Wstęp
Wstęp
5 lipca 1943 roku dwie najpotężniejsze wówczas armie europejskiego
teatru działań: niemiecka i sowiecka, starły się ze sobą w śmiertelnym
boju na rozległych terenach położonych między miastami: Orzeł, Kursk i Biełgorod. Na batalię, w której udział wzięło tylko w pierwszej jej
fazie dwa miliony żołnierzy i wiele tysięcy wozów pancernych, samolotów
i armat, złożyły się trzy wielkie bitwy. Pierwsza rozpoczęła się wraz z ofensywą Wehrmachtu o kryptonimie "Zitadelle" ("Cytadela"). Druga -
kontrofensywą Armii Czerwonej na kierunku orłowskim -?po wygaśnięciu
impetu niemieckiego natarcia. Trzecia, ostatnia, przesądziła o odbiciu
Biełgorodu i Charkowa oraz o ostatecznym przejęciu inicjatywy
strategicznej na froncie wschodnim przez Stalina. Podczas walk obie
strony poniosły ogromne straty ludzkie i materialne.
Monumentalna w swych rozmiarach oraz w liczbie wykorzystanego sprzętu
bojowego bitwa na Łuku Kurskim jest jednym z tych wielkich starć drugiej
wojny światowej, których prawdziwy przebieg przez dziesięciolecia ukryty
był za parawanem półprawd i uproszczeń. Dopiero po upadku Związku
Socjalistycznych Republik Sowieckich możliwe stało się pełniejsze
zapoznanie z dokumentami Armii Czerwonej przechowywanymi w rosyjskich
archiwach oraz z dokumentacją niemiecką zdobytą przez Sowietów, co
doprowadziło do gruntownej korekty obrazu wykreowanego w większym
stopniu przez komunistyczną propagandę niż rzetelną analizę przyczyn,
przebiegu i wyników kampanii kurskiej.
Działania wojenne latem 1943 roku stały się przedmiotem badań licznych
historyków i pasjonatów, tak pochodzących z krajów Europy Zachodniej i Stanów Zjednoczonych Ameryki, jak i rosyjskich. Obraz bitwy wyłaniający
się ze zderzenia źródeł wytworzonych przez obie armie, jakie starły się
ze sobą w śmiertelnym zwarciu latem 1943 roku, daleki jest od oficjalnej
wizji prezentowanej przez dekady w krajach "demokracji ludowej". W związku z tym pojawił się pomysł, aby w syntetycznej formie przedstawić
zmagania pod Kurskiem również jako tom w serii "Historyczne Bitwy",
który zostałby oparty na najnowszych ustaleniach nauki.
Nie ukrywam, iż najpoważniejszym wyzwaniem podczas prac nad tą książką
była konieczność samodyscypliny zmuszająca autora do skupienia się na
maksymalnym zsyntetyzowaniu wielkiej konfrontacji. Jeśli uwzględnimy
przy tym, iż sama operacja zaczepna "Cytadela" armii niemieckiej była w istocie dwiema odrębnie toczonymi bitwami (choć w planach sztabowców
Wehrmachtu miała stanowić jedną batalię po spotkaniu się kleszczy
okrążenia pod Kurskiem), otrzymamy obraz zmagań toczonych na wielką
skalę w kulminacyjnym momencie wojny na froncie wschodnim. Każda z tych
trzech wielkich operacji (zaczepna niemiecka i dwie sowieckie
kontrofensywy) z powodzeniem mogłaby posłużyć za osobny tom w serii
"Historyczne Bitwy". Dlatego też proszę o wyrozumiałość z uwagi na
konieczność zwięzłego potraktowania wielu interesujących i ważnych
wątków, z których każdy zasługiwałby na znacznie szersze omówienie.
Zainteresowanych zapoznaniem się z bardziej wnikliwymi opisami zmagań
pod Kurskiem pozwalam sobie odesłać do wybranych monografii.
Opracowanie, które kieruję do rąk Czytelnika, należy traktować jako
syntezę dotychczasowych badań, nie wyłączając najnowszych publikacji,
które ukazały się przed kilkoma miesiącami.
Do klasyki sowieckiej historiografii należy książka Grigorija Kołtunowa
i Borisa Sołowiowa. Przetłumaczona na język polski rozeszła się w dużym
nakładzie, przybliżając polskim czytelnikom tyleż szczegółowy (ze strony
sowieckiej), co niepełny i odpowiednio sprofilowany obraz batalii
kurskiej. Mimo upływu lat wspomniana książka, która ukazała się w języku
polskim w roku 19711, pod względem opisu (np. przygotowań do
operacji obronnej Armii Czerwonej) nadal posiada pewien potencjał.
Swoistym skróceniem ustaleń wspomnianych autorów była krótka praca
Antoniego Karpińskiego Kursk 1943, która ukazała się w serii
"Historyczne Bitwy" jako jeden z pierwszych numerów serii. Niestety,
była to pozycja nie tylko znacznie mniej szczegółowa od wspomnianej
wcześniej książki historyków sowieckich, ale i utrzymana w podobnej
otoczce ideologicznej2.
Do końca lat osiemdziesiątych, a w niektórych przypadkach i dłużej
historiografia zachodnia decydowała się na powielanie ustaleń (i przekłamań) historyków sowieckich i rosyjskich, bezkrytycznie przyjmując
za pewnik pozyskane od nich informacje. Przypadłość ta ujawniła się
również w opracowaniach wojskowych, w których analizowano różnego
rodzaju aspekty bitwy pod Kurskiem w ramach prowadzonych gier
operacyjnych i studiów nad wojskowością3. Pewnym przełomem
było kompleksowe opracowanie dziejów II Korpusu Pancernego SS autorstwa
Silvestra Stadlera4. Trudno jednak uznać jego pozycję za
obiektywną, gdyż był najmłodszym generałem Waffen-SS czasu wojny,
ostatnim dowódcą 9. Dywizji SS "Hohenstaufen". Uczestniczył w bitwie na
Łuku Kurskim jako dowódca 4. Pułku Grenadierów Pancernych SS "Der
Führer"5.
Przełom w jakości prac nastąpił w latach dziewięćdziesiątych XX wieku i w pierwszej dekadzie obecnego stulecia. Ze względu na możliwość
dokonania porównania meldunków i raportów obu stron, wglądu w mapy i bogatą dokumentację fotograficzną, możliwe stało się zbadanie batalii z dużą wnikliwością i poznanie nawet najmniejszych jej szczegółów, jak się
okazuje -?nie pozostających bez wpływu na przebieg zmagań. Na czele
wymienić tu można prace Davida M. Glantza i Jonathana M.
House'a6 oraz niemieckiego badacza Romana Töppela, doskonale
znającego źródła Wehrmachtu i Waffen-SS7.
Ze strony rosyjskiej najpełniej jak dotąd operację "Cytadela" opisał
Walerij Zamulin. Jest on autorem szeregu udanych prac poświęconych
różnym obszarom operacji wojennych w pierwszych dniach lipca 1943 roku
oraz rozmaitych aspektów bitwy8. Książki tego autora, a prywatnie
również dyrektora jednego z muzeów bitwy zlokalizowanego w miasteczku
Ponyri, zostały przetłumaczone na język angielski, co wpłynęło na
rozpowszechnienie jego cennych ustaleń na Zachodzie.
Ważne miejsce w literaturze przedmiotu zajmują prace Christophera A.
Lawrence'a9. Dużą wagę posiadają opracowania Roberta
Forczyka, zarówno w pełni naukowe, jak i popularne10. Autor
ten szczególnie skupił się na kwestiach związanych z użyciem broni
pancernej. Wartościowe opracowanie na temat części bitwy rozegranej w powietrzu nad Łukiem Kurskim opublikował Krzysztof Janowicz11.
Mniejsze znaczenie miały książki popularnonaukowe, niejednokrotnie
zawierające poważne błędy oraz zbyt daleko idące uproszczenia. Zaliczyć
do nich można opracowania Janusza Piekałkiewicza i M.K. Barbiera. Na
drugim biegunie plasuje się popularnonaukowa, choć niepozbawiona
elementów warsztatu historyka i oparta częściowo na źródłach
archiwalnych i drukowanych, książka Lloyda Clarka. Jest ona zresztą
znakomitym przykładem pracy udanej pod względem narracji, ale
zawierającej liczne błędy rzeczowe12. Na tym tle pozytywnie
wyróżniają się popularne opracowania Borisa Sokołowa13 i Marka
Healy14.
Materiałem uzupełniającym były wspomnienia uczestników walk. Choć wtórne
wobec dokumentacji, bez ich fragmentów niemożliwe byłoby "plastyczne"
odwzorowanie warunków panujących na polu bitwy, przeżyć i trosk
żołnierzy oraz ich dramatu. Obraz walki kreślony na podstawie
dokumentów: raportów, meldunków, spisów nie będzie zazwyczaj przesycony
strachem, odwagą, emocjami. Nie temu służy przecież dokumentacja
wojskowa. W sukurs przychodzą więc liczne relacje, wspomnienia i dzienniki, spisane zarówno przez dowodzących wielkimi ruchami wojsk, jak
Erich von Manstein czy Iwan Koniew, ale i przez oficerów czy szeregowych
żołnierzy.
Pracę innych starałem się uzupełnić -?tam, gdzie uznałem to za konieczne
-?wynikami własnej analizy materiałów pochodzących z National Archives
and Records Administration, Bundesarchiv-Militärarchiv oraz Centralnego
Archiwum Ministerstwa Obrony Federacji Rosyjskiej. Pozyskałem dzięki
temu wiedzę na temat struktur organizacyjnych, planów, przebiegu działań
i strat kluczowych związków operacyjnych i taktycznych: 9. Armii i 4.
Armii Pancernej Wehrmachtu, frontów Armii Czerwonej: Centralnego,
Woroneskiego, Stepowego, Zachodniego i Południowo-Zachodniego oraz
licznych korpusów obu stron, a także poszczególnych dywizji i mniejszych
pododdziałów. Jak jednak wspomniałem, książka ma przede wszystkim
charakter syntezy i opiera się głównie na ustaleniach innych badaczy.
W przypadku nazw jednostek zastosowałem konsekwentnie polskie nazwy.
Zrezygnowałem z typowych rusycyzmów obecnych na przykład w nazwie pułków
artylerii przeciwpancernej Armii Czerwonej (w dosłownym tłumaczeniu:
Niszczycielsko-Przeciwczołgowy Pułk/Dywizjon//Bateria Artylerii),
stosując uproszczenia. Zdaję sobie również sprawę, iż nie wszędzie było
możliwe wprowadzenie rodzimego nazewnictwa, tak jak w przypadku
niemieckich słów Gruppe, Geschwader etc., mających przecież odmienne
zastosowanie od nazewnictwa polskiego.
W Ordre de Bataille obu walczących stron dodanym na końcu książki jako
załącznik Czytelnik znajdzie przede wszystkim wykaz jednostek i pododdziałów walczących w newralgicznych punktach Łuku Kurskiego. OdB
przedstawia siły stron na dzień 4 lipca 1943 roku.
Najwięcej uwagi zdecydowałem się poświęcić niemieckiej ofensywie
"Cytadela". Dalszy przebieg wydarzeń w drugiej połowie lipca i sierpniu
został w dużym stopniu zdeterminowany przez wynik tego ataku. Wobec
ograniczonej objętości książki proszę o wyrozumiałość z uwagi na
możliwość pozostawienia niedosytu w przypadku opisów licznych
interesujących wątków. Seria "Historyczne Bitwy" zasługiwała na
wznowienie tak istotnego tomu. Jeśli Czytelnicy uznają, że moja próba ta
została przynajmniej częściowo uwieńczona powodzeniem, uznam to za powód
do satysfakcji.
Rozdział I. Po Stalingradzie i Charkowie. Sytuacja na Froncie Wschodnim Wiosną 1943 Roku
Rozdział I
Po Stalingradzie i Charkowie. Sytuacja na Froncie Wschodnim Wiosną 1943
Roku
Klęska poniesiona przez wojska Osi w bitwie stalingradzkiej zachwiała
całym południowym odcinkiem frontu i zmusiła siły Niemiec i ich
sojuszników do odwrotu na zachód. Naziści zmuszeni zostali odłożyć na
bliżej nieokreślony czas atak za Wołgę w kierunku Uralu. Poniesione
straty poważnie wpłynęły na kondycję wojsk niemieckich. Tylko w bitwie
stalingradzkiej straciły one prawie ćwierć miliona zabitych, zaginionych
i wziętych do niewoli, podczas gdy straty sojuszników -?wojsk rumuńskich
i węgierskich, były jeszcze wyższe. Zagłada 6. Armii feldmarszałka
Paulusa była dla wojsk niemieckich znacznie trudniejsza do uzupełnienia
w zasobach ludzkich niż klęski Armii Czerwonej w 1941 roku. W odróżnieniu od Związku Sowieckiego nazistowskie Niemcy walczyły już na
kilku frontach, a ponadto musiały utrzymywać duże siły na terenach
podbitych i okupowanych.
Nie mniej istotne znaczenie porażka u bram miasta Stalina niosła dla
Rzeszy szkody na polu politycznym: oddalała się i tak mglista
perspektywa włączenia się do wojny Turcji, a ogromne straty poniesione
przez wojska węgierskie, włoskie i rumuńskie de facto poważnie
ograniczyły ich zdolność bojową, i tak mniejszą od jednostek
niemieckich. Katastrofa nad Wołgą poważnie zachwiała wiarą Włochów,
Rumunów i Węgrów w możliwość zwycięskiego zakończenia wojny u boku
Niemiec. Oznaczała również osłabienie morale części niemieckiego
społeczeństwa i samego Wehrmachtu15.
Bitwa stalingradzka przysporzyła wielkich strat również wojskom
sowieckim. Zginęło w niej prawie pół miliona żołnierzy, a ponad 650
tysięcy zostało rannych. Nie mniej dotkliwe okazały się straty w sprzęcie, które przekroczyły 2,7 tys. samolotów i 4 tys. czołgów oraz
kilkanaście tysięcy sztuk artylerii lufowej różnego rodzaju. Stalingrad
dał jednak Armii Czerwonej coś, czego do tej pory nie miała -?wiarę we
własne siły i w możliwość pokonania trudnego przeciwnika. Zniszczenie w kotle 6. Armii feldmarszałka Paulusa potwierdziło zdolność wojsk
sowieckich do spektakularnych zwycięstw nad Wehrmachtem, w stylu, w jakim to Niemcy zwyciężali latem i jesienią 1941 i wiosną, i latem 1942
roku.
Klęską zakończyła się natomiast próba głębokiego pościgu za Wehrmachtem,
nakazana wolą Stalina. Sowiecki przywódca po raz kolejny zdecydował się
nie posłuchać swojego zastępcy -?marszałka Gieorgija Żukowa. Pomny na
fiasko kontrofensyw Armii Czerwonej w 1942 roku, Żukow proponował, aby
przejść do ataku za wstrząśniętym przeciwnikiem na wybranych odcinkach
frontu, zebrawszy tam najsilniejsze dywizje i korpusy pancerne.
Generalissimus uwierzył jednak, iż Niemcy nie podniosą się już po
Stalingradzie i rozkazał przejść do kontruderzenia na kilku szerokich
odcinkach frontu.
Na rezultaty nie trzeba było długo czekać. Co prawda czerwonoarmistom
udało się przejściowo odbić Charków, ale po zaledwie kilku dniach sukces
zamienił się w katastrofę -?w wyniku kontrataku Wehrmachtu Sowieci
zostali rozbici i zmuszeni do szybkiego odwrotu. Zginęło ponad 45
tysięcy żołnierzy Armii Czerwonej, poniesiono również znaczne straty w sprzęcie pancernym i lotniczym. Przede wszystkim jednak -?Niemcom udało
się odzyskać wielkie miasto i jego ważny węzeł kolejowy i drogowy.
Kontrofensywa charkowska okazała się majstersztykiem marszałka Ericha
von Mansteina. Manstein w ciągu trzech tygodni pobił niemal
czterokrotnie liczniejsze oddziały sowieckie, odzyskał miasto i zadał
Armii Czerwonej wysokie straty16. Niektóre z dywizji sowieckich
zostały tak mocno poturbowane, iż ich siła liniowa została zredukowana
do poziomu pułków i batalionów. Dla przykładu, w raporcie z działań 160.
Dywizji Strzeleckiej przyporządkowanej 69. Armii podano, iż na przełomie
marca i kwietnia pułki dywizji liczyły po około 150 bagnetów17.
Raporty poszczególnych wielkich jednostek wskazywały w alarmistycznym
tonie, iż pod Charkowem niemieckie czołgi i artyleria wyeliminowały do
75 procent ich armat i środków obrony przeciwpancernej.
Po błyskotliwym zwycięstwie pod Stalingradem i triumfalnym -?zdawałoby
się -?marszu na zachód, Charków stanowił dla Stalina niespodziewane
otrzeźwienie. Za wcześnie spisał on niemiecką armię na straty, wyraźnie
nie doceniając jej potencjału, doświadczenia i woli walki. Wehrmacht
zdołał odzyskać część terenów utraconych zimą przez Grupę Armii
"Środek". Linia bojowa krzepła, ponieważ żadna ze stron nie była w stanie kontynuować wówczas działań o tak dużym natężeniu. Nastał czas
operacyjnej przerwy. Niemcy utrzymali kontrolę nad Orłem -?ważnym
punktem logistycznym i dużym węzłem kolejowym. Nie udało się jednak
zepchnąć wojsk sowieckich z wysuniętych na zachód pozycji na zachód od
Kurska. Wczesną wiosną w wybrzuszeniu sięgającym do stu kilometrów w głąb niemieckich stanowisk znajdowało się siedem sowieckich armii.
Odległość między północnym a południowym skrzydłem Wehrmachtu wynosiła
około dwustu kilometrów.
"Występ" kurski stanowił dla Oberkommando des Heeres (Naczelnego
Dowództwa Wojsk Lądowych) poważny problem. Z jednej bowiem strony jego
teren mógł posłużyć jako pozycje wyjściowe do kolejnej wielkiej ofensywy
Armii Czerwonej. Z drugiej -?powodował znaczne wydłużenie linii
obronnych Wehrmachtu, który od kilku miesięcy coraz mocniej odczuwał
trudności związane z uzupełnianiem strat, przede wszystkim tych
ludzkich. Możliwość "skrócenia" frontu dzięki likwidacji wyłomu była
więc kuszącą perspektywą. Zakładano, że przez skrócenie udałoby się
wydzielić od dwunastu do szesnastu wielkich jednostek, co stanowiłoby
dużą siłę do użycia w innym miejscu.
Z obawą i nadzieją na Łuk Kurski spoglądali również sowieccy sztabowcy.
Stawka (Stawka Wierchownogo Komandowanija) -?Kierownictwo Najwyższego
Dowództwa -?dostrzegała szansę wyprowadzenia z terenów wcinających się w pozycje przeciwnika głębokich uderzeń na dalekie tyły GA "Środek".
Jednocześnie w analizach zwracano uwagę na zagrożenie dla wojsk
utrzymujących stanowiska daleko na zachód od sił głównych w przypadku
zdecydowanej akcji ofensywnej przeciwnika, prowadzącej być może nawet do
ich odcięcia i zniszczenia. Z drugiej strony z zainteresowaniem przyjęto
nadchodzące raporty wywiadowcze o rozważaniach Niemców nad uderzeniem na
podstawy występu. Dawało to szanse na przygotowanie odpowiednio silnej
obrony i zadanie atakującym dużych strat i wyczerpanie ich zasobów.
Niechciana ofensywa? Kryptonim "Zitadelle"
Historię piszą zwycięzcy? To oczywiście w dużym uproszczeniu prawda, ale
nade wszystko piszą ją ci, którzy pozostawiają świadectwa o przeszłych
wydarzeniach, które następnie trafiają do świadomości społecznej. Przez
wiele lat pokutował jeden z mitów na temat bitwy pod Kurskiem, jakoby to
Hitler był głównym orędownikiem ofensywy, rzekomo niemal pchającym
swoich generałów do tego ryzykownego przedsięwzięcia. Nie jest to do
końca zgodne z prawdą, wszak na początku marca Hitler zapowiedział w gronie wyższych dowódców armii, że nie planuje wielkich ofensyw na
wschodzie18. Z drugiej strony feldmarszałek Erich von
Manstein, jeden z najważniejszych dowódców wojsk niemieckich II wojny
światowej, pozostawił po sobie nie tylko wspomnienie żołnierskiej sławy
i największych triumfów Wehrmachtu na Wschodzie, ale także obszerne
wspomnienia, w których przypisywał ideę operacji ofensywnej w jej
finalnej wersji wodzowi Rzeszy Niemieckiej.
Jeszcze w trakcie bitwy pod Charkowem Manstein zaproponował jako
pierwszy, aby dwoma koncentrycznymi uderzeniami "ściąć" występ kurski
wbijający się głęboko w niemieckie pozycje i zlikwidować głęboko
oskrzydlone wojska sowieckie zajmujące stanowiska z dala od sił
głównych. Tak narodził się zarys planu późniejszej ofensywy, która
przejdzie do historii pod nazwą swojego kryptonimu -?"Zitadelle"
("Cytadela").
Dowódca Grupy Armii "Południe" zakładał jednak, że uderzenie powinno
nastąpić jak najszybciej, zanim jeszcze pobite pod Charkowem i osłabione
po zimowych działaniach armie sowieckie zdołają się zregenerować oraz
zyskają czas na umocnienie się w zajmowanym terenie. Manstein chciał w ten sposób -?poza pobiciem sowieckiego zgrupowania pod Kurskiem -
zabezpieczyć lewe skrzydło swoich wojsk przed przyszłymi
działaniami19. Nie były to bezpodstawne obawy. Dowództwo
Armii Czerwonej traktowało występ kurski jako podstawę do przyszłej
wielkiej ofensywy już w marcu20.
Myśl o przeprowadzeniu ataku "kleszczami" na kierunku kurskim
podchwyciło następnie kilku innych wysokich rangą niemieckich dowódców:
dowódca GA "Środek", feldmarszałek Günther Hans von Kluge, oraz szef
sztabu OKH, gen. Kurt Zeitzler. Pierwotnie zaplanowano, by do uderzenia
wykorzystać 2. Armię ze składu Grupy Armii "Środek" oraz 4. Armię
Pancerną z GA "Południe". Na przeszkodzie do szybkiego rozpoczęcia tego
ambitnego zamysłu stało jednak kilka istotnych czynników. Pierwszym z nich była ogólna sytuacja, w jakiej znajdowały się wojska niemieckie w lutym 1943 roku. Po drugie, trwały jeszcze zacięte walki o Charków,
angażujące najbardziej wartościowe dywizje, w tym jednostki Waffen-SS.
W OKH uznano zatem, iż operacja, choć obiecująca, nie będzie mogła
zostać przeprowadzona w terminie zaproponowanym przez feldmarszałka
Mansteina. Co ważne -?Hitler nie zgodził się, by na czas ofensywy
kurskiej wojska niemieckie czasowo wycofały się z Zagłębia Donbaskiego,
aby poprawić położenie na froncie i zapewnić ofensywie niezbędną osłonę
od wschodu. Wódz Rzeszy uznał to za niedopuszczalne z przyczyn
ekonomicznych21. Zdaniem gen. Theodora Busse, szefa sztabu
GA "Południe", w OKH dominował wówczas jeszcze raczej pogląd, aby
przygotować się do przyjęcia sowieckiego uderzenia latem i stosując
elastyczną obronę oraz silne kontrataki, stoczyć bitwę obronną, podobnie
jak miało to miejsce -?z sukcesem -?pod Charkowem22.
Hitler także nie wydawał się jeszcze optować za maksymalistycznym planem
ofensywy. Wódz Rzeszy skłaniał się bardziej do wykonania znacznie
mniejszych, precyzyjnych uderzeń na występy utrzymywane przez wojska
sowieckie na południowy wschód od Charkowa oraz pod Izjum i Czuhujewem.
Ich wykonanie wymagałoby skupienia nieporównywalnie mniejszych sił oraz
rozpraszałoby wysiłek obronny Armii Czerwonej. Rzecz jasna, powodzenie
obu operacji byłoby mniej spektakularne od potencjalnego zwycięstwa w wielkiej bitwie wokół Kurska -?nawet gdyby zakończyły się wzorcowym
zwycięstwem wojsk niemieckich, udałoby się najprawdopodobniej
wyeliminować około dwustu tysięcy żołnierzy wroga, nie zaś ponad
milion23.
11 marca podczas jednej z kolejnych narad, jaka odbyła się w kwaterze
Hitlera w Zaporożu, Manstein po raz kolejny zaproponował, by wydać Armii
Czerwonej bitwę na wyniszczenie, na wybranym przez siebie terenie, czyli
zlikwidować występ kurski. Argumentował przy tym, iż należy rozpocząć
wiosenną ofensywę jak najszybciej, nawet zanim jeszcze zakończy się czas
rasputicy, czyli gwałtownych roztopów unieruchamiających wszystkie
mniejsze rosyjskie drogi i zamieniające je w trudne do przebycia bagno.
Feldmarszałek argumentował, iż przeciwnik nie zdołał jeszcze otrząsnąć
się po klęsce pod Charkowem i nie uzupełnił swoich sił, zatem należy
wykonać precyzyjne uderzenie z północy i południa, by zamknąć wojska
sowieckie w wielkim "worku", następnie wykrwawić siły sowieckie
próbujące im przyjść z pomocą ze wschodu, by ostatecznie dokonać ich
pogromu pod Kurskiem24. Hitler nie był jednak przekonany. Jak
twierdził, należało działać tak, aby przy sprzyjających okolicznościach
udało się osiągnąć współczynnik strat (nie doprecyzował, czy chodziło o straty ludzkie, czy sprzętowe) jak 10 do 1 na korzyść Wehrmachtu, i tym
sposobem nie dopuścić do wykrwawienia się armii na
wschodzie25.
Wahania Hitlera, wcześniej wielokrotnie skłonnego do podejmowania
największego nawet ryzyka na froncie, nie powinny dziwić. W przeciwieństwie do Mansteina, wódz Rzeszy myślał w kategoriach nie tylko
operacyjnych, ale i materiałowych -?zarówno pod względem zasobów
osobowych, jak i sprzętu, materiałów i surowców. Feldmarszałek zamierzał
przeprowadzić kolejną zwycięską operację ofensywną. Hitler nie musiał
wątpić, iż jego zaufany dowódca będzie do tego wystarczająco zdolny.
Coraz bardziej ważył natomiast siły swej armii na froncie wschodnim na
zamiary. W wielkich bitwach zakończonych sukcesem i doszczętnym
rozbiciem wojsk sowieckich w latach 1941 i 1942 Wehrmacht również
ponosił duże straty. Trudno było zakładać, by tym razem miało być
inaczej. Z drugiej jednak strony perspektywa osłabienia Armii Czerwonej
na kolejne miesiące musiała być dla niego obiecująca. Potencjalny sukces
operacji "Cytadela" zapewne odsuwałby w czasie -?być może na długo -
groźbę inwazji na Zachodzie26.
Po tym, jak Hitler nie okazał początkowo głębszego zainteresowania ideą
wielkiej ofensywy wiosennej na kierunku kurskim, Manstein zdawał się
odchodzić od własnego pomysłu. Ten został za to podchwycony przez innego
niemieckiego dowódcę. Zaledwie dwa dni po naradzie zaporoskiej Hitler
wizytował sztab GA "Środek" w Smoleńsku. Doszło wówczas do znamiennych
wydarzeń. Szef Sztabu OKH, generał Zeitzler, wsparty przez dowódcę GA,
feldmarszałka von Kluge, oraz dowódcę 2. Armii Pancernej, gen. Rudolfa
Schmidta, zaczął naciskać, by jednak nie rezygnować z idei
"kleszczowego" zmiażdżenia przeciwnika wcinającego się między pozycje GA
"Środek" i GA "Południe". Tak naprawdę przejął pomysł swojego kolegi,
znacznie jednak rozszerzając jego myśl, by zaangażować do ataku więcej
wojsk, niż to pierwotnie zakładano.
Zeitzler zaproponował (w ślad za Mansteinem), aby ofensywę przeprowadzić
na dwóch kierunkach równocześnie. Koncentryczne uderzenia wojsk
pancernych i zmotoryzowanych od strony Orła w kierunku
południowo-wschodnim oraz od Biełgorodu w stronę północno-wschodnią
miały pozwolić wojskom niemieckim w pierwszej kolejności przełamać
front, następnie spotkać się w rejonie Kurska, a po zdobyciu miasta -
odciąć oddziały Armii Czerwonej zajmujące pozycję na Łuku Kurskim.
Następnie miał nastąpić drugi etap, polegający na likwidacji okrążonego
zgrupowania przeciwnika. Szef Sztabu OKH uznał jednak, iż do tak
poważnego i wymagającego zadania należy zaangażować co najmniej dwie
armie, które uzyskałyby przed rozpoczęciem działań możliwie pełne
uzupełnienia i nowy sprzęt. Wybór padł na 9. Armię z GA "Środek" i 4.
Armię Pancerną z GA "Południe".
Optymistycznie zakładano, iż sukces operacji może przynieść likwidację
około miliona żołnierzy Armii Czerwonej i zdobycie około 23 tysięcy
kilometrów kwadratowych terenu. Jak liczono w niemieckim sztabie, byłaby
to jeszcze większa bitwa z manewrem wielkiego okrążenia niż pod Kijowem
w 1941 roku, kiedy to okrążono około 600 tysięcy czerwonoarmistów. Ze
zrozumiałych względów zakładano także ogromne straty przeciwnika w sprzęcie bojowym. Wymierzenie tego ciosu nie tylko osłabiłoby wojska
sowieckie w skali strategicznej, ale miało też umożliwić Wehrmachtowi w kolejnych miesiącach odblokowanie kierunku działań na Moskwę i -?przede
wszystkim -?pozbawić Sowietów zdolności ofensywnych na dłuższy czas.
Sprawnie przeprowadzona operacja miała przynieść Niemcom dłuższy czas
wytchnienia na froncie wschodnim i wyczerpać możliwości Armii Czerwonej.
Kesselschlacht -?bitwa w kotle -?była specjalnością armii niemieckiej
w kampaniach: polskiej, francuskiej, wreszcie w pierwszym etapie
operacji "Barbarossa". Chodziło o głębokie oskrzydlenie przeciwnika
przez oddziały pancerne i zmotoryzowane, odcięcie go od zaplecza,
terroryzowanie arterii komunikacyjnych, szos i kolei brutalnymi atakami
lotnictwa, wreszcie rozbijanie osłabionego przeciwnika przez
nadciągającą piechotę. Większość dotychczasowych wielkich niemieckich
zwycięstw na froncie wschodnim odniesionych zostało właśnie w ten
sposób. Białystok, Kijów, Mińsk, Smoleńsk, Wiaźma i wiele innych to
sukces manewru wojsk szybkich, głębokiego przeniknięcia na tyły
przeciwnika, dezorganizacja jego ośrodków decyzyjnych, przygwożdżenie do
ziemi artylerii przez lotnictwo. W swoich ogólnych założeniach cały plan
operacji kurskiej był dość prostolinijny. Wybrzuszenie tworzone przez
wojska sowieckie na zachód od Kurska zdawało się zachęcać do powtórzenia
taktyki, która już tyle razy przyniosła Wehrmachtowi triumf. Jak jednak
słusznie zauważył Roman Töppel, wszystkie przygotowania do ofensywy
przez Niemców były podejmowane przy fatalnym niedoszacowaniu możliwości
Armii Czerwonej, które skokowo wzrosły w ciągu kilku miesięcy przed
rozpoczęciem batalii27.
Rozkaz nr 5 Hitlera z 13 marca 1943 roku precyzujący te plany zakładał,
iż atak powinien rozpocząć się jak najszybciej, najlepiej zaś -?w połowie kwietnia. Z każdym kolejnym dniem i tygodniem należało liczyć
się ze wzmocnieniem fortyfikacji polowych przez obie walczące strony.
Jeśli to Niemcy mieli uderzyć jako pierwsi, oszczędność czasu w planowaniu i przygotowaniu wielkiego ataku oznaczało jednocześnie coś
znacznie więcej -?oszczędność krwi. Aby to jednak było możliwe, potrzeba
było dwóch czynników: zakończenia pory deszczowej, w której rzęsiste
deszcze zamieniały fatalne rosyjskie drogi w grzęzawiska, oraz rozkazu
Hitlera, a roztopy zaczęły się w 1943 roku wcześniej, niż przewidywał
feldmarszałek Manstein. Zarówno on, jak i jego szef sztabu uważali, że
nie należy zwlekać. Generał Busse pisał:
"Co się tyczy czasu operacji, wszyscy byli zgodni, że powinna rozpocząć
się jak najszybciej. Na wyprowadzenie skutecznego ataku mogliśmy mieć
nadzieję, jedynie zanim wojska radzieckie odzyskają pełną wartość bojową
-?gdy koncentracje strategiczne wciąż były niekompletne, a teren
[operacji] pozostawał niedostatecznie umocniony. Szybki atak mógł
również doprowadzić do uzyskania pewnego efektu zaskoczenia, choć
ostatecznie inne czynniki sprawiły, że owe nadzieje okazały się
płonne"28.
Jak już wspomniałem -?i co warto podkreślić -?Hitler początkowo nie był
zwolennikiem uderzenia na Łuku Kurskim. To właśnie Manstein był jednym z głównych orędowników planu przełamania impasu, w jakim znalazł się
Wehrmacht29. Feldmarszałek uchodził za głównego praktyka
śmiałych i głębokich przełamań na wschodzie, których rezultatem było
tworzenie ogromnych kotłów pełnych sowieckich jednostek. Mogło się
wydawać, iż i tym razem nie zawiedzie go jego żołnierskie szczęście
poparte ogromnym doświadczeniem. W istocie jednak autorami rozszerzonej
wersji operacji ofensywnej przeciwko armiom sowieckim na Łuku Kurskim
byli obok niego także von Kluge i gen. Rudolf Schmidt, dowódca 2. APanc.
Ten ostatni nie doczekał rozpoczęcia ofensywy, ponieważ został wcześniej
aresztowany przez gestapo z powodu zaangażowania jego brata w spisek
przeciwko Hitlerowi. Do łask powrócił dopiero ponad rok później.
Zaskakujące może natomiast się wydawać, dlaczego niemiecki przywódca
akurat w pierwszej dekadzie marca zdecydował się jednak zezwolić na
rozpoczęcie przygotowań do nowej ofensywy. Jest wprost niemożliwe, aby
Hitler nie znał raportu wywiadu wojskowego OKH z dnia 2 marca, w którym
bezbłędnie rozpracowano zamiary Sowietów wobec ewentualnych przygotowań
do natarcia Wehrmachtu:
"Nawiązując do ostatnio przedstawionych meldunków, nie można wykluczyć,
że nieprzyjaciel dowiedział się o przygotowaniach do niemieckiej
ofensywy [...]. Początkowo będzie on czekał [na jej rozpoczęcie -
D.K.M.] i systematycznie wzmacniał swoje pozycje obronne, ale przejdzie
do działań zaczepnych dopiero po tym, jak nasze siły wyczerpią się
[podczas ataku -?D.K.M.]. Wzmacnianie jego oddziałów następuje
nieustannie, a zdolności bojowe nawet rosną. Przeciwnik kontynuuje
przesuwanie nowych jednostek naprzeciw pozycji północnej flanki Grupy
Armii "Południe" i południowego skrzydła Grupy Armii "Środek". Należy
wziąć pod uwagę, iż wróg zwiększy liczbę swoich oddziałów do odparcia
niemieckiej ofensywy oraz wzmocni ich zdolności, które już obecnie są na
wysokim poziomie"30.
Wywiad OKH alarmował zatem o głównym niebezpieczeństwie dla planowanej
ofensywy, zanim jeszcze została ona zatwierdzona. W raporcie wskazano
wprost na to, jak może wyglądać przebieg przyszłej batalii -?i okazał
się on zaskakująco trafiony. Zagadką pozostaje zatem nieuwzględnienie
tej analizy w przyszłych kalkulacjach, a może i potraktowanie jej przez
Hitlera i Zeitzlera jako element walki wewnątrz armii. Nie bez wpływu na
przyjęcie tego dokumentu mógł mieć również konflikt obecny między dwiema
strukturami dowódczymi nazistowskiej machiny wojennej. Bez względu na
powyższe, prace nad planem ofensywy trwały.
Zasadnicza faza operacji polegająca na zniszczeniu pozycji obronnych
Armii Czerwonej u początku występu kurskiego, przeniknięcie na głębokie
tyły przeciwnika, rozbicie jego strategicznych odwodów, a następnie
zdobycie Kurska i przeprowadzenie likwidacji pozostałych jego wojsk
miała zostać przeprowadzona siłami dwóch armii: 9. i 4. Pancernej.
Pierwszą z nich, 9. Armią, dowodził gen. Walther Model, zaufany dowódca
Hitlera. Model przeprowadził sprawny odwrót swojej armii z występu
rżewskiego, unikając losu 6. Armii pod Stalingradem. Wiązało się to z porzuceniem części ciężkiego sprzętu, ale -?co ważniejsze -?pozwoliło
ocalić większość żołnierzy. Po wycofaniu spod Rżewa to 9. Armia -?po
wzmocnieniu wieloma dywizjami -?stanowić miała północne kleszcze
natarcia. Podobne zadanie, ale od strony południowej, przypaść miało 4.
Armii Pancernej gen. Hermanna Hotha ze składu GA "Południe". I ona
jednak wymagała odbudowy po ciężkich zimowych walkach
defensywnych31.
Uzupełnianie strat w armiach przeznaczonych do wykonania natarcia szło
wolniej, niż przewidywano, choć jednostki w ich składzie otrzymały
priorytet w przydziale uzupełnień i nowego sprzętu. Opierając się na
dzienniku działań bojowych 9. Armii Modela, po tym, jak okazało się, że
nie uda się przystąpić do natarcia niemalże z marszu, na dzień
zakończenia przygotowań wyznaczono 21 kwietnia, aby pięć dni później
rozpocząć ofensywę32.
Wystarczy jednak rzucić okiem na stan wyposażenia jednostek, które
przeznaczono do przełamania frontu, by dostrzec nieprzygotowanie strony
niemieckiej pod względem sprzętu w tamtym czasie. Do 20 kwietnia dywizje
GA "Południe" przy najbardziej sprzyjających okolicznościach (brak
opóźnień transportów i utrzymanie pełnego stanu operacyjnego maszyn)
dysponowałyby zaledwie 67 czołgami "Tiger". "Panter" na froncie jeszcze
nie było, znajdowały się w fazie produkcji i formowano z nich pierwsze
pododdziały. Jeszcze gorzej sytuacja przedstawiała się w 9. Armii
Modela, która na dzień 9 kwietnia posiadała zaledwie 159 czołgów
Pz.Kpfw. III i IV, kilkanaście lżejszych maszyn (rozpoznawczych,
szkolnych i dowodzenia Pz.Kpfw. II i I) oraz ani jednego czołgu
ciężkiego. W rezultacie północne kleszcze ofensywy w czterech dywizjach
pancernych nie miałyby więcej wozów bojowych niż jedna w pełni
ukompletowana dywizja pancerna33.
Nie mniej istotny był czynnik pogodowy. Wiosenne roztopy zaczęły się w środkowej Rosji w 1943 roku wcześniej niż zwykle i teren przyszłych
działań przypominał jedno wielkie grzęzawisko. Ofensywy nie udałoby się
przeprowadzić w założonym terminie choćby ze względu na to, iż jednostki
9. Armii znacznie wolniej, niż zakładano, przejmowały pozycje na prawej
flance 2. Armii Pancernej. Nie bez wpływu na tempo tych działań miała
również afera związana z aresztowaniem gen. Schmidta.
Z uwagi na opóźnienia 15 kwietnia wydano rozkaz operacyjny nr 6.
Dokument ten stanowił podstawę przygotowań do operacji "Cytadela".
Wojska GA "Środek" i "Południe" miały osiągnąć gotowość do rozpoczęcia
działań ofensywnych najpóźniej do 28 kwietnia, przy czym od tej daty
rozkaz do ataku miał nastąpić w ciągu sześciu dni. Przemysł Rzeszy
pracujący od trzech miesięcy w trybie wojny totalnej miał pomóc w błyskawicznym uzupełnieniu dywizji GA "Środek" i "Południe", jakie miały
wziąć udział w wielkim natarciu.
Głównym orędownikiem planu "Cytadela" w jego dojrzałej formie był szef
sztabu Oberkommando des Heeres, gen. Kurt Zeitzler. Zdawał się on
dostrzegać wyłącznie pozytywne aspekty operacji. Zaliczał do nich:
oskrzydlenie wojsk sowieckich już od początku natarcia, łatwość odcięcia
kurskiego zgrupowania od zaopatrzenia, czego dokonać miała Luftwaffe już
w pierwszych godzinach operacji, wreszcie -?pewność, iż nowe maszyny
bojowe pod każdym względem okażą się lepsze od czołgów i dział
szturmowych Armii Czerwonej. Prawdopodobnie wierzył, iż straty własne
nie będą na tyle wysokie, aby mogło to zagrozić zdolnościom bojowym
armii na wschodzie.
Istotnym czynnikiem było wyprzedzenie przygotowań sowieckich do
rozpoczęcia wielkiej ofensywy letniej, jakiej niemiecki sztab spodziewał
się najpóźniej w połowie lipca. Chodziło o to, by narzucić przeciwnikowi
własne warunki walki oraz wybrany przez siebie teren do konfrontacji.
Może więc wywoływać zdziwienie, że zakładano, iż wielkie przygotowania
do ataku uda się utrzymać w całkowitej tajemnicy i że będzie ona dla
sowieckiego dowództwa zaskoczeniem. Próby podciągania wielkich sił i zapasów podczas bezksiężycowych nocy zakończone licznymi wypadkami, w tym śmiertelnymi, pokazały, że nie było to takie proste34. Nawet
jednak -?przyjmując wariant najbardziej optymistyczny z możliwych -
gdyby atak rozpoczął się w pierwszych dniach maja -?błędem byłoby
sądzić, iż Armia Czerwona nie byłaby przynajmniej częściowo przygotowana
do odparcia ofensywy. Każdorazowo po nastaniu większych przerw w aktywnej fazie walk, dywizje i brygady sowieckie otrzymywały rozkazy, w myśl których miały dosłownie wbić się w ziemię, tworząc punkty oporu
pozwalające na walkę nawet w otoczeniu.
Inicjatorzy operacji zakładali nie bez pewnej racji, iż każdą pozycję
można sforsować, stosując odpowiednią taktykę i dysponując zmotywowanym,
dobrze uzbrojonym żołnierzem. To wszystko prawda, natomiast nie
przewidywali oni gigantycznej pracy na tyłach frontu, gdzie dzień i noc
fabryki przeniesione z europejskiej części ZSRS produkowały broń,
amunicję i wszelkiego rodzaju wyposażenie wojskowe, a na niezliczonych
poligonach szkolono naprędce nowe jednostki z ogromnej rezerwy ludzkiej,
z której mimo koszmarnych klęsk i strat nadal mógł czerpać Stalin.
Niemcy przestawiły gospodarkę w tryb wojny totalnej na pół roku przed
rozpoczęciem ofensywy pod Kurskiem. Sowieci pracowali w ten sposób już
od dwóch lat35.
Zdania co do tego, czy należy przeprowadzić ofensywę, były podzielone.
Nie można także wykluczyć, iż okresowo ocena planu wielkiego natarcia z dwóch stron zmieniała się, tak u Hitlera, jak i u Mansteina. Dość
stwierdzić, iż już w kwietniu niemieccy sztabowcy zdali sobie sprawę z intensywnych przygotowań obronnych Armii Czerwonej, jak i z tego, że
wojska północnego zgrupowania uderzeniowego będą miały jedynie
niewielkie -?jeśli w ogóle -?możliwości prowadzenia bitwy manewrowej. W "Głównych instrukcjach do planowanej operacji Cytadela" przygotowanych
przez sztab 9. Armii zaznaczono:
"Prowadząc natarcie przy użyciu dużej liczby żołnierzy przez mocno
pokryty wzgórzami teren w sektorze Fatież-Małoarchangielsk-Kursk, należy
uszykować wojska, tak by zminimalizować trudności podczas pokonywania
licznych wąwozów i strumieni. Odpowiednia koncentracja różnych rodzajów
sił ma pierwszorzędne znaczenie dla osiągniecia przełamania. Innymi
słowy: atak na wysuniętą flankę nieprzyjaciela będzie poprzedzony
nieuniknionym frontalnym szturmem na jego pozycje"36.
Po przedarciu się przez nieprzyjacielską obronę północne zgrupowanie
uderzeniowe miało dotrzeć do rejonu odległego o około 77 km od swoich
pozycji wyjściowych, w pobliżu Kurska. Już na etapie wczesnego
planowania zakładano, że nie obędzie się bez poważnych strat. Podobnego
zdania był również dowódca GA "Południe" feldmarszałek Manstein, który
zamierzył uderzyć siłami 4. Armii Pancernej najkrótszą drogą na Kursk,
zajmując po drodze miasteczko Obojań. Zamiar Mansteina spotkał się
jednak z protestem gen. Hotha, który obawiał się takiego scenariusza.
Hoth w osobistej rozmowie z Mansteinem przedstawił mu swoje wątpliwości
i zdołał go przekonać o konieczności uniknięcia osi
Biełgorod-Obojań-Kursk na rzecz natarcia bardziej na północny wschód,
gdzie teren bardziej sprzyjał manewrowi jednostek szybkich. Udział w ofensywie korpusu Hotha wcale nie był pewny, ponieważ Hitler zamierzał
pierwotnie użyć jego dywizji do obsadzenia Włoch, które w jego opinii
zostały zagrożone inwazją po kapitulacji ostatnich wojsk niemieckich w Afryce37.
Feldmarszałek Manstein dobrze wiedział, iż Sowieci, uzyskawszy czas,
zamienią całą linię frontu na zagrożonym odcinku w gąszcz okopów, pól
minowych i zasieków. W jego opinii, uderzenie powinno było nastąpić od
razu po bitwie pod Charkowem. Siły niemieckie były zmęczone bitwą, ale
jeszcze bardziej wyczerpane były zapewne oddziały Armii Czerwonej.
Tymczasem minęły marzec i kwiecień i stawało się jasne, iż ofensywa -
jeśli w ogóle nastąpi -?odbędzie się późną wiosną lub latem. Uwadze
feldmarszałka nie uszło również skoncentrowanie przez Armię Czerwoną
ogromnych sił na wysokości Łuku Kurskiego. Jak donosił w jednym z meldunków Hitlerowi -?naprzeciw wojsk niemieckich znajdować się miały
pod koniec marca co najmniej 124 wielkie jednostki nieprzyjaciela.
Manstein proponował, by zasilić oddziały natarcia także siłami z innych
odcinków frontu, spod Charkowa, Izjum i znad rzeki Mius i Doniec. Jak
przewidywał:
"Cytadela zaangażuje wszystkie siły wroga. W rezultacie operacja
doprowadzi albo do szybkiego, zdecydowanego zwycięstwa, albo -?przy
specyficznych okolicznościach -?wywoła nieprzewidywalny kryzys. Wobec
tego należy za wszelką cenę maksymalnie wzmocnić siły nad rzeką Mius i nad Donem, nawet za cenę podjęcia wielkiego ryzyka. Grupa Armii
["Południe"] zdecydowała poświęcić wszystko na rzecz sukcesu operacji
Cytadela"38.
Czekając na dzień "X": wahania niemieckiego sztabu
3 maja na naradzie w Monachium Hitler spotkał się z Zeitzlerem,
inspektorem wojsk pancernych gen. Heinzem Guderianem, ministrem Albertem
Speerem, Modelem i Mansteinem oraz feldmarszałkiem von Kluge, dowódcą GA
"Środek". W toku dyskusji wyszło na jaw, iż liczba wyprodukowanych i skierowanych do jednostek na froncie nowych czołgów była jeszcze
niewystarczająca dla odpowiedniego nasycenia nimi dywizji przeznaczonych
do ataku. Manstein wiedział, że należy uderzyć teraz albo zaniechać tak
śmiałego planu. Jak wielu spośród bliskiego otoczenia wodza Rzeszy
Niemieckiej, obawiał się jednak otwarcie mu przeciwstawić. Guderian
wskazywał nie bez racji, iż nową "wspaniałą broń" należy przerzucić
raczej na zachód wobec groźby inwazji aliantów na Europę Zachodnią. Jego
głos pozostał jednak bez odpowiedzi. Inicjatywę przejęli Zeitzler i von
Kluge, zdaniem których należało przeprowadzić operację "Cytadela",
ponieważ zadecydować miały nowe typy czołgów. Niewykluczone, iż generał
starał się w ten sposób wykorzystać rosnące zaufanie Hitlera do
niemieckiej techniki wojskowej39.
Zarówno Model, jak i Manstein uznali wówczas, iż nie będzie dobrym
rozwiązaniem uderzenie wprost na dobrze umocnione i głęboko urzutowane
pozycje przeciwnika. Co do przygotowań Armii Czerwonej do uporczywej
obrony na Łuku Kurskim nie można było mieć najmniejszych wątpliwości. O aktywnych pracach fortyfikacyjnych donosiły zarówno źródła płytkiego,
jak i głębokiego wywiadu zafrontowego, oraz zwiad lotniczy Luftwaffe,
który dostarczył cennej dokumentacji fotograficznej pozycji przeciwnika.
Guderian wspominał:
"Poprosiłem o głos i oświadczyłem, że moim zdaniem działanie jest
bezcelowe. Nasze dopiero co przeprowadzone uzupełnienie wojsk na froncie
wschodnim zostałoby znowu przekreślone, gdyż w razie uderzenia według
propozycji szefa Sztabu Generalnego [Zeitzlera -?D.K.M.] niechybnie
ponieślibyśmy ciężkie straty w czołgach. [...] Prócz tego wskazałem, że
czołg Pantera, w którym szef Sztabu Generalnego pokłada tak wielkie
nadzieje, przechodzi jeszcze właściwą każdej nowej konstrukcji chorobę
dziecięcą i że jest mało prawdopodobne, aby te braki i usterki można
było usunąć przed rozpoczęciem natarcia. Speer poparł me argumenty z punktu widzenia resortu zbrojeń. Ale pozostaliśmy jedynymi uczestnikami
narady, którzy na propozycje Zeitzlera odpowiedzieli jasno i wyraźnie -
"nie". Hitler, którego zwolennicy natarcia nie zdołali jeszcze w pełni
przekonać, nie powziął tego dnia ostatecznej decyzji"40.
Rozmowa i pojedynek na argumenty, w którym z jednej strony udział wzięli
Zeitzler i von Kluge, a z drugiej -?Guderian, Model i Manstein,
nabierały coraz to większych emocji. Von Kluge wyzwał Guderiana na
pojedynek, choć ostatecznie konfrontacja między nimi nie przeniosła się
poza salę, w której obradowano. Hitler zdawał się wysłuchiwać obu stron,
nie wydając jasnego werdyktu. Koniec końców, postanowił, iż ofensywa się
odbędzie, ale jeszcze nie wówczas. W ciągu kolejnych tygodni oddziały
Modela i Mansteina miały zostać priorytetowo dozbrojone i uzupełnione,
by w maksymalnie pełnych stanach przystąpić do ataku.
Ale 3 maja zapadła jedynie decyzja o kolejnym przełożeniu daty ofensywy.
Czas wskazany przez feldmarszałka upłynął. Wojskom niemieckim pozostało
czekać na rozkaz do rozpoczęcia natarcia. Na wschód ciągnęły setki
transportów kolejowych i drogowych z nowymi partiami broni, amunicji i sprzętu wojskowego. Przybywały też ludzkie uzupełnienia. Do dywizji
pancernych docierały partie nowych wozów bojowych, póki co -?nowsze
wersje Pz.Kpfw. IV i więcej Pz.Kpfw. VI "Tiger".
10 maja, tydzień po burzliwych obradach w Monachium, generał Heinz
Guderian ponownie spotkał się z Adolfem Hitlerem. Argumentował, iż
wojsk, które mogą zostać stracone w ataku na dobrze przygotowane pozycje
obronne Armii Czerwonej, zabraknie w najbliższych miesiącach do odparcia
desantu armii angielskiej i amerykańskiej w Europie. Guderian miał
również inny cel w próbie nakłonienia wodza Niemiec do rozpoczęcia
ofensywy: planowana pierwsza transza licząca 324 nowe czołgi średnie
Pz.Kpfw. V "Panther" miała dotrzeć z fabryk z opóźnieniem, a jednocześnie doświadczony dowódca przestrzegał przed stratą dopiero co
odbudowywanego potencjału Panzerwaffe w atakach na sowieckie pozycje.
Tym razem adwersarzem wielkiego praktyka broni pancernej okazał się szef
sztabu Sił Zbrojnych, feldmarszałek Wilhelm Keitel. Dowodził on, iż
poczyniono już nazbyt wiele, by teraz zrezygnować i zaprzepaścić tak
wielki wysiłek organizacyjny. Nie można wykluczyć, iż podobnie jak von
Kluge i Zeitzler, Keitel był prawdziwie przekonany o wyższości własnych
wojsk nad siłami sowieckimi, nawet w przypadku ich liczebnej i sprzętowej przewagi. Liczył więc, podobnie jak tamci dwaj, na
powtórzenie oszałamiających sukcesów z pierwszych miesięcy wojny. Hitler
zdecydował: czekać i zbroić się dalej. Odłożył więc termin ofensywy na
miesiąc, do 12 czerwca. Dzień "X" nadal pozostawał nieznany. Korzyść z kolejnej zwłoki polegała na tym, iż Guderian starał się w miarę rozłożyć
wsparcie w postaci nowszych wersji czołgów Pz.Kpfw. IV wśród dywizji
pancernych, starając się, by nie tylko jednostki uznane za elitarne (w tym Waffen-SS) skokowo wzmocniły swoją zdolność bojową41.
Zarówno Manstein, jak i Model obawiali się, iż w przypadku osiągnięcia
sukcesu strategicznego w postaci zamknięcia się kleszczy i zdobycia
Kurska, a nawet unicestwienia w wielkim kotle licznych oddziałów wroga,
straty własne mogą okazać się nieakceptowalne w perspektywie dalszego
prowadzenia wojny ze Związkiem Sowieckim. Nie ulegało najmniejszych
wątpliwości, iż na atakujące wojska niemieckie czekać będzie dobrze
przygotowana obrona. Zdobyte dotąd doświadczenie podpowiadało obu tym
dowódcom, iż nawet najlepsze przygotowanie artyleryjskie i precyzyjne
ataki lotnictwa bombowego i szturmowego nie będą w stanie całkowicie
unieszkodliwić rozbudowanego systemu fortyfikacji polowych, tym bardziej
takiego, który już pod koniec kwietnia liczył kilka linii
obronnych42. Najlepsze nawet oddziały pancerne musiały stracić
impet uderzenia w walkach o drewniano-ziemne reduty rozciągnięte na
wiele dziesiątków kilometrów. Sam Hitler też był pełen wahania:
poświęcić wszystkie faktyczne rezerwy w Związku Sowieckim na rzecz
ryzykownego ataku, czy raczej wstrzymać się, przyjąć postawę obronną i trzymać front tak długo, jak to tylko będzie możliwe43.
Wątpliwości mieszały się z nadziejami na przełom. Hitler wpadł na
pomysł, aby równolegle do ofensywy pod Kurskiem (lub zamiast niej)
wykonać dwa inne zmasowane ataki. Z rejonu Charkowa na Kupiańsk uderzyć
miały inne zgrupowania pancerne w ramach operacji "Habicht", gdy od
Lisiczańska i Izjum natarcie na północ wykonałyby inne jednostki. Druga
z tych ofensyw otrzymała kryptonim "Panther". Podobnie jak w przypadku
operacji "Cytadela", tak i tutaj koncentryczne ataki zwieńczyć miało
spotkanie obu klinów zdobyciem Kupiańska, ważnego miasta położonego nad
rzeką Oskoł. Przywódca Rzeszy liczył na zamknięcie w kotle przynajmniej
części sił Frontu Południowo-Zachodniego Armii Czerwonej, co oznaczałoby
poważne osłabienie sił nieprzyjaciela w pasie odpowiedzialności Grupy
Armii "Południe", regenerującej się po klęsce stalingradzkiej. Szybko
jednak zarzucono te plany na rzecz przygotowań do natarcia pod
Kurskiem44.
13 maja alianci opanowali w pełni Tunezję, co stanowiło początek
niemieckiej klęski w wielomiesięcznych zmaganiach o Afrykę Północną. W związku z tym Hitler zadecydował o odłożeniu przygotowań do planu
"Cytadela" do końca czerwca. Nie wiedział, iż spełnia w ten sposób
najczarniejsze przewidywania Modela i Mansteina. Oczekując na
zwiększenie potencjału własnych wojsk, w ciągu dwóch długich miesięcy
siła przeciwnika wzrosnąć miała nieporównywalnie. Ale nawet w połowie
maja Niemcy nie byli odpowiednio silni, aby rozpocząć natarcie. Dywizje
przydzielone 9. Armii liczyły łącznie na pierwszej linii nie więcej niż
70 tysięcy żołnierzy, niektóre z nich miały zatem "w polu" około 3,5
tys. żołnierzy.
W maju drogi zaczęły wreszcie krzepnąć po wiosennych roztopach, pogoda
poprawiła się. Uzupełnienia popłynęły szybciej do dywizji na pierwszej
linii. Fala sprzętu z Rzeszy dobiła do wojsk na Wschodzie, przynosząc
ciężkie czołgi "Tiger", średnie -?"Panther", dużo Pz.Kpfw. IV w późniejszych, ulepszonych wersjach, samoloty Fw 190 F1 i szturmowe Hs
129 B i masę innego śmiercionośnego sprzętu. Zgrupowania uderzeniowe
Modela i Mansteina zaczęły się nasycać przed czekającą je batalią.
Przybycie dwóch batalionów czołgów ciężkich (503. i 505.) oraz kolejnych
Pz.Kpfw. VI pozwoliło przywódcy Niemiec marzyć o potężnym przełamaniu,
jakie stanie się ich udziałem45.
Część historyków skłania się do zdania, jakoby Model i Manstein byli
zainteresowani tym, by przygotowania do operacji "Cytadela" przeciągały
się jak najdłużej. Mieli bowiem liczyć po cichu na to, że Sowieci uderzą
pierwsi, a wówczas mniej liczne wojska niemieckie będą w stanie zadać
przeciwnikowi duże straty, aby później wykonać kontrnatarcia świeżymi
dywizjami pancernymi. Z punktu widzenia ekonomii sił taki plan dawałby
wojskom niemieckim więcej szans na sukces niż przewidziana ofensywa, w myśl której musiały one przebijać się przez doskonale przygotowane
pozycje obronne silniejszego przeciwnika. Nie można zresztą wykluczyć,
by nadziei na taki scenariusz nie miał i sam Hitler.