ZAANGAŻOWANIE
Ponieważ Montaigne pisał o sobie często, iż jest człowiekiem poczciwym, spędzającym leniwe godziny na własnych włościach, najchętniej w zaciszu biblioteki, zapominamy, że był on również człowiekiem publicznym, czynnie zaangażowanym w swoje stulecie, sprawującym ważne funkcje polityczne w czasach pełnych burz i niepokojów. Był między innymi negocjatorem pomiędzy katolikami i protestantami, między Henrykiem III a królem Nawarry, przyszłym Henrykiem IV, z czego wyciąga następującą lekcję:
W niewielu sprawach, w których miałem sposobność negocjować między książętami, wśród tych działów i poddziałów, jakie nas dziś rozdzierają, wystrzegałem się troskliwie, aby się nie łudzili co do mnie i nie oszukali się jakim pozorem. Ludzie z rzemiosła parający się tymi sprawami silą się lepiej maskować i udają najbardziej pojednawczych i zgodnych, jak mogą: ja wyrażam swoje przekonanie wręcz i stanowczo i objawiam się w najbardziej własnej postaci. Mam w takowych negocjacjach skrupuły nowicjusza, który woli raczej chybić sprawie niż sobie. Do tej pory wiodło mi się wszelako tak szczęśliwie (z pewnością bowiem szczęście ma w tym główną rolę), iż niewiele spraw doprowadzono do skutku bardziej poufnie, szczęśliwie i lekko niż ja moje. Mam obejście swobodne, łatwo od pierwszego zetknięcia budzące przychylność i zaufanie. Prostota i szczerość, w jakim bądź wieku i czasie, zawsze jeszcze znajdą dla siebie sposobność i miejsce.
(III, 1)[5]
Całe jego dorosłe życie naznaczone było najgorszymi z konfliktów, czyli wojnami domowymi, w których stronami byli przyjaciele i bracia, co chętnie przypomina. Od 1562 roku - Montaigne miał wtedy trzydzieści lat - aż do śmierci w 1592 roku był świadkiem zabójstw, bitew, potyczek i oblężeń przerywanych jedynie okresami krótkich rozejmów.
Jak zdołał to przetrwać? Zastanawia się nad tym w Próbach niejednokrotnie. Jak choćby w przytoczonym powyżej fragmencie rozdziału zatytułowanego O pożytecznym i uczciwym, otwierającego trzecią księgę z 1588 roku, kiedy miał już za sobą trudne doświadczenia związane ze sprawowaniem urzędu mera Bordeaux w czasie wojny i epidemii dżumy.
Pożyteczne i uczciwe - Montaigne rozważa tu kwestie moralności publicznej, celu i środków, racji stanu. Modny jest Machiavelli i realizm polityczny, za którym opowiada się Katarzyna Medycejska, córka Wawrzyńca II; to jemu Machiavelli zadedykował Księcia. Królowa matka, wdowa po Henryku II, matka trzech ostatnich Walezjuszy, miała podjąć jedną z najohydniejszych decyzji tamtej epoki: decyzję o wymordowaniu hugenotów podczas Nocy Świętego Bartłomieja.
Makiawelizm upoważnia do kłamania, do niedotrzymywania danego słowa, do zabijania w imię interesu państwa, którego stabilność jest dobrem najwyższym. Montaigne nigdy się na to nie godzi. Odrzuca oszustwo i obłudę. Opisuje siebie takim, jakim jest, mówi to, co myśli, gardząc obyczajem. Od drogi skrytej, jak ją nazywa, woli drogę jawną, szczerość i lojalność. Jego zdaniem cel nie uświęca środków, wypada mu zatem kierować się własnymi zasadami moralnymi, a nie racją stanu.
Otóż Montaigne twierdzi, że ten szalony sposób postępowania przyniósł mu więcej korzyści niż szkód. Jego postawa jest nie tylko bardziej uczciwa, ale i większy z niej pożytek. Kiedy człowiek publiczny kłamie po raz setny, nikt mu już nie wierzy; wybrał oszustwo zamiast trwania, a zatem się przeliczył.
Zdaniem Montaigne'a szczerość i wierność danemu słowu są bardziej opłacalne. Skoro do uczciwości nie popychają nas przekonania moralne, wystarczającą do niej zachętą winien być praktyczny rozum.
Zapraszamy do zakupu pełnej wersji książki