Las '43 - Michał Lelonek

Kup ebooka

43.90 zł
35.12 zł (24,90 zł najniższa cena z 30 dni)

-
Proszę czekać

Michał Lelonek nie pokazuje nam ani bohaterów, ani wielkich wodzów, ani zdarzeń, które zmieniły tok II Wojny Światowej, a mimo wszystko napisał książkę, od której trudno się oderwać!

Autor stworzył fascynującą historię o tym, jaki jest efekt działań i wyborów niezbyt odważnych ludzi. Ba! Nie dość, że bohaterowie książki to żadni herosi, to jeszcze jedzą i piją za wiele, nieprzesadnie dbają o wyszkolenie i gotowość bojową, a i ich podejście do ideologii zostawia wiele do życzenia. Mówiąc prosto - w "Lesie" Lelonka widzimy samych siebie, w innej sytuacji życiowej, w innej scenerii. Autor zabiera nas do "Lasu", zamyka nas z bohaterami swojej książki w niewielkiej niemieckiej bazie wojskowej, stawia pytania natury etycznej i pozwala wybrzmieć racjom i wyborom, nie nudząc przy tym i nie moralizując.

Jak zbieg okoliczności plus alkohol, chęć przeżycia, do tego pech i zwykła złośliwość wpływają na indywidualne wybory bohaterów "Lasu" Michała Lelonka? O tym koniecznie trzeba przeczytać!

Monika Lech, autorka serii Droga Smoka

Spis treści

I - 6 LISTOPADA 1943

II - PÓŁ ROKU WCZEŚNIEJ, KWIECIEŃ 1943

III

IV

V

VI

VII

VIII - MAJ 1943

IX - CZERWIEC 1943

X

XI - LIPIEC 1943

XII - SIERPIEŃ 1943

XIII - WRZESIEŃ 1943

XIV

XV

XVI - PAŹDZIERNIK 1943

XVII

XVIII - LISTOPAD 1943

XIX - 4 LISTOPADA 1943

X - 5 LISTOPADA 1943

XXI - 6 LISTOPADA 1943

XXII

XXIII - 7 LISTOPADA 1943

XXIV

XXV - 8 LISTOPADA 1943

XXVI

XXVII

XXVIII

XXIX - 9 LISTOPADA 1943

XXX - 10 LISTOPADA 1943

XXXI

EPILOG - 25 GRUDNIA 1943

I - 6 LISTOPADA 1943

Pluton egzekucyjny ustawił się w szeregu. Na placu zgromadził się cały personel bazy, by obserwować bieg wydarzeń.

Dziesięciu więźniów stało obróconych tyłem, z zawiązanymi dłońmi i przepaskami na oczach.

Pluton był gotowy. Starszy chorąży Moritz przerwał gęstniejącą ciszę krótką komendą.

- Cel!

Żołnierze z wyraźnym ociąganiem podnieśli broń i zaczęli mierzyć do więźniów.

"Nie ma sensu tego przeciągać" - pomyślał Moritz i krzyknął:

- Ognia!

Wszyscy wystrzelili. Z całej dziesiątki więźniów tylko dwóch się przewróciło. Reszta stała tak samo jak przed wystrzałem.

Wszyscy, z plutonem włącznie, byli zdumieni: obracali głowy i spoglądali na siebie, nie wypowiadając ani słowa. Jeden z żołnierzy, nie mogąc dłużej wytrzymać napięcia, podbiegł do leżących, pobieżnie sprawdził ich stan i wrócił złożyć raport Moritzowi.

- Jeden zemdlał, ale nie jest ranny, panie chorąży. Drugi dostał w ucho.

Moritz pokręcił głową, zacisnął mocno wargi, a potem parsknął zrezygnowanym śmiechem. Nic, absolutnie nic nie zrobi z nich żołnierzy. Oni spudłowali celowo! Zapewne każdy z osobna wpadł na ten sam pomysł: strzelić nad głowami skazanych.

Żołnierz, skrępowany trwającą ciszą, zapytał:

- Co zrobić z rannym, panie chorąży?

Moritz w jednej chwili zrozumiał, że ci chłopcy nigdy nie zostaną dobrymi, niemieckimi, budzącymi postrach żołnierzami. Zostaną tym, kim są: garstką oportunistów, chcącą prześlizgnąć się przez zatrzaskujące się z hukiem wrota historii. Sam zresztą nie odstawał ani na cal od reszty.

- Opatrzyć i odstawić do obozu. Wydać dodatkową porcję jedzenia wszystkim więźniom.

Wieczorem chorąży zamknął się w swoim gabinecie z butelką armaniaku. Musiał się zastanowić, jak doszło do tej absurdalnej sytuacji.

Zaczął zdawać sobie sprawę, że żołnierze, choć oszczędzili więźniów, najpewniej wydali wyrok na siebie, jego i całą bazę. A przecież jeszcze niedawno wszystko było takie proste, jeszcze niedawno pławili się w luksusie bezpieczeństwa! W którym miejscu popełnił błąd? Jak to się stało, że nie dostrzegł zagrożenia? Otworzył butelkę, wypił haustem pierwszy kieliszek, usiadł i popadł w zadumę. Miał wrażenie, że pierwsze symptomy nadchodzącej nawałnicy dały się zauważyć wiosną tego roku...