gwał­tow­nie się otwie­rają i z hu­kiem walą w róg blatu.

Tuż przed­tem Nie­lsen wi­dział na pre­zen­ta­cji slajd uka­zu­jący wiel­kie, za­mknięte, brą­zowe, drew­niane wrota. Po­tem zaś, w mo­men­cie przy­śnię­cia, roz­legł się stu­kot, gdy pre­le­gent nie­chcący po­trą­cił mi­kro­fon. Dźwięk i ob­raz zlały się w jedno we śnie o trza­ska­ją­cych drzwiach.

Tylko mo­ment, za­sta­nówmy się, jak to moż­liwe, by sen o trza­śnię­ciu drzwiami zda­rzył się do­kład­nie w tej chwili, w któ­rej po­ja­wił się nie­spo­dzie­wany stu­kot mi­kro­fonu? Wska­zówkę do wy­ja­śnie­nia tego zja­wi­ska znaj­du­jemy po­now­nie w per­cep­cji na ja­wie. Mózg nie­ustan­nie sub­tel­nie mo­dy­fi­kuje na­sze spo­strze­że­nia na ja­wie, by ofe­ro­wać nam spój­niej wy­glą­da­jące do­świad­cze­nie. Je­żeli na przy­kład oglą­damy na­gra­nie z dwoma ude­rza­ją­cymi w sie­bie kloc­kami, na któ­rym dźwięk zo­staje od­two­rzony odro­binę przed wi­dzia­nym zde­rze­niem kloc­ków, mózg w rze­czy­wi­sto­ści opóź­nia per­cep­cję dźwięku, aby zsyn­chro­ni­zo­wać zda­rze­nia. A oto przy­kład czę­ściej spo­ty­kany w ży­ciu: na­wet je­żeli ścieżka dźwię­kowa filmu jest odro­binę prze­su­nięta w sto­sunku do ob­razu, mimo wszystko od­bie­ramy mowę ak­to­rów jako jed­no­cze­sną z ru­chami ich ust. Z ko­lei w tzw. efek­cie brzu­cho­mówcy mamy wra­że­nie, że głos wy­do­bywa się z ust ku­kiełki, co ozna­cza, że mózg prze­suwa po­strze­ganą lo­ka­li­za­cję źró­dła dźwięku i jego syn­chro­ni­za­cję, by do­pa­so­wać je do sceny wi­zu­al­nej.

Zja­wi­sko to jest znane jako in­te­gra­cja mul­ti­sen­so­ryczna, w któ­rej uwaga łą­czy różne stru­mie­nie in­for­ma­cji zmy­sło­wych w sen­sowny spo­sób, choć nie­kiedy oka­zuje się to tylko złu­dze­niem, sztuczką psy­chiki aran­żu­ją­cej i mo­dy­fi­ku­ją­cej po­strze­ga­nie tak, by utwo­rzyć spójny prze­kaz. W po­wyż­szym przy­kła­dzie snu po­strze­że­nie stuk­nię­cia w mi­kro­fon zo­stało w rze­czy­wi­sto­ści opóź­nione aż do chwili, gdy zna­la­zło wy­tłu­ma­cze­nie w mi­kro­śnie o trza­ska­ją­cych drzwiach. W in­nych przy­pad­kach świst pi­łeczki te­ni­so­wej pro­wa­dził do mi­kro­snu o pla­śnię­ciu dło­nią w ra­mię, a na­głe za­nur­ko­wa­nie sa­mo­lotu pod­czas tur­bu­len­cji zbie­gło się we śnie pa­sa­żera ze scenką, w któ­rej inny po­dróżny roz­lewa lampkę wina. Śniący mózg sta­pia rze­czy­wi­ste do­zna­nia z nie­daw­nymi per­cep­cjami (na przy­kład zo­ba­cze­niem pa­sa­żera albo drzwi) oraz daw­niej­szymi tre­ściami pa­mię­cio­wymi, ta­kimi jak wie­dza i do­świad­cze­nie mó­wiące nam, że trza­śnię­cie drzwiami po­wo­duje huk.

Zdol­ność ta wy­stę­puje nie tylko w mi­kro­snach. Wy­raź­nie ujaw­nia się także w ba­da­niach nad przy­tom­nymi snami, w któ­rych bodźce słu­chowe lub wzro­kowe zo­stają wple­cione w sceny ma­rzeń sen­nych. Kiedy na przy­kład pre­zen­to­wa­łam bły­ska­jące czer­wone świa­tło oso­bom śnią­cym przy­tom­nie, jedna z nich zgło­siła, że we śnie mo­gła "stwier­dzić, kiedy za­pa­lało się czer­wone świa­tło, bo ro­biło się go­rąco i ja­śniej świe­ciło słońce". W tym przy­padku bodźce świetlne były po­strze­gane jako skład­niki śnio­nego ob­razu słońca. Po­nadto wi­dzimy tu też in­te­gra­cję mul­ti­sen­so­ryczną na in­nym po­zio­mie: gdy słońce moc­niej świeci, we śnie robi się cie­plej. Opiera się to na ogól­niej­szych tre­ściach pa­mię­cio­wych - wie­dzy, że in­ten­sywne świa­tło sło­neczne wiąże się z cie­płem.

W in­nej sy­tu­acji, gdy od­twa­rzano śpią­cym lu­dziom se­rie dźwię­ków pi­ka­nia, do­no­sili po­tem na przy­kład: "ro­bi­łam [we śnie] za­kupy w mar­ke­cie i na­gle usły­sza­łam pik­nię­cia, tak jak­bym do­sta­wała mnó­stwo wia­do­mo­ści na te­le­fon o tym, co mam ku­pić (...), wia­do­mo­ści typu "weź ja­kieś her­bat­niki"". W tym przy­padku dźwięki są po­strze­gane jako po­cho­dzące z te­le­fonu, co w na­stęp­nym kroku po­wo­duje po­wsta­nie kon­kret­nych tre­ści se­man­tycz­nych, opar­tych na uprzed­niej wie­dzy, że do­cho­dzące z te­le­fonu od­głosy pik-pik zwy­kle ozna­czają na­dej­ście ese­mesa. Mózg dąży do sen­sow­nego in­ter­pre­to­wa­nia do­świad­czeń: "Skąd bie­rze się to czer­wone świa­tło? Co to jest za pi­ka­nie? Wszystko to musi na­le­żeć do świata, który śnię".

W ten spo­sób na­sze wspo­mnie­nia i wie­dza wpro­wa­dzają kon­tekst i formę do zmy­sło­wych cech ob­ra­zo­wa­nia w snach. Wi­dać to rów­nież w epi­zo­dach pa­ra­liżu sen­nego, gdy to na­pa­wa­jące nie­raz lę­kiem do­świad­cze­nie zo­staje rzu­to­wane na po­ja­wia­jącą się we śnie zło­wrogą po­stać czy nie­okre­śloną groźną obec­ność, która w ja­kiś spo­sób od­biera nam wła­dzę nad cia­łem. Umysł pró­buje sen­sow­nie ode­brać tę sy­tu­ację: "Musi ist­nieć ja­kiś straszny po­wód, z któ­rego nie mogę się po­ru­szać". Co wię­cej, kon­kretna forma, jaką przy­biera ta mroczna po­stać, jest cha­rak­te­ry­styczna dla da­nej kul­tury. Tam, gdzie wie­rzy się w cza­row­nice albo upiory, albo ko­smi­tów, albo dia­bły, wła­śnie te po­sta­cie są po­strze­gane pod­czas do­świad­czeń pa­ra­liżu sen­nego, gdy fa­buła snów kształ­tuje się pod wpły­wem utrwa­lo­nych w pa­mięci tre­ści kul­tu­ro­wych.

Uważa się na przy­kład, że w Sta­nach Zjed­no­czo­nych epi­zody pa­ra­liżu sen­nego mogą być od­po­wie­dzialne za wiele re­la­cji o po­rwa­niach przez ko­smi­tów. Umysł pró­buje po­jąć, co się dzieje, za­tem w kraju, w któ­rym do­cho­dzi do częst­szego spo­strze­ga­nia UFO niż gdzie­kol­wiek in­dziej na świe­cie, naj­bar­dziej praw­do­po­dobne wy­daje się upro­wa­dze­nie przez ko­smi­tów. W in­nych kul­tu­rach, na przy­kład w Egip­cie, śpiący po­strze­gają dżinna, nad­przy­ro­dzo­nego de­mona z mi­to­lo­gii is­lam­skiej. W Chi­nach po­wszech­niej wi­dzi się upiory, a w No­wej Fun­dlan­dii ję­dzę-sta­ru­chę - zbłą­kaną du­szę, która we­dług po­dań lu­do­wych ciężko przy­siada na piersi śpią­cego*. We wszyst­kich tych przy­kła­dach fi­zyczne do­zna­nie bez­władu zo­staje rzu­to­wane w for­mie, która jest sen­sowna w kon­tek­ście kul­tu­ro­wych wspo­mnień i wie­rzeń16.

Pod­su­mo­wu­jąc, na­wet w trak­cie snu mózg nie­ustan­nie in­te­gruje różne stru­mie­nie in­for­ma­cji w celu za­pre­zen­to­wa­nia nam spój­nego do­świad­cze­nia - łą­czy bie­żące do­zna­nia z nie­daw­nymi wspo­mnie­niami i od­le­głymi prze­ży­ciami oraz ogólną wie­dzą o świe­cie i ocze­ki­wa­niami co do niego. Wszystko są to łączne źró­dła ob­ra­zo­wa­nia sen­nego.

Na ko­niec chcę do­dać, że ba­da­nie ma­rzeń sen­nych jest za­leżne od jesz­cze jed­nego czyn­nika, mia­no­wi­cie uwagi, a kon­kret­nie zdol­no­ści czło­wieka do ob­ser­wo­wa­nia swo­ich snów, przy­po­mi­na­nia ich so­bie i opo­wia­da­nia. Wszystko, czego do­wie­dzie­li­śmy się do tej pory o ma­rze­niach sen­nych, po­cho­dzi z udzie­la­nych przez lu­dzi re­la­cji. Nie mamy in­nego spo­sobu do­ku­men­to­wa­nia snów, choć w przy­szło­ści może się to zmie­nić. Na ra­zie jed­nak, aby umoż­li­wić na­ukowe ana­li­zo­wa­nie snów, lu­dzie mu­szą naj­pierw za­ko­do­wać swoje do­świad­cze­nia senne w śpią­cym mó­zgu, po­tem przy­po­mnieć je so­bie na ja­wie, a w końcu sto­sun­kowo szcze­gó­łowo zre­la­cjo­no­wać, opi­su­jąc śnione emo­cje, zmy­słową wy­ra­zi­stość scen, struk­turę fa­buły i tak da­lej. Każdy z tych eta­pów wy­maga umie­jęt­no­ści zwią­za­nych z uwagą i pa­mię­cią.

Na pod­sta­wie ba­dań ob­ra­zo­wych mó­zgu wiemy, że lu­dzie, któ­rzy przy­po­mi­nają so­bie swoje sny czę­ściej niż inni, ce­chują się więk­szą gę­sto­ścią istoty bia­łej w mó­zgu oraz in­ten­syw­niej­szą ak­ty­wa­cją ob­sza­rów zwią­za­nych z uwagą i pa­mię­cią, ta­kich jak przy­środ­kowa kora przed­czo­łowa. Osoby te uzy­skują też lep­sze wy­niki w te­stach wy­ma­ga­ją­cych uwagi wzro­kowo-prze­strzen­nej, na przy­kład w prze­ry­so­wy­wa­niu lu­strza­nym (mir­ror tra­cing task), w któ­rym trzeba wo­dzić ołów­kiem po kon­tu­rach fi­gury, wi­dząc tylko jej od­bi­cie w lu­strze. Lu­dzie, któ­rzy le­piej ra­dzą so­bie z tym za­da­niem oraz mają więk­sze umie­jęt­no­ści wzro­kowo-prze­strzenne, przy­po­mi­nają so­bie wię­cej snów. Z ko­lei dla re­la­cjo­no­wa­nia do­świad­czeń sen­nych klu­czowe zna­cze­nie ma oczy­wi­ście płyn­ność wer­balna (ła­twość, z jaką przy­cho­dzi nam for­mu­ło­wa­nie spój­nych wy­po­wie­dzi) i rów­nież ona jest sko­re­lo­wana z przy­po­mi­na­niem so­bie snów. In­nymi słowy, sto­pień, w ja­kim czło­wiek jest w sta­nie ge­ne­ro­wać, od­twa­rzać w pa­mięci i ra­por­to­wać sny, za­leży od uwagi po­świę­ca­nej przez niego swoim do­świad­cze­niom oraz zdol­no­ści ich za­pa­mię­ty­wa­nia i re­la­cjo­no­wa­nia.

Mimo tych in­dy­wi­du­al­nych róż­nic tre­no­wa­nie uwagi i pa­mięci wia­ry­god­nie zwięk­sza za­kres przy­po­mi­na­nia so­bie ma­rzeń sen­nych nie­mal przez każdą osobę. Może do tego pro­wa­dzić tak pro­ste roz­wią­za­nie jak wy­ro­bie­nie na­wyku za­pi­sy­wa­nia rano snów oraz kła­dze­nia się wie­czo­rem spać z za­mia­rem ich za­pa­mię­ta­nia. Ba­da­nia wie­lo­krot­nie wy­ka­zały, że pro­wa­dze­nie dzien­nika snów i pie­lę­gno­wa­nie po­zy­tyw­nego na­sta­wie­nia w związku z nimi zwięk­sza sto­pień ich od­twa­rza­nia z pa­mięci.

Na to ostat­nie wpły­wają rów­nież oko­licz­no­ści w chwili bu­dze­nia się. Wszel­kie roz­pro­sze­nia w tym mo­men­cie za­kłó­cają wspo­mnie­nie snu, dla­tego tak pro­sta tak­tyka jak po­zo­sta­nie przez chwilę nie­ru­chomo z za­mknię­tymi oczami zwięk­sza za­kres tego, co so­bie przy­po­mi­namy. Lu­dzie od­twa­rzają wię­cej snów, je­żeli są pro­szeni o zda­nie re­la­cji na­tych­miast po obu­dze­niu się (a nie na przy­kład do­piero po wsta­niu z łóżka). Po­nadto choć ma­rze­nia senne naj­le­piej ujaw­niają się w pa­mięci rano, wielu lu­dzi zgła­sza po­ja­wia­nie się spon­ta­nicz­nych wspo­mnień snu w ciągu dnia, które są za­pewne uru­cha­miane bie­żą­cymi zda­rze­niami - u mnie sny czę­sto po­now­nie wy­ła­niają się z pa­mięci, kiedy kładę się wie­czo­rem do łóżka, tak jakby zbli­ża­nie się pory noc­nego wy­po­czynku po­ru­szało wspo­mnie­nie ma­rze­nia sen­nego. Nie­wąt­pli­wie jed­nak wiele, je­śli nie więk­szość na­szych snów idzie w nie­pa­mięć.

Po­wstaje w związku z tym wąt­pli­wość, czy po­świę­ca­nie więk­szej uwagi ma­rze­niom sen­nym, tak jak w sy­tu­acji pro­wa­dze­nia sto­sow­nego dzien­nika, ujaw­nia sny, które za­wsze się po­ja­wiały, lecz były za­po­mi­nane, czy też me­tody słu­żące lep­szemu przy­po­mi­na­niu so­bie snów zmie­niają ich treść, tak że w re­zul­ta­cie ge­ne­ru­jemy sny wy­ra­zist­sze i bar­dziej per­cep­cyjne.

Od­po­wia­da­nie na to można za­cząć od przyj­rze­nia się przy­pad­kowi tzw. bia­łych snów, kiedy czło­wiek ma po­czu­cie, że o czymś śnił, ale nie może od­two­rzyć żad­nych śnio­nych tre­ści. Sny ta­kie to­wa­rzy­szą około jed­nej trze­ciej prze­bu­dzeń; lu­dzie z re­guły za­kła­dają wów­czas, że do­świad­czyli peł­nego snu, ale go za­po­mnieli do czasu oprzy­tom­nie­nia. Jest jed­nak i taka moż­li­wość, że białe sny są mi­ni­mal­nymi ma­rze­niami sen­nymi, nie­za­wie­ra­ją­cymi wielu de­tali per­cep­cyj­nych, które można by za­pa­mię­tać. Przy­kła­dem byłby sen z rzadko roz­sia­nymi my­ślami czy prze­pły­wa­ją­cymi przez umysł za­tar­tymi ob­ra­zami albo z po­czu­ciem upływu czasu bez żad­nej spe­cy­ficz­nej fa­buły. Obu­dze­nie się z ta­kiego snu zo­sta­wia­łoby po­czu­cie, że cze­goś do­świad­cza­li­śmy, ale bez wspo­mnień kon­kret­nej za­war­to­ści tego do­świad­cze­nia. Przy­po­mina to zja­wi­sko per­cep­cyjne na ja­wie zwane weak glimpse (dosł. słabe zer­k­nię­cie): kiedy uczest­ni­kom eks­pe­ry­mentu po­ka­zuje się obiekt wi­zu­alny nie­mal cał­ko­wi­cie za­kryty fil­trem, czę­sto zgła­szają oni wra­że­nie zo­ba­cze­nia ja­kie­goś obiektu, ale nie po­tra­fią go zi­den­ty­fi­ko­wać czy so­bie przy­po­mnieć. Wie­dzą, że do­świad­czyli cze­goś, ale per­cep­cja była zbyt mi­ni­malna, by da­wała się zro­zu­mieć lub przy­po­mnieć.

Na dal­szą in­ter­pre­ta­cję snów bia­łych i mi­ni­mal­nych po­zwala wła­śnie ana­liza per­cep­cji w sta­nie czu­wa­nia. Po­szcze­gólne do­świad­cze­nia per­cep­cyjne na ja­wie znacz­nie róż­nią się pod wzglę­dem wy­ra­zi­sto­ści, kla­row­no­ści i sta­bil­no­ści. Kiedy w po­godny dzień przy­glą­damy się z bli­ska drzewu, wy­daje się ono wy­raźne, so­lidne i nie­ru­chome. Na­to­miast wi­dok drzewa przez spły­wa­jącą stru­gami desz­czu szybę ja­dą­cego sa­mo­chodu jest za­ma­zany i nik­nący z po­wodu na­kła­da­nia się in­nych ob­ra­zów i na­szego ru­chu. Każdy, kto kie­dy­kol­wiek śnił, może za­świad­czyć, że wa­lory per­cep­cyjne snów by­wają bar­dzo zróż­ni­co­wane. Ob­raz w nie­któ­rych snach obej­muje całe pole na­szego wi­dze­nia i jest pe­łen na­sy­co­nych, ja­snych barw, pod­czas gdy w in­nych ma­rze­niach sen­nych po­ja­wiają się nie­wiel­kie, przy­tłu­mione wy­cinki, któ­rym brak ostro­ści, ko­lo­rów czy świe­tli­sto­ści. Po­nadto sny by­wają nie­sta­bilne - ob­razy płyn­nie zmie­niają się w cza­sie, a per­cep­cje są po­zba­wione kla­row­no­ści: wi­dzimy coś, co wy­gląda na lisa, a może ra­czej wilka czy psa lub jesz­cze inne zwie­rzę. Na sa­mym krańcu spek­trum per­cep­cyj­nego miesz­czą się sny, któ­rym cał­ko­wi­cie brak wy­ra­zi­sto­ści, kla­row­no­ści czy sta­bil­no­ści. Taki wła­śnie może być biały sen, czyli mi­ni­malny sen nie­ma­jący zbyt wielu szcze­gó­łów, które można by so­bie przy­po­mnieć.

Wiemy też, że sny mi­ni­malne mogą wy­stę­po­wać w po­staci "zmy­łek sen­nych"** (sleep mi­sper­cep­tion), gdy czło­wiek ulega myl­nemu wra­że­niu, że znaj­do­wał się na ja­wie, pod­czas gdy w rze­czy­wi­sto­ści śnił. Lu­dzie mają nie­kiedy po­czu­cie, że le­żeli przy­tomni w łóżku i o czymś my­śleli, gdy w rze­czy­wi­sto­ści je­dy­nie śniło się im, że leżą w łóżku i my­ślą. Zda­rza się to szcze­gól­nie w przy­padku osób cier­pią­cych na bez­sen­ność, które czę­sto są nie­spo­kojne pod­czas snu i mogą się w nim czuć roz­bu­dzone. Wró­cimy do tych przy­pad­ków, gdy bę­dziemy wy­ja­śniać, jak ma­rze­nia senne przy­czy­niają się do za­bu­rzeń snu oraz w jaki spo­sób dzia­łają różne po­mocne in­ter­wen­cje (zmyłki senne nie­mal ni­gdy nie wy­stę­pują na przy­kład wtedy, kiedy lu­dzie bu­dzą się ze snów wy­ra­zi­stych per­cep­cyj­nie, gdyż zo­staje po nich silne wra­że­nie śnie­nia).

Wy­daje się więc, że na­bra­nie na­wyku, by po­świę­cać uwagę snom, nie tylko zwięk­sza za­kres, w ja­kim je so­bie przy­po­mi­namy, lecz czę­ściowo wzbo­gaca też ich treść oraz po­pra­wia per­cep­cję stanu spa­nia (da­lej zaś po­każę, jak jest to ważne w me­dy­cy­nie snu).

Re­ka­pi­tu­lu­jąc, śnie­nie jest formą do­świad­cze­nia per­cep­cyj­nego, które czer­pie z pa­mięci i do­znań w celu stwo­rze­nia spój­nego, choć nie­raz za­dzi­wia­ją­cego świata do­świad­cza­nego - ma­ją­cego zmienną in­ten­syw­ność, za­leż­nego od uwagi i two­rzą­cego się we­dług pew­nych ce­lo­wych sche­ma­tów. W snach przy­wdzie­wamy swoje awa­tary i za­nu­rzamy się w rze­czy­wi­sto­ści sy­mu­lo­wa­nej - po­ru­sza­jąc się w la­bi­ryn­cie swo­jego umy­słu, ćwi­czymy różne umie­jęt­no­ści i na­wią­zu­jemy więzi spo­łeczne. Szkie­let ten (funk­cjo­nalny sche­mat snu) wy­peł­niają na­sze wspo­mnie­nia i wie­dza. W miarę upływu czasu i na­bie­ra­nia przez nas do­świad­czeń sny służą jako cenne pole tre­nin­gowe do roz­wi­ja­nia tak­tyk umie­jęt­nego dzia­ła­nia w świe­cie. Wię­cej o tym, jak funk­cjo­nują ma­rze­nia senne, do­wiemy się w na­stęp­nym roz­dziale.

W szer­szym uję­ciu jedną z za­let współ­cze­snych re­aliów upra­wia­nia na­uki o snach jest to, że mo­żemy wy­ko­rzy­sty­wać ma­rze­nia senne za­re­je­stro­wane w wielu róż­nych la­bo­ra­to­riach i ba­da­niach, a w kon­se­kwen­cji ko­lek­tyw­nie ana­li­zo­wać ich ce­chy i wzorce. Do­pro­wa­dziło to do kon­sen­susu, że sny są two­rami kre­owa­nymi na bie­żąco, kon­ste­la­cjami po­wią­za­nych ele­men­tów zmy­sło­wych i pa­mię­cio­wych z ży­cia na ja­wie. Czer­pią one z - i kry­sta­li­zują się wo­kół - na­szych in­te­rak­cji ze świa­tem na ja­wie, dzia­ła­nia w nim i po­zna­wa­nia go. Jed­no­cze­śnie róż­nią się od tego świata w kon­se­kwentny spo­sób, eks­po­nu­jąc ty­powe nie­zwy­kłe wątki, które po wie­le­kroć po­ja­wiają się w róż­nych kul­tu­rach i epo­kach i mają być może wspólny bio­lo­giczny fun­da­ment w na­szych or­ga­ni­zmach. Z cza­sem wszy­scy przy­wy­kamy do wła­snego amal­ga­matu dzi­wacz­nych i nie­re­al­nych mo­ty­wów sen­nych (ta­kich jak fru­wa­nie albo spo­tka­nia ze zmar­łymi), a dzięki kon­tak­tom z in­nymi ludźmi zda­jemy so­bie sprawę, że na­wet naj­bar­dziej nie­do­rzeczne z tych sce­na­riu­szy wy­stę­pują nie­mal uni­wer­sal­nie.

Zro­zu­mie­nie, że ma­rze­nia senne są wy­two­rami or­ga­ni­zmu i wspo­mnień, sta­nowi pierw­szy krok w kie­runku prób ce­lo­wego kształ­to­wa­nia snów i ko­rzy­sta­nia z nich do uzy­ska­nia okre­ślo­nych re­zul­ta­tów, co sta­nowi za­sad­ni­cze za­da­nie in­ży­niera snów ta­kiego jak ja. Mu­simy jed­nak po­znać nieco wię­cej szcze­gó­łów, by zo­ba­czyć, jak daje się to osią­gnąć.

* Można by tu do­dać obec­nego w daw­nym pol­skim folk­lo­rze du­siołka (przyp. tłum.). ** Zwa­nych for­mal­nie "za­bu­rzo­nym od­czu­wa­niem snu" (przyp. tłum.)

ROZ­DZIAŁ DRUGI

Śniący mózg

Na stu­diach dok­to­ranc­kich mia­łam oka­zję pro­wa­dzić prace ba­daw­cze z Tore'em Nie­lse­nem w La­bo­ra­to­rium Ba­da­nia Snów i Kosz­ma­rów w Mont­re­alu. Z re­guły sto­so­wa­li­śmy po­li­som­no­gra­fię i ob­ser­wo­wa­li­śmy, jak ak­tyw­ność elek­tryczna mó­zgu i or­ga­ni­zmu ko­re­spon­duje ze śnie­niem. Za­pro­jek­to­wa­li­śmy ba­da­nia ma­jące po­ka­zać, ja­kiego ro­dzaju wspo­mnie­nia i emo­cje są naj­czę­ściej do­świad­czane w snach. Jedną z pod­sta­wo­wych me­tod wy­kry­wa­nia tych po­wią­zań w la­bo­ra­to­rium jest da­nie uczest­ni­kom eks­pe­ry­mentu cze­goś do na­ucze­nia się (ele­men­tar­nych za­dań zna­nych w świata re­al­nego, ta­kich jak za­pa­mię­ty­wa­nie słó­wek) lub pod­da­nie ich do­świad­cze­niu o cha­rak­te­rze emo­cjo­nal­nym (po­wiedzmy, oglą­da­niu stre­su­ją­cego na­gra­nia fil­mo­wego), a po­tem ob­ser­wo­wa­nie, czy ele­menty te prze­ja­wiają się w tre­ści snu.

Współ­cze­sna na­uka usta­liła, że do­bry nocny wy­po­czy­nek ak­tyw­nie wspiera nie­mal każdą funk­cję ży­cia na ja­wie, a jest szcze­gól­nie istotny dla kon­dy­cji po­znaw­czej i stanu emo­cjo­nal­nego. Wciąż otwarta po­zo­staje jed­nak kwe­stia, czy z funk­cjami tymi są po­wią­zane same ma­rze­nia senne. Wia­domo co naj­mniej tyle, że treść snów ma zwią­zek ze wspo­mnie­niami i emo­cjami do­świad­czo­nymi w ciągu dnia oraz że sny wpły­wają na nasz na­strój i spraw­ność po­znaw­czą na­stęp­nego dnia. Usta­le­nia te pod­po­wia­dają, gdzie rola ma­rzeń sen­nych za­zę­bia się z rolą spa­nia oraz jak jedno i dru­gie przy­czy­nia się do do­brego stanu psy­chicz­nego w ży­ciu na ja­wie.

Ar­chi­tek­tura snu

Nasz mózg cy­klicz­nie prze­cho­dzi przez cztery etapy snu, z któ­rych każdy ce­chuje się spe­cy­ficz­nymi wzor­cami ak­tyw­no­ści mó­zgo­wej. Szyb­sze fale mó­zgowe na­si­lają się w sta­nach więk­szej czuj­no­ści i przy­tom­no­ści, a wol­niej­sze są cha­rak­te­ry­styczne dla głęb­szego snu oraz dla okre­sów w ciągu dnia, kiedy czu­jemy się zmę­czeni lub ocię­żali. W miarę jak prze­cho­dzimy od jawy przez ko­lejne sta­dia snu, ak­tyw­ność mó­zgu stop­niowo spo­wal­nia się i co­raz bar­dziej syn­chro­ni­zuje:

Gdy uczest­nicy ba­dań kładą się do łóżka w la­bo­ra­to­rium, pro­simy ich, by spo­koj­nie po­le­żeli przez pe­wien czas, my zaś re­je­stru­jemy wtedy spo­czyn­kowe fale ich mó­zgu. Kiedy czło­wiek znaj­duje się w sta­nie od­prę­że­nia z za­mknię­tymi oczami, ob­ser­wuje się u niego fale z za­kresu alfa (od 8 do 12 cy­kli na se­kundę), zwłasz­cza w tyl­nym ob­sza­rze mó­zgu - ko­rze wzro­ko­wej, w przy­padku któ­rej za­mknię­cie oczu można po­rów­nać do "zga­sze­nia świa­teł w umy­śle". Sta­dium I to lekki sen do­świad­czany w pierw­szych se­kun­dach czy mi­nu­tach po za­śnię­ciu. Wy­stę­puje w nim mie­szanka fal alfa z jawy (od 8 do 12 cy­kli na se­kundę) oraz wol­niej­szych theta (od 5 do 7 cy­kli na se­kundę). Na eta­pie tym po­ja­wiają się także wolne ru­chy okrężne oczu oraz spo­ra­dyczne drgnie­nia mię­śni, gdy ciało po­grąża się we śnie. Sta­dium II to sen nieco głęb­szy, w któ­rym prze­wa­żają fale theta oraz krót­kie epi­zody ak­tyw­no­ści szyb­ko­fa­lo­wej, zwane "wrze­cio­nami"* (od 12 do 16 cy­kli na se­kundę), wraz ze spo­ra­dycz­nie za­czy­na­ją­cymi się po­ja­wiać jesz­cze wol­niej­szymi fa­lami delta (od 0,5 do 4 cy­kli na se­kundę). Sta­dium III to naj­głęb­szy sen, cha­rak­te­ry­zu­jący się na­si­le­niem wol­nych fal delta (od 0,5 do 4 cy­kli na se­kundę) o du­żej am­pli­tu­dzie. Okre­śla się go rów­nież jako sen wol­no­fa­lowy.

Te trzy sta­dia w su­mie skła­dają się na fazę nie-REM (NREM) snu. W ciągu nocy kilka razy prze­cho­dzimy przez ten cykl naj­pierw w po­rządku scho­dzą­cym, po­tem wzno­szą­cym. Po­cząw­szy od sta­dium I, za­raz po za­śnię­ciu, ak­tyw­ność róż­nych czę­ści mó­zgu stop­niowo się spo­wal­nia - tak że w sta­dium II ob­ser­wu­jemy głów­nie fale theta i spo­ra­dyczne delta, a w sta­dium III w ca­łym mó­zgu wy­stę­pują przede wszyst­kim fale delta. Z tego etapu naj­głęb­szego snu co­famy się do sta­dium II, czyli snu nieco lżej­szego. Co cie­kawe, lu­dzie w la­bo­ra­to­rium czę­sto bu­dzą się na mo­ment pod ko­niec "wzno­szą­cego" sta­dium II, prze­krę­cają się na łóżku i coś mam­ro­czą, po czym za­pa­dają w czwarty etap snu, czyli fazę REM (z szyb­kimi ru­chami ga­łek ocznych), która jest bar­dziej po­dobna do stanu na ja­wie.

Faza REM sta­nowi okres ce­chu­jący się szyb­ko­fa­lową ak­tyw­no­ścią mó­zgu po­łą­czoną z fa­lami theta. Wy­stę­pują dwa typy snu REM: fa­zowy i to­niczny. Fa­zo­wemu to­wa­rzy­szą szyb­kie ru­chy ga­łek ocznych, drgnie­nia mię­śni i zmien­ność tempa pracy serca, na­to­miast to­niczny sen REM jest sto­sun­kowo spo­kojny. W obu tych przy­pad­kach do­cho­dzi też do zna­nego już nam bez­władu ciała. Po­do­bień­stwa mię­dzy sta­dium I i snem REM, ujaw­nia­jące się m.in. pod wzglę­dem ak­tyw­no­ści mó­zgu oraz ru­chów ga­łek ocznych i mię­śni, skła­niają nie­któ­rych na­ukow­ców do twier­dze­nia, że sta­dium I jest bliż­sze fa­zie REM niż NREM17, ale po­zo­staje to wciąż teza kon­tro­wer­syjna.

Cała ta pro­gre­sja od za­pa­da­nia w głę­boki sen i wy­cho­dze­nia z niego do fazy REM zaj­muje około dzie­więć­dzie­się­ciu mi­nut. Okres ten na­zy­wamy cy­klem ul­tra­do­bo­wym. Gra­ficz­nie można go przed­sta­wić jako falę pływu, która wzbiera i opada, w miarę jak mózg wcho­dzi w etapy co­raz głęb­szego, a po­tem co­raz płyt­szego snu. Na po­czątku nocy prze­wa­żają w tym dzie­więć­dzie­się­cio­mi­nu­to­wym cy­klu rytmy wolne; sta­dium III jest dłuż­sze, a faza REM krót­sza. Póź­niej nad ra­nem na­si­lają się szyb­sze rytmy móz­gowe z bar­dziej wy­dat­nymi i dłuż­szymi fa­zami REM, a krót­szym sta­dium III (tak jakby sen po­ja­wiał się w nocy falą przy­pływu i od­pływu).

Do tej zmiany nocą do­cho­dzi dla­tego, że dzie­więć­dzie­się­cio­mi­nu­towy cykl prze­cina się z in­nym ryt­mem - cy­klem dwu­dzie­stocz­te­ro­go­dzin­nym, czyli oko­ło­do­bo­wym. Za­sad­ni­czo wszy­scy lu­dzie (tak jak więk­szość or­ga­ni­zmów ży­wych) są przy­zwy­cza­jeni do dwu­dzie­stocz­te­ro­go­dzin­nej zmien­no­ści dnia i nocy. Zwie­rzęta ak­tywne w ciągu dnia (w od­róż­nie­niu od tych ak­tyw­nych no­cami) są ewo­lu­cyj­nie przy­sto­so­wane do czu­wa­nia w go­dzi­nach eks­po­zy­cji na świa­tło sło­neczne - do tego, by w tej czę­ści doby dzia­łać i re­ali­zo­wać wszyst­kie swoje cele w świe­cie ze­wnętrz­nym, a po­tem wy­po­czy­wać, od­da­jąc się wpły­wowi wielu nie­zbęd­nych funk­cji snu w nocy. Wszystko w na­szym or­ga­ni­zmie, od fo­to­re­cep­to­rów w oczach do syn­chro­ni­za­cji me­ta­bo­li­zmu z po­rami po­sił­ków, działa ni­czym ze­gar, który do­sto­so­wuje na­sze ciało do cy­klu oko­ło­do­bo­wego. Do cy­klu tego sto­suje się także sen: mózg funk­cjo­nuje na róż­nych po­zio­mach czu­wa­nia w ciągu dnia, a nocą po­grąża się w wol­niej­szej ak­tyw­no­ści i głęb­szym śnie. Na po­czątku nocy do­świad­czamy bar­dziej głę­bo­kiego snu, z wyż­szymi i licz­niej­szymi fa­lami wol­nymi re­je­stro­wa­nymi w ca­łym mó­zgu, i po­zo­sta­jemy w ta­kim głę­bo­kim śnie przez dłuż­szy czas, tylko przej­ściowo wzno­sząc się do faz REM. W miarę upływu go­dzin sen staje się jed­nak co­raz lżej­szy. Za­le­d­wie ocie­ramy się o ten głę­boki i za­raz wy­nu­rzamy się do fazy REM na dłu­gie, in­ten­sywne okresy - ak­tywne i pełne ma­rzeń sen­nych - co­raz bar­dziej go­towi prze­bu­dzić się w no­wym dniu.

*

Mię­dzy ryt­mami ak­tyw­no­ści śpią­cego mó­zgu a ce­chami ma­rzeń sen­nych wy­stę­puje wiele po­wią­zań. Za­równo czę­sto­tli­wość przy­po­mi­na­nia so­bie snów, jak i ich treść są przez całą noc mo­du­lo­wane przez oma­wiane cy­kle: w przy­bli­że­niu dzie­więć­dzie­się­cio­mi­nu­towy rytm ul­tra­do­bowy oraz dwu­dzie­stocz­te­ro­go­dzinny rytm oko­ło­do­bowy.

Choć ma­rze­nia senne by­wają zgła­szane na każ­dym eta­pie spa­nia i o każ­dej po­rze nocy, po­ranną fazę REM uznaje się za okres, któ­remu to­wa­rzy­szą naj­bar­dziej wy­ra­zi­ste i roz­bu­do­wane sny. Pierw­sze sy­gnały o tym, że faza REM bar­dziej uspo­sa­bia nas do śnie­nia, a przy­naj­mniej do przy­po­mi­na­nia so­bie snów, po­cho­dziły z do­ko­na­nego w 1953 roku przez Eu­gene'a Ase­rin­sky'ego i Na­tha­niela Kle­it­mana od­kry­cia, że 74 pro­cent uczest­ni­ków ich ba­da­nia re­la­cjo­no­wało ma­rze­nia senne po śnie REM, a tylko 17 pro­cent przy­po­mi­nało so­bie sny, gdy bu­dzono ich w fa­zie NREM18. Usta­le­nia te zo­stały wzmoc­nione, kiedy Kle­it­man i jego nowy stu­dent Wil­liam De­ment (który z cza­sem stał się ważną po­sta­cią na polu ba­da­nia snów) po­now­nie stwier­dzili, że bar­dzo wiele osób (80 pro­cent) przy­po­mi­nało so­bie sny po fa­zie REM, a pra­wie nikt (6,9 pro­cent) po śnie NREM19. Na pod­sta­wie tych wcze­snych eks­pe­ry­men­tów zro­dziło się prze­ko­na­nie, że ma­rze­nia senne są zja­wi­skiem przy­na­leż­nym fa­zie REM. Rze­czy­wi­ście przez wiele lat uzy­ski­wano w ba­da­niach po­dobne re­zul­taty: duże na­tę­że­nie śnie­nia w fa­zie REM i bar­dzo spo­ra­dyczne wspo­mnie­nia snów z fazy NREM. Za­ło­że­nie to tak mocno się ugrun­to­wało, że za­częto okre­ślać fazę REM jako D-sleep od Dre­aming-sleep (sen z ma­rze­niami sen­nymi).

Po­cząt­kowo na­ukowcy przyj­mo­wali, że te nie­liczne zgło­sze­nia snów z fazy NREM do­ty­czyły w isto­cie wspo­mnień snów REM, które wy­stą­piły wcze­śniej w nocy. Wielu są­dziło wręcz, że w fa­zie NREM śnie­nie jest fi­zycz­nie nie­moż­liwe. Uwa­żano, że mózg po­grą­żony w głę­bo­kim śnie nie jest zdolny do wy­twa­rza­nia żad­nych form po­znaw­czych; po­zo­staje nie­świa­domy. Prze­ko­na­nie to zo­stało roz­wiane w 1962 roku przez Da­vida Fo­ul­kesa, który zbie­rał w swoim ba­da­niu re­la­cje o ma­rze­niach sen­nych przez całą noc i wy­ka­zał, że sny by­wają zgła­szane na­wet w okre­sie NREM na po­czątku nocy, jesz­cze przed ja­kim­kol­wiek snem REM20. Za­sta­na­wia­jące jest na­to­miast to, że do obec­nych cza­sów po­wszech­nie utrzy­muje się ten w su­mie nie­dawny po­gląd, zgod­nie z któ­rym więk­szość snu (a przy­naj­mniej sen NREM) jest formą po­zo­sta­wa­nia w sta­nie nie­świa­do­mo­ści, po­zba­wio­nym zna­czą­cych ope­ra­cji po­znaw­czych.

Obec­nie ma­rze­nia senne na­dal by­wają czę­ściej od­twa­rzane po fa­zie REM (śred­nio w 80 pro­cen­tach), co wska­zuje, że fi­zjo­lo­gia snu REM zde­cy­do­wa­nie służy ma­rze­niom sen­nym oraz zdol­no­ściom po­znaw­czym ko­niecz­nym do przy­po­mi­na­nia ich so­bie. Sys­te­ma­tycz­nie wzra­sta też jed­nak liczba snów re­la­cjo­no­wa­nych po fa­zie NREM. Czę­ściowo wy­nika to ze zmiany de­fi­ni­cji ma­rze­nia sen­nego. Pier­wot­nie po­ję­cie to było za­re­zer­wo­wane dla snów w więk­szym stop­niu ha­lu­cy­na­cyj­nych i fa­bu­lar­nych, ja­kie czę­sto wi­du­jemy w fil­mach, a nie dla prost­szych ty­pów tre­ści psy­chicz­nych, które po­ja­wiają się w in­nych sta­diach snu. Gdy dzi­siaj bu­dzimy uczest­nika eks­pe­ry­mentu, za­da­jemy mu ogólne py­ta­nie: "Pro­szę po­wie­dzieć, co po­ja­wiało się panu (pani) w umy­śle, za­nim się ode­zwa­łem(am)". To otwarte sfor­mu­ło­wa­nie czę­ściej za­chęca do opo­wie­dze­nia o czymś niż py­ta­nie z daw­nych ba­dań: "Co się panu (pani) śniło?". Zresztą już w 1962 roku Fo­ul­kes od­krył, że tego typu mo­dy­fi­ka­cja py­ta­nia spra­wiała, iż 70 pro­cent uczest­ni­ków jego ba­dań zgła­szała pewne tre­ści psy­chiczne z fazy NREM. Choć z po­czątku było to kry­ty­ko­wane, po­dobne usta­le­nia in­nych na­ukow­ców po­twier­dziły, że więk­szość lu­dzi przy­po­mina so­bie sny ze wszyst­kich faz spa­nia, je­śli tylko próbki te są od­po­wied­nio zbie­rane. W kon­se­kwen­cji po­wszech­nie uważa się te­raz, że ma­rze­nia senne - de­fi­nio­wane sze­roko jako do­wolna forma tre­ści psy­chicz­nej obecna w cza­sie spa­nia - po­ja­wiają się na wszyst­kich eta­pach snu, a nie wy­łącz­nie w fa­zie REM.

To bar­dzo istotne. Choć więk­szość z nas ulega złu­dze­niu, że sny są tylko prze­lot­nymi epi­zo­dami z chwil, gdy bu­dzimy się rano, fakty wska­zują na coś zu­peł­nie in­nego. My­ślimy, śnimy i czu­jemy przez całą noc. Pa­mię­tam wła­sny udział w ba­da­niu, w któ­rym bu­dzono mnie dwa­na­ście razy jed­nej nocy, abym zgła­szała swoje sny. Zdu­mie­wa­jące było dla mnie, jak dużo do­świad­cza­łam, w jak od­le­głe kra­iny mój umysł wy­pra­wiał się w cza­sie, gdy prze­sy­pia­łam tych osiem go­dzin. Oczy­wi­ście więk­szość tych prze­żyć po­pada rano w nie­pa­mięć i po­zo­sta­jemy z myl­nym wra­że­niem, że ma­rze­nia senne są cha­rak­te­ry­styczne tylko dla ostat­nich mi­nut przed wsta­wa­niem. W rze­czy­wi­sto­ści sny mogą się po­ja­wiać w do­wol­nym frag­men­cie nocy, choć jak się da­lej po­każę, ich treść zmie­nia się z jej bie­giem. Bę­dziemy póź­niej ana­li­zo­wać, ja­kie ma to zna­cze­nie - skoro ma­rze­nia senne roz­gry­wają się przez całą noc, jak mogą wpły­wać na ja­kość spa­nia i zdro­wie psy­chiczne, na­wet je­żeli ich so­bie nie przy­po­mi­namy? I ja­kie zna­cze­nie ma to dla tych z nas, który cier­pią na kosz­mary lub inne nie­po­ko­jące sny?

Wra­ca­jąc jesz­cze do pod­sta­wo­wych wia­do­mo­ści: we wszyst­kich fa­zach i sta­diach snu treść ma­rzeń sen­nych jest w du­żym stop­niu wy­two­rem kory mó­zgo­wej, w któ­rej gro­ma­dzimy wspo­mnie­nia ze swo­jego ży­cia: po­sta­ciami snu stają się nasi naj­bliżsi, a jego sce­ne­rią bywa dom z dzie­ciń­stwa. Z kor czu­cio­wych biorą się wy­ra­zi­ste de­tale per­cep­cyjne, zwłasz­cza wzro­kowe i słu­chowe, choć w snach mogą także wy­stę­po­wać za­pa­chy i smaki (zwy­kle w zde­cy­do­wa­nie mniej­szym za­kre­sie). Po­nadto ba­da­nia z wy­ko­rzy­sta­niem ob­ra­zo­wa­nia mó­zgu uka­zują, że kora ru­chowa ak­ty­wi­zuje się pod­czas śnie­nia okre­ślo­nych czyn­no­ści po­dob­nie jak w trak­cie wy­ko­ny­wa­nia ich na ja­wie.

Cho­ciaż te ko­re­laty ob­ra­zo­wa­nia sen­nego wy­dają się obecne we wszyst­kich sta­diach snu, wy­stę­pują też róż­nice w tre­ści ma­rzeń sen­nych re­la­cjo­no­wa­nych na róż­nych eta­pach snu, co praw­do­po­dob­nie ko­re­spon­duje ze zmia­nami za­cho­dzą­cymi w mó­zgu:

Sny sta­dium I po­ja­wiają się prze­lot­nie w przej­ścio­wych sta­nach za­sy­pia­nia lub bu­dze­nia się, zwa­nych od­po­wied­nio sta­nami hip­na­go­gicz­nymi i hip­no­pom­picz­nymi. Kiedy kon­se­kwent­nie zbie­ramy re­la­cje o tych ma­rze­niach, oka­zuje się, że aż 75 pro­cent okresu sta­dium I za­wiera ja­kieś ob­ra­zo­wa­nie. Mimo że sny ta­kie trwają nie­raz tylko kilka se­kund, mie­wają wy­ra­zi­ste tre­ści wzro­kowe lub so­ma­tyczne. Czę­sto wni­kają do nich bodźce ze świata ze­wnętrz­nego, na przy­kład dzwo­nek bu­dzika czy miau­cze­nie kota. Sny w sta­dium II są zgła­szane po 60-70 pro­cen­tach prze­bu­dzeń. Choć czę­sto mają cha­rak­ter im­mer­syjny i fa­bu­larny, prze­waż­nie oka­zują się krót­sze (mają mniej scen i krót­szy opis słowny) niż w re­la­cjach ze snów REM. Po­nadto za­wie­rają mniej tre­ści per­cep­cyj­nych i emo­cjo­nal­nych oraz mniej po­staci, miejsc i dzia­łań niż sny REM. Są też mniej udziw­nione, uwi­docz­nia się w nich wię­cej lo­gicz­nej my­śli po­dob­nej jak w sta­nie czu­wa­nia, i re­gu­lar­nie wy­stę­pują w nich nie­dawne zda­rze­nia z ży­cia na ja­wie. W ko­lej­nych go­dzi­nach nocy sny sta­dium II wy­dłu­żają się jed­nak, oży­wiają i bar­dziej fa­bu­la­ry­zują, tak że nad ra­nem by­wają nie­kiedy nie do od­róż­nie­niu od ty­po­wych snów REM. Sny sta­dium III są przy­wo­ły­wane w 60 pro­cen­tach razy, ale re­la­cje z nich by­wają bar­dzo zwię­złe - lu­dzie zgła­szają ele­men­tarne per­cep­cje lub emo­cje bez fa­buły. W sta­dium III mogą się też po­ja­wiać sny mi­ni­malne, ta­kie jak wra­że­nie spa­nia bez żad­nych tre­ści albo roz­my­śla­nie we śnie. Po 40 pro­cen­tach prze­bu­dzeń lu­dzie nie przy­po­mi­nają so­bie żad­nych ma­rzeń sen­nych i nie­kiedy zgła­szają po­czu­cie, jakby w ogóle nie spali, lub że mają wy­rwę w świa­do­mo­ści od chwili za­śnię­cia. Z punktu wi­dze­nia ba­da­cza fa­scy­nu­jące jest obu­dzić ko­goś z dłu­giego, głę­bo­kiego snu i usły­szeć, że wy­daje mu się, jakby wcale nie zmru­żył oka. Ba­da­nia w tym kie­runku są istotne ze względu na ich im­pli­ka­cje kli­niczne: po­czu­cie, że głę­boko spa­li­śmy, ma za­sad­ni­cze zna­cze­nie dla tego, czy czu­jemy się rano za­do­wo­leni z noc­nego wy­po­czynku. Sny REM po­wszech­nie uważa się za wy­jąt­kowo im­mer­syjne, udziw­nione, emo­cjo­nalne i fa­bu­larne - naj­bar­dziej oni­ryczne, je­śli można tak po­wie­dzieć z braku lep­szego słowa. Skoro faza REM do­mi­nuje nad ra­nem, wła­śnie te sny więk­szość lu­dzi na co dzień so­bie przy­po­mina. Czę­sto znaj­dują w nich od­bi­cie bie­żące sprawy za­przą­ta­jące nas na ja­wie, choć nie­raz dzieje się to za po­śred­nic­twem me­ta­fo­rycz­nych od­nie­sień do od­le­glej­szych wspo­mnień, co od­róż­nia te ma­rze­nia od snów sta­dium II. Kory czu­ciowe i ru­chowe są bar­dziej ak­tywne w fa­zie REM niż NREM, z czego biorą się cha­rak­te­ry­styczne dla tej fazy wy­ra­zist­sze i sil­niej osa­dzone w ciele sny. Bar­dziej ak­tywny jest też układ lim­biczny mó­zgu (w tym ciało mig­da­ło­wate, od­po­wie­dzialne za emo­cje w ży­ciu na ja­wie), co może się przy­czy­niać do szcze­gól­nie emo­cjo­nal­nej za­war­to­ści snów REM, a także do po­wsta­wa­nia kosz­ma­rów.

Przej­ścia mię­dzy tymi eta­pami snu za­cho­dzą ła­god­nie, w miarę jak wie­lo­krot­nie wpły­wamy z lek­kiego snu w głęb­szy i z po­wro­tem. Ak­tyw­ność mó­zgu nie zmie­nia się gwał­tow­nie z ce­chu­ją­cej jedno sta­dium na tę z in­nego, tylko prze­kształca się stop­niowo, tak że po­ja­wiają się okresy, w któ­rych gra­nica mię­dzy eta­pami snu się za­ciera. Sta­nowi to nie­mały pro­blem, gdy chcemy scha­rak­te­ry­zo­wać sen da­nej osoby. Ame­ry­kań­ska Aka­de­mia Me­dy­cyny Snu opra­co­wała szcze­gó­łowe wy­tyczne, jak i kiedy kla­sy­fi­ko­wać sta­dia snu. W stan­dar­dach tych pró­buje się uwzględ­nić naj­róż­niej­sze ewen­tu­al­no­ści: jak oce­nić sen ko­goś, kto jest w sta­dium II, ale za­czyna prze­ja­wiać oznaki ak­tyw­no­ści REM, ta­kie jak ru­chy ga­łek ocznych lub bez­wład mię­śni, albo jak po­stą­pić, kiedy sen wy­ka­zuje ob­jawy czu­wa­nia, na przy­kład pięt­na­sto­se­kun­dową ak­tyw­ność alfa w ko­rze po­ty­licz­nej. Re­guły te zo­stały pier­wot­nie usta­lone już w 1968 roku, gdy po­li­som­no­gramy były dru­ko­wane w cza­sie rze­czy­wi­stym na pa­pie­rze i tech­nicy oglą­dali każdą stronę, obej­mu­jącą trzy­dzie­ści se­kund, jako osobną "epokę", aby oce­nić sta­dium snu ba­da­nej osoby. Do dziś sto­su­jemy nie­mal te same wy­tyczne i przez wzgląd na tra­dy­cję trzy­mamy się trzy­dzie­sto­se­kun­do­wego okna cza­so­wego (choć za­czyna to ule­gać zmia­nom pod wpły­wem no­wych tech­no­lo­gii kom­pu­te­ro­wych i al­go­ryt­mów).

Jed­nym z za­dań na­uki o snach jest po­zna­nie tego, jak ma­rze­nia senne zmie­niają się (po­wiedzmy, pod ką­tem stop­nia emo­cjo­nal­no­ści lub od­re­al­nie­nia) w ra­mach dzie­więć­dzie­się­cio­mi­nu­to­wego cy­klu snu. Na przy­kład mimo że prze­ciętne re­la­cje ze snów NREM są krót­sze niż ze snów REM, ob­ser­wu­jemy, że sny NREM oka­zują się dłuż­sze, wy­ra­zist­sze i bar­dziej wy­peł­nione tre­ściami, gdy zbie­ramy je na końcu okresu NREM, bli­żej nad­cią­ga­ją­cej fazy REM. Mózg za­czyna pra­co­wać bar­dziej w try­bie REM w miarę zbli­ża­nia się tej fazy - po­ja­wia się wię­cej ak­tyw­no­ści szyb­ko­fa­lo­wej i snów oni­rycz­nych. Po­nadto wraz z wy­dłu­ża­niem się czasu spę­dzo­nego w fa­zie REM re­la­cjo­no­wane ma­rze­nia senne stają się bar­dziej "jak ze snu". Im dłu­żej czło­wiek znaj­duje się w fa­zie REM, tym bar­dziej jego sny są opi­sy­wane jako ak­tywne, emo­cjo­nalne, wy­ra­zi­ste, fa­bu­larne i im­mer­syjne.

Bio­rąc pod uwagę ana­lizę w in­nej skali, sny ewo­lu­ują w trak­cie nocy. Na przy­kład liczba snów i dłu­gość re­la­cji o nich zwięk­szają się w miarę upływu nocy. Z każ­dym ko­lej­nym cy­klem wy­dłu­żają się zwłasz­cza sny NREM. Praw­do­po­dob­nie wiąże się to z ryt­mem oko­ło­do­bo­wym i fak­tem, że ogól­nie sen staje się co­raz lżej­szy, z prze­wagą fazy REM nad ra­nem. Do in­nych cech, które ule­gają na­si­le­niu w ciągu nocy, na­leżą de­tale per­cep­cyjne, wy­ra­zi­stość, nie­co­dzien­ność i in­ten­syw­ność emo­cjo­nalna za­równo snów NREM, jak i REM. In­nymi słowy, z bie­giem nocy sny są co­raz bar­dziej oni­ryczne; w póź­niej­szych cy­klach i rano są w więk­szym stop­niu wy­ra­zi­ste, im­mer­syjne i in­te­rak­tywne spo­łecz­nie. Wy­jąt­kowo do­brze na­dają się do ba­dań na­uko­wych po­ranne drzemki: stwier­dzi­li­śmy, że w przy­padku jed­no­go­dzin­nej po­ran­nej drzemki bar­dzo duży od­se­tek lu­dzi przy­po­mi­nał so­bie sny NREM oraz REM (od­po­wied­nio 89 i 96 pro­cent) z eks­pre­syj­nymi tre­ściami zmy­sło­wymi w jed­nych i dru­gich.

Pod­su­mo­wu­jąc, czę­sto­tli­wość ma­rzeń sen­nych i ich treść fluk­tu­uje w zgo­dzie z oscy­la­cją dzie­więć­dzie­się­cio­mi­nu­to­wego cy­klu snu oraz na­sila się w miarę upływu nocy, tak że szczyt czę­sto­tli­wo­ści i in­ten­syw­no­ści snów przy­pada na fazy REM nad ra­nem.

Do tej pory ogra­ni­cza­li­śmy na­szą ana­lizę śnie­nia do tej czę­ści ży­cia, którą po­świę­camy na sen, i roz­wa­ża­li­śmy róż­no­rod­ność snów je­dy­nie w trak­cie nocy. Po­stęp tech­niczny po­zwala nam jed­nak te­raz zbie­rać dane w znacz­nie szer­szym za­kre­sie, niż było to moż­liwe daw­niej. W szcze­gól­no­ści no­wo­cze­sna elek­tro­en­ce­fa­lo­gra­fia (EEG) o wy­so­kiej gę­sto­ści umoż­li­wia mo­ni­to­ro­wa­nie mó­zgu z dużą roz­dziel­czo­ścią, a w kon­se­kwen­cji pre­cy­zyjne po­zna­wa­nie, co w okre­ślo­nych mo­men­tach dzieje się w po­szcze­gól­nych ob­sza­rach mó­zgu. Dzięki tym me­to­dom ba­daw­czym do­ko­nano za­ska­ku­ją­cego od­kry­cia: pro­cesy śnie­nia mogą nie być wy­łącz­nym atry­bu­tem spa­nia.

Je­żeli w tra­dy­cyj­nym mo­ni­to­ro­wa­niu snu używa się sze­ściu elek­trod umiej­sco­wio­nych na czo­ło­wym, środ­ko­wym i tyl­nym ob­sza­rze głowy, to no­wo­cze­sne EEG o wy­so­kiej gę­sto­ści jest w sta­nie jed­no­cze­śnie re­je­stro­wać sy­gnały z 256 elek­trod roz­ło­żo­nych na ca­łej gło­wie. Po­zwo­liło to na wy­kry­cie tzw. snu lo­kal­nego, w któ­rym wolne fale delta (ta­kie jak ty­powe dla pracy mó­zgu w głę­bo­kim sta­dium III snu) po­ja­wiają się w ja­kimś re­jo­nie mó­zgu na­wet wtedy, gdy po­zo­stała jego część trwa w sta­nie peł­nego czu­wa­nia. Ozna­cza to, że śnie­nie może za­cho­dzić nie tylko na do­wol­nym eta­pie snu, lecz także w trak­cie epi­zo­dów błą­dze­nia my­ślami (mind wan­de­ring) na ja­wie, czyli w sy­tu­acjach, które okre­śla się jako ma­rze­nie na ja­wie.

Przy­padki snu lo­kal­nego wy­stę­pują zwy­kle wów­czas, gdy wolne fale za­czy­nają się po­ja­wiać nad przy­środ­kową korą przed­czo­łową. Fale te wska­zują, że pewne frag­menty mó­zgu nie­jako za­sy­piają, pod­czas gdy inne po­zo­stają roz­bu­dzone. W opi­sy­wa­nej sy­tu­acji za­sy­pia­jący ob­szar wiąże się z me­ta­po­zna­niem, czyli zdol­no­ścią ste­ro­wa­nia my­śle­niem i spra­wo­wa­nia kon­troli nad my­ślami. Kiedy je­ste­śmy cał­ko­wi­cie roz­bu­dzeni, dys­po­nu­jemy pew­nym za­kre­sem zdol­no­ści me­ta­po­znaw­czych. Gdy jed­nak po­zwa­lamy, by umysł swo­bod­nie błą­dził, po­woli tra­cimy te zdol­no­ści - tok my­śle­nia staje się mniej zo­gni­sko­wany i wy­re­ży­se­ro­wany. W miarę jak wolne fale za­czy­nają prze­wa­żać i od­pły­wamy w sen, nasz do­stęp w cza­sie snu do zdol­no­ści me­ta­po­znaw­czych ulega oczy­wi­ście jesz­cze więk­szemu uszczu­ple­niu.

Dajmy przy­kład: gdy stop­niowo prze­cho­dzimy od zwy­kłego my­śle­nia do roz­ma­rze­nia na ja­wie, my­śli mogą się prze­sta­wiać ze spo­rzą­dza­nia planu reszty dnia na wspo­mi­na­nie ro­man­tycz­nej randki czy fan­ta­zjo­wa­nie o niej. Pla­no­wa­nie wy­maga więk­szego sku­pie­nia uwagi, na­to­miast ten drugi pro­ces ma ra­czej cha­rak­ter wy­obra­że­niowy, choć za­cho­wu­jemy zdol­ność po­now­nego sku­pie­nia uwagi, je­śli za­cho­dzi taka po­trzeba. Gdy wcho­dzimy w co­raz głęb­szy sen, na przy­kład w ma­rze­niach sen­nych sta­dium II, za­nu­rzamy się w ob­ra­zo­wa­niu, ale w snach tych na­dal wy­stę­pują epi­zody "my­śle­nia". Po­wiedzmy, że śni się nam za­bawa w cho­wa­nego, która z jed­nej strony nas po­chła­nia, ale z dru­giej za­sta­na­wiamy się też, gdzie się scho­wać i co da­lej ro­bić. Naj­mniej czyn­no­ści me­ta­po­znaw­czych po­ja­wia się w snach REM, za­wie­rają zaś one naj­bar­dziej ak­tywne i wcią­ga­jące ob­ra­zo­wa­nie - śniący czło­wiek nie za­sta­na­wia się szcze­gól­nie nad swo­imi do­świad­cze­niami (na przy­kład: zma­te­ria­li­zo­wał się mi­kro­fon, więc za­czę­łam śpie­wać albo go­niło mnie zwie­rzę, więc ucie­ka­łam). Wy­daje się, że w snach REM wy­stę­puje ra­czej ak­cja niż my­śle­nie - po­dej­mo­wa­nie dzia­łań w od­po­wie­dzi na wy­mogi snu bez po­świę­ca­nia im więk­szej re­flek­sji21. Czę­ściowo wła­śnie to chwi­lowe uwol­nie­nie się od ope­ra­cji me­ta­po­znaw­czych po­zwala nam na pełne wej­ście w świat snu, lecz rów­nież z tego po­wodu mogą nas ogar­niać kosz­mary.

Wy­gląda na to, że śnie­nie obej­muje całe spek­trum, roz­cią­ga­jące się od my­śle­nia na ja­wie aż do spa­nia, a nie jest przy­pi­sane wy­łącz­nie ja­kie­muś jed­nemu sta­nowi. W tym uję­ciu śnie­nie jest formą zin­ten­sy­fi­ko­wa­nego błą­dze­nia my­ślami22 i oba te zja­wi­ska po­wstają na tym sa­mym pod­łożu neu­ro­no­wym. Ba­da­nia prze­pro­wa­dzone w na­szym la­bo­ra­to­rium po­ka­zały, że ta­kie ce­chy ma­rzeń sen­nych jak emo­cje, od­re­al­nie­nie i wy­ra­zi­stość zmy­słowa wy­stę­pują z róż­nym na­tę­że­niem w kon­ti­nuum od wy­obra­żeń na ja­wie do śnie­nia, przy czym ma­rze­nia na ja­wie są naj­mniej wy­ra­zi­ste, sny REM naj­bar­dziej, a sny NREM pla­sują się po­mię­dzy nimi. Pra­wi­dło­wo­ści te dają nam wgląd w pro­cesy za­cho­dzące na po­szcze­gól­nych eta­pach snu oraz w ca­łym cy­klu oko­ło­do­bo­wym. Aby jed­nak zro­zu­mieć przy­czyny tej zmien­no­ści, trzeba nieco bar­dziej za­głę­bić się w źró­dła śnio­nych tre­ści.

Śnie­nie a pa­mięć

Kiedy de­cy­do­wa­łam się od­być stu­dia dok­to­ranc­kie na Uni­wer­sy­te­cie Mont­re­al­skim, nie­małą prze­szkodą był fakt, że wszyst­kie za­ję­cia miały być pro­wa­dzone po fran­cu­sku. Z na­iwną wiarą w sie­bie za­pi­sa­łam się na in­ten­sywny kurs tego ję­zyka la­tem przed roz­po­czę­ciem pro­gramu dok­to­ranc­kiego. W ciągu tych ty­go­dni za­uwa­ży­łam, że wiele po­staci w mo­ich snach za­częło się od­zy­wać po fran­cu­sku, nie­które ka­le­cząc ję­zyk, a inne po­słu­gu­jąc się nim jakby cał­kiem płyn­nie. Ob­ser­wo­wa­łam, jak młyny lin­gwi­styczne po­woli prze­mie­lały spo­łeczną war­stwę mo­ich snów.

Nie ma­jąc tego świa­do­mo­ści, do­świad­cza­łam w prak­tyce kla­sycz­nego eks­pe­ry­mentu opra­co­wa­nego przez ka­na­dyj­skiego ba­da­cza snów Jo­se­pha De Ko­nincka, w któ­rym oka­zało się, że za­nu­rze­niu w na­ukę ję­zyka na kur­sie fran­cu­skiego stop­niowo to­wa­rzy­szyło śnie­nie w no­wym ję­zyku oraz do­sko­na­le­nie po­słu­gi­wa­nia się nim.

Obec­nie wiemy, że je­śli cho­dzi o funk­cje psy­chiczne spa­nia, jest ono szcze­gól­nie ważne dla na­uki, gdyż prze­spa­nie się za­równo wzmac­nia po­je­dyn­cze ślady pa­mię­ciowe, jak i wspiera sieci pa­mięci dłu­go­trwa­łej. Nie po­winno więc dzi­wić, że od pew­nego czasu na­ukowcy ba­dają, czy w tej sy­tu­acji rów­nież ma­rze­nia senne otwie­rają wrota ucze­nia się.

Za­nim bar­dziej się w to za­głę­bimy, po­zwolę so­bie po­krótce za­pre­zen­to­wać samą pa­mięć. Ważne jest, by wie­dzieć, że wy­róż­niamy jej różne ro­dzaje. Nie­które wspo­mnie­nia można świa­do­mie od­twa­rzać, na przy­kład se­man­tyczne, które obej­mują wszel­kiego typu wie­dzę ogólną, taką jak świa­do­mość, że niebo jest nie­bie­skie albo jak brzmi ty­tuł two­jej ulu­bio­nej pio­senki. Z ko­lei pa­mięć epi­zo­dyczna od­nosi się do wspo­mnień kon­kret­nych wy­da­rzeń, ta­kich jak ob­chody two­ich osiem­na­stych uro­dzin albo co było na śnia­da­nie w ostatni po­nie­dzia­łek. Jak się do­my­ślasz, wiele wspo­mnień epi­zo­dycz­nych z cza­sem się za­ciera; roz­my­wają się one w ogól­niej­sze wspo­mnie­nia se­man­tyczne. Choć nie przy­po­mi­nam so­bie do­kład­nie, co ja­dłam na śnia­da­nie w po­nie­dzia­łek mie­siąc temu (pa­mięć epi­zo­dyczna), wiem, że zwy­kle w dni po­wsze­dnie ro­bię so­bie przed wyj­ściem do pracy tost z ma­słem orze­cho­wym (pa­mięć se­man­tyczna).

Wspo­mnie­nia epi­zo­dyczne i se­man­tyczne, czyli te, które można świa­do­mie od­two­rzyć, na­zywa się de­kla­ra­tyw­nymi czy jaw­nymi. Róż­nią się one od wspo­mnień nie­de­kla­ra­tyw­nych, które na­by­wamy i od­twa­rzamy bar­dziej nie­świa­do­mie. Za­li­czają się do nich ta­kie zja­wi­ska, jak opa­no­wa­nie umie­jęt­no­ści jazdy na ro­we­rze (pa­mięć mię­śniowa) oraz sko­ja­rze­nia nie­jawne, gdy na przy­kład za­pach mo­rza wzbu­dza wspo­mnie­nia wa­ka­cji z dzie­ciń­stwa. W przy­padku pa­mięci nie­de­kla­ra­tyw­nej nie zda­jemy so­bie świa­do­mie sprawy z za­pi­sy­wa­nia ani od­twa­rza­nia wspo­mnie­nia - pro­ces ten spra­wia wra­że­nie, jakby prze­bie­gał bar­dziej au­to­ma­tycz­nie.

Bez wąt­pie­nia sen od­grywa za­sad­ni­czą rolę we wszyst­kich tych ro­dza­jach ucze­nia się - wpływa na to, jak mózg ma­ga­zy­nuje i wy­do­bywa różne wspo­mnie­nia. Dawni ba­da­cze uwa­żali, że faza NREM od­po­wiada za prze­cho­wy­wa­nie wspo­mnień de­kla­ra­tyw­nych, a faza REM nie­de­kla­ra­tyw­nych. Prze­ma­wiało za tym usta­le­nie, że faza NREM ko­re­luje przede wszyst­kim z lep­szym wy­ko­ny­wa­niem za­dań de­kla­ra­tyw­nych: za­pa­mię­ty­wa­niem par słów, roz­po­zna­wa­niem twa­rzy czy na­uką no­wego słow­nic­twa. Z ko­lei faza REM łą­czyła się bar­dziej z pa­mię­cią nie­de­kla­ra­tywną - więk­szą spraw­no­ścią w za­da­niach mo­to­rycz­nych, za­pa­mię­ty­wa­niem to­po­gra­fii la­bi­ryntu i wy­ko­ny­wa­niem in­nych za­dań wzro­kowo-prze­strzen­nych. Przy­pa­dek pa­mięci se­man­tycz­nej był bar­dziej za­gma­twany, gdyż jedni na­ukowcy wy­ka­zy­wali, że dla po­stę­pów w na­uce ję­zyka ob­cego ważna jest faza REM, a inni, że z opa­no­wy­wa­niem słow­nic­twa wiąże się faza NREM.

Z cza­sem oka­zało się, że na­uka bar­dziej zło­żo­nych za­dań za­leży od wielu eta­pów snu, a także od róż­nych ty­pów pa­mięci, to­też roz­stano się z ideą przy­pi­sy­wa­nia kon­kret­nych ty­pów pa­mięci okre­ślo­nym fa­zom snu. Za­miast tego wy­ło­nił się mo­del se­kwen­cyjny, zgod­nie z któ­rym pa­mięć ma być wzmac­niana w trak­cie ko­lej­nych okre­sów NREM i REM, przy czym w obu tych fa­zach prze­twa­rzane są inne ele­menty da­nego wspo­mnie­nia. Obec­nie uważa się, że jest to znacz­nie po­praw­niej­szy ogląd pro­cesu wzmac­nia­nia na­uki przez sen, w któ­rym efekt za­leży od eta­pów NREM i REM łącz­nie i na­stę­po­wa­nia tych okre­sów po so­bie w trak­cie nocy.

W ra­mach mo­deli se­kwen­cyj­nych twier­dzi się, że faza NREM, która po­ja­wia się wcze­śniej w cy­klu snu, ma zna­cze­nie dla sta­bi­li­zo­wa­nia nie­daw­nych śla­dów pa­mię­cio­wych, co za­cho­dzi głów­nie na po­czątku nocy, gdy wszyst­kie szcze­góły dnia są w umy­śle sto­sun­kowo świeże. W fa­zie NREM po­ja­wiają się krót­kie epi­zody ak­tyw­no­ści szyb­ko­fa­lo­wej, roz­cho­dzące się w ca­łym mó­zgu, a ge­ne­ro­wane głę­boko w nim, gdzie wspo­mnie­nia są pier­wot­nie ko­do­wane i skąd ema­nują do zlo­ka­li­zo­wa­nych bar­dziej po­wierzch­niowo neu­ro­nów ko­ro­wych. Na­ukowcy są zda­nia, że mamy tu do czy­nie­nia ze swo­istą re­ak­ty­wa­cją czy po­wtórką wspo­mnień. Mózg roz­syła świeże ślady pa­mię­ciowe z ich źró­dła w hi­po­kam­pie, gdzie są pier­wot­nie two­rzone, do roz­le­głych re­jo­nów ko­ro­wych w celu ich prze­cho­wy­wa­nia. W ba­da­niach na zwie­rzę­tach ob­ser­wu­jemy kon­kretne wzorce po­bu­dzeń neu­ro­nów, gdy wspo­mnie­nia z okresu ak­tyw­no­ści zwie­rzę­cia na ja­wie są do­kład­nie od­twa­rzane w fa­zie NREM (re­je­struje się to mi­nia­tu­ro­wymi przy­rzą­dami neu­ron po neu­ro­nie), do czego na­wią­zuje ter­min "re­ak­ty­wa­cja pa­mięci". Te re­ak­ty­wo­wane ślady pa­mię­ciowe są wy­ty­po­wane do dłu­go­trwa­łego prze­cho­wy­wa­nia.

Nie wszyst­kie wspo­mnie­nia ule­gają jed­nak ta­kiemu utrwa­la­niu. W rze­czy­wi­sto­ści inną fun­da­men­talną funk­cją fazy NREM jest wy­ma­zy­wa­nie nie­istot­nych śla­dów pa­mię­cio­wych. W mó­zgu po­wstaje każ­dego dnia prze­ol­brzy­mia liczba no­wych po­łą­czeń neu­ro­no­wych, co sta­nowi na­ra­sta­jące ob­cią­że­nie dla jego za­so­bów i nie mo­głoby być to­le­ro­wane na dłuż­szą metę. Jed­nym z za­dań snu wol­no­fa­lo­wego jest prze­cze­sy­wa­nie tych licz­nych nowo za­pi­sa­nych wspo­mnień i usu­wa­nie wszyst­kich sła­bych, bła­hych śla­dów, by przy­go­to­wać miej­sce dla ko­lej­nych. W pew­nym sen­sie w trak­cie snu wol­no­fa­lo­wego do­cho­dzi każ­dej nocy do re­se­to­wa­nia sys­temu, od­świe­że­nia do­stęp­no­ści sy­naps w mó­zgu, a przy tym ka­so­wa­nia mnó­stwa dro­bia­zgo­wych in­for­ma­cji z na­szego ży­cia na ja­wie. Faza NREM po­maga więc za­cho­wy­wać ważne ślady pa­mię­ciowe i za­bez­pie­czać je przed noc­nym usu­wa­niem.

Co wia­domo o roli od­gry­wa­nej w tym pro­ce­sie przez ma­rze­nia senne? W celu ba­da­nia pa­mięci w kon­tek­ście snów czę­sto da­jemy uczest­ni­kom eks­pe­ry­men­tów ja­kieś za­pa­da­jące w pa­mięć za­da­nie do wy­ko­na­nia przed za­śnię­ciem, a po­tem sta­ramy się wy­chwy­cić jego echa w tre­ści po­ja­wia­ją­cych się snów. W jed­nym z wcze­snych, prze­ło­mo­wych eks­pe­ry­men­tów, prze­pro­wa­dzo­nym w 2000 roku przez na­ukowca z Ha­rvardu Ro­berta Stick­golda, lu­dzie grali przez kilka go­dzin w Te­tris, co spra­wiło, że w chwili za­sy­pia­nia 60 pro­cent z nich wi­działo pod przy­mknię­tymi po­wie­kami spa­da­jące klocki (było tak na­wet u pa­cjen­tów z amne­zją, któ­rzy nie przy­po­mi­nali so­bie de­kla­ra­tyw­nie, że grali w Te­tris)23. Jak zgło­siła jedna z osób, były to po­mie­szane ob­razy "te­tri­so­wych fi­gur fru­wa­ją­cych mi przed oczami".

Cią­głe na­pię­cie uwagi wzro­ko­wej i prze­strzen­nej, któ­rej wy­maga ta gra, po­wo­duje, że jest to za­da­nie ide­al­nie na­da­jące się do tego, by tra­fiało do snów, znacz­nie lep­sze od pro­stych za­dań po­znaw­czych typu na­uka par słów (a przy­naj­mniej ła­twiej iden­ty­fi­ko­walne pod­czas ba­dań snów). W licz­nych eks­pe­ry­men­tach od tam­tej pory sko­rzy­stano z rów­nie wcią­ga­ją­cych za­dań, by pójść krok da­lej i za­de­mon­stro­wać, że śnie­nie o za­da­niu jest po­wią­zane także z ucze­niem się - z lep­szym dzia­ła­niem pa­mięci w związku z tym za­da­niem po obu­dze­niu się.

W jed­nym z pierw­szych ba­dań po­ka­zu­ją­cych ten efekt, wy­ko­na­nym przez te­goż Ro­berta Stick­golda z Erin Wam­sley, ochot­nicy po­ru­szali się w wir­tu­al­nym la­bi­ryn­cie przed drzemką w ciągu dnia i po niej. Oka­zało się, że już sam fakt zwy­kłego prze­spa­nia się po­pra­wiał wy­niki uzy­ski­wane w grze. Ci zaś, któ­rym śniło się wy­ko­ny­wa­nie za­da­nia, wpra­wili się w nim dzie­się­cio­krot­nie bar­dziej niż po­zo­stali. W ko­lej­nym ba­da­niu roz­sze­rzono te usta­le­nia na sen przez całą noc. Tym ra­zem do spraw­nego po­ru­sza­nia się w la­bi­ryn­cie mo­ty­wo­wała uczest­ni­ków obie­cana na­groda pie­niężna - co, jak wia­domo, po­tę­guje po­zy­tywny wpływ snu na ucze­nie się, po­nie­waż pie­nią­dze "zna­kują" wspo­mnie­nie jako ważne (da­lej bę­dzie jesz­cze o tym mowa). Aby wy­ko­rzy­stać całą noc, pro­szono lu­dzi, by przed­sta­wili wiele re­la­cji ze snów: naj­pierw przed za­śnię­ciem, po­tem kilka razy w chwi­lach usy­pia­nia, kilka we śnie NREM i jedną rano.

W su­mie 71 pro­cent osób zgło­siło sny za­wie­ra­jące od­nie­sie­nia do la­bi­ryntu. Nie­któ­rzy wy­ko­ny­wali za­da­nie w wy­obraźni na ja­wie, zmo­ty­wo­wani per­spek­tywą otrzy­ma­nia za­płaty za roz­wią­za­nie za­gadki. Te men­talne przy­miarki do za­da­nia były bar­dzo po­dobne do rze­czy­wi­stego po­ru­sza­nia się po la­bi­ryn­cie, na­to­miast cie­kawe rze­czy za­czy­nały się dziać z re­al­nym na­sta­niem snu: "Do­strze­gam la­bi­rynt i przy­cho­dzi mi na myśl, że gdy­by­śmy mo­gli wy­pły­nąć nad niego, wszystko by­śmy zo­ba­czyli". W miarę upływu nocy sny co­raz mniej do­ty­czyły la­bi­ryntu, choć nie­które po­zo­sta­wały wy­raź­nie z nim zwią­zane. Pew­nej oso­bie śniło się w sta­dium II "sta­nie po­środku la­bi­ryntu i cze­ka­nie, aż znaj­dzie mnie ko­le­żanka. A ona cią­gle cho­dziła w kółko i wo­łała mnie po imie­niu". W końcu ktoś re­la­cjo­no­wał, jak w po­ran­nym śnie REM spa­ce­ro­wał "po la­bi­ryn­cie, ale ta­kim, ja­kie spo­tyka się w parku, z ży­wo­pło­tami i krza­kami".

Co zna­mienne, te sny nie przy­po­mi­nają do­kład­nych po­wtó­rek wy­ko­ny­wa­nia za­da­nia ani na­wet jaw­nych prób roz­wią­za­nia za­gadki. Mimo to osoby, któ­rym co naj­mniej raz przy­śnił się la­bi­rynt, po­ru­szały się w nim po­tem spraw­niej niż te, któ­rym się on nie śnił (oraz niż te, które wy­ko­ny­wały próby przej­ścia la­bi­ryntu w wy­obraźni na ja­wie) - skra­cał się czas i dłu­gość ich drogi przez la­bi­rynt, tak że lu­dzie wy­daj­niej do­cie­rali do celu24.

Zwią­zek snów z efek­tyw­niej­szą na­uką wy­ka­zały rów­nież po­dobne eks­pe­ry­menty prze­pro­wa­dzone w Mont­re­alu. W jed­nym z ba­dań uczest­nicy, któ­rym śniła się gra z od­by­wa­niem lo­tów w rze­czy­wi­sto­ści wir­tu­al­nej (sny o tre­ści wzro­ko­wej lub ki­ne­ste­tycz­nej po­wią­za­nej z la­ta­niem), le­piej ra­dzili so­bie po­tem w tej grze niż po­zo­stali. Tak samo było z za­da­niem Wii Fit na rów­no­wagę, ale w tym przy­padku z lep­szymi re­zul­ta­tami po obu­dze­niu ko­re­lo­wały nie tylko sny do­ty­czące za­da­nia, lecz także la­bo­ra­to­rium (sny o eks­pe­ry­men­ta­to­rach lub oto­cze­niu i sprzę­cie la­bo­ra­to­ryj­nym).

Rów­nież w Ro­che­ster prze­ko­na­li­śmy się, że sny do­ty­czące la­bo­ra­to­rium były po­wią­zane z efek­tyw­niej­szą na­uką ję­zyka. Już z wcze­śniej­szych ba­dań wy­ni­kało, że ma­rze­nia senne mają zna­cze­nie dla opa­no­wy­wa­nia ję­zyka ob­cego: im le­piej ktoś znał nowy ję­zyk, tym in­ten­syw­niej ję­zyk ten po­ja­wiał się w jego snach, a także im szyb­sze były po­stępy w przy­swa­ja­niu tego ję­zyka, tym wcze­śniej tra­fiał on do snów. W na­szym eks­pe­ry­men­cie po­ka­zy­wa­li­śmy uczest­ni­kom uda­ją­cym się na drzemkę na­gra­nia wi­deo pięć­dzie­się­ciu zna­ków ame­ry­kań­skiego ję­zyka mi­go­wego. Ję­zyk taki ma oczy­wi­ście wy­jąt­kowe ce­chy, gdyż w więk­szym stop­niu niż inne opiera się na pa­mięci ru­cho­wej i wzro­kowo-prze­strzen­nej, do ko­mu­ni­ka­cji używa się bo­wiem ge­stów oraz mi­miki. Stwier­dzi­li­śmy, że po­ło­wie uczest­ni­ków śniło się la­bo­ra­to­rium i osoby te po­praw­niej roz­po­zna­wały znaki mi­gowe po obu­dze­niu się. Są­dzimy, że sny do­ty­czące la­bo­ra­to­rium od­zwier­cie­dlały prze­twa­rza­nie wspo­mnień ca­łego do­świad­cze­nia sprzed za­śnię­cia, w tym sa­mego ucze­nia się25.

Raz po raz ba­da­nia te wy­ka­zują efek­tyw­ność na­uki "off-line" w trak­cie spa­nia i śnie­nia. Trudno jed­nak orzec, czy ma­rze­nia senne ak­tyw­nie przy­czy­niają się do wzmac­nia­nia wspo­mnień pod­czas spa­nia, czy też są tylko od­zwier­cie­dle­niem pro­cesu, który za­cho­dzi po pro­stu pod­czas spa­nia.

Aby to usta­lić, w nie­któ­rych eks­pe­ry­men­tach pro­szono osoby śniące przy­tom­nie, czyli spra­wu­jące w pew­nym stop­niu kon­trolę nad prze­bie­giem swo­ich snów, o ce­lowe ćwi­cze­nie da­nego za­da­nia w snach. Uczest­nicy jed­nego z ta­kich ba­dań zdo­łali tre­no­wać rzuty rzut­kami w przy­tom­nym śnie26. Nie­któ­rzy wy­ko­ny­wali aż po trzy­dzie­ści rzu­tów we śnie, ale inni na­tra­fiali na różne prze­szkody. Pewna osoba za­częła uży­wać lu­stra jako tar­czy i roz­pro­szyła się, pró­bu­jąc zmie­nić je na lep­szą tar­czę. W in­nym śnie tar­cza zo­stała rzu­to­wana na głowę ja­kiejś ko­biety, co po­wstrzy­mało śnią­cego przed tre­nin­giem. Po­sta­cie w jesz­cze in­nym śnie za­żą­dały od śpią­cego pie­nię­dzy na za­kup do­dat­ko­wych lo­tek. Osta­tecz­nie tylko te osoby, któ­rym udało się z po­wo­dze­niem ćwi­czyć we śnie, po­pra­wiły swoją sku­tecz­ność w rzu­tach rano. Po­zo­stali wy­ka­zali się rano gor­szymi umie­jęt­no­ściami niż przed snem. W tym przy­padku wy­daje się, że dla od­dzia­ły­wa­nia snu miała zna­cze­nie jego szcze­gó­łowa treść, co wska­zuje, że ma­rze­nie senne może od­gry­wać istotną rolę w ucze­niu się.

Dys­po­nu­jemy dziś istot­nymi świa­dec­twami prze­ma­wia­ją­cymi za ist­nie­niem związku mię­dzy snami a ucze­niem się, choć usta­le­nia te by­wają w różny spo­sób in­ter­pre­to­wane. Zgod­nie z naj­bar­dziej za­cho­waw­czym sta­no­wi­skiem sny do­ty­czące wy­ko­ny­wa­nych za­dań wy­ni­kają po pro­stu z in­dy­wi­du­al­nych róż­nic mię­dzy uczest­ni­kami ba­dań. Na przy­kład pewne osoby mogą mieć więk­sze umie­jęt­no­ści po­znaw­cze lub być sil­niej zmo­ty­wo­wane i dla­tego po pierw­sze, in­ten­syw­niej śni się im za­da­nie, a po dru­gie, bar­dziej wpra­wiają się w jego wy­ko­ny­wa­niu. Druga in­ter­pre­ta­cja - nie­ko­niecz­nie wy­klu­cza­jąca po­przed­nią - głosi, że ma­rze­nia senne od­zwier­cie­dlają pro­ces ucze­nia się lub ak­tyw­nie przy­czy­niają się do niego. Wy­daje się, że eks­pe­ry­menty z przy­tom­nymi snami do­star­czają ar­gu­men­tów na rzecz tego, iż sama treść snów może przy­spie­szać ucze­nie się. Mo­głoby to prze­bie­gać na za­sa­dzie po­dob­nej do wi­zu­ali­za­cji na ja­wie, z któ­rej z po­wo­dze­niem ko­rzy­sta wielu spor­tow­ców przed star­tami w za­wo­dach i mu­zy­ków przed wy­stę­pami. W tym wy­padku śnie­nie by­łoby bar­dziej im­mer­syjną i an­ga­żu­jącą ciało formą wy­ko­ny­wa­nia ćwi­czeń wy­obra­że­nio­wych, a za­tem po­ten­cjal­nie sku­tecz­niej­szą w na­uce.

Wy­daje się, że pierw­szy etap se­lek­cji i ma­ga­zy­no­wa­nia nie­daw­nych śla­dów pa­mię­cio­wych za­cho­dzi w fa­zie NREM, na­to­miast drugi, ten w fa­zie REM, po­lega na roz­sze­rza­niu i wzmac­nia­niu po­łą­czeń mię­dzy śla­dami pa­mię­cio­wymi. Wy­jąt­kową ce­chą fazy REM jest jej wy­bit­nie ko­ja­rze­niowa (hi­per­aso­cja­cyjna) na­tura - sen taki otwiera do­stęp do naj­roz­ma­it­szych śla­dów pa­mię­cio­wych w mó­zgu, się­ga­ją­cych da­leko w głąb na­szej bio­gra­fii, tak iż każde nowe prze­ży­cie zo­staje ze­sta­wione z wie­loma po­dob­nymi, ja­kich do­świad­czy­li­śmy wcze­śniej. "Och, ta sprzeczka, jaką mia­łam dziś z sze­fem na te­mat se­gre­go­wa­nia do­ku­men­tów w tecz­kach, przy­po­mina mi, jak za­wsze ro­bi­łam pod­su­mo­wa­nia na ko­niec dnia, pra­cu­jąc na ka­sie, a także jest po­dobna do tego, gdy na­krzy­czał na mnie na­uczy­ciel, poza tym te teczki mają ko­lor ze­schłych, je­sien­nych li­ści, a drzwiczki szafki trza­skają jak trza­śnię­cie drzwiami, rzu­ce­nie słu­chawki, krzyk­nię­cie "Prze­stań!"".

Dla­czego faza REM jest hi­per­aso­cja­cyjna? Je­den z po­wo­dów jest taki, że trzeba two­rzyć sko­ja­rze­nia mię­dzy do­świad­cze­niami, by te nowe le­piej utrwa­lały się w pa­mięci oraz aby w świe­cie ujaw­niały się pra­wi­dło­wo­ści, które będą nam po­ma­gały w przy­szłym funk­cjo­no­wa­niu. Wy­daje się, że wła­śnie to in­te­gro­wa­nie no­wych do­świad­czeń z pa­mię­cią jest za­sad­ni­czym za­da­niem fazy REM.

Na ja­wie do­świad­cze­nia są naj­pierw ko­do­wane jako osobne epi­zody, które wy­stę­pują w okre­ślo­nym miej­scu i cza­sie (wczo­raj ja­dłam ser z grilla w ka­wiarni Blue Wolf). Je­żeli wspo­mnie­nie zo­staje wy­se­lek­cjo­no­wane do dłu­go­trwa­łego prze­cho­wy­wa­nia, ele­men­tem tego trans­feru jest roz­dy­stry­bu­owa­nie go: kon­tekst prze­strzenny i cza­sowy (ka­wiar­nia Blue Wolf, wczo­raj) od­dziela się od in­nych aspek­tów wspo­mnie­nia (cie­pły sło­neczny dzień, roz­mowa z ba­ri­stą, efek­tywna praca nad książką). Wszyst­kie te szcze­góły zo­stają roz­dy­stry­bu­owane i z cza­sem co­raz trud­niej jest je ze­brać i zło­żyć w wierne wspo­mnie­nie epi­zo­dyczne. Wciąż mogę so­bie wtedy przy­po­mi­nać, że po­szłam do ka­wiarni, ale nie pa­mię­tam, co za­mó­wi­łam, o czym roz­ma­wia­łam albo ja­kim za­gad­nie­niem zaj­mo­wa­łam się pod­czas pi­sa­nia. W rze­czy­wi­sto­ści w miarę upływu czasu więk­szość epi­zo­dów de­gra­duje się w pa­mięci w taki spo­sób. Je­dy­nie zda­rze­nia bar­dzo emo­cjo­nu­jące lub te, które wie­lo­krot­nie so­bie przy­po­mi­namy, po­zo­stają złą­czone ze swoim kon­tek­stem i za­cho­wują się w po­staci wspo­mnień epi­zo­dycz­nych. Ma to szcze­gólne zna­cze­nie dla na­szej dal­szej ana­lizy kosz­ma­rów.

Wy­daje się, że faza REM jest od­po­wie­dzialna m.in. za roz­dy­stry­bu­owy­wa­nie frag­men­tów wspo­mnie­nia i re­kom­bi­no­wa­nie ich z in­nymi, po­dob­nymi wspo­mnie­niami z prze­szło­ści. W pew­nym sen­sie w fa­zie REM do­cho­dzi do wza­jem­nego wią­za­nia ele­men­tów po­kry­wa­ją­cych się wspo­mnień. Z cza­sem pro­wa­dzi to do utwo­rze­nia się wspo­mnie­nia bar­dziej uogól­nio­nego, se­man­tycz­nego czy wręcz nie­jaw­nego - cze­goś, co po­wstaje z na­kła­da­nia się na sie­bie wielu do­świad­czeń. Na przy­kład na pod­sta­wie wi­zyt we wszyst­kich ka­wiar­niach, w któ­rych by­łam, mam te­raz świa­do­mość tego, co mi od­po­wiada i czego po­szu­kuję, kiedy idę po­pra­co­wać w mie­ście. W per­spek­ty­wie dłu­go­fa­lo­wej to uogól­nia­nie wspo­mnie­nia ma war­tość ad­ap­ta­cyjną. Po­zwala prze­cho­wy­wać ogromne za­soby wie­dzy, wy­łu­ski­wać z niej sedno i prze­mie­niać ty­siące ode­rwa­nych epi­zo­dów w ho­li­styczny ogląd świata.

W jaki spo­sób wy­twa­rzają się te po­łą­cze­nia w fa­zie REM? Sko­ja­rze­nia mię­dzy wspo­mnie­niami po­wstają na za­sa­dzie tzw. pro­cesu Heb­bow­skiego: kiedy dwa obiekty w pa­mięci są ak­tywne w tym sa­mym cza­sie, wzmac­nia się łącz­ność mię­dzy nimi. Pewne obiekty bar­dzo czę­sto są ak­ty­wo­wane jed­no­cze­śnie (na przy­kład słowa: chleb, ma­sło, nóż) i zo­stają ści­śle z sobą sko­ja­rzone. Po­maga to nam wy­daj­niej dzia­łać na ja­wie oraz skraca czas prze­twa­rza­nia móz­go­wego - kiedy ktoś prosi mnie o chleb i ma­sło, au­to­ma­tycz­nie po­daję także nóż. Oczy­wi­ście ist­nieją też inne po­ję­cia, które mogą mieć tu za­sto­so­wa­nie za­leż­nie od kon­tek­stu (po­wiedzmy, "chleb" jako sy­no­nim środ­ków utrzy­ma­nia). Wiemy, że w ży­ciu na ja­wie lu­dzie szyb­ciej prze­twa­rzają po­ję­cia ści­ślej wza­jem­nie po­wią­zane, a dłu­żej trwa prze­twa­rza­nie tych od­le­glej­szych (dla ja­sno­ści: są to róż­nice rzędu mi­li­se­kund). Co cie­kawe, wła­śnie te od­le­glej­sze czy słab­sze sko­ja­rze­nia są wy­do­by­wane i wzmac­niane w fa­zie REM.

Za­nim przej­dziemy do in­nych funk­cji hi­per­aso­cja­cyj­no­ści, spójrzmy na pewne ar­gu­menty be­ha­wio­ralne. Wspo­mnia­łam, że prze­twa­rza­nie słów od­bywa się szyb­ciej, kiedy są sil­niej wza­jem­nie po­wią­zane. Zja­wi­sko to okre­śla się jako to­ro­wa­nie (pri­ming): słowo "chleb" to­ruje "ma­sło", "go­rący" to­ruje "zimny". Zwy­kle efekt ten za­cho­dzi szyb­ciej w przy­padku słów bli­sko po­wią­za­nych i oka­zuje się co­raz po­wol­niej­szy w miarę wzra­sta­nia dy­stansu se­man­tycz­nego. Kiedy jed­nak bu­dzi się lu­dzi w fa­zie REM, prze­twa­rzają oni słowa od­le­glej­sze sko­ja­rze­niowo szyb­ciej niż te bliż­sze. To bar­dzo nie­ty­powe i nie po­ja­wia się po obu­dze­niu w fa­zie NREM, kiedy to lu­dzie re­agują po­dob­nie jak na ja­wie (mają szyb­szy do­stęp do słów ści­ślej po­wią­za­nych).

A oto inny przy­kład: gdy pro­szono uczest­ni­ków eks­pe­ry­mentu o wska­za­nie po­wią­zań mię­dzy luźno spo­krew­nio­nymi sło­wami (ta­kimi jak "spa­dać", "ak­tor" i "pył"), efek­tyw­niej znaj­do­wali roz­wią­za­nie po obu­dze­niu w fa­zie REM niż NREM albo na ja­wie (od­po­wiedź: gwiazda)27. Jak ła­two się do­my­ślić, ten typ hi­per­aso­cja­cyj­no­ści jest ogrom­nie uży­teczny w przed­się­wzię­ciach twór­czych, gdy czę­sto trzeba my­śleć nie­sza­blo­nowo, by tra­fić na no­wa­tor­skie po­łą­cze­nia sła­biej spo­krew­nio­nych kon­cep­cji. Wy­daje się, że faza REM (oraz sta­dium I NREM, o czym bę­dzie mowa da­lej) ma za­sad­ni­cze zna­cze­nie dla od­kry­wa­nia i za­pa­mię­ty­wa­nia tych od­le­głych po­wią­zań.

Jak to prze­biega? W fa­zie REM wy­stę­puje wy­soki po­ziom ak­ty­wa­cji mó­zgu na ob­sza­rze ca­łej kory, co stwa­rza do­stęp do licz­niej­szych (i od­le­glej­szych) wspo­mnień wraz z wple­cio­nymi w nie wza­jem­nymi po­wią­za­niami. Spe­cja­li­ści są zda­nia, że ta wie­lość nie­ty­po­wych po­łą­czeń, do któ­rych mózg do­ciera w fa­zie REM, "po­maga wy­ja­śniać na­turę udziw­nio­nych i hi­per­aso­cja­cyj­nych snów fazy REM"28. Ma­rze­nia senne czę­sto za­wie­rają zdu­mie­wa­jąco ko­ja­rzone ob­razy (mój kot jako nie­to­perz, plaża utwo­rzona z pla­ste­liny za­miast pia­sku) oraz prze­skoki i prze­two­rze­nia jed­nej sceny w inną (mój dom prze­mie­nia się w la­bo­ra­to­rium, a po­tem dawne li­ceum). Wy­daje się jed­nak, że na­wet w ra­mach tych po­zor­nych nie­kon­se­kwen­cji sny sto­sują się do re­guł po­rządku se­man­tycz­nego - idą tro­pem luźno po­wią­za­nych po­jęć i je spa­jają. Co istotne, nie­co­dzien­ność snów opiera się na sen­sow­nych sko­ja­rze­niach (coś w moim ko­cie przy­po­mina mi nie­to­pe­rza). Wy­daje się, że wy­ko­rzy­stane po­ję­cia są w ja­kiś spo­sób wy­mier­nie po­wią­zane, tyle że nieco bar­dziej mgli­ście.

Być może zresztą to nie wszystko. Nie­które dane wska­zują na to, że w fa­zie REM mózg ak­tyw­nie ha­muje do­stęp do bli­sko po­wią­za­nych ele­men­tów w pa­mięci, czyli unika uru­cha­mia­nia oczy­wi­stych sko­ja­rzeń mię­dzy wspo­mnie­niami, ta­kich, ja­kie do­mi­nują na ja­wie. Po­dobną moż­li­wo­ścią jest cał­ko­wite wy­łą­cza­nie przez mózg wa­że­nia Heb­bow­skiego, czyli trak­to­wa­nie wszyst­kich po­łą­czeń mię­dzy wspo­mnie­niami jako rów­no­praw­nych, tak że gi­nie po­czu­cie sil­nych i sła­bych związ­ków. Je­żeli rze­czy­wi­ście tak się dzieje, po­zwala to na swo­bodny prze­pływ ak­ty­wa­cji w sie­ciach pa­mię­cio­wych w do­wolny spo­sób bez żad­nych pre­fe­ren­cji. Te po­ten­cjal­nie obecne me­cha­ni­zmy wspie­rają dwie ważne funk­cje: po pierw­sze, zwięk­szają do­stęp do od­le­gle po­wią­za­nych po­jęć, które mogą być w przy­szło­ści uży­teczne czy po­ucza­jące (mimo że nie są ty­powe w co­dzien­nym ży­ciu), i po dru­gie, utrzy­mują ela­stycz­ność róż­nych sieci pa­mięci i ich zdol­ność ewo­lu­owa­nia.

To ostat­nie jest istotne dla­tego, że od czasu do czasu mózg musi re­or­ga­ni­zo­wać na­wet za­sad­ni­cze wzorce pa­mię­ciowe. Po­myśl o ostat­niej du­żej zmia­nie ży­cio­wej, która u cie­bie za­szła. Po­wiedzmy, że była to prze­pro­wadzka do in­nego mia­sta, która wy­mo­gła przy­ję­cie z ty­go­dnia na ty­dzień zu­peł­nie no­wego roz­kładu dnia. Mózg cał­kiem wy­daj­nie od­ucza się sta­rych na­wy­ków, a w ich miej­sce wpro­wa­dza nowe po­łą­cze­nia. Ge­ne­ral­nie służy temu jedna z klu­czo­wych funk­cji fazy REM: in­te­gro­wa­nie no­wych in­for­ma­cji w pa­mięci (czy to wy­jąt­ko­wych, czy to kon­ty­nu­acji tego, co zwy­kle) oraz ak­tu­ali­zo­wa­nie pro­gra­mów dzia­ła­ją­cych w ży­ciu na ja­wie.

Ma­rze­nia senne dają nam wgląd w prze­bieg tego pro­cesu - tego, jak wczo­raj­szy spa­cer w parku sta­pia się z po­dob­nymi w ze­szłym ty­go­dniu, mie­siącu, roku i jesz­cze daw­niej. Przede wszyst­kim treść snów bar­dzo czę­sto za­wiera ostat­nie wspo­mnie­nia, to, co Freud su­ge­styw­nie na­zwał resz­kami dnia. Ist­nie­nie tego zja­wi­ska po­twier­dzają pro­wa­dzone przez po­ko­le­nia uczo­nych prace ba­daw­cze, a także po pro­stu po­wszechna wie­dza; resztki dnia sta­no­wią od 60 do 75 pro­cent snów. W po­nad 80 pro­cen­tach snów można zi­den­ty­fi­ko­wać przy­naj­mniej jedno z ich źró­deł pa­mię­cio­wych - zda­rzeń na ja­wie z nie­daw­nej lub od­le­głej prze­szło­ści czy na­wet z prze­wi­dy­wa­nej przy­szło­ści, które wy­krywa się w ma­rze­niach sen­nych.

Aby do­kład­niej po­znać, kiedy wspo­mnie­nia po­ja­wiają się w snach, ba­da­cze pro­szą uczest­ni­ków eks­pe­ry­men­tów o iden­ty­fi­ko­wa­nie źró­deł pa­mię­cio­wych ich snu oraz po­da­nie przy­bli­żo­nej daty, w ja­kiej zda­rze­nie to na­stą­piło. W ba­da­niu wy­ko­na­nym w Mont­re­alu pewną osobę bu­dzono w nocy trzy­dzie­ści je­den razy, wie­lo­krot­nie w sta­dium I, na sa­mym skraju śnie­nia29. Osoba ta za każ­dym ra­zem zgła­szała sny i była w sta­nie zi­den­ty­fi­ko­wać po dwa lub trzy źró­dła pa­mię­ciowe każ­dego z ulot­nych ob­ra­zów. Na przy­kład w jed­nym ze snów po­ja­wiły się trzy do­mowe zwie­rzaki: kot z te­raź­niej­szo­ści, kró­lik sprzed dwu­na­stu laty i plu­szowy miś z dzie­ciń­stwa. W snach czę­sto spla­tają się w taki spo­sób źró­dła pa­mię­ciowe z róż­nych okre­sów ży­cia.

Wraz ze swoim ze­spo­łem ze­chcia­łam bar­dziej zgłę­bić to zja­wi­sko i prze­ko­nać się, czy źró­dła pa­mię­ciowe zmie­niają się w miarę upływu nocy. W związku z tym w ba­da­niu prze­pro­wa­dzo­nym w Ro­che­ster bu­dzi­li­śmy uczest­ni­ków w każ­dym z czte­rech sta­diów snu na po­czątku, w środku i pod ko­niec nocy (w su­mie było dwa­na­ście bu­dzeń), a rano po­pro­si­li­śmy ich od wska­za­nie źró­deł pa­mię­cio­wych wszyst­kich zre­la­cjo­no­wa­nych snów30. Na przy­kład pe­wien uczest­nik, który był ra­tow­ni­kiem me­dycz­nym, opo­wia­dał w środku nocy: "Gra­li­śmy w ba­se­ball dużą gro­madą krew­nych i dwoje z nas ule­gło po­waż­nym ura­zom". Źró­dłem pa­mię­cio­wym snu było zda­rze­nie sprzed dwóch dni, gdy ra­tow­nik udzie­lał po­mocy pa­cjen­towi, który do­znał kon­tu­zji pod­czas gry w ba­se­ball w trak­cie ro­dzin­nego grilla. W na­szym ba­da­niu oka­zało się, że tego ro­dzaju nie­dawne wspo­mnie­nia (z okresu do ty­go­dnia wstecz) po­ja­wiały się czę­ściej w snach na po­czątku nocy, a sto­sun­kowo od­le­głe wspo­mnie­nia wy­stę­po­wały w póź­niej­szym cza­sie.

Zgro­ma­dzi­li­śmy też dane świad­czące o tym, że to samo źró­dło pa­mię­ciowe po­ja­wiało się kilka razy w ciągu nocy. Na przy­kład temu sa­memu ra­tow­ni­kowi śnił się póź­niej po­wrót pie­chotą do domu z pola gol­fo­wego z tatą. "Na­gle zbo­czy­łem z drogi i gra­łem w ba­se­ball z ko­le­gami i kil­koma dzie­cia­kami z są­siedz­twa". Wciąż wy­raźne jest wspo­mnie­nie ba­se­ballu, ale zda­rze­nie ule­gło prze­mia­nie i nie wią­zało się już z po­cząt­ko­wym zda­rze­niem tak bez­po­śred­nio jak po­przed­nio. Rów­nież w in­nych ba­da­niach po­ka­zano, że cha­rak­ter wspo­mnień w snach ewo­lu­uje w trak­cie nocy. Ma­rze­nia senne na jej po­czątku są do­słow­niej zwią­zane z nie­dawną prze­szło­ścią lub ocze­ki­waną przy­szło­ścią (tak jak w "By­łam w pracy. Spły­wały nowe za­mó­wie­nia. Sor­to­wa­łam je"), na­to­miast sny póź­niej w nocy za­wie­rają od­le­glej­sze wspo­mnie­nia i bar­dziej me­ta­fo­ryczne od­nie­sie­nia do ży­cia na ja­wie - jak w po­niż­szym przy­kła­dzie, w któ­rym źró­dłem pa­mię­cio­wym był eg­za­min: "Od­by­wał się wielki bal z eg­za­mi­nami, wzy­wano osoby do sali jedna po dru­giej. Wszy­scy mieli na so­bie wy­tworne stroje wie­czo­rowe"31.

Wy­daje się też, że źró­dła pa­mię­ciowe prze­kształ­cają się nie tylko w trak­cie da­nej nocy, ale też w ciągu wielu nocy, sta­jąc się z cza­sem co­raz luź­niej po­wią­zane z pier­wot­nym epi­zo­dem. Poza tym w ma­rze­niach sen­nych czę­sto spla­tają się liczne źró­dła pa­mię­ciowe i nie­dawne wspo­mnie­nia łą­czą się ze star­szymi, zwłasz­cza w fa­zie REM. Pro­ces ten prze­biega zgod­nie ze swo­istymi cy­klem: po po­cząt­ko­wym na­si­le­niu w for­mie resz­tek dnia wspo­mnie­nia po­ja­wiają się w snach po­now­nie po pię­ciu czy sied­miu dniach, co na­zwano efek­tem dream-lag (dosł. opóź­nie­nia sen­nego). Po­wiedzmy, że zda­rzyła ci się kłót­nia mał­żeń­ska. Jej wspo­mnie­nie praw­do­po­dob­nie wy­pły­nie w snach za­równo bez­po­śred­nio po niej, jak i po­now­nie po upły­wie od pię­ciu do sied­miu dni. Rów­nież ma­rze­nia senne o la­bo­ra­to­rium snów po­ja­wiają się naj­pierw jako resztki dnia (nocą po po­by­cie w pra­cowni), a po­tem znowu mniej wię­cej ty­dzień póź­niej. Te pierw­sze sny są wier­niej­sze źró­dłu: "Śniła mi się sy­pial­nia w la­bo­ra­to­rium. Wy­glą­dała do­kład­nie tak, jak ją wczo­raj wi­dzia­łam. (...) ktoś zdej­mo­wał mi z głowy elek­trody". Z ko­lei po upły­wie ty­go­dnia sny o la­bo­ra­to­rium są mniej bez­po­śred­nie: "Przyj­mują mnie do szpi­tala, bo prze­sta­łam so­bie przy­po­mi­nać sny. Wo­kół mo­jego łóżka stoi wia­nu­szek le­ka­rzy"32. W tym dru­gim przy­kła­dzie po­ka­zuje się na­ło­żona war­stwa mniej oczy­wi­stego snu o szpi­talu; po­byt w la­bo­ra­to­rium wiąże się z cza­sem z od­le­glej­szą i bar­dziej uogól­nioną wie­dzą.

Pod­su­mo­wu­jąc, ba­da­nia źró­deł pa­mię­cio­wych snów ujaw­niają prze­bieg cza­sowy in­te­gra­cji wspo­mnień oraz po­głę­biają na­ukową wie­dzę o tym, jak wspo­mnie­nia są prze­twa­rzane pod­czas spa­nia. Wy­bi­ja­jące się sprawy z resz­tek dnia są stop­niowo wchła­niane i prze­twa­rzane przez ma­rze­nia senne w pa­mięć dłu­go­trwałą. Wpływ snu na pa­mięć jest in­try­gu­jący, zło­żony i nie­ustanny - mamy do czy­nie­nia z za­cho­wy­wa­niem, wzmac­nia­niem, in­te­gro­wa­niem i ge­ne­ral­nie for­mo­wa­niem wspo­mnień klu­czo­wych mo­men­tów ży­cia na ja­wie.

Śnie­nie a emo­cje

Ba­da­cze snu po­wta­rzają nie­mal jak man­trę, że ma­rze­nia senne sta­no­wią formę noc­nej te­ra­pii.

Jak już jest chyba w tym mo­men­cie ja­sne, nie każde wspo­mnie­nie wzmac­nia się po śnie. Emo­cjo­nu­jące epi­zody, zna­czące wy­da­rze­nia, zaj­mu­jące nas oso­bi­ście sprawy - to są ważne dla pa­mięci do­świad­cze­nia, w któ­rych utrwa­la­niu nie­zbędną rolę od­grywa sen. Jed­nym z pod­sta­wo­wych czyn­ni­ków, które de­ter­mi­nują, czy dane zda­rze­nie jest do­sta­tecz­nie istotne, by zo­stało za­pa­mię­tane na przy­szłość, są emo­cje. Je­żeli do­świad­cza się ich w chwili ko­do­wa­nia epi­zodu, wspo­mnie­nie to zo­sta­nie ozna­ko­wane jak prze­zna­czone do prze­cho­wy­wa­nia. Mózg trak­tuje emo­cje jako wskaź­nik, że dana sprawa jest ważna. Po­dob­nie dzia­łają też inne czyn­niki, ta­kie jak mo­ty­wa­cja oraz na­groda. Kiedy wspo­mnie­nie zo­staje w taki spo­sób ozna­ko­wane, ma szansę unik­nąć efektu ka­so­wa­nia we śnie wol­no­fa­lo­wym, a ulec wzmoc­nie­niu i in­te­gra­cji w fa­zach NREM i REM.

Z jed­nej strony emo­cje są po­moc­nym sy­gna­łem dla śpią­cego mó­zgu, by utrwa­lić zda­rze­nie, z dru­giej zaś ważne jest rów­nież to, że wraz z upły­wem czasu sko­ja­rzona ze wspo­mnie­niem emo­cja za­nika. Wy­star­czy po­my­śleć, jak bar­dzo ob­cią­ża­łoby to nas, gdyby samo przy­wo­ła­nie ne­ga­tyw­nego faktu po­ru­szało nas emo­cjo­nal­nie tak sil­nie jak pier­wotne zda­rze­nie. Sen pełni więc dwie funk­cje emo­cjo­nalne: ła­go­dzi dys­tres wy­wo­ły­wany przez zda­rze­nie i po­zwala za­cho­wy­wać ode­braną przez nas za­sad­ni­czą lek­cję.

Ba­da­niem, które wy­warło naj­więk­sze wra­że­nie na mnie oso­bi­ście, jest eks­pe­ry­ment z uży­ciem funk­cjo­nal­nego re­zo­nansu ma­gne­tycz­nego w celu za­re­je­stro­wa­nia re­ak­tyw­no­ści ciała mig­da­ło­wa­tego w sta­nie stresu in­du­ko­wa­nym przez za­wsty­dze­nie33. Po­cząt­kowe za­da­nie po­le­gało na tym, by uczest­nicy śpie­wali ka­ra­oke z za­ło­żo­nymi na uszy słu­chaw­kami. Na­stęp­nie, gdy zna­leźli się już w tu­bie apa­ratu do re­zo­nansu ma­gne­tycz­nego, eks­pe­ry­men­ta­to­rzy wzbu­dzali u nich za­wsty­dze­nie, od­twa­rza­jąc na­gra­nia tego, jak prze­raź­li­wie fał­szują. Ich mózg wił się z że­nady i spe­sze­nia; uka­zały się re­ak­cje w po­staci znacz­nego ukrwie­nia w ciele mig­da­ło­wa­tym i to­wa­rzy­szące temu su­biek­tywne uczu­cia dys­tresu. Jed­nakże po prze­spa­nej nocy re­ak­tyw­ność ciała mig­da­ło­wa­tego zma­lała wprost pro­por­cjo­nal­nie do dłu­go­ści nie­prze­rwa­nego snu w fa­zie REM. Je­żeli zaś faza REM była znacz­nie za­kłó­cana, efekt ten cał­ko­wi­cie prze­pa­dał.

Wska­zuje to, że klu­czową funk­cją fazy REM jest do­pro­wa­dza­nie do tego, by za­po­mi­nać o dys­tre­sie sko­ja­rzo­nym ze wspo­mnie­niem, a przy­naj­mniej ła­go­dzić emo­cjo­nalną re­ak­cję na mi­nione zda­rze­nie. Mo­del "spa­nie dla za­po­mi­na­nia/spa­nie dla pa­mię­ta­nia" głosi, że wy­jąt­kowy pro­fil neu­ro­che­miczny fazy REM jest do­sto­so­wany za­równo do tego, by utrwa­lać wspo­mnie­nia emo­cjo­nalne, jak i zmniej­szać po­ziom po­bu­dze­nia, które to­wa­rzy­szy tym wspo­mnie­niom34. Jak już pi­sa­łam, w fa­zie REM wy­stę­puje wy­jąt­kowo wy­soki po­ziom po­bu­dze­nia ciała mig­da­ło­wa­tego, co służy re­ak­ty­wa­cji emo­cjo­nu­ją­cych wspo­mnień. Nie­mniej mózg znaj­duje się też wtedy w sta­nie przy­tłu­mio­nej ak­tyw­no­ści no­ra­dre­na­li­no­wej. Nor­ad­re­na­lina jest neu­ro­prze­kaź­ni­kiem zwią­za­nym z po­bu­dze­niem, za­tem jej ha­mo­wa­nie w fa­zie REM spra­wia, że nie prze­ja­wiamy tak wiel­kiego po­bu­dze­nia fi­zjo­lo­gicz­nego jak w ży­ciu na ja­wie. To uni­ka­towe po­łą­cze­nie sil­nej ak­tyw­no­ści ciała mig­da­ło­wa­tego z małą obec­no­ścią no­ra­dre­na­liny spra­wia, że treść emo­cjo­nu­ją­cego wspo­mnie­nia może zo­stać bez­piecz­nie wzmoc­niona (i po­ten­cjal­nie do­świad­czona na nowo w ma­rze­niu sen­nym) w wa­run­kach ni­skiego po­bu­dze­nia. Rów­nież póź­niej­sze przy­po­mi­na­nie so­bie tego wspo­mnie­nia wiąże się z mniej­szym po­bu­dze­niem w re­zul­ta­cie wy­uczo­nej dy­so­cja­cji. Za­po­biega to nie­po­żą­da­nemu na­war­stwia­niu się lęku zwią­za­nego z emo­cjo­nu­ją­cymi wspo­mnie­niami. Jak jed­nak da­lej po­każę, ten do­bro­czynny efekt nie wy­stę­puje u osób nę­ka­nych przez kosz­mary.

Dajmy kilka przy­kła­dów z ba­dań. Uczest­ni­ków pew­nego eks­pe­ry­mentu po­pro­szono o za­pa­mię­ta­nie ne­ga­tyw­nych zdjęć (ta­kich jak tak­sówka roz­bita w wy­padku dro­go­wym czy ja­do­wity wąż), pod­czas gdy mie­rzono im tętno jako wskaź­nik po­bu­dze­nia35. Na­stęp­nie kła­dli się oni spać. Po prze­spa­niu się te osoby, które miały wyż­sze tętno w cza­sie za­pa­mię­ty­wa­nia ob­ra­zów, le­piej je so­bie przy­po­mi­nały (emo­cje ozna­ko­wały te wspo­mnie­nia jako prze­zna­czone do kon­so­li­da­cji), ale ich tętno pod­czas przy­wo­ły­wa­nia tych ob­ra­zów z pa­mięci było niż­sze. Sen po­zwala zma­ga­zy­no­wać wspo­mnie­nia, a jed­no­cze­śnie zła­go­dzić to­wa­rzy­szące im po­bu­dze­nie. W in­nych ba­da­niach in­du­ko­wano ne­ga­tywne stany emo­cjo­nalne u uczest­ni­ków tuż przed da­niem im za­da­nia pa­mię­cio­wego typu ucze­nie się par słów. Po­now­nie prze­spa­nie się po­pra­wiało pa­mięć, a po kilku no­cach roz­pra­szało ne­ga­tywny stan emo­cjo­nalny. W tym przy­padku mimo że samo za­da­nie nie było emo­cjo­nu­jące, znaj­do­wa­nie się w sta­nie po­bu­dze­nia zna­ko­wało wspo­mnie­nia jako prze­zna­czone do prze­cho­wy­wa­nia. (Można się w tym miej­scu za­sta­no­wić nad im­pli­ka­cjami tego w sy­tu­acji pa­cjen­tów z za­bu­rze­niami lę­ko­wymi: skoro są oni w cią­głym sta­nie po­bu­dze­nia, mnó­stwo wy­da­rzeń każ­dego dnia jest w ich przy­padku zna­ko­wa­nych jako emo­cjo­nalne i ważne). W końcu zaś je­śli lu­dzie są po­zba­wieni snu, cierpi na tym pa­mięć emo­cjo­nalna (na przy­kład przy­po­mi­na­nie so­bie oglą­da­nych wcze­śniej ne­ga­tyw­nych ob­ra­zów), a ak­tyw­ność ciała mig­da­ło­wa­tego po­zo­staje wy­soka, gdy mają po­now­nie kon­takt z tymi sa­mymi bodź­cami w póź­niej­szym cza­sie. Spa­nie jest więc rów­nie ważne dla za­pa­mię­ty­wa­nia, jak i za­po­mi­na­nia.

Czy za­tem śnie­nie rze­czy­wi­ście jest formą noc­nej te­ra­pii? Wiemy, że emo­cje są wszech­obecne w ma­rze­niach sen­nych - wy­stę­pują w 95 pro­cen­tach re­la­cjo­no­wa­nych snów. Poza emo­cjami do snów REM czę­sto tra­fiają bie­żące tro­ski (na przy­kład trud­no­ści fi­nan­sowe), a także zna­czące zda­rze­nia oso­bi­ste (ta­kie jak kłót­nia). Z ba­dań eks­pe­ry­men­tal­nych wy­nika też, że na­ra­że­nie lu­dzi w cza­sie przed uśnię­ciem na stre­sory, ta­kie jak oglą­da­nie od­ra­ża­ją­cych fil­mów czy wy­ko­ny­wa­nie stre­su­ją­cych te­stów in­te­lek­tu­al­nych, wpływa na treść snów i in­ten­sy­fi­kuje śnione emo­cje.

Do ma­rzeń sen­nych upar­cie prze­ni­kają na­wet te sprawy, o któ­rych sta­ramy się nie my­śleć w ciągu dnia. Ter­min dream re­bo­und (dosł. ry­ko­szet senny) od­nosi się do tego, że my­śli, które sta­ramy się tłu­mić w ciągu dnia, zwłasz­cza tuż przed uśnię­ciem, wy­bi­jają się póź­niej w ma­rze­niach sen­nych tej nocy. Kiedy pro­si­li­śmy uczest­ni­ków eks­pe­ry­mentu o tłu­mie­nie ja­kiejś my­śli przed za­sy­pia­niem przez sie­dem ko­lej­nych wie­czo­rów - my­śli nie­przy­jem­nej lub przy­jem­nej za­leż­nie od przy­po­rząd­ko­wa­nego da­nej oso­bie za­da­nia - prze­ko­na­li­śmy się, że te nie­przy­jemne czę­ściej wni­kały do snów. Samo zja­wi­sko miało jed­nak wpływ po­zy­tywny: lu­dzie, któ­rym śniło się coś w związku z tą my­ślą, oce­niali ją po­tem jako przy­jem­niej­szą. Sta­nowi to ar­gu­ment, że rów­nież ma­rze­nia senne przy­czy­niają się do re­ali­za­cji emo­cjo­nal­nych funk­cji spa­nia.

Wra­ca­jąc do hi­per­aso­cja­cyj­nej na­tury fazy REM, jedną z ko­rzy­ści, ja­kie mogą nam przy­no­sić ma­rze­nia senne, jest pre­zen­to­wa­nie kre­atyw­nych roz­wią­zań oso­bi­stych pro­ble­mów, i to ta­kich roz­wią­zań, na ja­kie nie wpa­dli­by­śmy na ja­wie. W pew­nym ba­da­niu oka­zało się wręcz, że tylko wtedy, gdy sny przed­sta­wiły po­ten­cjalne roz­wią­za­nia przed­sta­wio­nego wcze­śniej pro­blemu, lu­dzie czuli się uwol­nieni od niego po prze­bu­dze­niu, na­wet je­żeli sam sen był ne­ga­tywny. Z ko­lei snom nie­za­wie­ra­ją­cym roz­wią­za­nia to­wa­rzy­szyło bar­dziej ne­ga­tywne po­strze­ga­nie pro­blemu po obu­dze­niu się.

Je­żeli po czę­ści wła­śnie tak działa śnie­nie, praw­do­po­dob­nie sta­nowi ono pro­ces roz­cią­ga­jący się na suk­ce­sywne okresy REM jed­nej nocy, a może na­wet przez wiele nocy, w miarę jak tra­piące nas sprawy wy­pły­wają na po­wierzch­nię i są po wie­le­kroć ana­li­zo­wane w uela­stycz­nio­nych sie­ciach pa­mięci mó­zgu pra­cu­ją­cego w fa­zie REM. Spo­strze­że­nie to wy­daje się szcze­gól­nie trafne w od­nie­sie­niu do po­waż­nych stre­sów ży­cio­wych, ta­kich jak na przy­kład roz­wód. Prze­ło­mowe ba­da­nia Ro­sa­lind Car­tw­ri­ght z lat osiem­dzie­sią­tych i dzie­więć­dzie­sią­tych XX wieku po­ka­zały, że roz­wie­dzione ko­biety, które po­cząt­kowo miały wię­cej ne­ga­tyw­nych snów z udzia­łem swego by­łego męża, po roku były mniej przy­gnę­bione niż te, które nie do­świad­czyły stre­su­ją­cych snów zwią­za­nych z roz­wo­dem36. Car­tw­ri­ght su­ge­ro­wała, że pa­mięć emo­cjo­nalna jest prze­pra­co­wy­wana w toku wie­lo­noc­nego snu. Roz­wód wy­maga do­ko­na­nia głę­bo­kiej re­or­ga­ni­za­cji sieci pa­mięci, tak by z cza­sem za­adap­to­wać się do ne­ga­tyw­nego do­świad­cze­nia i prze­two­rzyć po­łą­cze­nia w mó­zgu. W la­tach sześć­dzie­sią­tych Car­tw­ri­ght na­le­żała do pio­nie­rów (i bar­dzo nie­licz­nych ko­biet) na polu me­dy­cyny snu oraz ba­dań ma­rzeń sen­nych. Ode­grała do­nio­słą rolę w wy­ja­śnia­niu zna­cze­nia snu i śnie­nia dla na­szego ży­cia emo­cjo­nal­nego37.

Rze­czy­wi­ście wy­daje się, że za­równo sama faza REM, jak i ma­rze­nia senne od­gry­wają klu­czową rolę w utrzy­my­wa­niu przez nas zdro­wia emo­cjo­nal­nego - po­zwa­lają na wbu­do­wy­wa­nie wy­bi­ja­ją­cych się do­świad­czeń w pa­mięć, a z cza­sem wy­ci­sza­nie dys­tresu zwią­za­nego z tymi wspo­mnie­niami. Kon­cep­cjom tym przyj­rzymy się bli­żej po przej­ściu do oma­wia­nia kosz­ma­rów, w ich kon­tek­ście wy­raź­nie ujaw­niają się bo­wiem za­lety tych pro­ce­sów.

Cy­kle ak­tyw­no­ści mó­zgo­wej, przez które prze­cho­dzimy każ­dej nocy, wy­ewo­lu­owały w ce­lach ad­ap­ta­cyj­nych i sa­mo­za­cho­waw­czych: aby wspie­rać zdol­ność mó­zgu do ko­do­wa­nia po­toku in­for­ma­cji, re­ge­ne­ro­wać się po na­wale bodź­ców i na­war­stwia­ją­cych się w ciągu dnia stre­sów oraz przy­go­to­wy­wać nas do po­now­nego wkra­cza­nia w świat każ­dego ranka. Nie ulega wąt­pli­wo­ści, że sen ma fun­da­men­talne zna­cze­nie dla ucze­nia się. Ślady pa­mię­ciowe w mó­zgu ozna­czone jako ważne są w trak­cie spa­nia re­ak­ty­wo­wane i wzmac­niane. Zda­rze­nia naj­więk­szej wagi i naj­bar­dziej emo­cjo­nu­jące mają naj­więk­szą szansę się utrzy­mać. Zo­stają one włą­czone do na­szej oso­bi­stej hi­sto­rii i uczą nas, jak dzia­łać w świe­cie oraz czego się po nim spo­dzie­wać.

W ma­rze­niach sen­nych mo­żemy być świad­kami za­cho­dze­nia tego pro­cesu od środka, gdyż do­cie­ra­nie do za­so­bów pa­mięci od­bywa się nie­jako na za­sa­dzie re­al­nego do­świad­cza­nia wspo­mnień (prze­ży­wa­nia po raz ko­lejny). Choć we wcze­snych uję­ciach ma­rze­nia senne trak­to­wano jako ran­do­mowy szum elek­tro­fi­zjo­lo­giczny, dzi­siej­sza na­uka ujaw­nia, że sny dają nam wgląd w psy­chiczne funk­cje okresu spa­nia - od­krywa, które wspo­mnie­nia pod­le­gają kon­so­li­da­cji oraz kiedy są prze­twa­rzane stre­su­jące zda­rze­nia. Śnie­nie ko­re­luje też z ucze­niem się oraz spraw­niej­szym wy­ko­ny­wa­niem róż­nych za­dań. W nie­któ­rych snach uka­zują się twór­cze roz­wią­za­nia pro­ble­mów, bę­dące pro­duk­tem hi­per­aso­cja­cyj­nego stanu REM (co wię­cej, przez krótki mo­ment mo­żemy ko­rzy­stać z tego stanu także po obu­dze­niu się z ma­rze­nia sen­nego - spró­buj prze­zna­czyć ten czas na przy­kład na chwilę re­flek­sji nad ja­kimś pro­ble­mem).

Wi­dzimy, że na prze­strzeni wielu nocy i wielu snów bli­skie wspo­mnie­nia spla­tają się z od­le­głymi, świeże z daw­nymi. Przy­po­mina to pro­ces sor­to­wa­nia, w któ­rym każde nowe do­świad­cze­nie jest kla­sy­fi­ko­wane w re­la­cji do po­dob­nych prze­żyć z prze­szło­ści, a ma­rze­nie senne roz­wija się tak, by włą­czyć w jego sieć od­le­glej­sze wspo­mnie­nia. Dzięki temu noc­nemu pro­ce­sowi ewo­lu­uje na­sze po­czu­cie toż­sa­mo­ści, suk­ce­syw­nie ak­tu­ali­zu­jąc się przez całe ży­cie.

* Ze względu na wy­gląd krzy­wej tego zja­wi­ska na wy­kre­sie EEG (przyp. tłum.).

Wstęp

To tylko sen.

Więk­szość lu­dzi trak­tuje kosz­mary jako coś, o czym na­leży za­po­mnieć, zo­sta­wić za sobą w mro­kach nocy - a także jako coś, nad czym nie mamy żad­nej kon­troli.

Jed­no­cze­śnie bar­dzo wielu z nas miewa złe sny. Rzadko o nich roz­ma­wiamy, wo­limy ra­czej otrzą­snąć się z nich w pro­mie­niach po­ranka. Ale ta­kie ma­rze­nia senne to coś znacz­nie wię­cej niż tylko źle prze­spana noc, a zro­zu­mie­nie od­dzia­ły­wa­nia tych snów - i ich za­ska­ku­ją­cych do­brych stron - może nam nieco osło­dzić mę­czące noce oraz wspo­móc kon­dy­cję psy­chiczną na ja­wie.

Normą jest przy­po­mi­na­nie so­bie złych snów w okre­sach stresu i wy­daje się, że te sny w pew­nym sen­sie uła­twiają nam ra­dze­nie so­bie z trud­nymi wy­da­rze­niami dnia, co nie­któ­rzy na­ukowcy trak­tują wręcz jako "nocną te­ra­pię". Inni po­strze­gają złe sny jako po­da­rek od ewo­lu­cji, bez­pieczną prze­strzeń, w któ­rej mo­żemy wy­pró­bo­wy­wać różne re­ak­cje na sce­na­riu­sze sta­no­wiące po­ten­cjal­nie za­gro­że­nie dla ży­cia. Więk­szość ba­da­czy uważa, że trudne sny mają za­lety; ist­nieje do­bra strona sta­wa­nia nocą oko w oko z we­wnętrz­nymi de­mo­nami.

W skraj­nych przy­pad­kach prze­wle­kłe kosz­mary mogą się jed­nak prze­do­sta­wać do ży­cia na ja­wie i pod­ko­py­wać zdro­wie psy­chiczne. Na przy­kład: spo­śród pięt­na­stu ty­sięcy pra­cow­ni­ków szpi­tali u tych, któ­rzy byli na­ra­żeni na traumy, do­świad­cza­nie czę­stych kosz­ma­rów było naj­sil­niej­szym po­je­dyn­czym czyn­ni­kiem ry­zyka sa­mo­bój­stwa.

Dla­czego? Jakże coś po­zor­nie tak ilu­zo­rycz­nego może wy­wie­rać tak dra­ma­tyczny wpływ na psy­chikę?

Więk­szość lu­dzi nie zdaje so­bie sprawy z tego, że kosz­mar jest re­al­nym do­świad­cze­niem - rze­czy­wi­stym w na­szym umy­śle, móz­gu i ciele. U osób, które do­znały cięż­kiej traumy psy­chicz­nej lub choćby są wy­soce wraż­liwe na stres, kosz­mary mogą od­na­wiać traumę za każ­dym ra­zem, gdy się śnią. Na do­da­tek czę­ste kosz­mary i wy­wo­ły­wane przez nie za­bu­rze­nia noc­nego wy­po­czynku mogą za­kłó­cać zdol­ność mó­zgu do re­gu­lo­wa­nia emo­cji, tak że na­stęp­nego dnia bu­dzimy się jesz­cze bar­dziej bez­bronni.

Na szczę­ście współ­cze­sna wie­dza na­ukowa na te­mat ma­rzeń sen­nych zrywa za­słonę ze śnią­cego umy­słu i po­ka­zuje, co dzieje się w nim po wie­czor­nym zga­sze­niu świa­teł. Za­awan­so­wane tech­niki ba­daw­cze dają nam nowe spo­soby pod­glą­da­nia or­ga­ni­zmu i psy­chiki w spo­czynku, a także me­tody wpły­wa­nia na ukryte światy, w któ­rych prze­by­wamy pod­czas snu, oraz spo­soby prze­ry­wa­nia de­struk­cyj­nego cy­klu kosz­ma­rów i przy­wra­ca­nia do­brego wy­tchnie­nia nocą.

Zaj­muję się na­uko­wym ba­da­niem pro­ce­sów śnie­nia. W ciągu ostat­nich dwóch de­kad spę­dzi­łam setki nocy, czu­wa­jąc w la­bo­ra­to­rium i ob­ser­wu­jąc sen lu­dzi. Mo­ni­to­ruję na ekra­nie ich fale mó­zgowe, które spo­wol­niają się, w miarę jak nad­cho­dzi głę­boki sen. Mniej wię­cej co dzie­więć­dzie­siąt mi­nut mózg prak­tycz­nie się roz­bu­dza, a gałki oczne strze­lają w różne strony, tak jakby lu­dzie oglą­dali ja­kieś sceny, praw­do­po­dob­nie wy­ra­zi­sty sen. De­li­kat­nie bu­dzę ich wtedy, mó­wiąc przez gło­śnik: "Pro­szę po­wie­dzieć, co ci się te­raz śniło".

Znaczna część mo­ich ba­dań do­ty­czy kosz­ma­rów i tego, co dzieje się w psy­chice, mó­zgu i ciele pod­czas ich wy­stę­po­wa­nia. Kiedy czło­wiek do­świad­cza kosz­maru w la­bo­ra­to­rium, czę­sto wi­dzimy, że jego serce ga­lo­puje, od­dech staje się nie­re­gu­larny, a ak­tyw­ność mó­zgu jest szybka i bli­ska tej na ja­wie. Psy­chika i ciało są prze­ko­nane, że za­gro­że­nie jest re­alne. I w wielu przy­pad­kach rze­czy­wi­ście ta­kie jest. Jak naj­bar­dziej praw­dziwy stres z kosz­ma­rów prze­nika do ży­cia na ja­wie, co wy­wo­łuje ne­ga­tywne re­per­ku­sje, zwłasz­cza w za­kre­sie zdro­wia psy­chicz­nego. Z tego po­wodu ba­da­nia i le­cze­nie tych snów mają ogromną wagę.

Do istoty mo­ich do­cie­kań na­leżą trzy główne py­ta­nia: Dla­czego śnimy? Dla­czego mie­wamy złe sny? Jak można wy­ko­rzy­stać wie­dzę na­ukową o ma­rze­niach sen­nych i kosz­ma­rach do po­prawy stanu zdro­wia? W książce tej za­po­znasz się z me­cha­ni­zmami ewo­lu­cyj­nymi, które kształ­to­wały prze­zna­cze­nie zja­wi­ska śnie­nia. Do­wiesz się, co na­uka mówi o po­wsta­wa­niu złych snów oraz o moż­li­wo­ściach, ja­kie stwa­rza zro­zu­mie­nie kosz­ma­rów. Prze­czy­tasz też o tym, jak ko­rzy­stać ze snów we wła­snym ży­ciu, czy to w ce­lach te­ra­peu­tycz­nych, czy po pro­stu dla roz­rywki - a na­wet o tym, jak po­sta­rać się o za­cho­wa­nie przy­tom­no­ści umy­sło­wej pod­czas śnie­nia (lu­cid dre­aming).

Aby ba­dać kosz­mary w la­bo­ra­to­rium snów, przy­kła­damy do ciała śpią­cych różne czuj­niki. Elek­trody na skó­rze głowy mie­rzą ak­tyw­ność mó­zgu, co po­zwala okre­ślać sta­dia snu. Inne elek­trody na ciele mie­rzą tętno i na­pię­cie mię­śniowe, w szcze­gól­no­ści w miej­scu mię­dzy brwiami - je­żeli wi­dać, że ktoś marsz­czy czoło pod­czas spa­nia, może to zna­czyć, że do­świad­cza kosz­maru. Ka­mera na pod­czer­wień prze­syła ob­raz śpią­cych do po­miesz­cze­nia kon­tro­l­nego, tak by eks­pe­ry­men­ta­to­rzy mo­gli ich ob­ser­wo­wać. Co pe­wien czas bu­dzimy uczest­ni­ków ba­dań, by zbie­rać re­la­cje o ich snach.

Choć po­wszech­nie wia­domo, że spę­dzamy, śpiąc, znaczny frag­ment ży­cia - osiem go­dzin każ­dej nocy, czyli jedną trze­cią doby - więk­szość lu­dzi nie zdaje so­bie sprawy, że przez bar­dzo dużą część tego czasu śnimy. Kiedy bu­dzę uczest­ni­ków eks­pe­ry­men­tów wie­lo­krot­nie w ciągu jed­nej nocy - od pierw­szych chwil po za­śnię­ciu przez mroki głę­bo­kiego snu aż do wcze­snych go­dzin po­ran­nych - w więk­szo­ści przy­pad­ków przy­po­mi­nają so­bie, że tuż przed obu­dze­niem mieli pewne do­świad­cze­nia: o czymś my­śleli, coś czuli, o czymś śnili. Ich śpiący umysł jest nad­zwy­czaj ak­tywny. Śpi, ale nie prze­rywa pracy.

Treść snów zmie­nia się w trak­cie nocy. Raz jest bar­dziej po­wsze­dnia i po­dobna do my­śli, kiedy in­dziej bar­dziej od­re­al­niona i "oni­ryczna". W pew­nym sen­sie ana­lo­gicz­nym zmia­nom ulega cha­rak­ter na­szego my­śle­nia, gdy wy­ko­nu­jemy czyn­no­ści dnia co­dzien­nego: błą­dzimy my­ślami pod­czas zmy­wa­nia na­czyń czy do­jazdu au­to­bu­sem do pracy, a sku­piamy się w trak­cie roz­mowy z przy­ja­cie­lem albo mon­to­wa­nia szafki. Na war­stwę fe­no­me­no­lo­giczną na­szego ży­cia - za­równo na ja­wie, jak i pod­czas spa­nia - skła­dają się róż­no­rodne do­świad­cze­nia we­wnętrzne, które w dłuż­szej per­spek­ty­wie okre­ślają na­wet stan na­szego zdro­wia psy­chicz­nego. O sa­mo­po­czu­ciu i kon­dy­cji bio­lo­gicz­nej de­cy­dują nie tylko dzia­ła­nia i obo­wiązki wy­ko­ny­wane przez nas w ciągu dnia. We­wnętrzne do­świad­cza­nie przez nas ży­cia ma za­sad­ni­czy wpływ na zdro­wie oraz - jak się nie­ba­wem prze­ko­namy - na wy­sy­pia­nie się nocą.

Nie bez zna­cze­nia jest to, co ko­ła­cze się nam w gło­wie, gdy ukła­damy się do snu. Na­sze psy­chiczne do­świad­cze­nia - my­śli i uczu­cia, wra­że­nia zmy­słowe i emo­cje - nie ustają w ciągu nocy, a cała ta ak­tyw­ność śpią­cego umy­słu bez­po­śred­nio wiąże się ze zdro­wiem. Burz­liwe i nie­po­ko­jące sny wy­wo­łują w or­ga­ni­zmie re­alny stres, który prze­nosi się po­tem do ży­cia na ja­wie. Za­kłó­ca­nie go­dzin spo­czynku kosz­ma­rami prze­ciąża me­cha­ni­zmy obronne mó­zgu i po­wo­duje więk­szą draż­li­wość na­stęp­nego dnia. Może to pro­wa­dzić do sta­cza­nia się po równi po­chy­łej, gdy stan psy­chicz­nego na­pię­cia wnika co noc do snów, a po­tem prze­cho­dzi z nich do ży­cia na ja­wie i wie­czo­rem z po­wro­tem do snów.

W ostat­nich kil­ku­dzie­się­ciu la­tach jed­no­znacz­nie stwier­dzono wielką rolę, jaką wy­sy­pia­nie się od­grywa we wszyst­kich aspek­tach zdro­wia na ja­wie, ale co­raz ja­śniej­sze staje się też, że ma­rze­nia senne mają wpływ nie tylko na ja­kość wy­po­czynku, lecz rów­nież na sa­mo­po­czu­cie i spraw­ność w tra­cie dnia. Sny mają swoją wagę. To, jak my­ślimy, co od­czu­wamy i jak się za­cho­wu­jemy w skry­tym ży­ciu swo­jego śpią­cego umy­słu, ma nie­ba­ga­telne zna­cze­nie.

Za­sta­na­wiasz się być może, co mo­żemy z tym wszyst­kim po­cząć. Mało kto uważa, że jest w sta­nie spra­wo­wać ja­ką­kol­wiek kon­trolę nad swo­imi snami. Prze­ko­na­nie, że nie daje się za­pa­no­wać nad ma­rze­niami sen­nymi, jest tak głę­boko ugrun­to­wane, iż na­wet osoby, które cier­pią na wy­jąt­kowo cięż­kie kosz­mary, rzadko po­szu­kują te­ra­pii. Tym­cza­sem w świe­tle no­wej wie­dzy o snach sprawa ta przed­sta­wia się ina­czej. Oka­zuje się, że nie je­ste­śmy ska­zani na bez­wolne przyj­mo­wa­nie wszyst­kiego, co noc nam na­rzuca. Dzi­siej­sze ba­da­nia po­ka­zują, że ma­rze­nia senne dają się w zna­cze­nie więk­szym stop­niu kształ­to­wać i re­agują na po­świę­ca­nie im uwagi bar­dziej, niż mo­głoby się zda­wać. W re­zul­ta­cie w pew­nym za­kre­sie mo­żemy kształ­to­wać swoje sny, for­mo­wać te we­wnętrzne światy, bę­dące po­zor­nie poza na­szą kon­trolą. Ce­lem tej książki, a także ogól­nie mo­jej pracy na­uko­wej, jest słu­że­nie lu­dziom po­mocą w ak­tyw­nej pracy ze swo­imi ma­rze­niami sen­nymi, w po­ko­ny­wa­niu kosz­ma­rów oraz uzy­ski­wa­niu więk­szej spraw­czo­ści w ra­mach wła­snego ży­cia sen­nego.

Za­nim doj­dziemy do tego, jak można pro­jek­to­wać sny, mu­simy za­głę­bić się w po­wody, z któ­rych w ogóle śnimy. Jak nasz mózg i ciało wy­twa­rzają te nocne wi­zje i jak na nie re­agują? Ja­kie są ewo­lu­cyjne funk­cje snów? I co psuje się w tym sys­te­mie w przy­padku kosz­ma­rów?

Przede wszyst­kim śnie­nie można trak­to­wać jako za­cho­wa­nie wy­uczone. Każdy z nas przy­zwy­czaja się z bie­giem lat śnić w okre­ślony spo­sób. Wy­ra­biamy so­bie in­dy­wi­du­alne na­wyki śnie­nia i czę­sto w na­szych ma­rze­niach sen­nych po­wra­cają okre­ślone wątki. Po­nadto na­uczy­li­śmy się śnić jako ga­tu­nek. W ba­da­niach stwier­dzono, że te same uni­wer­salne mo­tywy po­ja­wiają się w snach przed­sta­wi­cieli róż­nych kul­tur, co wska­zuje, że pewne ce­chy snów wy­ewo­lu­owały na­tu­ral­nie i w ja­kiś spo­sób po­ma­gają utrzy­my­wać się na­szemu ga­tun­kowi przy ży­ciu przez całe jego dzieje.

Po­nadto uczymy się od swo­ich snów. Mo­żemy się uczyć re­ago­wa­nia w ob­li­czu stra­chu: Ucie­kamy czy cho­wamy się? Ustę­pu­jemy pod na­po­rem za­gro­że­nia czy je zwal­czamy? Czy w wa­run­kach kon­fliktu mamy za­ufa­nie do in­nych lu­dzi? Zwra­camy się do nich czy od nich stro­nimy? Sny tego ro­dzaju na­sta­wiają nas na okre­ślone spo­soby po­stę­po­wa­nia w ciągu dnia, na przy­kład wzmac­nia­jąc bli­skie więzi albo skła­nia­jąc do za­zdro­ści lub ogól­nie wpły­wa­jąc na na­strój. Umysł uczy się na pod­sta­wie tych śnio­nych sce­na­riu­szy, a po­tem ko­rzy­sta z tych lek­cji w ży­ciu na ja­wie.

Oczy­wi­ście w snach czę­sto od­zwier­cie­dlają się też zmar­twie­nia z bie­żą­cego ży­cia - to, co Freud na­zy­wał "reszt­kami dnia"1 - gdy nie­dawne zda­rze­nia zo­stają zgrab­nie wple­cione w sny. Więk­szość na­ukow­ców uważa, że ten pro­ces za­cho­dzi w spo­sób zna­czący, a nie przy­pad­kowy, czyli że w na­tu­ral­nym pro­ce­sie śnie­nia nie­jako od­bi­jają się echem wy­datne chwile mi­nio­nego dnia, co po­maga nam upo­rząd­ko­wać swoje prze­my­śle­nia i obawy oraz przy­sto­so­wać się do no­wych wy­zwań.

Wy­daje się, że kosz­mary w pew­nym sen­sie prze­ry­wają ten pro­ces. Za­miast płyn­nie po­rząd­ko­wać wy­da­rze­nia dnia ta­kie sny kon­fron­tują nas z prze­szkodą, nie­moż­li­wym do po­ko­na­nia stre­sem, co pro­wa­dzi do prze­cią­że­nia i prze­bu­dze­nia. Na­sze ba­da­nia ujaw­niły, że mózg osób cier­pią­cych na kosz­mary ma mniej­szą zdol­ność opa­no­wy­wa­nia czy re­gu­lo­wa­nia ne­ga­tyw­nych emo­cji w sy­tu­acji stresu. Po­wstaje w związku z tym błędne koło, w któ­rym umysł zo­staje przy­tło­czony stre­sem w ciągu dnia, co wy­wo­łuje nocą kosz­mary, za­bu­rza­jące wy­po­czy­nek i po­wo­du­jące jesz­cze więk­sze prze­cią­że­nie na­stęp­nego dnia.

Wy­daje się, że po­dob­nie jak inne ma­rze­nia senne rów­nież kosz­mary są wy­uczone. Zwy­kle wy­stę­pują w nich wątki, które wie­lo­krot­nie po­wra­cają przez całe lata lub na­wet de­kady, po­bu­dzane przez po­dobne zda­rze­nia w ży­ciu na ja­wie. Więk­szość lu­dzi cier­pią­cych na kosz­mary czuje się wo­bec nich bez­silna, nie­zdolna uczy­nić co­kol­wiek w ich spra­wie. Tym­cza­sem można wy­le­czyć się z tych drę­czą­cych snów, wpro­wa­dza­jąc w ich miej­sce nowe wzorce śnie­nia. Wiele te­ra­pii tego typu po­lega na wy­ko­ny­wa­niu w ciągu dnia pro­stych ćwi­czeń wi­zu­ali­za­cyj­nych w celu wy­tre­no­wa­nia "mu­sku­łów" wy­obraźni na ja­wie i stwo­rze­nia no­wych, po­zy­tyw­nych mo­ty­wów ma­rzeń sen­nych. In­nym po­tęż­nym na­rzę­dziem po­ko­ny­wa­nia kosz­ma­rów jest uzy­ski­wa­nie przy­tom­no­ści umy­sło­wej w trak­cie snu, tak że czło­wiek zdaje so­bie sprawę z tego, że śni, i jest w sta­nie na bie­żąco ko­ry­go­wać ne­ga­tywne fa­buły.

Moja droga ku na­uko­wym ba­da­niom ma­rzeń sen­nych roz­po­częła się, gdy pierw­szy raz do­świad­czy­łam przy­tom­nego snu. W 2008 roku jako stu­dentka Uni­wer­sy­tetu Ro­che­ster pra­co­wa­łam w la­bo­ra­to­rium snów i za­zna­ja­mia­łam się z neu­ro­nauką po­znaw­czą, ana­li­zu­jącą owo ta­jem­ni­cze ogniwo, które łą­czy umysł z mó­zgiem. Pew­nego ranka mia­łam trud­no­ści z wy­bu­dze­niem się ze złego snu. Kiedy otwo­rzy­łam oczy i usia­dłam pół­przy­tomna na łóżku, zo­ba­czy­łam, że reszta mo­jego ciała wciąż leży po­grą­żona we śnie! Zda­łam so­bie sprawę, że na­dal śnię, i zdu­mia­łam się, jak rze­czy­wi­ste wszystko mi się wy­dało.

Prze­ży­cie to za­fa­scy­no­wało mnie. W jaki spo­sób śniący umysł po­tra­fił wy­cza­ro­wać tak szcze­gó­łowe i żywe do­świad­cze­nie świata w cza­sie, gdy mózg i całe ciało trwały w głę­bo­kim śnie? Po la­tach i dzięki wielu oso­bi­stym do­świad­cze­niom prze­ko­na­łam się, że przy­tomne śnie­nie może po­ma­gać w po­ko­ny­wa­niu kosz­ma­rów. Od tam­tej pory szcze­gól­nie za­cie­ka­wiła mnie neu­ro­nauka do­ty­cząca kosz­ma­rów i przy­tom­no­ści umy­sło­wej we śnie oraz moż­li­wo­ści jej ce­lo­wego wy­ko­rzy­sty­wa­nia.

Dzi­siaj jako pro­fe­sor neu­ro­nauki snów i kosz­ma­rów kie­ruję la­bo­ra­to­rium, w któ­rym zaj­mu­jemy się in­ży­nie­rią ma­rzeń sen­nych, czyli kształ­to­wa­niem tych we­wnętrz­nych śnio­nych świa­tów. Z sa­tys­fak­cją ob­ser­wuję, że ota­cza­jąca nas rze­czy­wi­stość na ja­wie otwiera się na na­ukową wie­dzę o snach, zdo­by­waną dzięki neu­ro­ko­gni­wi­styce, roz­ra­sta­ją­cej się sieci la­bo­ra­to­riów, w któ­rych ana­li­zuje się śpiący umysł, oraz po­świę­ca­niu co­raz więk­szej uwagi kosz­ma­rom w me­dy­cy­nie snu i psy­chia­trii. Pi­sząc w tym du­chu, mam na­dzieję rzu­cić w tej książce nowe świa­tło na kosz­mary oraz uka­zać wie­lość do­stęp­nych me­tod pracy ze snami, które pro­wa­dzą do wzmoc­nie­nia zdro­wia. Szcze­gó­łowo omó­wimy usta­le­nia na­ukowe do­ty­czące kosz­ma­rów i ich te­ra­pii, prze­ana­li­zu­jemy me­cha­ni­zmy świa­do­mego śnie­nia oraz od­kry­jemy no­wa­tor­skie na­rzę­dzia in­ży­nie­rii snów, które mają na celu na­wią­zy­wa­nie bez­po­śred­niego kon­taktu ze śpią­cym umy­słem.

W czę­ści I za­po­znamy się z na­uką o snach, prze­ko­namy się, ja­kie ro­dzaje wspo­mnień, emo­cji i czyn­no­ści znaj­dują od­zwier­cie­dle­nie w tre­ści snów i ja­kim funk­cjom służą. Przyj­rzymy się oso­bli­wemu szkie­le­towi sen­nego świata oraz po­pły­niemy z fa­lami śpią­cego mó­zgu, w któ­rym wzorce ak­tyw­no­ści elek­trycz­nej kie­rują ge­ne­ro­wa­niem snów. Zo­ba­czymy też, że śnie­nie nie ogra­ni­cza się do sa­mego mó­zgu. Treść snów ma po­wią­za­nia z ca­łym śpią­cym cia­łem, a wpływa na nie na­wet świat ze­wnętrzny - wy­czu­wa­nie bodź­ców ze śro­do­wi­ska i wchła­nia­nie tych do­znań w sny.

W czę­ści II zaj­miemy się do­świad­cza­niem snów. Jak to jest znaj­do­wać się w ma­rze­niu sen­nym? W jaki spo­sób po­wstają uczu­cia i do­zna­nia zwią­zane z tre­ścią snu? Za­sta­no­wimy się rów­nież nad tym, jak sny zo­stają zin­ten­sy­fi­ko­wane w przy­padku kosz­ma­rów, jak stres i traumy psy­chiczne stają się pod­ło­żem kosz­ma­rów oraz ja­kie kon­se­kwen­cje zdro­wotne po­wo­duje to w dłuż­szej per­spek­ty­wie. Jed­no­cze­śnie zo­ba­czymy, że wiele osób ma­ją­cych skłon­ność do śnie­nia kosz­ma­rów jest też wy­soko wraż­li­wych oraz że ce­cha ta może być nie­kiedy cenna - lu­dzie cier­piący na kosz­mary by­wają bar­dzo spo­strze­gaw­czy, kre­atywni i em­pa­tyczni. Jest to rzadko do­strze­gana do­bra strona zwią­zana z tą skłon­no­ścią.

W czę­ści III prze­czy­tamy o tym, jak prze­biega praca z kosz­ma­rami - naj­pierw w wi­zu­ali­za­cjach na ja­wie, po­tem w przy­tom­nych snach - w celu stwo­rze­nia zdrow­szego mo­delu ży­cia sen­nego. Od­kry­jemy me­tody bez­po­śred­niego pod­łą­cza­nia się do snów i kosz­ma­rów w chwili, gdy wy­stę­pują. W celu prze­bi­ja­nia się przez ba­rierę snu i zwięk­sze­nia stop­nia przy­tom­no­ści umy­sło­wej w nim uży­wamy w na­szym la­bo­ra­to­rium świa­teł i dźwię­ków. Inni ko­rzy­stają z pod­po­wie­dzi słow­nych do kie­ro­wa­nia za­czy­nem ma­rze­nia sen­nego albo z za­pa­chów do wpły­wa­nia na jego ja­kość. In­ży­nie­ro­wie snu uczą się mo­du­lo­wać śpiący umysł, wy­ci­szać ne­ga­tywne emo­cje i prze­ry­wać to­wa­rzy­szące kosz­ma­rom na­pię­cie cie­le­sne, a tym sa­mym przy­wra­cać do­brą ja­kość snu.

W końcu, wy­cho­dząc w czę­ści IV poza same kosz­mary, prze­ko­namy się, że wszel­kie ma­rze­nia senne są uży­teczne jako ba­ro­metr zdro­wego snu oraz psy­chiki i sta­no­wią cenny za­sób, z któ­rego mo­żemy czer­pać do za­dba­nia o zdro­wie. Ofe­rują prak­tyczny ma­te­riał do bu­do­wa­nia więzi spo­łecz­nych i em­pa­tii, do­ko­ny­wa­nia war­to­ścio­wych spo­strze­żeń, kre­atyw­nego dzia­ła­nia oraz wspo­ma­ga­nia na­uki. Po­każę tam też, w jaki spo­sób ko­rzy­stać z pracy psy­cho­lo­gicz­nej ze snami, z przy­tom­nego śnie­nia i in­ży­nie­rii snów, oraz wskażę, jak wszystko to może skut­ko­wać zdrow­szym ży­ciem w cza­sie snu i na ja­wie.

Mam na­dzieję, że książka ta da ci nowy spo­sób ro­zu­mie­nia tego, jak do­świad­czamy pro­cesu spa­nia, dla­czego kosz­mary trzeba trak­to­wać po­waż­nie oraz co mo­żesz zro­bić, aby do­brze się dziś wy­spać.