Kraina mrozu. Mroczne opowieści (edycja kolekcjonerska) - Jen Calonita


Reflow text when sidebars are open.
ROZDZIAŁ PIERWSZY
Elsa
-?Przedstawiam Elsę, księżniczkę Arendelle!
Elsa wyszła z cienia rodziców prosto w słońce. Jej lud czekał, gromkimi brawami witając jej obecność na placu w wiosce. Musiały zebrać się setki poddanych, młodszych i starszych. Wymachiwali flagami z herbem rodziny królewskiej, rzucali kwiaty i wiwatowali. Dzieci siedziały wysoko na ramionach ojców, niektórzy ludzie stali na dachach powozów, a jeszcze inni wychylali się ze znajdujących się nieopodal okien. Wszyscy chcieli dobrze przyjrzeć się księżniczce. Jej rodzice przywykli do interakcji z ludem królestwa, ale Elsa w wieku osiemnastu lat dopiero niedawno została zaproszona, by towarzyszyć im w oficjalnych wystąpieniach.
Prawdę mówiąc, wciąż wolała żyć w cieniu, ale obowiązki wzywały.
-?Witaj, księżniczko Elso! -?krzyczeli ludzie. Elsa wraz z rodzicami stała na podwyższonej platformie zbudowanej na tę okazję. Górowała nad ogromnym dziedzińcem przed bramą do zamku, co zapewniało Elsie dobry punkt obserwacyjny, ale jednocześnie sprawiało, że czuła się jak wystawiona na tacy. Taki pewnie był zamysł.
-?Spójrz! To księżniczka Arendelle -?usłyszała głos matki przemawiającej do córeczki. -?Czy nie jest piękna? Podaruj jej swój prezent.
Dziewczynka stała przed sceną, trzymała bukiet fioletowych wrzosów, ulubionych kwiatów Elsy. Za każdym razem, gdy wyciągała rękę, by wręczyć Elsie bukiet, była spychana przez tłumy.
Elsa spojrzała na swoją matkę w poszukiwaniu rady. Królowa lekko potaknęła. Elsa zeszła ze schodów, przytrzymując dół bladoniebieskiej sukni, do której na dzisiejszą okazję dobrała pasujący żakiet. Wraz z matką dzieliły jasną barwę oczu, lecz Elsa przypominała bardziej tatę, z jasnoblond włosami, które zwykle nosiła w warkoczu zaplecionym w kok na karku.
-?Dziękuję za śliczne kwiaty -?powiedziała Elsa dziecku, uprzejmie przyjmując bukiet, po czym z powrotem wkroczyła po schodach na podwyższenie, by przemówić do tłumu. Ojciec uczył ją wyjątkowej mocy występowania przed ludźmi.
-?Cieszymy się, że wszyscy mogliście do nas dołączyć tego popołudnia na odsłonięciu rzeźby rodziny królewskiej, którą Axel Ludenburg był łaskaw podarować naszemu królestwu -?rozpoczęła. Lud zaklaskał. -?Jedna uwaga przed odsłonięciem: jako że pan Ludenburg pracował nad tym dziełem latami, podejrzewam, że ukształtowana z brązu będę wyglądać znacznie młodziej, niż teraz, stojąc tu przed wami.
W tłumie rozległy się chichoty. Elsa z dumnym wyrazem twarzy obejrzała się na ojca. Ten fragment był jej pomysłem. Ojciec posłał jej zachęcający uśmiech.
-?Jego zasługi dla królestwa są nieskończone. -?Elsa uśmiechnęła się do rzeźbiarza. -?A teraz, bez zbędnej zwłoki, pragnę przedstawić pana Ludenburga. -?Elsa przesunęła się, pozwalając, by dołączył do nich starszy dżentelmen.
-?Dziękuję, księżniczko. -?Pan Ludenburg ukłonił się jej; jego biała broda prawie dotknęła jego kolan, po czym odwrócił się do tłumu. - Jestem wdzięczny królowi Agnarrowi, królowej Idunie oraz naszej wspaniałej księżniczce Elsie, za pozwolenie mi stworzenia rzeźby na ich cześć. Żywię nadzieję, że owe dzieło powita każdego gościa podróżującego z bliższych i dalszych wiosek, by odwiedzić zamek Arendelle i stanąć w jego bramach. -?Spojrzał na swojego asystenta, który rzucił się do przodu, rozwiązał sznur wokół materiału zakrywającego rzeźbę stojącą na środku fontanny i zdjął go. -?Przedstawiam rodzinę królewską Arendelle!
W tłumie rozległo się głośne westchnienie, a po nim nastąpił energiczny aplauz.
Był to pierwszy raz, gdy król, królowa i Elsa zobaczyli ukończoną rzeźbę. Elsa pamiętała, że pozowała do szkiców pana Ludenburga, gdy miała jakieś jedenaście lat, ale prawie zapomniała, że artysta pracował nad rzeźbą, aż do niedawna, gdy ojciec poinformował ją, że to ona będzie przemawiać na wydarzeniu z okazji jej oficjalnego odsłonięcia.
-?Jest piękna -?powiedziała Elsa panu Ludenburgowi. I mówiła szczerze.
Patrzenie na rzeźbę z brązu było jak oglądanie chwili zamrożonej w czasie. Pan Ludenburg perfekcyjnie ukształtował obraz rodziny królewskiej. Młody władca wyglądał iście królewsko w koronie i szacie, stojąc przy pięknej królowej we wspaniałej sukni i z diademem na głowie. W parę królewską wtulało się ich jedyne dziecko -?księżniczka Elsa z Arendelle, która wyglądała na dużo młodszą, niż jej osiemnastoletnia wersja.
Na widok siebie w wieku jedenastu lat Elsę zalała fala emocji. Dla jedynaczki, życie na zamku było samotne. Jej rodzice byli zajęci sprawami królestwa, a mimo że ona pobierała liczne nauki, i tak spędzała większość czasu błąkając się po pustych pokojach i patrząc na ulatujący czas. Oczywiście, rodzice znaleźli jej towarzystwo do zabawy wśród dzieci namiestników i szlachty, ale to nie było to samo, co posiadanie rodzeństwa, z którym by się dorastało i któremu można by się zwierzyć. Był to ciężar, który nosiła sama, nigdy nie chcąc obciążyć rodziców swoimi odczuciami. Po urodzeniu Elsy, jej matka nie mogła mieć już dzieci.
-?Czy nasza rzeźba nie jest piękna, mamo? -?spytała Elsa.
Matka stała przy niej w ciszy. Elsa obserwowała, jak jej niebieskie oczy oglądają każdy centymetr brązowej statuy, a potem matka wydała z siebie głębokie, prawie niesłyszalne westchnienie. Gdy spojrzała na córkę, jej oczy wydały się smutne.
-?Jest, naprawdę -?odpowiedziała i uścisnęła dłoń córki. -?To uroczy portret naszej rodziny i tego, kim jesteśmy. Czyż nie? -?spytała króla.
Jak na tak radosną okazję, jej rodzice wydawali się nieco melancholijni. Czy chodziło o to, że statua przypomniała im czasy, gdy byli dużo młodsi? Czy smucili się na myśl, jak szybko upłynął czas? Ojciec od zawsze mówił o dniu, w którym Elsa przejmie tron, mimo że wciąż był pełnym energii królem. Elsa zastanawiała się, co wprawiło ich w smutek, lecz zachowała te myśli dla siebie. Nie było jej rolą publicznie poddawać w wątpliwość swoich rodziców.
-?Tak, to prawdziwy zaszczyt -?odparł tata i spojrzał na Elsę. Wyglądał, jakby chciał jeszcze coś dodać, ale ugryzł się w język. -?Powinnaś podziękować swoim poddanym za przyjście, Elso -?powiedział w końcu. -?W zamku odbędzie się kolacja na cześć pana Ludenburga, więc musimy wracać i przygotować się, by powitać wszystkich gości.
-?Tak, tato -?odpowiedziała Elsa i zrobiła, jak jej polecono.
***
-?Za Axela Ludenburga i jego wybitne dzieło! -?powiedział król, unosząc swój kielich wysoko nad stołem bankietowym w Wielkiej Sali. Pozostali goście uczynili to samo.
-?Za Axela! -?zawołali i stuknęli się kieliszkami.
Potrawy były obfite, towarzystwo hałaśliwe, a miejsca przy długim stole zapełnione co do jednego. Król poprosił lorda Peterssena, swego najbardziej zaufanego przyjaciela, by dołączył do świętowania. Była tu również rodzina pana Ludenburga, przypłynęła statkiem z kraju o nazwie Weselton, długoletniego partnera Arendelle w handlu. Książę Weselton przybył razem z nimi i zajął miejsce przy Elsie.
-?I za Arendelle i Weselton! -?dodał książę. Bardzo dużo mówił jak na tak małego mężczyznę. Kiedy wstał, Elsa nie mogła nie zauważyć, że był co najmniej o trzydzieści centymetrów niższy od większości gości. - Niech żyją nasze kraje, niech wspólnie się rozwijają i kwitną!
-?Za Arendelle i Weselton! -?zawtórowali wszyscy.
Elsa stuknęła się kieliszkiem z matką.
-?Tak się cieszę, że w końcu mieliśmy okazję, by wspólnie zjeść kolację -?powiedział książę do mamy, gdy zabrano talerze po kolacji, a służba szykowała się do podania deseru. -?To przyjemność poznać księżniczkę i na własne oczy zobaczyć jasną przyszłość Arendelle. -?Zmarszczył brwi. - Już dawno temu zauważyłem, że nie pojawia się na zbyt wielu publicznych wydarzeniach.
Elsa grzecznie odwzajemniła uśmiech, ale nic nie odpowiedziała. Jedną z ról bycia księżniczką, jak przypominała jej mama, było słuchać, lecz nie odzywać się, aż nie trzeba będzie powiedzieć czegoś ważnego.
-?Elsa jest tak zajęta naukami, że jeszcze nie prosiliśmy jej, by towarzyszyła nam na wielu publicznych wystąpieniach -?poinformowała mama i spojrzała na pana Ludenburga. -?Lecz oczywiście, nie mogliśmy pozwolić, by ominęło ją odsłonięcie naszej rodzinnej rzeźby. Właśnie o to chodzi w dzisiejszym wieczorze: o rodzinę.
Elsa zasłoniła usta, by ukryć ironiczny uśmiech. Jej matka miała dryg do utrzymywania głównego tematu rozmowy.
To pierwszy raz, gdy Elsa zobaczyła księcia Weselton. Mogła już stwierdzić, że wolała księcia Blakeston, który miał miłe oczy i zawsze, kiedy odwiedzał zamek, kieszenie miał wypełnione czekoladą, którą przemycał księżniczce podczas szczególnie nudnych dyskusji przy stole.
Poprawka: podczas ważnych negocjacji. Jak przypominała jej matka, Elsa musiała być gotowa, by przejąć tron, gdy nadejdzie czas. Ostatnio dzieliła swój czas pomiędzy lekcje kaligrafii, nauki oraz rządzenia krajem z guwernantką, a także spotkania taty. Była już wystarczająco dorosła, by brać udział w bankietach wyprawianych w zamku, a było ich wiele. Przeminęły już czasy, gdy była wypychana, by przywitać się z gośćmi, a potem odsyłana do innej sali, by zjeść kolację. Życie było mniej samotne, lecz wciąż pragnęła mieć w nim rówieśnika, któremu mogłaby się zwierzyć. Dni zorganizowanych zabaw już dawno się skończyły.
-?Racja, racja! Lecz jest zbyt wielkim atutem, by zamykać ją w zamku. - Książę walnął w stół, jakby chciał podkreślić swoje racje. Gdy mówił, tak żywo się poruszał, że tupecik skakał mu z tyłu głowy.
-?Słuszna uwaga, Wasza Książęca Mość -?stwierdził lord Peterssen, dołączając do konwersacji. -?To już młoda dama, gotowa, by wziąć udział w królewskich rozmowach.
Elsa uśmiechnęła się do niego. Tata i lord Peterssen byli ze sobą tak blisko, że nie był on tylko doradcą; był częścią rodziny. Elsa zawsze myślała o nim jak o wujku. I jak na wujka przystało, lord ostrzegł ją przed kolacją o tendencji księcia do wścibiania nosa w nie swoje sprawy.
-?Właśnie! -?zgodził się książę. -?Księżniczko Elso, jestem przekonany, że podczas nauk dowiedziałaś się wiele o fiordach oraz ich znaczącej roli. -?Elsa przytaknęła. -?Cóż, w Weselton to mój dziadek odkrył pierwszy fiord. To właśnie dzięki niemu...
Książę przynudzał i przynudzał, aż lord Peterssen nie odchrząknął.
-?Fascynujące, wasza miłość! Być może dokończymy tę rozmowę później? Chyba właśnie podają deser. -?Odwrócił się, zanim książę mógłby mu przerwać. -?Panie Ludenburg, mam nadzieję, że wciąż jest pan głodny!
Jakby na zawołanie, w drzwiach pojawiła się służba z paterami owoców i słodkości, które umieścili na stole.
-?W Weselton mamy wszystkie te łakocie, a nawet więcej -?zaczął książę i poczęstował się kawałkiem ciasta oraz dwoma ciasteczkami.
Elsa wiedziała, że nie powinna tak myśleć, ale "Weselton" brzmiało bardzo podobnie do "Weaseltown", a książę właściwie miał w sobie coś z łasicy1. Spojrzała na tatę. Czy kiedykolwiek zauważył to powiązanie pomiędzy księciem, a nazwą jego kraju? Jego myśli zawsze trudno było odczytać. W tej chwili rozmawiał na boku z żoną pana Ludenburga. Lord Peterssen rozmawiał o następnym projekcie artysty z nim samym, co sprawiło, że książę, mama i Elsa nie byli zajęci rozmową.
-?Wasza Królewska Mość, masz uroczą córkę -?powiedział książę, przez co Elsa od razu poczuła się winna swoich poprzednich myśli. -?Będzie z niej świetna królowa.
-?Dziękuję -?odparła mama. -?Naprawdę będzie świetna.
-?Rodzice dobrze mnie przygotowali -?dodała Elsa, uśmiechając się do mamy. -?Gdy przyjdzie mój czas, wiem, że będę gotowa, by rządzić Arendelle.
Książę przyjrzał się jej, zainteresowany.
-?Tak! Tak! Jestem tego pewien. Szkoda tylko, że jesteś jedyną dziedziczką. Dlaczego na Wyspach Południowych król ma trzynastu synów w kolejce do tronu?
Elsa ścisnęła swój kielich stojący na stole, by powstrzymać się przed powiedzeniem czegoś, czego by pożałowała. Naczynie było dziwnie chłodne.
-?Panie, nie sądzę, by...
Mama jej przerwała.
-?Elsa próbuje powiedzieć, że to bardzo wielu dziedziców. -?Mama widocznie się nie przejęła, jako że wcześniej już ją o to pytano. -?Moim przeznaczeniem było powić tylko jedno dziecko, ale świat jest pełen niespodzianek. -?Spojrzała na Elsę, jej oczy błyszczały. -?Wiem, że w przyszłości świetnie sobie poradzi.
-?Nasze królestwo potrzebuje tylko jednego silnego przywódcy -?dodała Elsa stanowczym głosem. -?I już go ma, w mojej osobie.
Książę zmarszczył brwi.
-?Tak, ale gdyby coś miało stanąć na przeszkodzie, byś zasiadła na tronie...
-?Jesteśmy całkowicie przygotowani, by wprowadzić Arendelle w przyszłość, zapewniam cię, książę -?odparła mama z uśmiechem.
Książę podrapał się po głowie, jego tupecik lekko się przekrzywił. Podniósł wzrok znad okularów i przesuwał nim między królową, a Elsą.
-?Za parę lat będzie już w odpowiednim wieku. Czy na horyzoncie są jacyś potencjalni zalotnicy? Połączenie między naszymi narodami lub z innym partnerem w handlu byłoby doprawdy korzystne.
Elsa wbijała wzrok w serwetkę na kolanach. Czuła, jak palą ją policzki.
-?Elsa ma mnóstwo czasu, by znaleźć zalotnika -?odparła mama. -?Na razie chcemy, by nasza córka skupiła uwagę na obowiązkach wobec królestwa.
Test z umiejętności rządzenia krajem, który tego ranka przygotowała dla niej guwernantka, był dużo bardziej pilną kwestią niż znalezienie zalotnika.
-?Dziękuję, że o mnie pomyślałeś, Wasza Książęca Mość -?dodała Elsa. - Gdy znajdę już zalotnika, z pewnością dowiesz się o tym jako jeden z pierwszych. -?Drwiła z niego, ale książę zdawał się usatysfakcjonowany jej odpowiedzią. Mama posłała jej karcące spojrzenie, ale Elsa nie mogła się powstrzymać.
Gdy książę w końcu odszedł, a pan Ludenburg i jego rodzina się pożegnali, król, królowa i Elsa udali się do swych prywatnych komnat.
-?Dobrze sobie poradziłaś -?pochwaliła ją mama. -?Znakomicie prowadziłaś rozmowy i zaimponowałaś księciu znajomością negocjacji handlowych.
-?Wyglądał na zdziwionego, że aż tyle wiem-?odparła Elsa. Czuła napięcie w ramionach, jak gdyby przez cały wieczór nosiła na barkach ciężar królestwa. Zaczynała odczuwać ból głowy i tęskniła za ciszą swojej sypialni.
-?Jestem z ciebie bardzo dumny -?wyznał tata, po raz pierwszy tego wieczoru opuszczając gardę. Uśmiechnął się do mamy i położył jej rękę na ramieniu.
Elsa uwielbiała patrzeć na swoich rodziców. Wciąż wyglądali na zakochanych. Trudno było nie zazdrościć łączącej ich więzi.
-?Kiedyś będzie z ciebie znakomita królowa, Elso -?dodał.
-?Dziękuję, tato -?odparła, ale nie zastanawiała się nad tym zbytnio.
Do zostania królową miała jeszcze mnóstwo czasu.
ROZDZIAŁ DRUGI
Elsa
-?W poniedziałki poddani są zapraszani, by spotkać się z twoją matką i ze mną, by omówić wszelkie kwestie, które ich niepokoją w związku z królestwem. Uważam, że najlepiej będzie, jak utrzymamy te cotygodniowe spotkania. Ty i lord Peterssen możecie się na nie udać i wysłuchać zmartwień poddanych. Bądź pełna współczucia, taktowna i obiecaj przekazać nam wszelkie skargi po naszym powrocie. A teraz wtorki... Elso? Czy ty słuchasz?
-?Tak, tato -?odparła, ale prawdę mówiąc, myślami była gdzie indziej.
Siedzieli w bibliotece, omawiając tygodniowy harmonogram, ale Elsa była rozkojarzona. Na przestrzeni lat spędziła w tym pomieszczeniu wiele czasu i nawet jako mała dziewczynka pozwalała umysłowi błądzić, gdy otaczały ją wszystkie te księgi. W ciemnym pomieszczeniu znajdowały się rzędy półek wypełnionych książkami, od podłogi aż po sufit. Jej ojciec uwielbiał czytać i zawsze miał na biurku kilka otwartych książek. Tego dnia patrzył na księgę, która zdawała się nie być napisana w ich języku. Była wypełniona symbolami i rysunkami trolli. Elsa bardzo chciała wiedzieć, co studiował jej ojciec, ale nie zapytała.
W tej właśnie chwili ojciec chciał, by Elsa wiedziała, co robić podczas nieobecności jego i mamy. Za kilka dni mieli wyruszyć w dyplomatyczną podróż na co najmniej dwa tygodnie. Elsa nie mogła sobie przypomnieć, kiedy ostatnio nie było ich tak długo. Część niej się denerwowała. Elsa wiedziała, że będzie zajęta swoją pracą i spotkaniami ojca, ale już tęskniła za rodzicami, a oni nawet jeszcze nie wyruszyli.
Ojciec złożył ręce na kolanach i posłał jej niewielki uśmiech.
-?Co się dzieje, Elso?
Nawet gdy byli tylko we dwójkę, ojciec wciąż wyglądał jak król. Nie chodziło tylko o to, że zawsze ubierał się dostojnie, zakładał mundur z wieloma medalami, a na jego szyi wisiał herb Arendelle. Czy rozmawiał z zagranicznymi dygnitarzami, czy dziękował zamkowej służbie, jego zachowanie zawsze wydawało się królewskie. Miał władzę i sprawował kontrolę nawet, gdy nie musiał -?na przykład podczas partyjki w szachy ze swoją jedyną córką. Ona wciąż czasem była nieśmiała. Po prostu miała taką osobowość. Czy to dlatego, że nie miała zbyt wielu rówieśników do rozmowy? Przemawianie przed wielkim tłumem na wydarzeniu pana Ludenburga ją stresowało. Jej ojciec nigdy nie wyglądał na zdenerwowanego. Czy taka pewność siebie przychodziła z czasem?
-?Nic -?skłamała. Nie sposób wyrazić kilkoma słowami wszystkiego, o czym myślała.
-?Ach, właśnie, że coś. -?Pochylił się na krześle i przyjrzał jej uważnie. -?Znam to spojrzenie. Rozmyślasz nad czymś. Twoja matka mówi, że gdy się zadumam, w moich oczach pojawia się nieobecne spojrzenie. A ty, moje dziecko, jesteś bardzo do mnie podobna.
-?Naprawdę? -?Elsa odgarnęła niewidzialny kosmyk włosów z oczu.
Była dumna, że przypomina tatę. Ubóstwiała matkę i uwielbiała spędzać z nią czas, ale często nie była w stanie stwierdzić, co myśli. Mamie zdarzało się gubić wątek, gdy wchodziła do sypialni Elsy albo zaczynała coś mówić i raptownie przerywała. Utrzymywał się w niej pewien smutek, którego przyczyny Elsa nie potrafiła dociec.
Weźmy na przykład ten dzień. Mama latami, raz na dwa miesiące, znikała na cały dzień. Elsa nie miała pojęcia, dokąd się udawała i ani tata, ani ona nigdy jej tego nie wytłumaczyli. Tym razem Elsa nie mogła się powstrzymać. Była zmęczona tajemnicami, więc w końcu zebrała się na odwagę, by zapytać mamę, czy może jej towarzyszyć. Mama wyglądała na zaskoczoną, potem zmartwioną, a w końcu spojrzała przepraszająco.
-?Bardzo chciałabym cię zabrać, kochanie, ale muszę to zrobić sama. - Dotknęła policzka Elsy, jej oczy wypełniły się łzami, które tylko jeszcze bardziej zdezorientowały córkę. -?Chciałabym, żebyś mogła ze mną pójść. -?Ale i tak poszła sama.
Z tatą było inaczej.
-?Nie myślę o niczym ważnym, tato. Naprawdę.
-?Coś się dręczy, Elso -?naciskał. -?O co chodzi?
Czuła się głupio, chcąc powiedzieć, że nie chciała, by wyjeżdżali, ale była to część problemu. Podczas ich nieobecności, Arendelle było w jej rękach. Owszem, doradcy i lord Peterssen byli na miejscu, gdyby należało zająć się czymś ważnym, ale to ona była twarzą królestwa podczas nieobecności rodziców i czuła, jak waga tego zadania zaczyna jej ciążyć. Wkrótce wrócą i życie będzie takie, jak wcześniej, ale ich podróż zdawała się stałym przypomnieniem, że pewnego dnia będzie musiała rządzić sama. A ta myśl była przerażająca.
-?Elso?
Dwa tygodnie w tym wielkim zamku. Sama. Elsa nie była pewna, czy to zniesie.
-?Na pewno musicie jechać? -?spytała. Nie mogła się powstrzymać.
-?Poradzisz sobie, Elso -?obiecał.
Rozległo się pukanie do drzwi.
-?Wasza Wysokość? -?Wszedł Kai. Pracował w zamku jeszcze przed narodzinami Elsy. Król rządził w królestwie, a Kai na zamku. Zawsze wiedział, gdzie wszystko i wszyscy powinni być. Był tak istotną częścią życia króla i królowej, że nawet jego sypialnia znajdowała się przy ich komnatach. Kai pociągnął za luźną nitkę marynarki zielonego garnituru, który zawsze miał na sobie. -?Książę Weselton przybył do pana.
-?Dziękuję. Proszę, przekaż mu, że niedługo spotkamy się w sali rady - odparł tata.
-?Tak jest, Wasza Wysokość. -?Kai uśmiechnął się do Elsy i zniknął.
Tata odwrócił się do niej.
-?Wyglądasz, jakbyś miała do powiedzenia coś więcej.
Do powiedzenia było za dużo na tak krótką chwilę.
-?Chciałam ustalić, co zaproponować na spotkaniu z poddanymi - powiedziała zamiast tego. -?Podajecie jedzenie? Myślę, że miło będzie, gdy poddani będą mogli się pożywić po podróży do zamku, by się z nami zobaczyć. Co sądzisz?
Uśmiechnął się.
-?Sądzę, że to znakomity pomysł. Zawsze lubiłem twoje ciasteczka krumkake.
-?Moje ciasteczka? -?Elsa nie mogła sobie przypomnieć, by kiedykolwiek piekła coś dla ojca. -?Przypisujesz mi zasługi za coś, co pewnie przyrządziła Olina, ale z chęcią o nie poproszę.
Olina prowadziła kuchnię na zamku i nadzorowała całą służbę. Kiedy Elsa była dziewczynką, często wymykała się do kuchni, żeby z nią posiedzieć. Od dawna tego nie robiła. I nie przypominała sobie, by kiedykolwiek piekła ciasteczka.
Tata zmarszczył brwi.
-?Racja. Mimo to, byłyby świetne. Może Olina przyrządzi je dla naszych gości.
Elsa zaczęła wstawać.
-?Coś jeszcze, tato?
-?Tak. -?Wstał. -?Zanim pójdziesz, jest coś, co chciałbym ci dać. Chodź ze mną, proszę.
Elsa podążyła za tatą do sypialni rodziców i patrzyła, jak podchodzi do regału na książki stojącego wzdłuż jednej ze ścian, po czym naciska jeden z tomów. Cała ściana otworzyła się jak drzwi. Za nią znajdowała się nieduża, pogrążona w ciemności komnata. Elsie nie udało się dostrzec, dokąd ojciec się udał, ale i on nie powiedział, by za nim podążyła. Zamek był pełen ukrytych korytarzy i komnat jak ta. Dawno, dawno temu razem z tatą bawili się w chowanego w takich przejściach, ale teraz Elsa wiedziała, że służyły one do odgrodzenia rodziny królewskiej dla bezpieczeństwa w razie inwazji.
Kilka chwil później ojciec wrócił z dużym, zielonym, drewnianym pudełkiem. Miało rozmiar tacy do śniadania i było ręcznie malowane w białe i złote kwiatowe motywy, przedstawiające krokusa żółtokwiatowego, oficjalny kwiat Arendelle. Wieko pudełka wyginało się w piękny łuk.
-?Chcę, żebyś to wzięła. -?Postawił pudełko na stoliku przed nią. Elsa palcami prześledziła złoty herb królestwa wygrawerowany na półokrągłym wieku. Pudełko było identyczne jak to, które jej ojciec trzymał na biurku i zabierał ze sobą, gdy spotykał się z doradcami. Zwykle znajdowały się w nim ważne dekrety do podpisania, a także prywatne dokumenty, listy od wojskowych i sąsiednich królestw. Od dzieciństwa wpajano jej, że tym pudełkiem nigdy nie powinno się bawić.
-?Mogę? -?spytała. Jej dłoń zawisła nad zasuwą. Ojciec przytaknął.
Pudełko było puste, a jego wnętrze wyściełane grubym zielonym aksamitem.
-?To pudełko zostało wykonane na twoje panowanie -?wyjaśnił, a Elsa spojrzała na niego zdumiona. -?Jako że jesteś następna w kolejce do tronu i już za kilka lat osiągniesz odpowiedni wiek, twoja matka i ja uznaliśmy, że nadszedł czas, byś miała swoje do przechowywania ważnych rzeczy.
-?Tato, jest piękne -?odparła. -?Ale nie potrzebuję go teraz.
-?Nie -?zgodził się łagodnie. -?Ale kiedyś będziesz go potrzebować i chcieliśmy, byś była gotowa. Kai i służba wiedzą, jak to pudełko wygląda, a także, że jego zawartość jest prywatna. Cokolwiek w nim umieścisz, Elso, będzie przeznaczone tylko dla twoich oczu. Twoje tajemnice są w nim bezpieczne. Na razie sugeruję, byś trzymała je w swojej komnacie. -?Jego oczy spotkały się z jej, by upewnić się, że zrozumiała.
Elsa przesunęła palcami po zielonym aksamitnym wnętrzu.
-?Dziękuję, tato.
Ojciec nakrył jej dłoń swoją.
-?Może jeszcze tego nie czujesz, ale pewnego dnia całe twoje życie zmieni się w sposób, którego nie potrafisz sobie nawet wyobrazić. - Zawahał się. -?Obiecaj mi, że kiedy to się stanie, a mnie nie będzie, bym mógł cię poprowadzić...
-?Tato...
Przerwał jej.
-?Obiecaj mi, że kiedy nadejdzie ten dzień, zwrócisz się do tego pudełka o radę.
Zwrócić się o radę? To pudełko. Piękne, ale tylko pudełko. Mimo to, otrzymanie takiego samego pudełka, jakiego używali tata, a także królowie i królowe przed nim, było dużym krokiem.
-?Obiecuję -?rzekła.
Pocałował ją w czoło.
-?Odłóż je w bezpieczne miejsce.
Elsa podniosła pudełko i ruszyła w stronę drzwi sypialni rodziców. Tata podążył za nią na korytarz, obserwując ją.
-?Obiecuję -?przysięgła.
Tata się uśmiechnął, po czym wrócił do pracy w bibliotece.
Elsa skierowała się do swojej sypialni, niosąc pudełko w ramionach. Było ciepło, lekki wiaterek przedostał się do środka przez otwarte okna, niosąc ze sobą dźwięki wioski. Elsa przystanęła przy oknie nieopodal i wpatrywała się w świat przed sobą, ponad murami zamku i za dziedzińcem. Wioska tętniła życiem, była pełna ludzi. Konie i powozy wjeżdżały i wyjeżdżały. Fontanna przy bramach zamku, na której stała ich rzeźba, wyrzucała wodę wysoko w powietrze niczym gejzer. W fontannie pluskały się dzieci w ubraniach, by się schłodzić. Elsa oglądała, jak matka wyciąga z wody syna i go beszta. Pomimo jej łajania, wyglądało na to, że chłopiec dobrze się bawił. Kiedy Elsa ostatnim razem dobrze się bawiła?
Żałowała, że nie było mamy, z którą mogłaby wypić popołudniową herbatę. Jaka szkoda, że siedziała sama w zamku w takie ciepłe, letnie popołudnie. Gdzie podziewała się mama w tak piękny dzień? Dlaczego nie pozwoliła, by Elsa do niej dołączyła?
-?Potrzebujesz czegoś, księżniczko Elso? -?spytała Gerda. -?Może wody? Jaki dzisiaj upał!
Podobnie do Kaia, Gerda pracowała w zamku jeszcze przed narodzinami Elsy. Zawsze troszczyła się, by Elsie niczego nie brakowało. W tej chwili niosła tacę ze złotymi kielichami pełnymi chłodnej wody. Elsa podejrzewała, że były przeznaczone dla jej ojca i księcia.
-?Dziękuję, Gerdo, nie trzeba -?odparła Elsa.
Gerda pospieszyła dalej.
-?Dobrze. Póki pamiętasz, żeby się schładzać. Nie chcę, żebyś się przegrzała!
Elsa ruszyła, ściskając mocniej pudełko. Musiała znaleźć coś do zrobienia, by zabić czas do powrotu mamy. Może Gerda miała rację: powinna się schłodzić. Mogłaby przejść się na spacer po dziedzińcu. Albo może przez chwilę poczyta. Ojciec wręczył jej kilka książek, które miała przejrzeć, by zrozumieć porozumienia Arendelle z innymi królestwami.
Elsa wiedziała, że ojciec chciał, by zapoznała się z rzeczami, które przydadzą się jej w przyszłości, ale w tej chwili czytanie o umowach królestwa nie brzmiało ani trochę kusząco. Elsa otwarła drzwi swojej sypialni i podeszła do biurka, które miała od dzieciństwa. Odłożyła na nie pudełko i przez chwilę się w nie wpatrywała. Przy reszcie jej rzeczy, zielone pudełko wyglądało jak z innej bajki.
Może tak święte pudełko nie powinno stać na widoku. Jakie ważne dokumenty ma do niego włożyć? Do kogo powinna kierować swoją korespondencję? Nie, na razie nie była królową. Pudełko nie było jej potrzebne i Elsa miała nadzieję, że będzie tak jeszcze przez bardzo długi czas. Podeszła do swojego kufra posagowego. Palcami musnęła literę "E" ręcznie naniesioną na wieku pudełka i bezpieczne złożyła je w środku, a potem nakryła kocem, który wykonała dla niej matka, gdy Elsa była dzieckiem. Zamknęła pokrywę kufra. Chwilę później sięgnęła po książkę leżącą na stoliku nocnym, niemal całkowicie zapominając o pudełku.
ROZDZIAŁ TRZECI
Elsa
Elsa usłyszała pukanie do drzwi i obudziła się ze wzdrygnięciem. Późne popołudnie rzucało na ściany cienie wspinające się po ich powierzchni. Musiała zasnąć podczas czytania.
Gerda wetknęła głowę do sypialni.
-?Och, księżniczko Elso! -?powiedziała zdumiona. -?Nie chciałam cię budzić. Chciałam tylko zawołać cię na kolację, zanim udam się do twoich rodziców.
-?Nic się nie stało, nie śpię -?powiedziała Elsa, wyciągając szeroko ramiona. Jeśli rodzice będą towarzyszyć jej w kolacji, oznaczało to, że spotkanie ojca z księciem Weselton się skończyło, a jej matka wróciła. - Może pójdę do nich zamiast ciebie?
Gerda podeszła do łóżka Elsy i zaczęła wygładzać koc oraz poduszki.
-?Dziękuję, księżniczko!
Sypialnia Elsy znajdowała się nad komnatami jej rodziców, które z kolei były umieszczone nad Wielką Salą, gdzie miała być podana kolacja. Gdy Gerda zajmowała się uporządkowaniem jej sypialni, Elsa udała się w dół schodami, po czym zatrzymała gwałtownie, gdy usłyszała, że jej rodzice się kłócą. Rodzice nigdy się nie kłócili, więc Elsa była tak zaskoczona, że zaczęła podsłuchiwać.
-?Musi być coś, co możemy zrobić! Nie możemy tego dłużej ciągnąć!
Mówiła jej matka.
-?Iduno, omawialiśmy to już nie raz. -?Jej ojciec brzmiał na sfrustrowanego. -?Nie mamy wyboru. Musimy czekać.
-?Mam dosyć czekania! Żyjemy tak już zdecydowanie za długo!
-?Gdy magia wchodzi w grę, nie ma wyznaczonej daty. Ostrzegał nas.
Magia? Magia należała do dziecięcej wyobraźni, była tematem bajek. Dlaczego jej rodzice mieliby rozmawiać o czymś, co nie istnieje?
-?Byliśmy zdesperowani. Nie pomyśleliśmy. Powinniśmy byli spróbować odmienić ich los. Może gdybyśmy jeszcze raz udali się do Wielkiego Pabbiego...
-?Nie! Nikt nie może nas tam zobaczyć. Nawet twoje wyprawy do wioski stają się zbyt ryzykowne. Co by było, gdyby ktoś dowiedział się, dokąd chodzisz? Z kim się widujesz? Wiesz, co by się stało, gdybyś ją tu przyprowadziła?
O kim oni mówią? Elsa próbowała usłyszeć jeszcze więcej. Chodziło o to, gdzie mama znikała, gdy wychodziła z zamku? Nic z tego, co mówili, nie miało sensu.
-?Zawsze zachowuję dyskrecję i nie zaprzestanę odwiedzin. -?Głos matki brzmiał wyzywająco. -?Już tyle nas ominęło.
-?To był jedyny sposób. Oboje to wiemy. Magia niedługo przestanie działać.
-?Minęło ponad dziesięć lat, a ona nie osłabła! To nie w porządku wobec żadnego z nas, zwłaszcza wobec Elsy.
Elsa ożywiła się. Co to miało z nią wspólnego?
-?Nic jej nie jest.
-?Wcale, że jest, Agnarrze. Jest samotna.
Tak!, chciała krzyknąć Elsa. Jestem samotna. Jej matka znała jej najskrytsze myśli. Przez to Elsa prawie zapragnęła zapłakać z ulgi. Jednak nie rozumiała, co to miało wspólnego z ich kłótnią.
-?Przedstawimy ją większej liczbie osób. Książę Weselton wspomniał o księciu, z którym mogłaby nawiązać kontakt. Pozwoliliśmy jej przychodzić na królewskie wydarzenia. Najważniejsze jest to, że jest bezpieczna. Obie są. Czy nie tego właśnie pragnęliśmy?
-?Zasługuje wiedzieć, do czego jest zdolna, Agnarrze.
-?I dowie się, gdy nadejdzie odpowiedni czas. Nie zauważyliśmy żadnych oznak, że wciąż potrafi...
-?Tu jesteś, księżniczko! -?Gerda pojawiła się za Elsą, na co dziewczyna podskoczyła. -?Zastanawiałam się, czy się nie zgubiłaś. Olina jest już gotowa podać kolację. Rozmawiałaś z rodzicami?
-?Ja... -?Policzki Elsy poczerwieniały, gdy rodzice wyszli na korytarz, przesuwając wzrokiem między nią, a Gerdą.
Matka pocałowała ją w czoło.
-?Jak długo już tu stoisz? -?spytała.
-?Właśnie dochodziłam do waszych drzwi, gdy pojawiła się Gerda - skłamała.
Twarz matki rozluźniła się.
-?Brakowało mi dziś ciebie. -?Splotła ręce z Elsą i ruszyła z nią korytarzem w stronę klatki schodowej. -?Chcę posłuchać, co robiłaś, gdy mnie nie było.
-?Nic wielkiego. -?Była to prawda, chociaż Elsa wiedziała, że o wielu rzeczach nie wspomniała. Podczas drogi na kolację rodzice rozmawiali o błahych sprawach, ale Elsa nie potrafiła się na nich skupić. Wciąż myślała o ich kłótni i o tym, co powiedział ojciec. Wiesz, co by się stało, gdybyś ją tu przyprowadziła?
Elsa nie mogła nie zastanawiać się nad tym, kim była owa "ona".
ROZDZIAŁ CZWARTY
Anna
Jej łóżko było ciepłe i przytulne, a nieustępliwe pukanie zdawało się dobiegać z daleka. Anna wytarła ślinę, która wyciekła z jej ust i próbowała spać dalej, ale było to trudne. Ktoś wciąż jej przeszkadzał.
-?Anno?
Jej imię zabrzmiało niczym szept wiatru. Nastąpiło po nim jeszcze więcej irytującego pukania.
-?Anno?
-?Hm? -?Anna odkleiła kosmyk mokrych włosów z ust i usiadła.
-?Przepraszam, że cię budzę, ale...
-?Nie, nie, nie obudziłeś mnie. -?Anna ziewnęła ze wciąż zamkniętymi oczami. -?Wstałam już dawno temu.
Zwykle tak właśnie było. Zawsze wstawała przed świtem, by pomóc rodzicom przygotować chleb. Ich sklep, Piekarnia Tomally, każdego dnia wypiekała dziesiątki bochenków i słodkości. Lecz poprzedniej nocy Anna miała problem zasnąć, a gdy już to zrobiła, jej sny były pełne niepokoju. Wciąż kogoś wołała, ale nie potrafiła sobie przypomnieć kogo, tylko że tęskniła za tą osobą. A teraz zdała sobie sprawę, że znów zaczyna odpływać w sen.
-?Anno?
Anna wydała z siebie głośne charknięcie i znów obudziła się ze wzdrygnięciem.
-?Co?
-?Czas się uszykować. Dziś przyjeżdża Freya.
-?Oczywiście -?odparła Anna, a oczy znów zaczęły jej się zamykać. - Freya.
Zaraz. Co?
Otworzyła szeroko oczy.
-?Dziś przyjeżdża Freya!
Anna praktycznie wyskoczyła z łóżka i na bosaka pognała przez pokój, ślizgając się po podłodze. Nie zawracała sobie głowy spojrzeniem w lustro. Długie rude włosy, które rozplątała z warkoczy poprzedniego wieczora na pewno nie były bardzo potargane, prawda? Hmm... może szybko zerknie przed ściągnięciem piżamy. Spojrzała w lustro. Niedobrze. Jej włosy przypominały ptasie gniazdo.
Czy miała dość czasu, by je ułożyć?
Musiała to zrobić.
Gdzie się podziała szczotka?
Powinna być na biurku, tak jak zawsze, ale jej tam nie było. Gdzie ją posiała?
Myśl, Anno. Pamiętała, że szczotkowała włosy rano, siedząc na ławeczce w oknie, bo miała z niej najlepszy widok na Arendelle. Patrzenie na Arendelle sprawiało, że zaczynała o nim marzyć i rozmyślać, co by zrobiła, gdyby kiedyś się tam przeniosła. Prowadziłaby własną piekarnię, oczywiście, a jej ciasteczka byłyby tak popularne, że ludzie ustawialiby się w kolejki dniem i nocą, żeby je kupić. Poznałaby nowe osoby i zawarła przyjaźnie, a to wszystko brzmiało tak fantastycznie, że zaczęła śpiewać, wirować ze szczotką po pokoju... Och! Teraz przypomniała sobie, gdzie ją rzuciła. Uklękła i spojrzała pod łóżko. Odzyskała szczotkę i przesuwała nią po włosach, chodząc po pokoju.
Ręcznie malowana szafa z ubraniami pasowała do malunków na jej biurku, łóżku i wzorów na różowym kocu. Namalowała je razem z matką. Ojciec wykonał dla niej bujany fotel, w którym siadała, by poczytać i zwykle otulała się miękkim białym kocem. Jednak ulubionym prezentem, który dla niej zrobił, był drewniany zamek Arendelle, który wyrzeźbił na jej dwunaste urodziny. Trzymała go na ławeczce w oknie, z którego podziwiała zamek dniem i nocą. Jej różowy pokój nie był duży, ale i tak go uwielbiała. Na drzwiach szafy wisiał nowy ciemnoniebieski fartuch z czerwono-zielonym haftem, który zrobiła dla niej matka. Anna zachowała go na następną wizytę Freyi, a ta miała odbyć się dzisiaj!
Jej rodzice byli tak zajęci piekarnią, że nie prowadzili zbyt bujnego życia towarzyskiego, ale jej matka zawsze znalazła czas na wizyty swojej najlepszej przyjaciółki, Freyi. Przyjaźniły się od dziecka i uwielbiały spędzać razem czas. Freya zwykle odwiedzała ich w Harmon co drugi miesiąc. Anna, jej matka i Freya spędzały cały dzień razem, piekąc i rozmawiając. Anna uwielbiała słuchać opowieści Freyi o Arendelle, gdzie pracowała jako krawcowa, a przynoszone przez nią prezenty sprawiały Annie wielką przyjemność. Porcelanowa lalka, ciemna czekolada, która topiła się jej na języku niczym lód, suknia balowa z zielonego jedwabiu, przywieziona zza morza, która wisiała w jej szafie już od dwóch lat. Anna nie miała gdzie założyć tak pięknej sukni, bo dni spędzała pokryta mąką i plamami z masła. Taka suknia zasługiwała, by włożyć ją na przyjęcie z tańcami, pięknym oświetleniem i długimi rozmowami, nie plamami z mąki. W wiosce odbywały się przyjęcia, lecz Anna była tu jedyną piętnastolatką. Zakładała, że w Arendelle było dużo więcej młodych osób niż w Harmon.
Założyła na siebie białą sukienkę i zielony sweter, chwyciła fartuch, a potem skończyła czesać włosy, ciągnąc za wyjątkowo splątany kołtun.
Rozległo się ponowne pukanie do drzwi.
-?Anno!
-?Już idę!
Słońce zaczęło już wstawać za jej oknem. Anna miała zadania do wykonania przed przybyciem Freyi. Kobieta nigdy się nie spóźniała, za to Anna miała tendencję do rozpraszania się i spóźniania kilka minut, nieważne, jak bardzo punktualna starała się być.
Anna zgarnęła buty z podłogi i podskakując, starała się je włożyć, a zarazem dotrzeć do drzwi. Prawie przewróciła swojego ojca, Johana, który cierpliwie czekał za drzwiami.
-?Tatku! -?Anna przytuliła mężczyznę. -?Wybacz!
-?Nic się nie stało -?odparł, klepiąc ją po plecach.
Był krągłym mężczyzną, niższym od córki o co najmniej trzydzieści centymetrów i zawsze pachniał liśćmi mięty, które nieustannie żuł (przez większość czasu męczył go ból brzucha). Był łysy od kiedy Anna pamiętała, ale taki wygląd do niego pasował.
-?Dlaczego nie przypomniałeś mi, że przyjeżdża Freya? -?spytała Anna, bez skutku próbując wygładzić włosy.
Śmiech ojca był głęboki, wydobywał się z jego okrągłego brzucha (mawiał, że próbował tyle samo ciastek, co sprzedawał).
-?Anno, mówiliśmy ci o tym każdego dnia przez ostatni tydzień, a wczoraj dwa razy.
-?Racja! -?zgodziła się Anna, choć nie była pewna, czy to sobie przypominała. Dzień wcześniej dostarczyła dwa torty do sklepu "Wędrowiec" Oakena z okazji urodzin bliźniaków (Anna nalegała, by każde miało swój tort), zaniosła krumkake do sali zgromadzeń w wiosce na spotkanie rady i ukręciła nową partię swoich słynnych bałwankowych ciasteczek, by nadążyć z zapotrzebowaniem. Nawet w lecie były ulubionym smakołykiem dzieci.
Freya też je uwielbiała. Zawsze prosiła o paczuszkę, którą na odchodnym zabierała ze sobą. Anna zastanawiała się, czy zostało trochę ciasteczek, które mogłaby jej podarować.
-?Powinnam pójść pomóc mamie z otwarciem -?powiedziała ojcu i zbiegła ze schodów. Przeleciała przez przytulny dzienny pokój i małą kuchnię, po czym wypadła przez drzwi prowadzące do przylegającej do ich domu piekarni. Niska kobieta z brązowymi włosami stała już przy drewnianym stole i mieszała w misce mąkę i jajka. Podniosła wzrok na Annę i uśmiechnęła się.
-?Najwyższa pora. -?Matka pocałowała ją w policzek, założyła Annie luźny kosmyk za prawe ucho i wyprostowała jej fartuch. Zawsze chciała, by Anna wyglądała ładnie, gdy odwiedzała ich Freya.
-?Wiem, przepraszam -?powiedziała Anna, krążąc po piekarni i sprawdzając wypieki wystawione na sprzedaż na ladzie. Tak jak podejrzewała, taca z bałwankowymi ciasteczkami była pusta. -?I jeszcze skończyły się moje ciasteczka! Freya je uwielbia.
-?Właśnie mieszam składniki, żeby zrobić kolejną porcję. -?W brązowych oczach matki odbijało się zmęczenie.
Coraz ciężej było jej pracować tyle godzin w piekarni. Anna jak mogła starała się nadrobić pracę w czasie wolnym między lekcjami, ale rodzice uparli się, że ma skupić się na nauce, nawet w wakacje. Tata powtarzał: "Pieniądze są albo ich nie ma, ale nikt nie odbierze ci twojego wykształcenia". Anna rozumiała te słowa, ale przez to czasem jej dni były wypełnione pracą w równym stopniu, co dni jej rodziców: wstawała wcześnie, piekła, wykonywała obowiązki domowe, szła do szkoły albo uczyła się w domu, pracując nad umiejętnościami czytania, pisania i matematyką. Potem pracowała w piekarni i padała na łóżko, po czym budziła się, by robić to samo następnego dnia. Nie pozostawało jej zbyt dużo czasu na przykład na przyjaźnie. To dlatego tak wyczekiwała odwiedzin Freyi; były przebłyskiem życia poza Harmon.
Zapraszamy do zakupu pełnej wersji książki