Kraina mrozu. Mroczne opowieści (edycja kolekcjonerska) - Jen Calonita

-
Proszę czekać

Rozdział pierwszy. Elsa

ROZ­DZIAŁ PIERW­SZY

Elsa

-?Przed­sta­wiam Elsę, księż­niczkę Aren­delle!

Elsa wyszła z cie­nia rodzi­ców pro­sto w słońce. Jej lud cze­kał, grom­kimi bra­wami wita­jąc jej obec­ność na placu w wio­sce. Musiały zebrać się setki pod­da­nych, młod­szych i star­szych. Wyma­chi­wali fla­gami z her­bem rodziny kró­lew­skiej, rzu­cali kwiaty i wiwa­to­wali. Dzieci sie­działy wysoko na ramio­nach ojców, nie­któ­rzy ludzie stali na dachach powo­zów, a jesz­cze inni wychy­lali się ze znaj­du­ją­cych się nie­opo­dal okien. Wszy­scy chcieli dobrze przyj­rzeć się księż­niczce. Jej rodzice przy­wy­kli do inte­rak­cji z ludem kró­le­stwa, ale Elsa w wieku osiem­na­stu lat dopiero nie­dawno została zapro­szona, by towa­rzy­szyć im w ofi­cjal­nych wystą­pie­niach.

Prawdę mówiąc, wciąż wolała żyć w cie­niu, ale obo­wiązki wzy­wały.

-?Witaj, księż­niczko Elso! -?krzy­czeli ludzie. Elsa wraz z rodzi­cami stała na pod­wyż­szo­nej plat­for­mie zbu­do­wa­nej na tę oka­zję. Góro­wała nad ogrom­nym dzie­dziń­cem przed bramą do zamku, co zapew­niało Elsie dobry punkt obser­wa­cyjny, ale jed­no­cze­śnie spra­wiało, że czuła się jak wysta­wiona na tacy. Taki pew­nie był zamysł.

-?Spójrz! To księż­niczka Aren­delle -?usły­szała głos matki prze­ma­wia­ją­cej do córeczki. -?Czy nie jest piękna? Poda­ruj jej swój pre­zent.

Dziew­czynka stała przed sceną, trzy­mała bukiet fio­le­to­wych wrzo­sów, ulu­bio­nych kwia­tów Elsy. Za każ­dym razem, gdy wycią­gała rękę, by wrę­czyć Elsie bukiet, była spy­chana przez tłumy.

Elsa spoj­rzała na swoją matkę w poszu­ki­wa­niu rady. Kró­lowa lekko potak­nęła. Elsa zeszła ze scho­dów, przy­trzy­mu­jąc dół bla­do­nie­bie­skiej sukni, do któ­rej na dzi­siej­szą oka­zję dobrała pasu­jący żakiet. Wraz z matką dzie­liły jasną barwę oczu, lecz Elsa przy­po­mi­nała bar­dziej tatę, z jasno­blond wło­sami, które zwy­kle nosiła w war­ko­czu zaple­cio­nym w kok na karku.

-?Dzię­kuję za śliczne kwiaty -?powie­działa Elsa dziecku, uprzej­mie przyj­mu­jąc bukiet, po czym z powro­tem wkro­czyła po scho­dach na pod­wyż­sze­nie, by prze­mó­wić do tłumu. Ojciec uczył ją wyjąt­ko­wej mocy wystę­po­wa­nia przed ludźmi.

-?Cie­szymy się, że wszy­scy mogli­ście do nas dołą­czyć tego popo­łu­dnia na odsło­nię­ciu rzeźby rodziny kró­lew­skiej, którą Axel Luden­burg był łaskaw poda­ro­wać naszemu kró­le­stwu -?roz­po­częła. Lud zakla­skał. -?Jedna uwaga przed odsło­nię­ciem: jako że pan Luden­burg pra­co­wał nad tym dzie­łem latami, podej­rze­wam, że ukształ­to­wana z brązu będę wyglą­dać znacz­nie mło­dziej, niż teraz, sto­jąc tu przed wami.

W tłu­mie roz­le­gły się chi­choty. Elsa z dum­nym wyra­zem twa­rzy obej­rzała się na ojca. Ten frag­ment był jej pomy­słem. Ojciec posłał jej zachę­ca­jący uśmiech.

-?Jego zasługi dla kró­le­stwa są nie­skoń­czone. -?Elsa uśmiech­nęła się do rzeź­bia­rza. -?A teraz, bez zbęd­nej zwłoki, pra­gnę przed­sta­wić pana Luden­burga. -?Elsa prze­su­nęła się, pozwa­la­jąc, by dołą­czył do nich star­szy dżen­tel­men.

-?Dzię­kuję, księż­niczko. -?Pan Luden­burg ukło­nił się jej; jego biała broda pra­wie dotknęła jego kolan, po czym odwró­cił się do tłumu. - Jestem wdzięczny kró­lowi Agnar­rowi, kró­lo­wej Idu­nie oraz naszej wspa­nia­łej księż­niczce Elsie, za pozwo­le­nie mi stwo­rze­nia rzeźby na ich cześć. Żywię nadzieję, że owe dzieło powita każ­dego gościa podró­żu­ją­cego z bliż­szych i dal­szych wio­sek, by odwie­dzić zamek Aren­delle i sta­nąć w jego bra­mach. -?Spoj­rzał na swo­jego asy­stenta, który rzu­cił się do przodu, roz­wią­zał sznur wokół mate­riału zakry­wa­ją­cego rzeźbę sto­jącą na środku fon­tanny i zdjął go. -?Przed­sta­wiam rodzinę kró­lew­ską Aren­delle!

W tłu­mie roz­le­gło się gło­śne wes­tchnie­nie, a po nim nastą­pił ener­giczny aplauz.

Był to pierw­szy raz, gdy król, kró­lowa i Elsa zoba­czyli ukoń­czoną rzeźbę. Elsa pamię­tała, że pozo­wała do szki­ców pana Luden­burga, gdy miała jakieś jede­na­ście lat, ale pra­wie zapo­mniała, że arty­sta pra­co­wał nad rzeźbą, aż do nie­dawna, gdy ojciec poin­for­mo­wał ją, że to ona będzie prze­ma­wiać na wyda­rze­niu z oka­zji jej ofi­cjal­nego odsło­nię­cia.

-?Jest piękna -?powie­działa Elsa panu Luden­bur­gowi. I mówiła szcze­rze.

Patrze­nie na rzeźbę z brązu było jak oglą­da­nie chwili zamro­żo­nej w cza­sie. Pan Luden­burg per­fek­cyj­nie ukształ­to­wał obraz rodziny kró­lew­skiej. Młody władca wyglą­dał iście kró­lew­sko w koro­nie i sza­cie, sto­jąc przy pięk­nej kró­lo­wej we wspa­nia­łej sukni i z dia­de­mem na gło­wie. W parę kró­lew­ską wtu­lało się ich jedyne dziecko -?księż­niczka Elsa z Aren­delle, która wyglą­dała na dużo młod­szą, niż jej osiem­na­sto­let­nia wer­sja.

Na widok sie­bie w wieku jede­na­stu lat Elsę zalała fala emo­cji. Dla jedy­naczki, życie na zamku było samotne. Jej rodzice byli zajęci spra­wami kró­le­stwa, a mimo że ona pobie­rała liczne nauki, i tak spę­dzała więk­szość czasu błą­ka­jąc się po pustych poko­jach i patrząc na ula­tu­jący czas. Oczy­wi­ście, rodzice zna­leźli jej towa­rzy­stwo do zabawy wśród dzieci namiest­ni­ków i szlachty, ale to nie było to samo, co posia­da­nie rodzeń­stwa, z któ­rym by się dora­stało i któ­remu można by się zwie­rzyć. Był to cię­żar, który nosiła sama, ni­gdy nie chcąc obcią­żyć rodzi­ców swo­imi odczu­ciami. Po uro­dze­niu Elsy, jej matka nie mogła mieć już dzieci.

-?Czy nasza rzeźba nie jest piękna, mamo? -?spy­tała Elsa.

Matka stała przy niej w ciszy. Elsa obser­wo­wała, jak jej nie­bie­skie oczy oglą­dają każdy cen­ty­metr brą­zo­wej sta­tuy, a potem matka wydała z sie­bie głę­bo­kie, pra­wie nie­sły­szalne wes­tchnie­nie. Gdy spoj­rzała na córkę, jej oczy wydały się smutne.

-?Jest, naprawdę -?odpo­wie­działa i uści­snęła dłoń córki. -?To uro­czy por­tret naszej rodziny i tego, kim jeste­śmy. Czyż nie? -?spy­tała króla.

Jak na tak rado­sną oka­zję, jej rodzice wyda­wali się nieco melan­cho­lijni. Czy cho­dziło o to, że sta­tua przy­po­mniała im czasy, gdy byli dużo młodsi? Czy smu­cili się na myśl, jak szybko upły­nął czas? Ojciec od zawsze mówił o dniu, w któ­rym Elsa przej­mie tron, mimo że wciąż był peł­nym ener­gii kró­lem. Elsa zasta­na­wiała się, co wpra­wiło ich w smu­tek, lecz zacho­wała te myśli dla sie­bie. Nie było jej rolą publicz­nie pod­da­wać w wąt­pli­wość swo­ich rodzi­ców.

-?Tak, to praw­dziwy zaszczyt -?odparł tata i spoj­rzał na Elsę. Wyglą­dał, jakby chciał jesz­cze coś dodać, ale ugryzł się w język. -?Powin­naś podzię­ko­wać swoim pod­da­nym za przyj­ście, Elso -?powie­dział w końcu. -?W zamku odbę­dzie się kola­cja na cześć pana Luden­burga, więc musimy wra­cać i przy­go­to­wać się, by powi­tać wszyst­kich gości.

-?Tak, tato -?odpo­wie­działa Elsa i zro­biła, jak jej pole­cono.

***

-?Za Axela Luden­burga i jego wybitne dzieło! -?powie­dział król, uno­sząc swój kie­lich wysoko nad sto­łem ban­kie­to­wym w Wiel­kiej Sali. Pozo­stali goście uczy­nili to samo.

-?Za Axela! -?zawo­łali i stuk­nęli się kie­lisz­kami.

Potrawy były obfite, towa­rzy­stwo hała­śliwe, a miej­sca przy dłu­gim stole zapeł­nione co do jed­nego. Król popro­sił lorda Peters­sena, swego naj­bar­dziej zaufa­nego przy­ja­ciela, by dołą­czył do świę­to­wa­nia. Była tu rów­nież rodzina pana Luden­burga, przy­pły­nęła stat­kiem z kraju o nazwie Wesel­ton, dłu­go­let­niego part­nera Aren­delle w han­dlu. Książę Wesel­ton przy­był razem z nimi i zajął miej­sce przy Elsie.

-?I za Aren­delle i Wesel­ton! -?dodał książę. Bar­dzo dużo mówił jak na tak małego męż­czy­znę. Kiedy wstał, Elsa nie mogła nie zauwa­żyć, że był co naj­mniej o trzy­dzie­ści cen­ty­me­trów niż­szy od więk­szo­ści gości. - Niech żyją nasze kraje, niech wspól­nie się roz­wi­jają i kwitną!

-?Za Aren­delle i Wesel­ton! -?zawtó­ro­wali wszy­scy.

Elsa stuk­nęła się kie­lisz­kiem z matką.

-?Tak się cie­szę, że w końcu mie­li­śmy oka­zję, by wspól­nie zjeść kola­cję -?powie­dział książę do mamy, gdy zabrano tale­rze po kola­cji, a służba szy­ko­wała się do poda­nia deseru. -?To przy­jem­ność poznać księż­niczkę i na wła­sne oczy zoba­czyć jasną przy­szłość Aren­delle. -?Zmarsz­czył brwi. - Już dawno temu zauwa­ży­łem, że nie poja­wia się na zbyt wielu publicz­nych wyda­rze­niach.

Elsa grzecz­nie odwza­jem­niła uśmiech, ale nic nie odpo­wie­działa. Jedną z ról bycia księż­niczką, jak przy­po­mi­nała jej mama, było słu­chać, lecz nie odzy­wać się, aż nie trzeba będzie powie­dzieć cze­goś waż­nego.

-?Elsa jest tak zajęta naukami, że jesz­cze nie pro­si­li­śmy jej, by towa­rzy­szyła nam na wielu publicz­nych wystą­pie­niach -?poin­for­mo­wała mama i spoj­rzała na pana Luden­burga. -?Lecz oczy­wi­ście, nie mogli­śmy pozwo­lić, by omi­nęło ją odsło­nię­cie naszej rodzin­nej rzeźby. Wła­śnie o to cho­dzi w dzi­siej­szym wie­czo­rze: o rodzinę.

Elsa zasło­niła usta, by ukryć iro­niczny uśmiech. Jej matka miała dryg do utrzy­my­wa­nia głów­nego tematu roz­mowy.

To pierw­szy raz, gdy Elsa zoba­czyła księ­cia Wesel­ton. Mogła już stwier­dzić, że wolała księ­cia Bla­ke­ston, który miał miłe oczy i zawsze, kiedy odwie­dzał zamek, kie­sze­nie miał wypeł­nione cze­ko­ladą, którą prze­my­cał księż­niczce pod­czas szcze­gól­nie nud­nych dys­ku­sji przy stole.

Poprawka: pod­czas waż­nych nego­cja­cji. Jak przy­po­mi­nała jej matka, Elsa musiała być gotowa, by prze­jąć tron, gdy nadej­dzie czas. Ostat­nio dzie­liła swój czas pomię­dzy lek­cje kali­gra­fii, nauki oraz rzą­dze­nia kra­jem z guwer­nantką, a także spo­tka­nia taty. Była już wystar­cza­jąco doro­sła, by brać udział w ban­kie­tach wypra­wia­nych w zamku, a było ich wiele. Prze­mi­nęły już czasy, gdy była wypy­chana, by przy­wi­tać się z gośćmi, a potem odsy­łana do innej sali, by zjeść kola­cję. Życie było mniej samotne, lecz wciąż pra­gnęła mieć w nim rówie­śnika, któ­remu mogłaby się zwie­rzyć. Dni zor­ga­ni­zo­wa­nych zabaw już dawno się skoń­czyły.

-?Racja, racja! Lecz jest zbyt wiel­kim atu­tem, by zamy­kać ją w zamku. - Książę wal­nął w stół, jakby chciał pod­kre­ślić swoje racje. Gdy mówił, tak żywo się poru­szał, że tupe­cik ska­kał mu z tyłu głowy.

-?Słuszna uwaga, Wasza Ksią­żęca Mość -?stwier­dził lord Peters­sen, dołą­cza­jąc do kon­wer­sa­cji. -?To już młoda dama, gotowa, by wziąć udział w kró­lew­skich roz­mo­wach.

Elsa uśmiech­nęła się do niego. Tata i lord Peters­sen byli ze sobą tak bli­sko, że nie był on tylko doradcą; był czę­ścią rodziny. Elsa zawsze myślała o nim jak o wujku. I jak na wujka przy­stało, lord ostrzegł ją przed kola­cją o ten­den­cji księ­cia do wści­bia­nia nosa w nie swoje sprawy.

-?Wła­śnie! -?zgo­dził się książę. -?Księż­niczko Elso, jestem prze­ko­nany, że pod­czas nauk dowie­dzia­łaś się wiele o fior­dach oraz ich zna­czą­cej roli. -?Elsa przy­tak­nęła. -?Cóż, w Wesel­ton to mój dzia­dek odkrył pierw­szy fiord. To wła­śnie dzięki niemu...

Książę przy­nu­dzał i przy­nu­dzał, aż lord Peters­sen nie odchrząk­nął.

-?Fascy­nu­jące, wasza miłość! Być może dokoń­czymy tę roz­mowę póź­niej? Chyba wła­śnie podają deser. -?Odwró­cił się, zanim książę mógłby mu prze­rwać. -?Panie Luden­burg, mam nadzieję, że wciąż jest pan głodny!

Jakby na zawo­ła­nie, w drzwiach poja­wiła się służba z pate­rami owo­ców i słod­ko­ści, które umie­ścili na stole.

-?W Wesel­ton mamy wszyst­kie te łako­cie, a nawet wię­cej -?zaczął książę i poczę­sto­wał się kawał­kiem cia­sta oraz dwoma cia­stecz­kami.

Elsa wie­działa, że nie powinna tak myśleć, ale "Wesel­ton" brzmiało bar­dzo podob­nie do "Weasel­town", a książę wła­ści­wie miał w sobie coś z łasicy1. Spoj­rzała na tatę. Czy kie­dy­kol­wiek zauwa­żył to powią­za­nie pomię­dzy księ­ciem, a nazwą jego kraju? Jego myśli zawsze trudno było odczy­tać. W tej chwili roz­ma­wiał na boku z żoną pana Luden­burga. Lord Peters­sen roz­ma­wiał o następ­nym pro­jek­cie arty­sty z nim samym, co spra­wiło, że książę, mama i Elsa nie byli zajęci roz­mową.

-?Wasza Kró­lew­ska Mość, masz uro­czą córkę -?powie­dział książę, przez co Elsa od razu poczuła się winna swo­ich poprzed­nich myśli. -?Będzie z niej świetna kró­lowa.

-?Dzię­kuję -?odparła mama. -?Naprawdę będzie świetna.

-?Rodzice dobrze mnie przy­go­to­wali -?dodała Elsa, uśmie­cha­jąc się do mamy. -?Gdy przyj­dzie mój czas, wiem, że będę gotowa, by rzą­dzić Aren­delle.

Książę przyj­rzał się jej, zain­te­re­so­wany.

-?Tak! Tak! Jestem tego pewien. Szkoda tylko, że jesteś jedyną dzie­dziczką. Dla­czego na Wyspach Połu­dnio­wych król ma trzy­na­stu synów w kolejce do tronu?

Elsa ści­snęła swój kie­lich sto­jący na stole, by powstrzy­mać się przed powie­dze­niem cze­goś, czego by poża­ło­wała. Naczy­nie było dziw­nie chłodne.

-?Panie, nie sądzę, by...

Mama jej prze­rwała.

-?Elsa pró­buje powie­dzieć, że to bar­dzo wielu dzie­dzi­ców. -?Mama widocz­nie się nie prze­jęła, jako że wcze­śniej już ją o to pytano. -?Moim prze­zna­cze­niem było powić tylko jedno dziecko, ale świat jest pełen nie­spo­dzia­nek. -?Spoj­rzała na Elsę, jej oczy błysz­czały. -?Wiem, że w przy­szło­ści świet­nie sobie pora­dzi.

-?Nasze kró­le­stwo potrze­buje tylko jed­nego sil­nego przy­wódcy -?dodała Elsa sta­now­czym gło­sem. -?I już go ma, w mojej oso­bie.

Książę zmarsz­czył brwi.

-?Tak, ale gdyby coś miało sta­nąć na prze­szko­dzie, byś zasia­dła na tro­nie...

-?Jeste­śmy cał­ko­wi­cie przy­go­to­wani, by wpro­wa­dzić Aren­delle w przy­szłość, zapew­niam cię, książę -?odparła mama z uśmie­chem.

Książę podra­pał się po gło­wie, jego tupe­cik lekko się prze­krzy­wił. Pod­niósł wzrok znad oku­la­rów i prze­su­wał nim mię­dzy kró­lową, a Elsą.

-?Za parę lat będzie już w odpo­wied­nim wieku. Czy na hory­zon­cie są jacyś poten­cjalni zalot­nicy? Połą­cze­nie mię­dzy naszymi naro­dami lub z innym part­ne­rem w han­dlu byłoby doprawdy korzystne.

Elsa wbi­jała wzrok w ser­wetkę na kola­nach. Czuła, jak palą ją policzki.

-?Elsa ma mnó­stwo czasu, by zna­leźć zalot­nika -?odparła mama. -?Na razie chcemy, by nasza córka sku­piła uwagę na obo­wiąz­kach wobec kró­le­stwa.

Test z umie­jęt­no­ści rzą­dze­nia kra­jem, który tego ranka przy­go­to­wała dla niej guwer­nantka, był dużo bar­dziej pilną kwe­stią niż zna­le­zie­nie zalot­nika.

-?Dzię­kuję, że o mnie pomy­śla­łeś, Wasza Ksią­żęca Mość -?dodała Elsa. - Gdy znajdę już zalot­nika, z pew­no­ścią dowiesz się o tym jako jeden z pierw­szych. -?Drwiła z niego, ale książę zda­wał się usa­tys­fak­cjo­no­wany jej odpo­wie­dzią. Mama posłała jej kar­cące spoj­rze­nie, ale Elsa nie mogła się powstrzy­mać.

Gdy książę w końcu odszedł, a pan Luden­burg i jego rodzina się poże­gnali, król, kró­lowa i Elsa udali się do swych pry­wat­nych kom­nat.

-?Dobrze sobie pora­dzi­łaś -?pochwa­liła ją mama. -?Zna­ko­mi­cie pro­wa­dzi­łaś roz­mowy i zaim­po­no­wa­łaś księ­ciu zna­jo­mo­ścią nego­cja­cji han­dlo­wych.

-?Wyglą­dał na zdzi­wio­nego, że aż tyle wiem-?odparła Elsa. Czuła napię­cie w ramio­nach, jak gdyby przez cały wie­czór nosiła na bar­kach cię­żar kró­le­stwa. Zaczy­nała odczu­wać ból głowy i tęsk­niła za ciszą swo­jej sypialni.

-?Jestem z cie­bie bar­dzo dumny -?wyznał tata, po raz pierw­szy tego wie­czoru opusz­cza­jąc gardę. Uśmiech­nął się do mamy i poło­żył jej rękę na ramie­niu.

Elsa uwiel­biała patrzeć na swo­ich rodzi­ców. Wciąż wyglą­dali na zako­cha­nych. Trudno było nie zazdro­ścić łączą­cej ich więzi.

-?Kie­dyś będzie z cie­bie zna­ko­mita kró­lowa, Elso -?dodał.

-?Dzię­kuję, tato -?odparła, ale nie zasta­na­wiała się nad tym zbyt­nio.

Do zosta­nia kró­lową miała jesz­cze mnó­stwo czasu.

Rozdział drugi. Elsa

ROZ­DZIAŁ DRUGI

Elsa

-?W ponie­działki pod­dani są zapra­szani, by spo­tkać się z twoją matką i ze mną, by omó­wić wszel­kie kwe­stie, które ich nie­po­koją w związku z kró­le­stwem. Uwa­żam, że naj­le­piej będzie, jak utrzy­mamy te coty­go­dniowe spo­tka­nia. Ty i lord Peters­sen może­cie się na nie udać i wysłu­chać zmar­twień pod­da­nych. Bądź pełna współ­czu­cia, tak­towna i obie­caj prze­ka­zać nam wszel­kie skargi po naszym powro­cie. A teraz wtorki... Elso? Czy ty słu­chasz?

-?Tak, tato -?odparła, ale prawdę mówiąc, myślami była gdzie indziej.

Sie­dzieli w biblio­tece, oma­wia­jąc tygo­dniowy har­mo­no­gram, ale Elsa była roz­ko­ja­rzona. Na prze­strzeni lat spę­dziła w tym pomiesz­cze­niu wiele czasu i nawet jako mała dziew­czynka pozwa­lała umy­słowi błą­dzić, gdy ota­czały ją wszyst­kie te księgi. W ciem­nym pomiesz­cze­niu znaj­do­wały się rzędy pó­łek wypeł­nio­nych książ­kami, od pod­łogi aż po sufit. Jej ojciec uwiel­biał czy­tać i zawsze miał na biurku kilka otwar­tych ksią­żek. Tego dnia patrzył na księgę, która zda­wała się nie być napi­sana w ich języku. Była wypeł­niona sym­bo­lami i rysun­kami trolli. Elsa bar­dzo chciała wie­dzieć, co stu­dio­wał jej ojciec, ale nie zapy­tała.

W tej wła­śnie chwili ojciec chciał, by Elsa wie­działa, co robić pod­czas nie­obec­no­ści jego i mamy. Za kilka dni mieli wyru­szyć w dyplo­ma­tyczną podróż na co naj­mniej dwa tygo­dnie. Elsa nie mogła sobie przy­po­mnieć, kiedy ostat­nio nie było ich tak długo. Część niej się dener­wo­wała. Elsa wie­działa, że będzie zajęta swoją pracą i spo­tka­niami ojca, ale już tęsk­niła za rodzi­cami, a oni nawet jesz­cze nie wyru­szyli.

Ojciec zło­żył ręce na kola­nach i posłał jej nie­wielki uśmiech.

-?Co się dzieje, Elso?

Nawet gdy byli tylko we dwójkę, ojciec wciąż wyglą­dał jak król. Nie cho­dziło tylko o to, że zawsze ubie­rał się dostoj­nie, zakła­dał mun­dur z wie­loma meda­lami, a na jego szyi wisiał herb Aren­delle. Czy roz­ma­wiał z zagra­nicz­nymi dygni­ta­rzami, czy dzię­ko­wał zam­ko­wej służ­bie, jego zacho­wa­nie zawsze wyda­wało się kró­lew­skie. Miał wła­dzę i spra­wo­wał kon­trolę nawet, gdy nie musiał -?na przy­kład pod­czas par­tyjki w sza­chy ze swoją jedyną córką. Ona wciąż cza­sem była nie­śmiała. Po pro­stu miała taką oso­bo­wość. Czy to dla­tego, że nie miała zbyt wielu rówie­śni­ków do roz­mowy? Prze­ma­wia­nie przed wiel­kim tłu­mem na wyda­rze­niu pana Luden­burga ją stre­so­wało. Jej ojciec ni­gdy nie wyglą­dał na zde­ner­wo­wa­nego. Czy taka pew­ność sie­bie przy­cho­dziła z cza­sem?

-?Nic -?skła­mała. Nie spo­sób wyra­zić kil­koma sło­wami wszyst­kiego, o czym myślała.

-?Ach, wła­śnie, że coś. -?Pochy­lił się na krze­śle i przyj­rzał jej uważ­nie. -?Znam to spoj­rze­nie. Roz­my­ślasz nad czymś. Twoja matka mówi, że gdy się zadu­mam, w moich oczach poja­wia się nie­obecne spoj­rze­nie. A ty, moje dziecko, jesteś bar­dzo do mnie podobna.

-?Naprawdę? -?Elsa odgar­nęła nie­wi­dzialny kosmyk wło­sów z oczu.

Była dumna, że przy­po­mina tatę. Ubó­stwiała matkę i uwiel­biała spę­dzać z nią czas, ale czę­sto nie była w sta­nie stwier­dzić, co myśli. Mamie zda­rzało się gubić wątek, gdy wcho­dziła do sypialni Elsy albo zaczy­nała coś mówić i rap­tow­nie prze­ry­wała. Utrzy­my­wał się w niej pewien smu­tek, któ­rego przy­czyny Elsa nie potra­fiła dociec.

Weźmy na przy­kład ten dzień. Mama latami, raz na dwa mie­siące, zni­kała na cały dzień. Elsa nie miała poję­cia, dokąd się uda­wała i ani tata, ani ona ni­gdy jej tego nie wytłu­ma­czyli. Tym razem Elsa nie mogła się powstrzy­mać. Była zmę­czona tajem­ni­cami, więc w końcu zebrała się na odwagę, by zapy­tać mamę, czy może jej towa­rzy­szyć. Mama wyglą­dała na zasko­czoną, potem zmar­twioną, a w końcu spoj­rzała prze­pra­sza­jąco.

-?Bar­dzo chcia­ła­bym cię zabrać, kocha­nie, ale muszę to zro­bić sama. - Dotknęła policzka Elsy, jej oczy wypeł­niły się łzami, które tylko jesz­cze bar­dziej zdez­o­rien­to­wały córkę. -?Chcia­ła­bym, żebyś mogła ze mną pójść. -?Ale i tak poszła sama.

Z tatą było ina­czej.

-?Nie myślę o niczym waż­nym, tato. Naprawdę.

-?Coś się drę­czy, Elso -?naci­skał. -?O co cho­dzi?

Czuła się głu­pio, chcąc powie­dzieć, że nie chciała, by wyjeż­dżali, ale była to część pro­blemu. Pod­czas ich nie­obec­no­ści, Aren­delle było w jej rękach. Ow­szem, doradcy i lord Peters­sen byli na miej­scu, gdyby nale­żało zająć się czymś waż­nym, ale to ona była twa­rzą kró­le­stwa pod­czas nie­obec­no­ści rodzi­ców i czuła, jak waga tego zada­nia zaczyna jej cią­żyć. Wkrótce wrócą i życie będzie takie, jak wcze­śniej, ale ich podróż zda­wała się sta­łym przy­po­mnie­niem, że pew­nego dnia będzie musiała rzą­dzić sama. A ta myśl była prze­ra­ża­jąca.

-?Elso?

Dwa tygo­dnie w tym wiel­kim zamku. Sama. Elsa nie była pewna, czy to znie­sie.

-?Na pewno musi­cie jechać? -?spy­tała. Nie mogła się powstrzy­mać.

-?Pora­dzisz sobie, Elso -?obie­cał.

Roz­le­gło się puka­nie do drzwi.

-?Wasza Wyso­kość? -?Wszedł Kai. Pra­co­wał w zamku jesz­cze przed naro­dzi­nami Elsy. Król rzą­dził w kró­le­stwie, a Kai na zamku. Zawsze wie­dział, gdzie wszystko i wszy­scy powinni być. Był tak istotną czę­ścią życia króla i kró­lo­wej, że nawet jego sypial­nia znaj­do­wała się przy ich kom­na­tach. Kai pocią­gnął za luźną nitkę mary­narki zie­lo­nego gar­ni­turu, który zawsze miał na sobie. -?Książę Wesel­ton przy­był do pana.

-?Dzię­kuję. Pro­szę, prze­każ mu, że nie­długo spo­tkamy się w sali rady - odparł tata.

-?Tak jest, Wasza Wyso­kość. -?Kai uśmiech­nął się do Elsy i znik­nął.

Tata odwró­cił się do niej.

-?Wyglą­dasz, jak­byś miała do powie­dze­nia coś wię­cej.

Do powie­dze­nia było za dużo na tak krótką chwilę.

-?Chcia­łam usta­lić, co zapro­po­no­wać na spo­tka­niu z pod­da­nymi - powie­działa zamiast tego. -?Poda­je­cie jedze­nie? Myślę, że miło będzie, gdy pod­dani będą mogli się poży­wić po podróży do zamku, by się z nami zoba­czyć. Co sądzisz?

Uśmiech­nął się.

-?Sądzę, że to zna­ko­mity pomysł. Zawsze lubi­łem twoje cia­steczka krum­kake.

-?Moje cia­steczka? -?Elsa nie mogła sobie przy­po­mnieć, by kie­dy­kol­wiek pie­kła coś dla ojca. -?Przy­pi­su­jesz mi zasługi za coś, co pew­nie przy­rzą­dziła Olina, ale z chę­cią o nie popro­szę.

Olina pro­wa­dziła kuch­nię na zamku i nad­zo­ro­wała całą służbę. Kiedy Elsa była dziew­czynką, czę­sto wymy­kała się do kuchni, żeby z nią posie­dzieć. Od dawna tego nie robiła. I nie przy­po­mi­nała sobie, by kie­dy­kol­wiek pie­kła cia­steczka.

Tata zmarsz­czył brwi.

-?Racja. Mimo to, byłyby świetne. Może Olina przy­rzą­dzi je dla naszych gości.

Elsa zaczęła wsta­wać.

-?Coś jesz­cze, tato?

-?Tak. -?Wstał. -?Zanim pój­dziesz, jest coś, co chciał­bym ci dać. Chodź ze mną, pro­szę.

Elsa podą­żyła za tatą do sypialni rodzi­ców i patrzyła, jak pod­cho­dzi do regału na książki sto­ją­cego wzdłuż jed­nej ze ścian, po czym naci­ska jeden z tomów. Cała ściana otwo­rzyła się jak drzwi. Za nią znaj­do­wała się nie­duża, pogrą­żona w ciem­no­ści kom­nata. Elsie nie udało się dostrzec, dokąd ojciec się udał, ale i on nie powie­dział, by za nim podą­żyła. Zamek był pełen ukry­tych kory­ta­rzy i kom­nat jak ta. Dawno, dawno temu razem z tatą bawili się w cho­wa­nego w takich przej­ściach, ale teraz Elsa wie­działa, że słu­żyły one do odgro­dze­nia rodziny kró­lew­skiej dla bez­pie­czeń­stwa w razie inwa­zji.

Kilka chwil póź­niej ojciec wró­cił z dużym, zie­lo­nym, drew­nia­nym pudeł­kiem. Miało roz­miar tacy do śnia­da­nia i było ręcz­nie malo­wane w białe i złote kwia­towe motywy, przed­sta­wia­jące kro­kusa żółtokwia­towego, ofi­cjalny kwiat Aren­delle. Wieko pudełka wygi­nało się w piękny łuk.

-?Chcę, żebyś to wzięła. -?Posta­wił pudełko na sto­liku przed nią. Elsa pal­cami prze­śle­dziła złoty herb kró­le­stwa wygra­we­ro­wany na pół­okrą­głym wieku. Pudełko było iden­tyczne jak to, które jej ojciec trzy­mał na biurku i zabie­rał ze sobą, gdy spo­ty­kał się z dorad­cami. Zwy­kle znaj­do­wały się w nim ważne dekrety do pod­pi­sa­nia, a także pry­watne doku­menty, listy od woj­sko­wych i sąsied­nich kró­lestw. Od dzie­ciń­stwa wpa­jano jej, że tym pudeł­kiem ni­gdy nie powinno się bawić.

-?Mogę? -?spy­tała. Jej dłoń zawi­sła nad zasuwą. Ojciec przy­tak­nął.

Pudełko było puste, a jego wnę­trze wyście­łane gru­bym zie­lo­nym aksa­mi­tem.

-?To pudełko zostało wyko­nane na twoje pano­wa­nie -?wyja­śnił, a Elsa spoj­rzała na niego zdu­miona. -?Jako że jesteś następna w kolejce do tronu i już za kilka lat osią­gniesz odpo­wiedni wiek, twoja matka i ja uzna­li­śmy, że nad­szedł czas, byś miała swoje do prze­cho­wy­wa­nia waż­nych rze­czy.

-?Tato, jest piękne -?odparła. -?Ale nie potrze­buję go teraz.

-?Nie -?zgo­dził się łagod­nie. -?Ale kie­dyś będziesz go potrze­bo­wać i chcie­li­śmy, byś była gotowa. Kai i służba wie­dzą, jak to pudełko wygląda, a także, że jego zawar­tość jest pry­watna. Cokol­wiek w nim umie­ścisz, Elso, będzie prze­zna­czone tylko dla two­ich oczu. Twoje tajem­nice są w nim bez­pieczne. Na razie suge­ruję, byś trzy­mała je w swo­jej kom­na­cie. -?Jego oczy spo­tkały się z jej, by upew­nić się, że zro­zu­miała.

Elsa prze­su­nęła pal­cami po zie­lo­nym aksa­mit­nym wnę­trzu.

-?Dzię­kuję, tato.

Ojciec nakrył jej dłoń swoją.

-?Może jesz­cze tego nie czu­jesz, ale pew­nego dnia całe twoje życie zmieni się w spo­sób, któ­rego nie potra­fisz sobie nawet wyobra­zić. - Zawa­hał się. -?Obie­caj mi, że kiedy to się sta­nie, a mnie nie będzie, bym mógł cię popro­wa­dzić...

-?Tato...

Prze­rwał jej.

-?Obie­caj mi, że kiedy nadej­dzie ten dzień, zwró­cisz się do tego pudełka o radę.

Zwró­cić się o radę? To pudełko. Piękne, ale tylko pudełko. Mimo to, otrzy­ma­nie takiego samego pudełka, jakiego uży­wali tata, a także kró­lo­wie i kró­lowe przed nim, było dużym kro­kiem.

-?Obie­cuję -?rze­kła.

Poca­ło­wał ją w czoło.

-?Odłóż je w bez­pieczne miej­sce.

Elsa pod­nio­sła pudełko i ruszyła w stronę drzwi sypialni rodzi­ców. Tata podą­żył za nią na kory­tarz, obser­wu­jąc ją.

-?Obie­cuję -?przy­się­gła.

Tata się uśmiech­nął, po czym wró­cił do pracy w biblio­tece.

Elsa skie­ro­wała się do swo­jej sypialni, nio­sąc pudełko w ramio­nach. Było cie­pło, lekki wia­te­rek prze­do­stał się do środka przez otwarte okna, nio­sąc ze sobą dźwięki wio­ski. Elsa przy­sta­nęła przy oknie nie­opo­dal i wpa­try­wała się w świat przed sobą, ponad murami zamku i za dzie­dziń­cem. Wio­ska tęt­niła życiem, była pełna ludzi. Konie i powozy wjeż­dżały i wyjeż­dżały. Fon­tanna przy bra­mach zamku, na któ­rej stała ich rzeźba, wyrzu­cała wodę wysoko w powie­trze niczym gej­zer. W fon­tan­nie plu­skały się dzieci w ubra­niach, by się schło­dzić. Elsa oglą­dała, jak matka wyciąga z wody syna i go beszta. Pomimo jej łaja­nia, wyglą­dało na to, że chło­piec dobrze się bawił. Kiedy Elsa ostat­nim razem dobrze się bawiła?

Żało­wała, że nie było mamy, z którą mogłaby wypić popo­łu­dniową her­batę. Jaka szkoda, że sie­działa sama w zamku w takie cie­płe, let­nie popo­łu­dnie. Gdzie podzie­wała się mama w tak piękny dzień? Dla­czego nie pozwo­liła, by Elsa do niej dołą­czyła?

-?Potrze­bu­jesz cze­goś, księż­niczko Elso? -?spy­tała Gerda. -?Może wody? Jaki dzi­siaj upał!

Podob­nie do Kaia, Gerda pra­co­wała w zamku jesz­cze przed naro­dzi­nami Elsy. Zawsze trosz­czyła się, by Elsie niczego nie bra­ko­wało. W tej chwili nio­sła tacę ze zło­tymi kie­li­chami peł­nymi chłod­nej wody. Elsa podej­rze­wała, że były prze­zna­czone dla jej ojca i księ­cia.

-?Dzię­kuję, Gerdo, nie trzeba -?odparła Elsa.

Gerda pospie­szyła dalej.

-?Dobrze. Póki pamię­tasz, żeby się schła­dzać. Nie chcę, żebyś się prze­grzała!

Elsa ruszyła, ści­ska­jąc moc­niej pudełko. Musiała zna­leźć coś do zro­bie­nia, by zabić czas do powrotu mamy. Może Gerda miała rację: powinna się schło­dzić. Mogłaby przejść się na spa­cer po dzie­dzińcu. Albo może przez chwilę poczyta. Ojciec wrę­czył jej kilka ksią­żek, które miała przej­rzeć, by zro­zu­mieć poro­zu­mie­nia Aren­delle z innymi kró­le­stwami.

Elsa wie­działa, że ojciec chciał, by zapo­znała się z rze­czami, które przy­da­dzą się jej w przy­szło­ści, ale w tej chwili czy­ta­nie o umo­wach kró­le­stwa nie brzmiało ani tro­chę kusząco. Elsa otwarła drzwi swo­jej sypialni i pode­szła do biurka, które miała od dzie­ciń­stwa. Odło­żyła na nie pudełko i przez chwilę się w nie wpa­try­wała. Przy resz­cie jej rze­czy, zie­lone pudełko wyglą­dało jak z innej bajki.

Może tak święte pudełko nie powinno stać na widoku. Jakie ważne doku­menty ma do niego wło­żyć? Do kogo powinna kie­ro­wać swoją kore­spon­den­cję? Nie, na razie nie była kró­lową. Pudełko nie było jej potrzebne i Elsa miała nadzieję, że będzie tak jesz­cze przez bar­dzo długi czas. Pode­szła do swo­jego kufra posa­go­wego. Pal­cami musnęła literę "E" ręcz­nie nanie­sioną na wieku pudełka i bez­pieczne zło­żyła je w środku, a potem nakryła kocem, który wyko­nała dla niej matka, gdy Elsa była dziec­kiem. Zamknęła pokrywę kufra. Chwilę póź­niej się­gnęła po książkę leżącą na sto­liku noc­nym, nie­mal cał­ko­wi­cie zapo­mi­na­jąc o pudełku.

Rozdział trzeci. Elsa

ROZ­DZIAŁ TRZECI

Elsa

Elsa usły­szała puka­nie do drzwi i obu­dziła się ze wzdry­gnię­ciem. Późne popo­łu­dnie rzu­cało na ściany cie­nie wspi­na­jące się po ich powierzchni. Musiała zasnąć pod­czas czy­ta­nia.

Gerda wetknęła głowę do sypialni.

-?Och, księż­niczko Elso! -?powie­działa zdu­miona. -?Nie chcia­łam cię budzić. Chcia­łam tylko zawo­łać cię na kola­cję, zanim udam się do two­ich rodzi­ców.

-?Nic się nie stało, nie śpię -?powie­działa Elsa, wycią­ga­jąc sze­roko ramiona. Jeśli rodzice będą towa­rzy­szyć jej w kola­cji, ozna­czało to, że spo­tka­nie ojca z księ­ciem Wesel­ton się skoń­czyło, a jej matka wró­ciła. - Może pójdę do nich zamiast cie­bie?

Gerda pode­szła do łóżka Elsy i zaczęła wygła­dzać koc oraz poduszki.

-?Dzię­kuję, księż­niczko!

Sypial­nia Elsy znaj­do­wała się nad kom­na­tami jej rodzi­ców, które z kolei były umiesz­czone nad Wielką Salą, gdzie miała być podana kola­cja. Gdy Gerda zaj­mo­wała się upo­rząd­ko­wa­niem jej sypialni, Elsa udała się w dół scho­dami, po czym zatrzy­mała gwał­tow­nie, gdy usły­szała, że jej rodzice się kłócą. Rodzice ni­gdy się nie kłó­cili, więc Elsa była tak zasko­czona, że zaczęła pod­słu­chi­wać.

-?Musi być coś, co możemy zro­bić! Nie możemy tego dłu­żej cią­gnąć!

Mówiła jej matka.

-?Iduno, oma­wia­li­śmy to już nie raz. -?Jej ojciec brzmiał na sfru­stro­wa­nego. -?Nie mamy wyboru. Musimy cze­kać.

-?Mam dosyć cze­ka­nia! Żyjemy tak już zde­cy­do­wa­nie za długo!

-?Gdy magia wcho­dzi w grę, nie ma wyzna­czo­nej daty. Ostrze­gał nas.

Magia? Magia nale­żała do dzie­cię­cej wyobraźni, była tema­tem bajek. Dla­czego jej rodzice mie­liby roz­ma­wiać o czymś, co nie ist­nieje?

-?Byli­śmy zde­spe­ro­wani. Nie pomy­śle­li­śmy. Powin­ni­śmy byli spró­bo­wać odmie­nić ich los. Może gdy­by­śmy jesz­cze raz udali się do Wiel­kiego Pab­biego...

-?Nie! Nikt nie może nas tam zoba­czyć. Nawet twoje wyprawy do wio­ski stają się zbyt ryzy­kowne. Co by było, gdyby ktoś dowie­dział się, dokąd cho­dzisz? Z kim się widu­jesz? Wiesz, co by się stało, gdy­byś ją tu przy­pro­wa­dziła?

O kim oni mówią? Elsa pró­bo­wała usły­szeć jesz­cze wię­cej. Cho­dziło o to, gdzie mama zni­kała, gdy wycho­dziła z zamku? Nic z tego, co mówili, nie miało sensu.

-?Zawsze zacho­wuję dys­kre­cję i nie zaprze­stanę odwie­dzin. -?Głos matki brzmiał wyzy­wa­jąco. -?Już tyle nas omi­nęło.

-?To był jedyny spo­sób. Oboje to wiemy. Magia nie­długo prze­sta­nie dzia­łać.

-?Minęło ponad dzie­sięć lat, a ona nie osła­bła! To nie w porządku wobec żad­nego z nas, zwłasz­cza wobec Elsy.

Elsa oży­wiła się. Co to miało z nią wspól­nego?

-?Nic jej nie jest.

-?Wcale, że jest, Agnar­rze. Jest samotna.

Tak!, chciała krzyk­nąć Elsa. Jestem samotna. Jej matka znała jej naj­skryt­sze myśli. Przez to Elsa pra­wie zapra­gnęła zapła­kać z ulgi. Jed­nak nie rozu­miała, co to miało wspól­nego z ich kłót­nią.

-?Przed­sta­wimy ją więk­szej licz­bie osób. Książę Wesel­ton wspo­mniał o księ­ciu, z któ­rym mogłaby nawią­zać kon­takt. Pozwo­li­li­śmy jej przy­cho­dzić na kró­lew­skie wyda­rze­nia. Naj­waż­niej­sze jest to, że jest bez­pieczna. Obie są. Czy nie tego wła­śnie pra­gnę­li­śmy?

-?Zasłu­guje wie­dzieć, do czego jest zdolna, Agnar­rze.

-?I dowie się, gdy nadej­dzie odpo­wiedni czas. Nie zauwa­ży­li­śmy żad­nych oznak, że wciąż potrafi...

-?Tu jesteś, księż­niczko! -?Gerda poja­wiła się za Elsą, na co dziew­czyna pod­sko­czyła. -?Zasta­na­wia­łam się, czy się nie zgu­bi­łaś. Olina jest już gotowa podać kola­cję. Roz­ma­wia­łaś z rodzi­cami?

-?Ja... -?Policzki Elsy poczer­wie­niały, gdy rodzice wyszli na kory­tarz, prze­su­wa­jąc wzro­kiem mię­dzy nią, a Gerdą.

Matka poca­ło­wała ją w czoło.

-?Jak długo już tu sto­isz? -?spy­tała.

-?Wła­śnie docho­dzi­łam do waszych drzwi, gdy poja­wiła się Gerda - skła­mała.

Twarz matki roz­luź­niła się.

-?Bra­ko­wało mi dziś cie­bie. -?Splo­tła ręce z Elsą i ruszyła z nią kory­ta­rzem w stronę klatki scho­do­wej. -?Chcę posłu­chać, co robi­łaś, gdy mnie nie było.

-?Nic wiel­kiego. -?Była to prawda, cho­ciaż Elsa wie­działa, że o wielu rze­czach nie wspo­mniała. Pod­czas drogi na kola­cję rodzice roz­ma­wiali o bła­hych spra­wach, ale Elsa nie potra­fiła się na nich sku­pić. Wciąż myślała o ich kłótni i o tym, co powie­dział ojciec. Wiesz, co by się stało, gdy­byś ją tu przy­pro­wa­dziła?

Elsa nie mogła nie zasta­na­wiać się nad tym, kim była owa "ona".

Rozdział czwarty. Anna

ROZ­DZIAŁ CZWARTY

Anna

Jej łóżko było cie­płe i przy­tulne, a nie­ustę­pliwe puka­nie zda­wało się dobie­gać z daleka. Anna wytarła ślinę, która wycie­kła z jej ust i pró­bo­wała spać dalej, ale było to trudne. Ktoś wciąż jej prze­szka­dzał.

-?Anno?

Jej imię zabrzmiało niczym szept wia­tru. Nastą­piło po nim jesz­cze wię­cej iry­tu­ją­cego puka­nia.

-?Anno?

-?Hm? -?Anna odkle­iła kosmyk mokrych wło­sów z ust i usia­dła.

-?Prze­pra­szam, że cię budzę, ale...

-?Nie, nie, nie obu­dzi­łeś mnie. -?Anna ziew­nęła ze wciąż zamknię­tymi oczami. -?Wsta­łam już dawno temu.

Zwy­kle tak wła­śnie było. Zawsze wsta­wała przed świ­tem, by pomóc rodzi­com przy­go­to­wać chleb. Ich sklep, Pie­kar­nia Tomally, każ­dego dnia wypie­kała dzie­siątki bochen­ków i słod­ko­ści. Lecz poprzed­niej nocy Anna miała pro­blem zasnąć, a gdy już to zro­biła, jej sny były pełne nie­po­koju. Wciąż kogoś wołała, ale nie potra­fiła sobie przy­po­mnieć kogo, tylko że tęsk­niła za tą osobą. A teraz zdała sobie sprawę, że znów zaczyna odpły­wać w sen.

-?Anno?

Anna wydała z sie­bie gło­śne chark­nię­cie i znów obu­dziła się ze wzdry­gnię­ciem.

-?Co?

-?Czas się uszy­ko­wać. Dziś przy­jeż­dża Freya.

-?Oczy­wi­ście -?odparła Anna, a oczy znów zaczęły jej się zamy­kać. - Freya.

Zaraz. Co?

Otwo­rzyła sze­roko oczy.

-?Dziś przy­jeż­dża Freya!

Anna prak­tycz­nie wysko­czyła z łóżka i na bosaka pognała przez pokój, śli­zga­jąc się po pod­ło­dze. Nie zawra­cała sobie głowy spoj­rze­niem w lustro. Dłu­gie rude włosy, które roz­plą­tała z war­ko­czy poprzed­niego wie­czora na pewno nie były bar­dzo potar­gane, prawda? Hmm... może szybko zer­k­nie przed ścią­gnię­ciem piżamy. Spoj­rzała w lustro. Nie­do­brze. Jej włosy przy­po­mi­nały pta­sie gniazdo.

Czy miała dość czasu, by je uło­żyć?

Musiała to zro­bić.

Gdzie się podziała szczotka?

Powinna być na biurku, tak jak zawsze, ale jej tam nie było. Gdzie ją posiała?

Myśl, Anno. Pamię­tała, że szczot­ko­wała włosy rano, sie­dząc na ławeczce w oknie, bo miała z niej naj­lep­szy widok na Aren­delle. Patrze­nie na Aren­delle spra­wiało, że zaczy­nała o nim marzyć i roz­my­ślać, co by zro­biła, gdyby kie­dyś się tam prze­nio­sła. Pro­wa­dzi­łaby wła­sną pie­kar­nię, oczy­wi­ście, a jej cia­steczka byłyby tak popu­larne, że ludzie usta­wia­liby się w kolejki dniem i nocą, żeby je kupić. Pozna­łaby nowe osoby i zawarła przy­jaź­nie, a to wszystko brzmiało tak fan­ta­stycz­nie, że zaczęła śpie­wać, wiro­wać ze szczotką po pokoju... Och! Teraz przy­po­mniała sobie, gdzie ją rzu­ciła. Uklę­kła i spoj­rzała pod łóżko. Odzy­skała szczotkę i prze­su­wała nią po wło­sach, cho­dząc po pokoju.

Ręcz­nie malo­wana szafa z ubra­niami paso­wała do malun­ków na jej biurku, łóżku i wzo­rów na różo­wym kocu. Nama­lo­wała je razem z matką. Ojciec wyko­nał dla niej bujany fotel, w któ­rym sia­dała, by poczy­tać i zwy­kle otu­lała się mięk­kim bia­łym kocem. Jed­nak ulu­bio­nym pre­zen­tem, który dla niej zro­bił, był drew­niany zamek Aren­delle, który wyrzeź­bił na jej dwu­na­ste uro­dziny. Trzy­mała go na ławeczce w oknie, z któ­rego podzi­wiała zamek dniem i nocą. Jej różowy pokój nie był duży, ale i tak go uwiel­biała. Na drzwiach szafy wisiał nowy ciem­no­nie­bie­ski far­tuch z czer­wono-zie­lo­nym haftem, który zro­biła dla niej matka. Anna zacho­wała go na następną wizytę Freyi, a ta miała odbyć się dzi­siaj!

Jej rodzice byli tak zajęci pie­kar­nią, że nie pro­wa­dzili zbyt buj­nego życia towa­rzy­skiego, ale jej matka zawsze zna­la­zła czas na wizyty swo­jej naj­lep­szej przy­ja­ciółki, Freyi. Przy­jaź­niły się od dziecka i uwiel­biały spę­dzać razem czas. Freya zwy­kle odwie­dzała ich w Har­mon co drugi mie­siąc. Anna, jej matka i Freya spę­dzały cały dzień razem, pie­kąc i roz­ma­wia­jąc. Anna uwiel­biała słu­chać opo­wie­ści Freyi o Aren­delle, gdzie pra­co­wała jako kraw­cowa, a przy­no­szone przez nią pre­zenty spra­wiały Annie wielką przy­jem­ność. Por­ce­la­nowa lalka, ciemna cze­ko­lada, która topiła się jej na języku niczym lód, suk­nia balowa z zie­lo­nego jedwa­biu, przy­wie­ziona zza morza, która wisiała w jej sza­fie już od dwóch lat. Anna nie miała gdzie zało­żyć tak pięk­nej sukni, bo dni spę­dzała pokryta mąką i pla­mami z masła. Taka suk­nia zasłu­gi­wała, by wło­żyć ją na przy­ję­cie z tań­cami, pięk­nym oświe­tle­niem i dłu­gimi roz­mo­wami, nie pla­mami z mąki. W wio­sce odby­wały się przy­ję­cia, lecz Anna była tu jedyną pięt­na­sto­latką. Zakła­dała, że w Aren­delle było dużo wię­cej mło­dych osób niż w Har­mon.

Zało­żyła na sie­bie białą sukienkę i zie­lony swe­ter, chwy­ciła far­tuch, a potem skoń­czyła cze­sać włosy, cią­gnąc za wyjąt­kowo splą­tany koł­tun.

Roz­le­gło się ponowne puka­nie do drzwi.

-?Anno!

-?Już idę!

Słońce zaczęło już wsta­wać za jej oknem. Anna miała zada­nia do wyko­na­nia przed przy­by­ciem Freyi. Kobieta ni­gdy się nie spóź­niała, za to Anna miała ten­den­cję do roz­pra­sza­nia się i spóź­nia­nia kilka minut, nie­ważne, jak bar­dzo punk­tu­alna sta­rała się być.

Anna zgar­nęła buty z pod­łogi i pod­ska­ku­jąc, sta­rała się je wło­żyć, a zara­zem dotrzeć do drzwi. Pra­wie prze­wró­ciła swo­jego ojca, Johana, który cier­pli­wie cze­kał za drzwiami.

-?Tatku! -?Anna przy­tu­liła męż­czy­znę. -?Wybacz!

-?Nic się nie stało -?odparł, kle­piąc ją po ple­cach.

Był krą­głym męż­czy­zną, niż­szym od córki o co naj­mniej trzy­dzie­ści cen­ty­me­trów i zawsze pach­niał liśćmi mięty, które nie­ustan­nie żuł (przez więk­szość czasu męczył go ból brzu­cha). Był łysy od kiedy Anna pamię­tała, ale taki wygląd do niego paso­wał.

-?Dla­czego nie przy­po­mnia­łeś mi, że przy­jeż­dża Freya? -?spy­tała Anna, bez skutku pró­bu­jąc wygła­dzić włosy.

Śmiech ojca był głę­boki, wydo­by­wał się z jego okrą­głego brzu­cha (mawiał, że pró­bo­wał tyle samo cia­stek, co sprze­da­wał).

-?Anno, mówi­li­śmy ci o tym każ­dego dnia przez ostatni tydzień, a wczo­raj dwa razy.

-?Racja! -?zgo­dziła się Anna, choć nie była pewna, czy to sobie przy­po­mi­nała. Dzień wcze­śniej dostar­czyła dwa torty do sklepu "Wędro­wiec" Oakena z oka­zji uro­dzin bliź­nia­ków (Anna nale­gała, by każde miało swój tort), zanio­sła krum­kake do sali zgro­ma­dzeń w wio­sce na spo­tka­nie rady i ukrę­ciła nową par­tię swo­ich słyn­nych bał­wan­ko­wych cia­ste­czek, by nadą­żyć z zapo­trze­bo­wa­niem. Nawet w lecie były ulu­bio­nym sma­ko­ły­kiem dzieci.

Freya też je uwiel­biała. Zawsze pro­siła o paczuszkę, którą na odchod­nym zabie­rała ze sobą. Anna zasta­na­wiała się, czy zostało tro­chę cia­ste­czek, które mogłaby jej poda­ro­wać.

-?Powin­nam pójść pomóc mamie z otwar­ciem -?powie­działa ojcu i zbie­gła ze scho­dów. Prze­le­ciała przez przy­tulny dzienny pokój i małą kuch­nię, po czym wypa­dła przez drzwi pro­wa­dzące do przy­le­ga­ją­cej do ich domu pie­karni. Niska kobieta z brą­zo­wymi wło­sami stała już przy drew­nia­nym stole i mie­szała w misce mąkę i jajka. Pod­nio­sła wzrok na Annę i uśmiech­nęła się.

-?Naj­wyż­sza pora. -?Matka poca­ło­wała ją w poli­czek, zało­żyła Annie luźny kosmyk za prawe ucho i wypro­sto­wała jej far­tuch. Zawsze chciała, by Anna wyglą­dała ład­nie, gdy odwie­dzała ich Freya.

-?Wiem, prze­pra­szam -?powie­działa Anna, krą­żąc po pie­karni i spraw­dza­jąc wypieki wysta­wione na sprze­daż na ladzie. Tak jak podej­rze­wała, taca z bał­wan­ko­wymi cia­stecz­kami była pusta. -?I jesz­cze skoń­czyły się moje cia­steczka! Freya je uwiel­bia.

-?Wła­śnie mie­szam skład­niki, żeby zro­bić kolejną por­cję. -?W brą­zo­wych oczach matki odbi­jało się zmę­cze­nie.

Coraz cię­żej było jej pra­co­wać tyle godzin w pie­karni. Anna jak mogła sta­rała się nad­ro­bić pracę w cza­sie wol­nym mię­dzy lek­cjami, ale rodzice uparli się, że ma sku­pić się na nauce, nawet w waka­cje. Tata powta­rzał: "Pie­nią­dze są albo ich nie ma, ale nikt nie odbie­rze ci two­jego wykształ­ce­nia". Anna rozu­miała te słowa, ale przez to cza­sem jej dni były wypeł­nione pracą w rów­nym stop­niu, co dni jej rodzi­ców: wsta­wała wcze­śnie, pie­kła, wyko­ny­wała obo­wiązki domowe, szła do szkoły albo uczyła się w domu, pra­cu­jąc nad umie­jęt­no­ściami czy­ta­nia, pisa­nia i mate­ma­tyką. Potem pra­co­wała w pie­karni i padała na łóżko, po czym budziła się, by robić to samo następ­nego dnia. Nie pozo­sta­wało jej zbyt dużo czasu na przy­kład na przy­jaź­nie. To dla­tego tak wycze­ki­wała odwie­dzin Freyi; były prze­bły­skiem życia poza Har­mon.

Zapraszamy do zakupu pełnej wersji książki