Ks. dr Adam Dynak
1. Dwóch niewidomych. Obłuda. Drzewo i owoce. Dobra lub zła budowa (Łk 6,39-49)
Orędzie głoszone przez Jezusa, zwane Dobrą Nowiną, nie jest jedynie zbiorem optymistycznych, budzących nadzieję wieści, jak można byłoby wnioskować z nazwy, ale zawiera ono także szereg ostrzeżeń, napomnień, a nawet gróźb. Nauka Jezusa stanowi integralną, składającą się z wzajemnie komplementarnych części, całość, służącą doczesnemu dobru człowieka i prowadzącą go do zbawienia. Groźne "biada" z początku Kazania na równinie (Łk 6,24-26) rozbrzmiewa echem w dalszej jego części. Niemniej jednak należy zaznaczyć, że treści pocieszające, dające nadzieję i ufność, stanowią dominującą cześć Ewangelii.
Adresatem Jezusowej nauki nie są tylko apostołowie, słucha jej także "wielkie mnóstwo ludu" (Łk 6,17). Zamierzał On dotrzeć z pouczeniem do szerokiego grona odbiorców, zarówno współczesnych Mu uczniów, jak i następnych pokoleń chrześcijan. Krótko mówiąc, są to wskazania dla wszystkich i na wszystkie czasy.
"Czy może niewidomy prowadzić niewidomego?" (Łk 6,39)
Pędząc jednak życie jakoby w głębokich ciemnościach, potrzebujemy dokładnego i nieomylnego przewodnika. Najlepszy jednak przewodnik to nie ślepiec - jak mówi Pismo - który innych ślepców prowadzi w przepaść, ale Logos, który dokładnie przenika głębiny serca. I podobnie jak nie ma światła, które by nie oświetlało, ani przedmiotu w ruchu, który by innych nie poruszał, ani też miłującego, który by nie kochał, tak też nie ma dobra, które by nie chciało czynić dobrze i nie prowadziłoby ku zbawieniu (św. Klemens Aleksandryjski, "Pedagog" 1,3,9, za: "Karmię Was", s. 219).
Na początku omawianej perykopy ewangelista określa gatunek Jezusowej nauki, zaznaczając, że jest to przypowieść. Ściśle rzecz biorąc, fragment zawiera kilka przypowieści, które ze względu na rozmiar różnią się jednak od typowej dla Jezusa tej właśnie formy wypowiedzi. Są to raczej krótkie sentencje, w sposób paraboliczny odnoszące się do różnych sytuacji wziętych z życia. Pierwsza odwołuje się do przykładu ludzi niewidomych, których nie brakowało wówczas w Palestynie, stąd też jej sens był czytelny dla słuchaczy. Sprawą oczywistą pozostaje, że człowiek pozbawiony wzroku ograniczony jest w swoich funkcjach poznawczych, a co za tym idzie - narażony jest na różne niebezpieczeństwa zagrażające jego zdrowiu, a nawet życiu. Oczywiste jest też, że nie może on liczyć na pomoc kogoś, kto sam jest niewidomy. Ślepiec prowadzący ślepego narażałby i jego, i siebie na niebezpieczeństwo. Niewidomemu może okazać pomóc jedynie ktoś, kto sam nie ma problemów ze wzrokiem. W ten metaforyczny sposób Jezus dał do zrozumienia, że człowiek ułomny w sferze religijnej czy moralnej nie jest w stanie nic dobrego zrobić dla swojego bliźniego. Jego działanie mogłoby tylko pogorszyć jego sytuację. Tylko człowiek duchowo zdrowy, rzeczywisty uczeń Jezusa, jest w stanie prowadzić innych do Boga.
"Będzie jak jego nauczyciel" (Łk 6,40)
Wypada, abyśmy odpłacili się miłością Temu, który z miłością wiedzie nas ku lepszemu życiu, byśmy żyli wedle nakazów Jego woli, nie tylko wypełniając Jego nakazy i unikając tego, co zakazuje, ale także uciekając od jednych przykładów, wypełniając natomiast jak najdokładniej inne dla upodobnienia się do dzieła Zbawiciela, by spełniły się słowa: "Na obraz i podobieństwo" (Rdz 1,26) (św. Klemens Aleksandryjski, "Pedagog" 1,3,9, za: "Karmię Was", s. 218).
***
Ukochajmy więc czynem przykazania Pańskie, bo sam Logos stawszy się widzialnie ciałem okazał, że ta sama cnota dotyczy życia czynnego i kontemplacyjnego. Przyjmijmy więc Logos jako prawo, uznajmy, że Jego prawa i Jego rady stanowią najszybszą i najkrótszą drogę ku wieczności. Wypełnia się je bowiem z przekonania, a nie ze strachu (św. Klemens Aleksandryjski, "Pedagog" 1,3,9, za: "Karmię Was", s. 219).
Następny przykład dotyczy relacji nauczyciel - uczeń. Porównanie, którym posłużył się Jezus, odwoływało się do powszechnej wiedzy Jego słuchaczy, ponieważ kwestia relacji ucznia do mistrza (rabbiego) w Palestynie była jasno określona. Dla wszystkich było oczywiste, że dopóki uczeń pobiera naukę, dopóty nie może wywyższać się ponad swojego nauczyciela, ponieważ w ten sposób zakłóciłby, a nawet mógłby przerwać proces nauczania, a jednocześnie okazał zarozumiałość i krnąbrność. Takie postawienie sprawy spotyka się z zarzutem, że Jezus nie brał pod uwagę praw rządzących rozwojem nauki: aby do niego doszło, uczeń powinien przewyższyć nauczyciela. Jest to jednak zarzut zupełnie nieuzasadniony. Jezusowi wszak chodziło o sam proces kształcenia, który kończy się w momencie osiągniecia przez ucznia poziomu nauczyciela. Przyjdzie czas, że obecny uczeń stanie się nauczycielem, a następnie, współuczestnicząc w rozwoju nauki, zdobędzie większą wiedzę niż dawny jego mistrz. Niemniej Jezusowi zależało na uświadomieniu, że uczeń jest władny stać się nauczycielem dopiero po przebyciu właściwych etapów kształcenia, ale nigdy wcześniej. Przypowieść wzywa więc do pokory, zaangażowania i cierpliwości. Osiągnięcie zdolności życia Ewangelią wymaga czasu i trudu, ale cel ten jak najbardziej jest możliwy do osiągnięcia.
"Czemu to widzisz drzazgę w oku swego brata?" (Łk 6,41)
Wzrok mój przez grzech się zaciemnił i już nie zauważam w sobie belki, ostro natomiast widzę źdźbło w oku bliźniego, stając się podobny do obłudnika (św. Nerses Snorhali, "Jezus, Syn jedyny Ojca" 426, za: "Karmię Was", s. 221).
Kolejna przypowieść jest nieco bardziej rozbudowana niż dwie wcześniejsze, a dotyczy problemu ludzkiej obłudy. Wiadomo z innych miejsc Ewangelii, że obłuda ludzka, zwłaszcza w kręgach duchowych przywódców Izraela, była ostro przez Jezusa piętnowana. Tym razem zwrócił się on do wszystkich - obecnych i przyszłych - swoich uczniów. Człowiek obłudny, w myśl nauczania Jezusa, to ktoś, kto zwraca uwagę na każde, nawet najmniejsze potknięcie u innych, a jednocześnie przechodzi do porządku dziennego nad swoimi znacznie głębszymi upadkami. Nie ma ludzi idealnych, każdy popełnia pomyłki i dopuszcza się grzechów. Często jednak ci, którzy spotykają się z surowym osądem, nie dopuścili się wielkich przewin, wprost przeciwnie - w ich przypadku można wręcz mówić o drobnych uchybieniach. Jezus porównał je do małej drzazgi. Niektóre tłumaczenia podają tutaj "źdźbło" albo "słomkę". Tak czy inaczej, chodzi o coś niewielkiego, ledwie dostrzegalnego, co oczywiście wcale nie oznacza, że takie podejście oznacza pobłażliwość i zgodę na grzech. Drzazga, nawet mała, stanowi ciało obce w oku człowieka, powodując ból, grożąc infekcją i utrudniając czy nawet uniemożliwiając widzenie. Podobnie jest, jeżeli chodzi o grzechy człowieka, również te najmniejsze. Są czymś złym, bo przeciwnym Bogu i jednocześnie szkodliwym dla człowieka.
Główne ostrze przypowieści Jezusa wymierzone jest jednak w sam akt osądzania. Człowiek osądzający najczęściej posiada w sobie zło, które Jezus porównuje do belki w oku. Jest to porównanie oparte na oczywistej dla wszystkich przesadzie. Jezus wielokrotnie posługiwał się nią w swoich przypowieściach, aby poprzez zastosowaną hiperbolę zwrócić uwagę słuchaczy na sedno problemu. Człowiek pogrążony w grzechach nie ma prawa sądzić kogokolwiek, ponieważ wielkość zła w nim pozbawia go zdolności do obiektywizmu i sprawiedliwości w sądzeniu. Ponadto, świadomie lub nie, akcentując winę bliźniego, stara się odwrócić uwagę otoczenia od popełnianego przez samego siebie zła. Może też tak czynić dla zagłuszenia własnych wyrzutów sumienia. Poza tym przypowieść Jezusa zwraca uwagę na ograniczoność każdego ludzkiego osądu. Przez tę ograniczoność bardzo często bywa on krzywdzący.
"Nie jest dobrym drzewem..." (Łk 6,43n.)
Wielka w tym też nauka dotycząca cnoty, abyś na niepłodnych drzewach nie szukał owocu, ani też z nieurodzajnych pól nie oczekiwał obfitych plonów. Tylko bowiem przez kogoś uprawiane pole może wydać owoce. Wśród cierni tego świata nie znajdziesz owej figi, która z powodu obfitych owoców jest lepsza od innych drzew i słusznie widzi się w niej symbol zmartwychwstania (św. Ambroży z Mediolanu, Wykład Ewangelii według św. Łukasza 5,81, za: "Karmię Was", s. 219).
***
Wielka jest też w tym nauka co do cnoty, abyś z niepłodnych drzew nie szukał owocu, ani też z nieurodzajnych pól nie oczekiwał obfitych zbiorów. Tylko bowiem przez kogoś uprawiane pole wydaje owoce. Wśród cierni tego świata owej figi znaleźć nie można. Ta z powodu swych obfitych owoców lepszą jest od innych drzew i słusznie się w niej widzi figurę zmartwychwstania lub jak czytałeś: "figa wypuściła pączki swoje" (Pnp 2,13) - idzie tu o przedwczesny, niedojrzały, niepożyteczny, znikomy owoc Synagogi lub też, że niedojrzałym jest nasze życie co do ciała, dojrzałym jest dopiero po zmartwychwstaniu. Winniśmy więc daleko od siebie odrzucać ziemskie troski, które dręczą ducha, rozpylają owoce, jakich na nieuprawnej roli tego świata znaleźć nie możemy, bo "[...] nie zbierają z cierni fig lub winogron z głogu" (Łk 6,44) [...]. Nikt nie może uniknąć zguby swego ciała, jeśli go nie odkupi Chrystus, który jak winogrono zawisł na krzyżu (św. Ambroży z Mediolanu, "Wykład Ewangelii według św. Łukasza" 5,81: "Pisma starochrześcijańskich pisarzy" [dalej: PSP] 16, s. 193-194).
***
Nauka Chrystusa: zakorzenia się na drzewach dobrych, ale też i na złych cierniach. Głoszą ją dobrzy, głoszą ją też źli. Ty więc bacz, skąd pochodzi owoc, skąd rodzi się to, czym się żywisz, a skąd rodzi się to, co kole. Zmieszane są bowiem z pozoru, dla oka, ale oddzielone w korzeniu (św. Augustyn z Hippony, "Mowy" 32,10, za: "Karmię Was tym, czym sam żyję. Ojcowie Kościoła komentują ewangelie niedzielne roku C", Kraków 1980 [dalej: "Karmię Was"], s. 218).
W dalszej części swojego pouczenia Jezus odwołał się do metaforyki ogrodniczej. Tym razem jest ono nieco dłuższe niż poprzednie. Drzewo dobrego gatunku przynosi dobre owoce, dając tym samym radość ogrodnikowi. Przeciwnie jest, gdy chodzi o złe drzewa. Rodzą tylko złe owoce, dlatego przeznaczone są na wycięcie i spalenie. W tym miejscu Jezus nie powiedział tego wprost, ale w innych miejscach ujmował to bardzo jasno. Dla ilustracji tej prawdy zostały przywołane dwa rodzaje owoców: figa i winogrono, dobrze znane w Palestynie. Owoce te rosną na właściwych dla siebie drzewach. Posługując się metaforyką ogrodniczą, Jezus zwrócił uwagę na serce człowieka jako źródło pochodzenia dobra i zła. Serce jest skarbcem, który może kryć w sobie zarówno dobro, jak i zło. Pierwsza ich manifestacja dokonuje się w mowie. Z dobrego serca płyną słowa dobra, prawdy, pocieszenia, radości, nadziei. Sugestywnie prawdę o pochodzeniu uczynków człowieka z jego serca wyraził Marek: "Z serca ludzkiego pochodzą złe myśli, rozpusta kradzieże, zabójstwa, cudzołóstwa, chciwość, przewrotność, podstęp, wyuzdanie, zawiść, bluźnierstwo, pycha, głupota" (Mk 7,21-22).
Nie wystarczą jednak tylko słowa i gesty, jeżeli nie idzie za tym życie Ewangelią. Słowo Boże jest przeznaczone zarówno do czytania, jak i do wypełniania. Aby zobrazować, jak mają postępować Jego uczniowie, a jak nie wolno im czynić, Jezus wygłosił przypowieść o dwóch budowniczych domu. W omawianym fragmencie jest to najdłuższa, najbardziej rozbudowana przypowieść Jezusa, mająca swoją paralelę w Ewangelii według św. Mateusza (Mt 7,24-27). U Łukasza przypowieść kończy Kazanie na równinie, natomiast u Mateusza występuje jako zakończenie Kazania na górze. Wnikliwa lektura obu wersji przypowieści, szczególnie analiza opisu zastosowanej techniki budowlanej, zdradza, że były one kierowane do różnych adresatów. Mateusz pisał Ewangelię dla Żydów nawróconych na chrześcijaństwo, a Łukasz dla nawróconych pogan. W Palestynie, zwłaszcza w Judei, teren jest skalisty, dlatego budowniczy z przypowieści Mateusza buduje dom wprost na skale. Na terytoriach pogańskich, przeważnie bardziej żyznych, wolnych od skał i kamieni, należało głęboko wkopać się w ziemię, aby założyć fundament.
"Podobny jest do człowieka, który buduje dom" (Łk 6,48)
Jako podstawę wszystkich cnót Pan podaje posłuszeństwo niebiańskim nakazom. Dzięki niemu nie mogą wzruszyć naszego domu: ani potok żądz, ani atak złych duchów, ani ulewy świata, ani też mgliste rozprawy heretyków (św. Ambroży z Mediolanu, "Wykład Ewangelii według św. Łukasza" 5,82: PSP 16, s. 194).
W opisie poczynań dwóch budowniczych, których dotyczy przypowieść, Jezus skoncentrował się na położeniu fundamentu pod wznoszony dom. Pierwszy z nich uczynił głęboki wykop, sięgający aż do skały, i na niej położył fundament. Napór żywiołu w postaci powodzi stanowił sprawdzian dla budowniczego. Dom nie runął, "ponieważ był dobrze zbudowany" (Łk 6,48). Zupełnie odwrotnie było w przypadku drugiego budowniczego, który zbudował dom bez fundamentu. Już pierwsze uderzenie wody spowodowało, że runął. Położenie fundamentu kosztowało pierwszego budowniczego wiele trudu, ale się on opłacił. Drugi budowniczy nie natrudził się, ale rezultat finalny takiego podejścia okazał się opłakany. Jezus chce powiedzieć, że brak życiowego fundamentu w Ewangelii prowadzi do upadku w grzech, a w konsekwencji - do ostatecznej klęski. Nawet najlepsza znajomość Pisma Świętego na nic się nie przyda, jeżeli pozostanie ona bez wpływu na codzienne życie. Poznać słowo to stosunkowo niewielki wysiłek w porównaniu z życiem kształtowanym na przykładzie Jezusa. Rozumieli to Efezjanie, o których Paweł Apostoł pisał jako "domownikach Boga, zbudowanych na fundamencie apostołów i proroków, gdzie kamieniem węgielnym jest sam Chrystus Jezus" (Ef 2,20). Fundamentem jest Jezus i Jego Ewangelia. Tylko taki fundament gwarantuje człowiekowi przetrwanie ataków wszelkich przeciwnych mu sił.
- Każdy człowiek otrzymuje wiedzę od tych, którzy posiedli ją i ugruntowali wcześniej niż on sam. Tak przebiega normalny proces edukacyjny. Kiedyś uczeń zajmie miejsce swojego nauczyciela, ale nie dzieje się to od razu. Wszystko wymaga czasu i wysiłku. Mistrzem dla chrześcijanina jest Jezus Chrystus. Każdy powinien dążyć do upodobnienia się do Niego. Życie chrześcijańskie polega na naśladowaniu Go. Ostatecznym celem jest zjednoczyć się z Nim na wieki.
- Na świecie potrzeba ludzi dobrych. Wówczas świat będzie lepszy. Ciągle odczuwalny jest deficyt tych, którzy idą drogą dobra przez życie. Dobro potrzebuje pasjonatów, ludzi zachwyconych nim do szaleństwa, radośnie je pomnażających. Tacy ludzie powinni znaleźć się w każdej wspólnocie chrześcijańskiej.
- Życia nie da się do końca zaplanować, ale można i trzeba starać się dobrze je przeżyć bez względu na to, jak układają się okoliczności. Tylko życie oparte na Chrystusie, na Jego Ewangelii ma szansę takim być. Inne sposoby egzystencji skazane są na niepowodzenie, a może nawet na ostateczną klęskę rozciągającą się na całą wieczność...