Król Ryszard III - William Shakespeare

Kup ebooka

3.49 zł
2.86 zł (1,90 zł najniższa cena z 30 dni)

-
Proszę czekać

Scena 1

Londyn. Ulica. Wchodzi Gloster.

Gloster. Tak więc nam słońce Yorku zamieniło Zimę niesnasek w promieniste lato, I chmury zwisłe ponad naszym domem Legły w głębokim łonie oceanu. Teraz nam zdobią skroń zwycięskie wieńce; Oręże nasze wyszczerbione wiszą Nakształt trofeów; z obozowej wrzawy Do uroczystych przeszliśmy festynów, Z forsownych marszów do wesołych pląsów. Wojownik chmurne rozpogodził czoło, I zsiadłszy z krytego stalą rumaka, Którym przerażał strasznych nieprzyjaciół, Podryga teraz po dworskich komnatach, W lubieżnych skokach przy odgłosie lutni. Lecz do igraszek jam nie jest stworzony, Ni do palenia kadzideł miłosnych, Ja z gruba kuty, za ciężki, za sztywny Do czupurzenia się przed lekką nimfą, Prostak pod względem wszelkich dwornych manier, Upośledzony z natury, niekształtny, Nieokrzesany, zesłany przed czasem W ten świat oddechu, i to tak koszlawo I nieudatnie, że psy ujadają, Gdy sztykutając mimo nich przechodzę;

Ja w ten piskliwy czas pokoju nie mam Innej uciechy, którąbym czas zabił, Jak chyba śledzić własny cień w słońcu I ropatrywać szpetność mej postaci. Nie mogąc przeto zostać adonisem, By godnie spędzić ten ciąg dni rózanych, Postanowiłem zostać infamisem I do tych marnych pustot się nie mięszać. Osnułem sieci intryg za pomocą Zdradnych poszeptów, snów i przepowiedni, By w moim bracie, Klarensie i w królu Zażedz wzajemną nienawiść ku sobie. Jest-li król Edward szczery i rzetelny Tak jak ja jestem chytry i obłudny, Dziś jeszcze Klarens będzie w ciupie siedział, A to na mocy wróżby, która, która mówi: Że ktoś, co miano swe od G zaczyna, Zabójcą będzie Edwardowych dzieci. Myśli me, dajcie nurka! Oto Klarens.

Wchodzi Klarens pod strażą, za nim Brakenbery.

Dzień dobry, bracie! Co znaczy ta zbrojna Straż przy osobie Waszej Wysokości? Klarens. Jego Królewska Mość w dbałości swojej O moją całość, raczyła dodać Taką eskortę na drogę do Towru. Gloster. Z przyczyny? Klarens. Tej, że Jerzy mi na imię, Gloster. Ależ milordzie, to nie twoja wina: Niechajby za to do więzienia wsadził Tych, co ci na chrzcie dali takie imię. Może ma Jego Królewska Mość zamiar Kazać cię w Towrze ochrzić po raz drugi? Ależ na serjo, co to jest, Klarensie? Nie mogęż wiedzieć? Klarens. Czemu nie, Ryszardzie, Bylebym tylko sam wiedział: bo dotąd,

Na honor, nie wiem. Mówią, że król Edward Bierze do serca sny i przepowiednie, Że z alfabetu głoskę G wykreśla; Bo mu jasnowidz jakiś miał powiedzieć, Że G potomstwo jego wydziedziczy; Że zaś me imię od G się zaczyna, Wnosi więc, że się to ma stać przezemnie. Te, oraz inne podobne androny Skłoniły Jego Wysokość, jak słyszę, Do uwięzienia mnie. Gloster. Otóż to skutki, Kiedy nad nami kobiety przewodzą! Nie król to Edward wtrąca cię do Towru, Lecz jego żona, ledy Grey, Klarensie, Do tej przywodzi go ostateczności. Czyliż nie ona, wespół z tym poczciwym Antonim Wudwil, swym bratem, sprawiła, Że lorda Hastings zataszczył do Towru? Źle z nami, bracie Klarensie, Źle z nami. Klarens. Dalibóg, nikt tu nie jest pewnym siebie Prócz parenteli królowej i owych Czynnych heroldów, co o nocnej porze Pomiędzy królem a panią Szor łażą. Czy też słyszałeś, z jak korną submisją Błagał ja Hastings o swe uwolnienie? Gloster. Chyląc się kornie przed nią, jak przed bóstwem, Wymodlił sobie lord szambelan wolność. Wiesz co? ja myślę, że jeżeli chcemy Cieszyć się nadal królewskiemi względy, To nic innego nam nie pozostaje, Jak pójść jej służyć i wdziać jej liberję. Owa zużyta wdowa zazdrośnica I ona, odkąd je nasz brat uszlachcił, Najsamowładniej trzęsą naszem państwem. Brakenbery przystępując. Wasze miłoście raczą mi wybaczyć: Jego Królewska Mość surowo zlecił,

By, niezależnie od stopnia, nikt nie miał Z księciem Klarensem potajemnych rozmów. Gloster. Czy tak? Toć możesz, mości Brakenbury, Słyszeć, jeżeli chcesz, wszystko co mówim. Nie knujem spisków, panie, mówiliśmy, Że Król Jegomość jest mądry, cnotliwy; Że Jej Królewska Mość jest już cokolwiek W latach podeszłą, piękną, nie zazdrosną; Że żona Szora ma prześliczną nóżkę, Milutkie oczy, koralowe usta, Dźwięczny głos; wreszcie, że krewni królowej Wyszli na wielce znakomitych ludzi. Coż waćpan na to? Sądziszli przeciwnie? Brakenbery. Milordzie, jestem w tym puncie jak w rogu. Gloster. Jak w rogu, w puncie pani Szor? Wiedz aspan, Że prócz jednego nie wolno nikomu Bywać w tym punkcie, chyba pokryjomu. Brakenbery. Cóż to za jeden, panie, co mu wolno? Gloster. Jej mąż, obwiesiu; chciałżebyś mnie podejść? Brakenbery. Racz mi przebaczyć, a milordzie, przytem Zaniechać dalszej z książęciem rozmowy. Klarens. Znamy powinność twoją, Brakenbery, Będziemy przeto posłuszni. Gloster. Jesteśmy Poniżonymi sługami królowej. Być więc posłusznymi musim. Bądź zdrów, bracie: Pójdę do króla, i do czegokolwiek Zachcesz mnie użyć, chociażby mi przyszło Nazwać Edwarda połowicę siostrą, Wszystko uczynię, aby cię uwolnić. Bądź jak bądź, twardy ten postępek brata Dotknął mnie bardziej, niż sobie wystawiasz. Klarens. Wiem, że to obu nam się nie podoba. Gloster. Nie długo zresztą potrwa twa klauzura; Wyrwęć z niej lub się sam do niej dostanę:

Bądź więc cierpliwy. Klarens. Muszę być rad nie rad. Bądź zdrów. Wychodzi z Brakenberym i strażą. Gloster. Idź w drogę, z której już nie wrócisz O, dobroduszny Klarensie! miłujęć Do tego stopnia, że wkrótce twą duszę Do nieba poślę, jeśli tylko niebo Zechce z rąk moich ten dar przyjąć. Któż to? Wszak ci to świeżo uwolniony Hastings. Wchodzi Hastings. Hastings. Miłościwego witam księcia pana. Gloster. Witaj, kochany lordzie szambelanie! Rad cię oglądam na wolnem powietrzu. Jakżeś zniósł, powiedz, swoje uwięzienie? Hastings. Cierpliwie, panie, jak przystoi więźniom, I mam nadzieję wywdzięczyć się kiedyś Tym, z których łaski w sztuce cierpliwości Nabyłem wprawy. Gloster. Ani wątpić o tem; Tak się wywdzięczy i Klarens, bo twoi Nieprzyjaciele są także i jego Nieprzyjaciółmi i tak samo jemu Uszyli buty jak tobie Hastings. Niestety! Orła zamknięto w klatce, by jastrzębie I kanie mogły samopas bonować. Gloster. Cóż tam nowego słychać? Hastings. Nic tak złego, Tam jak tu: król jest niedomagający, Cierpiący, smutny; bardzo się o niego Boją lekarze. Gloster. Na świętego Pawła! Zła to nowina, w istocie za długo Ścisłej się trzymał djety; tym sposobem Wycieńczył swoją królewską osobę. Boleśnie myśleć o tem. Czy on w łóżku?

Hastings. W łóżku. Gloster. Idź przodem, pośpieszę za tobą Wychodzi Hastings. On żyć nie może długo, a nie może Umrzeć, dopóki Klarens ekstrapocztą Do bram niebieskich nie będzie wprawion. Muszę natychmiast udać się do niego I podżedz jego niechęć do Klarensa Kłamstwami w racje niezbite kutemi. Jeśli głęboki plan mój mi się uda, Klarens drugiego dnia już nie dożyje, Niech wtedy Pan Bóg wezwie do swojej chwały Króla Edwarda i mnie świat zostawi, Bym się swobodnie w nim rozpostarł. Wtedy Najmłodszą córkę Warwika zaślubię, Chociażem zabił jej męża i ojca. Najlepszym środkiem do udobruchania Tej hardej dziewki ten mi się wydaje, Abym sam został jej mężem i ojcem; Tak też uczynię, nietyle z miłości, Co gwoli innych tajnych celów, których Przez ożenienie to będę mógł dopiąć. Ale ja łowię ryby przed niewodem: Edward panuje, Klarens jeszcze żyje;

Gdy ich grób skryje, zysk mój się wykryje.

Wychodzi.

Scena 3

Tamże. Pokój w pałacu.

Wchodzą: Królowa Elżbieta, lord Rivers i lord Grey.

Lord Rivers. Nie trap się, pani : ani wątpić o tem, Że wkrótce Jego Królewska Mość wróci Do pierwotnego stanu zdrowia. Lord Grey. Przez to, Że je wystawiasz sobie w tak złem świetle, Przez to je właśnie pogarszasz, królowo. Bądź dobrej myśli, dla Boga, i pokrzep Jego Królewską Mość wesołem słowem. Królowa Elżbieta. Gdyby on umarł, cóżby mnie spotkało! Grey. Nic, krom boleści z tak dotkliwej straty. Królowa Elżbieta. Tak wielka boleść włącza wszelką inną.Grey. Niebo cię, pani, obdarzyło synem, Co cię pocieszy w razie jego śmierci. Królowa Elżbieta. On jest tak młody, nim zaś do lat dojdzie, Opiekę nad nim ma mieć Ryszard Gloster, Człowiek niechętny i mnie i nam wszystkim,

Grey. Onże stanowczo ma być protektorem? Królowa Elżbieta. Na teraz jeszcze nie, będzie nim jednak Stanowczo, jeśli król zstąpi do grobu. Wchodzą Buckingham i Stanley.Grey. Oto lordowie Buckingham i Stanley. Buckingham. Waszej Królewskiej Mości korni słudzy.Stanley. Bogdajby nasza miłościwa pani Mogła odzyskać swą wesołość dawną! Królowa Elżbieta. Wątpię, kochany milordzie Stanleyu, Czyby hrabina Ryszmond była skorą Przyłączyć amen do waszej modlitwy. Choć ona jednak jest małżonką waszą I mnie nie lubi, bądź pewien, milordzie, Że niezależnie od jej wyniosłości Życzliwość moja ku wam jest niezmienną, Stanley. Nie dawaj Wasza Królewska Mość wiary Niecnym potwarzom tych, co ją śmią czernić; Gdyby zaś była słusznie oskarżoną, Racz wyrozumieć jej ułomność, która Z chorobliwego raczej widzimisię, Nie z złego serca, jak mniemam, pochodzi. Królowa Elżbieta. Lordzie Stanleyu, widziałżeś dziś króla ? Stanley. Właśnie w tej chwili z lordem Buckinghamem Idę od niego. Królowa Elżbieta. Jaka jest nadzieja Jego powrotu do zdrowia? Buckingham. Najlepsza: Jego Królewska Mość raźnie rozmawiał.Królowa Elżbieta. Oby tak było! Więc z nim mówiliście ?Buckingham. Tak, miłościwa pani: król Jegomość Pragnie pojednać księcia Gloster z braćmi Waszej Królewskiej Mości, tych zaś skłonić Do pojednania z lordem szambelanem; I w tym ich celu zawezwał do siebie. Królowa Elżbieta. Dałby Bóg, aby mu się to udało!

Ale nic z tego; mani jakieś przeczucie, Że szczęście nasze jest na przesileniu. Wchodzą Gloster, Hastings i Dorset.Gloster. Oni mnie krzywdzą, nie zniosę ja tego. Któż są ci, co się skarżyli przed królem, Że ja mam serce kamienne i jestem Im nieprzyjazny? Na świętego Pawła! Jego to raczej jest nieprzyjacielem, Kto mu do ucha tka takie powieści. Przeto że schlebiać nie umiem i głaskać, Słów cedzić, mizdrzyć się i durzyć ludzi, Dwornie się zginać jak Francuz lub małpa: Przeto zawziętym mianują mnie wrogiem! Nie możeż prawy człowiek żyć spokojnie? Zawszeż otwartą jego prostoduszność Na złe tłumaczyć i przekręcać będą Chytre, układne półgłówki w jedwabiach? Grey. Do kogoż Wasza Cześć mówi w tem kole?Gloster. Do ciebie, który czci nie masz i cnoty. Kiedyżem jaką krzywdę ci wyrządził? W czem ci uchybił? - lub tobie? - lub tobie? Lub komukolwiek z waszej archandryi? Żeby was wszystkich!... - Nasz pan miłościwy (Którego bogdaj uchowały nieba Dłużej, niż tego wy sobie życzycie!) Ledwie odetchnąć może pod skargami, Któremi jego mieszacie spokojność. Królowa Elżbieta. Bracie Glosterze, błędnie rzeczy bierzesz. Król, mój małżonek, z własnego natchnienia, Nie pobudzony czyjąbądź namową, Zgadując pewnie twą skrytą nienawiść Do moich dzieci i braci i do mnie, Która na zewnątrz jawiła się w czynach, Posłał do ciebie, aby dojść powodu Niechęci twojej i kres jej położyć.

Gloster. Powodu? czyż ja wiem? świat się tak popsuł! Mysikróliki sadowią się teraz W siedzibie orłów. Odkąd lada Maciek Patentowanym szlachcicem się staje. Odtąd nie jeden szlachcic stał się Maćkiem.Królowa Elżbieta. Dość, dość, Glosterze; wiemy już, co myślisz: Zazdrościsz mnie i moim powodzenia, Nie daj nam. Boże, kiedykolwiek od was Być zależnymi!Gloster. Bóg daje tymczasem, Że my jesteśmy zależnymi od was; Bo przez was został nasz brat uwięziony, Ja sam popadłem w niełaskę, a szlachta W niesławę, skoro najwyższe urzędy Przechodzą codzień w ręce takich figur, Które na dwa dni wprzód w ręce chuchały.Królowa Elżbieta. Na tego, który mię z błogiej mierności Do tej nieszczęsnej wysokości wyniósł! Nigdym przeciwko księciu Klarensowi Nie podbudzała króla; nieraz owszem Jak najżarliwiej przemawiałam za nim. Milordzie, ciężką czynisz mi obelgę, Zwracając do mnie tak nikczemny zarzut.Gloster. Możesz, miledy, zaprzeczyć i temu, Że z twojej winy lord Hastings był więzion?Rivers. Może, milordzie, bo w istocie -Gloster. Może, Lordzie Riversie? O, któż wątpi? może I więcej zrobić, niż zaprzeczyć temu: Może waćpanu wyjednać znów jaką Piękną posadę, a potem zaprzeczyć, Że miała czynny w tem udział, i wszystko Wysokim waszym przypisać zasługom. Czegoż nie może ? Ba, ba, może ona.

Rivers. Ba! ba! cóż może? co? Gloster. Co baba może? Może pójść jeszcze za jakiego króla, Gładkiego chłopca; i cóż w tem zdrożnego! Królowa Elżbieta. Milordzie Gloster, za długo już znoszę Twoje brutalstwa i gorzkie szyderstwa. Na Boga! pójdę natychmiast wyjawić Jego Królewskiej Mości te zniewagi, Które tak często w milczeniu cierpiałam. Lepiej być wiejską dziewką, niż królową Wielkiego państwa, mogącą być celem Takich napaści, wzgardy i urągań. Skąpo mam uciech na angielskim tronie. Królowa Małgorzata ukazuje się w głębi.Królowa Małgorzata. Obyś ich miała jeszcze skąpiej! modły O to zasyłam, bo mnie przynależy Twe stanowisko, dostojność i stopień. Gloster do Elżbiety. Grozisz mi pani, że pójdziesz do króla, Powtórzyć moje wyrazy; idź, powtórz, Nie taj niczego. To, co powiedziałem, I wobec króla utrzymywać będę, Chociażbym się miał narazić na Tower. Czas mówić teraz, o usługach moich Zapamiętano całkiem. Królowa Małgorzata. Precz, szatanie! Dobrze ja o nich pamiętam. Tyś zabił Mojego męźa w Towrze, a biednego Mojego syna Edwarda w Tiuksbury. Gloster jak wprzódy. Nim pani przyszłaś do tronu i mąż jej, Ja byłem jucznym koniem jego sprawy, Wypleńcą jego butnych przeciwników I hojnym jego przyjaciół płatnikiem. Aby krew jego ukrólewszczyć, chętnie Przelałem moją. Królowa Małgorzata. Tak, i inną jeszcze, Stokroć cenniejszą niż jego i twoja.

Gloster jak wprzódy. Pani podówczas i jej mąż Grey, domu Lankastrowego trzymaliście stronę; I waćpan także, mości Rivers. Czyliż Mąż pani nie padł w bitwie pod Saint-Albans, Dla Małgorzaty? Muszę wam odświeżać Pamięć tych dziejów, gdy zapominacie, Czemeście byli wprzód, a czem jesteście; Jak niemniej, czem ja byłem, a czem jestem. Królowa Małgorzata. Byłeś morderczym niecnotą i jesteś. Gloster. Nieszczęsny Klarens odstąpił Warwika, Ojca swojego i przysięgę złamał - Przebacz mu, Chryste! Królowa Małgorzata. Skarz go, Boże!Gloster. Aby Obok Edwarda o koronę walczyć, I za to wzięto pod klucz nieboraka. Obym miał serce tak twarde jak Edward, Lub on tak czułe jak ja i litosne! Za miękki jestem, za dziecinnie głupi Dla tego świata. Królowa Małgorzata. Znijdź więc zeń do piekła, Kakodemonie! tam twoje królestwo. Rivers. Milordzie Gloster, w owych dniach burzliwych, Które przytaczasz, celem wykazania Nieżyczliwości naszej, służyliśmy Naszemu panu, prawemu królowi; Tak samobyśmy ponieśli usługi I tobie, gdybyś nim był. Gloster. Gdybym był nim? Wolałbym być kramarzem wędrującym: Samą myśl o tem serce me odpycha. Królowa Elżbieta. Równego braku radości, milordzie, Jak ten, którego, myślisz, żebyś doznał, Gdybyś był królem w tym kraju, równego Braku radości, pomyśl, ja doznaję, Odkąd w nim jestem królową.

Królowa Małgorzata. Zaprawdę Małą ma radość królowa w tym kraju: Jam tu królową i jam z niej wyzuta, Nie mogę dłużej znieść tego cierpliwie. Postępuje naprzód.O wy, rabusie! co się drzecie z sobą O podział tego, coście mi wydarli, Kogoż z was dreszczem nie przejmie mój widok? Uchylcie, jako poddani, kolana Przed tą, co prawo ma wam rozkazywać, Lub drżyjcie, jako butownicy, przed tą, Którąście tego prawa pozbawili. Do Glostera, który chce wyjść.Stój, wdzięczny łotrze; nie kwap się do wyjścia.Gloster. Czego odemnie chcesz, wywiędła wiedźmo.Królowa Małgorzata. Stawić ci obraz tego, coś zniweczył: To tylko zrobić chcę, nim cię stąd puszczę. Gloster. Czyż cię pod karą śmierci nie wygnano?Królowa Małgorzata. Wygnano, ale wygnanie dotkliwszem Byłoby dla mnie niżeli śmierć, która Grozi mi za to, że tu pozostałam. Męża i syna ty mi jesteś winien, Ty tron - wy wszyscy poddańczą uległość. Cierpienie moje wam słusznie przypada, A wszelka wasza błogość mnie wyłącznie. Gloster. Przekleństwo, które mój czcigodny ojciec Rzucił na ciebie, kiedyś mu papierem Koronowała bohaterskie czoło I szydząc, rzeki z ócz mu dobywała, A potem, gwoli osuszenia tychże, Kładła mu do rąk chustkę umaczaną We krwi niewinnej zacnego Rutlanda - Owo przekleństwo jego przepełnionej Goryczą duszy spadło na twą głowę; Bóg to, a nie my, pomścił czyn twój krwawy. Królowa Elżbieta. Tak to Bóg sprawę niewinnych popiera.

Hastings. Zabójstwo tego dziecka było dziełem Najokrutniejszem, najnielitościwszem, O jakiem w dziejach ludzkości słyszano. Rivers. Tyrani nawet płakali, gdy o tem Opowiadano.Dorset. Nie było człowieka, Któryby nie był zemsty przepowiadał. Buckingham. Obecny temu Nortumberland ronił Łzy rzewne. Królowa Małgorzata. Jakto? gryźliście się z sobą, Gdym tu wchodziła, gotowi się pożreć, A teraz wszyscy zwracacie się na mnie? Czyż straszne Yorka przekleństwo tak wiele Ważyło w niebie, żeby zgon Henryka, Śmierć najmilszego mojego Edwarda, Strata ich berła, moje stąd wygnanie, Tyle niedoli miało czynić zadość Za owo marne niedorosłe chłopię? Czyliż przekleństwa mogą się przez chmury Przedrzeć do nieba? Jeśli tak jest, dajcież Przejście i moim, o, wy ciężkie chmury! Niech przesyt, jeśli nie wojna, zabije Waszego króla, tak jak go na króla Wyniosło było zabicie naszego! Niech Edward, syn twój, teraz książę Walji, W miejsce Edwarda, mego syna, niegdyś Książęcia Walji, umrze w kwiecie wieku, Równie przedwczesną i gwałtowną śmiercią! Ty, dziś królowa, w moje miejsce, która Byłam królową, przeżyj swoją świetność, Jak ja przeżyłam moją! w długie lata Żyj, opłakując stratę swoich dzieci, I patrz na inną, jak ja dziś na ciebie, Przybraną w twoje prawa, jak ty w moje! Niechaj na długi czas przed twoją Zgasną dni twego szczęścia, i po ciągu

Mnogich pasm cierpień umrzej, ni to żoną, Ni to królową Anglji, ni to matką! Riversie, i ty, Dorsecie, i waćpan Milordzie Hastings, wyście przy tem byli, Gdy mój syn konał pod nożem; daj Boże, Aby z was żaden zwykłych lat nic dożył, Lecz każdy nagłą śmiercią zszedł ze świata! Gloster. Dość już tych zaklęć, wyschła czarownico!Królowa Małgorzata. Ciebie pominąć? Nie, psie, weź [część twoją! Mająli nieba jaką ciężką plagę, Przewyższającą to, coć mogę życzyć, O, niech ją póty chowają w zapasie, Póki występki twoje nie dojrzeją: Wtedy dopiero niech ich oburzenie Nawałem runie, na ciebie, na ciebie, Zawzięty wrogu spokojności świata! Niech cię sumienia robak wiecznie toczy! Miej, póki życia, przyjaciół za zdrajców, A szczwanych zdrajców za braci od serca! Niech ci sen nigdy zbójczych ócz nie zawrze, Chybaby jakie dręczące marzenia Miały cię straszyć widm piekielnych rojem! Ty, zlewku szpetnych cech, ryjący wieprzu! Ty, coś w kolebce już był piętnowany Na syna piekła i zakał natury! Ty, hańbo łona matki! ty, wyrodku Ojcowskich lędźwi! łachmanie honoru! Wieczne przekleństwo tobie - Gloster. Małgorzato! Królowa Małgorzata. Ryszardzie! Gloster. Czego? Królowa Małgorzata. Jam ciebie nie zwała. Gloster. Wybacz mi przeto, rozumiałem bowiem, Żeś mnie tak cierpko zwała tem i owem. Królowa Małgorzata. Ciebie w istocie, ale nic żądałam,

Abyś mi na to odpowiadał. Czekaj, Póki przekleństwa mego nie dokończę. Gloster. Jam to już zrobił, Małgorzata była Ostatniem słowem. Królowa Elżbieta. Tak więc twe przekleństwo Przeciwko tobie samej się zwróciło. Królowa Małgorzata. Biedna królowo malowana! maro Przeszłości mojej! po co sypiesz cukier Na tę pękatą pajęczą poczwarę, Co cię zabójczą przędzą swą obwija? Niebaczna! sama nóż na siebie ostrzysz: Przyjdzie czas, w którym mię przyzywać będziesz, Ażebym razem z tobą przeklinała Tę jadowitą garbatą ropuchę. Hastings. Fałszywa prorokini, połóż koniec Szalonej swojej klątwie; nie wyczerpuj Na swoją szkodę naszej cierpliwości. Królowa Małgorzata. Hańba wam ! boście wyczerpali moją.Rivers. Lepiej się naucz swego obowiązku. Królowa Małgorzata. Wy to się lepiej nauczcie swojego, Jako poddani względem mnie, królowej. O, zobowiążcie mnie lepszą nauką! Dorset. Dajcie jej pokój, ona obłąkana. Królowa Małgorzata. Niedowarzony panku, poskrom [język; Godność twa tylko co wyszła z pod stępia, Jeszcze w obiegu nie jest. O, bogdajby Młode szlachectwo wasze mogło pojąć, Co to jest stracić je i przyjść do nędzy! Kto w górze stoi, wichrów jest igrzyskiem, A kto z niej spadnie, w niwecz się druzgoce. Gloster. Dobra przestroga, kochany markizie, Weź ją do serca.Dorset. Zarówno się ona Ściąga do ciebie, milordzie, jak do mnie. Gloster. I bardziej; alem ja wysoko zrodzon,

Ród nasz się lęże na wierzchołkach cedrów, Igra z wiatrami i urąga słońcu. Królowa Małgorzata. I sprawia słońca zaćmienie: niestety! Dowodem tego mój syn, dziś będący W ciemnicach śmierci, którego promienie Pochmurny duch twój pokrył wiecznym mrokiem. Ród się wasz lęże w gnieździe naszych piskląt. O Boże, ty to widzisz, nie ścierp tego! Co krwią zyskane, to niech krew odpłaci! Buckingham. Dość już, dość tego: przez sam wstyd, miledy, Jeżeli nie przez miłość chrześcijańską.Królowa Małgorzata. O chrześcijańskiej nic mówcie miłości, Ani o wstydzie: nie po chrześcijańsku Postąpiliście ze mną i bezwstydnie Zniweczyliście wszystkie me nadzieje. Gniew jest miłością moją, życie wstydem, I tym żyć będzie wiecznie żal mój wściekły. Buckingham. Skończ już, miledy; skończ. Królowa Małgorzata. O, Buckinghamie! Gotowam twoją rękę ucałować Na znak przymierza i przyjaźni z tobą. Szczęść Boże tobie i domowi twemu! Twe szaty nie są krwią naszą splamione, Ni ciebie moje dotyka przekleństwo. Buckingham. Jak i nikogo z tych, co tu obecni: Przekleństwa bowiem nigdy nie przechodzą Za obręb tych ust, co je na wiatr zioną. Królowa Małgorzata. I owszem, sądzę, że idą do nieba I tam drzemiącą budzą pomstę Bożą. Strzeż się brytana tego, Buckinghamie! On kąsa łasząc się, a gdy ukąsi, Zjadliwy jego ząb na śmierć rozrania. Strzeż się go, nic miej z nim żadnej styczności! Grzech, śmierć i piekło położyły na nim Swoje pieczęcie i oddały wszelkie Narzędzia swoje na jego usługi.

Gloster. Co ona mówi, lordzie Buckinghamie?Buckingham. Nie zważam na to, mój łaskawy panie. Królowa Małgorzata. Jakto ? pogardzasz mą życzliwą radą, I głaszczesz tego szatana, którego Strzec ci się radzę? O, wspomnisz to kiedyś, Gdy on ci serce rozedrze, i powiesz: Że Małgorzata była dobrą wróżką. Niechże na każdym z was z osobna cięży Nienawiść tego piekielnego wroga, A na nim wasza, na was wszystkich - Boga! Wychodzi.Hastings. Włos mi się jeży, słysząc jej przekleństwa.Rivers. I mnie też; dziwna, że jest na wolności.Gloster. Ja jej nie winię, na królowę niebios! Za wiele ona krzywd zniosła, i żal mi, Żem się poniekąd przyczynił do tego. Królowa Elżbieta. Jam jej świadomie nie skrzywdziła [nigdy. Gloster. Ale posiadasz pani z krzywd jej korzyść. Co się mnie tyczy, za żarliwy byłem W czynieniu dobrze ludziom, którzy teraz Tak są oziębli, że o tem nie pomną. I Klarens także dobrą ma zapłatę! W nagrodę trudów w karmniku go tuczą. Niech Bóg przebaczy tym, co temu winni! Rivers. Piękna to cnota, godna chrześcjanina, Modlić się za tych, którzy nam źle czynią. Gloster. Zawsze tak czynię, po zdrowym namyśle. Do siebie. Bo gdybym teraz klął, kląłbym sam sobie. Wchodzi Ketsby. Ketsby. Jego Królewska Mość wzywa cię, pani, I Waszą Miłość - i was, cni lordowie. Królowa Elżbieta. Idę natychmiast. - A wy, milordowie, Idziecież ze mną.? Rivers. Służymy ci, pani.

Wychodzą wszyscy prócz Glostera.Gloster. Siejąc złe, pierwszy krzyczeć o to będę; Własne bezprawia zwalę na kark drugim. Klarensa, który w istocie z mej łaski W ciemnicy siedzi, opłakiwać będę Przed cymbałami takimi jak Stanley, Hastings, Buckingham, i wtykać im w ucho, Że to królowa jejmość i jej klika Podburza króla przeciw memu bratu. Oni uwierzą i z swojej mię strony Podżegać będą, ażebym się za to Zemścił na Greyu, Riversie, Woganie. Wtedy głębokie westchnienie wydając, Powiem im wedle słów pisma świętego: Że Bóg nam każe dobrem za złe płacić; Tak ubarwiwszy nagą mą niecnotę Zbutwiałem pierzem, z biblji wyskubanem, Świętym się wydam, gdym w gruncie szatanem. Wchodzą dwaj mordercy.Lecz oto moich planów wykonawcy. No i cóż, moje dziarskie, walne chłopcy? Gotowiżeście tę rzecz spełnić zaraz? Pierwszy morderca. Tak jest, łaskawy panie, i przychodzim Po list, za którymby nas tam wpuszczono. Gloster. Dobra przezorność, mam go tu przy sobie. Oddaje im pismo.Stawcie się w Krosby, jak będzie po wszystkiem, Tylko się śpieszcie, bądźcie niezmiękczeni, I nic słuchajcie go: bo on wymowny, Mógłby was wzruszyć i wzbudzić w was litość, Gdybyście ucho mu podali. Pierwszy morderca. Spuść się Na nas, milordzie; my nie lubim rozpraw, Kto wiele gada, mało czyni: wierzaj, Że użyjemy rąk, nie gąb.

Gloster. Wam z oczu Młyńskie kamienie kapią, moje zuchy, Tam, gdzie łzy cieką z oczu niedołęgom: Lubię was za to. - Dalejże do dzieła! Śpieszcie się!Pierwszy morderca. Śpieszym, miłościwy książę. Wychodzą.

Scena 2

Tamże. Inna ulica.

W otwartej trumnie niosą przez scenę ciało Henryka VI; obok postępują dworzanie z halabardami, jako straż i ledy Anna jako płaczka.

Anna. Stawcie tu, stawcie, to cne wasze brzemię. Możeli zaczność w trumnie lec na wieki, Bym uroczystym żalem uświęciła Wczesne drogigo Lankastra zgaśnięcie. Zimny świętego króla wizerunku!

Domu Lankastrów pobladły popiele! Bezkrwawy szczątku czystej krwi królewskiej! Niech mi się godzi duch twój tu przywołać, Dla wysłuchania żalu biednej Anny, Żony Edwarda, syna twego, który Zgładzony został przez tę samą rękę, Co ci zabójczo rany te zadała! Z tych okien, dotąd otwartych, któremi Wyszło twe życie, ja, niestety, czerpię Dla moich oczu balsam bezskuteczny. Przeklęta dłoń, co przejścia te otwarła! Przeklęte serce, co do tego wiodło! Przeklęta krew, co krew tę wytoczyła! Oby ten nędznik, co nas śmiercią twoją Przywiódł do nędzy, gorszej doli doznał Od tej, jakiejbym mogła życzyć żmijom, Padalcom, wszelkim jadowitym płazom; Niech jego dzieci, jeśli je mieć będzie, Przychodzą na świat przedwcześnie, potwornie, Odrażającym, szpetnym swym widokiem Straszą w nadziejach zawiedzioną matkę I wszelką po nim niedolę dziedziczą! Jeśli mieć będzie kiedykolwiek żonę, Niech ją śmierć jego nieszczęśliwszą zrobi, Niż mnie zrobiła śmierć męża i twoja! Podejmijcie teraz i do Czertsej nieście Ten święty ciężar, wyniesiony z sklepień Świętego Pawła, by tam był złożonym; A ile razy przystaniecie znowu, Celem wytchnienia, ja wtedy rozpaczne Żale me znowu rozpościerać zacznę.

Tragarze podejmują trumnę i postępują dalej.

Wchodzi Gloster.

Gloster. Stójcie i trupa postawcie na ziemi. Anna. Przez jakież czary ten zły duch tu przyszedł, Wstrzymywać nasze pobożne obrzędy?

Gloster. Postawcie trupa, hultaje, lub w trupa Zamienię tego, co mnie nie posłucha. Pierwszy dworzanin. Odstąp milordzie, i pozwól przejść z trumną. Gloster. Krnąbrny warchole, stój kiedy ci każę; Nie właź mi pod nos z swoją halabardą! Bo, na świętego Pawła, w proch cię zgniotę I zdepczę, gburze, za twoją zuchwałość.

Tragarze stawiają trumnę.

Anna. Cóż to jest? drżycie? struchleliście wszyscy! Ach, ja wam tego za złe mieć nie mogę; Wyście śmiertelni, a śmiertelne oko Znieść nie potrafi widoku szatana. - Precz stąd, ty straszny posłanniku piekieł! Ty miałeś moc nad jego ciałem, Duszy mieć jego nie możesz; precz zatem! Gloster. Kochana, święta, przez miłość bliźniego, Nie klnij tak. Anna. Odstąp, diable, w imię Boga! I nie przeszkadzaj nam: tyś to obrócił Szczęśliwą ziemię naszą w istne piekło, W ojczyznę przekleństw i jęków. Jeżeli Żądno ci widzieć twe czyny ohydne, To spojrzyj na tę próbę swoich rzezi. - Patrzcie, panowie, patrzcie: czy widzicie, Jak się zastygłe zmarłego Henryka Otwarły rany i świeżą krew sączą? Wzdrygnij się, bryło obmierzłej szpetności! Twoja to bowiem obecność dobywa Tę krew z tych zimnych żył, w których krwi niema; Twój czyn nieludzki i nienaturalny Nienaturalny potok ten sprowadza. - Boże, tyś stworzył tę krew, Ty ją pomścij! Ziemio, ty pijesz tę krew, ty ją pomścij! Powalcie, nieba, gromem tego zbójcę. Albo ty ziemio otwórz się i schłoń go,

Jakeś schłonęła tę krew wytoczoną Jego ramieniem zaprzedanem piekłu. Gloster. Nie znasz prawideł miłości bliźniego, Miledy, która za złe każe dobrem, Błogosławieństwem za przekleństwa płacić. Anna. A ty, poczwaro, ty żadnych praw nie znasz, Boskich ni ludzkich; najdzikszy zwierz nawet Zna przecie jakieś uczucia litości. Gloster. Ja nie znam żadnych, przetom też nie zwierzę. Anna. Co za dziw, kiedy szatan mówi prawdę! Gloster. Większy dziw, kiedy anioł tak jest gniewny. - Pozwól, niewiasty boski arcywzorze, Bym się z zakału tej mniemanej winy Przy sposobności oczyścił przed tobą. Anna. Pozwól, zarazo w postaci człowieka, Bym cię z powodu tej winy uznanej Przy sposobności przekleństwem okryła. Gloster. Piękności. wyższa nad wszystkie wyrazy! Ścierp, bym z zarzutów się usprawiedliwił. Anna. Szkarado, niższa nad wszelkie pojęcie, Stryczkiem najlepiej się usprawiedliwisz. Gloster. Taką rozpaczą obwiniłbym siebie. Anna. Rozpacz by ciebie usprawiedliwiła, Skorobyś wywarł zasłużoną zemstę Na sobie samym, za niezasłużone Zabójstwo na drugich. Gloster. Przypuścmy, miledy Żem nie ja śmierć im zadał. Anna. Więc przypuszczasz, Że nie zginęli: zginęli jednakże I to z twej ręki, piekielny siepaczu. Gloster. Nie ja zabiłem twego, pani, męża. Anna. Więc jeszcze żyje? Gloster. Nie, zaiste: padł on Z ręki Edwarda. Anna. Kłakmiesz! Małgorzata

Widziała nóż twój jego krwią dymiący, Tenze sam, coś go niegdyś na nią podniósł, Tylko go twoi bracia odtrącili. Gloster. Uniósł mnie jej zły język, co potwarczo Ich winę zwalał na mój kark niewinny. Anna. Uniósł cię twój zły umysł, który nigdy O niczem innem nie śnił jak o rzeziach. Nie tyżeś tego zamordował króla? Mów. Gloster. Dajmy na to. Anna. Dajmy na to, zbójco! Daj Boże także, abyś za bezbożny Ten czyn, na wieki został potępiony! - On był tak dobry, łagodny, cnotliwy! Gloster. Tem ci godniejszy być u króla niebios. Anna. W niebie on, dokąd ty nigdy nie dojdziesz. Gloster. Wdzięczność mi winien za to żem mu pomógł Dostać się ówdzie; tam odpowiedniejsze Miejsce dla niego niżeli na ziemi. Anna. Dla ciebie tylko jedno odpowiednie: A tem jest piekło. Gloster. Tak, i jeszcze jedno; Chceszli, miledy, abym je wymienił? Anna. Chyba więzienie. Gloster. Sypialnia, miledy. Anna. Zatruty spokój niech będzie w pokoju, Gdzie ty spoczywasz! : Gloster. Będzie nim, o pani, Tak długo, póki nie spocznę przy tobie. Anna. Tak się spodziewam. Gloster. Ani wątpię o tem. Tymczasem, pełna wdzięków ledy Anno, aby sprowadzić w poważniejsze szranki To ostre starcie się naszych dowcipów, Powiedz mi, czyli ktoś, co spowodował przedwczesną śmierć tych dwóch Plantagentów:

Henryka i Edwarda, czy ktoś taki Nie zasługuje na równą naganę, Jak ten, co przywiódł ją do skutku? Anna. Tyś to Był doń powodem i niecnym jej sprawcą. Gloster. Twój to wdzięk do tej sprawy był powodem, Twój wdzięk, co we śnie mię drażni i bodzie Do przelewania krwi całego świata, W nadzieji słodkich godzin w twem objęciu. Anna. Gdybym tę pewność miała, te paznokcie Zdarłyby, zbójco, ten wdzięk z mego lica. Gloster. Oczy me nigdy nie ścierpią tej krzywdy; Nigdybyś, pani, jej nie wyrządziła, Gdybym był przy tem. Jak słońcem świat cały, Tak ja się twoim rozkoszuje wdziękiem: On jest mym dniem, mem życiem. Anna. Niech noc czarna Dzień twój zamroczy, a śmierć życie twoje! Gloster. Piękna istoto, nie klnij sobie samej: Tyś tem obojgiem. Anna. Z serca bym być rada Obojgiem, aby zemścić się na tobie. Gloster. Takie życzenie jest nienaturalne: Chcieć się mścić na kimś, co cię czule kocha Anna. Jest to życzenie słuszne i właściwe: Chcieć się mścić na kimś, co mi zabił męża. Gloster. Ten, co cię męża pozbawił, miledy, Zrobił to, by ci dać lepszego w zamian. Anna. Lepszego niż on nie ma na tej ziemi. Gloster. Jest ktoś, co lepiej cię od niego kocha. Anna. Wymień go. Gloster. Miano jego Plantagenet. Anna. To miano mego męża. Gloster. Takież same Ma i ten, tylko przy lepszych warunkach.

Anna. Gdzie on? Gloster. Tu. Anna pluje na niego Za co pani na mnie plujesz? Anna. Radabym, aby to był jad śmiertelny. Gloster. Nigdy jad nie trysł z piękniejszego źródła. Anna. Nigdy jad nie zawisł na brzydszej gadzinie. Przecz z moich oczu! zarażasz je. Gloster. Pani, Twoje to oko zaraziło moje. Anna. Oby to oko było bazyliszkiem, Coby cię na śmierć olśnił! Gloster. Oby było! Bo tym sposobem umarłbym odrazu, Zamiast powolnie konać. Twoje oko Słone łzy nieraz wycisnęło z moich; Zdrojem dziecinnych kropel zsromociło Ten wzrok, którego nigdy do tej pory Wilgoć czułości nie zamgliła jeszcze; Który pozostał jasnym nawet wtedy, Kiedy mój ojciec York i Edward płakał, Słysząc żałosny jęk Rutlanda w chwili, Gdy go czarnego Klifforda miecz przeszył; I wtedy, kiedy twój waleczny ojciec Rzewnie, jak małe dziecko, opisywał Śmierć mego ojca, i kilkakroć razy Przerwał opis, aby łkać i szlochać, Tak, że ktokolwiek był przy tem obecny, Mokre miał lica, jak liście po deszczu. W smutnych tych czasach męskie moje oko Wzgardziło łzami niegodnemi męża. I czego wtedy żałość nie zdołała Wydobyć z niego, to wydobył teraz Twój wdzięk, oślepił je prawie od płaczu. Nigdy o żadną łaskę nie błagałem Ani przjaciół, ani nieprzyjaciół;

Nigdy mój język nie mógł się nauczyć Słodko pochlebnej mowy; ale teraz, Gdy wdzięk twój celem, dumne moje serce Błaga i znagla język do mówienia Anna spogląda nań z pogardą. Nie szpeć, o pani, ust swych tym wyrazem Odpychającym, one są stworzone Do pocałunków, a nie do pogardy. Jeśli twe mściwe serce nie przebacza, Oto dowodny miecz z śpiczastym ostrzem; Utop go, jeśli chcesz, w tej wiernej piersi I wygnaj duszę, która cię uwielbia. Gołoć go daję, oczekując śmierci; I na kolanach kornie o nią proszę. Odsłania pierś, Anna mierzy w nią mieczem. Nie ociągaj się: jamto zamordował Króla Henryka, ale twoja piękność Spowodowała mnie do tego. Uderz! Ja to zgładziłem młodego Edwarda; Anna zamierza się znowu. Ale mnie k'temu wiódł twój boski powab. Anna upuszcza miecz. Podnieś, aniele miecz, albo mnie podnieś. Anna. Wstań, obłudniku! choć śmierci twej pragnę, Nie chcę jednakże być jej wykonawcą. Gloster. To mi każ z własnej lec dłoni, a legnę. Anna. Jużem kazała. Gloster. Wtedy byłaś w gniewie. Powtórz ten rozkaz, a zaraz ta ręka, Co przedmiot twojej miłości zabiła Z żywej miłości ku tobie, zabije Przedmiot twej wzgardy dla miłości twojej. Będziesz więc winną obydwu tych śmierci. Anna. Gdybym twe serce znać mogła! Gloster. Me serce Jest w moich ustach.

Anna. Boję się, czy tylko W jednem i drugiem fałsz się nie ukrywa. Gloster. Niema więc prawdy w ludziach, Anna. Dobrze, dobrze; Włóż miecz do pochwy. Gloster. Czy już zgoda z nami? Anna. Później się dowiesz. Gloster. Mogęż mieć nadzieję? Anna. Nadzieję każdy ma. Gloster. Przyjmij ten pierścień. Anna wkłada pierścień na palec. Przyjęcie nie jest daniem. Gloster. Jak ten pierścień Objął ten palec, tak niech twoje serce Obejmie moją miłość: dzierż oboje, Oboje bowiem do ciebie należą. Jeśli zaś wierny twój niewolnik zdoła Wyprosić sobie jeszcze coś u ciebie, To szczęście jego zapewnisz na wieki. Anna. Czego chcesz? Gloster. Abyś tę żałobną czynność Pozostawiła temu, co ma więcej Niż ty powodów do żałoby; tudzież Abyś się zaraz do Krosby udała, Gdzie ja złożywszy uroczyście tego Zacnego króla w czortsejskim klasztorze, I łzami żalu oblawszy grób jego, Z całą czcią winną przybędę do ciebie; Dla wielu względów, których nie wymieniam, Błagam cię, pani, wyświadcz mi tę łaskę. Anna. Chętnie -uczynięć w tem zadość, miloidzie, I wielce cieszy mnie ta twoja skrucha. Tresser i Berkley, pójdżcie. Gloster. Nie uslyszęż Pożegnawczego słowa z twych ust, pani? Anna. Żądasz, milordzie, więcej, niżeś godzień; Ponieważ jednak dzięki twej nauce,

Muszę ci schlebiać, wyobraź więc sobie, Żem pożegnawcze słowo już wyrzekła. Wychodzi z Trosslem i Berkleyem. Gloster. Ponieście zwłoki, panowie. Jeden z dworzan. Do Czertsej, Szlachetny lordzie? Gloster. Nie, do Karmelitów; I tam czekajcie na moje przybycie. Orszak wychodzi niosąc ciało. Czy się kto kiedy zalecał w ten sposób? Czy sobie ujął w ten sposób kobietę? Chcę ją posiadać, ale nie na długo. Jakto? Jam zabił jej męża i ojca, I ja zdołałem ją sobie zniewolić? Mimo najgłębszej odrazy jej serca, Jej łez i przekleństw; w obec tych zwłok niemo Podżegających jej nienawiść; mając Przeciwko sobie Boga, jej sumienie, Wszystko; nie mając ni jednej istoty, Coby przyjaźnie za mną przemówiła, Oprócz szatana i obłudnych spojrzeń! I mimo tego pozyskać ją, niczem Wszystko zwyciężyć! Ha! to nie do wiary! Także się prędko zatarł w jej pamięci Ów walny książę Edward, jej małżonek, Co go niespełna trzy miesiące temu W przystępie gniewu zabiłem w Tiuksbury? Równie godnego miłości człowieka, Równego dzieła rozrzutnej natury, Pełnego męstwa i mądrości razem, W tak młodym wieku posiadającego Wszelkie przymioty zdobiące monarchę Niema drugiego na obszarze świata. I ona zniża swoje oczy ku mnie, Com zerwał złoty kwiat takiego księcia I puste łoże wdowy jej zgotował?

Ku mnie, którego zsumowana wartość Nie dorównywa połowie Edwarda? Ku mnie, szpetnemu kuternodze? W zamian Za skarb książęcy brać dziadowski szeląg! Nie wiem doprawdy, co myśleć o sobie: Bo gdy sam sądzę się wzorem brzydoty, Ona znajduje mnie dziwnie przystojnym. Muszę wydatek zrobić na zwierciadło I utrzymywać jaki tuzin krawców Ku ozdobieniu kształtów mego ciała. Skoro się lepiej podobam sam sobie, Słuszna, bym pewnym kosztem to opłacił. Świeć, jasne słońce, nim zwierciadło sprawię, Bym się na cieniu przyjrzał mej postawie! Wychodzi.

Osoby

OSOBY:

KRÓL EDWARD IV. EDWARD, książę Walji, później król Edward V. RYSZARD, książę Yorku. GRZEGORZ, książę KLARENS. RYSZARD, książę GLOSTER, później król Ryszard III. Młody syn księcia Klarensa. HENRYK, hrabia RYSZMOND, później król Henryk VII. Kardynał BOURCHIER, arcybiskup kenterbryjski. ARCYBISKUP Yorku. Biskup ELY. Książę BUCKINGHAM. Książę NORFOLK. Hrabia SURREY, jego syn. Hrabia RIVERS, brat małżonki króla Edwarda. Markiz DORSET Lord GREY Hrabia OXFORD. Lord HASTINGS. Lord STANLEY. Lord LOVEL. Sir TOMASZ WOGAN. Sir RYSZARD RATKLIF. Sir WILJAM KETSBY. Sir JAKÓB TYRREL. Sir JAKÓB BLUNT. Sir WALTER HERBERT. Sir ROBERT BRAKENBERY, komendant Towru. Drugi ksiądz. LORD MAJOR Londynu. SZERYF z Wiltszajr. PODHEROLD - PISARZ. ELŻBIETA, małżonka króla Edwarda IV. MAŁGORZATA, wdowa po królu Henryku VI. Księżna YORKU, matka króla Edwarda IV., książąt Klarensa i Glostera. Lady ANNA, wdowa po Edwardzie, księciu Walji, synu króla Henryka VI., później żona księcia Glostera. Córka księcia Klarensa, dziecko. Lordowie i inne osoby z orszaków, obywatele, mordercy, gońcy, żołnierze, duchy, i t. d. Rzecz dzieje się w Anglji.