Ksieni z Castro - Stendhal
7.49 zł
6.14 zł
(3,90 zł najniższa cena z 30 dni)

Reflow text when sidebars are open.
Melodramat pokazał nam tyle razy rozbójników włoskich szesnastego wieku i tyle osób mówiło o nich bez znajomości przedmiotu, że obecnie maimy o nich najfałszywsze pojęcia. Można rzec ogólnie, że rozbójnicy ci byli opozycją przeciw okrutnym rządom, które zajęły we Włoszech miejsce średniowiecznych republik. Nowy tyran był to zazwyczaj najbogatszy obywatel pogrzebanej republiki, który, aby pozyskać sobie lud, zdobił miasta wspaniałemi kościołami i pięknemi obrazami. Tacy byli Polentini w Rawennie, Manfredi w Faenza, Riaro w Imola, Cane w Weronie, Bentivoglio w Bolonji, Visconti w Medjolanie i wreszcie najmniej wojowniczy a najobłudniejsi ze wszystkich, Medyceusze we Florencji. Z pomiędzy historyków tych małych państewek żaden nie ośmielił się opisać niezliczonych otruć i mordów spowodowanych strachem, który nękał tych małych tyranów; owi poważni historycy byli na ich żołdzie. Zważcie, że każdy z tych tyranów znał osobiście każdego z republikanów, o których wiedział że go nienawidzą (wielki książę Toskanji, Kosma, znał naprzykład Strozziego), że wielu z tych tyranów zginęło gwałtowną śmiercią, a zrozumiecie głębokie nienawiści, wiekuistą nieufność, które dały Włochom XVI w. tyle inteligencji i odwagi, a tyle genjuszu ich artystom. Ujrzycie, iż owe namiętności nie pozwoliły się rozwinąć dość pociesznemu przesądowi z epoki pani de Sevigne, który nazwano honorem, a który polegał zwłaszcza na tem, aby poświęcić życie dla swego pana i dla spodobania się damom. W szesnastym wieku, we Francji, działalność mężczyzny i jego istotna wartość mogły się objawić i zyskać podziw jedynie na polu bitwy lub w pojedynkach; że zaś kobiety lubią odwagę, a zwłaszcza junactwo, stały się one najwyższemi sędziami wartości mężczyzn. Wówczas to zrodził się duch galanterji, który sprowadził stopniowe zamieranie wszystkich namiętności a nawet miłości, na rzecz okrutnego tyrana, któremu poddajemy się wszyscy: próżności. Królowie popierali próżność i mieli rację: stąd władza wstążeczki orderowej.
We Włoszech, człowiek wyróżniał się czynem wszelkiego rodzaju: pchnięciem szpady, jak odkryciem dawnego rękopisu; patrz Petrarkę, bożyszcze swoich czasów. Kobieta w XVI wieku kochała człowieka biegłego w greczyźnie tyleż i więcej, ileby kochała wsławionego odwagą na polu bitwy. Wówczas widziało się namiętności, a nie odruch galanterji. Oto wielka różnica między Włochami a Francją; oto czemu Włochy dały życie Rafaelom, Giorgionom, Tycjanom, Corregiom, gdy Francja wydała wszystkich owych wielkich rycerzy XVI wieku, nieznanych dzisiaj, z których każdy pozabijał tak wielką liczbę nieprzyjaciół. Proszę mi darować te surowe prawdy. Jakbądź się rzeczy mają, okrutne i konieczne pomsty małych tyranów włoskich w średnich wiekach pozyskały rozbójnikom serce ludności. Nienawidzono bandytów, kiedy kradli konie, zboże, pieniądze, słowem rzeczy potrzebne do życia; ale w głębi serca lud był po ich stronie; a dziewczęta wiejskie przekładały nad wszystkich młodego chłopca, który bodaj raz w życiu zmuszony był andar alla machia, to znaczy umykać w las i szukać schronienia u zbójców po jakimś nierozważnym czynie. Za naszych czasów jeszcze każdy, oczywiście, lęka się spotkania z rozbójnikami; ale kiedy ich dosięgnie kara, każdy współczuje z nimi. To stąd, że ów naród tak inteligentny, tak drwiący, który śmieje się ze wszystkich manifestów publicznych pod cenzurą swoich panów, namiętnie czytuje poemaciki opowiadające z zapałem życie najsławniejszych bandytów. Heroizm mieszczący się w tych opowiadaniach porusza stronę artystyczną, która zawsze żyje w niższych klasach. Zresztą ten lud jest tak znudzony urzędowemi pochwałami oddawanemi pewnym ludziom, że wszystko co nie jest oficjalne trafia mu prosto do serca. Trzeba wiedzieć, że prosty lud we Włoszech ma pewne bolączki, których podróżny, choćby żył w tym kraju dziesięć lat, nie spostrzegłby nigdy. Naprzykład przed piętnastu laty, zanim roztropność rządów wytępiła zbójców, nierzadko zdarzało się, że wyprawy ich miały na celu ukaranie niesprawiedliwości gubernatorów w małych miastach. Gubernatorzy ci, samowładni urzędnicy o płacy nie przewyższającej dwudziestu talarów miesięcznie, są, oczywiście, na żołdzie najznaczniejszej rodziny, która, zapomocą tego bardzo prostego środka, gnębi swoich wrogów. Jeżeli zbójcom nie zawsze się udawało skarać tych małych despotów, przynajmniej drwili sobie z nich i płatali im psoty, co jest nie drobną rzeczą w oczach tego dowcipnego ludu. Satyryczny sonet pociesza Włocha po wszystkich niedolach, a zniewagi nie zapomina on nigdy. Oto druga zasadnicza różnica między Włochem a Francuzem. Skoro, w XVI wieku, gubernator skazał na śmierć biednego mieszkańca znienawidzonego przez możną rodzinę, często zbójcy napadali na więzienie i, próbowali uwolnić ofiarę. Ze swej strony, potężne rodziny, nie ufając zbytnio ośmiu czy dziesięciu rządowym żołnierzom mającym strzec więźnia, wystawiali swoim kosztem oddział żołnierzy najemnych. Żołnierze ci, których nazywano bravi, biwakowali w pobliżu więzienia i podejmowali się odprowadzić aż na miejsce kaźni nieboraka, którego śmierć kupiono. Jeśli wpływowa rodzina miała w swojem gronie młodego człowieka, stawał on na czele tych improwizowanych żołnierzy. Ten stan cywilizacji okropny jest z punktu widzenia moralności, przyznaję; za naszych czasów mamy pojedynek, nudę i nieprzedajnych sędziów; ale te obyczaje szesnastego wieku cudownie wspomagały produkcję mężczyzn godnych tego imienia. Wielu historyków, wychwalanych do dziś przez rutyniczną literaturę Akademji, siliło się ukryć ten stan rzeczy, który, około r. 1550, stworzył tak wielkie charaktery. Współcześnie, ostrożne ich kłamstwa nagradzano wszystkiemi zaszczytami, jakiemi mogli rozporządzać Medyceusze we Florencji, Este w Ferrarze, wicekrólowie Neapolu etc. Pewien biedny historyk, nazwiskiem Gianone, chciał uchylić rąbek zasłony; że jednak ośmielił się powiedzieć jedynie cząstkę prawdy i to pod osłoną powątpiewali i niejasności, pozostał bardzo nudny, co mu nie przeszkodziło umrzeć w więzieniu w ośmdziesiątym drugim roku życia, 7 marca r. 1758.