ROZDZIAŁ 2
Nadszedł kolejny dżdżysty poranek. Po tym, jak marcowy śnieg stopniał, niemal nieustannie padał deszcz. Tylko pojedyncze promienie kwietniowego słońca przebijały się przez ciemne obłoki i wpadały przez szyby lokalu, w którym pracowała Nina.
Restauracja była jasna i przestronna. Ściany pomalowane na biało oraz jasne drewno mebli i framug okiennych idealnie kontrastowały z zielenią roślin stojących na parapetach. Wnętrze urządzono w duchu minimalizmu, ale wbrew pozorom restauracja sprawiała wrażenie przytulnej.
Mimo iż praca kelnerki nie była szczytem jej zawodowych ambicji, Nina lubiła to zajęcie. Początkowo miała to być posada "na przeczekanie" - zanim nie skończy studiów i nie znajdzie czegoś lepszego. Lecz nieoczekiwanie mijał już trzeci rok, odkąd się tam zatrudniła, i nic nie zapowiadało jej rychłego odejścia. Zarabiała nie najgorzej, bo klienci często zostawiali sowity napiwek, a atmosfera wśród pracowników była swobodna i przyjazna. Nie mogła narzekać, choć czasem przez jej głowę przemykała myśl, by rzucić tę pracę i znaleźć coś bliższego swoim zainteresowaniom.
Sęk w tym, że Nina nadal nie odkryła, co sprawiałoby jej radość. Nie miała żadnego hobby, a jej wolny czas wypełniały spotkania towarzyskie. W szkole najlepiej radziła sobie z biologią i chemią, stąd wybór padł na biotechnologię, ale nie mogła się zdecydować, czy chce wiązać z nią swoją przyszłość. Nie było to coś, co pochłaniałoby ją bez reszty i przynosiło oczekiwaną satysfakcję, dlatego przerwała studia na pierwszym roku magisterki. Co dalej? Na to pytanie próbowała sobie odpowiedzieć od kilku miesięcy. Bez skutku.
Przewiązała w pasie czarny fartuszek z wyszytym logo restauracji, po czym zaczęła przecierać stoliki wilgotną ścierką. O tej porze w lokalu nie było żywej duszy. Szefostwo jednak uparło się, żeby wprowadzić do oferty menu śniadaniowe, co stanowiło jedną z wielu nieudolnych prób przyciągnięcia nowych klientów. Mimo tych starań pracownicy zdawali sobie sprawę, że lokal nie przynosił oczekiwanych zysków, a lata swojej świetności miał już dawno za sobą.
Nina polerowała sztućce, gdy do lokalu wszedł elegancko ubrany mężczyzna i zajął miejsce przy stoliku pod oknem. Odczekała chwilę, zanim do niego podeszła, bo klient zaczął przeglądać zawartość przyniesionych ze sobą kopert. Przez kilka minut wertował kartki, a potem odłożył je na blat i wyjął ze swojej walizki laptopa.
- Można przyjąć zamówienie? - zapytała uprzejmie, zatrzymując się obok jego stolika.
- Tak, poproszę kawę. Czarną, bez mleka.
- Nie ma problemu. To wszystko?
- Tak.
Zaparzyła kawę, po czym zaniosła ją mężczyźnie, a następnie wróciła do swoich zajęć. Mężczyzna był jedynym klientem, więc siłą rzeczy Nina ciągle zerkała w jego stronę. Kątem oka widziała, jak skoncentrowany dodawał do swojej prezentacji kolejne slajdy z napisami, a potem z uwagą analizował ich treść. Ewidentnie czuł się w tym jak ryba w wodzie. Uśmiechnęła się kącikiem ust.
Gdy wypił kawę, podeszła do niego, by zabrać pustą filiżankę.
- Podać panu coś jeszcze? - zapytała uprzejmie.
- Czy uważa pani, że każdy z nas jest kowalem swojego losu i tylko nasz sposób myślenia powstrzymuje nas przed działaniem? - wypalił niespodziewanie, ignorując jej pytanie. Ani na moment nie oderwał wzroku od ekranu.
- Słucham? - Nina, zdezorientowana, zamrugała gwałtownie.
- Bardzo przepraszam... - Mężczyzna natychmiast się zreflektował. - Nie chciałem wprawić panią w zakłopotanie. Tworzę spot reklamowy dla pewnej firmy i zastanawiam się, czy mogę użyć takiego frazesu, żeby zachęcić klientów do zakupu produktu.
- Och, no cóż... - Nina zagryzła wargę.
Rozejrzała się po sali, ale poza nimi nikogo więcej nie było, więc pozwoliła sobie odsunąć drugie krzesło i przysiąść się do mężczyzny. Na blacie wśród sterty kopert dostrzegła identyfikator z jego imieniem i nazwiskiem. Tymon Szczepański.
- Nie jestem pewna... Myślę, że wiele rzeczy nie jest od nas zależne, ale... - urwała.
- Tak? - Mężczyzna podniósł na nią zaciekawione spojrzenie.
- Myślę też, że strach przed nieznanym często powoduje, że zamykamy się na nowe możliwości, i przez to długimi latami tkwimy w czymś, co tak naprawdę nas unieszczęśliwia.
- O, ładnie to pani ujęła - pochwalił. - Nie pogniewa się pani, jeśli użyję pani słów?
- Nie, śmiało.
- Czyli, idąc tym tropem, upieramy się przy czymś tylko dlatego, że to znamy? - dopytywał, stukając w klawiaturę.
- Tak... - odparła niepewnym głosem. - To, co już znamy, zawsze wydaje się bezpieczniejszą opcją, a każda zmiana wiąże się z pewnym ryzykiem. Stąd obawy.
- Nawet, jeśli nie mamy nic do stracenia?
Nina zastanowiła się nad tym głębiej.
- Dobre pytanie... Ale tak, chyba nawet wtedy się obawiamy... Choć w zasadzie to bez sensu, prawda? - Spojrzała na niego pytająco, szukając potwierdzenia dla swoich słów.
- Też mi się tak wydaje. Człowiek to jednak dziwna istota, nie uważa pani? - zaśmiał się krótko z własnej wypowiedzi. - No nic. Na mnie pora. Dziękuję. Nie ma pani pojęcia, jak bardzo mi pomogła. Jestem pani ogromnym dłużnikiem.
Zostawił banknot znacznie przewyższający kwotę zamówienia, pozbierał swoje rzeczy i wyszedł. Nina nie ruszyła się z miejsca. Zapatrzona w przestrzeń przed sobą, odtwarzała w głowie rozmowę z nieznajomym.
Czyżby, odpowiadając na jego pytanie, przyznała sama przed sobą, że uciekała od odpowiedzialności za swoje życie? Dotąd zrzucała winę za swoje nieszczęście na karb niesprawiedliwego losu. Na matkę, na nieudane dzieciństwo, na brak perspektyw w rodzinnym mieście. Czuła narastającą złość i frustrację, ale nigdy nie przyszło jej do głowy, by coś z tym zrobić - by podjąć ryzyko i odmienić swoje życie.
Podniosła się, by posprzątać naczynia, a wtedy jej wzrok padł na widokówkę leżącą na stoliku. Mężczyzna przeglądał tu swoją pocztę, więc musiała umknąć jego uwadze, kiedy pospiesznie zbierał swoje rzeczy. Na próżno było go teraz szukać. Wyszedł kilka minut temu.
Podniosła kartkę i przebiegła wzrokiem po zapisanych linijkach.
Nie przypuszczałam, że zmiana środowiska tak dobrze na mnie wpłynie. Już dawno nie czułam się tak szczęśliwa i spokojna. Bałtyk ma na mnie kojący wpływ - teraz wiem, że to moje miejsce na ziemi. Każdy człowiek choć raz w życiu powinien zobaczyć wschód słońca nad morzem. Tęsknię za Tobą, choć zarazem nie widzę dla siebie możliwości powrotu. Zawsze zostaniesz w moim sercu.
Twoja S.
Odwróciła pocztówkę i przyjrzała się krajobrazowi nadmorskiej miejscowości. Spienione fale uderzały w piaszczysty brzeg, zaś błękit Bałtyku współgrał z ciepłą barwą słońca wychylającego się zza linii horyzontu. Pobierowo. Rodzinne strony jej matki. Nina sama była tam kilkukrotnie w dzieciństwie.
Może właśnie tego potrzebowała? Zmiany otoczenia? Szumu morza i odgłosu mew, zimnej wody obmywającej jej stopy podczas wieczornego spaceru, dotyku morskiej bryzy na skórze...
O dziwo, nie poczuła strachu na myśl o wyjeździe, lecz pewnego rodzaju ekscytację. Nie euforyczną, tylko taką, która napawała odrobiną nadziei. "Szczęśliwa i spokojna" - to mieszanka emocji, jakiej Nina nie zaznała od lat. Może nawet nigdy.
Schowała pocztówkę do bocznej kieszonki swojej podręcznej torebki.
Zaczęło do niej docierać, że nic nie trzymało jej w rodzinnym mieście. Restauracja powoli, aczkolwiek nieuchronnie chyliła się ku upadkowi, jej kontakty z matką pozostawiały wiele do życzenia, zaś dom, w którym mieszkała, przypominał zwykłą ruinę. Został jej tylko Damian, ale nawet on nie był wystarczającym powodem, dla którego chciałoby się jej wstawać rano z łóżka.
Ta myśl uderzyła w nią z całym impetem.
Była sobie winna szczerość: nie kochała Damiana. Bez wątpienia stanowił jej ostoję w trudnych chwilach, ale mylnie wzięła swobodę, którą odczuwała w jego obecności, za miłość. Był wspaniałym człowiekiem i zarazem jej najlepszym przyjacielem, ale czy pragnęła spędzić z nim resztę życia? Oczami wyobraźni próbowała zobaczyć swoją przyszłość u jego boku. Bezskutecznie. Choć ich drogi się krzyżowały, w pewnym momencie musiały się bezpowrotnie rozejść. Teraz widziała to bardzo wyraźnie.
* * *
Damian potarł brodę w zamyśleniu. Nie był zły. Wyglądał raczej na zawiedzionego i przygnębionego. Mimo to Nina nie mogła oprzeć się wrażeniu, że wydawał się pogodzony z tym, co od niej usłyszał. Nie oczekiwał żadnych wyjaśnień, nie drążył tematu, nie zasypywał jej pytaniami. Zwyczajnie przyjął jej słowa do wiadomości, a teraz próbował je przetrawić. Być może już sam wcześniej doszedł do podobnych wniosków, ale tak samo jak ona odrzucał je od siebie, nie będąc gotowym stawić im czoła.
- Powiesz coś? - zapytała Nina po kilku minutach przedłużającego się milczenia.
Cisza, która wypełniła pomieszczenie po tym, jak powiedziała mu, że ich związek nie ma przyszłości, stawała się nieznośna.
- Co zamierzasz? - odpowiedział pytaniem na jej pytanie.
- Nie wiem jeszcze. Wiem tylko, że muszę coś zrobić ze swoim życiem. Cokolwiek. Nie jestem szczęśliwa.
Pokiwał głową ze zrozumieniem.
- Wiem. Znam cię. Wiedziałem, że toczysz ze sobą wewnętrzną walkę.
- Wiedziałeś? - zdziwiła się, patrząc na niego badawczo.
- Oczywiście. Przecież znam cię od pięciu lat. Nie jesteś tą samą dziewczyną, którą poznałem. Od dawna coś cię gnębi i nie umiesz się z tym uporać. Wiele razy zastanawiałem się, jak mogę ci pomóc, ale nie sądziłem, że będziesz chciała się ze mną rozstać...
- Damian, myślę, że nikt nie może mi pomóc. Poza mną samą. Pogubiłam się i czuję, że potrzebuję czasu, by odnaleźć sens... tego wszystkiego. - Zatoczyła ręką koło.
- A związek ci w tym przeszkadza? - Po raz pierwszy od początku ich rozmowy pozwolił sobie wbić jej małą szpileczkę, lecz Nina wyczuła, że w gruncie rzeczy rozumiał jej decyzję.
- To chyba nie jest najlepszy czas na jakiekolwiek związki. Dopóki nie odpowiem sobie na kilka pytań i nie zaakceptuję samej siebie, nie będę w stanie dać z siebie tyle, ile partner. Potrzebuję pobyć sama ze sobą, ze swoimi myślami, lepiej siebie poznać i zrozumieć.
- Nie jestem szczęśliwy, że mi to mówisz, ale... - zawahał się. - Cieszę się, że w końcu podjęłaś jakieś kroki, by pogodzić się ze sobą. Widziałem, jak bardzo się męczysz, i to mnie zasmucało. Chciałem coś zrobić, ale bałem się, że swoimi radami tylko pogorszę sytuację.
- Chyba masz rację... Źle znoszę krytykę. Musiałam dojść do tego sama. Sądzę, że najlepiej będzie, jeśli opuszczę to miasto - powiedziała ze wzrokiem wbitym w swoje dłonie.
Choć Damian okazał jej większą wyrozumiałość, niż mogła oczekiwać, nie umiała wytrzymać jego oceniającego spojrzenia. Mężczyzna otwarcie przyznał, że zauważył, iż z Niną dzieje się coś niepokojącego. Czy czuł ulgę, że zdecydowała się od niego odejść? Może sam zamierzał to zrobić, ale nie umiał zebrać się na odwagę? Przebywanie z nią, kiedy zmagała się z depresyjnym nastrojem, musiało być męczące.
- Czyli uciekasz stąd? - spytał łagodnie Damian, nakrywając palcami jej dłoń, by dodać jej otuchy. - Ale wiesz, że przed sobą nie uda ci się uciec?
- Nie zamierzam uciekać - odrzekła prędko, mimo iż sama w to nie wierzyła. - Chcę tylko zacząć wszystko od nowa z czystą kartą.
- Czyli tabula rasa?
- Tabula rasa.
* * *
Im dłużej rozważała pomysł wyjazdu, tym bardziej zaczynał jej się on jawić jako jedyna słuszna opcja. Czuła, że potrzebuje radykalnej odmiany swojego dotychczasowego życia. Dokładnie takiej, o jakiej pisała tajemnicza kobieta na pocztówce przeznaczonej dla Tymona. Nina łudziła się, że widok morza ukoi jej zmysły i nauczy ją czerpać radość z życia. Wątły płomyczek nadziei znów zatlił się w jej sercu.
Dziwny zbieg okoliczności sprawił, że Pobierowo nie było jej zupełnie obce, dlatego pocztówkę odebrała w pewnym sensie jako znak od losu. Jej matka pochodziła z tej nadmorskiej miejscowości - tam się urodziła i dorastała, lecz w młodości zdecydowała się przeprowadzić na drugi koniec Polski. Jeszcze zanim urodziła Ninę, osiadła w małej miejscowości pod Opolem i wynajęła tę starą ruderę w niskiej cenie.
Nina całe dzieciństwo spędziła sama z matką. Nie utrzymywały zażyłych stosunków z rodziną. Pamiętała, że w przeszłości parę razy odwiedziły w Pobierowie starszą siostrę mamy, ciocię Alinę, ale nie miała pojęcia, dlaczego ich stosunki uległy rozluźnieniu. Czy dało się to jeszcze naprawić? A może ciotka zechciałaby przygarnąć siostrzenicę pod swój dach na kilka nocy?
Oszczędności, które Nina poczyniła w ciągu ostatnich lat, pozwoliły jej w ogóle wziąć ten pomysł pod uwagę. Gdyby faktycznie udało jej się znaleźć schronienie w domu ciotki, zamiast wynajmować pokój w gospodarstwie agroturystycznym za horrendalną kwotę, nie musiałaby się martwić o pieniądze przez co najmniej kilka następnych tygodni. W międzyczasie mogłaby się rozejrzeć za jakimś lokum i poszukać pracy. O to nie powinno być trudno - w miejscowościach obleganych przez turystów nie brakowało knajpek, a ona miała doświadczenie w tej branży.
Niewiele myśląc, złożyła w pracy wypowiedzenie i wzięła resztę zaległego urlopu. Spakowała tylko najpotrzebniejsze rzeczy. Kilka par szortów i długich spodni, tuzin koszulek, sportową bluzę, kurtkę przeciwdeszczową, ulubione trampki i parę najpotrzebniejszych kosmetyków do pielęgnacji. Resztę przecież mogła dokupić na miejscu. Darowała sobie te wszystkie bibeloty gromadzone latami, które nic nie wnosiły do jej życia.
Nadal tylko nie wiedziała, jak poinformować matkę o swojej decyzji. Nie umiała z nią otwarcie rozmawiać o swoich uczuciach. Obawiała się, że Beata zasypie ją gradem pytań i zacznie namawiać do tego, by porzuciła swoje plany, więc uznała, że zostawi jej list, w którym pokrótce opowie o powodach swojej wyprowadzki. Potem, kiedy emocje już opadną, mogą się zdzwonić - zawsze to łatwiej niż rozmawiać ze sobą twarzą w twarz.
Postanowiła wymknąć się z domu bladym świtem. W nocy nie mogła zmrużyć oka, a mimo to wstała niemal równo z dźwiękiem budzika. W pokoju panował jeszcze mrok. Cichutko zeszła po schodach, ostrożnie stąpając po stopniach tak, by żaden z nich nie zaskrzypiał. W rękach dźwigała ciężką walizkę. Brakowało jej tylko kilka kroków, by znaleźć się po drugiej stronie drzwi, gdy usłyszała za swoimi plecami zaspany głos.
- Nina? Co ty robisz? Gdzie się wybierasz o tej porze?
Matka wyrosła jak spod ziemi tuż obok niej.
- Ja... - Nina błądziła wzrokiem po ścianach, szukając w głowie odpowiednich słów - ...zostawiłam ci list.
- Boże, Nina! Wyprowadzasz się? To przez tę kłótnię?!
Do Beaty zaczynała docierać powaga tej sytuacji. Nina dostrzegła w jej oczach przerażenie. Zrobiło jej się żal matki.
- Nie, mamo. Ja po prostu dużo myślałam...
- O czym?
- O życiu... O moim życiu.
- A co z nim nie tak? I gdzie ty się zatrzymasz?
- Czegoś sobie poszukam - odparła wymijająco Nina. - Wyjeżdżam nad morze.
- Boże, dziecko - lamentowała Beata. W jej oczach pojawiły się łzy. - Może dogadamy się jakoś? Zostań, proszę. Porozmawiajmy ze sobą, wyjaśnijmy sobie wszystko.
- Mamo, rozmawiałyśmy setki razy... To nie ma sensu. Zresztą nie wyjeżdżam z twojego powodu. Potrzebuję czasu, by pobyć sama i przemyśleć sobie wiele rzeczy.
- Nie możesz tego zrobić tutaj, na miejscu?
- Zmiana środowiska dobrze na mnie wpłynie. - Nina zacytowała słowa z pocztówki. Czytała ją tak wiele razy, że znała jej treść na pamięć.
Matka schowała twarz w dłoniach.
- Może napijesz się herbaty? Porozmawiamy i dopiero wtedy pojedziesz - poprosiła.
- Mamo... - Nina dotknęła jej dłoni. Przykro było jej patrzeć na cierpienie matki. Mimo trudnych relacji między nimi nie zamierzała sprawiać jej przykrości. - Dla mnie to też jest trudne, ale podjęłam już decyzję i żadna rozmowa tego nie zmieni. Nie chcę tego odwlekać. Zdzwonimy się, dobrze? Muszę iść, nie chcę utknąć w korkach.
Zostawiła matkę zupełnie odrętwiałą i wsiadła do swojego rozklekotanego szarego fiata punto.
Zanim ruszyła w drogę, ostatni raz rzuciła okiem na pocztówkę, by przypomnieć sobie, dlaczego zdecydowała się na tak radykalny krok. Słowa nakreślone na odwrocie dodały jej odwagi.
Odpaliła silnik.