Wstęp
Wstęp
W dekadzie przed wybuchem wojny secesyjnej (1861-1865) grupy Amerykanów
zaangażowały się w serię dalekich i nielegalnych wypraw do Meksyku, Kuby
i innych krajów Ameryki Środkowej w nadziei na ich przejęcie. Wysiłki te
stały się znane jako flibustering -?rodzaj bezprawnego, politycznego
piractwa, poszukiwania przygód lub awanturnictwa, a ich celem było
zbrojne przejęcie cudzego terytorium w celu stworzenia nowych
niezależnych lenn, które ostatecznie zostałyby zaanektowane przez wciąż
rosnące w siłę Stany Zjednoczone. Większość tych prób poniosła sromotną
porażkę.
Wyjątkiem był William Walker z Nashville w stanie Tennessee. Niski,
szczupły i łagodnie mówiący mężczyzna o blond włosach i szarych oczach
bez wyrazu, niemający wykształcenia wojskowego, który zanim został
prawnikiem, a potem redaktorem lokalnej gazety, wyszkolił się na
lekarza. Walker był niezbyt fortunnym przywódcą grubo ciosanych mężczyzn
i poszukiwaczy przygód, który już wcześniej podjął awanturniczą próbę
założenia amerykańskiej kolonii w Meksyku. Jego wysiłki skończyły się
niepowodzeniem, ale w 1856 roku zdołał objąć urząd prezydenta Nikaragui.
W Nikaragui od maja 1854 roku szalał zbrojny konflikt wewnętrzny
pomiędzy dwiema frakcjami politycznymi tego kraju: arystokratycznymi
konserwatystami lub legitymistami (legitimistas) z miasta Granada i postępowymi liberałami lub demokratami (democráticos) z León.
Usłyszawszy o Walkerze, słabsi liberałowie sprowadzili go do pomocy w walce z wrogimi konserwatystami. Walker przyciągnął małą grupę
ochotników nazywanych przez jego zwolenników "Nieśmiertelnymi" i popłynął do Nikaragui z 57 ludźmi. Sam Walker opisał ich jako "mężczyzn
o silnym charakterze, zmęczonych szarą codziennością". Amerykański
historyk Laurence Greene scharakteryzował ich jako "uciekinierów z San
Francisco, szczury portowe z Nowego Orleanu i złoczyńców z połowy krajów
świata".
Przez krótki czas między 1855 a 1857 rokiem William Walker z powodzeniem
przedstawiał się amerykańskiej opinii publicznej jako "Opatrznościowy
Odnowiciel" regionu i twórca nowoczesnej Nikaragui. Chociaż przybył do
tego kraju w maju 1855 roku, mając zaledwie garstkę ludzi, jego
wizerunek odnowiciela i człowieka niosącego sztandar postępu przyciągnął
kilka tysięcy mężczyzn i kobiet, którzy przyłączyli się do niego w jego
misji stabilizacji regionu. Walker oparł się w swoich działaniach
zarówno na studiach medycznych, jak i doświadczeniu dziennikarskim, aby
stworzyć przesłanie o dążeniu do odrodzenia państw Ameryki Środkowej,
które uspokoiło obawy wielu Amerykanów dotyczące niestabilności w regionie Morza Karaibskiego.
W tym samym czasie, kiedy Walker i jego ludzie przybyli do Nikaragui, w obozach wojskowych pojawiła się cholera. Jej wynikiem była epidemia,
która trwała przez cały czas ich obecności w tym kraju i ostatecznie
spowodowała śmierć tysięcy żołnierzy i cywilów w całej Ameryce
Środkowej. Wojna i choroba, która się z nią wiązała, zaniepokoiły
Amerykanów, a Walker odpowiedział na te obawy takimi metodami, które
miały podkreślić jego świadomość tych problemów. Doskonale rozumiał, że
amerykańska opinia publiczna ceniła zarówno polityczną, jak i zdrowotną
stabilność regionu, ponieważ zapewniała Amerykanom najbezpieczniejszą
drogę ze wschodniego wybrzeża Stanów Zjednoczonych do złotonośnych pól
Kalifornii przez wąski pas nikaraguańskiego terytorium1.
W czerwcu 1855 roku Walker wraz ze swoimi najemnikami najechał rozdartą
wojną domową Nikaraguę, spacyfikował kraj, pokonał najeźdźców z Kostaryki i rok później został wybrany na prezydenta Nikaragui. Zdobywca
miał nadzieję, że dzięki nowemu rządowi skolonizuje Nikaraguę z amerykańskimi przywódcami zdolnymi do utrzymania porządku, który
gwarantowałby odrodzenie i stabilność regionu. Inne państwa Ameryki
Środkowej postrzegały Walkera jako zagrożenie i odmówiły uznania
"Jankieskiego najemnika" (Yankee mercenary). Rządy tych państw
współdziałały razem, aby go wypędzić i w końcu najechały Nikaraguę ze
wszystkich stron.
Przedłużająca się wojna przeciwko wciąż rosnącej w siłę międzynarodowej
koalicji państw Ameryki Środkowej zmniejszyła zdolność Walkera do
utrzymania zarówno terytorium, jak i zasobów niezbędnych do zapewnienia
bezpiecznego stanu zdrowotnego i stabilności Nikaragui. Do lutego 1857
roku większość Amerykanów porzuciła wszelkie uczucia poparcia, jakimi
kiedyś darzyli Walkera. Bez ich wsparcia Walker dał za wygraną i wycofał
się na amerykańskie wybrzeże Zatoki Meksykańskiej jako pokonany
uzurpator. To nie przerwało dyskursu publicznego dotyczącego Walkera,
jako człowieka zdolnego uzdrowić sytuację w regionie. Takie debaty
pozwoliły Walkerowi zgromadzić wystarczającą liczbę zwolenników, aby
rozpocząć trzy kolejne ekspedycje do Nikaragui, zanim ostatecznie został
schwytany i stracony w Hondurasie we wrześniu 1860 roku.
Całe życie Williama Walkera to opowieść o chciwych marzeniach i ambicjach, losie narodów i osobistych fortun oraz o ciemnej stronie
osławionej amerykańskiej doktryny Objawionego Przeznaczenia, ponieważ
jednym z wielu celów Walkera było zbudowanie własnego imperium opartego
na niewolnictwie. To mało pamiętane wydarzenie z historii Stanów
Zjednoczonych i Ameryki Środkowej jest przestrogą dla wszystkich, którym
marzą się imperialne plany.
Rozdział I. Trujillo 21 sierpnia -?5 września 1860 roku
Rozdział I.
Trujillo 21 sierpnia -?5 września 1860 roku
On sam jest poślubiony Nikaragui
James Gordon Bennett, 1859 rok
Dwudziestego pierwszego sierpnia 1860 roku wewnątrz kamiennych murów
starej, trzystuletniej hiszpańskiej fortecy Santa Bárbara (La Fortaleza
de Santa Bárbara) w nadmorskim honduraskim mieście Trujillo, grupa
białych mężczyzn, z których niejeden nosił ślady niedawno odniesionych
ran, pracowała cicho przy wątłym świetle świec. Ciała niektórych z nich
pokrywały zakrwawione bandaże, a ze zmęczonych twarzy spływał słony pot
spowodowany stresem, wilgocią i trawiącą ich gorączką. Ludzie ci z wielkim wysiłkiem wyginali lufy muszkietów, zagważdżali żelaznymi
kolcami otwory zapałowe armat i polewali wodą pozostawiane zapasy
prochu. Jednym słowem, robili wszystko, aby broń i amunicja, którą mieli
zostawić, nie przydała się żadnemu wrogowi, ani honduraskim żołnierzom,
którzy podchodzili już pod mury twierdzy, ani brytyjskim marines z przybyłego poprzedniego dnia z Belize nowego, parowego slupa HMS
"Icarus" (11 dział, wyporność 861 ton) pod dowództwem komandora
porucznika Newella Salmona, kotwiczącego nieopodal brzegu w ciepłych
wodach Morza Karaibskiego.
Nie wszyscy z pracujących mężczyzn byli zdolni do zaplanowanej ucieczki.
Rany od kul wyeliminowały trzech z nich. Trzej inni byli poważnie
chorzy. Wśród nich był korespondent gazety "New York Herald", który
przybył specjalnie po to, aby relacjonować przebieg ich działań. Do
opieki nad nimi mieli pozostać lekarz i jego pomocnik, którzy umieścili
pacjentów w hamakach rozwieszonych w zaimprowizowanym lazarecie
zlokalizowanym w obszernej fortecznej celi. Każdy z pozostających
mężczyzn został zaopatrzony w muszkiet z niewielką ilością amunicji i prochu, na wypadek, gdyby musieli się bronić przed nadchodzącym wrogiem,
chociaż bardziej prawdopodobne było, że będą prosić o łaskę tego, kto
pierwszy się pojawi w murach starej twierdzy.
Kiedy niszczenie broni zostało zakończone, William Walker, przywódca
całej grupy, wszedł do pomieszczenia lazaretu i chodząc między wiszącymi
hamakami, dziękował rannym i chorym, próbując podtrzymać ich na duchu na
pożegnanie. Chociaż wszyscy byli jego podkomendnymi, właściwie niewiele
o nich wiedział. Jedynym, którego dobrze znał, był pułkownik Thomas
Henry, jego bliski znajomy i doradca wojskowy ekspedycji2.
Zatrzymując się na dłużej przy hamaku Henry'ego, Walker wypytywał swego
doradcę o informacje, które pozwoliłyby odszukać José Trinidada
Caba?asa, byłego prezydenta Hondurasu, który przewodził niedawnemu
powstaniu przeciwko obecnym władzom tego kraju. Wzmocniony dawką morfiny
Henry z trudem naskrobał na kartce papieru: "Caba?as może się znajdować
gdzieś nad rzeką Rio Negro, około 40 mil na wschód od Trujillo". Biorąc
niezgrabnie zapisaną kartkę, Walker szepnął do ucha ciężko rannego
towarzysza kilka słów pożegnania i ruszył do wyjścia.
Wychodząc na zewnątrz, Walker polecił reszcie swoich ludzi, w liczbie
około 70, stawić się na dziedzińcu fortecy. Wykazując niezwykłą
dyscyplinę, której trudno było oczekiwać po tak egzotycznej zbieraninie,
krótko po północy ludzie Walkera zebrali się na placu i cicho wyszli za
swoim przywódcą przez główną bramę fortu, aż w końcu zniknęli w pobliskiej dżungli.
Szukanie schronienia w ciemnej, honduraskiej dżungli wcale nie było
pierwotnym zamiarem Walkera. Opuszczając Nowy Orlean trzy miesiące
wcześniej, miał zamiar opanować Roatán, największą z Wysp Zatokowych u karaibskiego wybrzeża Hondurasu (Honduran Bay Islands), leżącą niecałe
80 kilometrów od Trujillo. Brytyjscy mieszkańcy Roatán obawiali się jej
przejęcia przez Honduras po tym, jak Wielka Brytania zgodziła się
opuścić swoją flagę powiewającą nad główną osadą wyspy Coxen Hole i wydać ją władzom Hondurasu. Niespodziewane przybycie Walkera zaskoczyło
Brytyjczyków i opóźniło przekazanie Roatán rządowi Hondurasu. Na wieść o brytyjskich przygotowaniach do odbicia wyspy z rąk amerykańskich
flibustierów, Walker porzucił myśl o walce z Brytyjczykami i zamiast
tego postanowił opanować niedalekie Trujillo, skąd planował dokonać
kolejnej inwazji swego niezmiennie wymarzonego celu -?Nikaragui. Ale i ten plan zaczął się walić wraz z przybyciem do portu w Trujillo
brytyjskiego okrętu wojennego "Icarus" i żądaniem jego kapitana, aby
ludzie Walkera złożyli broń i się poddali. Zamiast tego flibustierzy
zniszczyli posiadane zapasy uzbrojenia i cichaczem uciekli.
Po cichym opuszczeniu Trujillo grupa Walkera wędrowała bez obciążenia.
Każdy z ludzi dźwigał tylko muszkiet i 120 sztuk amunicji, nie licząc
drobnych racji żywności. Niektórzy mieli u pasa pistolety i noże.
Wędrując ciemnym lasem wzdłuż wybrzeża na wschód przez całą noc,
następnego dnia minęli kilka niewielkich osad, których mieszkańcy ukryli
się przed grupą obcych, uzbrojonych ludzi. Kolejnej nocy zatrzymali się
na biwak nad jakimś strumieniem, a rankiem przeszli na drugi brzeg i,
męcząc się w tropikalnym sierpniowym upale, ruszyli dalej. Po drodze
naszli kilka małych farm, ale nie znaleźli tam zbyt wiele do jedzenia
poza chudą wołowiną. Na noc zatrzymali się znowu, a kiedy tylko wzeszło
słońce, podjęli dalszą ucieczkę. Po dotarciu do rzeki Aguán, nie mogąc
znaleźć brodu, aby ją przekroczyć, Walker poprowadził grupę wzdłuż
lewego brzegu rzeki, oddalając się około 50 kilometrów od oceanu. Krótko
po południu 24 sierpnia uznał, że znaleźli się wystarczająco daleko od
Trujillo, więc pozwolił swoim ludziom na dłuższy wypoczynek.
Gdy tak wypoczywali w miejscu zwanym Cotton Tree (Bawełniane Drzewo),
czyszcząc broń i czekając, aż minie upał, nagle z pobliskich zarośli
posypał się grad kul, tnąc liście i rozrzucając ziemię pośrodku
obozowiska. Zaskoczeni flibustierzy rzucili się w bok, szukając
schronienia. Niektórzy odpowiedzieli ogniem atakującym żołnierzom
honduraskim, pozwalając reszcie towarzyszy przygotować się do walki.
Opanowując chaos, Walker podzielił swoich ludzi na dwie mniejsze grupy i rzucił ich z dzikim wrzaskiem do samobójczego kontrataku, który zmusił
przestraszonego wroga do panicznej ucieczki. Walka, chociaż zwycięska,
okazała się bardzo kosztowna. Amerykanie zużyli większość amunicji i ponieśli straty: jednego zabitego oraz siedmiu lub ośmiu rannych. Samemu
Walkerowi ołowiana kula rozorała policzek, zalewając twarz krwią. Jego
podkomendni, major Thomas Dolan i kapitan Charles Henry West, tak
opisali potem przebieg bitwy w gazecie "New Orleans Daily Delta":
"On [Walker] szybko zebrał swoją małą bandę i uformował ją w dwie
grupy, każąc im atakować w różnych kierunkach, jedna w górę, a druga w dół rzeki. Major Dolan ze swoją kompanią zaatakował główny oddział z wielką porywczością, ale generał Walker, który nieco wyprzedził swoją
grupę, został ostrzelany z odległości dwóch kroków przez Honduranina,
który zranił go w twarz. Generał jednak szybko powalił napastnika za
pomocą swojego dziesięciostrzałowca (sic!) i reszta Honduran uciekła w wielkim zamieszaniu, pozostawiając zabitych i rannych. Z całej grupy stu
czterdziestu ludzi, tylko trzydziestu wróciło do Trujillo. Jeśli się
weźmie pod uwagę, że wszyscy ludzie Walkera byli weteranami i byli
uzbrojeni w [gwintowane] muszkiety Minié, takie straty nie wydają się
całkiem nieprawdopodobne".
Przywracając porządek, ludzie Walkera spakowali dobytek i w nocy 24
sierpnia ruszyli dalej na wschód, dźwigając najciężej rannych i pomagając iść chorym. Po drodze minęli kilka indiańskich wiosek, gdzie
oddział Walkera został życzliwie przyjęty przez rdzennych Karaibów. W czasie marszu wróg nie dawał im spokoju i od czasu do czasu strzelał do
maszerujących, powodując dalsze straty. Jedna z kul trafiła wojskowego
doradcę majora Williama Huffa, pozostawiając Walkera bez najbardziej
doświadczonych oficerów. W końcu zmęczeni Amerykanie dotarli do
nadbrzeżnej osady drwali Lomón (Limas), którą, ku zdumieniu wszystkich,
zastali całkiem opuszczoną. Stamtąd Walker wysłał dwóch ludzi łodzią na
Roatán po prowiant. Wkrótce ruszyli dalej i 27 sierpnia dotarli do rzeki
Negro (Rio Tinto). Sforsowali rzekę za pomocą znalezionej na brzegu
łodzi i zatrzymali się w pobliskiej faktorii należącej do brytyjskiego
kupca nazwiskiem Dickens. Niedaleko niej odnaleźli resztki dawnego
obozowiska Caba?asa: wygaszone ogniska i puste rowy strzeleckie. "Teraz
było już po nas" -?napisał potem jeden z żołnierzy Walkera.
W tym czasie ścigające ich wojsko honduraskie stanęło po drugiej stronie
Rio Negro. Wyczerpani kilkudniową ucieczką, ranami i chorobami
Amerykanie całkiem stracili ducha i nie widząc sensu dalszego marszu,
obsadzili opuszczone okopy Caba?asa, które chociaż częściowo chroniły
ich przed kulami wystrzeliwanymi z drugiego brzegu rzeki. "Co jakiś czas
-?wspominał ten sam żołnierz -?ich kula trafiała któregoś z nas, a my
nie mieliśmy nic do stracenia". Sam Walker, ranny i osłabiony gorączką,
stanął kwaterą w domu Dickensa w odległości 4 kilometrów od brzegu
morza. Kiedy wieczorem tego dnia zrobił przegląd oddziału, stwierdził,
że zostało mu tylko 32 zdrowych i bez żadnych ran ludzi.
Tymczasem komandor Salmon, dowódca brytyjskiego slupa "Icarus",
zrozumiał, że został przez Walkera przechytrzony. Jeszcze wieczorem 21
sierpnia on i jego załoga dobrze widzieli z pokładu swojego okrętu mury
fortecy w Trujillo i krzątających się wokół nich ludzi Walkera. Kiedy
jednak zapadły ciemności, nie byli w stanie dostrzec, jak ci zagwoździli
działa i po zniszczeniu znacznej części broni, korzystając z bezksiężycowej nocy wyślizgnęli się cichaczem do dżungli. O świcie
następnego dnia twierdza wydawała się cicha i opuszczona, podobnie jak
otaczające ją miasteczko. Zaniepokojony panującym bezruchem Salmon
wysłał na brzeg łódź zwiadowczą, której załoga zameldowała, że w forcie
znaleziono tylko amerykańskiego chirurga, jego pomocnika, pięciu rannych
i chorych ludzi oraz ciało niedawno zmarłego pułkownika Henry'ego.
Reszta Amerykanów przed północą wymaszerowała za Walkerem na wschód
lądem do Nikaragui. "Muszę uczciwie przyznać, że sprytnie mi się
wyślizgnął" -?napisał później brytyjski dowódca. "Postawiłem wartowników
na straży magazynu z bronią i amunicją, posłałem po [generała]
Martineza, aby przybył ze swymi ludźmi i przejął w posiadanie fort. Po
jego przybyciu przekazałem mu całą zdobycz, a on natychmiast wysłał
oddział w pościg za Walkerem. Wśród pozostawionych na miejscu zapasów
wojennych znalazły się 72 gwintowane muszkiety, z których 60 nie nadaje
się do użytku z powodu powyginanych luf".
Salmon dał znać żołnierzom honduraskim stacjonującym w pobliżu Trujillo,
aby zajęli opuszczoną twierdzę, ale postawił swoich marines na straży
pozostawionych ludzi Walkera, których uznał za jeńców wojennych. Generał
Norberto Martinez, były dowódca honduraskiego garnizonu w Trujillo,
natychmiast obsadził puste miasto i posłał szwadron 80 kawalerzystów w pościg za uchodzącą grupą Walkera.
Komandor Salmon wysłał zwiadowców, którzy mieli śledzić ruchy Walkera i jego prześladowców, podejrzewając, że uciekinierzy zechcą znaleźć jakąś
zdatną do żeglugi łajbę, która przewiozłaby ich do Nikaragui. Dla
pewności poradził jednak honduraskiemu generałowi Mariano Álvarezowi,
który 26 sierpnia przybył do Trujillo z dwiema setkami żołnierzy z Olanchito w głębi lądu, aby wzmocnił posterunki wokół miasta na wypadek,
gdyby Walker zmylił pościg i zechciał wrócić. Dwudziestego siódmego
sierpnia podniósł kotwicę i wyruszył w trzydniowy rejs, odwożąc siedmiu
wziętych do niewoli Amerykanów na wyspę Roatán. Kiedy wrócił do
Trujillo, dowiedział się, że ludzie Walkera nie znaleźli na wybrzeżu
żadnego statku i ruszyli dalej w głąb lądu. Trzydziestego pierwszego
sierpnia generał Álvarez zaokrętował swoich żołnierzy na honduraski
szkuner "Correo" i wyruszył w towarzystwie "Icarusa" do ujścia Rio
Negro.
Niesiony lekkim wiatrem "Icarus" dotarł do ujścia Rio Negro 2 września,
znacznie wyprzedzając wolno płynący szkuner Álvareza. Brytyjczycy
zjawili się tam w samą porę, aby przejąć mały statek wyładowany bananami
z Roatán przeznaczonymi dla Walkera i wziąć jako jeńców wszystkich ludzi
znajdujących się na jego pokładzie. Po dwóch dniach poszukiwań w dżungli, brytyjscy marines z "Icarusa" odnaleźli grupę Walkera nad Rio
Negro. W wyniku rozpoznania komandor Salmon dowiedział się, że Walker
stanął w domu Dickensa na wąskim skrawku ziemi w widłach rzeki.
Poinformowano go również, że przywódca flibustierów ma wysoką
temperaturę i że wielu jego ludzi jest rannych, a większość pozostałych
cierpi z powodu gorączki i braków w zaopatrzeniu. Korzystając z okazji,
Salmon ponowił swoje żądanie, aby się poddali. Tym razem jego żądanie
poparło 250 żołnierzy generała Álvareza, którzy od kilku dni deptali po
piętach uciekinierom. Otrzymawszy zapewnienie Salmona, że jego
kapitulację przyjmą Brytyjczycy, nie Honduranie, niefortunny wódz
flibustierów zgodził się zakończyć swoją nieudaną ekspedycję i poddać
kapitanowi "Icarusa".
Trzeciego września o godzinie 15.00 komandor Salmon udał się kilkoma
łodziami z "Icarusa" z pełną i uzbrojoną obsadą w górę rzeki w towarzystwie generała Álvareza. Jak napisał potem w swoim oficjalnym
raporcie:
"Po wylądowaniu wszedłem do domu pana Dickensa, który pan Walker zajął
na swoją kwaterę i zażądałem, aby natychmiast złożył broń i poddał się
bezwarunkowo, co też uczynił. Od razu zabrałem jego broń i po włożeniu
do łodzi, wróciłem na pokład ["Icarusa"], pozostawiając porucznika
Coxa ze wszystkimi marines na straży jeńców. Odkryłem, że informacje,
które otrzymałem na temat ich nędznego stanu, wcale nie były
przesadzone. Z całej ich liczby (73), dziesięciu zostało rannych, 21
leżało chorych w szpitalu, a z pozostałych nie więcej niż 20 mogło mieć
siłę, aby przejść chociaż milę. Mimo że zawsze byli w stanie zdobyć
wołowinę, wędrowali przez wiele dni bez chleba i warzyw jakiegokolwiek
rodzaju".
Obawiając się próby ucieczki ze strony Walkera i jego szefa sztabu,
pułkownika Anthony'ego Francisa Rudlera, jeszcze tego samego wieczora
porucznik Cox wysłał ich w kajdanach na pokład "Icarusa", a generał
Álvarez pospieszył z powrotem do Trujillo na pokładzie "Correi", aby
przygotować się na ich przyjęcie. Nazajutrz rano, 4 września, na pokład
"Icarusa" przewieziono pozostałych flibustierów i okręt odpłynął pełną
parą do Trujillo, gdzie dotarł około północy. Walker i Rudler nie
pozostali długo w rękach Brytyjczyków, ponieważ komandor Salmon, jakby
chcąc się zemścić za lata irytacji i siania niezgody w Ameryce
Środkowej, postanowił wydać obu więźniów generałowi Álvarezowi.
Piątego września Salmon podpisał w Trujillo formalne porozumienie z Álvarezem, w którym zadeklarował:
"[...] bezwarunkowe przekazanie Se?orowi Don Mariano Álvarezowi,
generałowi dowodzącemu siłami Hondurasu, osoby pana Williama Walkera i pana A.F. Rudlera, przywódców flibustierów, którzy poddali mi się 3 tego
miesiąca nad rzeką Black, aby postąpić z nimi zgodnie z literą prawa.
Wydanie również jako jeńców ich zwolenników (w liczbie 70), oficerów i żołnierzy, pod warunkiem uzyskania zezwolenia na powrót do Stanów
Zjednoczonych, po złożeniu przysięgi, że nie będą więcej służyć w jakiejkolwiek przyszłej wyprawie przeciwko któremukolwiek z państw
Ameryki Środkowej. Ich przejazdy zapewni agent konsularny Stanów
Zjednoczonych. Zgadzam się również dostarczyć generałowi Álvarezowi całą
broń i sprzęt wojenny zabrane wspomnianym flibustierom".
Świadkami umowy byli: William Melhado, pochodzący z mieszanej
brytyjsko-portugalskiej rodziny kupiec, pełniący obowiązki brytyjskiego
agenta konsularnego, oraz amerykański agent konsularny w Trujillo,
Edward Prudot. Z tą chwilą los jeńców został ostatecznie
przypieczętowany, a życie Walkera znalazło się całkowicie na łasce
Honduran.
Gdy tylko wiadomość o porozumieniu została upubliczniona, towarzyszący
ekspedycji Walkera korespondent gazety "New York Herald" Charles Allen
odwiedził pojmanych flibustierów na pokładzie "Icarusa" w porcie
Trujillo. Znalazł ich wszystkich w złym stanie zdrowia i potwornie
brudnych. Przy tej okazji przeprowadził wywiad z Walkerem, który wręczył
mu oryginalną korespondencję, jaką wymienił 21 sierpnia z komandorem
Salmonem, z prośbą o jej opublikowanie. Poprosił również reportera o napisanie pod jego dyktando krótkiego protestu do brytyjskiego dowódcy
przeciwko decyzji o wydaniu go w ręce władz honduraskich. Sposób, w jaki
Walker podyktował tekst protestu, był spokojny i rzeczowy, dając
dziennikarzowi pełną możliwość dokładnego spisania każdego słowa:
PROTEST GENERAŁA WALKERA
Niniejszym protestuję przed cywilizowanym światem, że kiedy poddałem się
kapitanowi parowca Jej Królewskiej Mości Icarus, ten oficer wyraźnie
otrzymał również mój miecz i pistolet, jak również broń pułkownika
Rudlera, a kapitulacja była wyraźnie i w tylu słowach skierowana do
niego, jako przedstawiciela Jej Królewskiej Mości.
WILLIAM WALKER. Na pokładzie parowca Icarus, 5 września 1860 roku.
Reakcja na protest Walkera była przewidywalna. Z jednej strony wydawca
"New York Herald" James Gordon Bennett skomentował na łamach swojego
pisma, że Walker "poddał się komandorowi Salmonowi, jako
przedstawicielowi Jej Królewskiej Mości, i ten oficer wydając go słabym
i krwiożerczym władzom lokalnym na egzekucję, rzucił plamę na brytyjski
honor i brytyjską flagę, której nigdy nie zmyje żadna skrucha ze strony
komandora Salmona". Z drugiej strony przełożony Salmona na Jamajce,
komandor Samuel Morrish, donosił Admiralicji w Londynie: "Moim zdaniem
komandor Salmon działał dostatecznie szybko i rozsądnie, aby zmiażdżyć
to gniazdo żmij, a tym samym uniknąć kłopotów, które powstałyby, gdyby
Walker i jego ludzie mogli odejść dalej". Jakiś czas potem w aktach
brytyjskiej Admiralicji znalazła się notatka o następującej treści:
"Tuż po przybyciu do Trujillo, 20 sierpnia, komandor Salmon zastał pana
Walkera, flibustiera, w posiadaniu Trujillo. Dwa dni później, 22
sierpnia, stwierdził, że Walker i jego ludzie zniknęli. Próbując
ustalić, co się z nimi stało, 3 września po południu wysłał na brzeg
kilka łodzi z uzbrojonymi marynarzami i żołnierzami piechoty morskiej,
którzy odnaleźli ludzi Walkera niedaleko ujścia rzeki Negro (Rio Negro).
Trzy godziny później łodzie wróciły, przywożąc Walkera i 72 jego
towarzyszy. Po powrocie do Trujillo, w środę 5 września o godzinie 5 po
południu, Salmon wysadził ludzi Walkera na brzeg i przekazał ich
lokalnym władzom honduraskim"3.
Rozdział II. Epoka flibustierów
Rozdział II.
Epoka flibustierów
Lata między zakończeniem wojny meksykańskiej a wybuchem wojny
secesyjnej można śmiało nazwać czasem flibustierów.
Amerykański historyk James Mitchell Clarke, 1933 rok
William Walker -?"Szarooki Człowiek Przeznaczenia".
Jak na człowieka, który gromadził prywatne armie, najeżdżał obce ziemie,
a nawet tworzył własne rządy i kraje, William Walker nie był kimś, na
kogo warto było patrzeć. Miał niecałe 170 centymetrów wzrostu i 55
kilogramów wagi, smukłą sylwetkę i przerzedzone włosy. Posiadał
chłopięcą urodę i wydawał się wątły, a jego ciemny strój i łagodne
maniery sprawiały, że łatwo go było pomylić z osobą duchowną. Ostatnim,
za kogo można było wziąć Walkera, był wojownik. A jednak, jak zauważył
jeden ze współczesnych: "Każdy, kto oceniał pana Walkera na podstawie
jego wyglądu, popełniał wielki błąd. Przykuwał twoją uwagę pierwszym
słowem, jakie wypowiedział, a idąc dalej, czułeś się w pełni przekonany,
że nie jest zwykłym człowiekiem". Charyzmatyczny mimo swego nieciekawego
wyglądu, William Walker w dramatyczny sposób ucieleśniał ducha przygody
i filozofię Ameryki lat 50. XIX wieku.
Urodzony 8 maja 1824 roku Walker uchodził za cudowne dziecko. Jego
ojciec kupiec James Walker przybył do Ameryki ze Szkocji około 1820 roku
i osiadł w Nashville w stanie Tennessee. Matka Mary Norvell była córką
zasłużonego oficera armii kontynentalnej Jerzego Waszyngtona w wojnie o niepodległość Stanów Zjednoczonych z Wirginii. William dyplom lekarza
uzyskał na Uniwersytecie Pensylwanii w wieku 19 lat, a potem studiował
na uniwersytetach w Paryżu, Heidelbergu i Edynburgu. Po powrocie z Europy przez krótki czas praktykował medycynę w Filadelfii, ale nie miał
do tego wystarczająco dużo siły i przeniósł się do Nowego Orleanu, aby
studiować i praktykować prawo. Znudzony nauką, został wspólnikiem i założycielem liberalnej gazety "New Orleans Crescent", w której wspólnie
ze swoim partnerem Edmundem Randolphem zatrudniał m.in. ambitnego
młodego poetę i prozaika Walta Whitmana (1819-1892), uważanego za
jednego z prekursorów współczesnej literatury amerykańskiej.
Młody Walker był niespokojnym duchem, nie potrafiącym długo usiedzieć w jednym miejscu. Kiedy jego narzeczona Ellen Martin Gait zmarła podczas
śmiertelnej epidemii cholery w 1849 roku, umartwiony opuścił Nowy Orlean
i w następnym roku przeniósł się do San Francisco, gdzie był już jego
dawny partner, Edmund Randolph4. Był to okres, gdy gorączka
złota (gold rush) w Kalifornii trwała w najlepsze, przyciągając
obieżyświatów ze wszystkich stron globu. Kalifornię zalali amatorzy
przygód, poszukiwacze cennych minerałów, hazardziści i różnej maści
łotrzykowie, wśród których niepotrafiący znaleźć sobie dotąd miejsca w życiu Walker wreszcie poczuł się jak w domu. Na krótko wznowił karierę
dziennikarską, wydając wraz z "młodym i ognistym" Irlandczykiem Johnem
Nugentem gazetę "San Francisco Herald".
San Francisco, które w 1847 roku liczyło tylko 800 mieszkańców, w ciągu
trzech lat wyrosło na tętniącą życiem 50-tysięczną metropolię, którą
szybko okrzyknięto gniazdem szerszeni (hornet's nest) i która z trudem
radziła sobie z falą nieprawości i występku. Wkrótce grupa samozwańczych
strażników porządku (vigilantes) wzięła prawo w swoje ręce, linczując
dwóch mężczyzn na jednej z głównych ulic miasta, aby cały świat mógł
zobaczyć, jak karze się zło. Walker i Nugent ostro skrytykowali
miejscowych urzędników i sędziów za tolerowanie "fali przemocy" na
łamach swojej gazety, w wyniku czego Walker został wyzwany na pojedynek.
Zwrócił na siebie uwagę całego kraju, pojedynkując się na rewolwery ze
znanym prawnikiem Williamem Hicksem Grahamem w dniu 12 stycznia 1851
roku. Graham był uznanym strzelcem, brał udział w wielu pojedynkach i strzelaninach na Dzikim Zachodzie, nic więc dziwnego, że pierwszy trafił
Walkera w udo i poważnie go zranił, sam wychodząc z pojedynku bez
szwanku. Trzy miesiące później ledwo wyleczony z ran Walker trafił do
więzienia za odmowę zapłacenia grzywny 500 dolarów za obrazę sędziego
Eli Parsona i tylko popularność, jaką zyskał po pojedynku z Grahamem,
sprawiła, że wielki tłum jego wielbicieli wydostał go zza krat "ze
względów konstytucyjnych chroniących wolność prasy".
Po wyjściu z więzienia Walker zrezygnował z pracy dziennikarskiej i wrócił do praktyki prawniczej w kalifornijskim mieście Marysville, gdzie
zaczął się aktywnie interesować lokalną polityką. Jego uwagę przykuła
zwłaszcza niestabilna sytuacja w sąsiednich meksykańskich stanach Dolna
Kalifornia (Baja California) i Sonora. Śledząc wydarzenia za południową
granicą, Walker doszedł do wniosku, że zarówno rządy Meksyku, jak i Stanów Zjednoczonych nie są w stanie chronić cywilnej ludności tych
regionów przed najazdami Indian z plemienia Apaczów. Wiosną 1852 roku
Walker, przekonany o tym, że mógłby znaleźć rozwiązanie tego problemu,
wspólnie z nowym partnerem Henrym P. Watkinsem i dwoma innymi
prawnikami, nawiązał kontakt z grupą podobnie myślących przedsiębiorców
z górniczego okręgu Placer (Placer County), niedaleko Sacramento.
Wspólnie uradzili wysłać swego przedstawiciela Fredericka Emory'ego do
portowego miasta Guaymas w Sonorze w celu złożenia petycji do rządu
meksykańskiego o przyznanie im dotacji umożliwiającej utworzenie w pobliżu miasteczka Arizpe amerykańskiej kolonii górniczej. W zamian
mieli zapewnić ochronę północnej granicy Sonory przed napadami Apaczów z Arizony i Nowego Meksyku.
Zanim jednak Emory wybrał się do Meksyku, francuski awanturnik i przedsiębiorca z Avignonu hrabia Gaston de Raousset-Boulbon (1817-1854),
który po utracie swojego majątku w wyniku rewolucji 1848 roku we Francji
przybył do Kalifornii latem 1850 roku, sam wylądował w Guaymas i rozpoczął zasiedlanie własnej kolonii. Raousset-Boulbon przywiózł ze
sobą do Sonory kilkuset Francuzów, którzy w przekonaniu Meksykanów mieli
podjąć pracę w starej kopalni srebra. W tym czasie rząd meksykański
prezydenta Mariano Aristy wprowadził w życie szereg udogodnień, które
zezwalały osobom spoza Stanów Zjednoczonych (z powodu strachu przed
utratą dalszych terytoriów na rzecz Amerykanów w wyniku niedawnej wojny
amerykańsko-meksykańskiej) zaludniać niezamieszkane obszary północnego
pogranicza Meksyku i chronić nielicznych "cywilizowanych" mieszkańców
tych ziem przed atakami Indian przybywających z drugiej strony granicy.
Raousset-Boulbon odbył swoją pierwszą podróż do Meksyku w lutym 1852
roku. W Mieście Meksyk spotkał francuskiego konsula André Levasseura,
który przedstawił go inwestorom górniczej firmy La Compania
Restauradora, eksploatującej kopalnie srebra w północnym Meksyku.
Siódmego kwietnia Francuz podpisał umowę z przedstawicielami kompanii,
na mocy której został wyznaczony (wspólnie z przydzielonym do pomocy
"agentem" z San Francisco) do zbadania obszarów w północnej Sonorze,
podjęcia wydobycia cennych minerałów i odkrycia innych dóbr tej krainy
oraz wzięcia ich w posiadanie.
Hrabia wrócił do Kalifornii i gdy tylko uzyskał pozwolenie, zwerbował
oddział liczący około 270 ludzi z dużym zapasem broni i żywności.
Dziewiętnastego maja wypłynął z San Francisco na statku "Archival
Gracie" i dwa tygodnie później przybył do Guaymas, gdzie został
uroczyście powitany przez mieszkańców miasta i władze Sonory. Do nadzoru
nad francuską ekspedycją Meksykanie wyznaczyli generała Miguela Blanco,
ale Raousset-Boulbon często ignorował meksykańskiego dowódcę, mówiąc, że
próbował wypełnić warunki umowy, ale nie otrzymał pomocy ze strony
generała, który "zwyczajnie pozostawał bierny". Wyprawa przeniosła się
do stolicy Sonory Hermosillo, potem do miasta Ures i jeszcze dalej na
północ, aż trafiła do Arizpe. W sierpniu 1852 roku władze meksykańskie
zdały sobie wreszcie sprawę z buntowniczej postawy francuskiej
ekspedycji i wydały rozkaz zorganizowania spotkania z jej przywódcą w Ures. Raousset nigdy się tam nie stawił, w związku z czym uznano go za
buntownika.
We wrześniu Francuz i jego kompania stanęli w pustynnym miasteczku Páric
w środkowej Sonorze, gdzie odparli atak wojsk meksykańskich. Po
zwycięstwie dowódca podarował swoim ludziom flagę z francuskimi kolorami
i napisem "Indepéndance de Sonora". W październiku generałowie Cayetano
Navarro i Blanco zmierzyli się z siłami buntowników w nierozstrzygniętej
bitwie koło Hermosillo. Czwartego listopada podpisano traktat o rozwiązaniu francuskiej ekspedycji, który gwarantował jej uczestnikom
bezpieczny wyjazd z kraju. Ostatecznie pokonany hrabia wrócił do San
Francisco w marcu 1853 roku.
Po kapitulacji Francuzów i ich ewakuacji z Guaymas, w Kalifornii
nasiliły się pogłoski o planach kolejnych wypraw do Sonory. Kiedy hrabia
Raousset-Boulbon powrócił do San Francisco, został potraktowany jak
bohater. Miesiąc później zaczęto mówić, że ma zostać dowódcą nowej,
dużej międzynarodowej ekspedycji do Sonory liczącej 1500 ludzi:
Amerykanów, Francuzów oraz Niemców, która miła być gotowa do wypłynięcia
w bardzo krótkim czasie. Ostatecznie do wyprawy nie doszło,
prawdopodobnie w wyniku sprzeciwu francuskiego konsula w San Francisco
Guillaume Patrice Dillona i jego odpowiednika w Guaymas, Josepha Calvo.
W maju Walker miał odbyć w San Francisco "poufną" rozmowę z hrabią
Raousset-Boulbonem. Zaproponował mu współpracę, ale Francuz odmówił,
ponieważ -?jak powiedział później -?działał na rzecz realizacji własnych
celów, a poza tym "obecność Amerykanów w jego szeregach mogła
zantagonizować mieszkańców Sonory". W rzeczywistości jego projekt
wkrótce upadł, ponieważ przedsiębiorcy, którzy przedtem zgodzili się go
sfinansować, wycofali się z niepewnej umowy.
Niezrażony odmową Raousset-Boulbona, Walker przekonał swego druha
Watkinsa, aby wspólnie zrealizować niedokończoną misję Emory'ego.
Piętnastego czerwca obaj wspólnicy wypłynęli z San Francisco do Sonory
na pokładzie małego wyczarterowanego brytyjskiego brygu "Arrow".
Przybyli do Guaymas wieczorem 30 czerwca, ale prefekt miasta generał
Cayetano Navarro i kapitan portu Antonio Campuzano od razu nabrali
podejrzeń wobec amerykańskich przybyszów, którzy nie posiadali
dokumentów wymaganych przez władze meksykańskie. Jak wspominał później
inny partner prawny Walkera James L. Springer, który mu towarzyszył w rejsie do Sonory: "Na nieszczęście dla pana Walkera, konsul Meksyku w San Francisco płynący poprzednim statkiem, poinformował władze w Guaymas, aby nie zezwalały na to, by pan Walker pod jakimkolwiek
pretekstem udał się do wnętrza kraju, ponieważ zamierzał to zrobić w zdradliwym celu".
Zaniepokojony Walker zwrócił się z prośbą o pomoc i interwencję u władz
meksykańskich do amerykańskiego konsula w Guaymas, Juana A. Robinsona,
ale niczego nie wskórał. Obecny przy rozmowie siostrzeniec konsula Tobin
Robinson Warren, opisał w swoich wspomnieniach, jakie wrażenie wywarł na
nim Walker:
"Podczas krótkiej wizyty tego późniejszego złoczyńcy, piszący te słowa
miał okazję dobrze mu się przyjrzeć i znalazł się wielce pod wrażeniem
jego przebiegłości i zdecydowanego charakteru. Bo chociaż optymistyczny
w temperamencie i szalenie pewny sukcesu, wykazywał taki ekstremalny
poziom ostrożności, że prawie udało mu się rozbroić podejrzenia samych
Meksykanów przed wyjazdem od nich. Chcąc spojrzeć na Williama Walkera,
można by go prawie uznać za twórcę i głównego inicjatora tego
zdesperowanego przedsięwzięcia, jakim była inwazja stanu Sonora. Jego
wygląd przypominał wszystko inne, tylko nie dowódcę wojskowego. Mniej
niż średniego wzrostu i bardzo szczupły, nie wyobrażam sobie, żeby ważył
sto funtów. Jego włosy są jasne i kręcone, podczas gdy jego prawie białe
brwi i rzęsy kryły pozornie pozbawione źrenic, szare, zimne oczy, a jego
twarz pokrywała masa żółtych piegów. Cały wyraz jego twarzy był bardzo
ciężki. Ubranie, jakie nosił, było nie mniej niezwykłe niż jego osoba.
Na głowie miał białą futrzaną czapę, której długi ogon falował na
wietrze, i która razem z bardzo źle wykonanym, krótkim w stanie
niebieskim płaszczem ze złoconymi guzikami i parą szarych pantalonów bez
ramiączek, składały się na osobę tak niewłaściwie wyglądającą, jak ktoś,
kogo można spotkać podczas codziennego spaceru.
Wyobraźcie sobie, że tak ubrana postać zjawiła się w Guaymas przy
temperaturze 100° [Farenheita -?przyp. J.W.], podczas gdy każdy inny
człowiek był ubrany w lekki strój na biało. Rzeczywiście, strach
Meksykanów przed najeźdźcami zniknął w połowie, kiedy zobaczyli w ich
Wielkim Wodzu taki niepozornie wyglądający okaz. Ale każdy, kto oceniał
pana Walkera na podstawie jego wyglądu, popełniał wielki błąd. Niezwykle
milczący, siedział przez godzinę w towarzystwie, nie otwierając ust. Ale
kiedy był czymś zainteresowany, przykuwał twoją uwagę pierwszym słowem,
jakie wypowiedział, a gdy kontynuował, czułeś się przekonany, że nie był
zwykłym człowiekiem. Dla kilku zaufanych przyjaciół był najbardziej
entuzjastycznie nastawiony do swojego najdroższego projektu, ale poza
rozmową z tymi bezpośrednio zainteresowanymi, nigdy nie poruszał tego
tematu".
Zakłopotani okolicznościami meksykańscy oficjele oświadczyli, że muszą
najpierw otrzymać instrukcje od swojego zwierzchnika, komendanta
generalnego i wielokrotnego gubernatora Sonory Manuela Marií Gándary,
mającego siedzibę w odległym o 240 kilometrów na północ Hermosillo, po
czym odmówili Amerykanom zgody na podróż w głąb kraju. Nauczony smutnym
doświadczeniem z hrabią Raousset-Boulbonem, kapitan Campuzano w liście
do komendanta Gándary nie tylko wskazał na naruszenie przez obcych
przybyszów prawa wjazdu do Meksyku, ale wyraził swoje dalsze
podejrzenia, pisząc: "Wasza Ekscelencja z pewnością zauważy, że ich
intencją jest bez wątpienia zagarnięcie części terytorium Meksyku".
Jednocześnie nazwał Walkera "głównym promotorem tej przerażającej
amerykańskiej inwazji". Wszyscy wiedzieli, że Sonora jest bogata w złoża
srebra i Meksykanie podejrzewali, że Walker zamierzał tam założyć własne
państwo. Rzeczywiście, zaledwie kilka tygodni przed wyjazdem z San
Francisco do Guaymas wydrukował i rozpoczął sprzedaż obligacji ze
znaczkiem opatrzonym inskrypcją "Republika Sonory" (Republic of Sonora).
Ostrzeżony przez kapitana Campuzano komendant Gándara nakazał zatrzymać
Walkera i Watkinsa, ale konsul Robinson, który był wtajemniczony w plany
założenia kolonii, użył swoich wpływów wśród lokalnych urzędników i uchronił ich przed aresztowaniem. W międzyczasie Gándara zmienił zdanie
i zaprosił obu gości do złożenia wizyty w Hermosillo. Jednak wieści o napadach Apaczów grasujących w pobliżu Guaymas wystraszyły Walkera i Watkinsa, którzy wsiedli na statek i po sześciu tygodniach nieobecności
wrócili do San Francisco 16 lipca. Pomimo fiaska swojej misji Walker
doszedł do przekonania, że "relatywnie mała grupa Amerykanów może zająć
pozycję na granicy Sonory [...] za zgodą lub bez gody rządu
meksykańskiego".
Wkrótce po powrocie z Guaymas Walker postanowił założyć własną republikę
w Meksyku. Nie mógł wybrać bardziej korzystnego czasu, aby spróbować
swoich sił w procesie budowy nowego państwa. Amerykańska niepodległość
miała zaledwie 60 lat, a zuchwały młody amerykański orzeł szeroko
rozwijał skrzydła do lotu. Wcześniej naród amerykański stoczył dwie
wojny z Wielką Brytanią i -?jak zauważył jeden z wczesnych kronikarzy:
"Sukces w walce o byt wytworzył nieograniczony egotyzm i pewność
siebie". Wielu Amerykanów uważało, że ekspansja terytorialna jest nie
tylko prawem, ale i obowiązkiem. Waszyngtoński dziennikarz i demokratyczny podżegacz motłochu John L. O'Sullivan nadał tej wierze w słuszność nieokiełznanego posłannictwa narodowego nazwę "Objawione
Przeznaczenie" (Manifest Destiny)5.
Stany Zjednoczone w wyniku wojny z Meksykiem (1846-1848) odebrały już
swemu południowemu sąsiadowi ogromne połacie ziemi, dołączając do Unii
Teksas, Nowy Meksyk, Arizonę i Kalifornię, a jeszcze wcześniej odkupiły
od Francji rozległe Terytorium Luizjany (1803). Teraz ich apetyt
przyciągała Ameryka Środkowa, podobnie jak hiszpańskie Hawaje,
Portoryko, Filipiny i Kuba. I chociaż Stany Zjednoczone podpisały w 1850
roku traktat z Wielką Brytanią, zapewniający pokojowe zharmonizowanie
rywalizujących interesów brytyjskich i amerykańskich w Ameryce
Środkowej, amerykańscy poszukiwacze przygód uznali ten układ za
niewielką przeszkodę do realizacji swoich awanturniczych
planów6. Ludzie ci stali się znani jako "flibustierzy"
(filibusters).
Dla większości współczesnych Amerykanów termin "filbustering" kojarzy
się z obstrukcją parlamentarną w wykonaniu ważnych polityków, "którzy
chcą utopić projekty ustawodawcze przeciwników w morzu słów". W latach
40. i 50. XIX wieku określenie "flibustier" miało jednak inne,
ciemniejsze i bardziej egzotyczne znaczenie. Termin pochodzi od
holenderskiego słowa vrijbuiter, które tłumaczy się jako freebooter
("rozbójnik" albo "morski rozbójnik"). Hiszpanie zniekształcili tę
nazwę, a od ich terminu filibustero wywodzi się wersja angielska,
która oznaczała rabusia lub pirata. Krótko mówiąc, dotyczyło to
"awanturników, którzy w ciągu dekady poprzedzającej wojnę secesyjną
zajmowali się wyposażaniem i prowadzeniem z prywatnej inicjatywy wypraw
zbrojnych z terenu Stanów Zjednoczonych przeciwko innym narodom, z którymi kraj ten pozostawał w zgodzie". Niektórzy z tych poszukiwaczy
przygód zamierzali przyłączyć swoje nowe kolonie do Stanów
Zjednoczonych, a ponieważ stany południowe szczególnie wspierały i zachęcały flibustierów, nowo nabyte ziemie miały się przyłączyć do Unii
jako stany niewolnicze. Inni po prostu szukali sposobności, aby siłą
wykroić z cudzego terytorium prywatne lenna i zbić przy tym majątek.
Republika Dolnej Kalifornii i Republika Sonory
Po powrocie do San Francisco Walker zaczął gromadzić ludzi i broń do
planowanej inwazji, aby "uwolnić Sonorę od niedbalstwa i tyranii rządu
generała Santa Anny". Otworzył biuro rekrutacyjne i sprzedawał działki
ziemi w przyszłej "Republice Sonory", przyciągając ochotników i gromadząc wystarczająco dużo pieniędzy na sfinansowanie wyprawy.
Większość jego rekrutów stanowili mieszkańcy amerykańskiego Południa:
weterani wojny meksykańskiej, pechowi poszukiwacze złota oraz zwykli
awanturnicy poszukujący przygód i okazji do grabieży. Flibustering był
jednak niezgodny z prawem, a w październiku 1853 roku, kiedy amerykański
dowódca w Kalifornii pułkownik Ethan Allen Hitchcock usłyszał o planach
Walkera, skonfiskował jego bryg "Arrow" (przychylny sąd federalny
wkrótce nakazał zwolnienie statku). Jednocześnie ogłoszono, że dowódca
armii w regionie będzie przestrzegać poleceń wydanych przez gabinet
ustępującego prezydenta Millarda Fillmore'a i że "wyprawa nigdy nie
otrzyma pozwolenia na przekroczenie linii posterunków wojskowych
zlokalizowanych na południu kraju".
Nie mogąc przekroczyć granicy lądem, Walker zmienił swoje plany i postanowił zaatakować Sonorę od strony morza. Piętnastego października w nocy on i jego rekruci zebrali się w porcie w San Francisco i rankiem
następnego dnia popłynęli do Meksyku na pokładzie brygu "Caroline",
dowodzonego przez kapitana Howarda Snowa. Dwudziestego ósmego
października wylądowali w porcie Cabo San Lucas w południowej części
Półwyspu Kalifornijskiego, gdzie zamierzali poczekać na zapasy i dodatkowych ludzi. Chociaż ostatecznym celem była zanarchizowana i częściowo niezależna od rządu centralnego Sonora, przed udaniem się do
celu Walker postanowił założyć przyczółek w stanie Dolna Kalifornia.
Trzeciego listopada ze swoją grupą liczącą 45 uzbrojonych flibustierów
pod komendą kapitana Charlesa Gilmana, nazywających się Pierwszym
Niezależnym Batalionem (First Independent Battalion), przypłynął pod
meksykańską flagą do stolicy Dolnej Kalifornii La Paz. Następnie w ciągu
pół godziny zajął miasto, pojmał ustępującego gubernatora pułkownika
Rafaela Espinosę i triumfalnie wzniósł opatrzony dwiema gwiazdami
sztandar nowej Republiki Dolnej Kalifornii (Twin-Star Republic albo
Republic of Baja California). Piątego listopada schwytał jeszcze
przybyłego statkiem "Neptune" z miasta Mazatlán, nieświadomego najazdu
flibustierów nowego gubernatora Dolnej Kalifornii, pułkownika Juana
Climaco Rebolledo.
Walker ogłosił cały półwysep "wolnym, suwerennym i niezależnym" krajem,
mianował się prezydentem i na zawsze wyrzekł się wszelkiej lojalności
wobec Meksyku, mówiąc: "Republika Dolnej Kalifornii jest odtąd wolną,
suwerenną i niezależną, rezygnując ze swoich więzi z Meksykiem".
Zastrzegł ponadto, że jego nowa domena będzie stosowała ten sam system
prawny, który obowiązywał w Luizjanie, w tym prawnie usankcjonowane
niewolnictwo. "Celem tych ludzi po opuszczeniu Kalifornii -?powiedział
później sam Walker o swoich towarzyszach -?było dotrzeć do Sonory i nawet ich niewielka liczba nie przeszkodziła im wylądować w La Paz. W ten sposób, zmuszeni do uczynienia z Dolnej Kalifornii pola operacji
przed nabraniem sił do inwazji Sonory, znaleźli na półwyspie wymaganą
organizację polityczną".
W takich okolicznościach narodziła się samozwańcza Republika Dolnej
Kalifornii, a 45 flibustierów Walkera zdobyło wątpliwą sławę, wchodząc w listopadzie 1853 roku na karty historii jako jej ojcowie założyciele.
Szóstego listopada Walker wrócił do Cabo San Lucas, ponieważ dotarła do
niego wiadomość, że meksykańskie wojsko zmierza do La Paz, aby go
schwytać. Dwa dni później opuścił na pokładzie "Caroline" Cabo San Lucas
i przeniósł się na północ do leżącego bliżej granicy amerykańskiej
miasta Ensenada de Todos Santos.
Po przybyciu 29 listopada do Ensenady Walker nie marnował czasu.
Natychmiast podniósł nową flagę na brzegu i przeniósł siedzibę swojej
republiki do samotnego domu z gliny stojącego w porcie, któremu potem
nadał nazwę Fort McKibbin7. Zaraz po przyjeździe zebrał
wszelkie możliwe informacje na temat spraw lokalnych, aby móc zaplanować
swoje następne ruchy. Samozwańczy prezydent zorganizował rząd tymczasowy
i ogłosił, że jego nowy mały kraj jest otwarty na handel światowy.
Mianował Fredericka Emory'ego swoim "sekretarzem stanu" i ostatniego
dnia listopada wysłał go wraz z dwoma innymi ludźmi do San Diego w Kalifornii, aby pozyskali żywność i ludzi do wsparcia jego sprawy. W San
Diego Emory otworzył nowe biuro rekrutacyjne pod flagą "Republiki Dolnej
Kalifornii", a 3 grudnia opublikował w gazecie "San Diego Herald"
przesłanie Walkera skierowane do narodu amerykańskiego, w którym jego
autor, wyjaśniając motywy swojego działania, stwierdził, że "aby
rozwijać zasoby Dolnej Kalifornii i wprowadzić tam odpowiednią
organizację społeczną, konieczne było jej usamodzielnienie". Dwa dni
później Emory wsiadł na parowiec "Goliath" i 7 grudnia przybył do San
Francisco, gdzie natychmiast zaczął rozpowszechniać wieści o powstaniu
"nowej republiki" w nadziei zdobycia pieniędzy i nowych rekrutów dla
Walkera.
Kiedy wiadomość o zdobyciu przez Walkera La Paz rozeszła się po San
Francisco, pobór do jego oddziałów nabrał tempa. Na ulicach miasta
pojawiły się flagi samozwańczej republiki, a lokalne gazety triumfalnie
odtrąbiły "wielkie zwycięstwo" Walkera. "Na ulicach i w barach o każdej
porze dnia i nocy można było widzieć grupy ludzi, dyskutujących o perspektywach wyprawy i różnych osobach z nią związanych" -?pisał
tamtejszy dziennik "Daily Alta California". Pięć dni po przyjeździe
Emory'ego, były partner prawny Walkera Henry Watkins wsiadł na statek
"Anita" i popłynął do Meksyku z kolejnymi 230 rekrutami oraz dwoma
mosiężnymi działami.
Zapraszamy do zakupu pełnej wersji książki
Zapraszamy do zakupu pełnej wersji książki
1. W sierpniu 1849 r. rząd Nikaragui podpisał umowę z amerykańskim przedsiębiorcą Corneliusem Vanderbiltem, dającą mu wyłączne prawo do budowy lądowo-wodnej trasy tranzytowej przez Nikaraguę, która była częścią większego projektu przewozu pasażerów ze wschodu Stanów Zjednoczonych do Kalifornii. [wróć]
2. Henry swoją karierę wojskową rozpoczął w szeregach amerykańskiego wojska podczas wojny meksykańskiej, odznaczając się niezwykłą odwagą. 13 września 1847 r. w bitwie pod zamkiem Chapultepec, który bronił wejścia do Miasta Meksyk, "był jednym z pierwszych szturmujących, którzy wspięli się na mury zamku, i choć poważnie ranny, nie zatrzymał się, dopóki nie znalazł się w obrębie murów fortu". [wróć]
3. W uznaniu swojego osiągnięcia, w grudniu 1860 r., komandor Newell Salmon (1835-1912) otrzymał oficjalne podziękowania od kierownictwa brytyjskiego Ministerstwa do Spraw Kolonii (Colonial Office) i Ministerstwa Spraw Zagranicznych (Foreign Office), które "wyraziły swoją wdzięczność za jego gorliwe i humanitarne postępowanie" w czasie, gdy część podległej mu załogi "została zaatakowana przez febrę". Później Salmon otrzymał także złoty medal od połączonych rządów państw środkowoamerykańskich. [wróć]
4. Walker wypłynął z Nowego Orleanu do Panamy 15 czerwca 1850 r. na pokładzie parowca SS "Ohio" i po przedostaniu się lądem na wybrzeże Oceanu Spokojnego udał się stamtąd innym parowcem do San Francisco. [wróć]
5. John O'Sullivan (1813-1895) był redaktorem i wydawcą magazynu "The United States Magazine and Democratic Review", organu prasowego Partii Demokratycznej i gazety jej zwolenników. Po raz pierwszy napisał o "Objawionym Przeznaczeniu" w 1845 r. podczas dyskusji na temat konieczności aneksji Teksasu i nieuchronności amerykańskiej ekspansji na kontynencie. [wróć]
6. Artykuł wprowadzający traktat amerykańsko-brytyjski z 1850 r. obiecywał zneutralizowanie Ameryki Środkowej, której żaden z sygnatariuszy nie będzie "okupować, nie umocni, nie skolonizuje, nie przejmie, ani nie będzie sprawować żadnej dominacji". [wróć]
7. Fort nazwano tak na cześć por. Johna P. McKibbina z Illinois, pierwszego oficera z oddziału Walkera poległego w walce z Meksykanami w Ensenadzie 5 grudnia 1853 r. [wróć]