Kraków. Biografia miasta - Michał Niezabitowski

Reflow text when sidebars are open.
Wstęp, czyli o czym jest ta książka
1 Cyt. za: J. Purchla, Kraków wobec Europy [w:] Polska Akademia Umiejętności. Prace Komisji Spraw Europejskich, t. 2, red. A. Pelczar, Kraków 2008, s. 49.
2 R. Matyja, Kraków - miasto zero, Kraków 2024, s. 218.
3 J. Bieniarzówna, J.M. Małecki, Dzieje Krakowa, t. 3, Kraków w latach 1796-1918, Kraków 1979.
4 Taż i tenże, Dzieje Krakowa, t. 2, Kraków w wiekach XVI-XVIII, Kraków 1984.
5 J. Wyrozumski, Dzieje Krakowa, t. 1, Kraków do schyłku wieków średnich, Kraków 1992.
6 Dzieje Krakowa, t. 4, Kraków w latach 1918-1939, red. J. Bieniarzówna, J.M. Małecki, Kraków 1997.
7 A. Chwalba, Dzieje Krakowa, t. 5, Kraków w latach 1939-1945, Kraków 2002.
8 Tenże, Dzieje Krakowa, t. 6, Kraków w latach 1945-1989, Warszawa 2004.
9 Encyklopedia Krakowa, t. 1 i t. 2, red. J. Purchla, Kraków 2023.
10 W 2025 r. pierwszy krok na tej drodze postawił Jacek Purchla. Por. Tenże, Kraków 1990. Na przełomie epok, Kraków 2025.
11 S. Wyspiański, O, kocham Kraków, https://poezja.org/wz/Stanislaw_Wyspianski/26091/O_kocham_Krakow (dostęp: 13.05.2026).
12 M. Pawlak, Co piąte miasto cierpi na brak kompleksowych strategii rozwoju, 13.12.2019, https://filarybiznesu.pl/innowacje/rd-badania-i-rozwoj/co-piate-miasto-cierpi-na-brak-kompleksowych-strategii-rozwoju/a609 (dostęp: 13.05.2026).
13 Ch. Montgomery, Miasto szczęśliwe. Jak zmienić nasze życie, zmieniając nasze miasta, tłum. T. Tesznar, Kraków 2015.
14 https://zolwimkrokiem.pl/radosne-miasta-miejsca-w-ktorych-zawsze-czuc-atmosfere-swieta/ (dostęp: 13.05.2026).
15 M. Halbwachs, On Collective Memory, red., tłum. i wstęp L.A. Coser, Chicago 1992.
16 Les lieux de mémoire, t. 1, red. P. Nora, Paris 1984.
17 A. Szpociński, Miejsca pamięci (lieux de mémoire), "Teksty Drugie" 2008, nr 4, s. 13.
18 J. Wyrozumski, Kraków - miasto na prawie polskim i jego lokacja na prawie magdeburskim, "Krzysztofory. Zeszyty Naukowe Muzeum Historycznego Miasta Krakowa" 2008, t. 26, s. 12.
19 Najdawniejsze roczniki krakowskie i kalendarz, wyd. Z. Kozłowska-Budkowa [w:] Monumenta Poloniae historica, seria 2, t. 5, Warszawa 1978, s. 73.
20 Wspomnienia mieszczanina krakowskiego 1769-1807, wyd. W. Prokesch, Kraków 1900, s. 21.
21 Co do zasady Krakowiacy to etniczna grupa ludności z okolic Krakowa, ale wspomniana piosenka stała się w powszechnym odbiorze opowieścią o Krakowianach. W dużej mierze z tego powodu, że współczesny Kraków to ponad 70 wsi włączonych do miasta wraz z ich kulturą i obyczajami.
22 Por. Misja i strategia Muzeum Krakowa, https://muzeumkrakowa.pl/misja-i-strategia (dostęp: 13.05.2026).
Zanim wszystko się zaczęło
1 Wielki przywilej dla Krakowa Kazimierza Wielkiego, wydany 7 grudnia 1358, ANK, KDK 1, nr 32.
2 Podjąłem kiedyś taką próbę. Stanowiła ona dla mnie spore wyzwanie, ale wydaje mi się, że przynajmniej częściowo mu sprostałem. Zainteresowanych bardziej szczegółowym wykładem odsyłam do: M. Niezabitowski, Geografia a historia Krakowa. Warunki naturalne rozwoju Krakowa [w:] Kraków. Nowe studia nad rozwojem miasta, red. J. Wyrozumski, Kraków 2007, s. 19-45.
3 I. Kmietowicz-Drathowa, Zagadnienia staPogórzeczy na obszarze Krakowa, sprawozdania z posiedzeń Komisji PAN w Krakowie, styczeń-czerwiec 1965, s. 241; K. Trafas, Zmiany biegu koryta Wisły na wschód od Krakowa w świetle map archiwalnych i fotointerpretacji, Kraków 1975.
4 J. Purchla, Kraków w Europie Środka, Kraków 2000.
5 W. Lubaś, Nazwy miejscowe południowej części dawnego województwa krakowskiego, Kraków 1968.
6 Monumenta Poloniae Historica, seria 2, t. 5, wyd. Z. Kozłowska Budkowa, Warszawa 1978, s. 84. [Kiedy we wstępie pojawiły się Monumenta..., towarzyszył im tytuł konkretnego artykuły - warto podać odpowiedni i tutaj].
7 D. Molenda, Górnictwo kruszcowe na terenie złóż śląsko-krakowskich do połowy XVI w., Wrocław 1963.
8 K. Trafas, Kraków na tle województwa krakowskiego [w:] Atlas miasta Krakowa, red. K. Trafas, Kraków 1988, plansza 4.
9 O. Kolberg, Dzieła wszystkie, http://www.oskarkolberg.pl/MediaFiles/005dwok.pdf (dostęp: 15.10.2025).
10 A. Bielański, Materiały do historii powodzi w dorzeczu górnej Wisły, przyg. i uzup. J. Fiszer, Kraków 1997.
11 Kraków: W latach 1995-2019 zlikwidowano 65 tys. palenisk, https://www.transport-publiczny.pl/wiadomosci/krakow-w-latach-1995--2019-zlikwidowano-65-tys-palenisk-64058.html (dostęp: 15.04.2026).
12 Uchwała Rady Miasta weszła w życie 26 czerwca 2025 r., zob. https://www.bip.krakow.pl/?bip_id=1&mmi=50 (dostęp: 15.04.2026).
13 Ekobiografia Krakowa, red. A. Izdebski, R. Szmytka, Kraków 2018, s. 301.
Rozdział I. Preludium
1 https://ma.krakow.pl/misja/ (dostęp: 18.04.2026).
2 Pradzieje i wczesne średniowiecze Małopolski, red. J. Rydzewski, Kraków 2005, s. 14.
3 D. Stefański, Prehistoria terenu Dzielnicy VII Zwierzyniec [w:] Dzielnica VII Zwierzyniec. Historia - ludzie - kultura, red. P. Jędrzejewski, K. Trzeskowska-Kubasik, Kraków 2024, s. 36.
4 Zanim powstała Warszawa, https://naukawpolsce.pl/aktualnosci/news%2C268227%2Czanim-powstala-warszawa.html (dostęp: 18.04.2026).
5 Pradzieje i wczesne średniowiecze Małopolski, dz. cyt., s. 16.
6 Nie wszyscy archeolodzy tak interpretują układ odnalezionych kości. Por. D. Stefański, Prehistoria terenu Dzielnicy VII Zwierzyniec, dz. cyt., s. 38.
7 W. Demetrykiewicz, W. Kuźniar, Ślady siedziby człowieka przedhistorycznego z okresu paleolitu na Górze Bronisławy koło Kopca Kościuszki pod Krakowem, "Materiały Archeologiczno-Antropologiczne i Etnograficzne" 1910, t. 11, s. 24-44.
8 P. Wojtal i in., The Earliest Direct Evidence of Mammoth Hunting in Central Europe - The Kraków Spadzista Site (Poland), "Quaternary Science Reviews" 2019, nr 213, s. 162-166.
9 Poznaj historię krakowskich mamutów, https://www.krakow.pl/aktualnosci/283224,34,komunikat,poznaj_historie_krakowskich_mamutow.html (dostęp: 18.04.2026).
10 J. Partyka, Ojcowski Park Narodowy, Wrocław 1976, s. 9.
11 Pradzieje i wczesne średniowiecze Małopolski, dz. cyt., s. 19.
12 J. Wyrozumski, Dzieje Krakowa, t. 1, Kraków do schyłku wieków średnich, dz. cyt., s. 27 i n.
13 Hasło: Archeologia [w:] Encyklopedia Krakowa, dz. cyt., s. 46.
14 J. Wyrozumski, Dzieje Krakowa, t. 1, Kraków do schyłku wieków średnich, dz. cyt., s. 29.
15 J. Kruk, Wokół wozu. Początki transportu kołowego w IV i III tysiącleciu BC, Kraków 2025.
16 Pradzieje i wczesne średniowiecze Małopolski, dz. cyt., s. 29.
17 M. Wirska-Parchoniak, Produkcja ceramiczna Celtów na terenie Polski południowej, "Materiały Archeologiczne Nowej Huty" 1980, nr VI, s. 29-158.
18 L. Piotrowicz, Złota moneta celtycka odnaleziona w Krakowie, "Wiadomości Numizmatyczno-Archeologiczne" 1935, t. 17, s. 151-152.
19 J. Kotlarczyk, Celtyckie święta i kopce małopolskie, "Z Otchłani Wieków" R. 45, 1979, nr 2.
20 https://krakowcelticfestival.pl/ (dostęp: 21.09.2025).
21 J. Wyrozumski, Dzieje Krakowa, t. 1, Kraków do schyłku wieków średnich, dz. cyt., s. 36-49.
22 Hasło: Archeologia, dz. cyt., s. 47.
czyli o czym jest ta książka
"Miasta nie są przypadkiem. Są koncepcją i procesem wyższego rzędu"1. Za tymi słowami wybitnej badaczki Sophie Lang kryje się bogata paleta skojarzeń, kontekstów i pytań. Są poniekąd myślą przewodnią tej książki. Jeśli miałbym do tej mądrej sentencji coś dodać, to może tyle, że wprowadziłbym liczbę mnogą. Miasta są bowiem nie tyle koncepcją, ile koncepcjami wyższego rzędu. Zapewne dzieje Krakowa, którymi zajmuję się zawodowo, znam lepiej niż dzieje innych miast, ale samo miasto jako żywioł i zjawisko jest dla mnie od zawsze czymś fascynującym. W pewnym momencie spostrzegłem, że nie znam miasta, którego historia toczyła się wedle jednej koncepcji. Historie miast nie są linearne i homogeniczne. Pomysły na miasto, wiodące idee, które dają mu napęd i które przechodzą do historii w formie mitów, wyczerpują się wcześniej czy później, a mądrość mieszkańców miasta rozpoznaje się po tym, czy potrafią zdobyć się na nową koncepcję, czy potrafią wymyślać się na nowo, często po okresach kryzysów lub tragicznych wydarzeń. Kraków, na skutek swoich powikłanych losów, musiał wymyślić się kilkanaście razy. Niektóre "przepisy na Kraków", te z dawnej przeszłości, są ledwie czytelne, inne - wyraźne i zrozumiałe. Są również takie, których w ogóle nie udało się zrealizować lub zrobiono to tylko częściowo. Kraków wymienił też kilka razy swoją strukturę społeczną - chociaż jego historia sięga wczesnego średniowiecza, najstarsze współczesne rody krakowskie pochodzą zaledwie z początków XIX w., a w kilku przypadkach - z XVIII. O czym zatem będzie ta książka? Powstała ona z przekonania, że miasto to zarówno miejsce na ziemi, jak i idea - a raczej zmieniające się, choć powiązane ze sobą idee. Ta książka to poszukiwanie źródeł tych idei - mitów, którymi opowiedziany jest Kraków. Są one różne, ale odkąd potrafimy je wyśledzić, sięgają zawsze do dziedzictwa Europy. Krakowa nie można zrozumieć bez wielu kontekstów, ale to właśnie dziedzictwo jest najważniejsze.
Zanim dopowiem więcej, muszę jednak na początku uczciwie przyznać, czym ta książka nie jest. Nie jest to zatem książka o przeszłości, choć jest publikacją historyczną. Czy to sprzeczność? W żadnym wypadku. To książka o teraźniejszości, która używa historii, aby objaśnić czytelnikowi złożony, fascynujący i nie zawsze łatwy do odczytania obraz Krakowa. Takie jest w moim przekonaniu nadrzędne zadanie historyków - za pomocą rozpoznanej i przepracowanej przeszłości leczyć choroby i rozwiązywać wyzwania współczesności. Teraźniejszość w przypadku Krakowa jest kluczowa, bo właśnie teraz, w trzeciej dekadzie XXI stulecia, stoi on przed koniecznością wypracowania i wdrożenia nowej koncepcji swego rozwoju. W ciągu dekady, może dwóch, rozstrzygnie się bowiem, czy Kraków znajdzie energię i siłę, aby wejść do grona aktorów współczesności - metropolii, czy też pozostanie miastem średnim, mogącym zaledwie asystować na deskach sceny Europy i świata. Rafał Matyja w swej książce wydanej w 2024 r. nazwał ten moment w historii Krakowa punktem "zero" i jedyne, co mogę zrobić, to podpisać się pod tą symboliczną diagnozą2. Wiele razy będę się do tego autora odwoływał. Wiele razy będę też powracał do współczesnych dylematów i aspiracji metropolitarnych Krakowa, ponieważ uważam je (obsesyjnie?) za fundamentalne dla tego miasta.
Ta książka nie jest także klasyczną monografią dziejów Krakowa. Biorąc pod uwagę jego historyczną rolę w Polsce i Europie, szczególnie Środkowej, chciałoby się napisać, że nie jest to taka monografia, tych bowiem mamy już wiele. Nie jest to jednak prawda, gdyż o naszym mieście powstała zaledwie jedna kompletna i profesjonalna monografia. Do tego powstawała długo. Wychowywałem się na niej, więc dobrze pamiętam, jak oczekiwałem na kolejne tomy, które pisane były bez porządku chronologicznego. Najpierw zatem, w 1979 r., wydany został tom trzeci, obejmujący lata 1796-19183. W 1984 r. ukazał się tom drugi, traktujący o okresie nowożytnym4. Aż do 1992 r. trzeba było czekać na tom pierwszy5. Wszystkie trzy powstały w wyniku pracy znakomitych historyków z pierwszego pokolenia powojennego; w trakcie studiów uniwersyteckich zaliczałem ich do swoich mistrzów. Ze zdumieniem, ale i z dumą przyjąłem zaproszenie Jana Małeckiego do współtworzenia tomu czwartego6. Nasi mistrzowie, przechodzący wtedy w stan spoczynku, zdobyli się na wysiłek zredagowania tej części, ale na jej zawartość złożyły się teksty 12 autorów młodszego pokolenia. Ostatnie dwa tomy, piąty7 i szósty8, to dzieła Andrzeja Chwalby, które doprowadziły wykład o historii Krakowa do 1989 r. Jak łatwo policzyć, praca nad tą sześciotomową publikacją trwała 25 lat, a ostatni tom ukazał się ponad 20 lat temu. W tym czasie w naukach historycznych zanotowano znaczny postęp, wiele wcześniejszych ustaleń zostało obalonych i powoli otwiera się przestrzeń dla nowej monografii. Twierdzę nawet, że każde pokolenie powinno dokonać własnej syntezy dziejów, bo jest to najlepsza droga do odświeżania i weryfikowania pamięci zbiorowej społeczeństw. Do tego pojęcia jeszcze wrócę. Praca w zespole pod kierunkiem Jacka Purchli nad drugim wydaniem Encyklopedii Krakowa9, w której miałem zaszczyt uczestniczyć, pokazała potrzebę takiej syntezy. Pokazała też, że odważny historyk winien sięgnąć po trudny rozdział historii najnowszej miasta - okres po 1989 r.10 Ten rozdział ma już ponad 35 lat! Nie jestem jednak tym odważnym historykiem, a książka ta nie jest monografią, lecz biografią miasta - i jest to mój świadomy wybór. Ale co to znaczy "biografia miasta"? Czy napisanie książki o mieście w takim gatunku jest w ogóle możliwe? Wiem, że rozmaite biografie są obecnie modne, a skoro mam się wpisać w ten trend, to chcę wiedzieć na swój i czytelników użytek, czy mój zamiar wykracza poza modę. Monografia - gatunek nam, historykom, dobrze znany - to kompletne i spójne opracowanie określonego zakresu tematycznego, który można potraktować homogenicznie. Biografia natomiast to opis życia osoby. Jak zatem przedstawić metodą biograficzną miasto, czyli byt złożony z milionów osób, a w wymiarze historycznym - z kilkudziesięciu milionów? Czy można użyć tej metody do ukazania dziejów miasta, a jeżeli tak, to czy taka praca może być książką o walorach naukowych? Według mnie - można i może.
Od dawna, a szczególnie w ostatnich dekadach, możemy obserwować proces antropomorfizowania miasta, jego uczłowieczania. Stanisław Ciołek (1382-1437), podkanclerzy na dworze Władysława Jagiełły, napisał wiersz Pochwała Krakowa, zaczynający się od słów "O, Krakowie sławny nasz!". Poeta zwrócił się zatem do miasta osobowo, podobnie jak Stanisław Wyspiański (1869-1907), który zatytułował swój wiersz, jeden z najbardziej osobistych w jego twórczości, O, kocham Kraków11. We współczesnym dyskursie medialnym możemy przeczytać, że "miasto cierpi" - na przeludnienie, zanieczyszczenie powietrza lub na brak jasnej strategii rozwoju12. Charles Montgomery stwierdził, że miasto może też być szczęśliwe13. Na turystycznym portalu zolwimkrokiem.pl napisano, że miasta mogą być radosne14. Nie mnóżmy tych przykładów. Dla autorów przytoczonych słów było lub jest oczywiste, że miasto to nie osoba. Miasta nie można kochać, przytulić, pochwalić. Miasto nie ma komórek nerwowych, więc nie cierpi. Miasto nie ma emocji, więc nie może być radosne. Wiemy o tym dobrze, a jednak je uczłowieczamy, tak jak ojczyznę. Czy to tylko zabieg symboliczny? Artystyczny? A może kryje się za tym coś głębszego? W moim przekonaniu tak, lecz aby tego dowieść, muszę wykazać, że "uczłowieczone" miasto można traktować jako jednostkę w kategoriach naukowych. W tym celu odwołam się do pamięci. Nie będę wchodził w nieznane mi meandry medycyny neuronalnej. Wystarczy, że wiem, iż pamięć jest jedną z funkcji naszego mózgu, organu wciąż kryjącego przed nami wiele tajemnic. Mózg oczywiście jest osobisty; każdy z nas ma własny. Mieszka w nim nasza jaźń, która najbardziej określa nasz byt. Pamięć, tak jak i mózg, jest indywidualna. Mimo to francuski socjolog Maurice Halbwachs (1877-1945) ogłosił, że istnieje również pamięć zbiorowa (fr. mémoire collective)15. Z biologicznego punktu widzenia to absurd, ale ze społecznej, wspólnotowej perspektywy odkrycie Halbwachsa wypada uznać za jeden z kamieni milowych w dziedzinie nauk społecznych i humanistycznych. Po analizie zgromadzonego materiału uczony uznał, że każda społeczność posiada własną przestrzeń doświadczeń, która jest jej pamięcią i która określa sposób życia oraz wybory jednostek wchodzących w jej skład. Tym samym Halbwachs postawił rewolucyjną tezę, że nasza pamięć indywidualna istnieje jedynie w kontekście zbiorowym. Oznacza to, że wprawdzie pamięć mieszka w mózgu, to tam się rodzi i to tam jest przetwarzana, ale jej kształt i rezultaty pracy mózgu są podporządkowane doświadczeniom zbiorowym. Fascynujące, bo z odkrycia Halbwachsa, powszechnie uznanego w nauce światowej, wynika, że to, jak się zachowujemy, na kogo głosujemy, kogo uważamy za ładnego lub brzydkiego, grzecznego lub nieprzyzwoitego, jakie mamy aspiracje itd., wynika ze zbiorowego doświadczenia naszej społeczności. Oznacza to wreszcie, że badania nad pamięcią, czyli kategorią sięgającą do przeszłości, są kluczem do zrozumienia współczesności. Jeżeli tak jest, to Kraków jako określona wspólnota mieszkańców ma swoją własną i unikatową pamięć zbiorową. Skoro zatem państwa, miasta, wsie czy regiony mogą posiadać własną pamięć, to uprawnione jest traktowanie miasta jak jednostki. Pozbawionej właściwości osobowego bytu, ale mimo to jednostki. Tym samym możemy napisać biografię miasta. Będzie to opracowanie, któremu starałem się nadać walory naukowe, co oznacza, że opierałem się na interpretowanych krytycznie źródłach historycznych, a nie na własnej, bezkrytycznej fantazji. Wprowadzam jednak na karty tej książki własną pamięć, a wraz z nią tkankę artystyczną: literacką, ikonograficzną oraz... muzyczną. Z tego względu zapewne spotkam się z krytyką, bo nauka, próbująca uchwycić rzeczywistość za pomocą chłodnego rozumowania, jest co do zasady inną drogą poznania niż sztuka, szukająca przecież relacji emocjonalnej. W tej sprawie mogę powiedzieć tyle, że od lat pozostaję w pozornym konflikcie: jestem naukowcem czy artystą? Jestem historykiem, absolwentem Uniwersytetu Jagiellońskiego, który od wielu lat formalnie uprawia historię jako dyscyplinę naukową w Instytucie Historii i Archiwistyki Uniwersytetu Komisji Edukacji Narodowej. Podlegam w związku z tym wszelkim ocenom parametryzacyjnym. Jestem także od wielu lat muzealnikiem w Muzeum Historycznym Miasta Krakowa. W instytucji tej przeszedłem pełną ścieżkę muzealniczego wtajemniczenia - od przewodnika na wystawach po dyrektora. Codziennie czytam źródła. Recenzuję też scenariusze wystaw, a wiele z nich sam napisałem. Przekładając wiedzę na "język" ekspozycji muzealnej, zamieniam się w artystę. Wiem, że z treścią, którą opracowałem jako "mędrzec", muszę dotrzeć do odbiorcy poprzez jego zmysły, a zatem jako "artysta". Używam więc koloru, kształtu, dźwięku, zapachu... Muszę przyznać, że wcale nie czuję, abym rzeczywiście był w konflikcie. Staram się być i naukowcem, i artystą. Korzystam z obu dróg poznania rzeczywistości na użytek własny i naszej publiczności. Nie ma w tym sprzeczności, bo naukę i sztukę dzieli wszystko, ale łączy to, że obie moralnie nigdy się nie starzeją. Biografia Krakowa to zatem książka, która ma pomóc zrozumieć miasto poprzez rozłożenie na części pierwsze jego pamięci zbiorowej. To próba wskazania, zdefiniowania i opisania, jakie doświadczenia z długiej historii miasta ukształtowały tę pamięć, a w konsekwencji całe pokolenia Krakowian, w tym nasze. Książka ta opiera się na wykładzie dziejów, ale pozostaje on narzędziem, a nie celem. Stąd staranny recenzent znajdzie w nim luki, a czytelnik, który będzie chciał poznać dokładnie historię miasta, dozna zawodu. Luki te nie są jednak wynikiem zaniedbania, ale selekcji. Znowu odwołam się do mojego muzealnego doświadczenia. Przygotowując wystawę historyczną, odbywamy liczne kwerendy w muzeach, bibliotekach, archiwach i kolekcjach prywatnych, które przynoszą zazwyczaj więcej urobku, aniżeli mamy miejsca do dyspozycji. To bolesny proces, ale dojrzały muzealnik wie, że dobra wystawa jest efektem radykalnej selekcji. Wielu początkujących muzealników zapłaciło wysoką cenę za próbę pokazania wszystkiego, co ujawniły kwerendy. Zazwyczaj odbiorca ocenia taką eskpozycję negatywnie, bo nie jest ona dla niego w pełni zrozumiała. Jeszcze inny przykład, sądzę, że trafny - pisząc CV, zamieszczamy w nim to, co jest ważne dla potencjalnego przyszłego pracodawcy. Nasza biografia nie ma być kompletna, ale ma pokazać, co nas ukształtowało. Moja książka zatem dotyka losów Krakowa od jego pradziejowych początków do współczesności, ale nie jest podręcznikiem historii. Dlatego każdy jej rozdział poświęcony jest jednemu fenomenowi miasta (lub kilku powiązanym ze sobą). Zamiast "fenomen" mógłbym też powiedzieć: "mit".
Każde miasto składa się niezaprzeczalnie z materii. Drogi, chodniki, budynki, okna, instalacje - to oczywiście jakaś cząstka prawdy o mieście. Cząstka mniej ważna, bo miasta w rzeczywistości są niematerialne. Są ideą utkaną z mitów, czyli opowieści, które w rozmaitej, czasem bajkowej formie wyrażają uniwersalne prawdy o człowieku. To jest zatem książka o mitach, z których zbudowany jest Kraków. Pierre Nora, autor pomnikowego dzieła Les lieux de mémoire16, powiedziałby zapewne, że to próba stworzenia mapy miejsc pamięci Krakowa, przy czym przez miejsce niekoniecznie należy rozumieć fizyczny punkt na planie miasta, ale jakiś składnik tej pamięci. Jak to jeszcze inaczej wyjaśnić? Przez szukanie miejsc pamięci możemy rozumieć szukanie miejsc, które wywołują wspomnienia i sposoby wspominania17. Dlatego przed każdym rozdziałem znajduje się krótka zapowiedź, nawiązująca do prasowego leadu lub do legendy na mapie. To kilka informacji o tym, jaki węzeł pamięci chcemy w danym rozdziale rozplątać, jaki odnaleziony mit jest kluczowy w odniesieniu do myśli Sophie Lang zacytowanej w pierwszym zdaniu książki: "Miasta nie są przypadkiem. Są koncepcją i procesem wyższego rzędu". Koncepcji niższego rzędu, węzełków pamięci i drobnych opowiastek są dziesiątki, wręcz setki tysięcy. Natomiast koncepcji i mitów wyższego rzędu, które definiują istotę miasta, odnalazłem kilkanaście. Po namyśle skonstruowałem z tego czternaście rozdziałów.
We wstępie muszę wyjaśnić jeszcze dwie sprawy. Po pierwsze, mówimy "miasto", ale trzeba zauważyć, że słowo to zmieniało swoje znaczenie wraz z upływem czasu. Zasadniczo dzisiaj określa się tak jednostki terytorialne, które mają status miasta, nadany im przez właściwy organ władzy państwowej. W przeszłości sprawa była daleko bardziej skomplikowana. W języku łacińskim znajdziemy np. trzy słowa, które oznaczają miasto: urbs, oppidum, civitas. W inwentarzu uposażenia klasztoru w Nienburgu z połowy XII w. czytamy: "Cracovva urbs, eclesia ed mercatus"18 (miasto Kraków, kościół i targ) - nasze miasto określono zatem jako urbs. Pod rokiem 1222 znajdziemy jednak w źródle zapis mówiący o Kościele Świętej Trójcy (obecnie oo. Dominikanów): "Sancta Trinitas de civitate"19 (Kościół miejski św. Trójcy) - tutaj Kraków określono jako civitas. Słowo urbs, które prowadzi nas do Rzymu, odnosi się bardziej do przestrzeni fizycznej, a civitas - do przestrzeni społecznej. Urbs to przestrzeń gęsto zabudowana, gdzie ludzie żyją co do zasady z pracy pozarolniczej. Civitas to obszar, gdzie mieszkają ludzie (cives - obywatel) cieszący się samorządem, czyli szeroką autonomią w zakresie decydowania o własnych sprawach. Są podporządkowani określonemu prawu, które wyznacza ich przywileje i obowiązki. Ci ludzie to obywatele lub mieszczanie. Do miast o takim ustroju odnoszono w średniowieczu także inną nazwę: communitas, dosłownie oznaczającą wspólnotę ludzi, których łączą regulacje samorządowe. Na obszarze niemieckojęzycznym słowem często używanym dla określenia takich miast była "gmina" (Gemeinde). Oba te wyrazy bliskie są znaczeniu civitas. W języku angielskim słowo city (miasto) pochodzi właśnie z tego rdzenia (citizen - obywatel). W polskim, podobnie jak w wielu językach słowiańskich, używamy słowa "miasto", które pochodzi od "miejsca" (mesto), czyli ma raczej konotację przestrzenną. Mówi się także, chociaż już coraz rzadziej, "gród". W języku rosyjskim zresztą ta forma wciąż obowiązuje (gorod). Słowo to pochodzi oczywiście od zamku (fortecy), będącego siedzibą władcy. Może to nie przypadek, że w języku rosyjskim konotacja z władzą ma większą siłę niż ta z obywatelem? Legendarny książę Krak - zapoznamy się z nim bliżej - założył na skale wawelskiej gród, pod którym uformowało się podgrodzie, czyli osada pod zamkiem. Uważamy to po prostu za założenie miasta. Na tych przykładach poprzestańmy. Chcę tylko wyjaśnić, że pomiędzy grodem Wiślan z VIII w., piastowskim urbs z XII w. czy posiadającym samorząd civitas z XIII w. istnieją zasadnicze różnice ustrojowe. Niezależnie od tych różnic i dokonujących się zmian używam jednej nazwy - "miasto", ponieważ od początków VIII stulecia do dzisiaj jesteśmy w nurcie tej samej opowieści, która nazywa się Kraków. Dalsze wyjaśnienia w tym temacie znajdują się w rozdziale VI.
Po drugie, mówiąc i pisząc o naszym państwie, używamy drogiego nam słowa "Polska"; ja także posługuję się nim w tej książce. Musimy jednak zdać sobie sprawę, że powstawanie każdego państwa to długi proces. Księstwo Mieszka I było nazywane państwem gnieźnieńskim lub krajem Mieszka. Słowo "Polska", urobione od nazwy plemienia Polan, bardzo długo nie funkcjonowało w powszechnym obiegu, a jeżeli już, to odnoszone było do Wielkopolski. Dopiero w XIII w., w dużej mierze za sprawą Wincentego Kadłubka, świadomość przynależności do wspólnego, polskiego dziedzictwa się upowszechniła, co wcale nie znaczy, że stała się z dnia na dzień powszechna. Upraszczając: my, historycy, mówimy o "świadomości narodowej", co ma swoje uzasadnienie, ale problem tkwi w tym, że używając tego sformułowania, posługujemy się XIX-wiecznym kodem, który ukształtował się w wyniku Wielkiej Rewolucji Francuskiej. Tymczasem naród rozumiany w ten sposób w średniowieczu nie istniał. Nie istniała też Polska jako państwo narodowe. Polska, jaka zagnieździła się w świadomości naszych przodków, była Polską Mieszków i Bolesławów, Polską rodzącej się i krzepnącej dynastii, czyli "panów przyrodzonych królestwa". Oni byli przyrodzeni, a społeczeństwo w nich wrodzone tworzyło wspólnotę. Dla tej przyrodzonej i wrodzonej wspólnoty dynastii i poddanego społeczeństwa ważnym elementem integrującym było miejsce - siedziba przyrodzonego księcia lub króla - a następnie język. Los sprawił, że już w XI w. miejscem tym stał się Kraków. Choć formalnie nie jest nim od uchwalenia Konstytucji 3 maja (1791), to faktycznie jest nim nadal. Język polski, tak bogaty w słowa i niuanse, nie znalazł jak dotąd określenia, które odróżniałoby naród i państwo z czasów Piastów i Jagiellonów od nowoczesnego narodu i państwa ukształtowanego w XIX i XX w. Piszę zatem w książce o Polsce, Polakach i Krakowie, ale zaznaczam przy tym, że choć słowa te przez wieki się nie zmieniały, to ich znaczenie już tak, i to zasadniczo. Tomasz Krzyżanowski (zm. 1818) w swych wspomnieniach pod rokiem 1776 napisał: "13 Julli. Rymiński patryota krakowski utonął"20. To krótkie zdanie wystarcza za wiele innych - jest wyraźnym manifestem, że ojczyzną krakowskich mieszczan był Kraków. Mogę dodać, że jest też moją, i wcale to nie oznacza, że nie jest nią Polska, a od pewnego czasu - także Europa. Krakowian zapraszam zatem do wspólnego szukania odpowiedzi na pytanie, kim jesteśmy. Wspólnego, bo moje słowa zapewne będą rezonować, budzić sprzeciw czy też zrozumienie. Tak czy inaczej, będzie to rodzaj dialogu. Dla Czytelniczki i Czytelnika zainteresowanych naszym miastem, ale niepochodzących z niego, książka ta będzie objaśnieniem, czym jest Kraków i kim są jego mieszkańcy.
Ludowa przyśpiewka krakowska ma refren: "Albośmy to jacy tacy, jacy tacy, chłopcy Krakowiacy..."21, a w dalszej części próbuje wyjaśnić, jacy jesteśmy. Wspomniałem już o mojej przygodzie zawodowej z Muzeum Krakowa. Nasza praca to dokumentowanie, opowiadanie i słuchanie miasta22 na różne sposoby. Piosenki o Krakowie, ludowe, poetyckie, podniosłe, to także opowieści o mieście, więc postanowiliśmy spróbować i tego. Tak powstał zespół muzyczny o mroczno-matematyczno-muzealnej nazwie "Zbi(o)ry". W istocie chcemy wychodzić w naszej twórczości od zbiorów - kolekcji, bo każda rzecz przechowywana w muzeum jest śpiącym "duchem" czekającym na swoją opowieść. Do książki załączamy zatem kod QR z piosenką o Krakowie, do której napisałem słowa. Całkiem możliwe, że ktoś uzna, że w kilkunastu linijkach opowiedziałem o tym mieście więcej niż na kilkuset stronach tej publikacji. Nic też nie stoi na przeszkodzie, aby czytając biografię Krakowa, nucić tę piosenkę lub jej słuchać. Bo Kraków to przecież symfonia...
Link
Ciasto wlewa się do formy. To w niej się ono wypieka, nabiera kształtu i smaku. Efekt tej kulinarnej przygody zależy po części od treści, czyli składników, ale też właśnie od formy. O ostatecznej ocenie decyduje nie tylko smak, wielu konsumentów wybacza bowiem mankamenty w tym zakresie, jeśli estetyka ciasta jest kusząca. Z kolei smakowita treść podana w brzydkiej formie potrafi zniechęcić do konsumpcji. Początki miast to nic innego jak wlewanie treści, czyli przybyłych osadników, do formy, czyli warunków naturalnych danego miejsca. Forma wyprzedziła treść. Europa kształtowała się w pradawnych procesach geologicznych, tak odległych, że upływu tego czasu nie potrafimy objąć rozumem. Stara się to zrobić geolog. Warunkom naturalnym musimy jednak poświęcić kilka stron. Skoro jest to biografia miasta, to niekoniecznie interesują nas trudne do zrozumienia zawiłości geologiczne. Dla nas ważnym punktem wyjścia jest świadomość, że natura to pierwszy składnik pamięci zbiorowej Krakowa. Biel i czerwień wapienno-ceglastych budowli, poranne mgły nad doliną Wisły, płaskie, porośnięte lasem pagóry oraz widoczne na horyzoncie beskidzkie szczyty, złote, lessowe gleby i skaliste zręby jurajskie - wszystko to obrazy, które nosimy w sobie, które są częścią nas. W takiej niezwykle bogatej, urozmaiconej formie wypiekał się Kraków.
Historycy i archeolodzy znają wiele przykładów prób osadniczych, które nie zakończyły się sukcesem - miasta albo w ogóle nie powstały, albo istniały krótko. Pozostały po nich zapiski źródłowe w archiwach lub świadectwa materialne w ziemi. Co ważne, nieudanych prób osadniczych historia notuje znacznie więcej niż udanych. Często powodem porażki były złe warunki naturalne, uniemożliwiające rozwój. Kapryśne rzeki zmieniające swój bieg, wyczerpanie się naturalnych zasobów lub kataklizmy żywiołowe przekreśliły byt niejednego miasta. Inaczej było, gdy okoliczności geograficzno-przyrodnicze okazywały się korzystne. Kraków to miasto pod tym względem szczególnie fortunne, czego świadomość narodziła się dość wcześnie. Kazimierz Wielki w swoim przywileju z 1358 r. napisał w preambule: "Kraków, miasto w dobrach sprzyjającego losu górujące nad innymi..."1. Już wtedy, w XIV w., na podstawie dziejopisarskich przekazów doszukiwano się początków Krakowa w VIII stuleciu. I my pójdziemy tym śladem w kolejnym rozdziale. Na dworze Kazimierza Wielkiego przekonanie o sprzyjającym miastu losie opierano zatem na 500-600-letnim doświadczeniu. Dzisiaj historia Krakowa sięga już 1300-1400 lat wstecz, a los wciąż mu sprzyja, choć stawia też wyzwania ante portas. Los bywa przecież zmienny. Założyciele miasta, "wlewając składniki do formy", mogli uznać panujące w ich czasie warunki za korzystne, ale dopiero przyszłość pokazała, że wybór tego miejsca był trafny.
Nie jest łatwo opisać zwięźle, a zarazem obrazowo przyrodniczo-geograficzną szatę miasta. Po pierwsze, dlatego że jest ona nadzwyczaj bogata, a po drugie, wymaga przebrnięcia przez skomplikowane terminy fachowe z dziedziny nauk o ziemi. Mimo to spróbujmy2. Niewątpliwie trzeba zacząć od tego, że Kraków powstał w miejscu, gdzie krzyżują się i nakładają na siebie liczne krainy geograficzne oraz jednostki geomorfologiczne. Gdyby chcieć scharakteryzować to dwoma słowami, należałoby mówić o różnorodności, a nawet rozrzutności przyrody. Aby to jak najlepiej zrozumieć, czytając, warto mieć przed oczami mapę, którą tu załączamy.
Kręgosłupem osadniczym miasta była i jest dolina Wisły. Ta największa polska rzeka płynie z południa, gdzie wypiętrzone są Karpaty, na północ, gdzie wpada do Bałtyku. Akurat jednak przed Krakowem, w okolicy pięćdziesiątego równoleżnika, Wisła zbacza z kierunku północnego i zwraca się ku wschodowi. Tak też przepływa przez Kraków - z zachodu na wschód - aby dopiero po minięciu miasta zakręcić ku północy. Królowa polskich rzek, jak często nazywa się Wisłę, długo szukała tutaj swojego koryta. Ostatecznie wlała się szeroko w rów tektoniczny zwany obrazowo Bramą Krakowską3. Ma on 40 km długości i do 6 km szerokości. Stanowi doskonałą naturalną drogę prowadzącą z zachodu na wschód. Rozwój cywilizacyjny miasta został tym samym naznaczony jako zwornik pomiędzy wschodem i zachodem Europy. Jacek Purchla znalazł na tę dziejową rolę miasta wzór wręcz idealny: "Kraków w Europie Środka"4. Każdorazowo myślę o tym, gdy z okien startującego lub lądującego samolotu na lotnisku w Balicach oglądam z jednej strony wysoczyznę karpacką, z drugiej - strome krawędzie Wyżyny Krakowsko-Częstochowskiej. Pas startowy tego lotniska także został wybudowany w kierunku zachód-wschód. Choć minęły miliony lat, natura i w tym elemencie narzuciła swoją wolę. Rzut oka na mapę pokazuje, że na długości tych 40 km dochodzi do zderzenia kilku zupełnie różnych formacji. Każda z nich przynosi miastu w darze odmienne gleby, cieki wodne, minerały i rzeźbę terenu.
Od południa nasuwa się Pogórze Karpackie, czyli najbardziej na północ wysunięty pas Karpat Zachodnich. Region ten nie jest całkiem jednorodny. Dla nas najważniejsze są dwa subregiony (mezoregiony): Pogórze Wielickie, o niezwykle urozmaiconej rzeźbie terenu, i mniej pofałdowane Pogórze Bocheńskie. Gleby tutejsze należą raczej do średnio urodzajnych, ale bezcenne okazały się bogate złoża kremowo-szarych skał osadowych, z których oba pogórza są zbudowane: margli, dolomitów i piaskowców. Stały się one głównym "węglowodanem" - kamiennym budulcem miasta. To ważne, ponieważ wraz z rozwojem Krakowa nie było dzięki temu potrzeby organizowania kosztownych transportów, mogących stanowić barierę inwestycyjną - kamieniołomy powstawały na miejscu. Ich relikty istnieją do dzisiaj niemal w centrum miasta i pełnią nową, rekreacyjną funkcję. Dalej na południe rozciągała się gęsta Puszcza Karpacka, która dostarczała innego cennego budulca, jakim było wysokogatunkowe drewno (dęby, buki, cisy). Tereny podgórskie, zbliżając się do doliny Wisły, uformowały charakterystyczne wzniesienia, zwane pagórami. Cztery z nich - Pagór Kobierzyński, Łagiewnicki, Skotnicki i Czajna - pozostawały w stałym ekonomicznym związku z Krakowem. Ich szczyty były płaskie, raczej mało przydatne pod wymagające uprawy, za to porastały bujną trawą. Ten rozległy teren był w czasach neolitycznych strategicznym zapleczem pasterskim, co do dzisiaj pobrzmiewa w nazwach dawnych wsi: Skotniki (skotnik - pasterz), Rżąka (rżysko - pastwisko dla koni)5. Najcenniejszym jednak darem Pogórza Karpackiego były dwa złoża soli kamiennej: większe i położone bliżej Krakowa wielickie oraz nieco mniejsze i oddalone na wschód bocheńskie. Korzystano z nich od czasów prehistorycznych, odparowując wodę z występujących tu słonych źródeł. W 1251 r. odkryto wreszcie same złoża, które nazwano solą twardą - sal durum6. O soli tej mawiano "białe złoto" i nie ma w tym żadnej przesady. W czasach, gdy takim samym problemem jak pozyskiwanie żywności było utrzymanie jej w stanie nadającym się do spożycia, ten naturalny konserwant pokarmu, zwłaszcza białkowego, był naprawdę na wagę złota. Nie przez przypadek zresztą angielskie słowo oznaczające zapłatę bądź pensję (salary) pochodzi właśnie od soli. Istotne znaczenie, choć mniejsze, miały też złoża siarki wokół wsi Swoszowice. Od 1811 r. istnieje tu cenione ze względu na swoje walory uzdrowisko.
Przenieśmy się teraz na drugi, północny brzeg Wisły. Z północnego zachodu do doliny Wisły zbliża się Wyżyna Krakowsko-Częstochowska, która ukształtowała się w okresie jurajskim i w tym długim czasie była przede wszystkim dnem morza. W Krakowie zwiemy ją po prostu jurą. Miliardy zalegających tu skorupiaków przekształciły się w skałę wapienną. Wyżyna ma zatem pochodzenie organiczne i różni się pod każdym względem od kamieni karpackich. Jej biały kolor stał się znakiem rozpoznawczym architektury krakowskiej - detalu budowlanego i kostki, którą brukowano ulice. Sama skała wapienna, palona w piecach zwanych wapiennikami, zamieniała się w wapno, czyli znakomity składnik elastycznej zaprawy murarskiej. W złożach wapienia zalegały też bulwy skały osadowej skrytokrystalicznej - krzemienia. Dla człowieka pierwotnego były one bezcenne, a ich znaczenie - strategiczne, gdyż właśnie z krzemienia nauczyliśmy się robić narzędzia i broń, a potem, tysiąclecie po tysiącleciu, rozwijaliśmy tę umiejętność. Dostęp do narzędzi to pierwszy warunek postępu. Drugim jest dostęp do miejsca ukrycia i odpoczynku, słowem: zamieszkania. Wapień podatny jest na wypłukiwanie, stąd przez miliony lat na Wyżynie Krakowsko-Częstochowskiej woda wydrążyła liczne jaskinie, z których wiele wciąż pozostaje nieodkrytych. Te największe, położone na urwistych zboczach, stały się pierwszymi schronieniami człowieka. Wisła - płynąc w tym miejscu, jak wspomnieliśmy wcześniej, z zachodu na wschód - napotkała jurę i stoczyła z nią zwycięski pojedynek. Meandrując, przebiła się przez jej wapienne skały, wskutek czego pojedyncze wapienne formy skalne można odnaleźć na prawym brzegu rzeki. Dzisiaj Wisła przepływa triumfalnie pomiędzy nimi. Zbliżyły się one do samej rzeki, lecz ostały się w obliczu jej siły, dlatego zwiemy je ostańcami. Stoją w kształcie stromych skalistych stoków, więc w geografii przybrały nazwę izolowanych zrębów Bramy Krakowskiej. Najsłynniejszą skałą w tej formacji jest Wawel - święta góra Polaków. Symboliczne znaczenie tej wapiennej skały jest trudne do przecenienia, ale - jak zobaczymy - w dalszym procesie powstawania miasta odegrała ona fundamentalną i nadzwyczaj praktyczną rolę. Powracając do samej Wyżyny Krakowsko-Częstochowskiej, trzeba wspomnieć o jej złożach mineralnych w rejonie Olkusza i Sławkowa. Bogate rudy ołowiu i uboższe, ale znaczące rudy srebra7 okazały się dla rozwoju Krakowa ważne w podobnym stopniu co sól wielicko-bocheńska.
Kolejny region, który biegnie na spotkanie krain w dolinie Wisły, to Wyżyna Miechowska. Jest ona odmienna - łagodne wzgórza i szerokie padoły nadają jej sielski charakter. Współcześnie, wraz z ociepleniem klimatu, pojawiają się tutaj winnice, co powoduje, że kraina ta upodabnia się do Toskanii. Z upływem wieków stała się terenem rolniczym. Tutejsze gleby - lessy, brunatne i pseudobielicowe - należą do wysokogatunkowych i znakomicie nadają się do wymagających upraw. Skarbem szczególnym jest jednak Płaskowyż Proszowicki, będący częścią Wyżyny Miechowskiej. Na mapie przybiera on postać jęzora, który z północy wąskim czubkiem wnika do samego Krakowa8. Płaskowyż pokryty jest tłustymi glebami czarnoziemnymi. Od średniowiecza udawały się na nich najbardziej wyszukane warzywa, w tym krakowska specjalność, czyli sałata głąbiasta, zwana głąbikiem, a także pękaty pasternak. Krakowskie powiedzenie "Dam ci figę z makiem, z pasternakiem" jest znaczące. Łączy miejscową, wymagającą w uprawie jarzynę, importowany owoc, dostępny tu ze względu na pozycję handlową miasta, oraz mak, który oprócz posiadania walorów smakowych zawsze budził emocje ze względu na swoje działanie psychoaktywne. Na czarnoziemach o magicznej płodności powstały wsie, które dzisiaj leżą w granicach Krakowa: Łobzów, Czarna Wieś i Nowa Wieś. Miały one charakter ogrodniczy. Działki nie były dzielone na wielohektarowe łany (potocznie: niwy), na których gospodarowali kmiecie, ale na mniejsze ogrody. Nawet bowiem tak niewielkie nadziały były wystarczające, aby urodzajna gleba wydała plony umożliwiające utrzymanie rodziny. Ta specyfika zachodnich przedmieść Krakowa żywa jest w miejscowym przysłowiu: "Lepszy na Łobzowie ogród niż gdzie indziej niwa", zanotowanym przez Oskara Kolberga9. To bezcenne zaplecze rolnicze miasta było jednym z najistotniejszych elementów ukształtowania się miejscowego ekosystemu, którego najważniejszą cechą była samowystarczalność. Krakowianie mieli łatwy dostęp do tanich i zdrowych płodów rolnych, a okoliczni producenci i handlarze tym towarem mieli dzięki mieszczanom bezpieczne miejsca zbytu, czyli stałą pracę. Śladem tego ekosystemu jest dzisiaj w staromiejskim centrum targowisko Stary Kleparz, które stanowi szczególną atrakcję turystyczną jako jeden z największych w Europie placów handlu lokalną żywnością.
Regiony geograficzne spotykające się i często ścierające w miejscu, gdzie powstał Kraków, poprzecinane były i są nadal licznymi strugami wody. Najważniejsza jest oczywiście Wisła, ale warto zauważyć, że na odcinku kilkunastu kilometrów do jej nurtu na prawym brzegu wpadają dwie podgórskie rzeki (Wilga i Serafa), zasilane dodatkowo kilkoma potokami. Na lewym brzegu Wisłę natomiast zasilają aż cztery rzeki (Sanka, Rudawa, Prądnik, Dłubnia). Tak gęsta sieć hydrograficzna legła u podstaw sukcesu osadniczego miasta. Rzecz jasna rola rzek zmienia się w czasie. W okresie prehistorycznym zwiększały potencjał ochronny przed innymi gromadami ludzi i dzikimi zwierzętami, a zarazem były siedliskiem tych drugich, dzięki czemu okolica obfitowała w zwierzynę łowną. W okresie neolitycznym woda była niezbędnym elementem rozwoju rolnictwa. W średniowieczu te wartkie, spływające z Pogórza lub wyżyn rzeki zasilały koła wodnych silników. Młyny kojarzymy najczęściej z mieleniem i mąką, ale ludzie wykorzystywali motoryczną siłę wody do innych prac, takich jak szlifowanie, kucie, filcowanie, ostrzenie czy tłoczenie. W czasach nowoczesnych rzeki były niezbędnym warunkiem rozwoju przemysłu, a współcześnie, obok celów rekreacyjnych, muszą zapewnić wodę gospodarstwom domowym milionowego miasta. Rzeki to też przede wszystkim żywioł, który systematycznie uczy człowieka pokory i udowadnia mu, jak bardzo się myli, sądząc, że go ujarzmił. Liczne powodzie na terenach nadrzecznych udaremniły niejedną inicjatywę osadniczą, czasem w dramatycznych okolicznościach.
Omawiając warunki naturalne Krakowa, trzeba zauważyć chyba najważniejszą okoliczność sukcesu tego miasta. Nosi ona enigmatyczną i niewiele wyjaśniającą nazwę Stożek Prądnika, choć bliższe prawdy byłoby określenie Stożek Prądnika i Rudawy. Kryje się za tym wyniosłość terenowa usypana przez obie rzeki podczas ich długiej i nieprzerwanej pracy. Spływały one z Wyżyny Krakowsko-Częstochowskiej koncentrycznie, jakby w zmowie, ku skale wawelskiej, która - jak wspomnieliśmy - rozsiadła się nad samym brzegiem Wisły. Rudawa zbliżała się do Wawelu łukiem od strony zachodnio-północnej i wpadała do Wisły tuż obok zachodniego skraju tego wzgórza. Prądnik, jak sama nazwa wskazuje, bardziej wartki, spływał wprost z północy i wpadał do Wisły ok. 2 km na wschód od Wzgórza Wawelskiego, wcześniej skręciwszy delikatnie łukiem ku wschodowi. Obie rzeki każdego roku kilkakrotnie przybierały w wyniku ulewnych deszczy. Rozpędzały się wówczas i niosły ze sobą żwiry jury, przeważnie wapienne. Od epoki plejstocenu, mniej więcej od 115 tysięcy lat, Prądnik co roku wysypywał niesiony materiał na swój prawy brzeg, czyli zachodni, Rudawa zaś na wschodni. Kolejne setki ton żwiru wpychane były przez obie pracowite rzeki na tę samą powierzchnię. Powoli, tysiąclecie po tysiącleciu, uformowało się w ten sposób wyniesienie terenu, które przybrało kształt stożka, skierowanego czubkiem w stronę skały wawelskiej. Ona z kolei osłaniała nagromadzony materiał przed Wisłą, która w czasie powodzi wylewała szeroko, ale musiała zawsze ustąpić przed wyniosłością Wzgórza Wawelskiego. Tym sposobem Stożek Prądnika rósł, ale nie był niszczony przez wymywanie. Ostatecznie wyniósł się ponad otaczający go teren na prawie 10 m. Nie jest to imponująca wysokość, ale wystarczyła, aby wyniesienie oparte południowym czołem o Wawel i nabierające wysokości w kierunku północnym zabezpieczało przed każdą powodzią. Tak oto powstała sucha grobla o szerokości od 300 m do 2 km, ujęta ramionami obu rzek, i poprzez to naturalnie ufortyfikowana. Nigdy nie uległa powodzi10. To tu założono Kraków.
Czy ten obraz ma ciemniejsze strony? Zwłaszcza takie, które kształtują historyczną świadomość Krakowian? Owszem. Rzuca na nie światło epizod z życia Józefa Dietla (1804-1878), pierwszego prezydenta Krakowa doby autonomii galicyjskiej (1866-1874). W 1846 r. pojął on za żonę Heleną Zieterbarth (zm. 1885), rodowitą Wiedenkę. Ta przybyła do Krakowa, ale po krótkim czasie wyjechała. Mgły zalegające w dolinie Wisły, otulające miasto wilgocią i szarością, szczególnie dotkliwą od listopada do lutego, powodowały u niej tak fatalne samopoczucie, że postanowiła opuścić męża i powrócić do słonecznego Wiednia. Być może niepowodzenia w życiu prywatnym Dietla miały jeszcze inne przyczyny, ale mglista aura wynikająca z położenia miasta bywa uporczywa. Związane z nią szerokie smugi cienia zaczęły przykrywać Kraków wraz z jego rozwojem industrialnym. O ile rozwój przemysłu do 1939 r. nie naruszył miejscowej równowagi ekologicznej, o tyle po roku 1945 sytuacja się zmieniła. Zadecydowały o tym trzy czynniki. Po pierwsze, decyzja władz komunistycznych, aby pod Krakowem powstał ośrodek przemysłu ciężkiego. W 1954 r. otwarto na wschodnich rubieżach miasta kombinat metalurgiczny - Hutę im. Włodzimierza Lenina (obecnie ArcelorMittal). Był to ówcześnie największy zakład przemysłowy w Polsce, który w krótkim czasie doprowadził do skokowego wzrostu zanieczyszczenia miasta. Po drugie, równolegle, rok po roku, zwiększała się - to już tendencja powszechna - liczba samochodów, a co za tym idzie emisja spalin. Po trzecie, zawieszone nisko cząsteczki z palenisk domowych - tradycyjnie w Polsce zasilanych węglem - groźnych dla zdrowia pyłów zawieszonych mocno pogorszyły jakość powietrza w mieście. Warunki naturalne, będące od wieków sojusznikiem Krakowa, w drugiej połowie XX w. stały się dla niego kłopotem. Dolina Wisły, rozciągnięta z zachodu na wschód, leży poniżej otaczających ją krain. Kraków położony jest na wysokości od 200 (bulwary pod Wawelem) do 212 m n.p.m. (Plac Matejki). Z kolei wsie okalające miasto leżą na wysokości od 250 do 400 m n.p.m. Zanieczyszczenia opadają zatem na Kraków i o ile nie natrafią na pomyślne wiatry, zalegają nad nim przez długi czas. Niestety wiatr zachodnio-wschodni występuje tu zbyt rzadko. Ta niesprzyjająca okoliczność doczekała się nawet własnej nazwy: "krakowski obwarzanek". Chodzi o pierścień miejscowości, okrągły jak przysmak z parzonego ciasta, które górują nad Krakowem. Decyzja władz miasta o sukcesywnym pozbywaniu się palenisk domowych, realizowana w latach 1995-2019, skokowo poprawiła jakość powietrza w mieście11, ale geologia połączona ze złą wolą gmin ościennych, które nie chcą się podjąć redukcji zanieczyszczeń z domowych palenisk, powoduje, że w miesiącach grzewczych nad Kraków wciąż napływa smog. Sprawa dotyczy interesów, polityki oraz emocji i wpisuje się w europejski kontekst prowadzenia zrównoważonej polityki klimatycznej. Wymaga to od rządzących determinacji i naraża ich na krytykę. Pouczającym studium przypadku jest casus tzw. Strefy Czystego Transportu, stawiająca ograniczenia wjazdu do Krakowa samochodów niespełniających norm dotyczących emisji spalin12, która stała się gorącym tematem politycznym. Jako obywatel jestem przekonany, że żadne miasto o aspiracjach metropolitarnych nie ucieknie od takich rozwiązań. Protesty, które wybuchły po tej decyzji, pokazują, że Kraków staje się częścią współczesnej opowieści o dylematach europejskich miast, chcących wyznaczać standardy zrównoważonego i progresywnego rozwoju i narażających się w związku z tym na ataki. Niewykluczone też, że "skoro problemy ekologiczne Krakowa są tak szczególne i tak długotrwałe, to wymagają także wyjątkowych rozwiązań: innych, a może raczej odważniejszych niż te, które są potrzebne w wielu innych miastach europejskich"13. To chyba największe wyzwanie cywilizacyjne dla Krakowa od czasów jego powstania.
Preludium
Jakkolwiek zabrzmi to trywialnie, miasta zakładają ludzie. Zanim w jakimś miejscu powstanie miasto, pewnego dnia pierwsi osadnicy muszą się tam pojawić, a w dalszej kolejności rozpoznać, że warunki tam panujące są dla nich przyjazne. Gdy okazuje się, że tak, zwykle postanawiają zostać na dłużej, a wreszcie - na stałe. Ten proces czasem jest krótki - tak powstawały np. miasta na legendarnym Dzikim Zachodzie. Tak też powstało w XVIII w. pod Krakowem Podgórze. Zazwyczaj jednak od pojawienia się pierwszych ludzi do powstania miasta upływają setki, tysiące lub dziesiątki tysięcy lat, a ślady tego procesu są nikłe. Po latach dociera do nich mistrz w sztuce czytania ze szczątków zachowanych w ziemi lub w wodzie - archeolog. Obraz przeszłości, jaki potrafi on zarysować, jest zazwyczaj mglisty, a ludzie, o których nam opowiada, są niemal zawsze anonimowi. Mimo to dzięki żmudnym badaniom archeologicznym my, ludzie współcześni, odnajdujemy swoje najstarsze, pierwotne korzenie. Są one składnikiem naszej tożsamości, o ile jesteśmy ich świadomi. Korzenie krakowskie są niezwykle stare jak na historię europejskich miast, chociaż w kontekście pradawnego horyzontu zjawisk geologicznych są młode, by nie powiedzieć, że są zaledwie migawką w dziejach naszej planety. Zatem nim opiszemy, jak miasto Kraków powstało, sięgnijmy do przeszłości - do tego momentu, gdy miasta tu jeszcze nie było, ale człowiek już się pojawił.
Szukając początków miast, szczególne znaczenie przypisujemy czterem okolicznościom, które są kamieniami milowymi w ich dziejach. Pierwsza z nich jest zazwyczaj domeną archeologów, którzy w toku żmudnych badań, kiedy to nie może zabraknąć też odrobiny szczęścia, znajdują pierwsze ślady obecności człowieka. Samo jego zjawienie się na danym obszarze nie przesądza jeszcze, że powstanie miasto, ale bez tego nic zdarzyć się nie może. Druga okoliczność to czas, zazwyczaj stanowiący długi łańcuch zdarzeń, kiedy człowiek postanawia pozostać gdzieś na stałe. Odtąd mówimy o ciągłości osadniczej. To fundament dalszego rozwoju. Grupa osób rozpoznała, że warunki życia są w danym miejscu dobre, o czym zadecydowały w pierwszej kolejności poczucie bezpieczeństwa wynikające z naturalnego położenia o obronnym charakterze, a także dostęp do żywności i wody. Również w tym przypadku archeolog ma do powiedzenia więcej niż historyk. Trzecia okoliczność to pierwsza wzmianka w źródłach pisanych. Niekoniecznie dotyczy ona uformowanej jednostki miejskiej - czasem chodzi o gród lub osadę. Pojawia się nazwa, która towarzyszyć będzie miastu jako nieodłączna część jego kodu DNA. Społeczność każdego miasta otacza ten moment szczególną pamięcią, która wyznacza jej tożsamość. Strażnikiem tej pamięci jest historyk. Ostatnia okoliczność to nadanie osadzie praw miejskich w formie aktu prawnego. Jeżeli taki dokument się zachowa, stanowi "relikwię", swoistą protokonstytucję miasta. Niniejszy rozdział, zatytułowany Preludium, poświęcony będzie pierwszym dwóm kamieniom milowym.
Lepiej, gorzej lub śladowo udokumentowane dzieje Krakowa to 1300, może 1400 lat. Przygoda ta sięga zatem wczesnego średniowiecza - od tego czasu historia miasta jest coraz lepiej oświetlana przez źródła. To, co działo się na terenie dzisiejszego Krakowa wcześniej, stanowi przedmiot starannych badań archeologicznych, dzięki którym powstaje pełna białych plam opowieść o osadach i gromadach ludzkich, ale nie traktuje ona jeszcze o mieście. Badania te ujawniają bowiem miejsca pobytu ludzi, którzy nie mieli bezpośredniego związku z Krakowem. Byli tu, zanim miasto powstało. Jest to narracja na tyle mglista, że dzieje obecności człowieka na terenie Krakowa, sięgające ponad 100 tysięcy, a może nawet 200 tysięcy lat wstecz, zajmą nam zaledwie kilka stron. To jednak ważny fragment, bo zapowiada ciąg dalszy. Świat zmienia się w tym czasie po wielokroć. Okresy suche i ciepłe następują po zlodowaceniach i ochłodzeniach. Szata roślinna odmienia wygląd okolicy. Natura powoli przygotowuje miejsce pod narodziny miasta, od których czas liczy się od nowa. Chwila ta nastąpiła w VIII w., dlatego na kolejne 1300-1400 lat potrzeba kilkaset drukowanych stron. Nieproporcjonalność jest tu jaskrawa, ale nadużywany często zwrot "mroki pradziejów" dobrze opisuje bezradność nauki wobec przeszłości.
W tym miejscu muszę poczynić aż trzy zastrzeżenia. Po pierwsze, archeologiczne prapoczątki Krakowa traktuję w tej książce bardzo ogólnie. Omówienie ich dla orientacji czytelnika w procesie dziejowym jest potrzebne, ale aż do VIII w. nie dotyczą one miasta, lecz rozproszonego i często epizodycznego osadnictwa, które nie miało charakteru miastotwórczego. Z tego powodu, tworząc obraz Krakowa prehistorycznego, poza pewnymi wyjątkami nie sięgałem do szczegółowej i przyczynkarskiej literatury naukowej. Opierałem się na opracowaniach ogólnych, w miarę możliwości aktualnych i wiarygodnych. Dołożyłem zatem staranności, aby rozmyty obraz ponad 100 tysięcy lat dziejów człowieka nad górną Wisłą opisać zrozumiale, ale nie skrupulatnie. Czy mi się to udało, oceni czytelnik. Z tych samych powodów robię drugie zastrzeżenie. W archeologii, dla ścisłości traktowania przedmiotu badań oraz dla znalezienia sposobu klasyfikacji zagadnień, używa się pojęcia "kultura", przez które rozumiemy szereg wspólnych cech materiału archeologicznego występującego na różnych stanowiskach. Archeolodzy, bazując na tak usystematyzowanym przedmiocie badań, potrafią konceptualizować przeszłość, dokonywać jej analizy i syntezy. Od zawsze podziwiam misterne wnioski, jakie archeolodzy wyciągają z relacji pomiędzy tym, "co" i "gdzie" odnaleźli. Naukowy dyskurs w ich dyscyplinie wymaga ścisłości, a z tego wynika konieczność używania terminologii mocno hermetycznej. Zakładam jednak, że większość czytelników może mieć problemy ze zrozumieniem treści zbyt nasyconych językiem specjalistycznym, dlatego w swoim uproszczonym zarysie pradziejów zrezygnowałem z odnoszenia poszczególnych faz rozwojowych do tzw. kultur, pozostawiając jedynie odniesienia do datacji zjawisk. Nie wiem, czy archeolodzy mi to wybaczą. Po trzecie wreszcie, jak już założyłem we wstępie, moim celem nie jest wykład dziejowy, lecz poszukiwanie śladów wydarzeń i procesów, które są dzisiaj częścią pamięci zbiorowej Krakowa i Krakowian. W istocie przecież jest to książka, która - używając nawet najodleglejszej przeszłości - chce opowiadać o współczesności miasta. Bardzo dogadza mi w tym kontekście misja Muzeum Archeologicznego w Krakowie, której hasło brzmi następująco: "pośredniczymy między dawnymi społecznościami a współczesnym człowiekiem"1. Chętnie skorzystam z tego zapisu, bo moim zamiarem jest refleksja nad tym, co z pradawnych dziejów pra-Krakowa kształtuje Krakowian dzisiejszych. Tych pradziejowych czynników znalazłem niewiele, ale więcej, niż się spodziewałem. Ostatecznie - powie ktoś - czy nasze współczesne życie cierpi jakoś szczególnie z powodu deficytu wiedzy o przeszłości? W istocie trudno wskazać wynikające z tego dolegliwości, a jednak dobrze rozpoznana i przepracowana historia stanowi budulec jednostek i społeczeństw tak ważny jak tkanka łączna. Im jej warstwy są grubsze i jędrniejsze, tym zdrowsze i dłuższe jest zazwyczaj nasze życie.
Na początek oddajmy głos archeologom i zacznijmy od pierwszych śladów człowieka w okolicy Krakowa. Nie ma tu pełnej zgody badaczy, a rozpiętość hipotez w tym temacie jest szeroka, sięga bowiem - bagatela - 100 tysięcy lat. Trzeba zatem odnotować pogląd, że pierwszy rozpoznany tutaj ślad obecności człowieka sięga okresu paleolitu dolnego (starszego), kiedy to 200-220 tysięcy lat temu nad potokiem Sudoł, na obszarze późniejszej wsi Prądnik Biały, pojawił się człowiek neandertalski2. Z tezą tą kłóci się przekonanie, że stanowisko nad potokiem Sudoł jest datowalne tylko intuicyjnie, a czas przybycia pierwszego człowieka na teren Krakowa trzeba przesunąć aż na okres środkowego paleolitu. To wtedy, około 110 tysięcy lat temu, charakterystycznie obrobione narzędzia krzemienne pozostawili osadnicy także należący do gatunku Homo neanderthalensis. Odkryto je na terenie dzisiejszej dzielnicy Zwierzyniec, na stanowisku przy ul. Królowej Jadwigi 643. Narzędzia te, znajdujące się obecnie w kolekcji Muzeum Archeologicznego w Krakowie, to również ważny ślad dziedzictwa naszego kontynentu, powstały one bowiem przy zastosowaniu techniki łączącej wiele wyrobów europejskich pochodzących z epoki środkowego paleolitu. Nazwano ją techniką lewaluaską - od stanowiska archeologicznego Levallois-Perret ze współczesnych przedmieść Paryża. Czy zatem najstarsze ślady obecności człowieka w Krakowie to Prądnik Biały czy Zwierzyniec? Paleolit dolny (starszy), w którym jest ona mocno dyskusyjna, czy paleolit średni? Ile tysięcy lat temu - 200 czy 110? Dowody wskazujące na tę drugą możliwość są bardziej przekonujące. Biorąc jednak pod uwagę, że niedaleko Krakowa - w Jaskini Ciemnej i w Jaskini Na Biśniku na obszarze Jury Krakowsko-Częstochowskiej - odkryto podobne narzędzia, a także szczątki neandertalczyków, starsze ok. kilkadziesiąt tysięcy lat, nie jest wykluczone, że również na obszarze dzisiejszego Krakowa archeologia przesunie wstecz wskazówkę licznika odmierzającego obecność człowieka. W tym miejscu trzeba zwrócić uwagę, że dla nauki precyzyjny horyzont czasowy jest ważny. Niemniej dla osób, dla których badanie przeszłości nie jest przedmiotem pracy zawodowej, okres 100 tysięcy lat jest trudny do wyobrażenia. Tak odległe początki obecności człowieka na terenie Krakowa nie są więc częścią żywej pamięci miasta, a anonimowe postaci z tej kamienno-krzemiennej przeszłości są dla nas niczym rzadka mgła - ledwie zauważalne. A jednak dziedzictwo człowieka neandertalskiego zostało mocno wyeksponowane na turystyczno-krajoznawczych szlakach wiodących od Krakowa doliną Prądnika w kierunku Częstochowy. Powtórzę zatem raz jeszcze: jakkolwiek z perspektywy życia jednostki informacje o datacji jurajskich stanowisk archeologicznych są abstrakcyjne, to środkowo-paleolityczne origo jest elementem krakowskiej dumy długiego trwania, a duma jest ważną częścią świadomości. Wiele miast historycznych ma przecież znacznie młodsze korzenie. Nie chcę wejść w uroczą rywalizację krakowsko-warszawską, ale najstarsze ślady obecności człowieka na terenie Warszawy pochodzą sprzed 12 tysięcy lat4.
Pierwsze spotkania z "krakowskim" neandertalczykiem nie mają "bliskiego" charakteru, jego obecność była sporadyczna i epizodyczna. Dopiero 70-40 tysięcy lat p.n.e. na terenie współczesnego Krakowa pojawiło się kilka osad zamieszkanych przez ten gatunek człowieka. Ich trwanie było krótkie, zaledwie kilkusezonowe. Osadnicy pozostawili po sobie prymitywne narzędzia krzemienne, paleniska i obgryzione kości zwierząt. Po wyczerpaniu tutejszych zasobów zmieniali miejsce pobytu, którym najczęściej były jaskinie, akurat liczne i przestronne na terenie Wyżyny Krakowsko-Częstochowskiej. W tzw. górnym paleolicie, czyli 40 tysięcy lat p.n.e., człowiek neandertalski zszedł ze sceny krakowskiej i pojawił się na niej nowy aktor - Homo sapiens5. Pojawił się i znikł... Zrazu podobnie jak neandertalczycy zamieszkiwał przede wszystkim jaskinie. Byli to wędrowni myśliwi, dysponujący lepszymi narzędziami krzemiennymi oraz bronią miotającą (łukiem). Dolina Wisły na obszarze znanej nam z poprzedniego rozdziału Bramy Krakowskiej to dla nich jedno z wielu miejsc na koczowniczej drodze. Wreszcie, 28-21 tysięcy lat p.n.e., gdy klimat był surowy i ziemię skuwał lodowiec, a osadnictwo było nieliczne i epizodyczne, na stromych zboczach Góry bł. Bronisławy powstało obozowisko łowców mamutów, które zasługuje na komentarz. Swoimi rozmiarami przewyższa ono wszelkie rozpoznane wcześniej stanowiska archeologiczne w Krakowie. To pierwsza osada, którą możemy nazwać, wprawdzie wciąż nie stałą, ale już wielosezonową. Wiem, że to nadużycie, ale skorzystam z języka współczesnego i aby podkreślić znaczenie tego odkrycia w procesie rozwoju pra-Krakowa, nazwę tę osadę pierwszą "miejscowością" na terenie Krakowa. Człowiek został tu na dłużej, bo występujące w okolicy liczne stada mamutów stały się strategicznym zasobem, pozwalającym mu na przeżycie. Tu zabijał mamuty, a następnie obrabiał ich tusze. Pomysłowo wykorzystane kości tych zwierząt, szczególnie ich wielkie ciosy, były materiałem konstrukcyjnym wznoszonych szałasów. To pierwsze zabytki architektoniczne w Krakowie6. Ilość materiału kostnego odnaleziona w okolicy ul. Spadzistej nawet współcześnie robi wrażenie i porusza wyobraźnię7. Badacze zinwentaryzowali ponad 80 kompletnych szkieletów mamucich, co oznacza, że obozowisko łowców mamutów należy do największych z rozpoznanych w Europie i na świecie. Odkryto je przy ul. Spadzistej i tak nazwano (stanowisko Kraków-Spadzista) - choć owa ulica została w 1973 r. przemianowana na ulicę Vlastimila Hofmana, w nauce pierwsza nazwa wciąż obowiązuje8. Kraków światową karierę rozpoczął zatem właśnie tutaj. Tu także zaczyna się legenda miasta, bo do tego obozowiska zaczęto odnosić początki mitu Krakowa. Łowcy mamutów spod Kopca Kościuszki są wprawdzie nadal anonimowi, ale ślady ich działalności są tak czytelne (i brutalne zarazem), że potrafimy nawiązać z nimi narracyjną relację. Ta narracja za sprawą kości mamutów, zwierząt wielkich i tajemniczych, poprowadziła naszą wyobraźnię do legendy o smoku wawelskim i katedry wawelskiej. Nie wiadomo dokładnie kiedy, ale najpóźniej w XVI w. przy wejściu do świątyni zawieszono na żelaznych łańcuchach wielkie kości odnalezione w trakcie prac ziemnych. Wedle podań należeć miały do smoka wawelskiego, którego legenda była ważnym spoiwem krakowskiej tradycji dynastycznej. Pierwszy raz wspomniał o nich - jako o należących do potwora - w liście z 1583 r. profesor Akademii Krakowskiej Marcin Fox (ok. 1534-1588). Taki światły człowiek odrodzenia jak Fox zapewne do samej postaci smoka miał dystans, ale rozbudził wyobraźnię, która nie śpi do dzisiaj. W 1937 r. profesor Henryk Hoyer (1864-1947) przebadał szczątki i orzekł, że należą one do prehistorycznych zwierząt: mamuta, wieloryba i nosorożca włochatego. Tak oto legenda i nauka podały sobie ręce. Kości z katedry wawelskiej są stałym elementem opowieści każdego przewodnika o Krakowie, a obozowisko przy ul. Spadzistej plastycznie ją ilustruje. W oficjalnej promocji Krakowa władze miasta także uznały to odkrycie za dobry moment w dziejach, aby właśnie od niego rozpocząć "grę w dziedzictwo Krakowa". W 2024 r. z inicjatywy Macieja Trifonidisa i Rady Dzielnicy VII Zwierzyniec zainicjowano Festiwal Mamut Art & Science, którego celem jest "promocja i upowszechnianie wiedzy na temat znajdującego się w Krakowie nagromadzenia szczątków mamuta włochatego (Mammuthus primigenius Blumenbach, 1799), jednego z największych w Europie i na świecie"9. Trifonidis, dziennikarz i artysta muzyk, dołożył do tej opowieści z przeszłości performans. Przebiera się w strój mamuci i wędruje w nim po Krakowie, urzeczywistniając tym samym jeden z elementów początku miasta.
Historia powoli przyspiesza wraz z ustępowaniem ostatniego zlodowacenia (tzw. zlodowacenia północnopolskiego). Około 15 tysięcy lat p.n.e. nieznani twórcy (lub jeden twórca), zamieszkujący wraz ze swoją gromadą jaskinię w Maszycach (15 km na północ od Krakowa), wytwarzali groty oszczepów z kości i rogów reniferów i ozdabiali je nacięciami niemającymi żadnego znaczenia praktycznego10. Tak oto rozpoczęła się na tym terenie historia sztuki. Około 10 tysięcy lat p.n.e. na obszarze obecnej wsi Wołowice (10 km na zachód od Krakowa) funkcjonowała kopalnia krzemienia, najstarsza w Polsce11. To zaś rozpoczęło tu historię przemysłu.
Liczba osad z okresu tzw. średniej epoki kamienia (mezolit, od ok. 8 tysięcy lat p.n.e.) znalezionych na terenie Krakowa i w ogóle w Małopolsce jest niewielka. Dopiero ok. 5300 lat p.n.e. docierają na te tereny przybysze z basenu środkowego Dunaju12. To nowy i inny człowiek. Dziecko rewolucji neolitycznej, o której z przekonaniem napiszę, że w dziejach ludzkości pozostaje rewolucją najważniejszą, najbardziej brzemienną w skutki. (Być może zmieni to rewolucja AI?) Zapoczątkowana ok. 10 tysięcy lat p.n.e. w regionie tzw. Żyznego Półksiężyca, w dorzeczu Tygrysu i Eufratu, zmieniła wszystko dzięki temu, że człowiek przeszedł ze zbieracko-koczowniczego trybu życia w tryb rolno-hodowlany. Z łowcy lub ofiary dzikich zwierząt w krótkim czasie stał się panem świata i wszelkiego stworzenia. Zdobycze rewolucji neolitycznej szybko zaczęły się rozprzestrzeniać na wszystkie strony świata, docierając w dorzecze Dunaju. Nowe gromady ludzi - już nie łowców i zbieraczy, ale rolników i hodowców - w pewnym momencie ruszyły na północ i przeszły przez Bramę Morawską, a następnie przez Bramę Krakowską - utworzone przez naturę magistrale postępu cywilizacyjnego. Niektórzy zatrzymali się w dolinie Wisły, inni parli dalej na wschód. O tym, czy zatrzymywali się w danym miejscu, nie decydowała obfitość dzikiej zwierzyny i owoców leśnych, lecz gleba, którą zamierzali uprawiać. Akurat znajdujące się w okolicy Krakowa lessy, gleby miękkie i łatwe w obróbce, były odpowiednie dla ich poziomu kultury rolnej, dlatego wielu z nich się tu osiedliło.
Gromady ludzi znad Dunaju, głównie z Bałkanów, przyniosły zatem w dorzecze górnej Wisły neolityczną rewolucję, która dokonała się tu niezwykle szybko. Korzystne warunki naturalne w okolicy Krakowa pomogły w epokowej zmianie - zaczęła się ciągłość osadnicza. Charakterystyczną cechą związaną z tym niezwykle ważnym zjawiskiem jest rozwój budownictwa. Człowiek neolityczny inwestuje w swoją stabilność, ale ma także nowe potrzeby, których nie potrafi zaspokoić nawet najprzestronniejsza jaskinia. Oprócz bezpiecznego miejsca zamieszkania potrzebuje on zaplecza gospodarczego dla inwentarza hodowlanego oraz do składowania plonów i narzędzi. Osadę długich domostw o słupowej konstrukcji odkryto na terenie wsi Olszanica. To tu ok. 5 tysięcy lat p.n.e. powstała pierwsza stała osada na terenie miasta, "wioska prakrakowska". Nie wyobrażajmy sobie jednak tej okolicy jako terenu poprzecinanego licznymi połaciami pól uprawnych. Wokół wciąż dominował las. Ówczesny człowiek nie posiadał narzędzi, aby zdominować cywilizacyjnie świat, a poziom jego umiejętności rolnych był prymitywny. Z perspektywy doświadczeń antropocenu chciałoby się szybko dopowiedzieć: na szczęście! Jednak już ok. 3500 lat p.n.e. człowiek w okolicy Krakowa wykorzystuje ogień, aby poszerzyć swoje władztwo. Wypalane lasy uwalniają nowe tereny pod uprawy rolne i hodowlę. To czas, gdy postęp cywilizacyjny na terenie Krakowa przenosi się do dzisiejszej Nowej Huty, szczególnie na urodzajne tereny nadwiślańskie (Pleszów, Wyciąże, Mogiła, Cło, Branice)13. Wraz z wejściem w trzecie tysiąclecie p.n.e. w materiale archeologicznym na obszarze Krakowa odnajdujemy pierwsze wyroby z metalu. Miedziane narzędzia i broń występują niezwykle rzadko, ale od tego momentu powoli i nieuchronnie zaczyna się kres epok kamiennych w rozwoju ludzkości14. To jeszcze bardzo daleko do XIV w., gdy Kraków jako potentat w handlu miedzią zyskał przydomek Dom Miedzi (Kupferhaus), ale dziedzictwo obecności tego metalu na terenie miasta sięga kilku tysięcy lat.
W epoce brązu (od ok. 2300 r. p.n.e.) życie mieszkańców doliny Wisły na swój sposób przyspiesza. W 1976 r. w Bronocicach w woj. świętokrzyskim (60 km na północny wschód od Krakowa) odkryto ceramiczną wazę pokrytą tajemniczym ornamentem, na którym możemy wyodrębnić schematycznie wyryty czterokołowy wóz, przystosowany do podwójnego zaprzęgu. Waza datowana jest na ok. 3500 lat p.n.e. Według nauki zachowany rysunek wozu jest najstarszy na obszarze tzw. Starego Świata15. Można wyciągnąć z tego ostrożne wnioski, że oto już w tym czasie osady neolityczne wokół dzisiejszego Krakowa dysponowały niezwykle nowoczesnym środkiem transportu, który skrócił czas drogi pomiędzy rzadko rozrzuconymi skupiskami ludności oraz przyczynił się do wymiany dóbr i kontaktów. Może też dzięki temu wynalazkowi epoka brązu to dalsza intensyfikacja osadnictwa na terenie Krakowa i początki wymiany handlowej. Osadnictwo wciąż koncentruje się na obszarze dzisiejszej dzielnicy XVIII (Nowa Huta). Nie odnotowujemy u początków tej epoki spektakularnych osiągnięć cywilizacyjnych - to raczej kontynuacja. Domostwa, odkryte np. w Iwanowicach (20 km na północ od Krakowa), nie wyróżniają się niczym szczególnym ponad to, co o budownictwie tego okresu wiedzieliśmy już wcześniej16, a narzędzia z brązu upowszechniają się powoli. Pojawiają się jednak świadectwa dokumentujące wymianę towarową z terenami należącymi dziś do Słowacji i Węgier. Takie są zatem początki handlu w Krakowie. Przełom ma miejsce ok. połowy XIII w. p.n.e., gdy z zachodu, kolejny raz przez wrota postępu, czyli Bramę Krakowską, dociera tu kultura łużycka. Następuje szybki rozwój osadnictwa oraz widoczne przejście na wyższy poziom materialny i duchowy. Oprócz osad na terenie Nowej Huty powstają też nowe - w okolicy Prokocimia i Bieżanowa. Okres ok. 700 lat p.n.e. to wielki pradziejowy rozkwit, którego areną są Wyżyna Miechowska, Pogórze Wielickie i Wyżyna Krakowsko-Częstochowska. Metalurgię brązu cechuje wysoka jakość produkcyjna. Oprócz brązowych sierpów, które ułatwiały żniwa, uwagę zwraca wysoki poziom artystyczny brązowego zdobnictwa, a na stanowisku w Aleksandrowicach (na zachodnim skraju Krakowa) znaleziono pierwszy przedmiot wykonany z żelaza, zapowiadający nową epokę. W okolicach Wieliczki ze słonych źródeł odwarzano sól, a w pobliżu Olkusza odnotowano ślady wydobywania ród ołowiu. Poszerzał się też zasięg importowanych towarów (pochodzą m.in. z Alp). W świetle badań archeologicznych (warto przypomnieć, że źródła pisane wciąż milczą) omawiany okres jawi się jako czas dostatku i względnego spokoju politycznego. Wobec tego zagadką pozostaje to, dlaczego w okolicach VI w. p.n.e. miejscowa ludność opuszczała Małopolskę. Aż do III w. p.n.e. notujemy na tych terenach czas zastoju. Z udokumentowanych kilkuset prężnych osad ostało się zaledwie niecałe 20. Na tereny uprawne powrócił las, a ziemia pozostawiona odłogiem jałowiała. Czy ludy kultury łużyckiej, które opuściły Kraków, miały charakter prasłowiański? To wielki spór naukowy, wciąż nierozstrzygnięty. W ich miejsce ok. 300 r. p.n.e. nadeszli Celtowie - zupełnie inna grupa etniczna, która przyniosła nową jakość. Ich osadnictwo na naszych terenach nazywamy okresem lateńskim. Celtowie przybyli przez Bramę Krakowską - zaznaczam to, by znów zaakcentować, jak fundamentalnie ważny był ten element rzeźby terenu. Nowi pra-Krakowianie przynieśli ze sobą takie zdobycze techniki jak okute żelazem radło, które zmienia charakter i wydajność produkcji rolnej, koło garncarskie, żarno obrotowe czy protokosa. Ich osady są większe (do 100 osób), a gospodarstwa składają się z kilku budynków - następuje przynajmniej częściowe rozdzielenie ich funkcji mieszkalnych i gospodarczych. Osady celtyckie, obok tradycyjnie atrakcyjnych terenów Nowej Huty, są zakładane na terenie Bieżanowa, Witkowic, Tyńca. Pewne znaleziska odnotowano także w centrum współczesnego Krakowa. Do perfekcji osadnicy opanowali produkcję ceramiki za pomocą koła garncarskiego17. Pojawił się też wreszcie pierwszy pieniądz18. Daleko jeszcze do ciekawego w swej genezie określenia Krakowian jako "centusiów", ale pierwszy szczerozłoty krążek, przydatny tej legendzie, właśnie się odnalazł. Z Celtami niektórzy konsekwentnie wiążą powstanie w Krakowie kopców, które miały mieć charakter religijny19, ale pogląd ten w nauce się nie upowszechnił. Opierając się na dostępnych źródłach, sam wykazuję sceptycyzm wobec tej koncepcji, dlatego do mitycznych i mistycznych kopców powrócimy dopiero w kolejnym rozdziale. Nie można jednak nie zauważyć, że rozbudowany i pełen magii świat wierzeń celtyckich daje asumpt do takich rozważań. Kultura celtycka w Krakowie także współcześnie ma swoich licznych zwolenników, którzy dorocznie gromadzą się na Kraków Celtic Festival20. Wydarzenie to ma głównie charakter muzyczny i jest sposobem kultywowania naszej odległej pamięci.
Wraz z początkiem naszej ery na terenie Europy pojawia się silny gracz, który mocno wpłynął na dalszy bieg dziejów. Rozwój Rzymu, który od panowania Oktawiana (31 p.n.e. - 14 n.e.) przechodzi w fazę imperialno-cesarską, naznacza kolejne 300-400 lat funkcjonowania Starego Kontynentu. Także na terenach Polski, choć faktyczna władza Imperium nigdy tu nie sięgnęła, mówimy o okresie wpływów rzymskich (I-V w. n.e.). Rzym, obwarowany w swych granicach na Dunaju i Renie, nie ingerował szczególnie poza brzegi tych rzek, ale siłą rzeczy oddziaływał jako hamulec większych migracji. W tym czasie nie dochodziło zatem na terenie Krakowa do radykalnej wymiany ludności. Docierali tu jednak kupcy rzymscy, stąd w materiale wydobytym przez archeologów ujawniają się liczne dobra importowane z cesarstwa (broń, narzędzia, ceramika, wino). W obrocie towarowym upowszechniła się również rzymska moneta. Nowe grupy etniczne, jeśli tu przybywały, to tym razem ze wschodu. Wiążemy je z plemieniem Wenedów, których pochodzenia nauka nie potrafi jak dotąd przekonująco wyjaśnić. Mieszają się oni z Celtami. Miks kultur, chociaż nosi w sobie zarzewie konfliktów, zawsze przynosi ożywcze zmiany. W II w. n.e. nastąpił szybki wzrost zaludnienia na terenie całej Małopolski. Import rzymskich narzędzi oraz wiedzy zaowocował widocznym postępem technologicznym - szczególnie w rolnictwie, czego symbolem jest żelazne radło, zapowiadające wynalezienie pługa. W osadach uwidoczniła się specjalizacja rzemiosła. Kolonia pieców garncarskich odkrytych w Pleszowie lub zespół pieców hutniczych znanych z Igołomi pokazują, że gospodarstwa domowe odeszły od samowystarczalności, a swoje zapotrzebowanie uzupełniały w zakładach rzemieślniczych lub protoprzemysłowych21. Obfitość dostarczanych przez ziemię źródeł materialnych z okresu wpływów rzymskich wzrasta skokowo i świadczy o tym, że na obszarze dzisiejszej południowej Polski odczuwano mocny impuls rozwojowy. Dlatego też zaskakuje potężny regres, jaki nastąpił w V w. n.e. Jest on zapewne powiązany z okresem wielkiej wędrówki ludów (375-568 n.e.), który zdestabilizował całą europejską scenę polityczną i osadniczą. Jednak skala i gwałtowny przebieg tego regresu są tak głębokie (można mówić o zapaści czy katastrofie), że nauka wciąż nie znajduje przekonującego wyjaśnienia jego przyczyn22. Na niemal wyludnione dorzecze górnej Wisły powracają puszcze, osady o wielowiekowej tradycji pustoszeją, ziemia jałowieje, a drogi zarastają. Na to nieprzyjazne miejsce w VI w. przybywają nowi mieszkańcy - Słowianie, nasi przodkowie. Czy już na zawsze? Z pewnością nie, bo w historii słowa "zawsze" i "nigdy" nie mają zastosowania, ale pozostają tu na długo. Minęło już około 1500 lat, a my wciąż tu jesteśmy. To nasz początek. Do powstania miasta prowadzi od tamtego momentu już krótka droga.
Dalsza część w wersji pełnej