ROZDZIAŁ PIERWSZY
Szkielet świata snu
Każdy, kto kiedykolwiek śnił, wie, że sny opierają się na fundamencie naszej codzienności. W śnionym życiu pojawiają się znane nam twarze, miejsca i czynności, a także zmartwienia i sprawy zaczerpnięte z rzeczywistości na jawie: scysja, rozmowa, droga do pracy, niedawno oglądany film.
Po wielu latach zagłębiania się w neuronaukę marzeń sennych, czytania tysięcy relacji o snach zebranych w laboratoriach, w domach, w sondażach internetowych czy przygodnych konwersacjach jasne jest dla mnie, że w śnieniu ujawniają się pewne prawidłowości - wzorce, które powodują, że życie na jawie jest nie tylko obecne w śpiącym umyśle, ale i zostaje w nim zniekształcone. Sny tworzą się w jedyny w swoim rodzaju i niepozbawiony celowości sposób: odzwierciedlają, a jednocześnie przeobrażają nasze codzienne życie.
To, czemu poświęcamy uwagę na jawie, wnika do krain, do których udajemy się w snach, gdyż na szkielet świata sennego składają się osobiste wspomnienia i otoczenie kulturowe. W śpiącym ja utrzymuje się nasze poczucie tożsamości, zaaferowanie pracą, związkami romantycznymi, kwestiami bytowymi. Do marzeń sennych sączy się także świat zewnętrzny. Nie zdziwi to nikogo, kto przespał sygnał budzika, gdy jego dźwięk przeistoczył się we śnie w śpiew ptaków albo obrazki z dyskoteki. Śpiący mózg nie jest tak dalece odcięty od świata zmysłowego, świateł i dźwięków w środowisku, jak naukowcy kiedyś sądzili. Wszystkie te składniki razem wzięte - wspomnienia, ważne dla nas sprawy oraz otoczenie śpiącego ciała - kierują procesem nadawania kształtu snom.
Jakie są te indywidualne oraz - być może nawet bardziej pouczające - uniwersalne wzorce snów?
Jak zbudowane są sny?
W trakcie swojej kariery miałam przywilej prowadzenia badań nad snami w wielu laboratoriach na świecie. Typowe pracownie tego rodzaju są urządzane według podobnego schematu: w zamkniętym pomieszczeniu stoi łóżko oraz jest zainstalowany system dwustronnej komunikacji, w tym idealnie monitor wideo, i różne urządzenia rejestrujące, m.in. elektrody mierzące aktywność mózgu i tempo pracy serca, niewielka rurka rozdwajająca się przy nozdrzach, by monitorować ruch powietrza, oraz rozmaite elektrody, które mierzą drgnięcia i napięcie mięśni oraz ruchy gałek ocznych. Dodatkowe czujniki mogą śledzić ułożenie głowy i ciała albo wznoszenie się i opadanie klatki piersiowej, a malutki mikrofon przymocowany plastrem do szyi wykrywa nawet najdrobniejsze chrapliwe pomruki w gardle. Wszystkie te subtelne sygnały pochodzące od żywego organizmu składają się na olbrzymi zasób danych zbieranych w ciągu ośmiu godzin nocnego snu.
Niezliczone razy wprowadzałam ludzi do laboratorium i zanim usypiali, umieszczałam na ich głowie elektrody oraz niezobowiązująco wymieniałam z badanymi kilka zdań. Dbam o to, by światło było przygaszone, proponuję filiżankę herbaty ziołowej i staram się stworzyć relaksującą atmosferę - ten "ludzki" aspekt ma zasadnicze znaczenie dla dobrego snu.
Niezmiennie prawie każdy uczestnik tych eksperymentów dopytuje mnie, jak doszło do tego, że zajmuję tą dziedziną. To zrozumiała ciekawość - badanie marzeń sennych nie należy do typowych zawodów. Muszę przyznać, że chociaż sny zawsze mnie fascynowały, nie sądziłam, że będę mogła zajmować się nimi profesjonalnie. Natknęłam się na tę dziedzinę niemal przypadkiem na studiach pierwszego stopnia w Rochester. Miałam okazję pracować w Laboratorium Badań Snu i Neurofizjologii, działającym na wydziale medycznym niedaleko głównego kampusu. Laboratorium snu było upchnięte w ciemnym kącie przyziemia starego budynku szpitalnego i wyglądało jak sekretne wejście do krainy nieświadomości.
Tam po raz pierwszy zaznajomiłam się z elektrofizjologią śpiącego mózgu, z narastaniem i słabnięciem aktywności elektrycznej, w miarę jak mózg przechodzi przez głębsze i bardziej aktywne stadia snu. Niezwykle interesujące jest poznawanie tajników całego procesu spania, niemniej szczególnie ciekawiły mnie marzenia senne - ten przesmyk prowadzący do podziemi nieświadomości.
Sypialnie w laboratorium snu w Rochester były niemal luksusowe - z wielkimi łożami XXL, grubymi, ciepłymi kołdrami, lampkami nocnymi w stylu art déco oraz artystycznymi malunkami śpiących postaci przyozdabiającymi ściany. Pomieszczenie kontrolne, z którego monitorowaliśmy ludzi, oddzielał od sypialni długi korytarz i miało ono osobną łazienkę, kuchenkę oraz kącik wypoczynkowy. Zawsze największym wyzwaniem było dla mnie zachowywanie otwartych oczu przez całą noc obserwowania hipnotyzujących wykresów fal mózgowych na monitorach i rejestrowanego w podczerwieni obrazu śpiących. Skoro pomieszczenie kontrolne znajdowało się z dala od sypialni, mogliśmy w nim mieć zapalone światło oraz rozmawiać czy słuchać muzyki, podczas gdy sypialnie tonęły niemal w całkowitej ciszy i ciemności czy to w dzień, czy w nocy - idealne otoczenie zaprojektowane tak, by maksymalnie sprzyjało spaniu.
Wyposażenie w moim obecnym laboratorium w Montrealu jest skromniejsze. Dysponujemy dwiema sypialniami nieróżniącymi się wiele od pokojów w akademiku z typowymi ikeowskimi meblami. Wystrój ten jest pod wieloma względami naturalny dla uczestników naszych eksperymentów, którymi często bywają studenci miejscowych uczelni. Laboratorium stanowi część większego kompleksu badawczego snu, zlokalizowanego w końcu skrzydła na piątym piętrze szpitala. Wewnętrzne drzwi łączą nas z siostrzaną pracownią mającą trzy sypialnie, każda z osobną łazienką. Eksperymentatorzy sprawują tam kontrolę nad oświetleniem pomieszczeń, pozwalającym na tworzenie sztucznych faz dzień-noc różnej długości. Ludzie spędzają niekiedy wiele dni w tych kapsułach, podczas gdy naukowcy obserwują wpływ różnych rytmów światła i aktywności na spanie, co istotne jest m.in. dla poznania sytuacji osób pracujących na nocne zmiany i niewidomych.
W klinice, na drugim końcu korytarza, diagnozuje się i leczy też pacjentów z bezdechem sennym, narkolepsją, bezsennością czy tendencją do lunatykowania, by wymienić tylko kilka z podejmowanych zagadnień, a dzięki naszej współpracy w szpitalu ujawniają się liczne sposoby, w jakie marzenia senne mogą być zakłócane lub leczone w przypadku zaburzeń snu. Ośrodek snu tętni zatem aktywnością, a światła i dźwięki z otoczenia - z jednej strony z labiryntu korytarzy ze świetlówkami, z drugiej z okien na zewnątrz (pamiętajmy o potężnych pługach śnieżnych, pracujących w Kanadzie przez wiele zimowych nocy) - nieraz przenikają do snów badanych osób. Mimo wszystko pod ciepłym kocem, w ciemnym pokoju i z przytłumionymi hałasami z zewnątrz ludzie często bez problemu zapadają w sen.
Czasem gdy siedzę w pomieszczeniu kontrolnym (niekiedy w towarzystwie drugiego eksperymentatora) i kogoś monitoruję, przed oczami stają mi inne laboratoria, w których pracowałam. Na przykład w moim pierwszym miejscu zatrudnienia w Wielkiej Brytanii po doktoracie mieliśmy bardzo prosto urządzone laboratorium z dwiema wygodnymi sypialniami, w których zainstalowaliśmy prowizoryczny system komunikacji z adaptowanych urządzeń w rodzaju niani elektronicznej. Pracownia znajdowała się w środku ogólnie dostępnego kampusu uniwersyteckiego, niedaleko przepięknego wybrzeża morskiego i rano sny uczestników eksperymentów były nieraz brutalnie przerywane przez krzyki mew.
W Chicago, Cambridge i Holandii sypialnie aranżowano w pomieszczeniach przeznaczonych dawniej do badań neuronaukowych w stanie czuwania, tyle że wstawiono do tych pokoi rozkładane łóżka czy kanapy, by dało się prowadzić badania snu. Jedną z sypialni, w których pracowałam, urządzono w staraj klatce Faradaya; było to pomieszczenie z masywnymi metolowymi drzwiami przypominającymi lodówkowe, które izolowało człowieka w komorze eksperymentalnej. Niektóre badania w klinikach prowadziliśmy, gdy okryci cienkimi kocykami ludzie leżeli na szpitalnych łóżkach z tworzyw sztucznych, co niewątpliwie zmniejszało tak cenne dla snu poczucie komfortu.
Krótko mówiąc, warunki do odpływania w marzenia senne w laboratorium mogą być dalekie od idealnych, lecz z moich doświadczeń wynika, że mimo wszystko badania te zawsze wnosiły nowe spostrzeżenia.
Najbardziej uderzającą obserwacją, jaką zrobiłam w tych licznych eksperymentach w różnych laboratoriach w wielu krajach, jest to, że pomimo zróżnicowanego otoczenia oraz poziomu komfortu i natężenia dźwięków pojawiają się nieoczekiwane podobieństwa w snach badanych ludzi. Choć zasadniczo środowisko snu jest urządzane tak, by było porównywalne ze zwykłymi warunkami domowymi, nieuchronnie pojawia się nietypowa presja, by spać i śnić w celach eksperymentalnych. Nie powinno więc chyba dziwić, że prawie połowa uczestników śni o samym eksperymencie.
Gdy siedząc w pomieszczeniu kontrolnym, widzę, że człowiek wchodzi w fazę REM - z wyróżniającymi ją charakterystycznymi ruchami gałek ocznych - próbuję sobie wyobrazić, o czym może śnić. Czekam od pięciu do dziesięciu minut, aż aktywność mózgowa i mięśniowa się spotęguje, po czym biorę do ręki mikrofon, cicho wymawiam imię śpiącego i zwracam się do niego: "Proszę powiedzieć, co pojawiało się panu (pani) w umyśle, zanim się odezwałam". Milknę i czekam, a ludzie zwykle wiercą się przez moment, mrucząc różne "hmm" i "umm", gdy próbują pozbierać szczątki snu, który właśnie się rozpierzchł. W normalnym życiu stosunkowo rzadko zdarzają się takie sytuacje, ale właśnie dzięki temu łagodnemu przerwaniu snu zyskujemy świetny dostęp do treści marzeń sennych. Uważnie przysłuchuję się rwanym zdaniom, w których ludzie próbują przekazać mi wszystko, co pamiętają. Oto jeden ze snów:
Widzę kable na swojej twarzy. Są szpitalne korytarze, którymi się oddalam. Prowadząca badanie studentka mnie goni, a ja chcę jej uciec. Potem jestem już w laboratorium i wchodzą do niego moi rodzice. Złoszczę się, mam tylko kilka minut na zaśnięcie.
I inny:
Śniło mi się, że eksperyment zanadto się przeciągnął. Miałem poczucie, jakbym nie poradził sobie dostatecznie dobrze ze spaniem. Pamiętam, że zastanawiałem się (we śnie), czy będzie pani mogła zobaczyć moje sny przez te elektrody i czy uzna pani, że mam nie po kolei w głowie.
Analizując wraz z moim zespołem wykonywane przez dekadę badania w Montrealu, odkryłam, że odniesienia do laboratorium i eksperymentu są obecne w setkach raportów z marzeń sennych2. Ludziom śniło się miejsce przeprowadzania badania i szpitalne korytarze, a postaciami we śnie bywali eksperymentatorzy. Śniła się zasadnicza misja, by dobrze spać i zapamiętywać sny. Pojawiały się takie przedmioty jak elektrody, komputery czy clipboardy, a także wątki ogólnie związane ze spaniem, na przykład chodzenie w piżamie czy dostrzeganie łóżka. Mimo że w snach często występowało po kilka tych elementów jednocześnie, nigdy nie zostawał odtworzony cały przedsenny epizod z laboratorium. Jest to charakterystyczne dla snów: fragmenty niedawnych przeżyć są często wplatane w marzenia senne w połączeniu z innymi wspomnieniami, co snuje nową opowieść, natomiast pojedyncze wspomnienia niemal nigdy nie ujawniają się w całości. Wyjątkiem jest szczególny przypadek koszmarów, w których częściowo lub w pełni odtwarzają się traumatyczne wspomnienia, jednak stanowi to zaburzenie normalnego procesu kreacji snu (wrócimy do tych sytuacji w dalszej części książki).
Choć obserwowane przez nas w laboratorium sny są bardzo zróżnicowane, mają kilka powracających cech, które pojawiają się u bardzo różnych osób, co wskazuje na obecność pewnej strukturalnej presji kształtującej narrację snu. Sceneria snów w laboratorium obejmuje często personel badawczy, występujący razem z innymi postaciami, zwłaszcza przyjaciółmi i krewnymi, którzy biorą udział w fikcyjnych epizodach społecznych rozgrywających się w laboratorium. W marzeniach sennych prawie zawsze mamy do czynienia z jakimś wątkiem międzyosobowym. W snach w domu sytuacje społeczne są zgłaszane w 80 procentach raportów; 25 procent śnionych postaci stanowią członkowie rodziny, a od 20 do 40 procent znajomi. W badaniach prowadzonych w laboratorium personel pojawiał się w ponad połowie snów powiązanych z pracownią - a mowa przecież o praktycznie obcych ludziach, których uczestnicy eksperymentu dopiero co poznali. Prowadzi to nas do pierwszego zasadniczego składnika szkieletu marzenia sennego: sny systematycznie mają naturę społeczną i mobilizują śpiących do ponownego wchodzenia w kontakt z ludźmi (w tym obcymi), którzy są obecni w ich życiu na jawie.
Ten rys społeczny stanowi sugestywną podpowiedź na temat jednej z funkcji marzeń sennych: śnienie sytuacji społecznych mogło wyewoluować w celu wsparcia naszego rozwoju jako gatunku społecznego3. To, że sny są wybiórczo społeczne, czyli zawierają nadreprezentację pewnych elementów z życia społecznego na jawie, może służyć wzmacnianiu w ciągu nocy umiejętności interpersonalnych, na przykład pozwalając na testowanie we śnie różnych interakcji i ich potencjalnych następstw.
Oczywiście wizyta w laboratorium snu nie należy do typowych sytuacji społecznych. Spanie w takim miejscu jest zdarzeniem wyjątkowo ingerującym w intymność, podczas którego eksperymentator obserwuje śpiącą osobę i rejestruje jej sny. Nie powinno więc dziwić, że ludziom śni się m.in. bycie obserwowanym oraz chęć sprostania oczekiwaniom eksperymentatora. Łączy się to z drugim aspektem kreowania snów: mają one naturę wykonawczą, krystalizują się wokół ćwiczenia różnych umiejętności lub wokół kwestii osiągnięć. W snach w laboratorium często przewija się podstawowe zalecenie, by dobrze spać i zapamiętywać marzenia senne, wraz z innymi zadaniami należącymi do danego eksperymentu. Oto, co przyśniło się pewnej osobie:
Była ze mną matka, szliśmy korytarzem do pomieszczenia testowego. [Eksperymentatorka] umocowała mi elektrody na głowie, aby sny zapisywały się od razu na kartce. Przeszedłem korytarzem na następny test (...) chcieliśmy mieć to już za sobą i wyjść z laboratorium.
I inna relacja:
Próbowałam usnąć, ale nie bardzo mi się to udawało, bo mojego łóżka w zasadzie nic nie odgradzało od badaczy (...) w pewnym momencie znalazło się ono całkiem na zewnątrz. Mówiąc o moich falach mózgowych, naukowcy nazywali je "wzorcem Dantego".
Choć nie ma niczego takiego jak wzorzec Dantego, ten ostatni sen z usilnymi próbami zaśnięcia i pokonania różnych przeszkód stających na drodze do dobrego spisania się w roli uczestnika eksperymentu jest bardzo powszechny w laboratoriach. Wygląda na to, że na jawie zapamiętujemy pewne wyzwania czy zadania i po uśnięciu podejmujemy symulowaną próbę realizacji wyznaczonego celu. Marzenie senne ma często charakter powtarzalny, fabuła zapętla się. Wspomniana osoba wielokrotnie stara się usnąć, ale za każdym razem coś jej w tym przeszkadza. Wykonuje testy związane z eksperymentem, ale po skończeniu jednego pojawia się kolejny.
Również w snach dokumentowanych w domu obserwuje się podobne wątki nieustającego podejmowania prób (często nieudanych) osiągnięcia jakiegoś celu, na przykład złapania autobusu czy zdążenia na lotnisko albo nieprzygotowanie czy spóźnienie się na egzamin. Wydaje się, że są to sny z określonym celem i podobnie jak w laboratorium zapewne chodzi w nich bardziej o sam przebieg działania niż o osiągany rezultat - sednem tych snów jest proces, nie efekt.
Badania naukowe, a chyba również zdrowy rozsądek, mówią nam, że marzenia senne wykraczają poza proste odzwierciedlanie pożądanych celów i umożliwiają nam nocne ćwiczenie się w stosowaniu wartościowych umiejętności, a ich powtarzalność może być kluczowa dla uczenia się. We śnie możemy ćwiczyć korzystanie ze śnionego ciała, manipulować śnionymi przedmiotami i poruszać się po śnionych światach. Na przykład sportowcom i muzykom śni się trenowanie ich dyscypliny sportu czy gra na instrumencie, niekiedy w warunkach wielkiej presji.
Jeżeli można się sugerować przypadkami z naszego laboratorium, inną powszechnie ćwiczoną w snach umiejętność widać w tym, że wiele z nich ma naturę eksploracyjną - rozglądamy się, przeszukujemy, tropimy coś na rozwijającej się przed nami mapie świata. Weźmy następujący przykład:
Do pomieszczenia wszedł eksperymentator, zapalił światło i przyszła jeszcze inna osoba porozmawiać ze mną. Zależało jej na ludziach świadomych we śnie. W sypialni były drugie drzwi, a za nimi korytarz. Na jego końcu stali w jakimś pokoju ludzie w białych fartuchach.
I inny sen:
Do sypialni wchodzi eksperymentatorka. Widzę, że naprzeciw mnie, w miejscu, gdzie powinna być ściana, znajdują się drzwi. Otwiera je Jim z serialu Biuro. Za drzwiami widzę krótki korytarzyk i jeszcze jedne drzwi. Jim mówi mi, że mogę wstać.
W tych przykładach śniące osoby wyobrażają sobie, że budzą się w laboratorium i widzą coraz bardziej rozrastające się wokół nich otoczenie. Wydaje się, jakby sen powoływał do istnienia świat, który pączkuje wokół nas przestrzennie i temporalnie, niczym zmarszczki rozchodzące się w przestrzeni i czasie. Niektórym śni się nawet droga powrotna z pracowni do domu - przejście przez szpitalne korytarze i przemierzenie ulic w mieście. Sny te opierają się na zdolności przypominania sobie niedawnych faktów, w tym tego, gdzie się znajdujemy i co robimy, oraz rzutowania siebie w potencjalną bliską przyszłość, co stanowi formę przyprawionego odrobiną absurdu mentalnego podróżowania w czasie.
Choć niektórzy naukowcy niebezpodstawnie twierdzą, że sny zbierane w laboratorium mogą nie być reprezentatywne dla snów naturalnych - i różnią się od tych zbieranych w domach - moim zdaniem mają jednak wartość informacyjną i są użyteczne, pomagają bowiem wykryć kluczowe elementy szkieletu, na jakim wznosi się śniony świat. W marzeniach sennych zbieranych w domach oraz poznawanych dzięki badaniom sondażowym odzwierciedlają się podobne wątki do relacjonowanych w laboratorium, związane z symulacją społeczną, ćwiczeniem różnych umiejętności, penetrowaniem środowiska oraz odwołaniami do niego i do aktualnie zaprzątających nas spraw.
Kolejnym elementem tej układanki - jeśli można tak określić strukturę snów - są "typowe" śnione wątki4. Chodzi o symbolikę czy fabuły snów, które pojawiają się wielokrotnie i bardzo powszechnie w całej populacji, w tym u przedstawicieli różnych kultur i u osób w rozmaitym wieku. Z pewnością czytelnicy też doświadczyli jednego lub więcej z tych typowych snów. Do 70 procent osób donosi o występowaniu w ich snach najbardziej typowych wątków, takich jak uciekanie, spadanie lub wielokrotne podejmowanie prób zrobienia czegoś. W badaniach ankietowych wykryto ponad czterdzieści takich motywów, a wiele z nich stanowi poszerzone wersje schematów zidentyfikowanych w laboratoriach.
Tak na przykład społeczny profil snu ujawnia się w typowych wątkach ucieczki i bycia gonionym, w męczących snach o niewierności lub w przyjemnych snach erotycznych oraz w częściowo społecznych snach, w których wyczuwamy bliżej nieokreśloną obecność w pomieszczeniu. Inne typowe sny społeczne wiążą się z sytuacjami skrępowania czy zawstydzenia. Wydaje się to wspólnym motywem w snach, w których okazujemy się niestosownie ubrani lub nadzy, co przypomina sny z laboratorium o podleganiu obserwacji ze strony eksperymentatorów, którzy zaglądają do sypialni albo rejestrują ukryte myśli śpiących.
Jeszcze inne typowe wątki senne mają charakter bardziej pozytywny i eksploracyjny, na przykład dotyczą znalezienia pieniędzy lub - prywatnie mój faworyt - odkrywania nowych pomieszczeń i korytarzy we własnym domu. Niekiedy taki sen rozgrywa się z fantazyjnym rozmachem i otwierają się magiczne drzwi do innego świata. Kiedy indziej jest zwyczajniejszy i po prostu dostrzegamy nowy schowek w holu albo praktyczną zmywarkę w kuchni (bardzo miły sen!). Wątki te są podobne do snów w laboratorium, w których przed oczami ludzi chodzących po terenie szpitala nieoczekiwanie wyrastają kolejne okna, drzwi i korytarze. Wygląda na to, że śniony świat nie ma z góry ustalonej topografii, tylko jest na bieżąco kreowany w miejscach, w które zapuszcza się śpiąca osoba i w których otwierają się przed nią nowe przestrzenie, zachęcające do dalszego penetrowania otoczenia.
Tego rodzaju sny nazywamy typowymi ze względu na częstość pojawiania się ich w całej populacji, niemniej wydaje się, że każdemu z nas śni się tylko pewien zestaw tych wątków, dostosowany do indywidualnej sytuacji. Jednej osobie wielokrotne śnią się społeczne sceny zawstydzenia, na przykład pojawiania się nago przed ludźmi. Dla innej typowe mogą być sny o nieudanych próbach, bezskutecznie ponawianych podejściach do osiągnięcia jakiegoś celu. Sny takie mogą mieć naturę nawracającą i śnić się wiele razy w czasie różnych nocy oraz intensyfikować się w okresach stresu. Powtarzające się sny tego rodzaju, zgłaszane aż przez 75 procent dorosłych, mogą się zaczynać w młodym wieku i utrzymywać przez resztę życia. By dać przykład: typowy sen o spóźnieniu się na egzamin często zaczyna się w latach szkolnych, gdy stale towarzyszą nam silne stresy związane z nauką, lecz wątek ten może się też przewijać w późniejszym życiu, powiedzmy, przed ważną prezentacją w pracy lub rozmową kwalifikacyjną. Co prawda okoliczności są inne, ale stresująca presja, by dobrze wypaść, uruchamia znany scenariusz snu.
Nawracające sny występują u wielkiej liczby osób, wydaje się jednak, że są bardziej patologiczne od typowych snów. Będziemy do nich jeszcze nawiązywać, ponieważ mają one dużo wspólnego z koszmarami.
Wracając do typowych marzeń sennych, w ich uniwersalnych wątkach ujawniają się pewne systematyczne tendencje formowania snów u wielu ludzi. Podobnie jak w snach w laboratorium ukazuje się w nich świat budowany według kilku nieprzypadkowych schematów z naciskiem na to, by marzenia senne zapełniały się postaciami, z którymi możemy wchodzić w interakcje, zadaniami do wykonania i przestrzeniami do penetrowania. Wątki te pokazują istnienie swoistego strukturalnego fundamentu kreowania się snów oraz udzielają podpowiedzi co do funkcji samego śnienia, o czym dalej będzie mowa. Interesującą cechą typowych snów jest to, że pojawiają się w rozmaitych kulturach i u osób w różnym wieku, a jednocześnie często nie przedstawiają typowych doświadczeń z życia na jawie. Kiedyż to odkryliśmy ostatnio jakiś nowy pokój w swoim mieszkaniu, swobodnie spadaliśmy czy szybowaliśmy w powietrzu albo stanęliśmy bez ubrania przed salą pełną ludzi? Mimo to znaczna liczba osób miewa takie sny, i to wiele razy.
Co to nam mówi o powstawaniu świata marzeń sennych? W przypadku bardziej surrealnych wątków, które wydają się dalekie od życia na jawie, trudno twierdzić, że odgrywają rolę we wzmacnianiu określonych umiejętności lub stanowią użyteczne ćwiczenie społeczne. Aby nieco lepiej zrozumieć niektóre niezwykłe czy niespodziewane motywy senne, takie jak wypadanie zębów albo trudności ze znalezieniem toalety, musimy przyjrzeć się kolejnemu źródłu powstawania snów: samemu ciału.
Współtworzenie snów przez ciało
Nie należy do rzadkości, że po przebudzeniu się zdajemy sobie sprawę, że do naszego snu wniknęły pewne składniki pochodzące z otoczenia: szczekanie psa, dźwięk alarmu rozlegającego się w samochodzie pod domem, świergot ptaków - wszystko to włączone w odgłosy i scenerię śnionego świata, gdy mózg nie chce ustąpić i dać się obudzić. Rzecz jasna, kiedy bodziec jest dostatecznie silny, powoduje przebudzenie (to zresztą elementarna funkcja budzika). Ale pomijając te poranne zakłócenia, większość z nas traktuje sen jako czas, w którym pozostajemy odcięci od świata fizycznego, zamknięci w swoim umyśle i odizolowani od czującego ciała.
W rzeczywistości sny nie są aż tak bardzo odizolowane ani od ciała, ani od zmysłowego kontaktu ze światem. Strumień informacji płynących przez nasze zmysły nie urywa się i niekiedy zostaje zmyślnie wprowadzony do snów.
Zapewne najczęściej zauważa się we śnie aktywność organizmu wtedy, gdy jest najmniej pożądana: konieczność oddania moczu, niezdolność odezwania się czy poruszenia, zgrzytanie zębami albo dzwonienie w uszach, które wdziera się pod ciepłą kołderkę snu. Skrajny przykład stanowi paraliż senny, podczas którego nie możemy się odezwać ani drgnąć przez krótki czas przed pełnym rozbudzeniem się, czemu często towarzyszą napawające lękiem sny. Pamiętam, kiedy pierwszy raz doznałam takiego paraliżu. Było to w moich latach licealnych. Wczesnym rankiem pewnego dnia przed pójściem do szkoły obudziłam się z przerażającą świadomością, że całe moje ciało jest kompletnie bezwładne. Siliłam się, by otworzyć oczy i nawet próbowałam krzyknąć, ale nie byłam w stanie napiąć mięśni ani wydać żadnego dźwięku. Nie miałam pojęcia, co się dzieje. W panice dojrzałam jakąś zamazaną postać przy drzwiach sypialni, która powoli zbliżała się do mnie. Myślałam, że zaraz umrę. A potem nagle moje oczy się otworzyły i zobaczyłam pusty pokój rozświetlony promieniami słońca. Z trudem łapałam oddech, ciężko dysząc zdezorientowana i przestraszona.
Przez całe lata regularnie doznawałam paraliżu sennego i był to pierwotny powód, z którego zainteresowałam się badaniami snu na studiach. Z ulgą dowiedziałam się, że zjawisko to ani nie jest groźne, ani nie należy do rzadkości (co najmniej jeden raz w życiu doświadcza go zapewne do 40 procent ludzi). Są to resztki naturalnego bezwładu mięśni, do jakiego dochodzi w fazie REM. Choć w pierwszej chwili może się to wydawać dziwne, że ciało jest fizycznie sparaliżowane w tej fazie snu, służy to funkcjonalnemu celowi: powstrzymuje ciało przed fizycznym odgrywaniem treści snu. Poczucie tego paraliżu czasem przenika jednak do marzenia sennego, szczególnie w momentach granicznych na progu jawy, a doświadczenie to bywa odbierane w skali od niepokojącego do głęboko zatrważającego.
Paraliż senny jest przykładem ekstremalnym, ale w rzeczywistości ciało często odgrywa rolę w śnieniu, tylko że z reguły nie postrzegamy tego w tych kategoriach. Na wiele sposobów organizm fizycznie doznaje tego, co dzieje się w marzeniu sennym, i vice versa - sen reaguje na to, co dzieje się w ciele. Innymi słowy, sny nie są wytwarzane wyłącznie przez mózg, lecz rozwijają się w kontekście wymiany informacji ze śpiącym ciałem.
Pierwszym poznanym korelatem śnienia były szybkie ruchy gałek ocznych, odkryte w 1953 roku i definiujące od tamtej pory fazę REM (rapid eye movements) snu5. Gdy budzono ludzi w okresach cechujących się "gwałtownymi, skokowymi, dwuocznie symetrycznymi" ruchami gałek ocznych, w 74 procentach razów zgłaszali oni doświadczanie wyrazistych, wzrokowych snów. Odkrycie to spowodowało lawinę badań nad marzeniami sennymi (choć od tamtego czasu ustaliliśmy, że marzenia występują też w innych stadiach snu) oraz zapoczątkowało utrzymującą się do dziś tendencję, by dążyć do powiązania obiektywnych wskaźników - takich jak aktywność organizmu i mózgu - z psychicznym doświadczeniem śnienia.
Czy te szybkie ruchy gałek ocznych mogą ujawniać faktyczną aktywność wzrokową podczas snu? Ewentualność ta znana jest dziś pod nazwą hipotezy rozglądania się (scanning hypothesis) i w niektórych eksperymentach zebrano przemawiające za nią świadectwa, gdy szybkie ruchy gałek ocznych okazywały się zbieżne z opisami wizualnej warstwy snu, na przykład przyśnienie się meczu tenisowego oraz powtarzające się ruchy oczu w prawo i lewo. Choć pojawiają się niespójności między ruchami gałek ocznych a śnioną treścią wizualną, przełomowe badania nad snami z zachowaniem przytomności umysłowej dowiodły występowania pewnej korespondencji. Pod koniec lat siedemdziesiątych XX wieku Stephen LaBerge i Keith Hearne niezależnie wykazali, że osoby śniące przytomnie mogą celowo wykonywać we śnie powtarzalne zwroty w lewo i w prawo oczami, co skutkuje odpowiednimi ruchami gałek ocznych w śpiącym ciele6. Pokazało to, że śpiący człowiek może sprawować kontrolę nad swoim ciałem fizycznym, korzystając z ruchów wykonywanych w marzeniu sennym. W następnych latach śladem tym poszło wiele innych badań, które ujawniły, że osoby śniące przytomnie są w stanie kontrolować rozmaite części ciała, na przykład zaciskać pięść we śnie, co skutkuje jednoczesnymi drgnięciami mięśni przedramienia, a także kontrolować oddychanie we śnie, co zmienia oddychanie i ruchy brzucha w śpiącym ciele.
Wydaje się, że nawet w przypadku snów, w których człowiek nie zachowuje przytomności umysłowej, ich treść przejawia się fizycznie w ciele. Wiadomo na przykład, że w fazie REM zachodzą nieregularne fluktuacje oddechu, tempa pracy serca oraz aktywności mięśniowej, i mogą one korespondować z psychicznym doświadczeniem śnienia. Uczestnikowi pewnego badania śniło się, że płynie żabką, a wykonywane w tym czasie pomiary pokazały, że wielokrotnie wstrzymywał oddech, a potem wydychał powietrze analogicznie do tego, jak pływak chowa głowę pod wodę i się z niej wynurza. Również w przypadku koszmarów często występują silne powiązania z ciałem. Przez kilka minut przed przebudzeniem się większość osób ma przyspieszone tętno i oddech, tak jakby śpiący organizm doznawał fizycznego obciążenia. Ma to konsekwencje zdrowotne u ludzi, którym wielokrotnie śnią się koszmary, takich jak pacjenci z zaburzeniem stresowym pourazowym (post-traumatic stress disorder, PTSD), u których psychiczne i fizyczne aspekty urazu odżywają podczas snu.
Ewidentnie widać pewien związek między tym, co wyobrażamy sobie we śnie, a tym, jak ciało reaguje na śnione doświadczenia czy je odzwierciedla. W jaki jednak sposób śniący umysł nawiązuje łączność ze śpiącym ciałem? I jakie wnioski wynikają z istnienia tego szlaku komunikacyjnego?
Przede wszystkim warto przyjrzeć się obecnej w mózgu mapie ciała, to znaczy systematycznemu przyporządkowaniu pewnych neuronów czuciowych i ruchowych w mózgu określonym częściom ciała. Wydaje się, że ta neuronowa mapa leży u podstaw wyrazistych wyobrażeń czuciowo-ruchowych (wyobrażanych doznań wzrokowych, dotykowych, słuchowych, węchowych i smakowych oraz ruchów ciała) we śnie. Badania wykonywane metodą funkcjonalnego rezonansu magnetycznego podczas przytomnych snów ukazały, że kiedy człowiek zaciska we śnie pięść, obserwuje się aktywność tych samych rejonów czuciowo-ruchowych mózgu co wtedy, gdy wykonuje tę czynność na jawie, a podczas spania koresponduje to jednocześnie z realnymi drgnięciami mięśni przedramienia. Psychika, mózg i ciało są wzajemnie połączone. Taką samą prawidłowość obserwuje się w odniesieniu do innych form percepcji, na przykład oglądania twarzy, słyszenia mowy czy postrzegania scen przestrzennych - wszystkie te sytuacje wiążą się ze specyficznymi wzorcami aktywności czuciowo-ruchowej w mózgu, jakie zachodzą na jawie, i podobne wzorce wykrywa się w trakcie śnienia.
Wyraziste wrażenia czuciowe i ruchowe w snach - doświadczenia chodzenia, poruszania się, fruwania, spadania, walki, poszukiwania i inne - pochodzą z kory czuciowo-ruchowej. Warto tu odnotować, że pod względem percepcyjnym sny cechują się najsilniejszym akcentowaniem wyobrażeń wzrokowych, po których idą słuchowe i ruchowe, a w mniejszym stopniu zapachowe i smakowe - choć bywa to zróżnicowane w określonych populacjach, na przykład osoby niesłyszące i niewidzące intensywniej doświadczają w snach zapachów i smaków. Z dalszej części książki dowiemy się więcej o tych wariantach.
Niekiedy ruchowe wyobrażenia senne wiążą się z realnymi ruchami ciała pomimo zasadniczego paraliżu mięśni w fazie REM. W przypadku takich zachowań ludzie fizycznie odgrywają treść marzeń sennych, często podczas szczególnie emocjonujących snów, takich jak koszmary czy sny związane z żałobą, a nawet erotyczne. Do powszechnych zachowań należą wtedy mówienie przez sen, płacz, uśmiechanie się, wybuchy śmiechu oraz wyrażanie strachu czy zachowania obronne. Fascynującą sprawą jest to, że takie zachowania mogą odzwierciedlać mowę oraz czyny zarówno śnionego ja, jak i innej postaci ze snu. Jeżeli na przykład śni się nam, że fruniemy, by umknąć przed złowrogo rechoczącą czarownicą, możemy się obudzić drżący ze strachu albo śmiejący się na głos jak owa czarownica. Pokazuje to występujące w snach zjawisko, które rzadko sobie uświadamiamy, mianowicie że wszystkie śnione postacie - twoje śnione ja, znajomy czy krewny, obcy człowiek, ulubiony zwierzak, duchowy przewodnik - są jednocześnie wytwarzane przez nasz umysł. Podczas doświadczania przez nas snu z perspektywy pierwszoosobowej śpiący mózg wyczarowuje również tamte postacie łącznie z ich myślami, uczuciami, działaniami i głosami. Czasem obdarza nawet poszczególne osoby różnymi językami czy akcentami.
Ta zdolność mózgu do zorkiestrowania zachowań i emocji wszystkich śnionych bohaterów jest godna najwyższego podziwu. Jak umysł radzi sobie z koordynacją tak zróżnicowanej obsady aktorskiej snu?
Niektórzy naukowcy upatrują potencjalnego producenta i reżysera śnionych postaci w układzie neuronów lustrzanych. Z badań obrazowych mózgu wynika, że układ ten jest aktywny zarówno w trakcie, gdy wykonujemy określoną czynność (na przykład bierzemy do ręki kubek), jak i podczas obserwowania tej czynności wykonywanej przez inną osobę (powiedzmy, podnoszenia kubka przez kolegę). Ponadto tę samą aktywność mózgu rejestruje się, kiedy tylko wyobrażamy sobie wykonywanie tej czynności przez siebie lub kogoś innego. Takie odzwierciedlanie działań i ekspresji innych ludzi pomaga nam naśladować na jawie i rozumieć ich zachowania oraz emocje. Na podobnej zasadzie układ neuronów lustrzanych może odpowiadać za symulowanie czynności i emocji różnych postaci w snach.
Argumenty przemawiające za tą koncepcją pochodzą z analiz zachowań lustrzanych, czyli behawioralnych przejawów aktywności neuronów lustrzanych, takich jak zaraźliwy płacz albo śmiech (rozpłakanie się lub roześmianie, gdy widzimy płaczące czy śmiejące się osoby) oraz inne formy mimikry, na przykład przybieranie podobnej postawy ciała czy wyrazu twarzy jak rozmówca. W badaniach snów okazało się, że ludzie wykazujący więcej zachowań lustrzanych na jawie częściej fizycznie odgrywają marzenia senne podczas spania, na przykład osoby, które łatwo rozpłakują się na widok płaczu innych, częściej budzą się we łzach. To samo dotyczy uśmiechania się i śmiania.
Podsumowując, być może kora czuciowo-ruchowa i układ neuronów lustrzanych sterują działaniami i emocjami naszego śnionego ja i innych postaci marzenia sennego w podobny sposób, jak działamy i wchodzimy w interakcje z ludźmi na jawie.
O ile jest jasne, a może wręcz intuicyjnie zrozumiałe, że ciało może naśladować czy przejawiać pewne działania i emocje ze snów, o tyle jest też druga strona medalu, i to potencjalnie nawet bardziej interesująca: ciało fizyczne bywa źródłem wyobrażeń sennych.
Zastanawialiście się kiedyś nad śpiącym kociakiem albo niemowlęciem, patrząc na drgnienia rączek albo wibrysów, które wyglądają na pochodne aktywności sennej? Przez wiele lat naukowcy zakładali, że te drgnienia są po prostu produktem ubocznym marzeń sennych, przedzierających się przez niecałkowity paraliż w fazie REM. Dziś istnieją jednak dowody na to, że drgnięcia mięśni stanowią źródło śnionej aktywności. Powodują one znaczne pobudzenie obszarów czuciowych mózgu pogrążonego we śnie REM. Na przykład drgnienie w przedramieniu wywołuje silne sygnały czuciowe w "przedramieniowym" fragmencie mózgowej mapy ciała, tak jakby w kończynie pojawiło się intensywne doznanie. Ta mózgowa aktywacja jest znacznie większa, niż oczekiwałoby się w przypadku tak drobnego ruchu; jest tak prawdopodobnie dlatego, że skoro w fazie REM ciało pozostaje zasadniczo w bezwładzie, te malutkie drgnienia silniej się uwydatniają i mogą być dokładnie zlokalizowane przez mózg7. Zatem każdej nocy, gdy śpimy, drgnienia te pozwalają mózgowi doprecyzowywać i ponownie kalibrować szczegółową mapę różnych części ciała niemal na zasadzie hasła i odzewu: "Drgnienie w przedramieniu? Aha, tu jest przedramię".
Sądzi się, że to właśnie jest jedną z fundamentalnych funkcji fazy REM - uszczegółowianie i aktualizowanie mózgowej mapy ciała, tak by można było skutecznie używać jej na jawie. Funkcji tej mogą też służyć marzenia senne, kalibrujące korę czuciowo-ruchową, w miarę jak manewrujemy swoim śnionym ciałem, poruszając się w immersyjnych, zmysłowych światach snu.
Skoro drgnienia wywołują wyraźne sygnały czuciowe w mózgu, czy mogą też wzbudzać silne doznania w snach? Z przykładami wpływu drgnień mięśniowych na marzenia senne powszechnie spotykamy się na samym początku snu, gdy tzw. zrywaniom przysennym (hypnic jerks) towarzyszy wyraziste obrazowanie. Zjawisko to polega na nagłym, króciutkim skurczu mięśni nogi czy tułowia w czasie zasypiania, z czym często zbiega się wyolbrzymione wyobrażenie senne, na przykład wizja spadania ze schodów. Wrażenie tego drgnienia rozrasta się w śniącym umyśle zapewne dlatego, że sygnał wydaje się bardzo silny w zestawieniu z bezruchem reszty ciała. Choć to tylko spekulacje, drgnienia mięśniowe mogą być także odpowiedzialne za intrygujące przypadki zespołu eksplodującej głowy. Nazwa tego zjawiska brzmi nader dramatycznie, ale doświadczenie jest stosunkowo niewinne - chodzi o nagły ogłuszający hałas, który wstrząsa nami w chwili, gdy zasypiamy. Być może gdy ciało zapada w sen, doznania drgnień malutkich mięśni ucha środkowego (uszny odpowiednik szybkich ruchów gałek ocznych) zostają nagle wzmocnione w śniącym umyśle. Przykłady te pokazują, że minimalne ruchy i doznania śpiącego ciała mogą przedostawać się do snu, potencjalnie wywołując zwielokrotniony efekt.
Analogiczne wyjaśnienia przedstawiono w odniesieniu do zaburzenia behawioralnego we śnie REM, czyli schorzenia neurologicznego, w którym dochodzi do utraty bezwładu mięśni w fazie REM. Pacjenci mają często wyraziste i gwałtowne marzenia senne, które odgrywają powtarzanymi ekstremalnymi i niekiedy niebezpiecznymi ruchami ciała podczas snu, na przykład kopiąc, wymierzając ciosy czy rzucając się w łóżku. Zwykle uważa się, że paraliż, który występuje w fazie REM, ma właśnie zapobiegać tego typu niebezpiecznemu odgrywaniu scenariuszy marzeń sennych przez fizyczne ciało. O ile jednak niektórzy naukowcy traktują pełne przemocy sny jako przyczynę kopania i boksowania, sytuacja może być też odwrotna: zanik paraliżu mięśni u tych pacjentów prowadzi do nadmiernych i powtarzalnych drgnień, które następnie wywołują natarczywe i agresywne sny. Gdy odrzuca się to wyjaśnienie, trudno zrozumieć, dlaczego takie gwałtowne sny niespodziewanie rozwijają się u pacjentów na początku wspomnianej choroby.
Oprócz drgnień mięśniowych i ruchów ciała również inne wewnętrzne stany organizmu mogą wpływać na marzenia senne. Wiele typowych wątków snów wydaje się związanych z doznaniami fizycznymi, na przykład poszukiwanie we śnie toalety czy próby znalezienia żywności albo wody. Uczestnikom eksperymentów w laboratorium śni się czasem, że szukają czegoś do jedzenia w stołówce albo że próbując skorzystać z toalety, natykają się na różne niezwykłe przeszkody (takie jak brak drzwi w łazience, które można by za sobą zamknąć, albo wchodzenie do niej członków personelu). Niektóre sny zawierają doświadczenia samego spania, tak jak gdy śni się komuś, że mdleje albo że zasypia. Od dawna mówi się też, że na jakość snów oddziałują takie stany jak gorączka czy pragnienie, choć na razie świadczą o tym głównie dane anegdotyczne.
Nawet sny o wypadaniu zębów (częsty typowy motyw, który pojawia się u 40 procent ludzi) występują wraz z odczuwanym rano podrażnieniem szczęki, co sugeruje, że te powszechnie spotykane sny są skutkiem zaciskania zębów lub zgrzytania nimi w nocy. Pozwala to wyjaśnić, dlaczego tak wiele osób doświadcza tego dziwacznego wątku sennego, który ma niewielkie przełożenie na życie na jawie - jest to sposób, w jaki utrzymujące się doznanie jest interpretowane w marzeniu sennym.
W powiązanych z tym przykładach, chociaż faktura przedmiotów i stawiany przez nie opór w świecie snu mogą różnić się od tych w rzeczywistości na jawie, ich źródło mogą stanowić rzeczywiste doznania fizyczne, które zostają włączone do toczącego się marzenia sennego. Niekiedy doświadczając naturalnego paraliżu mięśni towarzyszącego fazie REM, ludzie czują się niezdolni poruszyć we śnie swoim ciałem; wszystkie ruchy są jakby spowolnione. Innym razem ciało wydaje się niezwykle lekkie, tak że może się swobodnie unosić czy latać, a grawitacja znika. Spadanie należy do najpowszechniej zgłaszanych typowych snów, a szybowanie w powietrzu stanowi uniwersalne pozytywne doświadczenie senne. Pozycja ciała ułożonego poziomo w łóżku bez poczucia działającej w pionie grawitacji zdecydowanie różni się od naszych wrażeń fizycznych, gdy poruszamy się wyprostowani na jawie, i może to częściowo tłumaczyć częste motywy latania i spadania (choć istnieją także inne potencjalne wyjaśnienia)8.
Mimo że różne doznania cielesne - od paraliżu do drgnięć mięśni - nieustannie wywierają wpływ na śpiący mózg i śniący umysł, wrażenia te często różnią się od swoich odpowiedników na jawie, co może tłumaczyć pewne osobliwe treści wśród typowych wątków sennych, takie jak wypadanie zębów, niemożność znalezienia toalety czy latanie i spadanie.
Oprócz przetwarzania stanów ciała w trakcie snu nie ustaje też stałe wyczulenie na sygnały płynące ze środowiska zewnętrznego. W laboratorium ludzie zgłaszają, że śnią się im ciążące na głowie elektrody czy słyszane wokół siebie głosy. Doznania takie pojawiają się najczęściej w snach relacjonowanych pierwszej nocy spędzanej w pracowni. Ten "efekt pierwszej nocy" pokazuje, że pewne części mózgu pozostają bardziej rozbudzone podczas spania w nowym otoczeniu, takim jak laboratorium, co pociąga za sobą gorszą jakość snu. Niektórzy naukowcy nazywają to nocnym czuwaniem czy nocną wachtą, podczas której mózg kontynuuje monitorowanie środowiska w trakcie snu. Efekt ten zanika w laboratorium po pierwszej nocy. Z powodu tych zakłóceń w wielu pracowniach pomija się dane zbierane tej nocy.
Niezależnie od tego, jak bardzo staramy się o zapewnienie komfortu w laboratorium, niecodzienne doznania, takie jak ciążenie przewodów oplatających ciało czy elektrod przymocowanych do głowy, stanowią obce doświadczenia w nocy i często przenikają do marzeń sennych. Ale również podczas spania w domu świat zmysłowy nieraz przedostaje się do snów, choć zdarza się to nieco rzadziej. Włączają się pewne filtry, mechanizmy bramkowe, które mają zapobiegać rozbudzaniu nas przez zwyczajne bodźce, takie jak odgłosy ruchu ulicznego, rozmowy sąsiadów czy szum klimatyzacji. Filtrowanie to jest jednak niepełne i przez różne szpary przeciekają do snów bodźce zmysłowe.
Aby lepiej poznać, jak i kiedy śniący umysł reaguje na nie podczas spania, opracowano specjalne eksperymenty nakierowane na dotarcie do tych szczelin. Naukowcy starali się prezentować śpiącym ludziom najrozmaitsze bodźce dotykowe, wzrokowe, słuchowe i węchowe, by obserwować ich wpływ na marzenia senne. W badaniach przeprowadzanych w Montrealu na nodze śpiących osób nadmuchiwany był w fazie REM mankiet ciśnieniomierza9. Jeden z uczestników eksperymentu relacjonował:
W moim śnie pojawiła się eksperymentatorka, żeby mnie obudzić. Włączyła światło i zapytała, co mi się śniło. Udzielałem odpowiedzi. Poczułem narastający ucisk na nodze. Zapytała, jakie wywołuje to wrażenie. Powiedziałem, że tak jakby przytulania. Zapytała: "Czy to nie jest tak, jakby ktoś ciągnął cię za nogę?".
W tym przykładzie człowiek odczuwa ucisk na nodze, który zostaje całkiem dosłownie włączony do marzenia sennego: we śnie wyraźnie pojawia się to doznanie, a także odniesienia do toczącego się eksperymentu. Inne osoby donosiły o wrażeniu mrowienia czy dyskomfortu w nodze w bardziej fantazyjnych scenariuszach, na przykład o niemożności prawidłowego poruszania nogami podczas pływania. W niektórych przypadkach ucisk na nogę wnika do snów w jeszcze bardziej wyrafinowany sposób, czasami rzutowany nawet na jakąś inną postać, na przykład konia, któremu uwięzła noga. Ukazuje to, że bodźce zmysłowe ze świata rzeczywistego mogą być postrzegane podczas spania i stawać się rozmaitymi elementami marzenia sennego.
Podobne rezultaty uzyskuje się w badaniach z użyciem stymulacji słuchowej i wzrokowej, w których pojawiają się w snach piknięcia lub migające czerwone światła. Niekiedy powstający sen dopasowuje się bezpośrednio do bodźca - tak jak gdy sygnał dźwiękowy wzbudza wyobrażenia słuchowe. Ale może on też ulec transformacji i na przykład spowodować wykonanie gwałtownego ruchu w marzeniu sennym. Wydaje się, że przemiana dźwięku w ruch jest dość powszechna. W jednym z przypadków metaliczny brzdęk wywołał sen o klaunie zrywającym się znienacka do wykonania salta10.
To fascynujące, jak po wniknięciu bodźców do śnionego świata może się zmieniać ich modalność (na przykład ze słuchowej w widziany ruch) czy nawet "przynależność", gdy są rzutowane na inne postacie, wtapiając się w śnione środowisko. Co istotne, badania nad taką inkorporacją zmysłową dowodzą, że źródłem treści snu stają się czasami rzeczywiste wrażenia, zatem sny nie są wyłącznie doznaniami wykreowanymi w mózgu.
W naszej dyskusji do tej pory brakowało omówienia tego, jak i po co śniący umysł dokonuje tych wyczynów, niemal w czasie rzeczywistym formując i przemieniając percepcje w senne fabuły. I co decyduje o ogólniejszej fabule snów, tak że jednej osobie śni się koń ze skaleczoną nogą, a innej miłe przytulanie? Wydaje się jasne, że do konstruowania marzeń sennych nie wystarcza samo doświadczenie zmysłowe.
W dalszej części rozdziału zaczniemy się zastanawiać nad tym, jak sny wypełniają się treścią pod dyktando psychiki poszczególnych osób. Nagranie wideo pewnego pacjenta z zaburzeniem behawioralnym w fazie REM ukazuje mężczyznę, któremu przyśniło się palenie - zamiast papierosa - pulsoksymetru (małego zakładanego na palec urządzania, które mierzy natlenowanie krwi). Uczucie ucisku na palcu wywołało u tego konkretnie człowieka, który miał miłe wspomnienia związane z nikotyną, przyjemny sen o paleniu tytoniu. Sen wypływa zarówno z fizycznego doznania, jak i z jednostkowych skojarzeń w pamięci.
Częstszy przypadek widać na przykładzie marzeń sennych połączonych z wrażeniami latania. Choć ten zmysłowy sen występuje niemal uniwersalnie, jego szczegóły są odmienne u różnych ludzi. Osoba, która na przykład mieszka nad morzem, śni o płynięciu jak delfin, podczas gdy inna, która zaczytuje się w komiksach, śni o śmiganiu w przestworzach niczym Iron Man. Ta zmienność opiera się na osobistych fantazjach i wspomnieniach kojarzących się z lataniem.
Już w XIX wieku naukowcy dostrzegali zmysłowe fundamenty snów11, potem zaś zaczęli odkrywać formułę12, zgodnie z którą uważano, że marzenia senne wynikają z kombinacji czynników obejmujących doznania cielesne wraz z bieżącymi i dawnymi wspomnieniami, nawykami i ważnymi dla danej osoby sprawami. W myśl tego poglądu sposób postrzegania przez nas doznań podczas snu zależy nie tylko od tych bodźców, lecz także od umysłu śniącej osoby i zachodzących w nim zjawisk psychicznych. Zobaczmy, czy uda się nam wyłuskać składowe tych czynników.
Materia psychiczna snów
Jedno z pytań prowadzących do odkrycia, jak rzeczywiste doznania mogą modulować sny, dotyczy tego, czy śnienie jest bardziej podobne do postrzegania na jawie, czy do wyobraźni na jawie. Innymi słowy, czy marzenia senne są bliższe realnym doświadczeniom percepcji świata, czy raczej myślom o świecie i wyobrażaniu sobie doświadczania go?
W celu znalezienia odpowiedzi na to pytanie rekrutowano do kilku badań osoby potrafiące uzyskać przytomność umysłową we śnie i wykonać w nim zadania eksperymentalne opracowane specjalnie tak, aby przekonać się, czy sny są bardziej podobne do percepcji, czy do wyobraźni. W sferze postrzegania wzrokowego wiadomo, że ludzie są zdolni do tzw. płynnego śledzenia obiektów wzrokowych na jawie. Jeżeli wodzimy wzrokiem za jednostajnie poruszającym się celem, oczy gładko wykonują analogiczny ciągły ruch. Kiedy natomiast próbujemy sobie wyobrazić taki ruch, mając zamknięte powieki, oczy wykonują skokowe ruchy sakadowe. Żeby stwierdzić, czy śnieniu bliżej do percepcji, czy do wyobraźni, naukowcy poprosili ludzi śniących przytomnie o to, by postarali się płynnie śledzić obiekty wizualne w swoim śnie. Wodzili oni śnionym palcem po pętli znaku nieskończoności i śledzili ten ruch oczami, co wychwytywały elektrody. Na zarejestrowanym elektrookulogramie ruchu gałek ocznych ujawnił się wzorzec płynnego śledzenia, co sugeruje, że widzenie we śnie jest bliższe postrzeganiu13. Innymi słowy, to, co widzimy w snach, jest odbierane w sposób zbliżony do tego, jak na jawie widzimy obiekty, a nie wytwory wyobraźni.
Aby wzmocnić te ustalenia, przyjrzymy się innym formom percepcji. Okazuje się, że tak jak w przypadku wzroku również postrzeganie czasu w snach jest podobne do tego na jawie. W celu zbadania percepcji czasu w marzeniach sennych poproszono osoby śniące przytomnie o wskazywanie ruchami oczu upływających podczas snu dziesięciosekundowych interwałów (dziesięć sekund, dwadzieścia sekund, trzydzieści sekund). Wskazania te okazały się zbieżne z czasem rzeczywistym14. Przeczy to powszechnie wyrażanemu przekonaniu, że pojedyncze sny obejmują długie odcinki czasu, a sugeruje raczej, że percepcja czasu w przytomnym śnieniu jest mniej więcej taka jak na jawie. Nowsze przełomowe badania nad przytomnymi snami wykazały, że śpiący ludzie potrafią we śnie prawidłowo rozumieć mowę (czyli odbierać bodźce słuchowe). Śpiąc, byli w stanie zrozumieć proste pytania i udzielać na nie odpowiedzi w marzeniu sennym (więcej o tym będę pisała w dalszej części książki).
Ustalenia te składają się na zupełnie inny ogląd snów niż ten, który mieliśmy dotychczas: śnionych percepcji doświadczamy w podobny sposób jak rzeczywistych na jawie. Niemniej wyjątkowa charakterystyka neurobiologiczna snu zniekształca część procesów postrzegania. W codziennym życiu na jawie nieustannie przetwarzamy i łączymy wielorakie strumienie informacji zmysłowych. Nazywa się to wiązaniem (binding), w którym mózg zbiera cechy świata i integruje je w spójne, postrzegane przez nas obiekty. Pozwala to nam odbierać zrozumiały świat, a nie ciągi odosobnionych kształtów, kolorów, ruchów i wielkości.
W marzeniu sennym sprawy mają się nieco inaczej. Wszyscy stykaliśmy się z przykładami niedoskonałego czy co najmniej nietypowego wiązania elementów: twoja serdeczna przyjaciółka zjawia się we śnie z jaskrawo błękitnymi włosami albo książka trzymana przez ciebie w ręku nagle okazuje się telefonem. Częściowo wynika to z dezaktywacji fragmentów mózgu istotnych dla sensownego integrowania różnych wątków informacji (dolne kory ciemieniowe). Ponieważ mózg traci wtedy część swoich zdolności, może to poskutkować nieodpowiednimi albo nietypowymi powiązaniami obiekt-cecha. Szczęśliwie w trakcie snu z reguły nie kwestionujemy tego osobliwego parowania, co prawdopodobnie bierze się z innego wyjątkowego aspektu aktywacji mózgu w tym czasie: zahamowania czynności kory przedczołowej. Kora ta odpowiada za wyższe funkcje poznawcze mózgu, brałaby więc udział w spostrzeganiu, że dany zbiór cech składających się na jakiś obiekt jest - z braku lepszego słowa - dziwaczny.
Chociaż cechy śnionych obiektów układają się niekiedy w osobliwe zbitki, mimo ich niezwykłości doświadczamy we śnie tych obiektów jako spójnych i sensownych. Skąd pochodzą cechy łączące się w śnione obrazy? Śniący umysł po części czerpie z bieżących doświadczeń zmysłowych, ale na nich sprawa absolutnie się nie kończy.
Odkryciu źródeł obrazowania sennego poświęcono wiele badań. Kwestia ta bywa analizowana na przykładzie mikrosnów, czyli króciutkich epizodów sennych, które wnikają do umysłu w chwilach zasypiania. Chyba każdemu zdarzyło się przysnąć w trakcie jazdy autobusem lub oglądania telewizji, a potem nagle ocknąć się z jakąś dziwaczną myślą czy obrazem w głowie. W codziennym życiu, a nawet na polu badania marzeń sennych te przelotne sny są często bagatelizowane. Tymczasem uważna analiza mikrosnów ujawniła, że na te efemeryczne wizje składają się trzy elementy: bieżące bodźce zmysłowe, niedawne wrażenia zmysłowe (postrzegany kolor, kształt czy faktura) oraz szerszy kontekst pamięciowy, w tym wspomnienia z bliskiej i odległej przeszłości.
Do technik zbierania mikrosnów należy procedura "przysypiania na siedząco", czyli pozwalania sobie na wielokrotne wpadanie w drzemkę podczas siedzenia w fotelu, tak jak gdy próbujemy zasnąć w samolocie czy autobusie. W celu poznania struktury mikrosnów korzystał z tej metody znany badacz i mój mentor Tore Nielsen15. Pewnego razu on sam, przysypiając na konferencji, miał następujący mikrosen:
Ciężkie, drewniane drzwi gwałtownie się otwierają i z hukiem walą w róg blatu.
Tuż przedtem Nielsen widział na prezentacji slajd ukazujący wielkie, zamknięte, brązowe, drewniane wrota. Potem zaś, w momencie przyśnięcia, rozległ się stukot, gdy prelegent niechcący potrącił mikrofon. Dźwięk i obraz zlały się w jedno we śnie o trzaskających drzwiach.
Tylko moment, zastanówmy się, jak to możliwe, by sen o trzaśnięciu drzwiami zdarzył się dokładnie w tej chwili, w której pojawił się niespodziewany stukot mikrofonu? Wskazówkę do wyjaśnienia tego zjawiska znajdujemy ponownie w percepcji na jawie. Mózg nieustannie subtelnie modyfikuje nasze spostrzeżenia na jawie, by oferować nam spójniej wyglądające doświadczenie. Jeżeli na przykład oglądamy nagranie z dwoma uderzającymi w siebie klockami, na którym dźwięk zostaje odtworzony odrobinę przed widzianym zderzeniem klocków, mózg w rzeczywistości opóźnia percepcję dźwięku, aby zsynchronizować zdarzenia. A oto przykład częściej spotykany w życiu: nawet jeżeli ścieżka dźwiękowa filmu jest odrobinę przesunięta w stosunku do obrazu, mimo wszystko odbieramy mowę aktorów jako jednoczesną z ruchami ich ust. Z kolei w tzw. efekcie brzuchomówcy mamy wrażenie, że głos wydobywa się z ust kukiełki, co oznacza, że mózg przesuwa postrzeganą lokalizację źródła dźwięku i jego synchronizację, by dopasować je do sceny wizualnej.
Zjawisko to jest znane jako integracja multisensoryczna, w której uwaga łączy różne strumienie informacji zmysłowych w sensowny sposób, choć niekiedy okazuje się to tylko złudzeniem, sztuczką psychiki aranżującej i modyfikującej postrzeganie tak, by utworzyć spójny przekaz. W powyższym przykładzie snu postrzeżenie stuknięcia w mikrofon zostało w rzeczywistości opóźnione aż do chwili, gdy znalazło wytłumaczenie w mikrośnie o trzaskających drzwiach. W innych przypadkach świst piłeczki tenisowej prowadził do mikrosnu o plaśnięciu dłonią w ramię, a nagłe zanurkowanie samolotu podczas turbulencji zbiegło się we śnie pasażera ze scenką, w której inny podróżny rozlewa lampkę wina. Śniący mózg stapia rzeczywiste doznania z niedawnymi percepcjami (na przykład zobaczeniem pasażera albo drzwi) oraz dawniejszymi treściami pamięciowymi, takimi jak wiedza i doświadczenie mówiące nam, że trzaśnięcie drzwiami powoduje huk.
Zdolność ta występuje nie tylko w mikrosnach. Wyraźnie ujawnia się także w badaniach nad przytomnymi snami, w których bodźce słuchowe lub wzrokowe zostają wplecione w sceny marzeń sennych. Kiedy na przykład prezentowałam błyskające czerwone światło osobom śniącym przytomnie, jedna z nich zgłosiła, że we śnie mogła "stwierdzić, kiedy zapalało się czerwone światło, bo robiło się gorąco i jaśniej świeciło słońce". W tym przypadku bodźce świetlne były postrzegane jako składniki śnionego obrazu słońca. Ponadto widzimy tu też integrację multisensoryczną na innym poziomie: gdy słońce mocniej świeci, we śnie robi się cieplej. Opiera się to na ogólniejszych treściach pamięciowych - wiedzy, że intensywne światło słoneczne wiąże się z ciepłem.
W innej sytuacji, gdy odtwarzano śpiącym ludziom serie dźwięków pikania, donosili potem na przykład: "robiłam [we śnie] zakupy w markecie i nagle usłyszałam piknięcia, tak jakbym dostawała mnóstwo wiadomości na telefon o tym, co mam kupić (...), wiadomości typu "weź jakieś herbatniki"". W tym przypadku dźwięki są postrzegane jako pochodzące z telefonu, co w następnym kroku powoduje powstanie konkretnych treści semantycznych, opartych na uprzedniej wiedzy, że dochodzące z telefonu odgłosy pik-pik zwykle oznaczają nadejście esemesa. Mózg dąży do sensownego interpretowania doświadczeń: "Skąd bierze się to czerwone światło? Co to jest za pikanie? Wszystko to musi należeć do świata, który śnię".
W ten sposób nasze wspomnienia i wiedza wprowadzają kontekst i formę do zmysłowych cech obrazowania w snach. Widać to również w epizodach paraliżu sennego, gdy to napawające nieraz lękiem doświadczenie zostaje rzutowane na pojawiającą się we śnie złowrogą postać czy nieokreśloną groźną obecność, która w jakiś sposób odbiera nam władzę nad ciałem. Umysł próbuje sensownie odebrać tę sytuację: "Musi istnieć jakiś straszny powód, z którego nie mogę się poruszać". Co więcej, konkretna forma, jaką przybiera ta mroczna postać, jest charakterystyczna dla danej kultury. Tam, gdzie wierzy się w czarownice albo upiory, albo kosmitów, albo diabły, właśnie te postacie są postrzegane podczas doświadczeń paraliżu sennego, gdy fabuła snów kształtuje się pod wpływem utrwalonych w pamięci treści kulturowych.
Uważa się na przykład, że w Stanach Zjednoczonych epizody paraliżu sennego mogą być odpowiedzialne za wiele relacji o porwaniach przez kosmitów. Umysł próbuje pojąć, co się dzieje, zatem w kraju, w którym dochodzi do częstszego spostrzegania UFO niż gdziekolwiek indziej na świecie, najbardziej prawdopodobne wydaje się uprowadzenie przez kosmitów. W innych kulturach, na przykład w Egipcie, śpiący postrzegają dżinna, nadprzyrodzonego demona z mitologii islamskiej. W Chinach powszechniej widzi się upiory, a w Nowej Fundlandii jędzę-staruchę - zbłąkaną duszę, która według podań ludowych ciężko przysiada na piersi śpiącego*. We wszystkich tych przykładach fizyczne doznanie bezwładu zostaje rzutowane w formie, która jest sensowna w kontekście kulturowych wspomnień i wierzeń16.
Podsumowując, nawet w trakcie snu mózg nieustannie integruje różne strumienie informacji w celu zaprezentowania nam spójnego doświadczenia - łączy bieżące doznania z niedawnymi wspomnieniami i odległymi przeżyciami oraz ogólną wiedzą o świecie i oczekiwaniami co do niego. Wszystko są to łączne źródła obrazowania sennego.
Na koniec chcę dodać, że badanie marzeń sennych jest zależne od jeszcze jednego czynnika, mianowicie uwagi, a konkretnie zdolności człowieka do obserwowania swoich snów, przypominania ich sobie i opowiadania. Wszystko, czego dowiedzieliśmy się do tej pory o marzeniach sennych, pochodzi z udzielanych przez ludzi relacji. Nie mamy innego sposobu dokumentowania snów, choć w przyszłości może się to zmienić. Na razie jednak, aby umożliwić naukowe analizowanie snów, ludzie muszą najpierw zakodować swoje doświadczenia senne w śpiącym mózgu, potem przypomnieć je sobie na jawie, a w końcu stosunkowo szczegółowo zrelacjonować, opisując śnione emocje, zmysłową wyrazistość scen, strukturę fabuły i tak dalej. Każdy z tych etapów wymaga umiejętności związanych z uwagą i pamięcią.
Na podstawie badań obrazowych mózgu wiemy, że ludzie, którzy przypominają sobie swoje sny częściej niż inni, cechują się większą gęstością istoty białej w mózgu oraz intensywniejszą aktywacją obszarów związanych z uwagą i pamięcią, takich jak przyśrodkowa kora przedczołowa. Osoby te uzyskują też lepsze wyniki w testach wymagających uwagi wzrokowo-przestrzennej, na przykład w przerysowywaniu lustrzanym (mirror tracing task), w którym trzeba wodzić ołówkiem po konturach figury, widząc tylko jej odbicie w lustrze. Ludzie, którzy lepiej radzą sobie z tym zadaniem oraz mają większe umiejętności wzrokowo-przestrzenne, przypominają sobie więcej snów. Z kolei dla relacjonowania doświadczeń sennych kluczowe znaczenie ma oczywiście płynność werbalna (łatwość, z jaką przychodzi nam formułowanie spójnych wypowiedzi) i również ona jest skorelowana z przypominaniem sobie snów. Innymi słowy, stopień, w jakim człowiek jest w stanie generować, odtwarzać w pamięci i raportować sny, zależy od uwagi poświęcanej przez niego swoim doświadczeniom oraz zdolności ich zapamiętywania i relacjonowania.
Mimo tych indywidualnych różnic trenowanie uwagi i pamięci wiarygodnie zwiększa zakres przypominania sobie marzeń sennych niemal przez każdą osobę. Może do tego prowadzić tak proste rozwiązanie jak wyrobienie nawyku zapisywania rano snów oraz kładzenia się wieczorem spać z zamiarem ich zapamiętania. Badania wielokrotnie wykazały, że prowadzenie dziennika snów i pielęgnowanie pozytywnego nastawienia w związku z nimi zwiększa stopień ich odtwarzania z pamięci.
Na to ostatnie wpływają również okoliczności w chwili budzenia się. Wszelkie rozproszenia w tym momencie zakłócają wspomnienie snu, dlatego tak prosta taktyka jak pozostanie przez chwilę nieruchomo z zamkniętymi oczami zwiększa zakres tego, co sobie przypominamy. Ludzie odtwarzają więcej snów, jeżeli są proszeni o zdanie relacji natychmiast po obudzeniu się (a nie na przykład dopiero po wstaniu z łóżka). Ponadto choć marzenia senne najlepiej ujawniają się w pamięci rano, wielu ludzi zgłasza pojawianie się spontanicznych wspomnień snu w ciągu dnia, które są zapewne uruchamiane bieżącymi zdarzeniami - u mnie sny często ponownie wyłaniają się z pamięci, kiedy kładę się wieczorem do łóżka, tak jakby zbliżanie się pory nocnego wypoczynku poruszało wspomnienie marzenia sennego. Niewątpliwie jednak wiele, jeśli nie większość naszych snów idzie w niepamięć.
Powstaje w związku z tym wątpliwość, czy poświęcanie większej uwagi marzeniom sennym, tak jak w sytuacji prowadzenia stosownego dziennika, ujawnia sny, które zawsze się pojawiały, lecz były zapominane, czy też metody służące lepszemu przypominaniu sobie snów zmieniają ich treść, tak że w rezultacie generujemy sny wyrazistsze i bardziej percepcyjne.
Odpowiadanie na to można zacząć od przyjrzenia się przypadkowi tzw. białych snów, kiedy człowiek ma poczucie, że o czymś śnił, ale nie może odtworzyć żadnych śnionych treści. Sny takie towarzyszą około jednej trzeciej przebudzeń; ludzie z reguły zakładają wówczas, że doświadczyli pełnego snu, ale go zapomnieli do czasu oprzytomnienia. Jest jednak i taka możliwość, że białe sny są minimalnymi marzeniami sennymi, niezawierającymi wielu detali percepcyjnych, które można by zapamiętać. Przykładem byłby sen z rzadko rozsianymi myślami czy przepływającymi przez umysł zatartymi obrazami albo z poczuciem upływu czasu bez żadnej specyficznej fabuły. Obudzenie się z takiego snu zostawiałoby poczucie, że czegoś doświadczaliśmy, ale bez wspomnień konkretnej zawartości tego doświadczenia. Przypomina to zjawisko percepcyjne na jawie zwane weak glimpse (dosł. słabe zerknięcie): kiedy uczestnikom eksperymentu pokazuje się obiekt wizualny niemal całkowicie zakryty filtrem, często zgłaszają oni wrażenie zobaczenia jakiegoś obiektu, ale nie potrafią go zidentyfikować czy sobie przypomnieć. Wiedzą, że doświadczyli czegoś, ale percepcja była zbyt minimalna, by dawała się zrozumieć lub przypomnieć.
Na dalszą interpretację snów białych i minimalnych pozwala właśnie analiza percepcji w stanie czuwania. Poszczególne doświadczenia percepcyjne na jawie znacznie różnią się pod względem wyrazistości, klarowności i stabilności. Kiedy w pogodny dzień przyglądamy się z bliska drzewu, wydaje się ono wyraźne, solidne i nieruchome. Natomiast widok drzewa przez spływającą strugami deszczu szybę jadącego samochodu jest zamazany i niknący z powodu nakładania się innych obrazów i naszego ruchu. Każdy, kto kiedykolwiek śnił, może zaświadczyć, że walory percepcyjne snów bywają bardzo zróżnicowane. Obraz w niektórych snach obejmuje całe pole naszego widzenia i jest pełen nasyconych, jasnych barw, podczas gdy w innych marzeniach sennych pojawiają się niewielkie, przytłumione wycinki, którym brak ostrości, kolorów czy świetlistości. Ponadto sny bywają niestabilne - obrazy płynnie zmieniają się w czasie, a percepcje są pozbawione klarowności: widzimy coś, co wygląda na lisa, a może raczej wilka czy psa lub jeszcze inne zwierzę. Na samym krańcu spektrum percepcyjnego mieszczą się sny, którym całkowicie brak wyrazistości, klarowności czy stabilności. Taki właśnie może być biały sen, czyli minimalny sen niemający zbyt wielu szczegółów, które można by sobie przypomnieć.
Wiemy też, że sny minimalne mogą występować w postaci "zmyłek sennych"** (sleep misperception), gdy człowiek ulega mylnemu wrażeniu, że znajdował się na jawie, podczas gdy w rzeczywistości śnił. Ludzie mają niekiedy poczucie, że leżeli przytomni w łóżku i o czymś myśleli, gdy w rzeczywistości jedynie śniło się im, że leżą w łóżku i myślą. Zdarza się to szczególnie w przypadku osób cierpiących na bezsenność, które często są niespokojne podczas snu i mogą się w nim czuć rozbudzone. Wrócimy do tych przypadków, gdy będziemy wyjaśniać, jak marzenia senne przyczyniają się do zaburzeń snu oraz w jaki sposób działają różne pomocne interwencje (zmyłki senne niemal nigdy nie występują na przykład wtedy, kiedy ludzie budzą się ze snów wyrazistych percepcyjnie, gdyż zostaje po nich silne wrażenie śnienia).
Wydaje się więc, że nabranie nawyku, by poświęcać uwagę snom, nie tylko zwiększa zakres, w jakim je sobie przypominamy, lecz częściowo wzbogaca też ich treść oraz poprawia percepcję stanu spania (dalej zaś pokażę, jak jest to ważne w medycynie snu).
Rekapitulując, śnienie jest formą doświadczenia percepcyjnego, które czerpie z pamięci i doznań w celu stworzenia spójnego, choć nieraz zadziwiającego świata doświadczanego - mającego zmienną intensywność, zależnego od uwagi i tworzącego się według pewnych celowych schematów. W snach przywdziewamy swoje awatary i zanurzamy się w rzeczywistości symulowanej - poruszając się w labiryncie swojego umysłu, ćwiczymy różne umiejętności i nawiązujemy więzi społeczne. Szkielet ten (funkcjonalny schemat snu) wypełniają nasze wspomnienia i wiedza. W miarę upływu czasu i nabierania przez nas doświadczeń sny służą jako cenne pole treningowe do rozwijania taktyk umiejętnego działania w świecie. Więcej o tym, jak funkcjonują marzenia senne, dowiemy się w następnym rozdziale.
W szerszym ujęciu jedną z zalet współczesnych realiów uprawiania nauki o snach jest to, że możemy wykorzystywać marzenia senne zarejestrowane w wielu różnych laboratoriach i badaniach, a w konsekwencji kolektywnie analizować ich cechy i wzorce. Doprowadziło to do konsensusu, że sny są tworami kreowanymi na bieżąco, konstelacjami powiązanych elementów zmysłowych i pamięciowych z życia na jawie. Czerpią one z - i krystalizują się wokół - naszych interakcji ze światem na jawie, działania w nim i poznawania go. Jednocześnie różnią się od tego świata w konsekwentny sposób, eksponując typowe niezwykłe wątki, które po wielekroć pojawiają się w różnych kulturach i epokach i mają być może wspólny biologiczny fundament w naszych organizmach. Z czasem wszyscy przywykamy do własnego amalgamatu dziwacznych i nierealnych motywów sennych (takich jak fruwanie albo spotkania ze zmarłymi), a dzięki kontaktom z innymi ludźmi zdajemy sobie sprawę, że nawet najbardziej niedorzeczne z tych scenariuszy występują niemal uniwersalnie.
Zrozumienie, że marzenia senne są wytworami organizmu i wspomnień, stanowi pierwszy krok w kierunku prób celowego kształtowania snów i korzystania z nich do uzyskania określonych rezultatów, co stanowi zasadnicze zadanie inżyniera snów takiego jak ja. Musimy jednak poznać nieco więcej szczegółów, by zobaczyć, jak daje się to osiągnąć.
* Można by tu dodać obecnego w dawnym polskim folklorze dusiołka (przyp. tłum.).
** Zwanych formalnie "zaburzonym odczuwaniem snu" (przyp. tłum.)