PROLOG
Soyang-ri1 Book's Kitchen
O świcie spadł śnieg z deszczem. Biały puch przysiadł na chwilę na
gałęziach śliwy, po czym zniknął, pozostawiając po sobie jedynie mokry
ślad. Blady blask poranka przywodził na myśl już słońce wiosną; światło
padające na gałęzie drzew sprawiało, że cała okolica nabierała lekkości.
Wiosenne powietrze przebijało się przez spękaną, stwardniałą twarz zimy.
Dochodziła czternasta. Yujin zajęta była właśnie sprawdzaniem
wykończenia kafelkowej podłogi, kiedy nagle podniosła głowę. Otwarła
wcześniej na całą szerokość okna, żeby pozbyć się typowego dla nowego
budynku zapachu. Wlatywała przez nie teraz z dworu woń, w której kryła
się słodycz, ale i coś wyrafinowanego. Śliwa przed budynkiem, która
stała do tej pory w ciszy, zaszeleściła lekko swoimi jasnozielonymi
liśćmi, jakby chciała się przywitać z Yujin. Gałęzie po zacienionej
stronie pełne były pączków wyczekujących dogodnego momentu, by się
rozwinąć, a na tych w słońcu drobne, jeszcze mokre kwiaty unosiły ku
niebu swoje twarzyczki jak niemowlęta budzące się ze snu.
Dziewczyna podeszła do okien i otworzyła również siatkę na owady.
Nowiutka moskitiera, jeszcze bez ani jednego pyłku kurzu, przesunęła się
w bok z lekkością. Wiatr wiejący od pobliskiej góry, jakby tylko czekał
na przybycie Yujin, rozlał się po podwórzu niczym morska fala. Przyniósł
ze sobą delikatny zapach kwiatów. Dziewczyna uświadomiła sobie, że
jeszcze nigdy w życiu nie widziała śliwy z tak bliska. Przyjrzała się
przypominającym śnieg kwiatom. Ich białe płatki miały niemalże ten sam
kolor co kafelki na podłodze Soyang-ri Book's Kitchen, którego otwarcie
zbliżało się wielkimi krokami. Za drzewem wiatr unosił świeżo wyprane
białe prześcieradła oczekujące na przybycie pierwszych gości. Dziewczyna
nie była pewna, czy ten słodki, wyrafinowany zapach, który poczuła
wcześniej, rzeczywiście był wonią kwiatów śliwy czy może tylko płynem do
płukania tkanin. Cokolwiek jednak tak pachniało, to, co niosło ze sobą
powietrze, wprawiało ją w wiosenny nastrój, czuła się lekka jak pączki
kwiatów na drzewie przed nią.
Yujin obróciła się i świeżym wzrokiem obrzuciła księgarnię z mnóstwem
regałów. Większość z sięgających aż po sufit szafek wciąż ziała pustką.
Wyglądały teraz jak elementy zaaranżowanego wnętrza z pokazowego domu.
Miejsca na książki były lekko oświetlone taśmami lampek LED, które
rzucały światło na pustą jeszcze scenę szafek.
"Już niedługo to miejsce wypełni się zapachem książek", pomyślała.
Jej spojrzenie przyciągnęła przyklejona taśmą do ściany kartka rozmiaru
A3. Był to plan budynku, który udało jej się sfinalizować po wielu
niekończących się dyskusjach i poprawkach. W niektórych miejscach
ołówkiem lub długopisem zaznaczono różne drobiazgi i zanotowano parę
uwag. Schemat był już na tyle sfatygowany i wygnieciony, że nie sposób
było go nie zauważyć w tak lśniącym nowością i czystością pomieszczeniu.
Ostrożnie dotknęła śladów po ołówku. Dalej nie mogła uwierzyć w to, że
budynek, który przez długi czas znała tylko z planów i modeli 3D, udało
się zbudować naprawdę.
W księgarni Soyang-ri Book's Kitchen Yujin chciała sprzedawać książki, a także prowadzić różnego rodzaju warsztaty. Klientom oferowała też
noclegi typu bookstay -?podczas takiego pobytu można było skupić się
na czytaniu i po prostu odpocząć. Całość kompleksu składała się z czterech budynków. Trzy z nich stanowiły jednoosobowe piętrowe domki
przeznaczone właśnie dla gości. Czwarty obiekt na parterze mieścił
księgarnię, a na piętrze Yujin zaplanowała przestrzeń, w której będą
mogli mieszkać pracownicy. Pośrodku kompleksu znajdował się oszklony
ogród. Budynki stały na czterech jego krańcach, sprawiając, że plan
obiektu przypominał literę X.
Gdy stało się w środku księgarni, rozciągający się za oszkloną witryną
sklepu krajobraz Soyang-ri przypominał coś, co widywało się na obrazach.
Za rosnącą tuż obok śliwą widać było wijący się grzbiet górski. Masywne,
delikatnie powykrzywiane pasmo kojarzyło się właścicielce kompleksu z trzepoczącym na wietrze brzegiem spódnicy albo czymś żywcem wyjętym ze
snu. Yujin pochodziła z Seulu: jej rzeczywistością były wysokie szklane
budynki, sklepy całodobowe, kawiarnie sieciówki, gęsto poprowadzone
linie metra i olbrzymie bloki mieszkalne.
-?Yujin, chodź sprawdzić, czy wieszamy równo! -?dobiegł ją głos Si-u.
-?Już idę!
Zasunęła z powrotem moskitierę, schowała do fartucha miarkę, którą
trzymała w ręku, i wyszła. Si-u i Hyeongjun wieszali na kawiarence obok
budynków Soyang-ri Book's Kitchen długi na dwa metry baner.
Wielkimi literami napisane na nim było "Soyang-ri Book's Kitchen -?już
wkrótce otwarcie! Przyjmujemy rezerwacje od pierwszego kwietnia", a poniżej znajdował się numer telefonu oraz nazwa konta na Instagramie.
-?Na moje oko w porządku. Chwilka, zrobię zdjęcie.
Wyciągnęła z fartucha komórkę i zrobiła szybką fotkę, nie przejmując się
nawet złapaniem ostrości. Nie poświęciła temu ani jednej myśli, chciała
jedynie się upewnić, że baner wisi równo. Nie mogła jeszcze wiedzieć,
ile ciepła i miłości będzie czuła w sercu, kiedy zobaczy to zdjęcie
ponownie. Si-u na ekranie uśmiechał się szeroko z grzywką rozwianą na
wszystkie strony przez wiatr, a Hyeongjun stał ze swoją najbardziej
typową poważną miną.
Si-u był jej młodszym kuzynem, a Hyeongjun pochodził z Soyang-ri. Gdyby
miała ich krótko opisać, powiedziałaby, że są jak ogień i woda. Si-u był
impulsywny, towarzyski i ekstrawertyczny, a Hyeongjun był dobrodusznym
introwertykiem, który cenił sobie niezależność -?zajmowali miejsca na
dwóch końcach skali. Jej kuzyn wręcz podbiegł, żeby zobaczyć zdjęcie, a drugi chłopak podszedł powolnym krokiem, jakby nigdzie mu się nie
spieszyło. Przeszło jej przez głowę, że ktoś, kto byłby ich mieszanką,
stałby się osobą idealną.
-?Patrz Si-u, lewa strona jest chyba jednak trochę za wysoko.
Jej kuzyn nachylił się nad telefonem i przez dłuższą chwilę przyglądał
się zdjęciu.
-?Czy ja wiem... -?odezwał się w końcu. -?Chyba tylko robi takie wrażenie.
Ten magazyn, który był tu wcześniej, miał krzywe fundamenty.
-?Hyeongjun, co myślisz?
-?Na mój gust... jest okej.
-?Co nie?
Chłopcy spojrzeli na siebie, jednocześnie się uśmiechnęli i przybili
sobie piątkę. W takich momentach przypominali nagle bliźniaków
dzielących się jedną duszą.
Yujin prychnęła śmiechem na tę myśl, po czym obejrzała się na Soyang-ri
Book's Kitchen z poskręcanym górskim grzbietem w tle. Cztery nowoczesne
budynki górowały nad otoczeniem i wyróżniały się niczym jakieś ważne
miejsce w grze. Nie potrafiła określić, gdzie teraz jest, który jest
rok, jaki jest dzień tygodnia -?te ostatnie dziesięć miesięcy, cała ta
podróż, to, co się działo, wydawało jej się snem, z którego zaraz się
wybudzi i o wszystkim zapomni.
Gdyby ktoś ją zapytał, czemu uparła się otworzyć księgarnię na wsi, nie
znalazłaby dobrej odpowiedzi. Zawsze powtarzała, że emeryturę chciałaby
spędzić zakopana w książkach gdzieś w głębi spokojnego lasu, ale nigdy
nawet nie przeszło jej przez myśl, że w wieku trzydziestu dwóch
lat2 uda jej się otworzyć w Soyang-ri księgarnię i uruchomić
bookstay.
Kiedy podjęła decyzję o kupnie ziemi w Soyang-ri, od razu porwał ją wir
rzeczy do zrobienia. Yujin musiała zaraz złożyć papiery, by móc założyć
firmę, i w pośpiechu sprzedała mieszkanie, żeby mieć pieniądze na całe
przedsięwzięcie. Niecierpliwie wyczekiwała decyzji z banku, czy dostanie
kredyt z działką pod zastaw, i pozbyła się prawie wszystkich posiadanych
przez siebie akcji, żeby opłacić zezwolenia i samą budowę. Poszła na
kurs i otrzymała licencję na prowadzenie kawiarni, po czym zapisała się
do szkoły dla baristów, chcąc poznać przynajmniej podstawy parzenia
kawy. Si-u przedstawił jej architekta, z którym przesiadywała po świt
nad planem budynków. Wiele pracy wymagały również selekcja książek,
zdobycie produktów promocyjnych takich jak kubki, zeszyty, płócienne
torby i podpisanie na to wszystko umów. Bez końca przeglądała też
magazyny wnętrzarskie i inspiracje, wybierając nieustannie wszystko, od
mebli, przez dekoracje, aż po oświetlenie i sprzęty elektroniczne.
Nad nazwą dumała dwa tygodnie i w końcu wybrała Soyang-ri Book's
Kitchen. Kiedy rozmyślała nad czymś, co dobrze by odzwierciedlało
przestrzeń wypełnioną książkami, przyszło jej do głowy, że w książkach
można delektować się każdym ze zdań i każdemu, zależnie od preferencji,
może ono smakować inaczej. Yujin skupiła się na tym, że chciałaby
polecać ludziom książki tak, jak poleca się dania pod czyjś gust, że
chciałaby, aby czytelnicy odnajdywali w nich ukojenie, tak jak każdemu
od razu poprawia się nastrój, kiedy zje coś dobrego. Dlatego zdecydowała
się właśnie na Soyang-ri Book's Kitchen. Miała nadzieję, że jej
księgarnia stanie się miejscem, do którego ludzi przyciągnie przepyszny
zapach książek -?przestrzenią, w której każdy będzie mógł szczerze
spotkać się ze swoimi najskrytszymi uczuciami i odnajdzie pocieszenie.
Huragan rzeczy do przygotowania zaczął w końcu powoli zwalniać. Kiedy
dziewczyna nareszcie się zatrzymała, odkryła, że stoi już w zupełnie
nowym świecie.
Nagle poczuła wielki głód. Na śniadanie zjadła tylko twardego donuta i pół jabłka. Kurier dał wcześniej znać, że przywiezie książki z rana,
więc zamierzała zaczekać na niego w księgarni i dopiero potem zjeść
obiad, ale czekała tak już od dwóch godzin, a kuriera dalej ani widu,
ani słychu. Zdarzało się już, że dostawcy się gubili i spóźniali, bo
dokładny adres Soyang-ri Book's Kitchen nie był jeszcze dostępny w nawigacji. Yujin sprawdziła coś na tablecie i obróciła się do
rozmawiających ze sobą chłopaków.
-?Słuchajcie, nie wiadomo, kiedy przywiozą te książki. Może pojedziemy
teraz do miasta coś zjeść i na zakupy? Hyeongjun, ty możesz od razu
zebrać się już do domu, jak pojedziemy do centrum.
1
Babcia i nocne niebo
Kiedy Dain chodziła jeszcze do gimnazjum, spędzanie każdego weekendu na
przesłuchaniach do wytwórni muzycznych było wpisane w jej plan tygodnia.
W sumie na tym kończyły się jej plany. Od jury słyszała zazwyczaj, że
jej umiejętności wokalne są na wysokim poziomie, ale za plecami
dziewczyny sędziowie szeptali między sobą, że z twarzy nie nadaje się na
piosenkarkę. Prześladowało ją to niczym jej własny cień. Sama też
świetnie zdawała sobie z tego sprawę. Za każdym razem, kiedy Dain
spoglądała w lustro, widziała swoją okrągłą buzię posmarowaną jedynie
kremem przeciwsłonecznym i przypominała sobie wszystkie te olśniewające
osoby, które spotykała na przesłuchaniach. Była pewna, że nie miały
zrobionych żadnych operacji plastycznych, a ich twarze i tak
przypominały lalki. Ich wygląd sprawiał, że kiedy szły ulicą, absolutnie
wszyscy się za nimi oglądali, czy to świadomie, czy nie. Gdy była na
przesłuchaniach, nie mogła się napatrzyć na ich perfekcję i piękno,
zupełnie jakby już byli gwiazdami. Zastanawiała się, czy istnieje może
jakaś szkoła, w której uczą, jak zostać takimi celebrytami.
Kiedy Dain udało się w końcu rozpocząć karierę w małej wytwórni jako
piosenkarka o pseudonimie Diane, nikt nie zwrócił na nią uwagi. Co roku
debiutowały dziesiątki grup, ale przetrwać udawało się tylko co najwyżej
dwóm lub trzem z nich, a cała reszta po cichu znikała ze sceny
muzycznej. Nazwy ekip, którym nie udało się wybić, zacierały się w pamięci już po kilku miesiącach niczym napisy na dawnych nagrobkach.
Wytwórnia, która wydała debiutancką płytę Dain, pierwszy raz wzięła
początkującą piosenkarkę pod swoje skrzydła. Zatrudniali u siebie
pięć-sześć osób z pewnym doświadczeniem w show-biznesie, ale nie mogła
oczekiwać, że będą potrafili zaplanować dla niej akcję marketingową,
koncept i inne niezbędne rzeczy tak dobrze, jak robią to największe
agencje muzyczne. Czuła się tam trochę jak na spotkaniu kółka
zainteresowań w szkole. "A może to?" "A coś takiego?" Tego typu rozmowy
ciągnęły się godzinami pod szumną nazwą spotkań koncepcyjnych i w ich
wyniku jedyne, o czym zdecydowano jednogłośnie, było to, że "nie
powinniśmy promować Dain jako idolki3". Tylko tego byli pewni.
Były to czas, kiedy całą sceną muzyczną w Korei rządził girlsband
Delicious. To one przychodziły do głowy każdemu, gdy padało słowo
"idolka". Wszystkie członkinie grupy miały ciała niczym lalka Barbie.
Dziewczyny potrafiły rzucać zarówno uwodzicielskie spojrzenia, jak i być
słodkie oraz urocze. Ich uśmiechy miały w sobie magię, która sprawiała,
że wszyscy nimi obdarowani czuli szczęście. Dain, patrząc na członkinie
Delicious, musiała się zgodzić z tym osądem: "Prawda, żadna ze mnie
idolka". Jeśli jednak świat nie chciał przyjąć jej do grona idolek, to
nie miała pomysłu, jak inaczej miałaby samą siebie zdefiniować. Myślała,
że może młody wiek mógłby okazać się atutem jako chwyt marketingowy, ale
w tamtym czasie i młodsze od niej osoby przygotowywały się już do
debiutu. Miała nadzieję na wpadnięcie w kategorię "Buzia niebrzydka, ale
co za głos! Prawie jak Mariah Carey!", nie umiała jednak rozbudzić tego
typu zainteresowania. Nie pisała też własnych tekstów ani nie
komponowała piosenek, więc nie mogła nawet liczyć na etykietkę "Singer
songwriter".
Ale Dain jako Diane po trzech latach od debiutu zdobyła serca
wszystkich. Jej największą bronią okazał się talent do słuchania i rozmawiania. Wszystko zaczęło się od programu radiowego, którego stały
gość złapał gumę po drodze do studia, przez co nie zdążył na wieczorną
audycję. Dain wybrano na jego zastępstwo i program o dwudziestej drugiej
z jej udziałem zgromadził więcej słuchaczy niż jakikolwiek inny w całym
tygodniu. Dyrektor produkcji od razu zaprosił ją do stałej współpracy,
po czym w ciągu pół roku dostała angaż w jeszcze pięciu innych
audycjach.
Opowieści zaproszonych gości nabierały smaku, gdy dodało się do nich
ciepłe słowa Dain. Kiedy z radia dobiegał jej lekko ochrypły, choć i czarujący głos, wywiady od razu zaczynały brzmieć jak rozmowa z przyjacielem. Audycje, w których pojawiała się Dain, miały w sobie tyle
uroku co czekoladowa muffinka, która może i nie do końca wyszła, ale
ktoś włożył w jej przygotowanie całe serce. Jej słowa niosły ukojenie
jej gościom, a także dodawały otuchy wszystkim słuchaczom. Dodatkową
nieoczekiwaną atrakcją programu okazały się jej piosenki. Nagrania z audycji, podczas których perfekcyjnie wykonuje Hero Mariah Carey,
popisując się niezwykle silnym wokalem, albo przygrywa sobie na gitarze,
śpiewając pełnym słodyczy głosem Lucky Jasona Mraza, obiegły cały
YouTube, stając się prawdziwymi hitami.
Pierwszą piosenką Dain, która trafiła do top dziesięć list przebojów,
okazał się Wiosenny dzień. Był to jazzowy akustyczny utwór
opowiadający o dorabiającej sobie na kasie w osiedlowym sklepie
dziewczynie, która marzyła o tym, aby wraz z nadejściem wiosny pojechać
do Maroka. Wyjątkowa barwa głosu Dain idealnie pasowała do tej piosenki.
Jako utwór, który nie korzystał z typowych dla k-popu bitów i melodii, a bardziej oscylował gdzieś pomiędzy mainstreamem a klimatami indie, nie
spotkał się ze specjalnym zainteresowaniem ze strony słuchaczy w momencie wydania albumu. Ale po tym, jak pewien idol zaśpiewał fragment
piosenki w programie rozrywkowym w telewizji, wszystko się zmieniło.
Hitem internetu stał się filmik, na którym grupa licealistów tańczy do
Wiosennego dnia podczas wycieczki szkolnej, po czym piosenka została
wybrana do reklamy telefonów komórkowych i dzięki temu trzy miesiące po
premierze album Dain trafił nagle na listy przebojów. Wokalistka dała
się potem ponieść fali. Kolejny cyfrowy singiel, zatytułowany Więcej
nie trzeba, znalazł się na pierwszym miejscu listy przebojów zaraz po
premierze i utrzymywał się na nim przez cały miesiąc. Po tym, jak
teledysk zdobył rekordową liczbę wyświetleń na YouTubie, zalano ją
propozycjami wystąpienia w spotach reklamowych. Reklamodawcom
wystarczyło jedno spojrzenie, aby dostrzec w niewyróżniającej się
wyglądem Diane i jej czystym, nieskazitelnym głosie prawdziwy materiał
na gwiazdę.
Miała wrażenie, że nagle wzleciała ponad chmury. Jeszcze trzy miesiące
temu praktycznie nikt nie słyszał o Diane, a teraz była na językach
wszystkich. To, czego się dotknęła, z miejsca stawało się hitem i zalewały ją prośby o gościnne występy na albumach innych wykonawców. Za
granicą również przyjęto ją ciepło, a jej piosenki pięły się w notowaniach azjatyckiego iTunes. W oczach swoich fanów, których
przybywało w szalonym tempie, stała się jakimś wszechwiedzącym bóstwem.
Ogarnął ją strach. Była dokładnie taka sama jak trzy miesiące temu, ale
cały świat nagle traktował ją zupełnie inaczej. Nagle ludzie ekscytowali
się tym, jak nieziemsko śpiewa. Ona jednak zachowywała dystans,
zastanawiając się, czy jej nieoczekiwana popularność nie pryśnie równie
raptownie jak bańka mydlana.
Czas przyspieszył, pędząc niczym szaleńczy bit w tanecznym kawałku.
Minęło osiem lat, od kiedy Dain okrzyknięto gwiazdą. W oczach publiki
była "uroczą dziewczyną z sąsiedztwa". Wszyscy wyobrażali sobie, że musi
być słodka jak pastelowy makaronik, bo przecież w teledysku w marszczonej sukieneczce w kwiatki tańczyła do piosenki z uroczym
uśmiechem na twarzy. Wielu męskich fanów radziło sobie z samotnością w walentynki, oglądając filmiki z jej udziałem. Przez lata utrzymywała się
też na pierwszym miejscu w rankingu osób, które były wzorem do
naśladowania dla nastolatek.
Ale tak naprawdę Dain od sukienek w kwiatki preferowała monochromatyczne
bluzy. W studiu nagraniowym spokojnie zanurzała się w swoim świecie i nic a nic nie przypominała pełnej zapału modelki z reklam suplementów
witaminowych. Nawet jako nastolatka nie miała w zwyczaju ekscytować się
lalkami czy tortem bożonarodzeniowym4. Wręcz
przeciwnie: lubiła błądzić myślami i kontemplować znaczenie życia i śmierci. Oczywiście dla swoich rodziców zawsze była uroczą córeczką, ale
ani na co dzień nie zachowywała się czarująco, ani nie była specjalnie
rozgadana. Wszystko raczej trzymała głęboko w środku i rzadko okazywała
emocje. Zawsze za to dbała o ludzi wokół siebie i bez słowa opiekowała
się innymi.
Może to właśnie z tego powodu występując w reklamach i programach
rozrywkowych, coraz częściej czuła się, jakby wszystkich oszukiwała.
Bała się, że miłość i zainteresowanie jej fanów mogą w jednej chwili
obrócić się w pretensje i wytykanie palcami.
Czwartek był jej pierwszym dniem wolnym od dawna. Dain zamierzała spać
do późna, ale obudziła się w środku nocy, wciąż wyczerpana. Od trzeciej
nad ranem przewracała się tylko z boku na bok i jedynie co jakiś czas
udało jej się lekko przysnąć. W ogóle nie czuła się wypoczęta.
We śnie najpierw biegła w szpilkach przez wąski i długi korytarz,
spóźniona na swoje wystąpienie w programie na żywo w radiu. Potem nagle
miejsce akcji zmieniło się i teraz patrzyła na prowadzącego talk-show.
Opowiadała mu o czymś entuzjastycznie, jednak na twarzach publiczności w studiu pojawiał się coraz większy grymas niezadowolenia, który zamienił
się w obojętność. Dain czuła, jak coraz szybciej narasta w niej panika,
lecz z całych sił starała się kontynuować wywiad. Na ekranie zobaczyła
zbliżenie na swoją twarz.
Wystraszona, obudziła się. Ostatnia scena ze snu zaczęła od razu
rozpływać się w jej pamięci niczym dym. Na wpół obudzona przeszła do
salonu i przeczesując palcami bałagan na głowie, włączyła telewizor. Na
ekranie zobaczyła siebie: w nieskazitelnym makijażu i z szerokim
uśmiechem przeznaczonym dla wszelakich talk-show opowiadała o czymś
radośnie. Dain sama była zaskoczona, widząc, jak ujmującą, schludną i czarującą osobą jest Diane z teledysku pokazanego na zakończenie
programu.
Poczuła się nagle jak wydmuszka w porównaniu do siebie z telewizora. Nie
wiedziała, co ma z tym zrobić. Kariera piosenkarki była jej marzeniem od
dziecka, ale nie dlatego, że chciała, aby wszyscy ją uwielbiali.
Zaoferowała ludziom swój styl muzyczny i własny sposób rozmawiania i myślała, że została przez nich przyjęta taka, jak jest, choć się myliła.
W którymś momencie stała się cennym produktem kształtowanym przez opinię
publiczności.
Kiedy tej nocy leżała w łóżku, nagle zaczęła słyszeć walenie własnego
serca. Najpierw brzmiało jak stukot powoli zbliżającego się pociągu, po
czym zrobiło się tak głośne, jakby ten pociąg właśnie przejeżdżał tuż
nad jej głową. Zaczęła hiperwentylować. Zdawało jej się, że w ciemności
coś powoli zaciskało palce na jej gardle. Czuła, jak jej oddech staje
się coraz słabszy i płytszy.
Nagle znalazła się we śnie, w którym była zwierzątkiem w szklanej
klatce. Przez szkło oglądali ją ludzie. Dain stała się najpierw małpką,
która rozśmieszała dzieci, po czym zamieniła się w pingwina cesarskiego
i dreptała sobie, kołysząc się z boku na bok, a młodzi pracownicy
korporacji rozpływali się w zachwytach. Potem zamieniła się w najpopularniejszą w całym zoo pandę i uśmiechała się do wszystkich
szeroko, tłumiąc w sobie to, jak naprawdę się czuje. W szklanej klatce
można było oglądać Dain z każdej strony, tak samo jak można ją było
śledzić na żywo w social mediach. Widzowie mieli możliwość wybierać jej
ubranka, kolor futerka i akcesoria, jakby to wszystko była jakaś gra.
Jej szok, smutek, gniew i samotność nie miały w tym wszystkim większego
znaczenia.
Tęskniła za babcią. Jej babcia -?w przeciwieństwie do Dain -?była
źródłem niekończącego się optymizmu. W obliczu trudnej lub irytującej
sytuacji wybierała się na spacer zaznać trochę słońca, a kiedy wracała,
cały ciężar zdążył już spaść z jej barków i potrafiła zacząć dzień na
nowo. Próżno było szukać u babci ogromnych emocji, które porywają ludzi
jak fala wielkości domu. Zawsze sprawiała wrażenie, jakby cały czas
tylko płynęła sobie leniwie łódką przez spokojne jezioro.
Dla Dain babcine ręce były niczym rozgrzany piecyk. Kiedy odwiedzała
babcię po tygodniu bezsenności, ta zawsze witała ją ciepłym uśmiechem i głaskała uspokajająco po brzuchu. Nie trzeba było o nic pytać.
Babcia prawie w ogóle nie słuchała jej piosenek. W momencie kiedy
wnuczka zaczęła zdobywać już jaką taką popularność, jej szumy uszne tak
się pogorszyły, że praktycznie przestała słuchać radia i oglądać
telewizję. Szczerze mówiąc, Dain to odpowiadało. Coraz więcej
otaczających ją osób tylko wyrokowało tonem znawcy, jak to jej nowa
piosenka nie jest aż taka wspaniała albo że któryś kawałek jest słabszy
niż na jej poprzednim albumie. Dla babci Dain była po prostu jej wnuczką
i zawsze użyczała jej swoich kolan jako poduszki. Dain lubiła jej
szorstkie, choć i pełne delikatności dłonie.
Dotyk babci sprawiał, że od razu zasypiała. Wiatr krążący pod wystającym
dachem hanoka5, apetycznie pachnący obiad, szczekający gdzieś w oddali pies, głęboka pomarańczowa barwa zachodzącego słońca, wszystko to
wspierało ją w tym, aby zasnęła. Optymistyczna, pozytywna energia babci
też zawsze jej się udzielała. Dain potrafiła przespać u niej nawet
dziesięć godzin niemęczona żadnymi snami. Kiedy się budziła, wybierała
się z babcią na spacer po okolicy. Kupowały owoce sprzedawane w skrzynkach obok drogi, a w dni targowe wybierały wspólnie na straganach
luźne spodnie w babcinym stylu. Na ryneczku kupowały zupę z ryżem na
wynos, zrywały sałatę i papryczki z przydomowego ogródka babci,
nabierały po łyżce pasty chili i pasty sojowej z wielkich fermentujących
słojów na podwórzu, dodawały odrobinę oleju sezamowego i zmielonego
sezamu, wszystko to mieszały i zasiadały do posiłku.
Do Soyang-ri przywiodła ją impulsywna decyzja. Doskonale zdawała sobie
sprawę z tego, że babci już tam nie ma. Trzy lata temu trafiła do domu
opieki, a w zeszłym roku rozstała się ze światem. Cztery
ponadstupięćdziesięcioletnie hanoki, które posiadała, zostały sprzedane
już dawno temu. Częściowo po to, aby opłacić rachunki ze szpitala, a częściowo dlatego, że utrzymanie domów w dobrym stanie kosztowało
zdecydowanie za dużo. Słyszała, że przeniesiono je dwa lata temu na
niedaleką działkę, z której rozpościerał się przepiękny widok, i służyły
teraz za hotel. Mama powiedziała jej przez telefon, że na starym miejscu
ostał się jedynie magazyn, który był idealną kryjówką Dain, gdy w dzieciństwie bawiła się w chowanego.
Magazyn był kwintesencją chaosu. Poza jednym małym drewnianym okienkiem
pod samym dachem nie było w nim źródeł światła. Nawet kiedy w środku
dnia ostre słońce dawało się we znaki, wewnątrz było relatywnie ciemno.
Gdy bawiła się z innymi dziećmi w chowanego, ukrycie się w wielkiej
szafie, wykończonej macicą perłową i ustawioną za stertą starych książek
i worków na ryż, w dziewięciu na dziesięć przypadków dawało jej pewność,
że nikt nie znajdzie jej kryjówki aż do samego końca. Nawet jeżeli
szukający przyszedł sprawdzić magazyn, po jednym kroku zaraz się z niego
wycofywał, obawiając się pająków lub robaków czających się za łopatami,
pierścieniami nosowymi dla bydła z czasów, kiedy jeszcze hodowali krowy,
kamieniami młyńskimi, stertami bliżej nieokreślonych papierów, wielkimi
ramami na obrazy i zbierającymi kurz przyrządami do ćwiczeń.
Soyang-ri Book's Kitchen -?już wkrótce otwarcie!
Przyjmujemy rezerwacje od pierwszego kwietnia
Dain z konsternacją wpatrywała się w baner. Poniżej dopisane było
jeszcze: "Kuchnia książek wypełnionych zdaniami, które przyniosą ci
pocieszenie i ukojenie. Bookstay & księgarnia, dla tych, którzy
chcą czytać, pisać i dzielić się tym z innymi". Baner kołysał się na
wietrze, ale Dain tak bardzo zatopiła się w myślach, że w ogóle nie
czuła podmuchów.
Westchnęła. Gdyby wiedziała o tym wszystkim nieco wcześniej, wykupiłaby
działkę babci. Mogłaby z niej korzystać jako z domku letniskowego albo
tu pracować. Ale jej ojciec nie chciał, żeby trzymała się kurczowo
śladów po babci. Wolał, aby zapamiętała jej miłość, ale by nie musiała
mierzyć się ze wszystkimi innymi uczuciami związanymi z jej odejściem.
W maju zeszłego roku do Korei przylecieli dwaj bracia ojca wraz ze
swoimi rodzinami -?jedni mieszkali w Ameryce, a drudzy prowadzili
pensjonat w Hiszpanii. Zjechała się też reszta z ósemki rodzeństwa i wszyscy, na co dzień zajęci osobnym życiem, zdecydowali się sprzedać
działkę po babci i po przekazaniu jej nowemu właścicielowi podzielić się
spadkiem. Ponieważ ci, którzy żyją, muszą żyć dalej. Tata był świadom
problemów Dain z bezsennością, ale nie zauważał jej ataków paniki. Miał
nadzieję, że jego córka teraz będzie mogła starannie zapakować wszystkie
swoje wspomnienia po babci do pudełeczka i schować je w którejś z szuflad serca. Dain to rozumiała, dlatego nie gniewała się na niego,
kiedy powiedział jej, że sprzedali działkę.
Chciała jedynie jeszcze raz odwiedzić to miejsce, w którym wciąż czuć
było oddech babci. W cieniu gór śliwa, przebijając się przez ciemność
smutnej zimy, z nową energią wypuszczała pączki, które -?ściśnięte jeden
obok drugiego -?wypełniały całe gałęzie, lecz jeszcze się nie rozwinęły.
Przypominały dziewczynkę, która ma coś do powiedzenia, ale z całych sił
powstrzymuje przed wyrzuceniem z siebie wszystkiego.
Kiedy Dain miała dziewięć lat, bez przerwy opowiadała babci, jak to
marzy o zostaniu piosenkarką. Gdy już się wygadała, babcia z szerokim
uśmiechem mówiła tylko, żeby wyszły do sklepu po pączki na podwieczorek.
Może babcia też miała wiele rzeczy, które chciała jej opowiedzieć...?
Wąska ścieżka, którą chodziły z babcią na rynek, trzymając się za ręce,
nic się nie zmieniła, nie zmieniły się też nic a nic góry przypominające
pofalowaną krawędź spódnicy. Obce były tylko budynki.
Zimny wiatr szumiał, jakby też niepewny, jak ma postąpić wobec
nieznanych mu zabudowań i wiszącej na nich reklamy. Nie było już hanoków
kryjących w sobie tyle starych historii. Przed sobą widziała cztery
nowoczesne kwadratowe budynki. Miały dachy z drewna i duże tarasy.
Z boku obok tych czterech piętrowych domków zobaczyła kawiarenkę; nie
mogła mieć więcej niż pięć-sześć metrów kwadratowych. Dach miał
ciemnobrązowy kolor, ale ściany były ze szkła, więc bez problemu można
było zajrzeć do środka: w środku stały ekspres do kawy, paczki ziaren,
filiżanki do espresso, tace i inne sprzęty. Musiała to być jedna z tych
kawiarenek, gdzie napoje można wziąć tylko na wynos. Plac, na którym
babcia miała kiedyś swój przydomowy warzywnik, zamieniono w ogród.
Kwiatki w donicach ustawiono w prostej linii, a pośrodku znajdowało się
tipi. Całość przypominała tło sesji zdjęciowej do magazynu. Nie można
było odmówić tej przestrzeni dopracowania i bijącego od niej ciepła, ale
jakoś nie docierało ono do serca Dain.
Nagły podmuch wiatru przyniósł ze sobą wiosenne słońce i słodki zapach.
Rozejrzała się, zastanawiając się, co tak pachnie, i zauważyła śliwę,
której gałęzie sięgały w stronę kawiarenki. To było to samo drzewo,
które tak kochała kiedyś jej babcia. Gałęzie kołysały się lekko na
wietrze, jakby witały się z Dain. Nogi poniosły ją bezwiednie w kierunku
śliwy.
Kawiarenka była podobnej wysokości co drzewo. Kamień, z którego
zbudowano podstawę budynku, wyglądał dziwnie znajomo. Kiedy dokładniej
mu się przyjrzała, zauważyła, że jedynie ta część kawiarni była stara i wytarta przez czas. Musieli użyć kamienia, który pierwotnie wykorzystano
w magazynie. Wtedy do niej dotarło -?to był właśnie ten magazyn, który
kiedyś stał obok śliwy! Został przerobiony na tę oszkloną kawiarenkę. W strukturze starego budynku nic się nie zmieniło, ale odświeżenie go
szkłem tchnęło w niego nowe życie i nadało mu współczesny wygląd.
Patrząc na starty do gładkości kamień u podstawy budynku, nagle nabrała
ochoty, by albo się rozpłakać, albo uśmiechać się jak głupia.
Dain nie przepadała za wiosną. Na całym świecie rozkwitały wtedy kwiaty,
olśniewały pięknem, oślepiały blaskiem, każąc zapominać o ciemnej i samotnej zimie, tak mroźnej, tak podobnej śmierci. Wiosną zawsze mówiło
się o nowych nadziejach, o wyzwaniach, których chce się podjąć, o nowym
początku. Ale co, jeśli wiosna rozwija swoje kwiaty tylko dlatego, że
nie ma innego wyboru? Może tak naprawdę wciąż jeszcze rozpamiętuje
głęboką ciemność minionych dni? Może tylko próbuje solennie wypełnić
swoje obowiązki jako wiosna? Z trudem i jękiem usiłuje na swój sposób
odegrać tę rolę, nawet jeśli przyjdzie jej potem ponownie stracić swoje
piękno.
A jednak był tu dalej. Może już w nieco innej formie, ale wciąż w serdecznym uścisku gałęzi śliwy. Wytarte kamienie na podbudówce trwały w swojej ciszy i rozpamiętywały wydarzenia z przeszłości. Piosenkarka
powstrzymywała łzy. Miała wrażenie, że za moment, tak jak kiedyś,
przyjdzie babcia, żeby się z nią przywitać. Nagle przypomniała sobie jej
słowa:
-?Ta śliwa jest jak małe dziecko, które najmocniej wyczekuje nadejścia
wiosny. Wygląda jej niecierpliwie i wystarczy tylko, że wypatrzy ją
gdzieś hen, daleko za wzgórzami, a już zachwycona rozwija swoje pączki.
To dlatego potem, gdy nadejdą ostatnie przymrozki i znowu napada śniegu,
jej mokre kwiaty prezentują się tak smutno. Ale wiesz co, to dlatego
twoja babcia bardzo lubi tę śliwę. Jak ją widzę, to zaczynam tak samo
wyczekiwać wiosny. Mówi się, że właśnie to drzewo jako pierwsze wyczuwa,
że powoli zbliża się koniec zimy. I potem z tą dziecięcą ekscytacją
chwyta się tego przebłysku wiosny, rozwijając kwiaty i zupełnie nie
przejmując się tym, że jeszcze może zmarznąć.
-?Och, pani Seo Jin-a, dobrze myślę? -?zapytała Yujin, odstawiając
wielki karton, który właśnie niosła z zaplecza.
Z okazji otwarcia bookstayu pisarka Seo Jin-a miała spędzić u nich dwa
dni i potem podzielić się swoją opinią. Była to jedna z planowanych
akcji promocyjnych. Pisarka dała Yujin znać, że przyjedzie dziś koło
siedemnastej, dlatego też kiedy właścicielka księgarni zobaczyła
zatopioną w myślach kobietę stojącą przed nowo otwartą kawiarnią, była
pewna, że to właśnie ich gościni, której udało się dotrzeć wcześniej,
niż zapowiedziała.
-?A, nie, nie, ja tak tylko przechodziłam... -?odpowiedziała kobieta,
obracając się do Yujin.
Właścicielka księgarni mimowolnie utkwiła w niej swój wzrok. Skądś znała
tę twarz. Przyglądała jej się uważnie, jakby w zwolnionym tempie. Od
ponad pięciu lat praktycznie nie oglądała telewizji, ale widząc jej
gładką twarz i cerę tak białą, że przywodziła na myśl promienie zimowego
słońca, a także prosty pikowany płaszcz, który leżał na kobiecie jak na
modelce, miała wrażenie, że to musi być ktoś sławny. Si-u, który szedł
zaraz za nią z kolejnym pudłem, zatrzymał się jak wryty.
-?Diane! Skąd tutaj... Jak w ogóle... Ale jak to! -?Chłopak nie potrafił
sklecić zdania i jak najszybciej odstawił pudło na ziemię. Zatkał sobie
usta rękami i zaczął kręcić głową, nie wiedząc, co ze sobą zrobić.
Widząc jego reakcję, nieznajoma się uśmiechnęła. Yujin miała wrażenie,
że musiała się już wielokrotnie z czymś takim spotkać.
Dain była w sumie nieco pod wrażeniem, że dziewczyna z pudłem, która
spytała, czy jest pisarką, nie rozpoznała jej od razu. Może to właśnie
ona kupiła ziemię po babci Dain? Na tę myśl zalała ją fala ulgi. Kształt
ust dziewczyny kojarzył się jej z inteligentnymi osobami, a w oczach
pobłyskiwała dobroć. Miała poczucie, że kobieta musi być cicha i bystra.
Babcia od razu by ją polubiła.
Dain w końcu otrząsnęła się z ciemności, która przylgnęła do jej stóp.
Uśmiechnęła się ponownie, ale nie był to uśmiech, który pokazałaby na
czerwonym dywanie podczas rozdania nagród muzycznych albo w trakcie
nagrań do reklamy kosmetyków. Ten uśmiech bardziej przypominał
westchnienie ulgi.
-?Czyli wcześniej mieszkała tu pani babcia? Kto by się spodziewał!
-?Tak, kiedyś nawet wspięłam się na ten hebanowiec, tam, z tyłu na
podwórzu, i potem z niego spadłam. Innym razem, gdy jesienią wybrałam
się wraz z siostrą w góry, żeby pozbierać kasztany, tak mi się spodobały
te świeżo wyciągnięte z łupin, że obierałam je prawie do rana, choć cała
pokłułam się kolcami. Albo kiedyś, jak próbowałam złapać motyla, wpadłam
do ogródka z warzywami i utknęłam w krowich plackach, których było tam
pełno.
Dain z radością wspominała czas spędzony w domu babci, a Yujin słuchała,
czując się tak, jakby zaglądała z boku w jej dzieciństwo. Piosenkarka
jako dzieciak od sukienek wolała ogrodniczki, nie bała się wspinać na
drzewa, a wpadnięcie w warzywnik stanowiło wyłącznie powód do śmiechu.
-?Naprawdę mam wrażenie, jakbym przyjechała do babci. Jakoś ta atmosfera
tutaj sprawia, że w ogóle nie czuję skrępowania.
-?Też to widzę, pani Diane. Wygląda pani raczej na podekscytowaną -
zaśmiała się.
-?Dain, a nie Diane. Wolałabym być tu nazywana moim prawdziwym imieniem.
Nawet podczas wywiadów czy pisząc pamiętnik, rzadko mam okazję tak
przyjrzeć się swojej przeszłości. Ale dzisiaj, będąc tutaj, wracają do
mnie od razu wszystkie wspomnienia z pobytów u babci. Czuję się tak,
jakbym znowu wędrowała po okolicy jako mała dziewczynka.
Z kubków w cienkie szare paski unosił się intensywny zapach americano.
Pomiędzy nimi leżały cynamonowe gofry i orzechowa babka z popularnego w okolicy lokalu. Ich słodka woń mieszała się z aromatem kawy, delikatnie
się dopełniając. Dain upiła łyk i się rozejrzała. Jej wzrok spoczął na
widocznej za oknem śliwie.
-?Pamiętam to drzewo. Babcia bardzo je kochała. Kiedy siedziała na
podłodze w otwartym salonie, podcinając końcówki papryczek czy obierając
fasolę, zawsze widziałam za nią w tle to drzewo. To właśnie ona mi
powiedziała, że ono jako pierwsze rozkwita na wiosnę... -?Piosenkarka
podeszła do szyby. Rozemocjonowana, przyjrzała się jednej z wypełnionych
pączkami gałęzi. Yujin podeszła, stanęła obok i otworzyła okno.
-?Nawet mi przez myśl nie przeszło, żeby coś z tym drzewem zrobić. Musi
być naprawdę stare, jest w nim takie piękno, taki wdzięk! Wcześniej
znajdował się tutaj wolnostojący magazyn, prawda? Zostawiliśmy z niego
podbudówkę i na niej ustawiliśmy kawiarenkę.
-?Tak, poznaję ten kamień u podstawy. Jak tylko go zauważyłam, zalała
mnie prawdziwa fala emocji. Kiedy za młodu bawiłam się w chowanego,
bardzo często się tam ukrywałam -?wspominała ciepło Dain. Na twarzy
Yujin automatycznie pojawił się uśmiech.
Zapraszamy do zakupu pełnej wersji książki