Kronos 1/2024. Wytchnienie świętych - Opracowanie zbiorowe

Kup ebooka

30.00 zł
24.00 zł (21,90 zł najniższa cena z 30 dni)

-
Proszę czekać

Idea po­stępu dzie­jo­wego w spo­sób de­cy­du­jący wpły­nęła na no­wo­żytną i współ­cze­sną myśl Za­chodu. Roz­wi­jana była na grun­cie fi­lo­zo­fii hi­sto­rii przez Les­singa, Comte'a, He­gla, któ­rzy sta­rali się dzięki po­zna­niu praw rzą­dzą­cych pro­ce­sem dzie­jo­wym przy­bli­żyć jego cel; stała za oświe­ce­nio­wym pro­jek­tem wy­cho­wa­nia ro­dzaju ludz­kiego, a so­cja­li­styczne i ko­mu­ni­styczne uto­pie spo­łeczne chciały prze­kuć ją na kon­kretny pro­gram po­li­tyczny. I choć dwu­dzie­sto­wieczne ka­ta­kli­zmy re­wo­lu­cyjne i to­ta­li­tarne, w du­żym stop­niu zwią­zane z tą ideą, pod­wa­żyły za­ufa­nie do niej, rów­nież dziś od­żywa na nowo w my­śli trans­hu­ma­ni­stycz­nej, wiesz­czą­cej, że nie­uchronny po­stęp tech­no­lo­giczny do­pro­wa­dzi ludz­kość do oso­bli­wego mo­mentu, w któ­rym bę­dzie ona mo­gła prze­kro­czyć bio­lo­giczne uwa­run­ko­wa­nia swo­jej na­tury i zy­skać wol­ność od śmierci, cho­rób oraz in­nych ogra­ni­czeń czasu i prze­strzeni.

Wszyst­kie te "po­stę­powe" pro­jekty fi­lo­zo­ficzne i po­li­tyczne mają jed­nak ko­rze­nie stare i przez nie same za­zwy­czaj nie­ko­ja­rzone z po­stę­pem. W isto­cie bo­wiem były i po­zo­stają zse­ku­la­ry­zo­waną wer­sją ju­de­ochrze­ści­jań­skiej escha­to­lo­gii. Sta­ro­żytni fi­lo­zo­fo­wie i hi­sto­rycy nie znali idei po­stępu dzie­jo­wego. Skon­cen­tro­wani na ko­smo­sie jako miej­scu uobec­nie­nia się Lo­gosu, nie po­strze­gali hi­sto­rii jako miej­sca teo­fa­nii ani tym bar­dziej jako miej­sca re­ali­zo­wa­nia się prze­zna­cze­nia ludz­ko­ści. Taka wa­lo­ry­za­cja hi­sto­rii na­stą­piła w sta­ro­żyt­no­ści do­piero pod wpły­wem Ob­ja­wie­nia przy­ję­tego przez Ży­dów i chrze­ści­jan. To bi­blijni pro­rocy i Oj­co­wie Ko­ścioła po­da­ro­wali my­śli za­chod­niej wza­jem­nie się wa­run­ku­jące idee sensu hi­sto­rii, jed­no­ści ro­dzaju ludz­kiego, po­stępu czy spo­łecz­nego wy­miaru escha­to­lo­gii. To zaś miało da­le­ko­siężne skutki nie tylko in­te­lek­tu­alne, ale też hi­sto­ryczne. Przy­czy­niło się bo­wiem do zdy­na­mi­zo­wa­nia dzie­jów Za­chodu: nadało im eks­pan­syw­ność, rosz­cze­nia do uni­wer­sal­no­ści, wciąż w nich drze­miący po­ten­cjał re­wo­lu­cyjny.

Roz­wój idei po­stępu dzie­jo­wego tra­fiał jed­nak w my­śli chrze­ści­jań­skiej na ba­riery zwią­zane z przyj­mo­wa­nymi za­ło­że­niami teo­lo­gicz­nymi. Pod ko­niec sta­ro­żyt­no­ści Au­gu­styn z Hip­pony wy­pra­co­wał ca­ło­ściowy sys­tem hi­sto­rio­zo­ficzny, w któ­rym sens i po­trzeba dal­szego po­stępu hi­sto­rii ule­gły unie­waż­nie­niu. Po­stęp bo­wiem wy­czer­pał się we­dług Au­gu­styna w wy­da­rze­niu Chry­stusa. Pod wpły­wem au­gu­sty­ni­zmu, który kształ­to­wał przez wiele wie­ków myśl śre­dnio­wieczną, escha­to­lo­gia na nowo ode­rwała się od hi­sto­rii. Czło­wiek śre­dnio­wie­cza nie miał już czego ocze­ki­wać w tym wzglę­dzie od wy­da­rzeń dzie­jo­wych (poza samą pa­ru­zją), a cała jego na­dzieja miała kon­cen­tro­wać się na tym, co "nie­biań­skie" i po­nad­hi­sto­ryczne. Pro­cesy spo­łeczne i re­li­gijne po­wstrzy­my­wał w tym okre­sie pa­nu­jący po­gląd, że "pod słoń­cem" nie zaj­dzie już nic istot­nie no­wego, a ekle­zjalne i po­li­tyczne sta­tus quo jest sta­nem po­żą­da­nym.

Ten hi­sto­rio­zo­ficzny i dzie­jowy im­pas zo­stał prze­ła­many w XII wieku przez Jo­achima z Fiore. Do­ko­nu­jąc w swej dok­try­nie, opar­tej na ory­gi­nal­nej her­me­neu­tyce Pi­sma, po­działu hi­sto­rii na trzy wiel­kie epoki: Ojca, Syna i Du­cha, Jo­achim uka­zał dzieje po Chry­stu­sie jako wciąż brze­mienne w ważne wy­da­rze­nia re­li­gijne i spo­łeczne i prze­ko­ny­wał, że w nie­da­le­kiej przy­szło­ści na­leży spo­dzie­wać się ko­lej­nego dzie­jo­wego prze­łomu, na­dej­ścia epoki Du­cha, za­sad­ni­czo zmie­nia­ją­cej kon­dy­cję ludzką i ob­li­cze Ko­ścioła, a cen­tral­nym wy­mia­rem tych prze­mian ma być do­świad­cze­nie du­cho­wej wol­no­ści. Na­stęp­nie gło­sił, że wła­śnie w epoce Du­cha, po za­bi­ciu An­ty­chry­sta, lecz jesz­cze przed pa­ru­zją, w wy­niku tych wszyst­kich prze­mian na­stąpi w dzie­jach okres do­sko­na­łego po­koju i spo­łecz­nej har­mo­nii, na­zy­wany za Apo­ka­lipsą cza­sem "wy­tchnie­nia świę­tych". Ta­kie chwi­lowe wcie­le­nie escha­tonu w dzieje jesz­cze moc­niej pod­kre­ślało war­tość pro­cesu hi­sto­rycz­nego, który przed swym za­koń­cze­niem miał do­pro­wa­dzić do po­zy­tyw­nego do­cze­snego speł­nie­nia się dzie­jów, od­da­ją­cego spra­wie­dli­wość wszyst­kim "świę­tym", któ­rzy tru­dzili się, by do­pro­wa­dzić je do celu. W ten spo­sób Jo­achim na nowo, i to z siłą więk­szą niż kie­dy­kol­wiek wcze­śniej, tchnął du­cha w ideę dzie­jo­wego po­stępu oraz zwią­zane z nią escha­to­lo­giczne na­dzieje. Ten duch nie za­go­ścił jed­nak na długo w or­to­dok­sji chrze­ści­jań­skiej. Wy­ga­szany w niej w swych naj­bar­dziej "wy­bu­cho­wych" for­mach przez obroń­ców tra­dy­cyj­nego re­li­gijno-po­li­tycz­nego po­rządku, od­ży­wał ze zdwo­joną siłą w co­raz bar­dziej he­te­ro­dok­syj­nych ru­chach teo­lo­gicz­nych i lu­do­wych póź­nego śre­dnio­wie­cza - u spi­ry­tu­ałów, dul­cy­nian, hu­sy­tów, rzesz chłop­skich Tho­masa Münt­zera - pra­gną­cych czy­nem, nie­jed­no­krot­nie zbroj­nym, przy­bli­żyć epokę wol­no­ści, w któ­rej Ko­ściół cie­le­sny zo­sta­nie za­stą­piony Ko­ścio­łem du­cho­wym, a pod­dań­stwo rów­no­ścią; jesz­cze po­tem od­ra­dzał się - już w świec­kich sza­tach - w no­wo­żyt­nych hi­sto­rio­zo­fiach i ru­chach re­wo­lu­cyj­nych, pra­gną­cych do­pro­wa­dzić dzie­jową wę­drówkę ludz­ko­ści do szczę­śli­wego "końca" w opar­ciu o sa­mo­świa­do­mość hi­sto­ryczną klas uci­ska­nych i na­ukę ode­rwaną od re­li­gij­nego ba­la­stu.

Jo­achi­mowi z Fiore po­świę­ci­li­śmy nu­mer "Kro­nosa" w 2014 roku. Pięć lat póź­niej w "Kro­no­sie" 2019 nr 4 zo­stały uka­zane losy i myśl bez­po­śred­nich śre­dnio­wiecz­nych spad­ko­bier­ców Jo­achima - fran­cisz­kań­skich spi­ry­tu­ałów. W obec­nym nu­me­rze pre­zen­tu­jemy po­przed­ni­ków Jo­achima z Fiore - śre­dnio­wiecz­nych my­śli­cieli, któ­rzy w swej teo­lo­gii hi­sto­rii przy­go­to­wy­wali grunt dla jego dok­tryny. W XII wieku Ru­pert z Deutz, Ho­no­riusz z Au­tun, An­zelm z Ha­vel­bergu i inni uru­cho­mili pro­ces pod­wa­ża­nia hi­sto­rio­zo­ficz­nych pa­ra­dyg­ma­tów Au­gu­styna z Hip­pony i za­stę­po­wa­nia ich no­wymi, umoż­li­wia­ją­cymi ocenę po­stępu, jaki do­ko­nał się w po­przed­nich wie­kach chrze­ści­jań­stwa, oraz po­zwa­la­ją­cymi ocze­ki­wać jego ko­lej­nej od­słony w przy­szło­ści. Można po­wie­dzieć, że wpro­wa­dzili oni do śre­dnio­wiecz­nego krwio­biegu za­lążki "wy­wro­to­wych" escha­to­lo­gicz­nie idei, któ­rymi na­siąkł umysł Jo­achima, by na­stęp­nie uka­zać je światu w po­staci spój­nego sy­temu. Im sa­mym od­da­jemy głos w "Pre­zen­ta­cjach"; ich po­staci przy­bli­żamy w "Ese­jach". Ca­łość tego ma­te­riału pod­su­mo­wuje ob­szerny ar­ty­kuł wy­bit­nego me­die­wi­sty Ro­berta E. Ler­nera, uka­zu­jący stop­niowe kry­sta­li­zo­wa­nie się u tych my­śli­cieli tak fun­da­men­tal­nej dla jo­achi­mic­kiej hi­sto­rio­zo­fii teo­rii "wy­tchnie­nia świę­tych". Je­żeli więc wy­pa­tru­jemy dziś jesz­cze ja­kie­goś mo­mentu escha­to­lo­gicz­nego "speł­nie­nia" w do­cze­snych gra­ni­cach, który miałby na­stą­pić po tru­dach hi­sto­rycz­nego po­stępu, to swoją wdzięcz­ność lub swój żal za cią­głe ku­sze­nie nas taką ideą po­win­ni­śmy kie­ro­wać już nie tylko do opata z Ka­la­brii, ale też do jego śre­dnio­wiecz­nych pro­to­pla­stów.

Ra­fał Ti­chy

Re­dak­tor Nu­meru

Za­pra­szamy do za­kupu peł­nej wer­sji pi­sma