Legendy - Janina Porazinska

Kup ebooka

7.99 zł
6.39 zł (1,90 zł najniższa cena z 30 dni)

-
Proszę czekać

UCIECZKA

Gdy srogi Herod kazał wymordować wszystkich młodzianków, by zaś i Jezusa śmierć spotkała, Matka święta, ostrzeżona przez aniołów, ze swym Dzieciątkiem do ziemi egipskiej uciekała.

Tak jadą sobie ścieżyną polną: Maria z Jezusem na osiełku, święty Józef pobok. Widzą z dala chłop w polu sieje. A był to stary gospodarz, jeden z tych, co to ich ród do dziś dnia za wodą pod Wieliczką siedzi.

Akuratnie siał ozimą pszenicę. Pełną płachtę ziarna pięknego nabrał i jako to we zwyczaju, rzucił pierwszą garść i powiedział:

"Dla Pana Boga".

Rzucił drugą garść i powiedział:

"Dla ptaszków".

Rzucił trzecią garść i powiedział:

"Dla mnie".

I szedł już tak równym polem i nie spieszący się pszenicą je obsiewał. Nadjechała święta rodzina.

- Panie Boże, dopomóż - powiada Panienka.

- Panie Boże zapłać. A dokąd to Bóg prowadzi?

- Do ziemi egipskiej. Dobrze to jedziemy?

- Dobrze. Zawsze się tak trzymajcie, cobyście przy śniadaniu mieli słońce na chleb, a przy jużynie na cyganka.

Nie mogła Matka Boża tego pojąć, ale święty Józef wyrozumiał, że to znaczy: do południa słońce po lewej ręce, a po południu po prawej.

- A wy co, gospodarzu, siejecie?

- Pszenicę.

- Niechże wam Bóg poszczęści, cobyście już jutro żniwa z tej siejby mieli.

- Panie Boże zapłać - mówi chłop, a w duszy się dziwi, jaka ta kobieta nie znająca! Myśli, że pszenica za jeden dzień - noc wyrośnie i dostoi.

Ano nic. Pojechali. A chłop dalej sieje.

Zasiał, broną zawłóczył - poszedł do domu.

Na drugi dzień idzie w pole dać baczenie, by mu jaka psota ziarna nie wygrzebała - patrzy... raty przeraty! W polu łan pszenicy na chłopa wysokiej do słonka się złoci, a za wiatrem z szumem się kołysze, że jeno te dostałe kłoseczki trącają się i chrzęszczą.

Poleciał chłop z tą nowiną do chałupy. Zwołał całą rodzinę - wyszli synowie z kosami, wyszły córki z sierpami i dalej pszenicę ciąć, a wiązać, a w mendle ustawiać. Pracują w polu, a cudują się temu dziwu, cudują... że ani pojęcia. Zmordowali się okrutnie, bo pszenica była gęsta jak mur. Siedli nade drogą pośniadać - patrzą: jakowiś obcy ludzie jadą.

Nadjechali i ani Pana Boga nie pochwalili, ani nawet nie pozdrówkali człowieka, tylko prosto a hardo pytają:

- Nie jechała to tędy kobieta z dzieckiem i ze starym chłopem?

- Jechała - powiada gospodarz - co nie miała jechać.

- A kiedy to było?

- Wczoraj, jakem tę pszenicę siał.

- Toś ty, chłopie, wczoraj tę pszenicę siał! - powiada obcy, bo nawet nie dwoił człowiekowi. - Widzę, że kiepski rozum masz.

- I... powiada drugi - jeśli oni tędy jechali wtedy, kiedy ten chłop pszenicę siał, to i nie warto już gonić.

I zawrócili.

Tak to gospodarz spod Wieliczki Jezusa maluśkiego, sam nie wiedzący, że to czyni, od Herodowych pachołków wyratował.

Jużyna - podwieczorek. Cyganek, kozik - nożyk. Dostoi - dojrzeje. Cudować się - dziwić się. Dwoić - mówić komuś w liczbie mnogiej, czyli "wy" a nie "ty".