ROZDZIAŁ I
Zazdrość
Trzy miesiące wcześniej
"Bardzo miło nam poinformować, że gwiazdą festiwalu opolskiego będzie Lilian, największe odkrycie i sensacja polskiej estrady ostatnich lat..."
- Dlaczego nie ja?!
Wyraźnie zezłoszczona blondynka, siedząca na ozdobnym krześle przed ogromnym lustrem, podświetlonym małymi lampkami, przycisnęła czerwony guzik pilota. Ekran telewizora zgasł, a blondynka z furią cisnęła trzymanym w ręku urządzeniem w ścianę. Zamknęła oczy, przyłożyła dłonie do czoła, po czym przejechała nimi odrobinę do tyłu, odgarniając swoje gęste platynowe loki. Westchnęła, otworzyła oczy i przez moment z satysfakcją studiowała wzrokiem centymetr po centymetrze swoją twarz, dzięki pomysłowości chirurgów plastycznych pozbawioną jakichkolwiek oznak starzenia, a przy okazji, co jakoś umykało jej uwadze, też i sporej części rysów. Każda taka lustracja upewniała Martę Raj w przekonaniu, że gdyby nie cholerne gazety, wiecznie przypominające w nawiasie przy jej nazwisku tę upiorną liczbę, nikt nie dałby jej czterdziestu pięciu lat. No, może trzydzieści pięć, a i to mocno na wyrost. Skąd właściwie wziął się ten diabelski zwyczaj podkreślania wszędzie wieku? Kogo to obchodzi?! I czemu akurat jest tam liczba lat, a nie waga, wzrost albo wymiary? Zwłaszcza te ostatnie spokojnie mogliby podawać, bo dzięki wiecznej diecie i regularnym wizytom na siłowni wciąż miała je idealne. To nie, uparli się właśnie na wiek, jakby nie wiedzieli, że kobietom nigdy, przenigdy nie powinno się go wypominać. Szlag by to... Wyraz zadowolenia zniknął z jej twarzy. Skierowała wzrok odrobinę wyżej, tak aby spotkał się w lustrze z tym należącym do towarzyszącej jej w pokoju osoby.
- Dlaczego nie ja?! - powtórzyła z furią. - Tylko ta tleniona Barbie, która nie potrafiłaby zaśpiewać czysto nawet "Wlazł kotek na płotek"?! Co ona takiego zrobiła, że wszędzie się ją zaprasza i anonsuje jako największą atrakcję? Ile ona ma platynowych płyt, nagród, wyróżnień?! Kim ona, do jasnej cholery, jest?!
- Kimś, kto ma milion fanów na Facebooku i drugie tyle na Instagramie - wyjaśniła łagodnie towarzysząca jej agentka Justyna Kiljańska, szczupła i znacznie od niej młodsza szatynka - oraz nagrała kilkanaście piosenek, które mają po kilkadziesiąt milionów wyświetleń na YouTube...
- To wszystko jedno wielkie oszustwo! Fanów można sobie kupić na Allegro! Wyświetlenia też! - wykrzyczała Marta, po czym wzięła kilka głębokich oddechów i popatrzyła na swoją towarzyszkę z nieco mniejszym gniewem, a większą ciekawością. - A ilu ja mam właściwie fanów na Facebooku?
- Czternaście tysięcy czterystu czterech - odpowiedziała agentka. - Wczoraj było jeszcze czterystu ośmiu, ale po tym, jak się wieczorem pokłóciłaś z ciotką, odlajkowała cię ona, jej mąż, córka i kot.
- Jak to kot..?! Kot lubił moją stronę? Jakim cudem?!
- Twoja ciotka założyła mu profil na Facebooku."Pusik, mały fajfusik". Też był w gronie twoich fanów, ale od wczoraj przestał.
- Chcesz mi powiedzieć, że ta mała po roku śpiewania dziadowskiego "umpa-umpa" i machania silikonami ma milion fanów, a ja po dwudziestu pięciu latach spektakularnej kariery - czternaście tysięcy, wliczając w to jakiegoś wyliniałego sierściucha?! - wykrzyczała blondynka. - Za co ja ci płacę?!
- Za to, żebym załatwiała ci takie wieczory jak dzisiejszy... - wyjaśniła cierpliwie Justyna.
Marta wstała z fotela. Przez chwilę sprawiała wrażenie, jakby miała ochotę spoliczkować swoją agentkę, po czym sięgnęła po stojącą na stole kryształową karafkę z wodą i z furią cisnęła nią o podłogę.
- Nienawidzę jej..! - wrzasnęła, nie precyzując, czy ma myśli karafkę, wodę czy też swoją rywalkę, po czym teatralnym gestem przyłożyła sobie rękę do serca, udając, że brakuje jej tchu. - O Boże, gdzie są moje krople?!
Justyna, najwyraźniej przyzwyczajona do podobnych scen, ze spokojem i niewyrażającą żadnego uczucia miną sięgnęła do swojej torebki. Wyjęła z niej i podała swojej pracodawczyni małą buteleczkę. Marta pozbyła się zakrętki, po czym łyknęła dziesięć kropli znajdującego się wewnątrz płynu. Agentka pomyślała z przekąsem, że według dołączonej do leku ulotki jest to dawka zbyt mała nawet dla nastolatków. Choć, z drugiej strony, w rozwoju psychicznym jej pracodawczyni znajdowała się, jej zdaniem, na etapie mniej więcej ośmiolatki, więc w sumie nawet i taka ilość mogła jej pomóc. Nie wspominając już o tym, że serce miała jak dzwon, i to co najmniej Zygmunta, zatem równie dobrze mogłaby je leczyć sokiem porzeczkowym albo "Mazowszanką".
- Przypominam ci, że za ten wieczór zainkasowałaś dziesięć tysięcy - powiedziała uspokajająco. - To chyba nieźle, biorąc pod uwagę, że zaśpiewałaś na gali tylko trzy piosenki...
- Gali?! - Piosenkarka opadła na fotel, przybierając zrezygnowaną pozę. - "Wędliny roku"?! To nie gala, tylko jakaś żenada. Nawet nikt tego nie transmitował! Miały być media, fotoreporterzy i gwiazdy. A był jeden paparazzi-alkoholik, który nachlał się i zasnął, zanim zrobił jakiekolwiek zdjęcie, i jeden dziennikarz-emeryt, do którego musisz wszystko wywrzaskiwać, bo jest głuchy, a czego nie usłyszy, to potem zmyśli. A nie, przepraszam! Były jeszcze gwiazdy. Dwie osoby, które odpadły z programu "Rolnik szuka żony", i jedna dziewuszka, która zgłosiła się na casting do "Mam talent!", ale jej nie przyjęli. Gwiazdy..! A poza tym widziałaś publiczność?! Skąd oni wytrzasnęli tych ludzi? Dowieźli z noclegowni albo izby wytrzeźwień?!
- Przesadzasz!
- Można było chociaż nie podawać im wcześniej jedzenia - westchnęła Marta, już z mniejszą złością, a większą rezygnacją. - Jak zaczęli siorbać flaczki, to zagłuszyli mojego pianistę! Musiałam się domyślić, kiedy zacząć śpiewać, bo nie słyszałam muzyki. Poza tym to jest właśnie to, o czym mówię. Ta plastikowa wywłoka dostanie sto tysięcy za występ na festiwalu, który obejrzy kilka milionów ludzi, a ja za dziesięć tysięcy muszę śpiewać na gali ku czci krakowskiej podsuszanej, w dodatku dla jakichś leśnych dziadków, którzy uważają, że antyperspirant to nazwa środka chwastobójczego...
- Nie było tak źle - uśmiechnęła się Justyna. - Poza tym sama popatrz! Dostaliśmy tyle salami i kabanosów, że wystarczy do lata...
- Wypchaj się! - Marta sięgnęła po wacik, nawilżyła go płynem do zmywania make-upu i zaczęła pozbywać się warstwy tapety, którą godzinę wcześniej nałożyła jej zaprzyjaźniona makijażystka. - I zabierz to wszystko. Wiesz, że nie jadam takich świństw...
- Czasami zastanawiam się, czy w ogóle cokolwiek jadasz... - mruknęła Justyna, pakując do dużej torby prezenty od organizatorów. - Zamówiłam ci taksówkę. Jeśli pozwolisz, nie będę cię dziś odwoziła. Chcę jak najprędzej wrócić do domu...
Piosenkarka oderwała wacik od twarzy i spojrzała na swoją towarzyszkę z niepokojem.
- Nie jest lepiej..? - zapytała ze współczuciem.
- Nie. - Justyna pokręciła głową. - Jest znacznie gorzej. Namawiam go, żeby jednak poszedł do szpitala, ale nie da się przekonać. Uparty jak osioł!
- Mam nadzieję, że zacznie mu się polepszać.
Dość długo to już trwa...
- Za długo... - westchnęła agentka. - To co?
Poradzisz sobie?
- Jasne, przecież nie jestem małym dzieckiem!
"Małym z pewnością nie...", pomyślała z rozbawieniem Justyna. Podeszła do swojej pracodawczyni i ucałowała ją w policzek.
- I nie przejmuj się Lilian - powiedziała pocieszającym tonem. - Poznałam ją ze dwa miesiące temu na jakimś przyjęciu. To głupiutka, naiwniutka dziewuszka, która po prostu spotkała na swojej drodze odpowiednich ludzi i ma teraz swoje pięć minut. Ale brak jej potencjału, żeby zrobić z nich kwadrans. A do tego jest złośliwa i arogancka, więc szybko straci zwolenników. Zobaczysz, za rok, dwa nikt już o niej nie będzie pamiętał, a ty nadal będziesz gwiazdą. Głowa do góry!
Minutę później Marta została w pokoju sama. Skończyła zmywać makijaż. Do przyjazdu taksówki miała jeszcze dziesięć minut. Podniosła sponiewieranego pilota z podłogi i ponownie włączyła telewizor. Zmieniła kilka razy kanał, aż wreszcie dotarła do jakiegoś muzycznego, na którym, ku jej złości, prezentowany był teledysk Lilian. Przez chwilę oglądała z obrzydzeniem, jak jej młodsza koleżanka po fachu, ubrana jedynie w bardzo kuse body, wygina się w seksownych pozach na łóżku, tuląc się do przystojnego modela.
- Za rok, dwa nikt nie będzie o tobie pamiętał... - powiedziała na głos, czując, jak wzbiera w niej kolejna fala nienawiści, po czym zmrużyła oczy i dodała: - Już ja tego dopilnuję...
Zapraszamy do zakupu pełnej wersji książki