MAREK KORNAT
"Spustoszone stulecie"[1].Czy rewolucja bolszewicka nadała oblicze XX wiekowi?
"Historia jest jak rzeka, której brzegi można wytyczyć, ale brutalnym zabiegiem jest przecięcie przepływającego strumienia przyczyn i skutków" - napisał Emanuel Rostworowski w swoim wprowadzeniu do Historii XVIII wieku[2]. Kolejne stulecia mają jednak swoją tożsamość, co je odróżnia, jakoś sytuuje w dziejach powszechnych, a historykowi pozwala uchwycić ich "ducha".
Poszukiwanie przez historyków "idei organizującej" poszczególne stulecia to upodobanie od dawna znane[3]. Wiekowi XVII nadała swoje oblicze wojna religijna w Europie, będąca następstwem dziejowego przewrotu, jaki przyniosła reformacja. Wiek XVIII naznaczył absolutyzm oświecony, chociaż spór historyków o ten termin powraca już od dawna. Stulecie XIX rozwijało się pod znakiem procesów industrializacji i budowania ustrojów liberalno-konstytucyjnych, ale jego duch najbardziej chyba wyraził nacjonalizm jako wielka siła sprawcza zmiany.
Co powiemy o wieku XX? Przyniósł wielką rewolucję techniczną. Stał się sceną pokazową wielkiej konfrontacji największych mocarstw w postaci dwóch wojen światowych. Najbardziej jednak zapisał się w pamięci ludzkości jako epoka totalitaryzmów i ludobójstwa, z Holocaustem jako zbrodnią nad zbrodniami na czele.
Lenin bezspornie jako pierwszy stworzył państwo, które było państwem nowego typu. Obiecując powszechne wyzwolenie, zbudował tyranię o bezprecedensowej sile represyjności. Był to organizm totalitarny. Działał w oparciu o monopartię, masowy terror, ideologiczną mobilizację mas ludzkich, a przede wszystkim miał aspiracje do uniwersalnego panowania.
Wielkie pytanie o to, czy rewolucja bolszewicka zaprogramowała dzieje powszechne minionego stulecia, z pewnością nie jest bezzasadne. W stulecie październikowego przewrotu w Piotrogrodzie warto do niego powrócić - stąd też niniejsze rozważania.
I
Dla historiografii i polityki historycznej komunistów nigdy nie było wątpliwości, że rewolucja Lenina miała charakter dziejowego przełomu. Przyniosła ludzkości wielki krok naprzód. Klasie robotniczej dała perspektywę wyzwolenia.
Jakiekolwiek porównywanie "Wielkiej Socjalistycznej Rewolucji Październikowej" do faszyzmu (niemieckiego czy włoskiego) było i jest dla wyznawców idei komunistycznej prawdziwym bluźnierstwem. Wielkiego zrywu mas ku wolności i równości nie może nic łączyć z tym, co jest ostatnim słowem "gnijącego kapitalizmu".
Odczytanie dziejów XX wieku jako zapisu doświadczeń totalitarnej epoki - inaczej ustawia perspektywę naszego spojrzenia na bolszewizm i jego rolę w historii.
Pierwszym historykiem światowego formatu, który dowodził, że rewolucja bolszewicka była generatorem totalitaryzmów i w ten sposób nadała XX wiekowi jego własne i straszliwe oblicze, był niemiecki profesor Ernst Nolte. Jego książka Der europäische Bürgerkrieg 1917-1945. Nationalsozialismus und Bolschewismus, wydana w roku 1987, a więc na dwa lata przed krachem systemu komunistycznego w Europie, dała nową wizję XX stulecia. Przypominając najzwięźlej jak można główne tezy i argumenty niemieckiego historyka, trzeba podkreślić, że po pierwsze "faszyzm Mussoliniego" postrzegał on jako "reakcję na groźbę włoskiego bolszewizmu, tworzącego się po wojnie według wzorów bolszewizmu rosyjskiego". Zdaniem Noltego "Mussolini, podobnie jak Lenin, wyszedł z ultrarewolucyjnego socjalizmu" i przez to "tym łatwiej było mu naśladować Lenina, by walczyć z nim jego własną bronią". Hitler poszedł tą samą drogą i stworzył niemiecki faszyzm - dużo bardziej radykalny od "mussolinizmu" i w przeciwieństwie do niego tak wybitnie zbrodniczy. Po drugie, autor Der europäische Bürgerkrieg 1917-1945 dochodził do wniosku, że "zwycięstwo rosyjskiego bolszewizmu w październiku 1917 roku można by więc potraktować jako początek łańcucha "reakcji"; włoski faszyzm, następnie zaś nazizm byłyby jedynie odpowiedzią na komunistyczne niebezpieczeństwo, wszelako odpowiedzią w typowym dla komunizmu rewolucyjnym i dyktatorskim stylu"[4]. Po trzecie, Noltemu nie chodziło o żadne usprawiedliwienie czy "rozgrzeszenie" Hitlera za popełnione zbrodnie. Apelował o zrozumienie i wyjaśnienie przeszłości, jakąkolwiek by ona była - w myśl założeń swojej własnej koncepcji "fenomenologii historycznej". Po czwarte, w takim rozumieniu bolszewizm Lenina i Stalina stanowił prawzór totalitaryzmu. "Historia naszej planety nie zna drugiego przykładu tak totalnej władzy" - jak pisał Aleksander Weissberg-Cybulski[5]. Przewrót w Rosji wytworzył jej "matrycę". Nadał jej swoisty kod genetyczny. Tak oto triumf bolszewików w peryferyjnej z perspektywy cywilizacji Zachodu Rosji nadał XX stuleciu jego własne, tragiczne oblicze.
Teoria Noltego zakłada, że między rokiem 1917 a 1945 toczyła się europejska wojna domowa. Komunizm wywołał kontrreakcję. Było nią powstanie faszyzmu i narodowego socjalizmu. O wszystkim przesądził precedens rosyjskiego Października jako dziejowego zwrotu o uniwersalnym oddziaływaniu na oblicze świata.
Tak oto możemy wytłumaczyć dzieje XX stulecia jako dramatu w postaci "reakcji łańcuchowej", zapoczątkowanej w październiku 1917 roku[6]. Jego interpretacja, sprowadzająca się do tezy, iż faszyzm i narodowy socjalizm były odpowiedzią na bolszewizm, jest szeroko znana - także w Polsce. Najbardziej wyostrzona, przez to mocno kontrowersyjna, gwałtownie jest zwalczana przez licznych oponentów. Z zarzutów, jakie wysuwano przeciw Noltemu, najważniejsze i najdalej idące jest oskarżenie o relatywizację zła, jakim było nazistowskie ludobójstwo.
Nolte niezmiennie cieszył się opinią czołowego znawcy faszyzmu. Oskarżany gwałtownie o usiłowanie "uniewinnienia nazizmu", stanowczo bronił swej koncepcji. Najpierw prezentował swoje tezy w głośnym "sporze historyków" w Niemczech (Historikerstreit). Do końca podtrzymywał założenia swojej wizji bolszewizmu jako głównej siły sprawczej dziejowego procesu w epoce totalitaryzmów.
Osiem lat po wystąpieniu Noltego opublikowana została książka francuskiego historyka François Fureta: Le passé d'une illusion. W odróżnieniu od pracy niemieckiego historyka, dzieło Francuza ukazało się w przekładzie polskim: Przeszłość pewnego złudzenia[7].
Furet opisał epokę XX wieku w inny sposób niż Nolte. Twórca Le passé d'une illusion utrzymywał, że między komunizmem a faszyzmem występuje nierozerwalne sprzężenie zwrotne. Bolszewizm stanowił inspirację dla faszystów i nazistów. Faszyzm i narodowy socjalizm nie były jednak tylko reakcją na komunizm. I bolszewizm, i faszyzmy (włoski i niemiecki) to "potencjalne oblicza nowoczesnej demokracji, które wyłaniają się z tej samej historii". W oczach Fureta "ruch faszystowski żywił się antykomunizmem, komunistyczny zaś - antyfaszyzmem, ale oba łączy nienawiść do świata burżuazyjnego"[8].
"Strach przed komunizmem - pisał Furet - dał pożywkę partiom faszystowskim, ale słabością tej interpretacji jest okoliczność, że zaciera ona to, co każdy z reżimów faszystowskich ma endogenicznego (własnego) i specyficznego, na korzyść tego, co oba zwalczają. Elementy kulturowe, które systemy te wykorzystują, tworząc swoją "doktrynę", istniały jeszcze przed I wojną, a zatem poprzedzały rewolucję październikową. Mussolini nie czekał do roku 1917, by dokonać mariażu idei rewolucyjnej i narodowej. Skrajna prawica niemiecka, a właściwie cała prawica, nie potrzebowała komunizmu, by nienawidzić demokracji. Narodowi socjaliści podziwiali Stalina. Zgadzam się, że Hitler żywił szczególną nienawiść do bolszewizmu, ale jako do produktu końcowego demokratycznego świata burżuazji"[9]. W ujęciu francuskiego historyka nie może więc być mowy o jednej przyczynie, jaka zdeterminowała pojawienie się i rozwój faszyzmu oraz narodowego socjalizmu. Sprzeciw wobec liberalnej demokracji odegrał rolę nie mniejszą niż imperatyw walki z komunizmem. W swej "substancji" doktrynalnej faszyzm i narodowy socjalizm mają idee zrodzone przed zdobyciem władzy w Rosji przez Lenina podczas Wielkiej Wojny.
Proklamowane przez komunistyczną rewolucję rosyjską unicestwienie klas posiadających Nolte uznał za kluczowe dla zrozumienia genezy włoskiego faszyzmu i niemieckiego narodowego socjalizmu. I pisał: "Oświęcim nie wynikał jedynie z tradycyjnego antysemityzmu i w swej istocie nie był tylko ludobójstwem - chodziło przede wszystkim o zrodzoną ze strachu reakcję na eksterminacyjne praktyki rewolucji rosyjskiej. Czerwony terror wedle liczby ofiar okazał się daleko gorszy niż biały"[10]. W jednym z listów do Noltego Furet napisał: "Gułag istotnie poprzedzał Oświęcim, ale nie należy w tym fakcie upatrywać związku przyczynowo-skutkowego"[11].
Jak widzimy, w krytyce tez niemieckiego historyka Furet zwrócił się przede wszystkim przeciw jednostronności jego interpretacji. Teoria faszyzmu jako odpowiedzi na bolszewizm "nie sprawdza się, gdy chce się zrozumieć wyjątkowość faszyzmu włoskiego i niemieckiego, a z pewnością nie pokazuje źródeł tych dwóch postaci faszyzmu ani ich cech wspólnych ze znienawidzonym reżimem"[12].
Według autora Przeszłości pewnego złudzenia jedyną metodą badania komunizmu i faszyzmu pozostać musi jednoczesne rozpatrywanie tych ideologii i ruchów totalitarnych "jako dwóch stron ostrego kryzysu liberalnej demokracji, który objawił się w czasie I wojny". Odrzucając "abstrakcyjną demokrację" (liberalną), faszyzm czerpie z ideowego dziedzictwa prawicy, które za wzór stawia "społeczeństwo organiczne". Bolszewizm odrzuca "formalną wolność" w imię "społeczeństwa socjalistycznego" w przyszłości, co jest historycznym marzeniem lewicy.
Europy XX wieku nie da się zrozumieć bez przyjęcia do wiadomości, że "komunista znajduje dla swej wiary pożywkę w antyfaszyzmie, a faszysta - w antykomunizmie. Obaj zaś zwalczają wspólnego wroga, jakim jest burżuazyjna demokracja" - napisze Furet[13]. Antyfaszyzm nadał komunizmowi siłę atrakcyjności. Tak oto "wraz z klęską Hitlera historia zdaje się przyznawać certyfikat demokracji Stalinowi, jak gdyby sam antyfaszyzm był gwarancją wolności. Obsesja antyfaszystowska czyniła, jeśli nie niemożliwym, to w każdym razie arcytrudnym zadaniem analizę systemów komunistycznych"[14]. W ogóle słowo faszyzm zaczęło funkcjonować w języku polityki jako "termin-wytrych" - jak słusznie podniósł Robert Conquest[15]. Słowami Noltego możemy powiedzieć, iż Furet uczynił "ideał komunistyczny" centralną siłą swojej epoki, gdyż stanowił on "najsilniejszą ideologię XX wieku". Francuski historyk nie ograniczył działania komunizmu do Rosji, na której terytorium stał się on ustrojem państwowym, lecz ukazał "uniwersalny urok Października". Wywołał on prawdziwy zachwyt intelektualistów Zachodu - zwłaszcza francuskich. Jak powiedział Maurice Merleau-Ponty, "rewolucyjna przemoc powinna być preferowana, bo w niej jest przyszłość humanizmu"[16]. Tak oto rewolucja bolszewicka poprzez wytworzenie antyfaszyzmu osiągnęła swoje "światowe oddziaływanie". Wypełniło ono XX stulecie. Trwało aż do czasu, kiedy "traci ono swą wewnętrzną siłę i zostaje ostatecznie uznane za to, czym było od początku ze względu na swój utopijny charakter - za "złudzenie"". To jednak nastąpiło w rezultacie długotrwałego procesu delegitymizacji sowieckiego totalitaryzmu w oczach ludzi Zachodu.
"Zniszczenie mitów politycznych jest ponad siły filozofii. Mit jest w pewnym sensie nie do zranienia. Jest nie do zwalczenia przez racjonalne argumenty, nie może być odparty przy pomocy sylogizmów". Te refleksje niemieckiego filozofa Ernsta Cassirera, autora głośnego dzieła Mit państwa (1945) trzeba przypomnieć, rozpatrując fenomen władzy totalitarnej[17]. Są one prawdziwe.
Oczywiście pod piórem Noltego zdobycie władzy przez bolszewików w Rosji urasta do rozmiarów wydarzenia, które wyznacza nową epokę - które kształtuje oblicze wieku. Nie tylko on wszakże przypisywał rewolucji rosyjskiej tak wielką rangę. Kierując się zupełnie innym systemem wartości, Eric Hobsbawm w swoim Wieku skrajności napisał: "Historii Krótkiego Dwudziestego Stulecia nie można zrozumieć bez rewolucji rosyjskiej oraz jej bezpośrednich i pośrednich skutków, choćby dlatego, że okazała się wybawicielką liberalnego kapitalizmu, gdyż umożliwiła Zachodowi zwycięstwo w drugiej wojnie światowej nad hitlerowskimi Niemcami, pobudziła reformy w łonie kapitalizmu i - paradoksalnie, z racji rzekomej odporności Związku Sowieckiego na Wielką Depresję - skłoniła do porzucenia wiary w dogmat wolnego rynku"[18]. W swej wizji "krótkiego stulecia" ("Short Twentieth Century from 1914 to the end of the Soviet era") Hobsbawm sformułował własną teorię "rewolucji światowej", będącej w istocie przedłużeniem rewolucji rosyjskiej. "Krótka historia XX wieku pokrywa się z trwaniem państwa sowieckiego" - twierdził ten brytyjski historyk. Obejmuje ona kilka faz, a więc najpierw epokę międzywojennej konfrontacji między sowieckim komunizmem a liberalnym kapitalizmem, później "tymczasowe i dziwne przymierze" (liberalnego kapitalizmu i komunizmu) - i wreszcie dobę "zimnej wojny".
"(...) gdyby nie rewolucja rosyjska, zapewne najważniejsze wydarzenie XX wieku, najprawdopodobniej nie byłoby narodowego socjalizmu, II wojny światowej i dekolonizacji, a na pewno nie byłoby zimnej wojny, w której cieniu żyliśmy przez długie lata" - pisał w roku 1995 Richard Pipes w eseju Rewolucja rosyjska. Trzy pytania[19].
Pipes dziwił się, iż Karl-Dietrich Bracher w swej rozprawie o ustanowieniu reżimu Hitlera w Niemczech (Die deutsche Diktatur) w ogóle nie wzmiankował nawet o istnieniu Lenina i jego rządach w Rosji[20]. A to on przecież stworzył nowy typ organizacji politycznej. Jego partia stanowiła siłę prekursorską jako instrument ustanowienia rządów totalitarnych. Dziejów totalitaryzmu nie można objaśnić bez odwołania do tego doświadczenia i uwzględnienia jego pierwszeństwa.
Amerykański profesor pozostaje wyraźnym, choć ostrożnym zwolennikiem tezy, iż faszyzm i nazizm powstały jako reakcja na bolszewizm. W jego ujęciu Mussolini i Hitler użyli widma komunizmu do zastraszenia ludności w swoich krajach, by ta zdecydowała się oddać im władzę dyktatorską. Od bolszewików przejęli koncepcję partii "nowego typu". Pipes jest o wiele bardziej powściągliwy w sformułowaniach niż Nolte. Doszedł wszakże do wniosku, iż w systemie, który stworzył Lenin, występowały wszystkie atrybuty totalitaryzmu. Powstała urzędowa "wszechobejmująca ideologia", działała monopartia, zastosowano terror policyjny na skalę masową. Partia bolszewicka sprawowała pełną kontrolę nad środkami komunikacji masowej. Dysponowała armią. Sprawowała centralne sterowanie gospodarką. Teza Pipesa sprowadza się do stwierdzenia, iż siły antydemokratyczne we Włoszech i w Niemczech po I wojnie światowej pozyskały za sprawą eksperymentu bolszewickiego w Rosji model do naśladowania.
Zajmujący stanowisko całkowicie inne niż Hobsbawm Stéphane Courtois również pozostaje przekonany o decydującym znaczeniu rewolucji rosyjskiej dla losów świata w wieku XX. W zakończeniu Czarnej księgi komunizmu pisał, iż Stalin "niewątpliwie z punktu widzenia Historii jest największym politykiem XX wieku, udało mu się bowiem wydźwignąć Związek Sowiecki, niewiele znaczący w roku 1922, do poziomu superpotęgi światowej i na wiele dziesięcioleci narzucić komunizm jako rozwiązanie alternatywne dla kapitalizmu"[21].
Pisząc o różnicach i podobieństwach pomiędzy faszyzmem, nazizmem a bolszewizmem Pipes słusznie przypominał, że zarówno Hitler, jak i Mussolini w prowadzonej walce o władzę używali "widma komunizmu" i okazało się to skuteczne. Trzeba też przypomnieć inne twierdzenie tego historyka - iż w międzywojennej Europie nikt bardziej nie przypominał Lenina niż Mussolini, oczywiście pod względem metod walki politycznej.
W ideologii nazistowskiej przemoc miała służyć urzeczywistnianiu darwinowskiej idei "selekcji naturalnej", zaś w filozofii rewolucjonistów XIX-wiecznych walka klasowa miała doprowadzić do zniesienia podziałów klasowych.
Odnotujmy jeszcze opinię Dana Dinera, historyka, którego książka Zrozumieć stulecie przyniosła cenną panoramę XX wieku, obfitującą w wiele przemyśleń, ale w Polsce jakoś słabo zauważoną. Ów historyk izraelsko-niemiecki hołduje pojęciu "światowa wojna domowa". Rozumie zaś ją jako wielki konflikt ideologiczny, zapoczątkowany przewrotem w Rosji w roku 1917[22].
II
Nolte był przekonany, że druga wojna światowa była logicznym następstwem pierwszej. Wyrasta z jej następstw. Jest kontynuacją zmagań, które zapoczątkował przewrót bolszewicki. Tak Nolte głosił swoją teorię "wojny trzydziestoletniej" w Europie XX wieku, a jej granice ustalał na lata 1917-1945.
"Istnieją znaczące powody, aby postrzegać drugą wojnę światową jako najbardziej radykalną fazę rozwijającej się stopniowo od 1917 roku i z czasem coraz bardziej jawnie uwidaczniającej się "europejskiej wojny domowej". W tym należałoby widzieć najpotężniejszy czynnik sprawczy w "wieloczynnikowym" splocie przyczyn [tej wojny]" - twierdził niemiecki historyk[23].
Oczywiście prawdziwa jest teza, iż "każda wojna jest tylko dalszym ciągiem" innej, wcześniejszej - jak napisał polski eseista Andrzej Bobkowski[24]. Ale zwolennicy teorii europejskiej wojny domowej wyznają, że bolszewizm jako prawzór totalitaryzmu przyniósł przede wszystkim niemające dziejowego precedensu natężenie wrogości ideologicznej. Bolszewizm rzucił wyzwanie całemu ładowi świata, jaki zastał w chwili ujęcia władzy w Rosji.
Zwycięski w Rosji bolszewizm przyniósł światu wojnę światopoglądową, która sprowadzi wojnę eksterminacyjną - wojnę na wyniszczenie.
W koncepcji Noltego trwająca w Europie od 1917 roku "wojna światopoglądowa" znalazła swoje ukoronowanie w 1941 roku w nieznanej wcześniej eskalacji ideologicznej wrogości[25]. Europejska wojna domowa nie jest walką o polityczną przewagę, ale o spełnienie światopoglądu w postaci unicestwienia wroga.
Naśladowanie bolszewizmu przez faszyzm i nazizm nie uchyla ich wrogości, która przynosi śmiertelne zwarcie. Ale ta konfrontacja nie oznacza niemożliwości taktycznych porozumień - które tak wymownie symbolizuje pakt Ribbentrop-Mołotow z 23 sierpnia 1939 roku. "Imitacja i wrogość nie muszą być zresztą nie do pogodzenia. Mussolini naśladuje strategię Lenina, by zwalczyć włoski komunizm; stosunki Hitlera i Stalina dostarczają wielu przykładów wojennego porozumienia"[26].
Świat po roku 1917 nieuchronnie wkroczył w epokę totalitaryzmu, którą różnie konceptualizowano. Jedni pisali o "erze tyranii" (Élie Halévy), inni o epoce "rewolucji antyliberalnej" (Kazimierz Zakrzewski), jeszcze inni o czasach "totalitarnej rewolucji" (Franz Borkenau)[27]. Wszyscy jednak byli wyraźnie przekonani, że jej początki tkwią korzeniami w wydarzeniach w Rosji z 1917 roku.
Komunizm wywołał reakcję, bo rzucił wyzwanie cywilizacji, jaką zastał. Reakcją tą były faszyzm i nazizm. Owa reakcja dokonała się środkami, których pierwsze użycie miało miejsce w Rosji. Taka jest pierwsza koncepcja objaśniająca bieg spraw w XX wieku. Przynosi ona wytłumaczenie pierwszej połowy tego stulecia. Co zatem z drugą?
Tłumaczy to druga koncepcja, odwołująca się również do modelu "reakcji łańcuchowej". Według niej komunizm nie tylko ogłosił się depozytariuszem oświeceniowego dziedzictwa ludzkości, ale też ukazał się jako skuteczne przeciwieństwo faszyzmu. Dając Rosji industrializację i możliwość samodzielnego wytwarzania nowoczesnej broni, sprawił, że wniosła ona walny wkład w pokonanie Hitlera w II wojnie światowej. I tak sowietyzm uzyskał przywilej nadzwyczajny, ujawniając swą atrakcyjność w oczach świata, chociaż był tylko i wyłącznie zbrodniczą tyranią.
W moim przekonaniu między obiema koncepcjami nie ma zasadniczej sprzeczności. One wzajemnie się dopełniają. Dają ogląd XX wieku jako całości.
Pamiętając o tym, że bolszewizm w przemożny sposób oddziaływał na skalę powszechnodziejową, nie sposób zapomnieć, że nie był rosyjską ideą, ale importem z Zachodu[28]. Oczywiście spór o to, czy bolszewizm był wytworem "rosyjskości", trwa od dawna. Jedno wszakże jest bezsporne. W Rosji importowany marksizm wygenerował maksymalizm rewolucyjny, podczas gdy w Niemczech dał przede wszystkim tę formację polityczną, którą stała się socjaldemokracja.
U źródeł bolszewizmu tkwiły rewolucyjne idee europejskiej lewicy, mające rodowód par excellence zachodni. Za Leninem stała więc długa tradycja. Jak pisał Hobsbawm, "bolszewizm wchłonął wszystkie tradycje społeczno-rewolucyjne lub też zepchnął je na margines ruchów radykalnych", jak na przykład anarchizm[29]. Uderzenie w stary porządek - dopowiedzmy - dokonało się w imię utopii ostatecznego wyzwolenia człowieka poprzez położenie kresu jego alienacji. W tym miejscu trudno więc nie sięgnąć po słowa Leszka Kołakowskiego, który kończąc swoje Główne nurty marksizmu, napisał, iż "samoubóstwienie człowieka, któremu marksizm dał filozoficzny wyraz, kończy się tak samo, jak wszystkie, indywidualne i zbiorowe, próby samoubóstwienia: ukazuje się farsowa strona ludzkiej niedoli"[30].
Rosja w XX wieku stała się polem wielkiej, podwójnej lekcji historii - miejscem zwycięstwa totalitarnego eksperymentu, a następnie jego kompromitacji i wewnętrznego rozkładu. W doświadczeniu tym brzmi może jakieś echo wspomnianej na początku tego artykułu przepowiedni Piotra Czaadajewa o dziejowej lekcji, której kiedyś w przyszłości dostarczy światu Rosja. Autor Listu filozoficznego - przypomnijmy - dowodził, iż Rosja jest powołana do udzielenia lekcji pokazowej światu. Jej misją jest dać ludzkości "wielką lekcję pokazową". Lekcją taką stało się bez wątpienia doświadczenie totalitaryzmu, którego Rosja była pierwszą ofiarą i to pozostaje jej tragedią. Mniej więcej to samo powiedział Maksym Gorki w swych cennych Myślach nie na czasie - czyli notatkach z końcowych lat swego życia: "Komisarze ludowi traktują Rosję jak materiał do doświadczeń (...)"[31].
Zastanawiając się nad przyszłością sowieckiej Rosji już w czasach międzywojennych, polski prawnik Antoni Peretiatkowicz powtarzał pytanie francuskiego pisarza politycznego Anatole'a Leroy-Beaulieu, który zastanawiał się, "za jaką cenę, kosztem jakich ofiar kultury i cywilizacji" Rosja "okaże się oryginalną, pokaże światu coś nowego i słowiańskiego"[32]. Nikt wówczas (pod koniec XIX w.) na takie pytanie nie miał możliwości odpowiedzieć. I nadszedł rosyjski Październik. Ale definitywny sąd o bolszewizmie nie był dostępny, zanim eksperyment sowietyzmu nie odszedł do historii.
Już z perspektywy klęski sowieckiego państwa zastanawiał się Martin Malia, "jaki jest wkład Rosji do tego dramatu?", którego stała się sprawcą. Odpowiadał zaś następująco: "Jej rola nie polegała na wypaczeniu eksperymentu, spowodowanego moskiewskim dziedzictwem zacofania gospodarczego i orientalnej despotii, jak chciałyby te teorie historii, które szukają wygodnego kozła ofiarnego. Rolą Rosji było raczej dostarczenie eksperymentowi społecznej tabula rasa, w postaci historycznie słabego, a w dodatku zniszczonego przez nowoczesną wojnę społeczeństwa obywatelskiego"[33]. W ten sposób zabrakło siły równoważącej. Rozwinął się rewolucyjny maksymalizm i doszło do "realizacji fantazji".
Nie będziemy tu podejmować polemiki z opinią Malii - przeciwnika teorii kontynuacji w interpretacji bolszewizmu. Jedno za to jest bezsporne: w oczach rzeczników różnych szkół myślenia o sowietyzmie Rosja stała się wielkim "poligonem doświadczalnym" bezprecedensowego eksperymentu, jaki pojawił się na scenie historii - to sprawa, co do której panowała właściwie pełna zgoda polskich komentatorów tej problematyki. Komunizm w wersji sowieckiej przyniósł zupełną niewolę jednostki - "niewolę duchową i materialną", jak pisał Antoni Peretiatkowicz[34].
Lekcja, którą dała światu Rosja, jest lekcją negatywną - lekcją klęski i samozniszczenia, chociaż zapewne tkwi ziarno prawdy w stwierdzeniu, iż kapitalizm zachodni uległ modyfikacji dzięki istnieniu ZSRR jako odstraszającego przykładu[35].
***
Polski historyk Franciszek Bujak już pod koniec lat trzydziestych XX wieku wyodrębniał dwa źródła "idei totalistycznych". Uważał, że ich stymulatorem "jest niewątpliwie marksizm, który ma na celu zmianę ustroju społecznego świata" oraz wojna światowa, która wstrząsnęła podwalinami dotychczasowego ładu społecznego. Bujak utrzymywał, że "faszyzm włoski i narodowy socjalizm niemiecki oraz pokrewne formacje w innych państwach dla obrony przeciw komunizmowi przeciwstawiły mu dyktaturę naczelnej komendy uzbrojonego stronnictwa (...)". Twierdził, że zwycięstwo faszyzmu dokonało się w warunkach "poczucia zagrożenia dotychczasowego ustroju społecznego i dalszego rozwoju państwa i narodu włoskiego przez komunizm (...)"[36].
Czy więc faszyzm i nazizm były tylko objawem reakcji na sowiecki komunizm, czy może czymś więcej?
Odpowiadając na to pytanie, zauważyć nie sposób, że u podstaw tej interpretacji tkwi często błąd, który wyraża rzymska zasada post hoc ergo propter hoc.
Mając tego świadomość, międzywojenny prawnik polski Wacław Komarnicki słusznie wskazywał w artykule Nowy ustrój Związku Sowietów (1938), że "tendencje komunistyczne" - zagrażające dotychczasowemu ustrojowi społecznemu - "znalazły przeciwnika w postaci faszyzmu we Włoszech, hitleryzmu w Niemczech oraz rozmaitych form państwa autorytatywnego w różnych krajach"[37]. Utrzymywał jednak, że nie da się "totalizmu europejskiego" (faszyzmu, nazizmu) "sprowadzić bez reszty do reakcji antykomunistycznej"[38]. Działały tu różnorodne, złożone przyczyny. Tłumaczenie genezy faszyzmu i hitleryzmu za pomocą tej teorii - bez uwzględnienia innych czynników - jest uproszczeniem. Antykomunizm był ważnym, zapewne niezastąpionym orężem w walce politycznej tak faszyzmu, jak i nazizmu, ale do ich narodzin i zwycięstwa jednak nie wystarczał. Nie był też na pewno jedynym komponentem ideologicznym tych reżimów - a wśród tych komponentów antyliberalizm był czynnikiem może najważniejszym.
Nie da się pojąć genezy faszyzmu i narodowego socjalizmu bez uwzględnienia czynnika walki o przezwyciężenie liberalizmu, postrzeganego jako siła rozkładowa. Filozof związany z tzw. szkołą frankfurcką, Herbert Marcuse, pisał w roku 1934, że dźwignią ruchów totalitarnych była walka z liberalizmem[39].
Perspektywa poznania faszyzmu i narodowego socjalizmu jako przejawów rewolucji antyliberalnej nie powinna być nam obca. Teoria bolszewizmu jako "prawzoru" totalitaryzmu bowiem niewątpliwie nie bierze pod uwagę, że zasadniczym wrogiem, "wrogiem obiektywnym" (by użyć określenia polskiego historyka i prawnika Franciszka Ryszki) był zarówno dla faszystów włoskich, jak i nazistów niemieckich liberalizm[40].
Bliższe niż teza Noltego pozostaje mi przekonanie, że obie strony wzajemnie się od siebie uczyły - Hitler od Lenina i Stalina, a Stalin umiejętnie obserwował poczynania Hitlera. Nie jest - jak się zdaje - przypadkiem to, że czerwcowa "noc długich noży" z 1934 roku w Niemczech wywołała w Moskwie silne wrażenie. Po niej przyszło morderstwo Kirowa w Leningradzie (1 grudnia tego roku).
Wreszcie, pisząc historię XX wieku, nie można pominąć tego czynnika, który w wieku XIX jawił się "zlekceważoną potęgą" - jak pisał Isaiah Berlin[41]. Stał się nią oczywiście nowoczesny nacjonalizm. W klimacie pozytywizmu nabrał on dynamiki. Egoizm narodowy zastąpił romantyczne wizje braterstwa ludów. Niemiecka doktryna Machtpolitik wyrosła jako szczytowy objaw tych tendencji.
W roku 1848, przypomnijmy, pod wrażeniem wydarzeń Wiosny Ludów w Wiedniu, Berlinie i na terenie całej Rzeszy, austriacki poeta Franz Grillparzer stwierdził profetycznie, że proces rozwoju nacjonalizmu poprowadzi Niemcy i Europę na bezdroża. Że wiedzie on od liberalnego humanizmu, zakładającego triumf zasady narodowej, do stworzenia systemu państw narodowych, a w końcu do nowych wojen i zbrodniczych nadużyć nacjonalizmu. Swą tezę wyraził mocnym sformułowaniem: Von Humanität durch Nationalität bis zur Bestialität ("od humanizmu przez nacjonalizm do bestialstwa"). Spełnienie tej przepowiedni nastąpiło w wyniku II wojny światowej w postaci "niemieckiej katastrofy", by posłużyć się słowami Fryderyka Meineckego, który w 1908 roku wypowiedź Grillparzera uczynił mottem do swojej doniosłej książki Weltbürgertum und Nationalstaat[42]. Rzeczywiście bowiem trudno sobie wyobrazić czy to włoski faszyzm, czy niemiecki nazizm bez nacjonalizmu.
Nie należy zapominać jeszcze o jednym.
System sowiecki w wersji stalinowskiej ogłosił się depozytariuszem tradycji Rewolucji Francuskiej z 1789 roku, ale przecież w rzeczywistości był jedną z nowoczesnych tyranii i zniweczył właściwie wszystko, co prowadzić miało do emancypacji człowieka. Przyniósł nawrót do niewolnictwa, obiecując wyzwolenie. Stalinowski terror można by tłumaczyć "logiką rewolucji" i tak czyniono na Zachodzie. Ale przywództwo Stalina, a zwłaszcza jego "spreparowana charyzma" (sformułowanie Bronisława Baczki) są dowodem na to, jak potężną rolę w systemie sowieckim odgrywał czynnik "mitu", a więc czynnik irracjonalny[43]. Przywództwo Stalina w oczach wielu obserwatorów zagranicznych miało cechy imitujące faszyzm, bo przecież stworzono kult wodza, rozdęty do niewyobrażalnych rozmiarów. Jak się zdaje, jako pierwszy bardzo sugestywnie pisał o tym w Polsce już w latach trzydziestych w swych Szkicach o totalitaryzmie socjolog Aleksander Hertz. Przedstawił on teorię "zmilitaryzowanej monopartii" jako fenomenu w dużym stopniu tożsamego z narodowym socjalizmem, faszyzmem i bolszewizmem w wersji stalinowskiej[44].
***
Pytania o to, kiedy narodził się wiek XX, co ukształtowało jego oblicze, stawiano i rozpatrywano już niejeden raz. Stawiali je historycy o bardzo różnych światopoglądach i bardzo odmiennych zapatrywaniach. Wszystkim towarzyszyło pragnienie przekonującego wytłumaczenia genezy reżimów totalitarnych i ich istoty.
We wszystkich teoriach, usiłujących objaśnić fenomen totalitaryzmu za pomocą jednej decydującej przyczyny sprawczej, jest z pewnością sporo prawdy, lecz żadnej z nich nie należy absolutyzować. Dotarcie do "istoty" zjawisk historycznych nie wydaje się możliwe, podobnie jak niemożliwe jest wyjaśnienie procesu historycznego za pomocą jednej wyodrębnionej przyczyny. Tak samo dyskusyjne jest przyjęcie teorii Noltego o "trzydziestoletniej" europejskiej "wojnie domowej", jak i uznanie założenia, iż w następstwach pierwszej wojny światowej zawierały się rozstrzygające przyczyny drugiej. Bo przecież historia nie jest zdeterminowana i to, co nazywamy przypadkiem w dziejach, nie powinno być usunięte poza pole widzenia. Działanie bezosobowych sił społecznych, mas i klas nie znosi i nie przekreśla czynnika woli ludzkiej.
Spór o źródła totalitaryzmu i tym samym o wiek XX, o jego miejsce w historii powszechnej, wciąż trwa. Gorące dyskusje na temat książek Fureta czy Hobsbawma, niemiecki Historikerstreit, a zwłaszcza spory o Czarną księgę komunizmu są tego sugestywnym dowodem. Żadna interpretacja nie będzie zapewne nigdy doskonała. Nie powstanie też przypuszczalnie interpretacja wolna od uwarunkowań światopoglądowych, kształtujących nasze dyspozycje poznawcze. "Nie istnieje coś takiego jak czysta interpretacja historyczna, a historia, którą się pisze, tkwi jeszcze w historii, bierze się z historii, jest produktem nietrwałego ex definitione stosunku między teraźniejszością i przeszłością, spotkaniem cech szczególnych indywidualnego umysłu z olbrzymim polem jego możliwych zakorzenień w przeszłości" - jak pisał François Furet[45].
W zbiorowej pamięci ludzkości wiek XIX jawi się jako epoka spokoju i dobroczynnego postępu. Włoski filozof i pisarz historyczny Guglielmo Ferrero określił wiek XIX - w jego koncepcji rozpoczęty uchwałami kongresu wiedeńskiego - jako stulecie "ciągłego rozwoju"[46]. Francuski historyk dyplomacji Pierre Renouvin poszedł jeszcze dalej i nazwał końcowy okres tego długiego stulecia "apogeum Europy"[47].
Wiek XX pozostanie raczej na trwałe stuleciem dotkliwego i chyba nieodwracalnego regresu Europy, ale też ludobójstwa (z Holocaustem na czele) i totalitaryzmów. Jego granice zamknięte datami 1914-1989 albo 1917-1989 sugestywnie przemawiają do wyobraźni. Trzeba to przyznać, pamiętając jednak, że każdy "sąd historii" ma niemal zawsze "walor względny", jak powiedział Henryk Wereszycki[48]. Bo przecież każde pokolenie pisze historię swego narodu na nowo, na nowo też ogląda wielkie doświadczenia historii powszechnej.
Historiografia polska dzisiaj niewątpliwie cierpi na brak takich ujęć XX stulecia, jakie dali nam Conquest, Hobsbawm, Furet, Nolte, Judt, Snyder czy inni. Niniejszy skromny komentarz do pytania o miejsce rewolucji bolszewickiej w historii powszechnej ma za cel jedynie przypomnieć, iż taka refleksja jest nam potrzebna i powinna zachęcać do rozważań nad wielkimi pytaniami, do których wciąż jeszcze będziemy powracać.
***
Dlaczego prawda o totalitaryzmach jako signum temporis XX wieku jest taka ważna? Aby to zrozumieć, trzeba zauważyć, że powstały dwie wizje tego stulecia.
Pierwsza z nich to koncepcja, która stawia w centrum ideę totalitaryzmu, a jej ojcostwo przyznać trzeba bolszewikom. Historyk niemiecko-izraelski Dan Diner nie przychyla się do tej koncepcji, ale i on w łańcuchu wielkich wydarzeń XX wieku widzi najpierw upadek Rosji, potem wkroczenie Ameryki do wojny z "obietnicą self-government" dla rozmaitych narodów, wielkich i małych, jak mówił Wilson. Tak zbudowano ład wersalski. Wojna polsko-sowiecka nie pozwoliła Sowietom wziąć odwetu za klęski związane z krachem imperium, ale przyniosła naturalne zbliżenie niemiecko-sowieckie. Ono przyniosło nową wojnę światową. W jej zaś trakcie doszedł do skutku alians pomiędzy mocarstwami anglosaskimi i Sowietami[49]. To pozwoliło zatrzymać Hitlera.
Druga z tych wizji głosi, że wiek XX był przede wszystkim "stuleciem Zagłady", jak zatytułował jedną z ostatnich książek Jerzy W. Borejsza[50]. Jeszcze mocniej wyartykułował to stanowisko Tony Judt, pisząc, iż po 1945 roku przyszło wznosić nową Europę "na krematoriach Auschwitz"[51]. W tej perspektywie nie totalitaryzm (w trzech odmianach), lecz Holocaust jest doświadczeniem nadającym dziejową tożsamość XX krótkiemu stuleciu: 1914-1989.
Sprowadzenie XX wieku jako fazy dziejów powszechnych do Zagłady nie może nie wzbudzać sprzeciwu. Takie podejście przesłania cierpienia innych narodów niż żydowski. I dlatego właśnie, wprowadzając formułę "spustoszonego stulecia", zyskujemy możliwość połączenia w niej obydwu wizji. "Spustoszone stulecie" to doba totalitaryzmów i fenomen Zagłady zarazem. To też jest powodem zapożyczenia przez nas od Conquesta jakże trafnego wyrażenia.
Zapraszamy do zakupu pełnej wersji książki