Krakowskie piórka - Jan Sztaudynger

Kup ebooka

29.90 zł
23.32 zł (14,90 zł najniższa cena z 30 dni)

-
Proszę czekać

Od au­tora

Uro­dzi­łem się w Kra­ko­wie.

Jako brzdąc ośmio­letni zbie­głem wio­sną z ma­leń­kiej górki w tej par­tii Plant, na któ­rej stoi po­mnik Ja­dwigi i Ja­giełły, i uj­rza­łem świeżą zie­leń. Na­pi­sa­łem wtedy po­emat o wio­śnie, który skła­dał się z dwu li­ni­jek:

Trawka się zie­leni

Dla sku­ba­nia je­leni.

Wiersz był podły, ale wzbu­dził we mnie świa­do­mość piękna przy­rody, a wzru­sze­nie, ja­kie to­wa­rzy­szyło temu wier­szowi... prze­czu­cie, że je­stem po­etą.

Tak więc nie Kra­ków, ale wio­sna była pierw­szym moim kra­kow­skim za­ko­cha­niem. Po­tem, w wiele lat póź­niej, cho­dzi­łem po Kra­ko­wie per­ma­nent­nie za­ko­chany to w tej, to w owej, nie czu­jąc i nie ro­zu­mie­jąc tego, że w moim mło­dym sercu Kra­ków spra­wiał cuda i że w tym uro­czym mie­ście na­wet byle kto musi ko­chać na­wet byle co. W cza­sie tych mi­ste­riów mi­ło­ści jak gdyby ką­tem oka za­uwa­ży­łem "za­kręt Wi­sły z pod­wi­nię­ciem po­dob­nym do psiego ogona". Ale wła­ści­wie po raz pierw­szy Kra­ków od­czu­łem i zro­zu­mia­łem wtedy, gdy zja­wił się tu pi­sarz ro­syj­ski Jew­re­inow. Jego za­chwyt uświa­do­mił mi piękno Kra­kowa.

Tak ko­leje mo­jego losu spra­wiły, że po skoń­cze­niu stu­diów opu­ści­łem Kra­ków.

I wła­ści­wie do­piero po opusz­cze­niu Kra­kowa, kiedy po­ko­cha­łem Po­znań i za­miesz­ka­łem w Po­zna­niu, roz­po­częły się moje wier­sze o Kra­ko­wie, pi­sane z tę­sk­noty za Kra­ko­wem. Ele­ment sa­ty­ryczny wszedł do nich do­piero po woj­nie nie z mo­jego wła­snego im­pulsu, ale na za­mó­wie­nie. Ze zdzi­wie­niem prze­ko­na­łem się, jak głę­boko w sercu moim tkwi za­dra Kra­kowa. Fraszki o Kra­ko­wie ro­dziły się jak grzyby po desz­czu, po każ­dym moim naj­prze­lot­niej­szym choćby po­by­cie w Kra­ko­wie. Bu­dziły one dość sprzeczne sądy i spo­wo­do­wały, że wielu czy­tel­ni­ków "Dzien­nika Pol­skiego", w któ­rym dru­ko­wa­łem te fraszki, ob­rzu­cało mnie li­stami. Jedni wy­my­ślali mi, dru­dzy dzię­ko­wali. Dla­tego więc na­pi­sa­łem dziś te kilka słów wy­ja­śnie­nia.

Jan Sztau­dyn­ger [1959 r.]