Kronos 2/2020. Ikonologia - Opracowanie zbiorowe

Kup ebooka

20.00 zł
15.99 zł (14,90 zł najniższa cena z 30 dni)

-
Proszę czekać
?

W społeczeństwach nowoczesnych sztuka zajmuje miejsce osobliwe. Z jednej strony wydaje się czymś marginalnym. Miłym dodatkiem do życia. Rodzajem zabawy albo rozrywki, której formy układają się w porządek hierarchiczny, zarysowując kształt wertykalny (mówi się o "sztuce wysokiej", przeznaczonej dla elit, i "sztuce popularnej", skierowanej do szerokiej publiczności), lecz jeśli przyjrzeć się bliżej, przyjmują postać horyzontalną - umieszczając twórców i odbiorców sztuki na obrzeżach ludzkiej wspólnoty. Współcześni malarze i kompozytorzy tworzą dla nielicznych i przez nielicznych tylko mogą być zrozumiani. Są ezoteryczni. Jest to oczywistość, ale z gatunku tych zagadkowych, których sens jest niejasny, a źródła - ciemne.

Sztuka jest zatem czymś marginalnym, a życie samo w sobie, życie w swoim sednie, wydaje się nie mieć z nią nic wspólnego. Jest czymś prozaicznym, a nawet wieprzowatym, ponieważ Piękno, będące ostatecznym celem sztuki, wydaje się z kolei - te przekonania są ze sobą powiązane - zjawiskiem subiektywnym, psychicznym doznaniem albo zmysłowym wrażeniem, zlokalizowanym w nierealnym psychicznym "wnętrzu" różnym od rzeczywistości "zewnętrznej". Tak przynajmniej uważała nowoczesność i to jej przekonanie (urzeczywistnione) najlepiej widać w architekturze. Corbusierowskie blokowiska mają sens praktyczny. Są maszynami do mieszkania. Mogą zaspokoić naszą potrzebę porządku, nie mogą natomiast - nie muszą - zadowolić nas estetycznie, ponieważ (raz jeszcze) piękno wydaje się czymś subiektywnym, psychicznym, ulotnym.

Architektura jest jednak miejscem, w którym widać wyraźnie granicę tamtych - nowoczesnych - przekonań. Doktryna Corbusierowska okazała się błędem. Urzeczywistniona w kamieniu i wielkiej płycie, poddana została negatywnej weryfikacji, sfalsyfikowana. Chcemy żyć wśród pięknych budowli i pięknych przedmiotów. Taka potrzeba jest czymś naturalnym. W kulturze ludowej i tzw. "kulturach prymitywnych" granica pomiędzy sztuką a życiem nie istniała. Nikomu nie przyszłoby tam do głowy pozbawiać budynki walorów estetycznych. Z drugiej jednak strony w sztuce ludowej - nieznośnie powtarzalnej - sztuka stanowi jedynie dekorację. Nie posiada autonomii, nie wymaga się od niej oryginalności, nieświadoma jest wreszcie własnej historyczności, nawet jeśli w gruncie rzeczy jest fenomenem historycznym.

Teraz dopiero możemy w pełni uchwycić osobliwą pozycję sztuki. Ta sama cywilizacja, która ją marginalizuje, wiąże ją zarazem z dwoma najważniejszymi swoimi założeniami: z postulatem indywidualności - każdy powinien być istnieniem odrębnym - i z przekonaniem o własnej historyczności: każda nowoczesność pojmuje siebie w opozycji do przeszłości, a zatem jako zjawisko historyczne.

W ten sposób sztuka, choć marginalna, okazuje się zarazem - jako manifestacja życia dążącego do odrębności i osadzenia się we własnych historycznych posadach - czymś centralnym. Młody człowiek piszący wiersze albo malujący obrazy kieruje się popędem ontologicznym: pragnieniem odnalezienia albo skonstruowania własnej tożsamości. Wolą istnienia, która przybiera kształt pytania "kim jestem?" i która w sztuce właśnie znajduje swój najlepszy wehikuł i swoje spełnienie. Zasada tożsamości ma sens egzystencjalny. To, co istnieje, musi posiadać tożsamość. Inaczej nie istnieje albo jest czymś innym, niż jest.

Taki jest stan faktyczny. Pytanie brzmi teraz: co on oznacza i jak do tego doszło? Jak to się stało, że rzeczywistość została uznana za sferę poza pięknem i brzydotą, a z drugiej strony sztuce przyznano miejsce, którego wcześniej nie posiadała? To pytanie można stawiać w porządku historii filozofii. Jego wewnętrzna logika wyprowadza nas jednak poza nią i prowadzi w kierunku samej rzeczywistości i jej przekształceń.

Pierwszą postacią, która staje tu przed nami, jest Platon. To od niego pochodzą pojęcia, przy pomocy których myślimy o sztuce. Kategorie "formy" i "idei", która przez formę przeziera, a którą, przyjmujemy, chciał wyrazić artysta. Nawet dziewiętnastowieczni esteci, ograniczający sztukę do "czystej formy" - i odrzucający porządek "idei" - artykułowali swoje postulaty w języku Platona, walczyli z nim przy użyciu jego własnych pojęć.

Filozofia Platona pozwala także zobaczyć w sztuce problem rzeczywistości. W Timajosie Demiurg nie tworzy świata ex nihilo, lecz nadaje formę przestrzennemu bezkształtowi, hora, który Arystoteles określił później jako materię, hyle. Bóg, tak można zrozumieć ten dialog, jest Artystą, a świat - dziełem sztuki. Ten sam Platon odrzuca jednak sztukę, skazując poetów na wygnanie z państwa, ponieważ widzi w nich niebezpiecznych imitatorów, którzy, kopiując świat stworzony i mieszając byt z niebytem, wprowadzają rzeczywistość w stan ontologicznego zamętu.

Wróćmy do naszego świata. Widziany oczyma Platona, pokazuje nam tamto napięcie przenikające jego filozofię: napięcie pomiędzy - z jednej strony - nieufnością do sztuki, a z drugiej przekonaniem, że zagadka sztuki wiąże się jakoś z tajemnicą powstania rzeczywistości. Artysta, uczy banał, "tworzy własny świat". Ta banalna formuła ma jednak być może głębszy sens, a osobliwe miejsce, jakie zajmują dzisiaj artyści - naraz centralne i marginalne - jest wobec tego nieprzypadkowe.

Tematem tego tomu jest ikonologia, czyli dwudziestowieczny neoplatonizm w historii sztuki. Miał on kantowskie źródła. Za konkretnymi dziełami sztuki, w ich materialnej postaci, kryje się - uważali ikonolodzy - pewne pojęciowe a priori, spekulatywny konflikt (analogiczny do antynomii czystego rozumu Kanta), który jako pierwszy wyartykułował Platon, a którego dynamika określa dzieje sztuki w Europie. Odsłonięcie tego wymiaru i pokazanie jego ewolucji okazało się niezwykle owocną metodą dla historii sztuki jako nauki. Ikonologia ma jednak, jak sądzę, bardzo poważne, już czysto filozoficzne konsekwencje.

Wawrzyniec Rymkiewicz

Redaktor Naczelny