Rozdział I 20-30 czerwca. "Łamistrajki" i rząd Grabskiego
Rozdział I 20-30 czerwca
"Łamistrajki" i rząd Grabskiego
Nastroje warszawiaków u progu tego lata są
chmurne. Mija zaledwie miesiąc, odkąd stolica witała wracającego z Kijowa Piłsudskiego. "Tłumy w Alejach, tłumy na Jerozolimskiej, morze
głów na placu przed dworcem"6 -
zachwycał się reporter "Kurjera Polskiego". Zwycięskiego wodza witał
premier rady ministrów Leopold Skulski, a biskup Gall w kościele św.
Aleksandra odprawił z tej okazji uroczystą mszę świętą. Młodzież z radości wyprzęgła konie i ciągnęła powóz Naczelnika do Belwederu. Opinia
publiczna nie zdawała sobie jednak sprawy z tego, że Kijów został
zdobyty właściwie bez walki.
10 czerwca rozpoczęła się ofensywa sowiecka, a rząd Skulskiego dzień
wcześniej podał się do dymisji. W Warszawie trwają strajki - 8 czerwca
stanęły zakłady użyteczności publicznej: elektrownia, gazownia, tramwaje
i wodociągi. Chorzy w szpitalach pozbawieni są wody i światła. Strajk,
który z pozoru jest natury ekonomicznej (pracownicy chcą, aby
zaspokojone zostały ich finansowe żądania), jednocześnie ma podłoże
polityczne. W PPS ścierają się dwa prądy. Część członków stawia sobie za
cel współtworzenie rządu, pozostali, przeciwni temu, chcąc mieć rząd
wyłącznie socjalistyczny i podburzają do strajku.
Uroczysta msza święta w kościele św. Aleksandra na pl.Trzech Krzyży z okazji powrotu Józefa Piłsudskiego z wyprawy kijowskiej, 18 maja 1920
Spontanicznie powstaje Stowarzyszenie Samopomocy Społecznej, złożone
głównie ze skautów i studentów, traktujące strajkujących jak wrogów
Polski. Chcąc zapanować nad sytuacją, stowarzyszeni próbują przywrócić
ład w mieście i przy pomocy wojska zastępują strajkujących na
stanowiskach.
Zły stan gospodarki, bieda i nierówności społeczne wpływają fatalnie na
samopoczucie większości warszawiaków. Przez miasto przechodzi fala
samobójstw. Łucja Hornowska, mieszkanka Warszawy, twierdząc, że jest
"niezdolna wykrzesać z siebie nic jaśniejszego, nic, co by tchnęło
zaufaniem do idących dni", notuje w pamiętniku: "O Jezu, teraz się może
pocznie walić wszystko"7.
20 CZERWCA, NIEDZIELA
Dziś "kancelaria cywilna naczelnika państwa zaprosiła pana Witosa na
konferencję do Belwederu na godzinę 4 minut 45 po południu. Poseł Witos
wrócił z Belwederu około 6 wieczorem otrzymawszy od naczelnika państwa
misję utworzenia nowego gabinetu"8.
Mija dziesięć dni od upadku rządu Leopolda Skulskiego. Kraj bezrządem
stoi.
W stolicy trwa 12 dzień strajku miejskich zakładów użyteczności
publicznej. Egzystencja staje się coraz bardziej utrudniona. Brakuje
chleba. Mnóstwo osób pielgrzymuje codziennie na stołeczne dworce
kolejowe i czeka na pociągi, którymi przyjeżdżają do miasta tzw.
szmuglerki z artykułami spożywczymi. "[...] Największy bodaj targ ze
szmuglerkami odbywa się na ulicy Marszałkowskiej przed dworcem kolei
wiedeńskiej"9 - informuje "Gazeta
Poranna. 2 Grosze". Strajkują tramwajarze. Rozpaczliwej sytuacji
powstałej na skutek strajku usiłują zaradzić członkowie Stowarzyszenia
Samopomocy Społecznej, w skrócie S.S.S., dzięki którym życie w stolicy
nie zamiera. Stowarzyszonym niekiedy brakuje kompetencji, co dodatkowo
utrudnia sytuację: "U zbiegu ul. Królewskiej i Krakowskiego Przedmieścia
tramwaj linii nr 17 wpadł na tramwaj linii nr 3 stojący na przystanku.
Skutkiem zderzenia potłuczony został motorniczy linii nr 17, Henryk
Mamrotek, student z S.S.S. Z elektrowozu linii 17 wypadły prawie
wszystkie szyby"10 - donosi
krytyczny wobec "łamistrajków" "Robotnik".
Przybiera na sile antywojenna propaganda komunistyczna, której
lustrzanym odbiciem jest propaganda antykomunistyczna, wiążąca się
niestety przeważnie z kampanią antyżydowską.
***
Jak zaradzić niebezpieczeństwu grożącemu ojczyźnie z powodu ustawicznych
strajków - pytają organizatorzy wiecu zwołanego dziś na godzinę 3 po
południu w gmachu Filharmonii. Na apel osób "stojących mocno na gruncie
narodowym" przybył tłum, który teraz szczelnie wypełnia budynek, a przed
gmachem zebrało się dodatkowo kilka tysięcy warszawiaków. Przemawia
m.in. ksiądz Czesław Oraczewski i redaktor "Myśli Niepodległej" Andrzej
Niemojewski (mija raptem rok od czasu, kiedy Lechoń w Rokoszu
Sapieżyńskim pisał: "Pan Andrzej i xiądz Czesław rwą na wiecach
płuca"11). Padają głosy, że fala
strajków jest dziełem "wrogów ojczyzny", oraz apele o "ustanowienie
rządu patriotycznego, rządu silnej ręki, który by z całą energią podjął
nieubłaganą walkę z bolszewizmem, rozwiązał związki komunistyczne, a agentów Lenina i Trockiego odstawił do wschodnich granic państwa". Mówcy
nawołują do jedności i skupienia się wokół Naczelnika Państwa. Obecni
wznoszą okrzyki na cześć bohaterskiej polskiej armii, krzyczą "hańba!"
pod adresem Wojciechowskiego, Witosa i Daszyńskiego, a na koniec
śpiewają Rotę Konopnickiej. Zebrani przed gmachem postanawiają
urządzić pochód manifestacyjny skierowany przeciw strajkującym, ale
odwodzi ich od tego ksiądz Oraczewski, który przemawia specjalnie do
nich z balkonu. "Nie obeszło się jednak bez zajścia. Gdy zebrani
rozchodząc się, doszli do rogu ulicy Złotej, jakiś osobnik wszczął z nimi gawędę uwłaczając polskiej armii. Spotkał się jednak z należną
odprawą czynną i został oddany w ręce policji"12 - donosi na drugi dzień "Kurjer
Warszawski".
Fotoreportaż w tygodniku "Świat"
Bardziej szczegółowo i w wyraźnie minorowym tonie komentował wydarzenia
na drugi dzień "Robotnik": "[...] wiec miał zdecydowanie piętno
pogromowe. [...], że winni wszystkiemu Żydzi, no i socjaliści. [...]
Nastrój mówców był wściekły, a to z powodu, że nie "całe społeczeństwo"
zapisuje się do łamistrajków S.S.S. (a któż by wtedy paskował?). Dostało
się grubo i Sejmowi i Witosowi i reszcie, która nie chce iść na pasku
endeckiej sfory. [...] zaczęto ludzi zganiać przed gmach Filharmonii.
[...] przemówił jeszcze raz, już ochrypłym głosem ks. Oraczewski.
Widać przeląkł się, że [...] tłum [...] może dać folgę swym
instynktom, zaczął nawoływać "w imię Boga świętego", żeby rozchodzić się
w spokoju po domach, nie urządzać czasem barykad, a nade wszystko nie
stawać w kolizji z konnymi policjantami, których tymczasem skonsygnowano
przy ulicach Sienkiewicza oraz Moniuszki. Ale ten ton księdza
Oraczewskiego popsuli niezadowoleni z pojednawczego tonu matołki jego,
którzy w dalszych przemówieniach chwycili się łajdackich wprost kłamstw.
Najtypowszym [...] był protest do jakiego nawoływano [...] z powodu
rzekomego usunięcia z nad fotelu marszałka w sali obrad sejmu krucyfiksu
ofiarowanego przez Koło Polek. A stało się to rzekomo na żądanie
towarzysza Daszyńskiego (kłamstwo na kłamstwie!). A więc: "Śmierć
Daszyńskiemu!" - wołano"13.
Główny bohater wiecu, niespełna trzydziestoletni wówczas ksiądz
Oraczewski, który już zdążył wyrobić sobie renomę charyzmatycznego
mówcy, zaledwie kilka dni wcześniej wrócił z kilkumiesięcznej wyprawy do
Stanów, gdzie zakładał (m.in. w Chicago) Stowarzyszenie Przyjaciół
Polski. "Kto raz zetknie się z duchem tego człowieka, ten nigdy go nie
zapomni" - pisał o duchownym podczas tej podróży "New York Times".
Istotnie, Oraczewski był duchem łatwo mogącym budzić skrajne emocje.
Rozgłos zdobył wykładami głoszącymi ideę wyzwolenia narodu przez
wewnętrzne odrodzenie jednostki - głosił je regularnie w Warszawie od
jesieni 1917 roku. Od listopada 1918 roku angażował się w przeróżne
rozgrywki polityczne, zwalczające przeważnie prądy lewicowe, a w roku
1919 przyczynił się do odrzucenia postulatu laicyzacji szkolnictwa. Po
zamachu majowym zadeklaruje się jako zwolennik sanacji, porzuci stan
kapłański, szybko jednak ukorzy się przed kardynałem Kakowskim i powróci
na łono Kościoła, traktowany będzie jednak z rezerwą i dopiero w roku
1936 władze duchowne uwolnią go od kościelnych kar. Podczas okupacji
obejmie duszpasterstwo w parafii św. Jakuba w Warszawie. W latach
powojennych nieustannie będzie krytykował działania polityczne
kościelnej hierarchii, więc władze duchowne ponownie zakażą mu głoszenia
kazań i ograniczą możliwość celebry. Jan Lechoń we wczesnych latach 20.
w przypisach do Rzeczpospolitej Babińskiej pozostawił taką jego
charakterystykę: "[...] X. Czesław Oraczewski, megaloman i kabotyn,
czas pewien uprawiał bluff naukowy - później utonął w najordynarniejszej
demagogii, prowadząc pochody kucharek i przemawiając na masówkach
chrześcijańskich analfabetów"14.
Basia Temkin-Bermanowa, która poznała Oraczewskiego podczas okupacji w latach 40., w Dzienniku z podziemia15 napisze krótko: "Endek, antysemita i chuligan"16.
***
Już w pierwszych latach po odzyskaniu niepodległości Warszawa,
gorączkowo poszukująca własnej tożsamości, odwołuje się do mitu Paryża.
W dzisiejszym "Kurjerze Warszawskim" na pierwszej stronie "po powrocie
właścicielki z Paryża" reklamuje się firma Aurelia mieszcząca się w kamienicy przy ulicy Marszałkowskiej 115. Trwa tam właśnie posezonowa
wyprzedaż kapeluszy, "modele paryskie niżej ceny kosztu". Warszawianki
(do niedawna jeszcze "królewianki") mają do wyboru kapelusze białe,
słomkowe, gazowe i płócienne. W sklepie można kupić również gorsety w najnowszych fasonach: "Pasy gumowe, trykotowe, dziane, zalecane przez
najsłynniejszych panów doktorów, staniczki trykotowe, haftowane,
batystowe, tiulowe, casch-corsets, koronkowe, haftowane batystowe z walansjenkami, szelki do prostego trzymania się, gorsety dla pań z nierównemi łopatkami bez poduszek, gorsety dla podlotków"17.
Panny, przystrojone w gazowe kapelusze i koronkowe, schowane pod
sukienkami staniczki z warszawsko-paryskiej firmy Aurelia mogą udać się
wieczorem do Mirażu (Nowy Świat 63) na pierwszy w stolicy tego lata
występ Stefanii Dąbrowskiej - "Bosonóżki", uczennicy Izadory Duncan.
"Bosonóżka" występuje dziś aż trzykrotnie, spektakl trwa około godziny.
Niespełna dwudziestosześcioletnia Dąbrowska ma przed sobą jeszcze trzy
lata pracy scenicznej, po których wycofa się z zawodu. Debiutowała w 1909 roku w teatrze Nowości, w którym później przez szereg lat
występowała, związana była również z Teatrem Wielkim i kabaretem Momus.
Prezentuje przeważnie "tańce wolne" i "miniatury baletowe". Walery
Jastrzębiec Rudnicki we wspomnieniach zatytułowanych Dymek z papierosa
napisze, że była zjawiskowo piękna. Ci, którzy widzieli Dąbrowską na
scenie, twierdzili, że "[...] tworzy linię cudną, a to jest grunt.
[...] Ma się wrażenie, że robi to dla własnej przyjemności, dla
zadośćuczynienia młodej, zdrowej potrzebie ruchu. [...] Nie myśli się o męczącej tresurze baletowej"18.
Młoda warszawianka ma oczywiście inne możliwości spędzenia pogodnego
wieczoru - na przykład przejażdżkę statkiem na Bielany. Statki odchodzą
dziś z przystani Żeglugi Państwowej przy moście Kierbedzia co półtorej
godziny (od godziny 10 rano do 8 wieczorem), a bilety wstępu zasilają
fundusz Głównego Komitetu Zbiórki na flotę polską.
Jeśli jednak warszawianka nie ma ochoty nigdzie wychodzić i zostanie w domu, można przypuszczać, że weźmie do ręki najnowszy, drugi z kolei
tomik wierszy Wandy Melcer-Rutkowskiej Na pewno książka kobiety.
Najnowszy numer tygodnika "Świat" w rubryce nowości wydawniczych tak
donosi o tym zbiorku: "[...] wyróżnia się odwagą twórczego poczynania.
[...] Wdzięk kobiecych wynurzeń pani Melcer-Rutkowskiej nie krępuje
się wcale formami przyjętemi i ustalonemi w liryce. Pani
Melcer-Rutkowska nie stosuje się wcale do rymów czy rytmów"19.
Wypadki - z miasta:
"Z okna II piętra przy ulicyŻórawiej 30 wyskoczył w zamiarze samobójczym Urzędnik
Ministerjum Skarbu, Kazimierz Rojkiewicz, którego w stanie ciężkim pogotowie
przewiozło do szpitala im. Dzieciątka Jezus."
Ogłoszenia:
"Lalkę piękną wielkości 8 letniego dziecka sprzedam. Miedziana 7, mydlarnia."
-
"Profesor gimnazjum z pięcioletnią praktyką poszukuje kondycji na wsi na lipiec
i sierpień. Specjalność francuski i niemiecki."
-
"Solidne bezdzietne małżeństwo poszukuje umeblowanego pokoju lub dwóch
przy chrześcijańskiej przyzwoitej rodzinie w Śródmieściu, oferty Główna Poczta,
skrzynka pocztowa 11."
-
"Bezpłatnie dla chrześcijan leczenie zębów, porady, poniedziałki, środy, piątki
- 9.30-10.30, asystentka zakładu dentystycznego, Krucza 42."
21 CZERWCA, PONIEDZIAŁEK
Józef Piłsudski podpisał dekret o powołaniu do życia Muzeum Wojska
Polskiego. Pierwszym dyrektorem mianowany został Bronisław Gembarzewski,
historyk wojskowości i dyrektor Muzeum Narodowego m.st. Warszawy. Według
niego: "Zadaniem historycznem Polski, tego przedmurza chrześcijaństwa i cywilizacji i istotną treścią jej życia - to wojsko. Nie zasłynęliśmy
specjalnie na polu nauki, przemysłu, handlu, administracji, zaś dzielne
i sprawne nasze wojsko było i jest chlubą narodu"20.
Mnożą się reklamy zachęcające do kupowania polskiej Pożyczki Odrodzenia.
"Spełnij swój obowiązek względem Ojczyzny, a jednocześnie zapewnij sobie
pewną i korzystną lokatę pieniędzy przez nabycie Pożyczki Odrodzenia i zakupienie za nią akcji Banku Narodowego". Na łamach warszawskich gazet
do obowiązku wzywa również krakowski biskup, Jego Eminencja Książę Adam
Sapieha: "Chwałą naszą jest bohaterska waleczność żołnierza naszego, nie
zapominajmy jednak, że poszłaby ona na marne, gdybyśmy nie spełnili
obowiązku zasilenia skarbu naszego państwa"21.
27 lutego 1920 roku polski Sejm Ustawodawczy w ramach pokrycia deficytu
budżetowego związanego z tworzeniem się państwa oraz przygotowaniami do
wojny z Rosją uchwalił dwie pożyczki. Pierwszą z nich była 5% Pożyczka
Odrodzenia Polski zwana Milionówką, druga to 4% pożyczka premiowa zwana
Premiówką. Obie stanowiły źródło pokrycia luk budżetowych.
Plakat promujący Pożyczkę Odrodzenia Polski projektu Feliksa Szczęsnego Kowarskiego
"Tygodnik Ilustrowany" wzywa do zapisów na Pożyczkę Odrodzenia tekstem,
który uświadamia, jak wyraźne było zróżnicowanie majątkowe w społeczeństwie - obok obszarów nędzy kwitło wystawne życie: "Bodajby raz
już stolica nasza, a za nią kraj cały pozbył się tego lekkomyślnego tonu
życia, tej bezmyślnej rozrzutności na uciechy, bodaj by raz nareszcie
przejęło nas wskroś przeświadczenie, że żyjemy w czasach wojny, że na
zewnątrz i w sobie wypracować musimy powagę, skupienie i oddać potrzebom
Ojczyzny wszystkie nasze wysiłki. Doprawdy, kto widzi Warszawę, ten musi
nabrać wyobrażenia, że zbiorowisko to nie dowiedziało się jeszcze o przelewie krwi, o życiu żołnierza zmagającego się z nadludzkim nieraz
trudem. Dzień po dniu odbywamy jakieś wymyślne urągowisko jego niedoli i jego bohaterstwu. Wejdźcie wieczorem do restauracyj, do kabaretów - co
się tam odbywa! Gdyby dziesiąta część tej bezmyślnej rozrzutności
codziennej obrócona była na Pożyczkę Odrodzenia, zaciąg pieniężny byłby
już pokryty"22.
***
"Gazeta Poranna. 2 Grosze" donosi, że w siedzibie rabinatu warszawskiego
odbyła się narada związana z wprowadzeniem nakazu zamykania sklepów w niedzielę. Jak twierdzi "Gazeta", uczestnicy narady projektowali
demonstrację uliczną z transparentami przeciwko dniowi wolnemu lub też
zamknięcie sklepów żydowskich na cały tydzień. Uchwały jednak żadnej nie
powzięto.
W jadłodajni dla inteligencji przy ulicy Mazowieckiej 8 pojawiły się
lepsze obiady: "[...] są o wiele smaczniejsze, obfitsze, a co
najważniejsze - są lepiej kraszone. [...]"23.
Przybył pierwszy transport uchodźców z Kijowa - Polaków, Ukraińców i Rosjan.
Polka z Westfalii mieszkająca od roku w Warszawie, której dwóch synów
rozstrzelali Niemcy, a mąż poległ na froncie zachodnim, żyje samotnie z dwuletnim dzieckiem "z wyprzedaży resztek chudoby i litości sąsiadów.
Ponieważ życie w Warszawie jest w ogóle bardzo ciężkie, zwracamy się
więc do czytelników naszych, głównie ziemian z Wielkopolski o przyjęcie
rodaczki z Westfalii, która zresztą znając szycie może na utrzymanie
zapracować"24.
***
Miasto emocjonuje się "pojedynkiem" między mieszkańcem Warszawy
Kazimierzem Baytlem a księdzem dr. Marcelim Ryniewiczem, proboszczem
nowo erygowanej (1919 r.) parafii przy ulicy Łazienkowskiej 14. "Gazeta
Poranna 2. Grosze", relacjonując zwiedzanie świątyni przez kardynała
Kakowskiego i arcybiskupa Bilczewskiego, wzywa "najhojniejszego
obywatela stolicy" pana Baytla, by sfinansował przykrycie kościoła
dachem. Efektem apelu jest list otwarty Baytla, opublikowany w prasie, w którym wzywa on księdza Ryniewicza na "pojedynek": "Ile do Nowego Roku
uzbiera na niezbędny dla pamiątkowej świątyni dach ksiądz dr Ryniewicz,
tyle ze swej szkatuły ofiaruje Baytel! [...]. Dowiadujemy się, że
kwesta księdza Ryniewicza wyniosła 9.600 marek, więc pan Baytel wręczył
już niestrudzonemu kapłanowi marek 10 tysięcy. [...] Baytel to
człowiek czynu, który powinien znaczyć każdego dziś Polaka - podsumowuje
redaktor. - Oby tylko pojedynki pt. "Kto zrobi więcej dobrego" istniały
w Polsce!"25.
Franciszek Baytel, właściciel wytwórni szkieł i luster,znany warszawski filantrop, wraz z żoną, fotografia z 1932 roku
Skromnie nazwany na łamach prasy "mieszkańcem Warszawy" Franciszek
Baytel to przemysłowiec, "król szkła", właściciel największej w Polsce
wytwórni luster, ale również typ szlachetnego dziwaka, filantropa
pragnącego uszczęśliwiać ludzi. W 1920 roku jest w swojej życiowej
formie - tryska pomysłami, pomaga, wspiera, sypie w kierunku
potrzebujących miliony marek. Chce wychowywać - do dziś zachowały się
plakaty anonsujące jego wystąpienia - w Filharmonii, w Towarzystwie
Higienicznym przy ul. Karowej, czasem w gościnnych progach własnego
domu. Tytuły wykładów: O szczęściu. Ma zapędy literackie, twórcze,
własnym sumptem wydaje tomiki wierszy, nakładem szacownego wydawnictwa
Gebethner i Wolff ukazała się jego książeczka Higiena i zdrowie. O własnościach leczniczych promieni słonecznych (1910 r.) - poradnik dla
młodzieży męskiej, w którym autor dobrodusznym tonem, przypominającym
dwie dekady późniejsze utwory Kornela Makuszyńskiego, radzi młodym
chłopcom, jak żyć. Dużo tam o kształceniu ducha, ale nie mniej o kształceniu ciała, a wiele zawartych wskazówek brzmi dziś zaskakująco
współcześnie, na przykład nakłanianie do diety energetycznej, czyli do...
weganizmu. Główny sklep Baytla mieści się w tej samej kamienicy co jego
mieszkanie, przy Nowym Świecie 27 - tak jest od 1908 roku. Filii tej
firmy jest w stolicy aż 18. Fach przejął Franciszek po swoim ojcu Alexym
Baytlu, mistrzu szklarskim, ale "natchnieniem do działalności
filantropijnej" dla niego jest matka, Berta z domu Kecher. W 1921 roku
czasopismo satyryczne "Mucha" opublikuje wiersz:
Szlachetny dziwak: Baytel Franciszek ma miano,
(Niechaj tacy dziwacy rodzą się co rano!)
Syn Polski, obywatel i rozdawca hojny,
Pięć miljonów na cele rozdał czasu wojny,
Przytem co za herezje jeszcze w druku szerzy:
"Com wziął od społeczeństwa, oddać mu należy.
[...] Warjat, warjat, naprawdę! Posłać go do Tworek!
Czyż człek o zdrowym mózgu oddałby swój worek?
Mądry rzuci co nieco, żeby być w porządku,
Ale nigdy nie odda całego majątku,
[...]
O wy, możni panowie, napęczniali pychą,
Jakże jest wobec Baytla wasza godność lichą!
Wy, choć macie tytuły, lecz serca jak głazy,
On bez tytułu więcej wart od was sto razy!
On, gdy po długiem życiu, ku mogile skręci,
Imię jego kraj w wdzięcznej zachowa pamięci,
Po was pies nie zapłacze, gdy legniecie w grobie,
Kraj rzeknie: "Żyli sobie i umarli sobie"26.
Nie minie dekada, jak Baytel straci majątek w wyniku wielkiego kryzysu,
zlicytowany i wyeksmitowany z pięciopokojowego mieszkania i licznych
składów szkła usiłował będzie odtworzyć biznes, bezskutecznie.
Kiedy wpisuję do wyszukiwarki hasło "Franciszek Baytel", z czeluści
internetu wyskakują dwa zdjęcia pod tym hasłem. Na jednym Baytel z żoną,
zmęczeni starsi państwo, na drugim wnętrze ich mieszkania przy Nowym
Świecie 27, skromne, pozbawione zbędnych przedmiotów i mebli. Z sufitu
na sznurku wisi goła żarówka, na ścianie obraz Chrystusa Miłosiernego,
po kątach kilka niezlicytowanych luster. Narodowe Archiwum Cyfrowe obu
zdjęciom przypisało rok 1932, czyli ostatni moment, kiedy o Baytlu
cokolwiek wiadomo, a wiadomo mniej więcej to, że w tym czasie nie
opuszczała go myśl o samobójstwie. Z notatek prasowych sporządzonych w 1931 roku na podstawie zeznań warszawskiej policji wiemy, że zjawiał się
tam wielokrotnie - roztrzęsiony zniszczony człowiek, w którym ze
zdumieniem rozpoznawano niegdysiejszego dobroczyńcę i potentata
finansowego, właściciela 18 stołecznych składów szkła. Twierdził, że
przed odebraniem sobie życia powstrzymuje go wiara w Boga i przywiązanie
do żony, prosił, aby go aresztowano, uniemożliwiając targnięcie się na
życie, co czyniono, zwalniając go jednak po kilku dniach. Na tych
informacjach ślad po Baytlu urywa się, nieznane są dalsze jego losy, nie
wiemy, kiedy i jak zmarł.
***
W artykule zatytułowanym Konający ogród publicysta "Gazety Porannej. 2
Grosze", podpisujący się pseudonimem "Oko", panikuje, że "umierają"
warszawskie ogrody, Ogród Saski i Ogród Krasińskich. Dlaczego? "Oko"
tłumaczy: "Przed laty ogród Krasińskich nie był dostępny dla chałaciarzy
i innych Żydów brudnych. I wtedy, aczkolwiek przylega do Nalewek, ogród
ten mający z przeciwnej strony okolicę chrześcijańską, służył za miejsce
spaceru i odpoczynku. Gdy wszakże "postęp" nakazał otworzyć ogród "dla
wszystkich", stał się on brudnem zbiorowiskiem cuchnącem. Jako tako
szanujący się Żyd, który już liznął trochę cywilizacji, unikał ogrodu
"zapowietrzonego". A co tu mówić o Polaku! Taki sam los czeka i Saski
Ogród. Od chwili wpuszczenia doń chałaciarstwa i innych Żydów brudnych,
jest on wszystkiem, tylko już nie ogrodem. Odbywa się tam
charakterystyczna "czarna giełda". Rozlegają się nieartykułowane okrzyki
zacietrzewionych aferzystów; kłócą się oni, rozpychają i odór szerzą.
[...] Skonał Krasińskich ogród, kona Saski. "Stan posiadania" Sjonu w Warszawie się powiększa. [...]"27.
Widok z głównej alei Ogrodu Saskiego na kolumnadę pałacu Saskiego i sobór św. Aleksandra Newskiego
W "Gazecie" jest również inny tekst na ten sam temat. List od
anonimowego czytelnika: "[...] Przechodzę codziennie przez ogród
Saski, który obecnie znajduje się całkowicie w arendzie żydowskiej, i obserwuję, jak nacja ta wprost z zawziętością zaśmieca ścieżki i trawniki, byle jak najbardziej obrzydzić ten śliczny zabytek miasta.
Przedwczoraj młodzież nasza z inicjatywy S.S.S. oczyściła ogród, dziś
śladu tej obywatelskiej pracy nie widać. Odnosi się wrażenie, że jest to
po prostu systematyczne drażnienie godności naszego miasta. Czyż władze
powołane nie powinny by się postarać o wydanie nakazu ścigania winnych
profanowania piękna stolicy. [...] To systematyczne zaśmiecanie Polski
przez Żydów przybiera coraz szersze rozmiary. Wszędzie się wciskają, w każdą komórkę naszego życia [...]. Czy potrafimy się zdobyć na wysiłek
samoobrony?"28.
***
Poniedziałek był pochmurny i dżdżysty, przelotne deszcze nawiedzały
miasto raz po raz. Zatopionemu w modlitwie "[...] w kościele pod
wezwaniem Wszystkich Świętych na Grzybowie, [...] Ludwikowi Wenclowi
wypadły z kieszeni pieniądze w kwocie 2.000 marek. Podjęła je jakaś pani
z młodszą osobą znajdująca się w tym kościele. Pani ta zwróciła się do
poszkodowanego z pytaniem - czy nie zgubił pieniędzy. Tenże, nie zdając
sobie w pierwszej chwili sprawy z wypadku, zaprzeczył. Tymczasem później
spostrzegł, że istotnie powyższa suma wypadła mu z kieszeni, czego nie
zauważył. Pan Wencel zwraca się z prośbą do znalazczyni, aby zechciała
uwiadomić go, gdzie mógłby odebrać swoją własność. Adres: Chmielna 30".
Wypadki - z miasta:
Gazetyinformują,że zmarł Adolf Starkman, dziennikarz, literat isatyryk. Starkman,
jak donosi "Kurjer Polski","padł ofiarą strajku w szpitalach".
-
"Na placu zabaw ludowych za parkiem praskim spadła z huśtawki 13 letnia Sara
Szmidtówna zamieszkała przy ul.Freta 4, ogólnie potłuczoną przewiozło pogotowie
do szpitala Przemienienia Pańskiego."
Ogłoszenia:
"Były ordynator szpitala św. Łazarza przy Pl. Wareckim 1 Dr. Uliński przyjmuje
w lecznicy przy Chłodnej 43, specjalność choroby weneryczne i niemoc płciowa."
-
"Zatwierdzone przez ministerstwo zapisy na kursy dla szoferów przy ul. Nowy
Świat 8 już otwarte. Oddzielnie komplety dżentelmeńskie."
-
"Chłopiec praktykant z dobrej rodziny potrzebny do składu aptecznego przy Marszałkowskiej 4."
-
"Kupiec rutynowany, samotny, rozporządzający majątkiem miljon marek przystąpi
do spółki większego przemysłowego lub handlowego interesu najchętniej z niezależną kobietą."
-
"Kupuję zęby sztuczne, nawet połamane, płacę za ząb 15-50 marek, Nowy Świat 22."
22 CZERWCA, WTOREK
"Gazeta Poranna. 2 Grosze" od rana jątrzy na swoich łamach: "Dowiadujemy
się, że pod wpływem wiadomości o formowaniu się gabinetu lewicowego z panem Witosem na czele, znacznie osłabł ruch w nabywaniu Pożyczki
państwowej. "Znowu nam jakiś Thugutt za nasze pieniądze będzie milicję
partyjną formował", mówi publiczność i zamyka trzosy"29.
Stanisław August Thugutt, kandydat na ministra spraw wewnętrznych,
publicysta i były minister spraw wewnętrznych w rządach Ignacego
Daszyńskiego i Jędrzeja Moraczewskiego, niedługo wstąpi jako ochotnik do
wojska. Jest autorem (m.in.) Krótkiego przewodnika po Warszawie i okolicach z 13 ilustracyami i planem miasta. Zaledwie rok temu w ramach
nieudanego zamachu stanu przeprowadzonego przez środowiska prawicowe
planowano utopić Thugutta w Wiśle.
***
Dzisiejszego wieczoru dochód za bilety ze wszystkich stołecznych teatrów
przeznaczony jest na Pożyczkę Odrodzenia. Zobaczyć będzie można m.in.
Ponad śnieg Żeromskiego w teatrze Reduty i Mieszczanina szlachcicem
z Jaraczem w roli pana Jourdaina w Teatrze Polskim.
"Rudomska: "Co to znaczy? Ten huk..." / Irena: "Powódź... [...] Ktoś
krzyczy... Ach!" / Rudomska: "Cóż tam takiego?" / Irena: "Powódź..."
[...]".30
Aktor Jan Szymański w roli młynarza Joachima w przedstawieniu "Ponad śnieg"
Podczas gdy w Ponad śnieg Żeromskiego, sztuce dziejącej się na Kresach
Wschodnich, powódź zalewała wsie, Warszawa zastanawiała się, jak
poradzić sobie ze zbliżającą się powodzią bolszewicką. Tekst
Żeromskiego, podejmując problem poszukiwania tożsamości przez młode
polskie państwo w obliczu zbliżającej się obrony własnych granic,
brzmiał niezwykle aktualnie, ale pragnienie autora "ażeby na sztandarze
Polski nowej wypisane zostało hasło nie niższe od bolszewickiego, lecz
wyższe, świętsze, sprawiedliwsze, mądrzejsze, ponad śnieg bielsze"31 nie dla wszystkich było łatwe do
zrozumienia. "Kurjer Polski" już na drugi dzień po premierze wieszczył,
że jest to tekst, wokół którego "ścierać się będą zdania i opinie
sprzeczne"32. Zarzucano
Żeromskiemu, że "skaził dramat broszurowymi akcentami aktualnej
polityki" i że "wylazł z niego socjalista"33. Nie podobało się również to, że "w zakończeniu sztuki polska szlachta potępiona przez lud ginie",
twierdzono, że "Żeromski ukrył się w sztuce pod postacią młynarza
Joachima"34. "Fakt ten jeszcze
bardziej poniża w trzecim akcie symboliczną grupę polską. [...] dalekie
jest to wszystko, nieskończenie dalekie i biegunowo różne od aryjskiej,
czystej i arystokratycznej duszy polskiej!"35 - grzmiała "Gazeta Warszawska". "Gdy
na scenie wojska bolszewickie usiłują przejmować majątek dziedziczki
Rudomskiej, ta krzyczy: ""Nigdy Łuży się nie wyrzeknę. To jest moja
ziemia. [...] Nienawidzę waszej chamskiej rewolucji, waszego
proletariatu i rządu żydów!". Ktoś na widowni w zapale zaczyna klaskać.
Sam jeden. Wytworni widzowie karcą go milczącym spojrzeniem"36.
Krytyczne zdania dotyczące sztuki wiązały się również ze stroną
estetyczną. Władysław Rabski na łamach "Kurjera Warszawskiego" nie
przebierał w słowach: "Wielkie pomysły, zepsute przez rozbieżność tonu i wadliwość architektury! Potężne fragmenty w chybionym dziele
poety!"37.
Scena z przedstawienia "Ponad śnieg" na deskach teatru Reduta. Czwarty od prawej - Juliusz Osterwa
Premiera Ponad śnieg, która odbyła się 29 listopada 1919 roku, była
jednocześnie pierwszą premierą Reduty, eksperymentalnej sceny studyjnej
założonej w salach redutowych Teatru Wielkiego przez Juliusza Osterwę i Mieczysława Limanowskiego. Osterwa, kojarzony powszechnie z metodami
teatralnymi Konstantego Stanisławskiego i Niemirowicza-Danczenki,
powoływał się wtedy na rodowód krakowski. "Czynniki składające się na
powstanie tego polskiego eksperymentalno-studyjnego zespołu są nader
złożone: nie można lekceważyć krakowskiej tradycji Koźmiana i Pawlikowskiego, inspiracji ideowych Lekcji XVI 4 kwietnia 1843
Mickiewicza, Krakusa i Promethidiona Norwida, rozważań o utworze
scenicznym i aktorze w Estetyce Libelta, studium o Hamlecie
Wyspiańskiego, broszury Przybyszewskiego O dramacie i scenie"38 - pisze Marek Białota w tekście
"Ponad śnieg bielszym się stanę" Żeromskiego w inscenizacjach Reduty i recepcji krytycznoliterackiej. W dniu premiery "Sale Redutowe zaroiły
się najbardziej eleganckim tłumem [...]. Najpiękniejsze kobiety,
najwykwintniejsi dżentelmeni, najbogatsi finansiści, najbardziej
utalentowani artyści, najpoczytniejsi krytycy, najprzystojniejsi
wojskowi"39. Sensacją dla ówczesnej
Warszawy była scena Reduty umieszczona na tym samym poziomie co pierwsze
rzędy krzeseł. Bliskość aktorów, którzy zdawali się nie "grać", lecz po
prostu "być". W roli dziedziczki Rudomskiej broniącej do ostatka swoich
posiadłości i rozstrzelanej na koniec przez oddział bolszewików
wystąpiła Wanda Siemaszkowa. Młynarza Joachima, służącego u Rudomskich
we dworze i pośredniczącego jednocześnie między ludem a dworem,
znakomicie według krytyki zagrał Jan Szymański. Ireną była Wanda
Osterwina, a w roli Wincentego wystąpił sam Osterwa. Scenografię
przygotował Zbigniew Pronaszko.
Jak przebiegała współpraca Żeromskiego z twórcami Reduty? "Żeromski,
wielki wielbiciel Osterwy, wszystkie pociągnięcia reżyserskie przyjmował
raczej bez sprzeciwu. Unikał zaplątania się w dyskusje, a jeżeli nawet
zrobił jakąś uwagę, wycofywał się z niej pośpiesznie, zasypany lawiną
słów Limanowskiego, mówionych donośnym szeptem, co oczywiście przerywało
próbę."40
Mimo niechęci krytyki sztuka odniosła ogromny sukces wśród publiczności,
między 1919 a 1924 rokiem zagrano ją 226 razy. "[...] powodzenie sztuki
tak cieszyło Żeromskiego, że zaczął ją nazywać serdecznie "sztuczydłem"
i nawet machnięciem ręki wyrazi zgodę na korsarskie tłumaczenie czeskie
i granie na scenach Czechosłowacji."41
***
Strajk cały czas trwa. Siłami S.S.S. uruchomiono remizę przy
Muranowskiej i piekarnię przy Srebrnej, zorganizowano również kadry
przeznaczone do utrzymania porządku na placach publicznych. "Przy pomocy
inteligencji" uprzątnięto m.in. Al. Ujazdowskie, pl. Trzech Krzyży, pl.
Teatralny, pl. Witkowskiego, ul. Mazowiecką, hale targowe przy
Koszykowej i Mirowskie. "[...] I w tym okresie tragedii Polski, gdy
grzebano tak obficie bohaterów junaków, co piersią własną bronili
ojczyzny przed zalewem bolszewickim - tu kazano całej masie roboczej
zapomnieć o Polsce, o jej męce, odgrywać zaś rolę statystów w posępnej
komedii chciwości, w rzucaniu się z jakąś sępią, drapieżną zaciekłością
na skarb państwa. [...] Czy się nie powstydzą robotnicy, ojcowie
rodzin, próżnujący już trzeci tydzień, gdy na wątłe barki dzieci i młodzieży zdali swe obowiązki, za co teraz jeszcze żądają zapłaty?"42
Do kasy S.S.S. przy Czackiego wpływają ofiary wspomagające organizację:
Towarzystwo Przemysłowo Handlowe braci Nobel w Polsce przekazało 30 000
marek, członkowie polskiego Towarzystwa Łowieckiego - 4000 mk, apteka
Ludwik Spiess i syn - 5000 mk, Towarzystwo dla handlu i żeglugi - 15 000
mk, Arpad Chowańczak - 1000 mk.
Arpad Chowańczak, warszawski przemysłowiec, właściciel słynnej wytwórni futer
Arpad Chowańczak, warszawski król futer, ofiarodawca 1000 mk na
S.S.S., zbliża się już do sześćdziesiątki. Naprawdę nazywa się Andrzej,
imię Arpad przyjął z szacunku dla swych węgierskich przodków. Urodził
się i wychował na Podhalu, najprawdopodobniej w Głodówce Orawskiej na
Słowacji, gdzie, jak lubił opowiadać, jego rodzina pomagała zbójować
Janosikowi. Do Warszawy przyjechał w 1886 roku, zapisał się do cechu
szewców i dorabiał, szyjąc warszawiakom buty. Fachu kuśnierskiego
nauczył się u mistrza Karola Schneidera. Zmysł do interesów sprawił, że
szybko dorobił się własnej wypożyczalni futer, w świetnym punkcie, przy
Krakowskim Przedmieściu 17 - wykupił od hrabiego Potockiego jedno
skrzydło pałacu (dziś tam mieszczą się zabudowania Ministerstwa
Kultury). Około 1900 roku w upadłej fabryce Cartonage na Mokotowie
założył małą firmę futrzarską, która z czasem stała się sławną w Polsce
i Europie fabryką futer A. Chowańczak & Synowie, eksportującą futra
do Chin, Kanady, USA i Wielkiej Brytanii. Chowańczak ma sklepy również w Lublinie i Łodzi. W 1917 roku część firmy przekształcił w spółkę akcyjną
"Futro" i wielu warszawiaków wykupiło wówczas udziały w tym
przedsiębiorstwie. Stałą klientką sklepu jest Pola Negri. Rozkochany w artystce syn Arpada Władek podarował jej w prezencie etolę z białych
lisów. Słynną willę na Mokotowie Arpad Chowańczak wybuduje dopiero pod
koniec lat 20., podczas II wojny ukrywać w niej będzie żydowskie rodziny
swoich pracowników i udostępniać pokoje na komplety tajnego nauczania. W 1942 roku popiersie Chowańczaka wyrzeźbi Alfons Karny (rzeźba znajduje
się dziś w zbiorach Muzeum Narodowego we Wrocławiu). "Historia rodziny
Chowańczaków jest opowieścią wyjętą z przykładów amerykańskich
zawrotnych karier, włożoną w doświadczenia Polski XX wieku. Płynie z niej przykład pracowitości i przedsiębiorczości, ale również patriotyzmu
- nie tylko deklarowanego, ale rzeczywistej zdolności poświęcenia dla
ojczyzny i ryzykowania życia w obronie współobywateli. Jest rzeczą
pożądaną, aby warszawski przedsiębiorca z Orawy otrzymał godne
upamiętnienie, zarówno w stolicy, jak również na skalistej ziemi swoich
przodków"43 - czytamy na stronie
www.orawa.pl.
***
Od pewnego czasu na łamach prasy mnożą się narzekania na Ministerstwo
Kultury i Sztuki. Poprzedni minister kultury w rządzie Ignacego
Paderewskiego, Zenon Przesmycki - "Miriam", nie spełniał pokładanych w nim nadziei. "Przesmycki zasiadł na fotelu ministerialnym otoczony
aureolą sławy najwykwintniejszego umysłu, największego estety, wielkiego
krytyka, ale również z opinią megalomana i ociężałego nieroba"44 - notował w swoich wspomnieniach Przy
sztalugach i przy biurku Jan Skotnicki. Do faktów "niebotycznie
śmiesznych" zalicza "Robotnik" fakt ofiarowania przez pana Przesmyckiego
arcybiskupowi Teodorowiczowi nagrody za krasomówstwo. Dziś z kolei
dziennik donosi o zatargu Ksawerego Dunikowskiego z ministerstwem.
Rzeźbiarz, chcąc ofiarować w depozycie swoje prace, zastrzegł, że muszą
być dostępne dla publiczności. Żadnego wynagrodzenia dla siebie nie
żądał, lecz umowa wstępna sporządzona "przez jakiegoś ministerjalnego
mandaryna" postawiła warunek, aby artysta "własnym kosztem i staraniem
dostarczył rzeźby na miejsce wskazane przez ministerium"45. Nie dość na tym - w umowie domagano
się, aby artysta, jeżeli będzie chciał zbiory swoje wycofać, będzie
musiał ponieść koszta połączone ze zwrotem. "Narzucając tak dzikie
warunki, ministerstwo jednocześnie zastrzegło sobie prawo korzystania z tych rzeźb w celach dochodowych." Jak informuje "Robotnik", Dunikowski
oczywiście na umowę nie przystał i ofiarował rzeźby Wawelowi.
Ta sytuacja jest zresztą symptomatyczna dla wszystkich późniejszych
niefortunnych relacji wybitnego twórcy z instytucjami kultury. W latach
1925-1929 Dunikowski wyrzeźbi na zamówienie komitetu odbudowy Zamku
Królewskiego na Wawelu cykl Głów Wawelskich. Do umieszczenia rzeźb na
Wawelu ostatecznie nie dojdzie. Komitet zdecyduje o przywróceniu
historycznego kształtu budowli i wycofa się z zamówienia. Z kolei na
przełomie lat 1948/1949 artysta postanowi obdarować Ludowe Wojsko
Polskie swoimi dziełami (będzie to 151 rzeźb, 20 obrazów i 25 rysunków).
W zamian Ministerstwo Kultury i Sztuki zobowiąże się oddać artyście
warszawską Królikarnię na pracownię, mieszkanie i muzeum jego prac.
Odbudowa zniszczonej w czasie wojny Królikarni trwać będzie jednak tak
długo, że ekspozycja dzieł artysty zostanie otwarta dopiero w pierwszą
rocznicę jego śmierci.
***
Na ulicach nerwowo. Warto przytoczyć scenkę, którą uwiecznił "Robotnik",
zabawnie zrelacjonowaną, choć jednocześnie ponurą i symptomatyczną nie
tylko dla warszawskiej ulicy, ale dla całej areny państwowej: "Często
się zdarza, że przechodnie przy nieumiejętnem wymijaniu się na ulicy,
albo stają na jednem miejscu, albo zaczynają nawzajem sobie urągać... Tak
się też stało, gdy na ulicy Leszno niejaki pan Stanisław Lipfeld spotkał
się z nadchodzącym z przeciwnej strony księdzem, pastorem zboru
ewangelicko-reformowanego, Stefanem Skierskim. Obaj panowie, kręcąc się
na jednem miejscu, nie przepuszczali się wzajemnie, nareszcie pan
Skierski, straciwszy cierpliwość, krzyknął: "Odejdźże parszywy Żydzie!",
a ten ostatni w odpowiedzi na to uderzył Skierskiego w plecy. Sprawa
oparła się o sąd pokoju w 3 okręgu m. Warszawy, gdzie rozprawy gorące
odbywały się pod przewodnictwem sędziego Rosenzweiga. Oskarżony
tłumaczył się, że zajście wywołał pastor, który choć miał dość miejsca,
nie chciał z drogi ustąpić i wreszcie swojem lekceważeniem i pogardliwem
odezwaniem się burdę wywołał. Sąd skazał Lipfelda na miesiąc aresztu
policyjnego"46.
Ulotka Komitetu Warszawskiego Komunistycznej Partii Robotniczej Polski z początku 1920 roku
***
Witos zrzeka się tworzenia gabinetu. Wieczorem udaje się do Belwederu,
aby oznajmić o tym Naczelnikowi Państwa. Zostawia pismo: "Podjęte przeze
mnie starania o utworzenie rządu, wobec niemożności uzgodnienia
stanowisk, zajętych przez niektóre kluby sejmowe, nie doprowadziły do
pomyślnego wyniku. Wobec tego zmuszony jestem zrzec się misji utworzenia
nowego rządu, powierzonej mi pismem Pana Naczelnika Państwa z dnia 20.06
rb"47.
Rozsypuje się blok lewicowy.
Ofiary:
Na inwalidów: "Wobec żądania przez dorożkarza 100 marek za kurs na kolejkę
wilanowską, obowiązując się nie korzystać przez miesiąc z dorożek, J. Nałęcz
składa 100 marek."
-
"Kurjer Warszawski" apeluje o składki na rzecz 117-letniego starca, weterana powstania styczniowego Michała Szurmińskiego i jego w podeszłym wieku córki,
obojgu żyjących w biedzie. Anons głosi, że Szurminski był ordynansem jenerała
Sowińskiego.
Wypadki - z miasta:
"Na przechodzącego ulicą Czerniakowską 10 letniego Mariana Kostrzewę, zamieszkałego przy ulicy Czerniakowskiej 148, napadło kilku zbójów, którzy zadając
mu nożem ciosy w głowę i w twarz, zabrali poranionemu chłopcu buciki i zbiegli.
Poszwankowanego chłopca pogotowie odwiozło do szpitala przy ulicy Kopernika."
-
"Wczoraj samochód wojskowy u zbiegu Marszałkowskiej i Świętokrzyskiej, najechał
na naczelnego redaktora naszego pisma ("Kurjer Warszawski" - jr), który uległ
ogólnemu potłuczeniu. Na prośby szofera, któremu groziła wysoka kara, poszkodowany zgodził się darować mu winę pod warunkiem, iż winowajca zakupi za
tysiąc marek polską pożyczkę państwową, na co szofer oczywiście z radością się
zgodził."
-
"Dziś w nocy dokonano znacznej kradzieży w mieszkaniu znanego kapitalisty p.A.
Łupem rzezimieszków stały się dwa miliony marek w gotówce oraz świadectwo
zakupu polskiej pożyczki państwowej za sumę jednego miliona marek. Poszkodowany za pośrednictwem naszem prosi sprawców kradzieży o zatrzymanie zagrabionej gotówki pod warunkiem odesłania pożyczki państwowej."
-
"Wczoraj w lokalu Klubu sportowego stały bywalec pan B. w wyniku sprzeczki
z panem C. wydobył rewolwer i położył trupem na miejscu swego rozmówcę, po
czem sam oddał się w ręce policji. Jak ustalono pan B. działał w uniesieniu, wywołanem przez nieprzychylne odzywanie się pana C. o polskiej pożyczce państwowej."
-
"Za parkiem praskim, w pobliżu mostu kolejowego rzucił się pod pociąg kolejki
Jabłonno-Wawerskiej w zamiarze samobójczym 46 letni Franciszek Mierzejewski,
robotnik, zamieszkały przy ul.Wójtowskiej 1, którego ogólnie potłuczonego przewieziono do szpitala Przemienienia Pańskiego."
Ogłoszenia:
"Okazyjnie do sprzedania dacha damska źrebakowa na królewskich bieliskach, lis
biały, futro męskie na nutriach bronzowych. Nowy Świat 21, m 13."
-
"Były żołnierz armji jenerała Hallera, lat 18, demobilizowany, Polak urodzony we
Francji, z czteroklasowem wykształceniem, dobrego wychowania, poszukuje jakiejkolwiek posady, najchętniej na wsi."
-
"Kasjerka inteligentna, pożądany francuski, potrzebna. Skład papieru Mary Mill,
Marszałkowska 104."
-
"Do kupienia kareta w doskonałym stanie, na nowych kołach gumowych. Krakowskie Przedmieście nr 30 - 18."
-
"Foksterierki szczenięta sprzedam. Czysta 8 m 14. Tamże kołnierz skunksowy."
-
"Płyty gramofonowe zgrane, połamane po najwyższych cenach kupuje T-wo "Syrena
Rekord", Chmielna 66."
-
"Do sprzedania samochód "Fiat" torpedo, nowy typ. Oglądać Wilcza 58."
-
"Dom na Marszałkowskiej sprzedam 2.200 000. Szkolna 1-17."
-
"Potrzebny chłopiec do windy. Wiadomość: Sienkiewicza 2, portier."
-
"Koń młody, silny do sprzedania. Marszałkowska 40."
-
"Lód w blokach od 10 funtów wyrabiany z wody filtrowanej jest do sprzedania
w hali na placu Mirowskim."
23 CZERWCA, ŚRODA
"Gazeta Poranna. 2 Grosze" piórem znanego nam już publicysty
ukrywającego się pod pseudonimem "Oko" wzywa Radę Miejską do liczenia
statystycznego ludności żydowskiej: "[...] dziwię się niezmiernie, że
Rada stołeczna dotąd nie zajęła się sprawą nadmiernego rozrostu ludności
żydowskiej w stolicy. [...] co robi wydział statystyczny Magistratu m.
st. Warszawy? Dlaczego nie ogłasza periodycznie tych danych? Dlaczego
nie dzwoni na alarm w stosownej chwili? Czyżby ten wydział był tak
postępowy, że jemu wszystko jedno z jakiej ludności składać się będzie
Warszawa? [...] Żydzi okropnie się gniewają, mruczą i plują, gdy ktoś
ich liczy [...]. Dla nas to jednak rzecz konieczna. Bo pewnego
pięknego poranka ujrzeć możemy, że ten procent wzrasta u nas w sposób
iście - lichwiarski"48 (za dwa dni,
25 czerwca, postanowieniem Komisarza Rządu na Warszawę Fr. Anusza
"Gazeta" otrzyma zakaz ukazywania się, ale zacznie omijać prawo i wychodzić pod zmienionymi nazwami, na przykład "Nowiny Poranne" czy
"Dwugroszówka").
***
Na murach miasta pojawiają się odezwy do strajkujących podpisane przez
żołnierzy z frontu: "[...] Kto się oddaje rozpaczy, kto dzisiaj ciska
kamienie pod nogi walczącym? [...] Kto narzeka? [...] Zastanowienia
ludzie. Więc jak to? Dzisiaj płacz i rozpacz, bo funt mięsa kosztuje
tyle marek, albo że monopolka z dniem każdym drożeje. A wczoraj? Czy
pamiętacie X pawilon? Czy pamiętacie rzeź na placu Teatralnym? [...]
Czy pamiętacie? Myśmy nie płakali wtedy, nie narzekali, nie skarżyli
się. Dziś kiedy chleba brak lub marek w kieszeni brakuje - płacz,
narzekanie, strajki i bunty. U granic Polski stoi wróg. Słyszycie? Murem
zwartych piersi stoimy przeciw niemu. Ostrzem bagnetów grodzimy drogę do
Polski. Nie przejdzie, nie puścimy. Wzywamy was wszystkich, którym nie
płaci rząd sowiecki za zdradę Polski. Wzywamy was wszystkich, których
otumanili agitatorzy wysłannicy Trockiego i Lenina. Wzywamy was w imię
krwi, którą na froncie przelewamy. Do pracy. Zostawcie front naszej
opiece i nie trwóżcie się o bezpieczeństwo. Wzywamy was do pracy,
stańcie. Niechaj nie braknie nikogo przy jego warsztacie. [...] Precz
ze strajkami, precz z partyjnemi kłótniami. Niech żyje Polska i jej
naczelnik Piłsudski!"49. Podpis pod
odezwą: Organizacja żołnierska, sekcja frontu.
Czy strajkujący czytają te odezwy, nie wiadomo, pewne natomiast, że
wieczorem organizują wiec zwołany na placu Teatralnym, wiec, który
zostanie brutalnie rozpędzony przez policję. Relacjonuje "Robotnik":
"[...] zjawił się pluton uzbrojony w karabiny, z osadzonemi bagnetami
i począł nacierać na zupełnie spokojny tłum, bijąc kolbami i kłując
bagnetami. Towarzysz Jaworowski z okna Ratusza zobaczywszy co się
dzieje, natychmiast interweniował u komendanta policji, który też wydał
rozkaz przerwania masakry. Ale uczniowie szkoły podkomisarzy nie
usłuchali rozkazu i w dalszym ciągu napadali na bezbronnych robotników.
Wtedy tow. Jaworowski wybiegł na plac i osobiście powstrzymał
rozjuszonych policjantów. [...] zostali ranni: Stefan Ostrowski,
robotnik z magazynów ziemniaczanych, raniony bagnetem z tyłu w plecy i w lewe przedramię, Józef Patek (rany kłute bagnetem w pierś i w lewe
przedramię), Józef Drożdż, tramwajarz, rany kłute pleców, Ciszewski
pchnięty bagnetem, Wardyński ciężko ranny, leży w szpitalu św.
Rocha"50.
***
Dziś wianki poprzedzające noc świętojańską. Po Wiśle kursuje udekorowany
świątecznie stateczek "Łokietek" pod egidą Polskiego Białego Krzyża. Na
pokładzie smaczny, tani bufet, muzyka wojskowa, loteria amerykańska,
chór handlowców, ognie sztuczne i kwiaty. Bilety wstępu można kupić przy
przystani obok mostu Kierbedzia. Podczas uroczystości wianków na Powiślu
"od godziny 9 i pół wieczór wyświetlane będą filmy kinematograficzne
tyczące się okrętów polskich"51.
Nie dla wszystkich uczestników letnia noc zakończy się szczęśliwie.
20-letnia Marja Kosiarkówna (zameldowana przy ul. Młynarskiej nr 23)
ugodzona rakietą fajerwerkową w głowę, zostanie przewieziona do szpitala
św. Rocha. A na płynącą po Wiśle krypę należącą do Teodora Kosakowskiego
spadną sztuczne ognie wypuszczone z pobliskiego statku, jeden z uczestników odniesie poparzenia.
***
W kinie Stylowy (Marszałkowska 112) dziś "pożegnanie z tytułem".
Widzowie po raz ostatni mogą obejrzeć obraz włoskiej wytwórni Gladjator
pod tytułem On zabił jej duszę - dramat towarzyski w 6 aktach ze
słynną z piękności i talentu polską artystką Heleną Makowską w roli
głównej. "Rzecz dzieje się w Rzymie w pałacu książąt Savelli". Pierwszy
seans o g. 5 po południu, ostatni wieczorem o g. 9.45. Grać będzie
orkiestra symfoniczna pod dyrekcją Stefana Miszczaka.
Wiosną 1920 roku Helena Makowska ma na koncie udział w 38 filmach
produkcji włoskiej. "Była niemalże etatową odtwórczynią w adaptacjach
prozy Gabriela d'Annunzio, została okrzyknięta "Słowiańską Wenus", prasa
zachwycała się jej wrodzoną elegancją i urodą. Uznano ją za najbardziej
fotogeniczną aktorkę na świecie."52
Helena Makowska, z domu Woyniewiczówna (siostra architekta Witolda
Woyniewicza), zapomniana dziś gwiazda niemego kina, zagrała w ponad 60
europejskich filmach. Urodziła się w 1893 roku w majątku Szmakówka w pobliżu Krzywego Rogu i dopiero w 1903 roku przeniosła się z rodziną do
Warszawy, zamieszkali przy ul. Hożej 45. Woyniewiczówna kształciła się w nauce śpiewu i gry na fortepianie, a jednocześnie kończyła Kursy
Handlowe Józefy Siemigradzkiej. W 1905 roku podczas strajku szkół
przeciwko nauczaniu rosyjskiemu poznała swojego przyszłego męża,
wykładowcę Wyższej Szkoły Handlowej Juliana Makowskiego, twórcę kodeksu
dyplomatycznego. Makowski przyjaźnił się z Aleksandrem Hertzem, słynnym
potentatem filmowym (właścicielem m.in. kina Sfinks, które znajdowało
się nieopodal Stylowego na Marszałkowskiej), to właśnie przez Hertza
Helena poznała Giovanniego Vitrottiego, reżysera i kamerzystę włoskiego
studia filmowego Ambrosio Film w Turynie, i dzięki tej znajomości
wyjechała w 1911 roku do Mediolanu, gdzie studiowała w konserwatorium
muzycznym w klasie sopranu i wystąpiła nawet w kilku operach, jednak bez
sukcesu. Dopiero role w Romanticismo w reżyserii Carla
Campogallianiego (1915 r.) i w Hamlecie (1917 r.) w reżyserii
Eleuteria Rodolfiego zostały zauważone i pozytywnie ocenione. Aktorka
poza granicami kraju angażowała się w działalność patriotyczną, w 1917
roku wzięła udział w akcjach Komitetu Pro Polonia w Turynie działającego
na rzecz polskich jeńców wojennych przebywających we Włoszech. Z chwilą
przyjścia Mussoliniego do władzy, kiedy artyści obcego pochodzenia
musieli opuścić kraj, Makowska wyjechała do Niemiec - mekki ówczesnej
kinematografii. Współpracowała tam m.in. z Maxem Reinhardem i ze studiem
filmowym Josefa Ermolieffa, które prowadziło tajną działalność
wspierającą uchodźców z sowieckiej Rosji. W 1925 roku wróci do Warszawy.
Będzie partnerką Igo Syma w filmach Kochanka Szamoty i Czerwony
błazen w reżyserii Henryka Szaro - filmy te uważa się dziś za
zaginione. "[...] Występowała też w teatrach i kabaretach. [...] W działalność polityczną wprowadził Makowską jej brat, [...] związany z sanacją i ruchem wyzwoleńczym krajów zagarniętych przez Rosję po 1917.
Współpracował z Januszem Radziwiłłem - zwierzchnikiem wywiadu wojskowego
przy rządzie Piłsudskiego. [...] w 1927 roku Makowska zaaranżowała
spotkanie następcy tronu włoskiego księcia Umberta z adiutantem
marszałka Piłsudskiego - Bolesławem I.F. Wieniawą-Długoszowskim. W wyniku osiągniętego porozumienia powstała w Rzymie agencja uprawiająca
propagandę antysowiecką."53 To
zaledwie początek działalności Makowskiej na niwie kryptopolitycznej,
jej kariera i wpływy mogłyby stanowić kanwę wziętego scenariusza,
tymczasem mało kto pamięta o warszawiance, która zmarła w Rzymie w latach 60. ubiegłego wieku.
Kino Stylowy, gdzie u progu wakacji roku 1920 wyświetlany jest obraz z Makowską, przetrwa do lat 50., poważnie uszkodzone podczas powstania
warszawskiego będzie siedzibą Kwatery 8 kompanii "Collegium C" batalionu
"Kiliński", gdzie kwaterować będzie m.in. łączniczka Alina Janowska,
przyszła aktorka. W następnym dziesięcioleciu w miejscu kina powstanie
dom towarowy Sawa.
***
"Klaksony, saksofony, / Syreny, trąby, dzwony, / Misteria reklam, /
Wrzeszczący ekran [...]" - śpiewać będzie Hanka Ordonówna w piosence
Melodia Warszawy do słów Juliana Tuwima.
Dla Warszawy kino jest jak narkotyk (pierwszy użyje tego porównania
Antoni Słonimski w 1923 roku, kiedy będą strajkowały kinematografy). W 1919 roku tygodnik "Mucha" wydrukował następującą anegdotę: "Pani
Paskarska do służącej: - Marysiu, pobiegnij i dowiedz się, co znaczy ten
ogromny słup dymu nad placem Teatralnym. - Pali się teatr Rozmaitości -
raportuje Marysia po powrocie z wywiadów. Na to pani Paskarska z ulgą: -
A mnie tak strasznie serce biło... już myślałam, że się pali jaki
kinematograf"54. Film nie jest
istotny, nie musi być ambitny, ważne jest samo wyjście do kinematografu.
Znamienne, że nawet Maria Dąbrowska w Dzienniku w roku 1920 nie notuje
tytułu filmu, na którym była: "Ostatniej niedzieli byłam popołudniu u Kocurów i z nimi na jakimś okropnie głupim kinematografie"55. Nie przywiązuje się nadmiernej wagi
do tak zwanego przekazu ani do akcji, zamiast "film" często mówi się
"obraz".
Władysław Grabski. 23 czerwca 1920 roku objął urząd premiera rządu RP. Jego gabinet przetrwał zaledwie do 24 lipca
Kino zrównuje wszystkie warstwy społeczne, trafnie ujął to Tytus
Czyżewski, porównując pod tym względem kinematografy do kościołów:
"[...?] wyszły szczury ze zlewów / wyszły panny z kościołów / wyszły
mniszki z klasztorów / zjechały auta ze dworów / do kinematografów -
kościołów"56. Uwielbia kino
Piłsudski, ale "broń Boże nie dramaty i płaksiwe tragedie", słabość do X
muzy ma również Witkacy, choć niechętnie się do tego przyznaje - często
zdarza mu się oglądać kreskówki Disneya.
Myśląc o inteligencji, Karol Irzykowski w Dziesiątej muzie napisze, że
"współczesny Europejczyk używa kina, ale się go wstydzi"57. I będzie miał rację - Kornel
Makuszyński na przykład jest zdania, ze rozsądni ludzie powinni
traktować film jak kochankę, którą się uwielbia, ale z którą się nie
afiszuje. "Przed wojną obecność w kinematografie profesora lub ministra
budziła jeszcze niedowierzanie. Jak pisała Maria Kuncewiczowa: w filmie
roi się przecież od nonsensu, to repertuar, który na pozór może się
podobać jedynie "służącym z prowincji, pomocnikom dozorców i uczniom
drugiej klasy"58. Mimo to wieczorem
wejścia do kinoteatrów Warszawy "kipią od nerwowych tłumów". Warto
przytoczyć jeszcze jeden wiersz Tytusa Czyżewskiego, Sensacja w kinie,
który znakomicie ilustruje atmosferę mniejszych i większych sal
kinowych: "Kino Palace: mord w Bombaju / aju aju aju aju / morze auto
cztery drzewa / ktoś na portjera się gniewa / Ola Fons na nerwach gra mi
/ Jak tu strasznie czuć śledziami / Pchła ugryzła Helę w łydkę / Jakie
on ma zęby brzydkie / Ktoś nade mną stanął stoi / Czy Pan Boga się nie
boi / Na miły Bóg niech Pan siada / Mia May z okna wypada / Ona pewnie
się zabije / już nie żyje już nie żyje / czterej niosą ją lokaje / nic
jej nie jest wstaje wstaje / żyje żyje żyje żyje / co za sensacyjne
chryje / Pauza pauza niosą ciasta / Niech pan zbytnio się nie szasta /
Panie niech mnie pan nie gniecie / Bo jeszcze światło się świeci /
Dramat tajemnice kryje / Czy on umrze czy ożyje / W loży śmieje się
Ko-ko-ta / Film kurz nerwy trochę błota"59.
***
Tuż przed północą kancelaria Naczelnika Państwa wydaje odezwę do
sprawozdawców sejmowych na temat nominacji nowego rządu: prezydentem i ministrem skarbu zostaje Władysław Grabski, sprawy wewnętrzne obejmie
Józef Kuczyński, sprawy zagraniczne - Eustachy Sapieha, wojskowe -
generał Józef Leśniewski, ministerstwo sprawiedliwości poprowadzi Jan
Morawski, aprowizacji - Stanisław Śliwiński, kolei żelaznych - Kazimierz
Bartel, robót publicznych - profesor Gabriel Narutowicz, rolnictwa -
profesor Franciszek Bujak, handlu i przemysłu - Antoni Olszewski, poczty
i telegrafu - Ludwik Tołłoczko, oświaty - Tadeusz Łopuszański, a zdrowia
publicznego - dr Witold Chodźko. Ministerstwa pracy, kultury i sztuki
oraz byłego zaboru pruskiego nie są na razie jeszcze obsadzone.
Zapraszamy do zakupu pełnej wersji książki