Królowa naszych czasów. Prawdziwe życie Elżbiety II - Robert Hardman

Kup ebooka

89.99 zł
69.79 zł (71,49 zł najniższa cena z 30 dni)

-
Proszę czekać

PRZYPISY

Wprowadzenie

1  Wywiad przeprowadzony przez autora.

2  Ben Rhodes, The World as It Is. A Memoir of the Obama White House, Bodley Head, London 2018, s. 150.

3  Wywiad przeprowadzony przez autora.

4  Michelle Obama, Becoming. Moja historia, tłum. D. Żukowski, Agora, Kraków 2019, s. 391.

5  Tamże, s. 391-392.

6  Wywiad przeprowadzony przez autora.

7  Graham Turner, Elizabeth. The Woman and the Queen, Macmillan, London 2022, s. 15.

8  "The Guardian", 1 września 2015.

9  Radio Times, 1 września 2015.

10  Wywiad przeprowadzony przez autora.

11  Wywiad przeprowadzony przez autora.

12  Wywiad przeprowadzony przez autora.

13  Wywiad przeprowadzony przez autora.

14  "The Daily Telegraph", 5 listopada 2004.

15  Wywiad przeprowadzony przez autora.

16  Wywiad przeprowadzony przez autora.

17  The Royal Encyclopedia, ed. Ronald Allison, Sarah Riddel, Macmillan, London 1991, s. 81.

18  Dane z dworu królewskiego.

19  Graham Turner, Elizabeth..., dz. cyt., s. 195.

20  Rozmowa prywatna.

21  A.N. Wilson, Victoria. A Life, Atlantic Books, London 2015, s. 334, cyt. za: dokumentacja Gladstone'a.

22  Our Queen, ITV, 2003.

23  Angela Kelly, The Other Side of the Coin. The Queen, the Dresser and the Wardrobe, HarperCollins, London 2019, s. 168.

24  Wywiad przeprowadzony przez autora.

25  Rozmowa prywatna.

26  Kenneth Rose, Who Loses, Who Wins. The Journals, vol. 2, 1979-2014, Weidenfeld & Nicolson, London 2019, s. 150.

27  Tamże, s. 163.

28  Sarah Bradford, Elizabeth. A Biography of Her Majesty the Queen, William Heinemann, London 1996, s. 500.

29  "The Observer", 16 czerwca 1974.

30  Wywiad przeprowadzony przez autora.

31  Robert Hardman, Monarchy. The Royal Family at Work, Ebury, London 2007, s. 40.

32  Tegoż, Our Queen, Arrow, London 2012, s. 260.

33  Ben Pimlott, Królowa. Biografia Elżbiety II, tłum. W. Horabik, Wydawnictwo Magnum, Warszawa 1998, s. 453.

34  Tony Blair, Podróż, tłum. M. Fabik, Z. Szachnowska-Olesiejuk, Wydawnictwo Sonia Draga, Katowice 2011, s. 737.

35  Don McKinnon, In the Ring, Elliott & Thompson, London 2013, s. 25.

36  Wywiad przeprowadzony przez autora.

37  Wywiad przeprowadzony przez autora.

38  Margaret Rhodes, The Final Curtsey, Umbria Press, London 2011, s. 43.

39  Wywiad przeprowadzony przez autora.

40  Wywiad przeprowadzony przez autora.

41  Wywiad przeprowadzony przez autora.

42  Wywiad przeprowadzony przez autora.

Rozdział 1: 1926-1936

1  "The Times", 28 stycznia 1926.

2  William Shawcross, Queen Elizabeth. The Queen Mother, Macmillan, London 2009, cyt. z listu księcia Yorku do królowej Marii.

3  Henry "Chips" Channon, The Diaries 1918-1938, ed. Simon Hoffer, Hutchinson, London 2021; 21 kwietnia 1926.

4  Cyt. za: William Shawcross, Queen Elizabeth..., dz. cyt., s. 252.

5  Kenneth Rose, King George V, Macmillan, London 1984, s. 340.

6  Tamże, s. 343.

7  Sarah Bradford, Elizabeth..., dz. cyt., s. 28.

8  Geordie Greig, The King Maker. The Man Who Saved George VI, Hodder & Stoughton, London 2011; prolog.

9  John Wheeler-Bennett, King George VI. His Life and Reign, St. Martin's Press, New York 1958, s. 214.

10  Tamże, s. 215, cyt. z rozmowy księżnej Yorku z królową Marią.

11  William Shawcross, Queen Elizabeth..., dz. cyt., s. 252.

12  John Wheeler-Bennett, King George VI..., dz. cyt., s. 17.

13  Ben Pimlott, Królowa. Biografia Elżbiety II..., dz. cyt., s. 19.

14  Elizabeth Longford, Elizabeth R, Weidenfeld & Nicolson, London 1983, s. 33.

15  Cynthia Asquith, The Married Life of HRH the Duchess of York, Hutchinson, London 1933, s. 78.

16  Tamże, s. 77.

17  Ben Pimlott, Królowa. Biografia Elżbiety II..., dz. cyt., s. 21, cyt. z autoryzowanej publikacji Anne Ring, The Story of Princess Elizabeth.

18  Elizabeth Longford, Elizabeth R..., dz. cyt., s. 16.

19  Ben Pimlott, Królowa. Biografia Elżbiety II..., dz. cyt., s. 25, cyt. ze wspomnień J.R. Clynesa.

20  William Shawcross, Queen Elizabeth..., dz. cyt., s. 318.

21  Sarah Bradford, Elizabeth..., dz. cyt., s. 33.

22  King's Counsellor. Abdication and War, the Diaries of Sir Alan Lascelles, ed. Duff Hart-Davis, Wiedenfeld & Nicolson, London 2006, s. 105.

23  Tamże.

24  Duke of Windsor (Edward, książę Windsoru), A King's Story, Cassell & Co., London 1951, s. 254-255.

25  Cynthia Asquith, The Married Life..., dz. cyt., s. 89, cyt. ze słów Ringa.

26  Marion Crawford, The Little Princesses, Orion, London 2011, s. 30.

27  Cynthia Asquith, The Married Life..., dz. cyt., s. 52.

28  Marion Crawford, The Little Princesses..., dz. cyt., s. 21.

29  Cynthia Asquith, The Married Life..., dz. cyt., s. 50.

30  Marion Crawford, The Little Princesses..., dz. cyt., s. 74.

31  Cynthia Asquith, The Married Life..., dz. cyt., s. 89.

32  Vernon Bogdanor, wykład w Gresham, 17 stycznia 2017.

33  Charles Douglas-Home, Saul Kelly, Dignified & Efficent, Claridge Press, Brinkworth, Wilts 2000, s. 93.

34  Marion Crawford, The Little Princesses..., dz. cyt., s. 15.

35  Tamże, s. 36.

36  Tamże, s. 33.

37  Tamże, s. 25.

38  Tamże, s. 46.

39  Tamże, s. 34.

40  Tamże, s. 54.

41  Anne Glenconner, Lady in Waiting. My Extraordinary Life in the Shadow of the Crown, Hooder & Stoughton, London 2019, s. 14.

42  Kenneth Rose, King George V..., dz. cyt., s. 392, cyt. za dokumentami Mensdorffa.

43  Philip Ziegler, King Edward VIII, HarperPress, London 2012, s. 212.

44  King's Counsellor..., dz. cyt., s. 107.

45  Kenneth Rose, King George V..., dz. cyt., s. 313.

46  Duke of Windsor (Edward, książę Windsoru), A King's Story..., dz. cyt., s. 396.

47  Harold Nicolson, George V. His Life and Reign, Constable & Co., London 1952, s. 672.

48  Kenneth Rose, King George V..., dz. cyt., s. 396.

49  "British Medical Journal", maj 1994.

50  Cyt. za: Kenneth Rose, King George V..., dz. cyt., s. 403.

51  Elizabeth Longford, Elizabeth R..., dz. cyt., s. 56.

52  Marion Crawford, The Little Princesses..., dz. cyt., s. 53.

53  Kenneth Rose, King George V..., dz. cyt., s. 398.

54  Philip Ziegler, King Edward VIII..., dz. cyt., s. 209.

55  Henry "Chips" Channon, The Diaries 1918-1938..., dz. cyt.; 3 grudnia 1936.

56  Philip Ziegler, King Edward VIII..., dz. cyt., s. 209.

57  Henry "Chips" Channon, The Diaries 1918-1938..., dz. cyt.; 18 stycznia 1936.

58  William Shawcross, Queen Elizabeth..., dz. cyt., s. 358, cyt. z noty Morsheada, 20 grudnia 1936.

59  Margaret Rhodes, w: Our Queen at Ninety, ITV, 2016.

60  John Wheeler-Bennett, King George VI..., dz. cyt., s. 276.

61  Tamże, s. 278.

62  Tamże, s. 281.

63  Philip Ziegler, King Edward VIII..., dz. cyt., s. 315.

64  Henry "Chips" Channon, The Diaries 1918-1938..., dz. cyt., s. 601.

65  National Archives (Archiwa Narodowe), CAB 301/101.

66  Tamże.

67  Marion Crawford, The Little Princesses..., dz. cyt., s. 60.

68  William Shawcross, Queen Elizabeth..., dz. cyt., s. 385.

69  Philip Ziegler, King Edward VIII..., dz. cyt., s. 341.

70  John Wheeler-Bennett, King George VI..., dz. cyt., s. 286.

71  Tamże, s. 301.

72  Henry "Chips" Channon, The Diaries 1918-1938..., dz. cyt., s. 616.

73  Marion Crawford, The Little Princesses..., dz. cyt., s. 64.

Rozdział 2: 1937-1940

1  Marion Crawford, The Little Princesses..., dz. cyt., s. 71.

2  John Wheeler-Bennett, King George VI..., dz. cyt., s. 294.

3  Philip Ziegler, King Edward VIII..., dz. cyt., s. 357.

4  Tamże, s. 358.

5  William Shawcross, Queen Elizabeth..., dz. cyt., s. 150.

6  Tamże, s. 194.

7  Tamże. s. 394.

8  Kenneth Rose, Who Loses, Who Wins. The Journals..., dz. cyt., s. 27 i słowa przypisywane księżniczce Małgorzacie przez Rose'a w "Daily Telegrah", 14 czerwca 2006. Marion Crawford, The Little Princesses..., dz. cyt., s. 82.

9  Royal Archives (Archiwa Królewskie), RA/QEII/PRIV/PERS, (zob. Pam Clark, Julie Crocker, Allison Derrett, Laura Hobbbs, Jill Kelsey, Treasures from the Royal Archives, Royal Collection Trust, London 2014, s. 38-39).

10  Marion Crawford, The Little Princesses..., dz. cyt., s. 82.

11  Tamże.

12  Tamże, s. 71.

13  Tamże, s. 87.

14  Tamże, s. 79.

15  William Shawcross, Queen Elizabeth..., dz. cyt., s. 334.

16  Tamże.

17  Królowa Maria do Owena Morsheada, 26 marca 1941, Royal Archives, RA/QM/PRIV/CC48/957.

18  William Shawcross, Queen Elizabeth..., dz. cyt., s. 336.

19  Marion Crawford, The Little Princesses..., dz. cyt., s. 83.

20  James Pope-Hennessy, Queen Mary, Hodder & Stoughton, London 2019, s. 908.

21  Tamże, s. 639.

22  William Shawcross, Queen Elizabeth..., dz. cyt., s. 397. List lorda Claude'a Hamiltona, 25 maja 1939, dokumenty Lascellesa (Lascelles Papers), Churchill Archives Centre (Archiwa Churchilla).

23  John Wheeler-Bennett, King George VI..., dz. cyt., s. 335.

24  William Shawcross, Queen Elizabeth..., dz. cyt., s. 434. Cyt. za: Sarah Bradford, Elizabeth..., dz. cyt., s. 79.

25  James Pope-Hennessy, Queen Mary..., dz. cyt., s. 921.

26  List lorda Claude'a Hamiltona, 25 maja 1939, dokumenty Lascellesa (Lascelles Papers), Churchill Archives Centre.

27  James Pope-Hennessy, Queen Mary..., dz. cyt., s. 922.

28  Cyt. za: Sarah Bradford, Elizabeth..., dz. cyt., s. 79.

29  John Wheeler-Bennett, King George VI..., dz. cyt., s. 392.

30  Marion Crawford, The Little Princesses..., dz. cyt., s. 94.

31  Philip Eade, Young Prince Philip, HarperPress, London 2011, s. 120.

32  Basil Boothroyd, Philip. An Informal Biography, Longman, London 1971, dz. cyt., s. 136.

33  Marion Crawford, The Little Princesses..., dz. cyt., s. 98.

34  Basil Boothroyd, Philip..., dz. cyt., s. 136.

35  John Wheeler-Bennett, King George VI..., dz. cyt., s. 749.

36  Dziennik wojenny króla Jerzego VI, 3 września 1946, Royal Archives, RA/GVI/PRIV/DIARY/WAR.

37  Tamże, 3 września 1939.

38  William Shawcross, Queen Elizabeth..., dz. cyt., s. 488.

39  Dziennik wojenny królowej Marii, 3 września 1939, Royal Archives, RA/QM/PRIV/QMD/1939-1945. Philip Ziegler, King Edward VIII..., dz. cyt., s. 335.

40  Tamże.

41  Theo Aronson, The Royal Family at War, Thistle Publishing, London, 2014, s. 23.

42  Marion Crawford, The Little Princesses..., dz. cyt., s. 101.

43  Philip Ziegler, King Edward VIII..., dz. cyt., s. 335.

44  Tamże, s. 337.

45  Dziennik wojenny króla Jerzego VI, 4 września 1939.

46  Tamże, 5 września 1939.

47  Philip Ziegler, King Edward VIII..., dz. cyt., s. 411.

48  Dziennik wojenny króla Jerzego VI, 14 września 1939.

49  Philip Ziegler, King Edward VIII..., dz. cyt., s. 414-415.

50  Tamże. Marion Crawford, The Little Princesses..., dz. cyt., s. 103.

51  Tamże, s. 418.

52  Dziennik wojenny króla Jerzego VI, 18 września 1939.

53  Tamże, 7 października 1939.

54  Marion Crawford, The Little Princesses..., dz. cyt., s. 103.

55  Dziennik wojenny króla Jerzego, 14 listopada 1939.

56  Tamże, 25 grudnia 1939.

57  "Daily Mail", 6 grudnia 1939.

58  Dziennik wojenny króla Jerzego VI, 20 grudnia 1939. Marion Crawford, The Little Princesses..., dz. cyt., s. 112.

59  Tamże, 25 grudnia 1939.

60  Marion Crawford, The Little Princesses..., dz. cyt., s. 108.

61  "Daily Mail", 18 kwietnia 1940.

62  Marion Crawford, The Little Princesses..., dz. cyt., s. 112. Dziennik wojenny króla Jerzego VI, 10 maja 1940.

63  Dziennik wojenny króla Jerzego VI, 21-22 kwietnia 1940. William Shawcross, Queen Elizabeth..., dz. cyt., s. 514.

64  Andrew Roberts, Churchill. Walking with Destiny, Allen Lane, London 2018, s. 509.

65  Tamże, s. 511.

66  Dziennik wojenny króla Jerzego VI, 10 maja 1940.

67  William Shawcross, Queen Elizabeth..., dz. cyt., s. 514.

68  Dziennik wojenny króla Jerzego VI, 13 maja 1940.

69  Tamże.

70  William Shawcross, Queen Elizabeth..., dz. cyt., s. 509.

71  Dziennik wojenny króla Jerzego VI, 17 maja 1940.

72  Tamże, 27 maja 1940.

73  John Wheeler-Bennett, King George VI..., dz. cyt., s. 460.

74  William Shawcross, Queen Elizabeth..., dz. cyt., s. 512.

75  Tamże, s. 516.

76  Dziennik wojenny króla Jerzego VI, 20 czerwca 1940.

77  Tamże, 25 czerwca 1940.

78  Tamże, 2 lipca 1940.

79  "Daily Mail", 3 lipca 1940.

80  Elizabeth Longford, Elizabeth R..., dz. cyt., s. 88, cyt. w audycji BBC's Desert Island Discs, 3 kwietnia 1981.

81  William Shawcross, Queen Elizabeth..., dz. cyt., s. 464.

82  Relacja z festiwalu w Windsorze w 2019, wystąpienie Tima O'Donovana (kuzyna wicehrabiego Iana Liddella).

83  Hugo Vickers, Elizabeth. The Queen Mother, Arrow, London 2006, cyt. ze słów Harolda Nicolsona skierowanych do Vity Sackville-West, 10 lipca 1940, Harold Nicolson, Diares and Letters, 1907-1964, Weidenfeld & Nicolson, London 2005.

84  Wywiad w Royal Heritage, BBC, 1977.

ROZDZIAŁ 1 1926-1936 "Chwytanie szczęśliwych dni"

26 stycznia 1926 roku czterdziestu naukowców wraz z garstką dziennikarzy wspięło się po schodach do warsztatu na poddaszu jednego z domów przy Firth Street w londyńskim West Endzie, aby obejrzeć tam gońca, który nazywał się William Taynton i stroił miny na ekranie. W "Timesie" napisano, że obraz był "nikły i często niewyraźny". Mimo wszystko wydarzenie to stanowiło jeden z punktów zwrotnych XX wieku. "Możliwe jest", pisano dalej w doniesieniu prasowym, "transmitowanie i natychmiastowe odtwarzanie ruchomych obrazów". Wspomniana nieliczna widownia była świadkiem narodzin telewizji, czy też, jak to określił gospodarz tego pokazu, szkocki inżynier elektryk John Logie Baird, "telewizora"1.

Trzy miesiące później, w odległości niecałej mili od tamtego miejsca, nastąpiła chwila o podobnej historycznej doniosłości - i tak samo dziś rozlega się jej echo. We wczesnych godzinach porannych w środę 21 kwietnia urodziła się brytyjska księżniczka. Dzisiaj wydać się może nieprzypadkowe i znamienne, że pierwsza monarchini epoki telewizji pojawiła się na świecie w tym samym czasie co medium, dzięki któremu znają się wszyscy na tej planecie. Zapewne świadczy to również o tym, ilu kolejnych epok świadkiem była królowa. W 1926 roku naród brytyjski jeszcze się nie otrząsnął ze strat poniesionych w czasie pierwszej wojny światowej. Połowa ówczesnej ludności tego kraju urodziła się za panowania królowej Wiktorii (której syn Artur, książę Connaught, miał być jednym z ojców chrzestnych nowo narodzonej księżniczki). W Blackpool żył wtedy jeszcze pewien sędziwy żołnierz, który mógł opisać przebieg szarży lekkiej brygady (w czasie wojny krymskiej), ponieważ brał w niej udziałI. W Alabamie na łamach "Journal of American Folklore" miano opublikować historię ostatniego znanego żyjącego człowieka z ostatniego transportu niewolników z Afryki do Stanów Zjednoczonych, Cudjoe'a Lewisa. Tak wyglądał świat w czasie, gdy księżniczka Elżbieta Aleksandra Maria z Yorku przyszła na niego w londyńskim domu swojego dziadka ze strony matki, przy Burton Street 17.

Jej matka, księżna Yorku, bardzo pragnęła doczekać się córki. Księcia Yorku wprawiło w zachwyt to, że został ojcem. "Nie podejrzewasz nawet, jaką niezmierną radością przepełniła Elżbietę i mnie nasza mała dziewczynka", napisał do swojej matki, królowej Marii2.

Dziecko to znalazło się na trzecim miejscu w linii sukcesyjnej, choć niewiele osób przypuszczało, że kiedykolwiek obejmie tron. Dziedzic króla Jerzego V, książę Walii - znany wszystkim jako David - był najatrakcyjniejszym kawalerem do wzięcia na całym świecie. Zakładano, że pewnego dnia założy własną rodzinę. Jednak ci, którzy lepiej znali prawdziwego Davida, słyszeli o jego hulaszczym życiu prywatnym oraz miłostkach z mężatkami i podejrzewali, że może nigdy nie doczekać się potomka. Mimo to mogli oczekiwać, że następny z trzech braci, zwany Bertie, książę Yorku, będzie miał kolejne dzieci i spłodzi syna, który znajdzie się przed swoją siostrą w kolejce do tronu.

Jednak ludzie, którzy znali historię, pamiętali, że wprawdzie król Jerzy III miał piętnaścioro dzieci, ale ostatecznie brytyjski tron przypadł jedynej córce jednego z jego młodszych synów. "Mam przeczucie, że to dziecko będzie królową Anglii", zanotował w dzienniku Chips Channon, słysząc tradycyjny salut królewskich dział na cześć córeczki Yorków, "i, być może, naszą ostatnią władczynią"3.

Podobne myśli nawiedziły już wkrótce także króla Jerzego V. Ale na razie król wraz z całym monarszym rodem radował się z narodzin księżniczki w czasie bardzo poważnego kryzysu w kraju. Nie dość, że węgiel był arcyważny dla brytyjskiej produkcji przemysłowej, to jeszcze przy jego wydobyciu pracowało więcej ludzi niż w jakiejkolwiek innej branży w Wielkiej Brytanii. W obliczu spadku wydobycia i konkurencji ze strony tańszego węgla z importu właściciele kopalni zamierzali obniżyć płace i wydłużyć czas pracy. Królewska komisja do spraw przemysłowych wpadła na ten sam pomysł. Kongres związków zawodowych uznał wtedy, że pora rzucić wyzwanie całemu systemowi, i poparł górników. Wezwał do strajku powszechnego; wszystkie zakłady produkcyjne i transport miały przerwać pracę na minutę przed północą 3 maja 1926 roku.

Ze współczesnej perspektywy łatwo o przeoczenie powodów, dla których wśród przedstawicieli ówczesnej brytyjskiej klasy średniej i wyższej zapanowały paniczne nastroje. Nie upłynęła jeszcze dekada od rewolucji bolszewickiej i egzekucji rosyjskiej rodziny królewskiej. Związek Sowiecki powstał zaledwie cztery lata wcześniej. Czy to samo co w Rosji miało się wydarzyć w Wielkiej Brytanii? Polityk z Partii Konserwatywnej Duff Cooper zapisał w swoim dzienniku, że żona zapytała go, czy wchodzi w rachubę ucieczka z kraju. "Odpowiedziałem, że nie, póki nie zaczną się rzezie"4. Kiedy w gazetach takich jak "Daily Mail" ostrzegano przed nadciągającą rewolucją, drukarze unieruchamiali prasy. Wśród niektórych działaczy związków zawodowych zapanował tak jawny rewolucyjny ferwor, że kierownictwo Partii Pracy odmówiło poparcia strajku. Król świetnie zdawał sobie sprawę z tego, że jedna iskra może doprowadzić do straszliwych rozruchów. "Proszę spróbować przeżyć za ich pensje, zanim zacznie ich pan osądzać", odparł w dniach przed ogłoszonym strajkiem właścicielowi kopalni, hrabiemu Durham5. Zaczął nakłaniać konserwatywnego premiera Stanleya Baldwina do unikania agresywnych poczynań wobec związkowych przywódców oraz ich funduszy. Rozsądek wziął górę i po upływie nieco ponad tygodnia kongres związków zawodowych odwołał strajk, a pozostawieni bez poparcia nieszczęśni górnicy musieli w następnych miesiącach sami (i bezowocnie) walczyć o swoje prawa. "W ciągu ostatnich dziewięciu dni wybuchł strajk, który objął cztery miniony ludzi, ale nie padł ani jeden strzał ani nikt nie zginął", zapisał król w swoim dzienniku. "To pokazuje, jaki wspaniały mamy naród"6.

Rozgoryczenie na lewicy i wśród społeczności górniczej w całej Wielkiej Brytanii utrzymywało się jednak przez pokolenia, o czym nowa osoba w rodzinie królewskiej, czyli Elżbieta, miała się później przekonać sama. Ale to, że polityczna burza minęła, sprawiło, że jej chrzciny w pałacu Buckingham 29 maja odbyły się w dużo radośniejszej atmosferze. W ceremonii tej wzięli udział król i królowa oraz rodzice chrzestni dziecka, a Elżbieta płakała wniebogłosy i trzeba ją było uspokajać za pomocą wody koperkowej. Jedna z biografek przyszłej monarchini, Sarah Bradford, napisała: "Wtedy po raz ostatni Elżbieta zrobiła publiczną scenę"7. Jej ojciec także w następnych dniach zaprezentował się publiczności jako pierwszy (i ostatni) przedstawiciel rodziny królewskiej, stając w szranki wśród zawodników turnieju tenisowego w Wimbledonie. Książę Yorku i jego koniuszy, podpułkownik lotnictwa Louis Greig, wcześniej zwyciężyli w deblu w mistrzostwach Królewskich Sił Powietrznych, a tłumy kibiców liczyły na to, że powtórzą ten sukces na wimbledońskim korcie numer 2. Jednak obaj zagrali bardzo słabo i przegrali wszystkie sety z dwoma przeciwnikami, którzy łącznie mieli 110 lat8. Od tego czasu książę bez reszty skoncentrował się na swoich oficjalnych obowiązkach.

Jego córeczka skończyła dopiero trzy miesiące, kiedy podano do wiadomości, że Yorkowie wyruszą w daleką drogę, do Nowej Zelandii i Australii. Nowa siedziba Parlamentu w nowej australijskiej stolicy, Canberrze, wymagała oficjalnego otwarcia przez członka brytyjskiego rodu królewskiego, a książę Walii dopiero co powrócił z wyprawy po świecie. Wspomniany wyjazd miał stanowić ważną próbę dla księcia i księżnej Yorku. Książę od lat dziecięcych borykał się z wadą wymowy; jąkał się, przez co publiczne wystąpienia bardzo go stresowały, powodując nieprzespane noce i długotrwałe przygnębienie w czasie poprzedzającym każde z ważniejszych przemówień. Mimo wszystko tego wymagały od niego sprawowane obowiązki, a spośród wszystkich dzieci Jerzego V książę Yorku był najsumienniejszy. W październiku 1926 roku książę spotkał po raz pierwszy Lionela Logue'a, australijskiego logopedę, a historia ich wzajemnych relacji stała się kanwą filmu Jak zostać królem (The King's Speech) z 2010 roku. Terapia szybko przyniosła rezultaty. Niespodzianie książę przestał się lękać wyjazdu do Australii; wręcz nie mógł się go doczekać9. Z kolei księżna coraz bardziej obawiała się pozostawienia córeczki w kraju, a wyjazd jawił się jako koszmar. "Dzieciątko było takie słodkie, gdy bawiło się guzikiem munduru Bertiego [księcia Yorku], że patrzyłam na to zupełnie załamana"10, napisała do królowej Marii tuż po wyruszeniem w tej rejs w styczniu 1927 roku. Była to dla niej najtrudniejsza lekcja dotycząca ciemnych stron życia w rodzinie monarszej.

Nieobecność Yorków w kraju odniosła jednak pewien pozytywny skutek. Pozostawili Elżbietę pod opieką dziadków, rodziców księcia, którzy uwielbiali to dziecko. Władcza królowa Maria, rzadko ulegająca sentymentom, była oczarowana tym "maleństwem o pięknej cerze i ze ślicznymi płowymi włoskami"11. Szorstki na ogół król też nie krył zachwytu. Wielu historyków zwracało uwagę na jego napięte stosunki z własnymi dziećmi. Te dorastały w odseparowanym od świata York Cottage, dość skromnym, nieatrakcyjnym domu w majątku Sandringham. We wczesnych latach powierzono je sadystycznej niańce, która szczypała Davida, żeby płakał przed rodzicami, podczas gdy Bertie był "zaniedbywany do tego stopnia, że wyglądał na zapuszczonego"12. Takie wychowanie poskutkowało wytworzeniem się silnej więzi między dwoma starszymi braćmi a ich siostrą, księżniczką Marią. Z czasem, gdy na świat przyszło młodsze rodzeństwo, reżim nieco zelżał, niemniej królewskie dzieci do końca życia lękały się ojca. "Oto i dzieciątko!" - wołała królowa Maria na widok przynoszonego jej codziennie niemowlęcia, natomiast król z dumą pisał o każdym wyrzynającym się zębie Elżbiety jej nieobecnym rodzicom13.

Jeszcze długo po powrocie Yorków z tej wyprawy (w trakcie której dostali tony zabawek dla swojego dziecka14) Elżbieta miała bliski kontakt z babką. Gdy król został wysłany do Bognor w 1928 roku, aby tam doszedł do siebie po bardzo poważnej operacji na otwartej klatce piersiowej, jego wnuczka pojechała razem z nim, gdyż uznano, że dopomoże to rekonwalescencji. Uwielbiał patrzeć, jak dziecko buduje zamki z piasku. Elżbieta z kolei przepadała za jego papugą Charlotte i cairn terrierem Snipem. "W jej otoczeniu nie było bardziej jej oddanego niewolnika niż król", zauważyła autorka publikacji poświęconych osobom z socjety, lady Cynthia Asquith, w swojej autoryzowanej biografii księżniczki. Wyjawiła, że pewnego razu zastano króla na czworakach, usiłującego się wcisnąć pod kanapę. "Szukamy spinki do włosków naszej Lilibet [Elżbietki]", wyjaśnił15. To właśnie król rozbudził w niej na całe życie uwielbienie dla koni, gdy na czwarte urodziny sprezentował księżniczce jej pierwszego kucyka szetlandzkiego, Peggy. I choć książę i księżna Yorku starali się nie rozpuścić córki, to każdy chciał ją jakoś rozbawić. Pewnego dnia w Windsorze zachwyciło ją, kiedy oficer gwardii podszedł marszowym krokiem do jej wózka i zapytał: "Czy Jej Książęca Wysokość zezwala mi odejść?". "Tak, proszę!", odpowiedziała, a po chwili dodała: "Czyż Lilibet nie powiedziała tego głośno?"16.

Niektórzy uważają, że przezwisko, które przylgnęło do księżniczki na całe życie, zawdzięczała Jerzemu V; inni twierdzą, że sama we wczesnym dzieciństwie wypowiadała podobnie swoje imię - "Tillabet"17. Tak czy owak, Lilibet się ostało. Podobno mała Elżbieta wymyśliła własny przydomek dla króla: Grandpa England ("dziadzio Anglia"). Według biografa Jerzego V Kennetha Rose'a mimo wszystko w relacjach tych dwojga nadal było coś formalnego. Życząc swojemu dziadkowi dobrej nocy, Elżbieta zwracała się ku drzwiom, dygała i powiadała: "Ufam, że Wasza Wysokość będzie spał dobrze". Historię o "dziadziu Anglii" opowiadała królewska guwernantka Marion Crawford, ale z kolei księżniczka Małgorzata zaprzeczyła jej prawdziwości. "Zbytnio się go obawiałyśmy, by nazywać go inaczej niż "dziadkiem"", wyjawiła w rozmowie z Elizabeth Longford18.

Narodziny Małgorzaty 21 sierpnia 1930 roku miały położyć kres skupianiu czułych uczuć rodziny wyłącznie na Elżbiecie. Księżna Yorku chciała rodzić w zamku Glamis, szkockiej siedzibie swojego ojca hrabiego Strathmore oraz rodu Bowesów-Lyonów już od XIV wieku. Przeżyła bardzo szczęśliwe dzieciństwo w tej bajkowej twierdzy na żyznej lesistej równinie Strathmore, na północ od Dundee.

Dawna i staroświecka tradycja oficjalnej weryfikacji narodzin w rodzinie królewskiej nadal obowiązywała, a zgodnie z nią ówczesny minister spraw wewnętrznych John Clynes, były przywódca laburzystów, miał być obecny przy porodzie (oczekując w jednym z sąsiednich pomieszczeń). I zjawił się tam za wcześnie, ponad dwa tygodnie przed tym, jak dziecko przyszło na świat. Ten były tkacz musiał bezczynnie spędzić prawie pół miesiąca w pobliskim zamku Cortachy, jako gość hrabiny Airlie, oczekując na wezwanie do Glamis. Później wspominał obrazki niemal z czasów feudalnych, gdy pracownicy majątku wystrojeni w kilty jeździli konno wokół wąwozów z płonącymi pochodniami, zapalając latarnie w czasie burzy z piorunami na znak narodzin dziecka płci żeńskiej19. Yorkowie chcieli nadać córeczce imiona Anna Małgorzata, lecz król oznajmił, że nie podoba mu się Anna, co przesądziło sprawę20. Nowo narodzona dziewczynka otrzymała imiona Małgorzata Róża.

Pierwszy raz po ponad trzech stuleciach dziecko z bezpośredniej linii sukcesyjnej urodziło się na północ od granicy angielsko-szkockiej, co z pewnością wzbudziło entuzjazm w Szkocji. Jednak nie stanowiło tajemnicy to, że Yorkowie (oraz reszta rodziny królewskiej) mieli nadzieję, że na świat przyjdzie chłopiec. Wtedy też - choć nikt o tym głośno nie mówił - przyszło ludziom na myśl, że wobec czteroletniej przerwy między narodzinami obu księżniczek Yorkowie mogą się już nie doczekać syna i dziedzica. Perspektywa panowania kolejnej, po Wiktorii, królowej nie wzbudzała szczególnego zachwytu. Jak zauważył książę Yorku na temat swojej starszej córki w rozmowie ze swoim przyjacielem, pisarzem Osbertem Sitwellem, "nie sposób się nie zadumać, że historia się powtarza"21. W następnym roku na cześć młodej księżniczki nazwano pierwszy kawałek lądu, gdy duży wycinek Antarktydy został Ziemią Księżniczki Elżbiety (dalszy obszar o powierzchni prawie 438 tysięcy kilometrów kwadratowych - Ziemię Królowej Elżbiety - miała otrzymać z okazji diamentowego jubileuszu). Rok później jej wizerunek po raz pierwszy zamieszczono na znaczku pocztowym: pojawiła się na nowofundlandzkim znaczku o wartości sześciu centów w falbaniastej sukience, z zabawką w rękach.

Tę stopniową zmianę w zapatrywaniach na przyszłość monarchii wzmocnił fakt, że książę Walii jakoś nie znajdował sobie żony. Przeciwnie, coraz bardziej oddawał się hulaszczemu życiu playboya, co od dawna stanowiło utrapienie królewskiego rodu.

W czasie podróży po Afryce w 1928 roku książę pozostał nieporuszony na wieść o tym, że król poważnie choruje, a on sam powinien niezwłoczne powrócić do kraju. "Nie wierzę w ani słowo z tego wszystkiego", powiedział do asystenta swojego głównego sekretarza, Alana "Tommy'ego" Lascellesa, który był przerażony tym, co usłyszał, i tego nie ukrywał. "Spojrzał na mnie", napisał później Lascelles, "wyszedł bez słowa i spędził resztę wieczoru na uwieńczonym sukcesem uwodzeniu pani Barnes, żony miejscowego komisarza. O czym sam mnie poinformował, następnego poranka"22. Po powrocie do Londynu Lascelles wdał się ze swoim pryncypałem w kłótnię, której powodem było zachowanie tego ostatniego. Na koniec przestrzegł go, że "utraci angielski tron", i złożył rezygnację z piastowanej funkcji. Książę zauważył w odpowiedzi: "Przypuszczam, iż faktycznie jestem dość nieodpowiednim człowiekiem na księcia Walii"23. Mimo swojej wielkiej popularności zdawał sobie z tego sprawę. W 1931 roku na przyjęciu w jednej z wiejskich posiadłości w Leicestershire księciu przedstawiono pewną amerykańską parę, Wallis Warfield Simpson i jej męża ErnestaII. Jak sam później wspominał, nie od razu zjednał sobie Wallis. Nie rozbawił jej jego żart o centralnym ogrzewaniu w Ameryce i powiedziała mu o tym - ale niezbyt długo okazywała księciu chłód24.

Życie w domostwie Yorków płynęło w miłej i spokojnej atmosferze. Księżniczka Elżbieta z zadowoleniem powitała nową siostrę w pokoju dziecięcym, jeśli wierzyć w zaaprobowaną przez rodzinę królewską opowiastkę dla dzieci autorstwa Anne Ring z 1930 roku, The Story of Princess Elizabeth25: ""Mam cztery latka i siostrzyczkę - Małgorzatę Różę - i będą ją nazywała Pączkiem", oznajmiła księżniczka jednego z gości. Dlaczego "Pączkiem"? "Cóż", odpowiedziała z zadumą, "ona jeszcze nie jest prawdziwą różą, prawda? Dopiero pąkiem"".

Po powrocie z Australii książę i księżna przeprowadzili się razem z małą Elżbietą do nowego domu przy Piccadilly 145, w pobliżu Hyde Parku. Pokoje dziecięce były tam domeną Clary Knight. Urodzona w Hertfordshire, niedaleko wiejskiej posiadłości rodziny Bowesów-Lyonów w Anglii, opiekowała się księżną i jej młodszym bratem, gdy byli małymi dziećmi, potem pracowała u jednej ze starszych sióstr księżnej i wreszcie wróciła do swej dawnej podopiecznej. Była w każdym calu typową brytyjską piastunką, związaną przez całe życie z jedną i tą samą rodziną, cierpliwą, z pozoru zawsze w stroju do pracy i zawsze na służbie, nazywaną grzecznościowo "panią" (choć nigdy nie wyszła za mąż). Dzieci pod jej opieką niezmienne nazywały ją Alah (albo Ahla) - wersją imienia Clara w dziecinnym wydaniu. "Była o wiele bardziej dystyngowana niż jej młodzi chlebodawcy", wspominała później królewska guwernantka Marion Crawford26. Początkowo Alah korzystała z pomocy gosposi, równie szczerej i prostolinijnej rudowłosej córki kolejarza Margaret MacDonald, nazywanej przez księżniczkę Bobo.

Wraz z pojawieniem się księżniczki Małgorzaty Alah zajęła się młodszym z dzieci, natomiast Bobo skupiła się na opiece nad Elżbietą. Przez prawie siedemdziesiąt lat, aż do śmierci Bobo w 1993 roku, łączyła je nierozerwalna więź. W tamtych wczesnych latach zatrudniano także w roli niańki Małgorzaty siostrę Bobo Ruby. Dopełniła ona składu sprawnego, sumiennego personelu górnej kondygnacji domu przy Piccadilly 145, gdzie każda z księżniczek miała dużą oszkloną szafkę na swoje najcenniejsze pamiątki. Do zabawek Elżbiety należały ołowiane żołnierzyki, lalki od królowej Marii oraz miniaturowa srebrna kołyska z tortu przygotowanego na jej chrzciny27.

W przeciwieństwie do wielu dzieci ze swojego pokolenia i wyższych klas społecznych księżniczki często widywały rodziców, którzy pokazywali im się nie tylko przed ułożeniem do snu. Każdego poranka (aż do dnia ślubu księżniczki Elżbiety) dziewczęta rozpoczynały dzień od odwiedzin w sypialni księcia i księżnej na to, co Marion Crawford nazywała "pohuśtaniem"28. Wymowne, że głównym przedmiotem chluby w salonie jadalnym siedziby Yorków, którego okna wychodziły na Piccadilly, nie było płótno któregoś ze starych mistrzów ani też wizerunek jednego z przodków; był nim uroczy portret pięcioletniej księżniczki Elżbiety z psem pędzla Edmonda Brocka29. Do dzisiaj to ulubione dzieło jest w posiadaniu rodziny królewskiej (nie należy do zbiorów Royal Collection) i wisi w jednym z prywatnych pokojówIII.

W 1931 roku król przydzielił Yorkom do użytku jako wiejską rezydencję Royal Lodge w Wielkim Parku Windsorskim. Dom ten, będący realizacją ekscentrycznego pomysłu księcia regenta Jerzego oraz jego siedzibą, którą nazywał "chatą", wymagał poważnej renowacji, jednak rychło stał się dla Yorków ulubionym ustroniem, z którego księżna miała korzystać do końca życia. Książę został zapalonym ogrodnikiem i w weekendy zapędzał swoją rodzinę, służbę, a nawet osobistego detektywa do różnych prac wokół wspomnianej posiadłości30. Jego małe córki od 1932 roku miały jeszcze jeden powód, by uwielbiać to miejsce, po tym, jak mieszkańcy Walii na szóste urodziny sprezentowali księżniczce Elżbiecie dwukondygnacyjny, kryty strzechą domek. Ten Y Bwthyn Bach, w zasadzie dziecinny domek do zabawy, był w istocie małym dziełem sztuki, równie wspaniałym jak domek dla lalek królowej MariiIV. Z elektrycznością i instalacją wodno-kanalizacyjną, był wyposażony w odbiornik radiowy, komplet dzieł Beatrix Potter w miniaturze, pościel z wyhaftowanymi inicjałami księżniczek, miniaturowy okręt z herbem Elżbiety oraz zminiaturyzowany akt darowizny od burmistrza Cardiff dla "Jej Wysokości księżniczki Elżbiety z Yorku, zwanej dalej "obdarowaną"..."31.

W realnym świecie, z dala o tego zaczarowanego monarszego ogrodu, król znowu miał powody do wielkiego niepokoju. Rozpętał się ogólnoświatowy kryzys gospodarczy, doszło do krachu na giełdach, a władzę przejmowali dyktatorzy. W Wielkiej Brytanii rosło bezrobocie, zapanowała panika bankowa, a w łonie mniejszościowego rządu laburzystowskiego nastąpił rozłam. Skłoniło to Jerzego V do prób interwencji politycznej, dzisiaj już do nie pomyślenia. W istocie to sam monarcha nakłaniał do zawiązania wielopartyjnej koalicji i utworzenia rządu "narodowego" pod kierownictwem laburzysty Ramsaya MacDonalda (którego szybko wyrzucono z jego własnej partii). Później król bronił swych działań, argumentując, że kraj stanął w obliczu nadzwyczajnego zagrożenia. Mimo wszystko historyk i konstytucjonalista Vernon Bogdanor uważa, że monarcha przekroczył wtedy swe uprawnienia. "Rząd narodowy, choć wywarł pozytywny wpływ na giełdy, nie był w rzeczywistości "narodowy", gdyż nie uzyskał poparcia ze strony Partii Pracy", przekonuje. W związku z tym król w tym konkretnym przypadku okazał się stronniczy32. Inni twierdzili i nadal twierdzą, że Jerzy V postąpił słusznie. W swoim studium poświęconym monarchii konstytucyjnej były redaktor "Timesa" Charles Douglas-Home napisał, że Wielką Brytanię dzieliły wtedy od bankructwa godziny: "Król nie uczynił nic więcej ponad udzielenie pomocy i porady - stanowczej rady, być może - politykom, którzy potrzebowali określonej i jasnej wskazówki w kwestii, co do której pewnie by się wahali, gdyby pozostawiono ich samych sobie"33.

Na użytek opinii publicznej król gorliwie dbał o wizerunek rodziny monarszej pilnie oddającej się obowiązującym powinnościom. Pod koniec 1932 roku z Sandringham wygłosił swoje pierwsze orędzie na święta Boże­go Narodzenia. Jego tekst został ułożony przez Rudyarda Kiplinga, który nadał mu klimat pogawędki przy kominku w familijnym gronie (choć złożonym z jednej czwartej ludności ówczesnego świata), a nie imperialnej oracji. "Mówię teraz ze swego domu i z serca do was wszystkich; do kobiet i mężczyzn pośród śniegów, na pustyni czy na morzu, gdzie może docierać tylko głos fal radiowych", zaczął. Emisję tej audycji zaplanowano na trzecią po południu - dziś także tradycyjną godzinę królewskich wystąpień - gdyż o tej porze większość mieszkańców brytyjskiego imperium nie spała i mogła słuchać radia.

Na Wielkanoc następnego roku w królewskich pokojach dziecięcych zagościła nowa osoba. Yorkowie uznali, iż nadszedł czas, by zatroszczyć się o edukację swoich córek. Została im polecona pewna guwernantka, świeżo upieczona absolwentka jednej z uczelni kształcących nauczycieli. Wcześniej pracowała dla przyjaciół rodziny Yorków i zrobiła świetne wrażenie na jednej z sióstr księżnej. Marion Crawford miała wiele cech, które odpowiadały Yorkom: potrafiła rozmawiać z dziećmi ich językiem i pochodziła ze Szkocji, stanowiąc uosobienie rozsądku i zdrowia oraz kompetencji w wychowaniu księżniczek z królewskiego rodu. Jej młody wiek - dwadzieścia trzy lata - również zdecydowanie przemawiał na jej korzyść. Książę w czasach swojego dzieciństwa musiał znosić różnych podstarzałych prywatnych nauczycieli. Jak to ujęła później Marion Crawford: "Szukał kogoś energicznego"34. Nowa guwernantka przybywała na wiosnę 1933 roku na miesięczny okres próbny, rychło stała się znana jako Crawfie i pozostała na siedemnaście lat. Poznała królewskie sekrety oraz dzieci i dorosłych z rodu panującego. I dopiero gdy odeszła na emeryturę, na której zaoferowano jej dożywotnio mieszkanie w pałacu Kensington, zaczęto ją utożsamiać z bezwstydną niedyskrecją, gdy opublikowała swoje wspomnienia pod tytułem The Little Princesses (Małe księżniczki).

Nowa guwernantka szybko zaprowadziła swoje porządki. Alah i Bobo stworzyły w pokojach księżniczek beztroską atmosferę, a mała Elżbieta częs­to jeździła na wyimaginowanych kucykach (od Crawfie, podobnie jak od wszystkich innych, z królem włącznie, oczekiwano odgrywania roli kucyka). Księżniczka Elżbieta lubiła schludność i czystość. Do jej ulubionych zabawek należały jej szufelka i zmiotka, świąteczny prezent od hrabiny Airlie, damy dworu królowej Marii35. Oszczędność i zapobiegliwość wpajano jej od wczesnych lat. Księżniczki miały nawet specjalne pudełko na używany papier i wstążki do opakowywania prezentów. Zadanie Crawfie polegało na pokierowaniu początkową nauką księżniczek. "Nikt nigdy nie miał pracodawców, którzy wtrącali się tak rzadko", napisała, niezbyt subtelnie komentując mizerny wkład królowej matki w edukację córek. "Bardzo mnie to niepokoiło. Jednak znalazłam wspaniałą sojuszniczkę w osobie królowej Marii"36. Babcia dzieci zawsze interesowała się tym, czego się uczyły, i rychło zorganizowała rodzinne spotkanie dla ocenienia nowej guwernantki. Towa­rzyszący jej król wydał wtedy jedyne proste polecenie: "Na litość boską, proszę nauczyć Małgorzatę i Lilibet schludnego pisania, to wszystko, o co panią proszę. Żadne z moich dzieci nie ma ładnego charakteru pisma. Lubię pismo z charakterem"37.

Dla Elżbiety opracowano rozkład zajęć, skrupulatnie sprawdzony przez królową Marię, w którym dużo czasu zostało przewidziane na naukę arytmetyki i historii. Mająca niemalże obsesję na punkcie rodowodów królowa, która studiowała drzewo genealogiczne swojego rodu równie namiętnie, jak król przeglądał swoje albumy ze znaczkami, twierdziła z uporem, że genealogia "bardzo interesowała dzieci"38. Crawfie oszczędzono jednak obowiązku nauczania francuskiego. Yorkowie zatrudnili dodatkowo nauczycielkę tego języka, której Elżbieta nie cierpiała. "Pewnego dnia dobiegły z sali lekcyjnej osobliwe odgłosy", wspominała Crawfie. Poszła tam i zastała "znudzoną do cna" Lilibet, która wylała sobie na głowę zawartość całego kałamarza, na co roztrzęsiona mademoiselle "otępiała z przerażenia"39. Kiedy Małgorzata w końcu nie musiała już korzystać z wózka, w którym dobra Alah uparcie chciała ją wozić, dołączyła do swojej siostry w nauce. Zdarzały się też edukacyjne wycieczki, w tym przejażdżka londyńskim metrem. Zaczęły się kształtować dwa zdecydowanie odmienne charaktery: Elżbieta była dzieckiem pilnym i posłusznym, zawsze opiekuńczym wobec Małgorzaty - dziewczynki pyskatej, bystrej i starającej się zwrócić na siebie uwagę; ta ostatnia miała wyimaginowanego przyjaciela, którego nazywała "kuzynem Halifaksem". Zwykle obie żyły w zgodzie, ale - jak każde rodzeństwo - miewały zwady. Także kiedy dochodziło do bójek, Crawfie dostrzegała odmienne skłonności obu księżniczek: Elżbieta miała "szybki lewy sierpowy", natomiast Małgorzata niekiedy próbowała gryźć40.

Ponadto Małgorzatę bardzo interesowały stroje, które z kolei mało zajmowały Elżbietę (i wtedy, i w całym jej życiu). Lady Anne Glenconner, przyjaciółka księżniczek w latach dzieciństwa, bardzo lubi pewne zdjęcie, na którym wszystkie trzy bawią się jeszcze jako dziewczynki. Na tej fotografii młoda księżniczka Elżbieta ze zmarszczonym czołem z wyrzutem spogląda na Małgorzatę, która znowu zerka na pantofle lady Anne. Po latach, kiedy lady Anne była już damą dworu księżniczki Małgorzaty, pokazała jej tę fotografię. "Byłam zazdrosna", przyznała Małgorzata, "bo miałaś srebrne buciki, a ja brązowe"41. Z czasem w życiu księżniczek zagościł ulubiony projektant ich matki Norman Hartnell. Poznały się z nim, gdy Elżbieta została zaproszona jako druhna na ślub młodszego brata swojego ojca. Jerzy, książę Kentu, żenił się z grecką księżniczką Mariną (Maryną). Małgorzata była zachwycona przebiegiem tej ceremonii; Elżbieta nie.

Ślub ten był z wielu powodów ważnym wydarzeniem. Utrzymuje się na ogół, że właśnie wtedy księżniczka Elżbieta po raz pierwszy spotkała księcia Grecji Filipa, kuzyna panny młodejV. Jego ojciec, książę grecki i duński Andrzej, był wujem panny młodej. Musiał udać się na wygnanie do Francji po wojskowym przewrocie w Grecji, kiedy Filip był jeszcze niemowlęciem. W tamtym czasie rodzina Filipa pozostawała rozrzucona po całej Europie, a jego matka trafiła do szpitala psychiatrycznego i nie widziała syna przez wiele kolejnych lat. Filip rozpoczął swój pierwszy semestr w nowej szkockiej prywatnej szkole publicznej Gordonstoun. Wtedy jednak wszystkich bardziej obeszło to, że książę Walii przedstawił królowi i królowej Wallis Simpson, będącą nowym obiektem jego uczuć (choć wciąż jeszcze zamężną). Wcześniej w owym roku kochanka księcia Thelma Furness wyjechała w trzymiesięczną podróż do Stanów Zjednoczonych i poprosiła swoich przyjaciół, Ernesta i Wallis Simpsonów, żeby dotrzymywali księciu towarzystwa. Po powrocie lady Furness zorientowała się, że Wallis zajęła jej miejsce. Książę postarał się o to, by oboje Simpsonów zaproszono na ślub jego brata, a w królewskiej rodzinie dobrze wiedziano, jakimi pobudkami się kierował. "Ta kobieta pod moim dachem!" - pieklił się potem król, wściekły z powodu tego, że jego syn obnosi się z romansem z zamężną rozwódką42. I nie jego jednego oburzało zachowanie księcia. Liczne osoby z rodziny panny młodej zbulwersowało to, że książę w czasie uroczystości ślubnej odpalił papierosa od świecy w prawosławnej cerkwi43. Był to tylko kolejny przejaw nawracającego problemu: książę Walii miał wszystko w nosie. Do tego czasu król zdążył się już o tym przekonać, jak zaznaczył Alan Lascelles, który zrelacjonował rozmowę między Jerzym V a dworzaninem Ulickem AlexandremVI na początku lat trzydziestych. "Mój najstarszy syn nie będzie moim następcą", powiedział król Alexandrowi. "On abdykuje"44. W ostatnim okresie panowania król mówił to samo także innym.

Jerzy V zabronił księciu publicznego pokazywania się z panią Simpson podczas zorganizowanych w 1935 roku obchodów dwudziestej piątej rocznicy swego wstąpienia na tron. Był to pierwszy królewski jubileusz od czasów uroczystości z okazji sześćdziesięciolecia panowania królowej Wiktorii u schyłku poprzedniego stulecia. W oczach "rozbawionego towarzystwa" z kręgu jego najstarszego syna, a także intelektualistów takich jak Beatrice Webb czy H.G. Wells, Jerzy V był władcą beznamiętnym, zachowawczym, powściągliwym, niezbyt ciekawym świata. Jako głowa największego imperium nigdy nie przejawiał ochoty do zagranicznych wojaży. Nie znosił "zagranicy". Od końca pierwszej wojny światowej aż do chwili śmierci, siedemnaście lat później, opuścił kraj na zaledwie osiem tygodni, z czego pięć spędził na rekonwalescencji, zgodnie z zaleceniem lekarzy. Także jego horyzonty kulturalne były ograniczone. Z oper lubił te najkrótsze (takie jak Tosca) i wolał przygodowe książki Johna Buchana od dramatów Szekspira. W początkach jego panowania doszło do sławetnego nieporozumienia, kiedy premier poprosił króla, aby ten wysłał życzenia urodzinowe "staremu Hardy'emu"; autor Z dala od zgiełku (udekorowany Orderem Zasługi) kończył wtedy siedemdziesiąt lat. Monarsze powinszowania niezwłocznie przesłano do Alnwick w hrabstwie Northumberland, ku wielkiemu zdumieniu innego pana Hardy'ego, producenta królewskich wędek, który ani nie kończył siedemdziesiątego roku życia, ani w tym czasie nie obchodził urodzin45. Nie wiadomo, czy właściwy Thomas Hardy otrzymał życzenia od króla.

Lista rzeczy, których król nie lubił, była bardzo długa, jeśli wierzyć wspomnieniom jego najstarszego syna. Znajdowały się na niej "lakierowane paznokcie, kobiety palące w miejscach publicznych, koktajle, ekscentryczne kapelusze, jazz oraz coraz powszechniejszy zwyczaj weekendowych wyjazdów"46. Jednakże, jak wskazywał oficjalny biograf króla Harold Nicolson, właśnie z powodu tej prostodusznej, przewidywalnej zwyczajności władca ten był tak uwielbiany jako "silny, dobrotliwy patriarcha"47. To tłumaczy wyrazy masowego uwielbienia dla monarchy podczas obchodów jego srebrnego jubileuszu w 1935 roku, kiedy król przez kilka dni odwiedzał różne miejsca w stolicy. Entuzjastyczne reakcje ludzi, zwłaszcza tych z uboższych dzielnic, całkowicie go zaskoczyły. "Nigdy nie zdawałem sobie sprawy z tego, że oni czują coś takiego", powiedział bliski łez48. W  jubileuszowym wystąpieniu radiowym zwrócił się do swoich poddanych: "Dziękujemy wam z głębi naszego serca za wielką lojalność i - jeśli wolno mi tak się wyrazić - za miłość, którą dzisiaj i zawsze nam okazujecie".

Wkrótce Jerzy V znowu podupadł na zdrowiu, a jego stan pogorszył się po śmierci jego ulubionej siostry, księżniczki Wiktorii, w grudniu. Zdołał jeszcze złożyć przez radio tradycyjne życzenia na Boże Narodzenie, lecz wkrótce potem zaległ w łóżku z powodu silnego przeziębienia. I już nie wyszedł ze swojej sypialni. 20 stycznia poprowadził z łoża naradę Tajnej Rady (ostatnią w życiu). "Życie króla w spokoju dobiega kresu", oznajmili niebawem dziennikarze rozgłośni BBC. Po latach wyszło na jaw, że dobiegło końca prędzej, niż mogło, za sprawą królewskiego lekarza, lorda Dawsona of Penn49. Przyspieszył śmierć króla końską dawką morfiny, w wyniku czego monarcha skonał na krótko przed północą. Dawson chciał, aby śmierć króla obwieszczono w odpowiedni sposób w "Timesie", a nie w mniej szacownych popołudniówkach, które poinformowałyby o tym jako pierwsze, jeśliby monarcha umarł kilka godzin późniejVII. Odprowadzony na stację przez kondukt, w którym znalazł się jego ukochany kucyk Jock, zmarły król powrócił do Londynu, gdzie rodzina królewska przeszła za jego trumną aż do Westminsteru. Gdy zbliżano do tego miejsca, oficjalny biograf Jerzego V Harold Nicolson zauważył coś, co określił jako "najstraszliwszy omen"50. Krzyż zdobiący brytyjską koronę imperialną obluzował się i spadł do rynsztoka. "Chryste, co jeszcze się wydarzy?" - rzucił pod nosem nowy król, który podniósł ten krzyż i wsunął go do kieszeni51. Milion ludzi szło w kondukcie za zmarłym monarchą. Księżniczkę Elżbietę zabrała ze sobą jej matka, aby przypatrzyła się chwili, w której synowie Jerzego V staną na straży u czterech rogów jego trumny. "To było wspaniałe. I wszyscy zachowywali się tak cicho", opowiedziała Crawfie. "Zupełnie jak gdyby król spał"52. Nazajutrz, ubrana w nowy czarny płaszczyk i beret, księżniczka w gronie niewielu uczestników właściwego pochówku patrzyła, jak trumnę składano w krypcie pod kaplicą św. Jerzego w Windsorze.

Za panowania Jerzego V, jak wskazał Vernon Bogdanor, kolejno zdetronizowano pięciu cesarzy, ośmiu królów i kilkunastu innych dynastycznych władców. Jerzy V przez cały czas spał w spokoju we własnym łożu. W jego pogrzebie wzięło udział pięciu królów (Danii, Norwegii, Bułgarii, Rumunii i Belgii); zaledwie kilka lat później ich królestwa zostały najechane i podbite. Los ten nie stał się jednak udziałem imperium Jerzego V. Był on konserwatystą przez małe "k", który mimo wszystko stworzył ród Windsorów i ustanowił Order Imperium Brytyjskiego (dla osób obu płci ze wszystkich klas społecznych). Pod żadnym pozorem nie sprzeciwiał się pierwszemu rządowi laburzystowskiemu w historii Wielkiej Brytanii. Uwielbiał ordynarne poczucie humoru przywódcy związkowców Jimmy'ego Thomasa i miał łzy w oczach, kiedy w roku jego jubileuszu ustąpił ze stanowiska pierwszy laburzystowski premier. "Liczyłem, że będzie mnie pan rozumiał i wspierał", powiedział do Ramsaya MacDonalda. "Był pan pierwszym premierem, którego szczerze polubiłem"53. Niezależnie od tego, czy księżniczka Elżbieta naprawdę nazywała go "dziadziem Anglią", czy też nie, przydomek ten wydawał się trafnie odzwierciedlać odczucia wielu poddanych tego króla i cesarza (także daleko od Anglii). Jego usposobienie odpowiadało bowiem ich preferencjom - był umiarkowany, pragmatyczny, a do tego nieufny wobec raptusów zarówno z lewicy, jak i prawicy.

W ostatnich latach życia nieustannie trapiły go głębokie obawy dotyczące dwóch spraw. Jedną z nich była perspektywa wojny, drugą zaś obsesja jego najstarszego syna na punkcie pani Simpson. Jak powiedział król, co posłyszała hrabina Airlie: "Modlę się do Boga, żeby najstarszy z moich synów nigdy się nie ożenił i aby nic nie stanęło między Bertiem i Lilibet a tronem"54. Podobną myśl wyraził w rozmowie z księciem Kentu: "Zobaczysz, że David wszystko zaprzepaści"55. Jeszcze bardziej przewidujący charakter miała uwaga rzucona w towarzystwie Stanleya Baldwina: "Po mojej śmieci ten chłopak zmarnuje się w ciągu dwunastu miesięcy"56.

Tak właśnie rozpoczął się okres zwany w historii "rokiem trzech królów". Edward VIII, gdyż takie imię wybrał David jako nowy władca, wystąpił na tron na fali powszechnej życzliwości. Jednak ci, którzy znali go bliżej, nie mieli złudzeń: "Sercem jestem dziś z ks. W. [księciem Walii], który strasznie nie chce zostać królem", pisał Chips Channon dwa dni przed koronacją Davida. "Osamotnienie, wyobcowanie, poczucie izolacji będą czymś prawie nie do zniesienia dla tego drażliwego i niepozbawionego wyobraźni człowieka. Nigdy nie widziałem bardziej zakochanego mężczyzny"57. Z perspektywy czasu młodszy brat Davida uważał, że Edward VIII nigdy nie chciał być królem i po prostu nie zdążył ustąpić mu miejsca, nim było już na to za późno. "Nigdy nie zamierzał wstępować na tron", powiedział Bertie windsorskiemu bibliotekarzowi Owenowi Morsheadowi. "Śmierć papy pokrzyżowała jego plany. Byłoby stosunkowo prościej, gdyby zrzekł się tronu jeszcze jako książę Walii"58.

Plany koronacji, mającej się odbyć w maju, zaczęły nabierać kształtu. Nowy król nie przepadał za pałacem Buckingham, gdzie sporadycznie zajmował Apartament Belgijski na parterze. Wolał spędzać większość czasu w Fort Belvedere, swojej siedzibie na skraju Wielkiego Parku Windsorskiego. Podobnie jak rezydencja Yorków, Royal Lodge, była to dość niecodzienna budowla w stylu georgiańskim, choć panująca tam rozpasana, koktajlowa atmosfera różniła się skrajnie od tej rodzinnej i "pantoflowej" w nieodległym domu królewskiego brata. Codzienne życie obu księżniczek nie uległo większym zmianom. Niezależnie od dramatów rozgrywających się w rodzinie ojca brały udział w herbatkach i wakacjach z osobami z klanu Bowesów-Lyonów, z którego pochodziła ich matka. Margaret Elphinstone, córka siostry księżnej, Marii, była rówieśniczką Lilibet i obie razem bawiły się w ogrodzie. "Kiedy miałyśmy siedem, osiem, dziewięć lat, całymi godzinami zabawiałyśmy się w "chwytanie szczęśliwych dni", co polegało na łapaniu liści spadających z drzew, więc musiałyśmy biegać jak szalone", wspominała wiele lat potem59. "A później, w domu, wymyślałyśmy małe przedstawienia i występowałyśmy w nich. Pamiętam, jak pewnego razu miałam przenieść królową [księżniczkę Elżbietę] przez próg, bo odgrywałyśmy ślub. I oczywiście jej nie utrzymałam".

Księżniczka Elżbieta i jej siostra na pewno rzadziej widywały wujka Davida po tym, jak objął tron. Króla rozwścieczyły zapisy w testamencie ojca, który pozostawił wielkie sumy pieniędzy swoim braciom, jemu zaś, Davidowi, dożywotnio odsetki z królewskich majątków. Ale Edward VIII zajmował się głównie panią Simpson. W maju po raz pierwszy wprowadzono wpis o niej do kroniki dworskiej, gdy uczestniczyła w kolacji z premierem. Wkrótce potem zaczęła się starać o uzyskanie rozwodu ze swoim mężem Ernestem. Następnie król i pani Simpson wyruszyli na letnią wyprawę po Morzu Śródziemnym, o czym radośnie donosiła amerykańska prasa, choć przed brytyjską opinią publiczną wyprawę tę skrywano. Jak długo jednak można było utrzymać sprawę w sekrecie? Brytyjscy obywatele z innych krajów zaczęli nadsyłać premierowi pełne wzburzenia listy o postępowaniu swojego króla60. Do bardzo kłopotliwej sytuacji doszło we wrześniu, kiedy książę i księżna Yorku udali się na otwarcie nowej izby chorych w Aberdeen. Początkowo w ceremonii tej miał wziąć udział król, który ostatecznie uchylił się od tego, posługując się nieszczerą wymówką, że nadal przeżywa żałobę po ojcu. Lecz tego samego dnia pewien fotoreporter zauważył go, jak przybył na stację w Aberdeen, aby zabrać stamtąd panią Simpson i innych swoich przyjaciół na przyjęcie w posiadłości Balmoral. Widok króla przedkładającego życie towarzyskie nad powinności wobec poddanych wywołał wielkie wzburzenie, gdy następnego dnia stosowne zdjęcie ukazało się w gazecie, tym bardziej że obowiązkowi Yorkowie udali się na otwarcie wspomnianej placówki. Edward VIII podpadł także personelowi królewskich majątków, kiedy radykalnie okroił liczbę zatrudnionych, zarówno w Balmoral, jak i w Sandringham. 27 września rozegrał się kolejny akt tego dramatu. Pani Simpson uzyskała warunkowe unieważnienie swojego małżeństwa w Ipswich, co stanowiło pierwszy formalny krok na drodze do rozwodu. I znów brytyjska prasa bardzo mało pisała na ten temat, a znaczna część brytyjskiej opinii publicznej wciąż o niczym nie wiedziała. Z kolei środki masowego przekazu na świecie rozdmuchiwały sensacyjne wieści. L'Amour du Roi va bien ("Miłość króla kwitnie"), napisano w jednej z francuskich gazet61. Wszędzie rozumiano, że po załatwieniu formalności rozwodowych król będzie mógł się ożenić. 16 listopada król poinformował premiera Stanleya Baldwina, że istotnie taki ma zamiar, a jeśli rząd się temu sprzeciwi, wtedy jest gotów abdykować. Baldwin był tym tak wstrząśnięty - "Dziś usłyszałem od króla rzeczy, których nigdy nie spodziewałem się usłyszeć" - że po tej rozmowie poszedł prosto do łóżka62.

W następnych tygodniach w kołach politycznych w Wielkiej Brytanii nie mówiono o niczym innym, a dwa przeciwne obozy stawały się coraz bardziej nieprzejednane. Mając wsparcie bardzo wpływowych magnatów prasowych, w tym lordów Rothermere'a ("Daily Mail") i Beaverbrooka ("Daily Express") oraz niektórych czołowych polityków w rodzaju Winstona Churchilla, król żył nadzieją, że kiedy wieści o jego romansie się rozejdą, przeciągnie naród na swoją stronę. Premier, Kościół i, co najważniejsze, przedstawiciele rządów wielu dominiów - zwłaszcza Australii - nie godzili się z pomysłem ślubu króla z dwukrotną rozwódką63. Pani Simpson pod wpływem nalegań stronników króla wyjechała na Riwierę Francuską do czasu, aż kwestia nie doczeka się rozstrzygnięcia. Philip Ziegler w swojej biografii Edwarda VIII dobrze opisał dramatyczne spory w łonie obu obozów, a także nerwową, podszytą złudzeniami atmosferę panującą w Fort Belvedere. Wiadome fakty przeniknęły do drukowanej prasy na początku grudnia po tym, jak gazety opublikowały treść kazania mało znanego biskupa Bradford. Duchowny dał wyraz zatroskaniu z powodu nieczęstych wizyt króla w kościele - ale prasa brytyjska uznała, że odniósł się aluzyjnie do życia erotycznego Edwarda VIII. W rzeczywistości nie miał takiego zamiaru, jednak dla wydawców gazet był to sygnał do rozpoczęcia wojowniczej kampanii, na który od tak dawna czekali. "Rozpętała się burza", napisał Chips Channon, gdy brytyjskie gazety w końcu ujawniły czytelnikom królewski romans. Sam Channon nieco wcześniej dowiedział się o przebiegu ostatniego spotkania króla ze Stanleyem Baldwinem: "Podczas jednej z rozmów król, na wpół obłąkany i przyciśnięty do muru, całkowicie stracił panowanie nad sobą i zaczął rzucać w premiera książkami i wszystkim, co tylko miał pod ręką"64. Wobec utrzymywania opinii publicznej w nieświadomości przez tak długi czas król zapragnął wreszcie, aby przedstawiono narodowi jego wersję tej historii. Baldwin nawet nie chciał o tym słyszeć; w rzeczy samej jego obsesja na punkcie kontrolowania przepływu wszelkich wiadomości także zdawała się niekiedy graniczyć z "na wpół obłąkańczą".

Z niedawno odtajnionych dokumentów rządowych wynika, że w trakcie tego kryzysu ówczesny minister spraw wewnętrznych sir John Simon wraz z czołowym doradcą Baldwina oficjalnie polecili szefowi głównego urzędu poczt podsłuchiwanie wszystkich rozmów telefonicznych prowadzonych z pałacem Buckingham, Fortem Belvedere i "pewnymi innymi adresami w Londynie"65. Rząd śledził też samego króla, rodzinę królewską i środki masowego przekazu. Neilowi Forbesowi Grantowi, londyńskiemu reporterowi południowoafrykańskiej gazety "Cape Times", trafiła się nie lada gratka, gdy 6 grudnia wysłał do swojej redakcji sensacyjną wiadomość: "Król abdykował - jutro opuszcza Anglię". Pierwsza część tej informacji odpowiadała prawdzie, lecz upłynęło jeszcze pięć dni, zanim król wyjechał z kraju. Jednak wspomniana depesza nigdy nie dotarła do biur "Cape Times". Pracownik urzędu pocztowego powiadomił swoich przełożonych, a ci zaalarmowali zwierzchników, z samym ministrem spraw wewnętrznych włącznie. Następnie sir John Simon wezwał do siebie Granta i udzielił mu surowej reprymendy, a potem zapisał: "Nie ma krzty prawdy w tej wiadomości. Przypomniałem mu, że w 1815 roku fałszywa pogłoska o tym, że przegraliśmy bitwę pod Waterloo, wywołała kryzys finansowy i zrujnowała wielu ludzi"66.

W pokojach dziecięcych przy Piccadilly 145 Marion Crawford starała się, jak tylko umiała, zająć myśli księżniczek innymi sprawami, takimi jak nauka pływania, by zdobyły odznaki ratowniczek Bath Clubu. Ostatnim razem, kiedy widziały króla, zdały sobie sprawę, że coś jest nie w porządku. "Nie dało się nie dostrzec zmiany w wujku Davidzie. Wyglądał na zrozpaczonego", napisała Crawfie67. Dopiero wtedy, gdy wszystkie gazety zaczęły się rozpisywać o poważnym kryzysie konstytucyjnym, do osób z personelu Yorków w pełni dotarło, do czego może dojść. Guwernantka przyrównała to do coraz większej i coraz ciemniejszej chmury, która zawisła nad królewskim rodem. Szwagierka króla wyznała wiele lat później, już jako królowa matka: "Miał w sobie ten niezwykły urok i nagle wszystko to gdzieś przepadło. Nie dało się przemówić mu do rozsądku, nikt tego nie potrafił"68.

Nim upłynął tydzień, Edward VIII podjął ostateczną decyzję. Tak jak przewidział jego ojciec, nie doczekał się koronacji. 10 grudnia złożył swój podpis pod dokumentem abdykacyjnym, a nazajutrz akt ten został zatwierdzony przez Parlament. To jednak nadal wymagało królewskiej zgody. Tym samym ostatnią oficjalną czynnością króla Edwarda VIII było zatwierdzenie własnej abdykacji. Wreszcie zezwolono mu na wygłoszenie radiowego przemówienia. Tylko że nikt nie miał pojęcia, jak przedstawić byłego monarchę jego byłym poddanym. W BBC zaproponowano nawet zapowiedzenie go jako "pana Edwarda Windsora". Ministrowie pospiesznie odrzucili ten pomysł, kiedy nowy król Jerzy VI, wskazał, że "pan Windsor" byłby uprawniony do ubiegania się o wybór na parlamentarzystę. Rozwiązując pierwszy z problemów, które wyniknęły za jego panowania, nowy monarcha zadecydował, że były król powinien zostać określony jako "książę Edward", a następnie nazywany "Jego Wysokością księciem Windsoru" - na co wszyscy wyrazili zgodę69.

Po obiedzie z rodziną w Royal Lodge były monarcha pojechał do zamku w Windsorze, by wygłosić swoje sławne przemówienie pożegnalne z zaimprowizowanego studio w Augusta Tower: "Uznałem za niemożliwe dźwiganie ciężkiego brzemienia odpowiedzialności i pełnienia obowiązków króla [...] bez pomocy i wsparcia kobiety, którą kocham". Dla jego wzruszonych zwolenników były to heroiczne słowa romantyka, który podążył za głosem serca. Jego krytycy, tacy jak sir Alan LascellesVIII, uznali to za kolejną porcję ckliwego biadolenia. Ci drudzy wskazywali na fakt, że nikt z osobistej obsługi byłego króla nie chciał pozostać u jego boku (nawet na kilka tygodni) - co stanowiło dobitne potwierdzenie słuszności starego powiedzonka, że "żaden człowiek nie jest bohaterem dla swojego służącego". To bardzo ubodło ustępującego monarchę. Swoje radiowe wystąpienie zakończył słowami poparcia dla brata jako nowego króla, dodając: "Dano mu niezrównane dobrodziejstwo, którego dostąpiło wielu z was, a którego mnie nie pozwolono zaznać - ma szczęśliwy dom z żoną i dziećmi".

Teraz podtrzymywanie pokiereszowanej monarchii spadło na barki Bertiego i Lilibet. Książę Yorku był przytłoczony taką perspektywą, gdy udał się kilka dni wcześniej do królowej Marii: "Załamałem się i szlochałem jak dziecko", zapisał w swoim memorandum abdykacyjnym, które złożył w Archi­wach Królewskich70. Zgodnie ze słowami swojego oficjalnego biografa "wykazał z prostotą i spokojem, że prawdziwe poczucie obowiązku może poruszyć równie głęboko wyobraźnię i wzbudzić sympatię ludzi tak jak efektowne odezwy"71. W późniejszych latach takim przesłaniem kierowała się także jego córka.

"Król odszedł, niech żyje król", zapisał Chips Channon w swoim dzienniku 11 grudnia 1936 roku. "Obudziliśmy się za panowania Edwarda VIII, a układamy się do snu w czasach Jerzego VI!"72 Stres związany z tym wszystkim spowodował, że księżna Yorku - teraz już królowa - zaległa w łóżku złożona "grypą". Nie czuła się wystarczająco dobrze, by uczestniczyć wraz z mężem w posiedzeniu Rady Akcesyjnej. Jej choroba nie okazała się jednak na tyle zaraźliwa, by wykluczała przyjmowanie odwiedzin. Crawfie ujrzała królową Marię wyłaniającą się z sypialni, po czym została przywołana przez monarchinię. "Obawiam się, że zajdą wielkie zmiany w naszym życiu, Crawfie", powiedziała królowa. "Musimy się z tym zmierzyć i zrobić, co do nas należy, najlepiej, jak się da"73. Do pierwszych nowych zadań Crawfie należały nauczenie dziewczynek idealnego dygnięcia na widok ich ojca i wyjaśnienie im, że już nie będą Yorkami z Piccadilly. Czekały je przenosiny do pałacu Buckingham. Obie dziewczynki były, jak napisała Crawfie, przerażone: "Co? Już na zawsze?" - dopytywała się księżniczka Elżbieta. Na co księżniczka Małgorzata wtrąciła: "Ale przecież dopiero nauczyłyśmy się pisać "York"".

I Mowa o urodzonym w Wrexham Edwinie Hughesie, znanym w okolicy jako Balaclava Ned, który został ranny podczas tej szarży i musiał dobić swojego konia, a któremu udało się jednak powrócić do swojej jednostki, 13 Pułku Lekkich Dragonów. Zmarł w 1927 roku.

II Spisując swoje wspomnienia w późniejszych latach życia, jako książę Windsoru, wskazał rok 1931 jako datę tego spotkania. Z kolei oficjalny biograf Jerzego VI John Wheeler-Bennett zaznaczył, że księżna Windsoru twierdziła stanowczo, że oboje poznali się w 1930 roku.

III Patrz s. 1 wkładki z ilustracjami.

IV Ten największy domek dla lalek na świecie został zaprojektowany przez sławnego brytyjskiego architekta sir Edwina Lutyensa i wykonany z udziałem 1,5 tysiąca rzemieślników i artystów. Królowa Maria dostała tę budowlę w prezencie w 1924 roku; zaprezentowano go publicznie na Wystawie Imperium Brytyjskiego i do dziś można go oglądać w Windsorze.

V Niewykluczone, że Elżbieta poznała księcia Filipa jeszcze wcześniej. Yorkowie spędzali letnie wakacje nad morzem w Holkham, siedzibie ojca lady Anne Glenconner, hrabiego Leicester, w Norfolk. Lady Anne wspomina, że mały książę Filip i jego siostry również często tam bywali.

VI Sir Ulick Alexander był rewidentem księcia Kentu do 1936 roku, a następnie zarządzał królewskimi finansami aż do czasów objęcia tronu przez Elżbietę II.

VII Mimo że jako utalentowany chirurg ocalił królowi życie w 1928 roku, to Dawson, przewodniczący Royal College of Physicians, miał swoich przeciwników. Jeden z nich ułożył znaną rymowankę: "Lord Dawson of Penn / Wielu zgładził zgoła / I dlatego śpiewamy / Boże, chroń króla". Prawnukiem Dawsona jest aktor Damian Lewis.

VIII Lascelles zmiażdżył werbalnie swojego byłego szefa w dzienniku, który prowadził: "W rozwoju umysłowym, moralnym i estetycznym zatrzymał się na poziomie siedemnastolatka".

ROZDZIAŁ 2 1937-1940 "Trzeba machać - i nie płakać"

Dla księżniczki Elżbiety największy wstrząs stanowiły wielkość nowego domu, czyli pałacu Buckingham, i czas potrzebny na jego obejście. "Ludziom tutaj przydałyby się rowery", zauważyła pewnego dnia1. Nowy król znał ten pałac wystarczająco dobrze, jednak wciąż starał się dojść do ładu z ogromem swoich obowiązków. Wychowywanie na władcę było jednym, a błyskawiczne i niezbyt chętne objęcie tronu przez kogoś, kto był na to zupełnie nieprzygotowany, czymś zupełnie innym. "Nigdy wcześniej nie widziałem żadnego państwowego dokumentu. Jestem oficerem marynarki wojennej i tylko na tym się znam", wyjawił Jerzy VI kuzynowi, lordowi Louisowi MountbattenowiI, pierwszego wieczoru panowania2.

Wobec tego, że u schyłku życia Jerzy V tak często lamentował nad przyszłością brytyjskiego tronu, wydaje się dziwne, że niemal zupełnie nie objaśnił swoim synom, czym jest monarchia konstytucyjna. David miał o tym niewielkie pojęcie, a Bertie jeszcze mniejsze. Jednakże nowy król trzymał się strategii, która okazała się dobra: zachowywania ciągłości. Na cześć ojca jako monarcha przyjął imię Jerzy. Jego koronacja odbyła się w dniu wyznaczonym wcześniej na datę intronizacji jego starszego brata. Ponadto odrzucił większość bardziej radykalnych planów Edwarda VIII dotyczących królewskich majątków. W Sandringham i Balmoral przywrócono porządki z czasów Jerzego V. Pierwsze tygodnie Jerzego VI jako władcy zdominował problem dotyczący osoby, która miała go drażnić do końca panowania: jego brat.

Jak przyznaje oficjalny biograf Edwarda VIII, były król "bombardował" Jerzego VI telefonami. Nieustannie podsuwał mu niechciane rady dotyczące układania się z ministrami, albo - jeszcze częściej - wykłócał się o pieniądze i swój status3. W styczniu 1937 roku książę Windsoru był szczerze wstrząśnięty, gdy poinformowano go, że król jest zajęty. Adiutant i przyjaciel księcia Edward "Fruity" Metcalfe wspominał potem "żałosną" minę ekskróla, w ten sposób odprawionego z kwitkiem. "Przywykł, że wszystko działo się zgodnie z jego życzeniami"4. Kiedy Jerzy VI sześć miesięcy później nie zgodził się na wydelegowanie kogokolwiek z królewskiej rodziny na ślub księcia z panią Simpson, spowodowało to rozłam w ich wzajemnych relacjach, które nigdy już nie były serdeczne.

Cała jego rodzina z trudem przyzwyczajała się do nowego życia. Nowa królowa w ogóle bez szczególnego entuzjazmu wżeniła się w monarszy ród. Kiedy Bertie poznał pełną życia lady Elizabeth Bowes-Lyon, ta początkowo zdecydowanie odrzucała jego zaloty, najpierw w lutym 1921 roku, a potem znowu w marcu 1922 roku. Wreszcie, po jednym w weekendów w styczniu 1923 roku, podczas którego "oświadczał się jej nieustannie", przyjęła jego propozycję małżeństwa5. Nawet wtedy nie przewidywała jednak, że Bertie wstąpi na tron, a cała rodzina Windsorów wydawała jej się niepokojąco dysfunkcyjna. "Nie ma żadnych "rodzinnych" uczuć w tej familii", pisała do matki wkrótce po ślubie. "Wszyscy oni są bardzo mili dla mnie i okropni dla siebie nawzajem"6. A teraz znalazła się na samym szczycie tego rodu i musiała się przystosować do życia królowej oraz cesarzowej; zamiast, jak wcześniej, dwóch pokojówek, przydzielono jej aż dziewięć dam dworu, kierowanych przez główną garderobianą. Później określiła przenosiny z Piccadilly 145 do pałacu jako "najgorszą przeprowadzkę" w swoim życiu7.

Księżniczkom nieco czasu zabrało nie tylko przywyknięcie do nowego otoczenia, ale także zrozumienie, z jakiego powodu się tam znalazły. "Dlaczego nie ma tutaj wujka Davida?" - zapytała księżniczka Małgorzata szeptem swoją starszą siostrzyczkę trzy miesiące później, gdy w Opactwie Westminsterskim przyglądały się koronacji ojca.

"Bo abdykował", odpowiedziała jej księżniczka Elżbieta, również szeptem.

"Ale dlaczego?" - dopytywała się Małgorzata.

"Chciał się ożenić z panią Baldwin"8.

Lilibet była oczarowana koronacją, co wynikało ze spisanej przez nią samą relacji, którą przekazała swoim rodzicom: "Wtedy nadszedł papa i wyglądał pięknie w karmazynowej szacie i czapce z gronostajów. [...] Wszystko to było dla mnie bardzo, ale to bardzo wspaniałe, a i opactwo także. Łuki i promienie światła u szczytu były spowite w mgiełce cudowności, kiedy papę koronowali, przynajmniej tak mi się zdawało". Jak księżniczka miała się sama przekonać kilkanaście lat później, łatwiej było wspominać to wydarzenie jako obserwatorka niż jako uczestniczka. "Trochę zdziwiło mnie tylko", napisała Lilibet, usadowiona w czasie ceremonii obok królowej Marii, "że babcia nie pamięta zbyt dużo ze swojej koronacji. Myślałam, że to powinno pozostać w jej pamięci na zawsze"9.

Choć księżniczki już wcześniej żyły pod kloszem, to przenosiny do królewskiej siedziby jeszcze bardziej odizolowały je od realnego świata. Na propozycję Crawfie w pałacu Buckingham utworzono oddział skautek, w którego skład weszło około dwudziestu córek przyjaciół rodziny królewskiej oraz dworzan. Wobec młodocianego wieku księżniczki Małgorzaty zorganizowano też oddział czternastu dziewczynek zuchów. Jego kwaterą był letni domek w pałacowym ogrodzie, a król postawił jeden dość osobliwy warunek. "Zniosę wszystko", powiedział do Crawfie, "ale nie pozwolę im nosić tych groteskowych czarnych podkolanówek. Zbytnio kojarzą mi się z moim własnym dzieciństwem"10. Pomysł sprowadzał się do tego, by zapewnić księżniczkom możliwość częstszego kontaktu ze "zwykłymi" dziewczętami w ich wieku, choć - jak zauważyła guwernantka - niektóre z nich były jeszcze bardziej oderwane od normalnego życia niż królewskie córki. Do typowych zabaw tych harcerek należały wyścigi do stosu bucików pośrodku pokoju, wyszukanie w nim własnej pary, a następnie bieg z powrotem na linię startu. Wiele z tych dziewczynek było ubieranych od stóp po czubek głowy przez niańki i nie miały one pojęcia, które buty należały do nich, ku wielkiemu rozbawieniu Lilibet i Małgorzaty. "Niczego równie absurdalnego nie było w ich pokojach dziecięcych", zapisała z wielką satysfakcją Crawfie11. Na guwernantce pałac Buckingham wywarł zdecydowanie złe wrażenie. Kiedy się tam zjawiła, pierwsze krzesło, na którym usiadła, "się rozsypało", a wszędzie panoszyły się gryzonie. Pewnego razu musiała wręczyć pogrzebacz przechodzącemu pałacowemu listonoszowi z prośbą, aby przepędził mysz z jej ręcznika w łazience12. "Życie w tym pałacu całkiem przypomina obozowanie w muzeum", zauważyła z przekąsem.

Czy to się rodzinie królewskiej podobało, czy nie, księżniczki stały się odtąd w znacznie większym stopniu osobami publicznymi. Wymagano od nich pokazywania się na przyjęciach w pałacowym ogrodzie, wystrojonych w odpowiednie ubranka. Księżniczka Elżbieta szkoliła młodszą siostrę w zasadach poprawnego zachowania: "Jeśli zobaczysz kogoś w śmiesznym kapeluszu, Małgorzato, nie powinnaś wskazywać go palcem ani się śmiać"13. Tłumy ciekawskich zaczęły stanowić problem, zwłaszcza podczas wyjazdów. Na letnich wakacjach w Eastbourne, gdzie królewska rodzina korzystała z nadmorskiego domu użyczonego jej przez księcia Devonshire, policjanci musieli zatrzymywać gapiów przed kościołem, a popołudniową herbatkę w hotelu trzeba było serwować w prywatnych pokojach królewskich na piętrze.

Zacieśnianiu więzi rodzinnej z pewnością sprzyjały wytrwałe starania króla i królowej, by spędzać wspólnie spokojne weekendy w Royal Lodge. W życiu księżniczek coraz większą rolę odgrywały wówczas kucyki. W gronie rodzinnym zaczęto żartować, że największym autorytetem dla Elżbiety był Owen, stajenny. "Nie pytajcie mnie, spytajcie Owena" - tak brzmiała cięta odpowiedź króla na to, co miało się wydarzyć pewnego dnia. "Kim ja jestem, żeby coś proponować?"14

Jednak poza weekendami Crawfie nalegała na to, by nic nie zakłócało programu nauki księżniczek, nawet jeśli ich matka traktowała ich lekcje niezbyt serio. "Nie jest mi łatwo", zwierzyła się guwernantka lady Cynthii Asquith po upływie roku od abdykacji Edwarda VIII. "Właściwie rozkazano mi, żeby popołudnia były, w miarę możliwości, wolne od "poważnej pracy""15. Próbowała rozwijać ich wiedzę o świecie za pomocą geograficznej wersji gry karcianej, znanej w Anglii jako Happy Families, namawiając je do grania w nią z rodzicami, ale dodawała przy tym: "Jednak obawiam się, że jeśli i ja nie zagram, wybór padnie na [grę karcianą] Racing Demons"16.

Królowa Maria zawsze stanowczo brała stronę "miłej panny Crawford" w sporach z królową Elżbietą dotyczących rozkładu zajęć księżniczek. Później zauważyła z dezaprobatą, że jej synowa "nieustannie chce być z dziećmi w wolnych chwilach, co jest fatalne, gdy mają się odbywać lekcje". Podkreśliła też, że ani ona, ani zmarły król nigdy sobie na coś takiego nie pozwalali17.

Jednak Jerzy VI i królowa Elżbieta w kwestiach związanych z czymś, co dzisiaj nazywamy zdrowiem psychicznym własnych dzieci, na ogół okazywali się postępowi jak na tamte czasy. Pewnego razu królowa zostawiła mężowi liścik z nagłówkiem: "W razie gdyby coś mi się stało". Upomniała go: "Nigdy nie krzycz na nie [księżniczki] ani ich nie strasz. [...] Pamiętaj, jak twój ojciec, krzycząc na ciebie i wprawiając cię w zakłopotanie, sprawił, że w istocie przestałeś go miłować"18.

To także królowa Elżbieta zdecydowała, że Lilibet, jako prawdopodobna dziedziczka tronu, przejdzie odpowiednie i gruntowne przeszkolenie w dziedzinie historii i spraw konstytucyjnych. Skonsultowała się w tej kwestii ze swoim przyjacielem Jasperem RidleyemII, bankierem i miłośnikiem sztuki, który doradził wysłanie księżniczki na lekcje do Henry'ego Martena, wicerektora Eton. Na początku nowa uczennica dosyć się przeraziła na widok stert książek "przypominających stalagmity" w całym gabinecie Martena w Eton. Ponadto, pod wpływem lat nauczania w klasach złożonych z samych chłopców, Marten miał też cokolwiek niepokojący zwyczaj zwracania się do samotnej księżniczki "panowie". Mimo to oboje szybko się polubili i wzajemnie zrozumieli. "Lilibet czuła się przy nim zupełnie swobodnie", pisała Crawfie19. Lekcje z Martenem odbywały się przez całą wojnę, w zamku w Windsorze. Nauczyciel stanął na wysokości zadania, za co przyszła królowa była mu zawsze wdzięczna - podobnie jak jej ojciec, który nadał Martenowi tytuł szlachecki podczas ceremonii z udziałem wszystkich uczniów i wykładowców z Eton. Niezależnie od tych dodatkowych lekcji królowa Maria podjęła się oprowadzenia obu księżniczek po ważnych zabytkach, takich jak londyńska twierdza Tower i pałac Placentii w Greenwich20.

Panowanie Edwarda VIII trwało tak krótko, że jego matka ledwie zdążyła się wyprowadzić z pałacu Buckingham, razem ze swą wielką kolekcją dzieł sztuki, nim wprowadził się tam Bertie ze swoją rodziną. Na temat królowej Marii upowszechnił się mit (podtrzymany nawet w fabule serialu Downton Abbey), zgodnie z którym rody arystokratyczne chowały swoje skarby przed zerkającą na nie łasym wzrokiem królową-cesarzową z obawy przed tym, że da do zrozumienia, iż chciałaby - ba, oczekuje - podarowania jej czegoś, co wpadło jej w oko. Jej obrońcy twierdzą, że jej pasją było po prostu odzyskiwanie tych dzieł, które niegdyś należały do jej rodziny. Biograf królowej Marii James Pope-Hennessy napisał, że "choć nigdy w swoim życiu nie kupiła żadnego dobrego obrazu", to łączyła "zamiłowanie do odzyskiwania przedmiotów, które zniknęły z królewskich zbiorów" z "dodatkowym, polegającym na gromadzeniu rzeczy nieco mniej wartościowych, w których sama gustowała". A było ich wiele i różnych: "Emalie z Battersea, nowsze wyroby z jadeitu, miniaturowe słoniki z agatu z wysadzanymi klejnocikami siedziskami na ich grzbietach, mniejsze złote i srebrne serwisy do herbaty, pudełka na wykonane z klejonego papieru przybory do szycia, akwarelki z ogrodowymi kwiatami, malowidła na szkle i tak dalej dostarczyły jej wielu radosnych chwil"21. Uzbierało się tego tyle, że wyprowadzenie wszystkich tych przedmiotów z pałacu Buckingham do nowej siedziby w Marlborough House przy The Mall zabrało jej dziesięć miesięcy. Wreszcie 1 października 1936 roku ona sama, w towarzystwie trzech ostatnich załadowanych po brzegi furgonów oraz cairn terriera króla Jerzego V, przejechała do swojej nowej rezydencji.

Intronizacja nowego monarchy i unieważnienie reform Edwarda VIII we wszystkich królewskich posiadłościach z pewnością rozbudziły w kró­lowej Marii życiowy zapał. "Jakąż radość daje mi poczucie, że nasz ukochany stary dom znalazł się w takich dobrych rękach i że wy oboje, moi drodzy i umiłowani, podtrzymacie tradycję, tak jak staraliśmy się to czynić drogi papa i ja", napisała do nowej pary królewskiej po ich pierwszej Wielkanocy w zamku w Windsorze22.

Gdy król przywykł do nowej roli, nabrał też pewności siebie. Pierwsza nominacja premiera za jego panowania przebiegła bezproblemowo. Przeprowadziwszy naród brytyjski przez kryzys abdykacyjny, Stanley Baldwin odczekał do momentu koronacji nowego króla w maju 1937 roku, a następnie ogłosił swoje ustąpienie, niedługo przed siedemdziesiątymi urodzinami. Neville Chamberlain, kanclerz skarbu w jego rządzie, był bezspornym kandydatem na miejsce Baldwina. Jednakże król nie posiadał się z oburzenia ("był wielce niezadowolony", jak to ujął jego oficjalny biograf23), kiedy w lutym 1938 roku ustąpił ze stanowiska dotychczasowy minister spraw zagranicznych Anthony Eden, a Jerzy VI dowiedział się o tym z gazet. Eden stracił cierpliwość do ugodowej polityki zagranicznej Chamberlaina i niechęci tego ostatniego względem otwartego przeciwstawienia się Adolfowi Hitlerowi w Niemczech i Benitowi Mussoliniemu we Włoszech. Kwestię tę dyskutowano długo w łonie gabinetu rządowego, o czym wszak nikt nie powiedział królowi. Monarcha wprawdzie nie mógł zająć w tej sprawie oficjalnego stanowiska, ale zdecydowanie uważał, że ma prawo być w pełni poinformowany o kulisach poważnego kryzysu politycznego. Od owego czasu miał dostawać pierwsze wersje brudnopisów stenogramów wszystkich posiedzeń gabinetu, podobnie jak będzie je otrzymywać później jego córka. Jerzy VI nie zamierzał zezwalać na lekceważenie swojej osoby.

Pozycja nowej pary królewskiej umocniła się jeszcze tego lata wraz z ich pierwszą oficjalną wizytą zagraniczną, stanowiącą potwierdzenie entente cordiale z sąsiadem Wielkiej Brytanii zza kanału La Manche. Po przybyciu do Paryża zostali tam powitani widokiem zapewne największej flagi brytyjskiej - wielkości ponad 1250 metrów kwadratowych - powiewającej na największym flagsztoku, czyli wieży Eiffla24. Francuzów szczególnie ujęło to, że brytyjska królowa nie odwołała tego przyjazdu, mimo że nieco wcześniej straciła matkę, hrabinę Strathmore. Norman Hartnell i ludzie z jego zespołu pracowali bez ustanku, by wymienić całą królewską garderobę na białą, w żałobnej barwie monarchów. Podróż ta ostro kontrastowała z przygnębiająco niefortunną wyprawą księcia i księżnej Windsoru do Niemiec, dziewięć miesięcy wcześniej. I choć ekskról chciał przede wszystkim zwrócić uwagę na niemieckie projekty socjalne, to para gości została przyjęta przez czołowe osobistości reżimu nazistowskiego i spotkała się z Hitlerem w jego alpejskiej rezydencji w Berchtesgaden. Król był tym zbulwersowany, podobnie jak wielu wcześniejszych zwolenników księcia. Gwałtowna reakcja w mediach wymusiła odwołanie zaplanowanej wizyty Windsorów w USA. Z kolei królowi i królowej zgotowano entuzjastyczne przyjęcie w czasie ich objazdu po Ameryce Północnej w 1939 roku. Gdy wojna wydawała się coraz bardziej prawdopodobna, Neville Chamberlain liczył na to, że król może na dwa sposoby zapewnić Brytyjczykom wsparcie zza Atlantyku. Po pierwsze, jako król Kanady Jerzy VI mógł zacieśnić relacje z kanadyjskim premierem Mackenziem Kingiem; po wtóre zaś, jako król Wielkiej Brytanii był w stanie uzyskać przychylność niektórych amerykańskich izolacjonistów na południe od kanadyjskiej granicy, w Stanach Zjednoczonych.

Jednak dla księżniczek bolesne musiało być pożegnanie z rodzicami przed rozstaniem z nimi na sześć tygodni w maju 1939 roku. "Statek odpłynął punktualnie o trzeciej - wyglądał pięknie z pomostu", zapisała królowa Maria. "Machałyśmy chusteczkami. Małgorzata powiedziała: "Mam swoją chusteczkę", a Lilibet odpowiedziała jej: "Trzeba machać - i nie płakać" - co wydało mi się urocze"25. Niedługo potem cała ta wizyta o mało nie została odwołana, kiedy królowa Maria miała poważny wypadek drogowy. W drodze powrotnej z Surrey jej samochód zderzył się z ciężarówką wiozącą stalowe rury. Ludzie podbiegli na pomoc, a chwilę później zobaczyli zdumieni cesarzową wdowę wyłaniającą się spokojnie z wraku wywróconego kołami do góry daimlera i ściskającą w rękach złamaną parasolkę, "jak gdyby stąpała po schodach podczas koronacji". Wtedy zwróciła się do swojego pokiereszowanego i posiniaczonego rewidenta lorda Clauda Hamiltona i zapytała go: "Czy moja suknia wygląda porządnie?"26. Choć zachowała zimną krew, to doznała urazów kręgosłupa oraz oka i na dziesięć dni wylądowała w łóżku, ale "nie chciała, by świat się dowiedział, że o mało nie straciła życia"27.

Pomimo wstrząsu na wieść o tym wypadku królowej Marii król i królowa Elżbieta nie przerwali wizyty w Ameryce Północnej. Był to pierwszy raz, kiedy panujący brytyjski monarcha znalazł się w Stanach Zjednoczonych. "Brytyjska para królewska podbiła Waszyngton", napisano w "New York Timesie", "gdzie zrobiła lepsze wrażenie, niż mogli się tego spodziewać nawet najbardziej optymistyczni z ich doradców"28. Prezydent Franklin D. Roosevelt wraz z żoną Eleanor nie tylko polubili króla i królową, ale także zaimponowała im wiedza monarszej pary na temat polityki wewnętrznej USA i osobistości z tamtejszej sceny politycznej. I nie była to zasługa wyłącznie osobistego uroku i królewskiego blichtru. Król i królowa zrobili bowiem to, co Edward VIII tak często lekceważył: należycie przygotowali się do tej wizyty. Ich amerykańska wyprawa nie przyniosła natychmiastowych konkretnych rezultatów, jednak okazane przez obie strony życzliwość i dobra wola miały się okazać bezcenne, gdy zaczęły spadać bomby. Wcześniej dała jeszcze inny rezultat. Jak zanotował biograf Jerzego VI, "wprowadziła [króla] z kręgu własnych spraw, otwarła przed nim szersze horyzonty i zapoznała z nowymi ideami". Słyszano, i to nie raz, jak wyruszając w powrotny rejs do Wielkiej Brytanii, zarówno król, jak i królowa mówili: "To dało nam bardzo wiele"29.

Podczas tej podróży oboje przeprowadzili też swoją pierwszą trans­atlantycką rozmowę telefoniczną, kontaktując się z księżniczkami. Według Crawfie królewskie córki skłoniły nawet należącego do królowej psa rasy corgi, wabiącego się Dookie, do udziału w tej rozmowie, szczypiąc go w zadek, żeby szczeknął. Ponowne spotkanie całej rodziny było bardzo radosne; jeden z niszczycieli Royal Navy wypłynął z księżniczkami na pokładzie naprzeciw statkowi ich rodziców na kanale La Manche. "Przez cały czas król ledwie mógł oderwać wzrok od Lilibet", napisała Crawfie30.

Miesiąc później rodzina Jerzego VI znowu znalazła się na morzu, odbywając krótki rejs wzdłuż południowych wybrzeży Anglii królewskim jachtem "Victoria and Albert", gdy postanowił odwiedzić swoją dawną uczelnię, Britannia Royal Naval College w Dartmouth. Wizyta ta zapisała się w historii jako pomyślne wydarzenie w dziejach współczesnej monarchii brytyjskiej, gdyż właśnie wówczas, na wybrzeżu hrabstwa Devon, księżniczka Elżbieta tak naprawdę poznała się z księciem Filipem. Choć ich drogi być może przecinały się wcześniej, w czasie rodzinnych uroczystości, takich jak ślub księcia Kentu w 1934 roku, oboje zostali sobie oficjalnie przedstawieni dopiero pięć lat później

W owym czasie książę wyrósł na obytego w świecie młodzieńca. Poprzedniego lata spędził idylliczne wakacje ze swoimi krewnymi w Wenecji, z których jego kuzynka Aleksandra (późniejsza królowa Jugosławii) zapamiętała go jako kogoś, kto przywodził jej na myśl "wielkiego, głodnego psa; może sympatycznego collie, który nigdy nie ma własnego legowiska". Dziewczęta go lubiły, jak wspominała Aleksandra, a jemu samemu zawróciła w głowie amerykańska debiutantka Cobina Wright (rok później uznana za "miss Manhattanu")31. Po powrocie do Gordonstoun książę zaliczył tam dwa ostatnie semestry, nim w maju 1939 roku wstąpił na uczelnię w Dartmouth.

Niektórzy sugerowali, że nawiązanie przezeń znajomości z księżniczkami było efektem machinacji jego wuja, lorda Louisa Mountbattena. Choć ten kombinator o niespożytej energii faktycznie znalazł się tamtego dnia na oficjalnym przyjęciu, to byłoby dość zaskakujące, gdyby i bez jego udziału król i jego rodzina nie poznali się z kadetem z rodu monarszego, z którym byli spokrewnieni. Pewną rolę odegrała też panująca wtedy epidemia świnki. Ryzyko infekcji spowodowało, że księżniczki nie mogły towarzyszyć rodzicom w niektórych oficjalnych wydarzeniach na terenie uczelni. W tej sytuacji zostały zaproszone do domu jej "kapitana" (dowódcy), admirała sir Fredericka Dalrymple'a-Hamiltona. Wśród osób oddelegowanych do zabawiania obu dziewcząt znalazł się osiemnastoletni kadet, książę Filip z Grecji. Crawfie wspominała później, że trzynastoletnia Lilibet była zauroczona tym "jasnowłosym chłopcem, wyglądającym jak wiking", który posilał się razem z księżniczką twardymi pierniczkami i lemoniadą, a potem zaproponował jej "prawdziwy ubaw", przeskakując siatkę na korcie tenisowym. Reakcję Lilibet wielokrotnie cytowano: "Ależ on jest dobry, Crawfie. Jak wysoko potrafi skakać". Inne wspomnienie z tego wieczoru ma cokolwiek mniej romantyczny charakter; jak jeden z uczestników tego przyjęcia powiedział biografowi księcia Filipa Basilowi Boothroydowi, księżniczka prawie przez cały czas pytała: "Kiedy wrócimy do domu?"32.

Wszyscy są zgodni co do tego, że księżniczce spodobało się ponowne spotkanie z wysportowanym księciem następnego dnia, gdy zaproszono go na pokład jachtu "Victoria and Albert". Królowa namawiała młodego gościa, by najadł się porządnie, zanim powróci do wydawanych w jego uczelni racjonowanych posiłków, co ten uczynił ochoczo, pałaszując wielkie porcje krewetek i bananów z lodami oraz bitą śmietaną. "Lilibet patrzyła na to wszystko z wypiekami na policzkach i bardzo jej się podobało", napisała Crawfie33. Kiedy wreszcie nadeszła pora postawienia żagli na jachcie króla i jego rodziny, wszyscy kadeci zeszli do swoich łódek, a potem podążyli w nich za królewskim jachtem po ujściu rzeki Dart, machając na pożegnanie. Jednak jeden z tych zapalczywych młodzianów zapuścił się aż na otwarte morze po tym, jak pozostali dawno już zawrócili. "Przeklęty młody głupiec!" - wykrzyknął na to podobno król. "Przecież on musi wracać"34.

W końcu tamten rzeczywiście zawrócił. Nie ma wszak wątpliwości, że ów "młody głupiec" wywarł niezatarte wrażenie na dziedziczce tronu. Po latach biografia Jerzego VI autorstwa Johna Wheelera-Bennetta została oficjalnie zaakceptowana przez ówczesną królową, po jej uważnym przeczytaniu. Jej tekst zawierał poniższe zdanie o księciu Filipie, które mogła wykreślić, gdyby nie odpowiadało prawdzie. Ponieważ tego nie zrobiła, można uznać tę opinię Wheelera-Bennetta za niepodważalnie wiarygodne: "Był to mężczyzna, w którym księżniczka Elżbieta zakochała się od chwili ich pierwszego spotkania"35. W związku z tym wniosek nasuwa się sam: emocjonalna relacja Crawfie, a nie bardziej prozaiczna Boothroyda, była prawdziwsza.

Wkrótce po tej wyprawie do Devonu księżniczki zniknęły z oczu opinii publicznej na niemal sześć lat. Od czasu do czasu pojawiały się ich zdjęcia, oficjalnie dopuszczone do publikacji w prasie, sporadycznie słyszano ich głos w audycjach radiowych lub widywano je w kronikach filmowych. Jednak w chwili, gdy niemieckie czołgi wdarły się do Polski, miejsce pobytu księżniczek zwykle określano nieprecyzyjnie jako gdzieś "na wsi".

Piętnaście po jedenastej przed południem 3 września 1939 roku Wielka Brytania znalazła się w stanie wojny. Król zaczął prowadzić dziennik, co skrupulatnie kontynuował przez cały okres działań wojennych, aż po rok 1947. Ta jedyna w swoim rodzaju i szczera kronika obejmuje kilka nieopublikowanych tomów, strzeżonych w Archiwach Królewskich w Wind­sorze. Jak stwierdził sam król już po zakończeniu wojny, pisał ją nie dla potomności, tylko "na własne potrzeby", ponieważ "na swojej pamięci nie można polegać"36. Początkowe zapiski bynajmniej nie miały charakteru szowinistycznego: "W momencie wybuchu [Wielkiej] Wojny o północy 4/5 sierpnia 1914 roku byłem podchorążym marynarki wojennej, na wachcie na mostku HMS "Collingwood"37. Teraz, już jako król i cesarz, włączył odbiornik radiowy, by słuchać, jak premier potwierdzał, że jego kraj ponownie przystąpił do wojny. Królowa siedziała obok niego, a po policzku spłynęła jej łza. Kilka chwil później po raz pierwszy rozległo się wycie syreny alarmu przeciwlotniczego. "Król i ja spojrzeliśmy na siebie i powiedzieliśmy: "To niemożliwe!"38. Tym razem był to fałszywy alarm. Niebawem rozbrzmiały prawdziwe.

Królowa Maria posłyszała nowiny w czasie niedzielnej porannej mszy w Sandringham, gdzie proboszcz włączył radio na użytek zgromadzenia. "Wszyscy milczeli, ale wyczuwało się napięcie i można było tylko modlić się i mieć nadzieję"39, zapisała w swoim dzienniku. Później udała się na pożegnalną herbatkę z księciem i księżną Gloucester. "Harry wyjeżdża do Francji jako oficer łącznikowy - to dla mnie bardzo smutna chwila", zanotowała z żalem. "Jestem spakowana, bo jutro wyjeżdżam autem do Badminton"40. Pakowania było dużo. Ustalono, że królowa Maria znajdzie się w Badminton House, domu swojej bratanicy, księżnej Beaufort. Owdowiała królowa nie podróżowała z małym bagażem. Księżna zareagowała "zdumieniem" na widok swojej ciotki, przybywającej na czele konwoju, złożonego z sześćdziesięciotrzyosobowej obsługi i ponad siedemdziesięciu waliz41.

Księżniczki dowiedziały się o wybuchu wojny w Balmoral, gdzie nadal przebywały na letnich wakacjach ze swoim kuzynostwem. Uznano, że tamtejszy zamek stanowi potencjalnie ważny cel ataków i że Lilibet i Małgorzata powinny się przenieść do tylko nieco mniej okazałej rodowej rezydencji Birkhall na terenie tegoż majątku ziemskiego. Pod nieobecność matki księżniczka Elżbieta stawała się coraz bardziej opiekuńcza względem młodszej siostry. "Nie sądzę, że ludzie powinni rozmawiać o bitwach i sprawach na froncie w pobliżu Małgorzaty", powiedziała do Crawfie, wyjaśniając, że może to zatrwożyć jej siostrzyczkę42.

Wznowiono normalne lekcje, a ponieważ prowadziła je odtąd tylko guwernantka, ściśle przestrzegano rozkładu zajęć. Od Henry'ego Martena z Eton nadchodziły pocztą materiały i zadania dla uczennic. Z największych miast brytyjskich ewakuowano miliony dzieci, a nowi przybysze z Glasgow już niebawem pojawili się w majątku Balmoral. Wielu mężczyzn z personelu tej posiadłości zostało zmobilizowanych i posłanych na wojnę. Księżniczki lubiły uczestniczyć w cotygodniowych zebraniach żon miejscowych rolników, które zajmowały się szyciem i innymi "pracami wojennymi", organizowanymi przez niewzruszoną Alah. Króla i królową z pewnością podnosiła na duchu świadomość, że ich córki znajdują się pod dobrą opieką, a wszyscy czworo wyczekiwali niecierpliwie na rozmowy telefoniczne o szóstej każdego wieczoru.

Król, który przez sześć kolejnych lat nosił mundur, niezwłocznie poświęcił się szczegółowym sprawom związanym z prowadzeniem tej wojny. Jednak już w ciągu niecałej doby od jej wybuchu jego uwagę odwróciły nowe problemy, których źródłem był znowu książę Windsoru. Rozłam w ich wzajemnych relacjach okazał się nieodwracalny. Wkrótce po wyjeździe księcia z kraju w 1936 roku skonsternowany król dowiedział się, że brat oszukał go w sprawach finansowych. Były monarcha twierdził, że zubożał (jak na królewskie standardy) i pozostało mu zaledwie 90 tysięcy funtów43. Tak więc król zgodził się na wypłacanie mu rocznie 25 tysięcy funtów (więcej niż sześciokrotność poborów ówczesnych brytyjskich parlamentarzystów) w zamian za korzystanie z majątków Balmoral i Sandringham. Później wyszło na jaw, że książę w istocie zgromadził około miliona funtów z księstwa Kornwalii jako książę Walii, o czym nowy król musiał się dowiedzieć, prędzej lub później. "To oszustwo było bezsensowne", napisał Philip Ziegler, biograf Edwarda VIII. "I wyjątkowo niebezpieczne"44. Zrodziło bowiem w umyśle króla pytanie: czy może w czymkolwiek uwierzyć swojemu bratu?

Pierwszej nocy drugiej wojny światowej król nie przespał. "Obudziły nas o 2.30 nad ranem syreny. Jeszcze gorsza noc niż wczorajsza", zapisał w dzienniku. Alarm został odwołany dopiero o wpół do piątej. Później spotkał się z ministrem odpowiedzialnym za koordynację obrony kraju. "Lord ChatfieldIII przybył na lunch. Dyskutowaliśmy o tym, jak sprowadzić Davida do kraju na pokładzie niszczyciela". Uzgodnili, że powrót księcia Windsoru do Wielkiej Brytanii powinien mieć charakter tymczasowy45. Nazajutrz król odbył spotkanie z nowym pierwszym lordem Admiralicji Winstonem Churchillem. Po dyskusji o sprawach marynarki wojennej i liczbie niszczycieli rozmowa także zeszła na temat powrotu księcia. Churchill "sądzi, że byłoby to dobre", zapisał król. "Odpowiedziałem, że nie na długo"46.

Książę i księżna Windsoru nadal przebywali w swojej wilii w Antibes na Lazurowym Wybrzeżu. Nawet w takim dramatycznym czasie oboje próbowali obwarować warunkami swój powrót do kraju. Wśród żądań, które postawili, była gwarancja, że zostanie im zgotowane oficjalne królewskie powitanie. Tego było za wiele nawet dla ich wiernego sprzymierzeńca "Fruity'ego" Metcalfe'a, który stracił cierpliwość. "Myślicie tylko o sobie", powiedział do nich. "Nie rozumiecie, że toczy się wojna, że kobiety i dzieci giną od bomb, podczas gdy wy rozprawiacie o swojej dumie"47. Skarceni w taki sposób, zaczęli się pakować. Choć król zaoferował, że wyśle po nich samolot, księżna Windsoru nienawidziła latania, więc para przejechała do Cherbourga, skąd lord Louis Mountbatten przewiózł ją do Wielkiej Brytanii niszczycielem HMS "Kelly". Obyło się bez oficjalnego królewskiego powitania w kraju.

14 września król na godzinę spotkał się z bratem. "Nie było wzajemnych oskarżeń", napisał. "Wyglądał bardzo dobrze i pozbył się głębokich zmarszczek pod oczami. Był niezmiernie rad, że znowu jest w Anglii, [...] bardzo pewny siebie i tego, co teraz zrobi". Mimo wszystko król przejrzał tę pozorną jowialność i dopisał uszczypliwie: "On wydaje się myśleć wyłącznie o sobie i zupełnie zapomniał, co uczynił swojemu krajowi w 1936 roku"48.

Po tym, jak Jerzy VI zasugerował, że jego brat mógłby podjąć jakąś pracę w służbach cywilnych, książę nonszalancko odparł, że chciałby objąć komendę swojego dawnego pułku w randze pułkownika i jakieś ważne stanowisko w dowództwie obrony kraju. Lubił wizytować jednostki wojskowe i chętnie podejmował ryzyko, czego wielokrotnie dowiódł na froncie zachodnim podczas pierwszej wojny światowej. Ale król nie to pragnął usłyszeć. Obawiał się, że jego brat sprawiałby w kraju same kłopoty, zwłaszcza gdyby zaczął zabierać ze sobą żonę na oficjalne uroczystości. W końcu padła w miarę rozsądna propozycja przydzielenia księcia do brytyjskiej misji wojskowej we Francji, gdzie utrzymywałby łączność z armią francuską, ale nie dowodziłby brytyjskimi żołnierzami. Książę dosyć optymistycznie zakładał, że w tej roli mógłby swobodnie się przemieszczać, przeprowadzając inspekcje zgodnie z własnym uznaniem, jednak szybko wyprowadził go z błędu jego przyszły zwierzchnik, generał major sir Richard "Wombat" Howard-Vyse. Philip Ziegler zanotował surowe upomnienie, udzielone nowemu wojskowemu z królewskiego rodu: "Myślę, że powinien pan zrozumieć, iż w strefie działań wojennych nie można być wolnym strzelcem", napisał Howard-Vyse do księcia. "Przyjął pan funkcję w armii Jego Królewskiej Mości i musi pozostawać pod rozkazami swojego przełożonego, by wykonać wszelkie otrzymywane rozkazy. Nie widzę możliwości, aby pełnił pan służbę na jakichkolwiek innych warunkach"49. Król całkowicie to poparł. "David po tych wszystkich latach zaznał w końcu nieco wojskowej dyscypliny", powiedział do księcia Kentu z nutką ulgi w głosie50. Wszystkim pilno było się pozbyć ciężaru w osobie księcia Windsoru, który - obarczony jakimś stosunkowo bezpiecznym militarnym zadaniem - wkrótce wyruszył do północnej Francji, zabierając ze sobą księżną. Tam, wysłany na inspekcję francuskich umocnień, sporządzał niekiedy całkiem inteligentne i przewidujące raporty51.

Zapiski z wojennego dziennika króla dowodzą skali, na jaką Windsorowie odciągali go od śmiertelnie ważnych spraw związanych z bezpieczeństwem kraju. Kiedy wciąż ustalano ostatnie kwestie związane z wojskowym przydziałem jego brata, Jerzy VI dowiedział się o zatopieniu przez Niemców pierwszego brytyjskiego okrętu wojennego, w dodatku lotniskowca. HMS "Courageous" został storpedowany opodal wybrzeży Irlandii, a ponad 500 marynarzy poniosło śmierć. "Zginąć można na wiele innych sposobów, nie licząc utonięcia", zanotował ze smutkiem król, który sam wcześniej służył w marynarce wojennej52. 6 października przeprowadził inspekcję floty w Scapa Flow, wielkim kotwicowisku Royal Navy na Orkadach. Królowi bardzo przypadł do gustu obiad na pokładzie HMS "Nelson" w towarzystwie dowódców floty - "Przypomniałem sobie żywo czas własnej służby we flocie liniowej podczas poprzedniej wojny". Następnego dnia spotkał się z oficerami i marynarzami trzech okrętów: "Nelsona", "Rodneya" i "Royal Oak". Zwrócił uwagę zwłaszcza na ich młody wiek: "600 z nich ma poniżej 19 lat z załogi złożonej z 1600 ludzi"53. Tym większym szokiem musiała się dla niego okazać otrzymana tydzień później wiadomość, że "Royal Oak" został storpedowany, stojąc na kotwicy w tym samym miejscu. We wczesnych godzinach porannych jeden z U-Bootów przecisnął się przez zapory przeciwko okrętom podwodnym chroniące tę naturalną zatokę. Royal Navy utraciła swój pierwszy pancernik wraz z 835 marynarzami, z których wielu było jeszcze chłopcami. Z licznymi z tych młodych rekrutów król rozmawiał zaledwie kilka dni wcześniej. W atmosferze głębokiej niepewności w tych pierwszych tygodniach wojny wydarzenie to stanowiło bardzo ciężki cios dla morale Brytyjczyków.

Wieść o zatopieniu okrętu "Royal Oak", posłyszana w Birkhall przez radio, zdruzgotała księżniczki. Według Crawfie Lilibet zeskoczyła z krzesła, krzycząc: "To nie może być. Wszyscy ci mili marynarze [zginęli]"54. Lektura dziennika króla pozwala lepiej zrozumieć sens tych słów i powody przygnębienia księżniczek. Ich ojciec dopiero co widział się z tymi ofiarami i poruszyło go to, że tak wielu z nich było jeszcze nastolatkami. Niewątpliwie jego córki wyobrażały sobie ze zgrozą, co by się stało, gdyby ich papa udał się tam zaledwie tydzień później. Czy ten atak był odpowiedzią na jego wizytę w Scapa Flow? Z dużym prawdopodobieństwem nie. Dowódca niemieckiej floty podwodnej (i głowa państwa w ostatnich dniach III Rzeszy) admirał Karl Dönitz napisał później, że o terminie tej akcji zadecydowały pływy morskie i faza Księżyca. Jednak podobne obawy nie dawały spokoju księżniczkom.

Król popadł w melancholijny nastrój, gdy 11 listopada zauważył, że pierwszy raz od chwili ich wprowadzenia nie odbywała się ceremonia z okazji rocznicy zakończenia pierwszej wojny światowej. Miesiąc później, we wpisie z 11 grudnia, zanotował: "Trzy lata temu od dziś przejąłem od Davida obowiązki, które odrzucił, gdyż do nich nie dorósł"55. Książę Windsoru nadal był powodem do irytacji. Kilka tygodni wcześniej król osobiście interweniował po tym, jak się dowiedział, że jego brat polecił sobie przysłać swój stary mundur RAF-u, ponieważ planował wystąpić w pewnym oficjalnym wydarzeniu we Francji jako air marshall (generał lotnictwa). Dla Jerzego VI, który przez całe życie obsesyjnie podchodził do kwestii związanych z insygniami i odznaczeniami, nie do pomyślenia było, aby książę założył mundur, "którego nie ma prawa nosić, ponieważ w czasie [Wielkiej] Wojny został mianowany generałem majorem wojsk lądowych"56. Książę musiał pozostać w mundurze koloru khaki.

W następnych tygodniach księżniczki po raz pierwszy miały sposobność się przekonać, czym jest mroźna szkocka zima. Potem, zaledwie na tydzień przed Bożym Narodzeniem, oznajmiono im, że zobaczą się z rodzicami w Sandringham. Uradowane i obładowane świątecznymi prezentami, które kupiły za kieszonkowe w jednym z tanich sklepów z podarunkami w Aberdeen - w tym broszkami, modelami statków i nutami piosenki Run, Rabbit, Run57 - wyruszyły do Norfolku. "Nie widziałem ich od czterech miesięcy, od sierpnia", zapisał zachwycony król w swoim diariuszu58.

Rodzice księżniczek chcieli za wszelką cenę podtrzymać świąteczne tradycje, choć król raczej nie mógł się odprężyć, stojąc przed perspektywą wygłoszenia pierwszego bożonarodzeniowego orędzia w czasie tej wojny. "To zawsze jest dla mnie udręka i nie nacieszę się świętami, póki nie będę miał tego za sobą", przyznał59. Wystąpienie to okazało się jednym z najlepszych jego przemówień, a zapamiętano je głównie ze względu na cytat z wcześniej mało znanego wiersza poetki Minnie Louise Haskins:

Rzekłam do człeka, co stał u bram tego roku:

"Podaj mi światło, by wkroczyć bezpiecznie w nieznane"IV.

Księżniczka Elżbieta nadal zamartwiała się losami okrętu "Royal Oak". "Ciągle rozmyślam o tych marynarzach", powiedziała do Crawfie, "i o tym, jak muszą wyglądać święta w ich domach"60. Po dłuższym pobycie księżniczek w hrabstwie Norfolk król i królowa zdecydowali, że nie wyjadą ponownie do Szkocji, tylko wrócą do Royal Lodge w Windsorze. W całej Wielkiej Brytanii część z tych rodzin, które w pierwszych dniach wojny posłusznie ewakuowały swoje dzieci z dużych miast na prowincję, teraz ściągała je z powrotem do domów, wobec tego, że nie dochodziło do niemieckich ataków na obiekty cywilne. To, co stało się znane jako "dziwna wojna", weszło w najdziwniejszą fazę. Powrót księżniczek do życia takiego jak przed wojną w stolicy nie wchodził w rachubę, jednak ich pobyt w Wielkim Parku Windsorskim wydawał się ryzykiem możliwym do zaakceptowania. "Pojechaliśmy do Royal Lodge, gdzie teraz umieściliśmy dzieci", napisał król 20 stycznia 1940 roku. "Birkhall jest za daleko, a w ich wieku nauka jest zbyt ważna, by ją zaniedbywać, i są warunki do sprowadzania ludzi [z powrotem] do Londynu".

Crawfie przywróciła dawny rozkład zajęć szkolnych. Księżniczka Elżbieta na nowo podjęła lekcje z Henrym Martenem, po drugiej stronie Tamizy, w Eton. Guwernantka zorganizowała nowy oddział skautek, a księżniczka Elżbieta została wyznaczona na zastępową swojego patrolu. Grono lokalnych skautek niebawem uzupełniono dziesiątkami dziewcząt, ewakuowanymi nieco wcześniej z londyńskiego East Endu i zakwaterowanymi w domach na terenie królewskiego majątku ziemskiego. Niektóre z nich, jak dwunastoletnia Rosie Turner, córka czyściciela kotłów z dzielnicy Stepney, były zapraszane do Royal Lodge na herbatkę i lekcje tańca61. Wiele lat później księżniczka Małgorzata, wchodząc na pokład samolotu, miała rozpoznać jedną z tych wojennych koleżanek, która potem została stewardesą62. Na czternaste urodziny przygotowano Lilibet wyjątkowy prezent. "Urządziliśmy podwieczorek w zamku", zanotował król, "a następnie obejrzeliśmy film Walta Disneya Pinokio. Bardzo dobry"63.

Ten króciutki powrót do przedwojennego życia zakończył się już niebawem. Jak król zapisał w dzienniku w piątek 10 maja: "Po przebudzeniu dowiedziałem się, że Niemcy we wczesnych godzinach porannych najechały Holandię, Belgię i Luksemburg, [...] rozpoczął się spodziewany od dawna atak na froncie zachodnim". Od razu zadecydowano, że pozostanie w Royal Lodge będzie dla księżniczek zbyt niebezpieczne. Nie chodziło już tylko o groźbę nalotu bombowego, ale i ryzyko uprowadzenia królewskich córek przez oddziały powietrznodesantowe wroga. 12 maja - dokładnie wtedy, kiedy niemieccy spadochroniarze podjęli próby pochwycenia holenderskiej rodziny królewskiej - Crawfie dostała polecenie zabrania obu dziewcząt do zamku w Windsorze na weekend. Spędziły tam większość następnych pięciu lat. Księżniczkom przydzielono pokoje w wieży Lancastera, a Bobo i Alah zamieszkały w sąsiednich komnatach. Nadal odbywały się pikniki, spacery i konne przejażdżki po parku. Już po tygodniu księżniczki znowu pływały łódką po stawie we Frogmore, jednak nigdy nie oddalały się od windsorskiej twierdzy wniesionej przez Wilhelma Zdobywcę, do której powracały co wieczór.

To zamieszanie w ich życiu było niczym w porównaniu z problemami, które w owych dniach spadły na króla. Po kompromitującym fiasku brytyjskiej próby zapobieżenia zajęciu Norwegii przez wojska niemieckie gabinet rządowy Chamberlaina błyskawicznie utracił poparcie w Parlamencie. Jasne się stało, że wynikła potrzeba powołania rządu wielopartyjnego. Po tym, jak laburzyści uprzedzili, że nie wejdą w skład rządu kierowanego przez Chamberlaina, ten złożył na ręce króla swoją dymisję. Tylko jeden człowiek mógł zająć miejsce ustępującego premiera. Historyk Andrew Roberts napisał: "Churchill stał się głównym kandydatem za sprawą swoich przemówień i wystąpień radiowych i dzięki temu, że wcześnie zrozumiał zagrożenie ze strony nazizmu i wytrwale nakłaniał swoich rodaków do przygotowywania się do wojny, jednak w maju 1940 roku jego osądy nadal nie wzbudzały zaufania w bardzo dużych kręgach brytyjskiego establishmentu"64. Do grona tych powątpiewających należał również sam król. Kiedy Chamberlain spotkał się z nim 10 maja, monarcha powiedział mu, jak "rażąco niesprawiedliwie" on, Chamberlain, został potraktowany, i przewidywał, że polityk ten zostanie wyznaczony na ministra spraw zagranicznych. "Ja oczywiście zaproponowałem [lorda] Halifaxa", zapisał król w dzienniku, "ale [Chamberlain] odpowiedział mi, że H. [Halifax] nie odnosi się do tego pomysłu zbyt entuzjastycznie". Król osobiście znał Halifaxa i lubił tego oczytanego byłego wicekróla Indii. Nie zapomniał też Churchillowi poparcia, którego ten udzielił Edwardowi VIII w początkowych dniach kryzysu abdykacyjnego. Skoro jednak Halifax nie był na siłach, by pokierować krajem w tak trudnym czasie (i - jak zauważył Roberts - ten minister spraw zagranicznych akurat tego dnia postanowił wybrać się do dentysty), to pozostawała jedyna kandydatura65. "Zapytałem Chamberlaina o zdanie i odpowiedział, że Winston to człowiek, którego należy powołać". Wobec tego, że europejskie państwa demokratyczne upadały niemal z godziny na godzinę, nie było czasu do stracenia. Churchill, jak zapisał król, "był pełen energii i determinacji, [niezbędnych], by podjąć obowiązki premiera"66. W ten sposób rozpoczęła się partnerska współpraca, która - co można stwierdzić bez zbytniej przesady - odegrała zasadniczą rolę w ocaleniu wolnego świata. Król rychło przekonał się do Churchilla. W październiku wierzył już w niego na tyle, by zwierzyć się swojej matce: "Winston to zdecydowanie odpowiedni człowiek u steru"67.

Pałac Buckingham szybko przeobraził się w obóz uchodźców z rodów królewskich. "O piątej rano obudził mnie sierżant policji, który powiedział, że królowa Wilhelmina z Holandii życzyłaby sobie ze mną rozmawiać", zapisał król 13 maja. "Nieczęsto do mnie telefonują o takiej porze, zwłaszcza rzadko czynią to królowe. Ale teraz wszystko może się zdarzyć"68. Holenderska monarchini, która umknęła przed niedoszłymi porywaczami, błagała go o więcej samolotów i żołnierzy. Niedługo potem, nadal w wojskowym hełmie na głowie, zeszła z pokładu jednego z niszczycieli Royal Navy w Harwich po dotarciu do Wielkiej Brytanii. Holandii nie można już było ocalić, więc wyruszyła do Londynu. "Spotkałem się z nią na stacji przy Liverpool Street i sprowadziłem ją tutaj [do pałacu Buckingham]", pisał król. "Naturalnie była bardzo zdenerwowana i nie przywiozła ze sobą żadnych strojów"69. Kilka dni później królowa Elżbieta zastała króla Norwegii Haakona i jego syna księcia Olafa "chrapiących" na podłodze w pałacowym schronie przeciwlotniczym. "Choć to wspaniale, że tu przybyli", powiedziała do królowej Marii, "to trudno nie mieć nawet chwili dla siebie"70.

Gdy wojska niemieckie błyskawicznie przeszły przez Holandię i Belgię i wdarły się do Francji, król zareagował na to nieomal lekceważąco. "Armia francuska nie została pobita i jeszcze nie weszła do walki", napisał 17 maja71. Dziesięć dni później już rozpaczał: "Francuzi nas zawiedli"72. Po ewakuacji niedobitków wojsk brytyjskich z Dunkierki i po upadku Francji król powtórzył to, co wtedy mówiło wielu Brytyjczyków: "Osobiście czuję się szczęśliwszy teraz, gdy nie mamy już sojuszników, którym trzeba się przymilać", oznajmił królowej Marii73. Oczywiście niezupełnie odpowiadało to prawdzie. Pominął bowiem najwierniejszych sprzymierzeńców dominia Wspólnoty Brytyjskiej, w których mobilizowano wojska, by stanąć zbrojnie po stronie Wielkiej Brytanii, i które wytrwały u boku brytyjskiej metropolii do samego końca wojny. Ponadto w Londynie zaczęły się organizować siły Wolnej Francji pod dowództwem generała de Gaulle'a. Po podboju Francji przez Niemców królowa wygłosiła przez radio poruszające przemówienie - po francusku - do ludności tego kraju. "Naród broniony przez takich mężczyzn i kochany przez takie kobiety musi prędzej lub później osiągnąć zwycięstwo", powiedziała wtedy74.

Wielka Brytania zaczęła się szykować do odparcia spodziewanej niemiec­kiej inwazji. Król i królowa zdecydowali się pozostać i działać w Londynie, podczas gdy reszta królewskiej rodziny już wcześniej wyjechała ze stolicy na wieś.

Co jednak należało zrobić z księżniczkami? Rodzice w całym kraju myśleli o przyszłości swoich dzieci. Wiele zamożnych rodzin, jak ta konserwatywnego parlamentarzysty i pamiętnikarza Chipsa Channona, zaczęło wysyłać dzieci do Kanady i USA. W czerwcu 1940 roku wszedł w życie subwencjonowany program dla mniej zamożnych rodzin, znany jako Komitet Ewakuacji Dzieci za Granicę (Children's Overseas Reception Board), ale wstrzymano go już trzy miesiące później, pod wpływem tragedii, gdy liniowiec "City of Benares" został storpedowany pośrodku oceanu, wskutek czego śmierć poniosło siedemdziesięcioro siedmioro małych dzieci. Nieustannie snuto domysły, że księżniczki także mogą wyjechać za morze (jeszcze w 2020 roku laureat literackiej Nagrody Bookera John Banville pod pseudonimem Benjamin Black napisał powieść zatytułowaną The Secret Guest, w której Lilibet i Małgorzata zostały po cichu wywiezione do pewnej rezydencji na odludnych terenach w Irlandii). W podręcznikach historii utrwaliła się informacja, że brytyjska rodzina królewska nawet nie rozważała takiego rozwiązania. Do najbardziej znanych oświadczeń z czasów wojennych należy stanowcza deklaracja przypisywana królowej Elżbiecie: "Dzieci nie mogłyby wyjechać beze mnie, ja nie mogłabym opuścić króla, a król nigdy nie pozostawi kraju"75. Jednak zapiski w dzienniku króla świadczą o czymś innym. W istocie wynika z nich, że rodzina monarchy na pewno nie wykluczała ewakuowania księżniczek Elżbiety i Małgorzaty za morze. W pewnym okresie król bardzo poważnie nad tym myślał i wielokrotnie poruszał tę sprawę w rozmowach z Winstonem Churchillem. "Spotkałem się z premierem, który nieco wcześniej wygłosił długie przemówienie w H.o.C [Izbie Gmin]. Wyglądał na zmęczonego i przygnębionego z powodu [klęski] Francji. Jednak był gotów walczyć do końca o ten kraj", zapisał król 20 czerwca. "Pomówiłem z nim o tym, czy E. i M. [Elżbieta i Małgorzata] będą problemem w razie [niemieckiej] inwazji. Odpowiedział: "Nie""76. Pięć dni później, na kolejnym wieczornym spotkaniu z premierem, Jerzy VI ponownie poruszył kwestię księżniczek. "Winston jest niechętny ewakuowaniu ich teraz, a ja mu powiedziałem, że poczynię odpowiednie przygotowania obecnie, na wypadek gdyby okazało się to potrzebne", napisał król77. Po upływie następnego tygodnia zanotował, że omawiał ten temat z Neville'em Chamberlainem, a potem dodał, że marszałek polny Ironside, szef Imperialnego Sztabu Generalnego, miał "się tym zająć"78. Całkowicie zrozumiałe, że król i królowa analizowali opcję rozważaną przez niezliczone rodziny, w tym rody monarsze. Córka i wnuki holenderskiej królowej Wilhelminy już wcześniej opuściły Wyspy Brytyjskie i znalazły się w Kanadzie. Trzyletni podówczas przyszły król Norwegii Harald razem z matką i siostrami miał niebawem wyruszyć do USA. Jednak Elżbieta i Małgorzata Róża do nich nie dołączyły. Churchill postawił na swoim. 3 lipca prasa brytyjska wydrukowała oficjalne oświadczenie z pałacu Buckingham, że "księżniczki pozostaną w Wielkiej Brytanii"79.

Coraz oczywistsze stawało się jednak, że brytyjska rodzina królewska ma niedostateczną ochronę. Sforsowanie prymitywnych zapór i posterunków wokół zamku w Windsorze na pewno nie stanowiłoby większego problemu dla niemieckich najeźdźców. Jak wyznała po latach księżniczka Małgorzata, "słabe zasieki z drutów kolczastych nie powstrzymałyby nikogo z zewnątrz, za to nas trzymały wewnątrz"80. Ledwie umknąwszy Niemcom, norweski król Haakon nakłaniał swojego brytyjskiego kuzyna, by poddał próbie zastosowane zabezpieczenia. Jerzy VI usłuchał i wcisnął guzik alarmowy. Nie spowodowało to żadnej reakcji. W końcu, według relacji królewskiego biografa, pojawiło się kilku strażników i "ku przerażeniu króla Haakona i wielkiemu rozbawieniu króla [Jerzego VI] i królowej, zaczęli tłuc w podszycie, jak naganiacze w czasie polowania"81. Potrzebna była jakaś solidniejsza ochrona.

Oficer pułku Coldstream Guards major T.S. "Tommy" Coats został obarczony zadaniem strzeżenia rodziny królewskiej i otrzymał rozkaz opracowaniu planu jej ucieczki w razie niemieckiej inwazji. Coats był w cywilu maklerem giełdowym, sportowcem, a w czasach Wielkiej Wojny został odznaczony Krzyżem Wojskowym. Jego żona, lady Amy, była córką księcia Richmond i przyjaciółką królowej. Złożona z trzech plutonów i dowództwa kompanii nowa jednostka pod jego dowództwem wkrótce stała się znana jako "misja Coatsa". Coats werbował do niej bystrych oficerów, którzy nadawali się też do uczestniczenia w królewskich polowaniach. Jeden z nich, porucznik Ian Liddell, miał uzyskać Krzyż Wiktorii w końcowych dniach wojny, po tym jak pod silnym ostrzałem zdobył ważny most (a kilka dni później zginął od kuli snajpera)82. Coats doprowadził do wymiany paru starych rolls-royce'ów i kilku autobusów Leyland na opancerzone samochody osobowe typu Humber. Miały one posłużyć do szybkiego przewozu króla i jego rodziny do kolejnych kryjówek, na wypadek nieprzyjacielskiej inwazji i ofensywy. Na pierwszą z tychże wybrano dom hrabiego Beauchampa, Madresfield Court, w pobliżu Malvern w Worcestershire. Ta otoczona fosą siedziba rodu Lygonów stała się później scenerią dla fikcyjnych wydarzeń z powieści Evelyna Waugha, Znowu w Brideshead. Stamtąd królewska rodzina miała się przenieść do Pitchford Hall w Shropshire lub Newby Hall w North Yorkshire. Ta ostatnia rezydencja zainspirowała twórców serialu telewizyjnego stacji ITV Downton Abbey (podobnie jak Downton była niegdyś domem para, lorda Granthama). Do dzisiaj właściciele tego miejsca, rodzina Comptonów, są w posiadaniu zagadkowego listu z pałacu Buckingham, z nagłówkiem "tajne" i zawierającego mglistą informację o pewnej niesprecyzowanej roli wyznaczonej tej siedzibie. Wreszcie, gdyby wróg zajmował coraz większe obszary, Coats i jego żołnierze mieli przewieźć królewską rodzinę do Liverpoolu lub Glasgow, by stamtąd ewakuowano ją za ocean, do Kanady. Inna sprawa, czy wszyscy jej członkowie zdecydowaliby się na taką ucieczkę.

Jerzy VI zaopatrzył się we własny pistolet maszynowy typu Thompson, a królowa zaczęła pobierać codzienne lekcje strzelania z rewolweru. "Nie dam się, tak jak inni", oznajmiła politykowi i pisarzowi Haroldowi Nicolsonowi83. Z upływem letnich dni zaczęły spadać bomby; początek stanowiły silne naloty na bazy Królewskich Sił Powietrznych, a następnie na stolicę i inne brytyjskie miasta. Ta długotrwała kampania powietrzna, znana jako blitz - od określenia na niemiecką taktykę Bliztkrieg, czyli "wojna błyskawiczna" - przyćmiła skalą bombardowania celów cywilnych w latach pierwszej wojny światowej. Do połowy września zginęło tysiące Brytyjczyków, a dziesiątki tysięcy straciło domy. Król i królowa objechali rumowiska w londyńskim East Endzie. Jak wynika z listów królowej, niektóre z tych tragedii wstrząsnęły nią do głębi, choćby widok ofiar wydobytych spod zburzonego przez bomby bloku mieszkalnego w Stoke Newington, gdzie wiele osób potopiło się wskutek zniszczenia sieci wodociągowej. Była też bardzo poruszona wytrzymałością napotkanych ludzi. "Cockney [przedstawiciel londyńskiego proletariatu] to dzielny żołnierz", powiedziała potem, "i podjął już walkę"84.

Dalsza część rozdziału dostępna w pełnej wersji

I Podobnie jak król, Mountbatten był prawnukiem królowej Wiktorii i wnukiem jej drugiej córki księżnej Alicji. Jako młodszy syn markiza Milford Haven był nazywanym lordem Louisem do czasu, gdy został wicehrabią, a później hrabią Mountbattenem. Jego siostra to matka księcia Filipa.

II Ten późniejszy prezes banku Coutts i członek zarządu Galerii Narodowej, Tate Gallery i Muzeum Brytyjskiego, w 1946 roku otrzymał tytuł szlachecki za zasługi dla rodziny królewskiej.

III Admirał Ernle Chatfield był, podobnie jak król, weteranem bitwy jutlandzkiej w 1916 roku.

IV Tekst całego tego wiersza, Gate of the Year, został wyryty na płycie przy wejściu do krypty Jerzego VI w kaplicy św. Jerzego w Windsorze.

WPROWADZENIE "Ona nie traktuje samej siebie nazbyt poważnie"

Nawet dla tych przywódców krajów wolnego świata, którzy są laureatami Nagrody Nobla, to jeden z najważniejszych wieczorów w życiu. W swoim apartamencie w pałacu Buckingham Barack Obama po prostu chciał się nacieszyć tą chwilą; oto bowiem królowa Elżbieta II wydała na jego cześć oficjalne przyjęcie. I ani godna króla Midasa złota i srebrna zastawa stołowa z czasów Jerzego IV, ani klasa wina Échézeaux Grand Cru 1990 Romanée-Conti nie sprawiły, że była to wyjątkowa okazja. Istotna okazała się nić wzajemnego zrozumienia prezydenta USA z gospodynią, która z taką swadą rozprawiała o wielu swoich poprzednikach. Obama bawił się tak dobrze, że królowa w końcu wzięła na bok ministra skarbu i spytała, czy mógłby, bardzo dyskretnie, dać prezydentowi do zrozumienia, iż pora udać się na spoczynek. "Odpowiedziałem po prostu: "Tak, pani"", wspomina George Osborne. "Widziałem, że Obama ma drinka w ręku, i pomyślałem sobie: Co mam zrobić? Nie mogę tak zwyczajnie się wtrącić i powiedzieć: "Hm, królowa życzy sobie, żeby pan poszedł spać""1. Na szczęście Osborne'owi przyszedł w sukurs osobisty sekretarz królowej, który umiejętnie zakończył to przyjęcie.

Prezydent, wciąż bardzo ożywiony, zabrał swoich dwóch najbliższych doradców na kameralne spotkanie po głównej uroczystości do Apartamentu Belgijskiego w Buckingham, zarezerwowanego dla najważniejszych oficjalnych gości królowej. Było jeszcze coś do zrobienia. Nazajutrz Obama, jako pierwszy amerykański prezydent w historii, miał wystąpić przed obiema izbami Parlamentu w majestatycznej scenerii Westminster Hall. Gdy jego małżonka układała się do snu w Sypialni Orleańskiej, prezydent wraz doradcami zasiedli w salonie znanym jako Pokój Osiemnastowieczny, żeby wprowadzić ostatnie kosmetyczne poprawki do tekstu wielkiego przemówienia.

"Obama chciał zaprezentować szeroko pojętą obronę zachodnich wartości", zapisał nieco później Ben Rhodes, jeden z jego czołowych doradców i główny autor tekstów przemówień amerykańskiego prezydenta, "ale najpierw pragnął - podobnie jak każdy, kto uczestniczył w tej kolacji w pałacu Buckingham - powiedzieć parę słów o tym wieczorze".

A przede wszystkim o swojej gospodyni. "Naprawdę uwielbiam królową", mówił Obama. "Ona jest jak moja babcia, Toot. Uprzejma, prostolinijna. Mówi to, co myśli. I nie znosi głupoty"2.

Wtedy nastąpiła niespodziewana przerwa w obradach. Pałacowy kamerdyner przyniósł nowinę o "intruzie". "Proszę mi wybaczyć, panie prezydencie", szepnął ten człowiek we fraku, "ale tu jest mysz". Bez mrugnięcia okiem prezydent odpowiedział: "Proszę o tym nie wspominać pierwszej damie". Kamerdyner zapewnił go, że zostanie zrobione wszystko, by złapać niepożądanego gościa. "Tylko nie mówcie o tym pierwszej damie", powtórzył Obama. Rhodes wspomina: "On się tym wcale nie przejął, chodziło mu wyłącznie o to, że Michelle Obama panicznie bała się myszy"3.

W istocie to polowanie na mysz tylko spotęgowało wielce surrealistyczny nastrój chwili. "Może rzeczywiście świadczy to o upadku imperium [brytyjskiego]?", podsunął Rhodes. Obama się z tym nie zgodził: "Nie, oni wciąż są mocni. Widziałeś tę błyskotkę zdobiącą strój królowej?". Gdy omiótł wzrokiem ściany Pokoju Osiemnastowiecznego, spoglądając na Dianę i Akteona pędzla Gainsborougha, parę płócien Canaletta oraz namalowany przez Zoffany'ego portret dawnego wroga Ameryki, Jerzego III, zaczął pojmować trwałość monarchii w konfrontacji ze niestałą naturą polityki w XXI wieku. "Ja jeszcze kilka lat temu byłem stanowym senatorem", zażartował prezydent, "a mieszkałem w kondominium".

Wracając pamięcią do tych chwil dekadę później, Rhodes wspomniał jeszcze jeden zabawny szczegół z pobytu Obamów w Buckingham. Tam bowiem para prezydencka po raz pierwszy w trakcie swych podróży po świecie znalazła się w apartamencie bez łazienki (była tylko edwardiańska toaleta w pomieszczeniu obok sypialni). Z powodu staroświeckiego rozkładu pomieszczeń w pałacu oficjalni goście musieli przechodzić przez korytarz, żeby umyć zęby w łazience, w której - ze względu na jej wiek - znajdowała się wanna, ale nie było prysznica. "To go [Obamy] nie ruszyło", przypomina sobie Rhodes, "rzucił tylko: "Trochę to dziwaczne. No, ale tak tu już jest!"".

Można zrozumieć, dlaczego odesłany wcześnie na spoczynek w gmachu z gryzoniami i zmuszony do spacerów do łazienki Obama uznał swój pobyt w pałacu Buckingham za lekko rozczarowujący. Faktycznie to doświadczenie polityczne wpłynęło na jego poważanie dla jednej z najwybitniejszych postaci wśród światowych przywódców, z którymi zetknął się podczas całej swojej prezydentury. Obie głowy państw po raz pierwszy zostały sobie przedstawione dwa lata wcześniej i wtedy królowa i Michelle Obama znalazły wspólny język, rozmawiając o bólach stóp i długich przyjęciach - "jak dwie zmęczone kobiety w uwierających butach", jak to ujęła później amerykańska pierwsza dama4. Było to pierwsze z wielu ich spotkań. Michelle Obama z czułością opisała w swoich wspomnieniach "naszą przyjaciółkę królową" jako kobietę, która "przypominała Barackowi jego rzeczową babcię" i która udzieliła żonie prezydenta pewnej życiowej lekcji: "W trakcie wielu wizyt wykazała mi, że ludzkie podejście jest ważniejsze od protokołu czy formalności"5.

Z prezydentem było podobnie. "Oboje naprawdę się rozumieli. On dostrzegał, jak bardzo królowa się starała, by czarny amerykański prezydent poczuł się należycie ugoszczony. Potraktowała go znacznie lepiej niż niektórych innych przywódców, słowo daję", mówi Rhodes, nie wymieniając konkretnych nazwisk. "To rzucało się w oczy. Ona i książę Filip - ludzie pokoleniowo i rasowo skrajnie różni od Obamów - naprawdę próbowali się z nimi zaprzyjaźnić. Obama był pod wielkim wrażeniem. Królowa podzieliła się z nim wnikliwymi uwagami na temat osób, które miał poznać i z którymi miał pracować, i mówiła o każdym z [poprzednich] prezydentów USA, od czasów Eisenhowera, w tonie pragmatycznym i z otwartością"6.

Rhodes dodaje, że Obamę w równym stopniu uderzyło, ile królowa znaczy dla innych: "Dla ludzi liczy się to, że ona kojarzy się z wojennymi wyrzeczeniami; że symbolizuje akceptację dla dekolonizacji; że jest uosobieniem zwycięstwa w zimnej wojnie oraz ucieleśnieniem przyjaznych stosunków międzynarodowych".

W 2015 roku prezydent Obama otrzymał zaproszenie do wygłoszenia głównej przemowy na uroczystościach pogrzebowych byłego izraelskiego prezydenta i premiera Szimona Peresa. Obama przyrównał go do "gigantów dwudziestego wieku, których miał zaszczyt poznać". Chodziło mu o dwie osoby: Nelsona Mandelę i brytyjską królową. Powiedział o nich: "przywódcy, których widywaliśmy tak często, których życie obejmuje doniosłe epoki, którzy nie potrzebowali pozować na tle tego, co akurat było popularne. Ich słowa to głębia i wiedza, a nie puste dźwięki. Nie interesowały ich ani nie interesują sondaże ani mody".

Tłumaczy to, dlaczego w dziesiątej dekadzie życia królowa w żadnym sensie nie była u schyłku kariery. Raczej znalazła się u szczytu swojej potęgi, gdyż jej panowanie wchodzi do ksiąg rekordów i równocześnie do podręczników historii. "Sądzę, że to dlatego, iż w bardzo chaotycznym pejzażu mediów, wiadomości i celebrytów Jej Wysokość jest czymś niezmiennym, stałym", powiada lord McDonald, były szef brytyjskiej służby dyplomatycznejI. "Każdy pamięta królową od młodości. Jest niezawodna i godna, a wszyscy chcieliby, aby ich samych kojarzono z tymi cechami". Wspominając swoje pierwsze dni w roli nowego brytyjskiego ambasadora w Niemczech oraz spotkanie z redaktorem naczelnym najpopularniejszej gazety w tym kraju, dziennika "Bild", McDonald powiedział: "Jego pierwsze pytanie brzmiało: "Kiedy Jej Wysokość przyjedzie znowu do Niemiec? Minęło już prawie dziesięć lat. Pora na kolejną wizytę!"".

Od dawna w modzie jest przedstawianie lat panowania Elżbiety II jako cyklu poważnych wstrząsów w Wielkiej Brytanii. Biografowie i filmowcy dokumentaliści skupiają się, co zrozumiałe, na głównych dramatach i spektakularnych wydarzeniach w czasie minionych siedmiu dekad - w tym na niefortunnym romansie księżniczki Małgorzaty z pułkownikiem RAF-u Peterem Townsendem, Suezie, zabójstwie lorda Mountbattena, ślubach w rodzinie królewskiej, kłótniach z premier Thatcher, pożarze Windsoru, rozwodach osób z rodziny królewskiej i śmierci księżnej Walii Diany, potem także księżniczki Małgorzaty i królowej matki, a niedawno zejściu z monarszej sceny książąt Yorku i Sussexu.

Królowa ma swoich przeciwników. Od zawsze pewien odsetek brytyjskiej opinii publicznej, od jednej piątej do jednej czwartej, chce zastąpienia jej przez wybieraną głowę państwa. Oprócz tej grupy nie brak i osobistych krytyków królowej. Odkąd lord Altrincham zaatakował werbalnie pod koniec lat pięćdziesiątych jej "tweedowy" dwór i jej aparycję "starostki klasy", utyskiwano na to, jak królowa się ubiera, na jej personel, rozporządzanie finansami albo sposób, w jaki wychowywała swoje dzieci. Zwłaszcza w latach dziewięćdziesiątych była krytykowana za coś, co uznawano za bierność w obliczu kolejnych dramatów w jej rodzinie. Nawet dobrze nastawieni do Elżbiety ludzie z jej otoczenia oraz komentatorzy zauważyli, że choć "nie zrobiła fałszywego kroku, to nie zrobiła też kroku naprzód"7. W 2015 roku, gdy Elżbieta II miała wyprzedzić królową Wiktorię jako najdłużej panująca z władców w brytyjskiej historii, dziennikarka gazety "The Guardian" Polly Toynbee określiła Elżbietę mianem "byłej pani nicości"8, natomiast historyk dr David Starkey oznajmił czytelnikom "Radio Times": "Nie uczyniła ani nie powiedziała niczego, co ktokolwiek zapamięta. Nie nada nazwy swojej epoce. Ani też, jak podejrzewam, niczemu innemu"9. Wiktoria, jak przekonywał, była bez wątpienia wybitniejszą królową.

Narrację o "kryzysie królowej" wzmocnił kolejny dramat, tym razem ekranowy. Serial The Crown, emitowany przez Netflix od 2016 roku, stanowi próbę filmowego przedstawienia życia królowej Elżbiety II w drugiej połowie XX wieku, często w sposób nieodpowiadający prawdzie. Większość ważnych postaci historycznych doczekała się uwiecznienia w utworach literackich, scenicznych bądź filmowych. Tylko nieliczne osobistości doczekują się jednak tego za życia, a jeszcze mniejsza ich liczba, kiedy wciąż sprawują urząd. The Crown na pewno przysporzył brytyjskiej monarchini rozgłosu, ale jakim kosztem dla jej reputacji - oraz pojmowania autentycznych wydarzeń z udziałem prawdziwych ludzi przez opinię publiczną? Spory wokół tego będą się toczyły jeszcze latami, a wspomniany serial kształtuje globalną percepcję osoby Elżbiety II i jej rodu, czy tego chcemy, czy nie.

Jednak ten filmowy portret smutnej, biernej, nękanej kłopotami, udręczonej przez kolejne nieszczęścia Elżbiety II wydaje się stać w sprzeczności z rzeczywistym obrazem władczyni, wkraczającej radośnie na niezbadane terytoria swojego ósmego dziesięciolecia na tronie. Jak się przekonamy, jej rola w dziejach współczesnej Wielkiej Brytanii i Wspólnoty Brytyjskiej, daleka od marginalnej, wielokrotnie była i jest lekcją roztropnego korzystania z posiadanych wpływów. W przededniu platynowego jubileuszu królowa stanęła przed dwoma spośród największych wyzwań w okresie swojego panowania, mianowicie pandemią COVID-19 i śmiercią księcia Filipa. Tragedie te z pewnością pokonałyby udręczoną, zmęczoną życiem monarchinię znaną widzom serialu The Crown. Ale królowa nie zniknęła z widoku; wydaje się wręcz, że prezentowała jeszcze silniejsze poczucie życiowego celu. Dzieje się tak dlatego, że w narracjach o schyłku monarchii zwykle przeocza się pewien z pozoru niewyróżniający się fakt dotyczący sfery królewskiego życia - który może dopomóc w wyjaśnieniu, jak i dlaczego brytyjska monarchia wciąż na nowo ożywa. Rzecz w tym, że królowa naprawdę lubiła być królową. Pogląd, że monarchia to coś w rodzaju pozłacanego koła młyńskiego, wiąże się z ignorowaniem tego, że większość lat panowania Elżbiety II upłynęła w spokoju i dostatku; że nawet w najtrudniejszych okresach poparcie dla monarchini znacznie przewyższało liczbę zwolenników alternatywnej opcji. Ponadto zwolennicy wspomnianego poglądu pomijają to, co jeden z ważniejszych dworzan określił w rozmowie z autorem niniejszej książki jako "kolosalną wartość niematerialną i prawną", wynikającą z istnienia "tętniącej życiem instytucji, która przenika krwiobieg brytyjskiego życia - i to bardziej niż inne, dbające o codzienne potrzeby tego kraju: dziękując tym ludziom, którym należy podziękować, i odwiedzając miejsca, które trzeba odwiedzić".

Przede wszystkim jednak jest teraz bardziej widoczne niż kiedykolwiek, że w wieku, kiedy wszyscy już dawno są na emeryturze, królowej naprawdę odpowiada jej rola. Inne postacie życia publicznego z pewnością to dostrzegają. "Nie sądzę, by były jakieś wątpliwości, że [królowa] lubi to, co robi, i nie ustaje w wysiłkach", powiedział John Howard, były premier Australii. "Nigdy nie odniosłem wrażenia, by w życiu publicznym lub prywatnym dała wyraz rozdrażnieniu"10.

"Myślę, że królowa ma wielkie poczucie celu", mówi były brytyjski premier Tony Blair. "I radzi sobie dobrze, ponieważ uważa to za naprawdę ważne, i tak jak ktoś, kto lubi to, czym się zajmuje, czerpie z tego zadowolenie"11.

"Jestem pewien, że tak właśnie jest", wtóruje mu były prezydent USA George W. Bush. "Jeśli w którymś momencie zajęcie przestaje radować, przygnębia, jeżeli jest tak trudne, że nie można mu podołać, wtedy staje się to widoczne - a dotyczy to każdej pracy i posady"12.

Inny były premier Wielkiej Brytanii, David Cameron, zawsze miał wrażenie, iż królowa nigdy nie straciła z oczu tego, co ważne, niezależnie od rodzaju spraw. "Kiedy omawia się z nią kwestie bieżące i polityczne, zwłaszcza te z zakresu polityki międzynarodowej, nigdy nie sprawia wrażenia znużonej albo zmęczonej. Sądzę, że decyduje o tym poczucie "muszę się tym zająć" w połączeniu ze szczerym zainteresowaniem daną sprawą"13.

Jak się przekonamy, zdarzały się nieliczne chwile, w których Elżbieta II była blisko granicy wytrzymałości. Jednak prawie nigdy tego nie okazywała. Do końca panowania, osiemdziesiąt lat po jej pierwszym oficjalnym publicznym wystąpieniu - jako szesnastoletniej księżniczki - tylko raz widziano, by królowa przysnęła w czasie wykonywania swoich obowiązków. Było to podczas oficjalnej wizyty w Niemczech w 2004 roku. Wtedy zauważono, jak na dziesięć sekund usnęła na Uniwersytecie Heinricha Heinego w Düssel­dorfie w trakcie wykładu zatytułowanego Nowe odkrycia w biologii i medycynie z zastosowaniem magnesów14.

Brytyjska monarchia nie podąża za szybkim rytmem życia politycznego. W czasach trudnych lub kryzysowych dla tego kraju postawa królowej często jest odmienna od panujących tendencji, jak to się działo w czasie ekonomicznych zawirowań w latach siedemdziesiątych czy podczas pandemii COVID-19. "Kiedy w latach siedemdziesiątych byliśmy w poważnych kłopotach, bardzo znamienne, że mimo wszystko utrzymaliśmy swój status, częściowo dzięki niej [królowej] i monarchii", mówi były konserwatywny minister, markiz Salisbury15.

Dziejów rodziny królewskiej nie odmierzamy też dziesięcioleciami. His­toria jej panowania nie wpisuje się zgrabnie w kolejne dekady. Graficzne przedstawienie królewskich wzlotów i niepowodzeń przypomina falu­jącą krzywą, wznosząc się od momentu koronacji Elżbiety i opadając we wczesnych latach sześćdziesiątych, gdy brytyjski ród monarszy wydawał się zepchnięty na margines i oderwany od ówczesnych wydarzeń. Sprawy ponownie przybrały lepszy obrót z końcem lat sześćdziesiątych, a ten dobry okres potrwał aż do początków lat dziewięćdziesiątych, kiedy linia tego wykresu poszła ostro w dół i to na dość długo. Od 2002 roku znów zaczęła się wznosić, co trwało do 2019 roku i nowego kryzysu w królewskiej rodzinie.

Jeśli się na to spojrzy z innej perspektywy, można tych siedemdziesiąt lat królowej na tronie uznać za dwuaktową sztukę sceniczną. Początkowy jej czas to okres niewątpliwego terminowania, gdy Elżbieta wciąż pozostawała w cieniu pokolenia jej ojca i podążała wytyczoną przez niego drogą. Jeden z bardzo doświadczonych dworzan lubi nazywać ów okres "niedokończonym panowaniem". Akt drugi rozpoczął się, kiedy królowa za sprawą nabytego już doświadczenia, nowych doradców i różnych wewnętrznych wydarzeń zyskała większą pewność siebie, która pozwoliła jej bardziej kształtować instytucję brytyjskiej monarchii podług własnego uznania. Choć zmiana ta nie nastąpiła w mgnieniu oka, to nabrała wyraźnego tempa na przełomie lat sześćdziesiątych i siedemdziesiątych. I od tamtej pory Elżbieta II była już główną personą w tym spektaklu.

Często określa się królową mianem "nadzwyczajnej". To zrozumiałe, jeśli wziąć pod uwagę jej długie życie i panowanie. Jako mała księżniczka bawiła się u stóp Jerzego V i siadywała na kolanach dzieci królowej Wik­torii. W czasie swoich pierwszych objazdów przyjmowała weteranów wojny burskiej. Były lord szambelan Richard Luce przedstawia to tak:

Cofnijmy się do roku 1952, kiedy niedługo po śmierci króla Jerzego VI wyszła z samolotu wracającego z Kenii. Powitał ją wtedy premier sir Winston Churchill; Anthony Eden był wówczas ministrem spraw zagranicznych, a Harry Truman prezydentem Stanów Zjednoczonych. Nadal obowiązywało wojenne racjonowanie herbaty, cukru, masła i innych tłuszczów oraz słodyczy, nie było autostrad, komputerów, supermarketów ani mrożonek. W BBC był jedyny kanał telewizyjny, z Londynu wycofano ostatnie tramwaje, rozpoczęły regularne loty pierwsze odrzutowce pasażerskie, nadal obowiązywała kara śmierci, Everest jeszcze nie został zdobyty, a Tony Blair jeszcze się nie urodził16.

Brytyjczycy byli niegdyś społeczeństwem monokulturowym, poważającym autorytety, religijnym. Połowa z tych, którzy żyją dzisiaj, jeszcze nie przyszła na świat, a wojska brytyjskie nadal walczyły w wojnie koreańskiej. To, że ta sama osoba panowała wówczas i teraz, to istotnie coś "nadzwyczajnego".

"Królowa jest kimś stale obecnym w naszym życiu", powiedział w rozmowie ze mną najstarszy z żyjących premierów brytyjskich z czasów jej panowania, sir John Major. "Współczesne media uczyniły z niej kogoś bliższego (i bardziej ludzkiego) w porównaniu z poprzednimi władcami. A jej życie nie różni się tak diametralnie od życia większości ludzi".

Wyrazistą ilustrację skali przemian społecznych w okresie jej królowania stanowi działalność biura zajmującego się organizowaniem rocznic w pałacu Buckingham. W 1955 roku rozesłało 395 telegramów do osób obchodzących setne urodziny w Wielkiej Brytanii i do jednej w innych krajach Wspólnoty Brytyjskiej. W 1990 roku liczba ta wzrosła do 371517. W 2020 roku (do tego czasu telegramy zastąpiono kartkami urodzinowymi) łącznie wysłano stamtąd 16 254 takich powinszowań18.

Jednakże długowieczność Elżbiety to tylko część tego, co czyni z tej królowej osobę wyjątkową. Świta przywykła do wytrzymałości monarchini, przypisując to trzem czynnikom: dobremu zdrowiu, mocnej wierze oraz księciu Filipowi. Jak powiadał jej były osobisty sekretarz lord Charteris: "Królowa jest krzepka niczym jak"19. I wyjaśniał: "Dobrze śpi, ma bardzo silne nogi i może stać przez długi czas". To także sprowadza wszystko do prostej prawdy: ona naprawdę cieszy się życiem. To, co w filmach, fabularnych i dokumentalnych przypisuje się niesprawiedliwie łatwiejszemu życiu, wynika w rzeczywistości z jej niesłabnącego entuzjazmu dla pracy i odgrywanej roli publicznej w czasie, gdy Elżbieta II zbliża się do setnych urodzin.

Oczywistym punktem odniesienia, z którym jej panowanie będzie zawsze porównywane, są rządy Wiktorii, innej królowej regentki oraz jedynego innego brytyjskiego monarchy zasiadającego na tronie przez ponad sześćdziesiąt lat. Aby wychwycić zasadniczą różnicę między nimi obiema, wystarczy się przejść po zamku w Windsorze. Pod bramą Henryka VIII, na zamkowym wzgórzu, nie sposób przeoczyć majestatycznego (i władczego) posągu królowej Wiktorii, z jabłkiem królewskim i berłem, odsłoniętego w roku jej złotego jubileuszu. Mniej znana jest jubileuszowa statua Elżbiety II w Windsorze. Ten odsłonięty w 2003 roku pomnik ponadnaturalnych rozmiarów, dzieło Philipa Jacksona, to podobizna Elżbiety z połowy lat siedemdziesiątych, na nieznanym koniu. Niewiele osób widuje tę statuę, ponieważ jej obejrzenie wymaga przejścia boczną drogą w głąb parku, do miejsca, gdzie królowa i książę Edynburga, oficjalny strażnik Wielkiego Parku Windsorskiego, postanowili ją ustawić. Zwiedzający może również przejść się główną aleją (znaną jako The Long Walk) i zauważyć pomiędzy drzewami imponujące mauzoleum w stylu włoskim, które Wiktoria poleciła wznieść dla siebie i Alberta we Frogmore. Ponieważ nie chciała spocząć u boku innych monarchów w kaplicy św. Jerzego, nakazała postawić tam własny grobowiec z marmuru i granitu. Z kolei Elżbieta II nie zamówiła niczego podobnego dla siebie i księcia Filipa. Już dawno temu zdecydowała, że po śmierci zostanie pochowana w niewielkim zaułku windsorskiej krypty, która nawet nie nosi jej imienia - kaplicy króla Jerzego VI. Zapragnęła na wieczność spocząć obok swoich rodziców. Dlaczego nie wzniosła dla siebie okazałego grobowca? Na wieść o tym, że pewien szkocki ziemianin zasadził las w kształcie odpowiadającym swoim inicjałom, rzuciła: "Jakież to wulgarne"20.

Wiktoria była z natury asertywna, nawet wojownicza, forsując faworyzowanego przez siebie kandydata na biskupstwo albo pouczając swojego premiera o własnej "największej awersji do tak zwanych i jakże błędnych "praw kobiet""21. Elżbieta II był inna. Z natury starała się nie wtrącać. A jednak przy tym bynajmniej nie była naiwna. To, co jej otoczenie nazywało negatywnym osądem, wolała przedstawiać w formie trójstopniowej reakcji na wątpliwe czy też niemiłe jej propozycje. Zaczynała od, jak to określają niektórzy oficjele, "jednej brwi", po czym w bardziej skrajnych przypadkach następowało uniesienie "obu brwi" i wreszcie zadane twardym tonem pytanie: "Czy jest pan tego pewien?". I dopiero w ostateczności wypowiadała "nie". "Znacznie łatwiej przychodzi jej stwierdzenie, że nie chce mieć nic wspólnego z czymś nowym, niż powiedzenie, że chce. Ma dobrą intuicję", mówił były sekretarz prasowy królowej Charles Anson. "Przychyla się do nowych pomysłów, jeśli ludzie przedstawiają przekonujące argumenty, jednak niekoniecznie podsuwa je sama".

Postawa reprezentowana przez brytyjską monarchinię to rozważna ostrożność zamiast niechęci do podejmowania ryzyka. Stąd też decyzja królowej o występie w filmiku będącym parodią filmów z cyklu o przygodach Jamesa Bonda, nakręconym z okazji ceremonii otwarcia igrzysk olimpijskich w Londynie w 2012 roku. Reakcją "nieryzykowną" byłoby natychmiastowe odrzucenie prośby o to, by królowa pojawiła się w komediowym skeczu u boku aktora grającego agenta 007 Daniela Craiga. Alternatywna opcja jawnie zagrażała wystawieniem na szwank majestatu Korony Brytyjskiej na użytek globalnej publiki.

Producenci wspomnianego spektaklu początkowo zwrócili się z tym pomysłem do szefa komitetu organizacyjnego londyńskiej olimpiady lorda Coe'a. Ten wraz ze swoim zespołem udał się z tą propozycją do olimpijki z rodu panującego, księżniczki Anny, która z kolei poradziła im przedstawić tę propozycję królowej. "Dziwnym trafem była to jedna z tych decyzji, które zostały podjęte dość prędko", wyjaśnił ówczesny zastępca osobistego sekretarza królowej Edward Young. "Wybór był między "tak" a "nie""22. Elżbieta II zdała się na to, co podpowiadała jej wrodzona intuicja, ale z pewnym zastrzeżeniem. Choć królowa miała do wypowiedzenia w tym filmiku jedno jedyne zdanie, zażyczyła sobie nieco je zmienić. Producentom oznajmiono, że zamiast powiedzieć "dobry wieczór, Jamesie", wolałaby "dobry wieczór, panie Bond". Uważała, że zabrzmi to bardziej autentycznie. I nie bez racji23. Właśnie ten epizod odzwierciedlił jak w soczewce to, co były prezydent USA George W. Bush uznał za jedną z najbardziej ujmujących cech królowej: "Lubię ją, ponieważ serio podchodzi do swoich obowiązków. Ale wydaje mi się też, że ona nie traktuje samej siebie nazbyt poważnie"24. Podobnej opinii nikt nigdy nie wyraził na temat królowej Wiktorii.

Gdyby którzyś z wiktoriańskich dworzan obudzili się nagle w pałacu Buckingham w początkach panowania królowej Elżbiety II, zastaliby tam wiele rzeczy i zwyczajów dobrze sobie znanych. Obowiązywały te same sztywne hierarchie, istniały te same zazdrośnie strzeżone synekury, przeważały te same utytułowane rody kierujące życiem w tym miejscu, nie zmieniło się nawet wyposażenie kuchni (do dziś królewscy kucharze używają miedzianych rondli z wygrawerowanymi literami VR). Jednak za czasów tej monarchini na królewskim dworze doszło do prawdziwej rewolucji kulturowej. Dobór personelu i płace upodobniono do norm obowiązujących w wielu branżach. Przy zatrudnianiu kandydatów decydują ich kompetencje. Loka­je i kamerdynerzy nadal mają tradycyjne tytuły służbowe i wciąż noszą "liberie" - czerwone albo czarne fraki (czarne ci wyżsi rangą), ale w służbie znalazło się wiele kobiet, a także liczni absolwenci uniwersytetów. Nikt już nie podejmuje tej pracy dożywotnio. Jednak mimo to służbowe tytuły oraz obowiązki poszczególnych grup pałacowego personelu pozostały zasadniczo niezmienione.

Na szczycie królewskiej świty stoi lord szambelan, często porównywany z nieoficjalnym zarządcą dworu (dotychczas funkcję tę sprawowali wyłącznie mężczyźni). Zatrudniony na pół etatu, nadzoruje pracę całego personelu. Podlega mu pięć wydziałów, które kierują machiną monarchii. Najważniejsze spośród nich jest biuro głównego sekretarza, zajmujące się wszystkimi kwestiami konstytucyjnymi i rządowymi. Królowa zawsze będzie mieć trzech osobistych sekretarzy (głównego, jego zastępcę i asystenta), więc co najmniej jeden z nich jest przez cały czas na służbie i "obecny". Ustalają program dnia osoby panującej, zapełniają jej czerwone skrzynkiII i utrzymują łączność z czternastoma krajami (poza Wielką Brytanią), w których Elżbieta II była uznawana za głowę państwaIII. Sekretarze królowej szybko się przekonują, że nic, nawet najbardziej rutynowe zdarzenie, nie dzieje się bez powodu. Jeden z byłych głównych sekretarzy ze smutkiem wspomina pewną ciętą uwagę, którą usłyszał na samym początku swojej kariery w pałacu, gdy się szykował, by towarzyszyć królowej na spotkaniu z udziałem księgowych: "Było to przyjęcie dla członków Stowarzyszenia Rewidentów Wspólnoty Brytyjskiej i odezwałem się do królowej, że to pewnie dla niej dość nudne. Nie pozostawiła na mnie suchej nitki"25. Został skarcony nie tylko za niegrzeczny komentarz, ale i za to, że nie rozumiał celu tego zebrania. "Królowa odpowiedziała: "To nie jest nudne. To jest ciekawe i ważne, ponieważ ci ludzie podnoszą obowiązujące standardy i zwalczają korupcję w niektórych naprawdę przysparzających trudności krajach. Potrzebują wsparcia i zachęty, którą dostają ode mnie i podczas takich spotkań". Innymi słowy, ona rozumie znaczenie tego, co robi, w szerszym kontekście".

Osoba piastująca stanowisko "zarządcy domostwa" (Master of the House­hold) zajmuje się przyjmowaniem gości i utrzymywaniem siedzib królowej. Obejmuje to wszelkie oficjalne i prywatne rozrywki, wraz z przygotowywaniem posiłków - nie tylko dla osoby panującej, ale także dla sporej grupy osób, które dla niej pracują. Królowa lubiła nadzorować wszystkie przygotowania przed każdym oficjalnym wydarzeniem, w tym także przeglądać karty dań (sporządzane dla niej po francusku, natomiast dla księcia Walii po angielsku), a nawet decydować o doborze kwiatów. Doskonale rozumiała teatralny aspekt udanych imprez państwowych. Kiedy były Master of the Household brygadier Geoffrey Hardy-Roberts zaniepokoił się, że pewna potrawa wystygnie szybciej, jeśli zostanie podana na talerzu ze złota, królowa zapewniła go: "Ludzie nie przychodzą tu na gorącą strawę, tylko żeby zjeść ze złotych talerzy"26. Zaproszeni na oficjalne bankiety powinni się jednak spieszyć z jedzeniem. Obsługa reagowała bowiem na sygnały gos­podyni. I grzecznie przestrzegała tych, którzy spożywali dania opieszale, że królowa nie lubi, gdy ludzie za dużo rozmawiają przy jedzeniu. Baronowa Trumpington udała się na spotkanie z królową po roszadach w składzie gabinetu rządowego w 1985 roku, a rozmowa zeszła na osobę ówczesnej premier Margaret Thatcher. "Ona potrafi się zasiedzieć i za dużo mówi", zauważyła królowa. "Zbyt długo obracała się w męskich kręgach"27.

Wydziałem królewskich finansów, znanym jako Privy Purse and Treasurer's Office, kieruje "kustosz tajnej sakwy"(Keeper of the Privy Purse). Królowa Wiktoria i jej następcy zawsze powierzali to bardzo ważne stanowisko ustosunkowanemu byłemu oficerowi, lecz w 1996 roku Elżbieta II wpadła na inny pomysł: dlaczego nie zatrudnić w tej roli jakiegoś doświadczonego księgowego?

Mimo to fachowość wojskowych wciąż pozostaje wielce ceniona w odniesieniu do urzędu lorda szambelana. Przed kilku laty padała propozycja, aby nadać temu urzędowi nową nazwę, gdyż jasne się stało, że obowiązki piastującej go osoby uległy poważnej zmianie w porównaniu z dawnymi urzędnikami noszącymi ten tytuł. Obecnie poświęca on czas na organizowanie różnych imprez i uroczystości, takich jak ceremonialne otwarcie obrad Parlamentu, wizyty głów państw i nadawanie tytułów oraz urzędów. Stąd też wymóg wojskowej precyzji i energii. Urząd ten niezmiennie jest sprawowany przez byłego oficera służby czynnej, z tytułem "kontrolera" (Comptroller). Jednak ponieważ jego nieliczny personel nadzoruje także organizację królewskich pogrzebów i ślubów, pracę oficjalnej obstawy, królewskich kapelanów oraz lekarzy, dziekana korpusu dyplomatycznego, a nawet coroczne rytualne liczenie pogłowia i znakowanie królewskich łabędzi (tzw. swan-upping), to wybór nowej, stosownej nazwy okazał się niemożliwy. W tej sytuacji królowej odpowiadało, by wobec tej wielofunkcyjności zachować nazwę urzędu lorda szambelana. Podlega mu również masztalerz koronny (Crown Equerry), kolejny były oficer, odpowiedzialny za wszelki transport rodziny królewskiej (lądowy i morski), a także za pewien zakątek monarszej siedziby szczególnie bliski sercu królowej: mowa tu o Royal Mews, rozłożystym pałacu w stylu georgiańskim w ramach kompleksu pałacowego Buckingham. Znajdują się w nim wspaniałe stajnie ze ścianami z marmuru, wraz z mieszkaniami dla stajennych i ich rodzin na wyższych piętrach. Mieszczą się też tam eleganckie sale i inne pomieszczenia dziewiętnastowiecznej szkółki jeździeckiej. Jeśli zwiedzający obejdą dość niepozorny garaż na tyłach, natkną się tam na "ubogich krewnych" wierzchowców z Royal Mews - samochody.

Piąty z wydziałów czy też urzędów to stosunkowo nowy twór. Do czasów panowania Elżbiety II skarbami Royal Collection, jednego z najwspanialszych zbiorów dzieł sztuki na świecie, administrowało kilku historyków sztu­ki w paru biurach. W 1993 roku powstała narodowa organizacja dobroczynna w celu ich zachowania i utrzymania w odpowiednim stanie. Ów Royal Collection Trust obecnie troszczy się o arcydzieła i artefakty z trzynastu królewskich rezydencji - co daje łącznie około miliona przedmiotów. Wśród tychże znajdują się malowidła Rembrandta i van Dycka, rysunki Leonarda da Vinciego i Rafaela, meble, zegary, gobeliny, broń oraz tysiące wyrobów z porcelany.

Niektórzy powiadają, że królowa nieszczególnie interesowała się sztuką. W biografii monarchini, napisanej w 1996 roku, Sarah Bradford zauważyła: "W kręgach artystów i intelektualistów Elżbieta jest zwykle uważana za filisterkę"28. Kiedy jeszcze w latach siedemdziesiątych podobny zarzut postawiono księciu Karolowi, odpowiedział: "Bogu dzięki, że wszyscy w rodzinie mamy odmienne zainteresowania - w przeciwnym razie krytykowano by nas za to, że pozujemy na artystów albo, co gorsza, że jesteśmy intelektualnymi snobami"29. W istocie królowa przejawiała żywe i pragmatyczne zainteresowanie tymi zbiorami i podobało jej się, gdy wprawiały w zachwyt innych. Lubiła pokazywać je swoim gościom. W 2008 roku prezydent George W. Bush pod koniec kadencji zawitał przejazdem w Wielkiej Brytanii. Wraz z żoną Laurą otrzymał zaproszenie do Windsoru na herbatę. Wcześniej para prezydencka już kilka razy spotykała się z królową, ale w czasie poprzednich wizyt nie miała okazji zwiedzić tego zamku. "Ugoszczono nas uroczym podwieczorkiem", wspomina Bush, "a królowa zapytała: "Czy życzyliby sobie państwo obejrzeć ten gmach?"". Wtedy zaprowadziła oboje do apartamentów paradnych i do sali św. Jerzego. "Jestem wielbicielem historii", przyznaje Bush. "To była magiczna chwila, a moją przewodniczką była sama królowa!"30 Według jednej z osób, które też miały okazję oglądać kolekcję arcydzieł królowej, ulubiony obraz Elżbiety II to Stoczniowiec i jego żona Rembrandta31, który zazwyczaj wisi w pałacowej galerii. Razem z księciem Filipem królowa znajdowała też przyjemność w powiększaniu prywatnej kolekcji malowideł przedstawiających ptaki. Nikt nie nazwie Elżbiety monarchinią koneserką dzieł sztuki. Do ich miłośników zaliczał się natomiast niewątpliwie rozrzutny Jerzy VI; wspomniany zbiór to w dużym stopniu rezultat jego uwielbienia dla sztuki i ekstrawaganckich zakupów. Jednakże jeden z dyrektorów owej kolekcji określił obecną królową mianem wielkiej monarchini kuratorki, podobnie jak Wiktorię32. Pod kuratelą Elżbiety II ułatwiono dostęp do zwiedzania tej kolekcji i obejrzało ją więcej osób. Orga­nizowane cykliczne wystawy oraz tłumnie odwiedzany sklep z pamiątkami zarobiły dziesiątki milionów funtów na utrzymanie tego zbioru dzieł, niewymagającego już subsydiowania z publicznych pieniędzy. Królowa zapewne, jak zauważył Ben Pimlott, nie wybrałaby do swojego ogrodu współczesnej rzeźby dłuta Moore'a ani takich rzeźbiarek jak Hepworth czy Frink33. Była całkowicie ukontentowana z lotosu z brązu, zaprojektowanego przez księcia Filipa i wystawionego na Tarasie Wschodnim w Windsorze. Podobnie Elżbieta II nie przejawiała większego zainteresowania operą ani muzyką awangardową, preferowała raczej musicale i szkockie reele. Mimo wszystko szczyciła się opinią patronki sztuk pięknych, nawet tych dzieł, które nie odpowiadały jej gustom. Najważniejsze było dla niej to, że inni je podziwiają i doceniają.

Królewski dwór zatrudnia w sumie nieco ponad tysiąc osób. Większość z nich wiedziała, że w czasie spotkania z "szefową" należy unikać dwóch rzeczy - "szeregu" i "wzroku". Jeśli bowiem ktoś wysunie się przed szereg, królowa zmierzy go wzrokiem. "To miażdżące spojrzenie... obrzuca nim człowieka od czubka głowy do stóp; miałem tęgiego stracha, kiedy omiotła mnie nim po raz pierwszy", wspomina jeden z jej czołowych doradców. Inny emerytowany dworzanin wciąż pamięta lodowaty wzrok królowej po tym, jak pomylił sekwencję funkcji na oficjalnym bankiecie. Nazajutrz złożył przeprosiny i wszystko wróciło do normy, ale przez te dwadzieścia cztery godziny czuł się bardzo nieswojo. Taką milczącą reprymendę można było otrzymać z powodu niekompetencji albo zbytniej poufałości. Jak napisał w swoich wspomnieniach Tony Blair: "Od czasu do czasu [królowa] traktuje kogoś po koleżeńsku, ale lepiej samemu nie przechodzić z nią na ten ton, bo wtedy odpłaci tym swoim "charakterystycznym spojrzeniem""34.

Emerytowany nowozelandzki polityk sir Don McKinnon napisał, że we wczesnych latach kariery nie był monarchistą, ale właśnie owo zdystansowanie - by nie rzec wyniosłość - doprowadziło do zmiany jego zdania w kwestii monarchii po tym, jak regularnie kontaktował się z królową jako sekretarz generalny Wspólnoty Brytyjskiej: "Nie ma do niej łatwego akcesu; jest przemyślane i kontrolowane racjonowanie dostępu, co sprzyja zachowaniu poczucia wartości. Na błędy prawie nie ma miejsca"35.

Strzeżenie przestrzeni osobistej i dystansu w oficjalnych relacjach mogą przywodzić na myśl powściągliwą rezerwę, ale w istocie stanowią mechanizm obronny. Podobnie jak Elżbieta II, członkowie jej rodziny wiedzą, że każdy członek świty w swoim czasie odejdzie ze stanowiska. Poczucie zdystansowania przynosi konkretne korzyści w instytucji, gdzie niektórzy zawsze bystrym okiem zauważają najdrobniejsze oznaki preferencyjnego traktowania wybranych osób. "Do jej [królowej] największych talentów należy to, że ona nigdy nie daje poznać, iż lubi jakiegoś członka personelu bardziej niż innego", mówił sir William Heseltine, były główny sekretarz królowej. "Dwory tradycyjnie były i są gniazdami zazdrości i ludzi, którzy tylko patrzą, kto jest w łaskach, a kto nie. Po dwudziestu siedmiu latach wiedziałem już dość dobrze, kogo królowa lubiła i za kim nie przepadała, jednak nigdy nie było to oczywiste dla przygodnego obserwatora"36.

Pomagało w tym i to, że monarchini nie była z natury sentymentalna. Pod tym względem różniła się od wielu osób ze swojej rodziny, w tym własnych rodziców. "Kiedy ktoś usiadł koło królowej matki, mógł w ciągu kilku chwili wciągnąć ją w wywód o de Gaulle'u", mówi jeden z członków dworu. "Uwielbiała wspominać"37. A siostrzenica Margaret Rhodes, siostrzenica królowej matki, zwykła mówić: "Lubię rozwodzić się na temat przeszłości. To dużo lepsze od telewizji"38. Z królową było inaczej. "Ona żyje trwającą chwilą, wspomina z rzadka, kiedy to stosowne, ale nie nawykowo", wyjawił pewien czołowy doradca Elżbiety. Jest jeszcze jedna poważna różnica między Elżbietą II a Wiktorią. Ta ostatnia uwielbiała poddawać się nostalgii, otaczać się faworytami i - na starość - traktować przeszłość jako coś nienaruszalnego. Królowa wolała spoglądać przed siebie. O ile wiele osób z jej rodu, w tym książę Karol, to z usposobienia romantycy, o tyle królowa była realistką.

Sir John Major przekonał się, że potrafiła się zdawać na swoją "zdumiewająco dobrą pamięć", jednak zazwyczaj korzystała z niej, by wyrazić opinię na temat współczesności. "Królowa to pragmatystka. Oczywiście, że żyje trwającą chwilą", mówił Major, "ale myślami często wybiega w przyszłość: Co zostało zaplanowane? Co jest możliwe? Co to będzie oznaczało dla ludzi w całym kraju?"39.

W 2012 roku, w przededniu obchodów diamentowego jubileuszu, kiedy królowa Elżbieta zwiedzała nową ekspozycję poświęconą królowej Wiktorii w pałacu Kensington, doszło do pewnego wymownego zdarzenia. Na ekranie wyświetlano odświeżone ujęcia filmowe z procesji podążającej do katedry św. Pawła podczas diamentowego jubileuszu Wiktorii w 1897 roku. Królowa Elżbieta była oczarowana. Niewielka grupa kustoszy, oficjeli i przedstawicieli mediów (w której znalazł się i autor niniejszej książki) stała za nią w milczeniu. Jakie myśli mogły przebiegać przez głowę monarchini, gdy oglądała królową Wiktorię świętującą rocznicę, którą ona sama, Elżbieta, miała niebawem obchodzić - jako jedyny inny władca brytyjski panujący równie długo? Po kilku chwilach przerwała ciszę. "To ciekawe", zauważyła. "Wtedy lando było zaprzężone do ośmiu koni".

Naturalnie królowa doskonale rozumiała, że ludzie chcą poznać doświadczenia kogoś, kto przy podwieczorku słuchał opowiastek dla dzieci z ust J.M. BarriegoIV, kto współpracował z Churchillem, wręczał angielskiej reprezentacji piłkarskiej puchar świata, rozmawiał z pierwszym człowiekiem, który stanął na Księżycu, i kto nagradzał zdobywców Everestu. Jak mieli okazję się przekonać Barack Obama i inni, królowa ochoczo dzieliła się wspomnieniami. Na pewno często bywała o to proszona. "Niegdyś dużo z nią rozmawiałem o przeszłości, bo interesowała mnie historia", mówi Tony Blair. "Nierzadko miała bardzo wnikliwe spostrzeżenia. Ale przez cały czas ma coś do zrobienia, a rozpamiętywanie przeszłości nie należy do jej obowiązków"40.

Pewien były czołowy polityk powiada, że to zawsze królowa skupiała się na omawianym temacie, podczas gdy on zachęcał ją do retrospekcji w nadziei na podchwycenie jakiejś nowej anegdoty. "Czasami można ją skłonić do porozmawiania o przeszłości, do paru ciętych uwag o kimś albo o czymś, ale z pewnością wymaga to umiejętnego pokierowania rozmową. Chciałem się dowiedzieć, co sądzi o Margaret Thatcher lub Richardzie Nixonie, albo o kimkolwiek innym! Musiałem się wtedy odpowiednio postarać, mówiąc: "O, coś podobnego wydarzyło się z [premierem] Heathem", tylko po to, by usłyszeć jej komentarz"41.

"Ona często bywała wystawiana na próby i z każdej z nich wychodziła mocniejsza, więc postrzega wszystko z optymalnej perspektywy", twierdził były amerykański prezydent George W. Bush. "Jeśli ma się do czynienia z kimś, kto tkwi w przeszłości, bywa to nudne. Jednak rzecz w tym, że królowa żyje bieżącą chwilą"42.

Dlatego właśnie królowa - w odróżnieniu od innych osób publicznych - miała w sobie coś, co nie poddaje się wpływowi czasu, co w podeszłym wieku, w który weszła, stało się jeszcze widoczniejsze. Być może posunęła się w latach, tak jak każdy, ale nawet po siedmiu dziesięcioleciach na tronie się nie zestarzała. Z pewnością będzie fascynującym zjawiskiem dla przyszłych historyków. Podobnie jak jej ojciec i dziadek, bo nie miała stanąć na czele monarchii. Jerzy V znalazł się jako pierwszy w linii sukcesji dopiero po śmierci swojego starszego brata w 1892 roku. Do chwili abdykacji Edwarda VIII Jerzy VI, jako młodszy z synów pary królewskiej, miał odgrywać drugoplanową rolę na peryferiach życia rodziny panującej. A już po objęciu tronu Elżbieta II stanęła przed zadaniem, które wcześniej nie było udziałem żadnego brytyjskiego monarchy: pokierowania procesem rozpadu imperium. Jej pięcioro poprzedników nosiło tytuł cesarza lub cesarzowej. Jeszcze dawniej od wszystkich brytyjskich władców oczekiwano ekspansji, podbojów albo przynajmniej utrzymania posiadanych terytoriów. Jednak nowa królowa została ukoronowana w pełnej świadomości, że jej włości się skurczą, że okres jej panowania będzie stał w sprzeczności z hasłem z pieśni Land of Hope and Glory - Wider still and wider shall thy bounds be set ("Poszerzać się będą stale twe granice"). Jej powinnością stało się stopniowe zrzekanie się władzy i przyznawanie suwerenności - z uśmiechem i przyjaznym uściskiem dłoni.

Na samym początku panowania Elżbiety II od królowej wciąż oczekiwano nominowania kolejnych premierów, decydowania, kiedy rozwiązać Parlament, a nawet cenzurowania nowych brytyjskich sztuk scenicznych i żeg­lowania po świecie na pokładzie królewskiego jachtu. Dziś już tak nie jest.

W teorii wszystko to może się kojarzyć z długim, podzielonym na etapy odwrotem na wszystkich frontach. Na ekranie filmowym jej panowanie bywa przedstawiane jako nieustanne pasmo wyzwań i niepowodzeń. I w jednym, i w drugim tkwi nieco prawdy. A jednak prawdą jest także coś jeszcze: o Brytyjczykach z drugiej połowy XX wieku i sporej części XXI stulecia w przyszłości będzie się mówiło, że żyli w czasach wielkiej władczyni.

I Sir Simon McDonald był ambasadorem Wielkiej Brytanii w Izraelu i Niemczech, a potem awansował na stanowisko stałego podsekretarza w Biurze Spraw Zagranicznych. (Wszystkie przypisy dolne pochodzą od autora).

II Czerwona skrzynka, przekazywana królowej codziennie w czasie tygodnia roboczego, to mniejszy model, znany jako "skrzynka z materiałami do czytania". W weekendy królowa dostawała większą, "standardową skrzynkę", mieszczącą dokumenty wymagające jej podpisu. Książę Walii ma podobne, lecz zielone skrzynki.

III Do 2021 roku tych państw było piętnaście (oprócz Zjednoczonego Królestwa), zanim Barbados stał się republiką, z prezydentem jako głową państwa.

IV W czasie jednej z wizyt w zamku w Glamis autor Piotrusia Pana podczas popołudniowej herbatki siedział obok księżniczki Małgorzaty i spytał ją, czy herbatnik na talerzu jest jej. "I pana, i mój", odpowiedziała. Marion Crawford i Kenneth Rose napisali zgodnie, że Barrie wykorzystał później te słowa w swojej sztuce The Boy David i obiecał księżniczce pensa za każde wystawienie tego utworu na scenie. Wypłata wynagrodzenia za te "prawa autorskie" ustała wraz ze śmiercią Barrie'ego w 1937 roku.

WSTĘP

Wedle wszelkich kryteriów współczesnego życia politycznego siedem dekad nieprzerwanych rządów to coś trudnego do pojęcia. Z badaniami każdej wybitnej osobistości równie wielkiej miary zwykle wstrzymujemy się do końca jej niezwykłego żywota czy kariery politycznej. A panowanie Elżbiety II to dzieło, które rozwijało się do ostatnich dni jej panowania. W swojej dziesiątej dekadzie brytyjska królowa stawała przed jednym z największych wyzwań od czasu wstąpienia na tron przed siedemdziesięcioma laty. Przy tym ustanawiała kolejne rekordy, a jej poddani zaczynali się zastanawiać, jak może się nazywać jubileusz, który nastąpi po platynowym. Gdy jej niegdysiejsi współpracownicy i rówieśnicy, z których liczni odeszli już dawno temu, zaczęli wchodzić do podręczników historii, ona wciąż spoglądała w przyszłość.

Wobec skali jej osiągnięć jedyny sposób na przedstawienie ich we właściwym kontekście - i docenienie ich, tak jak docenią je historycy w przyszłości - to opisanie tego wszystkiego od samego początku. Podejmując się tego zadania, nakreśliłem zupełnie nowy obraz - nie tylko jej panowania, ale także jej życia. Nie próbowałem przy tym odwoływać się do wcześniejszych opracowań badawczych, poświęconych królowej i brytyjskiej monarchii. Dzięki wielu nowym materiałom i analizom, w tym niepublikowanym dokumentom z Archiwów Królewskich, pracę nad tą książką mogłem zacząć od podstaw.

Rozmawiałem z tymi, którzy znali królową w ostatnich latach jej życia, oraz tymi, którzy znali ją kiedyś (niektórzy z lat, gdy była jeszcze księżniczką). W kilku przypadkach zwróciłem się do tych, którzy uprzejmie zgodzili się udzielać informacji do moich poprzednich książek. Jeśli chodzi o ludzi, których nie mogę już wypytać, powracałem do zapisów wywiadów i rozmów z nimi. Szczególnie poruszające i pouczające były powroty do moich wielu spotkań z Filipem, księciem Edynburga - memento jego wielkiego udziału w niezwykłej historii królowej.

Królowa Elżbieta II była najsławniejszą, najbardziej znaną osobistością w Wielkiej Brytanii i niewątpliwie także poza granicami tego kraju; jej podobizna należy do najpowszechniej reprodukowanych wizerunków w całej historii. Wśród monarchii pozostał pewien rekord, którego w czasie, gdy powstawała niniejsza książka, Elżbieta II jeszcze nie pobiła: w maju 2014 roku prześcignie króla Tajlandii Bhumibola (Ramy IX) oraz Ludwika XIV, który objął tron Francji w wieku chłopięcym, jako najdłużej panująca z władców w dziejach. Jednak sława jej nie obchodzi. Więcej: po wszystkich tych latach panowania królowej wciąż można zapytać: "Jaka była naprawdę?". To wielki paradoks Elżbiety II, który dobrze jej się przysłużył. Liczę, że książka ta udzieli świeżych odpowiedzi na rzeczone pytanie.

Tylko ci, którzy przekroczyli już siedemdziesiąty rok życia, mogą pamiętać poprzedniego brytyjskiego monarchę. Większość z nas znała wyłącznie Elżbietę II na brytyjskim tronie. Od trzech dziesięcioleci prowadzę rodzaj kroniki aktualnych spraw politycznych i życia rodziny królewskiej, jednak okres ten to zaledwie niespełna połowa panowania tej królowej i stosunkowo mała część jej życia. Jej dzieje to nasza historia; stanowią tło życia nas wszystkich. Oto dlaczego - niezależnie od zapatrywań na rolę monarchii we współczesnym świecie - Elżbieta to bezsprzecznie królowa naszych czasów.