Rozdział 1
W Pętli zdarzeń (Philemon)
Moja rodzina z pozoru była taka, jakich wiele, rodzice i dwójka dzieci. Z pozoru właśnie tacy byliśmy...jednak tylko z pozoru. Bo gdy wejrzeć głębiej to wie nas różniło od standardowych rodzin.
Tak naprawdę nasza rodzina była bardzo inna, bardzo wiele było w niej różnic. Z pozoru byliśmy jedynie we czwórkę, tak naprawdę w skład naszej rodziny wchodziła aż szóstka osób, choć dwie ostatnie z nami nie mieszkały. Byłem więc ja, głowa rodziny, moja córka Arkadia, moja partnerka Kiliana i...moja pasierbica, Nela.
Tak. Dokładnie, zgadliście. Byliśmy rodziną patchworkową. Zarówno ja i Kiliana byliśmy po rozstaniach, ze sobą byliśmy już parę dobrych lat. Dzieliło nas dziesięć lat, jednak nie przeszkadzało nam to.
Bardzo się bałem, jak moja Arkadia zaakceptuje nową kobietę u mojego boku, bowiem kiedy się związałem z Kilianą, moja córka miała zaledwie dziesięć lat. Jednak wbrew moim obawom bardzo się obie polubiły, ich relacja niemal z miejsca była bardzo serdeczna. Zresztą nie bez powodu.
Kiliana nie była tym typem macochy z baśni braci Grimm. Ona naprawdę od pierwszych chwil moją Arkadię szczerze pokochała! Traktowała zarówno swoją Nelę jak i moją Arkadię całkowicie na równi, jakby obie były jej dziećmi.
Zresztą dziewczyny również świetnie się ze sobą dogadywały bez względu na kilkuletnią różnicę wieku między nimi, moja córka miała bowiem dwadzieścia lat, Nela zaś czternaście. W zasadzie jedynym punktem zapalnym w naszej rodziny była moja relacja z Nelą. Moja pasierbica bowiem wyraźnie dawała mi do zrozumienia, że bynajmniej mnie nie toleruje...
A ja...przecież wcale nie kochałem jej mniej niż Arkadii. Obie były moimi dziećmi bez względu na to, czy to ja czy ktoś inny sprowadził je na ten świat. Starałem się pokazać Neli swoją miłość do niej na każdym jednym kroku przez ostatnie dziesięć lat.
Na próżno. Ona starała się tego w ogóle nie dostrzegać... Miałem wrażenie, że cały czas porównuje mnie do swojego biologicznego ojca. Choć Kiliana i jej partner rozstali się, gdy Nela była tak maleńka, że nie wiedziałem, jakim prawem ona w ogóle biologicznego ojca pamiętała!
Kiliana zresztą już na samym początku związku powiedziała mi, że jej rozstanie z poprzednim partnerem nie było z rodzaju tych spokojnych, sam związek podobno był bardzo burzliwy. To zupełnie inaczej niż ja i biologiczna mama Arkadii, my bowiem rozstaliśmy się w zgodzie i przyjaźni.
Wchodząc w związek z Kilianą, z wiedzą iż oboje mieliśmy dzieci z poprzednich relacji, doskonale wiedziałem, że życie w patchworkowej rodzinie może być trudne. Nie sądziłem jednak, że aż tak...Postawiłem sobie jednak za punkt honoru, że zrobię wszystko aby w mojej rodzinie zaprowadzić harmonię.
Po części też sytuacja ta wynikała między innymi z wieku Neli. Była ona przecież tylko nastolatką, przechodziła przez swój burzliwy okres buntu; który widocznie postanowiła skierować na mnie, ale okres dorastania kiedyś się przecież kończył!
Nie przechodziłem przez to wszystko sam. W swoich dążeniach do poprawy relacji z Nelą miałem przecież wsparcie Kiliany i Arkadii! To wsparcie okazywało się szczególnie przydatne w zwykłym życiu codziennym.
Na przykład pewnego zwyczajnego dnia, kiedy Nela jak zwykle wróciła ze szkoły w tragicznym humorze.
- Hej, jak było dziś w szkole? - spytałem próbując zagaić jakąś rozmowę. Pasierbica jednak zbyła mnie milczeniem. Po prostu poszła do swojego pokoju. Wyszła dopiero, gdy na stole był obiad.
Kiliana również próbowała ją zagaić do rozmowy pytając
- Jak Ci minął dzień w szkole, promyczku?
I na to młoda dziewczyna odpowiedziała...choć dalej była to odpowiedź zdawkowa
- Dobrze.
Przez resztę posiłku już się nie udzielała, po prostu jadła w całkowitej ciszy. O wiele chętniej o swoim dniu na uczelni opowiadała nam Arkadia.
Studiowała ona Traumatologię.
Arkadia również próbowała podczas posiłku nieco zagadać młodszą siostrę pytając
- Ej, Nel, a jak ta ostatnia klasówka z geografii Ci poszła?
- Dobrze. Nie wybitnie ale dobrze.
- A z historii podciągnęłaś stopnie? - dopytywała dalej starsza z dziewczyn.
- Pfff... A daj spokój. W moim wykonaniu stopnie z tego jednego, jedynego przedmiotu to w dalszym ciągu beznadzieja. - skwitowała krótko młodsza. Była to kolejna sytuacja, w której mógłbym pomóc Neli, gdyby tylko zechciała, z wykształcenia i zawodu byłem bowiem historykiem, nie nauczycielem historii, ale historykiem.
Wiedziałem jednak, że jeśli to ja zaproponuję jej pomoc to ona jej nie przyjmie. Prawdopodobnie prędzej byłaby bardziej chętna opłacić sobie korepetycje z własnego kieszonkowego niż przyjąć moja pomocną dłoń w tym temacie zupełnie za darmo. Nie wiedziałem, co powinienem zrobić aby dotarło do niej, jak bardzo ją kocham!
Moja Kiliana często próbowała mnie uspokoić mówiąc
- Jejku, koteczku, ona jest jeszcze młoda. Do pewnych spraw musi jeszcze dojrzeć aby w stu procentach je zrozumieć. Wasza relacja nie jest jeszcze stracona. Na pewno jeszcze przyjdzie moment, że Nela cię naprawdę pokocha.
Słowa mojej partnerki na jakiś czas uspokajały mnie. Ale niestety po jakimś czasie wszystko zaczynało się od nowa.
Rozdział 2
Niecodzienna codzienność (Philemon)
Nela ogólnie nie była jakoś strasznie zamkniętą w sobie dziewczyną, to znaczy bywała oczywiście nieśmiała ale z drugiej strony widziałem, że zdecydowanie lgnie ona do ludzi. Do wszystkich poza mną. Ja rzadko kiedy mogłem liczyć nawet na to, że rzuci mi chociaż krótkie spojrzenie swoich jasnoniebieskich oczu.
A kiedy już na mnie patrzyła to było to spojrzenie na wskroś lodowate...Praktycznie nic nie chciała robić w moim towarzystwie. Do szkoły przeważnie chodziła sama, a jeśli już tak wypadło, że musiał ją ktoś zabrać to odprowadzały ją albo Kiliana albo Arkadia, bo ja robić tego nie mogłem, choć bardzo chciałem. Nastolatka zresztą prawie w ogóle się do mnie nie zwracała w żadnej kwestii. A jeśli już to robiła to w formie bardziej bezosobowej, nie mówiła na mnie ani per "ojczym" ani już tym bardziej zwyczajnie "tata".
To też była jedna z rzeczy, które trochę mnie bolały. W końcu ja chciałem być dla niej osobą, na której zawsze będzie mogła polegać, poprosić o pomoc i przede wszystkim osobą, od której zawsze bez względu na wszystko otrzyma bezwarunkową miłość. Po prostu chciałem być jej tatą. Pełnoprawnym tatą... a ona za nic w świecie nie chciała mi na to pozwolić.
Choć wiedziałem, że w głębi duszy potrzebowała ojca....
Następnego dnia, gdy Nela wyszła do szkoły postanowiłem porozmawiać z Kilianą o swoich spostrzeżeniach
- Możemy porozmawiać, kwiatuszku? - spytałem.
- Jasne, kotku. Zawsze. Dalej martwisz się swoją relacją z Nelą, prawda?
- Jakbyś zgadła...
Kiliana jak zwykle wysłuchała tego, co leżało mi na wątrobie i zaproponowała
- Słuchaj... a może szkolny psycholog by pomógł? A jeśli nie to pójdziemy wszyscy razem na terapię rodzinną.
- Gdzie tam. Nela się nie zgodzi.
Kiliana spojrzała na mnie smutnym wzrokiem. Wiedziała, że mam rację. Nela nie zgodziłaby się pójść na terapię nieważne, co byśmy zrobili.
Miałem smutne przeświadczenie o tym, że ta sytuacja nie ma szans się zmienić, a Nela nigdy nie zaakceptuje mnie. Kiedy wychodziliśmy gdzieś wszyscy razem to albo starała się wymigać aby tylko zostać w domu, albo jeśli już łaskawie wychodziła to trzymała się jak najdalej ode mnie. Gdy wychodziliśmy w odwiedziny do moich krewnych to też zawsze, ale to absolutnie zawsze starała się znaleźć wymówkę aby nie iść mimo tego, że wszyscy starali się, aby czuła się kochana, bo moi krewni naprawdę Kilianę i Nelę szczerze kochali i cieszyli się, że obie są częścią rodziny.
Niestety na próżno, bo o ile Kiliana tę miłość do mojej rodziny odwzajemniała to Nela absolutnie nie....
W końcu nastał upragniony przez wszystkich weekend. Uznałem, że będzie to świetna okazja do zacieśnienia rodzinnych więzów. Wziąłem sobie więc za cel honoru wymyślenie nam jakiegoś wspólnego, weekendowego zajęcia, może jakiegoś wypadu za miasto...
Zebrałem więc całą rodzinę w salonie i obwieściłem im swój plan.
- No i super, gdzie się wybierzemy? - spytała zaintrygowana Arkadia.
- Jak dla mnie byle gdzie,, byle wspólnie! To na pewno będzie cudowna przygoda! - dodała radośnie Kiliana.
Oczywiście nie mogło być tak pięknie i różowo, bo Nela stwierdziła, że ona nigdzie jechać z nami nie chce. No cóż. Nie chciałem jej do niczego na siłę zmuszać, po prostu postanowiłem zaakceptować jej wolę.
Kiliana i Arkadia także, choć wszyscy troje byliśmy bardzo z tego powodu niepocieszeni. Skoro jednak tak chciała to tak się stało. Kiedy nastał weekend to wyszliśmy z domu tylko we trójkę.
Choć zastanawiałem się, co takiego Nela będzie robić pod naszą nieobecność. Na dobrą sprawę nawet nie wiedziałem, jakie jest jej hobby, bo nigdy nic mi na ten temat nie mówiła. A Kiliany też jakoś nigdy nie odważyłem się o to spytać.
Wróciliśmy do domu dopiero w piątek późnym wieczorem. Na następne dwa dni też mieliśmy wymyślone różne zajęcia, choć nawet nie łudziłem się, że Nela będzie chętna aby wziąć w nich udział. Były to głównie zajęcia na dworze, bo były to pierwsze dni czerwca, było stosunkowo ciepło i ładnie.
W końcu nastała noc, położyliśmy się wszyscy spać. Nazajutrz to ja obudziłem się pierwszy. Poszedłem do kuchni aby zrobić sobie kawę.
Czekałem tak jakiś czas, aż w końcu cała reszta rodziny też się obudziła. Kiliana przygotowała dla wszystkich śniadanie. Nela jak zwykle zjadła posiłek w niemal całkowitej ciszy.
- Nela, a powiedz mi, bo tak się zastanawiałem, co ciekawego porabiałaś wczoraj sama w domu, gdy my wyszliśmy? - zagadnąłem nastolatkę.
- Nic szczególnego. - ucięła krótko.
Ja już naprawdę głupiałem. Nie wiedziałem, czy próbować zagajać rozmowę, czy zostawić nastolatkę w spokoju...Postanowiłem jednak wybrać tę drugą opcję. Dalej święcie wierzyłem w to, że ona po prostu potrzebuje czasu.
Chociaż z drugiej strony żyliśmy pod jednym dachem już niemal jedenaście lat. Zastanawiałem się nad tym wszystkim cały boży dzień. Rozważałem różne powody, dla których Nela nie chciała mnie do siebie dopuścić.
Może w pewnym sensie uważała mnie za rywala i bała się, że z mojego powodu Kiliana przestanie ją kochać? Choć było to oczywiście nieprawdopodobne... Być może uważała, że będę próbował zająć miejsce jej biologicznego ojca, którego dalej nie wiem jakim cudem miała prawo pamiętać ale którego prawdopodobnie kochała...Jednak ja oczywiście nie miałem takiego nawet najmniejszego zamiaru!
Być może również bała się tego, że... zostanie porzucona; że w mojej relacji z Kilianą coś pójdzie źle, rozstaniemy się i w efekcie będę po prostu kolejnym mężczyzną w ich życiu, który miał być z nimi na zawsze a porzucił je. Choć również i rozstania nie brałem po uwagę, bo naprawdę kochałem Kilianę i Nelę i widziałem naszą wspólną, szczęśliwą rodzinną przyszłość!
Przez calutki dzień rozważałem najróżniejsze powody zachowania Neli wobec mnie. Jednak na żaden z tych potencjalnych problemów nie potrafiłem znaleźć skutecznego rozwiązania. Dlatego właśnie zacząłem myśleć, że to może właśnie we mnie jest problem.
Może Nela uważała mnie za nieudolnego, za kogoś kto nie będzie w stanie rozwiązać różnych pojawiających się w naszej rodzinie problemów?
Kiedy tak siedziałem to do pomieszczenia weszła Kiliana, jej średniodługie, delikatne, miedziane włosy były z lekka potargane a jej jasnoniebieskie oczy, dokładnie takie same jak u Neli, bardzo zaspane.
- Kochanie, słuchaj. Wiem, o czym tak długo myślisz, ale na miłość Boską, pomyślisz jutro. Jest już grubo po północy. Musisz się położyć!
Po północy?! Ja naprawdę tak długo myślałem? Posłuchałem więc swojej partnerki i poszedłem do naszej sypialni położyć się.
Nie mogłem jednak zasnąć. Cały czas męczyły mnie uporczywe myśli o tym, jak pomóc Neli; jak sprawić by mi zaufała.
Rozdział 3
Gdzie szukać pomocy? (Philemon)
Nazajutrz rano wstaliśmy bardzo wcześnie. Ja, Kiliana i Arkadia znowu wyszliśmy z domu, Nela dalej nie była chętna aby nam towarzyszyć. Dalej smuciło mnie to niezmiernie, ale naprawdę nie chciałem na nią naciskać.
Kiliana i Arkadia widziały moje zamyślenie, bo po chwili zaczęły mnie zagadywać
- Co jest, skarbie? Całą noc myślałeś o Neli? - spytała mnie Kiliana.
- Dalej Cię martwi jej podejście, tato? - dopytała Arkadia.
- Eh, tak. Mam wrażenie, że cokolwiek bym nie zrobił to według niej nie robię nic.
- Co ty, tato? Nonsens. Przecież robisz dla niej tak ogromnie dużo! - powiedziała Arkadia.
- Zgadzam się z Ari. Przecież ty od niemal jedenastu lat robisz wszystko, abyśmy byli zgraną, harmonijną kochającą się rodziną! - powiedziała ponownie Kiliana.
Wiedziałem, że miały rację. Naprawdę robiłem co w mojej mocy aby dwie nasze rodziny stały się jedną. I wiedziałem, że pewnego dnia moje wysiłki przyniosą owoce, nawet jeśli nie było to najłatwiejsze.
Jednak powoli moja cierpliwość wyczerpywała się. Ale nie chodziło tu oczywiście o cierpliwość do Neli, a o cierpliwość do samego siebie, bo chciałem jak najszybciej znaleźć rozwiązanie tych problemów, które trapiły moją rodzinę. I los, jakby wysłuchując moich próśb, dał mi na to szansę w poniedziałkowy poranek.
Tego dnia bowiem to ja miałem zaprowadzać Nastolatkę do szkoły. Widziałem co prawda, że nie jest na to zbyt chętna ale zgodziła się z braku innych alternatyw. Ja za to postanowiłem wykorzystać to jako okazję aby zobaczyć, czy nie ma ona problemów w szkole; z kolegami z klasy być może, a także porozmawiać ze szkolnym psychologiem.
Doszliśmy do placówki. Dziewczyna weszła do klasy, ja starałem się przez drzwi dostrzec jak najwięcej. Na pierwszy rzut oka wszystko wyglądało jednak najnormalniej na świecie.
No to chyba zostawała mi rozmowa ze szkolnym psychologiem. Na szczęście wiedziałem, gdzie jest gabinet. Poszedłem więc tam, przedstawiłem się, przedstawiłem sytuację i...niczego się nie dowiedziałem!
Niepocieszony efektem swoich "zwiadów" wróciłem do domu. Kiliana i Arkadia już tam na mnie czekały.
- I co? - spytała druga z kobiet.
- I nic. Niczego się nie dowiedziałem. Szkolny psycholog żadnych problemów nie zauważył a i w klasie wydają się zachowywać wobec Neli całkiem normalnie...
Słysząc moje słowa obie kobiety zadziwiły się ogromnie. Dalej więc nie było żadnego punktu zaczepienia. I żadnego pomysłu, jak powinienem rozmawiać z Nelą!
To wszystko naprawdę potwornie mnie frustrowało. Byłem niemal pewien, że pasierbica ma ze mną problem z jakiegoś konkretnego powodu, ale nikt tego powodu nie widział! A sama Nela nawet jeśli znała ten powód to za nic w świecie nie chciała pozwolić, aby poznał go ktoś inny.
Ale innego wyjścia oprócz szczerej rozmowy z nią naprawdę nie widziałem. Mimo, że wiedziałem, jak to się prawdopodobnie skończy. Poczekałem więc aż dziewczyna wróci ze szkoły.
W końcu wróciła. Odczekałem chwilę i, tak spokojnie jak się tylko dało, powiedziałem do niej
- Nela, słuchaj...chciałbym chwilę porozmawiać.
- Przepraszam, nie mam teraz ochoty. - rzuciła, nawet na mnie nie patrząc i poszła do siebie do pokoju.
Ona naprawdę nie była chętna do rozmowy ze mną. Ja jednak nie chciałem na nią naciskać, bo wiedziałem, że to przyniesie odwrotny skutek, czyli że dziewczyna zamiast się przede mną otworzyć to jeszcze bardziej się na mnie zamknie. A nie o to mi przecież w tym wszystkim chodziło.
Nela znowu milczała aż do końca dnia. Było to naprawdę dla mnie przykre. Chciałem jej pomóc uporać się z problemem ale nie wiedziałem, jak jej pomóc, skoro nawet nie wiedziałem, w czym dokładnie jest problem.
A nie wiedziałem tego, bo ona nie chciała mi powiedzieć. Trwaliśmy w jakimś potwornym błędnym kole! A ja chciałem móc je przerwać w jakikolwiek sposób. Wiedziałem jednak, że sam tego nie zrobię.
Nie wiedziałem za to, gdzie szukać pomocy, skoro szkolny psycholog nic nie zauważył! Postanowiłem znowu porozmawiać z Kilianą. W końcu Nela była jej biologiczną córką, do niej miała najpewniej największe zaufanie. Kiliana musiała więc wiedzieć, co się dzieje z jej dzieckiem i jak mu pomóc o wiele lepiej, niż ja.
- Hej, kwiatuszku. - powiedziałem podchodząc do swojej partnerki.
- Coś się dzieje, serce moje?
- Eh... Słuchaj... A tobie Nela nie zwierzała się z jakichś problemów? Bo w jej szkole rzekomo niczego nie widzą...
- Nie. Nie przypominam sobie, aby mówiła o czymś, co ją dręczy oprócz słabych ocen z historii, wiesz przecież że jest ambitna i zależy jej aby mieć jak najlepsze oceny...
Tak. To akurat wiedziałem świetnie, jednak nie bardzo wiedziałem, jak to się odnosi do tego, że Nela zachowuje się wobec mnie w ten sposób. Ale...wspominając o słabych ocenach Neli z historii, moja ukochana zainspirowała mnie. Postanowiłem więc zapytać
- A z czym takim dokładnie Nela sobie nie radzi, jeśli chodzi o Historię?
- Mówiła jedynie o tym, że przerabiają teraz temat dotyczący rewolucji przemysłowej. Ale gdy próbowałam dopytać o szczegóły to już nic nie chciała mówić.
Cóż. Przynajmniej miałem jakiś punkt zaczepienia. Ale miałem również przeświadczenie o tym, że to jeszcze nie wszystko...
Postanowiłem spytać u źródła, czyli porozmawiać z nauczycielem, który uczył klasę Neli historii. Ale musiałem to zrobić najwcześniej nazajutrz i tak, aby Nela się nie zorientowała. Być może problem leżał gdzieś o wiele głębiej niż ta nieszczęsna rewolucja przemysłowa...
W końcu noc minęła i nastał nowy dzień. Akurat tak się stało, że jakimś trafem to znowu ja miałem zaprowadzać Nelę do szkoły. Był to dobry pretekst aby trochę pokręcić się po budynku i odnaleźć nauczyciela tej nieszczęsnej historii.
Najpierw więc podprowadziłem nastolatkę na lekcje, a potem udałem się na poszukiwania pedagoga. Udało mi się to po dłuższej chwili. Siedział on w pokoju nauczycielskim
Przedstawiłem się i wyjaśniłem przyczyny swojej nagłej wizyty. On spojrzał się na mnie i powiedział
- A, tak, tak...Nela. Aktualnie w jej klasie jest przerabiany temat "Wpływ rewolucji przemysłowej na społeczeństwo globalne: odkrywanie związku przyczynowo-skutkowego w historii". Nela rzeczywiście nie zbyt dobrze sobie z tym tematem radzi, nawet jeśli przysiądę z nią w czasie lekcji i jej wytłumaczę. Jednak myślę, że gdyby pomógł jej ktoś w domu to szybciej by się z tym uporała.
- Ach, widzi pan. Bo tak się ciekawie składa, że jestem jej ojczymem, z zawodu jestem historykiem więc bardzo chętnie bym jej w zrozumieniu tego tematu pomógł... a ona mojej pomocy przyjąć nie chce.
Mężczyzna spojrzał na mnie zaskoczony.
Rozdział 5
Pustka (Philemon)
Zgodnie z radą partnerki poszedłem więc do salonu. Stanąłem przed rzeczoną komodą, chwyciłem za klamkę od szuflady, która otworzyła się z lekkim trzaskiem.
- No dobra... Która to teczka? - spytałem sam siebie, przebierając w różnych papierach.
W końcu znalazłem szarą teczkę z napisem "Nela-Dokumentacja". To musiało być to! Otworzyłem teczkę i
- Jest! Na samym wierzchu!
Chwyciłem w ręce akt urodzenia pasierbicy i zacząłem go analizować. Nie zajęło to długo, bo informacja, której szukałem...niestety...bardzo smutno rzucała się w oczy. Imię ojca niby było...ale wiedziałem, że fikcyjne...Była to dość powszechna praktyka w takich przypadkach. Była za to, już autentyczna, adnotacja "ojciec nieznany"...
To oznaczało jedno. Szymon nigdy tak naprawdę nawet nie uznał Nelki. Prawnie ona nigdy nie miała ojca...
- A to chamidło... - szepnąłem do siebie, dalej patrząc na tą adnotację. Z moich oczu poleciało kilka łez. Zrobiło mi się strasznie żal Nelki....Nie zasługiwała na takie traktowanie... A zwłaszcza nie ze strony kogoś, kto powinien być jej największym autorytetem i na kim powinna móc bezwarunkowo polegać. Nie ze strony biologicznego ojca!
Musiałem się skonfrontować z tym... Z tym kretynem. Bo na chwilę obecną nie potrafiłem nazwać go inaczej. Musiałem się tylko dowiedzieć, gdzie mieszka ta szuja.
Nie bardzo jednak wiedziałem jak. Ani Kiliana ani Nelka pewnie nie byłyby chętne udzielić mi tej informacji, a istniała jeszcze możliwość, że Szymon się przeprowadził a one posiadają tylko stary adres jego zamieszkania...
Podjąłem jednak tę ryzykowną decyzję i poszedłem do Kiliany pytając
- Kochanie...Nie wiesz może, gdzie twój były mieszka?
- Okej... Ty i Nelka zachowujecie się bardzo dziwnie odkąd wróciliście... Ty zadajesz dziwne pytania i szukasz czegoś w dokumentach. Nie będę ukrywać. Nie do końca mi się to podoba, a zwłaszcza to, że trzymasz powód w sekrecie...ale kocham Cię i ufam Ci. Dlatego powiem Ci, gdzie mieszka mój były bo akurat taką informację mam...Ale musisz mi obiecać, że potem mi to wszystko szczerze wyjaśnisz.
- Słowo honoru. - powiedziałem do ukochanej, kładąc rękę na sercu. Ona wtedy podała mi ulicę... W mieście na drugim krańcu kraju!
Kiedy uzyskałem potrzebną informację to zgodnie z obietnicą wytłumaczyłem Kilianie wszystko. O dziwo nie była tak wściekła jak się spodziewałem. Spytała tylko
- Jesteś w stu procentach pewien, że chcesz skonfrontować się z Szymonem? To może nie być przyjemne...delikatnie mówiąc.
- Nie mam wyjścia...
Chciałem się mylić....ale naprawdę nie miałem wyjścia. Ta konfrontacja była jedynym rozwiązaniem. Wsiadłem więc w samochód w środku nocy, gdy Nelka jeszcze spała. Nie wiedziałem, czy wie o pewnych wiadomych brakach w swoim akcie urodzenia... a jeśli nie wiedziała to lepiej było, aby nie dowiedziała się, gdzie jadę.
W końcu, po kilkunastu godzinach podróży, dotarłem na miejsce. Miałem pewność, że był to dobry adres. Zapukałem do drzwi i...czekałem.
Nie będę ukrywać, trochę się bałem. W końcu nie mogłem przewidzieć reakcji Szymona, gdy mnie zobaczy. W końcu drzwi otworzyły się i...stanął w nich on. Kiedy mnie zobaczył to zmierzył mnie tylko wzrokiem i spytał
- Znamy się?
Po chwili więc wyjaśniłem mu, kim jestem i... po co tu jestem. A następnie czekałem na reakcję. Ale zupełnie nie spodziewałem się takiej reakcji, jaką dostałem
- Panie, zupełnie nie wiem, o czym ani o kim pan mówi... zupełnie nie mój interes, radź sobie pan sam.
To powiedziawszy... zamknął mi drzwi przed nosem. Próbowałem pukać, walić pięściami w nadziei, że znowu otworzy. Bez skutku...to znaczy, że jako ojciec zawiódł Nelkę... znowu...
To było dla mnie nie do pojęcia. Musiałem znać powód, dla którego nie uznał prawnie swojego dziecka, dlaczego nie figuruje w jej akcie urodzenia. Jednak już teraz wiedziałem, że od niego bezpośrednio niczego się nie dowiem.
Postanowiłem więc podjąć jedyną na ten moment słuszną decyzję. Wrócić do domu i porozmawiać z Kilianą o całej sytuacji. Oczywiście w największej tajemnicy przed Nelą, bo z jakichś przyczyn wydawało mi się, iż będzie dla niej lepiej jeśli nie usłyszy tej rozmowy.
Tak też zrobiłem. Wsiadłem w samochód i po kilkunastu kolejnych godzinach podróży w drogę powrotną, byłem w końcu w domu. Kiliana... o dziwo już na mnie czekała.
- Słuchaj, musimy porozmawiać... od Szymona niczego się nie dowiedziałem więc...chcę się dowiedzieć prawdy od ciebie... opowiedz mi wszystko, proszę...
Ona o dziwo zgodziła się. I zaczęła opowiadać. Podobno ona i Szymon do pewnego momentu byli szczęśliwi...był tylko jeden punkt zapalny między nimi...Dziecko.
Kiliana chciała być matką, ale Szymon do ojcostwa podobno się nie palił. Toteż kiedy okazało się, że Kiliana jest w ciąży z Nelką to zaczęły się problemy...Szymon coraz bardziej oddalał się emocjonalnie, coraz częściej się kłócili. A kiedy Nela się urodziła, Szymon odmówił uznania jej, de facto miał takie prawo; on i Kiliana nie byli w końcu małżeństwem... Szymon nie nawiązał więzi z córką, nie zajmował się nią... A kiedy Nelka miała kilka miesięcy Szymon i Kiliana rozstali się.
- Cóż...Cieszę się, że teraz Nelka ma kogoś komu na niej zależy...ma Ciebie... - powiedziała do mnie Kiliana kończąc swoją wypowiedź... i to była prawda. Zależało mi...