2
Szympansica Chausiku
W przemówieniu wygłoszonym w 1894 roku na Wydziale Medycznym Uniwersytetu McGilla kanadyjski lekarz William Osler powiedział: "Pragnienie przyjmowania lekarstw to cecha, która odróżnia człowieka, zwierzę, od jego towarzyszy w świecie istot żywych"24. Osler był jednym z założycieli Szpitala Johns Hopkinsa i twórcą programu rezydentury medycznej, w którym studenci uczą się nie tylko w salach wykładowych, ale także - a właściwie przede wszystkim - przy łóżkach pacjentów. Jego słowa brzmiały przekonująco dla Kanadyjczyków końca XIX wieku, ale ich siła do dziś nie osłabła.
Rzeczywiście, we współczesnych zachodnich społeczeństwach poszukiwanie cech wyróżniających człowieka spośród innych istot stało się czymś w rodzaju obsesji25. Przez długi czas uważano, że to właśnie zdolność tworzenia i używania narzędzi czyni nas wyjątkowymi. Tymczasem to nieprawda - wrony brodate z Nowej Kaledonii są mistrzami w konstruowaniu narzędzi, a wiele innych zwierząt, w tym szympansy, również z nich korzysta26. Niektórzy argumentowali, że to język jest naszą jedyną domeną. Ale i to okazuje się złudzeniem. Japońska sikora, niewielki ptak, wydaje ostrzegawcze okrzyki, gdy w pobliżu pojawia się drapieżnik, a także inne, przywołujące towarzyszy do zasobnego źródła pożywienia. Co więcej - potrafi te dwa sygnały łączyć, tworząc złożoną wiadomość: "Przyjdź i pomóż mi zaatakować drapieżnika"27.
Ludzie nie są też jedynym gatunkiem posiadającym kulturę. Od szympansów po altanniki, wiele zwierząt rozwija lokalne zwyczaje i zachowania przekazywane w obrębie grupy. Słynne są japońskie makaki z wyspy K?jima, które myją słodkie ziemniaki w wodzie rzecznej - zachowanie to obserwuje się tylko w tej i kilku pobliskich populacjach28.
Osler miał rację, że studenci medycyny uczą się poprzez kontakt z pacjentami, ale nie miał racji, gdy z uporem twierdził, że tylko ludzie stosują medycynę. Przekonanie, że wyłącznie człowiek zna się na leczeniu, to relatywnie nowa idea, wyrosła na gruncie zachodniego świata i zakorzeniona w pragnieniu oddzielenia się od natury. W dużej mierze jest to spuścizna chrześcijaństwa - religii dominującej na Zachodzie, której fundamentem jest dualizm: dobro i zło, człowiek i natura29.
Kiedy więc mieszkańcy zachodnich krajów przeszli od życia głęboko osadzonego w przyrodzie - jako myśliwi i zbieracze - do istnienia w betonowych osiedlach, kupując jedzenie i lekarstwa w oświetlonych jarzeniówkami supermarketach i aptekach, zaczęli zapominać, że w istocie są częścią natury. A wraz z utratą tej więzi przyszło zapomnienie, że wiele z ludzkiej wiedzy - także medycznej - wywodzi się z obserwacji innych istot żywych.
Być może najlepszym dowodem na to, że ludzie uczyli się od zwierząt, są obserwacje niedźwiedzi. Duża część tradycyjnej medycyny ludzkiej ma swoje korzenie w szamanizmie - praktyce religijnej, która pozwala wybranym osobom (szamanom) na kontakt z duchowym światem. Szamanizm występuje w wielu rdzennych kulturach na całym świecie. Szamani wchodzą w odmienne stany świadomości i często korzystają z pomocy zwierząt, które dodają im sił, przynoszą sny lub towarzyszą w podróżach po świecie duchów. Na południowej półkuli szamani często łączą się z lwami, panterami czy tygrysami. Na półkuli północnej - ich przewodnikiem bywa niedźwiedź.
Podążając śladami niedźwiedzia, szamani wchodzili do jaskiń, śpiewali święte pieśni i pościli, by stać się niedźwiedziami. Nosili maski niedźwiedzi, ich skóry oraz naszyjniki lub amulety wykonane z niedźwiedzich zębów albo pazurów. Niektórzy palili fajki w kształcie niedźwiedzia, jedli zioła podobne do tych, które spożywają te zwierzęta, i używali żółci, tłuszczu oraz pazurów niedźwiedzich podczas ceremonii leczniczych. Wielu szamanów naśladowało niedźwiedzie zapadające w sen zimowy. W transie przeżywali śmierć i narodziny - symbole wchodzenia niedźwiedzi do jaskiń na zimę i ich powrotu do świata wiosną. Zamiast dystansować się od zwierząt, szamani dążyli do zjednoczenia z nimi, wierząc, że w ten sposób zdobędą mądrość30.
Znaczenie niedźwiedzia w szamanizmie zostało szczególnie dobrze udokumentowane w kontekście kultur rdzennych Amerykanów31. Wśród ludu Ojibwa (Chippewa) Midewiwin stosowanie ziół leczniczych przekazywano z pokolenia na pokolenie; mawiano, że ci, którzy osiągali wyższy status w społeczeństwie, "podążali ścieżką niedźwiedzia"32.
Jak tłumaczy uzdrowiciel Ojibwa imieniem Siyaka: "Uważamy niedźwiedzia za wodza wszystkich zwierząt, jeśli chodzi o zioła lecznicze. Dlatego rozumie się samo przez się, że jeśli człowiek śni o niedźwiedziu, stanie się ekspertem w leczeniu ziołami" 33.
Podobnie wypowiadał się szaman plemienia Sioux, Lame Deer: "Niedźwiedź jest najmądrzejszym ze zwierząt, jeśli chodzi o wiedzę o lekarstwach. Kto śni o tym zwierzęciu, może zostać wielkim uzdrowicielem"34.
Ryc. 2.1. Indiański szaman-niedźwiedź. Obraz autorstwa George'a Catlina, Medicine Man, Performing His Mysteries over a Dying Man, 1832, olej na płótnie, 29 × 24 cali (73,7 × 60,9 cm), Smithsonian American Art Museum, dar Josephy Harrison Jr.
W jednej z opowieści Czirokezów o pochodzeniu chorób rośliny zbierają się na naradę, by zdecydować, jakie schorzenia będą mogły leczyć. Wysyłając sen do szamana, ogłaszają: "My, zieloni mieszkańcy tej ziemi, pomożemy ci w każdej chorobie, ale jesteśmy nieśmiali - musisz przyjść do nas i poprosić o pomoc, kiedy zachorujesz. Możesz też zapytać niedźwiedzia, bo on najlepiej zna nasze właściwości"35.
Tradycyjni uzdrowiciele uczyli się nie tylko dzięki transom i wizjom inspirowanym przez niedźwiedzie i inne zwierzęta, lecz także poprzez bezpośrednią obserwację ich zachowań. Czejenowie zauważyli, że niedźwiedzie jedzą krwawnik* - sami więc parzyli herbatę z jego liści, by leczyć przeziębienia. Lud Crow obserwował, jak niedźwiedzie spożywają liście, łodygi, jagody i korzenie kinnikinnick (znanej też jako mącznica**) i stosowali sproszkowane liście tej rośliny na rany. Nawahowie widzieli niedźwiedzie kodiaki wykopujące korzenie rośliny zwanej Oshá (Ligusticum porteri, gatunek z rodzaju lubiśnik), przeżuwające je, a następnie wypluwające mieszaninę śliny i rozdrobnionego korzenia na łapy, po czym wcierające ją w sierść36. Co najmniej piętnaście plemion używa tej rośliny, często zwanej "korzeniem niedźwiedzia", do leczenia infekcji wirusowych i bakteryjnych37. Obecnie ekstrakt z Oshá można zamówić przez internet.
Choć sam być może nigdy nie spróbowałeś żadnego z tych "niedźwiedzich lekarstw", zapewne zdarzyło ci się wziąć aspirynę. A jak się okazuje, związek chemiczny, na którym oparto ten lek, prawdopodobnie również został odkryty przez niedźwiedzie. Ich hibernacja to zdumiewający fenomen. Wykorzystując samodzielnie wykopane nory, istniejące jaskinie lub dziuple pod drzewami, niedźwiedzie w Ameryce Północnej, Europie i Azji nie jedzą, nie piją, nie oddają moczu ani kału przez okres od pięciu do siedmiu miesięcy. Temperatura ich ciała spada o pięć stopni Celsjusza, a tętno zwalnia z ponad czterdziestu uderzeń na minutę do mniej niż dziesięciu. Mogą stracić ponad jedną trzecią masy ciała38. A potem, wraz z nadejściem wiosny, budzą się. Wychodząc z legowisk, zaczynają jeść korę i pąki wierzb oraz młode pędy wiązówki - rośliny zawierające kwas salicylowy. To właśnie ten związek chemiczny został przekształcony przez chemików w aspirynę. Niedźwiedzie używają tej naturalnej wersji aspiryny, by usuwać nadmiar kwasu moczowego z krwi i tkanek oraz łagodzić ból pleców spowodowany długotrwałym leżeniem. Jak pisze Diarmuid Jeffreys w książce Aspirin: The Remarkable Story of a Wonder Drug, odkrycie aspiryny i innych leków "mogło mieć początek w naśladownictwie - zrodzić się z obserwacji, że chore zwierzę szuka konkretnej rośliny albo tarza się w określonym miejscu. Nietrudno sobie wyobrazić, jak cenna mogła być taka wiedza dla myśliwego tropiącego osłabioną ofiarę - a potem zachowana i powielana, gdy to sam myśliwy zachorował"39.
W miarę jak będziemy zagłębiać się w naukę o zwierzęcym leczeniu w tej książce, warto pamiętać, że wiele z naukowych odkryć ostatnich dekad to w istocie ponowne odkrycia wiedzy tradycyjnej. Dlatego w następnej części opowiemy historię współpracy między prymatologiem a tradycyjnym uzdrowicielem, która doprowadziła do tego, co dziś uważa się za pierwsze wiarygodne naukowe dowody na stosowanie lekarstw przez zwierzęta.
GORZKIE LIŚCIE
"Pewnego dnia pojadę do Afryki i zamieszkam z szympansami" - powiedział swojej matce czteroletni Michael A. Huffman, przyszły prymatolog z Uniwersytetu w Kioto40. Zainspirowany opowieściami o psotnym szympansie z książek o Ciekawskim George'u***, które mama czytała mu na dobranoc, Huffman zakochał się w tych zwierzętach41.
"W liceum wołali na mnie Małpi Mike. Miałem obsesję na punkcie szympansów. Czytałem książki, prenumerowałem magazyn "Scientific American". Cały czas myślałem o tym, jak dostać się do Afryki".
Kilka lat później, po tym, jak spotkał pierwszego szympansa w zoo w Denver jako stażysta programu skautowego, zapisał się na studia zagraniczne w Japonii. Później rozpoczął studia magisterskie i ukończył szkolenie z prymatologii na prestiżowym Uniwersytecie w Kioto - kolebce prymatologii w Japonii.
W owym czasie japońska prymatologia różniła się znacząco od tej amerykańskiej i europejskiej42. W kulturze Zachodu, przesiąkniętej chrześcijańskim dualizmem, prymatolodzy nie traktowali małp jako jednostek, lecz jako bezosobowe reprezentacje gatunku. Należało je badać maksymalnie obiektywnie, unikając przypisywania im osobowości czy indywidualnych zachowań - pod groźbą oskarżenia o antropomorfizm.
Japońscy prymatolodzy nie nosili tego kulturowego ciężaru. Dzięki dziedzictwu buddyzmu i shint? mogli postrzegać małpy jako istoty posiadające osobowość i uczucia43. Gdy zachodni naukowcy oznaczali swoje obiekty badań numerami, Japończycy nadawali im imiona, śledzili ich relacje rodzinne w czasie i próbowali patrzeć na świat z perspektywy samych prymatów44.
"To empatia wobec zwierząt przyciągnęła mnie do Japonii" - mówi Huffman.
Gdy ukończył szkolenie w duchu japońskiej tradycji, udokumentował pierwszy naukowy przypadek zwierzęcia samoleczącego się - tym samym dając początek całkiem nowej dziedzinie badań.
Był 21 listopada 1987 roku. Huffman przybył do Parku Narodowego Gór Mahale w Tanzanii, by badać rolę starszych osobników w społeczności szympansów. Wraz z Mohamedim Seifu Kalunde, starszym strażnikiem parków narodowych Tanzanii, śledził małą grupę szympansów, w której były dwie starsze samice. Do grupy należała też Chausiku, około dwudziestodziewięcioletnia samica. Huffman spotkał ją już, gdy po raz pierwszy przybył do Mahale dwa lata wcześniej. Wyczerpany, odwodniony i głodny po długiej podróży łodzią wzdłuż jeziora Tanganika, leżał rozciągnięty na ławce w bazie badawczej. Chausiku weszła do obozu ze swoim młodym i spojrzała na niego. Była pierwszym dzikim szympansem, jakiego spotkał.
Tego listopadowego poranka, podążając za grupą szympansów, Huffman i Mohamedi zobaczyli, jak Chausiku wspina się na drzewo i buduje gniazdo. "To nie była pora, w jakiej szympansy zazwyczaj budują gniazda", mówi Huffman. "Widzę jej młodego, Chopina, który skacze po gałęziach poza jej zasięgiem i może wpaść w kłopoty. Zwykle matka jest tuż obok i pilnuje go, ale z jakiegoś powodu dziś nie zwraca na niego uwagi".
Pozostali członkowie grupy zabierają młodego i odchodzą na żerowanie w inne miejsce, by później powrócić. Po długim odpoczynku Chausiku schodzi z drzewa, odnajduje Chopina i zatrzymuje się przy krzewie, przy którym Huffman nigdy wcześniej nie widział jedzących szympansów. Chausiku odrywa gałązkę i spożywa ją w nietypowy sposób - obiera z kory i liści, a następnie żuje i ssie rdzeń. Sok połyka, lecz włóknistą masę wypluwa.
Mohamedi mówi Huffmanowi, że ta roślina znana jest wśród WaTongwe - miejscowego ludu, w którym Mohamedi jest członkiem starszyzny - jako mjonso. Znana nauce pod nazwą Vernonia amygdalina, nosi potoczną nazwę "gorzkiego liścia". Jak sama nazwa wskazuje, jest bardzo gorzka. Mohamedi wyjaśnia, że WaTongwe stosują jej liście jako lekarstwo na wiele dolegliwości: bóle żołądka, pasożyty jelitowe, malarię i biegunkę. W głowie Huffmana pojawia się nowe pytanie: czy możliwe, że Chausiku również użyła tej rośliny jako lekarstwa?
Huffman i Mohamedi postanawiają, że nie będą dalej śledzić starszych osobników, lecz skoncentrują się na Chausiku. "Wszyscy moi koledzy twierdzili, że szympansy nie chorują", mówi Huffman. "Mówili, że są zawsze zdrowe. Ale wszystkie znaki zaczęły nabierać dla mnie sendnotesu. Budowanie gniazda, spędzanie w nim czasu... Samica oddała kał, leżąc bokiem na powalonym drzewie - nigdy wcześniej czegoś takiego nie widziałem. Nie mogła chodzić długo bez odpoczynku. Najwyraźniej nie była w stanie stać wystarczająco długo, by się normalnie wypróżnić". Nie miała też apetytu i wydalała ciemny mocz. Wszystko wskazywało na to, że Chausiku jest chora. Tamtej nocy Huffman nie mógł spać - zbyt mocno chciał się dowiedzieć, co oznaczało to gorzkie "lekarstwo", które przyjęła.
Następnego ranka on i Mohamedi ponownie ruszają w teren i odnajdują Chausiku. Nadal porusza się wolno, lecz po południowej drzemce całej grupy niespodziewanie wstaje i odchodzi z Chopinem. Huffman i Mohamedi muszą biec, by dotrzymać jej kroku. To było zdumiewające! Zdaniem Mohamediego, gdy WaTongwe stosują tę roślinę jako lekarstwo, poprawa zwykle następuje w ciągu dwudziestu godzin. Dokładnie tyle czasu minęło między zjedzeniem przez Chausiku gorzkiego rdzenia a widoczną poprawą jej zdrowia następnego dnia. "Te dwa dni naprawdę mnie przekonały, że to mjonso zadziałało".
Ale przekonanie samego siebie nie wystarczało. Huffman potrzebował twardych dowodów, by przekonać także kolegów, że Chausiku faktycznie użyła tej rośliny jako lekarstwa. Zaczął eksperymenty terenowe, by sprawdzić toksyczność rośliny. Wykorzystał talerze i miseczki na ryż, które udało mu się zebrać w bazie, i przygotował wodne roztwory z rozdrobnionych liści. Do środka dodał cierniki - małe rybki z pobliskiego strumienia. "Sprawdzałem je co dwie godziny przez dwanaście godzin. Niektóre ryby przy dużych dawkach umierały. To podsunęło mi pomysł, by zebrać liście i zabrać je do Japonii do analizy chemicznej".
Po powrocie do Japonii Huffman przekazuje wielki worek z suszonymi liśćmi kolegom z Uniwersytetu w Kioto - Hajimemu Ohigashiemu i Koichiemu Koshimizu, ekspertom w dziedzinie chemii roślin. Są zachwyceni możliwością analizy próbki. Od dawna chcieli zbadać Vernonia amygdalina (mjonso), ale wcześniejsze partie przysyłane z Kamerunu przybywały spleśniałe i nie nadawały się do użytku. Wraz ze studentami natychmiast przystępują do ekstrakcji związków chemicznych z liści Huffmana i odkrywają liczne laktony seskwiterpenowe - klasę związków znanych z toksyczności i działania leczniczego wobec pasożytów, ameb, bakterii, a nawet nowotworów45. Znajdują również inne związki, wcześniej nieopisane w literaturze naukowej. Określają ich strukturę chemiczną i działanie biologiczne, identyfikując trzynaście nowych substancji, które nazwali glikozydami steroidowymi. Historia, jaka się z tego wyłania, wygląda tak: Chausiku zachorowała, spożyła roślinę o właściwościach przeciwpasożytniczych i wyzdrowiała w ciągu dwudziestu godzin.
Ale czy to na pewno było leczenie? Czy Chausiku spożyła tę roślinę, bo była chora? Czy naprawdę mogła wiedzieć, że zjedzenie akurat tej rośliny pomoże jej wyzdrowieć? "Niemożliwe!" - tak uważała większość naukowców.
"Wszyscy moi koledzy z Mahale twierdzili, że szympansy po prostu jedzą tę roślinę; nie ma to nic wspólnego z leczeniem; szympansy nie chorują". Huffman się nie zgadzał. Widział wszelkie oznaki choroby, ale musiał dowiedzieć się, co je wywołuje. "Jeden lekarz chorób tropikalnych z Instytutu Pasteura w Kioto powiedział: spróbuj przyjrzeć się pasożytom. Więc zacząłem studiować cykle życiowe pasożytów. Sprawdzałem obciążenia pasożytnicze - ile szympansów je ma? Jak zmieniają się poziomy zakażenia w zależności od pory roku? Pobierałem próbki kału w celu wykrycia pasożytów i próbki moczu w poszukiwaniu innych oznak infekcji. Używałem małych plastikowych pojemników w kształcie rybek, zwykle przeznaczonych do sosu sojowego w bento****, by zasysać mocz z liści i kamieni. Analizowałem aktywność szympansów i zacząłem dostrzegać coraz więcej przypadków chorób. Sporządziłem dzienne karty medyczne dla dwudziestu osobników i śledziłem ich stan przez kilka lat. Ale potrzebowałem jeszcze jednego przypadku przeżuwania gorzkiego rdzenia. Musiałem wiedzieć, czy mjonso rzeczywiście wpływa na pasożyty".
W 1991 roku Huffman doczekał się kolejnej obserwacji46. Razem z Mohamedim ponownie badali szympansy w Mahale. Skupili uwagę na Fatumie, dwudziestoośmioletniej samicy z młodym o imieniu Pim. Zauważyli, że Fatuma cierpi na wzdęcia i żółtą, wodnistą biegunkę. Jak wcześniej Chausiku, była ospała i większość czasu spędzała odpoczywając. 23 grudnia Fatuma ssała gorzki sok z rdzenia dwóch pędów Vernonia. Już następnego dnia zaczęła wracać do zdrowia; biegunka ustąpiła, a jej stan poprawił się na tyle, że była w stanie zapolować na gerezankę*****. Było to dokładnie dwadzieścia trzy godziny po spożyciu gorzkiego soku. Analizując próbki kału Fatumy zebrane 23 i 24 grudnia, Huffman odnotował znaczny spadek liczby jaj pasożytniczego nicienia Oesophagostomum stephanostomum, który żyje w jelitach. W laboratorium Ohigashi i Koshimizu obliczyli później, że ilość związku chemicznego o nazwie vernoniozyd B, jaką przyjęła Fatuma, odpowiadała dawce, którą uzdrowiciele WaTongwe podają swoim pacjentom. Tym samym Huffman udowodnił, że dziki szympans przyjął skuteczną dawkę rośliny leczniczej, co zbiegło się z redukcją pasożytów i poprawą stanu zdrowia.
Ryc. 2.2. Szympansica o imieniu Jilba żuje gorzki rdzeń leczniczej Vernonia amygdalina (znanej także jako mjonso lub gorzki liść) w Parku Narodowym Gór Mahale w Tanzanii. Fot. Michael A. Huffman.
W latach 1989-1992 Huffman przeprowadził kolejne badanie. Zbierając próbki kału niemal pięćdziesięciu szympansów, odkrył, że infekcje pasożytnicze O. stephanostomum występowały znacznie częściej w porze deszczowej niż w suchej47. Ten pasożyt to wyjątkowo zjadliwy robak jelitowy i wydaje się główną przyczyną poważnych infekcji pasożytniczych wśród szympansów w Mahale. Zarażone osobniki cierpiały na bóle brzucha, podrażnienia jelit, biegunkę i ogólne osłabienie. W jednym przypadku pasożyty przemieściły się z jelit do układu moczowego samca szympansa, powodując jego śmierć. Fakt, że robaki te były częstsze w porze deszczowej, miał uzasadnienie - szympansy wydalają jaja pasożytów w kale, a te następnie rozwijają się w larwy wśród roślinności. Larwy są później połykane, gdy szympansy jedzą rośliny. Wilgotne warunki sprzyjają przetrwaniu pasożytów znacznie bardziej niż suche. Huffman zauważył również, że szympansy częściej korzystały z roślin leczniczych właśnie w porze deszczowej, a przypadki samoleczenia współwystępowały z wysoką intendnotesywnością infekcji pasożytniczych.
Publikując serię artykułów na temat swoich badań, Huffman przekonał nie tylko siebie, ale i społeczność naukową, że szympansy potrafią się leczyć48. W swoim wystąpieniu na TEDx Osaka w 2011 roku opisał obserwacje Chausiku - dokonane wspólnie z Mohamedim - jako pierwszą naukową dokumentację zwierzęcia, które aktywnie podjęło leczenie, by wyleczyć się z choroby49.
ROBAKI I ZAPIĘCIA NA RZEP
W pewnym sendnotesie Huffman nie odkrył niczego nowego. Sam zresztą mówi o swoim odkryciu naukowym jako o ponownej obserwacji tego, co lokalni mieszkańcy - i szympansy - już dawno wiedzieli. Zwierzęta leczą się same; a tradycyjni uzdrowiciele na całym świecie przez tysiące lat obserwowali je, by opracować własne metody leczenia.
Przez dwadzieścia lat Mohamedi współpracował z Huffmanem jako przewodnik terenowy. Ale jak mówi sam Huffman - Mohamedi był kimś więcej niż tylko przewodnikiem. Był równorzędnym współbadaczem i szanowanym przyjacielem. Pochodząc z długiej linii tradycyjnych uzdrowicieli, sam był aktywnym leczącym w lokalnej społeczności. W roku 2000 Huffman dowiedział się, że rodzina Mohamediego - i ogólnie lud WaTongwe - od dawna wierzy, że zwierzęta leczą się same, a ludzie mogą się tego od nich nauczyć.
Huffman pamięta ten moment bardzo dobrze. Szympansy, które razem śledzili, wspięły się na strome wzgórze, gdzie badacze nie mogli już za nimi podążać. Usiadłszy na kłodzie, wędrowcy rozmawiali, żeby zabić czas. "Myślę, że próbowałem wytłumaczyć mu, jak wygląda życie na Księżycu", wspomina Huffman. "Że nie ma tam tlenu, że jest bardzo zimno. Robiłem, co mogłem, żeby to opisać w suahili, czyli w naszym wspólnym języku. I nagle Mohamedi wspomniał o roślinie, o której jego dziadek dowiedział się, że jest lecznicza, obserwując chorego jeżozwierza".
Była to taka historia: dziadek Mohamediego zauważył jeżozwierza z krwawą biegunką, który wykopywał i zjadał korzenie rośliny zwanej mulengelele (z rodzaju Aeschynomene). Roślina ta była znana jako trująca - ludzie jej unikali i nie przypisywali jej żadnych właściwości leczniczych. Ale jeżozwierz wyzdrowiał, więc dziadek Mohamediego postanowił przygotować z jej korzeni wywar. Użył go, by leczyć ludzi w swojej wiosce cierpiących na podobne objawy, których nie udawało się wyleczyć dotychczasowymi metodami. Ponieważ pacjenci byli sceptyczni wobec nowego leku, najpierw sam go zażył - by udowodnić, że nie była to trucizna. Dziś roślina ta jest szeroko stosowana w zachodniej Tanzanii, a niektórzy używają jej jako zamiennika antybiotyków w leczeniu infekcji wtórnych u pacjentów z AIDS.
"To był pierwszy raz, kiedy powiedział mi o mulengelele", mówi Huffman. "Prawie spadłem z kłody, na której siedzieliśmy!". Mohamedi opowiedział mu o swoich własnych obserwacjach oraz o historiach przekazywanych przez jego matkę, dziadka i wujów. To chore słonie, jeżozwierze, dzikie świnie i inne zwierzęta były - jak twierdzili - źródłem ich odkryć dotyczących leków na czerwonkę, dolegliwości żołądkowe, choroby weneryczne i inne schorzenia.
W czasie współpracy z Huffmanem Mohamedi opracował też nową metodę leczenia biegunki, opartą na obserwacjach szympansów, które połykały liście rośliny zwanej mhefu (Trema orientalis), by pozbyć się tych samych pasożytów, które wcześniej leczyły za pomocą Vernonia amygdalina. Rozgniatał liście, przygotowywał miksturę i stosował ją w leczeniu ludzi z biegunką. Jego matka była sceptyczna - nigdy wcześniej nie używała tej rośliny jako lekarstwa. Ale Mohamedi ją przekonał i sama zaczęła stosować mhefu u swoich pacjentów z rejonu Buhingu, na północ od Mahale, nad brzegiem jeziora Tanganika50.
Jeszcze zanim Huffman zaczął składać w całość poszczególne dowody na lecznicze zastosowanie przeżuwanego gorzkiego rdzenia, inni prymatolodzy zwrócili uwagę na osobliwe zwyczaje żywieniowe szympansów, które ich zdaniem mogły być formą samoleczenia. Już w latach 60. XX wieku światowej sławy prymatolożka Jane Goodall zauważyła, że w odchodach szympansów czasem znajdują się całe, niestrawione liście rośliny znanej jako Aspilia pluriseta51. Naukowcy Richard Wrangham i Toshisada Nishida szczegółowo opisali to zjawisko w artykule z 1983 roku52. Badając szympansy w Parku Narodowym Gór Mahale, jak również w Parku Narodowym Gombe - oba znajdują się w Tanzanii - zaobserwowali, że szympansy połykają liście Aspilia w całości. Zwierzę najpierw zrywa liść, starannie składa go między językiem a podniebieniem, a następnie połyka. Analiza kału wykazała, że liście przechodzą przez przewód pokarmowy niestrawione, a w jednym egzemplarzu kału znaleziono nawet pięćdziesiąt liści. Wrangham i Nishida zauważyli, że Aspilia bywa stosowana przez tradycyjnych uzdrowicieli przy leczeniu różnych dolegliwości - bólu dolnej części pleców, nerwobólów, nadciśnienia. To skłoniło ich do hipotezy, że szympansy również mogą używać tej rośliny jako lekarstwa.
Wrangham i Nishida połączyli siły z chemikiem Eloyem Rodriguezem, który odkrył w liściach Aspilia związek antybiotyczny o nazwie tiarubryna A53. Substancja ta wykazuje silną toksyczność wobec bakterii chorobotwórczych, a badacze wysunęli hipotezę, że szympansy połykają liście Aspilia jako lek przeciwpasożytniczy. Zasugerowali również, że staranne składanie liści i połykanie ich w całości chroni je przed rozkładem w żołądku, umożliwiając dostarczenie substancji czynnych do jelita cienkiego, gdzie bytują pasożytnicze robaki54. Jednak kolejne analizy chemiczne nie wykazały obecności tiarubryny A w stężeniach wystarczająco wysokich, by uzasadnić taką funkcję55.
Sugerowało to, że połykane liście służą czemuś innemu niż dostarczanie toksyn do jelit. Tymczasem Huffman zebrał dowody na to, że podobne zachowanie związane ze zjadaniem takich liści wykazują nie tylko szympansy, lecz także bonobo i goryle56. Co więcej, odkrył, że naczelne te używają do tego celu co najmniej czterdziestu różnych gatunków roślin57. Porównując pory roku, Huffman zauważył, że szympansy połykały więcej liści w porze deszczowej, gdy infekcje wywoływane przez groźnego robaka O. stephanostomum były znacznie częstsze58. Wrangham odnotował podobne wzorce w Parku Narodowym Kibale w Ugandzie - szympansy znacznie częściej połykały liście, gdy powszechne były infekcje tasiemcami59.
Dokładnie analizując wszystkie rośliny używane przez szympansy do połykania, Huffman zauważył, że mają one jedną wspólną cechę: ich liście są szorstkie, pokryte drobnymi, sztywnymi włoskami. W rzeczy samej, Huffman i jego koledzy często używali liści jednej z tych roślin jako prowizorycznego papieru ściernego do wygładzania drewnianych trzonków maczet. Wtedy uświadomił sobie, jaką korzyść mogą przynosić szympansom te szorstkie, włochate liście po okresie choroby.
Pewnego dnia, po całodniowym śledzeniu chorego szympansa i zebraniu jego kału, Huffman sam zachorował na infekcję wirusową. Po trzech dniach rekonwalescencji w końcu miał okazję zbadać odchody szympansa, które przechowywał w plastikowym worku w magazynie stacji terenowej w Mahale. Ku swojemu zdumieniu odkrył, że worek aż roił się od wijących się żywych robaków. To ostatecznie podważyło hipotezę, że szympansy połykają liście ze względu na zawarte w nich toksyny zwalczające pasożyty. Zamiast tego Huffman zauważył, że część robaków była dosłownie przyklejona do liści - uchwycona przez włochatą powierzchnię. Gdy odciągał robaki od liści, dźwięk przypominał rozpinanie rzepu.
Późniejsze badania przeprowadzone wspólnie z jego współpracowniczką Judith Caton wykazały, że oprócz fizycznego wychwytywania robaków połknięte liście powodują także podrażnienie przewodu pokarmowego, wywołując wydzielanie soków trawiennych i gwałtowne ruchy jelit, co skutkuje usunięciem pasożytniczych robaków w ciągu sześciu-siedmiu godzin60.
Z upływem lat Huffman i inni badacze udokumentowali przeżuwanie gorzkich łodyg i połykanie liści u szympansów, bonobo i goryli w ponad szesnastu lokalizacjach i dwudziestu pięciu społecznościach w całym ich geograficznym zasięgu61. Wiemy już dziś, że również gibony białorękie w Tajlandii połykają liście w podobnym celu62.
Zwyczaje ssania gorzkiego rdzenia łodygi i połykania liści u szympansów stały się pierwszymi dobrze udokumentowanymi, naukowymi przykładami samoleczenia u zwierząt. I nie ostatnimi. Chausiku, Huffman, Mohamedi, Wrangham i inni dali początek nowej dziedzinie nauki. W kolejnych rozdziałach przyjrzymy się wielu fascynującym sposobom, w jakie zwierzęta stosują lekarstwa, by dbać o zdrowie. Ale najpierw zadajmy sobie jedno pytanie: dlaczego w ogóle zwierzęta potrzebują leczenia?
Zapraszamy do zakupu pełnej wersji książki
* Rodzaj Achillea (wszystkie przypisy sygnowane małymi literami alfabetu - jeśli nie zaznaczono inaczej - pochodzą od tłumacza).
** Rodzaj Arctostaphylos.
*** W Polsce historia o Ciekawskim George'u dostępna jest jako serial animowany (2006-2022, Imagine Entertainment / Universal Animation Studios / WGBH).
**** Styl przygotowywania lunchu w Japonii polegający na umieszczeniu małych porcji ryżu i różnych potraw w pojemniku podzielonym na niewielkie przegródki.
***** Niewielka małpa z rodziny koczkodanowatych.